Mural na Białostoczku wywołał gigantyczne kontrowersje. Kim był ks. Michał Sopoćko?

Ksiądz Michał Sopoćko to najbardziej znany białostoczanin na świecie. Ostatnio jego wizerunek został uwieczniony na jednym z bloków osiedla Białostoczek w postaci gigantycznego muralu, co z miejsca Wywołało gigantyczną dyskusję wśród naszych Czytelników. Wiele głosów było w tonie wyrażającym sprzeciw tego typu inicjatywom, by religijne murale były na blokach. Czytelnicy podnosili, że takie powinni znajdować się na… kościołach. Swoją drogą ciekawie wyglądałaby świątynia z muralem.

 

Znalazło się także sporo Czytelników, którzy muralu bronili podnosząc, że ks. Michał Sopoćko jest patronem Białegostoku i że wiary wstydzić się nie trzeba. Dla jednych i drugich warto przypomnieć kim był ks. Michał Sopoćko. Wbrew pozorom nikim kontrowersyjnym, zaś emocje, które wywołał mural są ogólnym negatywnym nastawieniem do kościoła za nierozliczoną, gigantyczną aferę pedofilską, przez co obrywa się każdemu księdzu – nawet temu, który został beatyfikowany – czyli otoczony lokalnym kultem.

 

Ksiądz Sopoćko urodził się na Wileńszczyźnie w 1888 roku. W 1914 roku został kapłanem. Do Białegostoku trafił już, gdy Polska odzyskała niepodległość – bo w 1928 roku. Między czasie kapłan spowiadał św. Faustynę Kowalską – siostrę zakonną, która miała boskie objawienia, które skrzętnie spisywała. Sopoćko zaś zaczął głosić kult miłosierdzia bożego, które właśnie zainteresowało go podczas rozmów ze św. Faustyną Kowalską. Do dziś nierozerwalnie wiąże się z tym znany obraz Jezusa Chrystusa Miłosiernego – z napisem “Jezu Ufam Tobie”.

 

Sopoćko najaktywniej działał na Wileńszczyźnie, jednak w Białymstoku spędził 30 lat życia i tutaj też został pochowany. Jego szczątki spoczywają w kościele pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego, który znajduje się niemalże na przeciwko bloku, na którym został namalowany gigantyczny mural, który wywołał tyle kontrowersji. Co ciekawe, w Białymstoku są także trzy inne miejsca nierozerwalnie związane z ks. Michałem Sopoćko. Archidiecezjalne Wyższe Seminarium Duchowne, gdzie kapłan był wykładowcą. Drugie miejsce to dzisiejszy zakon przy ul. Poleskiej gdzie Sopoćko pełnił posługę. Kapłan mieszkał w domu przy ul. Złotej.

 

Ks. Sopoćko jest najbardziej znanym białostoczaninem na świecie. Jego relikwie znajdują się w sześciuset kościołach i kaplicach na wszystkich kontynentach. Do Białegostoku za jego sprawą przyjeżdża dziesiątki tysięcy pielgrzymów, zaś bardzo wiele katolików na świecie kultywuje “godzinę miłosierdzia”, przez co codziennie o godz. 15 modlą się. Co ciekawe w Zgromadzeniu Jezusa Miłosiernego w kaplicy przy ul. Polskiej, gdzie kiedyś mieszkał ks. Sopoćko – znajduje się stary zegar, który pamięta jeszcze czasy kapłana. Zegar ten kiedyś stanął wskazując kilka minut przed godz. 15. Postanowiono, że mechanizm nie będzie ponownie uruchamiany.

 

Z ks. Michałem Sopoćko wiąże się także historia “ocalenia Białegostoku”. 9 marca 1989 roku doszło do katastrofy pociągu właśnie w pobliżu zgromadzenia przy ul. Polskiej. Kiedy wszystko szczęśliwie się zakończyło przypisano wstawiennictwo własnie księdzu Sopoćko. Do dziś tamto “ocalenie” upamiętnia krzyż z napisem “Jezu Ufam Tobie”, co symbolizuje wiarę białostoczan w Boże Miłosierdzie i orędownictwo ks. Sopoćko.

 

 

Featured Video Play Icon

Maciej Sikorski. Pochodzący z Podlasia aktor dubbinguje pierwszoplanowego aktora!

Jeszcze 8 lat temu jego początki można było obejrzeć na YouTube. Naśladował głosy znanych osób i szło mu całkiem nieźle. Dziś jego głos można usłyszeć w filmie 303. Bitwa o Anglię, gdzie dubbinguje jedną z postaci. Mowa tu Macieju Sikorskim, który pochodzi z miejscowości Kobylin-Borzymy (pow. wysokomazowiecki).

 

Maciej Sikorski później dał się poznać jako uczestnik programu “Mam talent”. Wówczas 21-letni student Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku przeszedł eliminacje i wystąpił w odcinku programu na żywo. Za swój występ od jury usłyszał “3 razy tak”. Niestety w pierwszym półfinale chłopak odpadł. Parodiował Kamila Durczoka, co nie przypadło do gustu jury. Dziś Maciej Sikorski jest dyplomowanym aktorem, który ukończył Akademie Teatralną w Warszawie, a także wspominany Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku na kierunku aktorskim. Od 2013 roku Sikorski jest aktorem Teatru Lalek Pleciuga w Szczecinie, współpracuje też z innymi teatrami ze Szczecina. Mężczyzna jest także wokalistą w kapeli Domofon. Reżyseruje teledyski i etiudy filmowe.

 

W najnowszym filmie “303. Bitwa o Anglię” dubbinguje Iwana Rheona grającego Jana Zumbacha. Jest to główny bohater w filmie. Jak sobie poradził? Zobaczcie sami – film emitowany jest w kinach. My składamy gratulację dla pochodzącego z Podlasia aktora i życzymy kolejnych sukcesów.

Featured Video Play Icon

“Jak się dowiedziałem o tym raku, że jest nieuleczalny, płakałem w nocy żeby dzieci nie widziały”

Jarosław Dziemian był człowiekiem, który nierozerwalnie kojarzy się nie tylko z Białymstokiem, ale też z tym wszystkim co po sobie pozostawił – Najpopularniejsze radio w Białymstoku – Jard, Hotel Turkus, Zajazd Wiking, Klub Rozrywki Krąg, Hotel nad Zalewem w Wasilkowie, a także wiele wiele innych przedsięwzięć. W wieku 68 lat, 15 sierpnia zmarł po długiej i ciężkiej chorobie, której nigdy się nie wstydził. O tym, że cierpi na raka prostaty wiedzieli nie tylko członkowie rodziny, ale też jego współpracownicy, pracownicy czy koledzy. – Ja już przeżyłem śmierć, płakałem. Jak się dowiedziałem o tym raku, że jest nieuleczalny, płakałem w nocy żeby dzieci nie widziały. Poduszka była mokra rano – wspominał Jarosław Dziemian w wywiadzie przeprowadzonym 2 lata temu przez Krystiana Skowrona, który możecie obejrzeć powyżej.

 

Mało kto już pamięta, że w 2002 roku Jarosław Dziemian startował w wyborach na prezydenta Białegostoku. Chciał, by jego doświadczenie i umiejętności można było wykorzystać w rozwoju miasta i regionu. Współpracownicy Jarosława Dziemiana wspominają go jako kreatora, który nigdy nie był odtwórcą. – Żył marzeniami, większość z nich udało mu się spełnić dzięki ciężkiej pracy i konsekwencji w działaniu. Kochał życie, ludzi, świat. Nie potrafił przejść obojętnie obok czyjegoś nieszczęścia. Był kimś niespotykanym. Łamał kanony, nie działał sztampowo, nie lubił schematów. Kochany mąż, ojciec, dziadek. Nietuzinkowy pracodawca, który spędzał z pracownikami większą część każdej doby. Miłośnik muzyki i motoryzacji. Człowiek wielu pasji. Z każdym potrafił znaleźć wspólny język, właściciel firmy, którą prowadził całym sercem. Spełniał marzenia licznego grona dzieci i młodzieży, chcących prowadzić audycje w radiu i telewizji. – przeczytać możemy na stronie Facebookowej Radia Jard.

 

– Lepiej się dwa razy zapytać o drogę niż błądzić po lesie – powiedział Jarosław Dziemian w wywiadzie 2 lata temu. I taki właśnie był. Nigdy nie podejmował pochopnych decyzji. Jarosław Dziemian miał 68 lat.

Wojciech Nowicki – kim jest złoty medalista z Białegostoku?

Ostatnio zrobiło się o nim głośno po tym jak zdobył złoty medal i został Mistrzem Europy w Lekkiej Atletyce. Mowa tu o rzucającym młotem Wojciechu Nowickim reprezentującym klub Podlasie Białystok. Kim jest Wojciech Nowicki, który w Berlinie rzucił 80,12m i był najlepszy? To 29-letni, urodzony w Białymstoku lekkoatleta specjalizujący się w rzucie młotem. CO ciekawe – jeszcze w szkole podstawowej trenował piłkę nożną w Jagiellonii Białystok, piłkarzem ostatecznie nie został. W liceum zaczął trenować w Podlasiu Białystok.

 

Pierwsze sukcesy zaczął osiągać po czterech latach treningów. W Młodzieżowych mistrzostwach Europy zdobył 5 miejsce. W 2015 roku czyli po 8 latach od rozpoczęcia treningów zdobył pierwszy brązowy medal na Mistrzostwach świata w Pekinie. W kolejnych latach zdobywał kolejne brązy. W 2017 roku w końcu osiągnął srebro, zaś w tym roku po raz pierwszy złoto. Co ciekawe, Wojciech Nowicki jest z wykształcenia automatykiem-robotykiem, a dyplom uzyskał na Politechnice Białostockiej. Co cieszy, nie uciekł do Warszawy jak wiele innych znanych osób, tylko mieszka w stolicy województwa podlaskiego wraz z żoną i córką.

 

Wojciechowi Nowickiemu życzymy kolejnych sukcesów!

 

fot. Wschodzący Białystok

Anna Omielan zdobyła wiele medali. Podlasianka marzy o powrocie do sportu

Ania Omielan to 25-latka urodzona w Dąbrowie Białostockiej, znakomita pływaczka białostockiego klubu, która osiągnęła w życiu już bardzo wiele. Brała udział w mistrzostwach świata, igrzyskach, zdobywając wiele medali na arenie krajowej i międzynarodowej. Mało kto w tak młodym wieku może się pochwalić własną stroną na Wikpedii. Jednak przy swoich osiągnięciach, te wydaje się najmniejsze. Między 2007 a 2013 rokiem zdobyła w Tajwanie, Berlinie, Pekinie, Islandii, Niemczech, Holandii, Grecji i też wiele razy w Polsce – medale.

 

– Pływanie wiele mnie nauczyło, ukształtowało mój charakter, nauczyło wytrwałości i przezwyciężania słabości. – pisze sama o sobie. Jednak mimo odwagi i pogody ducha Anna nie jest w stanie poradzić sobie ze wszystkimi problemami. A jej największy to brak nogi, którą utraciła podczas wypadku rolniczego w wieku 2 lat. – Zawsze starałam się żyć bez ograniczeń, 2 treningi na basenie, dodatkowo 1 trening na siłowni, jednak brak nogi, złej jakości proteza, stale okaleczony kikut i kolejne operacje sprawiły, iż sport musiałam odstawić na drugie miejsce, a rozpocząć walkę o zdrowie. 

 

Anna Omielan marzy o powrocie do sportu. Nie jest to jednak możliwe bez odpowiedniej protezy, bez której nie da się normalnie funkcjonować a tym bardziej trenować. Za każdym razem otarcia na kikucie wykluczają dziewczynę z normalnego życia. 25-latka postanowiła wziąć sprawę w swoje ręce. Próbuje uzbierać 60 000 zł na odpowiednią protezę. Prawie jedna trzecia tej kwoty już jest. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy jej pomóc niech tylko spojrzy na jej osiągnięcia i zastanowi się czy nie warto, by dziewczyna osiągała dla Polski znów znakomite wyniki.

 

Pieniądze na protezę można przekazać przy pomocy portalu:
https://pomagam.pl/plywaniedlaani

 

Osiągnięcia:
Mistrzostwa Świata Juniorów IWAS Tajwan 2007 – I i II miejsce;
Otwarte Mistrzostwa Niemiec – Berlin 2009 – I i II miejsce;
Igrzyska Paraolimpijskie Pekin 2008 – udział w 5 konkurencjach; IX miejsce
Zimowych i letnich Mistrzostwa Polski 2009 – II miejsce;
Integracyjne zawody pływackie, Warszawa 2008 – I miejsce;
Mistrzostwa Europy w pływaniu na Islandii, Reykjavik 2009 – II i III miejsce;
Otwarte Mistrzostwa Niemiec, Berlin 2009 – I, II, III miejsce;
Zimowe Mistrzostwa Polski w Pływaniu, Kalisz 2009 – II miejsce II miejsce;
Puchar Białegostoku w pływaniu, Białystok 2009 – I miejsce;
Zimowe Mistrzostwa Polski w Pływaniu, Białystok 2010 – II miejsce ;
Letnie Mistrzostwa Polski w Pływaniu, Gorzów Wielkopolski 2010 – II miejsce;
Otwarte Mistrzostwa Niemiec w pływaniu, Berlin 2010 – III miejsce;
Zawody Nadziei Paraolimpijskich, Warszawa 2010 – I miejsce;
Mistrzostwa Świata w Pływaniu, Eindhoven 2010 – VI, VII, VIII miejsce;
Letnie Mistrzostwa Polski w Pływaniu, Szczecin 2011 – II miejsce;
Otwarte Mistrzostwa Grecji w Pływaniu, Naoussa 2012 – 3 złote medale;
Letnie Mistrzostwa Polski w Pływaniu, Szczecin 2013 – I i II miejsce;

 

fot. Facebook Anny Omielan

Featured Video Play Icon

Kolorowe Jarmarki dostały “zero”. Janusz Laskowski i tak rozkochał publiczność

 

Kiedy w 1977 roku Janusz Laskowski wykonał w Opolu “Kolorowe Jarmarki”, to wręcz został przez jury “zniszczony”. Nikogo z nich nie przekonywało, że publiczność bardzo dobrze przyjęła jego piosenkę. “Eksperci” uznali, że Laskowski śpiewa kiczowate, banalne kawałki. Zaś “Kolorowe Jarmarki” otrzymału 0 punktów! Mało tego – krytyk muzyczny Andrzej Wróblewski przyznający tak druzgocącą ocenę przed kamerami i widzom ostentacyjnie zaprezentował “Zero”.

 

Piosenka stała się jednocześnie wielkim sukcesem artysty jak i przekleństwem. Jej popularność spowodowała, że latami Janusz Laskowski nie mógł przebić się z nowymi piosenkami. Wcześniej znany był z “Żółtego jesiennego liścia” i oczywiście “Beaty z Albatrosa” – hitu, który do dziś nuci się w każde wakacje w Augustowie.

 

Prawdziwy przełom nadszedł dopiero w 1995 roku. Wówczas Telewizja Polsat zaczęła nadawać dwa programy – w sobotę – Disco Polo Live, zaś w niedzielę Disco Relax. Oba programy przed telewizory przyciągnęły miliony Polaków, zaś artyści pokazywani tam z miejsca stawali się gwiazdami. Wtedy też swoją ponowną szansę dostał Janusz Laskowski, który w teledysku jadąc renaultem po Białymstoku śpiewał, że “Świat nie wierzy łzom”. W teledysku mogliśmy zobaczyć dawne białostockie “Chanajki”, “Amfiteatr”, a także wiele innych miejsc.

 

Na początku 2018 roku Janusz Laskowski znów przypomniał o swoim istnieniu. Tym razem wystąpił w świetnej piosence z białostockim raperem Lukasyno, a takżę Niziołem. Utwór “Bez sentymentu” pokazuje Młynową, okolice aresztu śledczego, białostocką Węglówkę, a także zajazd w Czarnej Białostockiej.

 

Pan Janusz Laskowski nagrał bardzo wiele piosenek, jednak prawdziwe szczyty zdobywał tylko kilka razy. Nie przeszkodziło mu to koncertować w wielu krajach. Pochodzący z Wileńszczyzny, a mieszkający w Białymstoku piosenkach jest także działaczem charytatywnym, który mocno udziela się w instytucjach powiązanych z Kościołem katolickim. Jego występy można często obejrzeć podczas koncertów i uroczystości religijnych, które pokazuje TV Trwam.

 

Od musicalu do Niemena. Recital wokalny wschodzącej gwiazdy

8 czerwca o godzinie 19.00 w Hajnowskim Domu Kultury odbędzie się recital Julity Wawreszuk. Widzowie będą mogli usłyszeć różnorodny repertuar w języku polskim, angielskim i białoruskim, który podczas wieczoru zaprezentuje utalentowana wokalistka przy akompaniamencie pianisty Krzysztofa Kulikowskiego. Julicie Wawreszuk towarzyszyć na scenie będą: Sylwia Wojciechowska, Monika Kurza i Adrianna Rogalska. W roli konferansjera wystąpi Konrad Szczebiot. Podczas recitalu, jak sama zapowiada, będzie można się pośmiać, wzruszyć i pobawić. Wstęp na występ jest wolny.

 

Julita Wawreszuk pochodzi z Hajnówki, gdzie ukończyła między innymi II Liceum Ogólnokształcące z Dodatkową Nauką Języka Białoruskiego. W swoim rodzinnym mieście uczęszczała do Studia Piosenki Estradowej oraz do szkoły muzycznej, w której pobierała naukę gry na pianinie i śpiewu klasycznego. Obecnie jest dyplomantką Policealnego Studium Wokalno  Aktorskiego w Białymstoku. W 2017 roku wzięła udział w 38. Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Zaśpiewała „Ciche mieszkanko”, „Na kolana” i „Łoł”. Zdobyła wtedy nagrodę pieniężną Niemiecko-Polskiego Towarzystwa Kulturalnego „Polonica”. Ponadto wokalistka otrzymała zaproszenie do udziału w Festiwalu Rock & Chanson w Kolonii. Zdobyła tam II miejsce. 11 listopada 2017 roku wystąpiła w koncercie Studia Piosenki Teatru Polskiego Radia pod tytułem „Między nami” z utworami Jacka Kaczmarskiego. Koncert ten odbył się w Studiu im. Władysława Szpilmana i był emitowany na żywo w Programie Pierwszym Polskiego Radia. Współpracowała z białostockimi raperami: Hukosem, Maximem i Praktisem.

 

Julita Wawreszuk charakteryzuje się na scenie dojrzałością, swobodą, wrażliwością i ogromnym profesjonalizmem. Obdarzona jest około trzyipółoktawową skalą głosu z możliwością wykonywania partii koloraturowych, co udowodnia, śpiewając m.in. wyżej wymieniony utwór pod tytułem „Ciche mieszkanko”. Młoda wokalistka sięga po różne gatunki, style i nastroje muzyczne, w których doskonale się odnajduje. Podlasianka, niczym wielka gwiazda światowej piosenki, skupia na sobie publiczność od początku do końca swoich występów. Oczarowuje umiejętnościami wokalnymi, wdziękiem i urodą. Podczas piątkowego recitalu będzie można usłyszeć również autorski utwór Julity Wawreszuk, który jest początkiem jej twórczości.

 

Wawreszuk posiada sporą kolekcję nagród, które zdobywała w konkursach i na festiwalach. Między innymi jest laureatką pierwszego miejsca na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Białoruskiej 2017 w Hajnówce, otrzymała Grand Prix w Ogólnopolskim Konkursie Piosenki 2015 w Kaliszu oraz uzyskała trzecie miejsce w Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Poetyckiej im. Bułata Okudżawy. Poza śpiewem interesuje ją taniec, gra na perkusji i matematyka.

 

Rafał Górski

Nowy patron ulicy wywołuje wielkie kontrowersje

Na osiedlu Skorupy nowa ulica została przez radnych nazwana imieniem Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki”. Jest to postać bardzo kontrowersyjne oceniania przez historyków. Gdy tylko pojawiła się tablica z nazwą ulicy – w pobliżu, na płocie z płyt OSB na prywatnej posesji znalazł się napis “Ulica Mordercy!!!”, a także “Miejsce zbrodniarzy jest na śmietniku historii Łupaszko to ludobójca”. Dodatkowo naklejono na samą tablicę z nazwą doklejono kartkę z napisem “ZBRODNIARZ”. To bardzo czytelny sygnał, że nie każdemu pasuje patron nowej ulicy. Jeszcze nigdy w historii miasta, żaden patron nie wzbudzał takich emocji.

 

Zygmunt Szendzielarz ps. “Łupaszko” należał do “Żołnierzy Wyklętych”. Już w PRL historycy pisali o nim jako “krwawy herszt wileńskich bandytów” i “imperjalistyczny szpieg anglosaski”. Propaganda PRL przedstawiała go jako tego, który organizował “napady terrorystyczno-rabunkowe. Nie tylko o Łupaszcze w PRL mieli takie zdanie, lecz o wszystkich “Żołnierzach Wyklętych”. Łupaszko ostatecznie osadzony przez komunistów w więzieniu na ul. Rakowieckiej w Warszawie. Tam przez 2,5 roku był torturowany. Ostatecnie w procesie został “osiemnastokrotnie” skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 roku.

 

Może się wydawać, że powyższe napisy i naklejki umieścili osoby, które nadal wierzą w propagandę PRL. Bardziej jednak prawdopodobne jest to, że wiele osób zarzuca Łupaszcze, że z jego inspiracji, żołnierze którymi dowodził dokonali zbrodni na polskiej, białoruskiej i żydowskiej ludności cywilnej na Wileńszczyźnie, a także za zbrodnie cywilne np. w podlaskiej Narewce, gdzie jak pisano – „zastrzelił Białorusinów chcących żyć raczej w państwie białoruskim niż polskim”.

 

Niewątpliwie sprawa Łupaszki dotyka najbardziej mniejszości narodowych. Dlatego do dziś wywołuje wiele kontrowersji nadanie jego imieniem jednej z ulic w Białymstoku. Mamy tutaj więc próbę czynienia bohatera, z osoby która była “Żołnierzem wyklętym”, znienawidzonej przez władze PRL, a jednocześnie, któremu zarzuca się zbrodnie wojenne.

Twórca z Łomży otrzymał 10 prestiżowych nagród za swój film!

Piotr Domalewski, pochodzący z Łomży twórca otrzymał wczoraj “Orły” za swój ostatni film “Cicha noc”. Polska Akademia Filmowa przyznała reżyserowi aż 10 statutetek! “

 

Cicha noc” to komediodramat, który pokazuje “typowo polskie” problemy w “typowo polskiej” rodzinie. Akcja filmu rozgrywa się na święta Bożego Narodzenia w jednej z polskich wsi, gdzieś na północnym wschodnie. Jednak te problemy są tylko tłem dla prawdziwej, pasjonującej fabuły filmu. Widać, że Domalewski mocno wzorował się na Wojciechu Smarzowskim – twórcy takich hitów jak Wesele czy Drogówka.

 

Film “Cicha noc” jest fabularnym debiutem łomżanina. “Orły” zostały mu przyznane za najlepszy film, reżyserię, dźwięk, dwie role drugoplanowe, główną rolę męską, scenariusz, zdjęcia oraz odkrycie roku i nagrodę publiczności.

 

Serdecznie gratulujemy i prosimy o więcej!

 

Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach wiele lat temu. Do dziś wywołuje kontrowersje.

Kim był Aleksander Węgierko – patron Teatru Dramatycznego w Białymstoku? Aleksander Węgierko był aktorem i reżyserem teatralnym, a także dyrektorem artystycznym tetarów. Założył Teatr Dramatyczny w Białymstoku. Przyszło mu żyć w trudnych czasach. W 1940 roku Białystok był pod okupacją sowiecką. Właśnie wtedy do miasta przyjechał Aleksander Węgierko, wtedy doświadczony już aktor, a także dyrektor artystyczny teatrów w Krakowie, Warszawie i Grodnie.

 

Teatr w Białymstoku otrzymał fundusze, zaś gmach został rozbudowany. Żeby to było możliwe, Aleksander Węgierko musiał dobrze żyć z ówczesnymi władzami. I właśnie rozpala od lat podlaskich polityków. Pada pytanie czy jest godzien patronować białostockiemu teatrowi. Aleksander Węgierko był patronem teatru od wielu lat. W 2007 roku radni wojewódzcy nie potrafili zbudować koalicji, w związku z tym władzę przejął komisarz. Rozpisano też nowe wyboru. W tym czasie Związek Piłsudczyków zwrócił się o zmianę patrona. Jako argument padło zdanie, że Węgierko współpracował z okupantem sowieckim. Patronem na pół roku został Józef Piłsudski.

 

Kiedy politycy już doszli do porozumienia radni Platformy Obywatelskiej oraz Lewicy przywrócili poprzedniego patrona. Sprawa jednak się nie skończyła. W ostatnim czasie rząd zajął się dekomunizacją. W jej ramach znów wrócił temat Aleksandra Węgierki. IPN wydał opinię, która mówi, że władze nie są zobligowane do zmiany patrona, gdyż patronowanie teatrowi przez Węgierkę nie można uznać za propagowanie komunizmu lub ustroju totalitarnego.

 

IPN stwierdził też, że nie ma powodu, by oskarżać Węgierkę o współpracę z NKWD czy wrogość wobec kultury polskiej, wręcz odwrotnie – zarówno repertuar teatru (w tym wieczór mickiewiczowski), jak i opieka, jaką roztaczał nad członkami zespołu, chroniąc przed wywózkami, wystawiają mu dobre świadectwo. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej.

Białystok w staromodnym klimacie. Znani raperzy z Januszem Laskowskim

Dopiero 2018 rok się zaczął, a bez wątpienia ten utwór będzie jednym z najlepszych, które w tym roku będzie można posłuchać. A wszystko to z domieszką staromodnego Białegostoku, który przypomina klimatem przedwojenne Chanajki. W dodatku znów można posłuchać nieco zapomnianego Janusza Laskowskiego, który znany jest szerszemu gronu z “Beaty z Albatrosa”, zaś białostoczanom ze “Świat nie wierzy łzom” i jego teledysku, w którym śpiewając poruszał się po naszym mieście. 

 

Raper Lukasyno na swoim koncie ma bardzo wiele dobrych utworów, w wielu teledyskach widać jak bardzo utożsamia się z Białymstokiem oraz Podlasiem. Najnowszy utwór Steel Banging ft. Lukasyno, Nizioł, Janusz Laskowski – Bez sentymentu bez wątpienia wpisze się do kanonu najlepszych muzycznych utworów, które znakomicie promują Białystok. W teledysku możemy zobaczyć kadry z ul. Bema (okolice Aresztu Śledczego), Węglówki czy Zajazdu Leśnego w Czarnej Białostockiej.

 

Poniżej inne utwory Lukasyno, w których można poczuć Podlaskie i Białystok:

 

 

100 lat po śmierci Zamenhofa. Co zostało z Esperanto?

Ludwik Zamenhof, twórca międzynarodowego języka Esperanto, urodzony w Białymstoku ciągle tkwi w pamięci niektórych mieszkańców. W tym roku obchodziliśmy jego setną rocznicę śmierci. Pochodzący z rodziny żydowskiej Ludwik z Białegostoku (będącego wówczas częścią Rosji) wyjechał na studia do Moskwy w wieku 20 lat. Po 2 latach wrócił, ale już do Warszawy. Później zaś specjalizował się w okulistyce w Wiedniu.

 

Ludwik Zamenhof pozostawił po sobie język esperanto, którego wymyślił w wolnym czasie od pracy. W 1887 roku wydał książkę w języku rosyjskim – “Język międzynarodowy – Przedmowa i podręcznik kompletny”. Autor przybrał pseudonim “Doktoro Esperanto”, co oznacza “doktora mającego nadzieję”. Później książkę wydano także po polsku, francusku, niemiecku i angielsku. Wkrótce po tym książka zyskała na popularności, a z nią cały język. Zamenhof zmarł w 1917 roku, jednak międzynarodowy język na świecie do dziś ma swoich wyznawców. Choć żadne państwo nie uznało go za swój język urzędowy (nawet jako drugi czy kolejny), to i tak szacuje się że w Esperanto mówi od 100 tysięcy do 2 milionów osób, w zależności od poziomu.

 

To, że dziś społeczności międzynarodowe porozumiewają się nie w Esperanto, a po angielsku wynika z faktu, że USA oraz Wielka Brytania światu narzuciły swoje technologie i kulturę. Język Esperanto dalej istnieje, ale niestety przegrał z dzisiejszym światem. Szans na to, że w tym języku będziemy mówić powszechnie już nie ma. Obserwując dzisiejsze życie społeczno-gospodarcze – dominującym językiem nadal będzie angielski, a jeżeli zacznie zanikać to na rzecz chińskiego oraz arabskiego.

 

Warto jednak wspominać Ludwika Zamenhofa, by przypomnieć sobie idee, które głosił. Twórca Esperanto wierzył, że pokój zapanuje na świecie, gdy będzie istniał jeden język oraz jedna religia dla wszystkich ludzi.

Karol Okrasa

Karol Okrasa nagrywał swój program w Podlaskiem. Co ugotował?

Karol Okrasa wybrał województwo podlaskie, znane z malowniczych krajobrazów i bogactwa kulinarnego, na miejsce kolejnej przygody kulinarnej. W ramach programu “Okrasa łamie przepisy” prowadzonego na antenie TVP 1, Karol Okrasa odwiedził Ciechanowiec. Przyniósł on ze sobą swoje niepowtarzalne podejście do gotowania.

Ciechanowiec – miejsce wyjątkowe

Ciechanowiec, gospodarz tego wyjątkowego odcinka, to miasto pełne historii i kulturowych unikatów, które sprawiają, że jest wyjątkowo atrakcyjne dla odwiedzających. Malowniczo położone w otoczeniu przyrody, z Muzeum Rolnictwa jako centralnym punktem. To to miejsce, gdzie kręcono także sceny do jednego z największych hitów muzycznych – “My Słowianie” Donatana i Cleo. Ta znakomita lokalizacja oraz bogata historia sprawiły, że Ciechanowiec stał się nie tylko centrum kulturalnym, ale również idealnym tłem dla kulinarnej podróży Karola Okrasy. Jego przyjazd do tego miasta stanowi nie tylko okazję do odkrywania smaków Podlasia. Także tworzy możliwość spotkania z fascynującą historią i dziedzictwem kulturowym regionu.

Karol Okrasa – od gotowania po prace polowe

W najnowszym odcinku “Okrasa łamie przepisy” nie zabrakło emocjonujących wyzwań. Oprócz tradycyjnego gotowania, widzowie mieli okazję zobaczyć, jak Karol Okrasa mierzy się z zabytkowym traktorem. Uczestniczył również w pracach polowych na innych historycznych maszynach rolniczych. Jest to nie tylko kulinarne show, ale także podróż w czasie, ukazująca różnicę pomiędzy dawnymi metodami pracy rolniczej a współczesnymi technologiami. Podczas programu widzowie będą mieli okazję zapoznać się z lokalnymi specjałami kuchni podlaskiej. Na stołach pojawią się dania przygotowane z lokalnych produktów, takich jak soczysta kaczka, chrupiący razowy chleb czy serowe przysmaki. Jerzy Leszczyński, marszałek województwa podlaskiego, również gościł w programie, opowiadając o nowoczesnych osiągnięciach regionalnej produkcji rolniczej.

Karol Okrasa – smaki regionu na talerzu

“Okrasa łamie przepisy” w Województwie Podlaskim obiecuje nie tylko emocjonujące kulinaria, ale także wgląd w bogactwo i różnorodność regionu. Widzowie z całej Polski będą mieli okazję poznać smaki, zapachy i historię Podlasia, które stają się bohaterem kolejnego wyjątkowego odcinka tego popularnego programu kulinarnego. Premiera odcinka już w najbliższą sobotę na antenie TVP 1.

 

fot. IPN

Rocznica śmierci ks. Popiełuszki. Jego mordercy są od dawna na wolności

Grzegorz Piotrowski, Waldemar Chmielewski oraz Leszek Pękala – to mordercy ks. Jerzego Popiełuszki, kapelana warszawskiej Solidarności, który urodził się w małej wsi Okopy pod Suchowolą. Do okrutnej zbrodni na duchownym doszło 19 października 1984 roku. W 1974 roku, gdy ks. Jerzy był wikariuszem w podwarszawskich Ząbkach, służby bezpieczeństwa PRL próbowały zwerbować go na tajnego współpracownika. Ten odmówił im. 6 lat później został kapelanem warszawskiej Solidarności, w której słynął ze wsparcia dla prześladowanych i skrzywdzonych przez komunistów działających na rzecz totalitaryzmu PRL. Między innymi uczestniczył w procesach osób aresztowanych za przeciwstawianie się prawom stanu wojennego. Prowadził również działalność duszpasterską. Z głośniejszych działań było przeprowadzenie pogrzebu skatowanego przez milicję na śmierć Grzegorza Przemyka. Odprawił też mszę świętą na Jasnej Górze, gdzie zorganizował pierwszą pielgrzymkę ludzi pracy.

Wróg PRL

Swoimi działaniami zyskał duży autorytet opozycji, przez co władze PRL uznały go za swojego wroga. SB inwigilowało księdza. Został też wezwany na przesłuchanie do Komendy Stołecznej MO, gdzie usłyszał zarzuty posługiwania się kłamstwem i pomówieniami podczas kazań na mszach świętych, przez co miał nadużywać funkcji kapłana i szkodzić PRL. Ksiądz Popiełuszko był przesłuchiwany kilka godzin, a następnie przeprowadzono rewizję w jego mieszkaniu, gdzie rzekomo odnaleziono granaty łzawiące, naboje do karabinu, inne materiały wybuchowe i farby drukarskie. Oczywisty jest fakt, że zostały one podrzucone przez SB. Kapelan Solidarności został zatrzymany, lecz wypuszczony następnego dnia po interwencji arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego u ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka.

 

Dla władz PRL – ksiądz Jerzy Popiełuszko był coraz większym problemem. Dlatego zaczęto go coraz bardziej atakować. Wojciech Jaruzelski miał nakazać Kiszczakowi uciszenie Popiełuszki. Rzecznik rządu PRL – Jerzy Urban nazwał kazania Popiełuszki “seansami nienawiści”. Episkopat otrzymał pismo z Urzędu ds. Wyznań, by przestali tolerować wystąpienia Popiełuszki. Zaś sam zainteresowany otrzymywał listowne pogróżki. 13 października próbowano zamordować księdza pozorując wypadek. Duchowny wracał samochodem z Gdańska do Warszawy. W okolicach Olsztynka – SB-cy rzucili kamieniem w przednią szybę samochodu.

Morderstwo księdza

Tydzień później ksiądz Jerzy został porwany. Na trasie Toruń-Bydgoszcz zatrzymano golfa, którym poruszał się ks. Popiełuszko wraz ze swoim kierowcą. Duchownemu założono kajdanki i knebel. Następnie Piotrowski, Pękala i Chmielewski pobili go i nieprzytomnego wrzucili do bagażnika. Kierowca Popiełuszki uciekł z samochodu w czasie jazdy. Pod Toruniem funkcjonariusze otworzyli bagażnik, a duchowny próbował uciec. Wtedy został pobity do nieprzytomności. Założono mu też sznurek w taki sposób, że gdy spróbuje wyprostować nogi, to zaciśnie mu się pętla na szyi. W obawie przed złapaniem SB-cy przywiązali do nóg księdza worek kamieni. Usta zakleili plastrem. Następnie wyrzucili jeszcze żywego księdza do zalewu Wiślanego w okolicach Włocławka. Dzień później ciało kapelana wyłowiono zmasakrowane ciało. Sprawcy zostali skazani na 25, 15 i 14 lat więzienia. Wszyscy są już na wolności. Wychodzili kolejno w 1990, 1995 i 2001 roku.

fot. Andrzej Iwański

Do dziś uważa się, że ksiądz Popiełuszko został zamordowany na polecenie władz PRL. Dowodów na to nigdy nie znaleziono. Czesław Kiszczak tłumaczył, że kierownictwo MSW nic nie wiedziało o działaniach SB, a funkcjonariusze byli zbyt nadgorliwi. W pogrzebie Księdza Popiełuszki wzięło udział 800 tys. osób. Grób duchownego odwiedziło już 20 mln osób. 6 czerwca 2010 roku ks. Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany. Jest szansa, że nastąpi także kanonizacja.

Zenek Martyniuk z zespołu Akcent. Ten człowiek to fenomen

O takiej karierze chyba marzy każdy artysta. Zarówno aktorzy jak i muzycy bardzo często mają swoje 5 minut, a później ich sława przemija. W tym przypadku jest zupełnie odwrotnie. Na czym polega fenomen Zenka, że z roku na rok jest coraz bardziej popularny? W 2017 roku miała miejsce premiera jego książki “Życie to są chwile”, premiera napoju energetycznego “Zenek Energy Drink”, a także skorzystał syn lidera Akcentu – otwierając nową knajpę w centrum Białegostoku (którą już sprzedano komuś innemu). Zenek odtwarzany jest także podczas meczów Jagiellonii, gdy drużyna strzeli gola. Wtedy z głośników leci “przez twe bramki, brameczki strzelone, oszalałem…”. Nie można nie wspomnieć o premierze filmu “Zenek”, w którym można zobaczyć barwną historię z Podlasiem w tle. Naprawdę dobry film! Do obejrzenia tutaj: https://vod.tvp.pl/website/zenek,45547913

 

Kiedy w 2002 roku zniknął z anteny program Disco Relax, a w polskich domach nie przybywało nowych kaset, wydawało się że koniec disco polo jest bliski. Gatunek ten nie miał nigdy dobrej prasy. Ogólnopolskie rozgłośnie radiowe kompletnie ignorowały nowości tego gatunku, a Polacy nucili znane przeboje przeważnie tylko na weselach. Kolejne nuty były dostępne w internecie, lecz wciąż disco polo było gatunkiem niszowym. Nawet zespół Akcent między 2001 a 2016 rokiem nie wydał żadnej płyty!

 

Aż nagle następuje rok 2012. 22 czerwca w serwisie YouTube pojawia się nowy teledysk zespołu Weekend – Ona tańczy dla mnie. Od tego dnia cała branża Disco Polo powinna Radosława Liszewskiego całować po stopach, a hejterzy przeklinać. Boom na nowoczesne, odrodzone disco polo ogarnia całą Polskę. Przyczyniają się do tego także media, a także legendarny już finał Mazury Orlen Grand Slam w Starych Jabłonkach i słynny już taniec plażowych siatkarzy, którzy przy wielkiej publiczności dali prawdziwy popis, co pokazały chyba wszystkie media w kraju.

Zachwytów nad zespołem Weekend nie ma końca. Teraz to oni przejęli pałeczkę, a inni twórcy disco polo mogą mu zazdrościć. W prasie można było przeczytać, że Radosław Liszewski razem z ekipą ma tyle koncertów jednego dnia, że musi latać na nie helikopterem. Rok później na scenę z nowym hitem wraca Zenek. Już w nowoczesnej aranżacji możemy posłuchać “Biorę urlop od Ciebie”, później nowoczesną wersję gigantycznego przeboju “Życie to są chwile”, którą gra wiele klubów w Polsce.

 

Później możemy zachwycać się piosenką “Przez twe oczy zielone”. Popularność Zenka nie maleje. Każdy jego nowy kawałek to hit, który rzuca na kolana. Można je słyszeć w radiu, telewizji, a na YouTube bije kolejne rekordy odsłon. W 2015 roku przezywający na scenie “drugą młodość” Zenek występuje też u Kuby Wojewódzkiego – pokazując, że mimo jest człowiekiem, który osiągnął już szczyt szczytów, to pozostał bardzo skromnym człowiekiem.

 

Kiedy trafił do szpitala z powodu wyrostka, jego stanem zdrowia był zaniepokojony cały kraj. Pod koniec 2015 roku już pełen sił wręcz wywraca do góry nogami całą scenę z kawałkiem “Przekorny los”. Zenka można zobaczyć też w Sylwestra 2016/2017 na TVP. Tam był gwiazdą wieczoru! Wkrótce na rynku pojawia się “Zenek Energy Drink”, a syn wokalisty otwiera swój własny lokal w centrum Białegostoku. Międzyczasie premierę ma książka artysty “Życie to są chwile”, a jej fragmenty można usłyszeć na antenie Polskiego Radia Białystok.

Rok 2020 to premiera Filmu “Zenek”. Wspaniała historia o młodym chłopaku, który marzył o śpiewaniu i został wielką gwiazdą. Wszystko to z Podlasiem w tle. Co ciekawe, w całym filmie usłyszymy tylko jedną piosenkę disco polo… w napisach końcowych. Koronawirus spowodował, że artyści trochę zniknęli z naszego życia. Miejmy nadzieję, że nasz król wróci z jeszcze większym impetem. Nie da się ukryć, że prosto z grobu cały gatunek wyciągnął Radosław Liszewski, ale największy profit całej sytuacji zanotował Zenek Martyniuk, cały czas pozostając bardzo skromnym człowiekiem. Można powiedzieć, że to szok. Wiele osób od tak gigantycznej sławy (i pieniędzy) oszalałoby do reszty. A tymczasem Zenek Martyniuk wraz z żoną mieszkają sobie spokojnie w Grabówce pod Białymstokiem. Po prostu FENOMEN.

Białystok okiem rapera z Częstochowy. Zobacz niezwykły film

1 free 1 miasto – tak nazywa się projekt muzyczny rapera z Częstochowy – Miksera, który w jego ramach przyjechał także do Białegostoku. Na filmie jego oczami możemy zobaczyć stolicę województwa Podlaskiego zupełnie inaczej niż dotychczas. Dla tych, którzy tu mieszkają, ulica Lipowa to ulica Lipowa, dla Miksera zaś przypomina ona częstochowskie Aleje. Oczywiście raper zauważył też specyficzny akcent u mieszkańców Białegostoku. Na filmie jest też odrobina historii. Twórca wspomina o Ludwiku Zamenhofie oraz o tramwajach konnych, jakie jeździły po Białymstoku na początku XX wieku.  

 

Cały projekt polega na tym, że Miser przyjeżdża do danego miasta, zwiedza je, rozmawia z mieszkańcami, a dla niektórych uprawia freestyle – czyli rapuje to co przyjdzie mu do głowy w aktualnej chwili. Wystarczą 3 losowe słowa od publiczności, głośnik i jazda… Obejrzyjcie sami. Pół godzinny film pokazuje nasze miasto okiem kogoś, kto tu nie mieszka, ale też pokazuje naszych mieszkańców – młodzież, która niekiedy nie jest świadoma, że właśnie jest ambasadorem tego miasta i to jak się zachowuje – wpływa na wizerunek całej społeczności. Dlatego na filmie momentami możemy usłyszeć wulgaryzmy i wrzucanie niedopałka do rzeki – na co zwraca uwagę sam Mikser.

Młodzi z Podlaskiego zginęli w USA. Ciał Doroty i Łukasza nigdy nie znaleziono

Byli młodzi, mieli plany i całe życie przed sobą. Podlasianie, którzy zginęli w ataku na World Trade Center.

 

Wiele ich łączyło: byli Polakami, pochodzili z Podlasia, pracowali w tym samym budynku na sąsiadujących ze sobą piętrach; młodzi, ambitni, zdolni. Mieli swoje marzenia i plany na przyszłość. Niestety, nie mogli ich zrealizować przez ludzi, którzy bez skrupułów pozbawili życia bezbronnych. Po tych wspaniałych osobach pozostały rodzinom, przyjaciołom i znajomym pamiątki materialne oraz pamięć przywołująca wspomnienia ze wspólnie spędzonych chwil. Pamięć, dzięki której Dorota i Łukasz są wciąż żywi.

 

Dorota Kopiczko urodziła się 1 czerwca 1975 roku w Augustowie. W dniu śmierci miała 26 lat. Do USA przyleciała wraz z rodzicami jako licealistka. Szkołę ukończyła z wyróżnieniem. Maturę zdała jako jedna z dziesięciu najlepszych uczennic. Na studiach radziła sobie bardzo dobrze, otrzymywała stypendium. Zatrudnienie znalazła jako księgowa w korporacji Marsh & McLennan na setnym piętrze północnej wieży WTC. Długowłosa blondynka, lubiana w towarzystwie, otwarta wobec innych, pomocna i sympatyczna. Była świetna z przedmiotów ścisłych oraz posiadała talent plastyczny. Za swoje prace malarskie i rysunkowe zdobywała nagrody.

 

Ambitna dziewczyna chciała zostać biegłym księgowym, dlatego zapisała się na kurs dający uprawnienia, mimo że kosztował 10 tysięcy dolarów. Wytrwale dążyła do swoich celów, szybko awansowała i podróżowała służbowo za granicę. Marzyła, aby w przyszłości posiadać willę i dobry samochód. 11 września miała zostać w domu z powodu przeziębienia, jednak postanowiła choć na chwilę wstąpić do biura po dokumenty i dowiedzieć się, co słychać, ponieważ poprzedniego dnia miała wolne. Z pracy już nie wróciła. Jej ciała nigdy nie odnaleziono. Po Polce zostały dwie nadpalone karty kredytowe, które jej matka dostała od policji. W Nutley, miejscu zamieszkania, jest upamiętniona w trzech miejscach: przy wjeździe do osiedla, obok urzędu miasta i w jednej ze szkół. Na cmentarzu w Augustowie ma symboliczny grób.

 

Druga ofiara to urodzony 13 listopada 1979 roku w Suwałkach Łukasz Tomasz Milewski, miał wówczas 22 lata. Studiował w Białymstoku marketing i zarządzanie. Do Stanów Zjednoczonych przybył w lipcu 2001 roku, by odwiedzić rodziców i podjąć wakacyjną pracę. Chciał zarobić na studia. Pracował jako asystent managera w kafeterii prowadzonej przez Forte Food Service dla Cantor Fitzgerald na 101. piętrze. Był miłym, wesołym i przyjacielskim chłopcem. Interesował się historią Nowego Jorku, w przyszłości chciał zostać maklerem giełdowym. Podczas pobytu za oceanem wysłał swojej babci pocztówkę przedstawiającą nowojorskie wieże. Na północnym budynku zaznaczył piętro, gdzie znajdowało się jego miejsce pracy. Widokówka po stracie wnuka stała się dla niej relikwią.

 

Do Polski planował wrócić 26 września przed rozpoczęciem nowego roku akademickiego. Miał już kupiony bilet powrotny. W kraju czekał jego pies Max, który zdechł niedługo po zamachu. Ciała suwalczanina także nie znaleziono. W listopadzie tego samego roku odbył się pogrzeb na cmentarzu przy ul. Bakałarzewskiej w Suwałkach. Do trumny włożono płyty kompaktowe, koszulki sportowe, listy i kasety z kreskówką „Simpsonowie” (ulubiony serial Łukasza). Jego symboliczny grób robi wrażenie. To dwie wieże połączone krzyżem, symbolizujące budynki World Trade Center. W Kościele pw. Chrystusa Króla znajduje się tablica poświęcona Łukaszowi. Wewnątrz 27-metrowej dzwonnicy umieszczone są trzy dzwony: Chrystusa Króla, Matki Bożej Częstochowskiej i Łukasza Milewskiego.

 

W miejscu fundamentów dawnych wież zbudowano ogromne fontanny będące pomnikiem pamięci. Na tych wodotryskach wypisane są nazwiska tych, którzy zginęli. Pod ziemią znajduje się muzeum. Mieszczą się w nim m.in.: pozostałości wież i samolotów, zniszczony wóz strażacki, nagrania dramatycznych rozmów telefonicznych, pamiątki po zabitych, zdjęcia oraz filmy ilustrujące tragedię. W Parku Skaryszewskim im. Ignacego Jana Paderewskiego w Warszawie uczczono polskie ofiary pamiątkową płytą.

 

 

Ataki terrorystyczne miały miejsce 11 września 2001 roku. Zostały one przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych za pomocą uprowadzonych samolotów pasażerskich. Jednym z celów zamachowców były bliźniacze wieże na nowojorskim Dolnym Manhattanie, gdzie zginęły 2602 osoby, a 26 zostało uznane za zaginione. Wśród ofiar różnych nacji było ośmioro Polaków, w tym dwoje Podlasian – Dorota i Łukasz.

Rafał Górski

Wybitna matematyk z Podlasia. Nigdy nie zapomniała o swej Ojczyźnie

Profesor Regina Elandt-Johnson (1918-2011) urodziła się w Nowogrodzie koło Łomży, gdzie ukończyła szkołę powszechną. Następnie naukę kontynuowała w Żeńskim Gimnazjum im. Marii Konopnickiej w Łomży. Studia matematyczne rozpoczęła w 1937 roku na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie. W czasie wojny przebywała w Zakopanem, Nowogrodzie i Łomży. Należała do młodzieżowej grupy walki podziemnej oraz kierowała redakcją gazetki „Głos Orła”. W 1980 r. została odznaczona za swoją działalność Krzyżem Armii Krajowej. Po wojnie wyjechała do Poznania, aby dokończyć studia na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.

 

Tytuł zawodowy magistra matematyki otrzymała w 1946 r. W 1955 r. obroniła pracę doktorską pt. „Zastosowanie statystyki matematycznej do doświadczalnictwa rolniczego”, uzyskując tym samym stopień naukowy doktora. W czasie wyjazdu stypendialnego do Anglii na University College London poznała swojego przyszłego męża, który sprawowował opiekę nad jej pracą naukową. Był nim profesor Norman L. Johnson (1917-2004) – angielski matematyk, statystyk, twórca tzw. „krzywych Johnsona”. W 1964 roku rozpoczęli wspólną pracę na University of North Carolina w Chapel Hill. W roku 2001 Akademia Rolnicza w Poznaniu (obecnie Uniwersytet Przyrodniczy) przyznała jej tytuł honorowy doctora honoris causa. Pokaźny dorobek naukowy Reginy Elandt-Johnson to 62 prace naukowe i 3 podręczniki.

 

Elandt-Johnson to nie tylko wybitny naukowiec, ale też działaczka społeczna. Współpracowała z oddziałem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w Białymstoku. Przez wiele lat wspierała finansowo Sybiraków, nauczycieli, ludzi starszych, samotnych i domy dziecka. Jednym z dużych przedsięwzięcie, które zainicjowała i w połowie ufundowała jest otwarty we wrześniu 2004 r. Ośrodek „Ojczyzna”. Mieści się on przy Sanktuarium Matki Bożej Pojednania w niewielkiej wsi Hodyszewo w powiecie wysokomazowieckim. Ośrodek prowadzą Księża Pallotyni. To właśnie oni pozyskali pozostałe środki finansowe na budowę mającą powierzchnię 1 276 m². W budynku mieści się kilkadziesiąt miejsc noclegowych w pokojach dwu-, trzy- i czteroosobowych; zaplecze kuchenne, sale wykładowe, biblioteka oraz kaplica. Na terenie „Ojczyzny” istnieje możliwość zorganizowania kolonii, szkoleń, imprez integracyjnych, konferencji itp., a także pobytu indywidualnego.

 

Na ukochanym przez siebie Podlasiu Regina Elandt-Johnson pragnęła stworzyć miejsce łączące Polaków rozproszonych po kraju i poza granicami. Rodaków emigrujących za pracą, lepszym życiem, a także rozłączonych trudną historią. Miejsce, gdzie będzie pielęgnowana polska kultura: historia, sztuka, tradycja. Profesor była bezdzietna, toteż całe życie poświęciła nauce oraz pomocy drugiemu człowiekowi. Zmarła 31 maja 2011 r. Spoczęła na cmentarzu w amerykańskim Chapel Hill w Karolinie Północnej.

 

Rafał Górski

Młoda białostoczanka napisała kryminał. Docenili go Amerykanie

Gabriela Naumnik to absolwentka II Liceum Ogólnokształcącego im. Księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej w Białymstoku, gdzie zdała maturę międzynarodową. Obecnie jest studentką Interactive Media and Business prestiżowego New York University. Dwa lata studiowała w szanghajskim kampusie tej uczelni. Aktualnie studia będzie kontynuować w Nowym Jorku. Jej książkę pt. Dream Crimes wydano rok temu po angielsku w Wielkiej Brytanii. Na początku sierpnia tego roku utwór znalazł się w finale amerykańskiego konkursu The Killer Nashville Silver Falchion Award w kategorii młodych twórców.

 

Około stustronicowy kryminał powstał na podstawie kilku marzeń sennych autorki mających miejsce w ciągu trzech lat. Po każdym śnie spisywała wszystko, co się w nim wydarzyło. Napisawszy egzamin maturalny, zabrała się do tworzenia. Połączyła wszystkie historie ze sobą, dodała fabułę i tak powstały Senne zbrodnie, które znalazły uznanie amerykańskiego stowarzyszenia skupiającego miłośników opowieści kryminalnych, ich twórców: pisarzy, scenarzystów, dramaturgów, filmowców, agentów literackich i wydawców.

 

Sama nominacja, a co dopiero miejsce w finale jest dla Gabrieli Naumnik ogromnym wyróżnieniem i nagrodą. A dla białostoczan dumą, że właśnie stąd pochodzi zdolna, ambitna i utalentowana dziewczyna.

 

Gabrieli gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów oraz wydania książki w języku ojczystym.

 

Rafał Górski

Porozumienia Sierpniowe 1980. Co się działo na Podlasiu?

Były strajki w Uchwytach, Hucie Szkła w Białymstoku. Strajkowano również w Wasilkowie, Sokółce czy Hajnówce. Później do protestów dołączyły również tak wielkie fabryki jak choćby Fasty. Od stanowisk pracy odeszli również kierowcy autobusów oraz taksówkarze. Tak wyglądała sytuacja na Podlasiu, gdy w całej Polsce dochodziło do strajków w 1980 roku. Przypomnijmy, że na początku postulowano o podwyżki w zakładach pracy, które miały być adekwatne do rządowych podwyżek towarów (w PRL gospodarka była centralnie planowana). Dodatkowo w Fastach chciano utworzenia Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych na wzór tych, o które walczono na Wybrzeżu. 

 

Ostatecznie rząd PRL podpisał z komitetami strajkowymi 1980 r. porozumienia. Miało to miejsce 30 sierpnia w Szczecinie, a także dzień później w Stoczni Gdańskiej – gdzie wielkim długopisem Lech Wałęsa podpisał je w imieniu Solidarności. Kolejne porozumienia podpisywano w innych miastach. W Białymstoku jeszcze przed ich podpisaniem wygasły dwa pierwsze protesty – bo żądania spełniono niemalże natychmiast. Dopiero na początku września doszło do kolejnych protestów, gdzie było już po porozumieniach w Stoczni Gdańskiej.

 

Najważniejsze we wszystkich protestach w Polsce było utworzenie Solidarności. Jednakże to nie był koniec walki, a wręcz początek. Członkowie Solidarności byli masowo inwigilowani przez aparat bezpieczeństwa PRL, który niejednokrotnie bił, torturował, a także szantażował wiele członków zmuszając ich do współpracy i donoszenia na znajomych. Warto dodać, że niektórzy robili to dobrowolnie – gdyż bezpieka płaciła. Szczególnie w trakcie Stanu Wojennego, który został wprowadzony 13 grudnia 1981 roku. Stan Wojenny trwał do 1983 roku, jednak PRL i jego władze dalej walczyły z Solidarnością. W 1984 roku zamordowano utożsamianego z Solidarnością ks. Jerzego Popiełuszko (pochodzącego z podlaskiej wsi pod Suchowolą). 

 

W 1985 roku w ZSRR do władzy doszedł Michaił Gorbaczow. Dla Polski (choć o tym jeszcze nie wiedziano) oznaczał to rychły koniec PRL. Szczególnie w Polsce nic na to nie wskazywało, bo władzy udało się ustabilizować. Dodatkowo coraz bardziej represjonowano działaczy Solidarności. Jednak we wrześniu 1986 r. doszło do amnestii dla więźniów politycznych. Łącznie zwolniono 225 osób związanych z opozycją. W kolejnych latach trwała wręcz odwilż w stosunkach PRL – Solidarność. Powołano radę konsultacyjną przy rządzie, gdzie zaproszono opozycjonistów, a także w 1988 roku powołano utożsamiane z demokracją stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. 

 

W 1988 roku władze PRL chciały reformować kraj. Ostatecznie doszło do kolejnych wielkich strajków, a później do obrad Okrągłego Stołu, których finałem było wprowadzenie w Polsce nowego ustroju – III RP.

 

 

Zenek będzie witać przyjezdnych z muralu obok dworca

Pomysł na mural z Zenonem Martyniukiem z grupy Akcent nie umarł. Ciągle jest w realizacji i nabiera kształtów. Znana jest bowiem lokalizacja, gdzie będzie się znajdować, a także znany jest autor dzieła. Mural powstanie na elewacji biurowca budynku Madro przy ul. Zwycięstwa. To tam znajduje się także legendarny bazar, a od pewnego czasu i mini-galeria. Można więc się spodziewać, że wszystkich przyjezdnych, wychodzących frontowymi drzwiami z Dworca PKP będzie witać Zenek.

 

Mural z liderem zespołu Akcent wykona Rafał Roskowiński. Całość będzie gotowa do końca września tego roku. Zaś projekt widział już główny zainteresowany oraz sponsorzy całego przedsięwzięcia. Zanim dzieło powstanie, zostanie ujawnione również w internecie wszystkim.

Powstańcy zginęli dla Was. Doceńcie to

Dziś 73. rocznica Powstania Warszawskiego. Chyba wszędzie dziś będziecie mogli przeczytać artykuły upamiętniające 1 sierpnia 1944 roku. Choć wszyscy wiedzą, że militarnie powstanie nie miało to sensu, bo Polacy nie mieli szans go wygrać, to należy się wszystkim Powstańcom gigantyczny szacunek, za wszystkie 63 dni walki z okupacją niemiecką. Szacunek za to, że gdy padł rozkaz – nie uciekli, tylko chwycili za broń i walczyli. Nie kalkulowali co będzie lepsze, wybrali postawę honorową. Podobnie było w 1939 roku – gdy Józef Beck powiedział: My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor”.

 

Ostatnio w kinach mogliśmy obejrzeć film Dunkierka – tam zaprezentowano zupełnie inną postawę – ucieczkę Anglików jako czyn bohaterski. Postawa Polaków zaś, to gotowość na rzeź w imię honoru właśnie. Nie można rozstrzygnąć, która z postaw była lepsza – dać się zabić czy uciekać. Każdy człowiek chce przeżyć, ale jeżeli decyduje się zapłacić najwyższą cenę za wolność własnej ojczyzny, to bezapelacyjnie trzeba to szanować i chwalić.

 

Dziś o godz. 17, nie tylko w Warszawie, ale też w Białymstoku i innych podlaskich miastach zawyją syreny. Chciałbym się zwrócić do Was – byście cokolwiek nie robili – zatrzymali się na chwilę i wspomnieli Powstańców Warszawskich, którzy gotowi byli zginąć za wiarę w wolną ojczyznę. Zginęli dla Was. Dziś 73 lata po tych wydarzeniach możemy cieszyć się prawdziwą wolnością – żadne państwo nas nie okupuje, nie spadają bomby z powietrza, żołnierze nie zabijają ludzi na ulicy, a sierpień kojarzy się z ciepłym latem i przyjemnym pobytem na plaży, a nie z gruzowiskiem, krwawymi ulicami, na których leżą zwłoki.

 

Bardzo proszę, doceńcie to.

Kamil Gopaniuk

 

Galeria zyskała wspaniałe dzieło Śleńdzińskiego

Galeria im. Sleńdzińskich w swojej kolekcji ma dzieło Ludomira Sleńdzińskiego – „Portret Heleny Dobrowolskiej”.  Obraz został namalowany w 1925 roku. W latach 30-tych XX w. został sprzedany do USA. Powrót dzieła do Polski zbiegł się w czasie z 25-leciem działalności galerii. Wartość artystyczna całej kolekcji została mocno podniesiona.  Można tylko się cieszyć, że polskie dzieła wracają do Polski.

 

fot. Wrota Podlasia

Zielone Świątki

Podlaskie to tygiel społeczności, ale regionalna gwara zanika

Województwo podlaskie po reformie administracyjnej zostało połączone z trzech krain geograficznych. A mianowicie Podlasie, Mazowsze i Suwalszczyzna. Choć w Polsce między województwami ani powiatami nie ma żadnych granic (tylko znaki informujące), to podział na trzy regiony w Podlaskiem jest odczuwalny przede wszystkim podczas rozmów z ludźmi. Każda część ma bowiem swoją gwarę.

 

Oczywiście wszyscy mówimy po polsku, jednak każda część województwa charakteryzuje się drobnymi różnicami w elementach mowy. Najbardziej zauważalne jest to, że w Białymstoku mówi się “ą ę”, zaś na Suwalszczyźnie częściej można usłyszeć “o e”. Łomża z kolei charakteryzuje się specjalną odmianą gramatyczną. Zamiast usłyszeć “zróbcie”, “pójdźcie” możemy usłyszeć “zróbta”, “pójdźta”.

 

Takich językowych różnic jest bardzo wiele. Jednak młodzi ludzie coraz mniej przywiązują się do regionalnej gwary i tą można usłyszeć raczej u starszych ludzi. Młodzież zaś mówi raczej po polsku jednolicie. Czy zauważalny zanik regionalizmów da się jeszcze powstrzymać?

Białostockie kadry i Paweł Małaszyński. To wszystko w teledysku utalentowanego wokalisty

Białostoczanin, aktor Paweł Małaszyński wystąpił w debiutanckim teledysku Arka Kłusowskiego, finalisty “The Voice of Poland”. Mimo, że to debiut w teledyskach, to nie debiut na muzycznych salonach. Kłusowski, to bardzo utalentowany, młody wokalista. Ma na swoim koncie współpracę m.in. z synem Gary’ego Moora – Jackiem Moorem oraz z Jennifer Batten, słynną gitarzystką Michaela Jacksona. Ponadto Arek Kłusowski występuje gościnnie w Teatrze Buffo w spektaklu Cohen-Novica w reż. Mariana Opani.

 

“To już za nami” – najnowszy teledysk, możemy zobaczyć między innymi radosnych, starszych ludzi, którzy ze sobą tańczą. A gdzie? Na terenie Pałacu Branickich w Białymstoku! Paweł Małaszyński, w teledysku pojawia się na początku. Scena ukazuje go kłócącego się z partnerką.

 

Cała piosenka utrzymana jest w melancholijnym klimacie. Sami przesłuchajcie i napiszcie co o niej sądzicie.

Życie to są chwile. Biografia Zenka na antenie radia!

Prawdziwą sensację wywołała informacja, że Polskie Radio Białystok postanowiło na swojej antenie zaprezentować fragmenty biografii Zenona Martyniuka, bardzo znanego i uwielbianiego wokalisty disco polo – zespołu akcent. “Życie to są chwile” można słuchać na antenie Polskiego Radia Białystok jeszcze przez miesiąc. Każdego dnia usłyszymy nowy fragment książki – o 9:45 i 21:45.

 

Wiadomość jest sensacyjna, gdyż Polskie Radio Białystok na swojej antenie nie emituje muzyki disco polo, nie okazuje także nim większego zainteresowania. Niektórzy “krajowi” dziennikarze, wywęszyli nawet spisek, że jest to powiązane z uwielbieniem disco polo i popularnego Zenka przez Jacka Kurskiego, prezesa TVP. Co prawda nie wiadomo co ma TVP do Polskiego Radia Białystok i czy ręce Jacka Kurskiego sięgają aż tak daleko.

 

Jedno jest pewne, był to na pewno sprytny chwyt marketingowy, bo teraz o Polskim Radiu Białystok mówi cała Polska. Jednym słowem – Zenek… i wszystko jasne. Książka “Życie to są chwile” jest biografią Zenona Martyniuka. Tytuł nawiązuje do jego jednego z największych przebojów ubiegłej dekady:

szlak-konopielki-niekonczace-sie-laki-rzeka-bagna

Szlak Konopielki. Niekończące się łąki, rzeka i bagna

Podróżując w okolice Suraża, możemy odkryć urokliwy szlak Konopielki, który wiedzie przez wiele malowniczych miejscowości. Szlak ten przemierza obszar między Kowalami, Surażem, Zawykami, Doktorcą, Lesznią, Zimnochami, Rynkami, Średzińskimi oraz Fermą, tworząc wyjątkową trasę o długości 30 km. Podczas wędrówki tym szlakiem, napotkamy wiele fascynujących miejsc i zabytków, które przeniosą nas w odległe czasy XIX wieku. Przejście przez malownicze krajobrazy będzie okazją do podziwiania historycznych domów, kapliczek, świątyń oraz miejsc archeologicznych, które stanowią nie tylko część dziedzictwa kulturowego, ale także zachwycają swoją architekturą i historią. Wędrując szlakiem Konopielki, możemy również odwiedzić interesujące muzea, które przechowują bogactwo lokalnej historii i tradycji, pozwolić sobie na chwilę zadumy i kontemplacji w otoczeniu wiekowych drzew czy zatrzymać się, by zanurzyć się w atmosferze spokoju i piękna wiejskiego życia. To niezwykła podróż przez czas i przestrzeń, która pozostawi niezapomniane wrażenia i wspomnienia.

Szlak Konopielki: Przez malownicze łąki, rzeki i bagna

Najbardziej charakterystycznym punktem szlaku jest Konopielka, gdzie znajduje się schronisko PTTK. Jest to doskonałe miejsce na odpoczynek i zregenerowanie sił po wyczerpującej wędrówce. Schronisko oferuje również możliwość skosztowania regionalnych potraw bieszczadzkich oraz zakwaterowania na noc. Szlak Konopielki jest stosunkowo łatwy i może być pokonany przez większość osób w dobrym stanie fizycznym. Dodatkowo jest to doskonała trasa dla miłośników przyrody i turystów, którzy chcą odkrywać uroki Bieszczadów.

Konopielka – Edwarda Redlińskiego

Konopielka – Edwarda Redlińskiego to kultowa powieść, której akcja rozgrywa się w rejonach Suraża. Można było również obejrzeć film o tym samym tytule, a i zobaczyć sztukę wystawioną w nie jednym teatrze. Sam autor powieści urodził się maleńkiej wsi Frampol (dziś Hałówki Duże) niedaleko Juchnowca Kościelnego. Edward Redliński to polski prozaik, scenarzysta, dramatopisarz i reporter. W latach 1984-1991 Edward Redliński mieszkał w Stanach Zjednoczonych. Za swoją twórczość oraz wkład w kulturę został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi oraz Odznaką „Zasłużony Działacz Kultury”. Dzisiaj Edward Redliński mieszka w Łapach. Zaś małżeństwo, które odkupiło ojcowiznę literata, postanowiło otworzyć tam Domek twórczości Edwarda Redlińskiego. Szlak Konopielki to wspaniała wyprawa także pod względem krajobrazowym, niewiele jest takich miejsc, gdzie istnieje dosłownie zarośnięta pustynia. Wyżej wymienione tereny to przede wszystkim niekończące się łąki, rzeka i bagna.

Mała gmina na końcu świata, duże zamieszanie. Tu kręcono Pana Tadeusza.

Jak podało Radio5, wójt gminy Rutka-Tartak Jan Racis po 25 latach urzędowania zrezygnował ze swojego stanowiska. Czytając komentarze pod tą wiadomością można dostrzec, że mieszkańcy bardzo żałują jego odejścia i uważają, że to były wspaniałe czasy dla gminy, a teraz zacznie się walka o “stołki”.

 

Rutka-Tartak to mała miejscowość położona jest na samej północy Polski, tuż przy granicy z Litwą. W skład gminy oprócz Rutki-Tartak wchodzi jeszcze kilka mniejszych wiosek. W jednej z nich przed laty kręcono sceny do filmu Pan Tadeusz – Andrzeja Wajdy. Rutka-Tartak to przede wszystkim gmina turystyczna, w której wiele jest jezior. Rzut beretem od Rutki jest szerzej znany Szelment, gdzie co roku przyjeżdża sporo narciarzy, a teraz też i narciarzy wodnych. Zimą wszystkie kwatery w okolicy są zawsze zajęte i mocno oblegane. Siłą rzeczy korzysta na tym również Rutka-Tartak.

 

W komentarzach pod informacją o rezygnacji wójta – mieszkańcy wskazują, że ten potrafił z każdym dojść do porozumienia, gmina się rozwijała, nie było też zadłużenia – co w polskich warunkach jest bardzo trudne, gdyż wielu samorządowców najpierw zaciąga gigantyczne kredyty, a potem wydaje pieniądze na potęgę. Wystarczy spojrzeć na sąsiadujące z Rutką-Tartak Sejny, które mają gigantyczne kłopoty finansowe, choć mogłyby korzystać na turystyce podobnie jak Rutka-Tartak.

 

Mieszkańcy zapewne obawiają się zmian. Trzymamy kciuki, by następca wójta nie puścił Rutki-Tartak z torbami, a gmina nadal się rozwijała.

 

fot. Hugo.arg / Wikipedia

Bardzo cenny obraz trafi do suwalskiego muzeum

Bardzo cenny obraz trafi do Muzeum Okręgowego w Suwałkach. “Wilki nocy” – Alfreda Wierusza-Kowalskiego to kompozycja olejna na płótnie o wielkości 79 x 104 cm. Według krytyków, praca artysty, a przy okazji patrona jednej z ulic w Suwałkach ma bardzo wysoki poziom. Wyróżnia się spośród innych dzieł Wierusza-Kowalskiego. Obraz został namalowany z myślą o wystawie sztuki w Paryżu w 1910 roku. W suwalskim muzeum znajdują się też inne dzieła malarza – “Śmiejąca się dziewczyna” czy “Orszak wieśniaków”.

 

Alfred Wierusz-Kowalski urodził się w Suwałkach w 1849 roku. Od 1873 roku przebywał w Monachium i tam też zmarł. Pierwotnie tam pochowany, jednak po latach sprowadzono jego prochy do Polski i pochowano na Powązkach. 

Białostocki dziennikarz zamordowany przez Niemców

Jakub Szapiro razem z 3000 innych Żydów został zamordowany przez Niemców. Wszystko miało miejsce w lesie na Pietraszach. A postać to byłą wyjątkowa.

 

Jeżeli chodzi o białostocką społeczność żydowską, to najbardziej znanym jej przedstawicielem był Ludwik Zamenhof. Wymyślił on bowiem międzynarodowy język Esperanto, do dziś używany na całym świecie przez pasjonatów. Pamięć o nim niestrudzenie kultywuje Białostockie Towarzystwo Esperantystów. Ale nie tylko Zamenhof zasłużył się dla Białegostoku. W pamięci towarzystwa jest również Jakub Szapiro, który to założył w 1922 roku całe towarzystwo.

 

Szapiro był z zawodu dziennikarzem, nauczycielem, literatem, sekretarzem miejskich władz. Zrobił dla kultywowania Esperanto bardzo wiele. Białostoczanin publikował bardzo dużo w tym języku. Podczas niemieckiej okupacji, w Białymstoku istniało getto, w którym to mieszkali Żydzi. Jedna z bram tegoż getta znajdowała się na skrzyżowaniu dzisiejszej Malmeda z ul. Lipową. Jakub Szapiro mieszkał przy ul. Lipowej 33. Jest to budynek obok pałacu na rogu z Grochową. Po wkroczeniu Niemców do miasta cała jego rodzina została wysiedlona do getta na nowy adres ul. Nowy Świat 10.

 

12 lipca 1941 roku Jakub Szapiro wraz z innymi mężczyznami został wywieziony ciężarówkami do lasu Pietrasze, a tam Niemcy zamordowali go i innych.

 

fot. Jakub Szapiro i Abraham Zbar w oknie kamienicy przy ul. Lipowej 33 w Białymstoku / Wikipedia

Pani Tosia – białostocka mistrzyni młodzieży

Antonina Sokołowska – bo o niej mowa – to założycielka białostockiego Teatru Klaps, animatorka, nauczycielka, instruktorka, reżyser i scenarzystka, przez swoich podopiecznych nazywana Panią Tosią.

Od ponad 50 lat prowadzi m.in. zajęcia ruchowe, ćwiczenia dykcji, recytacji i śpiewu, podstawy etiudy aktorskiej oraz przygotowuje spektakle. Jak sama przyznaje, witając się po raz pierwszy z młodzieżą na zajęciach, jest bardzo wymagająca, pyskata i czasem niemiła. Przez młodych ludzi ceniona za szczerość. Potrafi krzyknąć, kiedy trzeba, szczerze porozmawiać, poradzić i przytulić. Przez te lata Sokołowska prowadziła zajęcia w kilku miejscach. Od 27 lat spotkania odbywają się w Młodzieżowym Domu Kultury przy ulicy Warszawskiej.

Z Klapsa wywodzi się około 130 czynnych zawodowo aktorów, pracujących w teatrach w całej Polsce, filmach i serialach, a także wielu studentów szkół teatralnych, którzy kształcą się w różnych miastach. Są to między innymi: Adam Woronowicz, Katarzyna Herman, Sylwia Oksiuta-Warmus, Rafał Rutkowski, Adam Dzienis, Anna Grycewicz, Jerzy Łazewski, Maria Czykwin, Bartosz Bielenia, Justyna Sieńczyłło, Aneta Todorczuk-Perchuć, Dorota Rubin, Monika Dryl, Patrycja Szczepanowska, Agnieszka Możejko-Szekowska i wielu innych. Przez 52 lata instruktorka wychowała ponad tysiąc (!) młodych ludzi. Oprócz aktorów to: lekarze, biznesmeni, dziennikarze oraz nauczyciele.

Klapsiacy mówią o sobie, że są jedną wielką rodziną, to przyjaźnie i znajomości zawierane na lata, podtrzymywane często do dziś, a nawet miłości, jak w przypadku małżeństwa Marii J. Rogowskiej, aktorki Białostockiego Teatru Lalek i Krzysztofa Rogowskiego, znanego i cenionego lekarza urologa, którzy przed laty uczęszczali na zajęcia do Sokołowskiej.

Byli uczestnicy, dziś dorośli ludzie, są bardzo wdzięczni swojej mentorce. Dzięki niej nie popełnili wielu błędów, odkryli siebie, zdecydowali się wykonywać tak piękny, a zarazem trudny i wymagający zawód aktora. Poszerzała im horyzonty, wzbogacała inteligencję, uczyła, jak żyć.

Antonina Sokołowska to charyzmatyczna, czasem oschła, radykalna w opiniach, dość apodyktyczna, wymagająca, wyrozumiała i bardzo konkretna kobieta, wiedząca, co jest dobre dla młodego człowieka. Właśnie dlatego zaskarbiła sobie sympatię białostockiej młodzieży. Dla niej każdy, kim się opiekuje, jest równie ważny. Nauczycielka, pedagog, przyjaciółka, matka i krytyk w jednej osobie. Całe szczęście, że w Białymstoku jest ktoś taki, jak pani Antonina. Zapisując się na zajęcia niczego się nie traci, można wykorzystać intensywnie wolny czas i zyskać bardzo wiele, na przykład… karierę.

autor: Rafał Górski

fot. Arch. UM Białystok / Wschodzący Białystok

Jedwabne. Niemcy zmusili Polaków do mordowania Żydów

10 lipca minęła 76. rocznica mordu Żydów w Jedwabnem. Ta tragiczna historia wydarzyła się na łomżyńskich ziemiach. W tamtych czasach Polska była pod okupacją niemiecką. Hitler i jego armia przez całą II Wojnę Światową zwalczali społeczności Żydowskie na terenach Niemiec, ale także i Polski. Wywożono ich do obozów pracy. Mordowano także ich na miejscu.

 

Jedną z licznych zbrodni jakiej dokonali Niemcy podczas II WŚ był pogrom Żydów w Jedwabnem. Zbrodnia była o tyle ohydna, że najprawdopodobniej przymusem Niemcy skłonili lokalną społeczność, by wykonano wyrok za nich. Nie trzeba przypominać, co groziło za nie wykonywanie rozkazów Niemców. Zdesperowani ludzie w tej sytuacji mieli brutalny wybór. Albo śmierć własna, albo śmierć sąsiada – Żyda.

 

I tak około 300 osób zostało spędzonych na główny Rynek Jedwabnego, a następnie zamknięto ich w stodole i spalono żywcem. Wszystko rozegrało się niedługo po zajęciu przez Niemców tych terenów.

 

Według Instytutu Pamięci Narodowej – stodoła została podpalona przez mieszkańców Jedwabnego, którzy działali pod przymusem niemieckich żołnierzy. Do dziś sprawa Jedwabnego wywołuje bardzo wiele emocji w społeczeństwie. Są grupy, które za zbrodnie winią nie Niemców, lecz Polaków.

 

fot. Fotonews / Wikipedia

Białostockie Łaziki marsjańskie zagrają w filmie!

Łaziki marsjańskie, skonstruowane przez studentów Politechniki Białostockiej i wyposażone w kamery, nakręcą i wystąpią w filmie o początku cywilizacji. Projekt artysty Huberta Czerepoka wsparło m.in. Miasto Białystok.

 

Film będzie nosił tytuł “Początek”. Film będzie nagrywany w Karahan Tepe w Turcji. Jest to najstarsze miejsce kultu stworzone przez człowieka. Historia świątyni będzie pokazana z punktu widzenia maszyn. A główni bohaterowie to łąziki Magma 2, Red o raz Next

 

Film “Początek” Huberta Czerepoka będzie można obejrzeć jeszcze w tym roku w galerii sztuki “Zachęta” w Warszawie, a także w przyszłym roku w białostockiej galerii Arsenał. Nie możemy się doczekać premiery!

 

fot. UM Białystok – www.bialystok.pl

42 Pułk Piechoty ma swój pomnik w Zwierzyńcu

Być może wiele osób, które przechodzi przez park zwierzyniecki zastanawia się skąd tam pomnik żołnierzy 42 Pułku Piechoty. Warto przypomnieć, że 12 lipca w Białymstoku obchodzimy święto tegoż pułku, a poległym żołnierzom oddawany jest hołd.

 

W okresie międzywojennym, pułk stacjonował w Twierdzy Osowiec, a następnie przeniesiony zostałdo Białegostoku. Koszary znajdowały się przy ul. Traugutta. Tutaj każdego roku w batalionie pojawiało się około 600 rekrutów. Pułk sprawnie się rozwijał.

 

Warto przypomnieć, że Pułk zasłużył się także dla rozwoju miasta. W 1920 roku powstał Wojskowy Klub Sportowy 42 Pułku PIechoty Białystok. Był to protoplasta dzisiejszej Jagiellonii Białystok, która to pod swoją nazwą występuje od 1932 roku.

 

Jak kapitan Bruzda uciekł z więzienia?

Czasy II Wojny Światowej. Jednym z więźniów łomżyńskiego więzienia jest kapitan Jan Tabortowski, pseudonim Bruzda, szef inspektoratu łomżyńskiego AK. Do celi trafił wraz z kilkunastoma towarzyszami w wyniku zasadzki gestapo. Przyjaciele postanawiają go odbić. Zaczyna się igranie z ogniem.

 

Na szczęście dla żołnierzy wśród Niemców znalazł się zdrajca. Strażnik więzienny umożliwił kontakt z przetrzymywanymi. Wraz z córką dostarczał aresztowanym broń i podrobione do cel klucze. W nocy z 12 na 13 stycznia 1943 r. aresztowani wyszli z cel, sterroryzowali obsługę więzienia i przedostali się na zewnątrz muru okalającego budynek. Ze względu na bezpieczeństwo Bruzdy komendant okręgu Mścisław skierował jego na nowe stanowisko – inspektora Inspektoratu IV Suwałki”.

 

Po wojnie Tabortowski uczestniczył w licznych akcjach zbrojnych, m.in. w maju 1945 r. 200 ludzi pod jego komendą zajęło Grajewo. Mimo amnestii okazało się, że nadal grozi mu aresztowanie i 3 lata później ponownie zszedł do podziemia. Zaczął się ukrywać m.in. na Bagnach Biebrzańskich. Uważa się go za ostatniego akowca, który zginął w walce. Doszło do tego w Przytułach, w obecnym powiecie łomżyńskim.

Cud nad jeziorem. Rzeka zmieniła swój kierunek.

Nad jeziorem Studzienicznym w Augustowie zlokalizowane jest znane w całym kraju Sanktuarium Maryjne. Prowadzi do niego grobla połączona z lądem. Okoliczna wieś o tej samej nazwie co jezioro, powstała w drugiej połowie XVIII w. i do dziś stanowi ważne miejsce odpustowe, zwłaszcza w Zielone Światki. Świętość tego miejsca wiąże się jeszcze z czasami pogańskimi.

 

Początki kultu maryjnego sięgają niezwykłych zdarzeń, które w chwili klęsk żywiołowych, uznane były za cudowne. Pobliska rzeczka zmieniała bowiem kierunek swego prądu, a na drzewie ukazała się Matka Boska. Pod koniec XIX w. wybudowano kaplicę w stylu neoklasycystycznym. Wewnątrz niej mieści się cudowny obraz Matki Bożej Studzieniczańskiej, ukoronowany złotem papieskim w 1995 roku.

 

Jest to XVIII-wieczna kopia dzieła z Częstochowy, a jej autor do dziś pozostaje nieznany. Za jego wstawiennictwem dokonało się wiele uzdrowień fizycznych i duchowych. 9 czerwca 1999 r. Sanktuarium odwiedził szczególny gość – papież Jan Paweł II. Do Studzienicznej przypłynął ON łodzią w dniu wolnym od apostolskiego trudu. Na cześć tego wydarzenia wybudowano pomnik, przedstawiający pielgrzyma z laską i różańcem. Umieszczono na nim pamiętne słowa: ” Byłem tu wiele razy, ale jako papież po raz pierwszy i chyba ostatni”.

W sokólskich wsiach rządzą kobiety

W powiecie sokólskim pełni funkcję sołtysa pełni ponad 81 kobiet. Jeszcze pół wieku temu kobiet na tych stanowiskach można było szukać ze święcą. Przez długie lata bowiem funkcja sołtysa była zarezerwowana niemal wyłącznie dla mężczyzn. Nieraz dziedziczyli zacny urząd z pokolenia na pokolenie.

 

Czasy się jednak zmieniają, a wybory na sołtysa danej miejscowości niejednokrotnie przypominają wybory samorządowe. Organizowane są prawdziwe kampanie wyborcze, a kandydaci walczą o poparcie, formułując programy. Normalnie Ameryka!

 

Kobiety w roli sołtysa wcale nie są traktowane z przymrużeniem oka. Wręcz przeciwnie, patrzy im się na ręce bardziej niż mężczyznom. Nie ma więc żadnej ulgi przy zajmowaniu się codziennymi sprawami sołectwa. Władająca wsią płeć piękna przyczynia się również do aktywizacji innych mieszkanek. Na każdym zebraniu zgłaszają one wiele konkretnych propozycji zmian.  Kobiety znają się na rzeczach, które dotychczas uważane były za męskie sprawy. Wiedzą, co trzeba i jak trzeba zrobić, tak by było dobrze. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to potrafią same to wykonać.

 

Helena Bohle – Szacka. Zapomniana białostocka projektantka.

Helena Bohle-Szacka to jedna z tych wielkich Białostoczanek, o której większość mieszkańców nie ma pojęcia. Pora przybliżyć sylwetkę tej wspaniałej kobiety. Jej matka pochodziła ze zasymilowanej rodziny żydowskiej z Łodzi. Ojciec z kolei był potomkiem spolonizowanych Niemców. Rodzice poznali się w Białymstoku i tam też Helena Bohle, zwana od dzieciństwa Lilką, spędziła swoje najmłodsze lata.

 

W czasie wojny trafiła do obozów koncentracyjnych Ravensbrück i Flossenbürg. Udało się jej jednak przeżyć holocaust. Po wyzwoleniu podjęła studia na Wydziale Grafiki Państwowej Wyższej Szkoły Nauk Sztuk Plastycznych w Łodzi. W kraju pracowała m.in. jako projektantka mody i kierowniczka artystyczna znanych domów mody w Łodzi i Warszawie, osiągając zresztą wiele sukcesów. Wykładała także na macierzystej uczelni. Projektowała logo wielkich przedsiębiorstw, opakowania i reklamy kosmetyków, papierosów, tworzyła rysunek żurnalowy.

 

W 1968 roku, po antysemickiej nagonce wyemigrowała do Berlina Zachodniego. Współpracowała z polskimi wydawnictwami emigracyjnymi i niemieckimi oficynami jako autorka ilustracji i projektów okładek do wielu książek, głównie tomików poezji. Sama wydała dwie autorskie książki, “Od drzewa do drzewa” oraz “Ślady i cienie”. Swe prace Helena Bohle-Szacka prezentowała na ponad czterdziestu wystawach, m.in. w Berlinie, Paryżu, Warszawie, Łodzi, Krakowie, Pradze, Wiedniu, Londynie i Kopenhadze.

 

Akceptowała romans męża. Poznajcie postać Zofii Chylińśkiej.

Urodzona w Łomży, Zofia Chylińska, już jako dziecko wykazywała talent plastyczny. Gdy miała 16 lat poznała Wojciecha Gersona, co zaowocowało zostania jego uczennicą w warszawskiej pracowni. Po śmierci mentora postanowiła wyjechać do Paryża. Tam obracała się wśród największych sław, ale zachowała niezależność artystyczną. We Francji poprzez przyjaciółkę poznała Bolesława Leśmiana.

 

Stała się wierną towarzyszką życia poety, znanego z nieporadności życiowej. Leśmian poświęcił żonie tylko jeden erotyk – ”Usta i oczy”. Jako kobieta i żona wykazała się niezwykłą cierpliwością i tolerancją. W milczeniu cierpiała, bez reszty poświęcając się rodzinie. Miała bowiem pełną świadomość romansu męża z Dorą Lebenthal. Wiedziała, że to dla niej, wziętej lekarki warszawskiej, Bolesław poświęcił cykl wierszy ”W malinowym chruśniaku”. Życie osobiste i szczęście poświęciła rodzinie. Raz tylko wróciła do Łomży w roku 1929, kiedy Bolesław nie uregulował długów spowodowanych przez jego zastępcę.

 

To właśnie Zofii Chylińskiej, Łomżyniance, która lubiła szokować otoczenie bliższe i dalsze,  literatura polska zawdzięcza uratowanie, zabezpieczenie i następnie opublikowanie większej części twórczości poetyckiej Bolesława Leśmiana. Pomimo tego w 1960 r. ówczesny reżim odmówił jej prawa wjazdu do kraju, gdzie Zofia miała do załatwienia pilne sprawy związane z edycją dzieł swego męża. Co więcej, pozbawiono ją praw do należnego honorarium, co jeszcze bardziej pogorszyło jej sytuację materialną. Prace artystyczne Zofii Chylińskiej, które swego czasu wzbudzały tyle emocji i bardzo podobały się zarówno publiczności, jak i krytykom sztuki, są rozproszone. Los większości z nich jest nieznany, a przecież cieszyły się ogromną popularnością na wystawach sztuk plastycznych w Paryżu i warszawskiej Zachęcie.

 

Małżeństwo upiększało miasto

Choć chcieli zamieszkać na stałe w Wilnie, wojenna zawierucha i sprawy rodzinne sprawiły, że osiedlili się  w Białymstoku. Uzdolnione małżeństwo – Stanisław i Placyda Bukowscy przyczynili się jak mało kto do odbudowy miasta.

 

Architekt Bukowski szybko znalazł pracę przy odbudowie zniszczonych białostockich zabytków. Wraz z ówczesnym wojewódzkim konserwatorem, przywrócił do czasów świetności centrum miasta zniszczone na skutek wojny. To jemu zawdzięcza się odbudowę chociażby Rynku Kościuszki i strategicznych obiektów.

 

Niedługo po przybyciu do miasta objął dowodzenie nad budową kościoła Świętego Rocha. Zaprojektował ołtarze, a także skonstruował mur, mający na celu zaprzestanie osuwania się skarpy. Żona Placyda, absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, zajęła się z kolei witrażami.

 

Architekt zajmował się również budynkami o publicznej użyteczności. To spod jego ręki wyszedł między innymi Dom Partii przy Placu Uniwersyteckim oraz Hotel Cristal.  Warto nadmienić, że budynek hotelu zdobił pierwotnie neon który ukazywał  Damę Kameliową autorstwa Placydy.

 

Najważniejszym projektem była jednak Pałac Branickich wraz z ogrodami. Nie zgadzał się z władzami komunistycznymi, co do jego przeznaczenia. Umieszczono w nim Akademię Medyczną, choć wedle jego projektu miał powstać dom kultury. Spór doprowadził do usunięcia architekta od dalszych prac. Stanisława nagrodzili jednak znajomi, którzy zamówili jego popiersie i w tajemnicy umieścili je na tympanonie ogrodowej fasady pałacu.

 

Dowódca Dywizjonu 303 urodził się na Podlasiu

Nie wiele osób wie, że urodził się na Podlasiu, mianowicie we wsi Olszanka (powiat augustowski).  To m.in. o nim Churchill powiedział: “Nigdy w dziejach ludzkich konfliktów tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym”. Witold Urbanowicz był jednym z najlepszych polskich pilotów myśliwskich, dowódcą słynnego dywizjonu 303.

 

Swoją karierę wojskową rozpoczął w 1925 r., służąc w chełmskim korpusie kadetów. Do Wielkiej Brytanii trafił poprzez Bejrut i francuską Marsylię. Rok po rozpoczęciu II Wojny Światowej objął dowództwo nad Dywizjonem 303, symbolem odradzającego się polskiego lotnictwa. Zestrzeliwując 15 samolotów Luftwaffe okazał się jednym z najskuteczniejszych pilotów w Bitwie o Anglię.

 

Rodzinną miejscowość odwiedził po zakończeniu wojny w 1947 roku. Nie minęło kilka dni a  zatrzymał go Urząd Bezpieczeństwa.  Do ojczyzny wracał jeszcze kilkakrotnie po upadku PRL-u. W 2006 roku szkoła podstawowa w Olszance otrzymała jego imię. W budynku szkoły mieści się izba pamięci poświęcona bohaterowi.

Utwory Łomżanina grają na całym świecie

Urodził się w Łomży, lecz mieszkał w niej kilkadziesiąt dni. Obawiając się wojny, jego rodzina uciekła do Lublina. Do rodzinnego miasta wrócił jeszcze w latach 70-tych na zlot Łomżynian.  Zbigniew Bargielski to słynny kompozytor, którego nazwisko niewiele mówi Podlasianom. Pora to zmienić.

 

Pierwsze kroki w muzycznym świecie stawiał w Warszawie, skąd przeprowadził się do Paryża. Na stałe osiadł jednak w Wiedniu, a więc mieście wielkich artystów. Pierwszą nagrodę zdobył w 1970 r. wygrywając konkurs ”Młodych kompozytorów Polskich”. Za całość pracy został odznaczony Krzyżem Oficerskim. Jedno z jego dzieł było rekomendowane przez Międzynarodową Trybunę Kompozytorów UNESCO w Paryżu. W 2008 r. wspólnie z Łomżyńską Orkiestrą Kameralną pracował nad nowymi utworami.

 

W Białymstoku chcieli okraść Napoleona

Od 1919 r. był jedną z najważniejszych postaci w mieście. Napoleon Cydzik objął wówczas stanowisko komisarza rządowego w Białymstoku. Mimo, że po wyborach jego misja dobiegła końca, działał dalej, stając się niezręcznym partnerem dla lokalnych elit.

 

Doświadczenie Napoleona Cydzika przydało się w kryzysowej sytuacji Białegostoku zimą 1920 r. Narastał bowiem konflikt polsko – żydowski, miasto posiadało też problem z zaopatrzeniem. Jako komisarz codziennie zajmował się też chociażby karaniem właścicieli nieodśnieżonych chodników czy też sprawą rynsztoków. W następnym roku objął urząd radcy wojewody. Mimo niemałej pensji żył bardzo skromnie, wynajmując pokój w jednej z kamienic.

 

W styczniu 1920 w owym mieszkaniu miała miejsce nie typowa sytuacja. Nieznani sprawcy w czasie niedzielnego obiadu zakradli się na strych zabierając… bieliznę. Domownicy o zajściu dowiedzieli się dopiero kilka godzin później. Rabusie wrócili w nocy. Jeden z nich dostrzegł w pokoju Napoleona Cydzika walizkę. Rozciął ją nożem, ale zamiast kosztowności znalazł letnie ubrania. Nie dał jednak za wygraną. Uwagę zwróciła poduszka, na której spał urzędnik. Złodziej tak nieporadnie wsunął dłoń, że obudził Cydzika. Ten chwycił rewolwer i rozpoczął pościg za rzezimieszkami. Po drodze złodziej zdołał zdobyć cenne trofeum jakim było futro urzędnika. Cydzikowi nie udało się złapać złodziei, którzy zniknęli w ciemnych ulicach miasta.

 

W stan spoczynku Napoleon Cydzik przeszedł w 1925 r. Radca został pożegnany huczną imprezą, którą zwieńczyła wspólna fotografia. Niedługo potem przeniósł się do Warszawy gdzie zmarł w 1946 r.

Lekarz jako pierwszy opisał dzieje Białegostoku

Julian Albin Moszyński urodził się na początku XIX w. w majątku Cisowo, należącym do hrabiego Karola Brzostowskiego. Jako, że ojciec wcześnie umarł, wychowaniem piątki dzieci zajmowała się matka. Po ukończeniu białostockiego gimnazjum wybrał się do Wilna gdzie uzyskał medyczne wykształcenie.

 

W 1828 r. wyjechał w podróż zagraniczną, aby zdobyć jeszcze większą wiedzę. Przemierzył Prusy, Saksonię i Czechy. Odwiedzał szpitale, zakłady dobroczynne i kliniki. Na uniwersytetach w Berlinie i Pradze uczęszczał na wykłady, interesując się szczególnie akuszerią. Każdą swą podróż dokładnie opisywał. Dzięki temu powstał pierwszy zarys dziejów Białegostoku z jesieni 1838 r.

 

W 1849 roku mianowany został naczelnym lekarzem wileńskiego szpitala świętego Jakuba. Piastował to stanowisko aż do śmierci. Był również autorem pionierskiego podręcznika sztuki akuszerii – książki “Pierwsze zasady sztuki położniczej”. Julian Albin Moszyński przez całe życie pielęgnował swoją pasję historyka. Był członkiem wileńskiego Towarzystwa Archeologicznego i Muzeum Starożytności. Działał też aktywnie w wileńskim Towarzystwie Dobroczynności. Był to – jak napisał jeden ze współczesnych mu historyków – “waleczny do zuchwałości, surowych zasad w życiu, lecz z sercem bijącym gorąco w stalowej piersi”

Czy Czerwony Hrabia był prekursorem socjalizmu?

Sztabin to niewielka wieś nad rzeką Biebrzą położona w powiecie augustowskim. Od 1819 roku jej właścicielem był hrabia Karol Brzostowski, który zaczął przeprowadzać tu eksperymenty społeczne i gospodarcze. W latach 20. XIX wieku założył tzw. rzeczpospolitą sztabińską.

 

Wynalazki hrabiego uznano za nowatorskie na skalę europejską. Zapoczątkowały prawdziwą rewolucję na podlaskich wsiach. Zaprojektował chociażby urządzenia do służące do wyrobu masła czy chleba. To jemu zawdzięcza się też kopaczki i dojarki, które weszły do produkcji na skalę masową. Jako właściciel dóbr sztabińskich uczynił je istotnym ośrodkiem przemysłowym. Powstała tam m.in. huta żelaza czy gorzelnia.

 

Postęp techniczny to jednak nie wszystko. Wprowadził również wiele reform społecznych, mających na celu utrzymanie porządku na wsi. Dlatego też stosowano zakaz przeklinania i nadużywania alkoholu. Osoby ubogie bądź niezdolnym do podjęcia otrzymywali miesięczne zasiłki.

 

Robotnikom przyznano zaś emerytury. Finansował również opiekę lekarska i edukację. Dzięki temu większość mieszkańców umiała czytać i pisać. Na jego ziemiach działały pierwsze w historii polskiej wsi kasy oszczędnościowo-pożyczkowe oraz hurtownie sklepowe z hurtowymi cenami zakupu. W jego prospołecznej postawie dopatrywano się prekursorstwa socjalizmu, stąd też otrzymał przydomek „Czerwonego Hrabiego”.

Mieszkanka Białegostoku robi cuda z książkami

Jedna z pracownic Biblioteki Uniwersyteckiej w Białymstoku daje drugie życie zapomnianym książkom. Jej pasją jest bowiem tzw. folding art czyli książkowe origami. Zajęcie rzecz jasna należy do tych z kategorii pracochłonnych. Tworzenie rzeźb z zaginanych kartek papierów wymaga wielu godzin mozolnych działań.

 

Już same przygotowania pochłonąć mogą cały wieczór. Muszą bowiem powstać szczegółowe instrukcje. Dla laika mogą wydać się niezwykle skomplikowane. Swoje dzieła artystka przekazuje znajomym, którzy mogą pochwalić się nietypową dekoracją. Do tej pory, najtrudniejszym zadaniem było stworzenie popiersia Sherlocka Holmesa, które zajęło ponad 10 godzin. Czapki z głów!

Uciekła przez zamążpójściem. Została gwiazdą kina.

Nora Rey a właściwie Sofia Nejman urodziła się we wsi Sielachowskie niedaleko Białegostoku. Już jako dziecka marzyła o wielkiej karierze aktorskiej. Gdy stała się pełnoletnia, rodzice nakazali jej poślubić dużo starszego mężczyznę. Ta jednak nie miała zamiaru wiązać się ze ”starszym panem”. Postanowiła więc opuścić miasto.

 

Wybór Warszawy na miejsce ucieczki okazał się strzałem w dziesiątkę. Trafiła bowiem do znanego Instytutu Filmowego Wiktora Biegańskiego. Był to krok milowy w spełnieniu wizji z dzieciństwa. Popularność przyniosły jej role w filmach “Gorączka złota” i “Czerwony błazen” z 1926 roku. Szybko stała się gwiazdą krajowego kina. Nazywaną ją nieraz  “polską Gretą Garbo”.

 

Nora Rey, wyróżniała się nietypową urodą , której typ określanO mianem”erotyzmu orientalnego”. Aktorka miałA tez niecodzienne podejście do mody. Propagowała chociażby noszenie spodni przez kobiety. W plebiscycie zorganizowanym w 1933 r.  wybrano ją “Królową Polskiegio Ekranu”.

 

Każda jej wizyta z okazji premier filmowych przyciągała rzesze fanów. Nie inaczej było w Białymstoku, kiedy przybyła pokaz produkcji”Serce na ulicy”. Po wybuchu wojny Nora Ney, wraz z córeczką Joanną, uciekła na Wschód. Trafiwszy do ZSRR została zesłana w głąb kraju, co – paradoksalnie – uratowało jej życie. Zaraz po kapitulacji III Rzeszy wróciła do Polski, ale w nowym kinie nie było już dla niej miejsca. Opuściła więc kraj, w którym zdobyła sławę. Za oceanem, w Nowym Jorku, nie udało jej się jednak powtórzyć polskiego sukcesu. Ponieważ nie znała angielskiego, kariera filmowa była dla niej zamknięta. Nora Ney nigdy już nie powróciła na ekrany kin.

Mistrz szachów z Podlasia. Poznajcie Akibę Rubinsteina.

Akiba Rubinstein urodził się w miejscowości Stawiski w powiecie kolneńskim. Po śmierci rodziców trafił pod opiekę dziadków.  Być może to właśnie oni zarazili pasją swego wnuczka. Akiba nauczył się grać w szachy w wieku 14 lat. W opanowaniu gry do perfekcji pomógł mu podręcznik autorstwa Josepha Sossnitza.

 

Szachy tak bardzo pochłonęły życie Akiby, że porzucił on studia talmudyczne, jakie rozpoczął w Białymstoku. Ćwiczenia zajmowały mu nawet 8 godzin dziennie przez 300 dni w roku. Istne szaleństwo. Pierwszy pojedynek stoczył w 1901 r. ze znamy w środowisku szachowym G. Bartoszkiewiczem. Utytułowany gracz musiał uznać wyższość dużo młodszego kolegi.

Wkrótce po pojedynku Ariba udał się do Łodzi, który nazywany był polską stolicą szachów. Tam też rozgrywano mistrzostwa. Pod opiekę wziął go Henryk Selwe – prawdziwa legenda gry. Ariba po trzech latach przerósł mistrza. Zdobycie pierwszego miejsca na Kongresie Niemieckiego Związku Szachowego otworzyły mu drzwi do dalszej kariery. W 1912 wygrał pięć kolejnych turniejów, w których uczestniczyła sama śmietanka gry.

 

Po zakończeniu I Wojny Światowej Ariba osiadł w Niemczech, a następnie udał się do Belgii. Nadal jednak reprezentował Polskę. Tak też było na licznych olimpiadach szachowych, z których wspólnie z kolegami przywoził medale. W czasie II wojny światowej Akiba Rubinstein przebywał w Belgii. Ukrywał się w szpitalu w Brukseli. Zmarł w Antwerpii 14 marca 1961 r. 

Andrzej Strumiłło. Podlaski człowiek renesansu.

Co jakiś czas na łamach portalu wspominamy Podlasian, którzy osiągnęli sukcesy, lecz większość z nas nie jest świadoma ich istnienia. Dziś nadeszła pora przedstawić sylwetkę Andrzeja Strumiłły – malarza, fotografa i pisarza. Jednym słowem to człowiek renesansu. Obecnie mieszka w Maćkowej Rudzie na Suwalszczyźnie.

 

Jego kariera rozpoczęła się od współpracy z Polską Izbą Handlową. Projektując pawilony na wystawy mógł zwiedzić dalekie zakątki świata. Podróże wywarły ogromny wpływ na jego twórczość. Szczególnie interesowała go kultura azjatycka. W pracach łączył różne style – od abstrakcyjnych po metaforyczne. Fotografią zainteresował się w latach 40. Odpowiednimi zdjęciami dokumentował swoje wyprawy.

 

Jego łączny dorobek to ponad 120 wystaw w Polsce i za granicą. Były to wystawy zarówno indywidualne, jak i zbiorowe. Otrzymał wiele nagród i odznaczeń, jak choćby Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.  W 2008 r. w Suwałkach powołano do życia galerię imienia Andrzeja Strumiłły. Można tam odnaleźć większość dzieł tego wybitnego twórcy.

 

Białostoczanin opatentował strażacką sikawkę

Urodzony w Białymstoku Chaim Zelig Słomiński od dziecka interesował się astronomią i matematyką. To w nauce podkładał swoją przyszłość. Gdy skończył 18 lat ożenił się z majętną panną z podbiałostockiego Zabłudowa. Ta jednak nie rozumiała pasji męża. Związek zakończył rychły rozwód.

 

Po powrocie do stolicy Podlasia Chaim rozpoczął pracę nad podręcznikiem od matematyki w języku hebrajskim. Dzięki pomocy wileńskiego sponsora publikacja została wydana. Rok później światło dzienne ujrzało dzieło ”Kometa”. Pracę z astronomii również przyjęto pozytywnie.

 

W 1842 r.  Chaim Słonimski poślubił Sarę, najmłodszą córkę Abrahama Sterna i osiadł w Warszawie na stałe. Zajął się udoskonalaniem maszyny do liczenia wynalezionej przez swojego teścia. Praca ta przyniosła mu nagrodę Cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu. Wynalazek ten prezentował później między innymi w Królewcu i Berlinie, gdzie zaprzyjaźnił się z wybitnym naukowcem niemieckim – Aleksandrem Humboldtem.

W latach 50-tych XIX wieku Słonimski miał już na swoim koncie kilka istotnych wynalazków, jak urządzenie do jednoczesnego przekazywania czterech depesz przez jeden przewód. W roku 1850 otrzymał patent na cynowanie naczyń kuchennych z lanego żelaza, a w 1854 na sikawkę strażacką.

 

Chaim Zelig Słonimski był wielkim entuzjastą języka hebrajskiego, znawcą i popularyzatorem Talmudu. Działał w Warszawskim Towarzystwie Krzewienia Oświaty, opracował podstawy kalendarza żydowskiego, ogłosił w języku hebrajskim wiele prac z dziedziny matematyki i geometrii.