Tak ma wyglądać nowoczesna baza PKS NOVA. Po co w ogóle była sesja nadzwyczajna?

Tak ma wyglądać nowoczesna baza PKS NOVA. Po co w ogóle była sesja nadzwyczajna?

3,5 godziny debatowali radni wojewódzcy w podlaskim Sejmiku o sytuacji w PKS NOVA. Sesja była „nadzwyczajna”, sugerując jakby coś wielkiego się stało, co pilnie trzeba omówić. Tymczasem całość była „nadzwyczajnie” nudna. Dlatego w obawie o Wasze zdrowie, nie będziemy przytaczać wszystkiego co tam padło, szczególnie że niektóre wypowiedzi przypominały bełkot.

Zacznijmy od kontekstu. PKS NOVA ogłosił przetargi dotyczące sprzedaży swoich trzech baz – w Łomży, Zambrowie i Wysokiem Mazowieckiem. Gdyby transakcja doszła do skutku, firma zbudowałaby jedną, nowoczesną bazę, która zaczęłaby dla PKS zarabiać pieniądze – świadcząc usługi mechaniczne nie tylko samej sobie, ale również podmiotom zewnętrznym. Obecne bazy generują stratę w wysokości 1,1 mln zł rocznie.

Pomysł ten nie spodobał się politykom PiS. Artur Kosicki, były marszałek województwa postanowił zrobić z tej sprawy niezrozumiałe „show” na konferencjach broniąc tego co widzicie poniżej niczym niepodległości.

Przy okazji sugerując, że ogłoszenie przetargu na sprzedaż tych baz to tak wielka rzecz, że na pewno robiono to od dawna i w tajemnicy. Tymczasem wystarczy wejść na stronę internetową PKS NOVA i przeczytać dokumenty przetargowe. Jedno ogłoszenie to dosłownie 6 stron A4. Jeżeli radny Kosicki uważa, że napisanie czegoś takiego wymaga miesięcy to nawet trudno to jakoś skomentować.

Szerzej o tej obronie baz pisaliśmy o tym tutaj:

Kosicki i związkowcy bronią ruder jak świętości. PKS Nova w ogniu absurdu.

Dzisiejsza sesja miała być więc „nadzwyczajna”. W środku wakacji wszyscy liczyli na jakieś wstrząsające informacje, a tymczasem przez 3,5 godziny samorządowcy rozmawiali szerzej o planach PKS Nova na swoją inwestycję. Prezes PKS Nova – Zbigniew Wojno pokazał radnym film, gdzie widać obecny stan rzeczy (rozpadające się budynki), a także wizualizację tego co proponuje w zamian.

Wojno powtórzył również to, że chce sprzedać obecne grunty (bo przecież nie te rozpadające się budynki), by zbudować nowoczesną jedną bazę.

Kosicki w odpowiedzi na to zadał mnóstwo pytań dot. PKS Nova. Szczególnie interesowały go kwestie finansowe. W trakcie dyskusji wyszło, że za czasów, gdy był marszałkiem województwa i nadzorował PKS Nova, w firmę wpompowano 50 mln zł i efektów tego nie widać. Generalnie dyskusja radnych (w tym Kosickiego) kręciła się wokół tego czy sprzedać grunty i zbudować bazę czy zbudować bazę na którymś z gruntów. Prezes PKS Nova nie wykluczył i takiej ewentualności. Sprawa tej inwestycji jest na bardzo wczesnym etapie i w zasadzie trudno powiedzieć po co politycy PiS bili pianę i w ogóle chcieli tej nadzwyczajnej sesji, skoro nawet nie zapadły jeszcze żadne decyzje. Generalnie prezes PKS Nova podkreślał, ze nie zamierza zaciągać żadnych zobowiązań, więc plan jest taki by te stare, zdewastowane tereny zamienić w coś nowego bezkosztowo.

Chyba najbardziej żenujące wystąpienie miała Bernadetta Krynicka. Jeżeli ktoś tej pani nie kojarzy, to przypominamy. To łomżyńska, była posłanka, obecne radna Sejmiku Województwa Podlaskiego. To także dyrektorka łomżyńskiego MOSiR. W swojej karierze najbardziej zasłynęła z uciekania od osób niepełnosprawnych podczas protestów w Sejmie w 2018 roku. Pani radna podczas swojego wystąpienia zachowywała się niczym aparatczyk PZPR, który rzewni łzy za komuną. O przedsiębiorcach mówiła per „prywaciarze”. Zaś prezesowi Wojno radziła, by to pracownicy PKS sami odnowili te bazy-ruiny.

Już to widzimy oczyma wyobraźni jak kierowcy zakasują rękawy i zamalowują kilkudziesięcioletni brud w czynie społecznym. Na koniec przyjeżdża pierwszy sekretarz i proletariatowi ściska prawicę. Wszyscy wzruszeni biją brawo.

Partnerzy portalu:

Weekend w Siemiatyczach. Co tu warto robić?
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Weekend w Siemiatyczach. Co tu warto robić?

Jeżeli szukasz miejsca, w którym da się połączyć leniwe plażowanie z kameralnym klimatem małego miasteczka, Siemiatycze sprawdzą się zaskakująco dobrze. Niecałe dwie godziny jazdy samochodem z Warszawy, około półtorej godziny z Białegostoku wystarczą, by zamienić wielkomiejski szum na szum fal sztucznego zalewu i odetchnąć zapachem lasu opadającego ku dolinie Bugu.

Już pierwszy spacer po rynku pokazuje, że to miasto lubi łączyć stare z nowym. W samym centrum stoi klasycystyczna synagoga – dziś siedziba Siemiatyckiego Ośrodka Kultury. Kilkadziesiąt kroków dalej stoi też dawny Dom Talmudyczny. Jednak kiedy słońce rośnie nad dachami, najłatwiej podążyć za mieszkańcami – prosto nad wodę. A jest w czym wybierać, bo miasteczko ma dwie plaże.

Pierwszy zalew położony jest najbliżej centrum miasta – sąsiaduje z terenem zielonym wykorzystywanym na potrzeby miejskich wydarzeń promocyjnych. Nad drugim zalewem znajduje się strzeżone kąpielisko z plażą, pływającym pomostem, boiskiem do siatkówki plażowej, siłownią zewnętrzną, placem zabaw, wypożyczalnią sprzętu wodnego. Zalewy nr 1 i 2 z plażami łączy ścieżka pieszo-rowerowa oraz rekreacyjna „trasa zdrowia”. W sąsiedztwie zbiorników znajdują się obiekty sportowe: stadion miejski, skatepark oraz zespół boisk m.in. do piłki nożnej, siatkówki, koszykówki i kort tenisowy. Trzeci zalew bez plaży to oaza spokoju uczęszczana głównie przez wędkarzy. W pobliskim lesie znajdują się dwie oznakowane trasy piesze długości 2,3 km i 6 km.

Ci, którzy odwiedzają miasto poza sezonem plażowym, nie muszą rezygnować z Siemiatycz. Miasto może nie epatuje monumentalną historią, choć po drodze trudno nie zauważyć barokowego kościoła Wniebowzięcia NMP czy sfinksów strzegących niegdyś bramy pałacu. Resztę zostaw przestrzeni – miasto pokaże Ci, jak smakuje podlaski slow‑life.

Partnerzy portalu:

Nowa atrakcja w Białymstoku już się szykuje. Rewitalizacja zapuszczonego stawu.
fot, Facebook Rafała Rudnickiego, wiceprezydenta miasta Białegostoku

Nowa atrakcja w Białymstoku już się szykuje. Rewitalizacja zapuszczonego stawu.

Na mapie Białegostoku pojawi się wkrótce nowe, wyjątkowo zielone i przyjazne mieszkańcom miejsce. Dobiega końca rewitalizacja stawu na osiedlu Bema, w rejonie ulic Bema i Absolwentów. Przez ostatnie miesiące prowadzono tu intensywne prace, które obejmowały oczyszczenie i pogłębienie zbiornika wodnego, a także przygotowanie jego otoczenia tak, by stało się ono przestrzenią do odpoczynku i aktywnego spędzania czasu.

W ramach inwestycji powstały drewniane pomosty, które umożliwią bezpośredni kontakt z wodą oraz obserwowanie przyrody z bliska. Dookoła stawu wytyczono nowe ścieżki – zarówno betonowe, jak i piaskowe – które stworzą malownicze trasy spacerowe. Nie zabrakło też elementów małej architektury, takich jak wygodne ławki, na których będzie można przysiąść i podziwiać widoki, oraz urządzenia siłowni plenerowej, zachęcające do ruchu na świeżym powietrzu.

Nowe miejsce ma szansę stać się ulubionym punktem spotkań mieszkańców osiedla Bema i okolic. Dzięki połączeniu zieleni, wody i strefy rekreacyjnej będzie to przestrzeń zarówno do rodzinnych spacerów, jak i aktywnego wypoczynku. Już wkrótce każdy będzie mógł tu odpocząć, poobserwować ptaki czy po prostu cieszyć się urokami przyrody w samym sercu miasta.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To niesamowite miejsce wypoczynku. Dawniej odbywały się tu „Noce weneckie”.

Grobla Jednaczewska to malownicza trasa prowadząca z Łomży do Lasu Jednaczewskiego, a dalej w stronę wsi Jednaczewo i Nowogrodu. Dziś jest częścią szlaku turystycznego biegnącego przez Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi, ale jej historia sięga czasów międzywojennych, gdy na pobliskiej polanie Łomżyniacy urządzali zabawy i spotkania towarzyskie.

W 1925 roku prasa pisała o popularnej imprezie „Noc wenecka”, która zgromadziła około tysiąca osób. Tańczono przy dźwiękach orkiestry 33. pułku piechoty, a część dochodu przeznaczono na budowę utwardzonej drogi z Łomży do lasu. Kilka lat później droga została obsadzona młodymi drzewami, wyposażona w ławki i odwodniona rowami. W samym lesie stanął pomnik Stacha Konwy – bohatera Kurpiów walczącego w XVIII wieku ze Szwedami i wojskami sasko-rosyjskimi. Konwa, wierny Stanisławowi Leszczyńskiemu, zginął w 1733 roku, gdy po klęsce pod Jednaczewem odmówił przejścia na stronę Sasów.

Pierwszy pomnik wystawiono dzięki staraniom etnografa Adama Chętnika w 1922 roku, jednak w czasie II wojny światowej został zniszczony. Dziś jego replikę można zobaczyć w skansenie kurpiowskim w Nowogrodzie.

Przez groblę przepływa Łomżyczka – lewostronny dopływ Narwi o długości ponad 16 km. Obecnie Grobla Jednaczewska jest asfaltowa. W ostatnich latach powstał tu jednak kilometr nowej ścieżki rowerowej, która zaczyna się przy ulicy Łąkowej i prowadzi w stronę Jednaczewa.

Las Jednaczewski to dziś popularne miejsce spacerów i weekendowego odpoczynku mieszkańców Łomży. Mimo to okolica zachwyca spokojem i klimatem dawnych spotkań Łomżyniaków – szczególnie urokliwy jest odcinek drogi od mostku nad Łomżyczką aż do granicy lasu. Dla turystów odwiedzających region to świetna propozycja na spacer lub przejażdżkę rowerową wśród historii, pięknej przyrody i wspomnień dawnych tradycji

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kosicki i związkowcy bronią ruder jak świętości. PKS Nova w ogniu absurdu.

Zamiast malować rdzę, wietrzyć smród i likwidować brud, woli zbudować nowe. Przecież to oczywisty dowód szaleństwa! Mowa tu o prezesie PKS Nova, który rozpętał ostatnio dziką awanturę, bo śmiał swoim pracownikom zbudować nowoczesne i czyste miejsce pracy. Brakuje jeszcze zarzutu, że podmienił kawę w automacie na zbożową. To co zobaczycie na zdjęciach i filmie może być dla Was szokujące. A jeszcze związkowcy, ramie w ramię z politykami PiS walczą, by nie budować nowej bazy. Aż chciałoby się przodującemu w „walce” byłemu marszałkowi Arturowi Kosickiemu powiedzieć – człowieku obejrzyj w jakich warunkach ludzie tu pracują. Zobacz co im swoimi protestami fundujesz.

Co najbardziej żałosne, wygląda na to, że przez Kosickiego przemawia wyłącznie urażona duma. Jego formacja PiS zwyciężyła w wyborach do Sejmiku, ale nikt z nimi nie chciał tworzyć koalicji. Trudno bowiem logicznie argumentować po co były marszałek broni tej ruiny, wmawiając pracownikom PKS Nova i opinii publicznej, że jest to lepsze niż planowana, nowoczesna baza. Nie śmiejcie się – to nie są zwykłe bazy. To pomniki. To sanktuaria autobusowości. Związki zawodowe pod rękę z Kosickim już dawno powinny zgłosić je do rejestru zabytków, a najlepiej – wpisać na listę dziedzictwa UNESCO. Tam, między Wielkim Murem Chińskim, Puszczą Białowieską powinna znaleźć się rozpadające się budynki.

Ale o co cała awantura? Zbigniew Wojno czyli prezes PKS Nova niedawno ogłosił, że zamierza te „skarby” sprzedać (o ile ktoś to w ogóle będzie chciał kupić). Tymczasem zamiast nich planowany jest jeden samowystarczalny energetycznie i funkcjonalny punkt, skupiający w jednym miejscu bazę obsługującą cały teren południowy (czyli Łomżę, Zambrów i Wysokie Mazowieckie). Nowe warsztaty, stacja kontroli pojazdów, myjnia oraz kanały warsztatowo będą w założeniu nie tylko obsługiwać PKS Nova, ale też mają być udostępnione podmiotom zewnętrznym, co przełoży się na dodatkowe źródło dochodów.

Chyba, że pracownicy zostaną z tym co jest teraz, bo wspomniany Kosicki w wywiadzie dla Dzień Dobry Podlaskie przebąkiwał możliwość strajków.  Inaczej mówiąc związkowcy rozważają narażenie swojej firmy na gigantyczne straty tylko po to by zrobić dobrze dla PiS-u. Bo innej korzyści z tego nie będzie. Działacze zażądali głowy prezesa PKS Nova. Oprócz wspomnianej walki o rozpadające się bazy, dołożyli jeszcze kilka innych śmiesznych zarzutów.

Na przykład doprowadzenia do zapaści finansowej spółki. Wystarczy jednak prześledzić ostatnie 10 lat, by zobaczyć że w tym czasie pod rządami różnych prezesów spółka była cały czas na minusie na miliony złotych. A międzyczasie sprzedała swoje tereny przy ul. Fabrycznej, oddała 45 proc. terenów obecnego dworca w Białymstoku w zamian za wybudowanie nowoczesnego budynku i zaplecza. Czy wtedy związkowcy mieli coś przeciwko?

Każdy, kto prowadzi firmę doskonale wie, że sam wynik finansowy nie jest najważniejszy. Można być na minusie do momentu, gdy jest się w stanie pokrywać koszty na działalność bieżącą. Jeżeli nie brakuje na wypłaty, paliwo, części, raty kredytów czy rachunki to znaczy, że nic złego się nie dzieje. Bo firma nie tylko ma wydatki, ale też zarabia! Tymczasem nie tak dawno związkowcy wynegocjowali z obecnym prezesem podwyżki. Więc skoro martwią się o sytuację finansową spółki, może powinni się ich zrzec?

Związkowcy dawniej byli też przeciwko łączeniu PKS-ów Łomży, Zambrowa, Siemiatycz, Suwałk i Białegostoku w jedną spółkę. Dlaczego? Znów wygrała tutaj wiara, że kiedyś to było. A że autobusy się zużywają i trzeba kupować nowe? Gdzie tam lepiej było smrodzić starymi autosanami w nieskończoność i serwisować je w zapuszczonych bazach. I teraz po latach widać jak na dłoni kto ma racje. W Łomży, Wysokiem Mazowieckiem i Zambrowie stoją bazy, które kosztują krocie, ale związkowcy chcą je trzymać jak relikwie. Po co? Bo są. A że generują miesięczne straty rzędu 90 tysięcy złotych? To już ich nie interesuje. Aż łza się w oku kręci. Jakby PKS to nie była firma, ale muzeum PRL-u.

Mamy nadzieję, że nikt na poważnie związkowego betonu z politykami PiS pod rękę słuchać nie będzie. Bo z takimi doradcami, PKS wróciłby do swoich mrocznych czasów, gdy stare, zdezelowane pojazdy woziłyby powietrze, bo nikt nie chciałby tymi trupami jeździć. Najbardziej na robieniu tej polityki cierpią pasażerowie ze zwykłymi pracownikami PKS. Bo to oni zostaną z tą ruiną.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Drohiczyn to południowa perła Podlasia. Co tu warto zobaczyć?

Drohiczyn nie należy do miejsc, które krzyczą swoją obecnością z billboardów czy pierwszych stron przewodników turystycznych. Leży cicho, nad rzeką Bug, na południowych krańcach województwa podlaskiego, trochę jakby poza głównym nurtem podróżniczych szlaków. A jednak ci, którzy choć raz się tu zatrzymali – nawet na krótki dzień – wracają z poczuciem, że odkryli coś bardzo osobistego. Miejsce, gdzie czas płynie nieco inaczej, a historia i natura żyją obok siebie w zadziwiającej harmonii.

Jeśli masz tylko jeden dzień, Drohiczyn nie będzie cię poganiał. Wręcz przeciwnie – zaprosi cię do niespiesznej wędrówki przez swoją historię, przyrodę i duchowe dziedzictwo. Poranek najlepiej zacząć od spaceru po nadrzecznych bulwarach. To tutaj Bug pokazuje swoją najłagodniejszą twarz – szeroki, spokojny nurt odbijający niebo, ciche trzcinowiska, zapach mokrej trawy. To także świetny moment na pierwsze spojrzenie na panoramę miasta z dołu.

Warto od razu skierować się na Górę Zamkową – to tylko kilkuminutowe podejście, a z jej szczytu roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na dolinę Bugu. Tu kiedyś stał zamek, o którym dziś przypomina już tylko nazwa i niewielki obelisk. Ale nawet bez ruin, to miejsce ma w sobie coś z majestatu dawnej siedziby książąt.

Schodząc z góry, niemal automatycznie trafisz do serca Drohiczyna – niewielkiego rynku i jego okolic. To właśnie tu skupia się większość zabytków. Drohiczyn był przez wieki miastem trzech kultur – katolickiej, prawosławnej i unickiej – co dziś można dostrzec w zaskakująco dużej liczbie świątyń jak na tak małe miasteczko.

Zbliżając się do południa, dobrze jest zrobić przerwę na posiłek. Choć Drohiczyn nie oferuje bogatej sceny gastronomicznej, znajdzie się kilka miejsc, które serwują tradycyjne podlaskie dania z prostotą i autentycznością. Kartacze, pierogi, babka czy chłodnik to lokalne rarytasy. Kuchnia, która nie próbuje nikogo zaskakiwać, tylko karmi jak w domu.

Popołudnie warto poświęcić na spotkanie z przyrodą. Można wypożyczyć rower lub po prostu wybrać się na spacer wzdłuż rzeki, kierując się w stronę przystani. Jeśli pogoda sprzyja, możliwe są także krótkie rejsy na drugi brzeg po Bugu.

Na koniec dnia dobrze jest wrócić na Górę Zamkową lub usiąść na jednej z ławek przy rzece. Zachód słońca nad Bugiem ma w sobie coś z kontemplacji. Nie chodzi nawet o spektakularność barw, choć i one bywają zachwycające, ale o spokój, który w tym miejscu wydaje się być czymś naturalnym, nienarzuconym.

Partnerzy portalu:

Taka jest Suwalszczyzna. Malownicze tereny na trzech pojezierzach.
Wigry z widokiem na klasztor, fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Taka jest Suwalszczyzna. Malownicze tereny na trzech pojezierzach.

W samym sercu Suwalszczyzny, krainy ukształtowanej przez lodowiec, rozciąga się malownicza kraina trzech pojezierzy. To miejsce, gdzie przyroda przeplata się z historią, a ludzie z otwartym sercem witają przybyszów opowieściami o dawnych czasach. Nad jednym z najpiękniejszych jezior regionu – Wigry – wznosi się monumentalny pokamedulski klasztor, z którego roztacza się widok niczym z bajki: tafla wody, wysepki i bezkresna przestrzeń.

Tu, tuż obok swojej kwatery, o świcie możesz wejść w mleczne mgły snujące się po łąkach. Światło sączące się przez liście, cienie drzew i cisza tworzą niemal baśniowy klimat. Wystarczy objąć pień drzewa, spojrzeć w górę, by poczuć jego siłę i upływający czas.

Bogactwem tej gminy są jeziora – rynnowe, ciepłe i krystaliczne, a także morenowe, ukryte wśród pagórków. Perłą jest jezioro Wigry z licznymi wyspami, a wśród leśnych ostępów znajdują się mniejsze jeziorka z naturalnie kwaśną wodą, które można podziwiać z drewnianych kładek.

W krajobraz wpisuje się również Czarna Hańcza – rzeka wijąca się przez Suwalski Park Krajobrazowy aż po lasy Wigierskiego Parku Narodowego. To jedna z najpiękniejszych tras kajakowych w Polsce. Spokojna podróż jej nurtem to nie tylko kontakt z naturą, ale też okazja do poznania gościnnych mieszkańców, częstujących jagodziankami i domowymi wypiekami.

Najcenniejszym zabytkiem regionu jest z pewnością klasztor kamedułów w Wigrach – potężna budowla z XVII wieku, wzniesiona na półwyspie w sercu jeziora. Otoczona eremami, z tarasem widokowym i kościołem, była kiedyś jednym z najbogatszych klasztorów tego zakonu w Europie.

Warto też zajrzeć do drewnianego kościoła w Żylinach i odwiedzić Małą Hutę – dawną siedzibę dworską, gdzie niegdyś działała huta szkła prowadzona przez zakonników.

Zapach powietrza, spokój, którego nie znajdziesz w mieście, i niezwykła energia, którą daje ta ziemia – tego nie da się ująć w słowach. Suwalszczyznę trzeba poczuć, zobaczyć i przeżyć. Wtedy zostanie w sercu na długo.

Partnerzy portalu:

Podlaska Toskania – wyjątkowe i egzotyczne miejsce w regionie
fot. Podlaska Toskania

Podlaska Toskania – wyjątkowe i egzotyczne miejsce w regionie

Jeśli marzysz o odrobinie egzotyki bez konieczności wyjeżdżania za granicę, koniecznie odwiedź Podlaską Toskanię – niezwykłe miejsce zlokalizowane w miejscowości Wychodne, zaledwie kilka kilometrów od Suwałk. To nie jest zwykła zagroda – to prawdziwa oaza spokoju, natury i niespodziewanych spotkań ze zwierzętami z całego świata.

Na odwiedzających czekają kapibary, lamy, alpaki, surykatki, małpy, muflony, kozy, owce, a nawet wielbłądy i kangury. Można tu zobaczyć również zebry, ogromne żółwie i bogactwo egzotycznego ptactwa. Wśród stawów pełnych ryb, śpiewu ptaków i kojącej zieleni można się całkowicie oderwać od codzienności i to bez zmiany kontynentu! Ogród z hamakami zaprasza do relaksu, a dla tych, którzy nie chcą wracać zbyt szybko – dostępne są noclegi w klimatycznych pokojach.

Podlaska Toskania to idealne miejsce na rodzinny wypad, romantyczną wycieczkę lub spokojne popołudnie z naturą. Obiekt czynny jest od wtorku do niedzieli w godz. 12:00–17:00. Jeśli jesteś w okolicach Suwałk – nie możesz tego przegapić!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Co robić w Białowieży? Przewodnik dla początkujących.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Białowieża to miejsce, w którym dominuje tylko jedno – las. I trudno się dziwić, bo Puszcza Białowieska przyciąga jak magnes. Ale jeśli pozwolić sobie na chwilę ciszy, wsłuchać się w rytm tego miejsca i zejść z utartych ścieżek, okazuje się, że w Białowieży można robić znacznie więcej niż tylko spacerować między drzewami.

Dla wielu pierwszą myślą są żubry – symbol regionu i całej Puszczy. Rzeczywiście, możliwość zobaczenia ich z bliska to wyjątkowe przeżycie, ale nie trzeba zaczynać od Rezerwatu Pokazowego. Dużo ciekawsze, choć mniej przewidywalne, jest spotkanie z żubrem na jednej z mniej uczęszczanych ścieżek, na przykład o świcie w jakiejś puszczańskiej wiosce.

Jednym z najbardziej niezwykłych doświadczeń jest wyprawa do ścisłego rezerwatu Białowieskiego Parku Narodowego. Wstęp tutaj jest możliwy tylko z licencjonowanym przewodnikiem (czekają w gotowości przy punkcie obsługi turystów nieopodal wejścia do Parku Pałacowego).

To miejsce, w którym przyroda rządzi się własnymi prawami – martwe drzewa nie są usuwane, leżą, rozpadają się, karmią inne organizmy, a człowiek może być tylko cichym obserwatorem. Nie ma tam wytyczonych ścieżek, są tylko ślady. Trzeba patrzeć pod nogi, ale i ponad głową – tam, gdzie wysoko krążą dzięcioły trójpalczaste albo przelatuje samotny orlik krzykliwy. To nie jest zwykły spacer. To zanurzenie się w przestrzeni, która działa na zmysły i wyobraźnię.

Dla tych, którzy wolą bardziej aktywne formy spędzania czasu, Białowieża oferuje rozbudowaną sieć tras pieszych i rowerowych. Najbardziej znana z nich to Szlak Dębów Królewskich, gdzie każde drzewo ma swoje imię – na cześć dawnych władców Polski i Litwy. To miejsce, gdzie natura spotyka się z historią w sposób symboliczny, ale bardzo czytelny. Równie interesujące są dłuższe wyprawy rowerowe do Grudek, Teremisek czy Narewki. Każda z tych tras prowadzi przez inne oblicze puszczy – od gęstych, mrocznych lasów po otwarte polany, gdzie czasem można natknąć się na tropy dzikich zwierząt.

Szczególnym przeżyciem może być też wyprawa o świcie lub o zmierzchu. Wtedy las zaczyna mówić innym językiem – skrzypi, szumi, czasem zawyje. Można poczuć się wtedy trochę jak intruz, a trochę jak uczestnik pradawnego rytuału.

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym – o czasie. W Białowieży płynie on inaczej. Bez neonów, centrów handlowych i miejskiego zgiełku, łatwiej tu oddychać, myśleć i patrzeć szerzej. Dlatego nie trzeba planować każdej godziny. Czasem wystarczy pójść na spacer, usiąść na ławce, posłuchać ptaków albo po prostu nic nie robić. Bo to też jest część podróży – tej wewnętrznej, którą Białowieża oferuje każdemu, kto zdecyduje się na chwilę zatrzymać.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak się zwiedza Podlasie kamperem. Jest na co popatrzeć!

Urokliwe cerkwie, ukryte w lasach Skity, kładki nad rzekami przez które aż trudno przejść, i potężne dęby, które przetrwały setki lat. Na filmie zobaczycie żubry, zajrzycie na dworzec w Białowieży, a potem zobaczycie co autorzy wyprawy przywieźli z podróży z Miejsca Mocy, które jest ciche, tajemnicze, pełne dobrej energii. Jeśli kochacie przyrodę, historię i miejsca z duszą to odcinek właśnie dla Was. Zaparzcie herbatę , usiądźcie wygodnie i ruszajcie w głąb Podlasia.

Partnerzy portalu:

Najlepsze trasy na długie spacery po Podlasiu

Najlepsze trasy na długie spacery po Podlasiu

Podlasie, ze swoją niespieszną aurą, szerokimi horyzontami i mozaiką krajobrazów, to idealna przestrzeń dla tych, którzy szukają długich, spokojnych spacerów z dala od zgiełku cywilizacji. Tutejsze ścieżki wiją się przez lasy pachnące żywicą, ciągną wzdłuż meandrujących rzek, mijają wiekowe cerkwie i drewniane chaty, których kolorowe zdobienia przypominają o wielokulturowych korzeniach regionu. Długi spacer po Podlasiu to nie tylko kontakt z przyrodą – to wędrówka przez czas, tradycję i przestrzeń, która niezmiennie zadziwia swoją autentycznością. Spośród wielu tras wybraliśmy te, które najlepiej oddają charakter tego niezwykłego regionu.

Na początek Kruszyniany

Meczet w Kruszynianach

Pierwszą z nich jest ścieżka, która powadzi przez Puszczę Knyszyńską, ale tak naprawdę jest spacerem przez historię. Szlak zaczyna się w tatarskiej wsi Kruszyniany, znanej z drewnianego meczetu i tatarskiego cmentarza (mizaru), i prowadzi przez pagórkowaty teren otoczony starymi sosnami i świerkami. Po drodze napotkamy także zalew. Trasa prowadzi przez Jaryłówkę, Bobrowniki, Chomontowce, Rudaki, Ozierany Wielkie i Ozierany Małe.

Powietrze jest tu rześkie, przesiąknięte zapachem igliwia, a cisza przerywana jedynie śpiewem ptaków. Trasa nie jest trudna, ale długa – idealna na powolny spacer z zatrzymywaniem się przy różnych ciekawych miejscach napotkanych po drodze Spacer kończy się tam, gdzie rozpoczął – w Kruszynianach, gdzie warto zakończyć dzień posłuchaniem lokalnego przewodnika o historii Tatarów, a także napiciem się herbaty spróbowaniem tatarskich przysmaków.

Narwiański Park Narodowy z dwóch stron

fot. Narwiański Park Narodowy

Chociaż wody w Narwi jest tyle co kot napłakał, to i tak warto jako drugie miejsce na spacer warto wybrać to, które zachwyca zarówno przyrodą, jak i spokojem. Mowa o trasie wzdłuż doliny Narwi – od miejscowości Waniewo do Śliwna. A w zasadzie to dwie trasy, bo słynna kładka łącząca dwie miejscowości po obu stronach rozlewiska (Waniewo i Śliwno) nie działa, z powodu wspomnianych niskich stanów wód.

Po jednej stronie mamy Kruszewo, Śliwno, Izbiszcze, Topilec, a po drugiej równie ciekawe Waniewo i Kurowo – z siedzibą Narwiańskiego Parku Narodowego. Pierwsza trasa to 12 km w jedną strnę, druga to 6 km. Idealne na dwa dni spacerów.

Przechodząc tędy, można poczuć się jak na wodnym safari – trzciny szumią, czaple przelatują nisko nad głową, a w oddali widać siedliska bobrów. To miejsce, gdzie woda i ląd przeplatają się nieustannie, a cały krajobraz żyje własnym rytmem. Idealne dla tych, którzy kochają przyrodę i chcą doświadczyć jej bliskości w niemal intymny sposób.

Wokół Wigier

fot. A. Tarasiuk

Trzeci szlak, który warto przejść, to pętla wokół jeziora Wigry. Znajduje się na terenie Wigierskiego Parku Narodowego, a trasa wiedzie przez zróżnicowany krajobraz – od lasów liściastych po wysokie pagórki z widokiem na taflę jeziora. Żeby obejść cały akwen należy się przygotować na dwa dni wyprawy, bo to łącznie około 50-60 km – w zależności ile chcemy zobaczyć, bo miejsc wartych zobaczenia tam nie brakuje.

Spacer zaczyna się zwykle przy klasztorze pokamedulskim w Wigrach, który sam w sobie jest miejscem wartym odwiedzenia, a potem prowadzi wzdłuż brzegu jeziora, gdzie co chwilę otwierają się nowe perspektywy – raz na trzcinowiska, innym razem na zatoczki, gdzie cumują łódki wędkarzy, a jeszcze innym razem kładki i gęsty las. To teren dla tych, którzy szukają zarówno przestrzeni, jak i kontaktu z historią oraz duchowością. Jego dopełnieniem niech będzie nocowanie w celach klasztoru.

Biebrza zaprasza

fot. P. Jakubczyk

Czwarta propozycja to długa wędrówka przez Biebrzański Park Narodowy, szczególnie zwiedzanie osobno Osowca-Twierdzy i chodzenia z Dolistowa Starego wzdłuż Biebrzy do Polkowa i z powrotem. Ta druga trasa w obie strony to 22 km.

Po drodze nie tylko będziecie mogli nacieszyć się widokiem jednej z ostatnich dzikich rzek Europy, ale też będziecie mogli przejść przez tereny, gdzie natura wciąż gra pierwsze skrzypce. Rozległe bagna, torfowiska, otwarte łąki i gęste olsy tworzą krajobraz niemal pierwotny. Po drodze można napotkać łosie, żurawie. Dla miłośników długich, nieco surowych wędrówek, to miejsce niemal mistyczne.

Bez Białowieży ani rusz!

Piąta i ostatnia trasa to zupełnie inna opowieść – to wędrówka przez Puszczę Białowieską, od Białowieży do rezerwatu ścisłego, gdzie potrzebny będzie przewodnik. Konieczne trzeba zobaczyć też rezerwat żubrów i szlak dębów królewskich. To będzie jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Wędrując wśród drzew mających kilkaset lat, można poczuć siłę i majestat przyrody, która trwa tu nieprzerwanie od wieków. Stare dęby, niektóre nazwane imionami dawnych władców Polski i Litwy, są niczym pomniki historii zaklęte w drewnie. To trasa, która skłania do refleksji i ciszy. Jej długość – w zależności od wariantu – pozwala na całodzienną wędrówkę, pełną przystanków, obserwacji i kontemplacji. Do tego jest jeszcze park pałacowy w Białowieży. Oj, jest gdzie chodzić.

Podlasie proponuje przestrzeń, w której można zwolnić, posłuchać własnych myśli i zanurzyć się w świecie, gdzie rytm wyznaczają ptaki, rzeki i drzewa. Długie spacery po tym regionie to nie tylko rekreacja – to sposób na spotkanie z czymś większym, spokojniejszym i bardziej prawdziwym.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Oto dlaczego Siemianówka zabija Narew. Nawet padający deszcz nie pomaga!


Wodowskazy IMGW w miejscowości Narew – pierwszym posterunku poniżej zapory zbiornika Siemianówka – pokazały, że lustro wody opadło do 32 cm, czyli poniżej połowy historycznej średnio-niskiej wody. Tak głębokiej niżówki nie da się już tłumaczyć chwilowym brakiem opadów, bo padało intensywnie cała noc i nic to nie dało. Pokazuje to tylko słabość konstrukcji, która miała Narwę przed suszą zabezpieczać – Zbiornika Siemianówka.

Siemianówka to zbiornik płytki i rozległy. Z powierzchniowej tafli paruje przeciętnie 350–400 mm wody rocznie. Przy trzydziestu kilometrach kwadratowych lustra Siemianówka traci zatem około 12 mln m³ na samym tylko parowaniu – dwadzieścia procent rocznego zapasu użytkowego. Im bardziej zbiornik wysycha, tym mniej ma do oddania w dół rzeki i tym szybciej ucieka pozostała część. Paradoksalnie więc obiekt, który miał „wstrzymywać” powodzie i wyrównywać przepływy w suszy, sam przyspiesza odwodnienie doliny.

Po spiętrzeniu Narwi zanikły długie, łagodne wiosenne wezbrania, a letnie niżówki stały się głębsze i częstsze; osłabły również kulminacje potrzebne do okresowego zalewania łąk Narwiańskiego Parku Narodowego. Obecnie Siemianówka jest jednym z głównych czynników niszczących wielokorytowe odcinki rzeki.

Do problemów hydrologicznych dochodzi jakość wody. Nad Siemianówką, latem regularnie zakwitają w niej sinice, które produkują toksyczne mikrocytyny. Badania wykazały, że te toksyny są wykrywalne nawet 130 km poniżej zapory, pogarszając parametry Narwi.

Współczesny bilans jest więc prosty: rezerwa wody maleje przez parowanie szybciej, niż mogłaby być wykorzystana w okresach suszy. Do tego zakwity sinic pogarszają jakość wody, a co za tym idzie całe środowisko naturalne. Zbiornik nie stanowi kluczowego źródła wody pitnej. Usunięcie zapory ziemnej oznaczałoby raczej koszt rozbiórki niż jakąś wartościową infrastrukturę.

Co w zamian? Powolne spuszczenie wody, odsłonięcie dawnego koryta i pozwolenie Narwi, by odzyskała naturalną dynamikę. W miejsce jednego dużego lustra powstałaby mozaika okresowych rozlewisk, które – tak jak dawniej – gromadziłyby wodę w torfowiskach i łęgach, naturalnie regulując rzekę. W obliczu coraz cieplejszych i suchszych lat Siemianówka działa jak olbrzymie sito, przez które woda ginie zamiast służyć dolinie. Otwarcie rzeki, odbudowa drobnej retencji w dopływach i przywrócenie naturalnych progów w korycie dadzą Narwi o wiele skuteczniejszą tarczę przed suszą niż siedem kilometrów ziemnej grobli. Im szybciej odetkniemy ten korek, tym więcej wody i życia zostawimy „polskiej Amazonce” – i tym pewniej będziemy patrzeć na lato bez strachu, że rzeka znów zniknie z wodowskazów.

Partnerzy portalu:

To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem

To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem

Gdzieś na granicy Podlaskiego – tam, gdzie Bug rysuje krętą linię dzieląc Podlasie na północ i południe, rozciąga się gmina Mielnik. Kamera z lotu ptaka ukazuje falujące wzgórza, przecinane smugami porannej mgły. Tu, na Wysoczyźnie Drohickiej, natura i człowiek od wieków współistnieją w harmonii. To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem – rytmem Bugu.

Wędrując tutejszymi szlakami, człowiek niepostrzeżenie przenosi się w przeszłość. Wzgórza, jakby wyrwane z innej epoki, skrywają tajemnice geologiczne i historyczne, a śpiew ptaków miesza się z echem dawnych opowieści. Mówi się o nich: Bieszczady Podlasia. I nie bez przyczyny – to właśnie tutaj znajdują się najwyższe wzniesienia na wschód od Warszawy, porośnięte lasami, które zajmują ponad 60 proc. powierzchni gminy. W ich cieniu ukryte są rezerwaty – „Uszeście”, „Grąd Radziwiłłowski”, „Głogi” – chroniące rzadką roślinność i dzikie ostępy Doliny Bugu.

Ale Mielnik to nie tylko raj dla przyrodników. To także teren przesycony historią, która nie zginęła w kronikach, ale wciąż żyje w kamieniach, ruinach i opowieściach. Na wzgórzu – ruiny zamku litewskich książąt, z widokiem, który zapiera dech. W cieniu cerkwi i kościołów XIX i XV wieku – mury, które przetrwały wojny, pożary i zmiany granic. A na skraju miejscowości – unikat: jedyna w Polsce czynna kopalnia kredy, otwarta dla tych, którzy chcą zajrzeć pod powierzchnię ziemi, dosłownie.

Gmina Mielnik to miejsce, które nie krzyczy – ale przyciąga. Nie oferuje hałaśliwych atrakcji, ale pozwala wsłuchać się w siebie. Dla jednych – to weekend z dala od miasta. Dla innych – wędrówka przez czas, naturę i historię. A dla wszystkich – dowód na to, że są jeszcze miejsca, gdzie można po prostu być.

Partnerzy portalu:

Magiczna Noc Kupały – święto ognia, wody i miłości

Magiczna Noc Kupały – święto ognia, wody i miłości

Noc Kupały, znana także jako Kupalnocka, to jedno z najbardziej tajemniczych i radosnych świąt słowiańskich, obchodzone w najkrótszą noc roku – z 21 na 22 czerwca. To czas przesilenia letniego, kiedy ogień, woda, zioła, kwiaty i miłość łączą się w jedną wielką celebrację życia, płodności i natury. Tradycyjnie rozpalano ogniska, wróżono z ziół, poszukiwano legendarnego kwiatu paproci, a dziewczęta puszczały na wodę wianki ze świecami, by przepowiedzieć sobie miłość. Choć współczesne obchody mają często formę festynów, to wciąż można w nich odnaleźć dawny duch wspólnoty i tajemnicy.

Tak właśnie było w Narewce, gdzie tegoroczne obchody Kupały zgromadziły tłumy mieszkańców i gości. Uroczystość rozpoczął barwny przemarsz zespołów ludowych, śpiewających kultową pieśń „Kupalinka”, a dalsza część wieczoru przyniosła mnóstwo atrakcji: koncerty, konkurs na najpiękniejszy wianek, obrzęd puszczania wianków na rzece oraz efektowne fireshow. Na scenie pojawiły się zarówno lokalne zespoły folklorystyczne, jak i gwiazdy muzyki disco polo, a muzyka, taniec i śmiech towarzyszyły uczestnikom do późnej nocy.

Podsumowując – Noc Kupały to nie tylko widowiskowe wydarzenie kulturalne, ale przede wszystkim piękne nawiązanie do naszych słowiańskich korzeni. W Narewce udało się połączyć tradycję z nowoczesną oprawą artystyczną, przyciągając zarówno starszych, jak i młodszych uczestników. Tego typu święta przypominają nam, jak ważne są wspólne przeżycia, radość z natury i siła lokalnej wspólnoty.

Partnerzy portalu:

Kolejny rok ubywa mieszkańców Białegostoku. Musimy dotrwać do końca kadencji Truskolaskiego.

Kolejny rok ubywa mieszkańców Białegostoku. Musimy dotrwać do końca kadencji Truskolaskiego.

Kolejny rok z rzędu ubyło mieszkańców w Białymstoku. Najnowsze dane mówią, że w stolicy Podlaskiego żyje jest już 1300 osób mniej niż wcześniej. Smutne jest, że prezydent miasta Tadeusz Truskolaski zamiast cokolwiek z tym robić, woli wypierać swoją fatalną politykę. Na szczęście niewiele wskazuje, by fatalny włodarz rządził miastem w kolejnej kadencji, bo nadal w mocy jest ustawa o dwóch kadencjach w samorządzie, która w 2028 roku rozgoni na cztery wiary wszystkich tych, którzy niczym Aleksandr Łukaszenka trzymają swój stołek wójta, burmistrza, prezydenta od lat i już dawno bez kontaktu z rzeczywistością zarządzają lokalną ojczyzną.

Można argumentować, że jakby ktoś byłby zły, to ludzie by go nie wybierali. Prawda jest taka, że ludzie już zagłosowali – wyprowadzając się z Białegostoku do innych miast w Polsce lub za granicą. Poza tym ostatnie wybory samorządowe pokazały jak wysoki elektorat negatywny ma obecny prezydent miasta, który zaczynał jako bezpartyjny fachowiec.

Tymczasem jak czytamy w Radiu Białystok, Tadeusz Truskolaski wyjaśnia, że obecna liczba mieszkańców nie jest pełna, bo jest jeszcze kilkanaście tysięcy osób niezameldowanych – jak chociażby studenci. To prawda, tak samo można oszacować kolejne tyle z grupy na Facebooku, która dotyczy osób rosyjskojęzycznych żyjących w Białymstoku. Tylko warto przypomnieć, że te wszystkie osoby nie płacą w Białymstoku podatków.

Nie można powiedzieć, by też wydawały tu jakieś duże pieniądze na konsumpcję. Zarobki w mieście są fatalne, ceny ogromne. Wystarczy pojechać chociażby na Śląsk by zobaczyć jak stolica Podlaskiego skubie ze wszystkich pieniądze w handlu i usługach. Można też porównać zarobki z innymi regionami.

Gdyby Truskolaski to zrobił, to by zszedł na ziemię. Czy by coś się zmieniło? Raczej nie. Ten człowiek miał już swoje szanse, zmarnował je skupiając się wyłącznie na trzech sprawach – remontach dróg, betonowaniu wszystkich przestrzeni jakie tylko się da zabetonować oraz biernemu przyglądaniu się jak deweloperzy zniszczyli całkowicie dawną, piękną przestrzeń miasta.

Partnerzy portalu:

Siemianówka do natychmiastowej likwidacji! Pogrzeb Narwi już się zaczął.

Siemianówka do natychmiastowej likwidacji! Pogrzeb Narwi już się zaczął.

W Nowogrodzie wodowskaz na Narwi wskazuje zaledwie jeden centymetr. To nie błąd pomiarowy, lecz ponury symbol katastrofy hydrologicznej, która rozgrywa się na naszych oczach. Rzeka, która niegdyś płynęła szeroko i głęboko przez północno-wschodnią Polskę, dziś miejscami przypomina błotnistą strugę.

Mimo alarmów, problem nadal jest ignorowany przez decydentów. Siemianówką formalnie zarządzają Wody Polskie. Patoinstytucja, o której w zasadzie nie da się powiedzieć nic dobrego. Odkąd odebrano samorządom zarządzanie rzekami i zbiornikami wodnymi, a następnie przekazano to w ręce instytucji centralnej jest tylko gorzej. Tak jak za komuny – nic co centralne nie działało prawidłowo – tak samo i teraz.

Wody Polskie to instytucja niewydolna, scentralizowana i oderwana od realnych potrzeb lokalnych społeczności. Zamiast szybkich decyzji i reagowania na kryzysy, mamy do czynienia z biurokracją. To pokazuje, jak chybiona była reforma odbierająca samorządom kompetencje związane z wodami. To właśnie gminy i powiaty – znające lokalne uwarunkowania i potrzeby – powinny znów decydować o tym, jak zarządzać rzekami i zbiornikami.

I chociaż gmina Michałowo inwestuje w Siemianówkę i zachęca do plażowania w tej brudnej płytkiej kałuży, to kompetencje do jej likwidacji mają wspomniane Wody Polskie. Dlatego trzeba jak najmocniej naciskać na lokalnych parlamentarzystów, by zatrzymali pogrzeb Narwi, i by w trybie natychmiastowym spuszczono całą wodę z Siemianówki, a następnie rozpoczęto prace nad przywracaniem naturalnego koryta Narwi na całej jej długości.

Zalew Siemianówka powstał w latach 70. i 80. XX wieku. Czyli w PRL. W efekcie zatopiono kilka wsi, przesiedlono setki rodzin, zbudowano zaporę i stworzono orgomny zbiornik. Zalew zatrzymuje ogromne ilości wody, które wcześniej zasilały Narew na całej jej długości. W okresach suszy, gdy każda kropla wody jest na wagę złota, zbiornik pełni rolę hydrologicznego wampira – pobiera, ale nie oddaje.

Dolny bieg rzeki, pozbawiony regularnych zrzutów, wysycha. Giną ryby, zanika bioróżnorodność, ptaki tracą siedliska. Tymczasem Zalew Siemianówka sam staje się problemem: płytki, przegrzany, pełen sinic, coraz mniej przydatny zarówno dla przyrody, jak i dla człowieka. Nie pomogą doraźne działania. Nie wystarczy regulacja zrzutów, bo sam mechanizm zbiornika jest sprzeczny z naturalną dynamiką rzeki.

Próby ratowania Narwi przy jednoczesnym utrzymywaniu Zalewu to leczenie nowotworu plastrem. Jedynym realnym rozwiązaniem jest całkowite opróżnienie zbiornika, rozbiórka zapory i renaturyzacja górnego biegu Narwi. To proces trudny, kosztowny i czasochłonny – ale konieczny. Tylko przywracając rzece jej naturalny bieg i rytm, możemy zatrzymać postępującą degradację.

Współczesna polityka wodna nie może dłużej opierać się na logice lat 70. Czasy się zmieniły, klimat się zmienił, a nasze rzeki – jak Narew – nie są już zasobem do eksploatacji, lecz dobrem do ocalenia. Historia zalewu Siemianówka powinna stać się przestrogą: każde sztuczne spiętrzenie ma swoją cenę. I dziś właśnie tę cenę płacimy – wyschniętą Narwią. Jeśli chcemy znów zobaczyć rzekę, a nie koryto bez życia, czas działać. Innej drogi nie ma.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu trwają srebrzyste noce. To spektakl nieba, który trudno zapomnieć.

Nocne niebo nad Podlasiem przypomina sen na granicy jawy i bajki. Jakby ktoś rozlał srebro po granatowym płótnie nocy, tworząc eteryczne wstęgi, które tańczą cicho nad polami, lasami i jeziorami. To nie zorza, nie chmury burzowe. To coś rzadszego, bardziej ulotnego. Srebrzyste obłoki – zjawisko, które wygląda, jakby światło księżyca malowało mgły na samym progu kosmosu.

W letnie noce, gdy dzień ustępuje powoli chłodniejszemu powiewowi, a zachód nie do końca znika za horyzontem, niebo zaczyna grać swój cichy koncert. To właśnie wtedy, przez kilka tygodni w czerwcu i lipcu, pojawiają się obłoki srebrzyste – najprawdopodobniej najwyższe chmury, jakie można zobaczyć z Ziemi. Unoszą się aż 85 kilometrów nad naszymi głowami – tam, gdzie atmosfera prawie się kończy, a kosmos zaczyna.

Ich powstanie to mała magia fizyki: powstają z drobinek lodu, które osiadają na mikrocząstkach – czasem pochodzących z kosmicznego pyłu. Gdy Słońce chowa się głęboko za horyzontem, jego światło nadal dosięga tych wysokich warstw atmosfery, podświetlając obłoki od spodu. Wtedy zaczynają świecić – nie jasno jak latarnia, ale chłodnym, lśniącym światłem, przypominającym mgłę przemienioną w światło księżyca.

To zjawisko najbardziej widoczne jest właśnie na północy Polski, a Podlasie to jeden z najlepszych punktów obserwacyjnych. Mało sztucznego światła, szerokie niebo, rozległe pola, jeziora i bagna – wszystko to sprawia, że nocą możesz poczuć się jak obserwator z innej planety.

Nie potrzebujesz teleskopu ani specjalistycznej wiedzy. Wystarczy Ci spokojny wieczór. Wybierz się nad jezioro – na przykład do Rajgrodu albo Augustowa. Usiądź na pomoście, weź koc, termos z herbatą i po prostu patrz. Najlepiej między godziną 22 a 1 w nocy – wtedy srebrzyste obłoki są najjaśniejsze i najbardziej widowiskowe.

Możesz też pojechać na polną drogę pod Supraślem albo usiąść na wieży widokowej w Narwiańskim Parku Narodowym – tam, gdzie nic nie zakłóca ciemności i gdzie niebo jest tak czyste, jakby czekało tylko na to, byś spojrzał lub spojrzała w górę. Obłoki srebrzyste widać także z balkonów w centrum Białegostoku, ale im więcej światła tym mniej gwiazd na niebie. A tylko połączenie obłoków z gwiazdami daje pełen, cudowny obraz.

Nie potrzebujesz aparatu – choć zdjęcia wychodzą magiczne – wystarczy chwila zachwytu, odrobina ciszy i gotowość, by znów poczuć się małym wobec wszechświata. Bo właśnie w takich momentach – kiedy srebro płynie po niebie – Podlasie pokazuje swoje najcichsze, a zarazem najbardziej kosmiczne oblicze.

Partnerzy portalu:

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.
Granica Polski i Litwy. fot Darek Sołtysiński / Wikipedia

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.

Od 7 lipca 2025 r. Polska czasowo przywraca kontrole graniczne zarówno na granicy z Niemcami, jak i z Litwą. Ten drugi przypadek będzie szczególnie bolesny dla województwa podlaskiego. Decyzję ogłosił premier Donald Tusk podczas posiedzenia Rady Ministrów 1 lipca, podkreślając, że jest ona odpowiedzią na rosnącą presję migracyjną z Białorusi, Litwy i Łotwy. Kontrole mają zostać wprowadzone „z poszanowaniem interesów obywateli” i mają na celu „zminimalizowanie niekontrolowanych przepływów migrantów”. Tyle w teorii.

Służby – w tym Straż Graniczna, Wojska Obrony Terytorialnej i Policja – już prowadzą przygotowania logistyczne do uruchomienia punktów kontrolnych i mobilnych patroli. Kontrole będą wyrywkowe i dotyczyć będą zarówno przejść granicznych, jak i tzw. „zielonej granicy”.

Dla województwa podlaskiego, które latem liczy na gości z Litwy, to tragiczna informacja. Szczególnie, że Podlaskie miejsca turystyczne były zamknięte podczas pandemii, a potem gdy wybuchła wojna na Ukrainie, wielu turystów wystraszyło się odpoczynku w regionie przy granicy z zaangażowaną w konflikt Białorusią. Następny cios w Podlaskie nastąpił, gdy wybuchł kryzys migracyjny i znów ograniczono dostęp do turystyki ze względu na stan wyjątkowy i późniejszą budowę zapory.

Region od lat buduje swoją markę jako miejsce wypoczynku blisko natury, atrakcyjne dla zagranicznych turystów szukających spokoju, autentyczności i unikalnych krajobrazów. Litwini chętnie odwiedzają Augustów, Suwalszczyznę, Biebrzański Park Narodowy czy Puszczę Białowieską. Wprowadzenie kontroli może jednak znacząco ograniczyć ten ruch – już sama zapowiedź możliwych opóźnień czy dodatkowych formalności potrafi skutecznie zniechęcić turystów do podróży.

W sezonie letnim, kiedy każda rezerwacja ma znaczenie, nawet kilkuprocentowy spadek liczby gości może przełożyć się na konkretne straty finansowe. Branża turystyczna, w tym właściciele pensjonatów, restauratorzy czy organizatorzy spływów kajakowych, stoi przed realnym ryzykiem słabszego sezonu. Co więcej, powrót do kontroli może osłabić budowane przez lata poczucie swobody podróżowania, które było jednym z filarów popularności Podlasia wśród sąsiadów z północy.

Choć rząd zapewnia, że działania są tymczasowe i podyktowane bezpieczeństwem, ich konsekwencje mogą sięgnąć znacznie dalej, niż granica, na której staną posterunki. W regionie, który żyje z turystyki i współpracy transgranicznej, nawet chwilowe zamieszanie może mieć długofalowe skutki.

Partnerzy portalu:

Mońki i okolice na lato. Co tam warto zwiedzać?
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Mońki i okolice na lato. Co tam warto zwiedzać?

Mońki to spokojne, położone wśród zielonych pól i lasów miasto w województwie podlaskim, które stanowi idealne miejsce na rodzinny wypoczynek z dala od zgiełku dużych miast. Otoczone piękną przyrodą i bogate w ciekawe miejsca, stanowi znakomitą bazę wypadową do atrakcyjnych miejsc w regionie. Jeśli planujecie wypoczynek z dziećmi na łonie przyrody i nie chcecie całkowicie odcinać się od podstawowych usług typu stacja benzyna czy apteka, znajdziecie tu szereg interesujących aktywności, które sprawią radość zarówno młodszym, jak i starszym członkom rodziny.

Gdy zapragniecie aktywności na świeżym powietrzu, koniecznie odwiedźcie Biebrzański Park Narodowy, oddalony od Moniek zaledwie o kilkanaście kilometrów. To jeden z największych parków narodowych w Polsce, słynący z unikalnych ekosystemów bagiennych i różnorodnych gatunków ptaków. Dla rodzin z dziećmi szczególnie atrakcyjne będą ścieżki edukacyjne, które poprowadzą Was przez tereny mokradeł i lasów, jednocześnie umożliwiając poznanie niezwykłej fauny i flory regionu. Kto wie może napotkacie nawet łosia?

Warto również wyruszyć z Moniek do niedaleko położonej Twierdzy Osowiec, znanej z fascynującej historii wojskowej. Twierdza oferuje zwiedzanie z przewodnikiem, który opowiada historie pełne emocji, a także ciekawostek o życiu codziennym żołnierzy. Dzieci mogą zobaczyć prawdziwe bunkry, działa i fortyfikacje, które rozbudzają ich wyobraźnię i zachęcają do odkrywania historii. To wyjątkowa lekcja historii na świeżym powietrzu, dostosowana do każdego wieku.

Region Moniek i jego okolic to miejsce, w którym rodziny z dziećmi znajdą dla siebie wiele atrakcji o różnorodnym charakterze. Niezależnie od tego, czy planujecie weekendowy wypad, czy dłuższy wakacyjny pobyt – Mońki i ich okolice zdecydowanie mają czym Was pozytywnie zaskoczyć.

Partnerzy portalu:

Letnia oferta PKS Nova – nowości, zniżki i wygodne połączenia na wakacje

Letnia oferta PKS Nova – nowości, zniżki i wygodne połączenia na wakacje

Bilety bez limitu, darmowe przejazdy dla dzieci, wygodne kursy nad morze oraz nowoczesne rozwiązania dla turystów i mieszkańców regionu – tak prezentuje się wakacyjna oferta PKS Nova. Latem podróże mają być łatwiejsze, tańsze i dostępne dla każdego. PKS Nova stawia w tym sezonie na praktyczne promocje. Letnia oferta pozwala mieszkańcom i turystom planować codzienne dojazdy, rodzinne wypady i weekendowe wycieczki w elastyczny, wygodny i przystępny cenowo sposób.

Najciekawszą propozycją jest bilet OPEN. Czyli miesięczny bilet na nieograniczone przejazdy dla uczniów i studentów. Za 197 zł można korzystać ze wszystkich linii PKS Nova – także dalekobieżnych – bez limitu i bez ograniczeń tras. W cenie zawarte są m.in. połączenia do Gdańska z Białegostoku czy Suwałk. Inaczej mówiąc za 197 zł można zjeździć całą Polskę!

PKS Nova wspiera rodzinne podróże, oferując promocję 2+2. Wystarczy, że dwie osoby dorosłe kupią bilety, a jedno lub dwoje dzieci do 16. roku życia pojedzie z nimi bezpłatnie. Promocja obowiązuje na trasach prowadzących do najciekawszych zakątków województwa: Augustowa, Białowieży czy Tykocina. To idealna okazja na wspólną jednodniową wycieczkę – bez nadwyrężania domowego budżetu. Bilety będą dostępne od 1 lipca w kasach na dworcach oraz u kierowców.

Osoby korzystające z biletów miesięcznych nie zostają pominięte. Każdy pasażer, który zakupi bilety miesięczne na lipiec i sierpień, otrzyma wrześniowy bilet z 35 proc. zniżką. To ukłon w stronę pasażerów, którzy również latem pozostają aktywni zawodowo.

Z myślą o urlopowiczach, PKS Nova uruchomiła wygodne połączenia do Gdańska. Autobusy kursują: z Suwałk przez Giżycko, Mrągowo, Olsztyn i Elbląg, a także z Białegostoku przez Łomżę, Ostrołękę, Olsztyn i Elbląg.

Wakacyjną nowością jest również „Turystyczna Ósemka” – specjalna linia autobusowa łącząca Białystok z najciekawszymi atrakcjami regionu. Autobus kursuje codziennie do 31 sierpnia, wykonując trzy kursy (08:30, 11:00, 16:00). Na trasie znalazły się m.in. Tykocin, Kurowo, Choroszcz, Supraśl, Wasilków i Kopna Góra. Bilet dzienny za 8 zł pozwala na nielimitowane przejazdy w ciągu jednego dnia i dowolne wsiadanie/wysiadanie na trasie.

Dodatkowo, w niedziele o 11:00, podczas drugiego kursu, pasażerowie mogą skorzystać z bezpłatnego oprowadzania przez przewodnika PTTK, który opowiada o lokalnych atrakcjach i historii regionu.

Kolejna wakacyjna nowość to trasa Hajnówka – Białowieża, która pozwala na wygodne połączenie z siecią kolejową z miast takich jak Warszawa, Trójmiasto, Białystok, Olsztyn, Ełk czy Siedlce.
Po przyjeździe pociągiem do Hajnówki, bus podjeżdża w pobliże dworca i odwozi pasażera pod wskazany adres w Białowieży lub okolicach. Trasa działa w obie strony – również z Białowieży do Hajnówki, z możliwością dalszej podróży pociągiem.

Aby zamówić przejazd, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki na stronie www.pksnova.pl i podać datę oraz trasę podróży. Po zakupie biletu, dzień przed wyjazdem pasażer otrzyma SMS z potwierdzeniem godziny i szczegółami przejazdu. Bilet kosztuje 20 zł. Usługa jest dostępna do 31 sierpnia 2025 roku. Bilety można kupić online, przez infolinię oraz w stacjonarnych punktach sprzedaży. Zakup u kierowcy nie jest możliwy – rezerwacji należy dokonać najpóźniej dzień przed podróżą.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jeden dzień w Sokółce. Co warto tu zobaczyć?

Sokółka to miejsce, które na mapie Polski mogłoby wydawać się jednym z wielu małych, prowincjonalnych miasteczek. Ale jeśli dać jej jeden dzień i spojrzeć uważnie, okaże się, że ma w sobie coś z duszy pogranicza – trochę wschodu, trochę zachodu, coś głęboko duchowego, a zarazem zaskakująco codziennego. W Sokółce nic nie jest spektakularne na pierwszy rzut oka. Ale może właśnie w tym tkwi jej urok.

Dzień warto zacząć wcześnie, najlepiej o poranku, kiedy powietrze nad pobliskim zalewem Sokólskim jest jeszcze chłodne i pachnie wilgotną trawą. To miejsce, choć technicznie sztuczne, ma swoją dziką poetykę. Często można tu spotkać wędkarzy i biegaczy, a niekiedy nawet miejscowych starszych panów, którzy w ciszy obserwują taflę wody, jakby czekali na coś więcej niż tylko branie ryby. W ciepłe miesiące zalew przyciąga też plażowiczów i rodziny z dziećmi – ale z rana jest spokojnie, niemal intymnie. To dobre miejsce, by na chwilę się zatrzymać i poczuć, że zaczynasz dzień w rytmie zupełnie innym niż ten znany z dużych miast.

Z nad zalewu warto ruszyć pieszo do centrum. Droga nie jest długa, ale pozwala przejść przez Sokółkę tak, jak robią to jej mieszkańcy – bez pośpiechu. Serce miasta to Rynek – nieco klasyczny, nieco z czasów PRL, z fontanną, ławkami i urzędami. Tutaj widać codzienność Sokółki: dzieci idące do szkoły, starsze panie z siatkami na zakupy, kierowców czekających na światłach. Choć może nie wygląda jak miejsce turystyczne, to właśnie tutaj można poczuć prawdziwy puls tego miasteczka.

Jednym z najbardziej symbolicznych punktów na mapie Sokółki jest kościół pw. św. Antoniego Padewskiego. To nie tylko główny kościół w mieście, ale także miejsce, które przyciąga pielgrzymów – zwłaszcza po wydarzeniach z 2008 roku, kiedy doszło tu do zdarzenia uznanego przez wielu za cud eucharystyczny. Niezależnie od osobistych przekonań religijnych, warto wejść do środka choć na chwilę – dla spokoju, dla architektury, dla zrozumienia, jak ważne miejsce w życiu społeczności może odgrywać świątynia.

Jeśli pogoda dopisuje, dobrze jest pojechać w kierunku cmentarza tatarskiego w Bohonikach – jednej z najciekawszych i najbardziej unikatowych atrakcji w okolicach Sokółki. To zaledwie kilka kilometrów od miasta, ale można tam dotrzeć rowerem, a nawet pieszo, jeśli ktoś ma więcej czasu i ochoty na spacer.

Bohoniki są maleńką wsią, ale w ich centrum znajduje się meczet i mizar – świadectwo obecności polskich Tatarów, którzy osiedlili się tu kilka wieków temu. Miejsce to emanuje spokojem i prostotą, która działa bardziej niż niejedna wystawna katedra czy zamkowe muzeum. Podobnie rzecz ma się w Kruszynianach, które są bardziej „sławne”.

Jeśli dzień zbliża się ku końcowi, warto wrócić na chwilę nad zalew albo wejść na niewielkie wzniesienia w okolicach miasta i spojrzeć na Sokółkę z góry. Wieczorne światła, powolny ruch samochodów i spokojny rytm życia tworzą atmosferę zamknięcia klamry dnia. To nie jest miejsce, które konkuruje z Gdańskiem, Zakopanem czy Wrocławiem. Ale to też nie jest miejsce, które udaje coś, czym nie jest.

W Sokółce wszystko ma swój czas, swój rytm i swoje znaczenie. Jeden dzień wystarczy, by zobaczyć jej kontury. Ale to, co najważniejsze, zostaje na dłużej – wrażenie, że gdzieś na wschodzie Polski, tuż przy granicy kultur i religii, toczy się życie, które wciąż potrafi być proste, głębokie i piękne w swojej zwyczajności.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Suwałki na wakacje. Idealny kierunek dla poszukiwaczy ciszy i natury.

Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się spojrzeć na mapę Polski i zastanowić, co kryje się na jej północno-wschodnich krańcach, to odpowiedź często brzmi: spokój, zieleń i przestrzeń. Suwałki, położone z dala od wielkich metropolii, w regionie o nieco surowszym klimacie, skrywają w sobie coś więcej niż tylko cień dawnej historii. To jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie turystyka wciąż może być doświadczeniem osobistym – bez tłumów, kolejek i wszechobecnych reklam. Weekend w Suwałkach to podróż w powolnym rytmie, w którym równie ważne jak zabytki, są zapach łąki o poranku, dźwięk wiatru nad jeziorem i echo kroków na leśnych ścieżkach.

Z pozoru zwyczajne miasto – Suwałki nie krzyczą do turysty. Nie mają monumentalnych zamków, zatłoczonych deptaków ani kolejek linowych. Mają za to coś znacznie bardziej cennego – autentyczność. Centrum Suwałk to przestrzeń, w której życie toczy się powoli. Pięknie odnowiony park Konstytucji 3 Maja, klasycystyczne kamienice przy ulicy Kościuszki i nieliczne, ale klimatyczne kawiarnie tworzą atmosferę miasta, które nie musi niczego udowadniać. To dobre miejsce na rozpoczęcie weekendu z kawą i spacerem.

Kiedy jednak opuści się centrum miasta i wyruszy choćby kilka kilometrów za jego granice, zaczyna się prawdziwa przygoda. Suwalszczyzna, jako jedna z najbardziej malowniczych części Podlasia, to region pełen kontrastów – wzgórza przeplatają się z jeziorami, pola z lasami, a doliny z morenowymi pagórkami, które przypominają o lodowcowej przeszłości tych ziem. Tu właśnie zaczyna się to, co wielu nazywa „ciszą północnego wschodu”. To nie tylko brak hałasu i miejskiego zgiełku, ale coś znacznie głębszego – poczucie przestrzeni, oddalenia od codzienności, jakby czas nieco się tutaj zatrzymał.

Najlepszym miejscem, by to zrozumieć, jest Suwalski Park Krajobrazowy. Położony zaledwie kilkanaście kilometrów na północ od Suwałk, rozciąga się wzdłuż granicy z Litwą i oferuje krajobrazy, które zapadają w pamięć na długo. Jezioro Hańcza, najgłębsze w Polsce, o krystalicznie czystej wodzie, potężne głazy narzutowe porozrzucane po łąkach, strome wzgórza i drewniane wioski, gdzie czas płynie tak, jak kiedyś. To przestrzeń, gdzie najlepiej poruszać się pieszo lub na rowerze, zanurzając się w rytm natury. Szlaki nie są trudne, ale widoki – zwłaszcza przy dobrej pogodzie – potrafią oczarować nawet najbardziej wymagających turystów.

Drugim magicznym miejscem, do którego warto się udać, jest klasztor kamedułów nad jeziorem Wigry. Droga prowadzi przez Wigierski Park Narodowy, równie piękny, choć nieco bardziej dziki niż jego krajobrazowy odpowiednik. Jezioro Wigry to ogromna tafla wody otoczona lasami i trzcinowiskami, na której często można dostrzec żaglówki, kajaki lub zupełną ciszę. Nad jego brzegiem, na niewielkim półwyspie, wznosi się zespół pokamedulski – monumentalny, ale prosty w wyrazie.

Weekend w Suwałkach nie musi być intensywny, by był wartościowy. Wręcz przeciwnie – jego siłą jest spokój. Wizyta tutaj pozwala oderwać się od codzienności, złapać dystans i odetchnąć świeżym powietrzem. To propozycja dla tych, którzy cenią prawdziwy kontakt z naturą, historią i samym sobą. Suwalszczyzna nie narzuca się turystom, ale jeśli ktoś da jej szansę, potrafi nagrodzić go wyjątkowymi przeżyciami.

Dla wielu odwiedzających to właśnie tutaj, w tej nieco zapomnianej części Polski, odnajduje się to, czego tak często brakuje w codziennym życiu – ciszę, przestrzeń i czas. I choć weekend to niewiele, w Suwałkach wystarczy, by poczuć coś więcej niż tylko zmianę miejsca – poczuć prawdziwy wypoczynek.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To doskonała alternatywa dla Augustowa. Jest tu równie pięknie!

Na północno-wschodnim krańcu Polski, tuż przy granicy z Litwą, znajduje się małe, niepozorne miasteczko, które zaskakuje każdego, kto zdecyduje się tu zajrzeć. Sejny to nie tylko punkt na mapie, ale także brama do jednego z najbardziej dziewiczych regionów naszego kraju. To miejsce, gdzie natura wciąż mówi głośniej niż człowiek, a krajobraz nie został przycięty pod sznurek masowej turystyki.

Sejny to zaledwie kilkutysięczne miasto, ale jego położenie czyni z niego idealną bazę wypadową do eksploracji okolicznej przyrody. Tutejsze tereny są częścią Zielonych Płuc Polski – obszaru o wyjątkowo czystym powietrzu, bogatej faunie i florze oraz stosunkowo niewielkim zaludnieniu. Choć niedaleko stąd do bardziej znanych miejsc, takich jak Wigierski Park Narodowy czy Suwałki, to Sejneńszczyzna wciąż pozostaje nieodkryta i właśnie to nadaje jej szczególnego uroku.

Jednym z najbardziej malowniczych miejsc w okolicy jest jezioro Gaładuś. Rozciąga się leniwie na granicy polsko-litewskiej, a jego wody są tak przejrzyste, że można dostrzec dno nawet kilka metrów w głąb. Brzegi Gaładusi nie są zabudowane, nie ma tu hałaśliwych plaż czy wielkich kurortów. Zamiast tego można usiąść na pomoście starego gospodarstwa agroturystycznego, wsłuchiwać się w odgłosy trzcin i obserwować łabędzie przepływające tuż obok. W okolicznych wsiach – takich jak Berżniki czy Krasnogruda – czas płynie inaczej. Właściwie można odnieść wrażenie, że się zatrzymał.

W Krasnogrudzie znajduje się dworek, który kiedyś należał do rodziny poety Czesława Miłosza. Dziś działa tam Międzynarodowe Centrum Dialogu – miejsce spotkań artystów, myślicieli i ludzi poszukujących głębszego kontaktu z kulturą i naturą. Ale nawet bez uczestnictwa w warsztatach czy wystawach, warto po prostu przejść się tamtejszym parkiem. O każdej porze roku ukazuje inne oblicze – od mglistych, melancholijnych poranków jesienią, po soczystą zieleń lata, przerywaną jedynie dźwiękami świerszczy i cykad.

Kolejnym punktem na mapie natury Sejneńszczyzny jest rzeka Marycha. To nieduży, ale wyjątkowo malowniczy ciek wodny, który świetnie nadaje się na spokojne spływy kajakowe. W przeciwieństwie do bardziej popularnych szlaków kajakowych regionu, Marycha oferuje ciszę i samotność. Płynie przez lasy, pola i niewielkie wioski, gdzie jeszcze można zobaczyć drewniane płoty, przydrożne krzyże i stare, pokryte gontem chaty. To wyprawa, która zbliża do natury, ale i do przeszłości – tej codziennej, nieopisanej w podręcznikach.

Jeśli ktoś ma ochotę na piesze wędrówki, okolice Sejn pełne są leśnych duktów, które nie są oznaczone na turystycznych mapach, ale właśnie dzięki temu kryją w sobie coś z tajemnicy. Wystarczy kilka kroków w głąb lasu, by znaleźć się w świecie porośniętym mchem, pachnącym żywicą i pełnym głosów ptaków. To idealna przestrzeń na długie, niespieszne spacery, które nie wymagają planu – wystarczy iść przed siebie (oczywiście z ostrożnością, by się nie zgubić!)

Nie można nie wspomnieć o jeziorze Płaskim, które widzieliście na filmie na początku. To prawdziwy cud natury. Okrągłe niczym jajo, błękitne niczym niebo. Idealne do spędzenia całego dnia.

Weekend w Sejnach i ich okolicach to nie jest czas na zdobywanie atrakcji, odhaczanie punktów z przewodnika czy pospieszne robienie zdjęć. To raczej zaproszenie do zatrzymania się, do wsłuchania się w siebie i w świat, który tu – w tej spokojnej części Polski – trwa tak, jakby zapomniał o pośpiechu. To miejsce dla tych, którzy szukają autentyczności – nie tej pokazanej na billboardach, ale tej cichej, ukrytej między zbożem a jeziorem, między drzewem a starą drogą.

Sejneńszczyzna nie potrzebuje wielkich kampanii, by zachwycić. Potrzebuje tylko jednej rzeczy – Twojej obecności. Resztę zrobi sama.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kanał Augustowski czeka na zwiedzających. To prawdziwa perełka w regionie!

Zbliżając się do północno-wschodniej części Polski, na malowniczym Pojezierzu Augustowskim, nie sposób przeoczyć jeden z najbardziej niezwykłych obiektów inżynieryjnych w Europie – Kanał Augustowski. Choć na pierwszy rzut oka to jedynie wąska wstęga wody wijąca się wśród lasów i łąk, w rzeczywistości jest ona świadkiem niezwykłej historii, łączącej przeszłość i teraźniejszość regionu.

Kanał Augustowski powstał na początku XIX wieku, jako reakcja na skomplikowaną sytuację polityczną tamtych czasów. Gdy Prusy narzuciły wysokie opłaty celne na transport towarów do Bałtyku przez swoje terytorium, Królestwo Polskie postanowiło stworzyć alternatywną drogę handlową, która omijałaby pruskie obszary. W ten sposób narodził się pomysł budowy kanału wodnego łączącego Wisłę z Niemnem, mającego umożliwić transport towarów do Bałtyku przez Kłajpedę.

Budowa tego imponującego projektu rozpoczęła się w 1824 roku, a głównym inżynierem przedsięwzięcia został Ignacy Prądzyński, oficer wojsk inżynieryjnych i utalentowany konstruktor. Prace trwały ponad piętnaście lat, a kanał oficjalnie oddano do użytku w 1839 roku. Ostatecznie jego długość wyniosła ponad 100 kilometrów, z czego około 80 kilometrów znajduje się na terytorium Polski, a reszta na terenie dzisiejszej Białorusi.

Kanał Augustowski składa się z kilkunastu śluz, które umożliwiają pokonanie różnic poziomów wody. Każda z tych śluz stanowi unikalny zabytek techniki, a ich konstrukcja do dziś robi ogromne wrażenie. Wśród najbardziej znanych są Śluza Przewięź, Śluza Gorczyca czy słynna Śluza Paniewo, która jest dwukomorowa i pozwala na największą różnicę poziomów wody na całym kanale – ponad 6 metrów.

Warto wiedzieć, że kanał nigdy nie spełnił do końca swojej pierwotnej funkcji gospodarczej. Z czasem okazało się, że rozwój kolei żelaznych i zmieniająca się sytuacja polityczna odebrały mu znaczenie handlowe. Jednak to, co nie udało się pod względem gospodarczym, przyniosło ogromne korzyści turystyczne. Współcześnie Kanał Augustowski jest jednym z najważniejszych symboli regionu, miejscem, które odwiedzają tysiące turystów każdego roku. Na całej długości kanału kursują statki wycieczkowe, kajaki i rowery wodne, dzięki czemu każdy może doświadczyć bliskości natury i historii jednocześnie.

Podczas podróży statkiem po kanale, otoczenie zmienia się niemal jak w kalejdoskopie. Przepływając obok gęstych, tajemniczych lasów Puszczy Augustowskiej, poprzez rozległe łąki, aż po malownicze, niewielkie wsie i miejscowości, ma się wrażenie, jakby czas płynął tutaj zupełnie inaczej – spokojniej, bez pośpiechu. Jest to miejsce, które pozwala zwolnić tempo, zatrzymać się i nacieszyć pięknem świata.

Dla tych, którzy cenią aktywny wypoczynek, Kanał Augustowski oferuje liczne szlaki kajakowe. Jeden z najpopularniejszych odcinków prowadzi od Augustowa przez Jezioro Necko i Białe aż do śluzy Gorczyca. Kajaki można wypożyczyć niemal w każdej miejscowości wzdłuż trasy, a niezwykle malownicze odcinki przyciągają zarówno doświadczonych wodniaków, jak i osoby, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z kajakarstwem.

Kanał Augustowski jest również częścią szlaków pieszych i rowerowych. Po jego brzegach biegną liczne trasy, z których korzystają miłośnicy dwóch kółek i pieszych wędrówek. Jednym z ciekawszych pomysłów na weekendową wycieczkę może być przemierzenie szlaku rowerowego, który wiedzie wzdłuż kanału aż do granicy polsko-białoruskiej.

Przez lata Kanał Augustowski przeszedł również liczne prace konserwatorskie, dzięki którym został zachowany w świetnym stanie technicznym. Dziś wpisany jest na listę pomników historii i stanowi nieodłączny element kulturowego dziedzictwa regionu.

Dla wszystkich, którzy odwiedzają Podlasie, Kanał Augustowski to obowiązkowy punkt na mapie turystycznej. To nie tylko niezwykłe dzieło techniki, ale przede wszystkim piękny szlak wodny, który pozwala zanurzyć się w historii i przyrodzie jednego z najbardziej urokliwych regionów Polski. Bez względu na to, czy zwiedzamy go z pokładu statku, z kajaka, roweru czy pieszo, zawsze będzie on niezwykłą podróżą przez czas i przestrzeń, łączącą historię z żywą naturą.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Największa gwiazda Podlasia ma dziś urodziny. 100 lat Panie Zenku!

Gdyby ktoś kiedyś powiedział, że chłopak z małej wsi na Podlasiu stanie się ikoną polskiej muzyki tanecznej, zapewne nie wszyscy by uwierzyli. A jednak – historia Zenka Martyniuka to gotowy scenariusz na film (który zresztą powstał), ale przede wszystkim to prawdziwa opowieść o pasji, determinacji i niezwykłej sile muzyki.

Z Podlasia na sceny całej Polski

Zenek Martyniuk urodził się 23 czerwca 1969 roku w Gredelach, w rodzinie, w której śpiew i muzyka były obecne od zawsze. Babcia Nina i wuj Mikołaj przekazali mu pierwsze muzyczne lekcje. Już jako dziecko występował na szkolnych akademiach, a z czasem – coraz śmielej – na lokalnych imprezach i weselach. Jeszcze przed ukończeniem liceum grał z różnymi zespołami i trenował piłkę nożną, ale to muzyka od początku była jego prawdziwą drogą.

W 1989 roku, wraz z Mariuszem Anikiejem, założył zespół Akcent. Nazwa okazała się prorocza – wkrótce Zenek postawił swój akcent na mapie polskiej sceny muzycznej, którego nikt nie mógł zignorować.

Hity, które nuci cała Polska

Z Akcentem wydał kilkanaście albumów i stworzył hity, które weszły do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej. „Moja gwiazda”, „Królowa nocy”, „Przekorny los”, „Pragnienie miłości” – i oczywiście „Przez twe oczy zielone”. Ten ostatni utwór stał się prawdziwym fenomenem. Ale Zenek to nie tylko muzyka. To także występy w programach telewizyjnych, udział w filmach, benefisy, koncerty na Sylwestra i podczas największych festiwali. W 2020 roku powstał film biograficzny „Zenek”. Jego bohater zagrał również samego siebie w produkcjach takich jak „Miszmasz, czyli Kogel-Mogel 3” czy „Lombard. Życie pod zastaw”.

Zenek prywatnie – skromny i wierny swoim wartościom

Choć występuje na największych scenach, Zenek wciąż pozostaje wierny sobie. Od 1989 roku jest mężem Danuty, z którą ma syna Daniela i dwie wnuczki. Mieszkał w Białymstoku, a dziś – w spokojnej Grabówce tuż za granicami stolicy Podlaskiego. Jest wierzący, rodzinny, ceni sobie tradycję i spokój. To także wierny kibic Jagiellonii Białystok – dla klubu stworzył nawet wersję swojego przeboju „Przez twe bramki strzelone”. W maju 2024 roku wystąpił przed historycznym meczem, po którym Jaga zdobyła mistrzostwo Polski. A to tylko potwierdza, że Zenek to nie tylko muzyk – to marka, emocja i człowiek-instytucja.

Król bez korony? Nie, z koroną – złotą i błyszczącą

Zenek Martyniuk nie potrzebuje skandali, by być na topie. Nie goni za nowinkami, bo sam jest klasyką gatunku. Przez lata odrzucał zaproszenia do „Tańca z gwiazdami” czy „Top Chefa” – zamiast tego skupiał się na tym, co kocha najbardziej: muzyce. Nie bez powodu nazywany jest „królem disco polo”. Bo Zenek nie tylko tworzy hity – on tworzy wspomnienia. Jest częścią naszych wesel, sylwestrów, wakacyjnych imprez i domówek. I wygląda na to, że zostanie z nami na długo. Bo jak śpiewa sam: „Życie to są chwile” – a z Zenkiem tych chwil po prostu chce się więcej.

Partnerzy portalu:

Piękny dworzec będzie remontowany. Znamy przybliżony termin.

Piękny dworzec będzie remontowany. Znamy przybliżony termin.

Dworzec kolejowy w Augustowie doczeka się modernizacji. Po latach oczekiwań i kilkukrotnych zmian właściciela, obiekt wreszcie trafił na ścieżkę inwestycyjną. Ministerstwo Infrastruktury poinformowało niedawno, że rozpoczęły się przygotowania do ogłoszenia przetargu na wykonanie dokumentacji projektowej. To pierwszy konkretny krok w kierunku remontu budynku, który od dawna jest w złym stanie technicznym i estetycznym.

Historia tego dworca jest złożona. W 2017 roku jego właścicielem stało się miasto Augustów, które przejęło nieruchomość od prywatnego właściciela. Ówczesne zapowiedzi były optymistyczne – planowano szybki remont, który miał przywrócić dworcowi funkcjonalność i historyczny wygląd. Jednak realizacja tych planów napotkała na trudności. Miasto przez sześć lat nie podjęło żadnych znaczących działań remontowych, a w 2023 roku bezpłatnie przekazało obiekt spółce Polskie Koleje Państwowe.

Od tamtego czasu temat przebudowy dworca przewijał się w interpelacjach poselskich, a mieszkańcy coraz częściej domagali się konkretnych działań. Zainteresowanie sprawą wyrażali m.in. podlascy parlamentarzyści, którzy pytali o plany modernizacji i termin ich realizacji. W odpowiedzi ministerstwo poinformowało, że jeszcze w 2025 roku ma zostać podpisana umowa z wykonawcą robót budowlanych, a wcześniej wyłoniona zostanie firma odpowiedzialna za przygotowanie dokumentacji projektowej.

Według obecnych założeń, remont dworca PKP w Augustowie ma potrwać do końca 2027 roku. Szczegółowy zakres prac nie został jeszcze ujawniony, ale wiadomo, że celem jest kompleksowa modernizacja, obejmująca zarówno poprawę funkcjonalności obiektu, jak i odnowienie jego zabytkowej architektury. Budynek ma szansę odzyskać dawny blask, szczególnie że jest ważnym punktem komunikacyjnym i reprezentacyjnym miasta.

Obecny stan dworca oceniany jest jako bardzo zły. Nieużytkowany przez wiele lat, niszczeje i odstrasza zarówno mieszkańców, jak i przyjezdnych. Tymczasem dla wielu turystów właśnie ten obiekt jest pierwszym kontaktem z miastem i całym regionem. Augustów, znany z walorów przyrodniczych i turystyki wodnej, potrzebuje nowoczesnej infrastruktury, która będzie współgrała z jego wizerunkiem. Odnowiony dworzec ma szansę stać się nie tylko węzłem transportowym, ale również ważnym elementem miejskiej przestrzeni publicznej.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Parada na 600-lecie Kolna

Na wysokim, piaszczystym wzgórzu otoczonym wodami rzeki Pisy oraz rozległymi mokradłami, narodził się gród Kolno – strażnik północno-wschodnich granic Mazowsza. Był XI wiek, a mazowieckie plemiona dopiero zaczynały budować swoją przyszłość na tych trudnych, ale strategicznie ważnych terenach. Gród szybko stał się punktem na mapie, o który toczyły się walki między ambitnymi sąsiadami – wojowniczymi Jaćwingami i zakonem krzyżackim.

Przełomowy dla Kolna był dzień 28 czerwca 1425 roku, kiedy to książę mazowiecki Janusz nadał mu prawa miejskie. W owym czasie taki przywilej nie był tylko formalnością – oznaczał prawdziwą wolność. Mieszkańcy zostali uwolnieni od ceł i sądownictwa książęcych urzędników, co zaowocowało intensywnym rozwojem handlu i rzemiosła. Symbolicznie potwierdził to wczesny, bo jeszcze XIV-wieczny kościół św. Katarzyny, stanowiący serce duchowe miasta.

Jednak rosnąca popularność Kolna i przybywający wciąż nowi mieszkańcy spowodowali, że stare miejsce stało się zbyt ciasne. Książę mazowiecki Bolesław IV podjął więc decyzję o przeniesieniu miasta na nowe miejsce – nad rzekę Łabnę. W nowej lokalizacji Kolno rozkwitło, przyjmując nowoczesny na owe czasy układ szachownicy. W centrum powstał przestronny rynek, od którego promieniście odchodziło osiem ulic. Przeniesiono tam również kościół św. Katarzyny, który nadal stał się punktem orientacyjnym i duchowym przewodnikiem kolneńskich mieszczan.

Lecz spokój był tylko chwilowy. Wraz ze śmiercią Jana III Sobieskiego w 1696 roku, region pogrążył się w chaosie wojny północnej. Kolno przeżyło najazdy Szwedów oraz przemarsz zdetronizowanego króla Stanisława Leszczyńskiego, a mieszczanie – wraz z odważnymi Kurpiami – dzielnie stawiali opór grabieżom i przemocy. Tragiczny okazał się lipiec 1794 roku, kiedy to Prusacy splądrowali i spalili miasto podczas powstania kościuszkowskiego. Wielu mieszkańców zapłaciło najwyższą cenę za udział w walkach o wolność.

Kolno – dziś spokojne miasteczko na Mazowszu – wciąż pamięta swoją burzliwą przeszłość. Jego historia to nie tylko opowieść o walce o przetrwanie, ale także o niezłomności ducha ludzi, którzy mimo przeciwności losu zawsze odradzali swoje miasto z popiołów. I tak już przez 600 lat.

Partnerzy portalu:

Św. Rocha będzie wkrótce deptakiem? A co z Lipową?

Św. Rocha będzie wkrótce deptakiem? A co z Lipową?

Chociaż władze Białegostoku, polskiego miasta, nie wiadomo dlaczego używają holenderskiego słowa, my napiszemy je po polsku. Nie żaden „woonerf”, a deptak powstanie przy ul. Św. Rocha. Tak czy inaczej po zmianach nadal będą mogły wjechać tam samochody. Trudno bowiem odciąć mnóstwo lokali usługowych od dojazdu. Na czym więc polegać będzie zmiana, skoro będzie i deptak ale i samochody?

W pierwotnych założeniach planowano realizację przestrzeni miejskiej z priorytetem dla pieszych i rowerzystów, gdzie ruch samochodowy jest ograniczony. Wiceprezydent Tomasz Klim spotkał się jednak z przedsiębiorcami i mieszkańcami, a następnie zapadła decyzja, że koncepcja ta zostanie zmodyfikowana, tak aby umożliwić zwiększenie dostępności miejsc parkingowych. Tak czy inaczej wszyscy chcą modernizacji ul. Św. Rocha. Nie ma co się dziwić, jest w fatalnym stanie.

Jako, że  obecnie Miasto Białystok nie posiada docelowej koncepcji rozwiązań układu drogowego, a jedynie wstępne założenia, które projektant powinien uwzględnić przy opracowaniu dokumentacji projektowej, to pozwolimy przypomnieć koncepcję, którą proponujemy od lat.

Zakłada ona utworzenie deptaka od Kilińskiego (połączonego z Plantami i Zwierzyńcem) po dworzec kolejowy. Jeżeli przyjrzymy się obecnemu stanowi to do takiej realizacji brakuje tylko wspomnianej przebudowy św. Rocha i zamknięcia ul. Lipowej dla ruchu kołowego, z możliwością wjazdu dla autobusów. Przypomnijmy, że miasto planowało budować alternatywną trasę od Sienkiewicza przez Częstochowską, Waryńskiego po wyjazd przy Abramowicza. Wiele lat temu utknęli w połowie drogi.

Co do św. Rocha to tu jest wiele problemów do rozwiązania. Przede wszystkim do ul. Sukiennej w zasadzie nie da się zamknąć ulicy, bo odcięłoby to drogę dla tysięcy osób. Natomiast od Krakowskiej do Sukiennej takich przeszkód nie ma. Warto też pamiętać, że zainteresowani chcą pozostawienia parkingów. Obecnie miejsc do pozostawienia samochodu jest tam mnóstwo.

Problem Sukiennej można by było rozwiązać przebijając się przez tereny obecnego Zespołu Szkół Metalowo – Drzewnych. Prawdopodobieństwo tego rozwiązania jest jednak bliskie zera. Tak samo jak budowa tunelu łączącego Bohaterów Monte Cassino z Sukienną (albo ogólnie zmianę św. Rocha w tunel). Ale jest jedno rozwiązanie, które jest realne.

Najlepszym sposobem byłoby utworzenie wielkiego parkingu pomiędzy Bohaterów Monte Cassino a Sukienną i zamknięcie ruchu od Sukiennej do Krakowskiej. Do tego wystarczyłaby wąska, jednokierunkowa droga z Sukiennej do Bohaterów Monte Cassino. Takie rozwiązanie ma same plusy pod warunkiem, że zamkniemy też Lipową. Bo tworzenie deptaka z dziurą po środku trochę mija się z celem.

Partnerzy portalu:

Sensacja! Fotopułapka złapała niedźwiedzia blisko Białegostoku!
fot. Nadleśnictwo Czarna Białostocka

Sensacja! Fotopułapka złapała niedźwiedzia blisko Białegostoku!

To nie żart! Dzisiejszej nocy fotopułapka Nadleśnictwa Czarna Białostocka sfotografowała niedźwiedzia! Lesnicy na miejscu sprawdzili jaka bya długość niedźwiedzia i wyliczyli, że był długi na 2 metry – bez wliczania łap. Jak to możliwe że znalazł się właśnie u nas?

Niedawno widziano tropy w Puszczy Augustowskiej, a tam pojawił się z terenu Litwy lub Białorusi. Co ciekawe, w Czarnej Białostockiej był już kiedyś widziany niedźwiedź, który nocą miał się kąpać w zbiorniku wodnym na terenie jednej z firm. Póki przyjechał patrol policji, zwierzęcia już nie było. Tym razem udało się udokumentować obecność zwierzęcia w Puszczy Knyszyńskiej.

Nasze lasy i prowadzona przez leśników gospodarka leśna sprzyja różnorodności co widać na załączonym zdjęciu. Warto pamiętać, że w Polsce niedźwiedzie są pod ochroną, zaś na Białorusi nie. I może to być jeden z powodów dla których przywędrował do nas od setek lat niespotykany tutaj zwierz.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Spacer wśród ziół — jak wygląda zwiedzanie w Ziołowym Zakątku?

Na południowym skraju Podlasia, w maleńkiej wsi Koryciny, ukrywa się miejsce, które z roku na rok przyciąga coraz więcej miłośników natury, zdrowego stylu życia i spokoju. Ziołowy Zakątek to nie tylko kolejna atrakcja turystyczna na mapie regionu. To przede wszystkim opowieść o miłości do roślin, tradycji zielarskiej i umiejętnym połączeniu przyrody z edukacją oraz wypoczynkiem.

Już sam wjazd na teren Ziołowego Zakątka jest jak przekroczenie niewidzialnej granicy między codziennym pośpiechem a światem, w którym wszystko zwalnia. Drewniane zabudowania, zadbane ścieżki i wszechobecna zieleń wprowadzają odwiedzających w nastrój wyciszenia. Największym skarbem tego miejsca są jednak ogrody — starannie zaplanowane, różnorodne, a przy tym całkowicie podporządkowane rytmowi natury.

Ziołowy Zakątek żyje także w rytmie pór roku. Wiosną zachwyca soczystą zielenią i kwitnącymi pierwszymi ziołami, latem pulsuje pełnią życia i barw, jesienią kusi zapachem suszonych roślin i zbiorami, zimą natomiast oferuje kameralną atmosferę, rozgrzewające napary.

Zwiedzanie ogrodów w Ziołowym Zakątku to nie tylko atrakcja turystyczna, ale również swoista lekcja pokory wobec przyrody. Każdy spacer uświadamia, jak wiele zawdzięczamy roślinom i jak ogromną wiedzę kryją w sobie tradycje zielarskie. To miejsce, które niezmiennie zachwyca zarówno tych, którzy odwiedzają je po raz pierwszy, jak i tych, którzy wracają tu regularnie, by na nowo odkrywać piękno podlaskiej przyrody.

Partnerzy portalu:

W Podlaskiem powstaną nowe rezerwaty przyrody

W Podlaskiem powstaną nowe rezerwaty przyrody

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku przygotowuje się do utworzenia serii nowych rezerwatów przyrody na terenie województwa podlaskiego. Łącznie planowanych jest 14 obszarów o łącznej powierzchni przekraczającej 1500 hektarów. Miejsca te zostały wytypowane już wcześniej przez specjalistów i wpisane listę szczególnie cennych przyrodniczo terenów.

Wśród lokalizacji znajdują się między innymi „Źródliska nad Szeszupą” w gminie Jeleniewo, „Czarna Rzeczka” na terenie Puszczy Knyszyńskiej oraz „Osada wydmowa” w gminie Rutki w powiecie zambrowskim. Największy z planowanych rezerwatów — „Kozi Rynek” w gminie Sztabin — ma objąć powierzchnię ponad 430 hektarów.

Choć docelowo projekt obejmuje około 30 lokalizacji, na obecnym etapie najbardziej zaawansowane działania prowadzone są w odniesieniu do połowy z nich. Część z nowych rezerwatów będzie zlokalizowana na terenach trudno dostępnych, jednak w zamyśle mają one być otwarte zarówno dla mieszkańców regionu, jak i dla odwiedzających turystów.

Dotychczas projekty zostały wstępnie omówione z Lasami Państwowymi. W najbliższym czasie Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zamierza przeprowadzić szerokie konsultacje społeczne, aby umożliwić mieszkańcom i innym zainteresowanym osobom wyrażenie swojego zdania. Szczegółowe informacje na ten temat będą publikowane na stronie internetowej RDOŚ.

Partnerzy portalu:

Obwodnica Bielska Podlaskiego prawie gotowa. Od Haciek aż po Boćki!
fot. GDDKiA Białystok

Obwodnica Bielska Podlaskiego prawie gotowa. Od Haciek aż po Boćki!

Dobiega końca budowa zachodniej obwodnicy Bielska Podlaskiego. Nowa trasa to łącznie 21 kilometrów drogi ekspresowej S19, podzielonej na dwa fragmenty: z Haćków do Bielska Podlaskiego (9 km) oraz z Bielska do Bociek (12 km).

Na trasie powstało łącznie 11 obiektów inżynieryjnych. Wiadukty nad ekspresówką są już gotowe i oddane do użytku, a na jednym z odcinków trwają ostatnie prace – do ułożenia została jedynie finalna warstwa nawierzchni na prawej jezdni. Nowa obwodnica została zaprojektowana z myślą o pełnym ruchu ciężkim i spełnia wszystkie współczesne normy techniczne, w tym wymagania dotyczące obciążenia 11,5 tony na oś. Po otwarciu oba odcinki połączą się, tworząc zachodnią obwodnicę miasta, która odciąży centrum Bielska Podlaskiego, przekierowując ruch tranzytowy na trasie północ–południe między Białymstokiem a Lublinem, a w szerszym ujęciu – pomiędzy granicami Polski z Litwą i Słowacją.

Koszty inwestycji to 325 milionów złotych za odcinek Haćki–Bielsk Podlaski Zachód i 309 milionów za fragment Bielsk Podlaski Zachód–Boćki. Droga ma zostać udostępniona kierowcom w październiku, po uzyskaniu wymaganych zezwoleń.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie białe plamy turystyczne. Gdy wszystko wróci do normy, oni tylko stracą.

Podlaskie to niewątpliwie region turystyczny. Pracowało na to wiele osób i to inwestycja, która zacznie się w pewnym momencie zwracać. Na razie sytuacja podmiotów turystycznych jest trudna ze względu na napiętą sytuację przy granicy polsko-białoruskiej, covidowe lockdowny i wysoką inflację. Sytuację miał poprawić bon turystyczny, ale póki co wywołał tylko dużo zamieszania.

Tak czy inaczej, mimo ogromnego zaangażowania wielu osób, w Podlaskiem są jeszcze tak zwane „białe plamy” czyli regiony, które także mają potencjał turystyczny, ale są pomijane. Z jednej strony mamy popularne powiaty siemiatycki, hajnowski, białostocki, sokólski, augustowski, suwalski, moniecki, grajewski, łomżyński czy wysokomazowiecki. Z drugiej wspomniane białe plamy to powiaty kolneński, zambrowski czy też bielski.

Choć każdy z nich mógłby bardziej przyciągać turystów, to jakoś specjalnie tego nie robi. Dlaczego?

Co można zwiedzać w Bielsku Podlaskim i jego okolicach? Park, muzeum czy sklep z filmowego Znachora. W powiecie jest jeszcze synagoga w Orli i kolorowe drewniane cerkwie. Brakuje niewątpliwie miejsca, w którym moglibyśmy spędzić czas dłużej.

Podobnie sytuacja prezentuje się w powiecie kolneńskim, który można zwiedzić niejako przy okazji jadąc na Mazury. Powodów, by to tam spędzać urlop brak. Podobnie z powiatem zambrowskim, przez który tylko przejeżdżamy do Warszawy. I to niewiele zobaczymy, bo ekspresówka prowadzi przez obrzeża.

Władze tych trzech powiatów powinny zastanowić się jak mogłyby skorzystać na tym, że Podlaskie jest turystyczne i by turyści chcieli zaglądać także do nich. Jest to o tyle ważne, że za jakiś czas wszystko się unormuje i turyści masowi wrócą. A wtedy profity z tego będą czerpać wszyscy tylko nie Zambrów, Kolno i Bielsk Podlaski.

Partnerzy portalu:

Polscy Tatarzy świętują Święto Ofiarowania – Kurban Bajram

Polscy Tatarzy świętują Święto Ofiarowania – Kurban Bajram

W meczetach w Bohonikach, Kruszynianach i Białymstoku rozpoczęły się uroczystości związane z Kurban Bajram – jednym z dwóch najważniejszych świąt w islamie. Przez cztery dni polscy Tatarzy będą celebrować Święto Ofiarowania, pielęgnując tradycje, które przetrwały w Polsce od ponad 300 lat.

Polscy Tatarzy to unikatowa wspólnota, której historia sięga XVII wieku, kiedy to osiedlili się na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Choć od pokoleń są Polakami, to zachowali własną tożsamość kulturową i religijną. Największe skupiska tej społeczności znajdują się dziś w województwie podlaskim – zwłaszcza w Kruszynianach, Bohonikach i Białymstoku. Tam też znajdują się jedyne w Polsce drewniane, zabytkowe meczety oraz mizary – muzułmańskie cmentarze, które stanowią świadectwo ich wielowiekowej obecności.

Kurban Bajram, to święto przypominające historię proroka Abrahama, który według przekazu muzułmańskiego był gotów poświęcić życie swojego syna w posłuszeństwie wobec Boga. Współczesnym wyrazem tej ofiary jest rytualny ubój zwierzęcia – najczęściej owcy lub krowy – którego mięso dzielone jest na trzy części: dla rodziny, bliskich i potrzebujących. Rozdawanie mięsa to nie tylko gest solidarności, ale również jeden z filarów islamu – jałmużna.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Cuda w Puszczy Białowieskiej.

Kilka dni spędzonych w Puszczy Białowieskiej to nie tylko wędrówka po jednym z najstarszych lasów Europy, ale też podróż do świata dzikiej przyrody, gdzie każdy poranek i każda noc mogą przynieść niezapomniane emocje. Tym razem było ich wyjątkowo wiele.

Choć głównymi bohaterami tego wypadu były wilki – aż jedenaście osobników udało się zaobserwować o świcie – to nie zabrakło też innych mieszkańców puszczy. Wyczekana sóweczka, najmniejsza sowa Europy, pojawiła się w pełnej krasie, a żubry, sarny i żurawie dumnie prezentowały się przed obiektywem. Drobne ptaki, takie jak pleszka, szczygieł czy pokląskwa, dopełniały ten dźwiękowo-barwny spektakl.

Nieco trudniej było tym razem z jeleniami – pojawiły się głównie nocą, uchwycone przez noktowizor i fotopułapki. Za to szalony łoś zaskoczył nie tylko swoją obecnością, ale i zachowaniem, przypominając, że w lesie to one są gospodarzami, a my jedynie gośćmi.

Ten film to nie tylko lista gatunków. To emocje, cisza przerywana klangorem żurawi, i momenty, które zostają w pamięci na długo.

Partnerzy portalu:

Dlaczego warto mieć kominek w domu – trzy zalety, które czuje się sercem

Dlaczego warto mieć kominek w domu – trzy zalety, które czuje się sercem

Agnieszka nie planowała kominka. Miała w domu ogrzewanie gazowe, nowoczesny piec, programowalny termostat i pełne zaufanie do technologii. Wszystko działało… aż do pierwszej zimowej awarii. Nagle zamarznięte kaloryfery, lodowata cisza i brak prądu uświadomiły jej jedno – komfort to nie tylko liczby na wyświetlaczu, ale ciepło, które można poczuć i zobaczyć. Miesiąc później w salonie stanął kominek – nie z kaprysu, ale z potrzeby. I wtedy odkryła, że to nie tylko źródło ciepła, ale coś znacznie więcej.

Kominek to więcej niż ogień

Źródło niezależnego ciepła – gdy technologia zawiedzie

Kominek to jak zapasowy silnik w samolocie – nie korzystasz z niego codziennie, ale gdy zawiedzie wszystko inne, jesteś uratowany. Niezależny od prądu, gazu czy internetu – wystarczy drewno i zapałki. Własne źródło ciepła daje coś więcej niż komfort – daje spokój. Agnieszka zrozumiała to, gdy przy kolejnej awarii jej dzieci siedziały przy kominku z kubkami kakao, a nie w kurtkach pod kocami.

Magnes rodzinnych chwil – bo ogień łączy

Telewizor może grać w tle, ale to ogień w kominku przyciąga wzrok i zatrzymuje rozmowy. Jest coś pierwotnego w siedzeniu wokół ognia – ludzie robią to od tysięcy lat. Kominek zamienia salon w miejsce spotkań, nawet jeśli wcześniej każdy siedział w osobnym pokoju. Ogień nie potrzebuje Wi-Fi – jego obecność wystarczy, żeby stworzyć atmosferę. Agnieszka mówi, że odkąd mają kominek, kolacje przy stole zdarzają się częściej niż wcześniej. I nie ma w tym nic magicznego – to po prostu ciepło, które przyciąga.

Wartość dodana do domu – i duszy, i portfela

Kominek podnosi wartość nieruchomości. To fakt. Ale nie tylko dlatego warto go mieć. On też nadaje domowi charakteru – tworzy klimat, buduje to „coś”, co sprawia, że dom staje się miejscem, do którego chce się wracać. Architekci to wiedzą – dlatego kominki wracają w nowoczesnych projektach. Agnieszka nie sądziła, że zwykły kawałek ściany z szybą i drewnianą półką zmieni tak wiele. Ale zmienił. Nawet sąsiadka z naprzeciwka teraz przychodzi „na ogień” – i zostaje na herbatę.

Nie tylko dla romantyków

Kominek to nie luksus. To praktyczne, trwałe i emocjonalne rozwiązanie. Daje ciepło w kryzysie, zbiera ludzi w jedno miejsce, buduje wartość domu i atmosferę życia. Agnieszka dziś nie wyobraża sobie zimy bez jego trzasku w tle. A jeśli zastanawiasz się, czy to rozwiązanie dla Ciebie – zajrzyj do specjalistów, którzy doradzą Ci w BTH Elmes przy ul. Nowowarszawskiej 59 w Białymstoku.  Pomogą dobrać odpowiedni model, styl, sposób montażu i zabezpieczenia. Kominek to decyzja na lata – warto ją podjąć mądrze i z sercem.

Materiał partnera

Partnerzy portalu:

Dlaczego warto zabezpieczyć goły beton w garażu?

Dlaczego warto zabezpieczyć goły beton w garażu?

Kiedy Tomek pierwszy raz zauważył ciemne plamy na podłodze swojego garażu, zignorował temat. „To pewnie tylko wilgoć po deszczu” – pomyślał. Z czasem jednak pojawiły się pierwsze rysy w betonie, a zapach stęchlizny zaczął przeszkadzać nawet jego psu, który dotąd uwielbiał tam spać. Tomek nie był wyjątkiem – wielu właścicieli garaży zapomina, że ta przestrzeń również wymaga zabezpieczenia. Na szczęście rozwiązania są proste i dostępne dla każdego – kluczem jest właściwe użycie chemii budowlanej.

3 sposoby, by garaż służył na lata

Impregnacja posadzki – beton też potrzebuje ochrony

Posadzka w garażu to pierwsza linia frontu. Wchodzi na nią błoto, sól drogowa, kapie olej z silnika, a koła ścierają ją dzień po dniu. Impregnat do betonu działa jak niewidzialna tarcza – wnika głęboko i chroni przed wnikaniem wody oraz chemikaliów. Dzięki temu beton nie pyli, nie nasiąka, a brud można zmyć wilgotną szmatką. Tomek zdecydował się na impregnat do stosowania pędzlem – wystarczyło jedno popołudnie i podłoga wyglądała jak nowa.

Hydroizolacja ścian – suchy garaż, spokojna głowa

Wilgoć w garażu to nie tylko problem estetyczny – prowadzi do pleśni, grzybów i niszczenia konstrukcji. Jeśli ściany przylegają do gruntu, a fundament nie był odpowiednio zabezpieczony, woda znajdzie drogę. Tu z pomocą przychodzą masy uszczelniające i szlamy mineralne, które tworzą elastyczną barierę. Tomek wybrał hydroizolację na bazie polimerów – szybkoschnącą i bezwonną. Efekt? Ani kropli wody, nawet po ulewnej burzy.

Uszczelnianie pęknięć – mała szczelina, duży problem

Pęknięcie w betonie? Większość z nas je ignoruje. Tymczasem woda wnika, zamarza, rozszerza szczelinę i powoduje dalsze uszkodzenia. Najlepszym rozwiązaniem są elastyczne masy poliuretanowe lub żywice, które nie tylko uszczelniają, ale też wzmacniają strukturę. Tomek wstrzyknął żywicę w kilka pęknięć przy bramie – od tamtej pory żadnych niespodzianek.

Gdzie po pomoc?

Dziś garaż Tomka nie przypomina wilgotnego schowka z betonową podłogą. Pachnie świeżością, a narzędzia wiszą w równym rzędzie. Wszystko dlatego, że zrozumiał, że dobra chemia budowlana to inwestycja, nie wydatek. Jeśli chcesz zabezpieczyć swój garaż, ale nie wiesz, od czego zacząć – zajrzyj do sklepu Hydroflex w Białymstoku, przy ul. Zwycięstwa 18. To nowe miejsce, w którym znajdziesz nie tylko szeroki wybór profesjonalnych środków, ale i ludzi, którzy doradzą z pasją i konkretem. Twój garaż Ci za to podziękuje – może nawet pies też wróci tam spać.

Materiał partnerski

Partnerzy portalu:

To bardzo szkodliwa inwestycja. Została wstrzymana. Oby na zawsze!

To bardzo szkodliwa inwestycja. Została wstrzymana. Oby na zawsze!

Prace przy pogłębianiu wejścia do portu w Łomży są wstrzymane. To wynik kontroli Wód Polskich. Cały plan pogłębienia wejścia do portu na Narwi w Łomży budzi poważne obawy dotyczące negatywnego wpływu na środowisko. Takie ingerencje w naturalny ekosystem rzeczny mogą przyczynić się do dalszego obniżenia poziomu wód, które już obecnie są wyjątkowo niskie. Naukowe badania jasno wskazują, że pogłębianie i odmulanie koryt rzecznych zakłóca naturalny przepływ osadów i prowadzi do zwiększenia ryzyka suszy hydrologicznej w całym regionie.

Usunięcie 200 metrów sześciennych materiału z dna rzeki nie tylko zaburza równowagę ekologiczną, ale może także powodować długoterminowe konsekwencje, takie jak degradacja siedlisk roślin i zwierząt. Co więcej, tego typu inwestycje służą wyłącznie niewielkiej grupie użytkowników, ignorując dobro całego społeczeństwa, które na dłuższą metę ponosi koszt szkód środowiskowych.

Pogłębianie dna rzeki, choć przedstawiane jako sposób na aktywizację turystyczną, nie może usprawiedliwiać niszczenia cennych ekosystemów wodnych. Miejmy nadzieję, że zgoda na tę inwestycję nie zostanie wydana, a prace zostaną definitywnie wstrzymane dla ochrony przyrody i dobra społecznego.

Partnerzy portalu:

Będzie więcej połączeń kolejowych z Białegostoku do Wilna

Będzie więcej połączeń kolejowych z Białegostoku do Wilna

Od grudnia pociągi z Polski do Wilna przyspieszą, a liczba połączeń wzrośnie. Dzięki współpracy PKP Intercity i litewskiego LTG Link podróż z Warszawy do Wilna skróci się o godzinę i potrwa docelowo poniżej 7 godzin. Początkowo uruchomione zostaną trzy połączenia, a w przyszłości ich liczba wzrośnie do czterech dziennie, kursujących co 4 godziny.

Pasażerowie jadący do Wilna będą musieli tak jak do tej pory tylko raz przesiąść się na stacji Mockawa po stronie litewskiej, z pociągu normalnotorowego do szerokotorowego. Czas tej przesiadki wyniesie maksymalnie 20 minut.

Przewoźnicy zapewnią wysoki standard usług, w tym Wi-Fi, gniazdka elektryczne, klimatyzację oraz możliwość zakupu posiłków na pokładzie. Zakup biletów ma być możliwy w jednej transakcji przez strony internetowe lub aplikacje mobilne obu przewoźników, z możliwością rezerwacji miejsc.

W planach jest także wspólna obsługa przyszłej linii Rail Baltica, która połączy Polskę z Litwą, Łotwą i Estonią. Do końca 2025 roku PKP Intercity i LTG Link przygotują wspólny model obsługi tych połączeń oraz ustalą szczegóły dotyczące taboru kolejowego.

Partnerzy portalu:

Tykocin to fantastyczne miejsce do zwiedzania. Każda okazja jest dobra!

Tykocin to fantastyczne miejsce do zwiedzania. Każda okazja jest dobra!

Położony malowniczo nad Narwią, Tykocin to jedno z najstarszych i najpiękniejszych miasteczek Podlasia. Jego bogata historia, barokowa architektura i wielokulturowe dziedzictwo przyciągają turystów z całej Polski. Spacerując brukowanymi uliczkami, można poczuć ducha przeszłości i odkryć liczne zabytki, które czynią Tykocin wyjątkowym miejscem na mapie Polski. Dodatkowo można spacerować wzdłuż rzeki, a także po niej pływać!

Na pewno zwraca na siebie uwagę Zamek w Tykocinie, pierwotnie wzniesiony w XV wieku przez Jonasza Gasztołda, był ważnym punktem strategicznym Rzeczypospolitej. W XVI wieku został rozbudowany przez króla Zygmunta II Augusta, stając się królewską rezydencją i głównym arsenałem koronnym. Po śmierci króla jego ciało przez 14 miesięcy spoczywało w zamku, oczekując na wybór nowego władcy. Dzisiejszy zamek to imitacja poprzednika. Nie jest to zabytek, a prywatna inicjatywa.

Prawdziwym zabytkiem za to jest wzniesiona w 1642 roku Wielka Synagoga w Tykocinie to jedna z najstarszych i najlepiej zachowanych synagog w Polsce. Podczas II wojny światowej została zdewastowana przez nazistów, a po wojnie służyła jako magazyn. Dzięki pracom restauracyjnym w latach 70. XX wieku odzyskała swój dawny blask i obecnie mieści muzeum prezentujące historię żydowskiej społeczności Tykocina.

Dominującym elementem Placu Czarnieckiego jest Kościół Trójcy Przenajświętszej, wzniesiony w latach 1742–1750 z fundacji hetmana Jana Klemensa Branickiego. Świątynia zachwyca monumentalną fasadą, bogato zdobionym wnętrzem oraz rokokowymi organami z XVIII wieku. Jest to doskonały przykład barokowej architektury sakralnej na Podlasiu.

Centralnym punktem Tykocina jest Plac Czarnieckiego, otoczony niską, barokową zabudową. Na środku placu stoi pomnik hetmana Stefana Czarnieckiego, jeden z najstarszych świeckich pomników w Polsce, ufundowany w 1763 roku przez Jana Klemensa Branickiego.

Alumnat, zbudowany w latach 1633–1647, był miejscem schronienia dla weteranów wojennych. Obecnie w jego murach mieści się hotel i restauracja.

Warto też dodać, że w Tykocinie można spróbować wyjątkowych smaków w restauracjach, które nie idą „w masówkę”, tylko oferują bogate smakowo potrawy, związane z historią Podlasia i ludzi, którzy tu zamieszkiwali przez lata.

Partnerzy portalu:

Jak połączyć rowerową trasą Białystok z Łomżą? Brakuje 30 km

Jak połączyć rowerową trasą Białystok z Łomżą? Brakuje 30 km

Od wielu lat powtarzamy, że to nie jest poważne, gdy od 1999 roku Białystok, Łomża i Suwałki są w jednym województwie, a tak naprawdę koegzystują obok siebie. Inaczej mówiąc, nie robi się nic – by trzy największe miasta w regionie były ze sobą połączone na wszelkie możliwe sposoby. Białystok z Suwałkami jako tako połączone są kolejowo, a Białystok z Łomżą dopiero będzie po wielu , wielu latach kompletnie ignorowania tego tematu. Ale o budowaniu torów między Łomżą, a Grajewem już nikt nawet nie rozmawia. Bo po co łączyć Suwałki z Łomżą kolejowo, prawda?

Połączenia drogowe między Białymstokiem a Łomżą, Białymstokiem i Suwałkami to totalny żart. Również niewiele zrobiono w tym temacie. W tym pierwszym połączeniu sytuację tylko trochę ratuje ekspresówka do Warszawy ze stolicy województwa.

Pomiędzy Suwałkami a Łomżą od niedawna funkcjonuje droga ekspresowa. Ale to też zbudowano tylko dlatego, by odciążyć krajową ósemkę od ruchu międzynarodowego. TIR-y z krajów bałtyckich rozjeżdżały fatalną drogę między Suwałkami a Białymstokiem, przez co ósemka była nazywana „drogą śmierci”. Liczba wypadków wypadków była tam zatrważająca.

A co z rowerami? Do Suwałk da się dojechać bezpiecznie z Białegostoku przez Biebrzański Park Narodowy i Puszczę Augustowską. Oczywiście w ramach rekreacji, bo to 140 km – jeżeli nie chcemy wdychać spalin i modląc się by nie zginąć jadąc razem z samochodami. Do Łomży z Białegostoku można by było dojechać bezpiecznie przez Tykocin i Strękową Górę, ale pomiędzy tą miejscowością a Wizną nie ma bezpiecznej drogi. 30 km odcinek mógłby zostać przebudowany o drogę dla rowerów. Wtedy przez Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi dojechalibyśmy w spokoju.

A Łomża z Suwałkami rowerem? Tu większego problemu nie ma. Akurat tereny pomiędzy tymi miastami są bardzo słabo zurbanizowane, dzięki czemu 99 proc. trasy jest bardzo bezpieczna.

Reasumując, od 1999 roku minęło już 26 lat, więc trudno powiedzieć na co jeszcze czekamy. Trzeba zabierać się za robotę i w końcu z Podlaskiego stworzyć prawdziwie połączony ze sobą region. Bez tego nie ma wspólnego rozwoju. Chyba, że nie mamy się rozwijać…

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To podlaskie miasteczko ma wielki, ukryty potencjał

Zaledwie 20 tys. osób mieszka w Hajnówce, a mogłoby i 120 tys., a i 300 tys. Połączenie drogowe jest, kolejowe jest, komunikacja działa. Są sklep duże i małe. Jest też coś, czego nie mają inne podlaskie miasta – znanej na cały świat Puszczy Białowieskiej. I to bezpośrednio złączonej z miastem. Hajnówka to też tygiel kulturowy i niskie ceny. Przyjedźcie sami i zobaczcie jak tam jest.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy Białystok ma coś do zaoferowania młodym?

Juwenalia to dobry czas, by poruszyć temat młodych mieszkańców Białegostoku. Według oficjalnej strony miasta, w stolicy Podlaskiego studiuje około 25 000 osób. Przypomnijmy, że w najlepszych czasach było 50 000 studentów. Można oczywiście winę zrzucać na demografię, ale prawda jest taka, że dzisiejszy młody człowiek ma wybór.

Dobrze skomunikowana Polska powoduje, że na Podlasie można przyjechać szybko z większości dużych miast. Po co więc siedzieć w Białymstoku, skoro taka Warszawa, Gdańsk, Wrocław czy Kraków mają do zaoferowania dużo więcej? Nie mówimy tutaj o pracy, bo przecież studenta to nie interesuje.

Mówimy tu chociażby o ofercie kulturalnej miasta i województwa podlaskiego, które swoje instytucje sytuuje również w Białymstoku. Koncerty? Są tylko dwa miejsca, gdzie odbywają się regularnie. Opera i klub Zmiana Klimatu. Zdobycie biletów to wyzwanie. Trzeba je zamawiać z ogromnym wyprzedzeniem. Zainteresowanie zawsze jest ogromne. Gdyby te koncerty były organizowane częściej, to można by było na nie wybierać się spontanicznie.

A warto dodać, że Białystok i Województwo Podlaskie dysponują wieloma instytucjami, które mogłyby je organizować… gdyby miały pieniądze. Białostocki Ośrodek Kultury, Podlaski Instytut Kultury, Książnica Podlaska, Białostocki Teatr Lalek, Teatr Dramatyczny, to tylko niektóre instytucje, które mogłyby organizować event za eventem. Tylko po co się przemęczać?

W Olsztynie istnieje Kortowo – ogromny kampus uniwersytecki, gdzie życie studenckie trwa w najlepsze. W Białymstoku to pożalsieboże Kampus UwB w sąsiedztwie obskurnych akademików przy kampusie Politechniki Białostockiej. Terenów tyle, że można by było pobudować boiska, strefy relaksu, rekreacji i co tylko chcecie. Ale po co? Jeszcze ktoś by chciał przyjechać do Białegostoku na studia.

Ostania rzecz, o której nie należy zapominać to tragiczna komunikacja miejska w Białymstoku. Poruszanie się po mieście autobusami to kompletna udręka. Buspasy stoją przeważnie puste, autobusy jak podjeżdżają to stadami (chociaż dyrektor BKM zapiera się że to nieprawda), a bilety w chorych cenach.

Zatem odpowiadając na pytanie czy Białystok ma coś do zaoferowania młodym? Nie nie ma.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Po tym moście zostało już tylko wspomnienie.

Drewniana konstrukcja w Bronowie idealnie współgrała z okolicą. Dzika przyroda, Narew wolno płynąca, a także śpiew ptaków – to wszystko idealnie komponowało się z dawnym mostem. Teraz jest tu jakby nowocześniej. Czy lepiej? Dla rolników na pewno. Bo to oni głównie korzystają z tej konstrukcji.

Tylko, że zawsze są dwie strony medalu. Dawny most był odwiedzany przez turystów, bo nagrywano na nim ważną scenę filmu Wołyń – Wojciecha Smarzowskiego.

A Wy co uważacie? Lepszy stary most, drewniany – czy nowoczesny?

Partnerzy portalu: