Na szlaku nauczymy się garncarstwa

Na szlaku nauczymy się garncarstwa

Do Czarnej Wsi Kościelnej dojedziemy z Białegostoku w kilkanaście minut. Jest to jedno z tych miejsc gdzie możemy poznać dawne tradycje. Jedną z nich jest garncarstwo, obecne na wsi od XVIII w. Umiejętności przekazuje się zwykle z pokolenia na pokolenie.  Mistrzów można podziwiać w czasie pikniku pod znaku rzemiosła. Organizowany jest on w długi weekend majowy.

 

Dzięki warsztatom zarówno dzieci, jak i dorośli mogą poznać techniki tworzenia naczyń ceramicznych. W ciągu dwóch godzin nie osiągniemy wielkiego poziomu, ale z pewnością lepszy rydz niż nic. Na warsztaty można się umówić także poza programem imprezy. Trzeba jednak pamiętać, że garncarze w weekend raczej są w trasie, sprzedając swoje wyroby. Dlatego też terminy należy rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Czarna Wieś Kościelna znajduje się na tzw. szlaku rękodzieła ludowego.

Partnerzy portalu:

W tym muzeum znajdziemy się na dnie…jeziora

W tym muzeum znajdziemy się na dnie…jeziora

Muzeum Wigier mieści się w dawnej stacji hydrobiologicznej w suwalskim Starym Folwarku.W okresie międzywojennym, dzięki jej twórcy dr. Alfredowi Lityńskiemu, stała się ona silnym ośrodkiem naukowym, a jezioro Wigry najlepiej poznanym akwenem w Polsce. Muzeum stanowi świetną kontynuację jego pracy.

 

Udostępnia jedną z najciekawszych ekspozycji w regionie dotyczącą przyrody i historii Wigier. Zwiedzanie Muzeum jest wycieczką w czasie i przestrzeni Rozpoczyna się od wystawy poświęconej działalności Stacji Hydrobiologicznej przed wybuchem II wojny światowej. Potem przenosimy się w epokę lodowcową na Suwalszczyźnie, by obejrzeć makietę fragmentu lodowca z trójwymiarowymi zdjęciami śnieżnych pustyń.

 

Następnie czeka nas skok na głęboką wodę – wirtualna podróż batyskafem na dno jeziora Wigry. Najpierw na monitorach widzimy życie na powierzchni, później zanurzamy się w ciemne i zimne głębiny. Przez  peryskop można podglądać wigierskie pejzaże z różnych okresów historycznych.

 

Z pomostu w kolejnej sali widać panoramę jeziora, słychać ptaki. Kontynuując wirtualną wędrówkę, możemy wejść na miękkie torfowisko otaczające leśne jeziorko, zajrzeć do dziupli drzewa, poczuć się odkrywcą. Od wiosny 2011 roku w Wigierskim Parku Narodowym czeka na turystów nowa atrakcja rejsy po jeziorze Wigry specjalną łodzią ”Leptodora II”. Służy ona do obserwacji życia w wodzie przez szklane okna w dnie łodzi. Łódź wyposażona jest w nowoczesny sprzęt badawczy.

Partnerzy portalu:

Rolnik odnalazł sposób na suszę

Rolnik odnalazł sposób na suszę

Mieszkańcy Podlasia wykazują się niezwykłą pomysłowością i nie trzeba o tym nikogo przekonywać. Jeden z mieszkańców wsi Czyżewo opracował sposób na radzenie sobie z konsekwencjami suszy. Rolnik wykorzystał jedną z najstarszych roślin, znanej doskonale plemieniu Inków. Mowa to o Amarantusie, nazywanym również szarłatem.

 

Roślina nie jest wymagająca jeśli chodzi o podłoże. Nie potrzebuje również dużej ilości wody. Rolnik spędził ponad 20 lat na poszukiwaniu odpowiedniej odmiany i miejsc sadzenia. Ostatecznie szarłat został posiany między kukurydzą. To jednego lata okazała się zbawienne. Susza niemal doszczętnie zniszczyła uprawy kukurydzy, ale amarantus przetrwał. Wszystko dzięki silnemu korzeniowi. Z rośliny powstała pasza, która zasmakowała zwierzętom w gospodarstwie. Gdyby nie szarłat, krowy nie miały by co jeść. 

 

Jak na razie mody na amarantus nie odnotowano, ale jak widać jest to doskonałe rozwiązanie w rolnictwie. Kapryśna podlaska pogoda nie rozpieszcza nikogo więc warto mieć tajną broń w zapasie.

Partnerzy portalu:

Gwiazda „Ucha Prezesa” to białostoczanka!

Gwiazda „Ucha Prezesa” to białostoczanka!

W ostatnim czasie serial „Ucho prezesa” bije rekordy popularności. Rozpisują się o nim wszędzie i wszyscy. Być może zaskakujący będzie dla Was fakt, że jedna z głównych ról serialu przypadła białostoczance. Filmowa pani Basia, to Izabela Dąbrowska, która nie tylko grała w takich filmach jak oskarowa „Ida”, kultowe „Galerianki” czy „Blondynka”, ale też artystka kabaretowa z „Kabaret na koniec świata”.

 

Dąbrowska ukończyła V Liceum Ogólnokształcące, a także Wydział Lalkarstwa w Białymstoku. Tutaj także się urodziła. W stolicy podlaskiego i okolicach mieszka także cała rodzina aktorki. Ona sama zaś zamieszkuję Warszawę, co bardzo zrozumiałe. Choć dojazd do stolicy mamy bardzo dobry, a odległość nie jest duża, to na pewno wygodniej jest mieszkać tam gdzie się pracuje, aniżeli dojeżdżać. Szczególnie, że pracy ma sporo. Jej kompletna filmografia wygląda bardzo imponująco. 

 

Aktorka ma również bardzo ciepły stosunek do Podlasia. Na łamach Kuriera Porannego powiedziała: Uważam, że ludzie z tego regionu mają w sobie pewien rodzaj otwartości. Z jednej strony są bardzo pragmatyczni, konkretni, myślą realistycznie, są związani bardzo z ziemią, mocno stąpają po ziemi, a z drugiej strony są życzliwi, otwarci. To pewnie pomaga, bo ludzie odczytują to jako pewien rodzaj sympatii, którą ma się do świata. Mam też poczucie, że nie ma w nas agresji, walki za wszelką cenę. Potrafimy cieszyć się z tego, co życie przynosi i taką filozofię chyba prezentujemy wobec świata.

 

Dlatego możemy być bardzo dumni z Izabeli Dąbrowskiej. Bo to nasza Pani Basia!

 

fot. kadr z serialu „Ucho prezesa”

 

 

Partnerzy portalu:

Uzdrowienia i tysiące krzyży. Poznajcie tajemnice Świętej Góry.

Uzdrowienia i tysiące krzyży. Poznajcie tajemnice Świętej Góry.

Katolicy mają Jasną Górę w Częstochowie, a prawosławni Górę Grabarkę. W dniu Przemienienia Pańskiego okolice Siemiatycz przeżywają oblężenie. Ściągają tam również najwyżsi dostojnicy kościoła wschodniego. Chociaż tradycja pielgrzymowania sięga już 1710 r., to na dobre rozpoczęła się po II Wojnie Światowej. Wówczas to zdecydowana większość sanktuariów znalazła się w w granicach Związku Radzieckiego. Czas poznać bliżej historię tego fascynującego miejsca ukrytego w Puszczy Mielnickiej.

 

Najstarsze dzieje góry pokryte są mgłą tajemnicy. W XIII w. okoliczne lasy stanowiły idealne miejsce schronienia. Takiego zdania byli też mnisi z mielnickiego zakonu, ukrywając się przed tatarami. Szczególną ochroną objęli ikonę Spasa Izbawnika. Zapiski historyczne mówią, że przed nią modlił się sam książę Rusi Halickiej, Daniel. Duchowni ikonę ukryli prawdopodobnie właśnie na grabarce. Ze względu na patrona ikony, do dziś istnieje stwierdzenie, że ”jedziemy na Spasa”.

 

Na początku XVIII w. cały region nawiedziła epidemia. Do tej pory nie wiadomo, jaka to była dokładnie choroba. Jedni są przekonani, że ludność dziesiątkowała dżuma, drudzy skłaniają się do wersji z cholerą. Być może w okolicy nie przetrwałby nikt, gdyby nie cudowne wydarzenie. Pewien staruszek z Siemiatycz doznał wizji. Niezidentyfikowany głos wskazał mu sposób na ocalenie. Przed śmiercią ludzi mogła ocalić tylko wizyta z krzyżem na uroczysku. Odezwa była ogromna. Pełni nadziei wierni udali się na górę całymi tłumami. Przypuszcza się, że mogło zebrać się na niej wówczas 10 tys. pielgrzymów.

 

Według wyliczeń na górze obecnie spotkamy ponad 10 tys. krzyży. Każdy z nich to inna intencja, ale też podziękowanie za otrzymane łaski. Co ciekawe raczej nie odnajdziemy dwóch podobnych krzyży. Wzrok oczywiście przyciągają te najbardziej masywne, niekiedy metalowe. Coraz częściej można na nich przeczytać imię właściciela i jego prośbę skierowaną do niebios. To takie małe urozmaicenie pośród tysięcy anonimowych krucyfiksów. Na krzyżach odnajdziemy też napisy ”Spasi i Sochrani” co oznacza ”Zbaw i zachowaj”.

 

Nieopodal sanktuarium znajduje się cudowne źródełko. Pod kapliczką zawsze gromadzą się kolejki. Każdy chce nabrać w butelkę jak najwięcej wody. Jej uzdrawiające właściwości pomogły niezliczonej rzeszy cierpiących. Spora grupa wiernych korzysta również ze strumienia. Namoczoną chusteczką ocierają chore miejsca, a następnie zostawiają ją nad brzegiem. Tym samy w sposób niezwykle symboliczny dosłownie pozbywają się choroby.

 

Świątynia cudem ocalała z obu wojen światowych. Przegrała jednak z pożarem, który wybuchł w lipcu 1990 r. Śledczy uznali, że to było dzieło podpalaczy. Wierni nie mogli nawet myśleć o tym, że w tym miejscu zabraknie cerkwi. Odbudowali ją na wzór poprzedniczki. Budulcem głównym był już jednak kamień. Wyświęcenie miało miejsce osiem lat po tragedii. Wkrótce przystąpiono też do tworzenia muru wokół świątyni. Metropolita Sawa zwrócił się do wiernych o pomoc. Wraz z krzyżami mieli również przynosić…kamienie. Tak też się stało. Dzięki wsparciu pielgrzymów i lokalnych przedsiębiorców zbudowano mur długi prawie na kilometr.

Partnerzy portalu:

Bulwary w Augustowie pozwalają poznać uroki miasta

Bulwary w Augustowie pozwalają poznać uroki miasta

Bulwar w Augustowie czyli piękna i atrakcyjna promenada prowadząca z centrum miasta nad Jezioro Necko, nosi oficjalną nazwę Bulwaru Narodów Unii Europejskiej. Wiedzie on malowniczą trasą poprowadzoną wzdłuż rzeki Netty, która tworzy tu fragment Kanału Augustowskiego. Stąd kursują też statki spacerowe. Z fantastycznego traktu wyłożonego kostką brukową dojdziemy na plażę miejską, która jest ulubionym miejscem wypoczynku w Augustowie. Z pięknym molo, wypożyczalnią sprzętu wodnego i wyciągiem dla narciarzy wodnych stanowi doskonałą propozycję na lato.

 

Przy bulwarze powstały hotele, ośrodki wypoczynkowe i restauracje. Stoi tu również piękny Pałac na Wodzie. To wspaniałe miejsce na spacer, ale też świetny sposób poznania uroków miasta. Prowadzi tu również ścieżka rowerowa. Za mostem w Augustowie Bulwar Narodów Unii Europejskiej przechodzi w Bulwar Związku Nauczycielstwa Polskiego. Przy moście cumuje często statek wycieczkowy Jaćwież, należący do Żeglugi Augustowskiej. Podczas rejsu tym statkiem poznasz historię Jaćwingów i dowiemy się, jak żyli tu w dawnych czasach, kiedy Rospuda była jeszcze całkiem dzika.

Partnerzy portalu:

Kiszenie kapusty. Beczki zostawiano w rzece.

Kiszenie kapusty. Beczki zostawiano w rzece.

Kiszenie kapusty to nie tylko proces konserwacji warzyw, ale także autentyczna ceremonia, która od wieków stanowi istotny element życia społeczności. W tradycji lubelskiej, podobnie jak na Podlasiu, staranne przygotowanie beczek, precyzyjne sortowanie i układanie główek kapusty oraz ostrożne dozowanie soli to kluczowe aspekty tego kulinarnej rytuału, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Szczególną uwagę poświęcano starannej kontroli procesu fermentacji. Należało zapewnić odpowiednią jakość i niepowtarzalny smak przyszłego produktu. Podkreślało to znaczenie i dbałość o tradycyjne metody przygotowania.

Kiszenie Kapusty: tradycja, wspólnota i dziedzictwo kulturowe

Wspólne spotkania wokół beczek podczas kiszenia kapusty na Lubelszczyźnie miały głębszy wymiar społeczny niż tylko wymiana praktycznych porad. To także okazja do umocnienia więzi międzyludzkich poprzez wspólne działanie i współpracę. Ludzie z różnych pokoleń i środowisk zbierali się razem, tworząc atmosferę współdziałania i solidarności, co wzmocniło poczucie wspólnoty lokalnej. Było to ważne nie tylko dla przekazania wiedzy, ale także dla zachowania pamięci o przodkach i korzeniach kulturowych. Każdy krok tego procesu, począwszy od starannego sortowania kapusty, aż po precyzyjne fermentowanie, miał swoje korzenie głęboko zakorzenione w historii i tradycji przekazywanej przez wieki. To właśnie te wspólne doświadczenia i praktyki kulturowe tworzyły niepowtarzalny charakter społeczności lubelskiej i ugruntowywały jej tożsamość regionalną. Kiszenie kapusty było więc nie tylko sposobem na przygotowanie pożywienia na zimę. Było także sposobem na budowanie wspólnoty i zachowanie dziedzictwa kulturowego.

Kontynuacja dziedzictwa i jedność społeczności

W dzisiejszych czasach, pomimo postępującej technologii i dostępności nowoczesnych metod konserwacji, tradycyjne metody kiszenia kapusty wciąż są cenione i praktykowane. Ludzie w regionie nadal przestrzegają tradycyjnych zasad i rytuałów, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Stanowią one istotny element dziedzictwa kulturowego. Kiszenie kapusty nie tylko jest procesem kulinarnym, ale także ma głębokie znaczenie społeczne, symbolizując jedność społeczności i kontynuację tradycji rodzinnych. To praktyka, która nie tylko utrzymuje dawne zwyczaje, ale także wpisuje się w obecną rzeczywistość. Stanowi most między przeszłością a teraźniejszością, jednoczącą społeczność wokół wspólnego dziedzictwa i kultury.

Partnerzy portalu:

W Korycinie dbają o królewskie zabytki

W Korycinie dbają o królewskie zabytki

Korycin to niewielka miejscowość położona na trasie z Białegostoku do Augustowa.  Jego historia zaczyna się na początku XVII w. Wówczas to król Zygmunt III Waza ufundował pierwszą drewnianą świątynię.  Prawa miejskie uzyskał od Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Korycin wyróżnia się spośród wielu podlaskich miast. Podczas gdy w innych zabytki niekiedy niszczeją, o tyle w Korycinie dba się o nie w sposób szczególny. Wszystko to za sprawą funduszy unijnych i projektu ”Królewskie zabytki”. Łącznie wydano ponad 6,5 mln zł.

 

Realizowano go przez 3 lata. Jego wynik to choćby odrestaurowanie Parku Plebańskiego. Alejki, przez które dawniej przechodzili pielgrzymi do okolicznych źródeł, zostały całkowicie odnowione. Kapitalny remont przeszedł też neogotycki kościół. Ołtarz, ambona czy tabernakulum zachwycą niejednego. Miejski rynek również ponownie ożył. Pojawiła się na nim rzeźba jednego z  symboli Korycina – pomnik truskawki.

Partnerzy portalu:

Chuligani ukradli pomnik śledzia.

Chuligani ukradli pomnik śledzia.

Na granicy Mazowsza i Podlasia stanął wyjątkowy pomnik. Mimo, że wieś Strękowa Góra koło Białegostoku nie słynie z połowu ryb, zdecydowała się na utrwalenie wizerunku…śledzia. W ten sposób władze chciały promować lokalną gwarę. Stolica Podlasia bowiem okazał się zbyt poważnym miastem na podobne przedsięwzięcie. 

Inicjatorem powstania pomnik śledzia był wójt Gminy Zawady oraz stowarzyszenie Agro-Group, tworzące projekt ”Brama na Bagna”. Wszyscy zgodnie uznali, że ”zaciągania” to nie powód do wstydu. Wręcz przeciwnie. Odróżnia nas od innych regionów kraju. Pomnik stał się obiektem pożądania chuliganów. 3 lata po odsłonięciu, pewnej nocy został skradziony. Stało się to dzień po festynie. Złodzieje mieli ułatwione zadanie. Rzeźba była drewniana i niezbyt masywna. Nadnarwiańska wieś wstrzymała oddech. Sprawców nie ruszyło sumienie. Dlatego też koniecznością było stworzenie kolejnej wersji pomnika.

Partnerzy portalu:

W jeziorze pływa potwór. Ma skrzydła i diabelski wzrok.

W jeziorze pływa potwór. Ma skrzydła i diabelski wzrok.

Jezioro Ozierany nieopodal Krynek. Niegdyś ponoć hodowano w nim potwory. Jedno z jaj przetrwało. Gdy nad wodą pojawi się mgła, a księżyc jest w nowiu, z głębin jeziora wynurza się tajemnicze monstrum. Świadkowie twierdzą, że ma ponad 10 m. długości. Istny kolos. Zwierzę zostało uchwycone aparatem przez pracownika Straży Granicznej. Gdy jednak chciał je przenieść na komputer, coś poszło nie tak.

 

Dane z karty pamięci zostały uszkodzone w niewytłumaczalny dotąd sposób. Czyżby jakaś magiczna siła nie chciała by potwora zobaczyły tłumy? Monstrum posiada skrzydła, ogon i diabelskie czerwone oczy. Domniemuje się, że jest jednak wegetarianinem, gdyż nikogo nie skrzywdził. 

 

Pracownicy nadleśnictwa wyszli naprzeciw oczekiwaniom osobom, którym nie było dane spotkać się z tajemniczym mieszkańcem jeziora. Stworzyli więc drewniana rzeźbę. Pływa ona spokojnie po tafli, przyciągając wzrok ciekawskich. Być może dzięki temu, prawdziwemu potworowi nie będzie tak smutno. Ciężko bowiem żyć w samotności.

 

Partnerzy portalu:

Pisanki z Lipska podziwia cały świat

Pisanki z Lipska podziwia cały świat

Zbliżają się świata wielkanocne. Jeśli nie wiecie jeszcze skąd wziąć pisanki, to zapraszamy do Lipska nad Biebrzą. Wykonuje się według lokalnej tradycji od lat. Pisanki, które widzimy choćby na pocztówkach to właśnie te lipskie. Niestety mało ludzi jest tego świadomych, również na samym Podlasiu.

 

Dlatego też utworzono Muzeum Pisanki. Stało się ono elementem szlaku Tradycji Rękodzieła Ludowego. Pisanki staroświecką metodą tworzy 10 gospodyń. Umiejętność przekazywana jest z matki na córkę. Większość wyrobów trafia za ocean – USA czy Kanady. Niektóre z nich są później nawet w Watykanie!

 

Pisanki z Lipska dekorowane są rozgrzanym woskiem, który nakładany jest dzięki gwoździkowi bądź szpilki zamocowanej na patyczku z drewna. Potem należy zanurzyć je w barwniku. Następnie cierpliwymi ruchami tworzy się oryginalne wzory.

Partnerzy portalu:

W Goniądzu poznamy tajemnice Biebrzy

W Goniądzu poznamy tajemnice Biebrzy

To jedyny taki szlak turystyczny w Polsce. Powstał dzięki nurkom lubujących się w Biebrzy. ”Po drugiej stronie lustra” to świetna propozycja dla turystów odwiedzających Goniądz. Wystarczy tylko dać nura!

 

Przygotowania do utworzenia szlaku zaczęły się już 20 lat temu. Rzekę trzeba było w końcu porządnie oczyścić. Oprócz śmieci odnajdywano również przedmioty o wartości historycznej. Szlak jest czynny od maja do października. Składa się on z czterech tras. Pierwsza z nich nie wymaga zezwoleń Biebrzańskiego Parku Narodowego.

 

Możemy w niej zanurzyć się na głębokość nawet siedmiu metrów. Pozostałe trzy trasy to już wyższa szkoła jazdy. Oprócz głównego nurtu obejmują zanikające powoli meandry Biebrzy. W podwodnym spływie może brać udział maksymalnie osiem osób. Du nurkowania potrzebujemy jedynie podstawowego sprzętu. 

 

Partnerzy portalu:

Kiszka ziemniaczana – kto w Supraślu otrzyma miano mistrza?

Kiszka ziemniaczana – kto w Supraślu otrzyma miano mistrza?

Kiszka ziemniaczana, będąca jednym z charakterystycznych dań regionu Podlasia, od lat budzi zainteresowanie i stanowi przedmiot dyskusji na temat najlepszego sposobu jej przyrządzenia. Aby rozwiać ten spór i uhonorować tradycję kulinarnej sztuki tego regionu, corocznie w ramach imprezy „Spotkania z Naturą i Sztuką” w Supraślu organizowane są emocjonujące zawody kulinarno-gastronomiczne. To prestiżowe wydarzenie, o ugruntowanej renomie, przyciąga nie tylko lokalnych smakoszy, ale także gości z odległych zakątków Polski.

Kiszka ziemniaczana – kulinarne arcydzieło Podlasia

W trakcie tych niezwykłych zawodów, najlepsi kucharze oraz pasjonaci gotowania rywalizują ze sobą. Prezentują oni swoje indywidualne receptury i tajemne składniki, które nadają kiszce niezapomniany smak i aromat. Każdy uczestnik stara się wykorzystać lokalne produkty, aby podkreślić autentyczność i charakterystyczny regionalny smak dania. Boczek oraz ziemniaki z okolicznych upraw, są niezbędnymi składnikami, które nadają potrawie wyjątkowy charakter i doskonałe walory smakowe. Jednakże, oprócz wyselekcjonowanych składników, istotną rolę odgrywa również zaangażowanie uczucia i pasji podczas przygotowywania kiszki. Wielu entuzjastów kuchni podlaskiej twierdzi, że prawdziwy smak potrawy można osiągnąć jedynie poprzez dodanie do niej odrobinę serca i duszy.  Ta pasja i zaangażowanie w sztukę kulinarną są nieodłącznymi elementami kultury Podlasia, której kiszka ziemniaczana jest doskonałym przykładem. To nie tylko potrawa, lecz prawdziwe arcydzieło, które łączy w sobie historię, tradycję i unikalny smak regionu.

Kulinarne święto Podlasia: zawody, smaki i wspólnota

Wspomniane zawody to nie tylko okazja do prezentacji kulinarnych umiejętności, ale także doskonała okazja do integracji społeczności lokalnej oraz promocji kultury Podlasia. Impreza towarzysząca zawodom, pełna jest atrakcji dla uczestników i widzów. Na przykład koncerty renomowanych artystów oraz degustacje tradycyjnych podlaskich nalewek i innych lokalnych specjałów. Dodatkowo, wspólna pasja do kuchni podlaskiej buduje więzi społeczne i wzmacnia więzi lokalnej społeczności. Tworzy niezapomniane wspomnienia oraz inspiruje do dalszego eksplorowania bogactwa kulinarnego regionu. To wydarzenie jest hołdem dla bogactwa kulinarnego dziedzictwa regionu. Wyróżnia się niepowtarzalnym charakterem i atmosferą, przyciągając zarówno smakoszy, jak i miłośników kultury Podlasia.

Partnerzy portalu:

Obraz przemówił. Chciał pozostać na miejscu.

Obraz przemówił. Chciał pozostać na miejscu.

Pomiędzy Tykocinem a Knyszynem odnajdziemy malownicze wzgórze. Na nim powstało Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia. Miejscowość Krypno, w którym się znajduje od lat jest często odwiedzana przez pielgrzymów z całego kraju.

Początki kultu sięgają cudownych wydarzeń z XIII w. Wówczas to obraz Matki Bożej pojawił się na drzewie. Pod lipą znajdowała się krypa, a więc wodopój dla koni. Stąd też nazwa miejscowości. Obraz próbowano wiele razy przenieść do kościoła w Knyszynie. Jeden z duchownych usłyszał głos: ”Ja w Knyszynie nie będę”.

Dlatego też postanowiono w miejscu znalezienia obrazu postawić kaplicę. Przetrwała ona do 1625 r.  Kościół, w którym odnajdziemy replikę cudownego obrazu zbudowano pod koniec XIX w. Za sprawą wizerunku Matki Bożej doszło do licznych przypadków uzdrowień. Dlatego też przed swoje oblicze przyciąga rzesze osób cierpiących.

Partnerzy portalu:

Mężczyzna zabrał złoto. Nawiedzała go zjawa.

Mężczyzna zabrał złoto. Nawiedzała go zjawa.

W Kiermusach obok Tykocina odnajdziemy nietypowe Muzeum. Podczas gdy w innych obiektach obowiązuje zakaz dotykania eksponatów, tu jest wręcz przeciwnie. Podniesiemy nawet miecz słynnego rycerza Longina Podbipięty. Zbiory pochodzą z całej Polski i Europy. Część z nich trafiło w prost z ekranizacji trylogii H. Sienkiewicza. Stanowią one podarunek od reżysera Jerzego Hoffmana. To właśnie jego imię nosi Muzeum Oręża Polskiego mieszczące się w ”Jantarowym Kasztelu”. Nieopodal przepływa urokliwa rzeka Narew.

 

Obiekt składa się z trzech części. Pierwsza z nich niemal w całości poświęcona jest powieści ”Krzyżacy”. Druga część przenosi nas już do świata sienkiewiczowskiej trylogii. Na deser pozostaje przyjezdnym zamkowy dziedziniec z basztami, armatami oraz loch z izbą tortur. Z pomieszczeń rozchodzi się typowa dla tamtego okresu muzyka.

 

W maju 2003 r. w czasie rekonstrukcji Jantarowego Kasztelu doszło do dziwnych wydarzeń. Podczas prac budowlanych, operator koparki natrafił na głaz. Wówczas również usłyszał cichy kobiecy jęk. Łyżka koparki pękła. W głazie odnalazł złoty pierścionek. O całym zajściu nie poinformował nikogo. Od tej pory jednak zaczął mieć koszmary. W snach nawiedzała go biała dama błagająca o zwrot biżuterii. Mężczyzna nie miał wyboru. Zaniósł pierścionek na miejsce. Noce znów były spokojne.

Partnerzy portalu:

Świątynia posiada królewskie wrota

Świątynia posiada królewskie wrota

W Hajnówce znajduje się największa w Polsce dwupoziomowa cerkiew prawosławna. Sobór Świętej Trójcy wybudowano według projektu prof. Aleksandra Gregorowicza w 1982 r. Stanowi ona wizytówkę miasta dzięki połączeniu tradycji i nowoczesności. Dach tworzy nieregularna betonowa płaszczyzna, lecz uwagę przyciąga głównie nietypowa dzwonnica. Świątynia jest w stanie pomieścić do 5 tys. osób.

 

Wnętrze obiektu pokrywają polichromie, co zgadza się z prawosławną tradycją. Prezbiterium oddzielono od nawy ścianą ikon. Środkowe drzwi nazywane są Królewskimi Wrotami. Odnajdziemy na nich ikony Zwiastowania Najświętszej Marii Panny i czterech Ewangelistów. Po prawej stronie Królewskich Wrót odnajdziemy ikonę Zbawiciela i Matki Bożej.

 

W centrum świątyni umieszczono panikadiło czyli żyrandol. Przybrał on postać greckiego krzyża ozdobionego witrażami Bogarodzicy i słowiańskich świętych. W soborze ulokowano łącznie siedem ołtarzy, a główny z nich poświęcony jest Świętej Trójcy. W obiekcie co roku odbywają się Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej – największy tego typu festiwal w Europie. Pierwsza edycja odbyła się w 1981 r. i od tej pory stanowi najważniejszą imprezę kulturalną w regionie. Festiwalowi towarzyszy zwykle wystawa zdjęć, która prezentuje kulturę prawosławną.

Partnerzy portalu:

Na pokładzie katamaranu poznamy historię wojowników

Na pokładzie katamaranu poznamy historię wojowników

W ostatnich latach katamarany stają się coraz bardziej popularne i w wielu flotach czarterowych zajmują poczesne miejsce. W Augustowie możemy skorzystać choćby z rejsów w Dolinę Rospudy lub tzw. papieskim szlakiem z postojem w sanktuarium. Katamaran przewozi jednorazowo 12 osób, zapewniając duży komfort podróży. Jeden z pojazdów stylizowany jest na łódź Jaćwingów. 

 

Dzięki temu możemy poczuć się jak dawne plemiona wojowników. Podczas dwu godzinnej wycieczki poznamy historię, tradycję i ubiory średniowiecznych mieszkańców okolicy. Przebrani wojowie inscenizują również  napady na statek lub inne walki. To doskonała propozycja dla grup w wieku szkolnym. Do tego czeka nas smaczny poczęstunek. Rejsy odbywają się również na specjalne zamówienie. Bez trudu zorganizujemy na pokładzie imprezę okolicznościową.

Partnerzy portalu:

Carpaccio – na białostockim rynku powstało rekordowe danie

Carpaccio – na białostockim rynku powstało rekordowe danie

Carpaccio zostało z wielką radością podzielone i spożyte przez mieszkańców Białegostoku oraz licznych przechodniów. To oni z zaciekawieniem obserwowali to niezwykłe wydarzenie kulinarnego świata. Jego znaczenie przekroczyło granice restauracji, stając się symbolem determinacji, pasji i wspólnotowej pracy, która może przynieść niezwykłe efekty i inspirować innych do podobnych osiągnięć.

Carpaccio z Białegostoku: kulinarne osiągnięcie roku

W minionym roku, restauracja z Białegostoku podjęła wyjątkowe wyzwanie, mając na celu ustanowienie prestiżowego rekordu Guinnessa. Ich zadaniem było przygotowanie monumentalnego dania włoskiej kuchni – carpaccio o niezwykłych wymiarach: 100 kg wagi i 45 m długości. To ambitne przedsięwzięcie wymagało nie tylko ogromnej ilości składników, ale także niezwykłej precyzji, perfekcji technicznej oraz zaangażowania całego zespołu kucharzy. Kluczowym momentem w przygotowaniu tego gigantycznego dania było krojenie aż 70 kg czerwonych buraków na delikatne i równomierne plastry. Stanowiło to nie lada wyzwanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę konieczność zachowania czystości Placu Kościuszki, gdzie miało miejsce to historyczne wydarzenie kulinarnego świata. Przedstawiciel Obwodowego Urzędu Miar czuwał nad całym procesem przygotowania dania, pilnując przestrzegania wszystkich wytycznych i norm, aby zapewnić rzetelność rekordu Guinnessa.

Tajemnice przygotowania dania

Nie można zapomnieć o istotnej roli składników użytych do przygotowania carpaccio. Oprócz buraków, wykorzystano 20 kg wyśmienitego sera z Korycina. Dodano również aromatyczne orzechy włoskie, świeżą rukolę oraz wyrafinowany sos vinegret. Tak stworzono harmonijną i niezapomnianą symfonię smaków i tekstur. Proces przygotowania tego monumentalnego dania rozpoczął się wcześnie rano, a kucharze poświęcili cały dzień, aby doprowadzić je do perfekcji. Cała restauracja była ożywiona ekscytacją i determinacją, dążąc do osiągnięcia celu. Nie tylko składniki, lecz również proces przygotowania odegrał kluczową rolę w osiągnięciu doskonałego efektu kulinarnej artyzacji. Kucharze poświęcili wiele godzin. Dbali o każdy detal, aby carpaccio było nie tylko smaczne, ale również estetycznie prezentujące się na stole. Po godzinach starannego przygotowania, stół w końcu udało się zapełnić potrawą. Radość i satysfakcja pracowników była ogromna, gdy oficjalnie ogłoszono, że udało się pobić rekord Guinnessa.

Partnerzy portalu:

W Puńsku poczujemy się jak w średniowieczu

W Puńsku poczujemy się jak w średniowieczu

Czym były świat bez pasjonatów? Dzięki nim powstają nietypowe miejsca. Jedne z nich znajduje się w miejscowości Puńsk. Miłośnik historii stworzył tam osadę Jaćwiesko-Pruską. Przed laty na tym terenie plemiona odprawiały rytualne obrzędy. Na obszarze 7,5 ha wiernie odwzorowany gród stanowi doskonałą propozycję na spędzenie wolnego czasu.

 

Osada ogrodzona jest drewnianymi palami, a przed ogrodzeniem stoją niemi świadkowie historii – solidne kamienie. Została również wybudowana część zamku z fosą. Na miejscach pradawnych obrzędów pogańskich  utworzono ołtarze. Na życzenie turystów w planach jest też stworzenie drewnianej osady na kopcu. Poza tym w niedalekiej przyszłości założyciel osady chce hodować konie, aby goście poczuli się jak prawdziwi jaćwiescy wojownicy.

 

Jaćwingowie to wymarły lud zamieszkujący tereny między Biebrzą. Czcili ciała niebieskie, a także żywioły. Wierzyli w liczne demony i bóstwa, a zmarłych wyposażali w przedmioty codziennego użytku. Nigdy nie budowali świątyń, gromadząc się przy świętych drzewach.

Partnerzy portalu:

Mieszkańcom tej wsi ogień nie grozi

Mieszkańcom tej wsi ogień nie grozi

W małej podlaskiej miejscowości Nowodworce nieopodal Białegostoku wszyscy mogą spać spokojnie. Ognisty żywioł nikogo tam nie zaskoczy. Odnajdziemy tam Muzeum Straży Pożarnej. Eksponaty są oczywiście w pełni sprawne i w pełnej gotowości bojowej. Wyjeżdżają w teren tylko raz w roku w ramach parady. Na swej drodze spotykają wówczas tłumy ciekawskich.

 

Najstarszy pojazd ma blisko pół wieku. Jak wiadomo, technika poszła naprzód i obecnie próżno zaobserwować takie wozy na ulicach. Muzeum powstało w 2000 r. z pomysłu Henryka Domanowskiego. Wozy strażackie możemy podziwiać codzienne a wstęp jest całkowicie bezpłatny. Wozy bojowe takich marek jak Lublin, Żuk, Star czy UAZ u niejednego przywołają wspomnienia. Muzeum to jednak nie tylko auta. Zainteresowanie wzbudzają chociażby zabytkowe motopompy. Główne miejsce w tzw. izbie tradycji zajmuje jednak wóz konny, określany jako ”platforma”. Jeszcze w 2007 r. brał udział w akcjach gaśniczych. Eksponaty pochodzą z całego województwa.

Partnerzy portalu:

W drohiczyńskiej ziemi nadal czekają skarby

Drohiczyn to jedno z ulubionych miejsc poszukiwaczy skarbów. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się góra zamkowa stanowiąca pozostałość średniowiecznej warowni. Regularnie od XIX w. na jej terenie znajdowano ołowiane plomby. Nieraz cenne przedmioty znajdowali rolnicy w czasie zwykłych prac polowych o czym pisaliśmy tutaj

 

Skąd tyle skarbów w Drohiczynie? W połowie XI wieku Drohiczyn był położony na granicy Mazowsza  i Podlasia, w którym władza, zmieniała się niczym kalejdoskop. Przez miasto przebiegał niezwykle ważny szlak handlowy. Zachód wymieniał się na towary ze wschodem. Z tego powodu powstała komora celna.  Podczas drogi na zachód wszystkie towary musiały być plombowane i dopiero gdy cło zostało opłacone, transport mógł ruszyć dalej. Plomby z pieczęciami książąt ruskich stanowiły gwarancję ochrony i bezpieczeństwa. W komorze celnej były odrywane i wyrzucane. Stąd właśnie obecność ołowianych plomb, którymi  pieczętowano choćby sól.

 

Za handlem szły ogromne pieniądze. Dlatego również ziemia drohiczyńska pełna jest srebrnych monet, głównie arabskich.  Warto wspomnieć, że w XI w. obszary te zasiedlili Waregowie, którzy przypłynęli łodziami z terenów dzisiejszej Ukrainy.  Świadectwem ich obecności są  cmentarzyska  w obudowach kamiennych, rozciągające się na północ od Bugu.  Drohiczyn w tamtych czasach był także ośrodkiem produkcji rzemieślniczej.

Partnerzy portalu:

Kobieta oddała życia za ciężarną synową

Kobieta oddała życia za ciężarną synową

Jej wspomnienie wypada na 12 czerwca. Czczona głównie w rodzinnym Lipsku, błogosławiona Marianna Biernacka jest patronką teściowych. Warto przybliżyć jej historię.

Życie Marianny Biernackiej nie było usłane różami.  Przyszło jej mierzyć się z przeciwnościami losu w czasach zaboru i wojen. Straciła czwórkę dzieci w wyniku komplikacji poporodowych. Dlatego też szczególną miłością obdarzyła dwójkę, córkę Leokadie i syna Stanisława. To właśnie z nim mieszkała aż do śmierci. Gdy Stanisław się ożenił, nawiązała szczególną relację z synową. Rodzinne szczęście zostało przerwane przez wybuch II Wojny Światowej.

W Lipsku latem 1943 r. miały miejsca masowe aresztowania. Stanowiły one zemstę za zabicie jednego z niemieckich policjantów. Rankiem rodzina została obudzona przez agresywnych hitlerowskich żołnierzy. Ci chcieli pojmać zarówno syna, jak i jego ciężarną żonę. Marianna padła na kolana. Zrozpaczona zaproponowała, żeby zabrali ją, zamiast kobiety, która lada chwila może urodzić. Niemcy zlitowali się. Dwa dni później zginęła wraz z synem i licznymi mieszkańcami Lipska. Zostali oni rozstrzelani pod Grodnem. Poświecenie Marianny nie przeszło bez echa.

Proces beatyfikacyjny rozpoczął się w diecezji łomżyńskiej. Przy dawnym domu Marianny Biernackiej postawiono również pomnik. W licznych kościołach możemy odnaleźć obrazy bądź witraże przedstawiające jej postać.

Partnerzy portalu:

Ta chatka przeniesie Was w czasy sarmatów

Ta chatka przeniesie Was w czasy sarmatów

W miejscowości Krypno położonej na terenie powiatu monieckiego poczujemy się jak w czasów sarmatów. Powstała tam bowiem wieś tematyczna ”Pacowa chata”. Przysiółek szlachecki ma na celu zachowanie tradycji dla zachowania narodowej tożsamości.

 

Na miejscu poznamy atmosferę XVI- to wiecznej Polski. W szlachecką rzeczywistość wprowadzą nas właściciele, którzy już na progu powitają nas w dawnych strojach. Pacowa Chata pełni również rolę prywatnego muzeum. Wszystkie zbiory pochodzą z regionu Podlasia. Są to eksponaty etnograficzne, historyczne i militaria. Przysiółek umożliwi również poznanie smaków, jakimi raczyła się szlachta. Poza tym uzyskamy garść informacji na temat zabaw, broni czy monet. Ciekawscy odnajdą herb swego rodu. Muzeum mogą odwiedzać zarówno osoby prywatne, jak i grupy zorganizowane.

Partnerzy portalu:

Cerkiew trzykrotnie płonęła. Teraz jest wizytówką miasta.

Cerkiew trzykrotnie płonęła. Teraz jest wizytówką miasta.

Stanowi nie lada gratkę dla fotografów, ale i nie tylko. Cerkiew św. Ducha w Białymstoku to największa w Polsce świątynia prawosławna. Również w skali europejskiej należy do czołówki. Z pewnością stanowi obecnie jeden ze znaków rozpoznawczych miasta.

 

Po II Wojnie Światowej w Białymstoku zaszły poważne zmiany w strukturze społecznej. Do miasta przybywali mieszkańcy okolicznych wsi i miasteczek. Tym samym zajęli miejsce ludności żydowskiej. Władze PRL-u tworzyły nowe zakłady przemysłowe, których funkcjonowanie wymagało zaangażowania wielu pracowników. W Białymstoku szybko rosły nowe osiedla. Dużą część z nich zamieszkały rodziny prawosławne. 

 

Wzrost liczby wiernych przy sytuacji wyżu demograficznego oznaczał konieczność budowy nowej świątyni. Obecne nie mogły pomieścić wszystkich. Duchowni pięciokrotnie prosili o zgodę na rozpoczęcie prac nad cerkwią. Zgodę uzyskał dopiero biskup Sawa. Świątynia miała być wzniesiona dla mieszkańców największych białostockich dzielnic. Duża liczba wiernych oznaczała konieczność budowy odpowiednio dużej cerkwi. Parafianie pomagali jak tylko mogli. Dobrowolnie brali udział nawet w najcięższych czynnościach.  Mimo starań jednak nie udało się zapobiec kilku pożarom. Nie każdemu taka inicjatywa się bowiem podobała. Musiało minąć ponad 20 lat aby cerkiew przybrała obecny wygląd. 

Partnerzy portalu:

Święto Pługa. Przekonaj się jak się bawią Tatarzy

Święto Pługa. Przekonaj się jak się bawią Tatarzy

Tatarzy zamieszkujący tereny Podlasia posiadają niezwykle bogatą kulturę. Jednym z ciekawszych wydarzeń w ich kalendarzu jest bez wątpienia święto pługa. Ma ono ponad tysiącletnią tradycję. Obchodzi się je po zakończeniu prac polowych. W Kruszynianach co roku z tego powodu organizowana jest impreza, na którą składają się pokazy kulinarne, koncerty czy rekonstrukcje bitew. Atrakcji nigdy nie brakuje. 

 

Święto rozpoczyna się modlitwą, po której przez miejscowość przejeżdża konna parada. Dzięki warsztatom kulinarnym organizowanym w lokalu organizatora, zarówno dorośli, jak i dzieci mogą podjąć wyzwanie i przygotować własnoręcznie tradycyjne tatarskie przysmaki. Święto pługa to także zawody sportowe rozgrywane w nietypowych konkurencjach, jak np. wspinanie się po słupie.

 

Celem imprezy jest przybliżenie wszystkim zainteresowanym tatarskich zwyczajów. Święto posiada niezwykle rodzinny charakter. Zwykle odbywa się w środku wakacji, a to dlatego aby przyciągnąć jak najwięcej gości.  Pierwsza edycja miała miejsce w 2007 r.

Partnerzy portalu:

Pod Supraślem wierni składali ofiary

Pod Supraślem wierni składali ofiary

Podlaska ziemia kryje wiele śladów po dawnych kulturach. Tak jest też w Supraślu koło Białegostoku. Uważa się, że okolica, a szczególnie mała wysepka o nazwie Dęby, stanowiła istotne miejsce kultu. Świadczą o tym naczynia, które odnaleziono pod miasteczkiem. Były one ułożone do góry dnem, co sugeruje złożenie ofiar dla jednego z bóstw. Dla którego? O tym wiedzą tylko oni sami…

O wyjątkowości terenu decydowało głównie jego ustronne położenie. Przedmioty w nie najlepszym stanie trafiły do konserwacji, a następnie do laboratorium. Badacze poszukiwali bowiem śladów materiałów organicznych. Naczynia datuje się na kilka tysięcy lat. Pochodzą więc z epoki żelaza. Wówczas na terenie kraju rozwijała się Kultura Łużycka. Ze Śląska i Wielkopolski dotarła na inne tereny, w tym wschód kraju.

Partnerzy portalu:

Do Sejn śmierć już nie przyjdzie

Do Sejn śmierć już nie przyjdzie

Na cmentarzu w Sejnach, małej podlaskiej miejscowości, kończą się powoli miejsca. Obecnie pozostało ich 200, a rocznie dochodzi do 100 pochówków. Jak łatwo wyliczyć, już niedługo nie będzie gdzie chować zmarłych. Burmistrz Sejn wprowadził więc zakaz umierania. Pytanie tylko, jak to wyegzekwować w praktyce. Mieszkańcy Sejn cieszą się, że czeka ich długowieczność. Niestety jest to śmiech przez łzy. 

 

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Tak jest i w tym przypadku. Miasta nie stać nawet na pensje dla pracowników ratusza. Budowa nowego cmentarza to więc temat z kręgu sci-fi. Radni z kolei nie mogą dojść do porozumienia w sprawie budżetu. 

Partnerzy portalu:

Groby bez kości. Archeolodzy rozwiązali zagadkę.

Groby bez kości. Archeolodzy rozwiązali zagadkę.

W pobliżu miejscowości Czyże i Zbucz odnajdziemy grodzisko pochodzące z końca IX w. Prawdopodobnie jest starsze niż Góra Zamkowa w Bielsku Podlaskim. Badania archeologów potwierdziły istnienie pogańskich cmentarzy.

W kilkunastu kopcach odkryto przepalone ludzkie szkielety oraz części glinianych naczyń. Owe pozostałości pozwalają stwierdzić, że szczątki po spaleniu były rozsypywane na powierzchni kurhanów. Na ostatnią drogę w naczyniach z kolei umieszczano symboliczne potrawy. 

Nieopodal cmentarzyska znajduje się inny obiekt tego typu. Groby zostały stworzone z masywnych głazów, a w środku wyłożono je brukiem. W środku nie odnaleziono jednak szczątków, co przypisuje się glinianemu podłożu, w którym kości nie mają szans się zachować. Zamiast szkieletów, pochówki zawierały typową słowiańską biżuterię. Materiały znalezione w wyniku wcześniejszych badań, pozwalają stwierdzić, że dawni osadnicy posiadali związki z Rusią Kijowską.

Partnerzy portalu:

Cudowne źródło odwiedził sam król

Cudowne źródło odwiedził sam król

Wierni przyjeżdżają do tej wioski już od 300 lat. Niecałe pół km. od kościoła znajduje się cudowne źródełko. W archiwum parafialnym znajdują się protokoły z ponad tysiącem przykładów uzdrowień.

Czym wyróżnia się miejscowość Płonki spośród co najmniej kilku podobnych na Podlasiu? Po drodze do źródełka czekają na nas kapliczki. Posiadają one obrazki z piętnastoma tajemnicami różańca. Stanowią więc doskonałe uzupełnienie mistycznego terenu. W miejscu źródełka zostało wybudowane ogrodzenie, na którego zwieńczeniu umieszczono figurkę Matki Boskiej. Woda posiada cudowne właściwości. Wiele osób odczuło ulgę przy chorobach związanych z niepełnosprawnością ruchową. Wodę oczywiście można zabrać do domu, aby mieć ją na wszelki wypadek.

Szczególna ekscytacja źródełkiem nastąpiła w okresie panowania króla Jana III Sobieskiego. Przed wyprawą wiedeńską odwiedził Częstochowę i inne cudowne miejscowości. Okoliczni mieszkańcy uznali, że mógł także odwiedzić i Płonki. Mimo, że były to tylko przesłanki, w 1983 r. postawiono pomnik pogromcy Turków.

Partnerzy portalu:

Badacze biją na alarm. Przyleciało mniej bocianów niż zwykle.

Badacze biją na alarm. Przyleciało mniej bocianów niż zwykle.

Bociany wróciły. Tak, to żaden news. Ale jest ich dużo mniej niż przed rokiem. Tak mówią mieszkańcy Pentowa, który wraz z Tykocinem nosi tytuł Europejskiej Wsi Bocianiej. Trend ma jednak charakter krajowy. Największe ubytki są na zachodzie kraju i sięgają 40%.

 

Głównym problemem bocianów w Polsce są zmiany w krajobrazie rolniczym. Osuszanie terenów sprawia, że mają mniej pokarmu. Żaby i inne płazy bowiem same pouciekały z niekorzystnych warunków. Bocian trzyma się więc obszarów, na którym uprawia się ekstensywne rolnictwo.

 

Początki bocianiej wsi zaczęły się od katastrofy.  Nad miejscowością w  1992 r. przeszedł huragan, który zniszczył liczne drzewa. Te stały się idealnym miejscem dla bocianów, które co roku na ich wierzchołkach i konarach dobudowywały gniazda. Dzięki dwóm wieżom powstałym na terenie Pentowa miłośnicy przyrody mogą obserwować zarówno żerowiska bocianie, jak i ich gniazda. Dodatkową atrakcją jest ”Bociania Galeria”, która oferuje pamiątki, pocztówki i wydawnictwa przyrodnicze. Dzięki występowaniu tutaj jednej z największych w Polsce kolonii bociana białego, stało się ono atrakcyjnym terenem zarówno przyrodniczym, jak i edukacyjnym. Miejmy nadzieję, że to się nie zmieni.

Partnerzy portalu:

Zawody drwali. Wióry lecą aż miło.

Zawody drwali. Wióry lecą aż miło.

Zawody drwali odbywają się w wielu różnych miejscach w Polsce. W naszym regionie organizuje się taki konkurs w miejscach takich jak Rudka położona w powiecie bielskim. Jest kilka powodów, aby odwiedzić tą miejscowość: Kościół pw. Trójcy Świętej,
Pałac Ossolińskich zbudowany w 1763 roku przez Aleksandra Ossolińskiego, dworskie zabudowania gospodarcze i administracyjne, czy też wszechobecna przyroda – w pobliżu wsi znajduje się kompleks lasów iglasto-liściastych, zajmujący rozległy obszar. Powodem mogą też być właśnie zawody drwali, o których można przeczytać w tym artykule.

Zawody drwali na Podlasiu

Zawody drwali są częstym zjawiskiem w Polsce, odbywającym się w wielu regionach kraju. Jednym z takich miejsc jest mała miejscowość Rudka, usytuowana niedaleko Bielska Podlaskiego – tutaj corocznie rozgrywane są zawody o „Srebrną Siekierę”. Zawody odbywają się cyklicznie i przeważnie zaczynają się w ostatni weekend września. To wydarzenie gromadzi zarówno drwali, jak i pilarzy, którzy rywalizują w różnorodnych konkurencjach, zarówno indywidualnych, jak i zespołowych.

Konkurencje i kryteria oceny

W zawodach tych kluczową rolę odgrywa czas. Uczestnicy zmierzają się w takich konkurencjach jak ścinka i obalanie drzewa, przecięcie kłody na dokładność oraz zrywka, czyli transport drewna do miejsca składowania, co stanowi konkurencję drużynową. Oprócz szybkości, oceniana jest również ogólna higiena pracy oraz przestrzeganie zasad bezpieczeństwa, co stanowi istotny element oceny przez komisję konkursową. Tego rodzaju imprezy, choć lokalnego charakteru, posiadają bogatą tradycję i przyciągają zarówno zawodowców, jak i miłośników tego typu rywalizacji. Zawody drwali są nie tylko okazją do pokazania umiejętności w obróbce drewna, ale także do integracji społeczności lokalnych i promocji tradycyjnych rzemiosł.

Na najlepszych czekają nagrody

Nagrody, które przyznawane są zwycięzcom mogą być różnorodne, jednak najczęściej są to praktyczne narzędzia do obróbki drewna. Stanowią one nie tylko wyraz uznania, ale również przydatny sprzęt w dalszej pracy. Takie wydarzenia stanowią nie tylko atrakcję dla uczestników, ale również dla widzów. Mogą oni obserwować zmagania zawodników oraz cieszyć się atmosferą rywalizacji i tradycyjnym rzemiosłem.

Partnerzy portalu:

Tragedia. W ciągu pół roku zginęła cała rodzina.

Tragedia. W ciągu pół roku zginęła cała rodzina.

Białostoccy magnaci przemysłowi nie mieli wcale życia usłanego różami. Poznajmy historię żydowskiej rodziny Nowików.

W połowie XIX w. Całko Nowik znalazł się na białostockiej ziemi. Wkrótce po przybyciu założył fabrykę sukna. Zatrudniał w niej tylko kilkunastu pracowników. Firma powiększała się tak szybko, jak jego rodzina. Całko doczekał się w sumie czterech synów. Jak się okazało później, każdy z nich również miał smykałkę do interesów.

Najstarszy, Paweł po powrocie z Niemiec założył fabrykę kapeluszy. Dobrobyt przerwała wojna. Wraz z pracownikami i maszynami mężczyzna został wywieziony do Moskwy. Tam również nieźle sobie radził, tworząc kolejną fabrykę. Nadeszły czasy rewolucji. Paweł Nowik wielokrotnie trafiał do więzienia. Gdy już udało mu się wrócić do Białegostoku, spotkała go choroba. Osłabiony wyjechał w sprawach biznesowych do Berlina. Tam nadszedł kres jego dni. Miasto pogrążyło się w żałobie.

To był dopiero początek rodzinnej tragedii. Po śmierci Pawła, na czele białostockiej firmy stanął Eliasz Nowik. Stanowiskiem nie cieszył się zbyt długo. W drodze do pracy jego serce przestało bić. Mimo wezwania lekarza, nic nie udało się zrobić. Minęło kilka miesięcy, a śmierć przyszła również po pozostałych braci. Na ulicach pojawiły się plotki o przerażającej klątwie. Tym samym rodzina Nowików przestała istnieć.

Partnerzy portalu:

Uczennica z Hajnówki wzorem filmowej bohaterki

Uczennica z Hajnówki wzorem filmowej bohaterki

”Jagoda w mieście” to serial familijny z początku lat 70-tych. Powstał na motywach powieści Ludwiki Woźniackiej. Opowiada on o losach młodej dziewczyny, która przybyła z malej wsi do Warszawy do szkoły medycznej. Pierwowzór bohaterki to mieszkanka…Hajnówki, mianowicie 18-letnia letnia uczennica Technikum Drzewnego, Irena Wasiluk. 

 

W wakacje odwiedził ją reżyser i główna serialowa aktorka. Przez 2 miesiące obserwowała ona wnikliwie wszelkie zachowania czy sposób mówienia Ireny.  Z tych spostrzeżeń zbudowała postać Jagody, którą można było oglądać na ekranach telewizyjnych. Sama Irena zagrała epizodyczna rolę Kasi. Dla Ireny była to niezapomniana przygoda,bowiem serio traktowała naukę. Trzy tygodnie spędzone w Warszawie były ciężką pracą. Jak sama twierdziła, aktorstwo jest piękne, lecz sam zawód niezwykle trudny.

Partnerzy portalu:

Kamień przeraził okupantów. Chcieli wysadzić go w powietrze.

Kamień przeraził okupantów. Chcieli wysadzić go w powietrze.

We wsi Bierwicha znajdującej się przy drodze z Sokółki do Dąbrowy Białostockiej nie sposób przeoczyć masywnego kamienia z żelaznym krzyżem. Wyryto na nim napis ” A.D. 1655 Moskal Litwę splądrował złamawszy mir wieczny”. Głaz ma na celu upamiętnienie poległych wojsk armii polsko – litewskiej w wojnie z Rosją. Jej skutkiem była utrata na rzecz wroga licznych ziem.

Z kamieniem wiąże się pewna opowieść. Przenieśmy się na chwilę w czasy II Wojny Światowej.  Gdy koło głazu przechodził sowiet, kamień powiększył się o pół metra. Niespotykane prawda? Zaskoczony żołnierz wszystko opowiedział dowódcom. Ci postanowili wysadzić obiekt w powietrze. Wówczas jednak przy kamieniu pojawili się kozacy na koniach. Plany Rosjan musiały zostać przełożone. Wkrótce jednak postawili na swoim. Głaz został zepchnięty do potoku za pomocą czołgu.  W 1941 r.  wyłowili go Niemcy. Kamień wrócił na swoje miejsce.

Partnerzy portalu:

Dla cara zbudowali kolej

Dla cara zbudowali kolej

Puszcza Białowieska była przed laty pełna dzikiej zwierzyny. Na polowania zjeżdżały ważne osobistości. Do Białowieży pod koniec XIX w. postanowił zawitać również car Aleksander II.

 

W związku z wizytą postanowiono wybudować tory kolejowe z Bielska Podlaskiego do Hajnówki. Cała akcja trwała niespełna dwa miesiące. Przy torach powstała centrala telefoniczna. Na terenie późniejszych zakładów drzewnych wzniesiono dworek myśliwski. Pociąg imperatora pojawił się 19 sierpnia 1984 r. Z Hajnówki wraz ze swym synem udał się powozem konnym do Białowieży.

 

Regularne kursy odbywały się zaledwie kilka tygodni i były związane z powrotami osób należących do dworu carskiego. Potem linia została zamknięta na cały rok. Jej przekazanie odbyło się dopiero w czerwcu 1985 r. Wybudowano wówczas drewniany budynek stacji kolejowej. Kilka lat później linię przedłużono do Białowieży, co umożliwiało carowi bezproblemowy dojazd do pałacu.

Partnerzy portalu:

Jak wyglądały niegdyś szpitale? To Muzeum przybliży historię.

Jak wyglądały niegdyś szpitale? To Muzeum przybliży historię.

To jedyne takie muzeum we wschodniej Polsce. Znajduje się w skrzydle białostockiego Pałacu Branickich. Ekspozycja niemal w całości poświęcona jest aptekarstwu. Odnajdziemy w nim wszelkie narzędzia służące do wytwarzania tabletek, meble apteczne i oczywiście same chemiczne specyfiki, sięgające nawet XVIII w. 

 

Przedmioty, które możemy podziwiać w Muzeum Historii Medycyny i Farmacji pozyskano z aptek, które działały na Podlasiu w latach 60-tych. Stanowią one depozyt. W obiekcie zapoznamy się ponadto z historią medycyny. Na własne oczy przekonamy się, jak wyglądał przed laty gabinet dentystyczny czy szpital polowy. Osoby wrażliwe mogą mieć mały problem. Eksponaty są pamiątkami rodzinnymi, lecz część z nich pochodzi z miejscowych szpitali.

 

Muzeum powstało w 2011 r. Mimo stałego rozwoju, wielu Białostoczan nie wie o jego istnieniu. Czas to zmienić. Na miejscu możemy zaopatrzyć się w ciekawe gadżety.

Partnerzy portalu:

Muzeum kultywuje rodzinne tradycje

Muzeum kultywuje rodzinne tradycje

Muzeum Kowalstwa i Ślusarstwa w Hajnówce powstało w 2003 r. Bazę stanowiła rodzinna kuźnia założona jeszcze przed II Wojną Światową. Zbiory liczą blisko 600 eksponatów. Odnajdziemy tam wyroby kowalstwa artystycznego, modele pieców, wszelkie urządzenia do wyrobu żelaza i inne tradycyjne narzędzia. Większość zbiorów stanowi darowiznę dziadków i pradziadków, lecz niektóre wypożyczono z innych placówek.

 

Muzeum ze względu na swoją korzystną lokalizację jest często odwiedzanie przez turystów. Eksponaty udostępnia się zarówno osobom indywidualnym, jak i grupom zorganizowanym, głównie wycieczkom szkolnym. Na terenie placówki organizowane są ponadto warsztaty, festyny czy też lekcje historii. Działalność muzeum to doskonały przykład kultywowania tradycji rodzinnych. Opiekę nad obiektem sprawuje Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie.

Partnerzy portalu:

Biskup ocalił świątynię przed hitlerowcami

Biskup ocalił świątynię przed hitlerowcami

Najcenniejszym zabytkiem w Łomży jest bez wątpienia katedra św. Michała Archanioła i Jana Chrzciciela. Powstała ona na początku XVI w. dzięki staraniom księżniczki Anny Mazowieckiej i jej synów. Stanowi najstarszy obiekt w tej części Polski i nigdy nie została poważnie uszkodzona, choć było bardzo blisko tragedii.

 

Gdy Niemcy wycofywali się z miasta mieli zamiar wysadzić katedrę w powietrze. Twierdzili bowiem, że wysokość budynku może pomóc radzieckiej artylerii przy ustalaniu punktu odniesienia. Biskup Stanisław Łukomski prosił niemieckich oficerów, aby Ci wyburzyli wyłącznie dach i wieżę.  Ci jednak nie mieli zamiaru zmieniać decyzji. Duchowny po krótkiej wizycie w świątyni wrócił do żołnierzy z dwoma różańcami. Powiedział im, że jeśli je przyjmą, wrócą do swych domów w szczęściu i zdrowiu. Oficerowie okazali się katolikami. Wzięli różańce i porzucili plany zniszczenia katedry.

Partnerzy portalu:

W kawiarenkach kwitł nielegalny biznes.

W kawiarenkach kwitł nielegalny biznes.

W przedwojennym Białymstoku, zarówno w centrum, jak i obrzeżach,  istniały kawiarenki, które cieszyły się złą sławą. Pełniły one również rolę bazarków. Pełne były typów spod ciemnej gwiazdy. Istny raj dla złodziei i krętaczy. Każdy klient musiał mieć się na baczności. Handlowano tam wszystkim, nawet zdartymi butami. Niektórzy walczyli o przetrwanie, chcąc zarobić na chleb. Inni obracali wysokimi kwotami.

 

Dużą atrakcją kawiarenek były kelnerki, które pełniły również grzeszne usługi. Swymi wdziękami kusiły zarówno złodziejaszków, jak i porządnych mężczyzn. Dziewczyny nie miały innego wyboru. Jeśli nie były zbyt miłe dla klienta, wylatywały na bruk.  Nieraz dochodziło do sądowych rozpraw. Kobiety skarżyły się na wyzysk, ujawniając przy tym podejrzane interesy właścicieli lokalu. Najczęściej chodziło o nielegalny alkohol. Władze miasta były świadome problemu. Dlatego też wprowadzono nawet badania lekarskie o przymusowym charakterze.

Partnerzy portalu:

Kamień okazał się skarbem. Ruszyły wykopaliska.

Kamień okazał się skarbem. Ruszyły wykopaliska.

Suraż to jedno z najstarszych polskich miast. Przejeżdżając przez nie warto odwiedzić nietypowe muzeum.  Mieści się one w specjalnie zaadaptowanym budynku gospodarczym. Powstało tylko i wyłącznie z pokoleniowej pasji.

 

Wszystko zaczęło się od prac rolniczych jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej. Ojciec obecnego właściciela muzeum znalazł na polu kamień z otworem. Okazał się on być neolitycznym toporkiem. Znalezisko wywołało niemałą sensację. Rozpoczęły się wykopaliska. Pracami kierował dyrektor grodzieńskiego muzeum. Dlatego też większość odnalezionych przedmiotów wywieziono na Litwę. Część jednak została w Surażu. Tematyka archeologiczna zaciekawiła znalazcę. Pasją, zaraził, jak się okazało później, swego syna.

 

W 1962 r. odbyła się pierwsza wystawa. W połowie lat 80-tych przekształciła się ona w prywatne muzeum. Średniowieczne i jeszcze starsze przedmioty wzbudzają cały czas duże zainteresowanie. Częstymi gośćmi w muzeum są pracownicy białostockiego uniwersytetu.

Partnerzy portalu:

Walczą w zupełnej ciszy. Poznaj tajemnice batalionów.

Walczą w zupełnej ciszy. Poznaj tajemnice batalionów.

W Polsce spotkamy ich zaledwie 200 par. Większość oczywiście na Podlasiu, a dokładnie w dolinie rzeki Biebrza. Dlatego też wylądowały na…herbie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Bataliony, nazywane dawniej bojownikami najczęściej można spotkać w czasie przelotu.

 

Nazwę te tajemnicze ptaki zawdzięczają swoim męskim przedstawicielom. W okresie godów dochodzi do licznych starć i bójek. Trwać mogą one nawet cały dzień. Warto dodać, że w trakcie trwania okresu zalotów, każdy samiec przybiera inną barwę piór. Nie ma problemu więc z odróżnieniem poszczególnych osobników. Walkom nie towarzyszą żadne odgłosy. Ptaki po prostu puszą się i podskakują. To wszystko w absolutnej ciszy.

 

Bataliony są świetnymi lotnikami. Pokonują nawet do 15 tys. km. Tyle ich dzieli bowiem od zimowisk do gniazd. Jeszcze w latach 80-tych dosyć łatwo było go spotkać. Obecnie znajduje się pod ścisłą ochroną gatunkową. Duży ubytek populacji nastąpił w wyniku zakładów myśliwych. Obstawiali oni, kto odstrzeli dwa idealnie ubarwione koguty.

Partnerzy portalu:

Szeptuchy z Podlasia. Wiedźmy czy uzdrowicielki?

Szeptuchy z Podlasia. Wiedźmy czy uzdrowicielki?

Szeptuchy, zamawiaczki, czy też wiedźmy. Każdy nazywa je inaczej. Najczęściej mieszkają w małych wsiach w skromnych warunkach. Zazwyczaj kojarzą się nam z pomarszczonymi kobietami, które opanowały kilka zaklęć. Czas poznać tajemnice znachorek z Podlasia, gdzie magiczna profesja ma wielowiekową tradycję.

Szeptuchy – kobiety o wielkiej mocy

Na lekcjach religii uczono nas, że tylko osoby z szatańską mocą, mogą uzdrawiać innych. Wszystko ma działać na zasadzie ”coś za coś”. Wyleczenie z choroby jednego, przenosi ją na drugiego. Tyle mówi kościół. Jak jest w rzeczywistości tego nie wie nikt. Pewne jest to, że szeptuchy odmawiają liczne modlitwy. Czy diabeł miałby na tyle odwagi by wypowiadać imię swego odwiecznego rywala? Wszystko działa na zasadzie instynktu. Niektórzy są przekonani, że lekarz nie zdoła im pomóc. Ogarnia ich desperacja. Gdy medycyna konwencjonalna zawodzi, wizyta u szeptuchy może okazać się ostatnią deską ratunku. No właśnie – może, ale nie musi. Zdarzają się bowiem przypadki, że nawet sama znachorka radzi udać się do lekarza.

Czy szeptuchy pomogą każdemu?

Moc z reguły dziedziczy się od kogoś z rodziny. Nie każdy jednak jest godny daru. Trzeba posiadać odpowiednie uwarunkowania duchowe, przede wszystkim duży poziom empatii. Energię szeptuchy przypisują boskiemu wstawiennictwu, pełnią rolę pośrednika. Każdy, kto chce zostać uleczony wpierw musi otworzyć drzwi na przyjęcie dawki niezwykłej łaski. Na posesjach szeptuch coraz to pojawiają się samochody potencjalnych klientów. Każdy mieszkaniec wsi bez trudu wskaże drogę do poszukiwanego domostwa. Nie każdy jednak może być przyjęty. Kobiety wyczuwają kto jest godny pomocy. Spoglądają więc prosto w duszę i serce człowieka. Swoich usług nie wyceniają zbyt wysoko. Zwykle biorą ” co łaska”. Dlatego też mimo wielu klientów żyją w skromnych warunkach. Warto dodać, że szeptucha nie musi być też wcale w sędziwym wieku. To mit!

Jak wygląda uzdrowienie?

Do szeptuchy przyjeżdżają klienci z różnymi schorzeniami. Osoba, która pragnie zostać wyleczona, musi być wpierw oczyszczona ze złej energii. Wielkie spustoszenie sieją uroki. Nie trzeba być wielkim czarownikiem aby kogoś przeklnąć. Niektórzy nawet nieświadomie mogą doprowadzić do czyjegoś nieszczęścia. Słowa i myśli mają bowiem wielką siłę. Uważa się, że wielu ludzi nie wie o tym, że wisi nad nimi klątwa. Jej zdejmowanie jest bardzo trudne i wymaga czasu.  Usuwanie zlej energii dla osoby przypatrującej się z boku może wydawać się czymś strasznym. Każdy z nas odznacza się inną wrażliwością. Niektórzy w czasie procesu oczyszczenia wpadają w trans. Trzęsie się cale ciało. Może przypominać to atak padaczki. Są też osoby, które przy odganianiu złych mocy nie reagują w żaden sposób. Przy uzdrawianiu często stosuje się owczą wełnę. Uważają, że dzięki odpowiednim formułkom posiada ona właściwość ”wyciągania choroby”. Należy ją po prostu przyłożyć do miejsca gdzie odczuwamy ból czy dyskomfort.

Odganianie chorób

Zamawiaczki potrafią również przenieść schorzenia z człowieka na ubrania. Wówczas należy mu urządzić symboliczny pogrzeb. Krzyż należy owinąć w ową tkaninę i zakopać go z cmentarnej ziemi. Większość chorób odgania się podobnym rytuałem. Szeptucha krąży wokół osoby z palącymi się ziołami. Wygłasza przy tym liczne znane sobie formułki i modlitwy. Bez trudu przygotuje dla nas też amulet chroniący przed złem. Nie będzie to jednak jakiś magiczny kamień czy biżuteria, a…świeczka. Każdy kolor świeczki przeznaczony jest na co innego. Szeptuchy chętnie się dzielą swoją wiedzą. Nie mają przed nikim tajemnic. Sami często dają spisane na karteczce zaklęcia i modlitwy. Skuteczność zamawiaczek jest niezwykle wysoka. Pomogły one w wielu przypadkach, które zostały potem udokumentowane medycznie. Jak same przyznają, najważniejsza jest wiara w uzdrowienie.

Partnerzy portalu:

Co ma wspólnego królowa Bona ze świnią?

Co ma wspólnego królowa Bona ze świnią?

Z dawnym grodziskiem pod Łomżą wiąże się legenda o patronce jednego ze wzgórz – Królowej Bonie. Miała ona straszyć mieszkańców, ukazując się po śmierci. Według jednej z wersji zamek zapadł się pod ziemię wraz z ogromnym skarbem. W ten sposób z dóbr nie mógł skorzystać syn królowej, który popełnił mezalians, żeniąc się z biedną sierotą. Kosztowności do dnia dzisiejszego ponoć strzegą duchy.

Klątwa mogłaby się skończyć dzięki mszy, na którą przyszłaby procesja z łomżyńskiej fary. Nikt z procesji jednak nie może wrócić do miasta po naczynia do nabożeństwa. Jeden z takich pochodowych skończył się fiaskiem z powodu niespodziewanego pojawienia się świni wystrojonej w ornat. Mszę na wzgórzu św. Wawrzyńca odprawia się również współcześnie, lecz do tej pory nie odnaleziono skarbów.

Partnerzy portalu:

Krusz, Ewo, krusz! Kochankowie zostali wystawieni na próbę

Krusz, Ewo, krusz! Kochankowie zostali wystawieni na próbę

Kobylin – Kruszewo to niewielka miejscowość w powiecie wysokomazowieckim. Jej nazwa związana jest z historią, która mogłaby z łatwością stać się scenariuszem melodramatu.

 

Młodego dziedzica Kobylińskiego i Ewę, córkę gospodarza połączyło przed laty silne uczucie. Jej ojciec jednak był całkowicie przeciwny związkowi, o małżeństwie nie wspominając. Wystawił córkę na próbę. Swojej miłości miała dowieść, krusząc wielki głaz za pomocą małego kamyczka. Inaczej para musiała pożegnać się na zawsze. Powodzenie misji wydawało się niemożliwe. Ewa jednak starała się ze wszystkich sił.

 

Najpierw musiała owy głaz odnaleźć. Ponoć przeszła 3 km według wskazówek ojca. Codziennie towarzyszył jej ukochany. Do ucha szeptał jej: ”Krusz, Ewo krusz”. Tak było przez 8 dni. Tyle bowiem czasu dostała na zniszczenie głazu. Niestety nie udało się. Para została więc rozdzielona. Młody mężczyzna z rozpaczy utopił się w rzece, nie mogąc żyć bez Ewy. Na wieść o tym, dziewczyna również nie wytrzymała, dzieląc los chłopaka. Na pamiątkę wielkiej miłości, ojciec młodego szlachcica założył osadę Kobylin. Do nazwy dodano ”Kruszewo”, gdyż właśnie te słowa wypowiadał swej ukochanej.

Partnerzy portalu:

W Ciechanowcu uczniowie pobili rekord świata

W Ciechanowcu uczniowie pobili rekord świata

Rekordy świata można bić w różnych dziedzinach, nawet tych najbardziej absurdalnych, jak np. rzut karłem. Na całkowicie odmienny pomysł wpadli 10 lat temu pracownicy szkoły w Ciechanowcu. 11 maturzystów wraz z nauczycielem postanowili odbyć lekcję fizyki trwającą przez…5o godzin. Udało się! Lekcja rozpoczęta 29 kwietnia o godzinie 10.00, zakończyła się 1 maja o godzinie 12.00.

 

W ciągu dwóch dni powtórzono materiał z trzech lat. Zmagania śmiałków były oczywiście rejestrowane przez kamery. Wszystkie świadectwa wysiłku przekazano na taśmach do Londynu. Uczniów wspomagali pielęgniarki, pracownicy stołówki i rzecz jasna całe grono pedagogiczne. Brak snu i zmęczenie nie poszło na marne.

Partnerzy portalu:

Dmuchają w trąby dla zbawiciela

Dmuchają w trąby dla zbawiciela

To jedyny w swoim rodzaju event w Europie. Już niemal 40 lat podtrzymuje dawną tradycję. Konkurs Gry na Instrumentach pasterskich sprowadza do Ciechanowca muzyków z kraju i zza granicy. Głównym wykorzystywany instrument stanowiła ligawka. Na Podlasiu stanowi ona symbol Archanioła, który miał zwiastować przyjście zbawiciela. Dlatego też konkurs odbywa się w adwent.

 

Początki były dosyć skromne. W pierwszej edycji zorganizowanej w 1975 r.  brali udział tylko mieszkańcy okolicznych wsi. Musiało minąć kilka lat, aby wydarzenia zyskało wyższą rangę. Dobrym pomysłem było stworzenie kategorii dla dzieci. Impreza zaczęła przyciągać kurpie a także polskich górali. W połowie lat 90-tych. impreza przybrała już międzynarodowy charakter, goszcząc zawodników nawet z Meksyku czy Australii. Obecnie można grać na wielu instrumentach. Miejsce imprezy nie zmienia się od początku. Jest nim Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu.

 

Źródło zdjęcia: YouTube

 

 

Partnerzy portalu:

Skandal w pałacu Branickich. Casanova uwiódł hetmanową.

Skandal w pałacu Branickich. Casanova uwiódł hetmanową.

Izabela Branicka, siostra króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz żona hetmana Branickiego nie mogła mu się oprzeć. Andrzej Makronowski, starosta ciechanowski przyjechał za nią już w 1748 r. Nazywany ”pięknym Jędrusiem” był obiektem pożądania wielu kobiet. Ponoć miał romans z małżonką jednego z Radziwiłów. Serce polskiego Casanovy należało jednak do Izabeli. Początkowo miał tylko pomóc kobiecie odnaleźć się w nowym towarzystwie. Z biegiem czasu narodziło się uczucie.

Małżeństwo z hetmanem J.K. Branickim miało charakter polityczny. Ona miała 18 lat. On ponad 60. Choć pozornie było udane, Izabele nie mogła liczyć na wsparcie. Sam hetman miał wiele kochanek, więc nie przeszkadzało mu, że i Izabela zrobiła ”skok w bok”. W sumie sam bardzo lubił Makronowskiego, traktując go jako dobrego towarzysza zakrapianych wieczorów.

Gdy hetman zmarł, Izabela wzięła potajemny ślub z ukochanym. Dlaczego potajemny? Oficjalne małżeństwo spowodowałoby utratę tytułów. Przez 13 lat żyli ze sobą w szczęściu. Kres miłości przyniosła śmierć ”pięknego Jędrusia”. Izabela nie szukała nowych adoratorów, dożywając starości w samotności.

Partnerzy portalu:

Czekając na pociąg odwiedzimy muzeum

Czekając na pociąg odwiedzimy muzeum

Od trzech lata w Czyżewie w powiecie wysokomazowieckim działa nietypowe muzeum. Nietypowe, gdyż mieści się w…dworcu. Większość eksponatów to podarunki mieszkańców miasta. Należą do nich dokumenty, fotografie i wszelkie inne przedmioty o wartości historycznej dla miejscowości.

 

Podróżni mogą zwiedzać wystawę czekając na pociąg. W salach możemy poznać dzieje Kolei Warszawsko – Petersburskiej. Odnajdziemy tam carską salonkę upamiętniającą wizytę imperatora, jak i chatę syberyjskich zesłańców. Trzeba przyznać, że to ciekawy kontrast. 

 

Właśnie przed owym muzeum postawiono pomnik upamiętniający rodziny wywiezione w głąb Rosji. Ma on postać wagonu. Obiekt został sprowadzony z Sochaczewa a następnie gruntownie odremontowany. W jego środku wydzielono dwa pomieszczenia. Przy wejściu usłyszymy dźwięk odjeżdżającego składu. Duże wrażenie robią manekiny, które symbolizują zesłańców. Muzeum Ziemie Czyżewskiej powstało dzięki wsparciu Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu.

Partnerzy portalu:

Natura bije rekordy przy wiatraku

Natura bije rekordy przy wiatraku

Wiele osób nadal uważa, że na Podlasiu można spotkać białe niedźwiedzie. Być może obawa przed spotkaniem z misiem odstrasza od odwiedzenia wschodniej części kraju. Jedno jest pewne. Zimą owe zwierzęta naprawdę miałyby niezłe warunki do egzystencji.

 

Suwalszczyzna od lat nazywana jest polskim biegunem zimna. Taki status otrzymują miejsca położone na nizinach  o najniższej temperaturze na przestrzeni lat. Na czele mroźnego peletonu jest wieś Wiżajny, oddalona ok. 30 km od Suwałk. Tuż przed nią mieści się wzgórze, na której zainstalowano wiatrową turbinę. To właśnie obok wiatraka bite są rekordy zimna. Podczas fali mrozów temperatura łatwo przekracza – 30 stopni. Najgorzej było 12 stycznia 1950 r. Słupki rtęci powędrowały w okolice -35,5. Brrr! Z lodowatego wzgórza rozciągają się krajobrazy na Suwalski Park Krajobrazowy. 

Partnerzy portalu:

Władca sprowadził zarazę na Podlasie

Władca sprowadził zarazę na Podlasie

Dworek w Knyszynie zapewniał władcy dużą dawkę spokoju od spraw publicznych, które to załatwiać musiał głównie w Wilnie lub Krakowie. Według wyliczeń historyków spędził w Knyszynie w sumie blisko 500 dni. Główną jego rozrywką były polowania w pobliskiej Puszczy. Cieszyła go również stadnina koni. Często również odwiedzał niedaleki zamek w Tykocinie. Prawdziwą pasją Z. Augusta były jednak kobiety.

 

Niestety król podupadł na zdrowiu. Wiosną 1572 r. stan zdrowia króla gwałtownie się pogorszył. Z powodu krwotoku i bolesnego wyjścia kamieni z pęcherza Zygmunt August bardzo osłabł. Po przejściowej poprawie w kwietniu, w maju nastąpił krwotok, prawdopodobnie efekt daleko posuniętej gruźlicy. Gdy na przyjęciu zorganizowanym w 1572 r. monarcha niespodziewanie osłabł, od razu nakazał zawieźć się do Knyszyna. Tam planował nabrać sił. Wtedy też na Mazowszu panowała zaraza. Król razem z dworzanami wyjechał „leczyć się” na Podlasie. 

 

Najpierw jednak odwiedził Tykocin. Na miejscu Z. August nakazał również wyprowadzić się zakonowi bernardynów do nowej siedziby. Nie zapomniał również o swej jednej z kochanek. W niedalekiej Wiźnie nadał szlachectwo Barbarze Giżance. Okazało się, że podróż na Podlasie nie wiele pomogła królowi. Niestety jego świta na Podlasie przywiozła także zarazę. Za murami grodu zarażonych zostało kilkaset osób. Zaś w Knyszynie życie króla Zygmunta Augusta dobiegło końca. Ciało władcy przewieziono na zamek w Tykocinie, a następnie na Wawel.

 

 

Partnerzy portalu: