Bolek i Lolek zawitali na Podlasie

Bolek i Lolek zawitali na Podlasie

Właśnie ukazała się bogato ilustrowana książka ”Bolek i Lolek zwiedzają Polskę”. Jej autorkami są Zuzanna Kiełbasińska i Anna Nowacka. Kultowi bohaterowie latającym dywanem przemierzają wzdłuż i wszerz kraj w poszukiwaniu zaginionego smoka wawelskiego.

 

Na Podlasiu oczywiście również nie mogło ich zabraknąć. Odwiedzili Puszczę Białowieską, Tatarów w Kruszynianach i Świętą Górę na Grabarce. Z pewnością na naszych terenach przeżyli niezapomniane przygody. Nie może być przecież inaczej. Doskonała pozycja czytelnicza nie tylko dla najmłodszych. Na majówkę, jak znalazł.

Partnerzy portalu:

Majówka 2017. Wycieczki po Puszczy trwają nawet 7 godzin.

Majówka 2017. Wycieczki po Puszczy trwają nawet 7 godzin.

Może nie rozwijają zawrotnej prędkości, ale mają duszę. Kolej drezynowa w Puszczy Białowieskiej została uruchomiona w 2006 r. dzięki grupie pasjonatów. Po kilku latach uzyskali oni zgodę na organizację przejazdów turystycznych. Pojazdy napędzane siłą ludzkich mięśni przewożą wszystkich spragnionych wrażeń w głąb lasu. Przy odrobinie szczęścia spotkamy dzikie zwierzę. 

 

To zdecydowanie idealna propozycja na majówkę dla fanów przyrody. Najkrótsza trasa liczy 4, a najdłuższa 36 km. Przejazd tą drugą opcją w obie strony zajmuje ponad 7 godzin, więc potrzebna jest odrobina wytrwałości. Zwiedzimy chociażby owiane tajemnicą słynne miejsce mocy w Hajnówce. Największa drezyna pomieści do dwunastu osób. Rozwija prędkość 20 km/h, przez co wiatr nie popsuje nam fryzury. Radzimy wziąć koniecznie aparaty fotograficzne.

Partnerzy portalu:

Wielki odkrycie małego skarbu. Muzeum zyskało cenny eksponat.

Wielki odkrycie małego skarbu. Muzeum zyskało cenny eksponat.

Jednym z najcenniejszych zbiorów Muzeum Północno-Mazowieckiego w siedzibą Łomży jest moneta pochodzą z okresu Cesarstwa Rzymskiego. Małe rzecz, a cieszy! Okaz, jak to zwykle bywa, został znaleziony przypadkiem. 

Jak nie trudno się domyśleć, skarb spoczywał w ziemi, aż pewnego razu jego spokój zakłócił rolnik, wykonujący prace orne. Na szczęście trafiło na uczciwego znalazcę. Monetę przekazał specjalistom, którzy niemal od razu przystąpili do badań. Srebrny pieniądz było trzeba ”prześwietlić” z każdej strony. Zadanie mieli ułatwione. Moneta zachowała się w dobrym stanie. Wybito ją za czasów panowania cesarza Lucjusza Werusa. Poważniejsze zabiegi konserwatorskie nie były konieczne.

Łomżyńska ziemia pełna jest jeszcze nieodkrytych skarbów. Przez miasto przebiegał niegdyś istotny szlak handlowy, stąd też pozostałości po transakcjach. Rzymianie na owe tereny zapuszczali się głównie po bursztyn i miód.

Partnerzy portalu:

Żyją w mieście obok siebie. Poprzez zabawę młodzież poznaje inne kultury.

Żyją w mieście obok siebie. Poprzez zabawę młodzież poznaje inne kultury.

Na jednej scenie spotkali się znów Polacy, Białorusini, Litwini i Tatarzy. Wszystko to w ramach 10. Festiwalu Kultur organizowanym w gmachu Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku. W jubileuszowej edycji wzięło udział łącznie kilkanaście zespołów z naszego regionu. Impreza skierowana jest głównie do młodzieży w wieku szkolnym. Swoje programy prezentują więc zarówno uczniowie szkół podstawowych, jak i licealiści. 

 

Wszyscy uczestnicy mają szansę na zapoznanie się z innymi kulturami. Obcując z nimi od najmłodszych lat uczymy się choćby tolerancji. Do głębszego poznania kulturowych smaczków służą specjalne stoiska. Z bliska można obejrzeć narodowe stroje, jak i spróbować tradycyjnych potraw. Podlasie to jedyny region Polski z takim zróżnicowaniem etnicznym. Największą mniejszość stanowią Białorusini. 

Partnerzy portalu:

Majówka 2017. Na Podlasiu bawimy się bez granic

Majówka 2017. Na Podlasiu bawimy się bez granic

Zdecydowanie najczęściej obieranym kierunkiem na podlaską majówkę są miejscowości położone przy Kanale Augustowskim.  Już 29 kwietnia rusza ”Piknik bez granic” organizowany przez Urząd Wojewódzki. Jako, że impreza zbiega się z rozpoczęciem sezonu bezwizowego, na przejściu Rudawka – Lesnaja, po polskiej i białoruskiej granicy na pewno nie zabraknie atrakcji. Wydarzenie promuje więc Kanał w kontekście międzynarodowym.

 

W ramach święta białoruskiej kuchni przy śluzie Dąbrówka, odbędzie się chociażby konkurs na największy placek ziemniaczany. Miłośnicy rywalizacji mogą stanąć do konkurencji w jedzeniu ich na czas. Tak więc z majówki nikt głodny nie wróci.

 

Na samym Kanale Augustowskim z kolei odbędą się zawody w turystycznym wieloboju rowerowym. Będziemy mogli podziwiać najlepszych zawodników regionu, w takich konkurencjach jak jazda figurowa czy trial. Jeśli spoglądanie na wysiłek fizyczny w czasie majówki to dla nas zbyt wiele, są oczywiście inne propozycje. Można pełnić rolę obserwatora, choćby na festiwalu tańców ludowych ,,Rozkwit w stylu etno”. Imprezie przyświeca głównie rozwój kultury tanecznej.

 

Należy pamiętać, że aby przekroczyć granicę z Białorusią, należy zabrać ze sobą ważny paszport. Usługi turystyczne należy wykupić zaś co najmniej dwa dni wcześniej.

Partnerzy portalu:

Historie z miejskim szaletem w tle. Nie raz dochodziło do skandali.

Historie z miejskim szaletem w tle. Nie raz dochodziło do skandali.

Pierwszy szalet w Białymstoku powstał w latach 2o. ubiegłego wieku. Znajdował się on na terenie obecnego parku księcia Poniatowskiego przy teatrze. Nie była to zbyt wyszukana technologicznie konstrukcja. Ot po prostu zwykłe dziury w ziemi. Na szczęście panie i panowie mieli oddzielne jamy. O intymności można było zapomnieć. Drewniane parawany nic nie dawały. Istny raj dla podglądaczy…

 

Tak się dzieje zwłaszcza w okresie letnim, kiedy to spożywamy więcej ilości płynów. Tak też było w wakacje 1926 r. Pewien mężczyzna, niesiony zapewne hormonami, wdrapał się na szczyt konstrukcji szaletu i stamtąd obserwował sytuację. Liczni spacerowicze nie kryli swego oburzenia. Wielu z nich za pewne wpadło w szok. Mimo krzyków, podglądacz nie chciał szybko przerwać swego niecnego zachowania. W końcu jednak musiał kiedyś zejść. Gdy powrócił na ziemię stwierdził, że jest fachowcem,  którego marzeniem jest instalacja oświetlenia w szalecie. Musiał więc wpierw dokładnie zbadać miejsce.

 

Kobiety zamiast szaletu wolały coraz częściej udawać się w inne miejsca. Wybierano zarówno te ustronne, jak i nieco mniej. Nie obyło się bez skandali obyczajowych. Pewna pani postanowiła zaspokoić potrzebę przy synagodze znajdującej się na ulicy…Żydowskiej. Po rozeznaniu się w sytuacji przystąpiła do swych czynności. Wokół nikogo bowiem nie było. Nie spodziewała się, że ze świątyni za chwilę wyjdą wierni. Kobieta najadła się wstydu. Modlitewnicy raczej też nie mogli być zachwyceni.

 

Inna historia ze świątynią w tle rozgrywała się każdego dnia w cerkwi na Placu Wyzwolenia. Jako, że jej budowa stanęła miejsca, pełniła funkcję szaletu nie tylko dla dzieci. Profanacji starano się zapobiegać. Potrzeby fizjologiczne okazywały się jednak silniejsze niż drut kolczasty, którym to ogrodzono teren świątyni.

 

Sprawy z uryną w Białymstoku trafiały nawet na sądową wokandę. Przed II Wojną Światową rodzina żydowskich kupców stała się pośmiewiskiem okolicy. Ojciec z synem i ich żony mieszkali razem pod jednym dachem. Niestety między paniami wybuchł ostry konflikt. Jako, że każdy mężczyzna stara się pomagać ukochanej, nestor rodziny przygotował misterny plan. Niby na zgodę przygotował dla synowej śniadanie. Do herbaty dodał jednak coś od siebie i to dosłownie. Wściekła kobieta przysięgła zabić jego jego żonę. Groźbę słyszała cała okolica. Nestor rodziny za te słowa, pozwał synową do sądu. Ona odpłaciła mu się tym samym. W końcu nie co dzień dostaje się śniadanie z moczem.

Partnerzy portalu:

Smok narodził się w Zambrowie. Rósł 4 lata.

Smok narodził się w Zambrowie. Rósł 4 lata.

Ile może trwać tworzenie rzeźby smoka? Mieszkańcowi Zambrowa zajęło to 4 lata. Monstrum powstało ze stali, a rozpiętość jego skrzydeł dochodzi do 4 metrów. Dzięki wysokości 2 m wzbudza nie lada respekt. Po prostu wow!

 

Mikołaj Tymiński spełnił swoje dziecięce marzenie. Już w wieku ośmiu lat stworzył pierwszy projekt ”Smoczysława”. Był to plastelinowy dinozaur o wielkości 17 cm. Do dziś trzyma go w pokoju jako pamiątkę z podstawówki. Z roku na rok ambicje jednak rosły. Musiało minąć 20 wiosen, aż mężczyzna odnalazł odpowiedni materiał.

 

Prace zostały przeprowadzone w garażu znajomego. Przy wsparciu rodziny i przyjaciół smok systematycznie rósł. Po ukończeniu dzieła ”Smoczysław” trafił na aukcję internetową. Zainteresowanie dziełem przekroczyło najśmielsze oczekiwania. Chętnych na posiadanie smoka nie odstraszyła cena – 35 tys.

Partnerzy portalu:

Nikt nie chce kupić umierającego obiektu

Nikt nie chce kupić umierającego obiektu

Za każdymi ruinami kryje się historia. Nie inaczej jest z pozostałościami po żydowskiej mykwie w miejscowości Boćki nieopodal Siemiatycz. Patrząc na nie, z pewnością wpadniemy w długą zadumę.

 

O boćkowskiej mykwie nie wiele wiadomo. Nie zachowały się bowiem żadne dokumenty na jej temat. Zbudowany z kamienia polnego budynek pokryty był w całości czerwoną dachówką. Wyglądał niezwykle okazale. Po zakończeniu działań wojennych mieściła się tam kuźnia. Następnie popadł w zapomnienie. Z nieznanych przyczyn dach po prostu zniknął. Teraz mykwa bardziej straszy niż przyciąga. W chwili obecnej plac z budynkiem należy do prywatnego właściciela. Próbował on sprzedać teren, ale chętnych brakowało.

 

Warto na koniec wytłumaczyć czym w ogóle jest owa mykwa. Najprościej mówiąc określa się nią zbiornik z bieżąca wodą służący do rytualnego obmycia ciała oraz naczyń liturgicznych. W późniejszym okresie mykwą nazywano łaźnie.

Partnerzy portalu:

Białystok upamiętni zmarłych. Na Rynku Siennym stanie pomnik.

Białystok upamiętni zmarłych. Na Rynku Siennym stanie pomnik.

W Białymstoku pojawi się nowe miejsce pamięci. Na Rynku Siennym, gdzie przed laty istniał cmentarz ewangelicki, powstanie nietypowa instalacja. Będzie to swego rodzaju artystyczna kaplica. Cztery prostokątne bryły z płaskorzeźbami mają przypominać mieszkańcom o byłej nekropolii.

 

Pod instalacją znajdzie się krypta ze szczątkami ekshumowanych pochówków. Na środku placu przecinać się będą dwie główne alejki układające się w znak krzyża. Autorem cyklu płaskorzeźb i koncepcji zaaranżowania placu przy Rynku Siennym jest znany artysta, Jarosław Perszko.

 

Na Rynku Siennym nie zabraknie też zieleni. Mają być posadzone liczny rośliny umilające czas spacerowiczom, którzy będą mogli odpocząć na licznych ławeczkach. Rozpoczęcie prac stało się możliwe dzięki zmianom w planach zagospodarowania przestrzennego. 

 

Cmentarz ewangelicki na terenie obecnego Rynku Siennego powstał na początku XVII. Działał przez blisko dwieście lat. Władze miasta nie potrafiły przez długi czas zdecydować o przyszłości nekropolii. Dopiero gdy lokalni producenci wyszli z inicjatywą przywrócenia tam handlu, ratusz postanowił działać. Wszystko ku zadowoleniu historyków i obrońców kultury dziedzictwa kulturowego.

 

Sam cmentarz skrywa swoje tajemnice. Wiele grobów kładziono warstwowo, więc nie sposób określić ich dokładnej liczby. Wstępne szacunki wskazują, że spoczywają tam szczątki nawet kilku tysięcy ewangelików – dawnych mieszkańców Białegostoku.

Źródło zdjęcia: http://www.bialystok.pl/

Partnerzy portalu:

Zazdrosny generał zastrzelił żonę i jej kochanka

Zazdrosny generał zastrzelił żonę i jej kochanka

Okres międzywojenny. 70-letni, generał Stanisław Stelnicki powrócił po latach bitew do Białegostoku. Z Rosji przywiózł ze sobą młodą żonę, która mogłaby być jego córką. Marię, gdyż tak miała na imię, poznał na pruskim froncie, gdzie była sanitariuszką. 

Jako, że z racji sędziwego gen. Stelnicki nie mógł już prowadzić czynnej służby, musiał zadowolić się praca intendenta w szpitalu. W tej samej placówce obowiązki wykonywała jego żona. Minął rok zanim Maria zaczęła odczuwać zmęczenie rutyną. Zapragnęła więc poszerzyć krąg znajomych. Do domku na ul. Warszawskiej przychodzili głównie rosyjscy uchodźcy. Jednym z nich był Mikołaj Akimow, który szybko znalazł się w łaskach generała.

Bliższa znajomość z weteranem to był tylko pretekst aby częściej widywać Marię. Jako, że Mikołaj był gościem niemal codziennie, przyjaźń szybko zmieniła się w coś głębszego. Romans starali się ukryć jak najlepiej się dało. Konspiracja na nic się jednak zdała. W nowy rok doszło do makabrycznych zdarzeń. Generał Stelnicki wiedząc, że stracił ukochaną porwał się do szalonego czynu.

Po krótkiej rozprawie na temat uwodzenia żon, dwukrotnie postrzelił M. Akimowa, który wcześniej przyszedł złożyć mu życzenia. Padły dwa strzały prosto w serce. Generał nie oszczędził również Marii. W końcu sam odebrał sobie życie. Położył się na łóżku i wycelował we własną skroń. W pożegnalnym liście widniało tylko jedno zdanie:”wszystkie pozostałe rzeczy przeznaczam na pogrzeb mój i żony”.

Partnerzy portalu:

Tornado przeszło przez Białystok. Samochody fruwały w powietrzu.

Tornado przeszło przez Białystok. Samochody fruwały w powietrzu.

Kataklizmy odwiedzają nasz kraj coraz częściej. Dynamiczne zmiany pogody, zwłaszcza w okresie letnim to obecnie norma. Media obiegają informacje o kolejnych lokalnych nawałnicach, które powodują liczne straty. To jednych z najbardziej niszczycielskich żywiołów należy trąba powietrzna. Jedna z nich z wielką siłą przeszła przez Białystok. Choć wydarzenia te miały miejsce w latach 80. z pewnością do dziś utkwiły w pamięci świadków.

Tornado uderzyło w Białystok 16 czerwca 1987 r. Pojawiło się nagle, jakby znikąd. Tego dnia nie przewidywano nawet małych opadów deszczu. W ciągu kilku minut przemierzyło obszar pięciu kilometrów. Ciemny lej niszczył wszystko na swej drodze. W powietrzu latały nie tylko działkowe altany, ale i całe dachy domostw, a nawet samochodowy ciężarowe. Wielotonowe auta stanowiły dla trąby małe zabawki, drzewa zaś były kruchymi zapałkami. Załoga samolotu ruszającego z Krywlan minęła się z lejem o włos. Inny nie mieli takiego szczęścia. Żywioł uniósł chociażby budkę z portierem w środku. Rodziny traciły cały dobytek w mgnieniu oka. 

Tornada na terenie miast to zjawisko niezwykle rzadkie. Mimo wielu lat badań nadal stanowią zagadkę, dlatego nigdy do końca nie wiadomo, gdzie i kiedy się pojawią. 

Partnerzy portalu:

Miał być symbolem nowoczesności. Pierwszy wieżowiec szybko spowszedniał Białostoczanom.

Miał być symbolem nowoczesności. Pierwszy wieżowiec szybko spowszedniał Białostoczanom.

Był rok 1958. Wszyscy wstrzymali oddech. W końcu się udało. Budowa pierwszego w Białymstoku drapacza chmur została zakończona. Miasto zyskało nową wizytówkę – a przynajmniej tak chciano myśleć.  Stanęła ona w połowie białostockiej trasy WZ. Obecnie jest to skrzyżowanie ul. Sienkiewicza i al. Józefa Piłsudskiego. Budynek liczył w sumie dziewięć kondygnacji. Na poddaszu znajdowały się pralnie. Władze chciały aby budynek podziwiało jak najwięcej osób. Trasa z zachodu na wschód nie były jednak często uczęszczana. Widywano na niej głównie…furmanki.

 

Największą atrakcją wieżowca była pierwsza w powojennym Białymstoku winda. Wcześniej istniała ona jedynie w słynnym Hotelu Ritz. Aby się nią przejechać ludzie ustawiali się w kolejkach. Niektórzy nawet dorabiali sobie klucze, co raczej lokatorom nie mogło się podobać. Winda jednak nie działała od razu od dnia otwarcia wieżowca. Pierwsi mieszkańcy musieli sobie radzić bez niej. Regały byli zmuszeni nosić po schodach.

 

Nikt jednak nie narzekał. Wkrótce jednak na drugim piętrze zamieszkał konserwator, który uruchamiał windę na specjalne życzenie. On też jako jedyny w bloku miał telewizor. Stąd też kolejki na korytarzu w dniu transmisji pogrzebu J. Keneddy’ego. Mężczyzna wystawił odbiornik przed drzwi aby każdy zaspokoił swą ciekawość świata.

 

Z biegiem lat winda zaczęła się psuć. Co prawda istniał przycisk alarmowy, ale każdy był przekonany, że to tylko prowizorka. Dlatego też dzieci miały zakaz korzystania z dźwigu. Również młode matki z wózkiem wolały wnosić sprzęt po schodach, niż ryzykować utknięcie. Windę używano głównie do transportu opału. Zjeżdżała ona bowiem do piwnicy. Gdy się popsuła wiadro z węglem trzeba było nieść z powrotem na górę. Niektórzy bali się schodzić do ”podziemi” ze względu na szczury.

 

Na parterze znajdowała się część handlowa. Do historii przejdzie neonowy szyld z nazwą sklepu ”Mandarynka”. Amatorzy wina oczywiście najchętniej spożywali je na klatce schodowej. Dla nich też wkrótce ulokowano specjalne ławeczki. Jakaż wygoda! Jako że część sprzedawców mieszkała w wieżowcu, winda często z ich powodu nie była dostępna nawet na kilka godzin. Wykorzystywano bowiem ją do transportu skrzynek z towarem. 

 

Różowo-szara elewacja wieżowca szybko zbrzydła Białostoczanom. Po okresie zauroczenia przyszła obojętność. Obecnie pozostało tylko kilka osób, które mieszkają tam od początku powstania wieżowca. Nowi lokatorzy natomiast nie mają pojęcia, że ich nowe lokum ma taką bogatą historię. Wieżowiec już nie straszy przechodniów. Warto jednak na chwilę się przy nim zatrzymać i pomyśleć o dumie jaką niegdyś przynosił. 

 

Partnerzy portalu:

Zioła zastępują tabletki. Muzeum wydało książkę na ten temat.

Zioła zastępują tabletki. Muzeum wydało książkę na ten temat.

Jeśli macie problem ze zdrowiem, a farmaceutyki przepisane przez lekarze nie pomagają, warto skorzystać z dobrodziejstw natury. Zioła rozwiążą sprawę. Album o roślinach o właściwościach zdrowotnych wydawało właśnie Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. Patron obiektu stworzył pierwszy podręcznik botaniki. On też zasłynął z pionierskiego opisu komórkowej budowy roślin. Terminologia wypracowano przez ks. Kluka przetrwała do dnia dzisiejszego.

 

Album stanowi nawiązanie do ogrodu roślin leczniczych, który działa na terenie muzeum od lat 80. Tam też możemy zgłębić tajniki ziołolecznictwa. Książkę podzielono na kilka działów, dzięki którym łatwo odnajdziemy ziołowy specyfik na konkretną dolegliwość. Ból zębów, gorączka czy katar już nigdy nie będą nam dokuczać. Obok opisów odnajdziemy też liczne przepisy na syropy czy przetwory. Dowiemy się też, jakie dobroczynne rośliny znajdziemy w przydomowym ogrodzie. Przewodnik po ziołolecznictwie to doskonała propozycja dla tych, który medycyna tradycyjna zawiodła.

 

Partnerzy portalu:

W Białymstoku rodziny ścigały się wózkami dziecięcymi

W Białymstoku rodziny ścigały się wózkami dziecięcymi

Nietypowe zawody odbyły się w ostatnia sobotę w Białymstoku, ale i nie tylko. Impreza równoległe była rozgrywana w kilkunastu polskich miastach i za granicą. Międzynarodowe Wyścigi Wózków w chodzie, zgromadziły wielu amatorów niecodziennej rywalizacji. Zwycięzcą zostaje ten, który na dystansie stu kroków okaże się najszybszy. Dla bezpieczeństwa pociech wprowadzono oczywiście zakaz biegu.

 

Wiadomo, w dobie popularności filmów z serii ”Szybcy i wściekli” rodzice mogliby wpaść na różne pomysły. Rywalizowano w sumie w trzech kategoriach. Najpierw swoje możliwości pokazały mamy, potem ojcowie, a na końcu rodziny łączyli siły. Rozgrywki przeprowadzono w systemie pucharowym. Tak naprawdę wyniki nie były tego dnia czymś ważnym. Impreza ma promować aktywność ruchową na świeżym powietrzu.

Partnerzy portalu:

Trwa konkurs na nazwę hali sportowej. Suwalczanie, śpieszcie się!

Trwa konkurs na nazwę hali sportowej. Suwalczanie, śpieszcie się!

Jeszcze tylko 2 dni mają mieszkańcy Suwałk na głosowanie dotyczące nazwy nowej hali widowiskowo-sportowej. Choć jeszcze do jej budowy droga daleka, do uruchomienia inwestycji nazwa jest niezbędna. Firma przeprowadzająca inwestycję wkomponuje ją bowiem w elewację obiektu.

 

Do wyboru Suwalczanie mają aż 153 propozycji. Biała Twierdza, Sękacz Arena czy Gwiazda Północy to tylko kilka z nich. Trzeba przyznać, że mieszkańcy wykazali się niemałą pomysłowością. Oddać swój głos można tylko przez internet. Na pomysłodawcę zwycięskiej nazwy czeka nagroda pieniężna w wysokości tysiąca złotych. Więcej informacji znajdziecie w linku poniżej.

Głosowanie na nazwę hali

 

Partnerzy portalu:

Kolorowa fontanna znów działa

Kolorowa fontanna znów działa

Niezwykła gra świateł w strumieniach wody znów porusza naszą wyobraźnię. Kolorowa fontanna w Alei Zakochanych Parku Planty obudziła się z zimowego snu. Mimo niesprzyjającej aury już przyciąga licznych przechodniów, a to dopiero początek. Zafascynowane są nie tylko dzieci. Wodne kurtyny dzięki blisko czterdziestu lampom przenoszą wszystkich na chwilę do innego świata.

 

Warto więc przysiąść, na chwilę się zapomnieć i zaspokoić zmysły. Kolorowa fontanna będzie cieszyła nasz wzrok do końca października. Oficjalne otwarcie sezonu na wodne pokazy odbędzie się już w majówkę. Władze Białegostoku tradycyjnie uruchomili fontannę trochę wcześniej ze względu na wzmożony ruch turystyczny. Kolorowe występy wodnego teatru będziemy mogli podziwiać w każdy weekend, święta i dni wolne od pracy. Z kolei w dni powszednie fontanna będzie działała w trybie oszczędnym. 

 

Autor zdjęcia: Paweł Targoński

Partnerzy portalu:

Nad jeziorem urządzają pościg za bobrem

Nad jeziorem urządzają pościg za bobrem

Na terenie Wigierskiego Parku Narodowego odbywa się maraton o dosyć nietypowej nazwie – Pościg za bobrem. Spokojnie. Żadne zwierzęta nie są zmuszane do wysiłku. Być może bardziej pełnią rolę obserwatorów. Biegacze mają do pokonania odcinek o długości 13 km. Wiedzie on drogami szutrowymi i leśnymi ścieżkami. Bóbr znajduje się w logotypie Wigierskiego Parku Narodowego stąd też pomysł na nazwę imprezy.

 

Jako, że większość uczestników maratonu biega na co dzień w mieście, zwykle są zachwyceni walorami przyrodniczymi trasy. Należy jednak zachować ostrożność i patrzeć czasem pod nogi. Pokonywanie życiówek w tym maratonie schodzi na drugi plan. Organizatorzy pragną, aby przybyli z całego kraju biegacze mogli na własne oczy przekonać się o wyjątkowości Suwalszczyzny. Wąskie i kręte ścieżki nad jeziorem Wigry czy długie kładki na bagnach z pewnością wywierają duże wrażenie.

 

Partnerzy portalu:

Bocian, który nie klekoce.

Bocian, który nie klekoce.

Spotkać tego ptaka to nie lada zaszczyt. Mieszka w podmokłych lasach unikając człowieka jak ognia. Bocian czarny, bo o nim tu mowa jest niczym biały kruk. Wyjątkowy w każdym calu. Potocznie nazywa się go hajstrą. Podlasie to jeden z nielicznych terenów gdzie można na niego wpaść.

 

Podczas gdy zwykłe białe boćki cieszą się uznaniem, stanowiąc symbol szczęścia, to bocian czarny nie kojarzył się dawniej dobrze. Wszystko przez jego ubarwienie piór, uznawane jako dosyć żałobne. Uważa się je jako pustelników, chociaż w chwili odlotu widywano stada liczące nawet do 100 bocianów czarnych.

 

Tak, jak biali kuzyni, wędrują do Afryki. Wiele z nich jednak nie dolatuje na miejsce. Ptaki wracają do nas w okolicach kwietnia. Zwykle posiadają nawet kilka gniazd. Dlatego też niektóre z nich pozostają puste nawet na kilka lat. 

 

Utarła się opinia, że nigdy nie można spotkać bociana czarnego przy białym krewniaku. To mit. Żerować mogą obok siebie, lecz raczej się nie dogadają. Bocian czarny nie klekoce, a porozumiewa się tylko i wyłącznie gestami. Ptaki te nadal skrywają tajemnice. 

Partnerzy portalu:

Pomnik patrona strażaków nie powróci do Białegostoku

Pomnik patrona strażaków nie powróci do Białegostoku

Mało kto z mieszkańców Białegostoku wie, że w połowie drogi między ratuszem a fontanną na Rynku Kościuszki, istniał kiedyś pomnik św. Floriana. Powstał on po wielkim pożarze miasta w 1752 r. a ufundował go Jak Klemens Branicki. Rzeźba była wykonana z drewna a stała na marmurowym postumencie. Zniknęła z krajobrazu w połowie XIX w. Przegrała walka z pogodą.

 

Projekt przywrócenia pomnika zgłosiło Towarzystwo Miłośników Sztuki Kresów i Dziejów Ojczystych. Wszystko to w ramach budżetu obywatelskiego 2017. Niestety propozycja nie zdobyła uznania mieszkańców, zdobywając kilkaset głosów. Być może zdecydowała zbyt mała znajomość tematu. Powrót figury patrona strażaków z pewnością przywróciłby historyczny charakter Rynku.

Partnerzy portalu:

W Szepietowie eksperymentują z kukurydzą

W Szepietowie eksperymentują z kukurydzą

Na Podlasiu tradycją stało się obchodzenie świąt związanych z lokalnymi dominującymi uprawami. W Mońkach mamy dzień ziemniaka, w Korycinie święto truskawki, w Szepietowie zaś obchodzi się dzień kukurydzy. Rolnicy wykorzystują ją głównie jako paszę dla zwierząt. Stawiają na nią gdyż brakuje większych areałów ziemi.

 

W czasie imprezy rolnicy na specjalnym poletku mogą zobaczyć efekt prac badawczych nad nowymi odmianami kukurydzy. Niekiedy kolekcja rynkowych nowości liczy nawet kilkaset sztuk. Każdy może skorzystać z fachowej wiedzy na temat upraw. Pracownicy Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Szepietowie pomogą chociażby wyborze odpowiedniej odmiany kukurydzy.

 

Dzień kukurydzy to również pokaz nowoczesnego sprzętu przeznaczonego do zbierania tych roślin. Dziesiątki producentów przedstawia zdobycze techniki, zachęcając do zakup rolniczych cacuszek. Impreza kończy się zazwyczaj konkursem orki, która ma głównie na celu popularyzację prawidłowej techniki. Orka to bowiem prawdziwa sztuka.

Partnerzy portalu:

W tym lesie się nie zgubisz. Z aplikacją poznasz jego tajemnice.

W tym lesie się nie zgubisz. Z aplikacją poznasz jego tajemnice.

Zgubić się w gęstym lesie to straszna sprawa, urzeczywistnienie koszmaru nie jednego z nas. Na pewno nie grozi to nam na terenie Nadleśnictwa Głęboki Bród na Suwalszczyźnie. Przygotowano bowiem specjalną aplikację na smartfona, które wykorzystuje lokalizację GPS.

 

Na cyfrowej mapie odnajdziemy kilkadziesiąt wartych zainteresowania punktów i stale ich przybywa. Gdy już dotrzemy na miejsce, możemy posłuchać przez telefon opowiadanych gwarą historii starych mieszkańców. Dzięki programowi poznamy dokładnie leśne ścieżki. Natrafimy bez trudu chociażby na najstarszą sosnę w Puszczy Augustowskiej. 

 

Na mapę da się również nanosić własne informacje. Możemy zaznaczyć przykładowo miejsce pozostawienia auta. Niezwykle przydatne, prawda? Aplikacja nie ma więc ograniczeń, zapewniając bezpieczne i zarazem ciekawe wędrówki. Bezpłatny przewodnik multimedialny ściągniemy ze strony nadleśnictwa.

Partnerzy portalu:

Nie było takiego więzienia, z którego nie uciekł. Niezwykła historia białostockiego złodzieja.

Nie było takiego więzienia, z którego nie uciekł. Niezwykła historia białostockiego złodzieja.

W Stanach Zjednoczonych niedawno rozpoczęła się emisja nowej odsłony kultowego serialu ”Prison Break. Skazany na śmierć”. Opowiada on o losach braci, dla których, jak się później okazało, nie ma sytuacji bez wyjścia. Kilkakrotnie uciekali z najpilniej strzeżonych wiezień. Oglądając pierwszy odcinek przypomniała mi się historia nijakiego Władka Szejdy. W latach 30. przyprawił on o zawrót głowy nie jednego białostockiego ( i nie tylko) strażnika.

Co prawda, Władek nie miał wytatuowanego planu więzienia na ciele, nawiązując do serialowego bohatera, ale jego pomysłowość była na zbliżonym poziomie. Co więcej, wiele razy nie musiał się zbytnio wysilać. Na początku 1935 r. trafił do aresztu mieszczącego się na ul. Artyleryjskiej w Białymstoku. Obiekt stanowił największe skupisko lokalnych rzezimieszków. Lądowali tam amatorzy nielegalnej produkcji alkoholu czy też zwykli awanturnicy.

Odsiadka pięcioletniego wyroku za ograbienie kina Świat znudziła się Władkowi Szejdzie po dziesięciu dniach. Sprawę miał ułatwioną ze względu na, delikatnie mówiąc, mało ogarniętą straż. Nie minęło kilkadziesiąt godzin, aż mężczyzna sam powrócił na komisariat. Powiedział mundurowym, że wyszedł tylko poszukać cieplejszych ubrań. W celi panował bowiem niewyobrażalny chłód.

Tym razem Władka umieszczono w tzw. szarym domu, czyli więzieniu na ul. Baranowickiej.  Obiekt ” na szosie” był o wiele pilniej strzeżony niż poprzedni areszt miejski. Dla niego nie stanowiło to żadnej przeszkody. Jako, że posiadał zdolności manualne poprosił o pracę w warsztacie. Gdy kompani kończyli już pracę, regularnie tworzył kilka wytrychów dzięki narzędziom ślusarskim.

Po kilku dniach mógł już otworzyć każde drzwi. W warsztacie zaopatrzył się również w liny, a więc zgromadził swego rodzaju ”uciekinier starter-pack”. Akcja powiodła się. Po niespełna trzech tygodniach na wolności, Władka zatrzymano na Litwie. Stamtą postanowiono przenieść go do łomżyńskiego ”czerwonaka”. Ceglana twierdza miała na dobre powstrzymać wolnościowe zapędy złodzieja.

Los chciał, że kolegą z celi Władka został inny znany uciekinier, Antonii Niedźwiecki. Nie trudno przewidzieć, jak mogło to się skończyć.  Na osłabianiu więziennych okiennych krat spędzili kilka miesięcy. Z nici ukradzionych w warsztacie utkali sznur o łącznej długości 10 m. Pozostało im czekać na odpowiednią okazję. Taka nadeszła lipcową nocą 1938 r. Nad miastem szalała potężna burza.

Ubrani w samą bieliznę, dzięki linie dotarli z drugiego piętra na dziedziniec. Na zewnątrz nie było ani jednego strażnika. Dlatego też zuchwali złodzieje zabrali z budki wartowniczej pozostawione przez funkcjonariuszy płaszcze. O ucieczce władze więzienne dowiedziały się dopiero rany. O zajściu powiadomił ich trzeci towarzysz z celi. Jemu z kolei ucieczka była całkowicie nieopłacalna. Do odsiadki zostały mu bowiem kilka tygodni.

Władek i Antonii skierowali się do Białegostoku. Tym razem spryt ich zawiódł. Policja była pewna, że białostocki złodziej schroni się u swej matki.  Tak też się stało. Gdy przestępcy zorientowali się o odkryciu kryjówki, uciekli na strych. Gonitwa po dachu trwała ponad pół godziny. Rzezimieszków schwytano. Już nigdy nie udało im się powtórzyć spektakularnej ucieczki.

Partnerzy portalu:

W Kolnie szaleją fani szybkiej jazdy

W Kolnie szaleją fani szybkiej jazdy

Rowerowy plac zabaw? Jeśli lubisz jazdę z przeszkodami, to propozycja dla Ciebie. Najdłuższy w Polsce tzw. pumptrack istnieje w podlaskim Kolnie. Koszt jego powstanie szacuje się na ponad 150 tys. zł. Z placu mogą korzystać wszyscy zakręceni na punkcie ewolucji na rowerach, deskorolkach czy rolkach.

 

Co więcej, cały tor da się przejechać bez pedałowania. Zadbano bowiem o takie rozmieszczenie garbów, wyprofilowanych zakrętów, aby utrzymać wysoką prędkość. Wszystkie przeszkody składają się na zamkniętą pętlę, po której można śmiało jeździć w obu kierunkach.

 

Pumptrack w Kolnie jest rekordowy. Dzięki 190 m. długości cieszy się statusem najdłuższego w Polsce. Prawdziwy powód do dumy! W kraju mamy łącznie jedynie trzy obiektu takiego typu. Przydałyby się kolejne. Fanów adrenaliny na kółkach na Podlasiu nie brakuje.

Partnerzy portalu:

Ujmowała humorem i dystansem do własnej osoby

Ujmowała humorem i dystansem do własnej osoby

”Nazywam się, proszę Państwa, Hanka Bielicka. Pochodzę z miasta Łomży, urodzona tamże w roku tysiąc dziewięćset…” – tak zaczynała Hanka Bielicka piosenkę ”My z Łomży”.  Naprawdę artystka urodziła się na terenach dzisiejszej Ukrainy, gdzie jej rodziców ewakuowano podczas I wojny światowej. Z Łomżą była jednak związana od zawsze i do końca.

 

Ojciec Hanki był nie tylko założycielem Banku dla Przemysłu i Handlu, ale także działaczem niepodległościowym, posłem na Sejm i zasłużonym społecznikiem. Jego słynna córka ukończyła w Łomży gimnazjum, a potem, jeszcze przed wybuchem wojny – romanistykę oraz Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej w Warszawie.

 

Zadebiutowała na deskach teatru w Wilnie, choć, jak sama przyznawała, jej pierwsze występy miały miejsce w łomżyńskim Klubie Wioślarskim. Po wojnie związała się ze stołecznym teatrem Syrena. Znana była z temperamentu i umiłowania do kapeluszy z szerokim rondem. Serce publiczności podbiła w ”Podwieczorkach przy mikrofonie” jako Dziunia Pietrusińska.

 

Ujmowała humorem i dystansem do własnej osoby i to mimo podeszłego wieku. Dowodem jej ostatni występ telewizyjny w programie Szymona Majewskiego. Powiedziała wówczas: „Dzisiejszy wieczór będzie pod nazwą: Bawcie się dzieci, nim babcia odleci”. Było to na kilka dni przed jej śmiercią. Pomnik na ulicy Farnej jest dowodem, że łomżanie kochają swą krajankę. Bo i jakże nie kochać osoby, która śpiewała: „Bo my z Łomży, a Łomża jest perłą wśród miast, najpiękniejszą gwiazdeczką wśród gwiazd”.

Partnerzy portalu:

W Sejnach seniorzy zachęcają aby zwolnić

W Sejnach seniorzy zachęcają aby zwolnić

Na pograniczu polsko – litewskim powstały wyjątkowe trasy. Przeznaczone są one dla…człapaczy. Tak, to żaden żart. Pomysłodawcami tras są starsi mieszkańcy Sejn, którzy zachęcają wszystkich aby nieco zwolnić i to dosłownie. Aby dostrzec otaczające piękno należy bowiem czasem przystopować. Diabeł przecież tkwi w szczegółach. Biegnąc niczym sprinter nie zauważymy uroczej wiewiórki czy pogodnego rzadkiego ptaka.

 

Trasy dla człapaczy nie są zbyt długie. Maksymalna ma 12 km długości. Na pierwsze spotkanie nowej grupy zaproszono licznych gości w tym byłą już pierwszą damę, Annę Komorowską. Przed wyjściem w trasę odbyły się specjalne wykłady. Człapacze z Sejn chcieli pokazać przyjezdnym, w jaki sposób wyznaczyć ścieżki dla seniorów. Pomysłem chcą bowiem zarazić cały kraj. Czy im się uda spełnić to marzenie?

Partnerzy portalu:

Podróże śladem zakonników. Trasa kończy się na Łotwie.

Podróże śladem zakonników. Trasa kończy się na Łotwie.

Jeśli ktoś pasjonuje się w budownictwie sakralnym, to z pewnością idealna propozycja dla niego. Transgraniczny Szlak Dominikański obejmuje najcenniejsze obiekty kultury sakralnej zbudowane przez zakon Dominikanów na trasie od Choroszczy do Aglony na Łotwie. Jest więc co zwiedzać przez wiele kilometrów. Dominikanie swą działalnością duszpasterską, oświatową i gospodarczą wywarli znaczący wpływ na rozwój społeczności lokalnych polsko-litewskiego pogranicza.

 

Pierwsi misjonarze dominikańscy w latach 40. XIII w. objęli swą działalnością ziemie Jaćwingów. W połowie XV w. powstał pierwszy klasztor w Wilnie. W XVII w. na terenie obecnego województwa podlaskiego powstały kolejno klasztory: w Sejnach, Krasnymborze, Różanymstoku i Choroszczy. Już wkrótce weźmiemy je na warsztat. Śledźcie Nas!

 

Partnerzy portalu:

Korycin walczy z resztą świata

Korycin walczy z resztą świata

Korycin kontra reszta świata. Brzmi groźnie, lecz prawda jest zgoła odmienna, wręcz słodka. Jako, że miasteczko stanowi truskawkowe zagłębie co roku odbywa się wielka bitwa na owoce. W ciągu jej trwania zużywa się ponad pół tony truskawek. To one również pozwolą przełknąć gorycz porażki. Walka ma również wymiar protestu. Niskie ceny w żaden nie przekładają się bowiem na ogromną pracę właścicieli upraw.

 

Walka na owoce to tylko jedna z atrakcji Ogólnopolskich Dni Truskawki. Boisko przeznaczone specjalnie do tego celu może pomieścić 150 zawodników. Każdy dostaje koszulkę, spodenki i okulary ochronne. Już po kilku minutach wyłożony folią plac pokrywa się pachnącym owocowym sokiem, po którym ślizgają się zawodnicy. Co prawda korycińska bitwa nie jest tak sławna, jak hiszpańska na pomidory, ale kto wie…może kiedyś.

Partnerzy portalu:

W Szepietowie wybierają miss krów

W Szepietowie wybierają miss krów

Słowo czempionka w świecie zwierząt kojarzy się nam raczej z wystawą koni. Mieszkańcy Szepietowa wolą jednak wybierać najpiękniejszą…krowę. Co roku w ostatni weekend czerwca, organizuje się tam Regionalną Wystawę Zwierząt Hodowlanych.

 

Do małego miasteczka przybywają hodowcy nawet z zagranicy aby pochwalić się swymi okazami. Krowy niczym modelki są odpowiednio wystylizowane. Niektórzy uczestniczą w konkursie od samego początku, niejednokrotnie dominując zawody. Każdego roku jury staje przed trudnym wyborem. Poziom piękności jest bowiem niezwykle wyrównany. O zwycięstwie zazwyczaj decydują detale. Każda edycja imprezy pokazuje, że Podlasie stanowi mleczarską potęgę. Wydarzenie od lat niezmiennie organizuje Regionalny Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Szepietowie. W tym roku czeka nas już 24-ta edycja.

Partnerzy portalu:

Krzyżacy nie pozwolili skończyć budowy zamku

Krzyżacy nie pozwolili skończyć budowy zamku

Rajgród jest niewielkim miasteczkiem położonym w powiecie grajewskim. Jego najstarsza część to góra zamkowa. W czasach średniowiecza gród obronny założyli tam Jaćwingowie. Nazywano go rajem, ale z biblijnym znaczeniem tego słowa nie ma żadnego związku. Chodzi tu o tereny podmokle i niedostępne, określane w języku litewskim jako raistas. Gród strzegł szlaku handlowego z Mazowsza, ale i był przyczółkiem, z którego Jaćwingowie nękali pograniczne tereny polskie i litewskie.

 

Już sama nazwa góry wskazuje, że stał tam niegdyś zamek. Niestety próżno go szukać. Jego budowa zapoczątkowana przez Kazimierza Wielkiego została przerwana przez napad krzyżaków. Było to w XIV w. Archeolodzy stwierdzili natomiast, że po 1571 roku, gdy miasto stało się siedzibą starostwa grodowego, w zachodniej części grodziska postawiono obronny dwór starosty. Funkcjonował on  do czasu potopu szwedzkiego,

 

Z Góry Zamkowej rozpościera się widok na jezioro Rajgrodzkie. Przypominając park stanowi doskonałe miejsce na rodzinny wypad. Na zboczu odnajdziemy z kolei amfiteatr, zaś u podnóża miejską plażę.

Partnerzy portalu:

Z Białegostoku latano do Warszawy. Podróż trwała mniej niż godzinę.

Z Białegostoku latano do Warszawy. Podróż trwała mniej niż godzinę.

Jak dobrze wiemy regionalnego portu lotniczego w Białymstoku nie będzie i na razie nic nie zwiastuje zmiany tej sytuacji. Poczekamy więc na widok przelatujących nad naszymi głowami aeroplanów. Walka o port zaczęła już przed II Wojną Światową.

 

Pierwszą decyzję o budowanie lotniska podjęto w 1926 r. Specjalna komisja uznała, że najlepszą lokalizacją będą łąki podbiałostockich Krywlan. Jednocześnie ruszyła machina informacyjna. Przy tworzeniu obiektu zajęcie miało znaleźć nawet tysiące bezrobotnych. W miesięczniku ”Wiadomości lotnicze” ukazała się zaś informacja, że wielkie otwarcie nastąpi w 1930 r. Białystok miał służyć jako miejsce do tankowania paliwa dla samolotów na trasie Ryga – Wilno – Warszawa.

 

Plany musiały być jednak skorygowane ze względu na globalny kryzys ekonomiczny. Inwestycja miała ruszyć ostatecznie w 1932 r. Rozpoczęto zbiórkę pieniężną wśród mieszkańców. Z pomocą ruszył znany biznesmen Mikołaj Kawelin. Na potrzeby budowy hangaru ofiarował on drewno ze swego tartaku. Wkrótce powołano do życia koło szybowcowe i klub spadochroniarzy. Nadeszła jednak wojna. Na Krywlanach działali wpierw sowieci, potem hitlerowcy. Ci ostatni zbudowali całą lotniczą infrastrukturę, którą przy wycofywaniu się z miasta zniszczyli.

 

Marzenie Białostoczan ziściło się w już tuż po zakończeniu wojny. Na otwarcie Polskich Linii Lotniczych Lot w Białymstoku przybyło wiele zacnych osobistości. Na pokładzie samolotów odbywać się jednak miały głównie podróże służbowe. Bilety można było kupić na poczcie. Kursy do Warszawy odbywały się codziennie po południu. Podróż trwała niecałą godzinę. Szczęście nie trwało długo. Wkrótce loty zawieszono. Mieszkańcy Białegostoku czekają już grubo ponad pół wieku na nowe lotnisko. Muszą uzbroić się jednak w cierpliwość. Na razie port to tylko sfera fantazji.

Partnerzy portalu:

IPN szuka szczątków ofiar komunistów

IPN szuka szczątków ofiar komunistów

Na dziedzińcu byłej siedziby Urzędu Bezpieczeństwa w Bielsku Podlaskim zostały wznowione prace archeologów z IPN. Potrwają one przez okres trzech tygodni. Naukowcy nadal poszukują szczątek ofiar bojowników o polską wolność. Celem jest ustalenie personaliów wszystkich poległych. Pierwsze wykopaliska miały miejsce we wrześniu 2016 r. Odnaleziono wówczas szczątki sześciu osób.

Urząd Bezpieczeństwa działał w Bielsku w budynku po byłym klasztorze. W latach 1944-1956 torturowano tam i zabijano działaczy podziemia niepodległościowego. Nazwisk katów wciąż nie znamy. Odpowiednich dokumentów bowiem nadal brakuje. Śledztwo trwa nadal.

Partnerzy portalu:

Perła Podlasia zostanie odnowiona

Perła Podlasia zostanie odnowiona

Klasztor kamedułów to prawdziwa wizytówka Wigier. Mimo, że przez lata stopniowo niszczał, nadal był niezwykle chętnie odwiedzany przez turystów. Na szczęście w końcu ruszył długo oczekiwany remont. Prace potrwają do czerwca 2018 r. Koszty szacowane są na blisko 18 mln zł.

 

Remontem zostaną objęte dwa największe obiekty. Chodzi to o tzw. Dom Królewski i Kaplicę Kanclerską. W tej ostatniej przebywał papież Jan Paweł II w czasie swej pielgrzymki w 1999 r. Oprócz okien czy drzwi konieczna będzie wymiana wszelkich instalacji – elektrycznych i sanitarnej. Fundamenty mają zostać ocieplone i są solidnie wzmocnione. Budynki wkroczą w końcu w XXI w. Powstaną bowiem ułatwienia dla osób niepełnosprawnych. Remont stał się możliwy dzięki datkom miejscowej parafii. Budżet na ten cel zasiliły również opłaty parkingowe i płatne wejściówki do niektórych pomieszczeń. Właściciele obiektu ubiegają się dodatkowo o fundusze na odbudowę klasztornych murów.

Partnerzy portalu:

Mieszkaniec Mielnika sprzedał papieską bullę przez internet. Chciał 150 zł.

Mieszkaniec Mielnika sprzedał papieską bullę przez internet. Chciał 150 zł.

Aukcja na serwisie internetowym, jakich wiele. ”Stara plomba” – taki przedmiot wystawił na niej mieszkaniec Mielnika. Towar został zakupiony przez użytkownika z Gdańska za kwotę 150 zł.  Okazało się jednak, że owa plomba to bezcenny zabytek archeologiczny, mianowicie fragment bulli papieża Marcina V. Pochodziła więc z XV w. Bullą określano metalowe płytki służące do odciskania pieczęci. Z biegiem czasu bullą nazywano wszelkie dokumenty ze stolicy apostolskiej.

 

Do akcji wkroczyła podlaska policja. Funkcjonariusze od razu byli przekonani, że przedmiot pochodził z niekoniecznie  legalnego źródła. Dzięki współpracy z nadmorską komendą, udało się ustalić nową właścicielką skarbu. Okazała się nią 38 -letnia kobieta, która jako medalik ofiarowała bullę dla członka rodziny. Badania wykazały ślady ziemi na przedmiocie. Dlatego też w świetle naszego prawa stanowi własność Skarbu Państwa. Okaz przekazano do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Gdańsku.

 

Wiek pochodzenia bulli pokrywa się z początkiem parafii w Mielniku. Przypuszcza się, że papież mógł opatrzyć pieczęcią chociażby przywilej na odpusty. Mimo, że papież Marcin V wysłał wiele dokumentów do naszego kraju, odnaleziono tylko jeden, mianowicie w Ostrowie Tumskim. Teraz do ubogiej kolekcji dołączyła bulla z Mielnika.

 

Partnerzy portalu:

Powstanie nowa atrakcja na Podlasiu. Władze Parku gromadzą fundusze.

Powstanie nowa atrakcja na Podlasiu. Władze Parku gromadzą fundusze.

Podlasie doczeka się kolejnej atrakcji turystycznej. Władze Suwalskiego Parku Krajobrazowego mają w planach utworzenie ośrodka edukacji ekologicznej. Gdzie dokładnie? Na lokalizację wybrano ruiny młyna w Malesowiźnie – Turtulu.

 

Przyszły obiekt stanie więc przy rzecze Czarna Hańcza. Co w nim zobaczymy? Jako, że swój niepowtarzalny krajobraz Suwalszczyzna zawdzięcza zlodowaceniom, na pewno odwiedzający ujrzą ekspozycję na ten temat. Nie zabraknąć może też wystaw na temat zamieszkałym tam przed laty Jaćwingów. Ważne miejsce ma zajmować też kultura staroobrzędowców. Fundusze na budowę ośrodka pochodzić mają z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego.

 

Partnerzy portalu:

Cmentarz dla zwierząt istniał w środku miasta. Mieszkańcy zostali skazani na smród.

Cmentarz dla zwierząt istniał w środku miasta. Mieszkańcy zostali skazani na smród.

Współczesny Białystok zdecydowanie zalicza się do jednych z najbardziej czystych miast. Nie zawsze tak jednak było. Problem przedwojennych mieszkańców był głównie nieprzyjemny zapach. Jego źródeł było kilka i zwykle wiązał się z działaniami przemysłowymi.

Niegdyś w miejscu zburzonego niedawno dworca PKS istniała fabryka sukna. Aby usuwać nieczystości, jej właściciel wykopał staw. Okoliczni mieszkańcy traktowali go niczym cmentarzysko zwierząt. Na dnie spoczywała padlina w ogromnej ilości. Białostoczanie wówczas oczekiwali zimy jak zbawienia. Odór bowiem wtedy znikał. Jednej zimy ze stawu wycinano bryły lodu i je sprzedawano. W ten sposób przerywano wieczny odpoczynek zwierząt – śmieli się przez łzy mieszkańcy.

Niemałe spustoszenie siała również fabryka dykty. Klej niezbędny do produkcji wytwarzano ze zwierzęcej krwi. Jako, że składowano go w otwartych beczkach, wnioski wysuwają się same. Mimo skarg, fabryka nie ukróciła śmierdzącego procederu. Nieprzyjemne zapachy istniały również w sercu miasta, a to za sprawą kiszkarni na Rynku Kościuszki. Na podwórzu jednej z kamienic każdej nocy następowało oczyszczanie towaru z fekalii.

W połowie lat 30. w Białymstoku przeprowadzono akcję ”czyste mieszkanie”.  Bru, kurz i mole – to zdaniem miejskiego ratusza znajdowało się w większości lokali. Wprowadzono nakaz otwierania okien w celu przewietrzania, co szło bardzo opornie. Nikt nie chciał się bowiem…przeziębić. Jak jednak je otwierać skoro na zewnątrz śmierdziało nie do wytrzymania.

Partnerzy portalu:

Naukowcy odkryli ślady po Gotach

Naukowcy odkryli ślady po Gotach

W północnej części Puszczy Białowieskiej naukowcy odkryli pozostałości po społeczności Gotów. 25 kurhanów datuje się na czasy rzymskiej hegemonii. Aby ustalić jednak dokładnie wiek, należy przeprowadzić odwierty.

Odkrycie nie miało by miejsca gdyby nie technologia. O obecności ludzi na danym terenie świadczą pozostawione przez nich przedmioty, jak choćby naczynia ceramiczne. Jednak gęsty drzewostan uniemożliwia takie poszukiwania. Przepisów też nie można obejść. Jest to bowiem teren chroniony, więc wykopaliska z prawdziwego zdarzenia nie wchodzą w grę.

Dlatego też stosuje się ALS. Oznacza on lotnicze skanowanie laserowe. Takie działania pozwoliło wytypować kilka miejsc, gdzie rozpoczęto poszukiwania.  Oprócz ALS wykorzystano również kolejną zdobycz nauki, mianowicie georadar GPR, emitujący fale elektromagnetyczne. Kurhany to nie jedyne znalezisko. Resztki grobli i ślady po polach uprawnych to również cenne odkrycie. Badania mają potrwać łącznie jeszcze przez 3 lata.

Partnerzy portalu:

Ruszyły szóste targi książki. To jedyna taka impreza w regionie.

Ruszyły szóste targi książki. To jedyna taka impreza w regionie.

To jedyna taka impreza w północno-wschodniej Polsce. Białystok od sześciu lat znajduje się bowiem w zaszczytnym gronie miast organizującym targi książki. Od piątku do niedzieli każdy fan czytelnictwa znajdzie coś dla siebie. To już szósta edycja tego wydarzenia. Stoiska przygotowano dla ponad 80-u wystawców. Lokalizacją targów jest Opera i Filharmonia Podlaska.

 

Targi odwiedza, według danych organizatorów ok. 20 tys gości. Tegorocznej imprezie towarzyszy festiwal literacki ”Na pograniczu kultur”. Nie zabraknie więc warsztatów, rozmów z ciekawymi gości, a także zabaw dla najmłodszych. Spotkania autorskie i możliwość zdobycia podpisu artystów to nie lada gratka dla czytelników. Dziś również na dużej scenie OiFP wystąpi znana aktorka Julia Pietrucha.

Partnerzy portalu:

Najstarszy pomnik stoi w Tykocinie

Najstarszy pomnik stoi w Tykocinie

Jest to najstarszy polski pomnik, który przetrwał w niezmienionej postaci. Wzniesiono go w 1763 r. na życzenie Jana Klemensa Branickiego. Mowa tu o tykocińskim postumencie Stefana Czarnieckiego, który miał zwyczaj mawiać, że wyrósł ”nie z soli, nie z roli, ale z tego co boli”.Warto wspomnieć, że Branicki był prawnukiem ”po kądzieli” słynnego stratega.

 

Pomnik przedstawia hetmana w pełnym stroju szlacheckim. W prawej dłoni dzierży buławę, lewą zaś podpiera się na szabli. Akcentuje to wszelkie przymioty narodowego bohatera. Z każdej strony wyryto również dyplom nadania Czarnieckiemu dóbr tykocińskich. Rzeźbę wykonał francuski artysta Pierre de Coudray. Do rejestru zabytków została wpisana w połowie lat 60.

Partnerzy portalu:

Kamera podgląda bociany 24 h na dobę

Kamera podgląda bociany 24 h na dobę

Bociany wróciły już na dobre, więc przyszła najwyższa pora aby je trochę podejrzeć. Coraz modniejsze staje się umieszczenie kamer przy gniazdach tych ptaków. Dzięki temu obserwacja może trwać przez całą dobę. Poprzez dobrodziejstwo internetu, każdy zainteresowany o dowolnej porze, jednym kliknięciem przeniesie się do światu bocianów na żywo. Projekt ten ma trwać przez najbliższe 9 lat.

 

Ostatnia kamera stanęła w miejscowości Rakowy – Czachy w gminie Piątnica. Są to tereny Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwii. Dlatego też oprócz bocianów śmiało podpatrzymy walory przyrodnicze krajobrazy. Kamera odpowie nam na pytania, jak zmiany w środowisku wpływają na zachowania ptaków. Będziemy też być może świadkami wydarzeń z kategorii tragicznych. Nieraz zdarza się bowiem, że bociany wyrzucają jaja czy już narodzone młode. Oczywiście amorów również nie zabraknie. Obecnie trwa konkurs na imiona obserwowanych bocianów. 

 

Link do transmisji znajdziecie poniżej:

Bociany on-line

Partnerzy portalu:

Zamek strawił ogień. Był to akt zemsty.

Zamek strawił ogień. Był to akt zemsty.

Według skromnych zapisków historycznych pełnił rolę strażnicy przy przeprawie na Narwi. Stanowiła ona przed laty granicę między Mazowszem a Litwą. Doniesienia o zamku w Waniewie zostały zweryfikowane dopiero w 2009 r.

 

Co się stało z budowlą? Wszystko rozpoczęło się od sporu miedzy rodami Gasztołdów i Radziwiłłów. Dowódca zamku waniewskiego doprowadził do spalenia fortyfikacji w Tykocinie. Litewski możnowładca Olbracht Gasztołd cudem wyszedł bez szwanku z tego zajścia. Postanowił się zemścić. Rok później dokonał najazdu na Waniewo odpłacając pięknym za nadobne. Most i zamek strawiły płomienie. Tego drugiego nigdy nie odbudowano.

 

Prace archeologiczne rozpoczęte w 2009 skupiły się na kładce po środku Narwi. Tam bowiem widoczna była kępa. Dwa wykopy potwierdziły istnienie twierdzy obronnej. Odnaleziono kafle płytowe z herbem Radziwiłłów, naczynia czy rzadko używane dawniej szyby. Zamek zbudowany był z drewna, a cały gród prawdopodobnie miał wielkość 1 ha.

Partnerzy portalu:

Leśnicy polubili finlandzki wynalazek

Leśnicy polubili finlandzki wynalazek

Pottiputki? Gdybyśmy przeprowadzili uliczną ankietę, pytając, co to jest, raczej mało kto znałby poprawną odpowiedź. No chyba, że trafilibyśmy na leśnika. To powstałe w Finlandii narzędzie coraz częściej wykorzystuje się do sadzenia drzew w Puszczy Augustowskiej.

 

Prostota wykorzystania tego narzędzia przewyższa nasze polskie odpowiedniki. Sadzący wbija metalowy klin w podłoże, za pomocą nogi uruchamiając dźwignię. Ta odpowiednio rozchyla ziemię. Potem należy wrzucić sadzonkę w rurę, która prowadzi do jamki. Pozostało tylko ubić ziemię nogą. Sadzący zawsze  ma przy swoim boku pas z plastikowym pojemnikiem z którego sięga po kolejne sadzonki. Ten sposób sadzenia jest znacznie szybszy, a przez co bardziej oszczędne w koszty niż użycie tradycyjnych metod w postaci kostura.  W ogóle nie potrzebne jest przygotowanie gleby, czyli system ten świetnie sprawdza się na terenach gdzie zastosowanie maszyn jest ograniczone. Przede wszystkim jednak nie musimy się schylać .

 

Główną zaletą pottiputki jest szybkość działania. Robotnik w ciągu jednej godziny może zasadzić około 150 sadzonek. Sprzęt ten kosztuje więcej niż zwykły kostur, lecz jest to inwestycja na lata. Zakup zwraca się choćby patrząc na szybkość odnowienia powierzchni i koszty robocizny oraz na zdrowie pracownika i jego późniejszą efektywność. 

Partnerzy portalu:

Kydyrlez. ”Trudności dla innowierców, a dla mnie dobrobyt”.

Kydyrlez. ”Trudności dla innowierców, a dla mnie dobrobyt”.

Kydyrlez to jedno z najważniejszych świąt obchodzonych przez Tatarów, które głęboko odzwierciedla ich złożoną historię i bogatą kulturę. Tatarzy są grupą ludów tureckich zamieszkujących zarówno Europę Wschodnią, jak i północną Azję. Ich korzenie sięgają terenów północno-wschodniej Mongolii oraz okolic Bajkału. Historia Tatarów ściśle związana jest z imperium Czyngis-chana, do którego weszli jako część wieloetnicznej armii mongolskiej. Brali oni także udział w wyprawach na Europę. Po rozpadzie państwa mongolskiego stworzyli wiele państw w Europie. To właśnie te wydarzenia sprawiły, że do dziś Tatarzy zamieszkują i pielęgnują swoje tradycje w niektórych europejskich państwach, tj. Rosja, Ukraina, a także Polska. Tatarzy obchodzą różne święta tj.: Święto Nauroz, Święto Derwiza, a także dbają o swoje tradycje: ściśle przestrzegają zasad swojej religii – islamu i nie spożywają mięsa wieprzowego.

Kydyrlez i ognisko

Kydyrlez, obchodzone przez Tatarów, jest wyjątkowym świętem, które przypada zawsze w pierwszą niedzielę maja. Jest to czas, gdy społeczność zbiera się wokół ogniska, które jest symbolem wspólnoty i integracji. Młodzi ludzie z okolicznych wsi przygotowują to ognisko przy meczecie, co jest centralnym punktem obchodów. Wieczorem mieszkańcy, reprezentujący różne grupy wiekowe, gromadzą się wokół płomieni, tworząc atmosferę radości i świętowania. Jednakże Kydyrlez to nie tylko czas zabawy; jest to także okazja do budowania więzi zarówno z naturą, poprzez kontakt z ogniem i otaczającą przyrodą, jak i z innymi ludźmi, poprzez wspólne uczestnictwo w obchodach. To święto odzwierciedla głębokie związki Tatarów z tradycją, kulturą i przyrodą, podkreślając jednocześnie znaczenie wspólnoty i współpracy między jej członkami.

Obchody święta – zabawa z ogniem

Po wieczornej modlitwie najważniejszy mieszkaniec wioski rozpala ognisko i jako pierwszy je przeskakuje. W ślad za nim idą mężczyźni i młodzi chłopcy. Gdy ogień trochę przygasł ten sam rytuał wykonują kobiety i dziewczęta. Każdy w czasie skoku musi wypowiedzieć słowa: „Trudności dla innowierców, a dla mnie dobrobyt”. W dniu święta każda rodzina powinna posadzić jedno drzewo. Mężczyźni jabłoń, a kobiety gruszę.

Partnerzy portalu:

Kłopotliwy pierwszy raz czyli… pęknięta guma w BiKeRze.

Nadeszła wielka chwila. Mój pierwszy raz. Wcześniej popytałem znajomych, jak to jest. W końcu teraz robi to każdy. Takie czasy, taka moda. Niektórzy ostrzegali mnie przed przedartymi gumami. Nie wziąłem jednak ich słów na poważnie. Trochę się ze mnie śmiali. Uważali, że jako chłopak ze wsi zbyt poważnie podchodzę do tematu. Kumpel przekonał mnie, iż po minucie i tak będzie po krzyku. Całkiem logiczne…

 

Z odrobiną niepokoju wyszedłem z domu. Zmierzam prosto do niej. Każdy krok powoduje lekkie przyśpieszenie akcji serca. Zastanawiam się czy wszystko pójdzie po mej myśli. No dobra, raz się żyje. Jestem na miejscu.  Czas się zapoznać z nią osobiście. Wcześniej widziałem ją tylko w internecie. Na pierwszy rzut oka podobała mi się, nie ma co ukrywać.

 

Tak. Wiem co Wam może chodzić po głowie. Opowieść o mojej pierwszej wizycie w białostockiej stacji rowerów będę z pewnością przekazywał wnukom. Wszystko szło po mej myśli. Wykonałem wszelkie instrukcje pojawiające się na ekranie. Mój rower powinien wyskoczyć z zamka. Tak też zrobił, ale odrzut był niesamowity. Zanim doszedłem do niego, runął na ziemię.

 

Kilka części odpadło i raczej musiałbym mieć zestaw majsterkowicza by złożyć je do kupy. Zapamiętam wzrok innych ludzi. Na odgłos spadającego roweru zareagowali liczni przechodni. Pewnie część z nich uznała mnie za wandala. Stałem bowiem sam jak patyk przy rozwalonym sprzęcie. To ja miałem z premedytacją cisnąć nim o ziemię – wyczytałem to z oczu starszej kobiety z laską.

 

Pęknięte części spakowałem do torby. Nie po to tyle czasu zwlekałem aby teraz porzucić zamiar przejażdżki. Ruszam w drogę. Po kilkunastu sekundach kolejna niespodzianka. Tym razem posłuszeństwa odmówiło siodełko. Nie miałem wyjścia. Musiałem wrócić się po zgubione śrubki. Z ziemi wybierałem je jak diamenty. Pełen sukces. Teraz tylko poskładać wszystko do kupy. Nadeszła kolejna próba okiełznania rumaka.

 

Po drodze mijam innych użytkowników. Wiem, że w czasie jazdy raczej nie powinno się pisać sms-ów, ale nie miałem wyjścia. Samotna jazda mnie nudziła. Napisałem więc do mego kolegi Zbyszka, jednoznaczną dla niego wiadomość – ”może byś tak Damian wpadł popedałować”.  Zbyszek uwielbiał tą piosenkę Lecha Janerki. Niestety miał już inne plany.

 

Widocznie byłem skazany na samotne przemierzanie ulic Białegostoku. Uratowała mnie na szczęście przypadkowo napotkana koleżanka ze studiów. Mimo, że rozmowa się kleiła, jazda raczej nie. Ciężko bowiem jechać obok siebie jednym pasem, gdy z naprzeciwka co raz goni inny cyklista czy grupa nieokiełznanych rolkarzy. Często musieliśmy mówić do swych pleców.

Zbyt wąska ścieżka to był jednak pikuś przy ty, co spotkało mnie pół godziny później. Wjeżdżamy w tunel. Nagle coś mnie zarzuciło. Resztki po butelce piwa załatwiły oponę. Do następnej stacji było daleko. Koleżanka nie specjalnie chciała podrzucić mnie na ramie. Musiałem więc pofatygować się pieszo. Po godzinie spaceru w upale dotarłem na miejsce. Uff!

 

Pierwszego razu z białostockim bikerem nie zapomnę do końca życia. Może nie będzie to wspomnienie, które przywołam w chwili śmierci, ale przynajmniej jest o czym opowiadać. Przygody nie zraziły mnie do ponownego skorzystania z usług wypożyczalni. Na swój drugi raz nie musiałem czekać długo. Tym razem nadszedł upragniony happy end…A u Was jak wyglądał pierwszy raz na bikerze?

Partnerzy portalu:

Pasjonaci odtwarzają krwawą bitwę

Pasjonaci odtwarzają krwawą bitwę

Jedna z najkrwawszych bitew II Wojny Światowej miała miejsce w lasach Czerwonego Boru w okolicach Zambrowa. Garstka partyzantów w liczbie 250 stawiło czoła pięciu tysiącom żołnierzy Wehrmachtu. Co roku, lokalne grupy rekonstrukcyjne, starają się przybliżyć te wydarzenia.

W czerwcu 1944 r. na rozkazy czekały dwa oddziały partyzantów dowodzone przez kapitana Jana Buczyńskiego. Większość z nich to byli młodzi chłopcy nie przekraczający dwudziestego roku życia. Ich cel stanowiło odbicie więźniów przetrzymywanych w Łomży. W starciu brali udział tzw. niemieccy ozdrowieńcy, a więc żołnierze, którzy wrócili do walki po hospitalizacji. Mimo ogromnej przewagi liczebnej wroga, Polacy ruszyli do boju. Mimo bohaterskiej postawy, piętnastokrotna różnica w siłach okazała się decydująca. Niemcy nie brali jeńców. Śmierć poniosło ok. 90 partyzantów polskich. Bitwa, choć przegrana, pokazała ogromnego ducha młodzieży.

Rekonstrukcje pełnią istotną rolę w poszerzaniu wiedzy historycznej. Krzewią również patriotyczną postawę. Dzięki nim możemy przenieść się w czasie. Samo odtworzenie bitwy stanowi ogromne wyzwanie. Należy wykonać ogromną pracę historyczną i dokumentacyjną.

Partnerzy portalu:

Król znalazł chatkę w środku Puszczy

Król znalazł chatkę w środku Puszczy

Władysław Jagiełło zapisał się grubymi zgłoskami w historii Polski. Jedną z jego głównych pasji były polowania. Również towarzyszący mu w podróżach możni panowie lubowali się w zwierzynie. Podczas podróży z Wilna do Krakowa, król zapragnął zaspokoić swe pragnienie. Puszcza była bowiem niezwykle bogata w dziką zwierzynę w tamtych czasach. Przemierzając gesty las, królewscy pracownicy natrafili na wyspę oblaną malowniczym jeziorem. Z lądem łączył ją jedynie wąski przesmyk. Mimo trudno dostępnego terenu znalazło się kilku chętnych do przedarcia się na wyspę.

 

Okazała się ona pełna żubrów, jeleni i innych obiektów polowań. Przeprowadzono więc obławę. Zaczęto bić w kotły, które wypłoszyły zwierzynę. Na wyspie odnaleziono jednak coś jeszcze. Była to chata zamieszkana przez dwóch pustelników litewskich. Król udał się do nich osobiście, dzięki naprędce wybudowanemu mostkowi. Władca zaoferował im pomoc. Ci jednak woleli pozostać na wyspie, wiodąc życie zgodnie z rytmem natury. Nie bali się zwierzą, które oswoili, a jedyne zagrożenie widzieli w ludziach.  Jako, że monarcha w rozmowie z pustelnikami często używał słowa ”wiry”, co oznacza ”mężowie”, wyspę tak właśnie nazwano. Po latach przekształcono ją na Wigry. Jezioro również otrzymało taką samą nazwę.

Partnerzy portalu:

Wioska św. Mikołaja leży pod Białymstokiem

Wioska św. Mikołaja leży pod Białymstokiem

Co prawda do świąt Bożego Narodzenia jeszcze trochę czasu zostało, ale postanowiliśmy dać Wam namiary już teraz. Otóż wszyscy zainteresowani osobistym poznaniem św. Mikołaja zapraszamy do podbiałostockich Pomigaczy. Istnieje tam bowiem wioska, która przeniesie się nas w magiczny świat Laponii. W wiosce aż roi się od pomocników Mikołaja, czyli elfów. Prowadzą one również warsztaty artystyczne, prezentując ciekawe techniki produkcji ozdób świątecznych.

 

Na miejscu dzieci mogą napisać list do Mikołaja, prosząc w nich, co tylko dusza zapragnie. Jako, że otrzymuje on korespondencję w wielkich ilościach, możemy podziwiać kolekcję kartek z całego globu.Co ciekawe, św. Mikołaj nie ma oporów przed odkryciem swych tajemnic. Bez trudu udostępni swój pokój i opowie o swoich ulubionych sposobach spędzania wolnego czasu.

Partnerzy portalu:

Bednarze nie mają komu przekazać swej wiedzy

Bednarze nie mają komu przekazać swej wiedzy

Bednarze wykonują jeden z najstarszych zawodów związanych z drewnem, dziś prawie zapomniany – bednarstwo. Jego początki sięgają pierwszych wieków naszej ery. Bednarz zajmuje się produkcją takich przedmiotów jak beczki. Korycin leży w województwie podlaskim, w powiecie sokólskim, w gminie Korycin i jest miejscem będącym niegdyś największym zagłębiem bednarskim na Podlasiu.

Bednarze w czasach problemów ze znikającym zawodem

Na naszych terenach zostało tylko kilku specjalistów bednarstwa. Narzekają, że nie mają komu przekazać swojej wiedzy. Młodzi bowiem nie palą się do nauki zawodu, który może trwać nawet kilka lat. Tradycyjnie zawód bednarza przekazywano z pokolenia na pokolenie. Obecnie jednak coraz mniej osób chce podjąć wyzwanie nauki tego fachu. Zapotrzebowanie na tradycyjne beczki również maleje, co sprawia, że bednarze muszą improwizować i szukać nowych sposobów na wykorzystanie swoich umiejętności. Dlatego też powstają nowe pomysły, takie jak produkcja ozdobnych beczek przeznaczonych do wieszania na ścianę. To nie tylko sposób na dostosowanie się do zmieniających się potrzeb rynku, ale również sposób na przyciągnięcie uwagi nowych klientów. Mogą oni interesować się estetycznymi i oryginalnymi przedmiotami do dekoracji wnętrz.

Różne techniki wykonania beczek

Tradycja bednarska od wieków przechodziła z pokolenia na pokolenie, każda rodzina pielęgnująca swoją własną, unikatową technikę. W sercu tej tradycji tkwiła tajemnica rodzinna, przekazywana z najstarszych do najmłodszych członków rodu. Jednakże, choć metody mogły się różnić, istniał jeden niezmienny element – każda beczka była wytworzona ręcznie. Każdy bednarz kształcił swoje umiejętności i zdobywał doświadczenie, aby tworzyć beczki o doskonałej jakości. Wybór drewna był kluczowy, a zwykle wykorzystywano różnorodne gatunki, jednakże świerk i dąb królowały wśród preferencji. Dąb był szczególnie ceniony ze względu na zdolność nadawania trunkom wyjątkowego smaku, który nadawał im niepowtarzalny charakter. Ta starannie przechowywana tajemnica rodowa, połączona z precyzją i pasją, tworzyła beczki, które nie tylko służyły do przechowywania alkoholu, lecz także nadawały mu niepowtarzalny aromat i smak, czyniąc każdy trunek wyjątkowym dziełem rzemiosła.

Partnerzy portalu:

Nazywali go pupilem bolszewików. Zasłużył się dla miasta, jak mało kto.

Nazywali go pupilem bolszewików. Zasłużył się dla miasta, jak mało kto.

Chyba każdy mieszkaniec Białegostoku wskaże patrona Teatru Dramatycznego. Postać Aleksandra Węgierki od lat lat owiana jest tajemnicą.  Jego życiorys pełen jest luk i niezrozumiałych decyzji. Z pewnością jednak zasłużył się w rozwoju kulturalnym miasta jak mało kto.

 

Teatr Dramatyczny w Białymstoku stanowi żywy pomnik wystawiony przez mieszkańców dla Józefa Piłsudskiego. Jako że w mieście pod koniec lat 20.  brakowało odpowiedniej instytucji kultywującej tradycję utworzono Dom Ludowy. Miano w nim nauczać języka polskiego. W trakcie budowy zmieniono nazwę na Teatr Miejski im. Józefa Piłsudskiego. Dlatego też wiele osób uważa, że obecny patron nie spełnia idei, jaka przyświecała twórcom tego miejsca. Popiersie Marszałka Piłsudskiego przechowano przez czas wojny, ukrywano w PRL-u, wreszcie przekazano do muzeum jako „Mężczyznę z wąsami”.

 

Aleksander Węgierko urodził się w warszawskiej żydowskiej rodzinie. Jego ojciec pracował jako cmentarny ogrodnik. Na deskach teatru zadebiutował mając 20 lat. Szybko zdobył uznanie i rozgłos. W czasie wojny pracował we Lwowie, po czym przeniósł się do Grodna.  Wieli zadaje sobie pytanie dlaczego tak postąpił. Lwów w tamtym czasie skupiał wybitnych artystów, pełniąc rolę skupiska polskiej inteligencji.  Jedni są przekonani, że do zmiany miejsca pracy skłonili go bolszewicy, z którymi nawiązać miał ścisłą współpracę. Inni są pewni, iż w Grodnie miał po prostu większe możliwości samodzielnego rozwoju.

 

W Białymstoku pojawił się w 1940 r. jako znana już postać. Niemal od razu przystąpił do rozbudowy obiektu teatru. Minęło zaledwie 7 miesięcy, a kierowana przez niego grupa zdobyła sławę. Wystawiane przez niego sztuki ochroniły się przed propagandą. Na deskach grano w języku polskim, w tym dzieła z epoki romantyzmu. Nawet radzieccy aktorzy byli ponoć nimi zachwyceni. Wkrótce Węgierko otrzymał propozycję wyjazdu do Moskwy. Bez wahania jednak odmówił.

 

Oskarżony o kolaborację nadal robił swoje. Teatr stał się jednym z najbardziej dochodowych w kraju. Przeciwnicy Węgierki obawiali się, że teatr stanie się przekaźnikiem radzieckiej propagandy. W nagonce zapomnieli o jednym. Sztuki grane w języku polskim były tym, za czym ludzie tęsknili od lat.

 

Nadszedł maj 1941 r. Grupa udała się w występami do Mińska. Między Niemcami a Rosja wybucha wojna. Zespół ratował się ucieczką. Sam wsiadł do pociągu w kierunku Brześcia, gdzie został pojmany przez gestapo. To kolejny zaskakujący krok. Wyjazd do Brześcia był bowiem niczym samobójstwo. Wielu twierdzi, że nie był w stanie wyobrazić sobie życia na tle wojny. Teatr stanowił cały jego świat, który miał utracić. A. Węgierko zginął w niejasnych okolicznościach. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Domniemuje się, że został rozstrzelany. 

 

Partnerzy portalu:

Unikają ubrań z guzikami i nie piją herbaty. Poznajcie zwyczaje staroobrzędowców.

Unikają ubrań z guzikami i nie piją herbaty. Poznajcie zwyczaje staroobrzędowców.

W całej Polsce żyje ich tylko dwa tysiące, z czego większość na Suwalszczyźnie. Staroobrzędowcy stanowią najmniejszą grupę wyznaniową. Członków społeczności nie przybywa. Czy obrządkowi grozi koniec? Na szczęście są ludzie, którzy walczą o przetrwanie tradycji.

 

Ruch staroobrzędowców nazywanych również zamiennie raskolnikami i filiponami, powstał w wyniku sprzeciwu wobec zmian wprowadzonych do Kościoła Prawosławnego przez patriarchę Nikona. Uznał, on że różnice między obrządkami Rosjan i Greków stanowią skutek niechlujnego przepisywania ksiąg przez mnichów. Wszystkie pisma i zwyczaje nakazał dostosować do tych greckich oryginałów.

 

Od tej pory Rosjanie musieli choćby żegnać się trzema palcami. Zmian oczywiście było dużo więcej. Mimo że Nikon został usunięty z urzędu przez cara, doszło do soboru. Nawet sama jego data, która ostatecznie zatwierdziła reformę wydawała się złowroga (1666 r.) Według przeciwników zmian, trzy szóstki stanowiły niechybny znak, że rozpoczyna się era Antychrysta. Przeciwnicy zmian zostali uznani z kolei za heretyków. Musieli uciekać w trosce o własne życie. Rozłam w cerkwi stał się faktem.

 

Na podlaskich ziemiach staroobrzędowcy pojawili się w XVII w. Obecnie spotkamy ich wyłącznie w małych wsiach z kilkunastoma zabudowaniami. Prowadzą, delikatnie mówiąc, dosyć surowy tryb życia. Nie piją nawet herbaty, gdyż uważają ją za zbyt mocny napój. O alkoholu czy papierosach nie może być więc mowy.

 

Dom modlitwy staroobrzędowców zwany molenną przypomina cerkiew. W kraju odnajdziemy jedynie cztery takie świątynie. W wystroju brakuje wielu znanych elementów – ołtarza czy prezbiterium. Nabożeństwa odprawia zaś świecki przywódca wspólnoty – Nastawnik. On też udziela sakramentów – chrztu czy ślubu. Pełni ponadto rolę spowiednika. W świątyni przestrzega się kilku zasad. Na głowie pań konieczna jest chusta. Zabrania się również mocnego makijażu i biżuterii. 

 

Jednym z niewielu zachowanych aspektów tradycyjnego wyglądu wśród większości starowierców jest długa broda, którą powinien nosić każdy mężczyzna, jako znak naśladownictwa Chrystusa. Odświętny strój męski składa się ze spodni i zakładanej bezpośrednio na ciało koszuli, często przepasanej skórzanym pasem. Dawniej koszula nie mogła być włożona w spodnie, ponieważ traktowane to było jako grzech.

 

Wśród najstarszych wyznawców jeszcze do niedawna istniały liczne przesądy. Większość z nich dotyczyła ubioru.  Nie wiązali chociażby krawatów. Miało to bowiem przypominać pętlę Judasza. Omijano również odzież z guzikami, gdyż uznawano je za ”diabelskie oczy”. Czapka z daszkiem też stanowiła przejaw obcowania z diabłem. Staroobrzędowcy ponadto unikają niektórych dań, zwłaszcza ziemniaków. Pełnią rolę odpowiednika jabłka, którym to wąż kusił Ewę w Edenie.

 

Jako grupa etniczna staroobrzędowcy bardzo dużą wagę przykładali do tradycji i zwyczajów, które wynieśli z domu rodzinnego. Po przesiedleniu się do Polski musieli jednak podporządkować się wielu polskim zwyczajom. Jedną z tradycji, która została odrzucona jest zakaz fotografowania siebie oraz ksiąg i obiektów sakralnych. Obecnie wszyscy wierni chętnie pozują do zdjęć, pozwalają na fotografowanie swoich domów czy ksiąg liturgicznych.

 

Przed II wojną światową w Polsce mieszkało około 50 tysięcy staroobrzędowców. Obecnie pozostała ich garstka tysiąca. Rada Naczelna tego wyznania została reaktywowana w 1953 roku w Suwałkach. Społeczność starowierców jest jednak mocno zdezintegrowana. Wierni z poszczególnych miejscowości praktycznie nie kontaktują się ze sobą.

Partnerzy portalu: