Sekrety wschodniej Polski. Fascynujące dziedzictwo unitów.

Sekrety wschodniej Polski. Fascynujące dziedzictwo unitów.

Kiedy myślimy o wielokulturowości Podlasia, pierwszym co przychodzi do głowy jest wiara bądź narodowość. Rzeczpospolita Obojga Narodów – potęga w Europie składała się bowiem głównie z Polaków, Litwinów i Rusinów. Dziś powiedzielibyśmy, że chodzi o Polskę, Litwę, Białoruś i Ukrainę. Pod względem religijnym dominującą wiarą był katolicyzm rzymski, jednak nikt tu nie prześladował wierzących ludzi z innych obrządków chrześcijaństwa, a nawet osób nie będących chrześcijanami. Zatem dobrze się mieli prawosławni, protestanci, kalwini. Nie mieli też problemu Żydzi i Tatarzy (Islam). Choć o nich mówi się w kontekście historii Polski najmniej. A już zupełnie nie mówi się o Unitach. A to dosyć ciekawy obrządek, który przetrwał do dzisiejszych czasów i szczególnie jest powiązany z Podlasiem.

Unici mają własną tradycję, bizantyjsko-słowiańską w kościele katolickim. Mówiąc w największym skrócie są to prawosławni, którzy uznają zwierzchnictwo katolickiego papieża. Czy nie ma lepszego połączenia wiary w miejscu, gdzie zdarzały się antagonizmy pomiędzy katolikami i prawosławnymi?

Zaczęło się od Unii

W 1596 roku, na synodzie w Brześciu, niecałe 30 lat po powstaniu Rzeczpospolitej Obojga Narodów, grupa biskupów prawosławnych z terenów Rzeczpospolitej postanowiła nawiązać bliskie związki z Kościołem Katolickim, przy jednoczesnym zachowaniu swoich tradycyjnych obrzędów, języka liturgicznego, prawa kościelnego i wyglądu swoich cerkwi. To wydarzenie doprowadziło do powstania Kościoła Katolickiego wschodniego obrządku, znanego jako Kościół unicki. Rosja, która wówczas traktowała Kościół prawosławny jako część swojej tożsamości narodowej, była przeciwna tej unii. Gdy Rosja zdobywała kontrolę nad częścią ziem polskich, zaczęła eliminować Kościół unicki. W Rosji, proces ten został zakończony w 1839 roku, a w Kongresowym Królestwie Polskim (pod władzą Rosji) – w 1875 roku, kiedy to ostatnia diecezja unicka w Chełmie została zlikwidowana. Mieszkańcy tych terenów, wcześniej katolicy, zostali zmuszeni do przejścia na prawosławie, co stało się obowiązkową religią państwową w Rosji. Unici, broniąc swojej wiary, doświadczyli prześladowań i represji, a niektórzy z nich nawet oddali życie za swoje przekonania. Pomimo późniejszej możliwości powrotu do katolicyzmu (ale tylko w obrządku rzymskim), wiele osób i miejscowości przeszło na prawosławie i pozostało przy tej wierze.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, wiele osób, wcześniej zmuszonych do przejścia na prawosławie, zaczęło wyrażać chęć powrotu do katolicyzmu, ale w obrządku wschodnim. W odpowiedzi na te aspiracje, w 1924 roku, został utworzony Kościół Katolicki obrządku bizantyjsko-słowiańskiego, zatwierdzony przez papieża Piusa XI, który nazwał go „neounią”. Ten nowy Kościół miał zachować obrzędy i liturgię prawosławną, jednocześnie uznając papieża. Mimo początkowego zainteresowania, brakowało księży znających ten obrządek, a władze polskie miały mieszane uczucia co do tego projektu, obawiając się napięć na tle wyznaniowym i narodowościowym. Kościół ten przetrwał do końca II wojny światowej, ale po wysiedleniu Ukraińców i zmianach granic państwowych, jego obecność znacznie się zmniejszyła.

Piękne drewniane cerkwie i kościoły

Co dziś pozostało po Unitach? Piękne drewniane cerkwie i kościoły. Zwiedzający zwykle skupiają się na ich kolorach, a nie stylach architektonicznych (co zrozumiałe). Jednak cerkwie unickie różnią się od tych, budowanych w stylu moskiewskim.

Pod wpływem obrządku łacińskiego w cerkwiach unickich zaczęły występować elementy wyposażenia, które były nie do pomyślenia w świątyniach ortodoksyjnych: architektoniczne ołtarze (przy braku niekiedy ikonostasu) z figuralną dekoracją rzeźbiarską, ołtarze boczne, ambony, organy, ławki, bardzo zlatynizowane malarstwo. Po 1839 r. często przebudowywano świątynie w duchu moskiewskim, w związku z czym zatraciły one pierwotny charakter. Nowi właściciele podjęli działania zmierzające do oczyszczenia dawnych cerkwi unickich z łacińskiego nalotu, jaki w ciągu dwóch stuleci zdołał się na nich nawarstwić.

Na terenie województwa podlaskiego zachowało się całkiem sporo obiektów powstałych jako cerkwie unickie, a dziś pełniących funkcje świątyń prawosławnych lub katolickich (parafialnych i cmentarnych). Są to np. świątynie w Bielsku Podlaskim, Czeremsze, Czyżach, Folwarkach Tylwickich, Grodzisku, Jurowlanach, Koźlikach, Kuraszewie, Lewkowie Starym, Łosince, Mielniku, Nowej Woli, Nowoberezowie, Orli, Parcewie, Pasynkach, Pawłach, Ploskach, Rudawce, Sokołach, Zawykach, Żurobicach itd.

Występują one dziś jako kościoły rzymskokatolickie lub cerkwie prawosławne. Jednak są i takie, które nadal są unickie: Cerkiew Unicka Bazylianów w Sokołach oraz Cerkiew Unicka w Wysokiem Mazowieckiem. Ten drugi to murowany budynek w stylu późnobarokowym. Ten pierwszy w Sokołach to piękna drewniana budowla w stylu barokowym. Sokoły znajdują się na pograniczu Mazowsza i Podlasia, wzdłuż dolnego biegu rzeki Narwi. Tamtejsza drewniana cerkiew, jest częścią grupy barokowych świątyń zbudowanych około połowy XVIII wieku. Te wyjątkowe konstrukcje, prawdopodobnie dzieło jednego warsztatu ciesielskiego, wyróżniają się prostokątnym korpusem nawowym, połączonym z ryzalitem frontowym oraz wydłużonym prezbiterium. Całość pokryta jest wspólnym dachem z charakterystyczną sygnaturką. Charakterystyczne dla tych świątyń są elewacje z szerokimi, drobno profilowanymi gzymsami oraz okna o dekoracyjnych kształtach. Cerkiew w Sokołach wyróżnia się tym, że jest jedyną cerkwią w tej grupie.

Historia cerkwi sięga 1778 roku, kiedy to została zbudowana w Tykocinie jako cerkiew unicka pod wezwaniem św. Mikołaja, należąca do bazylianów supraskich. Po utracie przez nich majątku w 1805 roku, cerkiew została przekształcona w kościół rzymskokatolicki. Następnie, w 1833 roku, została przeniesiona do Sokołów, gdzie zastąpiła spaloną kaplicę cmentarną. Przez lata cerkiew była wielokrotnie remontowana, z czego najważniejsze prace miały miejsce w latach 1984-1986. Remont ten obejmował naprawę fundamentów, wymianę szalunku i pokrycie dachu blachą. Ostatni remont odbył się w latach 2010-2011 i wiązał się z wymianą stolarki okiennej, pokrycia dachu na miedziane oraz obiciem blachą sygnaturki. Dzisiaj cerkiew w Sokołach stanowi nie tylko cenny zabytek architektoniczny, ale także ważne świadectwo historii regionu, łącząc elementy unickie i katolickie, odzwierciedlając wielowarstwowość kulturową i religijną tego obszaru Polski.

Elita dawnego Podlasia – Suprascy Bazylianie

W kontekście religii unickiej trzeba jeszcze wspomnieć o Bazylianach Supraskich. To właśnie od nich zaczęła się historia monasteru. To jedyna w Polsce świątynia obronna, która łączy ze sobą cechy gotyku i architektury bizantyjskiej. Klasztor prowadził tu silną działalność wydawniczą i drukarnię. To dzięki nim w nasz zakątek dotarło oświecenie. Produkowaliśmy bowiem księgi religijne, czasopisma, kalendarze. To w końcu u nas wydrukowano słynne do dziś dzieła Franciszka Karpińskiego. Jedno z nich czasie świąt Bożego Narodzenia. Mowa tu oczywiście o kolędzie „Bóg się rodzi – moc truchleje”.

W 1498 r. Aleksander Chodkiewicz sprowadził z Ławry Pieczerskiej do Gródka mnichów reguły Bazylego Wielkiego, którzy w 1500 r. przenieśli się do uroczyska Suchy Grąd nad rzeką Supraśl. Pierwszą budowlą klasztorną była niewielka drewniana cerkiew pw. św. Jana Ewangelisty w 1501 roku. Budowę murowanej cerkwi pw. Zwiastowania NMP ukończono w 1511 r. W połowie XVI wieku ściany pokryto bizantyńskimi freskami autorstwa serbskiego malarza Nektarija. W 1603 r. klasztor supraski przystąpił do obrządku unickiego.

Od przyjęcia unii brzeskiej między 1601 r. a 1603 r. aż do 1839 r. konwent supraski był jedynym w Polsce klasztorem autonomicznym. Nie podlegał zwierzchnictwu centralnie zarządzanym kongregacjom bazyliańskim. Zależny był jedynie od swojego metropolity i Stolicy Apostolskiej. Opatami supraskimi byli najwyżsi dostojnicy Cerkwi unickiej w Polsce, w tym metropolici tego Kościoła.

W latach 1695-1803 istniała w Supraślu typografia klasztorna. Prasy drukarskie w ciągu 108 lat działalności wytłoczyły 452 zarejestrowanych współcześnie pozycji, spośród których aż 73 proc. wydrukowano czcionką łacińską, zaś 27 proc. cyrylicą.

Unici to dziedzictwo naszego regionu

Wielokulturowość Podlasia ujawnia się w pełnej krasie, gdy przyjrzymy się historii i teraźniejszości cerkwi unickich, które stanowią nie tylko architektoniczne, ale i kulturowe dziedzictwo regionu. Kościół unicki, będący połączeniem tradycji prawosławnej i katolickiej, a zapoczątkowany na synodzie w Brześciu w 1596 roku, wskazuje na historię tolerancji i integracji różnych kultur i wyznań na Podlasiu. W XIX wieku, pod wpływem polityki rosyjskiej, Kościół unicki został zmuszony do zaniku, a jego wierni przeszli na prawosławie. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, próbowano ożywić tradycję unicką poprzez utworzenie Kościoła Katolickiego obrządku bizantyjsko-słowiańskiego, jednak z czasem jego rola znacząco zmalała.

Dziedzictwo Unii Brzeskiej żyje dziś w postaci zabytkowych cerkwi, jak ta w Wysokiem Mazowieckiem, Sokołach, Supraślu i wielu innych miejscach, które są świadectwem bogatej historii religijnej regionu. Wiele z tych cerkwi, niegdyś unickich, obecnie służy jako kościoły rzymskokatolickie lub prawosławne, co odzwierciedla skomplikowaną historię wyznaniową tych ziem. Bazylianie Suprascy, jako ważny element tej historii, przyczynili się do rozwoju kulturalnego i religijnego regionu, a ich dziedzictwo jest nadal widoczne w regionie. Ich wpływ na oświecenie i działalność wydawnicza miały kluczowe znaczenie dla kultury Podlasia.

Jeżeli chcielibyście poznać lepiej obrządek unicki, możecie wybrać się na drugą stronę Bugu do miejscowości Kostomłoty. Jest to miejscowość, która w końcu XVIII wieku znajdowała się w powiecie brzeskolitewskim województwa brzeskolitewskiego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Teraz to województwo lubelskie. Przy samej granicy z województwem podlaskim.

Partnerzy portalu:

Zima przycisnęła. Pierwszy raz od 7 lat nie było próby przekroczenia granicy z Białorusią.

Zima przycisnęła. Pierwszy raz od 7 lat nie było próby przekroczenia granicy z Białorusią.

Warunki atmosferyczne w Podlaskiem zmieniły się. Nadciągnął niż syberyjski, region pokryło śniegiem i ten śnieg się utrzymuje dzięki mrozowi. Temperatura będzie wahać się w najbliższych dniach od -5 do -10 st. C. Zapewne to jest główny powód dla którego 27 listopada był pierwszym od siedmiu lat dniem, w którym nie odnotowano żadnego przekroczenia granicy.

Pisaliśmy i publikowaliśmy, że takie przekroczenie odbywa się etapami. Najpierw chętni dolatują do Moskwy samolotem. Następnie pociągiem jadą do Mińska i innych białoruskich miast, gdzie korzystają z najmu mieszkań krótkoterminowego (dawniej koczowali w lasach). W kolejnym kroku muszą stawić się w okolicach płotu i czekać aż ktoś się po nich zgłosi. W tym czasie załatwiany jest kurier po polskiej stronie oraz ten, co wskazuje miejsce gdzie i kiedy bezpiecznie przekroczyć granicę.

Obecnie oprócz złych warunków atmosferycznych trwają też kontrole na granicach – jak za czasów sprzed strefy Schengen. Toteż trudno jest dostać się do Niemiec. Zatem podróż najczęściej kończyłaby się w Polsce, co nie jest atrakcyjne dla nielegalnych migrantów. Dlatego w ostatnim czasie na popularności zyskiwał też szlak przez Finlandię. W ostatnich dniach jednak ten kraj całkowicie zamknął wszystkie przejścia graniczne z Rosją. Warto tu odnotować fakt, że jednym z takich przejść było rowerowe, które chętnie wykorzystywali nielegalni migranci. Mimo, że przejścia graniczne tam są zamknięte, to mierząca 1200 km granica Finlandii z Rosją nie ma fizycznej bariery. Chyba, że uznamy za takową jeszcze niższe niż u nas temperatury.

Dlatego zakładać należy, że w naszym regionie tymczasowo sytuacja z przekroczeniami bardzo się uspokoi. Drugi łatwy do sforsowania szlak wiedzie przez granice Serbii z Węgrami. Mimo, że istnieje tam fizyczna bariera, to Węgry są krajem mocno skorumpowanym, więc wystarczy jedna z wielu łapówek, by przejść przez dwie drabiny.

Jeżeli chcecie więcej dowiedzieć się o świecie nielegalnej migracji, to zapraszamy do obejrzenia naszego krótkiego dokumentu na ten temat:

Partnerzy portalu:

Czy są szanse na nowoczesną drogę z Białegostoku do Augustowa?
Jurowce to jeden z ostatnich punktów, gdzie kierowcy mogą jechać lepszą drogą do Augustowa. Za moment będzie Katrynka i początek mordęgi.

Czy są szanse na nowoczesną drogę z Białegostoku do Augustowa?

Białystok jako stolica województwa jest połączona ekspresówką tylko z Warszawą, ale w stosunkowo niedalekiej przyszłości będzie połączony także ekspresówką z Ełkiem i Lublinem. Z pobliskiego Knyszyna dojedziemy także nowoczesną drogą do Augustowa przez Korycin, a dalej do Suwałk. Gdy spojrzymy na mapę drogową naszego regionu to zauważyć można, że brakuje w tych planach bardziej bezpiecznej drogi łączącej Białystok z Korycinem – a dalej z przyszłą ekspresówką.

Każdy, kto jeździ do Augustowa wie jak w marnym stanie jest obecnie krajowa ósemka. Wspomniany fragment trasy do Korycina jest szczególnie niebezpieczny. Tuż za Katrynką kończy się piękna droga i trzeba razem z TIR-ami jechać starą i zdezelowaną drogą, która ma po jednym pasie w każdą stronę.

Jeżeli dodamy do tego często powtarzające się niebezpieczne zachowania kierowców ciężarówek, idiotyczne wybryki kierowców osobówek – szczególnie dwie niemieckie marki przodują, a do tego krętą drogę i las, to mamy prawdziwy miks niebezpieczeństw czekających na podróżnych. Z tego powodu wiele osób woli nadrobić drogi jadąc najpierw do Sokółki, a dalej nową drogą przez Dąbrowę Białostocką. TIR-ów teraz tam jak na lekarstwo, ogólnie ruch też mniejszy.

Dlatego też w ferworze tych wszystkich ekspresówkowych inwestycji nie można zapominać o potrzebie nowoczesnej drogi z Katrynki do Korycina, tak by samochody osobowe nie musiały gonić do Knyszyna z Białegostoku. Na ekspresówkę szans już nie ma – to jest pewne. Natomiast skoro udało się zbudować nowoczesną drogę do Supraśla, to musi się też udać do Korycina. Szczególnie, że druga do Supraśla powstać w takiej formie nie powinna. Przypomnijmy, że zgłoszono wniosek o dofinansowanie drogi z gigantyczną estakadą przy czubkach drzew. Te kuriozum było potrzebne tylko po to, by dofinansowanie w ogóle dostać. Co ciekawe, gdyby zbudować tą drogę bez estakady – kwota realizacji byłaby podobna do kwoty wkładu własnego.

Gdyby budować ekspresówkę do Korycina to koszt wyniósłby 1,2 mld zł. Bez funduszy rządowych nie ma na to żadnych szans. Natomiast wątpliwe jest, by odchodzący czy nadchodzący rząd taką kasę wyłożył, gdyż pomiędzy Katrynką a Korycinem nie nie ma żadnego miasta, są same wsie. Skoro więc powstanie ekspresówka z Knyszyna, to na łącznik nikt nie wyłoży. Jednak gdyby zbudować drogę taką jak do Łap czy do Supraśla, to koszt by wyniósł około 300-400 mln zł. Jest to około jedna trzecia budżetu województwa podlaskiego. Zatem gdyby Województwo Podlaskie, Powiat Białostocki, Powiat Sokólski, a także Rząd RP zrobili „zrzutkę”, to wtedy szansa na realizację drogi by była.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Politycy nie potrafią się porozumieć nawet co do nazwy ulicy, zatem porozumienie aż czterech podmiotów zakrawa o fikcję. Pamiętać jednak należy, że niedługo wybory, zatem trzeba od nowych kandydatów wymagać i potem twardo rozliczać. Wybory do Parlamentu pokazały jak wielką siłę mamy jako Obywatele.

Partnerzy portalu:

Pułapka na radnych. Czy milioner dostanie odszkodowanie od Białegostoku?
Czy o tym wszystkim nie wie Prezydent Truskolaski? Trudno kogoś, kto tyle lat zajmuje stołek, podejrzewać że nie zna prawa. Zatem nie ma tutaj mowy, by działo się to poza jego świadomością.

Pułapka na radnych. Czy milioner dostanie odszkodowanie od Białegostoku?

Dziś (27.11.2023) bardzo ważne głosowanie podczas obrad Rady Miasta Białegostoku. Prezydent Tadeusz Truskolaski rękami swoich urzędników we wręcz maniakalnym uporze dążył, by na Dojlidach w miejscu obecnej fabryki sklejek powstało blokowisko. Jest to w stu procentach zgodne z życzeniem właściciela działki, znanego białostockiego biznesmena. I w stu procentach niezgodne z wolą mieszkańców Dojlidy, którzy jak tylko się dało protestowali na każdym kroku. Tyle, że tu nie o samą wolę chodzi. Jeżeli dzisiaj radni uchwalą plan zagospodarowania przestrzennego, którym zezwolą na budowę bloków na fabryce sklejek, to otworzą drogę do… odszkodowania dla tegoż biznesmena. Dlatego każdy radny, który dziś podniesie rękę ZA – będzie działać na niekorzyść miasta. I to w wielu wymiarach. Nie może być tak, że jeden człowiek się uparł i trzeba mu dać. Szczególnie, że tak wielu mieszkańców Dojlid nie chce blokowiska i wszystkich negatywnych skutków jego wybudowania.

Zabudować każdą dziurę

Białystok to miasto, a co za tym idzie dynamicznie się rozwija, zastępuje nowe starym. To jest normalne. Natomiast jeżeli patrzymy gdzie nowe zastępuję starym i w jaki sposób to aż dziw bierze, że prokuratura kompletnie się tym nie interesuje. Dziesiątki pożarów domów przypomina metodę warszawskiej mafii – tzw. czyścicieli kamienic. W Białymstoku mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju „czyścicieli osiedli”. Wypalano pustostany jeden za drugim, straż pożarna gasiła, a następnie w tym miejscu powstawały gigantyczne blokowiska. Nikt nie broni pustostanów, ale przeciwstawiamy się bandyckim metodom ludzi za to odpowiedzialnych.

To jeszcze nie wszystko. Budowanie blokowisk przy samej Rzece Białej połączone z betonowaniem wszystkiego dookoła spowodowało, że po każdej ulewie w mieście występują powodzie. Nawet w miejscach, gdzie zbudowano od zera nową kanalizację przed wymianą starej drogi na nową. Gdyby rzeka wraz z przyległymi terenami miała więcej miejsca, to byśmy wody na ulicach miasta nie widzieli.

Ostatni przykład to gęsta zabudowa w miejscach, gdzie jest już gęsto zabudowane. W centrum miasta można podać przykłady ulic, które są permanentnie zakorkowane dlatego, że dobudowano tam jeszcze więcej budynków, pozajmowano każdy wolny skrawek, byleby wepchać blokowiska czy biurowce.

Jak widać nie ma jakiegoś szerszego pomysłu na to, by budować bez powodowania szkód, by rozbudowywać a nie zabudowywać, by nie stawiać blokowisk w miejscach sprzecznych z logiką. Nikt się nie przejmuje, by wszystko od początku odbywało się też zgodnie z prawem.

Maniakalny upór Truskolaskiego

Dziś jednak będzie miała sytuacja bez precedensu. Otóż zmierzamy do finału batalii o Dojlidy. Wbrew protestom, uwagom i propozycjom mieszkańców, Tadeusz Truskolaski rękami swoich urzędników parł jak szalony, by wszystko było zgodne z wizją jednego z białostockich biznesmenów. Właściciel fabryki sklejki ma plan, by przenieść się z biznesem z gminy Białystok do gminy Wasilków, a miejsce po fabryce na Dojlidach przeznaczyć pod blokowisko.

Mieszkańcy Dojlid stanowczo protestują z kilku powodów. Tuż obok znajduje się rzeka. Dotychczas woda po deszczu spływała do niej oraz do stawu, który znajdował się na terenie fabryki. Obecnie staw został zasypany, a woda pojawiła się na ulicach i posesjach mieszkańców. Dołożenie jeszcze większej ilości bloków w tym miejscu spowoduje, że tych powodzi będzie więcej, a woda osiągnie nowe poziomy zalewając to, do czego wcześniej nie dosięgała.

To jeszcze nie wszystko. Nowe blokowiska to nowi mieszkańcy. A Dojlidy stanowczo nie są na to gotowe. Przebiegająca przez osiedle krajowa 19 już dziś jest zapchana. Jeżeli dołożymy do tego jeszcze nowych mieszkańców, to utworzą się korki, zacznie brakować miejsc do parkowania, zacznie brakować miejsc w placówkach edukacyjnych. Ponadto zniknie przychodnia lekarska, która znajduje się na terenie planowanego blokowiska. Czy powstanie po zmianach? Nic o tym nie wiadomo.

Warto też wspomnieć, że leżą w białostockim urzędzie miejskim od bardzo dawna plany przebudowania drogi tak, by była jeszcze szersza i przebiegła nowym torem tuż przy posesjach ludzi. Obecna droga przebiega z dala od nich. Blokowisko będzie idealnym pretekstem, by ogromną drogę budować. Znów wbrew mieszkańcom.

Sytuacja bez precedensu

Dzisiejsze głosowanie to sytuacja bez precedensu. Jeżeli radni podniosą rękę ZA, zmieniając plan zagospodarowania przestrzennego, to jednocześnie zmienią przeznaczenie terenu z fabryki na blokowisko. A tu prawo mówi jasno – zmiana przeznaczenia terenu otwiera drogę do odszkodowania właścicielowi, jeżeli ten nie może dalej kontynuować swojej działalności. I tak właśnie się stanie. Nowy plan oznaczać będzie przymus likwidacji fabryki. O ile jest to zbieżne z planami biznesmena, o tyle co innego mieć plan, a co innego być do tego przymuszonym prawnie. Zatem nic nie stoi na przeszkodzie, by najpierw właściciel Sklejek zażądał od miasta pieniędzy, by potem za te pieniądze zbudować blokowisko i sprzedać ludziom. Czysty zysk.

Czy o tym wszystkim nie wie Prezydent Truskolaski? Trudno kogoś, kto tyle lat zajmuje stołek, podejrzewać że nie zna prawa. Zatem nie ma tutaj mowy, by działo się to poza jego świadomością.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Będzie lodowisko na Rynku w Białymstoku! Jarmark Bożonarodzeniowy już się zbliża.

W sercu Białegostoku, na Rynku Kościuszki, już 2 grudnia pojawi się nowoczesne lodowisko. To wielki powrót miejskiej ślizgawki, tym razem w duchu ekologii i z technologią przyjazną dla środowiska. Ale to tylko dodatek do całej reszty – wspaniałego, pięknego, bajkowego Jarmarku Bożonarodzeniowego.

W tym roku stolica Podlaskiego ponownie ożyje świątecznym duchem, zapraszając mieszkańców i turystów na Rynku Kościuszki. Jarmark rozpocznie się w sobotę ceremonią otwarcia na której przemówi Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. Następnie odbędzie się świąteczny koncert Krzysztofa Kiljańskiego. Miasto rozświetlą świąteczne iluminacje, tworząc magiczną atmosferę. Dzień po otwarciu czyli w niedzielę 3 grudnia, rozpocznie się oczekiwanie na Mikołaja ze wspólnym kolędowaniem. Punktem kulminacyjnym będzie uroczyste uruchomienie miejskiej choinki o 16:30.

Lodowisko rozstawione na Rynku Kościuszki oferować będzie nie tylko tradycyjne łyżwiarstwo, ale również dodatkowe atrakcje jak silent disco na lodzie (8.12) oraz pokaz mistrzów świata w rzeźbie lodowej (15.12). Stworzone z myślą o środowisku, lodowisko wykorzysta panele samo-smarowane, które oferują poślizg porównywalny do klasycznego lodowiska. Organizatorzy chwalą się, że brak potrzeby mrożenia tafli znacząco ograniczy emisję CO2. Na dachu ślizgawki będzie instalacja fotowoltaiczna. Cała impreza będzie promowała ekologiczne postawy.

Na miejscu będą także punkty gastronomiczne, w których będzie można wypić i zjeść coś ciepłego. Dzięki temu można będzie spędzić więcej czasu na świeżym powietrzu podziwiając magię świątecznej atmosfery. Nie możemy się doczekać!

Partnerzy portalu:

Jak robić coś przed wyborami, żeby się nie narobić? Prezydent i marszałek już to wiedzą.

Jak robić coś przed wyborami, żeby się nie narobić? Prezydent i marszałek już to wiedzą.

Od wielkich politycznych wrogów po koalicje dla lotniska na Krywlanach – tak można opisać najnowszą wspólną inicjatywę Prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego oraz Marszałka Województwa Podlaskiego Artura Kosickiego. Jeżeli robi się szum wokół Krywlan może oznaczać to jedno – idą wybory.

21 listopada 2023r., obaj wspomniani wraz z prezesem Polskich Portów Lotniczych Stanisławem Wojterą podpisali list intencyjny w sprawie budowy lotniska na Krywlanach. Tak, tego samego, które istnieje już od tak dawna, że odnotowano na nim nawet lądowanie Hitlera w czasie II wojny światowej. Pomysł, by zbudować lotnisko w Krywlanach powstał w 1925 roku. Prace zaczęto dopiero 5 lat później, bo ciągle brakowało na to pieniędzy i co chwile prace wstrzymywano. Ostatecznie udało się je ukończyć inwestycję w 1937 roku, jeszcze ulepszono ją trochę w 1939. Lecz to co powstało nie było zbyt imponujące. Otóż lotnisko na Krywlanach składało się jedynie z krótkiego pasa i niewielkiego hangaru. Co zabawne mamy już koniec 2023 roku i praktycznie nic się nie zmieniło.

Przypomnijmy, że w poprzedniej kadencji samorządowej, swoim uporem Tadeusz Truskolaski doprowadził do wybudowaniu utwardzonego pasa startowego na tymże lotnisku. Wcześniej był tylko trawiasty. Obecnie prezydent rządzi miastem z przychylną sobie większością w radzie miasta, ale na budowę pasa pozwolili mu jeszcze rządzący radni PiS – z przeciwnego obozu politycznego. Wówczas prezydent postawił ich w zasadzie pod ścianą. Bo mamili ludzi bajkami o lotnisku regionalnym, na które było wiadomo że nie ma pieniędzy i długo nie będzie. Ostatecznie zgodzili się na lotnisko lokalne w Białymstoku.

Po zbudowaniu pasa został jeszcze jeden problem. Wycięcie Lasu Solnickiego, który przeszkadza w lądowaniu i startowaniu dla większych samolotów. Zatem w chwili obecnej nie można korzystać z pełnej długości wybudowanego pasa. Ponadto na Krywlanach nie ma też rozbudowanej infrastruktury do obsługi lotów. To są problemy do rozwiązania od dawna, ale to że prezydent i teraz także marszałek chcą, nie znaczy że i wszyscy mieszkańcy. Zamieszkujący okolicę Krywlan – nie chcą tam rozbudowy lotniska.

Pierwsza decyzja Truskolaskiego została zaskarżona i uchylona przez sąd. Druga decyzja również została zaskarżona przez wspomniane stowarzyszenie i czeka na rozpatrzenie. Dopóki nie będzie wiadomo jaki jest werdykt, to trzeba czekać na dalsze ruchy. Warto też przypomnieć o decyzji sprzed kilku dni. Otóż Las Solnicki (który trzeba wyciąć) chciałoby zająć wojsko, by powiększyć swoją bazę do ćwiczeń. Nasunęło się od razu pytanie – czy pozytywna decyzja od Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w sprawie wycinki nie sprawi, że nic się nie zadzieje, bo tym razem wojsko będzie przeszkodą lotniczą?

Co zatem wnosi list intencyjny? No właśnie nic. Tworzy fikcję, że rzeczywiście ktoś coś robi. Chociaż marszałek Kosicki przekonywał, że trzeba rozmawiać z mieszkańcami, by wycofali skargę. To ciekawe, że do takich rozmów potrzebował podpisania listu. Nie mamy wątpliwości, że zbliżające się wiosenne wybory samorządowe powodują, że zainteresowani startem już zaczynają przebierać nogami, by mieszkańcy widzieli że coś robią.

Partnerzy portalu:

Supraśl to najlepsza gmina do życia w Podlaskiem. Powód jest bardzo prosty.

Supraśl to najlepsza gmina do życia w Podlaskiem. Powód jest bardzo prosty.

W ostatnim czasie Supraśl zdobywa same nagrody. Najpierw zyskała tytuł „Symbolu Polskiej Samorządności 2023” organizowany przez „Monitor Rynkowy”, „Monitor Biznesu” – czyli dodatki do Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej. Ponadto Supraśl zwyciężył jako „Gmina Dobra do życia”. Ten konkurs zorganizowała Polska Agencja Prasowa. Najpierw stworzono ranking z wyśrubowanymi kryteriami, który miał ustalić które gminy są najlepsze. Zwyciężył Supraśl, wyprzedzając choćby Białystok. Jak to możliwe, że aspirująca do metropolii stolica województwa ustąpiła niewielkiemu uzdrowisku oddalonemu o 10 km?

Warto dodać, że pod uwagę były brane 63 wskaźniki. To na ich podstawie wyznaczono ogólny wskaźnik jakości życia. Wyniki podzielono na pięć kategorii w zależności od wielkości i roli gminy. Potem zrobiono podział na województwa i w Podlaskiem Supraśl był najwyżej w kategorii „jakość życia”.  Na drugim miejscu jest Wasilków, a dopiero trzeci Białystok. W zestawieniu brano pod uwagę: wydatki inwestycyjne gmin i infrastrukturę, poziom oświaty oraz dostępność przedszkoli i żłobków. Do tego rolę odegrały tereny zielone, walory estetyczne i zanieczyszczenie środowiska.

Jak spojrzymy na te wskaźniki to odpowiedź nasuwa się sama. Supraśl (na szczęście) ma nie do końca uregulowaną sytuację z gruntami. Chodzi o to, że miasteczko dawniej było prywatne i do dziś ma spadkobierców. A to powoduje, że deweloperzy, którzy chętnie by się wepchali z blokowiskami do uzdrowiska nie mogą tego zrobić, bo nie mają gdzie. Supraśl też w wielu kwestiach inwestycyjnych ma związane ręce. Jak widać jednak – dzięki temu dziś jest najlepszy do życia. Ma bowiem wszystko to co potrzeba do szczęścia na co dzień – dobre drogi dojazdowe. Warto też pamiętać że Grabówka jest częścią gminy Supraśl – toteż „dokłada” swoje do ranking choćby przedszkola i żłobki. Co do terenów zielonych to położenie w Puszczy Knyszyńskiej wygrywa na starcie. Ponadto nie brakuje w Supraślu oraz pomiędzy Supraślem i Grabówką miejsc do spacerów, sportu i rekreacji.

Nie bez powodu Wasilków jest na drugim miejscu. Tu deweloperzy zbudowali ogromne osiedle Dolina Cisów, ale zrobili to zupełnie od zera na pustym polu, nie niszcząc „starej” części Wasilkowa – za zalewem. Ponadto tu także są świetne drogi, mnóstwo przedszkoli i żłobków. Do tego otulina Puszczy Knyszyńskiej, zielone tereny w pobliżu Zalewu, a także inne dodatkowe tereny zielone z małym lasem pomiędzy Wasilkowem i Białymstokiem tworzą wspaniałe otoczenie. Zarówno walory estetyczne i brak zanieczyszczenia w Supraślu i Wasilkowie są niepodważalne.

A teraz spójrzmy na Białystok. Deweloperzy przy aprobacie rządzących miastem wcisnęli się w każdy możliwy kąt z blokowiskami, kompletnie zaburzając ład, zakorkowując ulice, zanieczyszczając środowisko. Jedyny plus miasta to liczba przedszkoli – tu wybór naprawdę jest duży. A że mamy obecnie niż demograficzny, to miejsc nie brakuje. Tereny zielone? Zabetonowane. Można najwyżej pójść do Parku Zwierzynieckiego połączonego z Lasem Zwierzynieckim. Nomen omen ekipa rządząca miastem swego czasu miała plan zabetonować ścieżki w tymże lesie. Na szczęście nagłośniono sprawę i oburzenie społeczne wybiło im to z głowy.

Zatem przy obecnie rządzącym Tadeuszu Truskolaskim i jego ekipie Białystok do powrotu na pierwsze miejsce szans nie ma. Miasto potrzebuje radykalnej zmiany w stylu rządzenia. Skończyły się czasy „ja wiem wszystko najlepiej”, a także „zadłużajmy się ile tylko można, bo dotacje przepadną”. Teraz trzeba słuchać świadomego społeczeństwa, które potrafi się zmobilizować na wybory, potrafi jasno wskazywać swoje potrzeby i jest mocno wymagające jeżeli chodzi o realizację. Pod tym kątem, zapatrzony w siebie Truskolaski się kompletnie nie nadaje. W Supraślu i Wasilkowie rządzą osoby z młodszego pokolenia. Adrian Łuckiewicz, burmistrz Wasilkowa, pogonił w wyborach właśnie takiego „Truskolaskiego”, który wiedział najlepiej i nie chciał słuchać mieszkańców. Tak samo Radosław Dobrowolski – burmistrz Supraśla. Kto pamięta jeszcze jego poprzednika, ten dokładnie wie jak mieszkańcy odetchnęli, gdy pojawił się następca.

Partnerzy portalu:

30 lat czekali i się doczekali. Centrum Kultury Białoruskiej powstanie w Białymstoku.

30 lat czekali i się doczekali. Centrum Kultury Białoruskiej powstanie w Białymstoku.

Głównym celem Centrum Kultury Białoruskiej będzie rozwój i promocja kultury białoruskiej oraz integracja tej mniejszości w Podlaskiem. Instytucja, która rozpocznie działalność od 1 stycznia 2024 r., będzie finansowana z budżetu województwa. Z1arezerwowano na ten cel 1,5 mln zł. Do czasu ustalenia stałej lokalizacji, CKB będzie tymczasowo mieścić się w budynku urzędu marszałkowskiego przy ul. Kilińskiego.

Inicjatywa powołania Centrum ma swoje korzenie w postulatach środowiska białoruskiego z początku lat 90. ubiegłego wieku. W kwietniu 2022 r. dwanaście organizacji pozarządowych działających na rzecz społeczności białoruskiej utworzyło związek stowarzyszeń Centrum Kultury Białoruskiej, a we wrześniu br. zwróciły się one z prośbą o utworzenie instytucji. Marszałek Województwa Artur Kosicki, który odpowiada między inny za zadania związane z kulturą, przychylił się do propozycji utworzenia placówki. Do czasu wyboru dyrektora CKB, jego obowiązki będzie pełnił Anatol Wap. Nowa organizacja planuje organizować koncerty, festiwale, warsztaty, seminaria oraz działania popularyzujące język białoruski i kulturę.

Ostateczna decyzja w sprawie powołania CKB należy do radnych wojewódzkich, którzy będą głosować nad projektem budżetu 27 listopada br.

Partnerzy portalu:

Lotnisko na Krywlanach ostatecznie pogrzebane? Ten ruch może je zablokować na zawsze.

Lotnisko na Krywlanach ostatecznie pogrzebane? Ten ruch może je zablokować na zawsze.

Wojsko wystąpiło do prezydenta Białegostoku i Lasów Państwowych o powiększenie garnizonu w mieście. Wskazano do tego teren Lasu Solnickiego. Jeżeli mundurowi przejmą zarządzanie kompleksem, to prawdopodobnie nie powstanie tu lotnisko na Krywlanach. Przypomnijmy, że nie można korzystać z pasa startowego w pełni, bo Las Solnicki jest przeszkodą lotniczą, którą trzeba usunąć. Zatem przejęcie tego lasu przez wojsko jeszcze bardziej skomplikuje sprawę.

Warto dodać, że przy ul. Kawaleryjskiej jest jednostka wojskowa i Las Solnicki jest po sąsiedzku. Ponadto wojsko już zapowiedziało, że nie planuje tam robić żadnej wycinki. Ponadto kompleks nie będzie dostępny dla mieszkańców. Zatem spacerowicze będą musieli znaleźć sobie inne tereny.

Trudno nie podejść krytycznie do wojska pod katem tego co ostatnio się dzieje w Podlaskiem. Przypomnijmy – przy granicy mieszkańcy i turyści często się skarżą na problemy z wojskowymi, gdy wybierają się do lasu. Ogólny zarzut jest taki, że wojskowi mają zachowywać się tak, jakby kompleks mieli na wyłączność. Ponadto ich maszyny nie są odpowiednie w miejscach przyrodniczych. Szczególnie, że polska armia w tych przygranicznych lasach nie ma konkretnego zadania. Nie grozi nam wojna ze strony Białorusi. Nie są prowadzone tam ćwiczenia.

Kolejny problem ujawnił ostatni wypadek z potrąconym żubrem w Masiewie – przy Puszczy Białowieskiej. Tam wojskowa ciężarówka uderzyła w zwierzę. Z relacji świadków wynika, że żubr był ciągnięty po jezdni, a zatem pojazd poruszał się zbyt szybko. W tym miejscu obowiązywać ma ograniczenie prędkości do 30 km/h. Wojsko utrzymuje, że pojazd jechał 40 km/h. Poruszający był widok drugiego żubra, który próbował cucić nosem swego kompana i długo przy nim czuwał.

Teraz sprawa z Lasem Solnickim to kolejna niezbyt potrzebna inicjatywa. O ile samo powstanie nowej jednostki wojskowej jest w porządku, to nie ma potrzeby by stacjonowała w miejskim lesie, z którego korzystali mieszkańcy. Ponadto może to zablokować powstanie Krywlan już na zawsze, bo nie będzie jak usunąć przeszkód lotniczych.

Partnerzy portalu:

Co dalej z zaporą na granicy? Wiele się zmieni.

Co dalej z zaporą na granicy? Wiele się zmieni.

Co dalej z zaporą na granicy z Białorusią? Oczywiście nikt nie myśli o jej rozebraniu. Przynajmniej dopóki za płotem rządzi Łukaszenka. Natomiast obserwując wywiady z politykami, którzy potencjalnie będą o tym decydować, można wysnuć pierwsze założenia polityki nowego rządu, który wkrótce powstanie.

Przypomnijmy – sama 5-metrowa zapora to nie wszystko. Jest ona na bieżąco monitorowana kamerami i czujnikami, dzięki czemu czas reakcji na nielegalną migrację jest szybszy. Próby jednak nadal nie ustają. Mało tego, widać też że sam płot łatwo jest pokonać. Dlatego problem nie zniknął.

Jest też druga strona medalu. Na granicy oprócz Straży Granicznej znajduje się także policjanci i wojskowi. Ci pierwsi mogliby zostać oddelegowani do innych zadań, związanych z ich właściwą pracą. Nie ma też potrzeby, by drudzy stacjonowali pod granicą, bo zagrożenia napaścią ze strony Białorusi nie ma żadnego. Natomiast są negatywne konsekwencje przebywania żołnierzy na Podlasiu.

Ostatnio potrącono śmiertelnie żubra ciężarówką w małej przygranicznej wiosce w Puszczy Białowieskiej. W samej Białowieży wiele osób skarży się, że turyści nie mogą swobodnie zwiedzać szlaków. Wielokrotnie mieli być przeganiani przez wojskowych. W ogóle sam fakt przebywania wojska w tym miejscu zabija turystykę i biznes. A to już duzy kłopot, bo turyści przyjeżdżają, zostawiają pieniądze, te potem w podatkach trafiają zarówno do kasy państwa jak i małych gmin Puszczy Białowieskiej.

Z zapowiedzi polityków, którzy będą potencjalnie mieli wpływ na te sprawy można wywnioskować, że policja i wojsko zostaną odesłane. W ich miejsce w przyszłości ma być poszerzona kadra Straży Granicznej. Mówi się nawet o kilku tysiącach etatów. Obecnie jest ich prawie 15 tys. w całym kraju.

Warto jednak wiedzieć, że nie da się tego zrobić zbyt szybko. Zatrudnienie takiej ilości osób to proces na kilka lat. Jeżeli wymiana Wojska, Policji na Straż Graniczną będzie tyle trwało, to w Puszczy Białowieskiej nie będzie już czego zbierać. Albo nie będzie już Putina i Łukaszenki i płotu, albo cały biznes i turystyka wymrze i regionalna gospodarka poniesie straty. A warto wiedzieć, że Podlaska gospodarka dysponuje takim samym budżetem co Albania. Jak wiecie, nie jest to zbyt bogaty kraj. Przykładowo taka niemiecka Bawaria ma budżet jak cała Polska. Zatem zubożanie biednego regionu nie jest dobrym pomysłem. Bo potem ludzie chcą zasiłków. Czyli wszyscy pracujący Polacy będą się musieli składać nie tylko na policję, wojsko, to jeszcze wszystkich tych co stracili pracę i firmy przez obecność tych mundurowych.

Dlatego zanim będziemy mieli na granicy sprofesjonalizowaną służbę, rozbudowaną o tysiące nowych etatów, która zawodowo będzie bronić granicy, a nie doraźnie czyniąc szkody, to potrzebny jest stan pośredni. Nie jest to pomysł nowy, ale taki, o którym odchodząca władza nie chciała słyszeć. Mowa tu o zaproszeniu FRONTEX-u czyli europejskiej straży granicznej.

Problemem dla odchodzącej władzy było to, że obecność FRONTEX-u oznaczałoby koniec z pushbackami i związanym z tą procedurą brakiem pomocy dla tych, którzy przekroczyli granicę, ale utknęli na podlaskich bagnach w Puszczy. Nowi natomiast chcą i z jednym i drugim skończyć. Na pewno jest to rozwiązanie humanitarne, ale warto od razu zasygnalizować, że ośrodki tymczasowe dla migrantów są przepełnione. Dokładanie tam kolejnych ludzi spowoduje ogromny problem. Tworzenie nowych ośrodków spowoduje jeszcze większy problem. Dla nowych rządzących oznaczać to będzie powrót obecnie odchodzących za 4 lata.

Partnerzy portalu:

Miasto sprzedało XIX-wieczny zabytek. A mogli zamknąć oczy i poczekać aż spłonie.

Miasto sprzedało XIX-wieczny zabytek. A mogli zamknąć oczy i poczekać aż spłonie.

Był kiedyś taki żart o Stalinie, o tym jak stał na trybunie i oglądał defiladę. Podbiegło do niego dziecko i krzyczy – Wujku daj cukierka. – Paszoł Won! – odkrzyknął Stalin. A mógł zabić – skomentowano.

I od tego możemy rozpocząć opowieść o Koszykowej 1. Stoi tam kolejny zabytek, który miasto sprzedało. Przypomnijmy, że wcześniej na handel poszła zabytkowa, żydowska szkoła stojąca na zapleczu ul. Lipowej. Miasto zamiast remontować zabytki, sprzedaje je. I tak jak w tym żarcie o Stalinie powinniśmy się cieszyć, bo mogli nic nie robić i poczekać aż spłonie. Wtedy pusta działka byłaby mniej problemowa. Pożarów tego typu domów w mieście było bez liku i miasto za każdym razem ten fakt zupełnie ignorowało. I tak o to powstały blokowiska po pożarach na Bojarach i Przydworcowym. Dom przy Koszykowej też stoi na Bojarach.

Zabytki trzeba ratować, remontować i przeznaczać na działalność publiczną. Gdy zwiedzamy europejskie miasta, to są one przepełnione pięknymi zabytkowymi budynkami, które nie są puste i zniszczone. U nas po prostu je sprzedaje z zastrzeżeniem, że ma być odremontowany w konkretnym terminie. Problemy są dwa.

Jeżeli nowy właściciel nic nie zrobi, to miasto może odkupić nieruchomość (o ile będzie miało pieniądze i chęć zrobienia afery). Przypomnijmy jak to sprzedano zabytkowy pałac na Dojlidach z ogromną bonifikatą na cele Wyższej Szkoły Administracji Publicznej. Szkoła splajtowała, piękny zabytek przez lata niszczał, aż został wykupiony przez osobę prywatną. Miasto mogło go odkupić, ale nie chciało, bo wartość nieruchomości znacząco wzrosła, a do tego wynikłoby że poprzedni prezydent sprzedał pałac za grosze, a drugi odkupuje za miliony.

Drugi problem jest taki, że jeżeli dom na Koszykowej spłonie to automatycznie przestanie być zabytkiem. A zatem ktoś będzie mógł zgarnąć całkiem atrakcyjną działkę i pozbyć się „problemu”. Oczywiście nie należy zakładać złej woli, ale patrząc na to, co się działo dotychczas w Białymstoku, warto być ostrożnym ze sprzedawaniem zabytków. A najlepiej tego nie robić. Szczególnie, że mieszkańcy byli przeciwni sprzedaży domu na Koszykowej i wielokrotnie apelowali do prezydenta by tego nie robił.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jak obecnie wygląda przebudowa dworca kolejowego?

Dworzec Kolejowy w Białymstoku właśnie zyskuje nowe perony i zadaszenie. Najbliżej budynku jest już pod dachem, dalsze perony są rozkopane. Budowany jest także tunel łączący perony z budynkiem dworca oraz z przejściem pomiędzy ul. Bohaterów Monte Cassino a Kolejową. Na powyższym filmie można zauważyć, jak dużo zostało już zrobione od strony Wyszyńskiego – mamy tam centrum przesiadkowe, a także nowe rondo. Malowano tam również pasy. Od strony Kolejowej natomiast prace już skończyły się jakiś czas temu. Podobnie jak na wspomnianym centrum przesiadkowym.

Prace miały być zakończone w tym roku, jednak rzeczywistość pokazała, że nie jest to możliwe, dlatego planowane teraz zakończenie jest na 2024 rok. Prace są prowadzone przy maksymalnie możliwym ruchu pociągów. Oprócz prac nad dworcu, prace są wykonywane także na samej trasie do Warszawy. Gdy zostaną ukończone, to pociągi do stolicy pojadą szybciej niż obecnie. Podróż potrwa 90 minut.

Warto przypominać i cały czas naciskać osoby decyzyjne, że konieczna jest elektryfikacja odcinka pomiędzy Sokółką a Suwałkami. Mieszkańcy powinni mieć możliwość komfortowo i szybko docierać do Suwałk. Potrzebne są także decyzje polityczne, by połączyć Suwałki, Białystok z Lublinem i Rzeszowem. Tu największą przeszkodą jest brak zainteresowania władz województwa mazowieckiego remontem swojego odcinka. Mało kto pamięta, że fragment mazowieckiego jest wciśnięty pomiędzy Podlaskie i Lubelskie. Akurat na tym terenie jest trasa kolejowa.

Nie zapominajmy też, że Łomża i Białystok powinny zostać również połączone kolejowo. Tu decyzje zapadły. Trasa zostanie wznowiona poprzez rewitalizację linii kolejowej nr 49 Łomża – Śniadowo oraz odbudowę infrastruktury pasażerskiej na linii kolejowej nr 36 na odcinku Śniadowo – Łapy. Całkowity koszt tej inwestycji to ponad 431 mln zł, z czego 15 proc. czyli około 64 mln zł zostanie pokryte z budżetu województwa. Z kolei z Rządowego Programu Uzupełniania Lokalnej i Regionalnej Infrastruktury Kolejowej – Kolej+ na realizację połączeń do Łomży zostanie przeznaczone około 367 mln zł. Warto tu dodać, że w najbliższym czasie rząd się zmieni, dlatego trzeba będzie mocno naciskać podlaskich parlamentarzystów, by pieniędzy mocno pilnowali. W przeszłości już się zdarzały przesunięcia.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Czy zobaczymy jeszcze śnieg zimą? To zależy od nas.

Pełno śniegu oraz temperatura minus 17 stopni. Jeszcze 5 lat temu tak wyglądała podlaska zima. Czy są szanse, że taka pogoda jeszcze wróci?

Zacznijmy od wyjaśnienia marudom, co śniegu nie lubią, jak bardzo ważne jest, by spadło jak najwięcej puchu i poleżało do wiosny. Przede wszystkim każde anomalie pogodowe zaburzają ekosystem. Jeżeli nie spadnie śnieg, namnażać się będą wszelkiej maści owady. A latem odczujemy tego skutek. Ponadto brak śniegu spowoduje, że wiosną nie będzie miało się co rozpuszczać i zasilać gruntów i rzek. Inaczej mówiąc – jeżeli wiosną nie będzie regularnych opadów po zimie, to nastanie susza. Wówczas ceny polskiego jedzenia skoczą do góry i będziemy skazani na importowane, które delikatnie mówiąc nie smakuje zbyt dobrze i jest przepełnione chemią.

Brak śniegu to także więcej gatunków roślin i zwierząt inwazyjnych, które w Polsce normalnie nie występują. Zatem długotrwały brak zim może doprowadzić do całkowitej zmiany naszego ekosystemu. Ostatecznie będzie coraz mniej drzew, zanikną rzeki, a krajobraz w Polsce będzie przypominał taki, jaki mamy w Bieszczadach – czyli niska roślinność i dużo kamieni. Do tego zaadaptowane do takiego klimatu owady i zwierzęta. Czy wyobrażacie sobie Podlaskie choćby bez łosi, które kochają bagna i wysokie trawy?

Należy sobie zadać pytanie czy coś w ogóle możemy zrobić. Ależ owszem, nie tylko nasz region, ale cały nasz kraj powinien obfitować w zbiorniki retencyjne, w których gromadzić będziemy deszcz. Ponadto trzeba naprawić to, co zniszczył PRL – a mianowicie koryta rzek. Otóż wówczas urzędnicy próbując rozwiązać problem powojennego głodu, udrożnili i wyprostowali koryta rzek tak, by woda szybko spływała do morza. W efekcie odsłonięto nowe pola, które mogli zasiać rolnicy. Dziś w XXI wieku, gdy jedzenia nie brakuje – koryta rzek muszą zostać przywrócone, by znów woda w nich mogła powoli meandrować i zasilać szeroko całą okolicę wodą. W efekcie będziemy mieli bujną roślinność w Podlaskiem.

W tamtym roku śnieg zasypał całą okolicę tylko na jeden dzień. Jeżeli chcielibyśmy, by padało dłużej i utrzymywało się wszystko częściej, to musimy przestać emitować tak dużo ciepła jak obecnie. To nie tylko globalny problem, to także trzeba rozwiązywać lokalnie. Wystarczy wziąć termometr i przejechać się z centrum Białegostoku do okolicznych miejscowości, by zobaczyć jak bardzo zabetonowanie stolicy województwa wpływa na temperaturę. Te wszystkie samochody spalinowe, które Unia Europejska chce zlikwidować, nie są winne tego, że urzędnicy wylali miliony ton betonu w Europie. Nawet mocno pro-ekologiczna Kopenhaga, stolica Danii jest mocno zabetonowana. Pozytywnie natomiast można wyrazić się pod tym względem od Wiedniu – czyli stolicy Austrii. Tam kierunek jest odwrotny – nie walczy się z samochodami, tylko betonem właśnie.

Dlatego i my powinniśmy iść drogą Wiednia. Odbetonować Białystok i inne miasta, nasadzić ile się da i gdzie się da oraz poczekać aż cała okolica się schłodzi. Wtedy będzie przyjemnie latem i zobaczymy śnieg zimą.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jak wygląda Białystok oczami obcokrajowca?

Najpierw przyjechał do Suwałk, by następnie wsiąść do pociągu, który zawiózł go do Białegostoku. Donatas Loda – pod taką nazwą funkcjonujący użytkownik YouTube zrelacjonował swój pobyt w Białymstoku? Jak było? Był w centrum miasta, odwiedził ZOO, próbował jedzenia w mlecznym barze. Film zaczyna się od przyjazdu pociągiem do Białegostoku. Widzimy po dojechaniu kadry z dworca, a następnie park przy spodkach. Kolejny punkt zwiedzania do Kościół Św. Rocha oraz widoki z góry. Później znajdujemy się na ul. Lipowej, gdzie podziwiamy wspólnie cerkiew Św. Mikołaja. Następny krok to Rynek Kościuszki – ratusz, fontanna i katedra.

W kolejnym kroku nasz litewski przewodnik zabrał nas na ul. Kilińskiego oraz do Pałacu Branickich. Tu możemy podziwiać ogród w pełnej okazałości. Następnie czas na obiad, a po nim zwiedzanie Plant i ZOO. Na koniec widzimy wycieczkę do Muzeum Sybiru. Tam podziwiać można eksponaty, oglądać multimedia i czytać tablice informacyjne.

Warto tu przytoczyć opinię Donatasa Loda, który pisze tak: Białystok jest piękny, czysty, przyjazny dla budżetu. bardzo rekomenduję! To miłe z jego strony, że taką ocenę wystawia stolicy Podlaskiego. Na pewno ona może zachęcić innych obcokrajowców do przyjazdów tutaj i zwiedzania.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kładka Śliwno-Waniewo, Tykocin, Łosiostrada – to prawdziwy raj dla rowerzystów

Jadąc z Białegostoku do Osowca-Twierdzy, przez Śliwno, Waniewo, Tykocin oraz Carski Trakt, przemierzymy 100 km. Akurat na całodzienną podróż. Jeżeli chcemy mieć łatwiej, to powinniśmy najpierw wybrać się do Osowca, a następnie wrócić do Białegostoku. Niezależnie od opcji, którą wybierzecie – obie miejscowości połączone są koleją, więc powrót można sobie zagwarantować bez konieczności robienia drugiej setki pedałując. Warto jednak się upewnić, że da się pokonać kładkę Śliwno-Waniewo, bo w ostatnim czasie coraz gorzej z poziomem Narwi, a przez to atrakcja turystyczna jest często nieczynna.

Kładka Śliwno-Waniewo to popularna atrakcja turystyczna. Przejście nią w obie strony to 3 km wspaniałego spaceru pośród pięknych rozlewisk, śpiewu ptaków (gdy nie ma zimy) – oraz wyróżniających się odgłosów dzikich gęsi. Można też obserwować klucze innych ptaków. Dodatkowo jest wiele miejsc, gdzie można sobie posiedzieć. Wcześniej była to tylko jedna wieża. Teraz mamy do wyboru 3 takie miejsca plus wieża w samym Waniewie. Nawet teraz, gdy mamy jesień i zbliża się zima, to chyba nikogo specjalnie nie musimy namawiać na wyjazd do Śliwna bądź Waniewa. Każda okazja jest dobra, a czas tam spędzony nie będzie czasem straconym. Byleby tylko woda w Narwi była i można się wybierać.

Tykocin natomiast jest otoczony malowniczymi, kolorowymi domkami, stanowi idealne miejsce na spacery i odpoczynek. Podobnie jak pobliska rzeka Narew i prowadzące wokół niej bulwary. To tutaj można poczuć niepowtarzalny klimat tego miejsca. Na rynku i w jego okolicy znajduje się wiele urokliwych kawiarni, restauracji, gdzie można spróbować regionalnych przysmaków, poznać kuchnię żydowską czy litewską.

Kościół Przenajświętszej Trójcy to kolejne ważne miejsce na mapie Tykocina. Jest to budowla o niezwykłej urodzie i znaczeniu historycznym. Prezentuje styl barokowy – charakterystyczny dla Pałacu Branickich w Białymstoku. I nie jest to przypadek, bo świątynia została ufundowana przez Jana Klemensa Branickiego. Wnętrze świątyni urzeka bogactwem dekoracji. Warto wspomnieć o znajdującym się tam, jedynym w Polsce portrecie Matki Boskiej Szlacheckiej. Na terenie kościoła znajduje się także wyjątkowy klasztor, będący przedłużeniem świątyni.

Jest też pobliski Alumnat. To kolejny zabytek Tykocina, który zasługuje na uwagę turystów. Jest to jedyne takie miejsce w Polsce, które funkcjonowało do pierwszej wojny światowej od XVII wieku. Był to przytułek i szpital dla żołnierzy weteranów pochodzenia szlacheckiego i wyznania katolickiego.

Carskim Traktem dojedziemy do Osowca-Twierdzy, po drodze mijając kładkę na bagna i wieże widokowe. W Osowcu, wchodząc w mroczne korytarze twierdzy, wrócimy do czasów wojennych zmagań. Certyfikowani przewodnicy oprowadzą nas przez fortyfikacje, pokazując broń, mundury i inne elementy, które odzwierciedlają historię tego miejsca. Ścieżki edukacyjne wokół Twierdzy pozwalają nam poznać ją również od zewnątrz. Warto też obejrzeć cała okolicę – kładki czy bunkry. Na koniec możemy wrócić do Białegostoku pociągiem.

 

Partnerzy portalu:

Białystok nie będzie grabić liści. Ktoś tam w końcu poszedł po rozum do głowy.
fot. Bialystok.pl

Białystok nie będzie grabić liści. Ktoś tam w końcu poszedł po rozum do głowy.

Kiedy obserwuje się Białystok w cyklu 4 pór roku, to do tej pory można było zauważyć takie oto prawidłowości: latem intensywne koszenie każdego kawałka trawy, jesienią dmuchanie i grabienie liści, zimą odśnieżanie i intensywne solenie, zaś wiosną nasadzenia. A gdyby tak Wam powiedzieć, że nie trzeba ani kosić, ani grabić i zdmuchiwać, ani odśnieżać i solić. Jedynie warto sadzić. To może Wam się wydawać dziwne, ale jeżeli popatrzycie na to logicznie, to szybko dostrzeżecie, że te wszystkie czynności powodują jedynie stratę pieniędzy. Korzyści w tym nie ma żadnych.

Nie kosić trawy

Niekoszenie trawy pozwala na rozwinięcie się dzikim roślinom, owadom, takim jak pszczoły, motyle i inne owady, które dbają o zapylanie. Daje im to dostęp do pożywienia i schronienia, co z kolei przyczynia się do ochrony bioróżnorodności. Ponadto koszenie trawy w miastach wymaga znacznych nakładów pracy, czasu i kosztów związanych z zakupem i utrzymaniem sprzętu oraz paliwem. Pozostawienie trawy nienaruszonej może przyczynić się do oszczędności tych zasobów. W konsekwencji mamy też redukcję emisji gazów cieplarnianych i ogranicza emisje dwutlenku węgla i innych zanieczyszczeń powietrza. Jeżeli uważacie, że to jest fanaberia – to możecie sami sprawdzić na własnej skórze. Wystarczy termometr. W centrum Białegostoku potrafi być o około 2 stopnie więcej niż na jego obrzeżach. Niby nic, ale z biegiem lat będzie coraz goręcej, więc działać trzeba teraz.

Dzika trawa i rośliny korzeniowe mogą przyczynić się do utrzymania zdrowej struktury gleby oraz zatrzymywania wody opadowej, a to pomaga w zapobieganiu erozji gleby. Jeżeli spojrzymy na rzekę Białą i jej niski stan, to szybko się przekonamy dlaczego to takie ważne. Nieskoszona trawa może też pomóc w zatrzymywaniu zanieczyszczeń z opadów deszczu, zapobiegając tym samym zanieczyszczeniu gruntu.

Jest jeszcze kwestia estetyczna. Niektórzy ludzie uważają, że dzika, niekoszona trawa ma swój urok i dodaje naturalnego piękna miejscom w mieście. Może to stworzyć bardziej przyjazne dla ludzi otoczenie. Jeżeli pamiętacie Białystok z lat 90. To wszędobylska zieleń upiększała szare i smutne miasto.

Nie grabić liści

Podobne korzyści daje także niegrabienie liści jesienią. Oprócz ochrony owadów, schronienie mają także małe zwierzęta. Ponadto liście stanowią naturalny materiał organiczny, który po rozkładzie wzbogaca glebę w składniki odżywcze. To z kolei przyczynia się do poprawy struktury gleby, zwiększenia jej zdolności do zatrzymywania wody i zapewnia lepsze warunki dla roślin. Nie będziemy tu rozwijać po raz kolejny argumentów ekonomicznych, bo są oczywiste. Ważniejsze jest to, że liście pomagają w zatrzymaniu erozji wodnej i wietrznej. Chroni to teren przed utratą składników gleby i degradacją terenu. Pozostawienie liści przy korzeniach roślin może pomóc w regulowaniu temperatury gleby i utrzymywaniu jej wilgotności. To korzystne dla korzeni i ogólnego zdrowia roślin.

Tu także można użyć argumentu estetyki otoczenia. Liście na trawnikach lub pod drzewami w okresie jesieni dodają uroku krajobrazowi. Mogą tworzyć naturalne dywany o różnych kolorach, co jest cenione za swoją piękność. Wystarczy przejść się do Parku i Lasu Zwierzynieckiego, by zobaczyć to na własne oczy.

Nie odśnieżać i nie solić

Tutaj warto zaznaczyć, że nieodśnieżanie ulic doprowadziłoby do paraliżu, ale jeżeli przypomnimy sobie ostatnie zimy to odśnieżanie też nic nie dało i paraliż następował. Wynikało to z braku odpowiednich zasobów, które mogłyby zniweczyć skutki siły natury. Warto jednak rozważyć ograniczenia solenia i odśnieżania w niektórych miejscach. Szczególnie tam, gdzie rządzi natura. Mowa tu przede wszystkim o parkach i innych tego typu miejscach. Wbrew pozorom ścieżki w nich nie muszą być odśnieżane. Takie Planty czy ogrody Pałacu Branickich z powodzeniem mogłyby tego nie mieć.

Używanie soli do odśnieżania i rozprawiania się z gołoledzią może wprowadzać duże ilości soli do gleby i wód gruntowych. To może prowadzić do zanieczyszczenia wód i szkodliwego wpływu na rośliny oraz organizmy wodne. Ponadto wydobywanie, przechowywanie i rozprowadzanie soli na chodnikach wiąże się z kosztami i zużyciem energii. Pozostawienie śniegu i lodu w parkach i innych podobnych miejscach może pomóc zaoszczędzić zasoby finansowe i energię. Ponadto w ten sposób ochronimy też swoje buty.

Wracamy do liści

Brak odśnieżania prawdopodobnie skończyłby się wielką awanturą, bo nie ma co się oszukiwać – wszyscy uwielbiają wygodę, zaś natura jest dla nich drugorzędna. Podobnie w Polsce zdecydowanie więcej fanów jest nieustannego koszenia trawy. Wygolona zieleń jest piękna i inne argumenty, że nie warto, nie są w ogóle przyswajane. Ale małymi kroczkami coś też się zmienia. Miasto Białystok pozytywnie zaskoczyło ogłaszając, że nie zamierza grabić liści. Gdyby jeszcze w jego ślad poszły spółdzielnie mieszkaniowe, które pieniędzmi swoich mieszkańców tak zarządzają, jakby palili nimi w piecach.

W tym sezonie jesienno-zimowym liście nie zostaną wygrabione w następujących miejscach:w zabytkowym Parku Lubomirskich, w zabytkowym Parku Konstytucji 3 Maja, w zabytkowym Parku Starym im. Księcia J. Poniatowskiego, w Parku Centralnym przy ul. K. Kalinowskiego, na terenie Skweru Armii Krajowej wokół Pałacyku Gościnnego, na terenie Skweru im. Wł. Zankiewicza i na terenie bulwarów przy ul. Z. Herberta. Gdyby miasto w tych samych miejscach zimą nie odśnieżało, a latem nie kosiło – to byłoby idealnie!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Po tym filmie znów zapragniecie lata. Podlaskie wtedy jest cudowne.

Oglądając ten film w jesienny dzień od razu chce się z powrotem lata. Podlaskie jest cudowne o każdej porze roku, ale latem i zimą (ze śniegiem) szczególnie. Jesienią jest kolorowo, ale nie każdy lubi niskie temperatury i częste braki słońca. Dla mieszkańców innych regionów – nasz jest jeszcze nieodkryty w pełni, arcypiękny i przebogaty w doznania. To także drewniane, przepiękne chaty, cisza i odludzie. A do tego pyszne jedzenie, żubry i lasy.

Jak autorzy powyższego filmu opisują atmosferę panującą tutaj? Mówiąc o ciszy, mamy na myśli spokój wiszący w powietrzu, bo nie brak dźwięków. Melodii tam mnogość! Zaczynając od śpiewów cerkiewnych, na odgłosach komunikujących się jeleni i nadlatujących w uzbrojonych oddziałach szerszeni kończąc. Tych ostatnich pewnego wieczoru przy grillu odwiedziło nas osiem. – czytamy na kanale Pracownia. – Atrakcją było też odganianie tabunu os o iście mutanckich rozmiarach i szalenie krwiożerczych żądłach. Bardzo chcemy wrócić i zrobimy to na pewno.
Teraz dajemy Wam pocztówkę z krótkiego, ale urokliwego czasu sierpniowego, który mogliśmy spędzić na Podlasiu dzięki kochanym: Szymonowi, Paulinie, Ignacemu, Justynie. – dodają autorzy.

Na filmie możemy podziwiać między innymi cerkiew w Puchłach, pustelnię w Odrynkach, podlaskie drewniane chaty, ruiny kościoła w Jałówce oraz piękne podlaskie krajobrazy. Dlatego, gdy się ogląda to wszystko od razu pragnie się lata z tą cała, wspaniałą atmosferą.

Partnerzy portalu:

Oto najciekawsze żydowskie kirkuty. Tych nekropolii w Podlaskiem jest prawie 90!

Oto najciekawsze żydowskie kirkuty. Tych nekropolii w Podlaskiem jest prawie 90!

Województwo Podlaskie kryje w sobie szczątkowe dziedzictwo kultury żydowskiej. Jedną z cząstek tejże są cmentarze żydowskie, które stanowią nie tylko miejsca spoczynku zmarłych, ale również ważne świadectwo kultury, religii i historii społeczności żydowskiej w regionie. Poniżej przedstawiamy pięć największych kirkutów w regionie.

Cmentarz żydowski w Krynkach

Cmentarz żydowski w Krynkach znajduje się w północnej części tego malowniczego, przygranicznego miasteczka. To jeden z największych cmentarzy żydowskich w północno-wschodniej Polsce. Cmentarz zajmuje obszar 2,3 ha (według innych źródeł 3,3 ha) i zawiera około 3100 nagrobków, z najstarszym pochodzącym z 1750 roku. Nekropolia dzieli się na starą część, z nagrobkami z XVII i XVIII wieku, oraz nową, która powstała po rozszerzeniu cmentarza w 1840 roku. Macewy na cmentarzu wykonane są z różnych materiałów, takich jak zlepieńce, piaskowce, granity i beton.

W okresie II wojny światowej część macew została wykorzystana przez Niemców do budowy lokalnej mleczarni, a wiele uległo zniszczeniu. Na terenie cmentarza znajdują się również dwie zbiorowe mogiły pochodzące z czasów wojny.

Cmentarz żydowski w Knyszynie

Cmentarz żydowski w Knyszynie to cmentarz z XVIII wieku, zlokalizowany na groblach królewskich sadzawek, które były częścią założenia dworskiego Zygmunta II Augusta. Jest to jeden z największych i najlepiej zachowanych kirkutów w województwie podlaskim. Początki społeczności żydowskiej w Knyszynie sięgają XVI i XVII wieku, kiedy to niewielka grupa żydowska należała do gminy wyznaniowej w Tykocinie. Jednak dopiero około 1705 roku powstał kahał (gmina) w Knyszynie, co prawdopodobnie spowodowało, że rozpoczęto pochówki na terenie grobli królewskich.

Ostatecznie, w 1786 roku, uzyskano oficjalną zgodę na chowanie zmarłych w Knyszynie, co uznaje się za datę założenia cmentarza. Na cmentarzu znajdują się zarówno stare, nieoznakowane nagrobki, jak i bardziej nowe, datujące się na XX wiek. Cmentarz przestał być używany w 1942 roku, a obecnie zachowuje się tylko jeden nagrobek. W 2012 oznaczono miejsce zbiorowej mogiły z 1942. W 2014 Knyszyńskie Towarzystwo Regionalne im. Zygmunta Augusta przeprowadziło prace rewitalizacyjne na cmentarzu: kirkut został uporządkowany, z jego terenu usunięto krzaki i chwasty, ostawiono część wywróconych macew. Wytyczono również ścieżkę zwiedzania z najciekawszymi miejscami na cmentarzu.

Cmentarz żydowski w Białymstoku

Cmentarz żydowski w Białymstoku to jedno z najważniejszych miejsc pamięci województwa podlaskiego. Oficjalnie założony w 1892 roku (chociaż pierwsze pochówki miały miejsce od 1890 roku), cmentarz ten pełnił nie tylko funkcję cmentarza, ale także stał się symbolem historii żydowskiej społeczności w Białymstoku. Na powierzchni 13 ha, otoczonej ceglanym murem, znajduje się około 5-6 tysięcy nagrobków, z których najstarszy pochodzi z 1876 roku. Cmentarz ten ma także swoje miejsce w historii pogromu białostockiego z 1906 roku, gdy pochowano tu ofiary tego tragicznego wydarzenia.

Cmentarz żydowski w Sokółce

Cmentarz żydowski w Sokółce ma swoje korzenie w XVII wieku i zajmuje obszar 1,68 ha. To jedno z lepiej zachowanych miejsc pochówku żydowskiego w województwie podlaskim. Cmentarz podzielony jest na dwie części – starą i nową. Na terenie cmentarza zachowało się ponad dziewięćset macew, które świadczą o bogatej historii i tradycji żydowskiej w Sokółce.

Cmentarz żydowski w Tykocinie

fot. Nexusdx / Wikipedia

Cmentarz żydowski w Tykocinie jest najstarszym zachowanym kirkutem województwa podlaskiego i stanowi niezwykle cenny element dziedzictwa kulturowego. Założony w 1522 roku, wraz z powstaniem gminy żydowskiej na mocy przywileju Kanclerza Wielkiego Litewskiego Olbrachta Gasztołda, ten cmentarz jest jednym z najważniejszych miejsc pamięci żydowskiej historii w regionie. Zajmuje powierzchnię 2,2 ha i jest położony na zachodnim krańcu miasta, pomiędzy rzeką Narew a drogą do Nieciec.

Na cmentarzu w Tykocinie zachowało się około 100 macew, z których najstarsza datuje się na 1791 rok. Warto podkreślić, że początkowo na tym cmentarzu chowano zarówno Żydów tykocińskich, jak i tych pochodzących z Białegostoku. Przed II wojną światową cmentarz został otoczony betonowym parkanem ufundowanym przez emigrantów żydowskich z USA. Obecnie zarówno ogrodzenie, jak i sama nekropolia są zdewastowane, a wiele macew uległo zniszczeniu.

Cmentarze żydowskie województwa podlaskiego są nie tylko miejscami pamięci. Pomimo upływu czasu i prób zniszczenia, zachowały się one jako świadectwo długiej i bogatej historii żydowskiej w Polsce, która kiedyś była integralną częścią wielokulturowej, wielonarodowej Rzeczpospolitej Obojga Narodów – ogromnej potęgi w Europie.

Partnerzy portalu:

Zwiedzanie miasta późną jesienią. Co można robić, gdy pogoda jest brzydka?

Zwiedzanie miasta późną jesienią. Co można robić, gdy pogoda jest brzydka?

Tak, wiemy że mówi się iż nie ma brzydkiej pogody, tylko źle ubrani ludzie. Natomiast nie oszukujmy się, kiedy od rana do wieczora jest ciemno za oknem, to chęci na robienie czegokolwiek maleją do zera. Problem polega na tym, że taka aura potrafi się utrzymywać tygodniami, a nie ma takiej ilości czipsów i innych przekąsek, popijanych herbatą i kawą, której człowiek by nie był w stanie zjeść pod ciepłym kocem. Skutki później są jednak tragiczne. W styczniu siłownie przeżywają kilkutygodniowy szturm, dietetycy uwijają się jak w ukropie, a my zaczynamy kalkulacje – czy coś zacząć ze sobą robić czy przetrwać te kilka tygodni wstydu na plaży, gdy będzie lato. Dlatego, jeżeli jesteś mądrym Polakiem przed szkodą, to koniecznie powinieneś zapoznać się z tym poradnikiem. Przekaże Ci jak przetrwać późną jesień w mieście.

Odkryj tajemnicze kafejki i restauracje

Deszczowa pogoda to doskonały pretekst, aby odwiedzić lokalne kafejki i restauracje. W wielu miastach można znaleźć miejsca o unikalnym charakterze, które serwują wykwintne potrawy i napoje. To idealna okazja, aby spróbować regionalnych specjałów i zanurzyć się w miejscowej kuchni. Nie musicie się martwić, że przytyjecie. Porcje w restauracjach są takie, jakby kot napłakał.

Muzea i galerie sztuki

Muzea i galerie sztuki to doskonałe miejsce na schronienie przed deszczem. Wnętrza tych miejsc często kryją niezwykłe dzieła sztuki, które mogą zapewnić Ci niezapomniane wrażenia. Dzięki nim poznasz historię miasta i jego kulturalne bogactwo. Tak się składa, że w Białymstoku niedawno otwarto świetne Muzeum Pamięci Sybiru, w Supraślu jest zapierające dech w piersiach Muzeum Ikon. Interesujące propozycje mają też placówki w Suwałkach i Łomży.

Spacer po starej części miasta

Deszczowa pogoda dodaje staremu mieście tajemniczości. I chociaż Białystok starówki nie ma, to odbudowany z gruzów po wojnie, Rynek Kościuszki doskonale taką udaje. Suwałki i Łomża też mają miejsca do dreptania. I tak się składa, że wszędobylski beton w taką pogodę zbytnio się nie nagrzewa. Spacer po uliczkach miasta w deszczu może dostarczyć niezapomnianych wrażeń. Pamiętaj tylko o odpowiednim ubraniu i parasolu. Starówki są często pełne urokliwych kafejek, małych sklepików i historycznych budynków, które czekają na odkrycie.

Spacer nad rzeką lub zalewem

Tak się składa, że wszystkie 3 największe miasta Podlaskiego mają miejsce, gdzie można pochodzić nad wodą. Białystok ma bulwary nad Białą i zalew w Dojlidach, Łomża – rzekę Narew i wiele interesujących na niej punktów, a Suwałki słyną z zalewu Arkadia. Mało kto pamięta, że przez miasto przepływa też rzeka Czarna Hańcza. Zatem deszczowa pogoda może nadać tym miejscom specjalnego uroku. Spacer wzdłuż brzegu w deszczu może być niezwykle romantyczny i relaksujący.

Festiwale i wydarzenia kulturalne

Wiele miast organizuje wydarzenia kulturalne, nawet w deszczową pogodę. Przejrzyj różne kalendarze imprez czy w okolicy nie odbywają się festiwale, wystawy, koncerty lub inne wydarzenia. To doskonała okazja do poznania innych mieszkańców. Na pewno w grudniu atrakcją będą jarmarki świąteczne.

Spacer po parkach i ogrodach

Parki i ogrody wciąż zachowują swój urok. Spacer po nich w deszczu i po deszcze może dostarczyć unikalnych wrażeń, a aura sprawi, że otoczenie będzie wydawało się jeszcze bardziej zielone i soczyste. Nie zapomnijcie o kaloszach, bo tam nikt betonu nie wylewał.

Jak widzicie, deszczowa pogoda nie musi zniechęcać do zwiedzania miasta. Wręcz przeciwnie, może ona dostarczyć wyjątkowych wrażeń i okazji do poznania Podlaskiego w inny sposób. Nie zapomnijcie tylko odpowiednio ubrać się i zabrać parasola lub innej ochrony przed zimnem i deszczem. Cieszcie się tajemniczych zakątków miast, odkrywajcie je, bo deszczowej aurze mogą wydawać się jeszcze bardziej urocze.

Partnerzy portalu:

Czego się uczyły żydowskie dzieci? Ten budynek jest pamiątką.

Czego się uczyły żydowskie dzieci? Ten budynek jest pamiątką.

Piękny budynek, zwany Tarbutem, który stoi schowany w Białymstoku pomiędzy ul. Kalinowskiego, Grochową i Lipową, mimo że jest wyjątkowym zabytkiem, to zostanie sprzedany przez prezydenta Białegostoku. Jako, że w mieście rządzi koalicja deweloperska, to różne „cuda” mogą się z tym budynkiem stać, gdy znajdzie już nowego nabywcę. Dlatego postanowiliśmy opisać jego historię i przypomnieć – do czego kiedyś służył. Dziś też mógłby służyć temu samemu, ale prezydent Truskolaski od lat trzyma go zamkniętego na kłódkę.

Przez wiele lat, edukacja dzieci żydowskich w Białymstoku koncentrowała się głównie wokół nauki Talmudu i Tory, a także nauki języka niemieckiego, rachunków i gimnastyki. Początkowo nauka odbywała się w języku niemieckim, ale po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po I wojnie światowej, język polski zastąpił język niemiecki. Jedną z głównych placówek edukacyjnych dla dzieci żydowskich była szkoła przy ul. Pięknej 11 (dziś stoją w tym miejscu wieżowce). Szkołę tę sfinansował fabrykant Iser Szapir, a w 1924 roku uczyło się w niej 600 uczniów, a w jesziwie (wyższej szkole religijnej) – 100 uczniów. Program nauczania obejmował wiele przedmiotów, począwszy od nauki czytania i pisania w języku hebrajskim i polskim, poprzez czytanie biblii, modlitwy, kaligrafię, rachunki, geometrię, aż po historię i geografię Polski. Była to kompleksowa edukacja, która łączyła elementy religijne z naukami świeckimi.

Po zakończeniu I wojny światowej, w Białymstoku powstały dwie hebrajskie szkoły podstawowe. Pierwsza z nich rozpoczęła działalność w 1919 roku i miała 8 klas oraz ponad 300 uczniów. To właśnie ta placówka znajdowała się w dzisiejszym zabytku przy ul. Lipowej. Budynek tej szkoły był wyposażony w wiele udogodnień, takie jak sala gimnastyczna, gabinet fizyczny i biblioteka z książkami w języku hebrajskim i polskim. Wiadomo też, że był tam piękny ogród. Dzisiejszy zabytek powstał w latach 1904-1906.

W 1925 roku utworzono drugą hebrajską szkołę podstawową, co było odpowiedzią na rosnącą liczbę chętnych do nauki w języku hebrajskim. Znajdowała się ona przy ul. Kupieckiej 34 (dziś to ul. Malmeda). Również i po tej szkole nie ma już żadnego śladu. Warto dodać, że w mieście funkcjonowało łącznie 37 szkół – podstawowych, gimnazjów, szkół zawodowych i przedszkoli. Dlatego Tarbut przy Lipowej jest ostatnim miejscem – które jest bardzo dobrze zachowane i przypomina doskonale o edukacyjnej historii Białegostoku. Można tylko bardzo ubolewać, że mógłby służyć edukacji, a przejdzie w ręce prywatne i na zawsze utraci swój wyjątkowy charakter.

Partnerzy portalu:

Rekordowa frekwencja wymiotła ich z Sejmu. Zasiadali tam od wielu lat.
Wybory w Polsce, foto archiwalne / fot. Lukasz2 / Wikipedia

Rekordowa frekwencja wymiotła ich z Sejmu. Zasiadali tam od wielu lat.

Pamiętam czasy, gdy wystarczyło lekko ponad 2 tysiące głosów, by dostać się do Sejmu. Było to możliwe dzięki bardzo niskiej frekwencji. Dlatego ostatnie wybory, gdy Polacy poszli tłumnie do urn i pobili rekord frekwencji, dosłownie zdmuchnęły ze sceny politycznej tych, którzy przez wiele lat bardzo małym wysiłkiem zostawali posłami. I tak, po raz pierwszy od bardzo dawna nie zobaczymy już na wiejskiej takich parlamentarzystów jak:

Tania pietruszka

Mieczysław Baszko (Zjednoczona Prawica / Partia Republikańska), Robert Tyszkiewicz (KO), Eugeniusz Czykwin (KO). To właśnie ta trójka musiała ustąpić nowym posłom, ze swoich ugrupowań. Po raz pierwszy w Sejmie zobaczymy Sebastiana Łukaszewicza z PiS (dotąd wicemarszałek województwa podlaskiego), Alicja Łepkowska-Gołaś z KO oraz Jacek Niedźwiedzki również z KO. Na razie skupmy się na tych, co właśnie odchodzą. Mieczysław Baszko był posłem dwie kadencje. Nie przemęczał się tam zbytnio. W ciągu ostatnich 4 lat – tylko 16 razy wyszedł na mównicę, złożył 47 interpelacji, wygłosił 6 oświadczeń, i złożył 15 pytań i zapytań. Warto jednak podkreślić, że to tylko liczby. Bywają tacy parlamentarzyści, co nie produkują na papierze, ale są bardzo wpływowi, dzięki czemu region tylko zyskuje.

Baszko jest związany z Sokółką. Czy coś nasz region albo chociaż powiat sokólski zyskały z jego obecności w parlamencie? Na TVN24.pl w styczniu tego roku mogliśmy przeczytać: 14 milionów złotych, czyli ponad połowę z puli dotacji w ramach programu „Sport dla Wszystkich”, otrzyma Krajowe Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych, na którego czele stoi poseł Partii Republikańskiej Mieczysław Baszko. Według informacji portalu, w tym samym czasie pełnił funkcję prezesa Krajowego Zrzeszenia Ludowych Zespołów Sportowych od listopada 2021 roku. Baszko zasłynął też w mediach ogólnopolskich udowadnianiem, że inflacja spada, ponieważ potaniała pietruszka.

Podlaski baron

Kolejny przegrany to Robert Tyszkiewicz, zwany przez podlaskie media „podlaskim baronem”. Jemu poświęcimy najwięcej, bo posiadał taką pozycję w Platformie, że mógł zdziałać dla regionu bardzo wiele. Białostoczanin w parlamencie zasiadał przez 5 kadencji. Jeżeli spojrzymy na jego ostatnie 4 lata, to też się nie przemęczał. 123 interpelacje, 8 pytań i zapytań, jedno oświadczenie i 18 wypowiedzi. Warto jednak spojrzeć na tą postać z perspektywy ostatnich 20 lat w Sejmie i tego, że nazywany był „baronem”. To szmat czasu, by coś dobrego dla regionu zrobić. Pierwszą kadencję, przez 2 lata rządził PiS. Jednak kolejne 8 lat – przewodniczący podlaskiej Platformy miał gigantyczne możliwości.

Zarówno w 2007 jak i 2011 w Białymstoku i w Podlaskiem przewijały się w kampanii tematy dróg krajowych nr 8 i 19, obwodnicy Augustowa, lotniska, szybkiej kolei do Warszawy, ale też hali widowiskowej w Białymstoku. Palących problemów było jeszcze więcej. Wszystkie miały wspólny mianownik. W 2004 Polska weszła do Unii Europejskiej, każdy chciał inwestować, ale do niektórych realizacji potrzebne były pieniądze rządowe. Jeżeli porównamy Tyszkiewicza jako barona PO do Jarosława Zielińskiego – barona PiS, to wsparcie za czasów PiS tego drugiego dla Suwałk było widoczne bardzo mocno w porównaniu do wsparcia dla Białegostoku za czasów PO.

Ostatecznie w czasach PO (2007-2015) powstała ekspresówka łącząca Białystok z Warszawą. Tymczasem do granicy z Litwą lepsze są tylko fragmenty, zaś do Augustowa droga fatalna. Krajowa 19 w zasadzie dopiero teraz zaczyna być budowana. Lotniska nie ma. Swoją drogą była szansa na jego powstanie w czasach PO. Gdyby tylko poseł Tyszkiewicz potrafił wylobbować, by pani minister w rządzie Tuska – Bieńkowska nie obcięła kasy unijnej na regionalne lotniska. Chociaż na nasze podlaskie.

Warto też wspomnieć o Rail Baltica. Poseł mógłby przekonać rząd, by przebiegała trasa przez Sokółkę i Augustów (obecnie nie ma tam nawet na trasie elektryfikacji). Tymczasem wariant będzie prowadzić przez Ełk i Olecko. Dopiero z Warmii i Mazur pociąg dojedzie do Białegostoku. A warto wspomnieć, że umowę, która ma realizować inwestycję podpisano już w 2014 roku. Zatem poseł miał bardzo dużo możliwości, gdyby tylko potrafił je wykorzystać w Warszawie.

Zaczynał w PRL

Na koniec został jeszcze Eugeniusz Czykwin – również z KO. Wiele osób o nim zapewne zbyt dużo nie słyszało. Małe liczby wystąpień i interpelacji też niewiele o nim powiedzą. W Sejmie zasiadał przez 8 kadencji – czyli zaczynał jeszcze w czasach PRL. Pochodzi z podbielskiej Orli i w zasadzie od lat koncentrował się na sprawach mniejszości białoruskiej oraz sprawach osób prawosławnych. I to w zasadzie dla nich będzie największa strata.

Swoją drogą w kontekście Czykwina warto przypomnieć jak słowny jest Donald Tusk. „Kto nie głosuje, ten nie kandyduje” – powiedział były premier o posłach, którzy nie potrafili usprawiedliwić swojej nieobecności podczas głosowania za „Lex Czarnek”. W gronie tychże był Eugenisz Czykwin, który dostał w obecnych wyborach wysokie 7 miejsce.

Partnerzy portalu:

Jesień na Podlasiu. Zakochaj się w kolorowych pejzażach.

Jesień na Podlasiu. Zakochaj się w kolorowych pejzażach.

Podlaskie, region w północno-wschodniej Polsce, to miejsce o niezwykle zróżnicowanej przyrodzie i bogatej kulturze. Jednak to jesień nadaje naszemu regionowi wyjątkowy urok, kiedy lasy, jeziora i miasta przemieniają się w malownicze krajobrazy o bogatych kolorach. Oto przewodnik po tym, co można zwiedzać w Podlaskiem jesienią i dlaczego to jest najlepszy czas na odwiedziny.

Zacznijmy od samej stolicy regionu czyli Białegostoku. Tutaj bezapelacyjnie trzeba wybrać się na spacer zaczynając od ogrodów w Pałacu Branickich, przez Planty, po Park i Las Zwierzyniecki. Szczególnie przepięknie prezentuje się ten ostatni. To bowiem rezerwat przyrody niemalże w centrum miasta! Wszędzie po drodze krajobraz będzie skąpany złotem, czerwienią oraz innymi barwami.

Kolejny pomysł wart zrealizowania to wyjazd do Puszczy Białowieskiej. Jeden z najstarszych lasów na świecie jest prawdziwą skarbnicą przyrodniczą. Jesienią drzewa liściaste zmieniają swoje oblicze, kryjąc się za odcieniami czerwieni, pomarańczy i złota. Spacer po tutejszych ścieżkach jest niezapomnianym doświadczeniem, które pozwala na obcowanie z przyrodą w jej pełnej okazałości. Szczególnie pięknie jest na terenie Białowieskiego Parku Narodowego.

Następna doskonała propozycja to Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Miejscowości znajdujące się wokół rzeki Narew od Łomży, Piątnicy po Drozdowo, Bronowo, Gać, Pniewo i Starą Łomżę. Najpiękniejsze miejsce jakie tam spotkanie to z pewnością Muzeum Przyrody – Dwór Lutosławskich. Wspaniała kładka drewniana, parkowa aleja z drzewami to takie cuda, których nie zapomnicie długo.

Niezależnie od tego, czy jesteś miłośnikiem przyrody, historii czy kultury, w Podlaskiem znajdziesz coś dla siebie. Dlatego właśnie jesień to doskonały czas, by odkryć uroki tego regionu i cieszyć się jego niezwykłą atmosferą.

Partnerzy portalu:

Powstaną nowe ścieżki rowerowe w regionie

Powstaną nowe ścieżki rowerowe w regionie

Supraśl połączony zostanie z Podsokołdą, a Nowogród ze Zbójną. W Augustowie powstanie kładka dla rowerów nad kanałem, zaś Bielsk Podlaski zostanie połączony z miejscowościami Augustowo i Biała. Warto dodać, że w przyszłości ze Zbójnej trasa rowerowa powiedzie dalej. Będzie to tak zwana Kurpiowska Ścieżka Rowerowa im. Adama Chętnika. Dzięki niej rowerzyści będą mogli jeździć z Mazowsza w Podlaskiem do Kurpi w województwie mazowieckim.

Ważne będzie także połączenie Supraśla z Podsokołdą. Obecnie kierowcy jadący w stronę Krynek lub z tej miejscowości do Supraśla, mijają bardzo wielu rowerzystów. To bardzo duże zagrożenie dla tych drugich. W Polsce kierowcy nie są nauczeni korzystać z dróg razem z rowerzystami. Dochodzi do wielu wypadków z winy kierowców samochodów. Głównym problemem jest brak należytego dystansu przy wymijaniu. Bardzo często zdarza się, że kierowca jednośladu dzieli centymetry od pojazdu. Prowadzący samochody często robią to złośliwie, bo brakuje im rozumu. Inni nie mają umiejętności, bo gdy zdawali egzamin na prawo jazdy, to nie istniało takie zjawisko jak rowerzysta na drodze.

Wszyscy czekają także na ogłoszenie budowy trasy dla rowerów z Hajnówki do Białowieży. Obecnie jezdnia prowadząca pomiędzy dwoma miastami jest bardzo wąska, przez co mijające się samochody robią to bardzo blisko siebie. Jeżeli dodamy do tego jeszcze rowerzystów, to ryzyko wypadku znacząco wzrasta. Na szczęście jest leśna alternatywa dla kierowców jednośladów. Problem polega na tym, że podczas upałów w lasach jest susza, a po deszczu błoto. Wtedy nie da się tamtędy przejechać.

Partnerzy portalu:

Stare, ciężkie dźwignie to już przeszłość. Białystok ma nowoczesne centrum sterowania ruchem na kolei.
fot. Tomasz Łotowski / PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

Stare, ciężkie dźwignie to już przeszłość. Białystok ma nowoczesne centrum sterowania ruchem na kolei.

Przełomowa modernizacja w białostockim kolejnictwie. Zaczęło działać nowoczesne centrum sterowania ruchem kolejowym. Jest ono oparte na zaawansowanych systemach komputerowych, zastąpiło przestarzałe urządzenia mechaniczne, które służyły kolejarzom przez ostatnie 50 lat.

Codzienne obowiązki dyżurnych ruchu w Białymstoku były do tej pory związane z obsługą specjalnych urządzeń mechanicznych, takich jak semafory i inne układy mechaniczne, które wymagały siły i precyzji w manewrowaniu drążkami i dźwigniami. Jednak teraz te trudne zadania zostaną zautomatyzowane, dzięki nowoczesnym rozwiązaniom komputerowym. Następstwem tej modernizacji jest zredukowanie konieczności manualnego przestawiania rozjazdów na torach oraz możliwość zdalnego monitorowania i sterowania ruchem kolejowym. Nowoczesne systemy monitorują sytuację na torach na bieżąco, co umożliwia szybką reakcję na ewentualne problemy i zagrożenia. Dzięki centralizacji, teraz możliwy jest też lepszy nadzór nad ruchem pociągów.

Teraz, aby zmienić tor pociągu, wystarczy jedno kliknięcie myszką, a nie manualne przekładanie rozjazdów na torach. Systemy monitorują także urządzenia zamontowane w torach, takie jak elektryczne napędy zwrotnicowe, sygnalizatory świetlne oraz liczniki osi, które dokładnie rejestrują ruch pociągów na stacji. Planowane jest rozszerzenie zastosowania nowoczesnego sterowania ruchem kolejowym na inne odcinki linii kolejowych, w tym na trasę z Białegostoku do Grajewa oraz na przyszłą linie z Łap do Łomży.

Lokalne centrum sterowania ruchem kolejowym uzyska pełną funkcjonalność po zakończeniu prac na odcinku Białystok – Czyżew (czyli na szlaku w województwie podlaskim). Dyżurni ruchu będą mogli monitorować ruch pociągów na łącznej długości 70 km linii, obejmując stacje Czyżew, Szepietowo, Racibory, Łapy.

Na poniższym filmie możecie zobaczyć jak wyglądała praca w manualnej nastawni.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Spacerkiem po Tykocinie. Warto tutaj przyjechać niejeden raz!

O Tykocinie można się rozpisywać bez ustanku. Wspaniałe podlaskie miasteczko przeżywa właśnie dobry czas. Po zmierzchłych latach 90. i początkach XXI-wieku, gdzie tego typu miasteczka były skazane na gospodarczą „zagładę”, teraz jest chętnie odwiedzane i widać jak kwitnie. Dlatego, jeżeli jeszcze się nie zdecydowaliście, to koniecznie skorzystajcie z pogody i przyjedźcie, by to wspaniałe pozwiedzać miasteczko. Powyższy film może Wam pomóc w podjęciu tej decyzji.

Tykocin to urokliwe miasto, które jest prawdziwym klejnotem historycznym i kulturowym, zachwyca turystów swoją bogatą historią, architekturą oraz piękną okolicą. Jego historia przypomina czasów królewskich. Dzięki swemu położeniu nad Narwią oraz na pograniczu Mazowsza i Litwy było ważnym ośrodkiem handlu i rzemiosła. Miasto jest również ważnym miejscem dla historii polskich Żydów. W dzisiejszych czasach pozostała już tylko Synagoga. Zarówno od zewnątrz jak i wewnątrz jest przepiękna. Prawdziwa perła w koronie! Spacerując po urokliwym rynku, można podziwiać pięknie zachowaną architekturę z różnych okresów historycznych. Drewniane domy, kościół św. Trójcy, alumnat czy kamienice tworzą niepowtarzalny klimat tego miejsca. Sama okolica to raj dla miłośników przyrody i aktywnego wypoczynku. Wystarczy zejść ścieżką z rynku, by spacerować wokół malowniczej rzeki Narew.

Warto też przypomnieć o wyjątkowej kuchni Tykocina. W restauracjach można spróbować tradycyjnych potraw, takich jak pierogi, kiszka ziemniaczana czy kartacze. Oprócz tego serwowana jest również kuchnia żydowska. A w okolicznym, prywatnym zamku jest także dostępne, słynny z Białostocczyzny: białys (pieczywo) oraz buza (napój).

Dlatego Tykocin na Podlasiu to miejsce, które warto odwiedzić, aby odkryć jego bogatą historię, kulturę i piękno przyrody. To idealna destynacja zarówno dla miłośników historii, przyrody, pieszych i rowerowych wycieczek. Dla tych, którzy szukają spokoju i autentycznego doświadczenia, Tykocin z pewnością będzie niezapomnianym miejscem na mapie podróży po Polsce.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Hajnówka, Białowieża, Kraina Otwartych Okiennic, Białystok – rowerem? Tylko dla wytrwałych!

To dobry pomysł na wycieczkę dla wszystkich tych, którzy chcą dosłownie od świtu do wieczora spędzić na rowerze. A takich osób nie brakuje. Na powyższym filmie widać dlaczego warto zwiedzić Białowieżę, Krainę Otwartych Okiennic, Białystok. Do tego zestawienia od siebie chcemy dodać jeszcze Hajnówkę. Jeżeli chcielibyśmy to wszystko zwiedzić jednośladem, to musimy mieć prawdziwą kondycję, bo to odcinek o długości około 115 km. Samego pedałowania wyjdzie około 7 godzin dla średniozaawansowanych. Jeżeli do tego dodamy przerwy na odpoczynek, solidny obiad i… zwiedzanie, to zejdzie nam spokojnie 12 godzin.

Jak to wszystko w ogóle zaplanować? Wystarczy dojechać pociągiem do Hajnówki. Pierwsze połączenie z Białegostoku jest o 6:15, więc na miejscu będziemy 8:15. Bardzo dobra pora by zaczynać rowerowanie. Następnie możemy od razu ruszać Puszczą na Białowieżę (trasa zaczyna się od ul. Żabia Górka). Następnie po przejechaniu około 25 km kilometrów Puszczą znajdziemy się w Białowieży. Jeżeli czujecie się niepewnie w lesie, to możecie wbić kierunek w nawigację. Google Maps ma wbitą trasę do swojej bazy. Kolejny odcinek – 20 km – to Białowieża – Narew przez Pogorzelce i szlak Dębów Królewskich. Tu również będziecie jechać przez Puszczę.

W następnym odcinku mijać będziecie słynny Dąb Dunin, a to dlatego że pojedziecie przez Przybudki koło miejscowości Krzywiec. Następnie udamy się do miejscowości Narew, kolejne przystanki to Kraina Otwartych Okiennic. Przed nami Puchły, Ciełuszki i Ryboły. Możemy również jechać wariantem Soce, Dawidowiecze lub jak mamy czas – objechać pętlą wszystkie miejscowości. Ostatni etap przed nami to Rzepniki – Juchnowiec Kościelny – Białystok. Z Narewki to 70 km.

Warto dodać, że cała trasa jest malownicza i przepiękna, szczególnie teraz, gdy w lesie jest kolorowo, a pogoda nadal dopisuje. Łapmy ostatnie promienie słońca i korzystajmy! Kolejna taka szansa dopiero po zimie.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak wygląda podróż pociągiem na Litwę. Zobacz film.

Dobra wiadomość. Połączenie Krakowa z Wilnem przez Warszawę i Białystok jest popularne. Mowa tu w szczególności o odcinku podlaskim – ze stolicy województwa do Kowna. Czy dużo osób udaje się w dalszą podróż do Wilna, tego nie wiemy. W powyższym filmie możecie zobaczyć jak wygląda taka podróż. Wszystko to jest obiektywne, bo nagrane przez Litwina, zatem zwraca on uwagę na rzeczy, dla które mogą być dla Was standardem.

Podróż zaczyna się w Białymstoku. Zaczyna się od sprawdzenia miejsca odjazdu pociągu. To peron 4. Co ciekawe, nasz podróżnik zwrócił uwagę że dworcowe toalety są darmowe. Kolejna rzecz, którą zauważył to kilka minut opóźnienia pociągu. W końcu pociąg przybywa! Mamy taki oto ciekawy widok – osoby, która śpi na podłodze. Pilnuje jej pies. To wszystko w przedziale rowerowym. Litwin pyta – to tak można? Najwyraźniej widać, że tak.

Pociąg rusza w dalszą drogę o 10:39. Jak widać jest sporo rowerzystów, którzy będą zwiedzać Litwę na dwóch kołach lub też wracają ze zwiedzania Polski na Litwę. W pierwszym etapie pociąg jedzie do litewskiej Mockavy (Maćkowo). Tam trzeba będzie się przesiąść na kolejny pociąg do Wilna. Wszystko to na jednym bilecie i jednym peronie. Zanim jednak Mockava, najpierw Sokółka, Augustów i Suwałki. Tutaj będzie dłuższa przerwa na sprzątanie i zmianę kierunku jazdy. Kolejny postój to stara drewniana stacja Trakiszki. Jest ona na granicy z Litwą. Przejazd pomiędzy dwoma krajami dla podróżnego jest niezauważalne. W Mockavie czeka już pociąg do Wilna. Wsiada sporo osób. Nie da się pomylić, bo wystarczy wysiąść i przejść do drugiego stojącego na przeciwko. Przed nami jeszcze stacja Mariampol już w nowym składzie. Ostatni przystanek naszego podróżnego to Kowno. Pociąg pojedzie dalej do Wilna.

Warto dodać, że z Białegostoku można dojechać do Berlina, Wiednia, Pragi, Bratysławy, Budapesztu i Wilna. W każdym z tych przypadków wystarczy tylko jedna przesiadka. W kierunkach zachodnich i południowych – w Warszawie, a na Litwę – w Mockavie. Przed wybuchem wojny hybrydowej na granicy z Białorusią, dawniej można było też dojechać do Grodna. Teraz jest to możliwe tylko przez litewskie Druskienniki.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Atrakcje Podlaskiego i wspaniały występ młodej orkiestry. To Podlaskie zasilane muzyką.

Podlaskie zasilane muzyką – to film promujący Województwo Podlaskiego jako region pełen walorów przyrodniczych i kulturowych. Jest też pokazana starannie pielęgnowana tradycja istnienia w regionie orkiestr dętych. Na powyższym filmie pokaz umiejętności daje Młodzieżowa Orkiestra Dęta GOK w Szepietowie.

Podczas ich występu możemy podziwiać między innymi prywatny zamek w Tykocinie, muzycy występują także w ogrodzie na dachu Opery i Filharmonii Podlaskiej. Możemy także podziwiać kładkę w Waniewie i Śliwnie, Skansen w Nowogrodzie, jest także Góra Zamkowa w Drohiczynie i Katedra Trójcy Przenajświętszej. Jest także Twierdza w Łomży, Pałac Branickich w Białymstoku i także Archikatedra. Nie zabrakło również Monasteru z Supraśla.

Wszystkie te miejsca przyciągają turystów jak magnes, toteż warto je promować dalej. Taki przyjemny, muzyczny film na pewno jest tu odpowiedni.

Partnerzy portalu:

Mieszkańcy Suchowoli odetchną. Będzie lepsza droga do Augustowa.

Mieszkańcy Suchowoli odetchną. Będzie lepsza droga do Augustowa.

Jest pozwolenie na budowę tak zwanej obwodnicy Suchowoli. Niestety, nawet po jej wybudowaniu męka kierowców na trasie Białystok – Augustów nie ulegnie poprawie. Jedynie mieszkańcy Suchowoli i miejscowości w pobliżu odetchną od TIR-ów, które od rana do nocy generują ogromny hałas.

Odcinek drogi ma zaledwie 15 km, ale jest niezwykle kluczowy dla mieszkańców Suchowoli i okolicznych miejscowości. To oni borykają się od dekad z problemem TIR-ów, które niemalże bez przerwy pokonują międzynarodową trasę łączącą kraje bałtyckie z Polską. To wszystko ma zmienić częściowo powstająca Via Baltica, która przebiegać będzie przez Łomżę. Jednak nawet po jej zbudowaniu, ruch jadących na trasie Białystok – Augustów pozostanie.

Obwodnica zaczynać się będzie w miejscowości Kumiała, a kończyć w Głęboczyźnie. Po drodze są takie miejscowości jak Chodorówka Nowa, Krzywa i Suchowola. Przypomnijmy też, że planowana jest nowoczesna droga z Knyszyna do Korycina. Prawdopodobnie będzie się ona łączyć ze wspomnianą obwodnicą. To jednak melodia przyszłości. Warto wspomnieć o pewnym minusie. Otóż z niestety nie ma mowy, by odcinek Białystok – Augustów miał po dwa pasy ruchu. Obwodnica Suchowoli podobnie jak odremontowany odcinek Sztabin – Białobrzegi, będzie miał po jednym pasie ruchu o szerokości 3,5 m z szerokimi poboczami.

Na usprawiedliwienie decyzyjnych powiemy tylko, że zbudowanie ekspresówki pomiędzy Białymstokiem i Augustowem – o co od dekad zabiega wiele środowisk – jest nie tyle co niemożliwe, co bardzo trudne i piekielnie kosztowne. Trasa bowiem wiedzie przez cenne przyrodniczo obszary. Od Jurowiec do Przewalanki mamy Puszczę Knyszyńską, a następnie Biebrzański Park Narodowy z jego otuliną. Na koniec jest jeszcze Puszcza Augustowska.

Partnerzy portalu:

To ogromna szansa, by białostoccy rowerzyści pokazali swoją siłę!

To ogromna szansa, by białostoccy rowerzyści pokazali swoją siłę!

Trwa głosowanie kolejnej edycji Budżetu Obywatelskiego w Białymstoku. Nie będziemy omawiać wszystkich ogólnomiejskich projektów, gdyż od wielu lat negatywnie wyrażamy się o możliwości „upiększania” miasta przez mieszkańców swoimi fantazyjnymi figurkami, pomnikami i innymi bzdetami, które ostatecznie zaśmiecają przestrzeń publiczną. W tym roku jednak jest projekt, którego zrealizowanie powinno mocno leżeć na sercu wszystkim białostockim rowerzystom.

Gdy się jeździ po mieście rowerem, to bez wątpienia infrastruktura jest bardzo rozbudowana i tu nie ma żadnej dyskusji, że jest to sukces, wielokrotnie krytykowanego przez nas Tadeusza Truskolaskiego. Warto jednak podkreślić, że Białystok nie jest wyjątkiem i tak jak w innych miastach w Polsce – rowerzyści dostali prezent w postaci ścieżek nie dlatego, że urzędnicy tak kochają rowerzystów, ale dlatego, że kochają dotacje. A tych by nikt ich nie dał, gdyby chcieli przebudowywać stare, rozpadające się ulice bez ścieżek rowerowych czy buspasów. A ten fakt jest ważny w patrzeniu na system ścieżek rowerowych w mieście jako całość. Pod tym kątem jest bardzo wiele niedociągnięć, o których szeroko się nie będziemy rozpisywać, bo lista urwanych dróg, nieprzemyślanych rozwiązań jest bardzo długa.

Rowerzysta – zło konieczne

Jest jednak coś, na co chcemy zwrócić uwagę szczególnie, to Wiadukt Dąbrowskiego. Obecnie jest możliwość przejechania nim rowerem w następujący sposób: Jadąc od Al. Piłsudskiego w stronę Solidarności musimy w pewnym momencie zjechać na osiedle Antoniuk, by okrężną drogą, ul. Knyszyńską przebijać się do wspomnianej Solidarności. Po drugiej stronie możemy zrobić tak samo, zjeżdżając w kierunku dworca kolejowego, by okrężną drogą dojechać do wspomnianej Solidarności. Tymczasem środowisko rowerzystów postuluje, by wkomponować w Wiadukt Dąbrowskiego normalną ścieżkę – będącą częścią jezdni. Ot chociażby tak jak mamy to zrobione na ul. Sienkiewicza. Swoją propozycję zgłosili do wspomnianego budżetu obywatelskiego i można na nią właśnie głosować.

Raz w miesiącu organizowana jest rowerowa masa krytyczna, której celem jest pokazanie pozostałym uczestnikom ruchu drogowego, że rowerzyści też mogą korzystać z jezdni. Tymczasem w Polsce istnieje przekonanie, że nie mogą. Kierowcy samochodów bardzo często zachowują się tak jakby jezdnia należała tylko do nich, prowokują niebezpieczne zachowania, przejeżdżają tuż przy samych nogach rowerzystów, próbują spychać, i ogólnie potrafią dawać takie popisy chamstwa, że szkoda pisać. W efekcie dochodzi do ogromnej liczby potrąceń rowerzystów, zaś każdy zdroworozsądkowo myślący cyklista woli jechać nielegalnie chodnikiem niż ryzykować kalectwo bądź śmierć.

Tymczasem w krajach zachodnich, do których kiedyś aspirowaliśmy (ale chyba już nie), rowerzysta na jezdni to jest standard. Nikt tam nikogo nie spycha, ścieżki rowerowe są wkomponowane w jezdnie a nie chodnik, rowerzyści mają swoją sygnalizację świetlną, która daje im zielone przed samochodami, sieć ścieżek rowerowych górują nad siecią jezdni. Ogólnie jest to raj dla rowerzystów. I tak jak wspomnieliśmy, w Białymstoku i tak nie jest źle, ale jest wiele do odrobienia. Dlatego dobrym przypieczętowaniem siły kierowców jednośladów powinno być przegłosowanie wspomnianego projektu. Wymuszenie na urzędnikach budowy ścieżki rowerowej w jednym z najbardziej newralgicznych miejsc w Białymstoku, kierowcom dobitnie pokaże że drogi nie należą tylko do nich. Każda tego typu inwestycja pozwoli zmieniać świadomość ludzi w samochodach.

Tu można głosować, projekt M11:

https://www.bialystok.pl/pl/dla_mieszkancow/bialystok_obywatelski/karta-do-glosowania-dla-mieszkancow-bialegostoku-na-projekty-budzetu-obywatelskiego-2024.html

Partnerzy portalu:

15 rocznica beatyfikacji. Tyle lat zmarnowanego potencjału turystycznego.

15 rocznica beatyfikacji. Tyle lat zmarnowanego potencjału turystycznego.

Dni Patronalne w Białymstoku z okazji 15. rocznicy beatyfikacji to okazja by przypomnieć sobie o osobie ks. Michała Sopoćki. Mało kto sobie zdaje sprawę, że kościół przyciąga nie tylko wiernych, ale także turystów. Największym przykładem jest przecież Watykan. Tu lokalnie pielgrzymi chętnie odwiedzają Sokółkę, Świętą Wodę czy Studzieniczną. Białystok też mógłby być też na tej liście, ale w stolicy województwa podlaskiego turystyka istnieje praktycznie jako oddolna inicjatywa.

Miasto marginalnie kreuje jakieś działania, a wiecznie narzekający ekonomista Tadeusz Truskolaski przez tyle lat rządzenia nie potrafi dla miasta zarobić pieniędzy. A mógłby utracone dochody wyrównać chociażby turystyką. Gdyby tylko chciał. Dlaczego warto? Najpierw szybkie dane statystyczne. PKB Polski zasilane jest pieniędzmi turystów w sile 4,5 proc. To ponad dwa razy więcej ile powinniśmy przeznaczać na wojsko w ramach NATO! W budżecie na 2023 roku dochody Białegostoku wynoszą 1 miliard 648 milionów 680 tysięcy złotych. Gdyby miasto generowało z turystyki tyle samo co Polska jako ogół, to budżet by zyskał dodatkowe 75 milionów złotych.

Wracając do samego błogosławionego ks. Michała Sopoćki. W Białymstoku istnieje szlak od jego imienia. Niestety, to mało znany fakt. A taki szlak czy ogólnie kreowanie turystyki wokół Sopocki (i nie tylko) mogłoby przyciągać turystów tak jak inne atrakcje. Gdyby tylko ktoś wymyślił szerszy program turystyczny i kierował go do różnych grup lubiących podróże i pielgrzymki. Niestety lepiej jest samemu jeździć i narzekać na braki pieniędzy.

Michał Sopoćko urodził się 1 listopada 1888 roku w Juszczewszczyźnie (na Kresach pod zaborami), a zmarł 15 lutego 1975 roku w Białymstoku. Święcenia kapłańskie otrzymał w tym samym roku co wybuchła I wojna światowa. W czasach kolejnej wojny pomagał ratować Żydów w Wilnie, przez co musiał w 1942 roku opuścić to miasto. Przez pierwsze dwa lata przebywał w małym miasteczku pod Wilnem (dawniej wieś Czarny Bór). Ostatecznie znalazł się w Białymstoku, gdzie pracował z przerwami pomiędzy do 1962 roku.

Był też spowiednikiem uznanej za świętą Faustyny Kowalskiej, na podstawie której wizji doprowadził do stworzenia jednego z bardziej znanych obrazów Jezusa Miłosiernego (znanego bardziej jako Jezu Ufam Tobie). To właśnie dlatego białostocki kościół od lat promuje stolicę Podlaskiego jako miasto miłosierdzia, by kontynuować dzieło Sopoćki.

To właśnie dzięki staraniom białostockiego kościoła doszło do beatyfikacji księdza (beatyfikacja to ogłoszenie przez kościół świętego, którego można czcić na na poziomie lokalnym). Sam proces beatyfikacyjny zaczął się w 1993 roku, zaś jego zwieńczenie miało miejsce 17 grudnia 2007 roku. Wtedy to papież Benedykt XVI uznał cud za wstawiennictwem księdza Sopoćki i potwierdził możliwość beatyfikacji.

Uroczystości odbyły się 28 września 2008 roku w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku (os. Białostoczek). Mszę prowadził wysłannik Watykanu Angelo Amato. Na mszy byli też kardynał Stanisław Dziwisz, prymas Polski Józef Glemp, byli też Prezydent Lech Kaczyński, Prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz wielu wielu innych. Była to ogromna uroczystość w mieście. Do dziś sanktuarium na os. Białostoczek prezentuje się pięknie, zaś sam szlak błogosławionego Księdza Sopoćki znajduje się w pobliżu tego miejsca.

Oprócz wspomnianego kościoła, są jeszcze inne miejsca, które można zwiedzać w Białymstoku. Można przyjść się pomodlić o godz. 15 do Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego przy ul. Poleskiej. To godzina miłosierdzia. Jako ciekawostkę trzeba tu wspomnieć, że w zgromadzeniu stoi stary zegar, który pamięta czasy błogosławionego. Traf chciał, że zatrzymał się pewnego dnia na godz. 15.00.

Innym miejscem wartym odwiedzenia jest krzyż – wspominający ocalenie miasta. W 1989 roku miała miejsce katastrofa pociągu w Białymstoku. Wywróciła się cysterna z chlorem. Gdyby doszło do rozszczelnienia, to prawdopodobnie większość mieszkańców by tego nie przeżyła. Na szczęście strażacy zrobili robotę perfekcyjnie, zaś do wycieku nie doszło. Przypisuje się to miłosierdziu i orędownictwu błogosławionego ks. Michała Sopoćki. Nawiązuje do tego napis na krzyżu “Jezu ufam Tobie”. Stoi on w miejscu katastrofy. Wszystkie 3 miejsca są bardzo blisko siebie. Warto też pójść na ul. Warszawską, gdzie znajduje się Archidiecezjalne Wyższe Seminarium Duchowe również mocno związane z osobą błogosławionego księdza Sopoćki, gdzie wiele lat pracował.

Od 2016 roku błogosławiony ks. Michał Sopoćko jest patronem Białegostoku. Stąd też obecnie trwają Dni Patronalne. Wczoraj odbyła się msza, przeszła też procesja z jego relikwiami, a całość zwieńczona została koncertem w dawnym kinie Ton. Wszystko to w piętnastą rocznicę beatyfikacji. Dni Patronalne potrwają do czwartku.

W środę trwać będą uroczystości religijne – msza, procesja i czuwanie. Natomiast w czwartek oprócz wspólnej modlitwy na ulicach i skrzyżowaniach, będzie też prezentacja Karty Pocztowej pt. XV rocznica beatyfikacji ks. Michała Sopoćki. Później odbędzie się także Gala wręczenia Nagrody im. bł. ks. Michałą Sopoćki – Michały 2023. Tytuły trafią do osób i podmiotów będących świadkami bożego miłosierdzia w swoim życiu i działaniu. Prezentacja karty pocztowej będzie miała miejsce natomiast w Centrum Wystawienniczo-Konferencyjnym Archidiecezji Białostockiej.

Partnerzy portalu:

Dziś można jeździć za darmo autobusem. Czy w ogóle warto wsiadać?

Dziś można jeździć za darmo autobusem. Czy w ogóle warto wsiadać?

Dziś obchodzimy Europejski Dzień bez Samochodu. To dobra okazja, by za darmo przejechać się białostocką komunikacją miejską i ocenić czy na co dzień warto z niej korzystać? Białostocka komunikacja miejska od lat jest zarządzana przez tą samą osobę. Mowa tu o dyrektorze Prokopie. Jest to człowiek, który kompletnie się do tego nie nadaje. Tak samo żadnych kompetencji do nadzorowania komunikacji miejskiej nie ma Zbigniew Nikitorowicz, wiceprezydent za to odpowiedzialny.

Zacznijmy od podstaw. Strona internetowa komunikacji miejskiej wygląda tak samo może ze 20 lat. A w tym czasie technologia tak się zmieniła, tak wszystko poszło do przodu, że pasażerowie mogliby mieć chociażby możliwość przeglądania strony z telefonu komórkowego. A wszystkie statystyki pokazują, że większość ludzi właśnie w ten sposób przegląda internet. Komputerowcy to zasadnicza mniejszość. Przykładów, co mogłoby się znaleźć na takiej nowoczesnej stronie komunikacji można by było mnożyć bez liku.

Następny temat, dużo ważniejszy, to same linie autobusowe. Pomijając te, które jeżdżą do innych gmin na podstawie umów, to po samym Białymstoku jeździ 30 linii. Jeżeli spojrzymy na ostatnie 2 dekady, to w tym czasie powstały… dwie – linia 29 i linia 30. W tym samym czasie Białystok się rozrósł wewnątrz, powstało wiele blokowisk, dróg i miejsc użyteczności publicznej. Żeby te podróże ludzi jakoś „połączyć”, powstało wielkie centrum przesiadkowe przy największym skrzyżowaniu w mieście – AL. Piłsudskiego i Sienkiewicza. Nie rozwiązało to jednak głównego problemu czyli zbyt długich tras autobusów.

Trzeba też wspomnieć o chorych cenach biletów i dziwacznym systemie. W takiej Warszawie, niezależnie czy jedziemy metrem, tramwajem czy autobusem – mamy jeden bilet. U nas takie rozwiązanie to nowość. Dopiero od niedawna można w ogóle jeździć na jednym bilecie różnymi liniami. Wcześniej bilet czasowy na to nie pozwalał. W 2023 roku radni popierający Tadeusza Truskolaskiego zafundowali mieszkańcom kolejne podwyżki biletów. Na nich zdały się tłumaczenia, że białostocka komunikacja jest i tak bardzo droga, że w mieście przez to przybyło mnóstwo nowych samochodów, a ludzie wolą jeździć wszystkim – tylko nie autobusem. Że jest to wybór tylko dla tych, którzy są na autobus niemalże skazani, bo nie są wstanie przemierzać ulic rowerem czy hulajnogą, nie potrafią zamówić taksówki na aplikacje, a ta klasyczna jest dla nich zbyt droga. Warto też wspomnieć, że dopiero od niedawna można korzystać z biletomatów w autobusie.

Kolejna kwestia to nocne linie autobusowe. To śmieszne, że dziesiąte pod względem liczby ludności miasto w Polsce nie ma komunikacji miejskiej. To akurat nie jest wina dyrektora Prokopa, po prostu jego zwierzchnik, prezydent Truskolaski uparł się że nie da na to pieniędzy i będzie obwiniać za to PiS. Nie wchodząc w polityczne spory, jest to bzdura łatwa do udowodnienia. Otóż sami widzicie gołym okiem ile miasto wydaje pieniędzy na pseudo inwestycje. Najsłynniejszy kibel w Polsce, nieistniejące lotnisko na Krywlanach z istniejącym pasem startowym, węzeł intermodalny pod komunikacje, którego nikt za bardzo nie potrzebował. Przynajmniej nie w tej chwili.

Warto też wspomnieć o buspasach. Owszem z perspektywy autobusu są przydatne, jednak warto zauważyć, że kursów autobusów na liniach obejmujących buspasy jest tak mało, że przeważnie stoją puste. Wniosek jest zatem oczywisty – albo zwiększyć liczbę kursów albo zlikwidować buspasy. Myślimy, że jednak zarówno na jedno i drugie nie ma w Białymstoku szans. Tadeusz Truskolaski i jego współpracownicy nie tylko swoimi decyzjami leją nieustannie beton w każdy zakątek miasta, oni mają też betonowe umysły. Totalnie zamknięte i szczelnie wypełnione. Nie ma w nich miejsca na informację, że Białystok – jeżeli chce być wielkim, rozwijającym się miastem, to potrzebuje wysokiej jakości usług publicznych, a nie tylko wysokich bloków.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Dziś w cerkwi Preczysta. Święto narodzenia i największy odpust.

Mielnik, Bielsk Podlaski, Gródek, Krynki czy Kożany to miejscowości, w których szczególnie uroczyście obchodzone jest przez prawosławnych święto Narodzenia Matki Bożej (Rożdiestwo Prieswiatoj Bohorodicy). Uroczystości odbywają się także w białostockiej cerkwi Haga Sofia. Potocznie święto nazywane jest Preczysta.

Warto wiedzieć, że i w kościele katolickim tego samego dnia obchodzone jest święto, tyle że w obu obrządkach stosuje się inny kalendarz. Dziś w kalendarzu juliańskim jest 8 września. W gregoriańskim 21 września. W kościele podobne święto obchodzone jest 8 września, ale w kalendarzu gregoriańskim. Potocznie mówimy o nim Matki Boskiej Siewnej i jest znane bardziej na wsi, bo tam rolnicy prowadzą uprawę i hodowlę. W cerkwi jest podobnie.

Jest to doskonała okazja, by zobaczyć na własne oczy przepiękną liturgię i usłyszeć na własne uszy doniosłe śpiewy. Mistyczna atmosfera unosi się w każdym gramie powietrza. Na powyższym filmie można zobaczyć archiwalne nagranie, gdzie można poczuć atmosferę tego święta. Preczysta to tradycyjnie także największy prawosławny odpust.

 

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tykocin to brama Podlasia. Piękne miasteczko nadal warto zobaczyć.

Województwo Podlaskie to kraina niezwykłej przyrody i bogatej historii. Jednym z jego ukrytych skarbów jest Tykocin, który zachwyca turystów nie tylko malowniczym położeniem nad rzeką Narew, ale również licznymi zabytkami. Dla miłośników historii i pięknych miejsc Tykocin to idealna destynacja. Podczas zwiedzania miasta warto odwiedzić kilka kluczowych miejsc, takich jak Rynek, Kościół, Alumnat czy Synagogę.

Rynek Tykocina jest sercem miasta i miejscem, w którym koncentruje się życie społeczności lokalnej. Otoczony malowniczymi, kolorowymi domkami, stanowi idealne miejsce na spacery i odpoczynek. podobnie jak pobliska rzeka Narew i prowadzące wokół niej bulwary. To tutaj można poczuć niepowtarzalny klimat tego miejsca. Na rynku i w jego okolicy znajduje się wiele urokliwych kawiarni, restauracji, gdzie można spróbować regionalnych przysmaków, poznać kuchnię żydowską czy litewską.

Kościół Przenajświętszej Trójcy to kolejne ważne miejsce na mapie Tykocina. Jest to budowla o niezwykłej urodzie i znaczeniu historycznym. Prezentuje styl barokowy – charakterystyczny dla Pałacu Branickich w Białymstoku. I nie jest to przypadek, bo świątynia została ufundowana przez Jana Klemensa Branickiego. Wnętrze świątyni urzeka bogactwem dekoracji. Warto wspomnieć o znajdującym się tam, jedynym w Polsce portrecie Matki Boskiej Szlacheckiej. Na terenie kościoła znajduje się także wyjątkowy klasztor, będący przedłużeniem świątyni.

Jest też pobliski Alumnat. To kolejny zabytek Tykocina, który zasługuje na uwagę turystów. Jest to jedyne takie miejsce w Polsce, które funkcjonowało do pierwszej wojny światowej od XVII wieku. Był to przytułek i szpital dla żołnierzy weteranów pochodzenia szlacheckiego i wyznania katolickiego.

Tykocin przez wieki był miejscem, gdzie żyli także Żydzi. Świadectwem ich obecności jest zachowana do dziś Synagoga, która jest jednym z najważniejszych zabytków żydowskiej kultury w Polsce. To piękny budynek, który obecnie jest w kolorach miętowym i różowym. Na starych zdjęciach można go zobaczyć w bieli. Skąd taka zaskakująca zmiana? Podczas ostatniego remontu odkryto, że miętowy i różowy to były kolory pierwotne. Postanowiono więc do nich wrócić. Wewnątrz Synagogi można podziwiać unikalne freski i elementy dekoracyjne, które zachwycają swoją precyzją i pięknem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Dywizjon Huzarów Śmierci nigdy nie poniósł porażki. Powstał w Białymstoku.

Dzisiaj to krańce województwa podlaskiego, dawniej istotny punkt, gdzie odbywała się bitwa z Rosjanami. Mowa o Lemanie. Miejscowość, która prawie w ogóle nie jest kojarzona z Podlaskiem, a tu się znajduje. Leman to wieś powiecie kolneńskim, znajdująca się w gminie Turośl. Tuż obok niej mamy trójstyk granic województw podlaskiego, warmińsko-mazurskiego i mazowieckiego. Jest to miejsce położone w lesie. Sama wieś zaś jest ośrodkiem kultury kurpiowskiej. Zatem, gdyby polskie województwa dzielić kulturowo, to Leman powinien należeć do Mazowsza. A wspominamy o tym nie bez powodu, bowiem tam odbywała się Bitwa pod Lemanem.

Tyle w polskiej historii się działo, że przypomnimy pewne fakty. „Cud nad Wisłą” to walki stoczone 13-25 sierpnia 1920 roku pomiędzy Wojskiem Polskim a Armią Czerwoną, która nacierała nad Warszawę. Polskie wojska były w sytuacji krytycznej, spodziewano się klęski. Mimo to udało się odepchnąć i pokonać nacierające wojska, co radykalnie zmieniło przebieg wojny i pozwoliło zachować niepodległość naszemu krajowi, który zaledwie dwa lata wcześniej ją odzyskał. Ostatecznie plany ustanowienia republiki sowieckiej w naszym kraju upadły i wróciły dopiero w 1945 roku w postaci PRL.

W szkołach uczono nas, że doszło do cudu, dzięki opatrzności Matki Boskiej. Wiara w Boga i zwycięstwo na pewno jest kluczowe, ale w tym przypadku wiele do powiedzenia miała polska kontrofensywa wykonana przez Tadeusza Rozwadowskiego. Wcześniej, na przełomie lipca i sierpnia polskie wojsko zostało zepchnięte przez wroga spod Kijowa, gdzie uderzaliśmy w Rosjan jeszcze w kwietniu. Podczas tego odwrotu dochodziło do samych niepowodzeń Polaków. Najpierw na linii Bugu. Z początkiem sierpnia utracono twierdzę Brześć, a Armia Czerwona otworzyła sobie drogę na Warszawę. Wydawałoby się, że polskie siły zostały już zniszczone.

Wojska rosyjskie pojawiły się nad Wisłą 13 sierpnia. Front walk był bardzo szeroki od Włodawy nad Bugiem po Działdowo na północy. Napastnik został zatrzymany na przedpolach Warszawy. 14 sierpnia zaczęła się kontrofensywa Polaków. Oznaczało to wypędzanie wroga z kraju i pościg za nim. A przypomnijmy, że Polska miała wtedy granice sięgające po dzisiejszą Ukrainę, Białoruś i Litwę. Finalne dobicie wroga miało miejsce w bitwie nad Niemnem pomiędzy 20 a 28 września 1920.

Wspomniany wcześniej Leman, był zatem jednym z wielu, gdzie uderzano w Sowietów. 25 sierpnia pod Leman podeszły oddziały 3 korpusu kawalerii i zaatakowały polską wieś z trzech stron. Zaskoczony mjr Żaba nakazał odwrót Polakom. Ostatecznie skończyło się poddaniem Polaków i śmiercią 45 jeńców. Rosjanie mogli się cieszyć wygraniem lokalnej napaści zaledwie pół dnia, bo wieczorem Dywizjon Huzarów Śmierci pod dowództwem Józefa Siły-Nowickiego rozbił wojska rosyjskie. Wzięto też stu jeńców do niewoli i przejęto kilka ckm-ów.

Trudno też nie wspomnieć o samym Dywizjonie Huzarów Śmierci. Ta intrygująca nazwa dotyczyła pododdziału kawalerii Wojska Polskiego II RP i Wojska Litwy Środkowej. Dywizjon zasłynął z tego, że od początków swojego istnienia nigdy nie poniósł porażki. Aż trudno uwierzyć, że w Polsce nie jest stawiany na wzór.

Huzarzy Śmierci zaczęli formować się w Białymstoku w lipcu 1920 roku. Chrzest bojowy nastąpił 30 lipca pod Dzierzbanami. Tam udało się zdobyć 2 karabiny maszynowe. Ostatecznie 14 sierpnia w czasie Bitwy Warszawskiej huzarzy podporządkowani zostali dowódcom IV batalionu 157 pułku piechoty i wraz z nim przez dwa kolejne dni walczyli pod Nieporętem, następnie toczyli walki nad Narwią, potem w mazowieckich Borkach, pod Mińskiem Mazowieckim, Myszyńcem. Szwadron funkcjonował dalej w różnych miejscach także po Bitwie Białostockiej. 27 kwietnia 1922 roku ostatecznie przeniósł się do Białegostoku, by pół roku później przenieść się jeszcze do pobliskiego Wołkowyska.

Dywizjon Huzarów Śmierci nigdy nie poniósł porażki. Jego barwy stanowił proporczyk biało-czarny z przypiętą trupią główką lub czarny z białym trójkątem.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To ostatni moment, by zobaczyć podlaskie skarby, gdy jest ciepło

Województw Podlaskie, to miejsce pełne niesamowitych atrakcji i pięknych krajobrazów. Pogoda przechodzi w tryb jesienno-zimowy, a zatem to ostatni dzwonek żeby zobaczyć wszystkie skarby naszej krainy, gdy jest ciepło. Malownicza kraina, bogata w dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze, kusi turystów swoją autentycznością i urokami. Wszyscy miłośnicy mają do odkrycia niezwykłe miejsca. Oto nasze propozycje:

Drohiczyn – Perła Nadbużańska

Drohiczyn, położony nad rzeką Bug, to jedno z najstarszych miast w Polsce. Miasto zachwyca swoją historią i architekturą. Warto odwiedzić tu zabytki, górę zamkową i wszelkie miejsca widokowe, które stanowią nieodłączną część tej malowniczej miejscowości. Drohiczyn to także wspaniała baza wypadowa do zwiedzania okolicznych atrakcji.

Góra Grabarka – Miejsce Pielgrzymek

Góra Grabarka jest jednym z najważniejszych miejsc kultu religijnego w Polsce. To tutaj, na wzgórzu, znajduje się prawosławny monaster, a okolica jest pełna krzyży. Co roku, liczni pielgrzymi przybywają tutaj, tworząc wyjątkową atmosferę spokoju i duchowości.

Hajnówka – W Krainie Puszczy Białowieskiej

Hajnówka to brama do Puszczy Białowieskiej, jednego z najważniejszych obszarów przyrodniczych w Polsce i na świecie. Można tu podziwiać żubry, gdy o odpowiedniej porze wybierze się do pobliskich lasów. Można także spacerować po urokliwych ścieżkach. Warto przejechać się również kolejką wąskotorową.

Skit w Odrynkach – Duchowe Spojrzenie

Skit w Odrynkach to prawosławne miejsce kultu, które znajduje się na wyspie pośród rozlewisk. Można tu oderwać się od zgiełku codziennego życia i zanurzyć się w duchowej atmosferze.

Kraina Otwartych Okiennic w Trześciance – Malarski Pejzaż

Trześcianka to wieś, w której zachowały się tradycyjne drewniane domy z charakterystycznymi otwartymi okiennicami. To prawdziwa podróż w czasie, przenosząca nas do minionych wieków. Warto tu przyjechać, aby poczuć klimat dawnej wsi.

Supraśl – Zdrowotny Urok

Supraśl to znane uzdrowisko, które przyciąga mnóstwo osób na leczenie, ale nie tylko. Oprócz tego, warto odwiedzić monaster oraz spacerować po urokliwych bulwarach i okolicznej Puszczy Knyszyńskiej. Miasteczko ma też w sobie piękny cmentarz i pałac.

Bohoniki i Kruszyniany – Tatarska kraina

Bohoniki to mała wieś, która słynie z malowniczych krajobrazów. To doskonałe miejsce na relaks w otoczeniu przyrody. Można tam zwiedzić drewniany meczet, przepiękny mizar (cmentarz) oraz wyjątkową przyrodniczo okolicę. Kruszyniany to jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie zachowała się tradycja tatarska. Można tu odwiedzić także drewniany meczet, ale też poznać historię i kulturę Tatarów, którzy osiedlili się w tej okolicy wiele wieków temu. Można też posmakować lokalnej kuchni.

Białystok i Pałac Branickich

Białystok, stolica Podlaskiego, to miejsce, gdzie historia powoli zanika od nowoczesności. Warto zwiedzić Pałac Branickich, który jest prawdziwą perełką architektoniczną, oraz przejść się po urokliwym Rynku Kościuszki. Do tego jest jeszcze mnóstwo innych atrakcji pobocznych takich jak piękne cerkwie, opera, kampus, stadion czy zabytkowa ul. Warszawska.

Tykocin

Tykocin to miasto, które zachwyca pięknem. Można poczuć tu ducha dawnych czasów i odkryć historię Polski. Szczególnie mocno zaakcentowane jest w Tykocinie dziedzictwo podlaskich Żydów. Nie brakuje też pięknego kościoła, klasztoru czy zamku. Wszystko to nad rzeką Narew.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Narew – to jedyna taka rzeka w Europie. Czy niedługo pozostanie wspomnieniem?

Na białoruskich bagnach, tuż przy polsko-białoruskiej granicy, swój bieg zaczyna rzeka Narew. Warto dodać, że rozlewa się wieloma korytami i jest to unikat w skali europejskiej. Bardzo często porównywana jest do innej, znanej na świecie rzeki – Amazonki. W okolicach Siemieniakowszczyzny przepływa przez Polskę i wpada aż do Zalewu Zegrzyńskiego na Mazowszu. Po drodze jest cały podlaski odcinek, gdzie wokół rzeki istnieje mnóstwo atrakcji. Niestety, za jakiś czas może po nich pozostać wspomnienie. Przez złą gospodarkę wodną rzeka zaczyna umierać. Pierwszy przystanek, gdzie jest taka przeszkoda, to Zalew Siemianówka. Bardzo płytki i ogromny powoduje, że w gorące dni woda z niego paruje, a mogłaby zasilać Narew. Tak tracimy cenną wodę już na wstępie.

Następnie rzeka płynie przez niemalże dzikie tereny Podlaskiego i dociera do Narwiańskiego Parku Narodowego.  Wita nas w jednym z najmniejszych miast w Polsce – Surażu, gdzie jest góra zamkowa i piękne przyrodniczo tereny. Dalej przez rzekę można przejść spacerując odnowioną kładką Śliwno-Waniewo, gdzie czekają aż 4 przeprawy na pływających platformach. Po drodze są też wieże widokowe, dzięki którym dostrzeżemy liczne ptactwo. Można też siedzieć i nasłuchiwać odgłosów natury. Lato to także doskonały czas na spływ kajakowy. Niestety miejsce to coraz częściej jest niedostępne właśnie z powodu niskich stanów rzek.

Kurowo i Kruszewo są natomiast po dwóch stronach rzeki, niegdyś były złączone zerwanym mostem. Legenda głosi, że za każdym razem, gdy mieszkańcy go odbudowywali, to wybuchała wojna. Trzeciej nikt nie chce, więc pozostaje zerwany. Po stronie Kruszewa możemy posmakować wspaniałych ogórków i skorzystać z prywatnej wieży widokowej. Natomiast w Kurowie – jest siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego, ośrodek edukacji przyrodniczej, nadrzeczne kładki i możliwość pływania pychówkami – czyli łodziami z wielkim wiosłem. Niczym gondolierzy z Wenecji możecie przemierzać kręte ścieżki Narwi. Tu też nie zawsze jest możliwość pływania, czasem wody jest tak mało, że łódź z człowiekiem w środku nie jest w stanie się unosić na tafli wody.

Jest także Tykocin z przepiękną historią podlaskich Żydów, barokową architekturą i rzeką Narew wokół której możecie spacerować ścieżką spacerową. Na tym odcinku woda jest piętrzona na specjalnych jazach. Jeden jest właśnie remontowany. Niestety piękne przyrodnicze miejsce wygląda przez to jak śmietnik.

fot. Czytelnik

Dalej mamy natomiast Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi, miejsce absolutnie przyrodniczo piękne i wyjątkowe. Jeszcze przed Parkiem jest miejscowość Wizna, gdzie rzeka Narew jest zasilana dodatkowo Biebrzą. Na wielkich rozlewiskach ta druga kończy swój bieg. W Podlaskiem Narew jeszcze warto podziwiać w Nowogrodzie, gdzie jest absolutnie fantastyczne muzeum. Jest to Skansen Kurpiowski.

Partnerzy portalu:

Centrum Przesiadkowe w Białymstoku przy dworcach już działa
fot. M. Jakowiak / Bialystok.pl

Centrum Przesiadkowe w Białymstoku przy dworcach już działa

Nowootwarte Centrum Przesiadkowe w Białymstoku znajduje się w rejonie dworca PKS i PKP. To efekt realizacji projektu. Choć prace tam wciąż trwają, to centrum przesiadkowe zostało udostępnione publiczności 1 września. Jego główne elementy to perony i zatoki autobusowe, wiaty przystankowe, drogi manewrowe, parking typu „kiss&ride” dla pojazdów osobowych (czyli wysadź pasażera, daj buziaka na pożegnanie i jedź), chodniki, ścieżki rowerowe oraz parking rowerowy. Projektanci zadbali również o dostępność dla osób niepełnosprawnych, zapewniając odpowiednie oznaczenia i ułatwienia dla osób niewidomych i niedowidzących.

Obecnie w centrum przesiadkowym kończą i rozpoczynają trasę autobusy trzech linii: 22, 100 i 107. Po zakończeniu prac na ulicach Bohaterów Monte Cassino, Łomżyńskiej i kard. Wyszyńskiego, wszystkie autobusy komunikacji regionalnej będą wjeżdżały do centrum przesiadkowego, a podróżni będą mogli korzystać z przystanków, w zależności od kierunku podróży. W pełni funkcjonalne centrum przesiadkowe będzie dostępne po zakończeniu wszystkich prac, które planowane są na koniec października tego roku.

 

Partnerzy portalu:

Wyjątkowy park w środku Puszczy. To Poczopek!

Wyjątkowy park w środku Puszczy. To Poczopek!

Silvarium w Poczopku to niezwykłe miejsce, które stanowi połączenie edukacyjnej ścieżki i wyjątkowego parku leśnego. Położone w sercu Puszczy Knyszyńskiej, to idealne miejsce dla wszystkich, którzy pragną bliżej poznać tajemnice lasu oraz jego mieszkańców. Dla miłośników przyrody i tych, którzy chcą odkryć jej piękno, Silvarium jest prawdziwym skarbem. Już na samym wejściu do Silvarium czeka na nas niezapomniane doświadczenie. Leśna droga prowadzi nas do Parku. Jeżeli wybierzemy się tam jeszcze przed świtem, to być może napotkamy dzikie zwierzęta. Już na miejscu są wyznaczone ścieżki spacerowe oraz liczne punkty, gdzie można zgłębiać wiedzę przyrodniczą.

Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc w Silvarium jest przekrój pnia oraz zegar dendrologiczny. To miejsce, które w sposób niezwykle sugestywny opowiada nam historię cyklu życia dębu. Ten konkretny dąb towarzyszył ludzkości przez wieki, był świadkiem historycznych wydarzeń i wielkich momentów naszej historii. A na tych terenach działo się bardzo wiele. W trakcie spaceru po Silvarium będziemy mogli popatrzeć na sowy i inne ptaki, poznamy różnorodność roślin, które można tu spotkać. Jedną z ciekawostek jest „budzik leśny” – tablica informacyjna, która opowiada nam o tym, kiedy poszczególne gatunki ptaków zaczynają śpiewać.

Najbliżej wejścia do Silvarium znajdują się budynki Nadleśnictwa w Krynkach, które służą jako doskonałe źródło informacji na temat lasu i jego ochrony. Tuż po prawej stronie możemy również zobaczyć źródełko wypływające z góry głazów, co jest niezwykle odprężającym i naturalnym akcentem tego miejsca. Można siedzieć i się wpatrywać godzinami, czyniąc z tego medytację. Warto też zobaczyć galerię na Skraju Puszczy, gdzie można podziwiać zwierzęta Puszczy Knyszyńskiej w postaci wypchanych eksponatów. To okazja, by przyjrzeć się tym pięknym stworzeniom z bliska, bez obawy o ich dzikie zachowanie.

Spacerując po Poczopku będziemy mogli też zobaczyć mnóstwo kamieni, spacerować drewnianymi mostkami. Będziemy mogli też zdobyć wyspę i odpocząć nad żywym strumieniem wody, wartko płynącym przez tereny zielone.

Partnerzy portalu:

Ma powstać ekspresówka do Augustowa. Brzmi to jak przedwyborcze bajki.

Ma powstać ekspresówka do Augustowa. Brzmi to jak przedwyborcze bajki.

Wszystkie media zatrąbiły niemalże jednocześnie, że powstanie droga ekspresowa łącząca Knyszyn z Raczkami. Poinformował o tym bardzo wpływowy w Podlaskiem poseł – Jarosław Zieliński. Odcinek ma mieć 90 km i zostanie sfinansowany przez rząd. Jest tu jednak tyle niewiadomych, że zalecamy ostrożność z ekscytacją.

Po pierwsze nie znany jest dokładny przebieg drogi, a to dość istotna kwestia, bo po drodze jest Biebrzański Park Narodowy. Już raz obecna władza chciała budować „na chama” drogę przez cenne obszary przyrodnicze Doliny Rospudy. Zakończyło się to międzynarodowym skandalem, bezużytecznym referendum i stojącym do dziś po drodze do Augustowa – wiaduktem-widmo. Tym razem można było usłyszeć, że „inwestycja jest ważna z punktu widzenia interesu obronnego Polski”. Czyżby to miałaby być „pała” na wszystkich, którzy się zająkną o ochronie przyrody w Biebrzańkim Parku Narodowym? Ponadto nie jest zrozumiałe dlaczego droga nie będzie łączyć Białegostoku z Augustowem tylko Knyszyn. Przecież obecnie planowany jest duży węzeł drogowy w okolicach Wasilkowa, który połączy dotychczasowe drogi z przyszłą ekspresową 19. Łączenie Knyszyna z Augustowem nie brzmi do końca sensownie.

Druga kwestia to pieniądze, a raczej ich brak. Polska jest w poważnym kryzysie gospodarczym, obecnie ma miejsce recesja, kraj jest zadłużony na gigantyczne pieniądze, zaś 90 km odcinek ma kosztować około 5 miliardów złotych! Biorąc pod uwagę obecną, nieopanowaną inflację ta kwota już teraz zwala z nóg, a będzie jeszcze wyższa, gdy dojdzie do przetargów.

I tu mamy kwestię trzecią. Czy do tych przetargów w ogóle dojdzie. Zacznijmy od tego, że za moment mamy wybory. Samo istnienie czegoś „w planie” nie oznacza jeszcze realizacji. Obecnie nic nie wskazuje na to, by obecna władza utrzymała się po wyborach, zatem nowy rząd może plany wyrzucić do kosza. Wtedy nowa „opozycja” będzie krzyczeć – patrzcie chcieliśmy, ale ten nowy, zły wyrzucił nasze wielkie plany do kosza. To, że są one średnio-realistyczne już nikt nie wspomni. Jeżeli będzie jakiś większy konkret niż plan budowy dróg, to wtedy będzie można się do tego jakoś odnieść. Teraz, brzmi to bardziej jako przedwyborcze bajanie.

Partnerzy portalu:

Nowy przystanek kolejowy na Zielonych Wzgórzach już działa. Są te same połączenia co na głównym dworcu.

Nowy przystanek kolejowy na Zielonych Wzgórzach już działa. Są te same połączenia co na głównym dworcu.

Pomiędzy osiedlami Zielone Wzgórza i Ścianka, nad łączącym je tunelem, niedaleko piekarni i przedłużenia ul. Hetmańskiej zaczął już funkcjonować przystanek kolejowy Białystok Zielone Wzgórza. Teraz, wszyscy, którzy będą chcieli jechać do Warszawy czy do innych większych miast – już nie będą musieli wybierać się na dworzec główny przy ul. Kolejowej. Pociągi pośpieszne zatrzymają się także na nowej stacji. Podobnie z podróżnymi, którzy chcieliby pojechać do Ełku, Hajnówki, Kuźnicy Białostockiej, Czyżewa.

Na przystanku gotowy jest pierwszy, dwukrawędziowy peron o długości 400 m. Dzięki temu zatrzymają się tu pociągi regionalne i dłuższe składy dalekobieżne. Nowa platforma wyposażona jest w wiaty, ławki, tablice informacyjne i czytelne oznakowanie. Peron o wysokości 76 cm zapewnia wygodne wsiadanie i wysiadanie z pociągów. Druga platforma jest w budowie, a zakończenie prac jest planowane do końca tego roku.

Pierwszy pociąg – jadący do Szczecina zatrzymuje się już o 4:21. To Rybak, który jako ostatni o 23:21 zamelduje się z powrotem na Zielonych Wzgórzach. Po rozkładzie jazdy widać, że w zasadzie stacja będzie pełnić rolę dodatkowej dla wszystkich połączeń. Będzie to też stacja początkowa dla połączeń biegnących na wschód i północ. Kosztem nowej stacji został zlikwidowany Białystok – Wiadukt – położony bliżej wsi Klepacze.

Warto wspomnieć jeszcze o tym co pod stacji Zielone Wzgórza. Poprzedni tunel, który łączył Ściankę (ale też Nowe Miasto) i Zielone Wzgórza był nieco mroczny, teraz po remoncie prezentuje się pięknie. Dawniej, niektórzy mogli się bać tamtędy przechodzić, teraz już takich obaw mieć nie powinni.

Partnerzy portalu:

Zanurz się w leśnych klimatach. Wyjątkowa wycieczka przez 5 miejscowości Puszczy Knyszyńskiej.

Zanurz się w leśnych klimatach. Wyjątkowa wycieczka przez 5 miejscowości Puszczy Knyszyńskiej.

Supraśl – Kołodno – Królowy Most – Lipowy Most – Kopna Góra – to pięć miejscowości, które możesz odwiedzić jednego dnia, bo znajdują się obok siebie, zwiedzić w nich moc atrakcji i wypocząć solidnie na łonie przyrody. Czekają na Ciebie bulwary, góra, wieża widokowa, arboretum, chatka Baby Jagi, sowy, kamieni i po prostu pachnący las. Można przejść wszystko piechotą, bo całość wynosi 30 km.

Odcinek z Supraśla do Królowego most przez Kołodno wiedzie przez miejscowość Cieliczanka. Cały czas będziecie szli lasem, najpierw ścieżką pieszo-rowerową, a potem żwirową drogą, by finalnie wyjść na polanie i skierować się do Kołodna. Później do Królowego Mostu można pójść główną drogą, która nie jest zbytnio ruchliwa. W samym Supraślu czekać na Was będzie wiele atrakcji – w tym bulwary, dawny pałac, wyjątkowy cmentarz, domy tkaczy, czy wreszcie monaster i znajdujące się w nim cudowne Muzeum Ikon. W Kołodnie jest Góra Św. Anny, wysoka na ponad 200 metrów n.p.m. Tam stoi wysoka wieża widokowa, z której możecie podziwiać panoramę Puszczy Knyszyńskiej. Na koniec w Królowym moście (ale też przy wieży widokowej) jest miejsce do grillowania, więc jak zgłodniejecie, to możecie się posilić. A wspinaczka może Was zmęczyć.

Po tym wszystkim możecie wybrać się na kolejny odcinek trasy czyli Królowy Most – Lipowy Most – Kopna Góra. Po drodze będzie jeszcze miejscowość Turów – to tam pokonacie rzekę Supraśl, by przedostać się na drugą stronę Puszczy. Na końcu czyli w Kopnej Górze znajduje się Arboretum czyli piękne miejsce w środku lasu, gdzie możemy poznać wiele gatunków roślin, możemy napawać się zielenią, spacerować i się relaksować, a także odpocząć w Domku Baby Jagi. Jest też staw i plac zabaw. Podczas zwiedzania znajdziemy również ławeczki by odsapnąć. Wszystko to na ogrodzonym terenie, więc jest co zwiedzać bez obaw o zagubienie się.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To idealny moment, by odwiedzić Białowieżę!

Nadchodząca jesień to idealny czas, by zajechać do Puszczy Białowieskiej, Puszczy Knyszyńskiej czy Puszczy Augustowskiej. Jest jeszcze ciepło, ale już przyroda zaczyna się zmieniać. Wyjątkowa aura unosi się w powietrzy. To czas, kiedy przyroda przywdziewa swoje najpiękniejsze szaty, a lasy stają się prawdziwym spektaklem barw i dźwięków.

Kiedy myślimy o jesieni, pierwsze skojarzenia to najczęściej spadające liście. Jednak jesień to znacznie więcej. W lasach, drzewa prezentują swoją paletę kolorów, od złotych i pomarańczowych po głębokie bordo i czerwień. To prawdziwa uczta dla zmysłów, gdy liście drzew rozświetlają otoczenie. Warto też pamiętać, że to czas, gdy ptaki przemieszczają się na ciepłe obszary, a w związku z tym można obserwować ich wędrówki i podsłuchiwać koncert. Mimo że liczba ptaków może być mniejsza niż wiosną, to wiele gatunków pozostaje w naszych lasach przez całą jesień. Ich śpiew, choć może być mniej intensywny niż w innych porach roku, nadal stanowi część piękna lasów jesienią. W miarę jak temperatura spada, lasy często pokrywają się poranną mgłą. To piękne zjawisko tworzy tajemniczą aurę i sprawia, że lasy wydają się być miejscem pełnym tajemnic. Wędrując przez mglisty las, można poczuć, że przenosimy się do innego świata, gdzie czas zwalnia, a wszystko staje się spokojne i ciche.

Jesień to także czas obfitości w lasach. To pora roku, kiedy po deszczach wyrastają grzyby w różnych kształtach i kolorach. Grzybiarze wyruszają z wiadrami i koszami w poszukiwaniu pysznych i aromatycznych grzybów, które stanowią doskonały dodatek do wielu potraw. Oprócz grzybów, jesień przynosi obfity plon owoców leśnych, takich jak jagody, maliny i jeżyny. To nie tylko smaczne przysmaki, ale także doskonały pokarm dla dzikich zwierząt. Dlatego spacer w jesiennym lesie to prawdziwa uczta dla zmysłów. Szum liści pod stopami, zapach wilgotnej ziemi, kolorowe dywany liści na ziemi, wszystko to tworzy niezapomniane chwile. To także doskonała okazja do obserwacji dzikich zwierząt, które przygotowują się do zimy.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie to kraina najpiękniejszych widoków? Ten film to pokazuje!

Podlaskie to miejsce o niezwykłym bogactwie przyrody i krajobrazów. Od gęstych lasów od Suwałk po Hajnówkę, po czyste jeziora rozsiane po Pojezierzu Augustowskim, Suwalszczyźnie i Ziemi Sejneńskiej, od białych piasków między Białymstokiem a Łomżą po urokliwe wsie Krainy Otwartych Okiennic. Podlaskie ma wiele do zaoferowania miłośnikom przyrody i piękna.

Jedną z charakterystycznych cech Podlaskiego jest jego ogromna powierzchnia zajmowana przez lasy. Nawet Wigierski Park Narodowy, mimo pięknego jeziora – w głównej mierze składa się z lasów. Nasz region jest wręcz przesiąknięty zielenią, co czyni go doskonałym miejscem do wycieczek pieszych, rowerowych, obserwacji ptaków czy dzikich zwierząt. Białowieża, która jest częścią Puszczy Białowieskiej, to prawdziwy skarb przyrody. To tutaj znajdują się dzikie stada żubrów, a sama puszcza wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Podlaskie to również region bagienny, gdzie liczne torfowiska i mokradła stanowią idealne siedlisko dla rzadkich gatunków roślin i zwierząt. To wszystko króluje w Biebrzańskim Parku Narodowym. Podlaskie to także kraina jezior. Liczne zbiorniki wodne zachwycają nie tylko wielkością, ale przede wszystkim czystością i malowniczym otoczeniem. Krystalicznie czysta woda oraz otaczające je lasy tworzą idealne warunki do uprawiania sportów wodnych oraz rekreacji.

Województwo Podlaskie to nie tylko przyroda, to także bogata kultura i tradycja. Region słynie z unikalnych obrzędów i zwyczajów, które można poznać, odwiedzając lokalne muzea i festiwale folklorystyczne. Nowogród, Jurowce, Korycin-Milewszczyzna – to jedne z najpopularniejszych, ale nie jedyne miejsca, gdzie będziemy czerpać pełną garścią podlaskie zwyczaje. Warto również spróbować regionalnych potraw, takich jak kiszki ziemniaczanej, pierogów czy tatarskich przysmaków. Można je skosztować choćby w Supraślu, Sokółce czy Kruszynianach.

Nie zapominajmy o wspaniałych zabytkach architektury. W Białymstoku znajduje się barokowy pałac Branickich. Warto również odwiedzić liczne cerkwie, drewniane kościoły, meczety i synagogi, które są świadectwem wielokulturowości regionu.

Partnerzy portalu:

Dlaczego Królowy Most nie stał się atrakcją turystyczną?

Dlaczego Królowy Most nie stał się atrakcją turystyczną?

U Pana Boga za Piecem, U Pana Boga w Ogródku, U Pana Boga za miedzą – to trylogia Jacka Bromskiego, która pokazała Podlasie tak, że cała Polska niemalże się zakochała we wsi, w sielskości, pięknych krajobrazach oraz tego co daje natura. A przypomnijmy, że nie było to takie oczywiste, bo pierwsza część miała premierę w 1998 roku, gdy dopiero wygrzebywaliśmy się z komuny, nie byliśmy w Unii Europejskiej, dopiero co wstąpiliśmy do NATO. Przecież nie bez powodu w filmie pojawił się wątek ruskiej mafii i handlu na bazarze. W tym samym czasie Polacy zakochani byli w USA i ogólnie pojętym zachodzie. Dlatego oglądanie Podlasia jako „wieśniaków” wzbudzało inne emocje niż dziś.

A dziś wszystkie trzy filmy pokazują już zupełnie inny obraz. Polacy przejedli się zachodem, zobaczyli, że to co wyśmiewali dawniej w filmie – stało się także ich sprawą. Pamiętacie scenę, jak mieszkańcy Królowego Mostu walczyli w filmie o to, by nie powstał hipermarket? Dziś jest taki przesyt wielkimi, zagranicznymi sieciami, że lokalne bazarki i giełdy przeżywają prawdziwy regres. Jedzenie od rolnika teraz jest eko i bio. Wszyscy rozumieją, że to co na półkach sklepów jest sztucznie wyhodowane, masowo produkowane, intensywnie nawożone, bez smaku i bez zapachu. Jedyna zaleta takiego jedzenia to niska cena.

Warto jednak zwrócić uwagę na coś jeszcze. Zwykle, gdy jakiś film staje się popularny, to bardzo korzysta na tym turystyka. Tłumy ludzi zaczęły odwiedzać zapomniane nieco Supraśl czy Tykocin. Ale oba miasteczka wykonały też potężną pracę – dostosowały się pod masowe przyjazdy. Obrosły gastronomią, pamiątkami i miejscami noclegowymi. Zupełnie inaczej zadziało się w Sokółce (gdzie kręcono bardzo dużą część pierwszej części filmu), a także w tytułowym Królowym Moście. Zarówno jedno i drugie miejsce jest także odwiedzane, ale nic się w nich specjalnie nie zmieniło. W Królowym Moście można co najwyżej rozpalić grilla i spać w jednej z nielicznych agroturystyk. Sokółka natomiast bardziej kojarzona jest z cudem eucharystycznym i przyciąga pielgrzymów do niedawno powstałego sanktuarium. Ewidentnie widać, że obie miejscowości przegapiły swoje szanse. Tylko dlaczego?

Zasada gospodarki jest taka sama na całym świecie. Popyt rodzi podaż. Skoro jednak turyści zarówno są zauważalni i w Królowym Moście i w Sokółce, to dlaczego nikt nie wyszedł do nich z ofertą? Tu odpowiedź może być nieco skomplikowana. Generalnie – warunki prowadzenia biznesu w Polsce są dramatycznie trudne, a w takim Królowym Moście liczącym oficjalnie 90 mieszkańców – ekstremalnie trudne. Wszystko dlatego, że u nas nie można otworzyć biznesu i spokojnie go sobie budować, popełniać błędy, rozwijać. Trzeba od razu wydać fortunę na haracze dla państwa i fortunę na pracowników bez absolutnie żadnej gwarancji powodzenia w biznesie. Dlatego żeby otworzyć biznes turystyczny, popyt musi być ekstremalnie nakręcony. A tak się składa, że wszelkie narzędzia w tym temacie ma państwo. Czyli nielimitowane pieniądze z naszych kieszeni, możliwość zatrudniania urzędników w nielimitowanej liczbie, nielimitowana możliwość bezkarnego popełniania błędów przez tychże urzędników. I jeżeli politycy obsadzający daną gminę, powiat czy województwo uznają, że warto obsadzić stołki po to by tworzyć dział promocji czy turystyki, to taki stworzą i będą popyt kreować.

I jak popatrzymy na taki Supraśl czy Tykocin, to widać od razu, że tamtejsi urzędnicy wykorzystywali każdą okazję, by przyciągnąć do siebie przyjezdnych. Konsekwentne działanie spowodowało, że dziś zbierają tego plony. Wystarczy popatrzeć co w miasteczkach dzieje się w weekend. Tymczasem zarówno Gmina Gródek jak i gmina Sokółka tej pracy nie wykonały, nie wykonują nadal, więc plonów nie było, nie ma i nie będzie. Dlatego właśnie Królowy Most – ten fikcyjny (Sokółka) jak i prawdziwy nie są przez turystów odwiedzane tak często jak Tykocin czy Supraśl. I to kompletna głupota władz, bo turysta jak przyjeżdża to zostawia pieniądze (jeżeli ma gdzie). A te zasilają kasy gmin i państwa. Dzięki temu jakość usług publicznych ma szanse być wyższa.

Partnerzy portalu:

Co dalej z macewami? Będzie miejsce pamięci w Parku Centralnym.

Co dalej z macewami? Będzie miejsce pamięci w Parku Centralnym.

XIX-wieczne macewy, które zostały odkopane na górce przy Białostockim Teatrze Lalek oraz Operze trafią do miejsca pamięci, które będzie utworzone na skraju Parku Centralnego. Wszystko wskazuje na to, że macewy zostały z pierwotnych miejsc zepchnięte ciężkim sprzętem właśnie na górkę, a następnie przysypane gruzem i piachem z budowy pobliskiego Domu Partii (czyli obecnie Uniwersytetu w Białymstoku).

Macewy, które odkopano będą teraz częściowo stanowić miejsce pamięci po cmentarzu rabinackim, który został zniszczony przez komunistów poprzez budowę w jego miejscu Parku Centralnego. Pod ziemią, w tym miejscu znajdują się pochowani ludzie. Obecnie w parku są alejki do spacerowania, plac zabaw i górka, którą rozkopano, wcześniej służąca do zjeżdżania na sankach. Gdyby rozkopać park całkowicie, zapewne udałoby się odkopać jeszcze więcej macew. Warto podkreślić, że zanim powstał park, to wiele z macew zostało ukradzionych i przerobionych na budulec w pobliskiej okolicy. Nawet zbudowano z nich nieistniejący już murek przy Ratuszu, a także rozebraną już fontannę na Plantach.

W przyszłym roku ma zostać stworzone miejsce pamięci, składające się między innymi z wykopanych macew. Koncepcję stworzył prof. Jerzy Uścinowicz. Będą drogi układające się w przestrzeni w Gwiazdę Dawida, dwie ściany – jedna z kamieni, druga w formie żywopłotu. Znajdzie się też menora, przez którą będzie wpadać światło oraz wykopane macewy. Prace mają się zacząć w przyszłym roku.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Nowa ekspresówka w Podlaskiem prawie cała dostępna. Ogromny odcinek gotowy.

Dobra wiadomość dla wszystkich turystów i mieszkańców województwa podlaskiego, którzy często podróżują po regionie. Aż do granicy z Litwą w Budzisku do miejscowości Stawiski (pomiędzy Kolnem a Łomżą) można jechać nieprzerwanie ekspresówką. To ogromny kawałek powstającej Via Baltici. Docelowo droga S61 dojdzie jeszcze do Łomży, a dalej przez Śniadowo połączy się z ekspresową ósemką w Ostrowi Mazowieckiej. Do zamknięcia inwestycji zostały jeszcze tylko te dwa odcinki czyli Stawiski – Łomża oraz Śniadowo – Ostrowia Mazowiecka.

Jeżeli chodzi o podlaskie drogi, to w przygotowaniu będzie jeszcze droga krajowa 16, która zamieni się w ekspresową. Połączy Ełk z Białymstokiem. Te rozwiązanie wyrzuci większość TIR-ów z krajowej ósemki łączącej Białystok z Augustowem. Ponadto będzie jeszcze ekspresowa 19 prowadząca po starodrożu z przygranicznej Kuźnicy do Białegostoku, a dalej zamiast przez osiedle Piasta i Dojlidy jak teraz, pojedziemy przez Dobrzyniewo, Choroszcz, Księżyno, a dalej zupełnie nową drogą w kierunku Plosek i dalej na Bielsk Podlaski, Siemiatycze i Lublin. To jednak melodia dalekiej przyszłości.

W tych wszystkich planach dróg brakuje ekspresowego połączenia Białegostoku i Augustowa. Pierwotnie tędy miała przebiegać Via Baltica, ale politycy tak szarpali się o tę drogę, że ostatecznie wygrało „lobby łomżyńskie”, które skutecznie przekonało kolejne rządy, że jak Via Baltica nie powstanie na zachodniej części Podlaskiego, to będą poszkodowani. Jako, że białostoccy politycy od lat są bardzo nieskuteczni i w kolejnych rządach nigdy nie mieli nic do powiedzenia, to łomżyńscy i suwalscy dla swoich „podregionów” za rządowe pieniądze załatwili bardzo wiele.

I teraz widzimy tego efekty. Białystok w 2023 roku to miasto, do którego można dojechać łatwo i przyjemnie tylko z Warszawy. Dyskusje o lotnisku, a także o nowoczesnym połączeniu z Białegostoku do Augustowa trwają kilka dekad i nic się nie zmienia. Krajowa 19 i krajowa 16 są w przygotowaniu, a to oznacza, że każda kolejna ekipa jaka dojdzie do władzy jesienią – może plany wyrzucić do kosza albo zamrozić na wiele lat. W przetargu jest obecnie mało znaczący odcinek z Sokółki do Białegostoku. O ile, dla mieszkańców ważny, o tyle przejście graniczne z Białorusią w Kuźnicy jest zamknięte do odwołania (zapewne co najmniej do czasu śmierci Łukaszenki), więc tranzyt na tej trasie jest znikomy. Jedyne prace jakie się toczą to budowa węzła w Dobrzyniewie pod przyszłe dwie drogi, które mogą nie powstać jeżeli tak zadecyduje nowa ekipa polityczna. Także budowany jest odcinek od Kuźnicy do Sokółki, który jeszcze bardziej nie ma obecnie znaczenia niż z Sokółki do Białegostoku.

Pod tym kątem perspektywy dla stolicy województwa podlaskiego są rujnujące. Białystok jest w dziesiątce największych miast w kraju, zaś przez zaniedbania i brak mocy sprawczej kolejnych polityków doprowadziło do tego, że obecnie nie ma nawet perspektyw na lepsze życie w mieście, w najbliższych latach. W porównaniu z innymi dużymi miastami, jesteśmy wykluczeni transportowo i będziemy jeszcze przez wiele lat.

Partnerzy portalu:

Podlaska Granica: Wstrząsający film ze świata nielegalnej migracji.

Podlaska Granica: Wstrząsający film ze świata nielegalnej migracji.

Nielegalna migracja na granicy polsko-białoruskiej cały czas kwitnie. Dzieje się tak dlatego, że zapora niestety nie działa tak jakbyśmy sobie życzyli. 5-metroyw płot, setki kamer, perymetria – to nie jest aż tak duża przeszkoda dla ludzi pragnących dostać się do Niemiec. Zdarzają się historię, że ktoś umiera z wycieńczenia, bo zgubił się na podlaskich bagnach. Prawdopodobnie dlatego, że starał się dostać na zachód bez pomocy przemytników. Zostawiony na pastwę losu, ze strachu przed pushbackiem nie wezwał pomocy. To jednak marginalne przypadki. Jak oszacowaliśmy na podstawie zestawienia danych polskich i niemieckich – około 60 proc. przekroczeń granicy mimo zapory jest udana. Jak w praktyce dostać się na zachód? Celem migrantów są przede wszystkim Niemcy, Francja i Wielka Brytania.

Pierwszy przystanek – Turcja

Jeśli jest problem z odtwarzaniem filmu, zjedź na sam dół, by go obejrzeć w alternatywnym odtwarzaczu

Trzeba przede wszystkim wyłożyć pieniądze i w pierwszym kroku dotrzeć do Turcji. Mimo, że kraj ten pobrał od Unii Europejskiej ogromne pieniądze na zatrzymanie nielegalnej migracji, to w praktyce mafia przemytnicza tam kwitnie, która wysyła kilkudziesięcioosobowe grupy na różne Europejskie szlaki. Najpopularniejszy (bo dla najbiedniejszych) to ten znajdujący się w Węgrzech. Aby pokonać tamtejszą zaporę, wystarczą dwie drabiny. Jedna by wejść na płot z drutem kolczastym, druga by zejść. W Polsce ten numer nie przechodzi, bo nie ma tak długich drabin. Niestety i nasza zapora ma słabe punkty.

Do Turcji migranci napływają przede wszystkim obywatele Egiptu, Pakistanu, Afganistanu, Iraku, Iranu czy Syrii. Następnie, po przybyciu do Turcji należy się zgłosić do wybranego punktu. Nie jest to trudne, bo ogłoszeń w internecie na portalach społecznościowych nie brakuje. Ponadto nikt nie wybiera się w taką podróż sam, zwykle to całe rodziny lub znajomi. W kolejnym kroku migranci po sowitym opłaceniu przemytników dowożeni są na granicę z Grecją lub Bułgarią. To akurat najmniej chronione granice, więc z łatwością migranci dojeżdżają aż pod kolejną granicę: Serbsko-Węgierską, gdzie jest podwójna zapora z drutem kolczastym. Mimo, że jest chroniona, to warto wiedzieć, że na Węgrzech jest wysoki poziom korupcji. Ci z najbardziej zasobnym portfelem mogą dostać się do Wiednia, a dalej do Berlina.

Jeśli jest problem z odtwarzaniem filmu, zjedź na sam dół, by go obejrzeć w alternatywnym odtwarzaczu

Z perspektywy nielegalnego migranta taka podróż to prawdziwa mordęga. Przede wszystkim piekielnie upały i prawie 2000 km do przebycia. A ryzyko wpadki jest wielkie, bo do Berlina jest 5 krajów po drodze.

Bogatsi samolotem

Dlatego co bogatsze osoby (lub takie co sprzedały cały majątek) lecą samolotem bezpośrednio z Turcji do Moskwy. Samolot odlatuje nawet co 2 godziny, a czas lotu to 5 godzin. W Moskwie natomiast jest pociąg do białoruskiego Mińska, który jedzie 7 godzin. Zatem w 12 godzin taka osoba co chce do Niemiec łatwo może odbyć pierwszą część wyprawy. Koszt? około 7000 tysięcy złotych – bilety i noclegi. Dla przybyszów ze wspomnianych krajów to jak 2-letnia pensja. A to tylko początek!

Jeśli jest problem z odtwarzaniem filmu, zjedź na sam dół, by go obejrzeć w alternatywnym odtwarzaczu

W kolejnym kroku – należy dotrzeć w okolice zapory. Powyższy film to jedno z wielu ogłoszeń, na jakie mogą z łatwością natrafić nielegalni migranci. Gharnty Game oznacza „wspaniałą zabawę”. Ka sok ze no inbox rabta wakry oznacza, by nie pisać do osoby udostępniającej film w social mediach lecz przetransportować się pod zaporę i czekać. Tak też się dzieje – dziesiątki osób docierają pod polsko-białoruską granicę w Podlaskiem i koczują w lesie. Śpią w śpiworach pod gołym niebem, zdarza się że piją wodę z rzeki. Po drugiej stronie w wyznaczonych miejscach czekają kurierzy, którzy razem z pasażerami docierają do Niemiec lub są łapani przez polskie służby graniczne.

Jeśli jest problem z odtwarzaniem filmu, zjedź na sam dół, by go obejrzeć w alternatywnym odtwarzaczu

Jak wygląda samo przejście przez zaporę? Nie mamy interesu, by ujawniać szczegółowo techniczne minusy tejże inwestycji, lecz należy wspomnieć iż takowe istnieją i są wykorzystywane przez przemytników. W każdym razie, białoruscy pogranicznicy i tamtejsze służby bezpieczeństwa w „odpowiednich” momentach zbierają kilkuosobową grupkę ludzi, następnie w wyznaczonym punkcie trwa przejście przez zaporę. Wygląda to tak jak na poniższym filmie:

Jeśli jest problem z odtwarzaniem filmu, zjedź na sam dół, by go obejrzeć w alternatywnym odtwarzaczu

Teraz migranci muszą biec ile sił w nogach do samochodu kuriera, bo od tego zależy czy zdążą uciec przed polskimi pogranicznikami i bezpiecznie dojechać do Zgorzelca, gdzie przechodzą przez most i mogą rozpłynąć się w tłumie.

Most w Zgorzelcu, którym można swobodnie przejść do niemieckiego Gorlitz.

Alternatywny odtwarzacz:

Część 1:

Część 2:

Partnerzy portalu:

Białostoczanie zapragnęli więcej kibli

Białostoczanie zapragnęli więcej kibli

To jeden z niewielu dni, kiedy możemy pochwalić białostockich urzędników, że wykazali się zdrowym rozsądkiem i wyrzucili do kosza niektóre pomysły białostoczan. Oto ogłoszono propozycje, na które będzie można głosować w tegorocznej edycji Budżetu Obywatelskiego. Najbardziej ciekawe jest jednak to, na co głosować nie będzie można. A na tej liście znalazły się pozycje, za które krytykowaliśmy poprzednie edycje – czyli zapychanie miasta niepotrzebnymi pomnikiami, instalacjami, propozycjami podszywającymi się pod sprawy obywatelskie czy inne, zwyczajnie bzdurne propozycje. Co najbardziej zaskoczyło, w tegorocznej edycji białostoczanie zapragnęli więcej toalet miejskich, zapewne za sprawą kariery jaką zrobiła ta na Plantach.

Jedną z propozycji, która wydawałoby się powinna móc być głosowana, lecz została wyrzucona do kosza to pomnik Romana Dmowskiego. O ile sama postać zasługuje na upamiętnienie, o tyle kolejny pomnik w Białymstoku to byłby o jeden pomnik za dużo. Musimy się wreszcie nauczyć, że nie trzeba wszystkim i wszędzie stawiać pomników, że nawet Jan Paweł II, tak bardzo kochany przez rzeszę Polaków nie chciał pomników, a mu nastawiali wszędzie gdzie się da, od pięknych po karykaturalne. Podobnie w tej sprawie – istnieje wiele innych możliwości upamiętniania Romana Dmowskiego niż poprzez wrzucanie kolejnego monumentu w przestrzeń publiczną. Jest także odrzucona propozycja „instalacji artystycznej” przypominającej śledzia. Kolejny bzdet, na który nie ma miejsca w mieście.

Kolejna propozycja, która zwróciła naszą uwagę to piesze przejście nadziemne w rejonie Placu Niepodległości. Ktoś wymarzył sobie kładkę, bo nie chce mu się stać na światłach przy Al. Piłsudskiego w okolicach Kościoła Św. Rocha. Może zamiast próby wyciągnięcia prawie 5 milionów z budżetu miasta, może warto zacząć chodzić innymi drogami po mieście?

Następną odrzuconą propozycją, którą słusznie urzędnicy odrzucili są zajęcia taneczne dla seniorów oraz festyn rodzinny. O ile inicjatywy wydają się słuszne, to nie ma potrzeby, by finansować je z budżetu obywatelskiego. Coś, co jest dla doraźnej uciechy garstki osób nie powinno być finansowane z budżetu wszystkich mieszkańców. Tak samo jak odrzucone masowe badania przesiewowe, które można sobie zrobić samemu w każdej chwili w wielu punktach w mieście, zaś mieszkańcy nie muszą się do tego dorzucać.

Jeszcze inną inicjatywą, którą słusznie trafiła do kosza to ustawienie „kaczkomatów’. Czyli urządzeń, w których można kupić karmę dla ptaków. Urzędnicy słusznie zauważyli, że ludzie nie powinni dodatkowo dokarmiać ptaków, bo w ten sposób uczymy ich postawy, że jest to słuszne. Tymczasem ptaki jak i inne dzikie zwierzęta powinny potrafić samodzielnie zdobywać pokarm.

Warto zwrócić też uwagę na kolejny pomysł. Jest to od kilku lat zgłaszana propozycja budowy pomnika – traktora. Odpowiada za nią dziennikarz Gazety Wyborczej Andrzej Kłopotowski. Trudno powiedzieć czy robi to dla żartu czy poważnie, ale pomijając fakt, że jest to kolejny pomnik, na który w Białymstoku nie ma miejsca, to trudno powiedzieć po co właściwe ten pomnik miałby w mieście stać. Dokładnie pamiętam dzieciństwo i jeżdżące ulicami Białegostoku furmanki. Traktor w stolicy Podlaskiego widziałem raz – służył do pomocy pracownikom Zieleni Miejskiej. Zatem dlaczego od lat redaktor Kłopotowski chce nam zafundować pomnik – traktor? Nie wiem. Na pewno nie ma żadnych powodów historycznych uzasadniających tego typu inicjatywę.

Na sam koniec zostawiam słynne toalety miejskie. Widać, że białostoczanie ich zapragnęli, bo urzędnicy odrzucili prośbę postawienia takiego przybytku przy Liniarskiego (okolice Centralu), Rynku Kościuszki i Św. Mikołaja.

Partnerzy portalu:

Trwają wykopaliska przy Pałacu Branickich. Już są pierwsze odkrycia!

Trwają wykopaliska przy Pałacu Branickich. Już są pierwsze odkrycia!

Archeolodzy pracujący przy Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku prowadzą kompleksowe badania archeologiczne na dziedzińcu paradnym Pałacu Branickich, odkrywając fascynujące świadectwa przeszłości miasta. Od początku lipca tego roku, badania prowadzone na terenie pałacu, który jest obecnie siedzibą Uniwersytetu Medycznego, przyniosły wiele cennych artefaktów pochodzących z różnych okresów historycznych.

Prace archeologiczne rozpoczęły się w ubiegłym roku, kiedy to odkryto niewielką część dziedzińca. Tamte odkrycia, w tym kamienne podłogi datowane na XV-XVI wiek, naczynia, kafle oraz obozowisko mezolityczne, były niezwykle ważne dla lepszego zrozumienia historii miasta. Obecne badania, obejmujące teren o powierzchni 500 metrów kwadratowych, stanowią pierwszy etap kompleksowych prac, które obejmą cały dziedziniec pałacu.

Dotychczasowe odkrycia są imponujące. Archeolodzy wydobyli kilka tysięcy zabytków, w tym fragmenty kafli, ceramiki, monety oraz pozostałości po szpitalu polowym. Szczególnie ciekawym miejscem okazał się narożnik dziedzińca, gdzie znaleziono warstwę gruzowiska powstałą po II wojnie światowej, zawierającą przedmioty z różnych okresów, w tym z I wojny światowej oraz związane z Pałacem Branickich, takie jak kafle pieców.

Wśród innych odkrytych skarbów są XVII-wieczne monety, metalowe przedmioty, guziki od mundurów oraz unikalny drobny zabytek, prawdopodobnie pokrętło lub kluczyk do niewielkiej szkatułki. Wszystkie te cenne artefakty zostaną poddane konserwacji i inwentaryzacji, a następnie trafią do Muzeum Historii i Farmacji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Prace archeologiczne będą kontynuowane do końca wakacji, a kolejne fragmenty historii Białegostoku wciąż czekają na odkrycie.

Partnerzy portalu: