Featured Video Play Icon

Leśnicy ujawniają sekrety grzybiarzy. Jak i gdzie zbierać, by mieć pełny kosz?

Wiedza o tym, gdzie zbierać grzyby, jest czymś w rodzaju wielkiej tajemnicy. Określone grono grzybiarzy ma swoje „miejscówki” i za nic w świecie nie chce się nimi dzielić. Mimo, że leśne przysmaki występują na Podlasiu bardzo powszechnie i praktycznie nie ma limitów w ich zbieraniu (tak jak w innych krajach).

Leśnicy Nadleśnictwa Żednia postanowili ujawnić sekrety grzybiarzy i w powyższym filmie podzielili się z widzami tym, gdzie trzeba zbierać leśne smakołyki, jak to poprawnie robić, a także od czego zależy miejsce rośnięcia danego grzyba.

Błędem początkującego zbieracza jest to, że wchodzi do lasu i… szuka grzybów. W ten sposób prawdopodobnie skończy z pustym koszykiem lub będzie miał zbiorów tyle co kot napłakał. Istotą zbierania darów lasu jest znajomość drzew. Gdy będziemy je rozpoznawać, to wtedy pod danymi gatunkami będziemy mogli znaleźć, to czego tak pragniemy. Jak tłumaczy się nam w filmie – niektóre grzyby lubią niektóre drzewa. I znajomość tych zależności jest kluczem do sukcesu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Popularna artystka na Podlasiu. Nagrała tu teledysk do poezji śpiewanej.

Jedna z najpopularniejszych obecnie artystek w Polsce – Sanah, w ostatnim czasie nagrała całą serię nowych piosenek bazując na wierszach znanych poetów – Szymborskiej, Słowackiego, Asnyka czy Mickiewicza. Ten ostatni napisał wiersz pt. „Do * w sztambuch”. Sanah to zaśpiewała, zaś przy okazji nagrano teledysk. Na Podlasiu.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że premiera miała miejsce w Dzień Edukacji Narodowej. Czy artystka chciała w ten sposób pokazać ludziom, jak ważna jest polska literatura oraz nauka o niej? Zapewne data nie była przypadkowa.

Co do samego teledysku, to na pierwszych kadrach możemy zobaczyć cerkiew, w przygranicznej Koterce, w powiecie siemiatyckim. Piękna, drewniana świątynia stoi w lesie przy samym płocie granicznym. Kolejne ujęcia pokazują drogę, którą jedzie piosenkarka oraz piękny drewniany dom. Jest też charakterystyczne dla Podlasia bocianie gniazdo. Sam teledysk to kilka ujęć, ważne jest jednak, że znów nasz region może się zaprezentować szerszej publiczności.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To jedno z popularniejszych ciast w Podlaskiem. Jak powstaje Marcinek?

Białowieża ma żubry, a Hajnówka Marcinka. Każdy, kto pojedzie do Puszczy Białowieskiej musi koniecznie odwiedzić te dwa miejsca, jeżeli chciałby czuć, że podróż będzie kompletna. Co jeśli jednak nie możemy z jakiegoś powodu w najbliższym czasie wybrać się do Hajnówki, a mamy akurat ochotę na przepyszne ciasto? Warto poznać tajniki jego powstawania. Może sami podejmiemy się próby jego wykonania?

Marcinek, to unikatowe ciasto z rejonu Puszczy Białowieskiej. Łączy w sobie to, co najbardziej kochamy w regionalnej kuchni: zakorzenienie w historii, najlepsze lokalne składniki i kunszt wielu pokoleń gospodyń. W tajniki pochodzenia i przygotowania prawdziwego, hajnowskiego marcinka wprowadzi Was na filmie pani Joanna Bińczycka.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Pod tym kątem Podlaskie jest unikalne. Stare, drewniane chatki ciągle istnieją.

Każdy, kto jeździ trochę po kraju doskonale sobie zdaje sprawę, że stare, drewniane chaty – i to jeszcze zamieszkałe – ciągle mają się dobrze w Podlaskiem. W pozostałych regionach być może natrafimy na pojedyncze sztuki, natomiast u nas drewniane potrafią być jeszcze niemalże całe wioski. To jeszcze i tak nic, bo gdyby nie szkodliwa działalność deweloperów, to i centrum Białegostoku mogłoby poszczycić się czymś, czego nie mają inne miasta.

Może się wydawać, że wszystko powinno być już nowoczesne. Spójrzcie jednak na dowolne zdjęcie Nowego Jorku. Totalnie zabetonowane, gigantyczne miasto z jednym dużym zielonym parkiem. A teraz zobaczcie na to jaki był Białystok dawniej. Zazielenione, przepełnione drzewami miasto, w którym budowano z cegły. To wszystko zaczęło w ostatnich latach bezpowrotnie mijać na rzecz wszędobylskiego betonu, przez który każdego lata mieszkańcy się smażą. „Nowoczesnym” to nie przeszkadza, bo w mieszkaniach, biurach i samochodach mają klimatyzację. Tymczasem dawni mieszkańcy mieli ją wszędzie – także na zewnątrz – bo natura samodzielnie, skutecznie obniżała temperaturę. Tymczasem jeszcze trochę konfliktów na świecie i znów być może wrócimy do czasów bez wszystkiego na prąd. Wtedy nie będzie w miastach ani klimatyzacji w domu, ani w biurze, ani w samochodzie. Drzew i zieleni też nie. Wtedy na takiej podlaskiej wsi, w drewnianym domu życie będzie toczyło się tak jak dotychczas. Natomiast w miastach życia nie będzie.

Dlatego tak popularnym miejscem w naszym regionie jest chociażby Kraina Otwartych Okiennic. Dlatego też całe wycieczki jeżdżą po maleńkich podlaskich wioskach, by zobaczyć jak tu wspaniale funkcjonuje się z drewnem zamiast betonu. Takim Podlasiem w pigułce jest Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej pod Białymstokiem. Dawniej nazywane było Muzeum Wsi. Jak na powyższym filmie można zobaczyć jak w innych regionach żyło się dawniej, a jak niekiedy żyje się dalej u nas. Drewniane domy, wystrojone izby, piece kaflowe które wpływają na niesamowity, unikalny smak zwykłych potraw, a także przepiękne ogrody i całe otoczenie. Warto tam pojechać. Jedni poczują smak dzieciństwa, inni smak utraconego świata, a jeszcze inni być może zobaczą coś, dzięki poczują się dobrze dlatego, że mieszkają w tych nowoczesnych miastach.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ta Rzeka od setek lat jest ważnym miejscem na Podlaskiej mapie. Dziś mamy tu mnóstwo atrakcji.

Rzeka Narew to niesamowicie interesujący ciek wodny. Zaczyna się na Białorusi, przepływa przez Podlasie i Mazowsze, wpływa do Wisły. Po drodze ma bardzo ważne znaczenie na wielu odcinkach. Na odcinku polskim znajduje się w większości, bo 448 km z 484 km znajduje się właśnie w naszym kraju.

Pierwszym miejscem, które zasilane jest Rzeką Narew jest Zalew Siemianówka. Do dziś nie wiadomo po co w PRL został wybudowany kosztem zniszczenia kilku wsi. Z punktu widzenia przyrody robi więcej szkody niż pożytku. Woda jest w nim tak brudna, że od dawna lepiej się tam nie kąpać. Jedynie ptaki mają z niego prawdziwą uciechę. Nie brakuje tam również wędkarzy. Słynnym miejscem nad Siemianówką jest również terminal kolejowy. Pociąg jedzie nasypem prowadzącym przez zalew. Niestety z tej niewątpliwej atrakcji nie mogą korzystać pasażerowie.

Kolejnym interesującym miejscem nad Narwią jest Kraina Otwartych Okiennic. Najbardziej znane to oczywiście Soce, Puchły i Trześcianka, warto jednak podkreślić, że atrakcyjne przyrodniczo są tereny po obu stronach rzeki, która meandruje pomiędzy miejscowościami Narew, Ancuty, Kaczały, Puchły, Ciełuszki, Kaniuki. Każda z tych miejscowości bez wątpienia jest silnie związana z prawosławiem. Po drodze napotkamy malownicze, piękne drewniane cerkwie.

Kolejna część trasy rzeki jest już bardziej związana z katolicyzmem. A to dlatego, że dawniej przez wspominane tereny przebiegała granica Królestwa Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. I tak możemy zwiedzić Strablę, Doktorce, Zawyki i jedno z najmniejszych miast w Polsce – Suraż. Warto dodać, że to naprawdę niesamowita, malownicza trasa kajakarska. Sam Suraż natomiast jest punktem, w którym zaczyna się Narwiański Park Narodowy.

To ojczyzna wielu ptaków i innych gatunków żyjących na dzikich rozlewiskach. Najbardziej charakterystyczne miejscowości to Waniewo, Śliwno, Kruszewo i Kurowo. Pierwsza i ostatnia znajduje się po zachodniej stronie rzeki, druga i trzecia po wschodniej. Waniewo i Śliwno połączone były do niedawna drewnianą kładką. Niestety wójt Waniewa od lat nie remontuje zdezelowanej konstrukcji, przez co można wędrować tylko po tej części od strony Śliwna.

Kruszewo to natomiast stolica ogórka. To tutaj mieszkańcy znają najlepsze receptury na ukiszenie i ukwaszenie go. Natomiast Kurowo jest siedzibą Narwiańskiego Parku Narodowego. Tutaj oprócz kolejnej kładki możemy też skorzystać z pychówek. Pomiędzy Kruszewem i Kurowem znajduje się także zerwany most. Wiąże się to z przesądem okolicznych mieszkańców. Po budowie mostu wybuchła I wojna światowa, a następnie konstrukcja została zniszczona. Po zakończeniu konfliktu odbudowano most i mieliśmy zaraz II wojnę światową. Znów konstrukcja uległa zniszczeniu. Tym razem by nie kusić losu, most pozostał zerwany do dziś.

Następnym miejscem jest Tykocin. Przepiękne miasto stanowiło kiedyś ważny punkt z perspektywy rzeki. To tam spływały towary z Suraża, a następnie płynęły do Warszawy. Jeszcze w XIX wieku był to ważny szlak towarowy.

Kolejnym interesującym miejscem jest ujście Rzeki Biebrzy do Narwi w miejscowości pomiędzy miejscowościami Ruś a miejscowością Sambory. Tuż obok znajdują się Wylewy Narwi i przepiękne miasto Wizna, gdzie dawniej znajdował się kolejny po Tykocinie port rzeczny. W pobliżu jest także unikalne miejsce zwane Osadą Wydmową. Można poczuć się jak nad morzem. Po drodze jest jeszcze ciekawa atrakcja, czyli drewniany most w Bronowie. W ostatnim czasie na nim nagrywano słynny film „Wołyń”.

Dalej mamy kolejne ważne miejsce, przez które przepływa rzeka, czyli Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. To malownicze, przyrodnicze, dzikie tereny pod Łomżą. Ostatnim punktem w Podlaskiem jest Nowogród, gdzie nad rzeką znajduje się Skansen Kurpiowski. Fantastyczne miejsce do zwiedzania.

Jak widać – Podlaskie bardzo dobrze zagospodarowało Rzekę Narew – wydzielając tu mnóstwo miejsc przyrodniczych i atrakcji turystycznych, a dawniej wykorzystując ciek do handlu. Miejmy nadzieję, że mimo coraz większych trudności Narew nie zniknie z mapy i dalej będzie służyć ludziom przez kolejne setki lat.

Partnerzy portalu:

Dobra wiadomość. Można legalnie nocować w lesie pod Supraślem!

Dobra wiadomość. Można legalnie nocować w lesie pod Supraślem!

Od jakiegoś czasu istnieje taki program Lasów Państwowych, dzięki któremu bez narażania się na mandat możemy przenocować w lesie. Jest to odpowiedź na prężnie rozwijającą się grupę ludzi uprawiającą w Polsce „bushcraft” czyli trenowanie umiejętności związanych z przetrwaniem i życiem w dziczy przy użyciu jej naturalnych zasobów. Początkowo pilotaż dopuszczał jedną lokalizację niedaleko Białegostoku. Nie była ona jednak zbyt atrakcyjna. Teraz zmienia się wszystko na lepsze i możemy nocować przy samym Supraślu!

Po ponad rocznym okresie trwania pilotażu, został on przekształcony w szerszy program pn. „Zanocuj w lesie”. Wyznaczona przez Nadleśnictwo Supraśl strefa, to obszar ponad 1500 ha przeznaczony nie tylko dla miłośników bushcraftu i surwiwalu, ale także tych osób, które chcą przeżyć przygodę i zanocować w lesie „na dziko” bez specjalnej infrastruktury i bez obaw o naruszenie Ustawy o lasach.

Przed wyruszeniem w drogę należy pamiętać o kilku ważnych aspektach. Las to miejsce wspólne dla wielu obszarów działania państwa. Jednym z nich jest wycinka i prowadzenie gospodarki leśnej, natomiast swoje terminy mają też myśliwi. Zatem najpierw musimy sprawdzić czy w miejscu, gdzie planujemy spać nie ma wprowadzonego zakazu wstępu oraz nie jest planowany tam odstrzał. Miejsca do palenia ognisk są konkretnie wyznaczone. Drewno trzeba zdobyć osobiście samemu. Nie wolno jednak niszczyć drzew, krzewów i runa leśnego! W jednym miejscu może nocować maksymalnie dziewięć osób, przez nie dłużej niż dwie noce z rzędu. Jeżeli ma być więcej osób i więcej nocy potrzebna jest zgoda nadleśniczego danego obszaru.

Najważniejsze jednak pamiętać, by absolutnie nie zostawiać po sobie żadnych śmieci i resztek jedzenia. Wracając wyrzućmy wszystko do worka, a ten zabierzmy ze sobą.

Partnerzy portalu:

Awantura o kibel. Białystok ciągle się z czymś kojarzy.
fot. Facebook R. Rudnickiego, zastępcy prezydenta Białegostoku

Awantura o kibel. Białystok ciągle się z czymś kojarzy.

Kiedy myślimy o Gdańsku, to pierwsze skojarzenia jakie przychodzi na myśl, to słynny żuraw, Morze Bałtyckie, wolność. Kraków? Wiadomo gród królewski, Wawel, Sukiennice czy smok. Poznań? To oczywiście Koziołki, a Wrocław to Ostrów. Tymczasem w Białymstoku?

Dawniej śledziki i disco polo – co było sympatyczne. A ostanie lata? Kononowicz, logo podobne do nowojorskiej organizacji LGBT, naziści, a ostatnio kibel za prawie pół miliona. Chociaż inwestycja jest ważna i jej cena jest jak najbardziej normalna, to po raz kolejny w „świat” idzie jakiś żenujący przekaz z Białegostoku. Mimo, że Truskolaski od 2006 roku dzielnie trzyma się stołka, to do tej pory nie zapanował nad tym wszystkim. Mało tego – jest ostatnio gwiazdą w telewizyjnej stacji, która regularnie pluje na Białystok i szarga miasta dobre imię, utwierdzając widzów, że Białystok to faszystowskie miasto. Zupełnie prezydentowi nie przeszkadza tam występować.

Teraz znowu wyszło komicznie. W Białymstoku zbudowano publiczną toaletę za prawie pół miliona złotych przez co jesteśmy obiektem żartów w Polsce. Tymczasem to miasto powinno przejść z obrony do ataku i wyśmiewać wyśmiewających. Niestety Truskolaski z kiblem kojarzyć się nie chce, więc trudno go gdziekolwiek zobaczyć w kontekście tej inwestycji. A miałby okazję zamknąć usta chociażby we wczorajszych Faktach.

Cena ponad 400 tys. zł wydaje się ogromna, ale gdy podda się głębszej analizie inwestycję to wyjdzie, że jest ona zwyczajna. Zacznijmy od tego, że samo podłączenie mediów kosztowało 120 000 zł. Zatem sam koszt toalety to około 280 000 zł. Jak za mieszkanie? Co musi być w środku, że tyle to kosztowało. Odpowiedź jest bardzo prosta.

Gdyby wnętrze budynku zbudować tak jak w mieszkaniu – czyli sedes, kafelki, umywalka, lustro itd. to koszt byłby oczywiście niższy, natomiast szalet taki przetrwałby może miesiąc lub dwa. Nawet sobie nie wyobrażacie, ilu idiotów dziennie mijacie przechodząc ulicą. Jest prawie pewne, że wielu z nich wchodząc do takiej toalety dostałoby małpiego rozumu i zaczęłoby ją niszczyć. O bezsensownych aktach wandalizmu w Polsce można napisać książkę z mnóstwem przykładów. Dlatego, gdy decydujemy się na publiczną inwestycję w toaletę, to musi być ona praktycznie niezniszczalna. Tak żeby idiota, który w niej dostanie małpiego rozumu co najwyżej uszkodził siebie podczas próby rozwalenia czegoś.

Druga kwestia to sprzątanie. W swojej łazience nie jest to trudne, ale zapytajcie pracowników galerii handlowych i stacji benzynowych jak się sprząta publiczne toalety. Jeżeli byliście w takich przybytkach to prawdopodobnie wiecie sami, że ludzie niekoniecznie defekują do muszli klozetowej, tak samo niekoniecznie oddają tam mocz. Dlatego też sufit, ściany i podłoga w takim miejscu powinno być zbudowane z materiału, który błyskawicznie się czyści.

Jedyne, do czego można się przyczepić to wygląd zewnętrzny. Otóż w otoczeniu Pałacu Branickich taki budynek zupełnie nie pasuje. Powinien komponować się z całym zabytkowym otoczeniem.

Inwestycja potrzebna bez wątpienia. Niestety Białystok znów cierpi, bo prezydent przez 16 lat swego urzędowania nie potrafił zatrudnić żadnego speca, który by odmienił marketingowe oblicze miasta. Pierwsza próba zakończyła się skandalem. Okazało się, że nowe logo miasta bardzo przypomina logo gejowskiej organizacji z Nowego Jorku. Po miesiącach stawania na uszach i przekonywania, że to wcale nie jest plagiat, ostatecznie zmodyfikowano logo obcinając jego połowę.

Kolejna afera jaka miała miejsce w Białymstoku wystąpiła przez rasistowską napaść. Małżeństwu Polski z Hindusem podpalono drzwi w bloku. Akt godny potępienia. To co się stało jednak później to już zupełna bierność Truskolaskiego. Najpierw politycy, potem media urządziły sobie wielką kampanię przeciwko Białemustokowi, kreując nasze miasto jako gród składających się z samych nazistów. Co z tym zrobiło miasto? Nic. Doszło do takich absurdalności, że nawet nakręcono serial, gdzie tłem akcji był rasistowski Białystok. Mało tego, ostatnio premierę miał film Kryptonim Polska, gdzie znów rasistowski Białystok jest tłem. I co? I nic. Międzyczasie przez miasto przeszła radykalna, prawicowa organizacja NOP, a jeszcze wcześniej doszło do bijatyki na marszu środowisk LGBT. Równorzędnie z aferą o kibel – Polska przypomniała sobie o Krzysztofie Kononowiczu. Niedoszły prezydent miasta od lat aktywnie uczestniczy w tak zwanych „patrostreamach”. Teraz był gościem popularnej „Sprawy dla reportera”.

Oczywiście Tadeusz Truskolaski nic z tymi wspomnianymi sprawami nie może zrobić. Nie będzie pilnować ludziom drzwi, nie zabroni kręcić filmów i seriali, nie zabroni maszerować prawicy i lewicy, ani nie odetnie Kononowiczowi internetu. Natomiast gdyby Truskolaski chciał, to zatrudniłby specjalistów, którzy jednocześnie zalewaliby sieć i telewizję pozytywnym przekazem o Białymstoku – żeby równoważyć cały ten ściek. Niestety, prezydent jest zbyt zajęty uprawianiem polityki krajowej, a miasto chyba ma już gdzieś.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Zwiedzanie Suwałk w kilka godzin. Co można zobaczyć?

Suwałki znane są szerszemu gronu Polaków z trzech rzeczy. Podczas prognozy pogody od zarania dziejów występują zawsze na mapie, w przeciwieństwie do Białegostoku. Wiąże się to z drugim skojarzeniem, czyli polskim biegunem zimna. Tak oto miasto jest nazywane. A że właśnie tak to trzecią rzeczą jest skojarzenie z białymi niedźwiedziami. Jeden z nich jest maskotką miasta. Dla turystów zwiedzanie Suwałk to prawdziwe wyzwanie. Bo trzeba się sporo napocić by tam dojechać.

Samochodem możemy od Białegostoku marnej jakości krajową ósemką, a możemy jeszcze gorszymi, krętymi drogami na Mazurach. Swoją drogą, jeżeli dotrzemy na Mazury, to nie będzie chciało się jechać dalej. Podobnie z kierunku białostockiego. Może nas zatrzymać Augustów. Druga opcja dojazdowa, czyli pociąg wcale nie jest lepsza. Do Suwałk prowadzi linia kolejowa z Sokółki. Gdy jedziemy na przykład z Warszawy, to w Białymstoku postój trwa 25 minut!

Jeżeli jednak udało nam się dotrzeć na miejsce, to warto Suwałki zwiedzić. Miasto samo w sobie nie jest winne, że ciężko tam dojechać. Nadrabia za to urokiem. Ważną postacią dla tego miasta była pisarka Maria Konopnicka. Na tyle docenia się ją, że stoi tam jej pomnik. Warto jednak zwrócić uwagę, że przyjemne jest całe otoczenie tegoż pomnika. To park nazwany od imienia pisarki. Jest także centrum miasta z rozwiniętą gastronomią. Warto spróbować regionalnych specjałów, na szczególną uwagę zasługują oczywiście kartacze. Danie to bowiem pochodzi z sąsiedniej Litwy, jednak to w Podlaskiem ostatnio robi wielką furorę.

Miasto ma także zalew Arkadia. Gdy tylko przyjedziemy pociągiem, to przywita nas stary, zabytkowy dworzec z 1896 roku. Jadąc samochodem zapewne natrafimy na stare wojskowe koszary po drodze. To pamiątka po rosyjskim zaborcy.

Jeżeli mamy więcej czasu to warto zobaczyć też Wigierski Park Narodowy i Szelment, bo są w pobliżu. Można też skusić się na wypad do wspomnianego wcześniej Augustowa. Tam w otoczeniu jezior i rzek spędzimy kolejne miłe chwile.

Partnerzy portalu:

Podlaskich bocianów jest coraz mniej. Mogą zupełnie zniknąć!

Podlaskich bocianów jest coraz mniej. Mogą zupełnie zniknąć!

Być może dla niektórych będzie to pewien szok, ale nie w całej Polsce można latem obserwować bociany. Pod tym względem województwo podlaskie jest jednym z niewielu miejsc, gdzie jest ich bardzo dużo. Niestety w ostatnich latach populacja tego ptaka zmniejszyła się o 20 proc.! Niestety to nie koniec złych wieści, za kolejne 20-30 lat może ich w Podlaskiem w ogóle nie być.

Jednym z najpopularniejszych tekstów na naszym portalu jest ten o bocianach, gdzie gruntownie tłumaczymy, dlaczego te piękne ptaki wylatują do ciepłych krajów i po co wracają. Szczegółowo przeczytacie poniżej, zaś w skrócie napiszemy tak: bociany wylatują do dalekich krajów Afryki za jedzeniem. Gdy u nas mróz skuje wszystko wokół, to w Dorzeczu Kongo bociany mogą wybierać i przebierać w pożywieniu. Ptaki wracają zaś, bo w czasie naszej wiosny i lata, w Afryce rozpoczyna się pora sucha, co utrudnia zdobycie pożywienia. Zaś u nas w tym czasie jak w stołówce. W menu każdego ptaka są pasikoniki, dżdżownice, ślimaki, gryzonie, małe ryby, żaby, węże, krety, łasicie, gronostaje, a nawet pisklęta ptaków i młode zające!

Problem w tym, że zmiany klimatu powodują, że w polskich rzekach ubywa wody. Nasz region niestety nie jest wyjątkowy pod tym względem. Puste cieki nie zabiją od razu ludzi, bo korzystamy ze źródeł głębinowych, natomiast ptaki odczują braki jako pierwsze. W efekcie nie będą wracać po zimie do Podlaskiego tylko tam, gdzie będzie dobry dostęp do wody i optymalne warunki do rozmnażania. Obecnie królestwem bociana są Doliny Biebrzy, Narwi i Bugu. To właśnie tam zaobserwowano 20 procentowy spadek populacji ptaka. W zachodnich rejonach kraju jest jeszcze gorzej, bo populacja miejscami zmniejszyła się o połowę! W kraju żyje łącznie około 43-45 tys. par lęgowych. Około jedna czwarta z nich mieszka w naszym regionie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kiedyś popularne miejsce dla dzieci, teraz przyciąga fanów campingu.

Dawniej w wakacje jeździły tam dzieci na kolonie, dziś to miejsce, które przyciąga fanów campingu. Mowa o Woźnejwsi, która jest przepiękna, jest atrakcyjna, ale jest też w cieniu cudownego i mocno turystycznego Rajgrodu. Miejscowość leży w bardzo dogodnym miejscu. Na skraju Biebrzańskiego Parku Narodowego, pomiędzy dwoma jeziorami: Tajenko i Dreństwo. Obok jeszcze płynie rzeka Jegrznia. To prawdziwa kraina jezior, lasów i rzek! Dodatkowym atutem tego miejsca jest cisza i spokój, której w sezonie letnim w Rajgrodzie raczej nie zaznamy.

Warto jednak podkreślić, że Woźnawieś i jej okolice są także dobrym miejscem do odpoczynku w inne pory roku. Jesienią jest tam bardzo kolorowo i przyjemnie. Zima – oczywiście wtedy, gdy leży śnieg – to także czas, gdy warto się tam wybrać. Trzeba się po prostu ciepło ubrać, bo klimat jest w tym miejscu surowy. Wiosna to natomiast czas rozlewisk w tym miejscu. Ogólnie tereny Biebrzańskiego Parku Narodowego to niekończące się bagna, co za tym idzie możemy tam obserwować prawdziwe koncerty przyrodnicze.

Przypomnijmy też, że w okolicy króluje łoś. Zwierzę to można bardzo łatwo napotkać, jeżeli tylko wstaniemy wcześnie rano. Obserwacje należy rozpocząć jeszcze przed wschodem słońca. Gdy tylko nasza gwiazda wyjrzy znad horyzontu to będzie można dostrzec tego ogromnego zwierzaka, a jeszcze jak pogoda dopisze to i dobre zdjęcie zrobimy. Do Woźnejwsi dojedziemy najszybciej od strony Grajewa lub Augustowa.

Partnerzy portalu:

Betonoza dopadła Kolno. Było przepięknie, a wygląda to tragicznie!
fot po lewej. UM Kolno / fot. po prawej A. Tarasiuk

Betonoza dopadła Kolno. Było przepięknie, a wygląda to tragicznie!

Co trzeba mieć w głowie, żeby zrobić takie coś, ze świadomością o globalnym ociepleniu, które powoduje, że latem mamy coraz wyższe temperatury i intensywne ulewy. Multum drzew chroniły mieszkańców przed upałami. Teraz betonowa pustynia nie nadaje się do niczego. Jesienią, zimą czy wiosną nikt tam nie będzie przecież siedzieć, a teraz także i latem. Tylko wulgarne słowa cisną się w stronę Andrzeja Dudy – burmistrza Kolna, który pozwolił na zniszczenie parku.

Najbardziej nas oburza fakt, że pociągnięto na to dotacje pod pretekstem „rewitalizacji”. Ten termin – rewitalizacja dosłownie oznacza ożywienie czy przywrócenie do życia. Przecież to jak napluć komuś w twarz i wmawiać, że deszcz pada. W wielu samorządach przyjęto, że skoro są pieniądze z Unii to trzeba brać. Jest konkretny program – tak jak tu rewitalizacja – to wymyśli się kompletnie bzdurny projekt, który wpisze się pod to hasło, a następnie weźmiemy kasę. To, że zniszczymy kawałek miasta nie jest istotne. Oburza nas fakt, że każdy kolejny marszałek województwa podlaskiego (w imieniu Unii Europejskiej) daje na coś takiego pieniądze.

Dla sprawiedliwości oddajmy tłumaczenia burmistrza Andrzeja Dudy, który tak powiedział Radiu Nadzieja: – Powierzchniowo to zostało 40 procent zieleni, a było 47. A więc z tej zieleni nie ubyło dużo. Jeżeli chodzi o nasadzenia drzew to proszę zwrócić uwagę, że mamy o 30 procent więcej nasadzonych drzew niż wycięliśmy. Oczywiście te drzewa będą za kilka czy kilkanaście lat dopiero wspaniałymi okazami. I to są drzewa, które mają dwa, dwa i pół metra więc są niewidoczne. 

Inwestycja została zrealizowana w tamtym roku. Wydano na nią 4 miliony złotych! W tym roku natomiast kontynuowano prace poprzez odnowienie ulic wokół placu. W pierwszej kolejności skupiono się przede wszystkim na budowie kanalizacji deszczowej z przyłączami (co logiczne, skoro nie chcemy by miasto stało pod wodą przez zabetonowany park). Następnie wykonawca zajął się przebudową nawierzchni jezdni, stanowisk postojowych, chodników i budową zjazdu oraz budową sieci i urządzeń elektroenergetycznych przeznaczonych do oświetlenia. Po położeniu drugiej warstwy asfaltowej masy, wykonawcy pozostanie jeszcze tylko posadzenie 27 drzew.

fot. UM Kolno

Partnerzy portalu:

Ogromna wieża widokowa do podziwiania miasta. Warto tam się wybrać.
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Ogromna wieża widokowa do podziwiania miasta. Warto tam się wybrać.

Ciechanowiec, to jedno z wielu polskich, starych miast (powstało w 1429 roku), które nie podniosło się po II wojnie światowej. Liczba mieszkańców nie przekracza tu 5000. Najwięcej osób mieszkało tu w 1911 roku, bo prawie 12 000. Dekadę później było to już 5000 mieszkańców. Bez wątpienia spowodowała to I wojna światowa. W dwudziestoleciu tkanka miejska jednak zaczęła się odbudowywać i przed uderzeniem Niemiec i Rosji w Polskę mieszkało tu 7500 mieszkańców. Po wojnie już tylko 3300. Lata PRL spowodowały, że Ciechanowiec nie rozwijał się. Taki sam los spotkał mnóstwo polskich miast, które w przeszłości były królewskie. Zaczęły się rozwijać natomiast te, które w historii I RP niewiele lub nic nie znaczyły.

Dzisiaj Ciechanowiec to przepiękne miasto. Ostatnio zagospodarowany został teren wokół zalewu. Jedną z nowych atrakcji jest wieża widokowa. W ramach tegoż zagospodarowania powstały także nowe nasadzenia drzew i krzewów, instalacje elementów małej architektury, tablice interaktywno-edukacyjne, a także nowe szlaki turystyczne. Inwestycja zwiększyła atrakcyjność terenów nad zalewem.

Główną atrakcją Ciechanowca jest Muzeum Rolnictwa, które będzie nawet interesujące dla osób, które w temacie upraw i hodowli na co dzień nie siedzą. Przypomnijmy, że architektura tam znajdująca się posłużyła między innymi za plan teledysku do „My Słowianie” – Kleo i Donatana. Spacer terenami zielonymi wśród dawnych budynków spowoduje, że poczujemy się jakbyśmy cofnęli się w czasie.

Od teraz kolejną atrakcją jest wspomniana wieża widokowa, dzięki której będzie można podziwiać miasto z góry. Swoją drogą warto podkreślić, że to jedna z niewielu wież bez zadaszenia, dzięki czemu widok nie jest ograniczony.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wyglądał Białystok w 1991 roku. Najbardziej zaskakuje mapa w centrum.

Białystok świeżo po transformacji ustrojowej nie wyglądał wcale jakby PRL się już skończył. Nie ma na filmie dokładnej daty, ale po przyrodzie widać, że jest to lato. Film zaczyna się od pokazania Pomnika Bohaterów Ziemi Białostockiej przy Centralu. Następnie widzimy hotel Turkus w jeszcze starych kolorach, chociaż tych na filmie ogólnie mamy znaczny deficyt. Technika w 1991 roku nie była jeszcze na tyle dostępna, by nagrywać w bardzo dobrej jakości. Kamery zapisywały na kasetach z taśmą. Wielokrotne odtworzenie taśmy pogarszało jakość.

Warto też zwrócić uwagę na dworzec kolejowy. Widać, że jest niekompletny. W 1989 roku PKP rozpoczęły prace modernizacyjne dworca, które potrwały 14 lat! Odnowiony budynek dworca został oficjalnie otwarty dopiero 28 listopada 2003. Obecnie dworzec jest po kolejnej już modernizacji, a po tej z 2003 nie ma śladu. Chociaż tamten był uznany w 2008 roku za najpiękniejszy w Polsce, to obecny też nie ma czego się wstydzić, bo nawiązuje swoim wyglądem do oryginalnego wystroju z 1861 roku.

W kolejnych ujęciach mamy znane z centrum miasta budynki. Jednak najbardziej zaskakuje pewna mapa stojąca przy ul. Liniarskiego, obok ówczesnego Placu Uniwersyteckiego (dziś to Plac NZS). Na tej mapie zaznaczone są szlaki turystyczne województwa białostockiego, czyli terytorium zupełnie innego niż obecne Podlaskie. To co w niej zaskakuje to fakt, że w ogóle stoi. 2 lata po transformacji ustrojowej to bynajmniej nie był czas, gdy ludzie myśleli o turystyce.

Partnerzy portalu:

Piękne polichromie zostały odnowione. Warto je zobaczyć na żywo.
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Piękne polichromie zostały odnowione. Warto je zobaczyć na żywo.

Cerkiew pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Fastach to zabytek, który powstał w 1875 roku. Mimo, że świątynia jest piękna, to nie jest zbyt szeroko znana. A szkoda, bo pod względem architektonicznym to prawdziwa perełka. Teraz jest świeżo po odnowieniu polichromii. Jest co podziwiać.

Przedmiotowa cerkiew powstała z fundacji Aleksandra Chodkiewicza po nadaniu monasterowi w Supraślu w 1501 r. włości choroskiej i części dóbr białostockich. Drewnianą cerkiew spalono w czasie powstania styczniowego. Wkrótce na cmentarzu powstała kaplica pw. Świętego Archanioła Michała, która przejęła funkcję cerkwi parafialnej. Obecnie to obiekt murowany, pięciokopułowy w stylu neobizantyjskim. Zabytkiem jest od 1979 roku. – Świątynia w Fastach stanowi niezwykle cenny przykład sztuki cerkiewnej województwa podlaskiego – tłumaczy prof. dr hab. Małgorzata Dajnowicz, podlaska Wojewódzka Konserwator Zabytków.

Polichromie to wielobarwne ozdoby malarskie ścian, sufitów, a także inne dekoracje wewnętrzne i zewnętrzne. Na Podlasiu spotykane są dużo częściej w cerkwiach, a ogólnie także w kościołach. Wchodząc do takiej świątyni możemy oglądać gigantyczne dzieła sztuki, które wypełniają całe przestrzenie.

Piękne polichromie zostały odnowione. Warto je zobaczyć na żywo.
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Partnerzy portalu:

Czy pamiętacie Lipową sprzed „rewolucji Truskolaskiego”? Piękne i rozłożyste drzewa dawały mnóstwo cienia.
fot. bialystok.pl

Czy pamiętacie Lipową sprzed „rewolucji Truskolaskiego”? Piękne i rozłożyste drzewa dawały mnóstwo cienia.

Fakt, że od 10 lat rosną Lipy na kompletnie zabetonowanej ul. Lipowej jest związany z całym systemem, który kryje się pod nawierzchnią. 97 drzew posadzono w 2011 i 2012 roku podczas przebudowy ulicy (zwężono ją do 7 metrów, wymieniono nawierzchnię i chodniki). Przy sadzeniu drzew zastosowano nowoczesny system antykompresyjny zapobiegający zagęszczaniu gruntu i zapewniający optymalne warunki do rozwoju systemu korzeniowego drzew. Zastosowano też moduły kierunkujące korzenie, zabezpieczając w ten sposób okoliczne budynki, nawierzchnie brukowe, a także infrastrukturę techniczną przed szkodliwym działaniem rozrastających się korzeni. Dzięki wybudowanemu systemowi automatycznego nawadniania, lipy w okresie wegetacyjnym są systematycznie podlewane. – czytamy w komunikacie Urzędu Miasta.

Teraz czas na prace pielęgnacyjne. W najbliższym czasie trwać będzie formowanie i prześwietlanie koron drzew. Prowadzone przez specjalistów cięcia pielęgnacyjne to pierwszy tego typu zabieg od momentu ich posadzenia. Wszystko po to, aby drzewa mogły się dalej zdrowo rozwijać. Drzewo w normalnych warunkach osiąga 15-20 metrów wysokości i 10-12 metrów szerokości. Przy ul. Lipowej taki rozrost prawdopodobnie zakłóciłby współistnienie z okolicznymi budynkami. Minusem tego rozwiązanie jest brak cienia.

Czy pamiętacie jednak Lipową sprzed 2011 roku? Wówczas drzewa były właśnie ogromne i rozłożyste. Ul. Lipowa była zupełnie innym miejscem. Kierowcy jeździli po nierównej kostce, piesi mieli węższe chodniki, ale za to lipy dawały mnóstwo cienia. Dziś to niestety dla włodarzy naszego miasta jest abstrakcją. 10 lat temu przy okazji przebudowy Rynku Kościuszki, a potem Lipowej (i innych miejsc) przyjęto zasadę, że rozbudowana roślinność kłóci się z otoczeniem. Postanowiono na masowe wybetonowanie czego się da. Wygląda schludnie prawda? Niestety 10 lat temu nikt nie przewidział, że temperatury latem będą ekstremalne, zaś beton będzie to wszystko potęgować. Warto jednak dodać, że po II wojnie światowej lipy były takie jak teraz. Dopiero przez lata się rozrosły. Wtedy jednak temperatury latem aż tak nie dokuczały.

Dlatego ważny jest kompromis. Trudno, by teraz zostawić lipy same sobie zupełnie, ale przycinanie ich by były małe też nie jest najlepszym rozwiązaniem. W latach 80. drzewa miały optymalny rozmiar – to znaczy nie były małe, ale też ich rozmiar nie dominował nad otoczeniem. Najważniejsze jednak, że skutecznie obniżały temperaturę otoczenia i dawały mnóstwo cienia. A to dziś w centrach miast powinno być na wagę złota. Dlatego też wniosek jest taki, że władza z tym przycinaniem drzew się trochę śpieszy. Powinni poczekać z tym do 2050 roku.

Jako ciekawostkę dodajmy jeszcze, że zwykle przy komunikatach Urzędu Miasta w Białymstoku jest jakiś osobisty komentarz prezydenta lub któregoś z wiceprezydentów. Tymczasem przy informacji o podcinaniu drzew jakoś żaden się nie wypowiedział.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Te warzywa obecnie królują na Podlasiu. Jak zrobić placki i ugotować zupę?

Cukinia to warzywo, które obecnie dominuje w podlaskich domach. Koniec lata to czas, kiedy następują jej zbiory. Dlatego warto wykorzystać chwilę i przyrządzić coś pysznego. Na przykład placki z cukinii. Jak to zrobić? Dowiemy się tego od Marii Wasyluk z okolic Bielska Podlaskiego, a dokładnie z miejscowości Pawły.

W pierwszych krokach trzeba obrać warzywa i pokroić. Następnie trzeba przygotować miseczkę, gdzie znajdzie się sól, pieprz i przyprawa do warzyw. Wymieszane ze sobą powinny dołączyć do pokrojonej cukinii. Wszystko powinno odstać 10 minut. Następny krok to smażenie placuszków. Rozbijamy jajko, dodajemy trochę mąki. Następnie plastry cukinii maczamy w mące, później wkładamy do talerza z rozbitym jajkiem. Takie umoczone warzywo układamy na patelni na rozgrzany tłuszcz. Obsmażamy wszystko z dwóch stron i możemy jeść! Bardzo proste prawda?

Kolejnym rarytasem jaki zbiera się obecnie na podlaskich wsiach jest dynia. Chociaż ogólnie kojarzy się z przybyłym z zachodu Halloween, to u nas raczej robi się z niej zupy i pasztety. Jak ugotować tą pierwszą potrawę również dowiemy się od Walentyny Krasnodemskiej również z miejscowości Pawły.

W pierwszym kroku należy ugotować wywar z marchewki, pietruszki i pora – czyli klasykę, jeżeli chodzi o większość zup. Pani Walentyna dodatkowo podsmaża cebulkę na patelni, którą doda do wywaru. Kolejny składnik to wspomniana dynia, którą można pokroić do takiej samej wielkości jak kroimy ziemniaki do zupy. Na koniec będzie trzeba to zmiksować żeby wyszedł krem. Warto też dodać, że cukinia również się nadaje jako składnik do zupy. Dla urozmaicenia smaku możecie także dodać makaron.

 

 

Partnerzy portalu:

Podlaskie się wyludnia. Z Białegostoku uciekają na przedmieścia.

Podlaskie się wyludnia. Z Białegostoku uciekają na przedmieścia.

Od kilku dni są już wyniki Narodowego Spisu Powszechnego. Dzięki temu wiemy o nas samych dużo więcej, bo mamy aktualne dane. A te są dla naszego województwa niepokojące. Województwo podlaskie się wyludnia, zaś z Białegostoku tłumy wyprowadzają się na przedmieścia, do sąsiednich gmin.

Zacznijmy najpierw od całego województwa. Warto zauważyć, że uważane za najbiedniejsze Podkarpacie praktycznie w ogóle nie wyludniło się. Za to lubelskie, podlaskie i warmińsko-mazurskie owszem. Czy można więc postawić hipotezę, że oprócz ekonomii, o wyprowadzce zadecydowało coś jeszcze? To są oczywiście luźne dywagacje, ale dzięki licznym podróżom w kraju możemy postawić kilka argumentów, które by świadczyły, że ludzie wcale nie wyprowadzają się z powodu „biedy”.

Pójść w ślady Bieszczad

Szczególnie, że wyludniły się miejsca, które nigdy nie były bogate i nigdy nie aspirowały do tego. Dubicze Cerkiewne, Czyże, Kleszczele, Czeremcha – to wszystko miejscowości powiatu hajnowskiego. Wszystkie zaliczyły 20 procentowe spadki liczby mieszkańców. Mało tego, tych wszystkich mieszkańców nie wciąga sama Hajnówka, która od lat też się wyludnia. A to miasto ma gigantyczny potencjał. Można tu rozwijać turystykę i przemysł drzewny. Zupełnie jak na Podkarpaciu. Ten piękny region położony jest u stóp Bieszczad. Góry te ściągają miłośników z całego kraju. Bardzo słaba gospodarka i surowy klimat tego miejsca daje się mocno we znaki tym, którzy tam mieszkają. Tam mimo takich nieprzyjaznych cech liczba mieszkańców od ostatniego badania nie spadła znacząco. Są możliwe 3 przyczyny tego stanu rzeczy.

Pierwsza z nich to rozwinięta turystyka, z której żyje mnóstwo mieszkańców. To nie jest tak, że z turystyki żyje tylko wynajmujący kwatery. To cały przedsiębiorczy organizm – ktoś udostępnia lokum, ktoś gotuje, ktoś sprząta, ktoś naprawia, ktoś zapewnia atrakcje. Jedna osoba by nie dała rady. Druga przyczyna stabilności Podkarpacia wynika z dostępności prostych prac. Nie każdy kończy studia i nie każdy tam się wybiera. Są ludzie, którzy kończą dosyć szybko edukację. Jeżeli nie mają w swoim miejscu zamieszkania i okolicy perspektyw, to nie jadą do najbliższego miasta, gdzie te perspektywy są tylko od razu za granicę. Bo żadna im różnica. W XXI wieku jesteśmy tak skomunikowani, że liczba kilometrów nie jest zbyt dużą przeszkodą. Dlatego też Podkarpacie drewnem stoi. Wyręby lasów, tartaki, budowa drewnianych domów, węgiel drzewny. Nie trzeba być magistrem, żeby takimi rzeczami się zajmować. Do tego należy dodać szeroko pojętą budowlankę, na którą zapotrzebowanie jest zawsze, a ludzie nie szczędzą grosza właśnie dlatego, żeby fachowcy nie pracowali za granicą.

est jeszcze trzecia przyczyna, dlaczego Podkarpacie się nie wyludnia. Tam ceny są bardzo niskie. To co napędza inflację w kraju to duże miasta. Im większe skupiska miejskie tym ceny wyższe, bo jest presja na zarobki. Ceny najmu, usług, atrakcji w mieście ciągle idą w górę. Co z tym idzie – ceny produktów w sklepach również. Natomiast na Podkarpaciu nie jest to aż tak odczuwalne, bo tam duże rynki kręcą się wokół Rzeszowa. Warto jednak zwrócić uwagę, że tam mieszka zaledwie 180 tys. ludzi. Dlatego Hajnówka mogłaby zastopować wyludnianie gdyby poszła w ślady bieszczadzkich gmin.

W Białymstoku pułapka

Tymczasem w Białymstoku liczba mieszkańców w lipcu 2022 wynosiła 296 401 mieszkańców. Gród nad Białą ma mocne 10. miejsce w rankingu najbardziej licznych miast w Polsce. Dawniej byliśmy na miejscu 11., ale przegoniliśmy znacznie Katowice. Nad nami jest Lublin z 337 788 mieszkańcami oraz Bydgoszcz z 341 692. Z dzisiejszej perspektywy liczby te są dla nas nieosiągalne przez głupotę włodarza. Gdyby aktywnie od początku swojego urzędowania rozwijał miasto gospodarczo i zachęcał okolicznych mieszkańców do przyłączania swoich gmin do Białegostoku, to dzisiaj moglibyśmy konkurować o 7. miejsce ze Szczecinem. Największy powiat w Polsce – białostocki to dodatkowe 150 tys. mieszkańców. Mimo, że rozległy terytorialnie, to zdecydowana większość mieszkańców mieszka w gminach sąsiadujących z Białymstokiem.

Białystok, mimo że pod względem liczby mieszkańców delikatnie urósł, to tak naprawdę stoi w miejscu. A dobitnie pokazują to najnowsze dane. Wszystkie gminy wokół Białegostoku zaliczyły ogromne wzrosty liczby mieszkańców. Życie kręci się wokół stolicy województwa, ale ludzie śpią i odprowadzają podatki gdzie indziej. Tak naprawdę liczba mieszkańców Białegostoku mogłaby diametralnie się zmniejszyć, gdyby wszyscy zameldowani tam, zgłosili do urzędów realne adresy zamieszkania.

Nie ma co się oszukiwać, w ostatnich latach Białystok bardzo wypiękniał, ale wbrew pozorom nie rozwinął się gospodarczo prawie wcale. Dajmy taki przykład. Wrocław, który według najnowszych danych stał się trzecim największym miastem w Polsce – w ostatnich latach ściągnął do siebie 100 różnych korporacji, które wygenerowały 100 000 miejsc pracy. Tymczasem, kiedy popatrzymy na Białystok to u nas przez lata stworzono specjalną strefę ekonomiczną, na której postawiono trochę hal produkcyjnych. Firmy tam inwestujące nie muszą płacić podatku przez wiele lat. Jest też kilka galerii handlowych i hipermarketów. Sporo ludzi też zatrudniają dyskonty spożywcze. Reszta to drobny biznes, który generuje stałe dochody, ale nie ma warunków by się rozrastać. Dodajmy teraz do tego niskie zarobki, ogromne ceny usług. Wyjście na Rynek Kościuszki w Białymstoku w 2022 roku skutecznie może wydrenować kieszenie. Tymczasem na takim Śląsku w ogródkach można miło spędzić czas nie wydając fortuny.

I to jest największy problem Białegostoku. Światowe firmy do nas nie zaglądają, nie generują miejsc pracy, przez co ludzie zarabiają mało, a muszą wydawać dużo. Do tego rynek najmu stawia także bardzo wysokie ceny. To wszystko napędza wyłącznie inflację, bo firmy nie wypracowują takich zysków, by zaspakajać w pełni żądania pracowników. W ogólnym rozrachunku jako Białystok jesteśmy w pewnej pułapce. Nadal jesteśmy małym miastem, które mimo dużej liczby mieszkańców nie może porównywać się do Krakowa, Wrocławia, Warszawy czy Poznania, bo gospodarczo nie rozwinęliśmy się na wyższy poziom niż mniejsze od nas Rzeszów (198 tys.), Radom (208 tys.), Częstochowa (215 tys.).

Sami wiecie kto do tego doprowadził. Wydawać kasę z Unii Europejskiej jest łatwo. Wypiękniało nam miasto, ale gdyby tą samą kasę zainwestować w rozwój gospodarczy to mielibyśmy i piękne miasto, dużo więcej mieszkańców i adekwatne zarobki do obowiązujących cen. Tymczasem mamy gigantyczne długi i zero perspektyw na lepsze życie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Będzie nowa atrakcja turystyczna w Supraślu. Widok na rzekę i dzikie zwierzęta.

Być może nie wszyscy wiedzą, ale w Supraślu istnieje coś takiego jak Szlak Bioróżnorodności. Teraz jest aktywnie rozwijany. Właśnie budowana jest wieża widokowa na zakolu rzeki, niedaleko mostu. Ponad 8 metrowa konstrukcja będzie miała kilka różnych poziomów, w tym także podjazd dla osób na wózkach inwalidzkich. Wokół wieży widokowej powstaną również drewniane wiaty oraz inne elementy małej architektury.

Z wieży będzie można podpatrywać dzikie zwierzęta. Podczas rykowiska wypatrzymy jelenie. Ponadto w tamtej okolicy zaobserwujemy bażanty, sarny czy dziki. W pobliżu jest też żerowisko orlika krzykliwego. Dlatego też warto zaopatrzyć się w jakąś lornetkę, a jak fotografujemy to w długi obiektyw. Dodamy od siebie jeszcze, że oglądanie dzikich zwierząt wymaga silnego charakteru. Największa szansa na to, że coś zobaczymy będzie wtedy, gdy jest już jasno, ale jeszcze przed wschodem słońca. To właśnie czas, gdy zwierzęta wychodzą z ukrycia w poszukiwaniu pożywienia.

Oczywiście o innej porze napotkamy ptaki. Na bażanta czy orlika trafimy także w środku dnia. Jedno jest pewne, gdy wieża już powstanie będzie kolejnym punktem na mapie Supraśla, który warto odwiedzić.

Partnerzy portalu:

Bitwa Niemeńska, choć wygrana to zapomniana. Front był tu, gdzie obecnie jest granica.
Józef Piłsudski i Edward Śmigły-Rydz przed bitwą nad Niemnem.

Bitwa Niemeńska, choć wygrana to zapomniana. Front był tu, gdzie obecnie jest granica.

W historii Polski bardzo przykłada się uwagę do Bitwy Warszawskiej, znanej jako Cud nad Wisłą. Był to ogromny sukces Polaków w walce z bolszewikami, którzy napadli na nasz kraj w 1920 roku zaraz po zakończeniu I wojny światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości po 123 latach. Tymczasem oprócz wspomnianej bitwy na obrzeżach stolicy, doszło do jeszcze innej, dużo ważniejszej konfrontacji.

Bitwa Niemieńska rozegrała się miesiąc po wygranej przez Polaków Bitwie Warszawskiej. Rozbita armia bolszewicka wycofała się, ale nie zamierzała jeszcze kończyć wojny. Armia Michaiła Tuchaczewskiego obsadziła linie rzek Niemen, Szczara i Świsłocz. Zaczęto też odbudowywać straty nowymi posiłkami z głębi Rosji. Udało im się odtworzyć wszystkie dywizje, które Polacy rozbili nad Wisłą. I tak do dalszego etapu wojny polsko-bolszewickiej było gotowych 73 tysiące żołnierzy. Polska natomiast dysponowała 67 tysięcy żołnierzy.

Bolszewicy stworzyli 4 oddziały bojowe, zaś Polacy dwa. Jedno polskie skrzydło (5 dywizji), pod wodzą Rydza-Śmigłego miało uderzać od północy od Sejn przez Druskienniki, a następnie przez terytorium Litwy ruszyć w kierunku Lidy. Polacy byli także gotowi walczyć także z wojskami litewskimi. Kolejne dywizje tego skrzydła miały także nacierać na Grodno oraz jego okolice. Drugie skrzydło było większe, bo składało się z 5 dywizji i dowodził nim Władysław Jung ze Stanisławem Wrzalińskim. Ich zadaniem było uderzenie na Wołkowysk, wówczas ważny węzeł kolejowy na trasie Białystok – Lida i Białystok – Baranowicze. Kolejne dywizje miały domykać front od południa.

Walki na terenie dzisiejszego województwa podlaskiego miały miejsce w lasach augustowskich. Tam Rosjanie byli całkowicie zaskoczeni uderzeniem i wycofali się w pośpiechu w stronę Grodna. Polacy opanowali również Kuźnicę. Bolszewicy próbowali odbijać Kuźnicę i Nowy Dwór, ale nie udało im się to. Do walk w tych rejonach dochodziło jeszcze później. Rosyjskie wojska atakowały kilkanaście razy. 22 września Polacy wyzwolili Sejny i nie zatrzymując się ruszyli dalej na wschód. 24 września po sukcesach głównych walk pod Grodnem, bolszewicki front zaczął się sypać. Ukraińscy i białoruscy czerwonoarmiści zaczęli przechodzić na stronę Polaków. Rosjanie natomiast zaczęli dzień później opuszczać zachodni brzeg Niemna.

Armia Czerwona poniosła kolejną po bitwie warszawskiej wielką klęskę. Od bitwy nad Niemnem trudno mówić o wojnie z Armią Czerwoną – był to już pościg za niedobitkami. Tysiące bolszewików zaczęło trafiać do niewoli. W konsekwencji, udana bitwa przesądziła o zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej. Strony konfliktu podpisały Traktat ryski, który ustalał przebieg granic między tymi państwami oraz regulował inne sporne dotąd kwestie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jak nauczyć się zbierać grzyby? Wybrać dobry las na początek.

Internet zalewany jest od lat zapytaniami „gdzie zbierać grzyby”. Wynika to z faktu, że osoby, które dopiero chcą zacząć przygodę z tymi leśnymi przysmakami nie mają jeszcze swoich „miejscówek”. Warto dodać, że nie wolno się zniechęcać na początek. Nawet, gdy dobrze już wytypujemy las, to może ogarnąć nas frustracja, bo niestety u nas tradycja jest taka, że grzybiarze nie zbierają po prostu koszyka, ale czyszczą lasy z grzybów jak szaleni. Swoje też robi fakt, że istnieją skupy grzybów, które nieco napędzają gospodarkę zbieracką.

Ale zostawmy już te niuanse. Podlaskie na szczęście ma 3 okazałe puszcze i mnóstwo mniejszych lasów. Miejscówek u nas tyle, że jest w czym przebierać. Wystarczy tylko bardzo wcześnie wstać, bo niestety „czyściciele” grasują od bladego świtu. Zatem jeżeli nie chcemy oglądać resztek, to musimy do tego swoistego wyścigu dołączyć. Pamiętajcie, żeby nie zabierać ze sobą żadnych plastikowych reklamówek. Najlepszy będzie kosz wiklinowy. Grzyb uduszony w torbie to grzyb bezużyteczny. Pamiętajcie też o nożyku. Wyrywanie grzyba z korzeniami to głupota. Trzeba odcinać.

Co radzi ekspert z filmu? Po pierwsze przemieszczać się z lasu do lasu, dużo chodzić po rozmaitych lasach z młodnikami, zwłaszcza świerkowymi, po lasach mieszanych z świerkami – jeśli myślimy o prawdziwkach i podgrzybkach – można tez zahaczyć o rydza. – zachęca autor filmu. Kiedyś jak pytałem dziadka, gdzie rosną grzyby, odpowiadał – pod choiną.

Na koniec ważna uwaga. Kiedy uda się Wam już coś nazbierać, to poproście kogoś doświadczonego o sprawdzenie każdego grzyba po kolei. Zjedzenie trujących „owoców leśnych” może się skończyć bardzo ciężkimi powikłaniami, od uszkodzenia wątroby po śmierć włącznie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przepiękne wnętrza monasteru. Supraska świątynia zachwyca w każdym calu.

To bardzo rozpoznawalne miejsce, które odwiedza mnóstwo osób za sprawą Muzeum Ikon. Mowa o supraskim monasterze. Warto jednak dodać, że sama świątynia także zachwyca. Powyższy film pokazuje niesamowite jej wnętrza. Tylko popatrzcie na te wszystkie cuda!

Przypomnijmy, że początkowo prawosławni mnisi mieli swoje miejsce w Gródku. Tam jednak życie tętniło na tyle, że gwar przeszkadzał im w codziennym skupieniu. Wówczas położyli na rzece Supraśl drewniany krzyż. Postanowili, że wybudują nowy zakon tam, gdzie wskaże go rzeka. I krzyż ten płynął z prądem aż dotarł do wzgórza na zakolu rzeki. Tam też powstał dzisiejszy monaster. Późniejsze historyczne wydarzenia sprawiły, że świątynia z zakonem była zniszczona. Ocalały freski. Później był czas odbudowy kompleksu.

Dziś to już zupełnie inne miejsce, oprócz zakonu czy prawosławnej świątyni to także Muzeum Ikon. Jest to miejsce nowoczesne, gdzie spotkamy się ze sztuką przez duże „S”. Dzieła, które możemy podziwiać to ikony tematyczne czy pochodzące z różnych regionów. Osobno należy traktować natomiast świątynię, gdzie wystrój jest również przepiękny. Freski, które możemy podziwiać zostały odtworzone po II wojnie światowej. Monaster był wtedy ruiną. Dziś jest miejscem, które warto odwiedzić, bo zachwyca w każdym calu.

Partnerzy portalu:

Niezwykłe znalezisko na dziedzińcu Pałacu Branickich. Było płytko pod ziemią.

Niezwykłe znalezisko na dziedzińcu Pałacu Branickich. Było płytko pod ziemią.

Fragmenty naczyń z XVI wieku, moneta z XVII wieku – to najnowsze znaleziska archeologiczne, które ujawniono na terenie dziedzińca Pałacu Branickich w Białymstoku. To pierwsze badania prowadzone z tej strony Pałacu. Wcześniej kopano w ogrodzie. Zaczęło się od badań georadarem, który w obecnym miejscu prac archeologicznych pokazał pewne anomalia. Po nitce do kłębka dokopano się do artefaktów z przeszłości. Co ciekawe nie trzeba było zbyt głęboko zanurzać łopat. Na przedmioty natrafiono po zdjęciu pierwszych warstw ziemi.

Warto przypomnieć, że wcześniej badania prowadzono w ogrodach. Podczas prac wydobyto sześć oryginalnych, zdobionych elementów kamiennych balustrad i zwieńczenia pilastra na fasadzie pałacu z XVIII wieku, wykonanych z piaskowca. Jako ciekawostkę należy dodać, że odkryto wówczas także ślady użytkowania jeszcze sprzed powstania ogrodu, datowane na XVI i XVII wiek. Archeolodzy znaleźli trzy jamy, fragmenty ceramiki oraz ułamek kafla z przełomu XVI i XVII wieku z herbem „Ogończyk”. Należał do pierwszego budowniczego zamku obronnego, który znajdował się w tym samym miejscu przed zbudowaniem Pałacu przez Branickich.

Jesteśmy przekonani, że to nie koniec znalezisk. Szczególnie jeżeli przejdzie plan władz uczelni, by pod dziedzińcem wybudować aulę. Wtedy skarbów z przeszłości może znaleźć się dużo więcej. Do tego jeszcze jednak długa i niepewna droga.

Partnerzy portalu:

Wieża widokowa na dawnym wysypisku? Ta „atrakcja” to wielka porażka.

Wieża widokowa na dawnym wysypisku? Ta „atrakcja” to wielka porażka.

Od roku powinniśmy móc korzystać z wieży widokowej w Uhowie. Tymczasem nadal pozostaje zamknięta i nie wiadomo nawet czy zostanie kiedykolwiek otwarta. Burmistrz cały czas utrzymuje (ostatni raz 7 września 2022), że teren wokół wieży wymaga zagospodarowania, zaś wykonawca zwleka. Co innego jednak można dowiedzieć się od fachowców i osób z bliskiego sąsiedztwa 40-metrowej konstrukcji.

Otóż jak podawaliśmy – wieża została zbudowana najprawdopodobniej niezgodnie z przepisami bo stoi zbyt blisko linii wysokiego napięcia. Gdy pytaliśmy o to burmistrza Łap – Krzysztofa Gołaszewskiego – ten stanowczo zaprzeczał. Zapytaliśmy też nieoficjalnie kilku specjalistów od inwestycji budowlanych o tą konstrukcję. Nasi rozmówcy jednoznacznie stwierdzili, że wieża stoi zbyt blisko.

To jednak nie koniec problemów. Inwestycja może być trefna z jeszcze jednego powodu. Okazuje się, że być może zbudowano ją na dawnym wysypisku śmieci! Z relacji jednego z okolicznych mieszkańców wynika, że ostatnio na miejscu ujawniono zakopane odpady. Póki co nie udało nam się potwierdzić tej informacji, ale gdyby okazała się prawdziwa, to jedno jest pewne – byłaby to ogromna porażka burmistrza.

Szczególnie, że widoki z wieży nie powalają. Mimo wielu atrakcyjnych terenów Narwiańskiego Parku Narodowego, konstrukcja stoi w takim miejscu, że nic ciekawego nie widać. Pole, las i okoliczne zabudowania.

Partnerzy portalu:

Dwie kapliczki w Podlaskiem zostały zabytkami
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Dwie kapliczki w Podlaskiem zostały zabytkami

Przemierzając przez podlaskie wsie bardzo często napotkać można na okolicznościową kapliczkę. Tradycja ich stawiania jest tak stara, że nie wiadomo od jak dawna trwa. Nie do końca też wiadomo, dlaczego ludzie zaczęli budować kapliczki. Z dawnych źródeł literatury wiemy natomiast, że nie jest to pomysł chrześcijan. Mieszkający wcześniej poganie też je budowali. Dlatego też na te małe obiekty architektoniczne należy patrzeć nie tylko wyłącznie poprzez ich religijną rolę, ale również jak na dziedzictwo lokalnej społeczności.

Na szczególną uwagę zasługują stare kapliczki. Dwie z nich w ostatnim czasie stały się oficjalnie zabytkiem, chociaż gdyby tak przejechać wszystkie podlaskie wioski to takich starych kapliczek, które warto uznać za zabytek byłoby setki. I tak kapliczka z Dąbrowy Białostockiej upamiętnia poprzednią świątynię, która została rozebrana przez mieszkańców Dąbrowy w nocy z dnia 4 na 5 maja 1902 r.

Murowaną, wolnostojącą kapliczkę wzniesiono na rzucie prostokąta. Obiekt usytuowano na wysokim cokole z granitowych ciosów, zakończonym profilowanym gzymsem. W każdej z ceglanych elewacji znajduje się wąski prostokątny otwór okienny, umieszczony w niszy, zamknięty łukiem ostrym, ujęty parą lizen z wyodrębnionym cokołem i ceglanymi odcinkami gzymsów. Nadokienniki zaakcentowano pionowym ułożeniem cegieł, zaś ściany boczne zwieńczono trójkątnymi szczycikami, zakończonymi gzymsem koronującym. Kaplicę nakryto wysokim dachem czterospadowym, zwieńczonym metalowym krzyżem. – Kapliczka stanowi przykład skromnej w wyrazie, tzw. małej architektury z początku XX w. – wskazuje prof. dr hab. Małgorzata Dajnowicz – Podlaska Konserwator Zabytków, która obiekt w rejestrze zabytków umieściła.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Druga kapliczka, która tam trafiła znajduje się w Niemirowie, na trójstyku granic województw: podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego. Ponadto wieś położona jest przy samej granicy z Białorusią nad rzeką Bug. Wspomniana kapliczka została wzniesiona między 1870, a 1912 rokiem na gruntach funkcjonującego od końca XVIII w. do lat 60. XIX w. szpitala. Trwale upamiętnia miejsce jego powstania. Szpital-przytułek działał w Niemirowie przy parafii katolickiej ufundowanej w 1620 roku przez Stanisława Niemira chorążego mielnickiego i kasztelana podlaskiego. Obiekt uposażany licznymi datkami funkcjonował do 1866 roku, kiedy to dekretem z 17 września parafia niemirowska oraz jej uposażenie zostało skonfiskowane w ramach represji popowstaniowych. Obiekt stanowi dzieło minionej epoki jako przykład małej architektury o znaczeniu regionalnym. Pełna prostoty, kubiczna forma bryły tworzy ważny akcent kształtujący krajobraz wsi Niemirów – wskazuje w decyzji wpisu do rejestru prof. dr hab. Małgorzata Dajnowicz – Podlaska Konserwator Zabytków.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak się jeździ zabytkowym jelczem. Autobusy były na ulicach miasta jeszcze 2 dekady temu.

Przez całe lato można było jeździć zabytkowym jelczem przez Białystok. Komu się nie udało załapać, to zapewne będzie mógł spróbować za rok. Zanim to nastąpi, może obejrzeć powyższy film, by zobaczyć jak jeżdżono po mieście jeszcze 2 dekady temu. Bo chociaż autobusy są dużo starsze, to na ulicach Białegostoku nie zniknęły razem z komuną. Pierwsze lata po transformacji były na tyle ciężkie, że wszystkie usługi publiczne się zwijały. W Białymstoku natomiast wybuchł wielki protest kierowców autobusów. Było to w 1991 roku.

Jelcze i ikarusy w Białymstoku zostały‬ wypierane powoli na rzecz lotniskowych mercedesów, białoruskch mazów i niemieckich manów. To głównie za sprawą tych ostatnich nasze miasto dowiedziało się co to jest autobus niskopodłogowy, do którego można wsiąść z dużą łatwością. Zamiast wdrapywać się po schodach, wystarczyło po prostu przejść przez drzwi.

W kolejnych latach pojawiła się kasa ze środków unijnych i zaczęła się cykliczna wymiana dróg i autobusów w mieście. Dlatego teraz jelczem możemy jeździć już tylko z sentymentu. Organizatorem wycieczek jest Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej w Białymstoku.

Partnerzy portalu:

Idealny spacer pod Białymstokiem na jesienną porę. Prawie nie wyjdziecie z lasu!

Idealny spacer pod Białymstokiem na jesienną porę. Prawie nie wyjdziecie z lasu!

Czy można spacerować po Białymstoku i jego okolicach nie wychodząc z lasu? Postanowiliśmy sprawdzić jakie są możliwości. Okazuje się że ogromne. Jesień to czas, gdy wspaniale spaceruje się po lasach. Kolorowe dywany z liści, rześkie powietrze i ogólnie dobra atmosfera do przemyśleń, skłania nas do tego by zażyć trochę ruchu. Jeszcze innych motywują nadprogramowe kilogramy, które zyskali od jedzenia lodów i grilla w nadmiarze.

Kiedy wejdzie się do lasu, to aż nie chce się z niego wychodzić. Dlatego też postanowiliśmy sprawdzić czy jest taka trasa w Białymstoku i jego okolicach, która pozwoli z lasu praktycznie nie wychodzić. Okazuje się że owszem. Wystarczy zacząć w Rezerwacie Antoniuk, by następnie przejść na tereny Nadleśnictwa Dojlidy. Tam na chwilkę wychodzimy z lasu, by przejść na drugą stronę szosy do Augustowa. Następnie czerwonym szlakiem pieszym dojdziemy do pętli autobusowej na granicy Białegostoku i Wasilkowa. Tym sposobem przejdziemy 8 km.

Jeżeli będzie nam mało, to po drugiej stronie drogi lasem przejdziemy, a następnie niebieskim szlakiem aż do Nowodworców. To kolejne 3 km. Następnie, po wyjściu z miejscowości możemy skierować się do drogi na Supraśl. Kolejne 5 km będziemy szli trasą rowerową przez Ogrodniczki. Wszystko w otoczeniu lasu. Za górką możemy wejść głębiej do lasu. Tam w otoczeniu Jeziora Komosa możemy dojść na przedmieścia Supraśla.

Jeżeli zdecydujemy się na tak długą wycieczkę to nasz spacer wyniesie prawie 20 km. I to prawie wszystko lasem! Przykładowo wędrówka Rezerwatem w Lesie Zwierzynieckim daje możliwość przejścia około 5 km. Dla prawdziwych piechurów to często tylko rozgrzewka.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Chcecie dobrze zwiedzić Białystok? Ten film bardzo w tym pomoże.

Białystok coraz chętniej jest odwiedzany przez turystów. Dla nich tego typu film jak powyżej może być dobrą pomocą i odpowiedzią co dokładnie zobaczyć i dlaczego. Warto jednak zaznaczyć, że zwiedzają miasto również sami mieszkańcy. Robią to jednak inaczej niż turyści, bo przecież w gruncie rzeczy znają już różne zakątki, zabytki i ciekawe miejsca. Jest jednak pewien szkopuł. Gdy chodzimy po własnym mieście, to robimy to zwykle po utartych szlakach. Tymczasem, po obejrzeniu wideo przewodnika możemy zmienić swoje podejście.

Zaznaczmy, że na filmie zobaczymy tradycyjne już miejsca do odwiedzania: Pałac Branickich, Rynek, Operę, kościoły, cerkwie. To, na co jednak warto zwrócić uwagę to gruntowne, merytoryczne przygotowanie autorki. Na YouTube jest mnóstwo tego typu filmów, ale zwykle możemy je tylko pooglądać. Tu możemy dodatkowo się czegoś dowiedzieć. Warto też przypomnieć sobie historię najnowszą, czyli na przykład to, skąd i dlaczego znalazły się rzeźby na Lipowej.

Warto też przypomnieć sobie historię białostockich Żydów. Pamięć po nich utrwala pomnik schowany między blokami ulicy Suraskiej. Na osobną uwagę zasługuje zapomniany nieco Ludwik Zamenhof. Co prawda w Białymstoku są po nim różne pamiątki, a nawet istnieje centrum jego imienia, ale nie oszukujmy się. Temat esperanto w Białymstoku praktycznie nie istnieje i nikogo nie porywa. Tak czy inaczej, zwiedzając miasto warto sobie przypomnieć historię tego zacnego człowieka.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak walczyli partyzanci. Inscenizacja na ulicach miasta.

Grajewo dziś nie jest zbyt popularnym kierunkiem, ale warto przypomnieć, że przed II wojną światową, gdy Polska na mapie kształtowała się w innych granicach. Ówczesne Grajewo było typowym prowincjonalnym miasteczkiem, liczącym ok. 6 tys. mieszkańców. Jego rangę podnosił fakt, że biegła tędy linia kolejowa z Białegostoku w kierunku Prus Wschodnich. Miasto stanowiło „skrzyżowanie” dróg, z jednej strony biegnącej od Łomży, a dalej przez Rajgród do Augustowa; z drugiej natomiast od Białegostoku przez Ełk i dalej w kierunku Prus Wschodnich.

Pod koniec II wojny światowej, miasto leżało w rękach Sowietów, zaś III Rzesza Niemiecka ostatecznie podpisywała akt kapitulacji 8 maja 1945 roku. Niewielu z mieszkańców naszego regionu wie jednak, że gdy w Berlinie, w powietrzu rozlegały się strzały na wiwat, to w tym samym czasie w Grajewie rozlegały się strzały, których efektem było krótkotrwałe wyzwolenie Grajewa spod władzy polskich komunistów, sprzymierzeńców sowieckiego okupanta. Z 8 na 9 maja 1945 r. około 200-osobowe zgrupowanie mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdy” opanowało Grajewo.

Była to najgłośniejsza, a zarazem jedna z nielicznych o podobnym charakterze akcji w całej Polsce. Dokonały jej połączone siły Armii Krajowej Obywatelskiej obwodów Grajewo i Łomża pod dowództwem mjr Jana Tabortowskiego „Bruzdy”. Dlatego też postanowiono stworzyć rekonstrukcję historyczną, którą oglądać możecie na powyższym filmie. W widocznej bramie przy ul. Kopernika zlokalizowany był Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. To tu odbywała się bohaterska akcja partyzantów.

Trudno podać dokładną liczbę funkcjonariuszy znajdujących się w nim w dniu ataku. Pewną wskazówkę co do liczebności obsady urzędu stanowi meldunek przewodnika wywiadu obwodu Zygmunta Mazurka „Kuby” z 30 kwietnia 1945 r. dotyczący sił przeciwnika na terenie obwodu grajewskiego. Według tych danych załogę urzędu stanowiło 23 pracowników (w tym sześciu oficerów, podoficer i 16 szeregowych).

Dodatkowo przy ul. Ełckiej swoją siedzibę miała KP MO, według cytowanego wyżej meldunku liczyła ona 100 milicjantów (dwóch oficerów, 16 podoficerów i 82 szeregowych), ponadto w mieście była Milicja Miejska złożona z 19 ludzi (trzech podoficerów i 16 szeregowych) i Milicja Kolejowa w sile 39 szeregowych. Dodatkowo przy ul. Kopernika znajdowała się siedziba sowieckiej komendantury wojennej i placówka NKWD, było tam ok. 60 żołnierzy sowieckich.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Powstał świetny dokument o podlaskich pasjonatach. Odtwarzają średniowiecze.

Kameralna historia o pasji, która stała się czymś więcej. Mariusz Konieczny, tytułowy Świtowoj z filmu Pawła Jankowskiego, to założyciel podlaskiej grupy historycznej Trzaskawica, odtwarzającej okres wczesnego średniowiecza. – tak zaczyna się opis najnowszego filmu dokumentalnego autora Cząstki Podlasia.

Wpuszczając widzów do swojego świata, pozwala nam spojrzeć na swoje hobby jego oczami. Obraz, który przed nami roztacza, to intymna opowieść przepełniona nostalgią za prostym życiem w zgodzie z przyrodą. Film jest częścią serii „Wschodnie Opowieści”, w której spoglądamy na podlaskie krajobrazy poprzez ludzi związanych z tym regionem. Poznajemy ich historię oraz dowiadujemy się, jak odnajdują siłę i chęć tworzenia w otaczającej ich przyrodzie.

Jeżeli ktoś jeszcze nie miał okazji zaznajomić się z twórczością Pawła Jankowskiego, to powinien koniecznie przejrzeć cały jego kanał. Pierwszym filmem, który tworzył bardzo długo była wspomniana Cząstka Podlasia. Warto podkreślić, że nie jest to byle jaki film. Tworzony był metodą timelapse. Oznacza to, że każde ujęcie to mozolny efekt pracy człowieka i aparatu. Bo nie dość, że musiała dopisać pogoda, to jeszcze przyroda musiała aktualnie prezentować coś unikatowego. Kolejne filmy pokazują Podlaskie nie tylko jako miejsce fantastycznej i dzikiej przyrody, ale też wyjątkowych ludzi, którzy tu mieszkają.

Wszystkie filmy do obejrzenia tutaj:

https://www.youtube.com/user/czastkapodlasia/playlists

Partnerzy portalu:

Niezwykłe odkrycie. Miecz z X wieku znalazł pracownik muzeum.
fot. bialystok.pl

Niezwykłe odkrycie. Miecz z X wieku znalazł pracownik muzeum.

Szczepan Skibicki to pracownik Muzeum Wojska w Białymstoku. W wolnym czasie znalazł średniowieczny miecz. – Jak tylko zdałem sobie sprawę z tego, czym może być przedmiot, który mam przed sobą, niezwłocznie go wydobyłem i zabezpieczyłem, aby przekazać do Muzeum Wojska w Białymstoku – relacjonował muzealnik.

Kiedy miecz dotarł do placówki, odkrycie zostało niezwłocznie zgłoszone do Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz Miejskiego Konserwatora Zabytków, a o konsultację archeologiczną poproszono archeologów z Muzeum Podlaskiego w Białymstoku. Jeden z nich, Aleksander Piasecki uważa, że jest to prawdopodobnie miecz pochodzący z Rusi Kijowskiej, z X wieku. Archeolog zwrócił także uwagę na bogaty warsztat wytwórcy oraz bardzo dobrej jakości żelazo, które mogło pochodzić z Chazarii lub z Bliskiego Wschodu.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce obowiązuje chore prawo dotyczące używania wykrywaczy metali. Samo posiadanie tego urządzenia nie wymaga żadnych pozwoleń i jest legalne, ale za to w 2018 roku weszła w życie ustawa, zgodnie z którą poszukiwanie zabytków bez zezwolenia traktowane jest jako przestępstwo. Dlatego też wiele artefaktów z przeszłości gnije pod ziemią, chociaż mogłoby leżeć w muzeach. Znalezisko takie, jak Pana Szczepana, który odnalazł X-wieczny miecz jest rzadkie, bo może odbywać się tylko przypadkowo.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To jedna z ciekawszych atrakcji Podlaskiego. Warto ją odwiedzić.

Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie im. Adama Chętnika to wbrew pozorom bardzo ciekawe miejsce do zwiedzania. Generalnie w Polsce idea muzealnictwa kuleje. Interesujących i nowoczesnych placówek prawie w kraju nie ma. Większość tego typu obiektów posiada wystawy stałe przez wiele lat, przez co nie ma po co tam zaglądać częściej niż raz.

Zupełnie inaczej jest ze Skansenem Kurpiowskim. Chociaż nazwa nie wskazuje, to jest tam naprawdę co oglądać i nie tylko to! Tam można poczuć klimat poprzednich epok. A wszystko to położone w pięknych okolicznościach przyrody. Warto zobaczyć stary wiatrak i liczne drewniane domy, kapliczki, bramy, studnie. Warto posiedzieć także nad rzeką.

Ogólnie w miejscu tym dowiemy się jak żyła dawniej ludność Kurpiowska. W kilkudziesięciu obiektach poznamy przeszłość ludzi najbiedniejszych i najbogatszych. Warto podkreślić, że wiele z tych budynków można zobaczyć także od środka. Na terenie Skansenu funkcjonuje też karczma, gdzie zjemy specjały regionu.

Partnerzy portalu:

Niezwykłe znalezisko na Podlasiu. Ta figurka należała do Wikingów!

Niezwykłe znalezisko na Podlasiu. Ta figurka należała do Wikingów!

W Mielniku postanowiono wybudować fontannę. Przy okazji rozkopywania gruntu dokonano niebywałego znaleziska. Wykopano 4 cm, doskonale zachowaną figurkę, wyrzeźbioną z kości zwierzęcia. Jest to postać człowieka grającego na flecie. Widać wszystkie detale – jego odzież, brodę, a nawet kolczyki! – podał portal Słowo Podlasia.

Wszystko wskazuje na to, że figurka należała do Wikingów! Wiadomo to, bo podobne figurki odnajdywano na terenie Anglii. Podczas wykopalisk odnaleziono też mnóstwo fragmentów naczyń, kości zwierzęcych, ceramiki czy narzędzi. Przedmioty trafią teraz do muzeum w Białymstoku. Przedmioty prawdopodobnie będą także wystawione oglądającym w Mielniku. Warto dodać, że dziś to jest wieś, jednak między XV a XVI wiekiem było całkiem mocno rozwiniętym miastem, o które toczono boje.

Wikingowie natomiast byli skandynawskimi wojownikami, którzy podejmowali dalekie wyprawy o charakterze kupieckim, rabunkowym i osadniczym. Zgodnie z aktualną wiedzą, pomiędzy VIII a XI wiekiem, gdy działali podejmowali ekspansje na różnych terenach. Nic jednak nie wiadomo, by byli na terenach dzisiejszego Podlasia. W X wieku odnotowano ich obecność na terenach dawnej Rusi. Być może to stąd figurka trafiła do Mielnika w późniejszym czasie?

Partnerzy portalu:

Nowa atrakcja pod Supraślem. Można podglądać żubry!
fot. Adam Tarasiuk

Nowa atrakcja pod Supraślem. Można podglądać żubry!

Kopna Góra pod Supraślem ma nową atrakcję. To wieża widokowa, z której można podziwiać żubry. Konstrukcja powstała w pobliżu Arboretum, w zagrodzie pokazowej. Wieża jest drewniana i ma dwie kondygnacje. Dzięki niej można lepiej, z bliska przyjrzeć się królowi puszczy. Normalnie, w dzikich warunkach, można zostać przez zwierzę poturbowanym, a tak jest bezpiecznie.

fot. Adam Tarasiuk

Arboretum pod Supraślem to także wyjątkowe miejsce, dlatego warto zwiedzić je oprócz wspomnianej zagrody pokazowej. Można podziwiać wiele gatunków roślin, a także można wejść do specjalnej drewnianej chaty. Do tego jest przyjemne oczko wodne, gdzie nad brzegiem odpoczniemy.

Niedaleko jest jeszcze jedno miejsce, które warto zobaczyć. To Silvarium w Poczopku. Tam oprócz przyrody, możemy podziwiać wiele gatunków sów. To naprawdę unikalny widok, bo w lesie ich tak łatwo nie napotkamy. Jak widać, zwiedzanie Supraśla nie powinno odbywać się tylko w obrębie miasteczka, bo okolica oferuje coraz więcej. A to jeszcze nie koniec, bo w planach jest przywrócenie kolejki wąskotorowej.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Piękne obrazy Podlasia. Wspaniały film je ukazuje!

Lato ma to do siebie, że natura ubrana jest w wiele kolorów, a słońce jeszcze podbija efekt ich odbioru. Do tego panuje taka idylliczna atmosfera, czas wije się powoli, a jednocześnie po cichu zasuwa jak zawsze. I tak oto mamy koniec wakacji, zaś Podlasie szykuje się jesień. Nim to się stanie, warto raz jeszcze spojrzeć na letnie obrazy.

Powyższy film pokazuje Puszczę Białowieską, żubry, Krainę Otwartych Okiennic, a także Pojezierze Augustowskie. Wszystko to przeplecione jest tęsknotą za latem, które przemija. Obrazy można oglądać w kółko i rozmyślać czy to o jeżdżeniu kolejką wąskotorową czy też pływaniu kajakiem. Na szczęście inne pory roku też mają na Podlasiu urok, więc nie trzeba tylko rozmyślać, można też przyjechać i zwiedzać. Atrakcje które mamy nigdy się nie nudzą.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Centrum to wizytówka Białegostoku. Skłania jednak do refleksji.

Od 2010 roku możemy cieszyć się Rynkiem Kościuszki i jego okolicą w całkiem odnowionej formie. Przypomnijmy, że wcześniej przed katedrą i ratuszem przebiegały dwie jezdnie. Był ruch samochodowy, przystanki i autobusy.

Rynek Kościuszki nazywany był zwyczajowo Lipową, gdyż mieszkańcy traktowali ulicę jako jedność z tą właściwą Lipową, biegnącą od okolic hotelu Cristal do kościoła św. Rocha. Pod gąszczem reklam przypiętych do fasad rynkowych kamienic trudno było dojrzeć, gdzie Lipowa się zaczyna, a Rynek kończy. Drugą jezdnią była Suraska. Ta łączyła się z ul. Sienkiewicza i biegła od Placu Uniwersyteckiego.
Pomiędzy dwoma drogami, na trójkątnym placu stał pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego, obok rosły dorodne sosny. Za plecami polski wódz miał fontannę i budynek ratusza. Drzewa nieco go zasłaniały. Po drugiej stronie budynku mieścił się zielony skwer z ławeczkami. Można było odpoczywać wśród drzew i krzewów.

W 2010 roku miejsce to przeszło kompletną rewolucję. Ze skwerku zostało tylko kilka drzew i to po protestach mieszkańców. Pierwotnie miało być zupełnie goło. Po drugiej stronie, marszałka przeniesiono na drugą stronę ul. Sienkiewicza. Drzewa wycięto a fontannę przesunięto bliżej ulicy. Położono też mnóstwo betonowych płyt likwidując przejezdność Rynku.

Ogólnie, gdy wszystko weszło w życie zauważalny był podział mieszkańców na przeciwników i zwolenników nowego. Ostatecznie grupa tych pierwszych była coraz mniejsza, bo Rynek w nowej formie stał się popularnym miejscem spędzania czasu. Powstanie galerii handlowych, utrudniony dojazd zaczęły zabijać handel w tym miejscu. Rynek próżni nie znosi, więc szybko pojawiać się zaczęła w tym miejscu gastronomia. Swoje dołożył też prezydent, przedłużając umowy na lokale komunalne tylko, gdy do obecnej działalności dobuduje się gastronomię. I tak księgarnia Akcent to dziś księgarnio-kawiarnia. To było jak śniegowa kula, która spowodowała, że dziś Rynek to tętniące życiem miejsce, które gastronomią i rozrywką stoi.

Niestety zmiany klimatyczne spowodowały, że po latach to przeciwnicy nowego Rynku mieli rację. Beton ulewnych deszczy nie wchłania zbyt dobrze, ale co gorsza centrum nagrzewa się latem potwornie tak, że ciężko tam posiedzieć. Od przebudowy Rynku minęło 12 lat i wracają dyskusje o kolejnej przebudowie. Coraz więcej osób się domaga, by wróciła zieleń. Niestety za kadencji obecnego prezydenta to raczej niemożliwe. Trudno przypuszczać, by chciał likwidować własny betonowy pomnik.

Być może zrobi to kolejny prezydent, o ile będzie zainteresowany własnym miastem. Ten obecny kiedyś był, od jakiegoś czasu niestety zajął się wyłącznie krajową polityką.

Partnerzy portalu:

Sensacyjne odkrycie na cmentarzu żydowskim. Co dalej ze znaleziskiem?
fot. bialystok.pl

Sensacyjne odkrycie na cmentarzu żydowskim. Co dalej ze znaleziskiem?

120 macew odkryto podczas prac przy ogrodzeniu cmentarza żydowskiego przy ul. Wschodniej w Białymstoku. Najprawdopodobniej są to macewy z cmentarza rabinackiego, który znajdował się na terenie obecnego Parku Centralnego przy ul. Kalinowskiego. Co dalej ze znaleziskiem?

Na razie macewy trafią na cmentarz przy ul. Wschodniej, ale będziemy szukać rozwiązania by wróciły na swoje miejsce i by kolejny fragment przeszłości wielokulturowego Białegostoku- tak jak cmentarz ewangelicki na terenie Rynku Siennego – został przywrócony pamięci – powiedział Rafał Rudnicki zastępca prezydenta Białegostoku.

Za swoistym rozwiązaniem kryje się tak naprawdę jedna opcja. Park Centralny jest położony na wzniesieniu nieprzypadkowo. Zostało ono uformowane sztucznie po II wojnie światowej, podczas odbudowywania Białegostoku. Wspomniany cmentarz rabinacki dalej znajduje się pod ziemią. Zakopano go, gdyż nekropolia była miejscem grasowania wandali, a także hien, które w grobach próbowały szukać kosztowności.

Fotografia lotnicza z roku 1944. Obszar obecnie zajmowany jest przez Park Centralny.

Zgodnie z żydowską tradycją nagrobki muszą wrócić na miejsce, w którym zostały wzniesione. Forma upamiętnienia dawnych mieszkańców Białegostoku będzie więc wynikiem współpracy miedzy Miastem Białystok a społecznością żydowską Białegostoku i Polski. Raczej nikt na odkopywanie i oczyszczenie się nie zdecyduje. Wbrew pozorom szkoda, bo zyskalibyśmy naprawdę atrakcyjny zabytek. Dlatego zapewne spodziewać się możemy budowy w parku miejsca pamięci. Oby tylko nie betonowali jak dawnego cmentarza ewangelickiego obok.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Dla niektórych to okazja by pierwszy raz zobaczyć żubra na własne oczy

Chociaż dla wielu z nas, mieszkańców, żubry to zwierzęta, które widzimy dosyć często na polach czy w lasach, to dla turystów, spotkanie z nimi jest wyjątkową atrakcją. Mało prawdopodobne jest napotkanie zwierzęcia na wolności dla kogoś, kto tu nie mieszka. Dlatego też jedną z okazji będzie przyjazd do rezerwatu pokazowego pod Białowieżą.

Na powyższym filmie zobaczyć możemy, jak się prezentuje. Warto wiedzieć, że i tu czasem żubry potrafią być ukryte. Zależy to od pogody. Na pewno zwierzęta nie lubią leżeć w pełnym słońcu, toteż szukają cienia. W rezerwacie są one oddalone od ogrodzeń, dlatego większą szansę będziecie mieli z rana lub gdy będzie pochmurno. Oczywiście to nie jest reguła.

Warto pamiętać, że żubry żyjące dziko są niebezpieczne ze względu na swoje gabaryty. Dlatego jeżeli takiego zwierza napotkać podczas wędrówek po Podlasiu, to nie róbcie sobie selfie ani nie podchodźcie. Król podlaskich puszcz jest strachliwy i może stratować w samoobronie.

Partnerzy portalu:

Hajnówka – Białowieża nie tylko samochodem. Zobacz inne opcje.

Hajnówka – Białowieża nie tylko samochodem. Zobacz inne opcje.

Hajnówkę od Białowieży dzieli około 20 km. Do tego pierwszego miasta dojedziemy z łatwością pociągiem, lecz to ta druga – wieś – od lat jest pożądana przez turystów. Dlatego zawsze planując tu podróż trzeba pomyśleć nad środkami lokomocji. Samochód to wiadomo, gwarantuje najłatwiejszy dojazd. Co, jeśli jednak nie możemy na niego liczyć? Jak dotrzeć z Hajnówki do Białowieży?

Puszcza Białowieska była ukochanym miejscem polowań polskich królów, później pod zaborami – carów. To tu w 1991 roku oficjalnie rozpadał się ZSRR. Miejsce pełne magii, przyrody i różnorodnych stworzeń. Nie bez powodu prof. Simona Kossak z tym miejscem związała swe życie i popularyzowała je. Do dziś zjeżdżają tu rzesze turystów. Atrakcji bowiem nie brakuje.

Niestety gorzej z dojazdem. Do Białowieży prowadzi w zasadzie tylko jedna droga. To znaczy są inne, ale zupełnie oficjalna, to wojewódzka 689. Pozostałe, jak choćby droga narewkowska, znają tylko lokalsi. Na domiar złego, droga wojewódzka jest bardzo wąska. Dwa samochody obok siebie mieszczą się na styk. Wystarczy kretyn za kierownicą, który będzie szybko jechać nie trzymając się krawędzi i nieszczęście gotowe. Dlatego warto rozważyć dojazd pociągiem do Hajnówki, a dalej można autobusem, rowerem a nawet pieszo.

Te dwie ostatnie opcje pozwolą nam wybrać inne drogi niż wojewódzka. Jedna trasa to 23 km, druga 25 km. Pierwsza oznaczona jest na mapie jako droga rowerowa. Prowadzi przez piękne rezerwaty i inne zakątki Puszczy Białowieskiej. Po drodze miniemy takie wsie jak Budy Leśne, Budy czy Teremiski. Atutem drugiej jest to, że zdecydowana większość jest drogą na wprost. Dopiero na końcówce skręcimy w prawo, kierując się na Szlak Dębów Królewskich.

Warto dodać, że Puszcza Białowieska jest przepiękna o każdej porze roku. Zarówno, gdy mieni się w słońcu, pływa w kolorowych liściach, drzemie pod śnieżnym puchem czy rozkwita wiosną.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Cerkiew w Hajnówce jest wizytówką miasta. To co w środku zachwyca.

Sobór Świętej Trójcy jest wizytówką Hajnówki. To, co pierwsze rzuca się w oczy, to nieregularna bryła cerkwi i zwieńczony stożkowymi kopułami falisty dach fascynują i przyciągają do siebie uwagę. To jeden z najciekawszych przykładów współczesnej architektury sakralnej.

Zwiedzając Podlaskie często natrafiamy na cerkwie drewniane lub takie z żółtej cegły. Oprócz nich jest jeszcze kilka perełek architektonicznych, które nie wpisują się ani w jedną ani drugą kategorię. To budownictwo współczesne. Jednym z takich przykładów jest właśnie Sobór Świętej Trójcy w Hajnówce. Tutaj odbywają się doroczne, od lat cieszące się międzynarodową renomą, Festiwale Muzyki Cerkiewnej.

Nie sama bryła jest jednak interesująca. Koniecznie trzeba zobaczyć także przepiękne wnętrze obiektu. Można to zrobić na żywo lub przy pomocy powyższego filmu.  Cerkiew pod wezwaniem Świętej Trójcy w swoim programie ikonograficznym skupia się na wykonawcy Boskiego Dzieła Zbawienia, Chrystusie. Wnętrze rozświetla niepowtarzalne witrażowe panikadilo (żyrandol), a ściany pokryte są przedstawieniami najważniejszych Ewangelicznych wydarzeń, które zamykają się w przedstawieniu Świętej Trójcy w centralnym miejscu nad ołtarzem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak było na Podlasiu. Za budowę ganku, potrafili zniszczyć dom.

Wschodniopodlaskie, zachodniopodlaskie, szlacheckie, drobnoszlacheckie, a także trojaki czy dwojaki. Te wszystkie terminy dotyczą podlaskiego budownictwa ubiegłych stuleci. Do dziś przemierzając nasz region możemy dostrzec jeszcze strzępki tego jak dawniej budowano drewniane domy. Jeżeli będziecie zwiedzać nasz region, to zwróćcie uwagę na stare konstrukcje. Dzięki powyższemu filmowi będziecie mogli wiedzieć, kto dawniej mieszkał w danym budynku.

Dla przykładu ganek to domena drobnoszlachecka. Jeżeli ktoś chciał sobie taki przy domu zbudować, a nie miał odpowiedniego statusu społecznego, to narażał własne mieszkanie na zniszczenia. Pozostali pilnowali bowiem, by szlachty nie udawać. Ciekawie przedstawia się także to, co we wnętrzach. W domach chłopskich w ramach jednego budynku był podział na część mieszkalną i część gospodarczą. Natomiast w wyższych stanach już nie.

Charakterystyczne jest również to, że we wnętrzu centralnym punktem była kuchnia. Natomiast są też takie domy, gdzie był tak zwany „zapiecek” czyli pomieszczenie na tyłach kuchni. Niekiedy występowały również domy, gdzie były dwie osobne kuchnie i izby. Dziś nazywamy to „bliźniakami”.

Partnerzy portalu:

Tłumy zmierzają na Grabarkę. Tradycja pielgrzymowania tutaj sięga 1710 roku.

Tłumy zmierzają na Grabarkę. Tradycja pielgrzymowania tutaj sięga 1710 roku.

Od dziś do piątku potrwają uroczystości na Świętej Górze Grabarce. Tłumy pielgrzymów jak co roku docierają na Podlasie z okazji Święta Przemienienia Pańskiego. Wbrew pozorom, do cerkwi z tej okazji, przyjeżdżają nie tylko osoby prawosławne, ale też ludzie z różnych wyznań. Święta Góra w Grabarce ma takie samo znaczenie jak Jasna Góra w Częstochowie. Pielgrzymi z całego kraju idą do świątyni niosąc krzyże, które zostawią po przybyciu razem ze swoimi intencjami zdrowia, siły, wytrwania czy pomyślności.

Tradycja pielgrzymowania w to miejsce sięga 1710 roku. Wówczas jeden z okolicznych mieszkańców doznał objawienia. Wszyscy, którzy dotrą na wzgórze i napiją się wody ze źródła, zostaną uratowani przed epidemią cholery. Gdy nastąpiły cudowne uzdrowienia, zbudowano w Grabarce kaplicę, a później cerkiew. Dziś na Świętej Górze odbędzie się nabożeństwo całonocnego czuwania. W czwartek natomiast będą trwać główne uroczystości, które potrwają kilkanaście godzin i skończą się w piątek. Poniżej dokładny harmonogram.

Nawet jeżeli Wasze wyznanie jest inne niż prawosławne, możecie śmiało jechać na Grabarkę. Na pewno będzie to dla Was wyjątkowe przeżycie. W otoczeniu przyrody, na wzgórzu pełnym krzyży z intencjami pielgrzymów, przeżyć będzie można wydarzenia mistyczne.

Środa, 17.08.2022

17.00 – Nabożeństwo całonocnego czuwania ku czci Iwierskiej Ikony Matki Bożej

21.00 – Akatyst przed Iwierską Ikoną Matki Bożej

Czwartek, 18.08.2022

6.00 – Liturgia Święta

8.00 – Poświęcenie wody

10.00 – Liturgia Święta

17.30 – Powitanie Hierarchów

18.00 – Nabożeństwo całonocnego czuwania ku czci Przemienienia Pańskiego

21.30.- Akatyst przed Leśniańską ikoną Matki Bożej (w cerkwi WSR)

23.00 – Nabożeństwo za zmarłych – PANICHIDA

Piątek, 19.08.2022

01.00 – I Liturgia Święta

04.00 – II Liturgia Święta

06.30 – III Liturgia Święta

09.30 – LITURGIA ŚWIĘTA i uroczysta procesja z poświęceniem owoców

Partnerzy portalu:

Moc pięknych widoków i natury. Wycieczka wzdłuż Kanału Augustowskiego.

Moc pięknych widoków i natury. Wycieczka wzdłuż Kanału Augustowskiego.

Augustów przyciąga mnóstwo turystów każdego lata. Jedną z jego wielu atrakcji jest Kanał Augustowski. Nie każdy jednak zwiedza go w całości. Wbrew pozorom nie trzeba tego robić z pozycji tafli wody, czyli kajakiem. Można też rowerem czy samochodem. Postanowiliśmy Wam pokazać, jakie perełki można napotkać po trasie tej konstrukcji.

Kanał Augustowski w pierwszej połowie XIX wieku posłużył do połączenia dorzeczy Wisły i Niemna w celu usprawnienia – poprzez ominięcie terytorium ówczesnych Prus narzucających dyktat celny – transportu towarów do portów bałtyckich. Była to największa inwestycja Królestwa Polskiego. Warto tu dodać, że budowla tworzy wraz z otaczającym go krajobrazem integralną całość. Jej fenomen polega na harmonijnym połączeniu naturalnych, wyjątkowo cennych obszarów. W 2025 roku będziemy świętować 200 rocznicę utworzenia budowy Kanału Augustowskiego.

Naszą wycieczkę zaczynamy od śluzy w Kudrynkach tuż przy granicy z Białorusią. Niestety, w pobliskiej Rudawce, niedostępna jest śluza graniczna Kurzyniec. Na tym terenie obowiązuje zakaz wstępu ze względu na budowę metalowej zapory granicznej. Chociaż konstrukcja już stoi, to montowana jest jeszcze elektronika. Kudrynki to miejsce bardzo ciche i spokojne. Postanowiliśmy tam dojechać od strony Lipska. Na miejsce prowadziła kręta, leśna, wąska asfaltowa droga. Miało to swój urok, ale trzeba było mocno uważać na samochody jadące z naprzeciwka, które pojawiały się w ostatniej chwili.

Kolejny przystanek to elektrownia wodna w Rygolu. Niesamowita betonowa konstrukcja na rzece cały czas pracuje. Warto dodać, że jest ona obok Kanału Augustowskiego. Niedaleko elektrowni znajduje się śluza Sosnówek. Zaraz obok Mikaszówka. Tam oprócz samej konstrukcji hydrotechnicznej mamy przepiękny drewniany kościół. Parafia pod wezwaniem św. Marii Magdaleny od lat jest już zabytkiem. Warto też podkreślić, że katolickich świątyń zbudowanych z drewna, w naszym regionie praktycznie nie ma. Ta z Mikaszówki została wybudowana na początku XX wieku.

Kolejna śluza, którą warto zobaczyć znajduje się w gminie Płaska i nazywa się Paniewo. Jest o tyle wyjątkowa, że podwójna. Łączy ze sobą jeziora Krzywe z Jeziorem Paniewo. Różnica w poziomach wody jest naprawdę ogromna, a przelanie jej przez oba kanały trwa 30 minut. Jest to o tyle ciekawy proces, że wszystko obserwuje mnóstwo turystów. W pobliżu, na Jeziorze Paniewo znajduje się fantastyczne miejsce do plażowania.

Następne śluzy to Gorczyca i Przewięź. Ta druga słynie z plaży zwanej „Patelnią”. Tu możemy obserwować statki płynące z Augustowa do Studzienicznej i z powrotem. Sanktuarium na półwyspie także przyciąga mnóstwo turystów. To nie tylko kościół, ale cały kompleks, gdzie można wśród zieleni spacerować i odpoczywać. Warto zwrócić uwagę na ogromne dęby, które tam rosną. Są bardzo wysokie i grube, co oczywiście świadczy o ich zaawansowanym wieku.

Kolejne przystanki to już znany turystom Augustów. Kolejne śluzy biegną już przez okolice Biebrzańskiego Parku Narodowego. Tam przepłyniemy przez śluzy Dębowo i Sosnowo.

Partnerzy portalu:

Czy wiesz, że możesz płacić mniej za OC? Sprawdź, jak to zrobić!

Czy wiesz, że możesz płacić mniej za OC? Sprawdź, jak to zrobić!

Zakup ubezpieczenia samochodu to jeden z najwyższych wydatków związanych z pojazdem, jaki czeka jego właściciela. O ile jednak w przypadku rejestracji, przeglądów czy eksploatacji niewiele w kwestii ich kosztów zależy od kierowcy, to już przy zakupie polisy jest zupełnie inaczej, dlatego niektórzy płacą składki ubezpieczeniowe o kilkaset złotych mniejsze od innych. A czy Ty jesteś skazany na wysoką cenę polisy? Zaraz Ci udowodnimy, że nie!

Najtańsze OC samochodu – gdzie go szukać?

Zacznijmy od tego, że znalezienie taniego ubezpieczenia samochodu wcale nie jest zarezerwowane tylko dla tych, którzy posiadają jakąś wiedzę tajemną. Przeciwnie, niską składkę może sobie obliczyć każdy – co więcej, można to zrobić nawet teraz. Wystarczy dostęp do internetu i kilka minut wolnego czasu, a lada moment będziesz mógł się cieszyć zarówno z polisy, jak i z oszczędności. Jak to działa?

Według informacji ze strony porównywarki Mubi, od najtańszego OC (https://mubi.pl/najtansze-oc/) dzieli Cię tylko 5 krótkich kroków.

  1. Po pierwsze, wybierz ubezpieczenia, które Cię interesują – może to być samo OC, jak i OC w pakiecie z autocasco, NNW czy assistance.
  2. Po drugie, uzupełnij formularz na stronie mubi.pl – musisz podać parametry techniczne swojego auta, garść informacji na swój temat, oraz przebieg Twojej dotychczasowej historii ubezpieczenia.
  3. Po trzecie, zastanów się, jakie dane chcesz podawać – nie ma obowiązku podawać m.in. imienia i nazwiska, numeru PESEL czy numeru rejestracyjnego samochodu, które będą potrzebne dopiero przy zakupie polisy. Jeśli jednak zdecydujesz się podać je od razu, masz szansę na więcej ofert i pewność, że Twoje dane są całkowicie bezpieczne.
  4. Po czwarte, wybierz ofertę ubezpieczenia, która najbardziej Ci odpowiada – czy będzie najtańsza, czy najbardziej rozbudowana, wszystko zależy od Ciebie. Pamiętaj, żeby zestawić ze sobą interesujące propozycje, dzięki czemu będziesz mógł je porównać bez nieustannego skakania po różnych stronach.
  5. Po piąte, kup ubezpieczenie online – gdy wybierzesz konkretną polisę, kliknij po prostu w “Kup teraz”, uzupełnij brakujące dane, zapłać przelewem i gotowe. Bez wizyty u agenta, podpisywania dokumentów i bezsensownego tracenia czasu.

Prawda, że proste? Wszystko zajmuje kilka minut i jest do zrobienia np. podczas przerwy w pracy, stojąc w korku lub rano przy śniadaniu. Oszczędzasz więc nie tylko pieniądze, ale też czas.

Ubezpieczenie OC – kto i dlaczego płaci najmniej za polisę?

No dobrze, ale przecież samo porównywanie cen ubezpieczenia komunikacyjnego nie wyjaśnia, czemu jedni płacą za nie mniej, a inni więcej, prawda? Oczywiście, że tak. Kalkulator OC/AC to tylko narzędzie służące znalezieniu najkorzystniejszych ofert – te zależą jednak w ogromnej mierze od samego kierowcy, jego pojazdu i historii ubezpieczenia.

Kto zatem płaci najmniej za OC?

  • Doświadczeni kierowcy – ubezpieczyciele cenią klientów, którzy mogą się już pochwalić doświadczeniami w prowadzeniu pojazdów. Ci, którzy dopiero zaczynają przygodę za kółkiem po zdobyciu prawa jazdy, stanowią większe ryzyko.
  • Bezszkodowi kierowcy – doświadczenie za kierownicą jest ważne, ale jeszcze ważniejsze, żeby było to doświadczenie bezwypadkowe. Im dłużej kierowca jeździ bez szkód, tym więcej zbiera zniżek i tym tańsze jego OC.
  • Kierowcy powyżej 25. roku życia – chociaż nie każdy młody człowiek cechuje się lekkomyślnością i brawurą na drodze, statystyki policyjne są dla tej grupy wiekowej nieubłagane. Według nich to właśnie kierowcy w wieku 18-25 lat powodują najwięcej wypadków, co wiąże się ze znacznym wzrostem kosztów OC.
  • Kierowcy pochodzący z małych miejscowości – duże miasto to duży ruch, a przez to większa szansa na stłuczkę. Mieszkańcy małych miejscowości są więc w statystycznie lepszym położeniu niż przykładowo kierowcy z Warszawy, Gdańska czy Wrocławia.
  • Współwłaściciele pojazdów – dzięki współwłasności ubezpieczyciel bierze pod uwagę ewentualne zniżki obydwu kierowców. Cena OC może być więc niska, nawet jeśli jeden z nich jest młodą osobą.

Jak obniżyć cenę OC?

Wiesz już, kto płaci najmniej za OC, a czy Twoja składka może być niższa? Z pewnością tak, bo sposobów na obniżenie ceny ubezpieczenia auta jest wiele. Możesz na przykład:

  • porównać ceny, używając kalkulatora OC/AC online – dzięki niemu zyskasz pewność, że nie przegapisz oferty od firmy, która zaoferuje Ci najkorzystniejszą cenę;
  • dopisać współwłaściciela do dowodu rejestracyjnego – może to być np. Twój rodzic, który ma długą i bezszkodową historię ubezpieczenia, a jego zniżki obniżą cenę OC nawet o kilkaset złotych;
  • wybrać samochód o odpowiednich parametrach – ubezpieczyciele obniżą ocenę ryzyka w przypadku małego samochodu miejskiego lub rodzinnego kombi, a podwyższą dla sportowych czy luksusowych modeli o bardzo pojemnych silnikach;
  • skorzystać z OC po poprzednim właścicielu – jeśli kupujesz używane auto, sprawdź do kiedy ma ono ważną polisę, jeśli jej od razu nie wypowiesz, przez pewien czas możesz mieć OC za darmo;
  • kupić ubezpieczenie w pakiecie – dodatkowe ubezpieczenia na pewno się przydadzą, a ich zakup razem z OC jest znacznie korzystniejszy niż osobno;
  • zapłacić składkę jednorazowo – ubezpieczyciele oferują płatność w ratach, ale pamiętaj, że łączna cena jest wówczas nieco wyższa;
  • kupić OC online – wiele firm oferuje dodatkowe zniżki za zakup ubezpieczenia przez internet.

Materiał partnera

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Piękna cerkiew w Gródku. Tak się prezentuje w środku.

Wielu turystów zwiedzających Podlasie bardzo chętnie zajeżdża na tereny, gdzie znajdują się różne cerkwie. Jest to coś, czego u nich nie ma, więc naturalnie chcą to zobaczyć. Niestety nie zawsze mają możliwość obejrzenia ich w środku. Nie oszukujmy się, pozostawienie otwartych obiektów bez opieki mogłoby skończyć się źle. Dlatego turyści niekiedy widzą tylko dzieło z zewnątrz. Natomiast kultura Bizancjum, to kultura wielkiego przepychu, co odwzorowują wnętrza prawosławnych świątyń.

Nie inaczej jest w Gródku. Już same złote kopuły świadczą o tym, że tam na wystroju nikt nie oszczędzał. Prezbiterium to najważniejsza część świątyni, tam znajduje się ołtarz. Według symboliki religijnej cerkiew to dom Boga, miejsce kultu i oddawania Jemu czci przez wiernych. Budynek powinien być orientowany, a więc zwrócony prezbiterium na wschód. Cerkiew swym kształtem powinna przypominać okręt płynący w kierunku wschodnim. Całość świątyni podzielona jest na dwie podstawowe części, a wszystkie inne pomieszczenia są późniejszymi dodatkami nie mającymi już znaczenia symbolicznego.

Cerkiew pw. Narodzenia Bogurodzicy w Gródku z majestatyczną kopułą w środku wystrój ma wprost oszałamiający. Przepiękne freski i wszelkie ozdoby wprowadzą niejednego w zachwyt. Warto też obejrzeć z bliska dzwon stojący na dziedzińcu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Puszcza Białowieska ciągle zachwyca! Ten film pokazuje jej najlepsze strony.

Długotrwały zakaz wjazdu do Białowieży z powodu napiętej sytuacji na granicy spowodował, że wiele osób poczuło „głód Puszczy”. Dlatego powoli ruch turystyczny zaczyna tam wracać. Jeżeli już nie pamiętacie, dlaczego to takie dobre miejsce na zwiedzanie, to powyższy film Wam pomoże. 35 odcinek z kanału Podróże Wojager dotyczy naszego podlaskiego skarbu. Autor zwiedza Park Pałacowy w Białowieży, Rezerwat Ochrony Ścisłej, dogląda żubry i oczywiście smakuje lokalnej kuchni. Można powiedzieć, że to takie zwiedzanie jednej z głównych atrakcji w pigułce.

Warto powtórzyć za filmem, że jednym z kluczowych miejsc, gdzie powinniście się udać po przyjeździe do Białowieży jest ścisły rezerwat. Można tam wejść jedynie z przewodnikiem. Ten kosztuje aż 300 zł, ale nie trzeba samodzielnie tych kosztów ponosić. Wystarczy zgłosić się do punktu obsługi turystów przy wejściu do Parku Narodowego. Stamtąd ruszają grupy 10-osobowe. Zatem każdy daje od siebie po 30 zł.

Nie można pomijać również tego, z czego Puszcza słynie. Żubry to majestatyczne zwierzęta, które królują na Podlasiu. Możemy je napotkać podczas zwiedzania różnych miejsc w okolicach Białowieży, ale też znajdują się one w specjalnym rezerwacie.

Jeżeli jesteście z innego regionu niż Podlasie, to zapewne lokalna kuchnia nie jest Wam zbyt dobrze znana. Dlatego nie bójcie się nowych smaków. Kartacze, babka ziemniaczana ze skwarkami, ogórkami i kapustą kiszoną to prawdziwe rarytasy. Musicie jednak wiedzieć, że jest też wiele innych potraw. W Podlaskiej kuchni króluje ziemniak i możecie na niego przy zamawianiu napotkać w wielu różnych odmianach i potrawach.

Nie zapomnijcie też zwiedzić okolic Białowieży. W pobliskiej Hajnówce możecie skorzystać z kolejki wąskotorowej, która zawiezie Was przez Puszczę do miejscowości Topiło. To piękne, ciche i spokojne miejsce, które skradnie Wasze serca. Jest tam, gdzie się posilić, a także pospacerować.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie mocno się promuje. Internet, telewizja, radio opanowane!

Województwo Podlaskie zabiera się za porządną promocję. Do tej pory jakieś działania na przestrzeni lat były widoczne, ale nie oszukujmy się – najwięcej dobrego dla naszego regionu zrobił film U Pana Boga za piecem. Do dziś jest popularny w telewizji i do dziś przyciągają takie miasta jak Supraśl, Tykocin, ale też Sokółka. Turystów przyciągają też atrakcje z tych wszystkich okolic, które są niejako po drodze.

Swoje robi także trasa Green Velo, która wabi rowerzystów z całego kraju. Chociaż nie jest to cud architektury i infrastruktury, to ogólnie warto się nią przejechać. Ktoś, kto nie ma takich terenów przyrodniczych jak my na co dzień będzie zachwycony.

Jest także tak zwana turystyka religijna. Wszelkie sanktuaria i inne świątynie również przyciągają turystów, którzy przy okazji modlitwy poznają nasze piękne zakątki. I mowa tutaj zarówno o katolikach jak i prawosławnych. Tatarzy przyciągają do swych meczetów zainteresowanych innymi kulturami.

Ostatnią kategorią jest Augustów i Suwalszczyzna. Te pierwsze miasto jest uznawane za „letnią stolicę Polski” i cały czas udaje mu się utrzymywać zainteresowanie turystów – dokładnie tak jak to robi Zakopane. Natomiast Suwalszczyzna to miks różnego typu podróżnych – od zwykłych ciekawych, po tych religijnych.

Nie zapominajmy, że Podlasie to także cel wielu motocyklistów, którzy całymi grupami zwiedzają kraj. Ich również można spotkać w naszym regionie w sporych ilościach.

Jak widać zainteresowanie naszym regionem nie ustaje, ale ten ogień należy podtrzymywać. Do tej pory działo się to na zasadzie „każdy sobie rzepkę skrobie”, natomiast później pojawiła się epidemia, następnie przez białoruskiego dyktatora wprowadzono stan wyjątkowy na granicy. Gdy został on zniesiony, na czas budowy zapory również nie było można pojawiać się w okolicach granic Polski i Białorusi. Niestety to także „promieniowało” na resztę regionu. Turyści masowo odwoływali rezerwacje nawet w oddalonym od granicy Supraślu. Swoje dołożyli też ogólnopolscy dziennikarze, którzy w pewnym momencie zaczęli grzać bzdurny temat „Przesmyku Suwalskiego”, przedstawiając to tak jakby Putin właśnie szykował na Polskę jakieś czołgi, a ten teren miałby iść w pierwszej kolejności pod ogień. I znów turyści zaczęli bać się do Podlaskiego przyjeżdżać.

W ostatnim czasie wszystko się uspokoiło. Ani granicą, ani Przesmykiem w Polsce nikt się nie interesuje. Turystyka powoli wraca do normy. Niestety szkody wyrządzone tymi wszystkimi działaniami były na tyle duże, że rozkręcanie tego może potrwać latami przy założeniu, że już nic się nie wydarzy. Dlatego do akcji wkroczył Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego.

Jednym z działań jest kampania „Wszystko przed Tobą” w serwisie Facebook, która pokazuje najpiękniejsze miejsca i najciekawsze wydarzenia w regionie. – To Noc Kupały w Dubiczach Cerkiewnych, Białowieża, Kruszyniany, Bohoniki, Kanał Augustowski i wiele innych – wymieniał marszałek na konferencji poświęconej turystyce województwa.

Z kolei w serwisie YouTube przez cały lipiec prezentowany był cykl audycji „Zasilani”. O turystycznych atrakcjach czekających w miejscowościach przygranicznych i w ogóle naszego województwa opowiadali dziennikarka Magdalena Gołaszewska oraz naukowiec i odkrywca Petros Psyllos.– Były ciekawostki, spotkania z interesującymi ludźmi, a przede wszystkim zachęta do odwiedzin – mówił Artur Kosicki i dodał, że pierwszy odcinek miał około 100 tys. wyświetleń. – To nas cieszy, tym bardziej że są to wyświetlenia użytkowników spoza naszego regionu. To świadczy o zainteresowaniu i z pewnością przełoży się na liczbę odwiedzających nasz region.

Obok kampanii internetowej w lipcu, Podlaskie było mocno obecne także w telewizji. Podlaska Regionalna Organizacja Turystyczna we współpracy z urzędem marszałkowskim przygotowała spot „Świat jak z baśni”. Reklama, w której o urokach Podlaskiego opowiada Krystyna Czubówna była wyświetlana praktycznie we wszystkich kanałach telewizji publicznej. W ciągu miesiąca reklama została wyświetlona około 40 mln razy – informował Artur Kosicki, marszałek.

Promocja Podlaskiego odbywała się też w popularnym programie telewizyjnym „Pytanie na Śniadanie”. Widzowie zobaczyli m.in. relacje z Białowieży, Mielnika, Krynek, a także znad Kanału Augustowskiego. Samorząd województwa był również partnerem dwóch tegorocznych przystanków „Letniej trasy Dwójki” w Augustowie i Łomży. Pierwszy z nich obejrzało średnio 1,6 mln widzów, natomiast drugi rekordowe 2,5 mln.

Podsumowując, dobrze, że Podlaskie aktywnie się reklamuje. Trzeba jednak pamiętać, że przed nami zima. Dlatego już teraz trzeba przygotowywać wszelkie materiały, dzięki którym turystów nie zabraknie i w taką porę roku. Podlaskie pod śniegiem jest tak samo cudowne jak wtedy, gdy skąpane jest letnim słońcem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kiermusy przyciągają ogromne tłumy. Skąd taka popularność jarmarku staroci?

Wakacje skłaniają najczęściej do wyjazdów nad morze, w góry, Mazury. Tymczasem maleńka podlaska wioska przeżyła oblężenie takie jakby była wakacyjnym kurortem albo miał tam odbyć się koncert powszechnie znanego i lubianego artysty. Kiermusy tymczasem gościły wystawców na tradycyjnym już jarmarku staroci. Skąd jego taka popularność?

Na zegarze dochodzi 10 rano. Jest sierpień, mamy ciepły niedzielny poranek. Tymczasem bardzo wąska droga z Tykocina do maleńkich Kiermus jest kompletnie zatkana. W jedną stronę jedzie sznur samochodów, z drugiej próbuje wyjeżdżać. Jezdnia ma zaledwie kilka metrów szerokości. Dodatkowo na poboczach idą piesi, a między samochodami lawirują motocykliści i rowerzyści. Żeby tego było mało – wiele osób chce zaoszczędzić 10 zł za parking i zostawia auto na poboczu, jeszcze bardziej zwężając wąską jezdnię.

Powierzchnia miejscowości to 95 hektarów. Niektórzy w Polsce tyle mają na własność. Na wielkim pastwisku, wśród krowich placków można zostawić za wspominane wyżej 10 zł samochód. Po drugiej stronie jezdni znajduje się leśna polana, gdzie wystawcy na prowizorycznych straganach pokazują co mają na sprzedaż. Można tu znaleźć wszystko co stare: książki, winyle, ubrania, sprzęty agd i rtv, odzież wojskową z demobilu, ale też mnóstwo biżuterii, figurek, obrazów, rękodzieła i innych ozdób, które mogą stać na półkach mieszkania.

Przez stoiska przewijają się prawdziwe tłumy. Trudno powiedzieć skąd taka popularność starociami. Szczególnie, że to już nie te czasy, że można tam coś znaleźć taniej. Jest tak samo drogo jak wszędzie. Wypad na jarmark nie różni się od wypadu do galerii handlowej. Z tym, że w tej drugiej kupujemy rzeczy nowe. Stawiamy dolary przeciw orzechom, że wiele osób na jarmark przyjechało po prostu z nudów – w ramach zwiedzania Tykocina. Bo tak jak tłumy przewijały się przez te wszystkie stoiska, to samych kupujących było jak na lekarstwo. Najwyraźniej ludzie chcieli tylko pooglądać.

Partnerzy portalu:

Mała wieś z XIII wieku zyskała ogromny zabytek
fot. Podlaski Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków

Mała wieś z XIII wieku zyskała ogromny zabytek

Mała wieś pod Ciechanowcem zyskała ogromny zabytek. Mowa o lokalnym kościele p.w. Zmartwychwstania Pańskiego w Kuczynie. Świątynia powstała w latach 1888-1893 według projektu warszawskiego architekta Jana Hinza. Budowę kościoła prowadzono staraniem ich córki Joanny Ostrowskiej. Pracami kierował inżynier powiatowy Stefan Kucharzewski, zaś nadzór sprawował inżynier gubernialny Adam Skowroński.

Kościół to neogotycka budowla w typie tzw. wiejskiej katedry. – Stanowi cenny w skali regionu i kraju neogotycki obiekt sakralny, którego architektura reprezentuje wysoki poziom artystyczny. O jego wartościach artystycznych świadczą zastosowane elementy i detale charakterystyczne dla stylu neogotyckiego m.in. blendy arkadkowe, ostrołuki, maswerki, trójkątne szczyty, rozeta, wimpergi, czy fryzy wykonane z czerwonej, nietynkowanej cegły na białym tle. Kościół zachował również monumentalną, proporcjonalną, niezmienioną w swej formie bryłę. Neogotyckie wyposażenie i wystrój z całą pewnością współgra z architekturą, nadając budowli spójny wyraz artystyczny. – tłumaczy Podlaska Konserwator Zabytków, prof. Małgorzata Dajnowicz.

Kuczyn położony jest nad rzeką Nurzec, nieopodal Ciechanowca. Miejscowość zamieszkuje zaledwie 281 osób. A warto zaznaczyć, że miejscowość istniała już na początku XIII wieku! Funkcjonowała jako Czucicz. Po bojach z Krzyżakami, tereny te należały do strefy wpływów książąt litewskich.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tykocin i jego piękne zakątki. Zobacz film przewodnika.

Zwiedzając samemu można skupić się na tym, co przyciąga naszą uwagę. Przewodnik turystyczny ma to do siebie, że pokaże Wam palcem to, czego sami być może nie dojrzycie lub nie będzie to dla was początkowo interesująco. Sztuka opowiadania o przeszłości, zabytkach i zaciekawianie danym miejscem ma się na Podlasiu cały czas dobrze. Wiadomo, że ostatnie lata były „chudsze” przez epidemię i stan wyjątkowy, ale turystyka w regionie ogólnie ma się dobrze, a w Tykocinie to się zaczęła nawet mocno rozwijać.

Pierwsze czym może pochwalić się to wyjątkowe, stare miasteczko oficjalne otwarcie ścieżki spacerowej wokół rzeki Narew. Dawniej były tam zarośla, teraz elegancki chodnik, dzięki któremu możemy chodzić nie tylko w ciężkich butach, ale normalnie z rodziną, wózkiem czy rowerem. Największą uwagę zapewne przyciągać będzie synagoga. Żydowska świątynia w kolorach miętowym i łososiowym to obiekt nie tylko niecodzienny ze względu na kolorystykę, ale również dlatego że po II wojnie światowej w naszym regionie synagog zostało kilka. Przypomnijmy, że przed wojną tylko w samym Białymstoku było 100 (tak, sto!) takich miejsc.

Niedługo Tykocin być może zacznie przyciągać turystów z zagranicy. A to za sprawą filmu My name is Sara. Świetny film, który realizowany był między innymi w tym miasteczku, ale również w pięknej cerkwi w Puchłach (Kraina Otwartych Okiennic) w Polsce już oglądaliśmy. Teraz promowany jest w Stanach Zjednoczonych. Trzymamy kciuki, by przypadł zagranicznym widzom do gustu i by tłumnie wykupili bilety lotnicze do Polski. Potem to już z górki, bo pojadą z lotniska w Warszawie na stację kolejową, a dalej pociągiem do Białegostoku, po to by móc się przesiąść do autobusu jadącego do Tykocina.

Oczywiście pod warunkiem, że ktoś tym Amerykanom powie, że akcja filmu dzieje się na Ukrainie, ale za to Tykocin jest w Polsce.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Nowy film promocyjny Podlaskiego. Zapiera dech w piersiach, ale…

W ostatnim czasie w telewizji (a teraz też i w internecie) można podziwiać najnowszy film promujący województwo podlaskie. Jest w 99 procentach perfekcyjny. Zawiera wszystko to, za co kochamy nasz region, czyli przepiękne widoki, dziką naturę, niesamowite zwierzęta, a to wszystko na różnokolorowych obrazach, których doświadczamy w zależności od tego jaka jest pora dnia czy roku. Dzieło zachęcające do przyjazdu w nasze strony opatrzone jest głosem znanej i lubianej z filmów przyrodniczych Krystyny Czubówny. Widać, że autorzy wiedzieli, jak zagrać tą melodię, którą odbiorca lubi najbardziej. Czyli tęsknotę za dzieciństwem na wsi, ale tylko od tej dobrej strony.

Nuta sentymentalna miała wpasować się z ostatnimi zdaniami na filmie, że Podlaskie znajduje się zaledwie dwie godziny od Warszawy. Miało zachęcać, że to „tak blisko”, ale w gruncie rzeczy wychodzi w tym jakiś ukryty kompleks na punkcie stolicy. Bo czy informacja o tym, że nasz piękny wspaniały region jest niedaleko stolicy jest najlepszym powodem, by tu przyjechać? A z tego by wynikało, skoro ktoś tym puentuje cały przekaz. Czy Bieszczady reklamują się, by przyjeżdżać do nich, bo są 2 godziny od Rzeszowa? No nie. Tam kompleksów nie mają. Znają swoją wartość na tyle, by puentować to stwierdzeniem „Uwolnij się w Bieszczadach”.

Dlatego film jako dzieło oceniamy bardzo wysoko, ale to tak jakby ostatni akord ktoś zafałszował. Dobrze by było, gdyby ktoś uwolnij się (może być w Bieszczadach) od kompleksu Warszawy i usunął z filmu to zbędne powiedzenie. Ludzie naprawdę mają mapy i doskonale wiedzą, gdzie leży Podlaskie. Do tej pory jednak nie byli przekonani po co tam jechać. Ostatnio przed Polską odsłaniamy trochę karty, a tych mamy wystarczająco mocno by nie reklamować się bliskością do stolicy.

Partnerzy portalu: