
Głos Obywatela 1930 r. -Opr.Marcin Radzewicz

Głos Obywatela 1930 r. -Opr.Marcin Radzewicz
Jak co roku jest to niesamowite zjawisko dostrzegalne gołym okiem. Wygląda naprawdę efektownie. Nasza Ziemia ma takie położenie, że na niebie można obserwować rój meteorów zwanych Perseidami. Wystarczy wybrać ciemne miejsce i obserwować niebo. Nie będzie brakować rozbłysków. W ciągu godziny dojrzymy ich aż kilkadziesiąt! Najlepszy czas na obserwacje to właśnie dziś w nocy. Księżyc nie będzie przeszkadzać. Planujcie wycieczkę za miasto.
Najlepsze miejsca do obserwacji to przede wszystkim południowa i wschodnia część Białostocczyzny. Wystarczająco daleko od łuny światła z Białegostoku będzie już w okolicach Doktorc. Tam też przepływa Narew więc można zorganizować klimatyczny piknik nad rzeką. Słuchając odgłosów natury, patrząc w niebo poczujemy się jak w zaczarowanym świecie. Kolejny dobrym miejscem będzie też wiata biwakowa pod Pietkowem. Będzie tam widoczne całe niebo. Możemy także zrobić piknik nad Narwią w Strękowej Górze. Tam również jest wiele miejsc, w których światło większego miasta nie będzie nam przeszkadzać w obserwacji. Świetnym miejscem będą również okolice Jagłowa nad Biebrzą. Tam również zbyt wielu zabudowań i światła nie ma. Dobrym pomysłem może być też obserwacja gdzieś po drodze z Bielska Podlaskiego do Hajnówki.
Warto żeby były to jak największe otwarte przestrzenie oraz nieskrępowana możliwość obserwacji. Warto też by nie było to blisko lasu, który nie tylko będzie zasłaniać ale też może narazić nas na spotkanie z dzikim zwierzęciem, które możemy zaskoczyć swoją obecnością. Leżenie i patrzenie w niebo nie powoduje zbyt dużo hałasu. Jeżeli również nie będzie wiatru to zwierzę może nas nie wyczuć. Zaskoczone natomiast może zaatakować. Dlatego też najlepiej urządźmy sobie piknik w wieży widokowej lub nad rzeką.
Byleby tylko pogoda dopisała, która w ostatnim czasie jest kapryśna. Potrzebujemy bezchmurnego nieba. Warto też zabrać aparat fotograficzny i ustawić, by robił zdjęcia nieba interwałem. Wtedy istnieje duża szansa, że wyjątkowy moment uchwycimy na pamiątkę. Można też bez aparatu. Wystarczy leżeć i patrzeć w niebo. Wszystko będzie dostrzegalne gołym okiem. Kiedy obserwować? Po zachodzie księżyca czyli od 1:54.

Głos Obywatela 1930 r.-Opr.Marcin Radzewicz

Głos Obywatel 1930 r.-Opr.Marcin Radzewicz
Kryzys klimatyczny jest faktem, a jednym z jego skutków jest niski poziom na Bugu czy Narwi. Tymczasem urzędnicy planują dalszą degradację tej pierwszej rzeki. Istnieje inicjatywa wskrzeszenia drogi wodnej E40 – dzięki czemu można by było transportować rzeką towary z Morza Czarnego do Morza Bałtyckiego. Chociaż pomysł taki brzmi atrakcyjnie, to przygotowanie rzek, w tym Bugu pod taki transport to faktyczne ich zniszczenie. O regulacji rzek w Białymstoku i pod Białymstokiem pisaliśmy już w ostatnim czasie. Opisaliśmy tam jakie tragiczne skutki to przyniosło. Nie inaczej będzie na Bugu.
Jeżeli urzędnicy zlikwidują starorzecza, bagna, meandry oraz łęgi – przerabiając wszystko na „rynnę” to będzie to wyrok śmierci dla żyjących przy rzece kilkuset gatunków owadów, ryb i ptaków. Załamanie ekosystemu spowoduje także, że rzeka zacznie wysychać. Dziś dzięki temu że jest nieuregulowana i naturalna to gromadzi wodę „na zapas”, a mimo to jej stan jest bardzo niski. Po regulacji woda spływać będzie szybko jak w rynnie, przez co przy każdej suszy skutki będą tragiczne. Woda zwyczajnie zniknie, a z nią żyjące przy niej gatunki.
Na szczęście na najcenniejszych przyrodniczo terenach Bugu obowiązuje obszar specjalnej ochrony ptaków – Natura 2000 – dzięki czemu nie można po prostu tego zniszczyć. Jednak odpowiednio zdeterminowano samorządowcy ominą te tereny, przez co zniszczą rzekę na innych fragmentach – doprowadzając również do degradacji na obszarach chronionych. Nie mamy zielonego pojęcia dlaczego w Polsce tak niechętnie inwestuje się w kolej. Wiecznie szukamy alternatyw. Najpierw masowo tworzyliśmy drogi pod samochody – co się chwali. Jednak, gdy Unia dawała środki na modernizację kolei to politycy bardzo mocno zabiegali, by kasę tą przerzucić na drogi dla samochodów. Na szczęście nie udało im się to, dzięki czemu nasza kolej powolutku podnosi się z ruiny. Tak samo nie jest zrozumiałe po co niszczyć rzekę, jak można by było cały szlak od morza do morza poprowadzić koleją.
Głos Obywatela 1930 r. -Opr.Marcin Radzewicz
W ostatnim czasie niemalże „hitem” stały się pola słoneczników na Wysokim Stoczku. Na pewno rośliny cieszą mieszkańców, ale nasadzenia akurat tam to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Gdyby tak w budynku przy ul. Słonimskiej doszło do próby refleksji to ktoś by próbował odwrócić negatywne skutki tego co narobił czyli zabetonowanie centrum, doprowadzenie do wielu powodzi i nagrzewania centrum. Tymczasem sadzi się łąki kwietne daleko od betonowej pustyni, zaś 10-lecie jej istnienia czyni się niemalże świętem.
Za 1,6 miliona złotych posadzone zostały pola słoneczników oraz za w tej kwocie powstaną jeszcze kolejne. Bardzo ładnie, ale niech ktoś wytłumaczy jaki jest sens sadzenia na Wysokim Stoczku, gdzie w pobliżu znajdują się (jeszcze) niezabudowane bagna pełniące rolę „strefy przewietrzenia miasta”, choć dodalibyśmy że „tymczasowej”, bo nie wierzymy iż developerzy nie robią nic, by tam w końcu wkroczyć.
Jaki jest też sens sadzenia łąki kwietnej na Placu NZS (wkrótce)? W tym przypadku również nie jest to najlepszy pomysł. Już teraz są aktywiści, którzy chcą zmienić przeznaczenie placu. Prędzej czy później dopną swego. Bo mimo iż białostoczanie zadecydowali iż nie chcą zmian w ruchu drogowym na placu, to zagospodarowanie samego placu – tak by można było na niego wejść – w przyszłości jest raczej pewne. I co wtedy – zrywać łąkę?
Jeżeli sadzić łąki – to w przemyślany sposób. Przede wszystkim na Rynku Kościuszki czy ul. Lipowej, które szczelnie zabetonowane nagrzewają się najszybciej przez co trzeba wylewać bez sensu wodę, by chłodzić beton. Od tego trzeba zacząć.
fot główne: Bialystok.pl
Białystok znów służy za plan filmowy, tym razem konkretnie cerkiew Haga Sophia na Wygodzie. W filmie grają aktorzy z naszego miasta. Anna Pawluczuk – studentka V roku reżyserii PWSTviT w Łodzi realizuje w Białymstoku swój film dyplomowy. Pomagają jej w tym aktorzy z białostockich teatrów.
O czym jest film? Główna bohaterka – Marta musi zorganizować pogrzeb swego ojca. Dzień przed pochówkiem w cerkwi zjawia się matka bohaterki z nowym partnerem. Główna bohaterka nie widziała jej od 10 lat. Widzowie filmu jednak nie tylko obejrzą interesującą historię, ale też zobaczę przede wszystkim zwyczaje, które w zasadzie są tylko na Podlasiu, gdzie bardzo mocno rozwinięte jest prawosławie. Dlatego też zobaczyć będzie można czuwanie przy zmarłym – będące prawosławnym rytuałem.
W filmie występują aktorzy z Białegostoku – Katarzyna Wolak, Ewa Palińska, Eliza Krasicka, Marek Tyszkiewicz czy Michał Jarmoszuk. Reżyser filmu Anna Pawluczuk również pochodzi z Białegostoku. 28-letnia studentka ukończyła w naszym mieście kulturoznawstwo. Ma za sobą już pierwsze nagrody w filmie.
fot główne: http://www.hagiasophia.cerkiew.pl/

Głos Obywatela 1930 r.- Opr.Marcin Radzewicz
Budżet Obywatelski w Białymstoku cieszy się sporą popularnością. Można powiedzieć, że aż za dużą. Na pewno trzeba powiedzieć, że dzięki niemu powstało wiele dobrego – place zabaw, drogi czy parkingi. Można pojechać na osiedle TBS i zobaczyć na żywo jedną ze zrealizowanych w ten sposób propozycji – bulwary. Niestety budżet obywatelski ma potężną wadę. Mieszkańcy mogą bowiem nie tylko urządzać swoje osiedla i przekonywać sąsiadów, że warto. Mogą też zgłaszać pomysły „ogólnomiejskie” co jest po prostu koszmarem. Przykładem niech będzie realizacja, która wkrótce nastąpi.
Otóż w Białymstoku pojawi się 15 figurek niedźwiadków w różnych miejscach. Na wzór krasnali we Wrocławiu czy krasnoludkach w Suwałkach. Zaśmiecanie przestrzeni figurkami to zły pomysł. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na pomnik przy placu NZS, gdzie każdy doczepił do niego co chciał. Jedni napisy Bóg, Honor i Ojczyzna a drudzy „Niepodległość”. O ile idea wydaje się słuszna, to ogólny wygląd pomnika przypomina koszmar. Wyobraźmy sobie, że w ramach projektów ogólnomiejskich co roku ktoś będzie jakieś figurki dostawiać. Sami widzicie jaki byłby bałagan. Sami też widzicie jak słowa strażnika z lotniska w „Misiu” pasują tu idealnie. Warto pochwalić miasto, że chociaż to bzdet, to przynajmniej ktoś profesjonalnie go zaprojektuje. Ogłoszony w tej sprawie został konkurs.
Należy sobie zadać pytanie. Czy miasto to choinka, do której każdy może doczepić co mu się żywnie podoba? Czy też jednak to w jakiś sposób zaplanowana przestrzeń? Po wojnie większość budynków w centrum projektował architekt Stanisław Bukowski. Gdy Tadeusz Truskolaski postanowił przebudować miasto – to też sam nie kreślił rysunków tylko zrobili to architekci. Dlatego też nie można oddawać gospodarowania miasta przypadkowym osobom – mimo ich najszczerszym chęciom. Dlatego też Budżet Obywatelski powinien działać tylko na osiedlach. „Zrób coś dla siebie i dla sąsiadów”. Bo teraz to uszczęśliwianie wszystkich na siłę. Projekt „Białystok WidziMisie” został zgłoszony do Budżetu Obywatelskiego 2018, na jego realizację przeznaczono 85 tys. zł.
Kościół pw. Św. Barbary w Kramarzewie w powiecie grajewskim to niesamowite miejsce. To nie tylko jeden z najcenniejszych zabytków drewnianej architektury województwa podlaskiego, ale także jeden z nielicznych tak starych budynków w regionie, który został mocno doświadczony przez wojny. Warto wiedzieć, że dawniej na Podlasiu drewno było ulubionym budulcem. Dlatego też do dziś można napotkać w regionie wiele drewnianych kościołów, cerkwi, a nawet meczety. Wszystkie te budynki doskonale oddawały kulturę panującą na Podlasiu.
Dlaczego Kościół pw. Św. Barbary to architektoniczna perełka? Przede wszystkim kościoły najczęściej są wielkie, monumentalne oraz posiadają wieżę. Ten jej nie ma. Wszystkie elementy świątyni są nakryte jednym, wspólnym dachem. Ponadto drewnianą szalówką naśladowano budowle z kamienia. Sam kościół przypomina okręt płynący na wschód czyli do Jerozolimy. Ta łódź ma porywać duszę, by człowiek czuł poczucie przynależności do Boga. Dlatego świątynia zawiera wszystkie elementy, dzięki którym człowiek chce wracać do tego miejsca. Warto też wspomnieć o zapachu w kościele. Wiekowe drewno i kadzidła tworzą wspaniałą mieszankę, która powoduje że jeszcze bardziej czujemy w świątyni atmosferę „sacrum”. Kościół nie tylko jednak jest przepiękny z zewnątrz. Również wewnątrz zachwyca. Szczególnie malunki na drewnianych ścianach i suficie.
Warto dodać, że świątynia pierwotnie stała w Radziłowie. Została ona jednak przeniesiona w latach 80. XX wieku właśnie do Kramarzewa. Zaś w starym miejscu wybudowano kościół murowany. W 1739 roku dzięki staraniom proboszcza Jakuba Tafiłowskiego drewniana świątynia powstała. Remontowano ją w 1760, 1811, 1820 oraz od 1867 do 1879 roku, a także w 1962 roku. W świątyni znajdują się późnobarokowe ołtarze z XIX wieku, a także rzeźby świętych Piotra i Pawła oraz obraz św. Barbary. Do tego późnobarokowa ambona w kształcie łodzi z baldachimem w kształcie żagla. Oczywiście wykonana z drewna. Na uwagę również zasługuje stojąca obok kościoła dzwonnica. Również drewniana. Kościół najlepiej zwiedzać wtedy, gdy odprawiane są w nim nabożeństwa.
fot. główne: Grzegorz Poniatowski / Wikipedia

Dziennik Białostocki – Opr.Marcin Radzewicz
Głos Obywatela 1930 r. -Opr. Marcin Radzewicz
Ziemia Sejneńska to jedno z wielu niesamowitych miejsc województwa podlaskiego, które jest przez turystów w zasadzie pomijane. Nie wiadomo z czego to wynika, ale w każdy weekend mieszkańcy innych części województwa (oraz Polski) mają doskonałą okazję, by tam się wybrać.
Co weekend (w piątki, soboty i niedziele) kursuje bowiem pociąg z Białegostoku do Kowna. Nie oznacza to, że po drodze nie ma żadnych stacji. Kolej jedzie przez Czarną Białostocką, Sokółkę, Sidrę, Dąbrowę Białostocką, Augustów, Suwałki i Trakiszki. To właśnie ta ostatnia stacja w Polsce powinna nas zainteresować gdyż trochę ponad kilometr od niej znajduje się kilka miejsc, które warto zobaczyć.
Od razu należy zaznaczyć, że nie jest to żadne nudne muzeum tylko prywatna inicjatywa pana Piotra Łukaszewicza, który zbudował w miejscowości Oszkinie wielki kompleks nawiązujący do dawnych czasów pogańskiej Litwy. Na miejscu możemy od niego poznać wiele niesamowitych historii dotyczących pierwszych Litwinów, którzy przywędrowali na dzisiejszą Suwalszczyznę. Sama osada zaś znajduje się na 7,5 hektarach i odtwarza XIII-wieczne „miasteczko”. Można obejrzeć wieżę strażniczą, twierdzę, fosę oraz bardzo wiele obiektów związanych z pogańskim kultem, który zanikł, gdy Litwa zdecydowała się przyjąć chrzest w 1378 roku – do czego zobowiązał się przyszły król Polski – Władysław Jagiełło.
Tymczasem dzisiaj na Litwie odradza się kult neopogaństwa. Oczywiście jest to mikroskala, ale warto dowiedzieć się o energii nawiedzającej osadę, a także poznać dawne pogańskie bóstwa. Na terenie obiektu nie brakuje również wielu wspaniałych budowli, które zachwycą niejednego odwiedzającego. Wystarczy spędzić tam kilka godzin by poczuć wyjątkową moc tego miejsca.
Dane kontaktowe osady:
Oszkinie 42, 16-515 Puńsk, tel. 603 977 637, e-mail: [email protected]
Sama osada to jednak nie wszystko. Jest jeszcze jezioro Sejwy, wokół którego mieści się wiele ciekawych przybytków związanych z wypoczynkiem. noclegami i rozrywką. Warto dodać, że są to miejsca na uboczu bez tłumów i wielkich miast. Cisza oraz spokój. Warto jednak dodać, by przyjeżdżający mieli świadomość że zastaną na miejscu surową przyrodę oraz niewiele wygód. Jednak niedaleko jeziora znajduje się bar oraz agroturystyka, więc nie musicie się na stawiać na survival. Warto też dodać, że polodowcowe jeziora – w tym jezioro Sejwy są niesamowicie czyste. Zanurzając się w nich nie będziecie mieli obaw o wysypki czy inne zapalenia – jak to się zdarza w sztucznych zalewach.
Ogólnie mówiąc – jest to idealne miejsce dla wszystkich tych, którzy chcą solidnie wypocząć od przebywania w mieście. Wystarczy nabrać książek (z internetem w komórce będzie kiepsko), można też rower, strój kąpielowy. Następnie wsiadać w pociąg do Trakiszek i przepis na cudowny wypoczynek gotowy!
Są tylko 2 takie miejsca w województwie podlaskim – Puszcza Augustowska oraz Puszcza Białowieska. W obu przypadkach funkcjonuje niesamowita atrakcja turystyczna – kolej wąskotorowa. Warto przejechać się i tu i tu.
Wigierska kolejka wąskotorowa już w 1991 roku została wpisana do rejestru zabytków jako cenny wytwór techniki. Pierwotnie kolejka leśna kursowała z Płocziczna do Zelwy. Trasa liczyła 36 km. Teraz niestety turyści mogą podróżować na krótszym szlaku, bo 10 km z Płociczna do Krusznika. Ale i tak warto to zrobić. Przejazd kolejką zabytkową przebiega przez malownicze tereny Puszczy Augustowskiej oraz Wigierskiego Parku Narodowego tuż nad brzegiem jeziora. W sierpniu 2019 można z atrakcji korzystać codziennie w godz. 10.00, 13.00 oraz 16.00. We wrześniu codziennie o godz. 13.00. Adres stacji początkowej to Płociczno-Tartak 40.
Bilet normalny kosztuje 30 zł. Dzieci do ukończenia 7 roku życia – 6 zł, starsze 20 zł. Można też przewozić rower za dopłatą 10 zł. Warto pamiętać, że przejazd odbywa się przez Wigierski Park Narodowy dlatego trzeba będzie dokuopić też kartę wstepu za 5 zł lub 2,5 zł jeżeli przysługuje nam ulga (uczniowie, emeryci i renciści). Dzieci do lat 7 w WPN wchodzą za darmo.
Telefon do organizatorów: 87 5639263, kom. 603 165 390, 697 075 906
Wąskotorówka kursuje z Hajnówki do miejscowości Topiło. Można się przejechać do końca września. Wybudowana przez Niemców w czasie I Wojny Światowej służyła do transportu drewna. Dziś wozi turystów przez piękne zakątki Puszczy Białowieskiej. Warto się wybrać gdyż nie da się ich zobaczyć ze szlaku. Kolejka mknie przez rezerwat Głęboki Kąt oraz rzekę Leśną. Maszyna zatrzymuje się, by turyści mogli podziwiać piękno nie tylko przejazdem.
Cena biletów to: normalny 30 zł, ulgowy 20 zł, przewóz roweru lub psa – 5 zł. Dzieci do lat 4 podróżują bezpłatnie. Do końca sierpnia kursy odbywają się we wtorki, czwartki, soboty i niedziele o godz. 10.00 i 14.00. Przez cały wrzesień w czwartki i soboty o 10.00 i 14.00. Stacja znajduje się na uboczu Hajnówki. Główną ulicą w mieście jest 3 Maja. Powinniśmy nią przjechać całe miasto, aż do skrzyżowania z Reja i Celną. Skręcamy w tą drugą. Na jej końcu będzie stacja.

Głos Obywatela 1930.r-Opr.Marcin Radzewicz
Wiele jest osób, które podczas podróżowania szuka sobie punktu zaczepienia. Jeżeli byliśmy już na Podlasiu nie raz i chcielibyśmy je odkryć „na nowo”, to wiadomo że nie będziemy chcieli oglądać tego samego co już widzieliśmy. Dlatego też warto organizować sobie wycieczki tematyczne. Jedną z takich wycieczek może być zwiedzanie ruin podlaskich. Oczywiście nie ma żadnego sensu by jechać kilkadziesiąt a nawet kilkaset kilometrów, by zobaczyć parę cegieł, dlatego też wybraliśmy specjalnie dla Was miejsca, w których sporo się jeszcze zachowało.

Oczywiście numerem jeden są ruiny Kościoła św. Antoniego w Jałówce przy samej granicy z Białorusią. Miejsce to jest bardzo klimatycze i każdy, kto zwiedza podlaskie ruiny koniecznie powinien tam zawitać. Ruiny są na samym końcu wsi – kierując się w stronę granicy.
Przy okazji warto też odwiedzić 2 inne obiekty „obok”. Przy samym rondzie w Krynkach znadjują się ruiny synagogi. Warto tutaj zaznaczyć, że niewiele tego pozostało – dlatego obejrzyjmy je przy okazji zwiedzania całego miasteczka. Można też zajrzeć do Malawicz Górnych gdzie znajdują się resztki bardzo starego młyna. To wszystko jednak tylko gdy planujemy zwiedzać właśnie całą wschodnią granicę. Sama jazda dla ruin w Krynkach czy Malawiczach nie ma sensu. Do Jałówki już tak.

Te miejsce jest naprawdę ciekawe. W Lewickich znajdują się ruiny dworku. Stoi on niedaleko drogi łączącej Białystok oraz Juchnowiec Kościelny. Wystarczy wjechać w drogę gruntową po lewej stronie, która to znajduje się zaraz za sklepem spożywczym.

W miejscowości Jeżewo znajduje się okazały budynek. To ruiny browaru Glogera. Wystarczy zjechać z drogi ekspresowej właśnie w Jeżewie na Łomżę, Tykocin, Wysokie Mazowieckie. Następnie na rondzie prosto aż do pierwszego skrzyżowania, gdzie skręcamy w lewo i jedziemy prosto do wsi. Gdy miniemy zielony budynek to po drugiej stronie ulicy dojrzymy ruiny. Warto też zobaczyć całą wieś, jest w niej wiele klimatycznych domów.

Niewątpliwie nie można pominąć ruin schronu, w którym dzielnie walczył kpt. Władysław Raginis. Oprócz pozostałości po obiekcie jest tam także tablica pamiątkowa ale też niesamowity widok na rzekę Narew. Bowiem schron znajdował się na wzgórzu. Dlatego też najlepszą porą by tam się wybrać powinny być 2 godziny przed zachodem słońca. Wtedy poczujemy klimat tego miejsca. Gdzie ono się znajduje? Pomiędzy miejscowościami Strękowa Góra a Ruś. Jedziemy drogą krajową nr 64. Gdy dojrzymy znak „Góra Strękowa 0,4” to trzeba skręcać. Znajdziemy się wtedy na miejscu.
fot główne: Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Głos Obywatela 1930 r. Opr.Marcin Radzewicz
29 lipca rozpoczął się nowy etap w roku kalendarzowym. Do tej pory w 2019 roku korzystaliśmy z zasobów naturalnych – między innymi wody bez obaw o naturalne odtworzenie tego co zużyliśmy. Od dziś cały świat zużywa zasoby „na kredyt”. Bardzo niepokojące jest, że tak zwany „Dzień długu ekologicznego” przypadł w tym roku bardzo wcześnie. Co oznacza „na kredyt” w tym przypadku? Gdyby zaspokoić zapotrzebowanie całej populacji na zasoby naturalne to potrzebowalibyśmy całej planety oraz jeszcze drugiej co najmniej w 75 proc. takiej samej. W praktyce coraz więcej obszarów na świecie jest wylesiona, gleba nie nadaje się do użytku z powodu utraty różnorodności biologicznej, a w atmosferze znajduje się coraz więcej dwutlenku węgla. Ludzie konsekwentnie od lat 70-tych ubiegłego wieku nieodwracalnie dewastują Ziemię, zaś zużycie zasobów każdego roku rośnie.
Na co zatem zużywamy te „zasoby”? Wycinamy drzewa do produkcji papieru oraz mebli, betonujemy miasta, które potem chłodzimy wylewając wodę, montując klimatyzację – chłodzimy wnętrza wypuszczając ciepło na zewnątrz; na drogach samochody emitują coraz więcej spalin; marnujemy potężne ilości jedzenia; wyregulowaliśmy też rzeki po to by rolnicy mieli więcej pól a miastowi więcej terenów pod zabudowę. Zużywając wodę, drzewa oraz ogrzewając powietrze – nie dajemy szansy własnej planecie na to, by odnowiła zasoby. Jeżeli nie cofniemy się do lat 70-tych, gdzie zużywaliśmy praktycznie tyle ile planeta „oddaje”, to czeka nas gigantyczna, globalna i przeraźliwa katastrofa. 29 lipca jest datą średnią dla całego świata. Polska wypada jeszcze gorzej bo u nas pierwszy dzień „długu ekologicznego” rozpoczyna się już 15 maja.
Spójrzmy teraz na Białystok. Wszyscy zachwycają się, że przeżył prawdziwą odmianę. Na początku wszyscy byli nią zachwyceni. Z perspektywy lat widać w jak wielką pułapkę wpadliśmy. Całą zimę w mieście panuje smog, a jakość powietrza jest bardzo zła. Nie spełnia ono norm i lepiej go nie wdychać. Mieszkańcy palą w starych piecach, często byle czym. Ich wtedy nie interesuje ekologia tylko to by było ciepło – co jest zrozumiałe. Palą tym czym mogą niekiedy z biedy. Inni robią to po prostu z głupoty. Na zabetonowanych ulicach natomiast gigantyczna ilość samochodów uwalnia do atmosfery potężne ilości spalin. Kierowcy mogliby jeździć komunikacją miejską. Gdyby ta była tania i sprawnie zorganizowana. W Białymstoku bilety są drogie, a samochodem po prostu opłaca się jeździć. Ponadto nie ma (mimo istnienia prawie całej infrastruktury) miejskiej komunikacji kolejowej. Odległe punkty w mieście można by było przemierzać dużo szybciej niż autobusem. Dziś dojazd z osiedla TBS na Dojlidy to koszmar. Pociągiem byłoby kilka razy szybciej niż dwoma autobusami (bo jednym się nie da).
Przejdźmy do wiosny. Śniegu u nas jak na lekarstwo więc nie ma co zbytnio się roztapiać. A jak już jest, to wpływa to do kanalizacji i wyregulowanej rzeki Białej, która działa jak wielka rura. Woda nie pozostaje na naturalnych terenach zalewowych tylko spływa w Dobrzyniewie Fabryczym do Supraśli, dalej do Narwi i tak dalej aż do morza. W efekcie rzeka Biała z roku na rok wysycha. Ale nie tylko ona, bo również w Narwi obecnie jest bardzo mało wody. Mieszkańcy zaopatrywani są wodą z rzeki Supraśl. Niestety tam też „wsadzono łapy”. W 2008 roku między Dobrzyniewem a Wasilkowem pozbawiono roślinności jeden z brzegów rzeki, a głupi urzędnicy dokonali na niej „zbrodni”. Zezwolono na udrożnienie nurtu tym samym przeprowadzano „melioracje”. Od tamtej pory woda spływa szybko jak przez rynnę podobnie jak w Białce. Po co to wszystko? By woda nie zalewała łąk. Tylko o to chodzi, że ta woda musi je zalewać tworząc zapasy na suche dni. Rzeka musi płynąć wolno i rozlewać się na boki. Wtedy jest wraz z roślinnością sama się oczyszcza i tworzy ekosystem dzięki któremu my możemy czerpać wodę. Gdy wody będzie coraz mniej to co zrobimy? Postawimy beczkowozy na środku miasta?
Lato w mieście właśnie możemy właśnie obserwować. W upały wylewamy masę wody na zabetonowany i mocno nagrzany, bo bez drzew i zieleni – Rynek Kościuszki. Potężne ulewy zalewają miasto. Woda ucieka rzeką i kanalizacją jak przez rynnę bo przecież nie wsiąka w beton. Pozostała jeszcze jesień, która zaczyna wszystko od nowa sezon grzewczy, czasem pierwszy śnieg, a kiedy indziej upały. Jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem. Jeżeli nie zaczniemy natychmiast cofać wszystkich szkód, których dokonaliśmy, to za 30 lat zacznie się prawdziwy koszmar.
Ludzie zaczną masowo migrować z miejsc, w których nie da się już żyć do miejsc, gdzie jest to jeszcze możliwe. Zaczną się coraz większe konflikty na tle religijnym, kulturowym, a przede wszystkim o zasoby naturalne, które będą coraz droższe. Do tego dodajmy katastrofy naturalne o coraz większych rozmiarach. Ponadto coraz większe upały oraz coraz bardziej silne mrozy powodujące coraz większe zużycie zasobów naturalnych. To wszystko brzmi jak scenariusz filmu a to wszystko osiągnie apogeum już za 30 lat. Największe skutki zachodzących zmian klimatycznych i kurczenia się zasobów naturalnych odczuwa się obecnie w krajach Afryki Subsaharyjskiej czyli Nigeria, Etiopia, Kongo oraz 40 innych krajów (mieszka tam prawie miliard osób) oraz w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. Resztę dopiszcie sobie sami albo przeczytajcie jeszcze raz od końca do początku…
Od lat stoi pusty i jest coraz bardziej zaniedbany. Kiedyś miał być tam pub oraz strzelnica, ale nic z tego nie wyszło. Jeszcze kilka lat temu miała tam powstać dyskoteka czy też lokal gastronomiczny. Później planowano uruchomić strzelnicę. Mimo, że tunel nie jest już używany, to nadal funkcjonuje jako obiekt infrastruktury drogowej. Zatem ktoś, kto chciałby tam coś urządzić musiałby dostać pozwolenie od Urzędu Wojewódzkiego, by zmienić przeznaczenie tunelu. Nie wiadomo jednak czy takie by dostał, bo 12 lat temu ówcześni urzędnicy argumentowali, że tunel służy celom strategicznym, że ktoś mógłby podłożyć w tunelu bombę (tak jakby teraz nie mógł), a po za tym jakby doszło do jakiejś wielkiej awarii w nowym tunelu, to wykorzystałoby się stary. Z perspektywy czasu widać jak na dłoni, że argumenty są mocno nietrafione. Dlatego warto do kwestii pozwolenia wrócić.
Aż dziw bierze, że urzędnicy sami z siebie nie chcą tego zrobić. Nawet jeżeli nie działałby tam żaden lokal gastronomiczny, to można by było tam również urządzić ciekawą atrakcję turystyczną. Wystarczyłoby aby miasto „wynajęło” od PKP tunel np. na 100 lat. Problem w tym, że w Białymstoku oraz w Urzędzie Wojewódzkim rządzą różne ekipy polityczne, które nie potrafią się w żadnej sprawie dogadać.
W ostatnim czasie sprawdziliśmy „jak się ma” stary tunel. Można go przejechać rowerem bądź przejść pieszo. Sporo w nim jednak śmieci. Jego stan techniczny jest póki co niezły. Wystarczyłoby więc w nim posprzątać, zamontować oświetlenie i połączyć pierwszą część z drugą ścianami. Wtedy byłby tam wielki lokal, w którym mogłoby znajdować się jakieś miejsce użyteczności publicznej. Na przykład kram do organizacji giełdy staroci, restauracja, pub a nawet hotel. Na pewno nikt by nie miał nic przeciwko gdyby obiekt został wynajęty przez Muzeum Historyczne w Białymstoku.
Co dalej z tunelem? Powinien zostać wpisany do rejestru zabytków, by była pewność, że nikt nigdy go nie zamuruje albo nie wpadnie na pomysł by przywrócić tam kiedyś ruch samochodowy. Wszak zakręt w prawo jest wiecznie zakorkowany. Obiekt powstał na samym początku XX wieku około 1907 roku. Zbudowali go Rosjanie. Jest to jedyny tego typu obiekt w północno-wschodniej Polsce. Jest to solidny obiekt, który może przetrwać nawet 400 lat.

Głos Obywatela 1930r.- Opr.Marcin Radzewicz

Głos Obywatela 1930 r.- Opr Marcin Radzewicz
Każda okazja jest dobra, by zwiedzać województwo podlaskie. Jedną z nich może być na przykład najbliższy weekend. Dlatego też przygotowaliśmy Wam 3 ciekawe propozycje krótkich wycieczek w miejsca, które nie są aż tak dobrze znane, a które warto odwiedzić. Sposób zwiedzania dowolny – samochodem, rowerem lub pieszo. Punkt startowy to Białystok.
Pierwsza wycieczka samochodem – należy ekspresową ósemką ruszyć na Warszawę. Następnie zjechać dopiero w miejscowości Mężenin i podróżować przez Rutki-Kossaki. Następnie kierujmy się na Wiznę mijając malownicze i urokliwe tereny wzdłuż rozlewisk Narwi w Grądach-Woniecko. Następnie odwiedźmy miejscowość Ruś, następnie Wiznę, później Jedwabne i Osowiec-Twierdzę. Później warto przejechać Carską drogą do Strękowej Góry. Powrót wzdłuż Narwi przez Zajki do Tykocina. Na zakończenie warto jeszcze w Złotorii za starą szkołą obejrzeć jak Supraśl wpada do Narwi.

Tym razem naszą wycieczkę możemy rozpocząć od wyjazdu pod Supraśl. Możemy rowerem lub pieszo. Pierwszy przystanek – ukryte w lesie Jezioro Komosa, które na środku ma wyspę, na której według legend spotykali się kochankowie. Niezwykle ciche i przyjazne miejsce. Dalej powinniśmy się wybrać do miejscowości Ciasne, z której to powinniśmy kierować się na Krasną Rzeczkę – również piękne i ciche miejsce ukryte w środku Puszczy. Tam można spotkać jedynie wędkarzy, którzy to hałasu nie lubią, by im rybek nie płoszyć. Ostatni przystanek to już Wasz wybór. Kierujmy się do Krasnego Lasu a dalej albo do Supraśla w lewo albo do Traktu Napoleońskiego i Grabówki w prawo. Przez całą wycieczkę nie wyjdziemy z lasu. To będzie ciekawe doświadczenie.
Taplary to fikcyjna wieś z Konopielki. Tereny jednak jak najbardziej prawdziwe. Edward Redliński – autor kultowej powieści osadził ją w miejscu, z którego pochodzi czyli z małej wsi w okolicy Suraża. Cały ten rejon to jedna wielka przypominająca coś pomiędzy Sawanną a Stepami – w zależności od pogody. Tutaj lepiej wziąć ze sobą GPS, żeby się nie zgubić. Możemy dojechać pociągiem do Strabli, przyjechać rowerem lub samochodem. W pobliskich Doktorach znajduje się park linowy. Warto też obejrzeć Zawyki i kierować się na Suraż. Można z Doktorc przypłynąć do Suraża kajakiem. Wystarczy zgłosić się w Surażu do Centrum Turystyki Aktywnej Bajdarka. To nie koniec wycieczki. Warto przejechać się z Suraża do Pietkowa, a następnie skręcić na Ostrów Tam w pobliżu znajduje się czatownia, wiata biwakowa oraz wieża widokowa. Jeżeli chcemy to możemy tam zostać, jeżeli nie – to warto wracać do domu. To koniec naszej wycieczki!
fot główne: Dariusz Kowalczyk / Wikipedia
Na osiedlu Bacieczki powstanie 113 mieszkań w dwóch nowych blokach. Jest to jeden z przykładów inwestycji miejskich, które warto kontynuować na coraz większą skalę bowiem o mieszkania, które tam powstają mogą się ubiegać wszyscy mieszkańcy. Oczywiście kolejka jest bardzo długa, ale jest to spora szansa dla wielu osób, by nie brać kredytu hipotecznego na wiele lat. Jednym z istotnych warunków jest dochód. Nie może on być zbyt niski. System działania mieszkań TBS jest taki, że wpłaca się wkład własny, a następnie razem z czynszem wpłaca się „składki”. Właścicielem mieszkania jest spółka komunalna, ale w przyszłości najprawdopodobniej będzie można odkupić mieszkanie od TBS. Trwają prace nad ustawą regulującą tę kwestię. Działać to będzie podobnie jak leasing. Miasto też dysponuje mieszkaniami komunalnymi. Tutaj jednak nie ma co ukrywać. Szanse na otrzymanie kluczy od mieszkania są bardzo nikłe. Preferowane są osoby w trudnej sytuacji.
Obecnie w mieście jest 49 budynków, w których jest ponad 2500 mieszkań. Warto podkreślić, że właśnie dzięki tym inwestycjom – developerzy nie mają w mieście pełnego monopolu. Innymi słowy mówiąc – nie wszyscy są skazani na ich ofertę, a to po części wpływa na cenę mieszkań. Warto jednak zapytać co dalej. Jak spojrzymy na mapę, to można zauważyć, że miejsce na TBS powoli się kończy. Teraz jak na dłoni widać jak wielki błąd popełnił 7 lat temu prezydent Truskolaski, który nie wykorzystał szansy jaką dali mu mieszkańcy Porosłów, którzy w pewnym momencie chcieli przyłączyć się do Białegostoku. Dokładnie mowa tu o Kolonii Porosły, Krupnikach, Łyskach i Porosłach leżących w gminie Choroszcz.
Tymczasem prezydent Tadeusz Truskolaski był negatywnie nastawiony do takiego przyłączenia. Wszystko dlatego, że obliczył że mu się wtedy nie opłacało (Wpływy z podatków 2,5 mln zł, wydatki 5 mln złotych). No cóż – kretyńskie inwestycje w mieście mu się opłacają. Przyłączanie kolejnych fragmentów do miasta już nie. Rządzący wtedy radni z Platformy i SLD byli jednak za. Podjęto uchwałę rozpoczynającą procedurę związaną z powiększeniem miasta. Jednak wykonawcą uchwał jest prezydent, więc jeżeli ktoś jest przeciw może przeciągać w czasie i robić wszystko by sprawę „spieprzyć”. Przyłączenie nowych terenów do miasta nie jest takie łatwe. To proceduralny koszmar. Jednak przychylny prezydent załatwiłby to tak prędko jak się da. Bowiem skoro mieszkańcy chcą się przyłączyć do miasta nie oznacza że zawsze będą chcieli. Szczególnie, że gmina Choroszcz nie bardzo chciała by od niej mieszkańcy odchodzili.
Dlatego bardzo ważnym momentem były konsultacje społeczne. Choroszcz przeprowadziła kampanię zachęcającą mieszkańców do głosowania przeciwko przyłączeniu. Co zrobiło w tym czasie miasto Białystok? Oczywiście że nic. Jeżeli prezydent był przeciwny to się nie starał o korzystny wynik. Jest to oczywiste tak jak wynik konsultacji. Na 730 głosujących mieszkańców – za zmianą było tylko 218 osób. Głupie decyzje prezydenta dają o sobie znać po latach. Na przykład teraz. Miasto jest bardzo gęsto zaludnione. W konsekwencji wiele osób „ucieka” poza granicę miasta do gmin sąsiednich. I tam oczywiście płaci podatki, jednocześnie korzystając z wszelkich dóbr dużego miasta. Ich działanie jest jak najbardziej racjonalne. Prezydenta Truskolaskiego natomiast wręcz odwrotnie.

Dziennik Białostocki 1932 r.- Opr. Marcin Radzewicz
Puszcza Białowieska z tej strony rzadko kiedy jest przedstawiana opinii publicznej, ale jak najwięcej osób powinno wiedzieć, że tylko w ubiegłym roku w jej rejonie doszło do 10 pożarów. W tym roku doszło do takich przypadków aż 9 razy. Są to wydarzenia, przez które może dojść do wielkiego pożaru lasu. W nim bowiem znajduje się duża ilość martwego drewna. A to powoduje, że ryzyko pojawienia się ognia wzrasta. Leśnicy obliczyli że jest to 7 milionów ton. To jak gigantyczna beczka prochu!
Czy Puszcza Białowieska może się kiedyś spalić? Warto zauważyć, żę gaszenie pożaru w lasach jest bardzo trudne, a straty idą wówczas w miliony. Gaszenie takich pożarów trwa tygodniami. Dlatego też z wielką obawą należy patrzeć na coraz większe susze i ekstremalne upały. Na szczęście ostatnio pogoda trochę się uspokoiła, ale jesteśmy dopiero w połowie lata.
Warto też dodać, że zdecydowana większość pożarów ogólnie jest wywoływana przez człowieka. Dlatego też to jego działalność może również doprowadzić do pojawienia się ognia w lesie. To wszystko prowadzi do smutnego wniosku, że w Puszczy Białowieskiej z roku na rok drastycznie wzrasta zagrożenie pożarowe. Obyśmy tego skarbu nigdy nie stracili, ale należy działać szybko, bo może być niedługo za późno.
Póki co leśnicy mają specjalne miejsce do obserwacji lasu i szybkiego powiadamiania służb. Jest ono w nadleśnictwie Hajnówka (zachód Puszczy). Podobnie jest w nadleśnictwie Browsk (północ Puszczy). Warto jednak się zastanowić nad kolejnymi takimi punktami. Oczywiście najważniejsze będzie odwracać skutki suszy. Człowiek każdego dnia degraduje środowisko. Im mniej deszczu, tym bardziej sucho w lesie. Pożar w puszczy byłby gigantyczną katastrofą ekologiczną.
Czasem mamy mieszane uczucia co do turystycznych inwestycji. Gdybyśmy nie mieli krzty refleksji to byśmy napisali tak: Na Bugu powstanie jeden z najdłuższych oznakowanych szlaków kajakowych w Europie. Rzeka płynie przez Ukrainę, Białoruś i Polskę. To właśnie w naszym kraju będzie najwięcej inwestycji związanych z tym szlakiem. Ogólnie powinniśmy krzyknąć z radości WOW!
Jest jednak coś takiego jak Green Velo, które pokazało by się nie podniecać tego typu inwestycjami. I zaraz być może przyznacie nam rację. Otóż o Green Velo też mówiło się – WOW – szlak rowerowy od Elbląga po Podkarpacie. W praktyce postawiono znaczki i bezużyteczne wiaty oraz tablice. Wszyscy myśleli, że droga będzie całkowicie asfaltowa. Ten kruszec jednak na trasie prawie nie obowiązuje.
Teraz wracamy do kajaków. Rzeka Bug nie wymaga oczywiście jakichś specjalnych inwestycji. Szczególnie, że dziś są prywatne firmy które pożyczają kajaki, którymi można sobie pływać. Skoro ma być szlak kajakowy, to naturalnie myślimy o publicznej wypożyczalni kajaków, która będzie miała wiele punktów wypoczynkowych i odcinków z gastronomią oraz toaletami, bo przecież o ile własny rower to norma, to własny kajak już nie bardzo. A podróże nim jeżeli mają być dla wszystkich to nie można pozostawiać ludzi samym sobie na dzikiej rzece. No cóż znów się pomyliliśmy z naszymi wyobrażeniami. Oto co powstanie w ramach inwestycji:
6 wież widokowych, miejsca biwakowe oraz centrum kajakowe… w którym nie będzie wypożyczalni kajaków tylko symulator pływania kajaków (co?) oraz muzeum kajakowe. Ręce opadają. Aha zapomnieliśmy o kwocie inwestycji. 1,5 miliona euro. Polska wyłoży połowę czyli 750 tys. euro czyli 3 miliony złotych.
Ty wiesz po co jest ten miś?
https://www.youtube.com/watch?v=a7DDCjg4M6Y&t=28
Zjeżdżalnia z górki prosto do jeziora. To nowa atrakcja na terenie WOSiR Szelment. Można korzystać z tej atrakcji codziennie od 11 do 18. Konstrukcja ma około 20 metrów długości i znajduje się tuż koło pomostu. Właśnie w tym miejscu zjedziemy do jeziora. Ze zjeżdżalni można korzystać do woli, jednak wstęp na nią jest płatny – 20 zł za każdą godzinę. Jest to wystarczająco dużo czasu, by dziecko się wyszalało aczkolwiek dorośli zapewne też chętnie skorzystają.
W całym ośrodku WOSiR Szelment znajduje się także wyciąg nart wodnych, plaża i oczywiście polodowcowe, bardzo czyste jezioro. Do tego na miejscu można się posilić i zostać na noc. Zimą zaś warto wpaść na zwykłe narty – jest kilka ścieżek do zjeżdżania. Warto jednak zarezerwować pobyt wcześniej, gdyż spontaniczny przyjazd zimą to gwarancja, że nie znajdziemy noclegu. Ośrodek, gdy jest śnieg jest oblegany.
A latem? No cóż Suwalszczyzna obfituje w wiele jezior, więc chętni na wypoczynek nad wodą rozpraszają się. Co oczywiście ma też dobre strony. Patrząc z perspektywy Dojlid, na których są gigantyczne tłumy, WOSiR w Szelmencie pod Suwałkami jest miejscem kameralnym. Warto tam pojechać i odpocząć.

Głos Obywatela 1930 r. -Opr.Marcin Radzewicz
Łomża często przez białostoczan jest traktowana żartami. W zasadzie to ta wyjątkowa sympatia międzymiastowa jest z wzajemnością. Wszystko przez sztuczny podział administracyjny kraju, w którym to wchodząca w skład Królestwa Polskiego oraz historycznego Mazowsza – Łomża – nagle znalazła się na terytorium województwa podlaskiego. Największy grzech popełnia ten, który myli Podlasie z Podlaskiem. Pierwsze to historyczna kraina jak Mazowsze, drugie to sztuczny twór istniejący od 1999 roku, który niczym nie różni się od PRL-owskiego Województwa Białostockiego, tyle że w nowej wersji Podlaskie jest bez „EGO” czyli Ełku, Gołdapi oraz Olecka.
Generalnie rzecz ujmując, wszelkie zmiany na mapie to dla Łomży nieustanna degradacja. Najpierw odłączono ich z Mazowsza, później zabrano województwo łomżyńskie. Warto też zaznaczyć, że we władzach wojewódzkich przedstawiciele mazowieckiej krainy również nigdy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Chociaż pierwszym Marszałkiem Województwa Podlaskiego był Sławomir Zgrzywa z Łomży. Niestety rządził w czasie, gdy niewiele można było zrobić – bo od 1999 do 2002 roku. Natomiast Polska weszła do Unii Europejskiej w 2004 roku i wtedy też uderzył strumień pieniędzy na rozwój regionalny. Do Łomży też kapało, ale zbyt słabo, bo łomżyńscy politycy siły przebicia nie mieli, podobnie jak przez lata podlascy politycy w polskim rządzie.
Chociaż los nie był zbyt łaskawy dla Łomży, to nie oznacza, że należy ją omijać szerokim łukiem. Wręcz przeciwnie, jest to miejsce dosyć nieodkryte przez wiele osób z „Podlasia”. A naprawdę jest co zwiedzać. Przede wszystkim jedną z ciekawszych propozycji jest krypta w Katedrze św. Michała Archanioła. Co prawda to rekonstrukcja, ale swój klimat ma! Podobnie jak Muzeum Północno-Mazowieckie. Znajdujące się tam eksponaty przybliżą nas do tego z czym kojarzy się Polska za granicą. Nie można też pomijać Kurpie Open Air Muzeum w Nowogrodzie. Klimat jeszcze bardziej regionalny. Jeżeli ktoś miałby kręcić film o dworskim życiu Polaków, to tylko w Drozdowie. Znajduje się tam niesamowicie piękny obiekt, w którym obecnie znajduje się Muzeum Przyrody. Nawet jeżeli ktoś się nią nie interesuje (a powinien), to dla samego zwiedzenia pałacu warto tam pojechać.
Być może zaskoczeniem będzie fakt, że mimo i ż w Łomży nie ma ani morza ani jeziora to jest port. Warto Łomżę i jej okolice zwiedzić właśnie z perspektywy tafli Narwi. Będziemy mogli podejrzeć z bliska piękną przyrodę. Tak jak w Warszawie i Krakowie trzeba odwiedzić Stare Miasto, tak też w Łomży jest Stary Rynek. To wokół niego koncentruje się życie mieszkańców. Warto więc skosztować czegoś właśnie przy Rynku. Oczywiście absolutnie koniecznie jest także zrobienie sobie fotki na Ławeczce z Hanką Bielicką. O ile starsi dobrze wiedzą o kim mowa, o tyle młodzież może mieć problem. Warto sobie sprawdzić tą barwną postać.
Jeżeli ktoś lubi militarne klimaty, to powinien zobaczyć Twierdzę Łomża. Dosyć mało znany obiekt składający się z pięciu budynków. Jest to jedna z nielicznych twierdz, która została wybudowana w XIX wieku i brała udział w walkach dwukrotnie. Podczas wojny polsko-bolszewickiej oraz podczas napadu Niemiec na Polskę w 1939 roku. Świetnym miejscem do zwiedzania – szczególnie jesienią – jest Cmentarz wielowyznaniowy. Jest z początku XIX wieku, znajduje się tam wiele pięknych rzeźb a i klimat tego miejsca niesamowity. Warto też zajrzeć na cmentarz żydowski. Nie można też zapomnieć o zwiedzaniu Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego. Jest to naprawdę niesamowite miejsce o każdej porze roku. Narew zachwyci chyba każdego, kto tam się wybierze.
fot. główne: Arkadiusz Zarzecki / Wikipedia
Jedenaście takich maszyn stacjonowało w Białymstoku między 1982 a 1984 rokiem. Mowa tu o niezwykle eleganckich parowozach Pt47-65. Być może to szalony pomysł, ale gdyby POLREGIO Przewozy Regionalne czyli podlaski przewoźnik kolejowy taki parowóz odkupiłby od jakiegoś muzeum, wyposażył w stylowe wagony i wypuścił w trasę, to byłaby to niesamowita atrakcja turystyczna. Podobnie jak – zabytkowy „Ogórek” – autobus komunikacji miejskiej w Białymstoku, który wozi od czasu do czasu turystów. Obecnie podróże zabytkowymi pociągami oferuje firma prywatna, która organizuje raz na jakiś czas wycieczki w różnych zakątkach Polski. Ostatnio taka eskapada odbyła się na Mazurach. Byłoby świetnie gdyby tak można było regularnie pojechać z Białegostoku do Grodna – zupełnie jak w XIX wieku!
Niestety organizacja turystyki to pięta Achillesa Województwa Podlaskiego. Prowadzone działania są chaotyczne i mało zachęcające. Sam fakt, że Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego uruchomił weekedowe połączenia kolejowe to już coś. Jednak trzeba odważnie stawiać krok dalej. Turystyka kolejowa ma ogromny potencjał, wielką przyszłość a przede wszystkim mnóstwo fanów na całym świecie. Tymczasem my próbujemy przyciągać turystów stroną internetową. Nowa witryna turystyczna województwa to jednak jakiś żart. Za 25 tysięcy złotych stworzono coś, co jest warte jako produkt 10 razy mniej, a z perspektywy turystyki nic nie jest warte. Wystarczy spojrzeć na stronę turystyczną Białegostoku (odkryj Białystok), by zauważyć gigantyczną różnicę. Tam dominuje wspaniała kreacja, która aż wzywa turystów – przyjeżdżajcie! Natomiast pożal się Boże strona podlaskie.eu powiela wzorce, nie odkrywa nic nowego i nie pokazuje nic atrakcyjnego. Poza tym jakość zdjęć i filmów jest kiepska. Za 25 tysięcy złotych można było oczekiwać zdecydowanie więcej. Szczególnie, że w Podlaskiem dobrych fotografów i filmowców nie brakuje.
Wracając do turystyki. Województwo Podlaskie nie potrzebuje stron internetowych tworzonych za wielkie pieniądze przez urzędników. Potrzebne są realne działania. Kreowanie atrakcji oraz przyciąganie turystów na wszelkie możliwe sposoby. Jeżeli ktoś myśli, że urzędowa strona przyciągnie to jest naiwny. Nawet jeżeli jest tak dobra jak Odkryj Białystok, to jest ona zaledwie drogowskazem. Podlaskie potrzebuje realnej promocji, realnych działań i realnych atrakcji. Tymczasem jest u nas wszystko tworzone na własną rękę. Odbiciem jakości turystyki w regionie jest baza hotelowa. W Białymstoku jest kilkanaście hoteli. W Warszawie ponad 100.
Dlatego połączenia kolejowe zabytkowym parowozem mogłyby być jedną z wielu atrakcji w regonie. A z tym u nas ubogo. Ostatnio jedna z atrakcji padła przez braki wody w rzece i teraz nie wiadomo gdzie pójść i co zwiedzać. Szczególnie, że pogoda kiepska. A gdyby ktoś z władz Podlaskiego o to zadbał – nawet nie trzeba by było się nad tym zbytnio zastanawiać.
Po wpisaniu w wyszukiwarkę „Nadrzeczna Białystok” – zobaczymy na mapie maleńką ulicę na osiedlu Bacieczki, na obrzeżach miasta. Tymczasem warto wiedzieć, że przed wojną Nadrzeczna znajdowała się w samym centrum miasta. Była to wyjątkowa ulica ze względu na swoją unikalną zabudowę. Otóż nadrzeczna biegła oczywiście przy rzece Białej, która to była zabudowana gustownymi drewnianymi poręczami. Dziś po starej Nadrzecznej nie ma już śladu.
Stara Nadrzeczna znajdowała się jeszcze po II Wojnie Światowej. Z dawnych dokumentów wynika, że znajdowało się przy niej co najmniej 16 budynków. Uliczka zniknęła wraz z pojawieniem się dzisiejszej Al. Piłsudskiego. Dawniej prowadziła od ul. Sienkiewicza do ul. Kościelnej. Oczywiście wzdłuż rzeki. Dziś w tym miejscu znajduje się po prostu skwerek. Aleja Piłsudskiego dawniej nazywała się Aleją 1 Maja. Jej budowę rozpoczęto w 1958 roku na gruzach getta. Do dziś przy samej drodze stoją jeszcze budynki ukosem. To dlatego, że powstały właśnie gdy Alei jeszcze nie było. Warto zaznaczyć, że sama droga bardzo mocno zmieniła układ komunikacyjny miasta. Dawniej to ul. Lipowa była główna (która nazywała się ul. Marszałka Piłsudskiego). Nowa droga zaś zlikwidowała właśnie Nadrzeczną, Książęcą, Łódzką i Szlachecką oraz przecięła Częstochowską, Nowy Świat, Zamenhofa i Kościelną. Można powiedzieć, że przeszła przez sam środek osiedla. Białystok po II Wojnie Światowej powstawał od nowa na ruinach.
Miasto to dynamiczna tkanka i to normalne, że niektóre ulice znikają a pojawiają się inne. Jednak szkoda starej Nadrzecznej, gdyż była bardzo stylowa. Być może ktoś, kiedyś zechce przywrócić ją nie jako ulicę, ale jako park kulturowy – na pamiątkę dawnego układu dróg w mieście.

Ścieżka rowerowa dookoła miasta jest prawie gotowa. Ostatni jej kawałek powstaje równolegle do zachodniej obwodnicy miasta. Prace przy inwestycji są praktycznie na ukończeniu. Brakuje tylko fragmentu w okolicach Al. Jana Pawła II. W przyszłym miesiącu będzie można jeździć po krańcach miasta. Jedno kółko to ok. 30 km. Obecnie na zachodniej obwodnicy są jeszcze barierki, a na skrzyżowaniu z Jana Pawła II dalej trwają prace drogowe. Są jednak i tacy, którzy jeżdżą już zachodnią obwodnicą rowerem – korzystając z braku samochodów. Gdy te się pojawią – pozostanie tylko ścieżka.
Pewnie może wiele osób dziwić dlaczego obwodnica miasta znajduje się w mieście. Otóż plan budowy tej drogi istniał już w PRL. Jednak sprawa się przeciągnęła, a międzyczasie miasto rozrastało się na zachód zabudowując tereny przy przyszłej drodze. Osoby, które wprowadzały się do bloków przy samej obwodnicy najwyraźniej liczyły, że droga nigdy nie powstanie bądź po prostu nie przeszkadzało im to. Pamiętać należy, że dawniej samochodów było dużo mniej niż teraz, stąd też niektórzy przy zakupie mieszkania mogli uznać, że niewielki ruch nie będzie problemem.
Warto sobie zadać pytanie co dalej. Za chwilę będziemy mieli kompletną obwodnicę. Czy kolejnym krokiem powinno być pozbywanie się ruchu z wewnątrz miasta? W zasadzie po to buduje się obwodnice. W Białymstoku póki co wprowadzono zwężenia na kilku ulicach w postaci bus-pasów, które zwyczajnie przez większość dnia stoją puste. Autobusów jest w mieście po prostu za mało. Oczywiście nie chodzi o to by było więcej, które wożą powietrze. Przykładem dobrze zorganizowanej komunikacji miejskiej powinna być Warszawa. Tam po prostu jeżdżenie samochodem na co dzień zwyczajnie się nie opłaca. Trudno tam mówić o czekaniu na autobus, tramwaj czy metro, gdyż te co chwile podjeżdżają.
W naszym mieście natomiast oprócz autobusów nie ma innego środka lokomocji. A mogłaby bez większych przeszkód funkcjonować Szybka Kolej Miejska. Połączenie tych dwóch środków komunikacji oraz zwiększenie sieci BiKeR pozwoliłoby na wypychanie samochodów z dzisiejszych głównych ulic miasta. Na pierwszy ogień powinna pójść Lipowa, na której od nadmiaru spalin nie da się oddychać w godzinach szczytu. Wszystko przez szczelne zabetonowanie i pozostawienie tam ruchu samochodowego.
Najgorzej, że w Białymstoku nie ma żadnego planu (chyba że tajny) na rozwój transportu. Po prostu bierze się dofinansowanie z Unii na wszystko co się da i na przykład kupuje się autobusy albo robi drogę z bus-pasem. Nie ma jednak jakiejś głębszej logiki w tym działaniu. Tymczasem powinien zostać uchwalony jakiś plan na przykład na najbliższe 10-20 lat. Taki dokument mógłby właśnie zakładać powstanie Szybkiej Kolei Miejskiej, całkowite odejście od autobusów spalinowych na rzecz elektrycznych, rozwój kolejnych „centr przesiadkowych” (te są zaplanowane), a także wypchnięcie jak największej liczby samochodów na obwodnice oraz uchwalenie czym jest faktyczne centrum Białegostoku. Rynek Kościuszki? A może też i Lipowa. A co z Warszawską i Młynową? Jak widać pytań jest sporo. A odpowiedzi brak.
Chcesz pomagać? Chcesz być potrzebny? Zrobić coś, co ma znaczenie? Chcesz mieć wpływ na zmianę życia innych ludzi? Wolontariat nie wymaga mnóstwa czasu i zaangażowania. To realna i konkretna pomoc ludziom. To niesamowita satysfakcja i rozwój osobisty. ❤️?
Więcej informacji i zgłoszenia do wolontariatu na:
➡️➡️ bit.ly/Zostan_Wolontariuszem ⬅️⬅️
#DziękiTobie może zmienić się historia ludzi w potrzebie! ❤️
Autor: Koordynator Regionalny SZP Dawid Pieciul
Balony napełniane helem czy innym gazem lżejszym od powietrza unoszą się do góry. Wie to chyba każdy rodzic, który kupował taką zabawkę swojemu dziecku. Analogicznie wie to też każde dziecko, które taką zabawkę otrzymało i zapytało rodziców – dlaczego ten balon może latać. Wiedzieli to także ludzie w XIX wieku. Postanowili swoją wiedzę jednak wykorzystać nie do zabawy, ale dla służby ludzkości. Jak to z wynalazkami bywa – również balony napełniane gazem lżejszym od powietrza wykorzystano do celów wojskowych. W tym przypadku pompowano do wielkich balonów wodór.
Sterowce potrafiły mierzyć nawet 80 metrów długości i być szerokie na 14 metrów. Te wielkie balony służyły rosyjskiemu carowi do zrzucania bomb podczas I Wojny Światowej. Persewal, Astra i Albatros stacjonowały w lesie Pietrasze w Białymstoku. Dziś teren jest zasłonięty stuletnimi sosnami oraz innymi zaroślami. Dlatego też jedyne pozostałości to betonowe kloce oraz wiele okopów i stanowisk strzeleckich. Być może spacerując po Pietraszach – natraficie na nie przypadkiem. Wtedy już ich obecność nie będzie dla Was zagadką. Betonowe kloce służyły do cumowania statków powietrznych. Oprócz nich w 1914 roku istniały również bazy, hangary, dźwigi czy też zbiorniki na wodór. Same sterowce mogły też transportować osoby. Zabierały 7 osób. Warto zaznaczyć iż statki nie tylko mogły zrzucać bomby, ale też były uzbrojone w karabiny.
Jedna z takich maszyn poleciała na teren Prus – bombardując dworzec kolejowy w Ełku. Inny statek powietrzny uległ zniszczeniu podczas katastrofy. Maszyna 16 sierpnia przyleciała do Białegostoku z Petersburga. Następnie carskie wojsko przeprowadziło misję zwiadowczą. Sterowiec miał być wykorzystany do rozpoznania okolic Olsztyna. Statek powietrzny nie doleciał tam jednak, gdyż zerwała się wichura. Ostatecznie zbombardowano drogi prowadzące do Osowca. Silny i porywisty wiatr spowodował, że sterowiec uderzył o ziemię.

Dziennik Białostocki 1933 r. – Opr. Marcin Radzewicz

Dziennik Bialostocki 1930 r. – Opr.Marcin Radzewicz

Dziennik Bialostocki 1930 r. Opr Marcin Radzewicz
To nawet zabawne jak prezydent Tadeusz Truskolaski pojmuje nowoczesność. Z jednej strony działaniem wspiera marsz równości LGBT, z drugiej bardzo długo każe czekać na ułatwienie życia mieszkańcom.
Rok 2006 to czas gdy Tadeusz Truskolaski po raz pierwszy wygrywa wybory na prezydenta Białegostoku. Wtedy po fatalnym Ryszardzie Turze jest jak koń na białym rycerzu, który zbawi wreszcie Białystok od mentalnej i faktycznej stagnacji. Pierwszą kadencję rozpoczyna z impetem – całymi garściami bierze unijne środki i betonuje co się da. Dostaje wtedy od opozycji przydomek „betonowy Tadzio”. Oczywiście nie należy pomijać pozytywnego aspektu tej sprawy. Białostoczanie nie jeżdżą po starych wybitych drogach tylko po nowych. Oblicze zmienia również Rynek Kościuszki, co w przyszłości będzie miało bardzo złe konsekwencje – w postaci wylewania hektolitrów wody w upały.
Pierwszy poważny problem prezydenta pojawia się w 2008 roku tuż przed Bożym Narodzeniem. Otóż okazuje się, że nowe logo miasta jest bardzo podobne do innego logo – organizacji LGBT z Nowego Jorku. Wszystkie media w Polsce mówią tylko o tym. Białystok ma reklamę jakiej nie potrzebował. Oczywiście według agencji, która przygotowała logo – podobieństwo było przypadkowe, zaś prawnicy stwierdzili że plagiatu nie było. Jednak to było najmniej istotne. Białostoczanie po wybuchu skandalu nie chcieli być absolutnie kojarzeni z LGBT. Wówczas prezydent Truskolaski to zrozumiał, a logo zostało przecięte na pół i wygląda tak jak obecnie.

Prezydent miasta jest także konserwatywny w innych kwestiach. W Białymstoku istnieje strefa płatnego parkowania. Jednak nie można się doprosić o parkomaty. Trzeba szukać kiosku, kupować karty postojowe, wypełniać je i zostawiać za szybą. Podobnie z biletami na komunikacje miejską. Mijają kolejne lata i kadencje prezydenta. W końcu w 2015 roku cud! Pojawiają się parkomaty. Karty postojowe idą w zapomnienie. Następny sygnał to biletomaty. Zostaje wspomniane o nich mimochodem przy okazji zakupu nowych autobusów. Umowa zostaje podpisana w lipcu. W 2020 roku urządzenia mają pojawić się w autobusach (szkoda, że na niektórych przystankach).
Nowoczesność przychodzi do Białegostoku z bardzo dużym opóźnieniem. Prezydent przeżył na tyle głęboką odmianę, że od osoby, która wysłuchała głosu mieszkańców – by Białystok nie miał logo kojarzącego się z LGBT (mimo, że logo to przecież nie plagiat) – zamienił się w osobę, która od LGBT już tak się nie odcina, a wręcz jest im nawet przychylny. 20 lipca w Białymstoku przejdzie po raz pierwszy marsz osób LGBT. Jest wiele środowisk, które próbowało zorganizować w tym samym czasie kontrmanifestacje i inne wydarzenia. Tadeusz Truskolaski odmawiał jednak wszystkim po kolei tłumacząc, że marsz LGBT był pierwszy (różnice zgłoszeń wynosiły kilka sekund). Co prawda nie udziela ani patronatu ani nie weźmie udziału, ale też sądząc po działaniu nie zgadza się na to, by cokolwiek innego w tym dniu, zgodnie z prawem mogło się w mieście wydarzyć. Opozycja już złośliwie nazywa prezydenta „Tęczowym Tadziem”.
Jedno jest pewne – prezydent to nie jest „Nowoczesny Tadzio”, bo do decyzji o dyskretnym sympatyzowaniu z LGBT dojrzewał 11 lat. Do parkomatów 15 lat, a do biletomatów chyba jeszcze dłużej. Co dalej? Może za 10 lat doczekamy się Szybkiej Kolei Miejskiej oraz elektrycznych autobusów. Chyba, że mieszkańcy na kolejną kadencję Truskolaskiego nie wybiorą.
fot. główne: Platforma Obywatelska RP / Wikipedia

Głos Obywatela 1930 r. – Opr. Marcin Radzewicz
Serce się kraje, gdy patrzy się jak bardzo nie wykorzystany jest potencjał turystyczny Puszczy Białowieskiej. Patrzenie na to wyjątkowe miejsce tylko poprzez pryzmat Białowieskiego Parku Narodowego to duży błąd. Gdyby ludzie potrafili dochodzić do porozumienia, to zyskalibyśmy na tym wszyscy. A tak możemy tylko patrzeć i się dziwić – jak to możliwe.
Jak to możliwe, że każdego roku Zakopane przeżywa wielokrotnie w roku ludzkie oblężenie? A Wetlina i Ustrzyki Górne w w Bieszczadach? Czy to wyłącznie magia gór? No cóż – chyba nie – w górach położonych jest bardzo wiele miast, a jednak nie każde jest szturmowane przez turystów. To może morze? Jak to jest, że kochamy Hel, Świnoujście, Łebę, Kołobrzeg a Pobierowo i Mrzeżyno już nie tak bardzo? Na Mazurach zaś są wspaniałe turystyczne miejscowości takie jak Ruciane-Nida, Mrągowo czy Giżycko ale też kompletne odludzia – mimo, że również położone nad jeziorami. Co jest więc nie tak z Puszczą Białowieską, że jest takim turystycznym miejscem nijakim. Wiele osób ją zna, turyści przyjeżdżają, ale nie ma oblężenia, które pozostawia za sobą wielkie pieniądze? Czy zadecydował o tym przypadek?
Zadecydowali o tym ludzie. Którzy się skrzyknęli i wykonali pewną pracę na rzecz swoich małych ojczyzn. Potem te trafiły do popkultury i interes się kręci. Miłość w Zakopanem, Bieszczadzkie Anioły, Lato w Kołobrzegu – tu pomogły piosenki. Hel jest znany ze swego unikalnego położenia. Świnoujście jest wyspą, na którą trzeba dotrzeć promem. Mrągowo ma piknik country. A Puszcza? W oczach popkultury to „jakiśtam las, który zły PiS chce wyciąć”. Czy takiej reklamy potrzebuje Puszcza Białowieska?
Zacznijmy od tego, że cała Puszcza podzielona jest na wiele obszarów czyli: Białowieski Park Narodowy, nadleśnictwa, gminy Białowieża, Hajnówka, Narew, Narewka, Czeremcha, Czyże, Dubicze Cerkiewne, Narewka, miasto Kleszczele oraz powiat hajnowski, powiat białostocki oraz oczywiście Województwo Podlaskie. Każde z wymienionych ma coś wspólnego z Puszczą Białowieską. Gdyby władze tych wymienionych wspólnie się porozumiały, wypracowały strategię działania i zaczęły tę strategię realizować, to za kilka lat Puszcza Białowieska stałaby się miejscem kultowym. Decyduje o tym popkultura. Zanim ta gdziekolwiek dotrze najpierw jest kultura bez popu.
Dlatego też muszą tu dotrzeć znani muzycy. Gdyby tak raz do roku odbywał się jakiś festiwal. Tylko gdzie? Miejscem idealnym wydaje się Zalew Siemianówka. Miejsca nie brakuje a i widoki piękne. Subkultura to także znani aktorzy. Dlaczego więc w Puszczy nie kręci się seriali? Dzisiaj ten gatunek filmowy przeżywa prawdziwy rozkwit. A my stoimy i patrzymy zamiast działać. Jeżeli nie będziemy kreować zdarzeń, to zrobią to inni zabierając nam wszystko.
Od lat turystyka to bardzo słaba punkt województwa. Nie ma nikogo, kto byłby na tyle zdeterminowany, by wziąć wszystkich zainteresowanych, stworzyć plan działania i z żelazną konsekwencją realizować go. Niestety zamiast współpracy jest nadmierna rywalizacja. Każdy sobie rzepkę skrobie. Zamiast tego marszałek mógłby zatrudnić specjalistów od rozwoju turystyki i marketingu, a także sypnąć kasą na wykreowanie „pop kultury”. Problem w tym, że w Polsce specjalista w urzędzie to synonim słowa „partyjny fachowiec”, który niczym w Misiu przeprowadza drogie i słomiane inwestycje. Miło by było gdyby obecny marszałek – jeżeli by się zdecydował na zatrudnienie specjalisty – nie szedł tradycyjną drogą. Wtedy skorzystaliby na tym wszyscy mieszkańcy. Bo im więcej turystów – tym więcej pieniędzy w kieszeniach tych pierwszych.

Głos Obywatela 1930 r. – Opr.Marcin Radzewicz

Głos Obywatela 1930 r. – Opr.Marcin Radzewicz
FUTRAKI we współpracy z Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji (MOSiR) serdecznie zapraszają wszystkich smakoszy i miłośników kulinariów na wielkie otwarcie sezonu foodtruckowego w urokliwym Bielsku Podlaskim. Wydarzenie odbędzie się w dniach 13-14 lipca, oczywiście obiecując niezapomniany festiwal smaków i aromatów. Food trucki, które zagoszczą na terenie przy MOSiR, odpowiednio będą prezentować bogactwo kulinarnych inspiracji z różnych zakątków globu, z pewnością gwarantując szeroki wybór dań dla każdego podniebienia. Oczywiście to nie tylko okazja do delektowania się wyśmienitymi potrawami, ale także doskonała możliwość spędzenia czasu w rodzinnej atmosferze i integracji z lokalną społecznością. Podsumowując zapraszamy do wspólnego świętowania i odkrywania kulinarnej różnorodności!

W dniach 13 i 14 lipca (sobota, niedziela) teren przy MOSiR Bielsk Podlaski stanie się miejscem nieodpartego kuszenia dla mieszkańców miasta, ponieważ będą mogli delektować się zapachami wspaniałych potraw przyrządzanych przez prawdziwych pasjonatów kulinariów. Oczywiście to wyjątkowe wydarzenie zapowiada się jako doskonała okazja do uczestnictwa w formule wielkiego, rodzinnego pikniku. Jego główną atrakcją będzie kilkanaście food trucków – aut przystosowanych do przygotowywania i wydawania posiłków na miejscu.
Oczywiście każdy z samochodów serwuje oryginalne potrawy: od wyśmienitych meksykańskich buritto, poprzez kuszące azjatyckie dania z woka, po soczyste i intrygujące burgery, a nawet słodkie hiszpańskie churrosy i egzotyczne lody tajskie. Z pewnością bogata oferta kulinarna, zestawiająca w sobie smaki z różnych stron świata, zaspokoi gusta miłośników jedzenia, zapewniając doznania kulinarne. Bez wątpienia wszystkie potrawy przygotowywane są ze świeżych, sezonowych produktów. Oczywiście na ich bazie powstają przepyszne: przystawki, dania główne oraz desery i kawa. Oczywiście impreza odbędzie się przy MOSiR, przy ul. Elizy Orzeszkowej w Bielsku Podlaskim. Wstęp na wydarzenie jest wolny. Link do wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/2409101902650931/

Materiał partnerski

Głos Obywatela 1930 r. – Opr.Marcin Radzewicz