jak zakochać się w sobie

Być sobą – jak to osiągnąć

Być sobą to na pewno jest proces, w którym stopniowo, warstwa po warstwie zdejmujemy różne maski, pozy i oczekiwania innych ludzi. Jest to w pewnym sensie nauka doświadczania siebie, gromadzenia informacji o sobie. Trzeba po prostu wsłuchać się w siebie, poznać swoje możliwości, przyjrzeć się im oraz wykorzystać  tę wiedzę by zrealizować wszystkie swoje cele i marzenia. 

 

“Weź życie w swoje ręce, w końcu jest ono twoje. Nie jesteś tu aby spełniać oczekiwania innych. Nie żyj życiem swojej matki, nie żyj życiem swojego ojca.  Żyj po swojemu” – Osho

 

Jak to osiągnąć?

1.Po pierwsze najlepiej jest spojrzeć na siebie sceptycznie, chodzi o takie sytuacje w których jesteśmy na swój temat pewni i potraktować te informacje o sobie jako przypuszczenia, które nie są ani stałe, ani prawdziwe i zawsze mogą ulec zmianie.

 

2.Po drugie spróbuj przekroczyć dotychczasową wizję siebie, i spojrzeć na siebie z zewnątrz jako obserwator. Obserwuj swoje zachowanie i traktuj je jako coś ogólnego a nie jak swoje własne. Zadaj sobie pytanie, czego dowiedziałby się ktoś inny, patrząc z boku na to co robisz.

 

3.Kolejną rzeczą jest to aby czasami zapytać innych. To inni ludzie obserwują twoje zachowanie i mogą widzieć twoje ukryte motywy, którymi się kierujesz a sam ich sobie nie uświadamiasz. Badania wskazują, że ludzie mają zgodne ale i odmienne opinie o swoich cechach, a dodatkowo te opinie lepiej niż twoje własne pozwalają przewidzieć zachowanie. Warto więc je znać, to przybliży cię do celu jakim jest poznanie siebie.

 

4.Kolejną rzeczą, która zbliży cię w tej drodze oraz poszerzy twoją świadomość jest uwolnienie się od zależności od innych. Uwolnienie się od innych oznacza, że nie powielamy ich opinii ani poglądów i nie zabiegamy za wszelką cenę o ich aprobatę.

 

5.Pomocne okazuje się również to, że dajemy sobie przyzwolenie na różne sprzeczności w sobie. Wszystkie te rzeczy są ważną informacją i mówią ci coś ważnego o tobie.

 

6. Bycie w pełni sobą to także stawianie sobie celów, które chcemy sami osiągnąć, a co się z tym wiąże otwartość na zmianę, która rodzi nowe możliwości.

 

Psycholog Carl Rogers opisuje proces odkrywania siebie jako otwartość na doświadczenia, które to są najważniejszym autorytetem i jak również kryterium wartości. To z nich można czerpać największą wiedzę i uczyć, że są to przyjazne zasoby a nie przerażający wróg. Być w pełni sobą to również otwartość a także akceptacja innych ludzi, tego co istnieje, to w skrócie mówiąc brak narzekań. Być sobą to także to stawanie się odpowiedzialnym za siebie, branie odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Zwykli ludzie stają się osobami znaczącymi i twórczymi, kiedy ośmielają się odczuwać własne uczucia i wyrażać siebie na własny interesujący, indywidualny  sposób.

Układy sił zmieniły się po wyborach. Czy będzie miało to wpływ na Podlaskie?

Nasz portal jest apolityczny, lecz nie sposób nie wspomnieć o tym, że doszło do wielu istotnych zmian we władzach. Co będzie miało wpływ na Białystok czy województwo podlaskie. Też warto napisać o tym choćby dla kronikarskiego obowiązku.  Przede wszystkim nowym-starym prezydentem Białegostoku został Tadeusz Truskolaski. Z poparciem 59 proc. białostoczan uzyskał mandat na kolejne – tym razem 5 lat. Jednak jego sytuacja polityczna uległa znaczącej poprawie gdyż tym razem większość w białostockiej Radzie Miasta ma tym razem stronnictwo prezydenta – Koalicja Obywatelska. W ich rękach jest 16 mandatów, zaś w rękach opozycji tylko 12. Tak dużą przewagę osiągnięto przez słabość trzeciej i czwartej formacji – Białystok na Tak oraz Inicjatywa dla Białegostoku, które nie otrzymały żadnego mandatu. W przypadku tej drugiej zabrakło 22 głosów do uzyskania jednego miejsca.

 

W Sejmiku natomiast rządzić będzie PiS. Tam PO-PSL utraciła większość i obecnie będzie miała 14 mandatów. Zaś wygrany PiS – 16. Oznacza to tak samo zmianę. Ze stanowiska będzie musiał ustąpić obecny marszałek Jerzy Leszczyński i cały zarząd województwa. Ten zostanie wybrany między politykami PiS bez problemu. Co te zmiany oznaczają dla naszego województwa oraz dla jego stolicy? Bardzo wiele.

 

Przede wszystkim w Radzie Miasta nie będzie już ostrego sporu z prezydentem Truskolaskim, gdyż będzie jedna formacja. Obserwatorzy życia publicznego w mieście na pewno zauważyli, że w radzie było więcej polityki niż samorządności, co nigdy nie wpływa korzystnie na miasto. Mimo wszystko udało się przeforsować najbardziej kontrowersyjny projekt – pasa startowego na Krywlanach, który będzie aspirował do lotniska. Wybór Truskolaskiego to gwarancja kontynuowania tej inwestycji, która ma tyle samo przeciwników co zwolenników.

 

W Sejmiku zaś nie należy się spodziewać rewolucji. Ciekawe jednak czy nowy marszałek nie ogłosi, że chce budować lotnisko regionalne. Oczywiście bez rządowych pieniędzy nie jest to możliwe. Dlatego kluczowy będzie tu fakt czy podlascy politycy są dostatecznie wpływowi.

 

Ciekawe też czy nowy marszałek wsłucha się w głos mieszkańców, by uruchomić bezpośrednie połączenie kolejowe Białystok – Lublin lub nawet Suwałki – Rzeszów (obecnie możliwe jest tylko przez Warszawę). Z kolejowych połączeń jest jeszcze kwestia pociągów do Kowna, Walił oraz w przyszłości do Białowieży (po remoncie torów). Nie wiadomo jaki stosunek będzie miała nowa ekipa do tego typu połączeń.

 

Ostatnią kwestią jest drogi Białystok – Augustów. Po wybudowaniu “Via Baltici” w 2021 roku będzie można do granicy z Litwą dojechać nowiutką drogą, ale przez Suwałki, Szczuczyn, Łomżę oraz Ostrów Mazowiecką. Z perspektywy Białegostoku w połączeniu z Suwałkami ta droga jest bezużyteczna. Trochę lepiej będą mieli mieszkańcy Augustowa, którzy także zostali wykluczeni z tej inwestycji, ale do Via Baltici przebiegającej przez Raczki mają całkiem nie daleko.

 

Inną kwestią jest budowa “Via Carpatii”, która ma powstać do 2025 roku. Prowadzić ma od Choroszczy przez Dobrzyniewo, Knyszyn, a dalej “Via Balticą”. Jednak znów z Białegostoku do Augustowa będzie to “na około”. Dlatego na pewno w pewnym momencie zostanie poruszony temat dotyczący obecnej, kiepskiej krajowej ósemki, którą jazda między Katrynką a Augustowem to straszna męczarnia. I tutaj będzie mógł się wykazać zarząd województwa.

 

Infrastruktura jest bardzo ważna, lecz nie należy zapominać, że najważniejszy jest rozwój gospodarczy. A Podlaskie naprawdę ma kogo gonić, nie jesteśmy liderami, a nasze województwo to wciąż miejsce, z którego się wyjeżdża aniżeli przyjeżdża. Miejmy nadzieję, że nowa ekipa zacznie coś w tym kierunku robić.

Ostatnie wybory samorządowe w II RP. Po zwycięstwie Nowakowski wyjechał na urlop. Wrócił chwilę przed wojną.

Symbolicznie najważniejsze były z pewnością ostatnie wybory samorządowe w II RP. Odbyły się 14 maja 1939 roku. Wygrał je Chrześcijański Narodowo-Gospodarczy Komitet Wyborczy, który skupiał apolityczne organizacje gospodarcze, zawodowe, oświatowe i kulturalne. Zdobył 21 mandatów na 48 miejsc w radzie. Wśród radnych znaleźli się wielce dla Białegostoku zasłużeni, miedzy innymi ks. Stanisław Hałko, Michał Motoszko, dr Aleksander Rajgrodzki czy Beniamin Flomenbaum.

Ale najważniejszą postacią był startujący z listy Komitetu Seweryn Nowakowski, który ponownie bezkonkurencyjnie został wybrany przez radę na kolejną kadencję prezydencką, która miała trwać do 1944 roku.  Głównym zadaniem tej kadencji, wyznaczonym przez Nowakowskiego, było opracowanie ogólnego planu zabudowy Białegostoku. Miała to być realizacja wizji, która w przyszłości miała przeistoczyć Białystok w nowoczesne, harmonijnie zaplanowane miasto.

W tym celu jeszcze w połowie 1938 roku utworzone zostało Biuro Planowania Zabudowy, na którego czele stanął zaproszony przez Nowakowskiego Ignacy Tłoczek. Prezydent zdawał sobie bowiem sprawę, że pomimo wielu dokonanych już inwestycji nosiły one jednak charakter incydentalny, nie zmieniający ogólnego wyglądu i zagospodarowania miasta. Tłoczek w krótkim czasie przygotował główne założenia planu.

Zawierały one wykreowanie metropolitalnej roli Białegostoku, wyznaczenie strefy przemysłowej, głównych, w tym tranzytowych, ciągów komunikacyjnych, stworzenie centrów administracyjnego, kulturalnego, oświatowego, zlikwidowanie dzielnicy biedoty Chanajek, uwydatnienie tak zwanego klina zieleni stworzonego przez kompleks parków i Zwierzyniec oraz wykorzystanie naturalnej rzeźby terenu, na którym położony jest Białystok.

Plan ten jednak nigdy nie został zrealizowany. Po wygranych wyborach Seweryn Nowakowski z rodziną wyjechał na urlop do Druskiennik. Do Białegostoku wrócił 4 sierpnia 1939 roku. Sytuacja polityczna w Europie stawała się coraz bardziej napięta.

25 sierpnia ukazała się w mieście odezwa podpisana przez prezydenta Białegostoku Seweryna Nowakowskiego. Zwracał się on do mieszkańców z apelem „w obliczu wydarzeń, których jesteśmy świadkami”, aby bezzwłocznie podjąć przygotowanie miasta na wypadek wojny. Apelując o spokój stwierdzał, że „należy natychmiast przystąpić do budowy schronów, które już dziś muszą być rozpoczęte w różnych punktach miasta”.

I dalej Nowakowski apelował: „Obywatele! Wzywamy wszystkich zdolnych do dźwignięcia łopaty do natychmiastowego stawienia się w Biurze Werbunkowym przy ul. Marszałka Piłsudskiego (Lipowa) 54”. Gwoli porządku dodano, że „łopatę na
leży przynieść ze sobą, skąd ochotnicy skierowani będą na wyznaczone punkty do pracy przy kopaniu schronów”.   Jednocześnie apelowano do mieszkańców Białegostoku, aby zaczęli robić zapasy żywności. Proszono jednak o zachowanie rozsądku. Zapasy powinny zabezpieczyć potrzeby na dwa tygodnie. Podkreślano, że „wszelka nerwowość w tym kierunku jest nieuzasadniona”. Pomimo tych nawoływań rozpoczęło się wykupywanie ze sklepów wszystkiego, nawet nie nadających się do dłuższego przechowywania chleba i masła. Pojawiły się też przypadki spekulacji.

1 września 1939 roku wojnę białostoczanom zwiastowały przelatujące nad miastem niemieckie samoloty. Nie wywołały paniki. Mieszkańcy zdawali sobie bowiem sprawę z tego, że wybuch wojny był nieunikniony. Nowakowski w obliczu zagrożenia z wielką energią starał się zabezpieczyć prawidłowe funkcjonowanie miasta. 7 września utworzył Straż Obywatelską, której zadaniem było utrzymywanie ładu i bezpieczeństwa w mieście. 15 września do Białegostoku wkroczyli Niemcy. To był koniec przewidzianej do 1944 roku kadencji samorządu.  Następnie historia wkroczyła w najbardziej mroczne lata dziejów Białegostoku. 22 września miasto  zajęli Sowieci. Prezydent Seweryn Nowakowski aresztowany przez nich w październiku przypuszczalnie został zamordowany w Mińsku. Od czerwca 1941 roku znowu byli Niemcy, a 27 lipca 1944 roku wyparli ich Sowieci.
Paradoksem historii stało się to, że właśnie w tymże 1944 roku, w którym miała się skończyć kadencja wybranej w 1939 roku, została powołana Miejska Rada Narodowa w Białymstoku, która stanowiła jednak wyłącznie fasadę samorządności. Nie powstała w wyniku żadnych wyborów, a jedynie z nominacji. Prawo wyboru zawłaszczył sobie PKWN w osobach Jerzego Sztachelskiego i Leonarda Borkowicza, przedstawicieli nowej władzy w Białymstoku. Chyba tylko naiwnością można tłumaczyć fakt, że wśród radnych znaleźli się znani i cenieni przed wojną Zygmunt Różycki i dr Zygmunt Brodowicz. Zdziwienie, ale też i pewien niesmak budziła postawa Witolda Wenclika, znanego w środowisku prawniczym, który z polecenia PKWN  został przewodniczącym rady i jednocześnie prezydentem miasta.
Przez cały okres PRL-u Wenclik uchodził za pierwszego powojennego prezydenta. W niepamięć odsuwano postać Ryszarda Gołębio- wskiego, przedwojennego urzęd nika magistratu, który od 2 sierpnia 1944 roku z nominacji wojewody białostockiego Józefa Przybyszewskiego reprezentującego rząd londyński, został faktycznie pierwszym prezydentem. Już 7 sierpnia obaj zostali aresztowani przez NKWD. Ryszard Gołębiowski do 1947 roku więziony był w Charkowie. Po wyjściu na wolność na krótko przyjechał do Białegostoku. Tu zainteresował się nim wszechwładny Urząd Bezpieczeństwa. Gołębiowski chcąc uniknąć dalszych represji wyjechał do Szczecina, gdzie zmarł w 1968 roku i tam został pochowany.
Kadencja tej powołanej przez PKWN rady skończyła się w 1950 roku, ale kolejna rada też nie była wybierana.  Dopiero w 1954 roku komunistyczne władze uznały, że już na tyle okrzepły, że mogą zaryzykować wybory. Ale i one były raczej karykaturą niż prawdziwymi wyborami. Przyczyna była prosta – była tylko jedna lista firmowana przez Front Jedności Narodu. Mimo wszystko i tak zdarzył się osławiony „cud nad urną”. Można było przecież coś wykombinować przy frekwencji. To ona miała pokazać skalę społecznego poparcia władzy. No i wykombinowano tak, że średnia frekwencja wyniosła 96 proc., a kandydaci Frontu zdobyli 99 proc. głosów. Wybory poprzedzała nachalna propaganda. Doszło nawet do tego, że do mieszkań przychodzili agitatorzy. Tydzień przed wyborami Gazeta Białostocka apelowała:
„Obywatelu. Najpewniej był u Ciebie w domu agitator komitetu Frontu Jedności Narodu. A jeśli nie był, to w najbliższych dniach przyjdzie. […] Obywatelu, gdy przyjdzie do Ciebie agitator, przyjmij go gościnnie”.
Jeden z agitatorów opowiadał, że „nasze wybory są inne niż przed wojną. Kiedy dawniej różne partie mamiły nas obiecankami, których nigdy nie zrealizowały, to nasz program wyborczy jest obietnicą prawdziwą. Bo widzimy sami jak rosną nowe bloki mieszkalne w Białymstoku, jak powstają nowe zakłady bawełniane, przedszkola, żłobki, szkoły…” Gazeta codziennie prezentowała kandydatów, którzy prawdę powiedziawszy już byli radnymi. Tytuły uderzały w najwyższe tony. „5 grudnia oddamy nasze głosy na kandydatów Frontu Narodowego – najlepszych synów Polski Ludowej. Pójdziemy wszyscy do urn wyborczych by zadokumentować jedność naszego narodu, naszą niezłomną wolę pokoju”.
W przeddzień wyborów apelowano, aby „na uroczysty dzień wyborów – dzień manifestacji zwartości i siły narodu zjednoczonego we Froncie Narodowym, nasze miasta, wsie i domy powinny przybrać odświętny wygląd. Pomyślmy o tym, aby nasz dom, nasza ulica były jak najpiękniej udekorowane”.
W dniu wyborów to już odpalano fajerwerki propagandy. Ot np. do jednego z lokali wyborczych przyszedł „Wincenty Dudko, woźny Akademii Medycznej wraz ze swymi studentami”. Propaganda jednoznacznie ukazywała niemalże familiarną więź wszystkich ludzi pracy.
Opisywano też przypadki heroicznej postawy obywatelskiej. I tak „pociągiem Szczecin – Białystok wracał Kazimierz Paszkowski. Była trzecia nad ranem. Nie kładł się już. O szóstej oddał swój głos”. Może to paradoksalne, ale wybory z 1954 roku były bardzo ważne. Pokazały jak można z nich zrobić propagandową farsę. Ten model obowiązywał przez następne 35 lat.

Andrzej Lechowski
były dyrektor Muzeum Podlaskiego

Dwa najważniejsze czynniki potrzebne do zachowania zdrowia

Okresowa głodówka

Post i głodówka są od wieków stosowane w wielu kulturach w celu uzdrowienia ciała i pięknego wyglądu. wydaje się to niezgodne z tym czego nas nauczono, że dla zdrowia potrzebujemy trzech porządnych posiłków w ciągu dnia. Jednak liczne badania wskazują na to, że głodówka ma wieloraki, często bardzo dobry wpływ na organizm. Podczas głodówki organizm odzyskuje równowagę. Naturalnie zachowujemy post w nocy, podczas którego ciało się regeneruje. Taki właśnie podobny skutek ma okresowa głodówka. Pozwala ona organizmowi przekierować siły z trawienia na odnowę i odtrucie, a to korzystnie wpływa zwłaszcza na wątrobę i nerki. Podczas głodówki czy postu ulegają przyspieszeniu inne procesy zachodzące w organizmie, a to sprzyja rozwiązaniu problemów zdrowotnych. Jest to bardzo dobra metoda i prosta do zrealizowania gdy potrzebujemy zregenerować organizm. Naukowcy odkryli, że post trwający zaledwie trzy dni, może zregenerować cały ludzki układ odpornościowy i zapewnić zdrowe życie.Badania wykazały, że post nie tylko zmusza organizm do korzystania z zapasów glukozy i tłuszczu, ale także rozkłada znaczną część białych krwinek, a to doprowadza do regeneracji nowych komórek układu odpornościowego. Daj więc swojemu ciału odpocząć od trawienia, choćby jeden dzień w miesiącu a to na pewno dobrze mu zrobi.

 

Dużo ruchu

Drugim najważniejszym czynnikiem potrzebnym do zachowania zdrowia jest ruch i aktywność. Ćwiczenia dają o wiele więcej niż tylko sprawność fizyczną ale także lepsze krążenie. Nasze ciała zostały stworzone do ciągłego ruchu, więc gdy go zażywasz, poprawiasz natlenienie organizmu i przyspieszasz dostarczanie składników odżywczych tam, gdzie są one potrzebne. Ćwiczenia wspomagają też odtrucie organizmu i przepływ limfy, co skutkuje zdrowym i pięknym wyglądem a także ładną zdrową cerą. Gdy się ruszasz, toksyny z organizmu są usuwane o wiele szybciej. Jeśli chodzi o rodzaj aktywności, wybierz taką która ci najbardziej odpowiada. Na przykład joga przydaje się do rozciągania napiętych mięśni oraz do pozbycia się toksyn a także stłumionych emocji. Taniec to także forma gimnastyki, wybierz taka formę ruchu aby się nie nudzić i konsekwentnie ją wykonywać. Sporadyczna i bardzo intensywna forma aktywności, może nie być najlepszym rozwiązaniem, gdyż to w większym stopniu grozi kontuzjami. Nie musisz być sportowcem, najważniejsze aby małymi krokami dążyć do celu, zachować zdrowie i przy tym dobrze się bawić.

Niektórzy czekali po 20 lat. Gmina w końcu ma nowe drogi

Gmina Szczuczyn leży tuż obok dużego Grajewa przez co jest trochę w jego cieniu. Stąd też nie generowało takich pieniędzy jak większy sąsiad. Brak pieniędzy zawsze odbija się na brakach – a w przypadku Szczuczyna zauważalne było to choćby patrząc na drogi. To wszystko jednak się zmieniło, gdy gmina sięgnęła po środki unijne, za które powstało wiele asfaltowych dróg. Na niektóre mieszkańcy czekali 20 lat!

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”.
Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Rynek Kościuszki 16. Kamienica Juchnowieckich

 

    Wciąż pozostaje- my na Placu Bazarnym (Rynku Kościuszki) utrwalonym w  niez wykle ciekawej serii zdjęć, wykonanych latem 1897 r. na potrzeby albumu sprezentowanego carowi Mikołajowi II w czasie jego wizyty w Białymstoku.
   Do tej pory śledziliśmy wspólnie dzieje posesji po północnej stronie ówczesnego rynku, w czym bardzo pomocna była fotografia wykonana z jednej z kamienic po południowej stronie placu w kierunku ul. Mikołajewskiej (Sienkiewicza) i wylotu Placu Bazarnego na ul. Lipową.
  Widoczne są na tym zdjęciu domy pod późniejszymi numerami 6, 8, 10, 12 i 14. Ostatnia nieruchomość na tym odcinku północnej pierzei Placu Bazarnego była położona na rogu ul. Zielonej (Zamenhofa), po 1919 r. przy Rynku Kościuszki 16. Stojący na niej trzypiętrowy dom jest widoczny na omawianej dotychczas fotografii, ale także na innym ujęciu Rynku, wykonanym z narożnego domu przy Placu Bazarnym i Lipowej.
   Posesja przy Rynku Kościuszki 16, to adres wyjątkowy – nie udało mi się odnaleźć drugiego przypadku, w którym nieruchomość położona w ścisłym śródmieściu, pozostawala w rękach jednej rodziny od początków XIX w. aż do II wojny światowej. Adres ten związany jest z dziejami rodu Juchnowieckich. W 1771 r. stał tu dom „wjezdny, rogowy”, Leybiny Jowelowiczowej, mającej dwóch synów i dwie córki.
  W latach 1799-1806 odnotowany był Izaak Juda, prowadzący w tym domu szynk, natomiast już w 1810 r. pojawia się  Icko Juchnowiecki. Bardzo możliwe, że Izaak Juda i Icek Juchnowiecki to ta sama osoba. Należy podkreślić, że należąca do Juchnowieckich działka miała formę wydłużonego prostokąta, ale nie dochodziła do ul. Żydowskiej (Białówny), sąsiadowała bowiem z dwiema mniejszymi nieruchomościami innych posesjonatów.
  W 1825 r. odnotowano, że prawa własności podzielone były między braci Lejbę Szmula i Judę Juchnowieckich, którzy drewniany dom arendowali złotnikowi Herszowi Zybersztejnowi.  W 1888 r. Icek Juchnowie- cki, syn Szmula, a wnuk wspo- mnianego na początku XIX w. Icka vel Izaaka, wystarał się o sądowe potwierdzenie praw własności do nieruchomości (na podstawie zasiedzenia).
  Rok później Izaak odsprzedał interesującą nas narożną posesję synowi Szlomie oraz jego żonie Fejdze z domu Serejskiej.  W akcie kupna-sprzedaży z 1889 r. odnotowano drewniany dom z murowaną frontową ścianą, w którym funkcjonował sklep rodziny Juch- nowieckich – handlowali oni towarami galanteryjnymi pod  szyldem „Czarny Żyd”.
  Stał on jednak jeszcze tylko kilka lat i w 1896 r. poświadczony jest widoczny na fotografiach Józefa Sołowiejczyka trójkondygnacyjny dom stojący na rogu Placu Bazarnego i ul. Zielonej. Budynek zwraca uwagę swoją wysokością (tylko nieliczne nowe domy przy rynku miały trzy kondygnacje) oraz stylistyką elewacji, opracowanej przy użyciu żółtej i czerwonej cegły.
  Trzeba podkreślić, że chociaż budynek wygląda na jeden obiekt, w rzeczywistości składają się na niego dwie odrębne nieruchomości pozostające pod wspólnym dachem, ale różniące się od siebie chociażby detalami elewacji frontowej czy facjatą na dachu. Drugi dom od strony ul. Zielonej należał również do Juchnowieckich, ale do przedstawicieli linii rodziny zapoczątkowanej przez wspomnianego wyżej brata Judę.
  W 1895 r. jego właścicielem był najpierw Michel Juchnowiecki, a później Ajzyk, syna Michela. W 1897 r. w kamienicy Juchnowieckich mieścił się skład tapet „Petersburski magazyn” oraz skład papieru i przyborów kancelaryjnych Lipszyca. W  1913 r. w domu Ajzyka Juchno wieckiego pracował jego syn, Szymon, technik dentystyczny.
  W okresie międzywojennym dom stojący od strony Rynku Kościuszki, mający nr 16A, należał wciąż do Szlomy i Fejgi Juchnowieckich, a stan ten utrzymał się aż do II wojny światowej.
  Jeśli więc odnotowani w 1771 r. właściciele tej posesji to przodkowie Szlomy Juchnowieckiego, to jedna rodzina pozostawała w posiadaniu nieruchomości przy Ry- nku Kościuszki 16A co najmniej 170 lat. W  międzywojniu przez omawiany adres przewinęło się kilkanaście różnych przedsiębiorstw. Już nie pod szyldem „Czarny Żyd”, ale wciąż działał tu sklep Juchnowieckich – sprzedaż manufaktury prowadził Samuel Juchnowiecki.
  Z kolei Fajwel Juchnowiecki na początku lat 30. XX w. uruchomił własny zakład jubilerski. Od 1919 r. działał sklep cukierniczy „Temy Awnet”, pracował nadal utworzony w 1917 r. sklep łokciowy (tzn. z towarami sprzedawanymi na łokcie) Peszy Gelbord, działalność rozpoczął sklep z manufakturą i suknem Chaima Tenenbauma oraz futrami Mojżesza Rabina.
   Jednym z większych najemców u Juchnowieckich był Dom Handlowy „Rozwój”.

Wiesław Wróbel
Biblioteka Uniwersytecka w  Białymstoku

Jojne Winograd, kulawy alfons z ulicy Sosnowej

 

    W przyrodzie nic nie ginie – to znane powszechnie powiedzonko znakomicie pasuje do światka przestępczego przedwojennych Chanajek. Kiedy w 1933 r. z zaułków tej zakazanej dzielnicy zniknęli dwaj najwięksi sutenerzy: Jankiel i Rozengarten, słynny  Jankieczkie i jego szwagier Szmul Gorfinkiel, zwany Kokoszkie (ten pierwszy został zamordowany przez drugiego),  prowadzący swoje tajne przybytki nierządu przy ul. Orlańskiej – na ich miejsce wskoczył natychmiast Jojne Winograd, alfons z ul. Sosnowej.
  Ten nie prowadził domów schadzek, ale za to przy pomocy kilku innych alfonsiaków objął swoją „opieką” kursujące po ulicach prostytutki. Uczynił to w sposób wszechwładny i brutalny. Choć Jojne był niezbyt imponującego wzrostu i do tego utykał na jedną nogę, potrafił zdobyć respekt dla swojej osoby wśród innych, podobnych mu oprychów. Na swoje ofiary wybierał  prostytutki, które pozostawały aktualnie bez tzw. „narzeczonego”.
  Ci ostatni siedzieli właśnie w więzieniu albo trafili na cmentarz w wyniku porachunków złodziejskich mających codziennie miejsce na chanajkowskich uliczkach. Winograd odwiedzał samotne panienki w ich lichych klitkach i żądał haraczu. Prostytutki tak bały się kulawego alfonsa, że nie próbowały nawet protestować. W końcu znalazła się jednak
odważna dziewczyna, która postawiła się swojemu prześladowcy. 
  Pewnego marcowego dnia 1935 r. Jojne Winograd szedł uliczką Cichą ze swoim adiutantem Szmulem Torbelem i mieli dużego kaca. Ażeby go podleczyć potrzebowali kilka złotych na wódkę i parę flaszek piwa. Traf chciał, że z bramy wyszła podległa Winogradowi prostytutka, Chana Berkman. Alfons zastąpił jej drogę i zażądał pieniędzy. Dziewczyna, której ostatnio nie trafił się żaden klient, zaczęła tłumaczyć się ich brakiem. Winograd wymachując swoją lagą zagroził biciem, jeśli nie znajdzie jakiejś gotówki.
  Zrozpaczona Berkmanówna zaczęła krzyczeć i wzywać policję. Skacowany Jojne przyłożył dziewczynie kilka razy kijem i na odchodne obiecał jeszcze, że sam odda ją w ręce posterunkowego za okradanie gości.  Tymczasem zbita prostytutka zamiast wrócić do swojego pokoiku i zrobić okład na siniaki, jak to czyniła wcześniej po wizytach kulawego Jojne, udała się na IV komisariat i złożyła formalną skargę.
  Winograd bardzo szybko dowiedział się o nieprzyjemnej dla siebie sytuacji. Aby osłabić zeznanie Berkman ó- wny posłał  przybocznego Torbela do starszego przodownika Litwina z czwórki, któremu podlegał rejon ulic Krakowskiej, Cichej i Orlańskiej z poufną wiadomością, że niejaka Berkman przed kilkoma dniami ukradła klientowi 20 zł. Pokrzywdzonym miał być palacz z ul. Wesołej. Policja sprawdziła doniesienie, które okazało się całkowicie zmyślone. Kiedy zawiodła metoda dyskredytacji, Winograd postanowił inaczej załagodzić sprawę z mściwą Chaną.
  Wysłał do niej starszego wiekiem Żyda, aby ten odwołał  się do religijnych uczuć dziewczyny. Berkman jednak nie ustąpiła. Doszło do procesu.  W czerwcu 1935 r. przed Sądem Okręgowym przy ul. Mickiewicza stanęło dwóch oskarżonych: Jojne Winograd i Szmul Torbel.
  Po odczytaniu bogatego dossier obu alfonsów, sędzia Korab-Kar- powicz zarządził przesłuchanie świadków. Było ich ze 20. Przeważały oczywiście panienki spod latarni. Obszerne zeznania złożyła tylko Chana Berkman.
   Narada sądu była krótka. Odczytanie wyroku także nie trwało długo. Sąd skazał Jojne Winograda na łączną karę 4 lat więzienia oraz utratę praw obywatelskich na okres 6 lat.
  Pomagier Szmul Torbel zasłużył na 2 lata pobytu za kratkami. Choć ci dwaj mieli przestać grasować w zaułkach Chanaj ek, pozostało tam jeszcze wielu innych alfonsów. Takich jak Hersz Juchnicki czy Alfons (nomen omen) Niewodziński. Teraz oni dobierali się do podniszczonych torebek prostytutek z ich mizernym zarobkiem.

Włodzimierz Jarmolik

Featured Video Play Icon

W miejscu starej kopalni powstał zalew. Teraz można tam wypoczywać!

Mieszkańcy Antonowa spod Orli postanowili zagospodarować teren po dawnej kopalni gliny. Uporządkowano teren, wywieziono gruz, usypano żwirowe ścieżki wokół, postawiono wiatę oraz parking. To wszystko ze środków unijnych. Teraz można tam wędkować oraz miło spędzać czas. Zbiornik to dobre miejsce rekreacji, które wcześniej było terenem niezdatnym do użycia. Oprócz lokalnych miłośników wędkowania nad zbiornikiem pojawia się coraz więcej turystów.

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”.
Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Piękna skóra i dieta, która pomoże ją osiągnąć

Jagody Acai

Jagody Acai są to owoce euterpy warzywnej i jest to obfite źródło przeciwutleniaczy. Mają one niezwykle dobroczynny wpływ na skórę, zwalczają postarzające cię wolne rodniki, wspomagają produkcję kolagenu a także odświeżają cerę. Jagody te charakteryzują się wysoką zawartością kwasów tłuszczowych omega (są one niezmiernie przydatne odporności i dla prawidłowej pracy serca i układu krwionośnego), bardzo wysoką zawartością białka, a także zbawiennych dla zdrowia makro- i mikroelementów.

 

Miód manuka

Miód ten jest wytwarzany przez pszczoły z pyłku kwiatów krzewu manuka, rosnącego w Nowej Zelandii i Australii. Posiada on naturalne właściwości antybakteryjne, działa na wiele opornych bakterii i wirusów w jelitach, a to przekłada się na dobry stan całego organizmu oraz wygląd skóry. Ma on silne właściwości przeciwzapalne, łagodzi podrażnienia skóry, a nawet przewlekłe infekcje. Przywraca on właściwe ph skóry, wspomaga usuwanie martwego naskórka, oczyszcza pory i łagodzi stany zapalne. Można go stosować bezpośrednio na skórę, jako lek na trądzik. Możesz nałożyć cienką warstwę miodu na twarz jak maseczkę, pozostawić na 5 minut a następnie zmyć. Zwróć uwagę na to aby miód manuka był dobrej jakości, kupuj ze sprawdzonych źródeł.

 

Kombucza

Jest to napój o orzeźwiającym, lekko słodkawym smaku, uzyskiwany ze słodzonej herbaty poddanej fermentacji przez tak zwany grzybek herbaciany, zwany też grzybkiem japońskim. Taki napój wspomaga rozwój dobroczynnych bakterii w jelitach, a także usuwa z organizmu metale ciężkie i inne toksyny. Dzięki temu twoja skóra będzie wolna od wyprysków oraz będzie miała młodzieńczy wygląd. Poprawi się również jej elastyczność, jędrność i koloryt. Kombucha pita regularnie pomocna jest przy leczeniu łuszczycy, egzemy i trądziku.

 

Nasiona szałwii hiszpańskiej (chia)

To naprawdę wspaniały pokarm, pełen witamin, mikroelementów i innych składników regenerujących skórę. Nasiona te są świetnym źródłem kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, a także wszystkich aminokwasów egzogennych, które to właśnie odbudowują tkanki i przywracają skórze blask. Ze względu na dużą zawartość błonnika (ok. 25%), który działa korzystnie na układ trawienny nasiona chia polecane są dla osób zmagających się z nadwagą i otyłością.

 

Pestki dyni

To bardzo obfite źródło energii i składników odżywczych. Pestki zawierają witaminy z grupy B oraz E, a także mikroelementy takie jak magnez, mangan, fosfor, miedź i cynk, kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6. Wszystkie te składniki mają dobroczynny wpływ na skórę i są pomocne w leczeniu poważnych dolegliwości skórnych. Pestki dyni wspomagają rozwój przyjaznych bakterii w jelitach i działają przeciwpasożytniczo.

 

Siemię lniane

To świetne źródło egzogennych kwasów tłuszczowych, białka, błonnika, witamin i mikroelementów. Zawarte w siemieniu kwasy omega-3 i związki chemiczne o właściwościach przeciwzapalnych są pomocne w leczeniu egzemy, łuszczycy i trądziku. Siemię działa jak naturalny środek przeczyszczający, wspomaga więc organizm w usuwaniu produktów przemiany materii.

 

Spirulina

Jest bardzo bogata w składniki odżywcze, które wspaniale działają na skórę. Obfituje w białko, witaminy (zwłaszcza A oraz witaminy z grupy B a także witaminę E i K), mikroelementy a także kwasy tłuszczowe. Spirulina jest doceniana za swój dobroczynny wpływ na starzejącą się skórę a także za działanie odtruwające cały organizm.

 

Ocet z cydru jabłkowego

Taki napój wspomaga trawienie. Stymuluje wydzielanie kwasu żołądkowego, sprzyja rozwojowi przyjaznej flory jelitowej i reguluje pH organizmu. Można go pić mieszjąc z wodą lub nierozcieńczony. W jego skład wchodzi duża grupa minerałów i pierwiastków śladowych, takich jak np. potas, sód, krzem, magnez, fluor, chlor, żelazo, miedź, fosfor, siarka, a także witamin z grup: A, B, C, E, P. Zawiera także pogromcę wolnych rodników w postaci beta-karotenu.

 

Młoda pszenica

Sok wyciskany z młodych źdźbeł pszenicy ma wspaniałe właściwości odtruwające a także wspomaga leczenie takich dolegliwości skórnych jak trądzik i łuszczyca. Łagodzi również oznaki starzenia, gdyż ujędrnia zwiotczałą skórę i poprawia jej elastyczność. Dodatkowo ogranicza utlenianie wolnych rodników, dodaje energii, stabilizuje poziom cukru we krwi, odtruwa wątrobę i oczyszcza krew. To prawdziwy superpokarm dla twojego ciała.

 

Brakuje pół miliarda na inwestycję. Dorzucą?

Do końca 2021 roku pociągi do stolicy z Białegostoku mają przyśpieszyć do 160 km/h (obecnie jeżdżą 120 km/h), a później nawet do 200 km/h (w ciągu 10 lat). Inwestycja na interesującym nas odcinku podzielona jest na 3 etapy – modernizację odcinków Warszawa – Sadowne, Sadowne – Czyżew oraz Czyżew – Białystok. Problem jest z tym ostatnim. Do przetargu na jego realizację stanęły dwie firmy. Tańsza zaproponowała przebudowę za kwotę 1,777 mld zł brutto. Tymczasem inwestor – PKP PLK założyła na ten cel 1,275 mld zł brutto. Teraz inwestor musi zadecydować – ogłaszać kolejny przetarg z naiwną nadzieją, że ktoś się zgłosi by zrobić taniej lub podnieść budżet o brakujące pół miliarda złotych.

 

Przy takich pieniądzach zawsze jest to decyzja polityczna. Miejmy nadzieję, że z racji tego iż jest to projekt transgraniczny (Rail Baltica zaczyna się w Estonii, biegnie przez Łotwę oraz Litwę) to Polacy nie dopuszczą do międzynarodowej kompromitacji. Chociaż, nigdy nic nie wiadomo. Warto jednak pamiętać, że rządowym priorytetem obecnie jest Centralny Port Lotniczy pod Warszawą. Stąd też, jakieś tory do Białegostoku mogą być mniej ważne i ostatecznie brakujące pieniądze mogą się nie odnaleźć tak szybko. 

 

Domowe sposoby na kaszel

Domowe sposoby na kaszel, który jest reakcją obronną organizmu. Gdy kaszlesz może być to sygnał, że twój organizm walczy z chorobą lub infekcją. To  dzięki odruchowi kaszlu organizm chroni drogi oddechowe przed szkodliwymi czynnikami. Jest to bardzo złożony proces a przyczyny kaszlu mogą być bardzo różne. Ale jeśli chodzi o różnego rodzaju infekcje tak popularne w sezonie jesienno-zimowym, warto poznać naturalne sposoby łagodzenia tego nieprzyjemnego objawu oraz przygotować domową apteczkę i mieć w niej naturalne syropy, które każdy samodzielnie może zrobić i je zastosować.

Oto domowe sposoby na kaszel :

Syrop z cebuli i miodu – cebula zawiera dużo lotnych olejków, witamin (witaminę C) i minerałów (cynk, krzem, siarka). Pół szklanki miodu i 3 pokrojone cebule wymieszaj i odstaw na kilka godzin a następnie pij kilka łyżeczek dziennie.

 

 

Syrop czosnku i cytryny – czosnek działa antybakteryjnie a taki syrop pomaga oczyścić drogi oddechowe i odkrztusić wydzielinę. Do szklanki przegotowanej ciepłej wody dodaj zmiażdżony ząbek czosnku, dwie łyżki miodu i sok z jednej cytryny. Pij dwa razy dziennie po 2 łyżeczki.

 

 

Syrop z chrzanu – chrzan ma właściwości bakteriobójcze, działa wykrztuśnie i udrożnia drogi oddechowe. Aby go zrobić dodaj dwie łyżki startego korzenia do połowy szklanki ciepłej wody, następnie dodaj miód. Pij dwa razy dziennie po jednej łyżeczce.

 

 

Sok z cytryny i oliwy z oliwek – to prawdziwy eliksir zdrowia, jest świetnym źródłem witamin i minerałów i posiada właściwości przeciwzapalne.  Do pół szklanki oliwy z oliwek dodaj wyciśnięty sok z jednej cytryny. Pij go kilka razy dziennie lub dodawaj do sałatki.

 

 

Herbatka imbirowa –  imbir świetnie rozgrzewa i działa przeciw zapalnie a także leczy infekcje i łagodzi ból gardła. Kilka plastrów świeżego imbiru zalej wodą i gotuj kilkanaście minut, następnie po ostudzeniu możesz dodać miód lub inny syrop owocowy. Pij go dwa razy dziennie.

 

 

Syrop z kopru włoskiego – ma właściwości przeciwzapalne, bakteriobójcze, przeciwgorączkowe i wykrztuśne. Do łyżki rozdrobnionych nasion kopru włoskiego dodaj łyżkę miodu. Przyjmuj to dwa razy dziennie.

 

 

Sok z buraków – wzmacnia drogi oddechowe, ułatwia oddychanie i odkrztuszanie, działa bakteriobójczo i przeciwzapalnie, wzmacnia także system odpornościowy. Możesz go wypić samego lub dodać inny sok owocowy lub miód. Pij dwa razy dziennie po łyżeczce.

Inne domowe sposoby to :

Dostarczanie do organizmu dużej ilości płynów – sprawisz tym, że wydzielina zalegająca w płucach rozrzedzi się i będzie ci łatwiej ją wykrztusić. Dodatkowo picie nawilży śluzówki i kaszel będzie mniej dokuczliwy. Możesz pić wodę, herbatki owocowe i ziołowe, a także płukać nimi gardło np. herbatką z szałwii czy rumianku.

 

 

Inhalowanie się – do gorącej wody możesz dodać olejek eteryczny lub plastry imbiru, a także możesz użyć ziół na przykład rumianku czy tymianku czy szałwii.

 

 

Nawilżanie powietrza – w czasie zimy powietrze w mieszkaniach staje się suche a to powoduje nasilenie kaszlu. Możesz zastosować nawilżacze elektryczne lub zastosować mokre ręczniki, które oddadzą wilgoć powietrzu w mieszkaniu.

Featured Video Play Icon

Poznali się na studiach. Dziś razem produkują wspaniały trunek

Piotr Marzęcki oraz Marcin Seliwoniuk mogą być przykładem na to, że warto studiować. Obaj panowie trafili do tej samej grupy, a z biegiem czasu, gdy lepiej się poznali odkryli w sobie podobne zainteresowania. Ich efektem jest dzisiaj Podlaski Cydr. Nie było to jednak takie proste, bowiem koledzy ze studiów chcieli najpierw produkować wino. Jednak masa problemów spowodowała, że stworzyli bezalkoholowy cydr, w którym rozsmakowali się miłośnicy tego trunku, a efektem było zwycięstwo w konkursie zorganizowanym przez Lubelskie Stowarzyszenie Miłośników Cydru. Produkowany w powiecie hajnowskim Podlaski Cydr musiał naprawdę przypaść do gustu, skoro w województwie lubelskim wybrano produkt podlaski.

 

Z całej tej historii płynie jeszcze jedna konkluzja. Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Oto klucz do szczęścia. Nie jest skomplikowany.

Klucz do szczęścia. Według profesor Sonji Lyubomirsky z Uniwersytetu w Kalifornii wdzięczność zapewnia trwałe poczucie szczęścia. By go doświadczyć każdego dnia, trzeba tylko przypomnieć sobie za co jesteś wdzięczny – światu, losowi, innym ludziom, Bogu. A następnie powiedzieć im o tym, podziękować a także spisać je w specjalnym dzienniku wdzięczności. Wdzięczność jest czymś bardzo ważnym, jest to szczególna cnota, od której zależy czy nasze życie będzie dobre. Obok wdzięczności są także inne cnoty takie jak mądrość, miłość, nadzieja a posiadanie ich wszystkich przyczyni się do ogólnego dobrostanu. Wdzięczność doda ci sił a także pomoże skutecznie radzić sobie w obliczu wyzwań i trudności a także zredukuje ryzyko depresji i zaburzeń lękowych.

 

 

Jak to się dzieje, że okazywanie wdzięczności powoduje, że czujemy się bardziej szczęśliwi? Przeprowadzone badania sugerują, że ćwicząc okazywanie wdzięczności, możemy zwiększyć nasze poczucie szczęścia nawet o 25 procent. Co ciekawe odczuwanie wdzięczności wpływa pozytywnie nie tylko na samopoczucie psychiczne, ale i fizyczne. Osoby, które odczuwają wdzięczność, są bardziej zadowolone, patrzą w przyszłość z większym optymizmem oraz mają lepszy sen. Co więcej, wyrażanie wdzięczności podnosi poczucie własnej wartości, hamuje gniew a także poczucie krzywdy. To właśnie okazywanie wdzięczności zbliża ludzi do siebie oraz pomaga w dawaniu sobie nawzajem oparcia.

Jak można wyrażać wdzięczność?

Wdzięczność to nie tylko mówienie “dziękuję” ale jest to również radość z tego, co się dostało od losu czy od ludzi. Gdy jesteśmy radośni i zadowoleni, mamy ochotę odwzajemnić otrzymaną dobroć. A to wzbogaca nas wewnętrznie i rodzi szczodrość. Dzięki temu chętnie się dzielimy otrzymanymi darami i nie zastanawiamy się czy jest to doceniane czy nie. Dla niektórych osób okazywanie wdzięczności może okazać się trudne. Na przykład dla tych, którzy uważają się za samowystarczalnych, i niepotrzebujących nikogo. Z wyrażaniem wdzięczności mają również problemy osoby pochłonięte sobą i przekonane o własnej wielkości. Czyjaś pomoc w tym momencie upokarza je, a taki rodzaj zależności może być dla niej zagrożeniem. Nie łatwo jest też doświadczyć wdzięczności osobom depresyjnym, gdyż uważają one że nie zasługują na nic dobrego. Inną barierą stojącą na drodze do okazywania wdzięczności jest to, że mamy większą tendencję do przechowywania w pamięci przykrych rzeczy niż tych dobrych. A to właśnie odczuwanie wdzięczności opiera się właśnie na pamięci dobrych doświadczeń. Aby wyrażać wdzięczność trzeba mieć pokorę a także umieć przebaczać sobie i innym. Są to postawy, które wymagają od nas uznania , że nie jesteśmy doskonali ani samowystarczalni.

 

Jak widać wdzięczność jest bardzo złożonym uczuciem, mieści w sobie sprzeczne emocje. Są w tym zarówno pozytywne emocje takie jak radość, uspokojenie ale również negatywne bezradność czy zakłopotanie. Niezależnie w jaki sposób jej doświadczamy, na pewno wzbogaci ona nasze życie a dzięki temu poczujemy się szczęśliwi i spełnieni. Najlepszym na to sposobem będzie każdego dnia dostrzeganie dobrodziejstw losu, a następnie okaż za nie wdzięczność i podziękuj. Bo życie to jeden wielki prezent .

Podlasie ma własną Górę czarownic!

Każde dziecko z lekcji geografii wie, że najbardziej znanym miejscem spotkań czarownic w Polsce jest Łysa Góra w Świętokrzyskim. Tymczasem województwo Podlaskie ma własną górę czarownic. Znajduje się ona w Siemiatyczach niedaleko od zalewu. Mowa tu o “Wilczej Górze” Miejsce jest zarośnięte gęstym lasem i trzeba naprawdę wiele sił włożyć w to, by je odszukać. W końcu XIX wieku etnograf Oskar Kolberg w swoich pracach etnograficznych napisał, że według wierzeń tutejszej ludności na Wilczej Górze kobiety zwane potocznie czarownicami odprawiały swoje rytualne obrzędy. Wokół wzniesienia znajdowało się wielkie składowisko tajemniczych głazów.

 

fot. A. Nowaczuk

 

Tajemnicze miejsce odkrył pewien turysta. Legenda głosi, że wszedł  na jedną z gór i zachwycił się pięknem krajobrazu jaku ujrzał oraz poczuł zapach kwiatów. To sprawiło, że zasnął. Drzemiąc śniło mu się, że stał na wzgórzu, wśród wielkich, rozłożystych dębów, z których widać było dolinę Bugu oraz średniowieczny gród. Na wierzchołku góry pełno było dużych głazów, przy których turysta widział grupę rozmodlonych ludzi, mówiących niezrozumiałym dla niego językiem. Jedna z tych osób miała jednak powiedzieć (zrozumiale rzecz jasna), że jest to miejsce święte, a obcym wstęp wzbroniony. Po przebudzeniu turysta wyciągnął mapę i stwierdził, że znajduje się w miejscu, gdzie jest największa góra w okolicy.

 

Gdy zwiedzający zszedł na dół do Siemiatycz, to dowiedział się, że lokalsi nazywają to miejsce “Górą czarownic” właśnie ze względu na te kamienie. W świętokrzyskiej Łysej Górze podczas sabatu czarownice rozniecały wielki ogień, kłaniały się wielkiej czarownicy, a następnie zasiadały do uczty. Po wieczerzy zaś następowały tańce. W czasie sabatu czarownice doskonaliły swe umiejętności przygotowując nowe czary i mikstury. A gdy rano kogut zapiał wszystkie wsiadały na miotły i odlatywały do swych chatek. Zapewne nie inaczej było w Siemiatyczach.

 

O tajemniczym miejscu powiedział nam Adam Nowaczuk, który odwiedził miejsce i je sfotografował. Za fotografie i informację bardzo dziękujemy!

 

fot. A. Nowaczuk

1919 roku odbyły się wybory w Białymstoku

 

     Najważniejsze wybory – to określenie często nadużywane. Politycy różnej maści i formatu wmawiają nam z uporem, że najważniejsze są te, które właśnie nadchodzą.
   Można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że i owszem są one najważniejsze , ale wyłącznie dla nich samych. To one, albo precyzyjniej my, zadecydujemy co owi wybrańcy znaczyć będą przez następne kilka lat. Drugie kryterium ważności określa sama historia. To ona weryfikuje przyczyny i skutki oraz wydaje wyrok. Politycy podskórnie czują to drugie kryterium, dlatego chętnie swoje, często prywatne ambicje, lubią określać mianem historycznych. Ileż to razy słyszeliśmy o historycznych przełomach, chwilach, czynach i postaciach, na które mitologiczna opiekunka historii Klio, nawet nie zwracała uwagi. 
  Ale w historii Białegostoku były naprawdę historyczne wybory. Takie, które zostały opisane, ale co najważniejsze takie, które wprowadziły inną (co nie znaczy lepszą czy gorszą) jakość. Pierwsze najważniejsze odbyły się 7 września 1919 r. Ale zanim się odbyły, to nieźle się kotłowało. Władzę w mieście od 19 lutego 1919 r. sprawował Tymczasowy Komitet Miejski z Józefem Puchalskim na czele.
  Ale to nie jemu przypadła faktyczna rola głowy miasta w najbliższych miesiącach. Szarą eminencją był Napoleon Cydzik, który 1 marca 1919 r. objął stanowisko Komisarza Rządowego.
Jego głównym zadaniem było przygotowanie wyborów samorządowych, które miały odbyć się we wrześniu.  Cydzik od samego początku swojego urzędowania zmarginalizował rolę Tymczasowego Komitetu Miejskiego. Pomimo tego, że na wspólnych fotografiach zasiadał zawsze obok przewodniczącego Józefa Puc hal- skiego, to właśnie tym zaznaczyć chciał swoją główną rolę. Dystans potęgowała też obcość i brak powiązań Cydzika z mieszkańcami.
   Ówczesne elity białostockie znały się od dziesięcioleci. Bywało, że niektórzy zasiadali w radzie miejskiej jeszcze za carskich czasów. Cydzik, mający doświadczenie w pracy samorządu warszawskiego, był dla białostockich działaczy po trosze narzuconym partnerem, opiekunem i nadzorcą.  Niezręczną sytuację personalną dodatkowo skomplikował dekret z 10 maja 1919 r., na mocy którego rozszerzono granice Białegostoku. Do miasta włączono wówczas Anton iuk, Biało- stoczek, Dojlid y, Dziesięciny, Marczuk, Ogrod niczki, Pie- czurki, Skorupy, Starosielce
(wieś), Słobodę, Wygodę, Wysoki Stoczek, Zacisze i letniska w Zwierzyńcu. W ten sposób powstał, jak to wówczas określano, Wielki Białystok. Powierzchnia miasta, która dotychczas obejmowała 27 km wzrosła o 64 proc. i wynosiła aż 42 km2. Głównym powodem tego posunięcia była chęć zmiany składu narodowościowego mieszkańców. Ludność żydowska, która wysuwała postulat utworzenia Wolnego Miasta Białystok, przestała być liczbowo dominująca. Tymczasem kredyt zaufania do Puc halskiego i jego najbliższych współpracowników uznawano powszechnie za wyczerpany. Już na początku lipca 1919 r. pisano, że „ministerium spraw wewnętrznych – uznało działalność Tymczasowego Komitetu Miejskiego za niedostateczną i postanowiło w przyszłości najbliższej ogłosić dekret o wprowadzeniu prawidłowego samorządu miejskiego w Białymstoku”.  Widząc pogłębiający się kryzys komisarz Napoleon Cydzik 2 lipca wystosował do Puchal- skiego monitujące pismo. Stwierdzał w nim, że „w ostat
nich czasach prace Tymczasowego Komitetu Miejskiego w Białymstoku z powodu nieregularnego uczęszczania jego członków na posiedzenia nie jest tak sprawną i wydajną jak tego wymaga dobro i żywotne potrzeby miasta”. Rozwiązanie kryzysowej sytuacji przyniosło rozporządzenie o wyborach do Rady Miejskiej w Białymstoku ogłoszone w Monitorze Polskim z 26 lipca 1919 r. Wyznaczono je na 7 września 1919 r. Pozostawał jednak wciąż nie rozwiązany problem z ludnością żydowską.
   Po ogłoszeniu terminu wyborów samorządowych, majowe rozszerzenie granic miasta wywołało nowe protesty społeczności żydowskiej. Szczególnie nasiliły się one w sierpniu. Gdy protesty te nie przyniosły oczekiwanego sku- tku ludność żydowska ogłosiła bojkot wyborów. W tych samych dniach, 3 sierpnia 1919 r., ustawą sejmową utworzone zostało województwo białostockie. Fakt ten przyjęto entuzjastycznie. Pisano, że „oto w czwartek Sejm Ustawodawczy obdarzył Białystok szczęściem. Ze zwykłego miasta po
wiatowego, które żyło tylko dzięki przemysłowi i handlowi, podniósł je do godności stolicy województwa białostockiego (…). Stolica województwa zgromadzi szereg urzędów i co za tym idzie liczny zastęp urzędników polskich, powiększając tym samym liczbę mieszkańców miasta”.  Ustanowienie Białegostoku stolicą województwa praktycznie kończyło snutą wizję Wolnego Miasta. Stało się też impulsem jeszcze mocniejszego zaktywizowania środowiska polskiego.
   23 sierpnia 1919 r. na zebraniu członków Tymczasowego Komitetu Miejskiego i pracowników magistratu wybrano kandydatów, którzy mieli ubiegać się o mandaty. Na pierwszym miejscu listy znalazł się Józef Puchalski. Oprócz niego wybrano Stanisława Par fianow icza, Bolesława Rybałow icza, Hieronima Liwerskiego, Franciszka God yńs kiego i Romana Samowskiego. Tymczasem w Białymstoku główną organizacją skupiającą aktywnych działaczy był stworzony na potrzeby wyborów Polski Komitet Wyborczy. Na jego liście nazwanej listą polską znaleźli się między innymi Feliks Filipowicz, Bohdan Ostromęcki, Zygmunt Siemazko, Antoni Gliński, Konstanty Kosiński, Bolesław Szymański, Jadwiga Klimkiew iczowa. Pu- chalski wraz ze swymi kandydatami postanowił wejść w skład Komitetu. Kolejność kandydatów na tej głównej liście ustalono podczas wewnętrznego głosowania. Spośród 63 kandydatów najwięcej głosów otrzymał Feliks Filipowicz (122).
    Józef Puc halski uzyskując zaledwie 26 głosów, znalazł się na przedostatnim miejscu.  7 września 1919 r. odbyły się oczekiwane wybory samorządowe, które przyniosły zdecydowane zwycięstwo Polskiego Komitetu. 35 jego kandydatów weszło w skład 42 osobowej rady miasta. Jednak były też dużym rozczarowaniem dla władz.
   Nie dość, że bojkot społeczności żydowskiej okazał się skuteczny to jeszcze jak podano „dokonane pierwsze wybory do rady miejskiej Wielkiego Białegostoku dały smut ne świadectwo braku zainteresowania się mieszkańców sprawą tak ważną jak gospodarką miejską (…) Do urn wyborczych przybył tylko mały procent wyborców”. Frekwencja wyniosła zaledwie 12 proc.  Konkludowano, że „ludność polska w Wielkim Białymstoku nie dorosła jeszcze do korzystania z praw jakie jej daje samorząd miejski”. Do wybranej rady weszli głównie znani z niepodległościowej działalności: Feliks Filipowicz, Władysław Kolendo, Władysław Olszyńs ki, Wincenty Herma- nowski, Konstanty Kos iński, Bohdan Ostromęcki, Hieronim Liwers ki, Jadwiga Klimk iew i- czowa, Bolesław Szymański, Antoni Gliński i inni.  Pierwszemu posiedzeniu rady miasta, które odbyło się 15 października 1919 r. w hotelu Ritz, przewodniczył Napoleon Cydzik, który inaugurując to posiedzenie wygłosił długą mowę, w której nie wspomniał nawet o Józefie Puchalskim.
    Na tym samym posiedzeniu nowym prezydentem miasta został wybrany Bolesław Szymański, który wcześniej był zastępcą starosty białostockiego. 3 listopada 1919 r. w kurtuazyjnym nastroju odbyła się uroczystość pożegnania Szymańskiego w starostwie. Odchodzącego ze stanowiska wicestarostę żegnał starosta August Cyfrowicz. Określił go „jako dobrego, szczerego, gorliwego zdolnego towarzysza pracy, gotowego do wszelkich poświęceń dla dobra służby na pożytek państwa”. Szymański zaś mówił, że „jeśli był dla podwładnych wymagającym, to robił to jedynie ze względu na dobro ciężkiej służby, zwłaszcza w pierwszych czasach organizacji starostwa”.
 

Dodawał też, że odchodzi ze starostwa „jedynie dlatego, że ulec musi woli obywateli miasta, którzy powierzając mu zaszczytny mandat prezydenta miasta, żądają od niego pracy nad rozwojem i podniesieniem miasta rodzinnego”.  Talent krasomówczy Szymańskiego odsuwał w cień fakt o wspomnianej  niskiej frekwencji w wyborach, w których uzyskał mandat. Prezydentem wybrało go 41 radnych nie zaś wola wszystkich mieszkańców.

Andrzej Lechowski
Dyrektor Muzeum Podlaskiego

Gorzka czekolada – przysmak który przeciwdziała starzeniu

Nie ma chyba na świecie osób które nie lubią czekolady. Więc na pewno wszystkich ucieszy informacja, że czekolada ma dobroczynny wpływ na skórę i cały organizm. Oczywiście chodzi o czekoladę wysokiej jakości niesłodzoną lub taką z niewielką ilością cukru gorzką, o zawartości kakao przynajmniej 85 procent (im więcej kakao tym lepiej). Taka czekolada ma w sobie mnóstwo przeciwutleniaczy, które to właśnie zapewniają skórze wspaniałą kurację przeciwstarzeniową. Gorzka czekolada dobrej jakości, bogata w składniki odżywcze, chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieniowania ultrafioletowego, a przy tym regeneruje ją i wzmacnia.

 

Czekolada ma również właściwości przeciwzapalne, co jest niezwykle pomocne w walce z takimi dolegliwościami skórnymi jak trądzik różowaty czy egzema. Gorzka czekolada jest produktem o stosunkowo niskim indeksie glikemicznym i ładunku glikemicznym, dzięki czemu polecana jest osobom chorym na cukrzycę. Obecne w czekoladzie flawonoidy z rodziny polifenoli mogą hamować utlenianie cholesterolu LDL. Możliwe jest także, że tłuszcze zawarte w kakao i wysokiej jakości czekoladzie (nie zawierającej kwasów tłuszczowych o konfiguracji trans oraz sztucznych kwasów krótko-łańcuchowych) chronią przed nowotworem piersi.

 

 

Powszechnie wiadomo również to, że czekolada stymuluje wytwarzanie dopaminy, hormonu odpowiedzialnego za poczucie błogości i szczęścia. Ale to nie wszystko, czekolada stymuluje też produkcję neuroprzekaźników poprawiających nastrój. Nic więc dziwnego, że sięgamy po nią w chwilach gdy potrzebujemy pocieszenia. Obniżenie poziomu hormonu stresu, kortyzolu spowoduje, że twoja skóra nie ucierpi wskutek rozpadu kolagenu, a to właśnie powoduje stres. Jest duża zależność między tym jak się czujesz a tym jak wygląda twoja skóra.

Jakie inne właściwości ma czekolada?

Wywołuje ona odczucie sytości i pomaga otrzymać lepsze rezultaty w testach wytrzymałościowych. Czekolada powoduje wydzielanie endorfin, produkowanych w mózgu i rdzeniu kręgowym, które to łagodzą ból.Trzeba jednak pamiętać, że zbyt duże ilości spożywanej czekolady mogą prowadzić do otyłości. Dzienna dawka czekolady powinna wynosić maksymalnie 50 g.Stwierdzono, że spożywanie czekolady może być związane z obniżeniem ryzyka wystąpienia chorób układu krążenia. Jedz więc czekoladę o wysokiej zawartości kakao, z małą ilością cukru i zawsze z umiarem.

 

 

Ponadto czekolada zawiera wiele wartościowych składników mineralnych i odżywczych, które odżywią i wzmocnią twoją skórę. A także wzmocnią twój układ odpornościowy i zapewnią ochronę przed wieloma chorobami. Są to między innymi :

– błonnik
– kwasy tłuszczowe jednonienasycone (kwas oleinowy)
– mikro i makroelementy
– cynk
– magnez
– potas
– miedź
– siarka
– wapń
– żelazo
– organiczne związki chemiczne (flawonoidy i polifenole)
– liczne witaminy:

A
B1 (tiamina)
B2 (ryboflawina)
B3 (niacyna)
B5 (kwas pantotenowy)

 

Featured Video Play Icon

To był strzał w dziesiątkę! Mieszkańcy dostali boisko i zacieśniają więzi.

W Białymstoku nowoczesnych boisk, gdzie młodzież (ale też dorośli) mogą grać w piłkę nożną jest wiele. Zupełnie inaczej jest w małych miejscowościach – tam często miejscem spotkań są ławki przed sklepem lub przystanki. Mieszkańcy wsi Jednaczewo (gmina Łomża) mieli to szczęście, że ich pomysł został przez lokalną władzę zmaterializowany. Dlatego dziś mieszkańcy mogą cieszyć się wspaniałym, nowoczesnym boiskiem do piłki nożnej, które ma również oświetlenie, by móc grać wieczorem oraz zacieśniać więzi, co w dzisiejszych czasach jest coraz trudniejsze.

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Samokontrola – poznaj jak rozwijać w sobie tę cechę

Samokontrola to bardzo istotna cecha charakteru, która pozwoli ci osiągnąć postępy w każdej dziedzinie twojego życia, a także pomoże ci osiągnąć każdy zamierzony cel. Jest to również wyjątkowo korzystna cecha potrzebna do budowania twojego poczucia wartości. Wiele osób uważa, że samokontrola czy inaczej mówiąc silna wola jest stałą cechą charakteru czy też umiejętnością, a to oznacza że ją mamy albo nie. Ale czy tak jest w istocie? Otóż samokontrola tak naprawdę działa jak mięsień a to oznacza, że możemy nauczyć się , jak działa, jak go mądrze go używać, wzmocnić i w konsekwencji również podbudować własną samoocenę.

 

Na pewno musisz pamiętać to, że jak każdy mięsień w twoim ciele, samokontrola również jest podatna na zmęczenie i może pewnego dnia przestać działać jeśli go przeforsujesz. Dlatego aby jak najbardziej zwiększyć efektywność samokontroli i wykorzystać ją do budowania poczucia własnej wartości najważniejsze są 3 działania.

 

1. Samokontrola: Wyćwicz w sobie mięśnie silnej woli

Aby zwiększyć siłę woli w znaczących obszarach, możesz najpierw zacząć ćwiczyć mięśnie siły woli w mniej istotnych obszarach. Ćwiczenie dowolnego zadania, które wymaga od ciebie regularnego powstrzymywania automatycznego odruchu (do garbienia się, przeklinania, podjadania słodyczy czy korzystania z dominującej ręki) będzie skuteczne, jeśli będziesz trenować to przez odpowiednią ilość czasu ( co najmniej 4 do 8 tygodni). Używaj więc na przykład swojej niedominującej ręki przy wykonywaniu tak wielu czynności, jak tylko jest to możliwe.

 

2. Samokontrola: Unikaj wahań glukozy we krwi

Jednym z najbardziej podstawowych paliw, jakich wymagają twoje mięśnie silnej woli jest glukoza. Już dawno naukowcy zbadali, że gdy poziom glukozy jest niski samokontrola może również być zaburzona. Dlatego aby twoja samokontrola i siła woli działała jak najlepiej potrzebujesz optymalnego poziomu cukru. Sen i odpoczynek także mają wielki wpływ na funkcjonowanie twojej siły woli. To właśnie zmęczenie bądź niewyspanie spowodują że utracisz zdolność do samokontroli.

 

3. Unikaj pokus lub zarządzaj nimi gdy się pojawią

Oczywiście najlepszym sposobem na zarządzanie pokusami jest po prostu unikanie ich. Ale gdy nie masz takiej możliwości możesz z powodzeniem zastosować inne triki które pomogą ci zwiększyć prawdopodobieństwo uniknięcia niekorzystnych sytuacji. Jednym ze sposobów jest tak zwane unikanie wyzwalaczy. U wielu osób złe nawyki są uruchamiane przez coś, co je wyzwala na przykład zapalenie papierosa kiedy pijesz piwo. Jeśli pragniesz zmienić nawyki, musisz unikać wyzwalaczy, do czasu aż nowy, lepszy nawyk dobrze się zakorzeni. Choć może to być trudne musisz odpuścić sobie picie piwa. Możesz również zastosować trening uważności. Jest to rodzaj medytacji, podczas której przyglądasz się swoim uczuciom i myślom, nie oceniając ich i w ten sposób rozwijasz świadomość swojego ciała i umysłu. Zachowuj się jak obserwator z zewnątrz, zwracając uwagę na emocje i uczucia jakie są w tobie jednak ich nie rozpamiętuj. Ta technika okaże się wyjątkowo pomocna przy radzeniu sobie ze stresem, ale również z zachciankami impulsami czy innymi potrzebami. Tymi działaniami wzmocnisz siłę woli i poczucie sprawczości a dzięki temu osiągniesz wszystkie swoje cele.

 

Featured Video Play Icon

Kompromitacja premiera. Morawiecki chce wytępić wilki?

Kiedy podrzędny polityk, choćby parlamentarzysta bredzi coś publicznie, to można przymknąć oko. Wszak nie mamy systemu dwupartyjnego w Polsce jak w USA, przez co poseł czy senator w praktyce małe ma szanse by to co plecie zmaterializować w obowiązujące prawo. Zupełnie inaczej jest, gdy plecie premier. On każdą bzdurę, którą wypowie może z łatwością ustanowić prawem, o ile nie zbuntuje mu się własna partia, a prezydent nie zawetuje.

 

Dlatego włos się jeży na głowie, gdy premier Mateusz Morawiecki na publicznej konferencji prasowej w Biebrzańskim Parku Narodowym nie dość, że nie rozróżnia Lasów Państwowych od Parków Narodowych, to jeszcze mówi, że zaczyna przybywać w lasach wilków, a on zaczyna się bać i dodaje “Myślę, że z waszą pomocą z wilkami sobie też poradzimy”. W tym momencie dyrektor Biebrzańskiego Parku Narodowego zrobił tak wielkie oczy, jak Arnold Schwarzenegger w “Pamięci absolutnej”, gdy próbował złapać oddech na Marsie.

 

Pamięć absolutna, 1990r., Vision Film Distribution

 

Kompromitacja Morawieckiego była bezdyskusyjna. Miejmy nadzieję, że ktoś mu skutecznie wytłumaczy, że komuniści tępili wilki, przez co te obecnie są pod ścisłą ochroną. W innym przypadku ich populacja byłaby na granicy wymarcia, o czym marzą myśliwi, którzy raz po raz robią jakąś publiczną “aferę” o zagryzione zwierzęta na polu (które powinny być na noc zamykane w stodole), by straszyć ludzi wilkami.

 

Najgorsze, że wystraszyli także premiera Morawieckiego, który ma dość władzy by jak za komuny własnie wilka wytępić. A warto na każdym kroku przypominać, że wilki to wspaniałe, zwierzęta, które regulują nadmiar zwierzyny w lesie eliminując najsłabsze i schorowane – czyli konkurują z myśliwymi własnie. Miejmy nadzieję, że Mateusz Morawiecki pójdzie po rozum do głowy i wszyscy zapomnimy o tej kompromitacji.

Zabytkowe dzwonnica, wnętrza kościoła oraz plebania zyskały nowe życie!

 

Jest wielu turystów, którzy uprawiają tak zwaną turystykę kościelną – pielgrzymują po kraju, modlą się w sanktuariach a przy okazji zwiedzają przepiękne zabytkowe kościoły oraz ich wnętrza. W Podlaskiem takich miejsc nie brakuje. Warto zobaczyć pod tym względem sanktuarium w Studzienicznej pod Augustowem, sanktuarium w Różanymstoku pod Sokółką, a także sanktuarium w Sokółce czy Krypnie pod Białymstokiem. W samej stolicy województwa podlaskiego można zobaczyć Kościół św. Rocha, Katedrę, Kościół św. Wojciecha, ale też miejsca związane z ks. Michałem Sopoćką.

 

Do tej długiej listy warto dopisać jeszcze trzy: Rosochate Kościelne w gminie Czyżew, Stawiski pod Łomżą oraz Kulesze Kościelne pod Wysokiem Mazowieckiem. Bowiem dla turystów  raczej miejsca to nieznane. Warto zobaczyć w Rosochatem Kościelnym 243-letnia dzwonnicę, która jest unikalnym zabytkiem. Natomiast w Stawiskach zwiedzać można kościół, w którym znajdują się małe obiekty zwane malaturą – każde z nich to oddzielne dzieło sztuki. W Kuleszach Kościelnych natomiast znajduje się zabytkowa plebania – z 1874 roku. Wszystkie te miejsca w ostatnim czasie skorzystały ze środków unijnych, dzięki czemu dzwonnica, malatura oraz plebania zyskały nowe życie!

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać. Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Jankiel Geller, wielki miłośnik cudzej biżuterii

Zdawałoby się, że ambitnym, przedwojennym złodziejom imponowały przede wszystkim zasoby bankowych sejfów. Wystarczy poprzyglądać  się wyczynom kasiarzy warszawskich ze Stanisławem Cichockim – Szpicbródką na czele. W bankach białostockich tamtego czasu, do których zaglądali miejscowi i przyjezdni kasjerzy trafiały się jednak zwykle mizerne łupy. Znacznie bardziej opłacało się polować na wyłożone w witrynach sklepów jubilerskich złote pierścionki, broszki i bransolety. Takich punktów zegarmistrzowsko-jubilerskich w naszym mieście było całkiem sporo.

 

Wymieńmy choćby sklepy Gutmana i Segałowicza przy ul. Lipowej czy Zyskina i Zyskowicza, prosperujące przy ul. Sienkiewicza. Właśnie Jankiel Geller, charakterny złodziej z Chanajek, zamieszkały przy ul. Stołecznej 9, upodobał sobie ich cenny towar. Na złodziejską ścieżkę Geller wstąpił jeszcze jako małolat. W drugiej połowie lat 20., po praktyce w okradaniu podkościelnych żebraków  i wyrywaniu torebek z rąk samotnie spacerujących kobiet, wyrósł na asa sklepowych i mieszkaniowych skoków. Praktykę przeplatał z wiedzą teoretyczną, nabywaną od starszych włamywaczy, z którymi miał okazję zaznajomić się podczas pierwszych, więziennych odsiadek. Już wtedy zorientował się, że najlepszy kusz (łup) to biżuteria, drogie zegarki i złote monety. Trzeba mieć tylko dobrego i niezbyt pazernego pasera.  W maju 1927 r. dokonane zostało zuchwałe włamanie do mieszkania Chaima Szpiro przy ul. Kupieckiej. Sprawcy dobrze wybrali swoją ofiarę. Ów handlarz żelastwem znany był z częstych odwiedzin magazynów jubilerskich.

 

Nagromadzone przez niego złoto zniknęło. Zawiadomiona policja rozpoczęła przeszukiwania u znanych w mieście specjalistów od łomu i wytrycha. Nie ominęło to oczywiście i Jankiela Gellera, który w kartotece Ekspozytury Urzędu Śledczego figurował  jako wytrawny klawisznik (złodziej posługujący się podrobionymi kluczami i wytrychami), a do tego miał zamiłowanie do drogich świecidełek.

 

Geller został aresztowany, ale na jego udział w robocie na Kupieckiej nie było wystarczająco pewnych dowodów.  Zanim jednak złodziej ze Stołecznej opuścił areszt, zdarzyła się mu duża przykrość. Razem z nim w celi siedział m.in. Jan Bakun, również zatrzymany w związku ze skokiem na mieszkanie Chaima Szpiro z ul. Kupieckiej. Ten przyznał się w zaufaniu Gellerowi, do którego z szacunkiem odnosili się inni więźniowie, że ma zaszyte w marynarce złote dwudziestodolarówki.   Policja podczas rewizji jakoś ich nie znalazła. Geller, po wysłuchaniu tych zwierzeń postanowił uwolnić Bakuna od jego skarbu. Niestety na tej  operacji dał się przyłapać. Kradzież marynarki okazała się trudniejsza niż sforsowanie drzwi w upatrzonym lokalu. Geller stracił za kratkami dodatkowe cztery miesiące. Przez następne lata różnie układały się losy Jankiela Gellera. Pewne jednak, że w swoich złodziejskich szacunkach nadal stawiał na biżuterię. W 1936 r. wybrał się, zwyczajem wszystkich, zawodowych białostockich włamywaczy na kresy II RP.

 

Odwiedził Brześć, Baranowicze i Słonim. W tym ostatnim miał farta. W małym zakładzie jubilerskim trafiły mu się w ręce złoty zegarek z masywną bransoletą, dwa pierścionki z kamykami, kilka broszek i wisiorków. Po powrocie do Białegostoku zamelinował zdobycz w zakamarkach swego mieszkania przy ul. Stołecznej. Szukał pasera. Agenci  kryminalni z Wydziału Śledczego przy ul. Warszawskiej 6 jednak czuwali. Dostrzegli nieobecnego od dłuższego czasu w mieście Gellera i natychmiast przeprowadzili u niego rewizję. Trafione w Słonimie fanty znalazły się w policyjnym sejfie, zaś Jankiel ponownie trafił do więzienia przy Szosie Baranowickiej. Tym razem na dwa lata.   Kiedy w lipcu 1937 r. okradziony został sklep jubilerski Mełacha Zyskowicza przy ul. Sienkiewicza 3, Jankiel Geller miał murowane alibi.

Włodzimierz Jarmolik

Umiesz się dogadać z ludźmi? Oto 3 powody, przez które jest to ciężkie

Bariery komunikacyjne sprawiają, że rośnie dystans między osobami które chcą się porozumieć i w efekcie maleje szansa na jakiekolwiek porozumienie. Warto je poznać gdyż to one utrudniają komunikację między ludźmi, wpływają zarówno na osobę która je stawia jak i na odbiorcę komunikatu. Natomiast dobre nawyki komunikacji to takie, które zakładają wzajemny szacunek. By komunikacja była skuteczna i dawała wzajemne zrozumienie, obie strony muszą “dawać” i “dostawać”. Jednak nie zawsze tak się dzieje, są pewne blokujące czynniki i to właśnie są te bariery w komunikacji. Warto się im przyjrzeć, gdyż mają negatywne skutki.

 

1. Bariery związane z osądzaniem i ocenianiem

 

Mają one w sobie ocenę i narzucają punkt widzenia mówiącego. Zawarte w tym są w tym również krytykowanie, nadawanie etykietek, stawianie diagnozy a także chwalenie połączone z oceną. To właśnie prowadzi do dużego uproszczenia postrzeganej przez nas rzeczywistości. Etykietka jest workiem do którego wkładamy wielu podobnych do siebie pod pewnym względem ludzi. Te bariery powodują niezrozumienie, niepewność i w efekcie mogą spowodować reakcję agresywną lub obronną u osoby, z którą przecież chcemy się porozumieć.

 

2. Bariery związane z podsuwaniem rozwiązań, rozkazywanie, moralizowanie (zazwyczaj podpierane podsuwanych przez siebie rozwiązań jakimś autorytetem), stawianie zbyt wielu lub niewłaściwych pytań (jest to idealny sposób na zakończenie rozmowy i jednocześnie porozumienia, gdyż rozmówca może dać zdawkową odpowiedz i w ten sposób zakończyć rozmowę), doradzanie (jest na ogół obrażaniem inteligencji rozmówcy, gdyż został potraktowany jak osoba, która nie potrafi rozwiązać jakiegoś zadania). Te bariery są w pewnym sensie manipulacyjne lub wywierają nacisk. Jeśli nawet wypowiesz je z troską, mogą spowodować, że ktoś poczuje się niezrozumiany, a nawet urażony, smutny, przestraszony, gdyż sugeruje się mu, że nie radzi sobie sam a my potrafimy to lepiej.

 

3. Bariery związane z unikaniem udziału w problemach drugiego człowieka. Może to być odwracanie uwagi od problemu czy też logiczne argumentowanie. Te działania spowodują, że czasami mimo dobrych chęci minimalizujemy czyjeś lęki czy problemy. Stworzymy w tej relacji emocjonalny dystans, jednocześnie omijając temat. Dzięki tym zabiegom sami poczujemy się lepiej i bezpieczniej, ale nie będziemy pomocni.

 

Wszystkie bariery utrudniają porozumienie, gdyż zablokują emocje i sprawią, że nasz rozmówca będzie miał coraz mniejszą ochotę aby być szczerym. Zamiast służyć porozumieniu, wręcz przeciwnie mogą sprzyjać gromadzeniu uraz, wycofaniu się z relacji a także utrudnią samodzielne rozwiązanie problemu. Warto o tym wiedzieć aby nie stały się one nawykiem.

Możesz zostać dżokejem, amazonką lub turystycznie jeździć po Puszczy konno

 

Stanica Kresowa to jedna z ciekawszych atrakcji na Podlasiu. Tutaj możemy poczuć klimat jak z polskiego dworu. Agroturystyczne gospodarstwo oraz ośrodek jeździecki mogą być dobrą odskocznią od codziennych spraw. Warto się zmierzyć z czymś nowym – na przykład nauczyć się jazdy konno. Galop przez Puszcze Knyszyńską może sprawić, że poczujemy niesamowity zew wolności, natomiast dzięki strzelaniu z łuku możemy poczuć się niczym Tatarzy lub dawni wojownicy.

 

W stanicy oprócz odpoczynku od codziennego zgiełku, nauczyć się możemy jazdy konnej, ale też przejechać się bryczką – a zimą wziąć udział w kuligu. Jest też odnowa biologiczna. Atrakcja ta znajduje się w Puszczy Knyszyńskiej, w Poczopku, niedaleko Krynek.

 

Stanica Kresowa powstała ze środków unijnych. Jak widać, by skorzystać z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. 
Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Co robić by się nie zestarzeć – poznaj sekrety młodości

Starzenie się organizmu jest naturalnym procesem ale trzeba wiedzieć, że wiek biologiczny nie zawsze odpowiada wiekowi chronologicznemu. Chronologicznie możesz mieć 30 lat ale jeśli będziesz emocjonalnie i fizycznie wypalony to będziesz funkcjonował i czuł się jak osoba dużo starsza.Lub odwrotnie, możesz mieć 70 lat i być bardzo sprawny fizycznie i emocjonalnie. Starzenie się jest przyspieszane przez nagromadzenie się toksyn w ciele. Toksyny dostają się do ciała ze środowiska i pokarmu ale także z toksycznych związków i emocji. Już samo wyeliminowanie tych czynników sprawi, że twój zegar biologiczny cofnie się w stronę młodości. Możesz również zastosować szereg działań które pomogą ci zachować młodość i żywotność i kreatywność przez długie lata. Kluczowe znaczenie ma tutaj zredukowanie produkcji hormonów, między innymi kortyzolu,który przyspiesza procesy starzenia się twojego organizmu. Oto niektóre propozycje takich działań:

Śmiech

Przynosi on niesamowite korzyści zdrowotne, zarówno fizyczne jak i psychiczne. Śmiech z natury jest spontaniczny i jest poza naszą świadomą kontrolą. Dobrym sposobem na uśmiech jest przypominanie zabawnych momentów z różnych okresów życia, można w ten sposób przywołać wspomnienia w rożnych sytuacjach stresowych.

 

 

Oddychanie

Oddychanie jest najlepszym sposobem by pozbyć się stresu, gdyż wtedy ciało traci swój własny rytm.. Możesz usiąść w ciszy, zamknąć oczy i skierować uwagę na oddech, to pozwoli ci odzyskać równowagę i odczujesz przypływ pozytywnych emocji.

 

 

Ćwiczenia

To właśnie ćwiczenia stymulują najlepiej napływ substancji chemicznych, które spowodują “naturalny odlot”. Wykonując właściwe ćwiczenia możesz odzyskać masę mięśniową i w ten sposób siłę, i odwrócić procesy które zwykle towarzyszą starzeniu się.

 

 

Sen

Sen naturalnie redukuje stres i przywraca wewnętrzną równowagę. Więc zawsze, kiedy naprawdę tego potrzebujesz pozwól sobie na drzemkę, to jest prawdziwy luksus dla ciała i umysłu.

 

 

Przebywanie na łonie natury
Pozostawanie w kontakcie z naturą, jest bardzo pomocne w obniżeniu stresu i niemal zawsze redukuje stres. Podczas codziennych aktywności i przebywania w świecie całkowicie stworzonym przez ludzi gromadzisz dużo stresu a wychodzenie na krótki spacer do parku zdecydowanie polepszy twoje funkcjonowanie.

 

 

Wizualizacja
Jest to tworzenie lub przypominanie, przyjemnych obrazów w wyraźni, które dostarczą ci intensywnej przyjemności i rozluźnienia zawsze wtedy kiedy tego potrzebujesz. Możesz wyobrazić sobie wszystko co kojarzy ci się ze spokojem, relaksem i wywołuje pozytywne emocje u ciebie.

 

 

Medytacja

Może przybrać wiele form, ale najważniejsze jest to by uspokoić umysł. Medytacja zdecydowanie obniży twój wiek biologiczny. Poziomy kortyzolu i adrenaliny u osób, które medytują są obniżone, a mechanizmy radzenia sobie ze stresem są silniejsze niż u osób które nie praktykują technik medytacyjnych.

 

Do Puszczy Białowieskiej dojedziemy weekendowym pociągiem!

Lewki to mała miejscowość pod Bielskiem Podlaskim. Jest ważnym punktem na kolejowej mapie Podlasia bowiem wkrótce będzie tam rozwidlenie na dwa kierunki. Pierwszy z nich prowadzi do Czeremchy, drugi zaś do Hajnówki. Przez ostatnie 25 lat było tak, że działał tylko ten pierwszy. Pasażerowie jechali na przykład z Białegostoku do Czeremchy, a następnie pociąg “wracał” do Hajnówki. W połowie przyszłego roku pociągi pojadą z Lewek prosto do Hajnówki, a podróż na 27-kilometrowym odcinku zajmie 24 minuty. Dzięki temu podróże Białystok – Hajnówka skrócą się. To o tyle ważna informacja, że tamte rejony odwiedza sporo turystów ze względu na Puszczę Białowieską.

 

Do samej Białowieży póki co dojechać możemy drogą wojewódzką. Jako, że po drodze mijamy Puszczę, to o rozbudowie infrastruktury drogowej nie może być raczej mowy, więc rozwój infrastruktury kolejowej jest jak najbardziej wskazany. Dlatego dojazd przez Lewki do Hajnówki jest pierwszym zwiastunem tego, co może być dalej. Bowiem zgodnie z zapowiedziami droga do Białowieży ma być także odnowiona w 2019 roku. Następnie pojawią się pociągi weekendowe z Warszawy (być może też Siedlec) i Białegostoku do Białowieży właśnie.

 

Wspaniała to wiadomość dla turystów, którzy nie będą musieli już jechać samochodem czy busem. Szczególnie, gdy kochają wycieczki rowerowe. Jazda przez Puszczę rowerem to naprawdę wielka przyjemność. Dodać należy do tego fakt, że można pojechać bez wizy również na białoruską stronę kompleksu leśnego. Dlatego na przyszłe wakacje można już powoli planować wielkie zwiedzanie Puszczy Białowieskiej niezależnie gdzie mieszkamy. Stanie się ona dostępna jeszcze bardziej. Warto zaznaczyć, że przedsięwzięcie może powstać z opóźnieniem, gdyż bardzo ważnym elementem inwestycji są uwarunkowania środowiskowe inwestycji. Puszcza to bardzo ważne miejsce. Dlatego wykonanie rewitalizacji musi odbyć się z jak najmniejszą szkodą dla przyrody.

Ludzie dawnego Białegostoku: Teodor Zirkwitz

   

    Parafią ewangelicką w Białymstoku zarządzało łącznie 9 duchownych. Chrystian Friedrich Heine (do 1810), Johann August Drepper (1821-1822), Friedrich Christoph Haupt (1826-1838), Theodor Kuntzel (1838-1866), Johannes Brink (1867-1875), Karl Keuchel (1876-1894), Teodor Liss (1897-1903), Teodor Zirkwitz (1903-1938) i Benno Kraeter (1938-1944). Z nich wszystkich, to właśnie Zirkwitz okazał się być najbardziej wyrazistą postacią, która zasługuje na upamiętnienie.

Pastor Teodor Zirkwitz był bez wątpienia lokalnym patriotą, osobą znaną z dobroczynności, a także był bardzo oddany swoim parafianom. Był niezwykle aktywnym pastorem, a oprócz tego był znany z silnego charakteru i nieustępliwości. Jak coś postanowił, to postanowił.

Urodził się w 1863 roku w okolicy Żyrardowa, jako syn pastora Rudolfa Zwirkitza. W 1891 roku skończył studia na Wydziale Teologiczny w Dorpacie (dzisiejsze Tartu w Estonii) i przez kilka następnych lat urzędował w kilku parafiach. Do Białegostoku trafił w 1903 roku i tutaj już urzędował przez następne 35 lat.

Zirkwitz od razu zakasał rękawy i wprowadził bardzo wiele ożywienia do tutejszej parafii. Już w pierwszym roku urzędowania udało mu się załatwić pozwolenie od władz rosyjskich na prowadzenie nabożeństw w języku niemieckim i polskim. Oprócz tego kilka miesięcy po swoim przybyciu zaczął działać na rzecz budowy nowego kościoła. Stary, wydawał mu się być już nieodpowiedni i „dziwnie mizernie odbijał się od pałaców i pięknych domów fabrykantów”. Budowa trwała parę lat i w lipcu 1912 roku w końcu nastąpiło otwarcie kościoła pw. Jana Chrzciciela, który do dziś stoi przy ulicy warszawskiej jako katolicki kościół pw. Świętego Wojciecha.

Pastor cały czas działał, lecz największe wyzwania i trudy przyniosła I wojna światowa. W 1915 roku setki tysięcy ludzi z naszego regionu udało się w bieżeństwo i nie inaczej było z ewangelikami, którzy dodatkowo byli dla Rosjan niepewnym elementem. Rosjanie często wysyłali kozaków by palili domy i zagrody, tak żeby zmusić mieszkańców do opuszczenia domostw i udania się na bieżeństwo w głąb Rosji, tak Kozacy chcieli spalić ukończony 3 lata wcześniej kościół. Przed spaleniem miała go uratować jedna z parafianek, który ubłagała kozaków, żeby tego nie robili.

Z około 5 tysięcy białostockich ewangelików w Białymstoku zostało około 900. Pastor Zirkwitz został tylko dlatego, że przyjaźnił się z księdzem Songajłem, który wyprosił u rosyjskiego gubernatora “ułaskawienie” dla Zirkwitza by ten mógł zostać.

Wojna zawsze sprawia, że żyje się biedniej, ciężej, a i więcej jest biedy i głodu. Pastor Zirkwitz starał się jak tylko mógł, by ulżyć swoim parafianom. Między innymi założył sierociniec, bibliotekę,  kuchnię, która wydawała nawet 500 darmowych posiłków dziennie, oraz sklep dla parafian, w którym mogli zrobić zakupy za grosze. Pastor był wiceprezesem Komitetu Obywatelskiego (a prezesem był wymieniony wcześniej ksiądz Songajło), a niektóre, nie do końca pewne źródła mówią też o tym że został wybrany na burmistrza Białegostoku.

Po wojnie wśród parafian doszło do rozłamu, który rósł przez całe lata 20 i 30. Ci, którzy wrócili z bieżeństwa mieli Zirkwitzowi za złe, że ten został, zamiast udać się z nimi w tułaczkę i dzielić ich niedolę. Oprócz tego, parafianie podzielili się na propolskich i proniemieckich. Zirkwitz popierał odrodzenie się Polski, szerzył wśród parafian lojalność wobec polskiego rządu, włączał się w różne akcje polskich władz, organizował uroczystości odbywające się 3 maja i 11 listopada. W 1927 roku stworzył Towarzystwo Opieki nad Polskim Żołnierzem-Ewangelikiem, a dwa lata później otrzymał od prezydenta Polski Złoty Krzyż Zasługi.

W latach 30 do Białegostoku przybył wikariusz Benno Kraeter, który jako niemiecki nacjonalista skupił wokół siebie parafian, którzy byli w opozycji do Zirkwitza. Niestety, w 1938 roku Zirkwitz przeszedł na emeryturę, a Kraeter, który go zastąpił, okazał się być jego przeciwieństwem i mieć zupełnie inny charakter. Między innymi zaprzestał działalności charytatywnej. Po przejściu Zirkwitza na emeryturę Kraeter nie miał już konkurencji i wtedy to cała praca Zirkwitza, czy to charytatywna, czy to ta na rzecz dobrego sąsiedzkiego niemiecko-polskiego życia runęła w gruzach.

Pastor Teodor Zirkwitz zmarł zaś w Gdańsku-Wrzeszczu w 1943 roku.

Edward Horsztyński

zdrowie zimą

Zdrowie zimą. Jak wzmocnić odporność organizmu?

Zdrowie zimą. Co robić, gdy na dworze coraz zimniej a bakterie i wirusy atakują z każdej strony? Należy dostarczać organizmowi witamin. Świetnym sposobem na to jest zwrócenie uwagi na naturalne kiszonki, które mają właściwości prozdrowotne. Oczywiście najzdrowsze kiszonki są te, które wykonamy samodzielnie. Przemysłowo kiszona kapusta czy ogórki zazwyczaj zawierają środki konserwujące oraz substancje, które przyspieszają proces fermentacji. Są one zakwaszane sztucznie, a to pozbawia je wielu wartości odżywczych i mają one znacznie mniej walorów zdrowotnych niż te, gdzie proces fermentacji przebiega naturalnie. Można kupić zdrowe kiszonki u zaufanego producenta lub w sklepach ekologicznych oraz wybrać produkty z drewnianej a nie plastikowej beczki. Pamiętaj również o tym, że gotowanie pozbawi kiszonki witaminy C i dobroczynnych bakterii.

 

Oto zalety kiszonek

Są naturalnym probiotykiem

Podczas fermentacji powstaje kwas mlekowy. To substancja, która reguluje florę bakteryjną w jelitach, wspomaga trawienie oraz wchłanianie produktów przemiany materii. Dodatkowo oczyszcza organizm oraz wzmacnia system obronny, chroniąc przed chorobami. Są szczególnie zalecane po antybiotykoterapii gdyż przywracają naturalną florę jelitową.

 

Dostarczają witamin i minerałów

Przede wszystkim witamin z grupy B, które to regulują metabolizm oraz ułatwiają trawienie białek, tłuszczów i węglowodanów. Do tego świetnie wpływają na skórę oraz wzmacniają włosy i paznokcie. Pomagają również przyswajać żelazo, a to chroni przed anemią. Sfermentowane produkty są dobrym źródłem witaminy A, E, K oraz magnezu, wapnia, fosforu i potasu.

 

Nie tuczą

Ponieważ mają dużo błonnika nie tylko wpływają dobrze na żołądek i jelita ale również na zachowanie wagi. Błonnik powoduje, że szybko czujemy się syci, zapobiega zaparciom a dodatkowo korzystnie wpływa na poziom cholesterolu i glukozy we krwi. Kiszone produkty lekko zakwaszają organizm a to sprawi, że masz mniejszą ochotę na podjadanie.

 

Są świetnym źródłem witaminy C

Nasz organizm nie wytwarza sam witaminy C, więc musimy ją dostarczać w żywności. To właśnie witamina C zwiększa odporność organizmu, ułatwia przyswajanie żelaza, chroni przed wolnymi rodnikami a także odgrywa ważną rolę w profilaktyce nowotworów.

 

Świetnie działają na kaca

Wysoka zawartość witamin i minerałów pomaga szybko zregenerować organizm i pozbyć się dolegliwości związanych z piciem alkoholu. To nie mit ale prawda, warto wiec sięgnąć w takich momentach po ogórki lub sok z kiszonek kapusty.

Featured Video Play Icon

Ta atrakcja w regionie jest hitem! Leży wśród malowniczych pól i lasów Podlasia.

Ziołowy zakątek w Google ma 1091 opinii. Średnia? 4,6. To potwierdza, że jedna z atrakcji województwa podlaskiego stała się z miejsca prawdziwym hitem. Czym jest ziołowy zakątek? To niesamowity ogród botaniczny, w którym wśród malowniczych pól i lasów Podlasia uskutecznia się najlepsze tradycje zielarskie. Warto tam się wybrać i zobaczyć na własne oczy te niesamowite miejsce. Więcej o Ziołowym zakątku w powyższym filmie. 

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. 
Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Wewnętrzny krytyk – jak osłabić ten niszczący głos w swojej głowie

Wewnętrzny krytyk to krytyczny głos w twojej głowie, który pozwala sobie na wiele, ocenia, osądza, strofuje cię a ogólnie rzecz biorąc niszczy. Co można z nim zrobić? A może lepiej go posłuchać, zastanowić się z skąd pochodzi i dowiedzieć się czego potrzebuje. Ten głos w swojej głowie słyszy wiele osób a są to głębokie przekonania o sobie samym, że nie jesteś wystarczająco dobry, nie potrafisz zrobić czegoś dobrze, nie zrealizujesz swoich celów, nic ci się nie uda, nie jesteś wystarczająco atrakcyjny, mądry etc.., jednym słowem jesteś do dupy.

 

Ludzie, którzy myślą o sobie w ten sposób, nie urodzili się z tym sposobem postrzegania siebie. Każda osoba rodzi się ze swoim indywidualnym temperamentem, z własnymi cechami osobowości, ale na pewno nie z wewnętrznym krytykiem. Ten wewnętrzny krytyk to wewnętrzny głos, składowa głosów rodziców, nauczycieli, kolegów, wszystkich innych osób, którzy nie byli dla nas czuli i wyrozumiali we wczesnych latach dzieciństwa i młodości a także obecnie. Jeśli w dzieciństwie byłeś krytykowany, ośmieszany czy zawstydzany to te słowa zostały w tobie. Zamiast wsparcia i akceptacji dostałeś oceny i to krytyczne, to wyrosłeś w przekonaniu, że jesteś gorszy.

 

Co można zrobić z takimi przekonaniami?

Można się w niego wsłuchać i uświadomić sobie, że są to głosy bezradnych rodziców czy innych opiekunów, którzy nie potrafili inaczej kochać i wychowywać i robili to poprzez krytykę. Prawdopodobnie jako dzieci sami byli krytykowani a następnie przekładali to na swoje potomstwo, nie mając zaspokojonych swoich własnych potrzeb, nie potrafili też odpowiednio zaspokoić potrzeb swoich własnych dzieci. Tak się rodzi niskie poczucie wartości. Prowadzi to do braku akceptacji siebie oraz tego kim się jest. Często udajemy szczęśliwych i spełnionych, zafałszowujemy obraz siebie i tworzymy pozy, żeby być zaakceptowanym. Chcemy zasłużyć na miłość a gdy pojawia się krytyka to cierpimy.

Jak osłabić wewnętrznego krytyka?

Nie ma jakiegoś magicznego sposobu, nie można go do końca zagłuszyć ale przede wszystkim można dać sobie czułość i akceptację. Odpuścić sobie ale nie rezygnować z planów. Mówić sobie “Dasz radę a jeśli nie to trudno, następnym razem się uda”. Takie myślenie da ci wolność i przestaniesz być niewolnikiem perfekcji. Uświadom sobie swoje mocne strony ale również ograniczenia, pozwól sobie na emocje, nawet te trudne. W życiu zawsze zdarzają się rozczarowania i i zawody, i często nie masz kompletnie na nie wpływu. Zacznij od przyłapywania się na krytyce i spróbuj zastępować ją dobrymi słowami i wybaczaj sobie niedoskonałości. To można ćwiczyć jak mięśnie na siłowni. Możesz wykonać proste ćwiczenie, podziel kartkę na dwie części, na jednej napisz swoje negatywne przekonania o sobie a na drugiej części pozytywne. Gdy okaże się, że myślisz o sobie tylko źle spróbuj wypisać wszystkie rzeczy które robisz dobrze, nawet jeśli są to takie czynności jak mycie okna. Najważniejsze w tym wszystkim jest to aby być dobrym dla samego siebie.

Na tej ulicy historia zatoczyła koło. Miejmy nadzieję, że po raz ostatni

Ul. Jurowiecka w Białymstoku stanie się na całej długości dwupasmowa po obu stronach z pasem zieleni i buspasem. Przy tej okazji warto dawną ulicę powspominać gdyż w historii Białegostoku przewijała się wielokrotnie. Tereny leżące przy dzisiejszej ul. Jurowieckiej w XVIII i XIX wieku należały do wsi Bojary oraz wsi Białostoczek. Gdy w XIX wieku włączono je do Białegostoku, to prawdopodobnie właśnie wtedy dzisiejsza Jurowiecka otrzymała swoją pierwszą nazwę czyli była ul. Pocztową. Najstarszy dokument odnaleziony dotyczący tej ulicy datujemy na 1871 rok. Jest to dokument notarialny z nazwą ul. Pocztowa właśnie. Dokument podpisany jest przez Starszego Notariusza Sądu Okręgowego w Grodnie.

Brudny strumyk

Na początku XX wieku, bo w 1902 roku powstała charakterystyczna kamienica, która jest jednym z wielu przykładów białostockiej szkoły muratorskiej. Warto przypomnieć, ze władze Białegostoku w pewnym momencie chciały ją wyburzyć! bo znajdowała się w pasie drogowym. Na szczęście durniowi, który na to wpadł stanął na drodze konserwator zabytków, który objął budynek ochroną. Kamienica ta była świadkiem wielu wydarzeń. Ul. Pocztowa była alejką przy której rosło bardzo wiele drzew. Stały też inne kamienice oraz drewniane domy. Za nimi zaś płynęła rzeka Biała, która różniła się od tej, którą można zobaczyć dziś. Do 1922 roku rzeka Biała była pogardliwie nazywana małym, brudnym strumykiem. Wszystko się zmieniło w nocy 26 lipca. Rzeka wylała tak, że pod wodą znalazło się centrum miasta. Jak widać historia lubi się powtarzać, bo znów po większych ulewach pod wodą jest choćby Jurowiecka.

 

Krwawa rzeź

16 sierpnia 1943 roku kamienica (już przy ul. Jurowieckiej) była świadkiem likwidacji getta. Noc przed akcją Niemców księżyc pięknie świecił nad miastem. Nad ranem Niemcy rozwiesili na terenie getta plakaty, w których poinformowali o wywózce całej ludności getta do pracy na Lubelszczyźnie. Teren getta był otoczony przez wojsko. Przy płocie getta na ul. Smolnej, tuż obok Jurowieckiej Żydzi zorganizowali punkt samoobrony. Ponad 100 młodych osób z karabinami, rewolwerami a nawet jednym karabinem maszynowym. Do tego mieli granaty-samoróbki, siekiery, młoty, noże i “coctaile Mołotowa”. Plan był tak, by podpalić płot getta, a następnie próbować uciec. Gdy parkan spłonął Żydzi ujrzeli niemiecki czołg i żandarmerię. Nikt nie zdołał uciec. Kilka godzin później mały chłopak nieoczekiwanie rzucił w twarz niemieckiego oficera żarówkę z kwasem solnym, co go raniło i oślepiło. Przy sąsiadującej z Jurowiecką ulicą Ciepłą zaczęła się prawdziwa rzeź. Niemcy strzelali do tłumów czekających na wywózkę przy bramie. Chłopiec, który rzucił żarówką od razu został zabity. Niemcy strzelali z kilku stron. Żydowscy bojownicy próbowali walczyć, ale nie mieli szans. Aczkolwiek w walkach podczas likwidacji getta 100 Niemców straciło życie, wielu też było rannych. 

 

 

Stadion i PKS

Między 1962 a 2008 rokiem przy Jurowieckiej znajdował się stadiom im. Janusza Kusocińskiego oraz hala sportowa. Cały obiekt należał do Jagiellonii. Ówczesne władze Jagiellonii na początku XXI wieku planowały w miejsce starego obiektu wybudować “nowy”, który na wizualizacjach jak na tamte czasy, prezentował się całkiem nieźle. Na szczęście skończyło się tylko na dobudowaniu bocznych trybun za bramkami, zaś później Jaga przeniosła się na wspaniały obiekt, jaki obecnie znajduje się przy ul. Słonecznej.

 

Historia Jurowieckiej to także dworzec PKS, który powstał w 1968 roku. Funkcjonował on tam przez ponad 20 lat. Plac dworcowy miał stanowiska odjazdowe. Sam budynek dworca później służył jako dom pogrzebowy, potem warzywniak, a na koniec sklep z odzieżą używaną. Ostatecznie zniknął. Sam dworzec PKS także zniknął, gdyż wybudowany nowoczesny budynek jak na tamte czasy przy ul. Bohaterów Monte Cassino. Na Jurowieckiej zaś powstał “Plac Inwalidów”, na którym przez wiele lat znajdował się bazar.

 

Najnowsze dzieje Jurowieckiej to odremontowanie wspomnianej kamienicy, która miała zostać wyburzona, ale dzięki staraniom mieszkańców została wyremontowana i dziś służy między innymi Radiu Racja, które tam ma swoją siedzibę. Jest też stary dom, który stoi przy rondzie i ul. Poleskiej i miejmy nadzieję, że stać będzie jeszcze długo. Dzisiejsza Jurowiecka to także galeria Jurowiecka, która powstała na miejscu bazaru, a także apartamenty Jagiellońskie, które powstały zamiast galerii Jagiellońskiej.

 

Przebudowa i poszerzenie ul. Jurowieckiej będzie wiązać się również z tym, że wytnie się sporo drzew, które być może pamiętają jeszcze ul. Pocztową. Miejmy nadzieję, że tak jak historia zatoczyła koło i sprawiła, że Jurowiecka po każdej większej ulewie znajduje się pod wodą, to jednak nie powtórzy dalszych losów, jakie miały miejsce na Jurowieckiej. Oby nigdy już nie było tu żadnych strzelanin ani żołnierzy.

Featured Video Play Icon

Oto Podlasianie, którzy mieli pomysł. Dziś mogą świętować sukces.

Burmistrz Szczuczyna Artur Kuczyński, Wójt gminy Łomża Piotr Kłys, Mirosław Angielczyk – szef firmy “Ziołowy zakątek”, Beata Osiecka szefowa BP Projekt, Michał Szubski – szef Stanicy Kresowej, Marek Chmielewski – prezes Kółka Rolniczego w Orli, Marcin Seliwoniuk i Piotr Marzęcki z firmy Selmar, ks. kan. Antoni Loro – proboszcz parafii św. Doroty w Rosochatem Kościelnym. To wszystkie osoby, które dziś mogą świętować sukces. Wszystko dlatego, że nie bały się podjąć decyzji, by sięgnąć po unijne fundusze z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego. Dzięki temu rozwijają swoje firmy, pasje, a także dali drugie życie zabytkom, zbudowali boiska i nowe drogi.

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go “ubrać w ramy”.
Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

 

Więcej o Podlasianach, którzy odnieśli sukces dowiesz się w powyższym filmie. 

Jak schudnąć 5 kg, 10 kg, 15kg. Dlaczego jesteś gruba?

W książce pod tytułem “Paradoks czasu” amerykański psycholog Philip Zimbardo opisuje jak perspektywa postrzegania czasu wpływa na twoje zdrowie oraz w konsekwencji na twoją wagę. W swojej książce opowiada pewną historię jak pewnego razu Oprah Winfrey, znana prezenterka telewizyjna pilnie wezwała go, by spotkał się on z nią i jej koleżankami w jej domu. Kiedy kilka godzin później doktor dotarł do jej domu, zastał kobiety pogrążone w poważnej dyskusji.

 

Wszystkie kobiety siedziały w salonie i zastanawiały się dlaczego są grube. Rozmawiały na ten temat długo i nie były w stanie znaleźć odpowiedzi.Poprosiły więc aby doktor Phil im to wyjaśnił, gdyż ten problem strasznie je męczył. W odpowiedzi usłyszały od doktora “Cóż skoro chcecie znać szczerą prawdę i jesteście na to gotowe to jesteście grube, ponieważ chcecie takie być”. Następnie doktor wyjaśnił im, że to każda z kobiet osobiście dokonywała w przeszłości wyborów, które to powodowały, że przybierały na wadze. Dokładnie im wyjaśnił, że nikt nie zmuszał ich do dokonywania takich właśnie wyborów, dokonywały ich same gdyż tego chciały. Te drobne decyzje, które każda z nich podejmowała w kwestii jedzenia oraz ćwiczeń fizycznych, w końcu doprowadziły do tego, że stawały się coraz grubsze.

 

Ta historia doskonale ukazuje to, że ludzie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji takich najmniejszych wyborów każdego dnia. Wybierając takie, a nie inne działania, kobiety te wybierały również ich konsekwencje. Chciały być szczupłe, lecz dokonywały wyborów w taki sposób jakby chciały być grube.

 

Tak się dzieje, gdy opierasz się na swoich potrzebach w chwili obecnej, a nie na efektach w przyszłości. Koncentrując się na teraźniejszości dokonujemy innych wyborów niż wtedy, kiedy koncentrujemy się na przyszłości. Nikt świadomie nie dokonuje wyboru, by być grubym i często wybieramy chipsy zamiast marchewki czy pączki zamiast pieczywa razowego. Patrząc z perspektywy zorientowanej na dłuższą metę, rzadko kiedy jest to dobre dla ciała. Kiedy pójdziesz na zakupy spożywcze będąc głodna, najprawdopodobniej wrócisz do domu z torbami pełnymi śmieciowego jedzenia. Oczywiście zdajesz sobie sprawę z tego, że powinnaś odżywiać się zdrowo lecz w tym momencie twój żołądek sygnalizuje potrzebę jedzenia natychmiast i bardziej jesteś zorientowana na teraźniejszość. Wszystko wygląda wtedy smakowicie a zwłaszcza słodycze. Natomiast gdy pójdziesz do sklepu najedzona, twój żołądek schodzi na drugi plan pozwalając ci myśleć o przyszłości, i wybierzesz zdrowe produkty, gdyż chcesz być szczupła.

 

 

Więc aby pozostać przy zdrowiu i mieć szczupłą sylwetkę, dokonuj właściwych wyborów każdego dnia, jedz mniejsze posiłki kilka razy dziennie tak aby nie być ani głodnym ani zbyt najedzonym. Zadbaj o aktywność fizyczną i ćwicz każdego dnia. Wpłynie to korzystnie na twoje samopoczucie i wygląd. Już dziś zastanów się czy chcesz być szczupła czy gruba?

Rynek Kościuszki 8. Kamienica Rozenblumów

Powróćmy dziś do  zdjęcia, wykonanego przez Józefa Sołowiejczyka z balkonu jednej z nowych kamienic, stojących po południowej stronie Placu Bazarnego (Rynku Kościuszki). Widzimy na nim uwieczniony w letni dzień 1897 r. narożnik Placu Bazarnego i ul. Mikołajewskiej (H. Sienkiewicza) oraz część północnej pierzei głównego placu miasta.

 

Omówiliśmy już dzieje narożnego domu rodu Zabłudowskich, uznawanego podówczas za jeden z najbardziej prestiżowych obiektów mieszkalno-usługowych w Białymstoku (Rynek Kościuszki 6). Jego front skierowany był  na ul. Mikołajewską, natomiast od strony Rynku budynek posiadał skrzydło boczne, w którym mieściły się w 1897 r. siedziby firm głównych najemców: braci Murawiew i Hałłajów oraz „Magazynu Berlińskiego”. W 1897 r. skrzydło to od zachodu graniczyło z trójkondygnacyjną kamienicą przyporządkowaną przed 1939 r. do Rynku Kościuszki 8. Kamienica Icka Zabłudowskiego na rogu Placu Bazarnego i Mikołajewskiej stanęła nie tylko na działce zajmowanej uprzednio przez murowany zajazd, ale także na sąsiednim placu w 1810 r. należącym jeszcze do Abrama Szejfera.

 

Z kolei interesująca nas dziś kamienica została wzniesiona na parceli należącej w 1810 r. do Benjamina Kana, pozostającego właścicielem nadal w 1825 r. Między tymi datami drewniany dom z czasów Branickich został zastąpiony budynkiem murowanym, w którym ów Benjamin prowadził „szynk ordynaryjny”. W nieznanym bliżej czasie, na pewno przed 1864 r. majątek ten nabył Izaak Zabłudowski, poszerzając tym samym posiadaną wcześniej działkę w kierunku zachodnim. Zapewne jako posag podarował ją swej córce, Małce Rejzli, którą wydał za pioniera białostockiego przemysłu włókienniczego, Sendera (Aleksandra) Błocha.

 

Aleksander zmarł młodo w 1848 r., a Małka zajęła się prowadzeniem przedsiębiorstwa oraz wychowywaniem dzieci. Przeżyła męża o 29 lat, zmarła w 1878 r. Rok później Izba Sądowa Grodzieńska wydała wyrok, mocą którego nieruchomość przy Placu Bazarnym stała się własnością Owsieja Michela, jej brata. Wyrok określał, że posesja zabudowana była wówczas dwoma murowanymi piętrowymi budynkami, w tym jednym od strony Placu Bazarnego (dwupiętrowym od przodu i trzypiętrowym od tyłu, z czterema sklepami od rynku oraz podpiwniczeniem), a drugim od strony ul. Żydowskiej (ul. dr I. Białówny). 

 

Tego samego roku Owsiej Michel, z wykształcenia lekarz pracujący i mieszkający w Warszawie został właścicielem tej nieruchomości, po czym już w 1881 r. odsprzedał ją Lejbie i Encie Rozenblumom, Kadyszowi i Szejnie Barenbaumom oraz Ajzykowi i Nechomie Horodyszczom. Z nimi oraz z ich potomkami nieruchomość przy Rynku Kościuszki 8 była związana do II wojny światowej, przy czym spadkobiercy Ajzyka i Nechomy Horodyszczów w 1934 r. jedną trzecią   praw własności sprzedali małżonkom Brajnie i Samuelowi Zaberko oraz Oszerowi i Poli Wajn. Zapewne niedługo po zawarciu aktu kupna-sprzedaży nowi właściciele zastąpili frontowy dom Małki Rejzli Błoch nową kamienicą, gdyż jej architektura wyraźnie nawiązuje do wzorców typowych dla budownictwa lat 80. XIX w.

 

Rozenblumowie przybyli do Białegostoku z Goniądza w latach 50. XIX w. W kolejnej dekadzie Lejb posiadał już kram w ratuszu, w którym sprzedawał wyroby miejscowej manufaktury (jeszcze jego dzieci w międzywojniu utrzymywały ten lokal), z czasem rozszerzając sprzedaż o bieliznę, kołdry i dywany. Lejb Rozenblum z żoną Entą miał  synów Mejera, Józefa, Ajzyka i Henryka, żonatego z Henią Dworą Bloch (czy Błoch) oraz córki Sorę, żonę Szmula Hersza Segala i Marię, żonę Icka Raszkiesa.

 

Pod koniec XIX w. Rozenblum miał już na tyle wysoką pozycję w lokalnej społeczności oraz zasobny portfel, aby wraz Horodyszczami i Barenbau mami nabyć posesję przy Placu Bazarnym, samodzielnie zaś plac przy ul. Niemieckiej, na którym wzniósł nową trójkondygnacyjną kamienicę (ul. Kilińskiego 10). Lejb zmarł w 1910 r., natomiast Enta dopiero w okresie międzywojennym. Ajzyk Horodyszcz to postać,  o której pisałem w czasie omawiania historii nieistniejącej dziś kamienicy przy Rynku Kościuszki 3. Natomiast Kadysz Barenbaum to przedwojenny właściciel barokowego piętrowego domu na rogu Rynku Kościuszki i ul. H. Sienkiewicza, z racji działającej w nim restauracji, nazywany Astorią.

 

Źródłem majątku Kadysza i Szejny Barenbaumów był prowadzony przez nich sklep papierniczy i skład materiałów piśmienniczych oraz sprzedaż tapet. Sklep ten na pewno istniał już w 1897 r. i funkcjonował do 1915 r. Pod koniec zaboru rosyjskiego Barenbaum wydał serię widokówek Białegostoku, zaopatrzonych dodatkowo w informację o jego magazynie papierniczym. Do ich produkcji wykorzystał m.in. zdjęcia autorstwa Józefa Sołowiejczyka. Wiele z nich zachowało się do dziś w prywatnych i muzealnych kolekcjach. W 1897 r. w domu Rozenblumów, Horodyszczów i Barenbaumów działała sprzedaż dywanów i kołder oraz wyrobów manufakturowych i sukiennych Lejby Rozenbluma.

 

Działała także drukarnia Szmula Lewina. W 1913 r. mieścił się tu salon męskich ubrań E. Patowa oraz oczywiście skład przyborów piśmienniczych Kadysza Barenbauma, który po 1919 r. prowadzili jego synowie Noach i Bendet (później Noach założył własną firmę pod nazwą „Progres”). W 1924 r. działał tu sklep towarów bławatnych należący do Icka Raszkina, zięcia Lejby Rozen- bluma. Rok później odnotowano sprzedaż naczyń kuchennych i wyrobów żelaznych „Metalurgia” Łazara Berensztejna.

 

W 1933 r. na kamienicy pojawił się nowy szyld, informujący klientelę o działalności domu handlowego „Uniwersalny” Mikołaja Denisowa. Kamienica  nie przetrwała II wojny światowej, a w czasie powojennej odbudowy powstały tu zupełnie nowe budynki, pozbawione jakiegokolwiek związku z bogatą historią tego miejsca.

Wiesław Wróbel
Biblioteka Uniwersytecka w  Białymstoku

Fach miał w małym palcu

   

     Jak Szanowni Czytelnicy tej rubryki mogli się już przekonać, wśród przedwojennych złodziei istniały liczne specjalizacje.
  W całej II RP wiadomo było, że najlepsi kasiarze są rodem z Warszawy, Łódź ma wytrawnych speców od łomu i wytrycha, Wilno słynie ze swoich szopenfeldziarzy (złodziei sklepowych), zaś ze Lwowa pochodzą wszechobecni w całym kraju doliniarze. 
  A co na to ówczesny Białystok? Jeśli miałby się już kimś pochwalić, to także swoimi kieszonkowcami. Działali oni nie tylko na bruku białostockim, lecz wyjeżdżali na gościnne występy do stolicy, bywali w Krakowie, ocierali się nawet o Berlin czy Paryż. 
  Jednym z dużych autorytetów w chanajkowskiej ferajnie był niewątpliwie Abram Duczyński, znany jako Mejsze, wszechstronny złodziej z ul. Marmurowej. Swój doliniarski fach można rzec miał w małym palcu. Mejsze penetracją cudzych kieszeni zajął się jeszcze w latach 20. Złodziejskim sprytem robił wrażenie nawet na kieszonkowcach pamiętających czasy carskie. Uwijał się w tym czasie głównie wśród klienteli Siennego i Rybnego Rynku.
  Co i rusz odzywał się tam rozpaczliwy krzyk jakiejś okradzionej handlarki czy paniusi robiącej zakupy. Doliniarz ma jednak tak długo fart, dopóki nie zostanie odnotowany w Urzędzie Śledczym, a jego fotografia nie trafi do albumu niepoprawnych przestępców.
  Ten wątpliwy zaszczyt spotkał Abrama Duczyńskiego gdzieś na początku lat 30. Złapany na gorącym uczynku przez wywiadowcę policyjnego w cywilu zainkasował swój pierwszy półroczny wyrok. Zaraz potem przyszła druga odsiadka. Odtąd policja miała go już stale na oku.
  Był recydywistą.  Jedną z typowych dla Abrama Duczyńskiego kieszonkowych robótek odnotował w czerwcu 1935 r. Dziennik Białostocki: „3 bm. po południu nieznany sprawca skradł na Rynku Kościuszki Marzannie Kietkowskiej z kieszeni palta 20 zł.
  Na skutek alarmu poszkodowanej znajdujący się w pobliżu Jan Kozak oświadczył jej, że widział złodzieja, że go pozna. Policjant wraz z owym świadkiem udał się do Wydziału Śledczego (Warszawska 6), gdzie po okazaniu albumu przestępców, Kozak rozpoznał notorycznego złodzieja Abrama Duczyńskiego, który na podstawie zeznań Kozaka osadzony został w więzieniu”.  Mejsze miał jednak nie tylko smykałkę do kradzieży, ale też dobrego adwokata. Był nim mecenas Bronisław Gruszkiewicz, etatowy można rzec obrońca oprychów z Chanajek. Kiedy 26 czerwca przed Sądem Grodzkim odbyła się rozprawa doliniarza, pan mecenas „udowodnił alibi swojego klienta i wobec braku dowodów Duczyński został uniewinniony i sąd zarządził zwolnienie go z więzienia”.
  W grudniu 1935 r. policja białostocka, zgodnie ze swoim zwyczajem, zrobiła przedświąteczną obławę na chanajkowskich złodziei i oszustów. Podczas wizytacji różnych melin policjanci trafili również na ul. Legionową, do mieszkania Josela Szczyrka. Znaleźli u niego podejrzaną pakę z konfekcją damską w środku. Według słów meliniarza trefny towar dostarczył mu niejaki Abram. To spowodowało, że nazajutrz posterunkowi z wszystkich czterech białostockich komisariatów doprowadzali na Warszawską 6 znanych złodziejaszków o tym imieniu. Był wśród nich oczywiście i nasz Abram Duczyński. Tym razem jego wizyta na policji nie trwała długo. Miał mocne alibi. Siedzieć poszedł za to jego kumpel z Chanajek – Abram Tyszlerman. 
  Dokładnie rok później, w pewne grudniowe popołudnie fartowny zdawałoby się złodziej z Marmurowej fatalnie się zasypał. Udawał pasażera na przystanku autobusów zamiejscowych usytuowanego przy Rynku Kościuszki. Gdy wsadził rękę do cudzej kieszeni, która okazała się własnością Bronisława Wróbla, burmistrza miasta Goniądza, został zdemaskowany. Przed Sądem Okręgowym zeznawało kilku wiarygodnych świadków. Mejsze trafił na 2,5 roku do celi szarego domu przy Szosie Baranowickiej.

Włodzimierz Jarmolik

Parking pod ziemią, a nad park kulturowy. Jak zagospodarować Plac NZS?

Wielki, pusty i niezagospodarowany. Politycy mają na niego chrapkę, zaś w internecie przewijają się wizualizacje dotyczące zmian. Mowa tu o Placu NZS, a wcześniej Placu Uniwersyteckim w Białymstoku. Choć to jest normalne skrzyżowanie, gdzie panuje zasada prawej ręki, to wiele osób myśli że jest to rondo. I tak od lat setki samochodów dziennie objeżdża go raz tak, raz tak. Na szczęście miejsce nie jest to niebezpieczne, ale chyba każdy widzi w nim większy potencjał.

 

Przed wyborami samorządowymi oczywiście nie zabrakło miejsca na dyskusje także o zagospodarowaniu Placu NZS. Pojawiły się takie pomysły by stworzyć parking podziemny, na górze zrobić prawdziwy plac z ławeczkami. Można było zobaczyć też wizualizację, na której obok placu przebudowane zostanie miejsce tak, by dodać do niego jeszcze pomnik Lecha Kaczyńskiego. Jedno jest pewne, zagospodarowanie tego wielkiego terenu jest konieczne. Jest to zwyczajne marnotrawstwo terenu.

Podziemny parking

Obok mamy wiecznie zatkane dwa małe parkingi – na Suraskiej oraz na Rynku Kościuszki. Niezależnie od pory dnia i pory roku znalezienie wolnego miejsca w ścisłym centrum graniczy z cudem. Nie jest to tylko problem Białegostoku, ale w zasadzie wszystkich dużych miast. Są tacy magicy w rządzie co upatrują rozwiązanie tego problemu w podniesieniu cen za postój do 20 zł za godzinę, jednak to nie o zdzieranie pieniędzy tu chodzi.

 

Nawet gdyby prezydent Białegostoku dostał od rządu możliwość podniesienia cen do tak drakońskich cen (obecnie limit to 3 zł za godzinę), to przecież problem z ilością samochodów by nie zniknął. Zatem skoro każdy chce mieć w dzisiejszych czasach samochód, to trzeba reagować nie walką ale pomocą. Stąd też budowa parkingu podziemnego jest bardzo pożądana. Pytanie tylko – gdzie go zbudować. Wiele lat obowiązywała koncepcja by taki parking wcisnąć między budynkami na tyłach Rynku Kościuszki, Suraskiej i Liniarskiego.

 

Pod ziemią miał być parking, na pierwszym piętrze toalety, zaś na samej górze siedziba Straży Miejskiej. Koncepcja była bardzo ciekawa lecz ostatecznie nic z niej nie wyszło. Nie oznacza to, że nie można do tej lub podobnej wrócić, tyle że przy Placu NZS, gdzie miejsca jest zdecydowanie więcej.

Park kulturowy

Parking rzecz jasna miałby być pod ziemią. A co nad nią? Przede wszystkim plac jest otoczony z każdej strony ulicą, więc trzeba by było stworzyć do niego bezpieczne dojście. Malowanie pasów dla przechodniów to raczej pomyłka. Sensowna by była kładka nad jezdnią prowadząca od strony parku, dzięki czemu, na plac wchodziłoby się właśnie z parku. Sam teren placu zaś można by było zagospodarować jako park kulturowy, pokazujący jak dawniej wyglądało nasze miasto. Przeniosłoby się tam wszystkie wartościowe drewniane domy, których nie zdążyli spalić… sami wiecie kto. Oprócz tego wszystkie uliczki ułożyć by można z kocich łbów, a nad drewnianym mini-osiedlem zawiesić dawne latarnie. Wszystkie domy powinny być otwarte, tak by można było wejść do środku i poczuć klimat sprzed 100 lat.

 

Takim rozwiązaniem byśmy nie tylko sensownie zagospodarowali plac, lecz także pozbylibyśmy się problemu drewnianych domów rozrzuconych pojedynczo po całym dawnym mieście.

Tylko nie pomnik

Obserwując propozycje Budżetu Obywatelskiego można zauważyć, że każdego roku mieszkańcy mają ciągoty by postawić jakiś pomnik. Na Rynku miał stać pomnik św. Floriana, teraz propozycja jest by pojawiła się ławeczka z Franciszkiem Karpińskim. A to Lech Kaczyński przy Placu NZS własnie. I tak ciągle jakieś pomniki. Dlatego przy dyskusji o zagospodarowaniu Placu NZS na pewno nie zabraknie zaraz głosów, by stawiać także tam jakiś pomnik.

 

My tradycyjnie jesteśmy przeciwni, gdyż pomników u nas jest już wystarczająco dużo.

Aromaterapia – poznaj magiczną moc zapachów

Zapachy mogą dodawać energii, pobudzać oraz czynić nas skuteczniejszymi w codziennych zmaganiach z rzeczywistością. Co ciekawe, na część osób energetycznie działają zapachy orzeźwiające oraz świeże nuty cytrusowe, a na innych egzotyczne aromaty przypraw, kwiatów i ziół. Udowodniono, że te orzeźwiające nuty doskonale motywują do działania, dodają energii i skutecznie budzą. Japończycy wykorzystują aromaterapię do zwiększenia efektywności w pracy i “doładowującymi akumulatory” zapachami aromatyzują powietrze w pomieszczeniach biurowych.
Cytrusowe aromaty świetnie sprawdzają się latem, gdyż wtedy najbardziej potrzebujemy uczucia świeżości. To właśnie nuty cytrusowe, wodne i morskie są optymistyczne i kojarzą się z witalnością i młodością. Energii dodają również zapachy egzotycznych kwiatów owoców i przypraw.

 

Nie od dziś wiadomo, że różowy kolor rozwesela, dodatkowo potwierdzono badaniami, że dodaje pozytywnej energii. Dlatego też soczyste zapachy malin, porzeczek nastrajają bardzo optymistycznie. Do tego różowe zapachy mają jeszcze jedną pozytywną cechę – ocieplają w chłodniejsze dni sprawiają, że czujemy się miło i bezpiecznie.
Jesienią potrzebujemy bardziej rozgrzewających zapachów i taką moc ma zapach wanilii oraz zapachy słodkich owoców a także niektóre gatunki drewna oraz piżmo. Te zapachy na większość osób zadziałają wyciszająco, rozleniwiająco i poczujemy się w nich bardzo przytulnie.

 

Gdy chcesz poczuć świeżość, lekkość oraz większą witalność wybierz zapachy związane z naturą, a dokładnie nuty ziołowo – drzewne, przywodzące na myśl leśną gęstwinę zapachy sosnowego igliwia, brzozowej kory, drewna cedrowego i paproci. To właśnie te zapachy sprawią, że zaczniesz oddychać pełną piersią oraz poczujesz energię. przyrody.

 

A oto przewodnik po nutach poprawiających nastrój oraz dodających energii a także wyciszających i uspokajających.

Szałwia, mięta, rozmaryn – te trzy zioła potrafią dodać rześkości, lekkiego chłodu oraz zaczepnego charakteru.

 

 

Werbena – jej listki wydzielają słodki zapach i pełen energii armat. Kiedyś wierzono, że mają magiczną moc zapewniającą trwałą miłość.

 

 

Owoce cytrusowe – mają świeży, energetyzujący lub cierpki zapach. To one dadzą ci zastrzyk pozytywnej energii.

 

 

Gruszka – pachnie miodem i dlatego idealnie poprawia nastrój swoją słodyczą. Niektórym, może kojarzyć się to z młodością i dzieciństwem.

 

 

Kwiat pomarańczy – pozyskiwany z niego olejek neroli ma gorzkawy aromat, który dodaje orzeźwienia a w aromaterapii obniża poziom hormonu stresu – kortyzolu.

 

 

Jaśmin, róża, piwonia – te zapachy są ciężkie i zmysłowe ale także energetyczne i dodające pewności siebie. Na Bliskim Wschodzie zapachów tych używają mężczyźni gdyż dodają im odwagi i siły.

 

 

Czerwone owoce – maliny, porzeczki, żurawina mają soczysty aromat i sprawią, że się uśmiechamy na sam ich widok.

 

 

Różowy pieprz – jest jednocześnie słodki i ostry a to sprawi że nasze zmysły się pobudzą i wyostrzą, odczujemy pozytywny zastrzyk energii.

 

W tych miastach będzie tylko po jednym kandydacie. Nikt nie chce z nimi konkurować?

Kolno i Wysokie Mazowieckie to dwa miasta w województwie podlaskim, gdzie wybory samorządowe w zasadzie zostały rozstrzygnięte już teraz. Zarówno w jednym jak i o fotel burmistrza ubiega się jeden kandydat. Nie oznacza to jednak, że Panowie Andrzej Duda (nie Prezydent) i Jarosław Siekierko zostaną burmistrzami z automatu. W przypadku, gdy o urząd ubiega się tylko jeden kandydat to musi on zdobyć głosy “na Tak”. Oczywiście głosów tych musi być więcej niż “na Nie”. Najwięcej osób bije się o fotele prezydenckie – Białegostoku (5 kandydatów), Łomży (7 kandydatów) i Suwałk (5 kandydatów).

 

Warto sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego oprócz obecnych włodarzy Kolna i Wysokiego Mazowieckiego nikt nie chce rządzić. Są tak idealni, że nie mają opozycji czy też Kolno i Wysokie Mazowieckie mają tak duże problemy, że nikt nie chce się za nie łapać?

Kolno

Miasteczko liczy sobie 10 000 mieszkańców, zaś prawa miejskie ma od 1425 roku! Wydawałoby się, że tak stare miasta w dzisiejszych czasach powinny sobie radzić najlepiej. Jednak przypomnijmy, że Białystok względem Suraża, Supraśla czy Tykocina zyskał dopiero, gdy zaborca wybudował u nas linię kolejową. Najbliższymi sąsiadami Kolna są Grajewo, Pisz, Ostrołęka i Łomża. Pierwsze dwa mają dwa razy więcej mieszkańców niż Kolno, zaś kolejne dwa 6 razy więcej. Taka dysproporcja powoduje, że potencjał gospodarczy Kolna jest mocno ograniczony – bowiem wokół ma silną konkurencję. Tereny Kolna to także w 86 procentach użytki rolne, zatem jego mieszkańcy w głównej mierze mogą żyć z rolnictwa i drobnej przedsiębiorczości oraz usług. W Kolnie jednak znajdują się zakłady, które zatrudniają ponad 500 osób. Dodatkowo są też duże sklepy.

 

Dlaczego więc tylko jeden kandydat? Budżet na 2018 rok Kolna zakłada dziurę budżetową w wysokości 3 mln zł. – Budżet jest napięty, ale musimy wykorzystać szanse na rozwój miasta jakie niosą możliwości pozyskania dofinansowania zewnętrznego na miejskie inwestycje. Dlatego ten budżet ma tak ambitne założenia i przewiduje rekordowo duży front inwestycyjny – mówił Burmistrz Kolna Andrzej Duda na łamach portalu UM Kolno.

 

Andrzej Duda jest związany z PiS. W 2015 roku przymierzano go do objęcia stanowiska Wojewody Podlaskiego, ten jednak postanowił zostać w Kolnie na stanowisku burmistrza. Na forach lokalnych portali można przeczytać wiele negatywnych komentarzy o burmistrzu, jednak wydaje się, że Andrzej Duda w Kolnie ma po prostu spokój – w postaci braku realnej opozycji. Stąd też nie ma nawet chętnego, by stanąć z Dudą do rywalizacji, której wątpliwą nagrodą byłoby kombinowanie skąd wziąć brakujące w budżecie 3 miliony.

Wysokie Mazowieckie

Miasteczko leży obok Szepietowa – gdzie jest linia kolejowa Białystok – Warszawa oraz obok Zambrowa, gdzie jest prawie ukończona droga ekspresowa Białystok – Warszawa. Co ciekawe, w Wysokiem Mazowieckiem mieszka więcej ludzi niż w Szepietowie. Zambrów ma “tylko” dwa razy więcej mieszkańców. Dlatego Wysokie Mazowieckie nie ma tak silnej konkurencji sąsiedzkiej jak Kolno. Do tego bliskość ekspresówki i linii kolejowej powinno nadawać miastu silny potencjał gospodarczy. Warto też przypomnieć, że w mieście znajduje się znana w całej Polsce Mlekovita.

 

Co ciekawe dochody budżetu wynoszą dokładnie tyle samo co wydatki budżetu. Dla potencjalnych kontrkandydatów sytuacja wręcz idealna, gdyż przejmując urząd nie wskoczyliby na minę. Jednak jest pewien szkopuł – skoro burmistrz nie zadłuża miasta i prowadzi racjonalną gospodarkę finansową, to w takim razie po co go zmieniać? Być może i tutaj chętnych na zmianę nie było, bo każdy z potencjalnych rywali uznał z góry, że nie ma żadnych szans.

 

Wyniki wyborów “Na Tak” i “na Nie” potwierdzą czy obaj Panowie Burmistrzowie rzeczywiście nie mają potencjalnej konkurencji.

 

na zdj. Kolno, fot. PanSG / Wikipedia

Jak zwiększyć szczęście w życiu ? Poznaj 12 ścieżek

Według Dalajlamy, nawet najmniej oświeceni pośród nas mogą natychmiast zacząć stosować dwie proste techniki, aby zwiększyć poczucie szczęścia w swoim życiu. Pierwsza polega na wskazaniu rzeczy w swoim życiu, które sprawiają że jesteś szczęśliwy a następnie robieniu ich więcej i częściej. Technika ta wydaje się dość prosta ale w rzeczywistości okazuje się trudna do zastosowania. Podążanie za szczęściem wymaga czasu, cierpliwości oraz szczerości. A to co kiedyś lubiłeś może ulec zmianie i przyznanie się do tego przed sobą wymaga odwagi. Podczas tej drogi trzeba być przygotowanym na różne niepowodzenia i rozczarowania jednak samo płynięcie powinno sprawiać ci przyjemność.

 

Druga technika natomiast stanowi odwrotność pierwszej. I polega na uświadomieniu rzeczy w twoim życiu, które sprawiają, że jesteś nieszczęśliwy i robieniu tego mniej. I również to zadanie może okazać się niezbyt łatwe i niemożliwe do wykonania w całości. Należy pracować nad ustaleniem źródeł swojej nieszczęśliwości, po to by następnie pracować nad ich eliminowaniem. Podczas tego procesu także unikaj zagrożeń ale zdobywaj nowe doświadczenia i poznawaj nowe rzeczy i naucz się przyjmować zmiany z otwartymi rękami. To ty sam już dziś możesz zdecydować, by postrzegać zawsze szklankę jako do połowy pełną i cieszyć się smakiem jej zawartości. Czyniąc to wykorzystujesz maksymalnie swój czas, wybierając szczęście zamiast zwątpienia, radość zamiast smutku i przyjemność zamiast bólu.

Jak pisze Dalajlama : “Nie potrzebujemy pieniędzy, nie potrzebujemy większego sukcesu ani sławy, nie potrzebujemy doskonałego ciała ani nawet doskonałego partnera, gdyż w tym momencie mamy umysł, który jest całym podstawowym wyposażeniem jakie jest nam potrzebne do osiągnięcia pełnego szczęścia”

“Większość ludzi jest mniej więcej tak szczęśliwa, na ile pozwoli na to swoim umysłom” – Abraham Lincoln

Jak zwiększyć szczęście w swoim życiu?

Psycholożka Sonja Lyubomirsky opracowała 12 możliwych ścieżek, za pomocą których możesz zwiększyć swój poziom szczęśliwości. Przyglądaj się każdemu z tych 12 kroków a następnie zastanów się w jakim zakresie znajdują one zastosowanie w przypadku twojej osoby:

1. Wyrażaj wdzięczność
2. Unikaj nadmiernego zastanawiania się oraz rozpamiętywania
3. Naucz się przebaczać
4. Ćwicz bycie uprzejmym
5. Podtrzymuj relacje
6. Dbaj o swoje ciało
7. Smakuj radości życia
8. Zwiększaj swoje doświadczenia i zaangażowania
9. Kultywuj optymizm
10. Wyznaczaj oraz realizuj cele życiowe
11. Wytwarzaj strategię radzenia sobie
12. Praktykuj religię i dbaj o swoją duchowość

“Czas, którego marnowanie sprawia ci przyjemność, nie jest czasem zmarnowanym” – Bertrand Russell

Tajemnicza krypta pod kościołem. Kto się znajduje w trumnie?

Zabytkowe świątynie bardzo często przyciągają turystów dzięki swojemu wyglądowi, historii czy też wyjątkowym zdobieniom wewnątrz. Są też miejsca zwykle dla turystów niedostępne lub dostępne bardzo rzadko, owiane tajemnicą, budzące największą ciekawość – to podziemne krypty. Wielokrotnie spoczywają w nich nie tylko księża czy zakonnicy, ale także królowie, inni władcy czy też szlachta. Na przykład w Białymstoku w krypcie białostockiej katedry spoczywa Izabela Branicka, Katarzyna Poniatowska (nastoletnia bratanica Stanisława Augusta Poniatowskiego – ostatniego króla Polski), a z doczesnych abp Edward Kisiel.

 

Jednak warto pamiętać, że to na południu naszego województwa rozgrywały się najciekawsze historie. Dlatego też jeżeli uwielbiamy zwiedzać krypty, to warto wybrać się do Siemiatycz. Tam spoczywają przedstawiciele rodu Sapiehów – Kazimierz Karol, Michał Józef, Jerzy Felicjan oraz Benedykt Paweł. Oprócz nich w krypcie pochowany został także zasłużony dla Siemiatycz hr Heryk Ciecierski, autor popularnych pamiętników. I to właśnie z przekazów ustnych po pogrzebie tego ostatniego zachowała się informacja, że krypty w Siemiatyczach istnieją. Kilka lat temu młoda historyczna Natalia Andrzejewska próbowała je zobaczyć, lecz proboszcz kościoła pokazał jej tylko dwie małe piwniczki i stwierdził, że niczego innego nie ma.

 

Przeczyło to temu co mówią starsi mieszkańcy miasta pamiętający własnie pogrzeb Ciecierskiego. Zatem albo proboszcz urzędując kompletnie nie interesował się co jest pod ziemią albo zwyczajnie nie chciał nikomu tego pokazywać. Do podziemi udało się zejść naszemu Czytelnikowi Adamowi Nowaczukowi, który postanowił podzielić się z nami zdjęciami z tego miejsca za co dziękujemy. Jak widać na tych fotografiach – żadnych trumien nie widać. Wszystko dlatego, że zwyczajnie ich tam nie ma…

 

 

Gdzie więc są? Tego nie było wiadomo. 2 lata temu wspomniana Natalia Andrzejewska, historyczka przeprowadziła poszukiwanie grobowców. Razem z ekipą TV Lublin oraz ze Stowarzyszeniem Historycznym Exploatorzy.pl po otrzymaniu zgody od konserwatora zabytków oraz proboszcza zaczęła prace poszukiwawcze, do których przygotowywała się przez rok. Zadanie nie było zbyt łatwe. Na początku historyczka próbowała ustalić ile osób zostało pochowanych w podziemiach kościoła. Niestety źródła były niekompletne, ani nie było ciągłości w ich spisie. Nie wiadomo kompletnie nic, co się działo między 1822 a 1933 rokiem. Właśnie w 1933 pochowany był hr. Henryk Ciecierski. Łącznie ustalono, że pochowanych jest łącznie 17 osób. Wiadomo też było, że jedna (ale nie jedyna) krypta znajduje się pod ołtarzem.

 

Podziemia kościoła kryć powinny szczątki Ciecierskiego, czterech osób z rodu z Sapiehów oraz dwunastu proboszczów i zakonników. W piwnicach nie było śladu po pochówku, jedynie tylna ściana wyglądała na dobudowaną. Historyczka miała fotografię z 1967 roku, na której było widać dwie trumny pod głównym ołtarzem. Zaginęły zaś trumny Sapiehów oraz 11 księży. Nie było też trumny hr. Ciecierskiego. 

 

Żeby nie rozmontowywać całego zabytkowego kościoła w poszukiwaniu trumien należało zrobić to bezinwazyjnie czyli georadarem. Poszukiwania głównej nawy nic jednak nie dały. Jednak na bocznej nawie odnaleziono przestrzeń, która mogła być kryptą. Następnie odkryto puste przestrzenie także w północnej nawie i przy wejściu do kościoła. Ostatecznie udało się odnaleźć kryptę pod południową nawą kościoła. Pod cegłami znajdowała się zdobiona trumna z metalowymi obiciami (zdj. główne). Krypta jest jednak zabudowana i tylko decyzją konserwatora zabytków oraz proboszcza może stworzyć z tego wspaniała atrakcję turystyczną. 

 

Materiał TVP Historia (od 7 minuty 30 sekundy, same poszukiwania od 14 minuty)

https://vod.tvp.pl/video/bylo-nie-minelo,na-kaplicznej-gorze,27919121

 

Co z pozostałymi trumnami? W czasie okupacji sowieckiej prawdopodobnie znienawidzone ślady Rzeczpospolitej magnackiej były masowo niszczone i wyrzucane. Tak też mogło stać się z trumnami. Jeden z czytelników Głosu Siemiatycz z przekazów rodzinnych wie, że szczątki z wyrzuconych trumien mogły zostać podczas sowieckiej okupacji uratowane przez Antoniego Nowickiego i Wacława Szyszko. Obaj zebrali i z powrotem ułożyli szczątki w trumnach ratując je. Czy to właśnie uratowane szczątki znajdują się pod ziemią?

 

Historia siemiatyckich, podziemnych krypt jest jeszcze niedokończona. Czy kiedyś uda się ustalić dokładnie losy wszystkich 17 osób pochowanych w podziemiach kościoła? Czas pokaże.

 

Zdjęcie główne – klatka z programu “Było nie minęło” TVP Historia
Zdjęcia: Adam Nowaczuk
Źródła: esiemiatycze.pl, podlasiemniejznane.wordpress.com, TVP Historia

Historia klasztoru Sióstr Miłosierdzia

 

    Budynek klasztorny przy Rynku Kościuszki 5 został wybudowany z fundacji Jana Klemensa Branickiego w 1768 r. Sprowadzone przez niego Siostry Miłosierdzia aż do likwidacji w 1864 r. administrowały szpitalem i przytułkiem. Później gmach klasztorny przejęło utworzone w 1855 r. białostockie Towarzystwo Dobroczynności.
  Utrzymywało ono sierociniec i przytułek, a środki na ich prowadzenie zarząd Towarzystwa uzyskiwał m.in. poprzez wynajem pomieszczeń w gmachu poklasztornym. Po ewakuacji miasta w lipcu i sierpniu 1915 r. Towarzystwo wstrzymało prace na kilka miesięcy. Zostało reaktywowane w styczniu 1916 r. i pracowało z wielkim pożytkiem dla ludności Białegostoku aż do odzyskania niepodległości w 1919 r.
  Przez pierwsze dwa lata okresu międzywojennego gmach poklasztorny pozostawał własnością Towarzystwa Dobroczynności. Ale nowe realia polityczne i społeczne dały asumpt do podjęcia starań o przywrócenie stanu pierwotnego, zniweczonego decyzją Murawjowa.
  Już pod koniec 1920 r. grupa białostoczan zwróciła się do magistratu z sugestią ponownego sprowadzenia do Białegostoku Sióstr Miłosierdzia oraz zgodnie z ich dziejową rolą powierzenie im opieki nad bezdomnymi i sierotami. W ostatnich dniach 1920 r. prezydent Szymański zwrócił się do władz zgromadzenia informując, że budynek klasztorny znajduje się nadal w posiadaniu Towarzystwa Dobroczynności i to z nim należałoby prowadzić pertraktacje w sprawie odzyskania mienia. Głównym inspiratorem całego przedsięwzięcia był Józef Karpowicz.
  Negocjacje trwały przeszło pół roku. Dopiero 3 sierpnia 1921 r. do Białegostoku zjechała siostra wizytatorka z Warszawy w towarzystwie siostry Alojzy Rowińskiej i ks. dyrektora Sowińskiego, aby osobiście uzgodnić dalsze postępowanie. Gości ze stolicy przyjęto na plebanii u ks. Lucjana Chaleckiego. Wspólnie z Karpowiczem i białostockim proboszczem udali się do siedziby Towarzystwa Dobroczynności, gdzie z władzami organizacji uzgodniono szczegóły związane z przejęciem gmachu i powrotem Sióstr Miłosierdzia do Białegostoku.
  Józef Karpowicz przekazał na cel remontu zaniedbanego klasztoru niebagatelną sumę 100 tys. marek polskich, dzięki którym udało się odświeżyć ponad stuletni zabytek. Ostateczne przejęcie mienia na podstawie aktu notarialnego odbyło się 26 marca 1923 r., a w kilka dni później – po 59 latach nieobecności – do klasztoru ponownie weszły siostry. Na czele odnowionej fundacji Branickiego stanęła siostra Adela Bilińska.
  Aż do wybuchu II wojny światowej w klasztorze znów działały Szarytki prowadząc sierociniec. Nadal duża część budynku była wynajmowana pod różnego rodzaju działalność handlowo-usługową. Po 1919 r. był tu nadal hotel, przemianowany z „Niemieckiego” na „Stary”.
  Do 1929 r. jego właścicielką pozostawała Charlotta Eberling. Urodziła się w 1845 r. w Siemiatyczach, w niemieckiej rodzinie nazwiskiem Fiebig. W 1867 r. wyszła za Reinholda Eberlinga, syna supraskiego tkacza Gotliba. Jej małżonek pracował w Choroszczy jako siodlarz i może to on prowadził początkowo skład i produkcję siodeł w budynku poklasztornym, zanim identyczny biznes rozpoczął tu Stanisław Homan. Reinhold i Charlotta doczekali się kilkorga dzieci, w tym Anny po mężu Blank.
  Po śmierci Charlotty w 1929 r. Anna przejęła prowadzenie hotelu, ale cztery lata później zrezygnowała. Obok hotelu działała sprzedaż wędlin Pawła Kaufmana i Rozalii Ginter. Homan przekwalifikował się, uruchamiając sklep z bronią i amunicją, który działał przez całe dwudziestolecie międzywojenne.
  W 1921 r. Mozes Bułkowsztejn uruchomił tu sklep galanteryjny. W czasie okupacji sowieckiej ponownie zsekularyzowany klasztor został przemianowany na dom dziecka. Budynek uległ zniszczeniu w ostatnich dniach okupacji hitlerowskiej. Był to jedyny ocalały budynek z całej południowej pierzei Rynku Kościuszki.
  Wnętrze klasztoru było wypalone, strop pierwszej kondygnacji zawalił się, nie było też żadnej więźby dachowej. Pierwszy wykaz zabytków, które należało podźwignąć z ruin, został sporządzony 6 listopada 1944 r. i zawierał wyłącznie obiekty powstałe w ramach mecenatu rodu Branickich. Wśród nich znalazł się klasztor Sióstr Miłosierdzia.
  Już w 1945 r. powołano Komitet Odbudowy SS. Szarytek z ks. Aleksandrem Chodyko na czele, w skład którego weszli inż. Jerzy Tryburski i inż. Antoni Choroszucha. Oni też zostali wyznaczeni na kierowników odbudowy. Działali według projektów wykonanych w latach 1947-1949 przez architekta Stanisława Bukowskiego (sylwetki tej postaci przypominać nie trzeba, a zainteresowanych odsyłam do jego biografii autorstwa Sebastiana Wichra).
  Prace trwały do 1950 r. W 1954 r. ponownie ulokowano w nim Państwowy Dom Dziecka, a Siostry Miłosierdzia uzyskały jedynie część gmachu z przeznaczeniem na swoje mieszkania. Dopiero po 1989 r. odzyskały obiekt i dziś prowadzą w nim Niepubliczne Przedszkole Nr 2 Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Św. Wincentego a Paulo.

Wiesław Wróbel

Mały świat niemieckich ewangelików

 
  W wielonarodowym i wielowyznaniowym Białymstoku istniał kiedyś też światek niemieckich protestantów. Dziś zostało po nim tylko kilka zabytków i mała grupa wiernych.

  Pierwsza protestancka parafia na terenie dzisiejszego województwa podlaskiego powstała w Sidrze w powiecie sokólskim w 1566 roku (zbor kalwiński), a wiek później w podbiałostockim Zabłudowie (zbor ewangelicki), gdzie Jan Klemens Branicki sprowadzał niemieckich rzemieślników i specjalistów.
  Sam Białystok zaczęło zamieszkiwać więcej protestantów w latach 1795-1807, kiedy to po III rozbiorze Polski Białystok został przyłączono do Prus. Białystok stał się siedzibą departamentu Prus Nowowschodnich i sprowadziło się tu wielu urzędników i wojskowych. Białostoccy protestanci zamieszkiwali wówczas głownie ulicę warszawską tworząc dzielnicę Kleindorf. Dzisiejszy kościół św. Wojciecha przy ulicy warszawskiej był wybudowany właśnie przez nich, jako kościół pw. św. Jana Chrzciciela.
  Spory rozkwit społeczności protestanckiej miał miejsce w 1831 roku, kiedy to Rosja chcąc ukarać Polaków za powstanie listopadowe wprowadziła granicę celną między Królestwem Polskim, a Rosją. Dla wielu fabryk z marionetkowego królestwa Rosja była głównym rynkiem zbytu i chcąc uniknąć płacenia granicznego cła, zaczęto przenosić fabryki do Białegostoku, z czego lwią część fabrykantów stanowili Niemcy, a wraz z nimi przybyli do Białegostoku niemieccy robotnicy i wykwalifikowani majstrowie.
 Przy ulicy Młynowej był cmentarz, który ze względu na przepełnienie zamknięto w 1890 roku i otworzony nowy przy ulicy wasilkowskiej i jego część możemy oglądać do dziś.
 Protestancka społeczność miała wielki wpływ na miasto. To właśnie protestant był właścicielem pierwszej białostockiej gazety, tak samo jak protestantem był autor pierwszego planu miasta. Dzięki nim Białystok miał pierwszą straż pożarną.
 XIX wiek był okresem największego rozkwitu dla populacji białostockich ewangelików i zmiany przyniosła dopiero I wojna światowa.
 W 1915 roku gdy Rosjanie przegrywali wojnę z Niemcami, w naszym i nie tylko regionie miało miejsce tzw. Bieżeństwo, masowy exodus ludności. Władze ciągle straszyły giermańcem co “będzie babom cycki obcinął” więc wielu zostało uchodźcami dobrowolnie, lecz wielu do bieżeństwa zmuszono. Na Niemców położono specjalny nacisk, gdyż obawiano się ich braku lojalności do Imperium Rosyjskiego. Kozacy często palili chłopskie zagrody by chłopi nie mieli powodu zostawać i zmusić do bieżeństwa. To samo chcieli zrobić z ewangelickim kościołem przy ulicy warszawskiej. Według świadków, kozacy przyjechali z pochodniami i krzyczeli “zżecz, zżecz giermanskuju kirchu!”. Kościół miała uratować jedna z parafianek, która miała odwagę do nich podbiec i powiedzieć “bratcy, to chrystianskij sobor, smotrite bolszoj krest na wierchu!”. Zabrano jednak parafialne pieniądze i pięć dzwonów, które potem przetopiono na rzecz wojska.
W 1914 roku w Białymstoku mieszkało 4,500-5000 ewangelików, a cała parafia wraz z okolicą liczyła ich około 8000. Po biezeństwie i przesunięciu frontu zostało ich w mieście około 900. Pastor Zirkwitz (który zasługuje na oddzielny artykuł) został z parafianami tylko dlatego, że przyjaźnił się z księdzem Antonim Songajłem, który wyprosił u gubernatora możliwość zostania dla Zirkwitza. Ten zaś dwoił się i troił, by pomóc swym parafianom w ten ciężki wojenny czas.
 Niewielu ewangelików wróciło do Białegostoku z bieżeństwa i w latach 20 mieszkało ich w Białymstoku już tylko około 1500.
 W okresie międzywojennym parafia podzieliła się na dwie grupy. Pierwsza, propolska skupiała się wokół pastora Zirkwitza, a druga proniemiecka, skupiała się wokół wikariusza Kraetera. Ci pierwsi, nie raz czuli się po prostu Polakami wyznania ewangelickiego. Zaś sam Zirkwitz, choć dalej był Niemcem, był też polskim patriotą i szerzył wśród parafian lojalność do państwa polskiego. Zirkwitz odszedł jednak na emeryturę w 1938 roku przez co Kraeter nie miał już konkurencji przez co po wojnie lokalne władze komunistyczne atakowały białostockich protestantów za ich proniemieckość.
 Jeśli chodzi o wybitne jednostki pochodzące z tej społeczności i urodzone w Białymstoku, to na pewno trzeba wymienić Hansa Ziglarskiego (1905-1975). Ziglarski był bokserem i wicemistrzem olimpijskim. Srebro zdobył w 1932 roku podczas igrzysk olimpijski w Los Angeles. Wcześniej brał udział w olimpiadzie w Amsterdamie z 1928 roku. Wielokrotnie brał udział w mistrzostwach Niemiec. W 1925 roku został wicemistrzem w kategorii muszej, w 1928 mistrzem w wadze koguciej, a w 1933 był wicemistrzem.
 W 1903 roku urodził się w Białymstoku Ernst Krenkel i był synem szkolnego inspektora. Gdy był dzieckiem, wraz z rodzicami przeniósł się do Moskwy i tam już zostali na zawsze. Krenkel był polarnikiem i radiotelegrafistą pierwszej radzieckiej dryfującej stacji polarnej “Siewiernyj Polus-1”.  W 1938 roku za sukcesy polarnicze dostał najwyższy tytuł honorowy ZSRR, tytuł Bohatera Związku Sowieckiego. Drukowano znaczki i pocztówki z jego wizerunkiem, oraz uczono o nim w szkołach. Podczas II wojny światowej kierował ewakuacją dzieci polarników z zagrożonej przez jego rodaków Moskwy, a także zajmował się ewakuacją Instytutu Polarniczego w głąb Rosji. Zmarł w 1971 roku w Moskwie.
 Bardzo niejednoznaczną postacią był urodzony w 1875 roku w Dojlidach (które przez trzy pokolenia należały do rodziny Hasbachów) Erwin Hasbach. Działacz mniejszości niemieckiej w II RP, z wykształcenia agronom. Hasbach podczas I wojny światowej walczył w armii niemieckiej najpierw na froncie zachodnim, a później wschodnim. W 1918 był oficerem łącznikowym z I Korpusem Polskim gen. Muśnickiego. W 1919 roku chciał się zapisać do Wojska Polskiego by bić się z bolszewikami, lecz odmówiono mu ze względu na narodowość.
 W okresie międzywojennym najpierw zarządzał majątkiem w Waliłach na białostocczyźnie, a następnie przeniósł się do Zamku Bierzgłowskiego pod Toruniem.
 W latach 1919-1922 był posłem na sejm, a w latach 1922-1930, 1935-1939 senatorem. W 1923 współpracował z rządem polskim przy wypłacie odszkodowań dla Niemców wysiedlonych z Wielkopolski, a jego imieniem nazwano fundusz udzielający im kredytów.
 Przez większość lat 30 mieszkał na Pomorzu. Drugiego września 1939 roku, po ataku Niemiec na Polskę, został prewencyjnie internowany przez Polaków i wywieziony na Kresy. Tam został uwolniony przez Armię Czerwoną i wrócił do swojego majątku na Pomorzu. Za swoją działalność na rzecz mniejszości niemieckiej został jeszcze w 1939 roku uhonorowany przez III Rzeszę złotą odznaką NSDAP. Choć nie mógł nie przyjąć takiego odznaczenia, bo skończyłoby się to śmiercią, to faktem jest, że w 1940 roku, czy to dla świętego spokoju, czy to przekonania, zapisał się do NSDAP. To, że tyle z tym zwlekał pozwala przypuszczać, że być może nie bardzo miał wybór, tak samo jak po 1945 roku zmuszano niektórych Polaków szantażem i groźbą do zapisania się do PZPR. Jak było naprawdę, tego nie wiemy, możemy tylko spekulować. Zmarł w 1970 roku w Weingarten. Pierwszą żoną Erwina była Mally Becker (1877-1904), córka Generała Gustawa Beckera, który był bratem Eugene Beckera,założyciela białostockiej fabryki pluszu. Ich ślub odbył się w 1903 r. w Berlinie.
 Bratem Erwina Hasbacha był Waldemar, bardzo ciekawa postać. Urodził się w 1878 roku i mieszkał przy dzisiejszej ulicy Sienkiewicza, oraz w majątku Pogorzałe. Waldemar był pionierem nowoczesności i miłośnikiem innowacji i nowinek technicznych. Był pierwszym Białostoczaninem, który miał samochód. W swoim majątku przeprowadził odwadnianie bagien i za pomocą nowoczesnych metod starał się ulepszyć ogrodnictwo i rolnictwo. Podobno nigdzie nie było takich dorodnych i wielkich warzyw jak u niego. Gdy wybuchła I wojna światowa Rosjanie oskarżyli go o dywersję, zarzucając, że osuszanie bagien miało ułatwić marsz wojskom niemieckim. Uniknął aresztowania, bo został wcześniej ostrzeżony. Zmarł w 1942 roku.
 Z trzech braci najważniejszą postacią w Białymstoku był jednak Artur Hasbach. Artur posiadał Fabrykę Sukna i Trykotów, która zatrudniała około 200 osób. Cieszył się dużym szacunkiem, zasiadał w radzie powiatu i należał do śmietanki towarzyskiej ówczesnego w Białymstoku.
 W 1915 roku Rosjanie ewakuowali nie tylko wielu mieszkańców, ale wywozili też wyposażenie wielu fabryk. Nie inaczej było z fabryką Hasbachów. Choć jego rodzinie udało się zostać, to on sam jednak wolał udać się na wschód, by pilnować swoich wywożonych maszyn fabrycznych. Po powrocie próbował działać i reanimować rodzinny przemysł lecz nie było łatwo. Kryzys lat 20 i 30 zmusił Artura do ogłoszenia bankructwa. W 1938 roku opuścił Białystok i zmarł 2 lata później w Berlnie.
 Szacuje się, że po wojnie zostało w Białymstoku od 50 do 150 protestantów. Reszta obawiając się Sowietów odeszła w 1944 roku wraz z Niemcami. Ci, którzy zostali nie mówili głośno o swoich pochodzeniu. Dla powojennych władz komunistycznych każdy protestant był utożsamiany jako zwolennik nazizmu.
Obecnie mieszka tu kilkadziesiąt protestantów, a od 2002 roku znów mają swoją parafię.
Edward Horsztyński

Gródek istnieje już 520 lat. Sprawdź dlaczego to miasteczko jest wspaniałe!

Znany głównie z festiwalu Basowiszcza, trochę mniej z zalewu z plażą, a najmniej – bo tylko przez wtajemniczonych i miejscowych – z lasów przepełnionych grzybami. Mowa tu o Gródku. Miasteczko ukończyło 520 lat istnienia. Gródek był zaznaczany już na starych mapach. Jego historia sięga XV wieku i związana jest z rodem Chodkiewiczów. W 1498 r Aleksander Chodkiewicz ufundował tu klasztor prawosławny, który później został przeniesiony do Supraśla. W Połowie XVI wieku Gródek otrzymał prawa miejskie. W późniejszych czasach miejscowość przechodziła kolejno w ręce Paców, Sapiehów oraz Radziwiłów. W 1897 r. utracił prawa miejskie.

 

Historia Gródka to także historia podlaskich Żydów. Przed II wojną światową stanowili oni połowę mieszkańców. W miejscowości znajdowało się kilka! drewnianych synagog. W 1941 r. Niemcy utworzyli tam getto, do którego trafiło ok. 2,5 tys. Żydów. Pracowali m.in. przy budowie dróg oraz wyładunku i załadunku wagonów na pobliskiej stacji kolejowej w Waliłach. Getto zostało zlikwidowane 2 listopada 1942, a jego mieszkańcy wywiezieni do obozu przejściowego w Białymstoku.

Dzisiaj Gródek jest znany z festiwalu Basowiszcza oraz imprezy Siabrouskaja Biasieda. Do Gródka można dojechać samochodem, rowerem (przez Puszczę Knyszyńską) oraz w sezonie letnim pociągami w weekendy, które dojeżdżają do Walił malowniczą linią kolejową także przez serce Puszczy Knyszyńskiej. Mało kto wie, ale w lasach pod Gródkiem jest bardzo dużo grzybów, dlatego jego okolice to wręcz raj dla grzybiarzy. Jedno jest pewne, warto odwiedzić Gródek przy każdej możliwej okazji. Jest to małe, wspaniałe miasteczko, któremu życzymy co najmniej kolejnych 520 lat istnienia!

 

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

koncentracja i pamięć

Koncentracja i pamięć. Co robić aby je poprawić?

Koncentracja i pamięć. To może być prostsze niż myślisz. Jak to zrobić? Oto jeden z klasycznych sposobów – kup trzy piłeczki i zacznij żonglować.

 

Niezwykłemu wpływowi żonglowania na ludzki umysł przyjrzeli się naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego. I dzięki ich badaniom, dziś wiadomo, że żonglowanie zaledwie trzema piłeczkami zwiększa objętość tak zwanej istoty białej w mózgu aż o 5 procent. To zaś wpływa na usprawnienie komunikacji między różnymi rejonami mózgu. Zmiany te były znaczące bez względu na to, jak dobrze badane osoby nauczyły się podrzucać i łapać piłeczki. Oznacza to, że dla twojego mózgu ważniejszy jest sam proces uczenia się niż osiągnięcia. Porównać to można do jazdy na rowerze – kiedy się jej nauczysz, już nigdy nie zapomnisz.

 

Koncentracja i pamięć. Dlaczego żonglowanie zmienia architekturę mózgu?

Mimo tego, że żonglowanie kojarzy ci się z dziecięcą zabawą, to tak naprawdę jest bardzo skomplikowanym zadaniem wzrokowo – ruchowym. Angażuje obie strony ciała, równomiernie uaktywniając obie półkule mózgowe. Rozwija się wtedy spoidło wielkie mózgu, które zawiaduje procesami poznawczymi pomiędzy półkulami, umożliwiając w ten sposób łączenie przepływających informacji. Dodatkowo rozwija się również widzenie obwodowe oraz zmysł kinestetyczny.

 

Jak widzisz żonglowanie może być jednym z prawdziwych sekretów osiągania sukcesów w życiu, gdyż dzięki tej czynności osiągniesz stan zrelaksowanej koncentracji. A to jest klucz otwierający drzwi do pełnego potencjału twojego umysłu.

 

Koncentracja i pamięć. Co jeszcze uzyskasz żonglując piłeczkami?

– wzmocnisz swoją zdolność do nauki
– uruchomisz większy potencjał swojego umysłu (sprawność działania i kreatywność)
– wzrośnie koordynacja twoich ruchów i wszelkich działań
– wzmocnisz i poszerzysz zaufanie do siebie
– rozwiniesz swoje umiejętności organizacyjne

 

To właśnie żonglowanie wytwarza takie cechy jak : ekspansywność, zrelaksowanie, zwiększy twoją ekspresję a także aktywność twórczą. W czasie żonglowania niezbędne jest uniesienie oczu i głowy ku górze, a to jest charakterystyczne dla stanów zadowolenia, radości oraz otwarcia się na aktywne działania. Warto również zachęcać dzieci do żonglowania, gdyż wspomoże to ich uczenie się a także cierpliwość, koncentrację i wytrwałość.

 

Koncentracja i pamięć. Czy już wiesz jak je rozwijać?

Rośliny psychoaktywne – poznaj rośliny, które w różny sposób wpływają na funkcjonowanie mózgu

Wśród roślin psychoaktywnych znajdziemy zarówno popularne przyprawy, jak i rośliny o właściwościach szkodliwych i halucynogennych. Natura oferuje nam mnóstwo roślin zawierających substancje halucynogenne, lub takie które mogą działać psychoaktywnie.

Szałwia

Od setek lat słynie z działania antybakteryjnego. Jej zalety doceniano już starożytności, uważając szałwię za cudowne ziele o dobroczynnym wpływie na organizm. Stąd jej nazwa “salvus”, czyli po łacinie “zdrowy”. Natomiast współczesne badania wskazują, że liście szałwii lekarskiej mogą być także stosowane pomocniczo w łagodnie chorobie Alzheimera. Ta roślina zawiera wiele substancji aktywnych, które działają również antydepresyjnie, przeciwzapalnie i antyseptycznie. Obfituje w lotne olejki i fitozwiązki, między innymi : kwas rozmarynowy, kamforę, taniny i flwonoidy. Używa się jej do leczenia gardła i zapalenia zatok. Łagodzi także objawy menopauzy i menstruacji, dzięki obecności fitoestrogenów, czyli związków roślinnych, które działają jak estrogeny. Roślina ta również polepsza pamięć oraz wyostrza zmysły. Podnosi poziom acetyloholiny, neuroprzekaźnika, który wspomaga mózg w magazynowaniu informacji. Brak tego neuroprzekaźnika w mózgowiu, uznawany jest za przyczynę zaburzeń poznawczych w chorobie Alzheimera.

Jak można używać szałwii?

Można z suszonego ziela zrobić napar. Swieże liście mają wyczuwalna gorycz, więc trzeba ich używać w rozsądnych ilościach. Stosowana z umiarem podniesie ci smak sałatek zwłaszcza z pomidorów a także mięs, a nawet ciast i deserów.

Pietruszka

 

To własnie nasiona pietruszki maja działanie halucynogenne i stymulujące. Często nadaje smak zupom i sałatkom więc trudno ją podejrzewać o właściwości narkotyczne. A jednak pietruszka zwyczajna ma właściwości psychoaktywne, gdyż zawiera olejek eteryczny, który jest otrzymywany z jej nasion. Zawiera związki o nazwie apiol i mirystycyna, które działają halucynogennie i stymulująco. Apiol pobudza skurcze macicy, dlatego dawniej wykorzystywano go do wywołania poronień. Mistycyna zaś ma działanie oszałamiające i ma daje podobne efekty co marihuana – wywołuje euforię i wzmożoną wesołość. Pietruszka pomaga w stanch zapalnych nerek i pęcherza, wspomaga drogi moczowe, ułatwia też trawienie i przyswajanie pokarmów.

Dziurawiec

Wyciąg z dziurawca poprawia nastrój, dzięki czemu korzystnie wpłynie na koncentrację i pamięć. Głównym składnikiem aktywnym w dziurawcu jest hiperycyna, barwnik który oddziałuje na serotoninę, kontrolującą nastrój. Badania wskazują na to, że ma działanie podobne do prozacu, dlatego wielu lekarzy stosuje go w terapii antydepresyjnej. Osoby zażywające dziurawiec powinny unikać słońca, gdyż roślina zwiększa wrażliwość skóry promieniowanie UV. Dziurawca nie można też podawać dzieciom i kobietom w ciąży a także osobom z chorobami nerek i wątroby.

 

Tatarak

Używany był za antidotum na bezsenność stany gorączkowe, depresje i nerwice. Od wieków używali go wszyscy zielarze i medycy. Wychwalali oni jego dobroczynny wpływ na żołądek, reumatyzm a także na zaburzenia pamięci. Preparaty z tataraku zalecano zwłaszcza na zaburzenia trawienne, wzdęcia, oraz brak apetytu. Tatarak ma również działanie uspokajające i stosowany był przy wyczerpaniu nerwowym oraz trudnościach w zasypianiu. Swoją moc tatarak zawdzięcza halucynogennym związkom chemicznym, które powodują w organizmie człowieka zmiany w postrzeganiu oraz usposobieniu. Kiedyś żuto kłącza tataraku lub pito przygotowywany z nich napar co wywoływało  halucynacje i stany psychodeliczne.

Bieluń Dziędzierzawa

Jest to silnie toksyczna roślina jednoroczna. Rośnie na śmietnikach, rumowiskach a także można ją spotkać w ogrodach, gdyż jest to pęknie kwitnący kwiat. Kiedyś używali ją zielarze, magicy i czarownice. Ma w swoim składzie silne psychotropy – atropinę i skopolaminę. Wywołują one halucynacje, delirium a ich przedawkowanie może być śmiertelne. Kiedyś stosowano tę roślinę w medycynie w celu zmniejszenia skurczów mięśni gładkich przewodu pokarmowego dróg żółciowych oraz układu moczowego oraz jako lek na kaszel, kolkę nerkową i przy wymiotach. Współcześnie już preparaty z tej rośliny zostały wycofane z użycia.

Kocimiętka

Roślina ta ma przyjemny zapach, podobny do melisy. Od wieków używano jej do różnych celów. Znachorzy zalecali napary z kocimiętki na przeziębienie i kaszel. Stosowano ją również by uzyskać stan lekkiej euforii. Za to narkotyczne działanie kocimiętki odpowiada związek chemiczny o nazwie nepetalakton. To właśnie ten związek działa silnie na koty, które dostają od niego “małpiego rozumu”. U człowieka kocimiętka po krótkim stanie euforii prowadzi do uspokojenia a później senności. Stosowana jest również do odstraszania owadów.

 

Featured Video Play Icon

Obwodnica miasta prawie gotowa.

Dobra wiadomość dla kierowców, którzy jeżdżą na Litwę oraz dla mieszkańców Suwałk. Obwodnica tego miasta jest już prawie gotowa (wiadomo idą wybory), a co najważniejsza jej główna część już gotowa. 13-kilometrowy odcinek jest już wybetonowany. Trwają obecnie prace wykończeniowe takie jak układanie humusu na poboczach i skarpach, sadzenie roślin, ustawianie ekranów i ogrodzeń. Ostatecznie wszystko ma być ukończone jeszcze w tym roku.

 

Mieszkańcy czekają na obwodnicę już bardzo długo, którzy między czasie głośno manifestowali już 3-krotnie. W końcu Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad się ugięła i zmieniła podejście poprzedniej ekipy rządzonej (ch… z tą Polską wschodnią – przyp. red) i rozpoczęła inwestycję. Dzięki temu, jadąc z Białegostoku po przemęczeniu się na odcinku Katrynka – Białobrzegi można już prawie do samej granicy jechać nowoczesną drogą. 

 

Budowa obwodnicy kosztować będzie łącznie 300 mln zł.