Zapomnianą  drogę odsłania żywioł

Zapomnianą drogę odsłania żywioł

Przez niewielką miejscowość w powiecie siemiatyckim, Granne przebiegał niegdyś istotny szlak. Kamienna przeprawa stanowiła najkrótszą drogę z Królestwa Polskiego do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Prowadziła od Warszawy do Wilna.

 

Zapiski historyczne z końca XVIII w. wspominają o przejeździe samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przeprawa przez rzekę Bug była modernizowana w celach wojskowych, głównie w okresie wojen napoleońskich. Wcześniej rozegrała się tam jedna z ostatnich bitew w obronie Konstytucji 3 Maja. Trakt możemy podziwiać obecnie tylko w przypadku..suszy. Niski poziom wody odsłania malowniczą przeprawę na krótko, wiec jeśli zaistnieje okazja, warto ją zobaczyć na własne oczy. To w końcu kawał historii. Przeprawę musiało pokonać wielu rycerzy i władców.

Partnerzy portalu:

Wojskowi za uratowanie życia zdradzili przepis

Wojskowi za uratowanie życia zdradzili przepis

W 2012 r. został wpisany do unijnego rejestru jako Chronione Oznaczenie Geograficzne. Od wieków stanowi powód do dumy mieszkańców. Ser koryciński produkuje się w niezmienionej formule od lat. Nie do końca jednak wiadomo skąd wziął się sam przepis.

 

W połowie XVIII w. na okoliczne ziemie przybyli Szwajcarzy. Był to okres szwedzkiego potopu. Bitwę, która rozegrała się pod Korycinem opisał sam Henryk Sienkiewicz. Ranni żołnierze zostali przeniesieni do lokalnego folwarku. W zamian za pomoc, oczarowani gościnnością postanowili podzielić się sposobem na wyrób sera. Do mleka dodawano młode cielęce żołądki, tzw. podpuszczki. Takie sery dojrzewały w kamiennych piwnicach przez wiele tygodni.

 

Inna wersja mówi, że początki tradycji wytwarzania serów związane są z reformami rolnymi hrabiego Antoniego Tyzenhausa. Był on zarządcą ziem z polecenia króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Hrabia sprowadzić miał  fachowców z różnych dziedzin. Wśród nich znaleźli się holenderscy serowarzy. Pozostawili oni po sobie liczne wiatraki w pobliżu miasteczka. Od nas samych zależy, w którą wersję wydarzeń uwierzymy. 

 

Partnerzy portalu:

Podlaskie ślimaki rządzą w Europie

Podlaskie ślimaki rządzą w Europie

Na Podlasiu żyje ich 120 mln. Gdyby jakimś cudem doszło do napromieniowania i urosłyby do ludzkich rozmiarów mielibyśmy problem. Być może dokonałyby zemsty. Mowa to o ślimakach winniczkach. Wizję apokalipsy odłóżmy jednak na później.

 

Co jakiś czas przeprowadza się inwentaryzację winniczków. Jej celem jest określenie limitów zbiorów, które zaczynają się już w kwietniu i trwają przez miesiąc. Najwięcej ślimaków odnajdziemy w gminach Siemiatycze, Bielsk Podlaski i Zabłudów. Są jednak i takie gminy, gdzie winniczki nie występują w ogóle.

 

Ślimak podlega częściowej ochronie, dlatego można zbierać okazy, których muszla przekracza 3 cm. Najlepsi łowcy są w stanie dostarczyć do skupu w okresie zbiorów nawet 30 kg winniczków. Zwykle lądują na stołach we Francji, choć i w Polsce stają się coraz bardziej popularne w kuchni. Łącznie na masową zagładę wysyłamy 240 ton ślimaków. Na szczęście ich populacja jest na tyle duża, że zanik gatunku raczej nie grozi.

 

Wielu biznesmenów zauważyło wysoki popyt na owe zwierzęta. Dlatego też wzięli byka, a właściwie ślimaka za rogi. Powstaje coraz więcej ferm ze ślimakami afrykańskimi. Rosną one sześć razy szybciej więc pozwalają więcej zarobić. Oprócz Francji trafiają do Belgii, Włoch czy Hiszpanii.

 

Partnerzy portalu:

Kościół w Sokółce stanie się sanktuarium

Kościół w Sokółce stanie się sanktuarium

Już w najbliższą sobotę, 25 marca, kościół św. Antoniego Padewskiego w Sokółce uzyska status sanktuarium. Jest to miejsce szczególne dla wiernych nie tylko z Podlasia. W 2008 r. doszło tam do cudownych wydarzeń. Na odstawionym do naczynia liturgicznego komunikancie odnaleziono ślady tkanki sercowej. Wiadomość szybko obiegła cały kraj.

 

Od tej pory kościół stał się celem pielgrzymek nie tylko z Polski. Świątynia gościła przybyszy choćby z Chin czy Indonezji. Modlitwy przy sokólskiej hostii przyniosły ukojenie wielu cierpiącym. Szczególną moc posiadają również jej wizerunki utrwalone w postaci obrazków. Wszystkie przypadki uzdrowień zostały udokumentowane medycznie. To wszystko zadecydowało o ustanowieniu świątyni sanktuarium. Z pewnością teraz pielgrzymów będzie jeszcze więcej.

Partnerzy portalu:

Czarna Hańcza poruszyła tlumy

Czarna Hańcza poruszyła tlumy

Czarna Hańcza, której źródło znajduje się na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego została uznana ”Rzeką Roku 2016”. Konkurs zorganizowany został przez Klub Gaja, od wielu lat realizujący kampanie ekologiczne. Głównym zadaniem plebiscytu jest zwiększenie pielęgnowanie dziedzictwa przyrodniczego w ramach projektu ”Zaadoptuj rzekę”. Była to już czwarta edycja konkursu.

 

Internauci mogli głosować w sumie na 11 propozycji. Czarną Hańczę na kandydata zgłosiła Podlaska Organizacja Turystyczna. Było to strzał w dziesiątkę. Według danych organizatora, łącznie napłynęło 14 tys. ważnych głosów. Czarną Hańczę poparło ponad 5 tys. osób. Za nią znalazł się fragment Wisły w okolicy Bydgoszczy, a następnie rzeka Bzura. Konkurs stanowi doskonałą okazje na promowanie atrakcji turystycznych regionu. Pozwala też na mobilizację lokalnej społeczności.

Partnerzy portalu:

Tego dnia dziewczyny nie mogły się nawet uczesać

Tego dnia dziewczyny nie mogły się nawet uczesać

25 marca to od wieków szczególny dzień na Podlasiu. Obchodzi się wówczas święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Do dziś pośród wielu mieszkańców panuje przekonanie, że jest ważniejsze nawet od Wielkanocy. Przenieśmy się na chwilę do przeszłości by poznać dawne zwyczaje.

Tego dnia obowiązywał ścisły post. Zakaz wykonywania wszelkich prac był tak rygorystyczny, że dziewczyny nie mogły nawet rozczesywać włosów. A co z rolnikami? Nawet jeśli był to jedyny dobry czas na prace na polu, musieli pozostać w domu. Jeśli złamali zakaz mogli sprowadzić nieszczęście na całą rodzinę. W celach zapobiegawczych przekazywano z pokolenia na pokolenie informację, że tego dnia na pola wychodzą ze swych kryjówek jadowite węże.

Ze świętem zwiastowania nierozerwalnie wiążą się bociany. Powrót tych ptaków na dachy gospodarstw miał zapewnić dobrobyt. Starano się pomóc szczęściu montując specjalne brony na gniazda. Bociany również obecne były w kuchni. Gospodynie do dzisiaj wypiekają tzw. bocianie łapy. Ze względu na post wyrabia się je tylko z wody i mąki. Czasem wkładano do ciasta monety, a dziecko, które je znalazło w przyszłości miało być zamożne. Tego dnia pieczono ponadto ciastka w kształcie maszyn rolniczych.  Dzięki temu nic złego uprawom nie mogło się stać.

Partnerzy portalu:

W tym domu straszy. Nikt nie chce do niego wejść.

W tym domu straszy. Nikt nie chce do niego wejść.

Od lat nikt w nim nie mieszka. Mieszkańcy omijają go szerokim łukiem. Duży piętrowy budynek w Grajewie od lat jest bohaterem opowieści. Czy któraś z nich jest prawdziwa? Dom uważa się za nawiedzony. Choć okna są zabite deskami, znalazło się wielu śmiałków, którzy postanowili spędzić tam noc. Odczucia były różne. Jedni skarżyli się na dziwne odgłosy, drudzy nic niepokojącego nie słyszeli.

 

Wszystko zaczęło się od dwóch zgonów. Najpierw w szopie przy domu zmarł majster, a wkrótce po nim śmierć upomniała się o właściciela. Kolejni domownicy nie wytrzymali tam długo. Tajemnicze siły ponoć manifestowały swą obecność. Inni o niewyjaśnione zjawiska obwiniają krzyż. Kiedyś stał niemal na środku posesji. Na potrzeby budowy został jednak przeniesiony. Od tej pory miejsce zdawało się być przeklęte. Z ust starszych mieszkańców można usłyszeć, że na działce pochowano wielu żydów. Co prawda kości znajdowano nie raz, ale jako że dawniej obok mieściła się rzeźnia miejska, były to raczej zwierzęce szkielety. Obecności duchów nikt nie może potwierdzić, ani zaprzeczyć. Zagadka zostaje nierozwiązana.

 

Partnerzy portalu:

Leśnicy przenieśli Puszczę do komórki

Leśnicy przenieśli Puszczę do komórki

Jeśli kiedykolwiek mieliśmy problem z odnalezieniem atrakcji Puszczy Białowieskiej, teraz to niemożliwe. Wszystko dzięki aplikacji mobilnej ”Obieżylas”. Przygotowali ją niezwykle starannie pracownicy nadleśnictwa Białowieża, Browsk i Hajnówka. Aplikację można pobrać bezpośrednio na stronie internetowej e-puszcza.pl bądź też za pośrednictwem sklepu obsługującego nasz system w komórce.

 

Program umożliwia m.in. rozpoznawanie ptaków czy roślin. Analizowana jest pora roku, otoczenie środowiskowe, a także barwa kwiatów. Przewodnik stanowi swoistą encyklopedię okolicy. Oprócz szlaków turystycznych, ścieżek edukacyjnych czy atrakcji przyrodniczych, bez trudu odnajdziemy miejsca noclegowe i lokale gastronomiczne. System GPS zaprowadzi nas już do celu. Opisywane atrakcje mieszczą się na zarówno na obszarze Białowieskiego Parku Narodowego, jak i tzw. gospodarczej części Puszczy. Baza powstała dzięki wsparciu lokalnych samorządów i organizacjom turystycznym.

Partnerzy portalu:

Rękopis traktowano niczym relikwię

Rękopis traktowano niczym relikwię

Przez kilkaset leżał pokryty kurzem w bibliotece Monasteru Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Supraślu. Odkrył go przypadkiem na początku XIX w. ksiądz Michał Bobrowski. Mowa tu o średniowiecznym manuskrypcie spisanym w języku staro cerkiewnym – kodeksie supraskim. Domniemuje się, że trafił on do miasteczka za sprawą patriarchy Joachima. Odnajdziemy w nim żywoty świętych i kazania czołowych postaci kościoła. Odnalezione pismo składało się łącznie z ośmiu kart.

Po opuszczeniu Supraśla XI-to wieczne dzieło przeszło długą drogę. Podzielono je na trzy części. Większość stron znajduje się w Bibliotece Narodowej w Warszawie. Pozostałe możemy podziwiać w Słowenii i Rosji. W czasie II Wojny Światowej został wywieziony przez hitlerowców. Odnalazł się lata później w USA. Do kraju wrócił na pokładzie statku ”Batory”. Traktowano go niczym relikwie świętego. Dziesięć lat temu Kodeks Supraski wpisano na listę ”Pamięci Świata” UNESCO.

Partnerzy portalu:

Kajakiem przekroczymy granicę Polski

Kajakiem przekroczymy granicę Polski

Wycieczki kajakowe łączą przyjemne z pożytecznym. Idealne warunki do uprawiania takiej formy turystyki znajdziemy na Suwalszczyźnie. Drogą wodną możemy również przekroczyć granicę kraju w Rudawce. Aby bez problemu dostać się na Białoruś należy zabrać paszport, wizę oraz ubezpieczenie. Należy również zgłosić zamiar przekroczenia granicy trochę wcześniej. Formalności załatwia się w konsulacie Republiki Białoruskiej w Białymstoku.

 

Co roku z wodnej odprawy korzysta kilkaset turystów. Może to dziwić, ale do oddziału straży granicznej zgłaszają się częściej osoby indywidualne. Organizatorzy wycieczek rzadko zgłaszają zbiorowe przekroczenie granicy. Na Białoruś dostaniemy się dzięki Kanałowi Augustowskiemu, który sięga 19 km poza nasze terytorium.  Granica znajduje się zaś na śluzie Kurzyniec.

Partnerzy portalu:

W Ciechanowcu zatrzymał się czas

W Ciechanowcu zatrzymał się czas

Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, leżącego na granic Podlasia i Mazowsza, zebrało od lat 60-tych ponad 28 tys. eksponatów. Możemy je podziwiać w ramach kilkudziesięciu stałych ekspozycji. Jako że mieści się przy zespole pałacowo-parkowym rodziny Starzeńskich, całość jest niezwykle zadbana. Od zbiorów może zakręcić się w głowie. Dawne maszyny rolnicze, wyroby rzemiosła czy obrazy religijne to tylko ułamek z bogatej kolekcji.

 

Największe wrażenie robią drewniane chaty i zabudowania gospodarcze z XVIII w. Większość z nich pokryta jest strzechą. Część pełni nawet funkcję domków gościnnych dla przyjezdnych. Budynki otaczają różnego typu plecione płoty, a także zadbane ogródki. Między zagrodami utrzymanymi w dawnym stylu przechadzają się zwierzęta, jak kozy czy gęsie, co tylko nadaje uroku. Na szczególną uwagę zasługuje ogród roślin. Każda z nich została opatrzona tabliczką informacyjną. Warto wspomnieć, iż cały zbiór gatunków może posłużyć do celów medycznych.

 

Rozwój placówki trwał przez lata i w tej materii nic się nie zmieniło. Obecnie istnieją dwie filie Muzeum. W każdej z nich podziwiać drewniane wiatraki. Na terenie skansenu odbywają się imprezy o cyklicznym charakterze. Do najważniejszych należą Święto Chleba i Konkurs Gry Na Instrumentach Ludowych Pasterskich.

Partnerzy portalu:

Policja dzieli lokal z biblioteką

Policja dzieli lokal z biblioteką

Pierwszy drewniany dwór w Jedwabnem (powiat łomżyński) powstał w połowie XVIII w. Nikt jednak nie wie, jak wyglądał i przez kogo został wybudowany. Można tylko domniemywać. Obecny dwór, choć nieco zmieniony, powstał dzięki sekretarzowi Stanisława Augusta Poniatowskiego, Stanisławowi Rembielińskiemu. Warto wspomnieć, iż był to pierwszy murowany budynek w mieście.

 

Pierwsza przebudowa nastąpiła po śmierci Rembielińskiego i trwała blisko 50 lat. Dwór został otoczony przez duży park, który rozciągał się od zabudowań gospodarczych aż do stawu. Biegła przez niego główna aleja, a po jej obu stronach powstał ogród ozdobny. Graniczył on z sadem przechodzącym następnie w łąki.

 

W okresie I Wojny Światowej przez Jedwabne przebiegała linia frontu. Dwór ucierpiał tak bardzo, że ówcześni właściciele pozbyli się majątku. Ich następcy, chcąc zdobyć środki na odbudowę, dokonali podziału ziemi. Areał zmniejszał się coraz bardziej. Bez dobrych gospodarzy dwór i jego okolice popadły w ruinę. Sady zostały wycięte, a park zlikwidowano. Wkrótce zabudowania całkowicie się rozpadły. W latach 50 – tych doprowadzono do remontu. Wnętrza zmieniły się całkowicie, lecz jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, przywrócono dworek niemal do pierwotnej wersji. Obecnie w dworku swoją siedzibę ma policja, dom kultury i biblioteka.

Partnerzy portalu:

Wieśniacy pomogli dokonać zemsty

Wieśniacy pomogli dokonać zemsty

Nieopodal Łomży odnajdziemy niewielkie wzniesienie nazywane Górą Zamkową. Dawne zamczysko było niegdyś własnością królowej Bony. Chociaż dla większości z nas, postać ta kojarzy się raczej pozytywnie, opowieści nie raz wspominają o jej ciemnej stronie. 

 

Syn królowej Bony zakochał się w ubogiej dziewczynie. Królowej nie było to na rękę. Nie chciała nawet słyszeć o ślubie z sierotą. Podjęła więc szybkie działania. Dziewczyna została porwana ze swej skromnej chaty i stracona. Syna natomiast postanowiła okaleczyć a następnie wygnać. Przywiązano go nogami do dzikiego konia, który pomknął w stronę lasu. Młody książę przeżył. Koń zawlókł księcia do jednej z okolicznych wiosek.

 

Miejscowi bez chwili zastanowienia postanowili pomóc. Odwiązali księcia i przystąpili do leczenia. Ten padał z głodu. Nakarmili więc go najlepszą rzeczą jaką mieli. Była to marchew. Minęło wiele dni zanim chłopak doszedł do siebie. Gdy już czuł się wystarczająco dobrze wpadł na pomysł odbicia zamku. O pomoc poprosił swych wybawców. Akcja okazała się udana. Królowa została przepędzona z hukiem. Zemsta smakowała więc dobrze. Na cześć warzywa, którym chłopi nakarmili księcia ich osadę nazwano Marchwinami.

Partnerzy portalu:

Mężczyzna nie chciał słyszeć o dziecku. Zamurował żywcem ukochaną.

Mężczyzna nie chciał słyszeć o dziecku. Zamurował żywcem ukochaną.

Początek II Wojny Światowej. Rosjanie wzdłuż rzeki Biebrza tworzą umocnienia. Pośród cierpień wielu niewinnych ludzi narodziła się miłość. Gruziński konstruktor  Olek zakochał się bez pamięci w miejscowej dziewczynie o imieniu Maria. W obawie o przyszłość zgromadzili oszczędności, ukrywając je w bunkrze. Młodzi nie chcieli czekać. Szybko wzięli ślub i przygotowywali się do ucieczki za granicę.  Plany zniweczyli Niemcy.

 

Młody inżynier zaginął w czasie walk. Ukochana starała się ze wszystkich sił go odszukać. Ślad doprowadził ją aż do łagru w Grodnie. Tam przekupiła strażnika aby choć na chwilę porozmawiać z mężem. Na miejscu oznajmiła, że spodziewa się dziecka. Wtedy usta mężczyzny wypełniły się krwią. Kula przeszyła jego głowę na wylot. Wydarzenie doprowadziło dziewczynę do załamania. Chciała popełnić samobójstwo. Nie mogła liczyć na rodzinę. Gdy myślała, że zostanie sama, zainteresował się nią jej dawny znajomy, zwany Kulawcem. Mimo że zakochał się w Marii, do dziecka czuł tylko nienawiść.  

 

Kilka dni przed porodem zamurował dziewczynę w bunkrze. Przez mały otwór codziennie dostarczał jej jedzenie. Nakazał też zabić dziecko gdy te tylko przyjdzie na świat. Maria nie miała sumienia tak postąpić. Gdy Kulawcem rankiem usłyszał płacz niemowlaka, wpadł w furię. Odmurował otwór i…no właśnie. Nikt dokładnie nie wie, co się wydarzyło dalej. Jedni twierdzą, że zabił Marię i dziecko. Drudzy są przekonani, że ocalił ich w zamian za ukryte wcześniej skarby. Na biebrzańskich bagnach nieraz jednak widywano kobietę pogrążoną w obłędzie. Tam też znaleziono jej martwe ciało. Wiele osób widziało białą sowę wlatującą do bunkra, gdzie niegdyś zamurowano Marię. Nad Biebrzą wierzy się, że dusze dziewczyn zmarłych z miłości zmieniają się w śnieżnego ptaka.

 

Partnerzy portalu:

Młodzi bawią się na polanie od lat

Młodzi bawią się na polanie od lat

Fani muzyki alternatywnej nie mogą przejść obojętnie wokół tego wydarzenia. Basowiszcza, czyli Festiwal Młodej Białorusi, przyciągają gości z całego kraju i zagranicy. Miejscem imprezy tradycyjnie jest polana Boryk nieopodal Gródka w powiecie białostockim. Kto bawił się tam raz, wróci na pewno za rok. Wyjątkowa atmosfera wciągnęła już wielu. Pierwsza edycja miała miejsce w 1990 r. 

 

Na scenie prezentują się głównie białoruskie zespoły rockowe, przez co festiwal stanowi istotne wydarzenie dla tej mniejszości narodowej. Pierwszy dzień imprezy zaczyna się zazwyczaj konkursem młodych kapel, który zawsze wyłoni nową gwiazdę. Wcześniej zostały one wyselekcjonowane przez odpowiednie jury. Na deser zostaje koncert czołowych zespołów specjalizujących się w srogich riffach i genialnych solówkach na gitarze. Do tej pory na Festiwalu zagrał chociażby Kult czy Pidżama Porno. Basowiszcza to jednak nie tylko doznania muzyczne. Organizatorzy przewidują liczne konkursy, naukę podstaw języka białoruskiego czy warsztaty kulinarne. 

Partnerzy portalu:

Janusz z Suwałk zostawił wiadomość

Janusz z Suwałk zostawił wiadomość

Polacy od lat wyjeżdżają za granicę za chlebem. Częstym kierunkiem emigracji są Niemcy, a głównym zajęciem prace budowlane. Kilka dni temu jeden z robotników odnalazł ślady po polskich pracownikach sprzed 35 lat. W ścianie przeznaczonej do wyburzenia ukryta była bowiem buteleczka.

W środku znajdowała się krótka wiadomość spisana na karteczce. Widniała na niej data 14 stycznia 1982 r. Dowiadujemy się też, że dwaj budowlańcy – Janusz z Suwałk i Krzysztof z Kielc, kładli tam tynki przed swoją podróżą do Australii. Ciekawe czy udało im się dotrzeć na miejsce. Być może i tam oddawali się pracom przy wykończeniówce. Obecnie trwają poszukiwania nadawców. Życzymy powodzenia!

Partnerzy portalu:

Na Podlasiu nikogo nie dziwią. Krzyże szokują przyjezdnych.

Na Podlasiu nikogo nie dziwią. Krzyże szokują przyjezdnych.

O tym że Podlasie jest wyjątkowe nie trzeba nikogo przekonywać. W krajobrazie wsi i małych miasteczek jest jednak coś czego próżno szukać w innych miejscach Polski. Mowa to o przydrożnych krzyżach i kapliczkach. Modlitwy nabierają tam materialnego charakteru.

 

Większość krzyży pochodzi jeszcze z czasów zaborów. Na przełomie XIX i XX w. doszło bowiem do wzrostu aktywności ruchów narodowych i religijnych. W ten sposób starano się również zapomnieć o ciemiężycielu. Liczba krzyży na mieszkańcach Podlasia nie robi szczególnego wrażenia. Traktują je jako coś zupełnie naturalnego. Przyjezdni jednak mogą być nieco zszokowani. Przy wjeździe do wsi – krzyż, na wyjeździe – to samo! Czasem zdarzają się podwójne krzyże. Jeden z nich postawili wyznawcy prawosławia, drugi zaś katolicy.

 

Przydrożny krzyż odgrywał wśród mieszkańców wsi szczególną rolę. Nie każdy miał szansę dojechać do kościoła, dlatego często stanowił imitację świątyni. Przy nim dziękowano za otrzymane łaski, jak i proszono o zakończenie klęsk żywiołowych. Niejednokrotnie stawiano je też właśnie dla ochrony miejscowości przed zarazą. Do dziś przetrwały liczne zwyczaje, jak zdejmowanie czapki, czy zwykłe przeżegnanie się na widok wbitych w ziemię belek. Kondukt pogrzebowy zatrzymuje się zaś z odkrytą trumną przy najbliższym krzyżu. W ten sposób zmarły może pożegnać się ze swoim sąsiedztwem.

Partnerzy portalu:

Łzy wędrowca przerwały klątwę

Łzy wędrowca przerwały klątwę

Na dawnych ziemiach Suwalszczyzny, pośród gęstej puszczy,  istniało osiedle myśliwych. Mieszkali oni w szałasach, żywiąc się tym, co zdołali upolować. Nad jedną z rodzin osady wisiała straszliwa klątwa. Z pokolenia na pokolenie była przekazywana na najstarszego syna. Młodzieniec pogodzony z losem czekał na dzień śmierci. Cierpiąc na nieznaną dolegliwość nie mógł ani chwili cieszyć się promieniami słońca.

 

W osadzie pewnego lata pojawił się starzec, którego wiedza wykraczała poza ludzki rozum. Gdy zobaczył chłopaka ogarnął go żal. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy, tworząc to coraz większe zagłębienie w ziemi. Pustelnik nakazał młodzieńcowi napić się wody ze Zdroju Przyszłości. Ten jednak nie miał pojęcia gdzie ono się znajduje. Starzec powiedział, że wskaże mu je własne serce.

 

Następnego ranka chłopak dostrzegł strumień pod swoją chatą. Bił od niego cudowny blask. To właśnie łzy pustelnika stworzyły źródełko. Młodzieniec nie zwlekając wziął jeden łyk. Wszystkie dolegliwości ustały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przy źródełku wykopano studnię, przez co osadę nazwano Studzieniczną.

Partnerzy portalu:

Narew ukrywa cenny skarb

Narew ukrywa cenny skarb

Niecały kilometr od tzw. Starej Łomży, na rzece Narew znajduje się wyspa, tak zwana Kępa. Według przekazów rozegrała się tam w XVII w. wielka potyczka ze Szwedami. Polacy, chcąc przechylić szalę zwycięstwa na swą stronę, urządzili na nich zasadzkę. Podpiłowali most.

 

Gdy tylko wojska nieprzyjaciół wkroczyły na niego, most runął z hukiem. Krzyk rozprzestrzenił się na dziesiątki kilometrów. Jeden po drugim wpadali bezwładnie w objęcia rzeki. Narew i jej brzegi pełne były martwych Szwedów. Polacy odnieśli sukces. W miejscu przeprawy z ciał poległych powstała wyspa. Rybacy twierdzą, że na dnie rzeki nadal można znaleźć liczne monety i kamienne kule. Raz za razem woda wyrzuca kości poległych.

 

 

Partnerzy portalu:

Nad miastem przeleciał tajemniczy obiekt

Nad miastem przeleciał tajemniczy obiekt

W Sokółce na Podlasiu dochodzi do tajemniczych zjawisk. Chyba nie ma nikogo, kto nie słyszałby o przemienieniu hostii w ludzkie serce. Mało jednak wie o tym, że nad miastem kilkanaście lat temu przeleciał niezidentyfikowany obiekt. Czyżby to sprawka Białorusinów? 

 

Dochodziło do północy. Świadek, leżąc w łóżku, na chwilę doznał paraliżu. Gdy niedowład ustąpił, udał się do okna. Odsłonił zasłony. Ku wielkiemu zdziwieniu zauważył jasne światło przypominające gwiazdę. To nie były złudzenia. Obiekt widzieli również inni domownicy. Ten poruszał się chaotycznie. Przybliżał się i oddalał. Jego zachowanie nie przypominało żadnego samolotu czy innej konstrukcji. Rodzina postanowiła przypatrzeć się zjawisku z bliska. Wyszli na zewnątrz. Jako że obiekt zaczął się oddalać, zaczął się pościg.

 

Jadąc samochodem dostrzegli, że na trasie przelotu tajemniczego pojazdu gasną wszystkie światła. Mimo nocnego chłodu, temperatura otoczenia była zaskakująco wysoka. Obiekt zatrzymał się nad łąką. Zniżył swój lot do kilkunastu metrów. Kształtem przypominał autobus. Miał 10 m. długości i ok. 3 m. wysokości. Wydawał też dźwięk przypominający buczenie. Od spodu wydawał się posiadać konstrukcję przypominającą poduszkowca. Reszta była w metalicznym charakterze.

 

Pojazd wykonał kilka nagłych obrotów po czym odleciał z nietypową trajektorią. Próba uchwycenia go w obiektywie aparatu w komórce skończyła się niepowodzeniem. Obiekt był widziany tej nocy przez wiele osób. Niestety zjawisko ze względu na brak specjalistów w okolicy nie mogło być zbadane. Możemy domniemywać, iż mógł być to tajny wojskowy pojazd.

Partnerzy portalu:

Niemcy zmienili zabytek w bunkier

Niemcy zmienili zabytek w bunkier

Pałacyk zlokalizowany na białostockich Dojlidach, powstał w latach 60-tych XIX w samym środku folwarku. Wybudował go senator Alekander Kruzensztern. Jego okazały taras umożliwiał podziwianie największego z sąsiadujących stawów. Budynek stylizowano na neorenesansową wille włoską, choć posiadał również wstawki klasycystyczne. Największe wrażenie robi skierowana ku północy fasada.

 

Do dziś nie wiadomo nic o wystroju pałacowych komnat. Nie zachowały się żadne fotografie i rysunki. Jako że gościły samego cara Mikołaja II musiały opływać w luksusy. W czasie wizyty właścicielką pałacu była hrabina Zofia Rudigerowa. Największy rozkwit obiektu nastąpił dzięki staraniom Jerzego Lubomirskiego. Rozbudował on okoliczny browar, przez co stał się głównym zakładem w regionie. Lubomirski znacznie rozbudował okalający pałac park, zajął się też stawami, które dawały 50 tys. kilogramów ryb rocznie.

 

Okres prosperity skończyła II Wojna Światowa. Wpierw Rosjanie zniszczyli wnętrza, zaś Niemcy rozebrali wschodnie skrzydło na rzecz budowy bunkra. Szef niemieckiej administracji nie spędził  w nim zbyt wiele czasu. Dowiedziawszy się o planowanym zamachu wytrzymał w pałacu tylko jedną noc. Po zakończeniu wojny pałac został przekazany szkole rolniczej, a następnie prywatnej uczelni, która doprowadziła do remontu generalnego, przywracając obiektowi dawny blask.

 

 

 

 

 

 

Partnerzy portalu:

Nawet dzieci mogą spróbować swych sił

Nawet dzieci mogą spróbować swych sił

Do najczęstszych rozrywek wybieranych przez turystów przebywających w Augustowie i okolicach, należą zdecydowanie spływy kajakowe. Co najważniejsze,  każdy ma wpływ na wybór trasy i jej długość. Dzięki temu w takich wyprawach uczestniczą również dzieci. Spływy mogą być zarówno jednodniowe, jak i trwać przez prawie cały tydzień. Wówczas to po drodze zapewnione są inne atrakcje, uwieńczane nocowaniem nad brzegiem jezior. Trasy wiodą przez malownicze tereny Puszczy Augustowskiej – bagna i łąki.

 

Spotkamy na swej drodze różnego rodzaju ptactwo i rzadkie rośliny. Najczęściej wybiera się spływy po Czarnej Hańczy, jeziorze Sajno, Rospudzie i Netcie. Niezwykle ciekawa jest trasa biegnąca przez Dolinę Rospudy. Miejscami możemy mieć wrażenie, że jest to rzeka górska. Kamieniste dno, szybki nurt i powalone drzewa – to jej cechy charakterystyczne. Cała podróż może trwać nawet do pięciu dni, a jej łączna długość liczy łącznie około 105 km.

Partnerzy portalu:

Turyści nie wejdą do świątyni

Turyści nie wejdą do świątyni

Na terenie Bielska Podlaskiego odnajdziemy liczne budowle sakralne. Jedną z ciekawszych jest bez wątpienia drewniana cerkiew św. Michała Archanioła. Działkę pod jej budowę podarował sam król Zygmunt I Stary, lecz sama cerkiew powstała za pieniądze wiernych. Większa część konstrukcji pochodzi z końca XVIII w. Niektóre fragmenty, w tym też dzwonnicę dobudowano znacznie później.

 

Świątynia posiada oprócz głównej wieży, jeszcze trzy mniejsze. Ciekawostką jest fakt, że ikony zdobią cerkiew zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.Ponad wejściem do świątyni zauważymy ikonę jej patrona – św. Michała Archanioła. Na tyłach cerkwi ulokowano baptysterium, a tuż przy niej dom parafialny.Wnętrze obiektu nie jest dostępne dla turystów.

Partnerzy portalu:

Odstraszały wroga. Nikt nie zdołał ich zdobyć.

Odstraszały wroga. Nikt nie zdołał ich zdobyć.

Dużą atrakcją dla fanów historii i militariów jest Twierdza Osowiec, nazywana również polskim ”Verdun”. Odnajdziemy ją kilkadziesiąt kilometrów na północ od Białegostoku, w powiecie monieckim. W 1988 r. wpisano ją do rejestru zabytków. Niegdyś stanowiła istotny element umocnień imperium rosyjskiego, doskonale wykorzystując walory obronne bagien biebrzańskich. Budowę twierdzy zaczęto w 1882 r. by zakończyć 10 lat później. Towarzyszył jej rozkwit gospodarczy regionu.

 

Wzrósł transport kolejowy i rozwinął się handel. Do wybuchu I wojny światowej prowadzono prace modernizacyjne, które skupiały się na wzmacnianiu ceglanych budowli dolewkami betonu. W sumie stworzono cztery forty – Centralny, Zarzeczny, Szwedzki i Nowy. Umocnienia zdały swój egzamin celująco. Żołnierze opuścili twierdzę dopiero ze względu na niekorzystną sytuację na froncie. W czasie II Wojny Światowej, sam fakt jej istnienia odstraszył wroga, do czego przyczyniły się również zapory przeciwczołgowe.

 

Na terenie tego pierwszego fortu, dzięki Osowieckiemu Towarzystwu Fortyfikacyjnemu, utworzono Muzeum Twierdzy Osowiec. Oddano również do zwiedzania trasę historyczno – przyrodniczą. W podziemiach budowli wojskowych znajduje się jedno z największych zimowych nietoperzy w Polsce. Ze schronami wiążą się liczne legendy. Oprócz czarnej damy mamy tu też tunel śmierci, gdzie pokutuje duch rosyjskiego oficera.

Partnerzy portalu:

Noblistka odpoczywała na Podlasiu

Noblistka odpoczywała na Podlasiu

Giełczyn to niewielka wieś w powiecie łomżyńskim. Jak w większości małych miejscowości na Podlasiu, jej centrum stanowi świątynia. Kościół, choć nieczynny jest perełką architektury sakralnej. Przed laty w kościele widywano młodą Marię Skłodowską, uczęszczającą wówczas jeszcze do gimnazjum.

 

W 1884 r. przebywała razem z siostrą Heleną  w domu zamożnego Francuza Ludwika de Fleury – nauczyciela syna hrabiego Potockiego. Jego żona była zaś dawną uczennicą matki dziewczyn. Stąd też wcześniejsza znajomość.

 

Przyszła noblistka przywożona była powozem na mszę z pobliskiego dworku w Kępie Giełczyńskiej. Z pamiętnika Heleny można dowiedzieć się, że to było wyjątkowo szalone lato. Ponoć robiły to, co nie przystoi córkom tak poważnego ojca. Dziewczyny zachwycone pięknem okolicznej przyrody przez długie lata wspominały wyjazd.

Partnerzy portalu:

Te zwierzęta na Podlasiu zwiastują śmierć

Te zwierzęta na Podlasiu zwiastują śmierć

Wschodnie regiony Polski pełne są mistycyzmu. Liczne przesądy i zabobony niegdyś stanowiły nieodłączny element codzienności. Na Podlasiu wierzy się, że niektóre zwierzęta mogą przewidzieć śmierć. Najczęstszym zwiastunem jest wycie psa. Wydaje się, że to nic szczególnego. Psy bowiem wyją w innych sytuacjach. Gdy jednak ktoś z rodziny przebywa choćby w szpitalu, a pysk wyjącego psa skierowany jest ku ziemi, trzeba być przygotowanym na najgorsze.Rzadziej praktykowana wróżba wiąże się z koniem. Jeśli kopał on pod domem gdzie leżał chory, wkrótce zawita tam śmierć. Dawniej uważano również, iż jeśli konie wiozące księdza, obejrzą się za siebie, lub będą spocone, to kostucha czyha w pobliżu. 

Ciekawym zwiastunem śmierci są krety, a właściwie ich kopce pod domem. Zwierzęta miały w ten sposób wyprowadzać duszę z gospodarstwa. Na wsiach panowało również przekonanie, iż nieszczęście przynosi piejąca kura. Dlatego też praktykowano tzw. przemierzanie. Polegało ona na mierzeniu kurą domostwa. Wygląda to dosyć absurdalnie trzeba przyznać. Gdy na progu wypadła głowa, ptaka należało zabić, jeśli zaś ogon, trzeba było go odciąć. Miało to ochronić domownika od szponów śmierci. Ludzie obawiali się ponadto sowy, a dokładnie jej złowieszczego odgłosu ”pódź, pódź”. Jeśli taki dźwięk unosił się w powietrzu, nie było już ratunku.

Partnerzy portalu:

Król zgubił się w lesie. Pomógł mu pszczelarz.

Król zgubił się w lesie. Pomógł mu pszczelarz.

Królewski fach

W XVI w. granice Rzeczypospolitej sięgały daleko na zachód. Większość obszaru pokrywały gęste lasy z dziką zwierzyną. Możni traktowali polowania  głównie jako rozrywkę. Młodszym pozwalały też udowodnić swoje męstwo. Na jedną z takich wypraw do puszczy wyruszył król Zygmunt August z dynastii Jagiellonów. Towarzyszyła mu świta i lokalna szlachta. Król niejednokrotnie już odwiedzał obfitujące w jelenie tereny łowieckie. W jego pamięci zapadła też dziewczyna o imieniu Netta, która w czasie jednej eskapady uratowała mu życie. Ten jednak nie zraził się i nadal gustował w polowaniach.

Domek w głębi lasu

Nowa przygoda rozpoczęła się od nieudanego strzału. Ostrze nie zatopiło się wystarczająco głęboko w korpus jelenia. Zranione przez króla zwierzę uciekło w popłochu w głąb lasu. Król rozpoczął pogoń. Bicie jego serca było równie szybkie jak galop. Reszta kompanów została zaś daleko z tyłu. Wysiłek i determinacja łowcy został nagrodzony. Zwierzę padło, lecz Zygmunt August nie potrafił odnaleźć drogi powrotnej. Las wydawał się nie mieć końca. Przez wiele godzin włóczył się pośród gęstwin. Jego jedynym towarzyszem była zaś cisza. Gdy już opadał z sił natknął się na drewnianą chatkę.

 

W progu przywitał go młody mężczyzna z żoną i trojgiem dzieci. Ten nie miał pojęcia kim jest jego niespodziewany gość. Król zaproponował wymianę. Jeleń za ciepłe danie.  Między mężczyznami nawiązała się szczera rozmowa. Gospodarz okazał się bartnikiem, który chcąc wyżywić rodzinę, musiał opuszczać dom na wiele tygodni. Zygmunt przejął się opowieścią, nie pozostając obojętnym. Obiecał pomoc. Następnego dnia bartnik wskazał królowi właściwą drogę. Tuż po jego wyjściu pod chatką pojawiła się cała świta. Na twarzy mężczyzny zagościł szok i niedowierzanie.

Obietnica

Minął dłuższy czas od królewskiej wizyty. Bartnik nadal był zmuszony do dalekich wypraw. Obietnica króla odeszła w niepamięć. Jeden z powrotów okazał się być najszczęśliwszym dniem w życiu mężczyzny. Wokół chatki pracowała setka ludzi. Na krześle w środku domu siedział zaś król. Bartnik z łzami w oczach padł na kolana. Władca kazał mu jednak wstać i oznajmił mu, że wybuduje tu miasto, a nazywać się będzie Augustowem. Tym samym bartnik znajdzie kupców pośród nowych mieszkańców.

 

Partnerzy portalu:

Był wizytówką miasta. Legł w gruzach.

Był wizytówką miasta. Legł w gruzach.

Po upadku powstania listopadowego w Białymstoku nastąpił rozwój przemysłu. Między Królestwem Polski a Rosją wprowadzono granicę celną, powstała też kolej na linii Warszawa – Petersburg. Prym wiodło włókiennictwo dzięki czemu miasto określono jako ”Manchester Północy”. Doskonałe warunki handlowe zauważyli biznesmeni rosyjscy i francuscy. Postanowiono wybudować hotel dla kupców. Carl Ritz wyraził zgodę na firmowanie obiektu swoim nazwiskiem. Miał być to jego piąty obiekt w Europie.

Trzypiętrowy budynek powstał tuż przy Pałacu Branickich. Szybko stał się wizytówką miasta zyskując miano najbardziej eleganckiego hotelu. Przejście obrotowych drzwi dawało dostęp do świata luksusu. Jako pierwszy w mieście posiadał windę. Marmurowa podłoga i schody robiły wrażenie na gościach, których większość stanowili oficerowie i właściciele fabryk. Hotel gościł w swych progach liczne sławy i wybitne osobistości, jak choćby Polę Negri czy Hankę Ordonównę. Nie każdego oczywiście było stać na pobyt. Bez  smokingu nikt z panów nie mógł przekroczyć progu.

Na parterze umieszczono bank, zakład fryzjerski i restaurację, która serwowała wykwintne dania. Powstały jednak o niej liczne humorystyczne opowieści. Jeden kotlet, który gość uznał za nieświeży został przewieziony na policję w celu przeprowadzenia badań i analizy. W ofercie hotelu znajdowało się ponad 50 ekskluzywnych pokoi. Co jakiś czas odbywały się w nim pokazy paryskiej mody. Wkrótce zaczęło funkcjonować kino ”Gryf”, którego nazwa nawiązywała do bramy wjazdowej Pałacu Branickich. Hotel zniszczyli w 1944 r. wycofujący się Niemcy. Odbudowa miasta nie uwzględniała hotelu więc postanowiono całkowicie go wyburzyć.

Partnerzy portalu:

Lwy wykopały mu grób. Świętego czczą głównie na Podlasiu.

Lwy wykopały mu grób. Świętego czczą głównie na Podlasiu.

Święty Onufry czczony był głównie w nadbużańskich podlaskich miejscowościach przez wyznawców kościołów wschodnich, prawosławia i grekokatolicyzmu. Tradycja przedstawia go jako starca z długą brodą, która stanowi często jego jedyne odzienie. Jaki syn perskiego króla, wyrzekł się bogactw i został mnichem. Przez ponad 60 lat mieszkał potem samotnie na pustyni. Tam też umarł, a grób wykopały mu dwa lwy.

Kult rozpoczął się za sprawą cudu. Święty ukazał się rybakom w czasie połowu mówiąc: ”W tym miejscu będą sławić moje imię”. Kilka chwil później z nurtem rzeki Bug przypłynęła ikona. Wieść szybko się rozeszła po okolicy. Nad rzekę przybywały liczne procesje. Kilka mężczyzn musiało pełnić straż nad ikoną aby ta w żaden sposób nie uległa uszkodzeniu. Cała postać świętego jest troszkę przyciemniona. Św. Onufry przyjmuje w niej pozycję siedzącą, a jego broda wydaje się być spleciona w warkocz. Cała postać otoczona jest przez poświatę.

W miejscowości Drelowo odnajdziemy świątynię pod jego wezwaniem, gdzie 12 czerwca odbywają się huczne uroczystości. Z kolei obrazy przedstawiające udzielanie komunii przez anioła umieszczono w kościele w Leśnej Podlaskiej. Św. Onufry pomaga szczególnie tym, którzy nie mogą doczekać się potomstwa lub mają trudności z wyborem drugiej połówki.

Partnerzy portalu:

Turcy wywieźli z Bialegostoku złoto i zwierzęta

Turcy wywieźli z Bialegostoku złoto i zwierzęta

W polskiej telewizji ostatnimi czasy modne są tureckie seriale. Jedne z nich rozgrywają się w czasach współczesnych, drugie setki lat wstecz. Te ostatnie całkiem dobrze oddają realia polityki sprzed kilkuset lat. Posłowie tureccy odwiedzili niegdyś Białystok. Istniał wówczas zwyczaj, że przed wizytą u króla, wpierw przyjeżdżali do hetmana wielkiego koronnego.  To on musiał ponieść wszelkie koszty utrzymania delegacji a były one olbrzymie. Nieraz trwały one całe miesiące, lecz hetman Branicki miał na tyle szczęścia, że Turcy przebywali w Białymstoku 17 dni.

Przedłużanie odwiedzin było na rękę Turkom. Kto bowiem nie lubi pławić się w luksusie? Wizyta posłów, którzy przybyli do Białegostoku po blisko 50-cio dniowej podróży, odbiła się szerokim echem. Większość wydatków związana była z drogimi podarunkami. Posłowie otrzymywali złoto, srebro, tkaniny, broń a nawet psy rasy brytan, niezwykle cenione w Turcji. Hetman przygotował ponad 12 zwierząt. Sułtan z pewnością się ucieszył. Wydatki jakie musiał ponieść hetman w części zostały zwrócone przez Skarb Państwa.

Partnerzy portalu:

Ksiądz postawił na swoim

Ksiądz postawił na swoim

Kościół św. Rocha to jedna z wizytówek miasta. Zanim przystąpiono do budowy odbył się nietypowy konkurs architektoniczny. Warunkiem zgłoszenia się było stworzenie projektu świątyni mieszczącej do 3 tys.osób.  Chętni nie mieli zbyt dużo czasu, gdyż tylko pół roku. Nadesłano ponad 75 prac. Wszystkie z nich pokazano na specjalnej wystawie zorganizowanej w Pałacu Branickich. Organizatorzy zapomnieli wcześniej wystawić ogłoszenie o tym wydarzeniu, co odkręcono dopiero po kilku dniach.

 

Choć ogłoszenie zwycięzcy miało być formalnością, tak się nie stało. Organizator akcji, proboszcz Adam Abramowicz już wcześniej dogadał się z autorem i inwestorem. Jury ku jego zdziwieniu wybrało inne prace. Odwiedzającym wystawę z kolei spodobały się bardziej ekstrawaganckie propozycje.

 

Jakież musiało być zdziwienie zwycięskiego zespołu architektów, gdy przyjechawszy na miejsce, dowiedzieli się, że z ich planów nici. Ksiądz postawił na swoim. Dlaczego więc odbył się konkurs? Wszystko jest owiane tajemnicą. Wiadomo jednak, że większość projektów w ogóle nie przypominała budowli sakralnych. Proboszcz A. Abramowicz określił je jako ”dziwolągi w sztuce kościelnej”.

Partnerzy portalu:

Ten las miejscowi omijają szerokim łukiem

Ten las miejscowi omijają szerokim łukiem

Powiat białostocki. Okolice Płonki Kościelnej. Mały las nazywany przez mieszkańców Sękowce od lat skrywa swoje tajemnice. Niedaleko od niego odnajdziemy Sanktuarium Matki Bożej Podlasia. Przepływa tam też rzeka Narew. Spacerowicze bez trudu dotrą też do kładki w Waniewie.

 

Przy lesie przed laty powstał szlachecki zaścianek. Nawiedziła go zaraza, którą przetrwała tylko jedna rodzina. Morowe powietrze miało być bożą karę za zasypanie źródełka. Inne wsie wyszły bowiem bez szwanku. Chorzy, wiedząc jaki los ich czeka, wykopali podłużny rów. Siadali przy nim, a gdy nadszedł ich kres bezwładnie staczali się do środka. Wieś wyludniła się. Po latach rozpoczęły się powroty krewnych, którzy postanowili upamiętnić tamte wydarzenia. Zaplanowano budowę kościoła na skraju lasu. Fundamenty jednak zapadły się pod ziemię a wokół lasu spadł ziemie. Uznano to za znak. Mieszkańcy wspomogli budowę innej świątyni.

 

W lesie dzieją się naprawdę niepokojące rzeczy. Wielu na polnej drodze widziało konia, który znikał niczym mgła. Wieczorami można spotkać złotą karetę z białymi końmi. Woźnicy jednak próżno szukać. Najbardziej znana jest historia o Żydzie, który niegdyś skupywał zwierzęta. Pewnego dnia zauważył on czarnego barana. Zapakował go na wóz, lecz koń nie dał rady odjechać. Zdziwiony mężczyzna udał się do wioski. Gdy wrócił jego pojazd wisiał na drzewie, a po zwierzętach nie było śladu. 

 

 

Partnerzy portalu:

Ludzie z balkonu odbierali nadzieję

Ludzie z balkonu odbierali nadzieję

Balkon Pałacu Branickich w Białymstoku przez niektórych określany jest jako symbol przekazywania niekorzystnych informacji. Wszystko zaczęło się w 1920 r. Tymczasowy Komitet Rewolucyjny ogłosił powstanie Socjalistycznej Republiki Rad. Robotnicy zostali wezwani do ostatecznej rozprawy z kapitalistami. Zgromadzeni na dziedzińcu Białostoczanie byli zszokowani. Wolność znów została odebrana.

Na szczęście rządy bolszewików trwały niecałe trzy tygodnie. Tablica informująca o dawnej siedzibie TKR wylądowała w podziemiach, choć przez długi czas była umieszczona na froncie obiektu. Koszmar powrócił jednak 20 lat później. Dowódca Armii Czerwonej ogłosił włączenie Białegostoku do Zachodniej Białorusi. Po II Wojnie Światowej Pałac stał się siedzibą uczelni medycznej. Tak zostało do dzisiaj.

Partnerzy portalu:

Puszczę przeniesiono pod dach

Puszczę przeniesiono pod dach

Najstarszym muzeum w województwie podlaskim jest Muzeum Przyrodniczo-Leśne w Białowieży. Prezentacja zbiorów opiera się on na nowoczesnych technologiach i w niczym nie przypomina kojarzącego się ze słowem muzeum zwiedzania wystaw w gablotach za szkłem. Na wystawach podziwiać można fragmenty ekosystemu Puszczy Białowieskiej oraz pełne sceny z życia zwierząt, np. żery wilków. W muzeum zobaczymy również fazy rozkładu drewna i inne procesy ekologiczne.

 

Twórcy wystaw zadbali o pełną oprawę dźwiękową i świetlną ekspozycji, dlatego zwiedzając poszczególne wystawy towarzyszą nam odgłosy zwierząt, śpiewy ptaków i inne dźwięki puszczy. Ponadto, przygotowane makiety są otoczone wielkoformatowymi fotografiami. Wszystko to sprawia, że zwiedzający muzeum mogą poczuć się niemal jak w puszczy. Wystawom przyrodniczym towarzyszy również ekspozycja kulturowa ukazująca sposoby użytkowania puszczy na przestrzeni dziejów.

 

Po Muzeum Przyrodniczo-Leśnym w Białowieży oprowadza przewodnik, jednak innowacyjny charakter muzeum pozwala na pozyskiwanie dodatkowych informacji na temat puszczy w zainstalowanych przy wystawach ekranach dotykowych. Istnieje możliwość zwiedzania muzeum samodzielnie (wejście grupy kilkuosobowej). Pomocne wtedy stają się elektroniczne przewodniki po wystawach.

 

W cenie biletu otrzymujemy audio-przewodnik, który opisuje poszczególne ekspozycje. Muzeum Przyrodniczo-Leśne w Białowieży ma jeszcze jedną ważną zaletę. Cały obiekt jest przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych – budynek nie stwarza barier architektonicznych, sprzyja poruszaniu się na wózku, a w przypadku osób niewidomych możliwe jest dotykowe poznawanie niektórych eksponatów.

Partnerzy portalu:

Na Rynku kwitł handel i przestępczość

Na Rynku kwitł handel i przestępczość

Dziś wizytówka Białegostoku. Dawniej daleki był od ideału. Obok renomowanych restauracji, niektóre lokale siały zgorszenie. Uroczystości państwowe i wizyty ważnych osobistości mieszały się ze spotkaniami białostockiego półświatka. Poznajcie dzieje Rynku Kościuszki.

Szczęście w nieszczęściu

XVIII-to wieczny Białystok znajdował się na skrzyżowaniu traktów handlowych prowadzących z Choroszczy, Suraża i Wasilkowa. Dokładną lokalizacją owego skrzyżowania był właśnie Rynek Kościuszki, nazywany wówczas placem bazarnym. Układ miejski był wynikiem…nieszczęścia. Pożar jaki nawiedził miasto w 1753 r. oznaczał konieczność przebudowy centrum.

 

Na wschodniej części placu postawiono figurę św. Floriana, czyli patrona strażaków. Obok niego umiejscowiono dwie pompy z wodą. Na zachodniej stronie można podziwiać było drewnianą rzeźbę bogini sprawiedliwości – Temidy. Na wylocie obecnej ulicy Sienkiewicza zainstalowano zaś w 1892 r. fontannę. Działała jednak tylko przez dwie godziny i to w dni świąteczne. W okresie międzywojennym pełniła rolę urzędu pracy na świeżym powietrzu. Zbierali się przy niej głównie bezrobotni. Na placu rynkowym umieszczono także tzw. pal hańby. Wykonywano tam wyroki, które miały miejsce podczas jarmarków. Najważniejszy z nich odbywał się 24 czerwca na św. Jana.

 

Ciemny zaułek

Jako że przez rynek przechodziło tysiące osób dziennie, stanowił idealne miejsce dla złodziei. Nie było praktycznie dnia bez kradzieży. Oszustów też nie brakowało. Gra w trzy karty nie jednego wpędziła w kłopoty. Mnogość lokali została zauważona przez poważniejszych przestępców. Postrach budziła grupa nazywana Czarną Ręką.  Zanim została rozbita trudniła się haraczami i wymuszeniami. Handlowcy musieli im płacić więc ”za ochronę”.

Ratusz wielofunkcyjny

Żaden mieszkaniec Białegostoku nie wyobraża sobie Rynku bez ratusza. Jego historia zaczęła się w w połowie XVIII-go wieku. Ratusz, mimo że przechodziły obok niego tłumu nigdy nie stanowił siedziby władz miasta. Na początku był zwykłym parterowym obiektem. Mieściły się w nim sklepy, wkrótce też dobudowano narożne pawilony. Wszystko to zasługa żydowskich kupców. Szacuje się że w pewnym momencie znajdowało się w nim ponad sto lokali.

 

Wieża w ratuszu pojawiła się w 1761 r. Warto wiedzieć, że pierwotnie była ona sporo niższa niż obecna. Kolejna kondygnacja powstała dużo później.  Ulokowano w niej areszt i salę sądową, przez co raczej kryminaliści nie mieli o niej dobrych wspomnień. Używali jej też strażacy do obserwacji miasta. Nie tylko ogień jednak był niebezpieczny. Nieuregulowana Białka zmieniała się przed laty nieraz w rwący potok.

 

Dobra passa ratusza trwała do II Wojny Światowej. Rosjanie rozebrali konstrukcję i w jej miejsce planowali postawić pomnik Stalina. Odbudowa nastąpiła dopiero w 1953 r. dzięki konserwatorowi zabytków Władysławowi Paszkowskiemu. Ratusz przestał być jednak swego rodzaju centrum handlowym. Od tej pory służył kulturze, a obecnie mieści się w nim Muzeum Podlaskie.

Bazar wiecznie żywy

Rynek bazarny stał się oficjalnie Rynkiem Kościuszki w 1919 r. Oprócz funkcji handlowej stał się miejscem obchodzenia świąt religijnych i państwowych. Na okazję obchodów powstania styczniowego wzniesiono pomnik z białym orłem. Okazał się jednak mało odporny na zmiany pogody przez co wkrótce został zmieniony na Płytę Nieznanego Żołnierza. Jako że Rynek stanowił równocześnie miejsce różnego rodzaju reklam nieraz doszło do większych lub mniejszych ekscesów. W dniu uchwalenia konstytucji 3 maja pojawił się na rynku wielki plakat zwiastujący film o nimfomance.

Tacy sami

Rynek Kościuszki zarówno dzisiaj, jak i dawniej stanowił ulubione miejsce spotkań Białostoczan. Z pewnością każdy znajdzie tam coś dla siebie. Kawa, ciastko, kwiaty, pamiątki – do wyboru, do koloru. Cukiernie i restauracje istnieją tam od dawna i nic nie zanosi się na to abyśmy przestawali wydawać tam pieniądze. 

 

Partnerzy portalu:

Zawodnicy rywalizują na kosy

Zawodnicy rywalizują na kosy

Co roku we wrześniu nad Biebrzą organizowane są mistrzostwa świata. Panowie walczą na kosy. Na szczęście nie miedzy sobą. Mają tylko jedno zadanie – jak najszybsze skoszenie stu metrowego pasa bagiennej łąki. Sędziowie poza czasem sprawdzali czy zachowali odpowiednią dokładność czy szerokość. Tym samym dobrą zabawę łączy się z ochroną przyrody. Cenne siedliska BPN mogą być utrzymane tylko przy ścinaniu krzewów czy trzcin.

W ostatniej edycji zawodów wzięło udział 23 zawodników. Oprócz Polaków na starcie stanęli Belgowie, Czesi czy Białorusini. Dzięki uczestnictwie debiutantów wiadomo, że tradycja sianokosów na razie nie zaginie. Osoby, które nie koniecznie pewnie czują się z kosą w ręku, mogły z kolei zmierzyć się w konkursie wiedzy na temat ochrony biebrzańskich łąk. Sianokosy zawsze kończą się występami muzycznymi.

Partnerzy portalu:

Osadnicy umierali z głodu. Winowajcę wskazały ptaki.

Osadnicy umierali z głodu. Winowajcę wskazały ptaki.

Setki a nawet tysiące lat temu na pewnym wzgórzu otoczonym z każdej strony lasami żył król Bokobrody wraz ze swoją żoną Klementyną. Czasy szczęśliwego panowania zostały jednak przerwane. W osadzie pojawił się głód. Wielu nie przeżyło. Król nakazał rycerzom udać się na wyprawę po zwierzynę. Tą ciężko było odnaleźć. Tereny wydawały się całkowicie opustoszałe. Nagle na niebie dostrzegli przelatujące sokoły.

 

Rycerze z zaciekawieniem ruszyli za nimi. Po kilku godzinach natknęli się na pieczarę, w której żył dwugłowy smok. To on był przyczyną głodu. Zwierzęta bowiem w strachu uciekały z okolicznych lasów. Do walki z bestią wyznaczono jednego z rycerzy. Ostrza dosięgły winowajcę. Po ciężkiej walce udało się. Skąpany krwią potwora wojownik mógł zatriumfować. Na cześć ptaków, które wskazały jaskinię smoka osadę nazwano Sokoły. Mieszkańcy już nigdy nie zaznali głodu.

Partnerzy portalu:

Maluch z Suwałk poleci do Ameryki

Maluch z Suwałk poleci do Ameryki

Jakiś czas temu media obiegło zdjęcie z Tomem Hanksem pozującego przy bordowym Fiacie 126p. Aktor pochwalił się w mediach społecznościowych, że to jego nowo auto. Choć fotografię zrobił na Węgrzech, to właśnie w Polsce wybuchł prawdziwy szał. Mieszkańcy Bielsko-Białej, gdzie produkowano ten kultowy pojazd, wpadli na pomysł sprezentowania popularnego malucha. Najpierw jednak należało znaleźć odpowiedni egzemplarz. Po ulicach Stanów Zjednoczonych samochody zabytkowe muszą pochodzić co najmniej z rocznika 75. Inaczej nie są dopuszczone do ruchu.

 

Odpowiedniego Malucha znaleziono w Suwałkach.  Stamtąd przewieziono go za darmo do pomysłodawców akcji. W symbolicznym wyjeździe malucha z Suwałk wziął udział Czesław Renkiewicz, prezydent miasta, który na ręce inicjatorki przekazał list skierowany do Toma Hanksa oraz obraz, na którym widnieje suwalski urząd miejski. W Bielsko-Białej przeprowadzono generalny remont, choć pojazd miał tylko nadżarte progi.  Akcją zainteresował się słynny polski rajdowiec Rafał Sonik. To on sfinansował Malucha w całości. Zebrane podczas zbiórki pieniądze przekazano na szpital pediatryczny. Auto wkrótce polecieć ma za ocean. 

Partnerzy portalu:

To najciekawsza atrakcja  Narwiańskiego Parku Narodowego!

To najciekawsza atrakcja Narwiańskiego Parku Narodowego!

W dolinie Narwi można spotkać nietypowe drewniane łodzie, które pozwalają dostać się w mało dostępne miejsca. Mowa tu o tzw. pychówkach. Nazwa powiązana jest ściśle z techniką pływania. Aby odepchnąć się od dna należy używać długiego wiosła bądź tyczki. Przed laty pychówki służyły głównie do połowu czy przewozu siana. Nieraz umieszczano na nich również zwierzęta.

 

Spływy pychówką należą do jednych z ciekawszych atrakcji Narwiańskiego Parku Narodowego. Takie podróże mogą trwać nawet do pięciu godzin. W ich czasie dostrzeżemy, zwłaszcza latem wiele gatunków ptaków i innych zwierząt. Łodzie pomieszczą dwie osoby i przewodnika, a to ze względu na dosyć ograniczone rozmiary – 4 m. Dzięki flisakom wiele turystów nie musiało błądzić po dolinie. Znając teren jak własną kieszeń zawsze sprowadzą przyjezdnych do przystani.

Partnerzy portalu:

Był bardzo ciekawski. Za karę zamienił się w bociana.

Był bardzo ciekawski. Za karę zamienił się w bociana.

Przenieśmy się do czasów Jaćwingów. Na Podlasiu żyło wówczas wielu mężczyzn, których można określić jako nieustraszonych. W końcu lasy były pełne dzikiej groźnej zwierzyny. Jedną z takich osób przywołał Wielki Perun, czyli władca gromów. Dał mu zadanie. Worek, w którym umieścił wszelkie plagi i nieszczęścia miał zanieść nad Bug i rzucić w środek rzeki. Nie mógł jednak zajrzeć do środka. Mężczyzna zgodził się. Zmęczony drogą przysiadł na polanie gdzie spotkał duchy.

 

Jeden z nich przemówił i nakazał mu zaspokoić ciekawość. Tak też zrobił. Ze swego więżenia uciekły plagi. Człowiek czym prędzej powrócił do Peruna. Ten nie miał innego wyjścia jak wymierzyć surową karę. Zapowiedział, że od tej pory nie będzie miał własnego kraju ani domu. Perun rzucił w mężczyznę kawałek węgla. Ten przemienił się w bociana. Od tego czasu żałuje swego gniazda, które zostawił w ciepłych krajach. Gdy zaś we wrześniu udaje się do ciepłych krajów, tęskni za podlaskim gniazdem. Z żalu czerwienieją mu dziób i nogi.

Partnerzy portalu:

Romeo i Julia po podlasku. Myśliwy zastrzelił kochanków w jeziorze.

Romeo i Julia po podlasku. Myśliwy zastrzelił kochanków w jeziorze.

Okolice Tykocina. W czasach potopu szwedzkiego nad brzegiem jeziora Gałduś żyły dwa zwaśnione rody. Wszystko zaczęło się od odmiennych poglądów politycznych. Jedni poparli Janusza Radziwiłła, drudzy Pawła Sapiehę. Po przegnaniu Szwedów konflikt nie ustał. Na przełomie wieków pojawiło się potomstwo. W jednym z rodów na świat przyszła córka, w drugim syn. Mimo sporów rodziców, młodzi dorastali razem.

 

Najpierw połączyła ich przyjaźń potem miłość. Dobrze wiedzieli, że nie mogą żyć szczęśliwie. Pewnej jesieni postanowili spotkać się nad jeziorem i uciec jak najdalej. Kochanków szpiegował jednak już od kilku miesięcy wynajęty myśliwy. Doniósł o romansie rodzicom dziewczyny.

 

Ojciec i bracia młodej niewiasty czekali już nad brzegiem. Para zakochanych nie zdołała nawet osiodłać koni. Dziewczyna podjęła desperacki krok i rzuciła się do jeziora. Za nią podążył ukochany. Padły strzały. Kochankowie już nigdy nie wynurzyli się z głębokiego jeziora. W październikową noc ponoć nadal można ich ujrzeć. Zaznają spokój tylko wtedy, gdy rodziny dojdą do porozumienia.

Partnerzy portalu:

Studenci poczekają na gwiazdy

Studenci poczekają na gwiazdy

Na jego miejscu powstaną nowoczesne apartamenty. Stworzone dzięki niespotykanej pasji przeszło do historii. Obserwatorium astronomiczne Wydziału Fizyki Uniwersytetu w Białymstoku zostało rozebrane w kwietniu zeszelgo roku. Mieściło się na dachu akademików.

 

Budowa obiektu ruszyła jeszcze w okresie PRL – u. Brak odpowiednich technologii sprawiał duże problemy, lecz nie na tyle aby zahamować pomysł. Trzymetrowa kopuła została wykonana po znajomości przez nauczyciela stolarstwa z miejscowej szkoły. Mimo że było to ogromne wyzywanie, a konstrukcja miała służyć przez wiele lat, ten tworzył ją po godzinach. Pierwsze wyposażenie obiektu stanowiły dwie lunety i teleskop. Dzięki hojności darczyńców z zagranicy pracownię zaopatrzono w katalogi i atlasy nieba.

 

W 2000 r. pojawił się teleskop z możliwością kamerowania. Sterowanie kopułą ze środka było możliwe dzięki odpowiedniemu mechanizmowi.  Ten jednak wymagał programu. Od podstaw napisał go pracownik uczelni Andrzej Branicki, choć nie posiadał on informatycznego wykształcenia. Mimo, że na Podlasiu, jak i całej Polsce warunki do obserwacji są niekorzystne, obserwatorium stanowiło powód do dumy. Studenci nie musieli wyruszać za miasto, nie mieli też powodu by wywinąć się z zajęć. Nowe obserwatorium ma powstać w ciągu dwóch lat, więc wszystkim miłośnikom astronomii życzymy cierpliwości.

Partnerzy portalu:

Niemcy szkolili tu niewolników. Teraz to siedziba instytucji

Niemcy szkolili tu niewolników. Teraz to siedziba instytucji

Chyba inaczej nie można go było nazwać. Utrzymane w nieskazitelnej bieli tynkowane ściany wzbudzają podziw zwiedzających. Mowa tu o Białym Dworku w Supraślu pod Białymstokiem.

 

Po traktacie w Tylży Białostocczyzna znalazła się pod rosyjskim zaborem. W 1819 władze carskie ogłosiły przetarg na dzierżawę majątku zakonu bazylianów. Ci nie mogli do niego stanąć, gdyż nie zebrali odpowiedniej sumy. Taką kwotę posiadał jednak biskup Leon Jaworowski. Ten zarządzał majątkiem bardzo efektywnie co zaowocowało zbudowaniem dworku. Stał się on swego rodzaju rezydencją duchownego. Na przestrzeni kolejnych lat wielokrotnie zmieniał swoich właścicieli. Toczono o niego liczne spory i kłótnie.

 

W czasie II Wojny Światowej w budynku mieścił się przymusowy oddział szkoły uczącej obsługi bydła i innych prac wymagających sprawności. Oczywiście zajęcia praktyczne tam się nie odbywały. W Białym Dworku przygotowywano posiłki dla uczniów. Młodych chłopców wywożono później do nazistowskich Niemiec, gdzie ”pracowali” za darmo już jako wykształceni robotnicy. Wojna nie oszczędziła dworku. Został odbudowany w 1955 r. stając się siedzibą Szkoły Mechanizacji Rolnictwa. Służył też jako internat.

 

Budynek powoli niszczał, aż w połowie lat 80-tych zgłoszono go do remontu generalnego. Zanim doszło do rozpoczęcia prac, obiekt nie miał przez pewien czas nawet dachu. Odbudowa pod nadzorem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytku przywróciła dawny blask. Obecnie mieści się w nim siedziba zarządu Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej. 

 

Partnerzy portalu:

Łomża kręci się wokół kapeluszy

Łomża kręci się wokół kapeluszy

W Łomży niemal całe dzieciństwo i młodość spędziła słynna aktorka kabaretowa Hanka Bielicka. Dla jej uczczenia, rok po śmierci artystki, na ulicy Farnej, powstała ławeczka przedstawiająca tą wybitną osobę ze słynnym już kapeluszem. Rzeźba została odlana z brązu, a uroczystemu odsłonięciu patronował sam prezydent miasta Jerzy Brzeziński. Jeszcze dwa lata przed odejściem, Hanka Bielicka otworzyła salonik poświęcony swej osobie. Mieści się on w Centrum Katolickim im. Jana Pawła II, działającym przy nowym kościele św. Krzyża.

 

W jednym pomieszczeniu zgromadzono kostiumy, kapelusze, karykatury, portrety, a także przedmioty osobiste. Obecnie salonik stanowi swoiste miejsce pamięci, a administratorzy Centrum Katolickiego chętnie udostępniają go wszystkim zainteresowanym. Hołd aktorce złożono jeszcze w inny sposób. Dwa skrzyżowania ulic – ronda znajdujące się w pobliżu Teatru Lalki i Aktora nazwano oficjalnie Rondami Hanki Bielickiej.

 

To chyba jedyne w Polsce ronda uliczne będące jednocześnie rondami olbrzymich kapeluszy-kwietników. Place skrzyżowań uformowano na kształt kapeluszy, których kolekcjonowanie i noszenie było życiową pasją pani Hanki Bielickiej.

Partnerzy portalu:

Kciuk decyduje kto rządzi w rodzinie.

Kciuk decyduje kto rządzi w rodzinie.

Kciuk znajduje się w centrum uwagi ciekawego tatarskiego zwyczaju. Tatarzy to grupa ludów tureckich z Europy wschodniej oraz północnej Azji. Po rozpadzie imperium mongolskiego utworzyli szereg państw tj. Chanat Krymski. Wywodzą się z terenów północno-wschodniej Mongolii i rejonu Bajkału, a najwięcej z nich zamieszkuje tereny Rosji, Kazachstanu oraz Ukrainy. W Polsce też mieszkają Tatarzy – narodowość tatarską deklaruje 2 tys. osób. Zdecydowana większość z nich żyje na Podlasiu, głównie w Białymstoku i powiecie sokólskim.

Kciuk i tatarska ceremonia małżeństwa

Szczególnie interesujące wydają się być tatarskie zwyczaje związane z ceremonią zaślubin. Zawarcie małżeństwa określa się u Tatarów jako Nikah. Ceremonię poprzedza tygodniowy post. Tuż przed ślubem narzeczony przyjmuje w mieszkaniu swoich krewnych oraz imama. Ten recytując modlitwę trzykrotnie oprowadza pana młodego po gospodarstwie. Potem wszyscy kierują się do narzeczonej. Na miejscu narzeczona wita ich chlebem i solą. Narzeczonego czekają również wyzwania. Musi bowiem wykupić wybrankę wykonując polecenia znajomych panny młodej. Jeśli uda mu się pokonać straż dziewcząt, ludzie obsypują go zbożem, co ma sprowadzić bogactwo.

Zwyczaje praktykowane przez Tatarów przy zaślubinach

Pomieszczenie, w którym odbywa się ceremonia zaślubin musi być odpowiednio udekorowane. Koniecznością jest pokrycie stołu białym obrusem i gałązkami mirtu. Na nim stoją dwie płonące świece, szklanka z wodą, a także chleb z solą. Uroczystość zaczyna się od udzielenia błogosławieństwa przez zebranych. Gdy młodzi uzyskają aprobatę, stają na baraniej skórze. Kobieta zawierając małżeństwo traci wszystkie rodowe przywileje. Jednak rodzina pana młodego stara się zadośćuczynić za utratę córki.

O głowie rodziny decyduje wysokość kciuka – ceremonia

Głową rodziny zostaje ten, którego kciuk przy podaniu sobie prawej dłoni, okaże się być wyżej. Następnie twarz panny młodej przykrywana jest chustą, co ma symbolizować zmianę statusu społecznego.  Słowa składanej przysięgi małżeńskiej muszą też potwierdzić zebrani. Dziewczyna, która ma w planach zamążpójście wyciąga baranią skórę spod stóp młodego małżeństwa. Współcześnie śluby tatarskie nie odbywają się już w domu panny młodej. Cała ceremonia odbywa się w meczecie.

Partnerzy portalu:

Narew dalej zachwyca. Na Wasze życzenie dłuższa wersja filmu [WIDEO]

Narew dalej zachwyca. Na Wasze życzenie dłuższa wersja filmu [WIDEO]

Po naszej ostatniej publikacji https://podlaskie.tv/rozlewiska-narwi-2017-narew/ odzew z Waszej strony był przeogromny. Dostaliśmy wiele próśb o kolejne filmy. Dlatego tez na Wasze życzenie przedstawiamy dłuższą wersję filmu, na którym możecie podziwiać wspaniałe widoki narwiańskich rozlewisk koło Białegostoku. 

 

 

 

 

Partnerzy portalu:

Zapusty w skansenie. Jak dawniej balowano na Podlasiu?

Zapusty w skansenie. Jak dawniej balowano na Podlasiu?

Zapusty w skansenie to jeden ze znanych i pięknych zwyczajów, z bogatym dziedzictwem kulturowym i historycznym z województwa podlaskiego. Region ten charakteryzuje się nie tylko malowniczymi krajobrazami, ale również różnorodnością tradycji, obrzędów i zwyczajów, które przetrwały przez wieki.

Zapusty w skansenie – piękne tradycje

Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie pod Białymstokiem co roku organizuje imprezę pod hasłem ”Zapusty w Skansenie”. Wasilków to dość małe miasto, ale jest położone na północ od miasta wojewódzkiego, więc impreza ta ma swoją popularność. „Zapusty w Skansenie” mają na celu pokazać, jak dawniej na Podlasiu balowano przed rozpoczęciem postu. Wedle tradycji zapusty oznaczają okres przejściowy między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą. Od tłustego czwartku aż do Środy Popielcowej odbywały się największe zabawy. Zanik zwyczajów datuje się na przełom lat 50 i 60-tych. Muzeum stara się je wiernie odtworzyć.

Jak wyglądały obrzędy?

Impreza jak za dawanych czasów zaczęła się korowodem przebierańców, do którego mógł dołączyć każdy chętny. Na drewnianym dworze skansenu urządzono przeprowadzono również konkurs skoków przez pień. Niegdyś wierzono, że im wyższy skok, tym większe letnie plony. Gdy już wszyscy spełnili swą powinność, pień polewano wodą. Bez niej bowiem nie urośnie żadna roślina. Istotnym symbolem dla mieszkańców podlaskich wsi był też ogień. Dlatego też palono słomianą kukłę. W związku ze zbliżającym się postem w garnkach, od Środy Popielcowej, nie mogło być ani kropli tłuszczu. Dlatego też naczynia czyszczono popiołem. Skansen również przygotował taką konkurencję. Wcześniej jednak każdy mógł pozwolić na obżarstwo. Na podlaskich wsiach popularne były smażone na wieprzowym tłuszczu placki zwany pampuchami. Skłonności do spożywania tłustych potraw to chyba jedyny zwyczaj jaki pozostał z dawnych lat.

Psoty i samotność

W zapusty nie najlepiej miały się osoby samotne. Prześmiewcze wierszyki czy śledzie przyczepiano do ubrań. Stanowiły one tylko ułamek psot. Na Podlasiu obecnie tylko jedna wieś kultywuje zapusty – Radziłów. Ta miejscowość leży w powiecie grajewskim, na północny wschód od Łomży. Jednak i w Radziłowie imprezy różnią się diametralnie od tych organizowanych przez naszych dziadków.

 

Partnerzy portalu:

Miłośnicy koni mogą jeździć po Puszczy

Miłośnicy koni mogą jeździć po Puszczy

Duża ilość połączonych ze sobą jezior sprawia, że Augustów nadaje się do aktywnego wypoczynku na wodzie. Jeśli jednak to za mało, możemy spróbować czegoś zupełnie innego – np. jazdy konnej. Jeździectwo uprawia się w każdych warunków pogodowych, niezależnie od pory roku. Szlak konny Puszczy Augustowskiej i Mazur liczy sobie ponad 400 km.

 

Na określonych terenach dopuszcza się także ruch pojazdów zaprzęgowych. Większość trasy w okolicach Augustowa stanowią trakty leśne, a 400-to metrowa przeprawa wodna nad jeziorem Sajno utkwi nam w pamięci na długo. W Augustowie odbywają się ponadto liczne imprezy związane z jeździectwem. Od lat we wrześniu ma miejsce Augustowski Rajd Konny, który trwa przez kilka dni. Wyścigi wierzchem stanowią również jedną z konkurencji ”Biegu przez Kanał Augustowski”.

Partnerzy portalu:

Zobacz, co niemieccy naziści robili z pacjentami szpitala

Zobacz, co niemieccy naziści robili z pacjentami szpitala

Choroszcz. Początki II Wojny Światowej. Sowieci dostają rozkazy likwidacji szpitala dla umysłowo chorych. Pacjentów wywożono w dalekie strony Związku Radzieckiego, umieszczając ich w placówkach choćby w Kursku czy Dniepropietrowsku. Nie każdy jednak przeżył podróż. Ci nieliczni, którzy dotarli do celu, wkrótce przepadali w niejasnych okolicznościach. Taki nieszczęsny los spotkał ponad 700 osób.

Setka pacjentów znajdowała się w Choroszczy pod opieką pozazakładową, przebywając u okolicznych rodzin. Po wkroczeniu Niemców i oni znaleźli się w niebezpieczeństwie. Niektórych udało się ostrzec, drudzy nie mieli tyle szczęścia. Hitlerowcy działali najpierw po cichu. Dopiero 25 sierpnia 1941 r. do Choroszczy wkroczyły ciężarówki. Niemcy użyli podstępu. Chorych okłamali, że jadą do rodziny. Dlatego też w czasie transportu na ich twarzach gościł uśmiech.Transport nie trwał długo. W niedalekich Nowosiółkach pacjenci zostali rozstrzelani. Życie straciło 464 osoby. W miejscu zbrodni do dziś stoi pomnik poświęcony ofiarom. Co roku odbywają się przy nim podniosłe uroczystości.

Partnerzy portalu:

To podlaskie miasto powstało dopiero w PRL

To podlaskie miasto powstało dopiero w PRL

Mońki to jedno z najmłodszych miast na Podlasiu. Wsią przestały być dopiero w 1965 r. Do dawnej sytuacji Moniek pasują słowa piosenki góralskiego zespołu Golec Orkiestra: ”Tu na razie jest ściernisko, a powstanie San Francisco”. W okresie komunizmu jak grzyby po deszczu wyrastały okazałe domy. Powstawały one dzięki ciężkiej pracy osób, które przesyłali fundusze z zagranicy. Większość mieszkańców Moniek wyemigrowało bowiem do USA. Całe pensje przeznaczano na inwestycje. Ponoć nawet Pewex działał lepiej niż w dużo większym Białymstoku.

 

Tradycja wyjazdów za ocean sięga jeszcze odleglejszych czasów. Pierwsze wyprawy za chlebem miały miejsce już przed wybuchem II Wojny Światowej. Najpierw wyjeżdżali dziadkowie, potem rodzice, a na końcu dzieci gdy już dorosły. Wpływy amerykańskie zauważyć w Mońkach nie trudno. Większość ulic w mieście zbudowano pod kątem prostym, a do ślubu jeździ się białym Lincolnem. Przykłady można mnożyć bez końca.

 

Według szacunków obecnie na emigracji w USA przebywa kilka tysięcy osób z Moniek. Największe skupisko znajduje się w Chicago, a zloty organizowane są już regularnie. Czasy się jednak powoli zmieniają. Nowe pokolenia wybierają inne kierunki. Otwarcie rynków pracy w Unii Europejskiej okazało się wybawieniem. Praca w Skandynawii czy krajach Beneluksu umożliwia częstsze wizyty nie tylko w święta. Kurs dolara również nie jest tak korzystny jak kiedyś. Zmiany zauważyli zwłaszcza właściciele kantorów. Teraz raczej nikt nie odwiedza ich z walizką ”zielonych”.

Partnerzy portalu: