PRL-owski budynek stał się zabytkiem. Kolejny w Białymstoku.
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

PRL-owski budynek stał się zabytkiem. Kolejny w Białymstoku.

Budynek Poczty przy ul. Kolejowej 15 stał się zabytkiem. Zarządzeniem z dnia 16.11.2020 r. prof. Małgorzata Dajnowicz podlaska konserwator zabytków włączyła do wojewódzkiej ewidencji zabytków budynek urzędu pocztowo-telekomunikacyjnego przy ul. Kolejowej 15 w Białymstoku. Zarządzenie weszło w życie z dniem podpisania. Poinformował Wojewódzki Urząd Ochrony w Białymstoku. Od lat w mieście trwają dyskusję czy architekturę modernizmu traktować jako nic nie warte dziedzictwo PRL czy też doszukiwać się w nim wartości. Pierwszym zabytkiem stał się budynek Uniwersytetu w Białymstoku stojący na placu NZS w centrum miasta. Podobnie stało się z budynkiem Sądu przy ul. Skłodowskiej.

Budowę dworcowego Urzędu Pocztowo-Telekomunikacyjnego rozpoczęto w 1962 roku według projektu inż. Leona Kulikowskiego, absolwenta Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Pod blisko trzech latach budynek został oddany do użytku. Z opublikowanych informacji wynika, że jego wnętrza zaprojektowała Aleksandra Bortowska. Późniejsze zmiany w architekturze poczty wykonano według projektu białostockiego architekta Jana Hahna.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

W duchu modernizmu została odbudowana cała Polska po odzyskaniu Niepodległości w 1918 roku. Najpierw urzędy i instytucje państwowe, później bloki mieszkalne. Po II wojnie światowej architektem, który stworzył nowy Białystok na gruzach poprzedniego miasta był Stanisław Bukowski. W latach 60-tych przyszła nowa “fala” modernizmu, a wraz z nią inni architekci. Budynki, które zaczęły się pojawiać było nieco futurystyczne. Spójrzmy chociaż na Central, spodki, pawilony-restauracje przy ul. Akademickiej. Jednym z takich budynków właśnie była właśnie też Poczta przy Kolejowej. Budynek posiada ciekawe rozwiązania. Do budowy obiektu wykorzystano cienkościenne konstrukcje łupinowe nadając budynkowi jedyny na terenie miasta falisty dach i skośne podpory.

To właśnie te elementy zadecydowały o tym iż prof. Małgorzata Dajnowicz, podlaska konserwator zabytków uznała, że ma wartości artystyczne i powinien zostać wpisany do ewidencji zabytków. Budynek ma także wartości naukowe.

Co ten Truskolaski wyprawia?! 80-letnie tuje na Plantach wycięte!

Co ten Truskolaski wyprawia?! 80-letnie tuje na Plantach wycięte!

Czy ktoś upadł na głowę? Białostockie Planty co roku przyciągają tłumy mieszkańców, którzy mają ochotę schronić się w cieniu. Niższe temperatury niż na rozgrzanym Rynku były także w alejce spacerowej za sprawą 80-letnich tuj. A tymczasem ekipa Truskolaskiego wycięła je! W zamian posadzono małe drzewka, które już nie będą przyczyniać się do schładzania okolicy. Powariowali!

Kiedy słyszymy słowo „rewitalizacja” z ust urzędników, to wiemy że to oznacza jedno – wycinkę roślin i betonowanie. Te piękne ogromne tuje były wizytówką Plant podobnie jak fontanny. A tymczasem miasto tłumaczy się, że tuje urosły do potężnych rozmiarów i kolidują z alejkami spacerowymi. Powód do wycinki absurdalny! Jak bardzo trzeba nienawidzić przyrody żeby w kółko szukać okazji do wycinki. A wystarczyło zaprojektować alejki od nowa tak, by wpasowały się do tuj. Czy słyszeliście o konsultacjach społecznych związanych z Plantami? My też nie, a podobno 116 na 137 osób chciało tej wycinki. Ciekawe skąd się wzięli ci chętni do wycinki.

Może Wam się wydawać, że skoro ciągle uderzamy w Truskolaskiego, to pewnie jesteśmy za PiS. Otóż nie! Chcemy, byście otworzyli oczy i zobaczyli co ten człowiek wyprawia z naszym miastem. Równia pochyła! Jesteśmy po prostu rozgoryczeni.

Krywlany dalej będą bezużyteczne. Czy prezydent nie umie wydać decyzji czy nie chce?

Krywlany dalej będą bezużyteczne. Czy prezydent nie umie wydać decyzji czy nie chce?

W ostatnim czasie głośno było o tym, że Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło decyzję prezydenta dotyczącą wycinki drzew pod lotnisko. Gdy jakiś czas temu stojąc na płycie ogłaszał jej wydanie wiceprezydent Musiuk rozpływano się nad inwestycją jakby chcieli przekonać nieprzekonanych. Sprawa budowy lotniska trwa jednak już tak wiele lat, że tu już nie ma kogo przekonywać, bo jest to coś, co dzieli białostoczan.

Do pierwszej grupy zaliczamy się my. Tak jak wielu mieszkańców uważamy, że to niezbędna budowa do rozwoju gospodarczego regionu. Nie dlatego, żeby mieszkańcy mogli latać do Londynu czy Brukseli, ale dlatego żeby tu w Białymstoku mógł wylądować ktoś, kto generuje dla miasta pieniądze. Tajemnicą nie jest, że lotniska na świecie wcale nie zarabiają na pasażerach lecz na cargo. To możliwość importowania lotnictwem generuje pieniądze dla lokalnych firm. Ponadto wiele międzynarodowych imprez nie może się odbyć w Białymstoku właśnie przez brak lotniska, bo nikomu nie będzie się chciało tu jechać kilka godzin busem po wyczerpującym locie na przykład z USA. Zalet lotniska w regionie jest dużo więcej, ale nie zamierzamy nikogo przekonywać, tylko dla porządku przypominamy o co cały ten ambaras.

Tak samo trzeba przypomnieć, że są przeciwnicy. Jest grupa ludzi, która uważa, że wystarczy lotnisko w Warszawie (a za jakiś czas lotnisko między Warszawą a Łodzią). Uważają też, że skoro pas startowy jest krótki i będą mogły lądować na nim tylko samoloty zabierające do 50 pasażerów, to znaczy, że nie będzie można już go rozbudowywać. Nie podoba im się także, że pobudowali się w okolicy, a teraz będzie im coś głośnego nad głowami latać. Aczkolwiek ten argument nie jest trafiony – raczej zaliczyć go należy do obaw. Krywlany nie będą przecież międzynarodowym gigalotniskiem. Liczba lotów dużych samolotów – generujących największy hałas będzie przecież niska. Koronnym argumentem przeciwników jest to, że na pewno nikt nie będzie chciał tutaj organizować lotów tak samo jak w Radomiu. Ponadto kontrowersje wzbudza wycięcie tak dużej liczby drzew.

Wracając do nieprawidłowej decyzji SKO. Po jej wydaniu przez miasto, odwołało się od niej Nadleśnictwo Dojlidy, które uważało, że usunięcie 35 procent lasu Solnickiego musi wymagać zgody urzędu odpowiedzialnego za ochronę środowiska, gdyż usunięcie tylu drzew będzie ingerencją w przyrodę. Ponadto zarzucono miastu, że to co nazywali liczeniem drzew w rzeczywistości nie miało miejsca. Po prostu przeprowadzono to tak jak sondaż. Wybrano grupę losową i ustalono „reprezentację”. Ponadto nie ustalono czy w lesie są gatunki chronione, siedliska czy gniazda.

Swoją drogą ten ostatni argument leśników akurat można by było uznać za trafny. Najpierw powinno się ustalić kto mieszka w lesie, następnie ustalić czy jest pod ochroną, a jeżeli tak to wtedy zwrócić się o pozwolenie na wycinkę drzew. Liczenie było tak naprawdę bez sensu. Wystarczyło wyznaczyć obszar wycinki. Tak jak pisaliśmy wielokrotnie Truskolaski i jego ekipa cały czas rzucają sobie kłody pod nogi. Tym razem nie było inaczej.

Samorządowe Kolegium Odwoławcze jednak było łaskawe dla nieudolności włodarza. Nie przyjęło argumentów leśników, ale i tak kazało decyzję Truskolaskiemu ponownie wydać, bo zawierała ona błędy formalne. W decyzji prawidłowo nie wyjaśniono co to jest przeszkoda lotnicza, jakie drzewa trzeba usunąć, nie wskazano nawet prawidłowo aktualnych numerów działek geodezyjnych! Wygląda to albo na wyjątkowe niechlujstwo, niekompetencję albo sabotaż.

Tadeusz Truskolaski zajmuje stołek prezydenta od 14 lat. Jest trochę jak Łukaszenka, który „trochę się zasiedział”. Widać to przede wszystkim w jego działaniu. Wygląda na to, że sam zajmuje się wyłącznie polityką, a miasto zostawił niekompetentnym urzędnikom, albo takich co nie chcą lotniska i je sabotują. Bo jak inaczej można nazwać to co się wydarzyło? Ktoś, kto tyle lat wydaje decyzje administracyjne powinien robić to perfekcyjnie, szczególnie przy tak ważnej inwestycji. A tymczasem robi się wszystko, by Krywlany stały bezużyteczne wiele lat. Wstyd! I to za duże pieniądze.

Featured Video Play Icon

Teatry zamknięte, ale białostockich aktorów można obejrzeć online

Czasy są takie, że nie można pójść do teatru, ale na szczęście mamy internet i przedstawienie można oglądać w internecie. Jedną ze swoich propozycji przygotowali aktorzy Białostockiego Stowarzyszenia Artystów Lalkarzy razem z Akademią Teatralną w Warszawie – filia w Białymstoku. Jest to projekt „Lalki w sieci”.

Główny bohater „Garden Party”, Hugo Pludek udaje się na tytułowe garden party, aby spotkać się z wpływowym urzędnikiem Kalabisem. Choć w efekcie na Kalabisa nie trafia, dzięki inteligencji i niebywałym zdolnościom adaptacji, zostaje mianowany nowym dyrektorem zajmującym się likwidacją Urzędu Likwidacyjnego. Szybka kariera jednak sprawia, że Pludek traci swoją osobowość. Co z tego wyniknie i jak się potoczy? Obejrzyjcie sami.

Młodzi aktorzy już nie po raz pierwszy dali swój popis umiejętności w sieci. Poprzednio można było oglądać przedstawienie dyplomowe Agaty Biziuk pod tytułem „PandemJa”. Zostało ono bardzo ciepło przyjęte. Mamy nadzieję że również „Garden Party” przypadnie Wam do gustu.

To wydarzenie przyciągnęło 120 000 osób! Gabriel został zamordowany, gdy miał 6 lat.
22 września 1992 roku. 120 000 pielgrzymów idzie ulicą Wasilkowską w stronę centrum. Na czele relikwie świętego. / fot. : soborbialystok.pl

To wydarzenie przyciągnęło 120 000 osób! Gabriel został zamordowany, gdy miał 6 lat.

To wydarzenie zostało nieco zapomniane przez historię naszego regionu, a warto je przypomnieć. Brało w nim udział bowiem 120 tysięcy osób! Było to 22 września 1992 roku. Większą frekwencję zdobył tylko Jan Paweł II, który w Białymstoku zgromadził 300 tysięcy osób. Cóż takiego przyciągnęło prawie połowę tego co papież? Było to Przeniesienie relikwii św. Gabriela z Grodna do Białegostoku. Po blisko 250 latach relikwie męczennika wróciły do naszego regionu. Św. Gabriel jest patronem dzieci i młodzieży prawosławnej. A kim był za życia?

Porwanie i tortury

Gabriel Zabłudowski, zwany był również Białostockim, Słuckim czy Zwierkowskim. Urodził się w rodzinie Gowdelów w 1684 roku w Zwierkach pomiędzy Białymstokiem a Zabłudowem, co oczywiście tłumaczy jego przydomki. Gabriel jako dziecko zamiast zabaw wolał modlitwy. Wpływ na to mogli mieć jego pobożni rodzice, wychowując tak samo swego syna. Gdy chłopak skończył 6 lat został… zamordowany. Matka zostawiła synka samego w chacie, by zanieść pożywienie mężowi, który znajdował się na polu. W tym czasie do domu wkroczył dzierżawca wsi Zwierki – Szutko. Skorzystał z tego, że chłopiec jest sam i go porwał, a następnie wywiózł do Białegostoku. Tam zaczął 6-latka torturować. Oszczędzimy Wam szczegółów, gdyż są bardzo okrutne. Szutko po torturach doprowadzających Gabriela do śmierci wywiózł ciało do lasu koło Zwierek z nadzieją, że te zostanie zjedzone przez zwierzęta. Tak się jednak nie stało. Ciało odnaleziono po 9 dniach od porwania. Przy zmarłym zamiast dzikich zwierząt czuwały psy, które pilnie strzegły zwłok przed ptactwem. Gdy odnaleziono go, a następnie pochowano w Zwierkach natychmiast wszczęto śledztwo. Bardzo szybko śledczy doszli, że za okrutnymi torturami stoi Szutko.

Ciało nie rozkładało się

Warto jeszcze odpowiedzieć na pytanie co relikwie robiły w Grodnie skoro Gabriel został pochowany pod Zabłudowem. Otóż 30 lat później miała miejsce epidemia. Co chwilę kogoś chowano, więc często kopano w ziemi. Zmarłe dzieci chowane były obok grobu Gabriela, czcząc w ten sposób jego męczeńską śmierć. Przy jednym z takich pochówków niechcący naruszono trumnę Gabriela. Jak się okazało, po 30 latach jego ciało nie rozłożyło się! Taka informacja szybko obiegła całą okolicę. W konsekwencji ludzie zaczęli przypisywać Gabrielowi koniec epidemii oraz inne uzdrowienia. Ciało przeniesiono do krypty w cerkwi w Zwierkach. 26 lat później cerkiew spłonęła, jednak relikwiom Gabriela nic się nie stało. Opalona była tylko rączka chłopca. Relikwie przeniesione zostały do cerkwi w Zabłudowie. Tam ręka… zagoiła się.

Święty Gabriel w Muzeum Ateizmu

W 1755 roku relikwie Gabriela Zabłudowskiego przeniesione zostały bardziej na wschód do Słucka (dziś na Białorusi). Spowodowane to było napiętą sytuacją polityczną oraz trudną sytuacją zabłudowskiej cerkwi. Wtedy Gabriel zyskał kolejny przydomek – Słucki. 100 lat od otwarcia trumny, czyli w 1820 roku Gabriel został uznany za świętego. Ogłoszono to właśnie w Słucku. W 1908 roku postanowiono, że część relikwii trafi do Białegostoku. Później miały zostać przeniesione do Zwierek, gdy zostanie zbudowana tam cerkiew. W 1915 roku prace przerwano, bo trwała I wojna światowa. Relikwie w białostockiej cerkwi znajdowały się do 1912 roku. Później przeniesiono go do monasteru w Supraślu. W 1915 roku front wojny zbliżał się w nasze strony. Cząstka relikwii jaka u nas była została wywieziona do Moskwy. Tam jednak w 1917 roku wybuchła bolszewicka rewolucja. Zgodnie z ich maksymą – religia to opium dla ludu. Dlatego nie ma co się dziwić, że w 1920 roku Rada Komisarzy Ludowych ZSRR zaplanowała likwidację relikwii świętych. Cząstka relikwii Gabriela trafiła do Muzeum Ateizmu w celu przeprowadzenia badań naukowych. W latach trzydziestych XX wieku pozostała część relikwii ze Słucka trafiła do Muzeum Ateizmu w Mińsku.

Chaos pomógł odzyskać relikwie

Chaos spowodowany drugą wojną światową został wykorzystany przez mińskich prawosławnych, którzy relikwie odzyskali i umieścili w mińskiej cerkwi. W 1944 relikwie podzielono na 3 części. Jedna trafiła do Świsłoczy, druga do Zabłudowa, a trzecia do Grodna. W 1992 roku odbył się Święty Synod w Mińsku. Tam też arcybiskup Sawa uzgodnił powrót relikwii do Polski. Pamięć św. Gabriela obchodzona jest w Zwierkach, Białymstoku oraz na Białorusi. Święty patronuje również wielu cerkwiom w regionie.

 

Wystarczą 3 informacje i znasz cenę OC

Wystarczą 3 informacje i znasz cenę OC

Wystarczą 3 informacje i znasz cenę OC. A to wszystko dzięki nowej marce na rynku ubezpieczeń, która jest agentem ubezpieczeniowym Compensa TU. Największym atutem Beesafe jest kalkulator OC/AC, który działa rekordowo szybko – tylko 3 informacje wystarczą mu, aby obliczyć składkę polisy. Ale to nie wszystko, oferta tej firmy składa się także z wyjątkowych usług dla kierowców.

Wchodząc na stronę www.beesafe.pl wita nas bardzo wygodny w użytkowaniu interfejs – intuicyjny i przejrzysty. Nie ma żadnych wyskakujących znienacka okienek, czy ukrytych kluczowych informacji. Twórcy tej strony dołożyli wszelkich starań, aby kontakt z tą stroną internetową wywoływał pozytywne odczucia. Co więcej, serwis ten posiada także rozbudowany poradnik ubezpieczeniowy, w którym eksperci udzielili porad na najczęściej zadawane przez klientów pytania. Nawet, jeśli wcześniej nie miałeś styczność z ubezpieczeniami, to po lekturze artykułów na beesafe.pl, wszystko stanie się klarowne.

Szybki kalkulator OC/AC

Ale największym atutem Beesafe jest szybki kalkulator OC AC, dostępny na stronie https://beesafe.pl/kalkulator-oc-ac/. To prawdziwa rewolucja na rynku. Dlaczego? Po pierwsze, podobnie jak w przypadku innych narzędzi online, jest on dostępny w internecie, więc w domu, czy na zakupach, w pełni sił czy na kwarantannie, możemy uruchomić go na swoim telefonie lub komputerze i obliczyć cenę oraz kupić ubezpieczenie samochodu. Zarówno polisę OC, jak również autocasco. Nie trzeba nigdzie jechać, a wszystko zajmuje zaledwie kilka minut.

To właśnie – czas. To tutaj kalkulator OC od Beesafe pokazuje swoją największą przewagę. Dotychczasowe narzędzia tego typu wymagały od nas wpisania wielu informacji, a samo wypełnienie formularza zajmowało wiele minut. W dodatku, część z tych informacji trzeba było odnaleźć w dowodzie rejestracyjnym czy innych dokumentach. Teraz już nie musisz tego robić. Aby poznać cenę ubezpieczenia w Beesafe, wystarczą 3 informacje: numer rejestracyjny samochodu, rok jego produkcji, a także data urodzenia właściciela. To wszystko. Co ważne, widoczne ceny są wiążące w dniu zakupu, więc nie musisz obawiać się ukrytych kosztów lub prowizji.

Kalkulator OC/AC od Beesafe działa szybko, a przy tym jest w pełni bezpieczny dla użytkownika. Beesafe wchodzi w skład międzynarodowej grupy ubezpieczeniowej Vienna Insurance Group. Samo połączenie jest szyfrowane i twoje dane nie zostaną udostępnione podmiotom trzecim. Cały proces od wyliczenia składki do zakupu polisy przebiega online – dokumenty polisowe dostaniesz drogą mailową. Cały proces zajmie tylko kilka minut, a ty będziesz miał więcej czasu dla siebie.

Atrakcyjne pakiety dodatkowe

Ale oferta Beesafe to nie tylko szybki kalkulator ubezpieczenia. To także atrakcyjna oferta, niedostępna nigdzie indziej. Poza klasycznym OC, AC czy NNW i assistance, w ofercie tej firmy znalazły się również ciekawe pakiety. Pierwszym z nich jest “Wygodny kierowca”, który zapewnia wyjątkową obsługę kierowcy. W umówionym wcześniej miejscu, np. w pracy lub domu, przekazujesz kluczyki do swojego auta, a pracownik Beesafe odbiera je, oddaje na przegląd lub do warsztatu na naprawę, a po wszystkim oddaje auto. Co więcej, w ramach tego pakietu możesz liczyć także na wizytę w myjni, atrakcyjne zniżki na usługi serwisowe, serwis klimatyzacji a także filtr oleju gratis. Dzięki temu, zyskujesz czas dla siebie.

Kolejna usługa, “Ubezpieczenia miejskie”, skierowana jest do tych kierowców, którzy lubią czasem zamienić cztery koła na dwa lub jedno i przesiadają się z samochodów na rowery, hulajnogi czy monocykle, w tym te elektryczne. To rozwiązanie stanowi połączenie polis OC w życiu prywatnym i NNW. Dzięki niemu, nie musimy martwić się o odszkodowanie za kontuzje czy urazy, jakie poniesiemy podczas wypraw tymi jednośladami, jak również gdy przez nas ucierpią osoby trzecie – wtedy też z pomocą przychodzą właśnie “Ubezpieczenia miejskie”.

Brzmi dobrze? Już teraz sprawdź, jak to wygląda w praktyce – Beesafe oferuje ubezpieczenia dopasowane do twoich potrzeb. Będziesz zadowolony!

Materiał partnerski

Odkrycia archeologiczne w Pałacu Branickich. Co zostało wykopane?
fot. bialystok.pl

Odkrycia archeologiczne w Pałacu Branickich. Co zostało wykopane?

Chociaż budynek Pałacu Branickich został kompletnie zniszczony podczas II Wojny Światowej, a w oryginale od samego początku istnienia stoi tylko brama wjazdowa, to jest coś, czego tak łątwo się nie da zniszczyć. Przeszłość skrywa po sobie pamiątki w ziemi niezależnie od wydarzeń na powierzchni. Dlatego też ogrody przy Pałacu Branickich kryją w sobie tajemnice sprzed wieków. Niektóre właśnie zostały ujawnione przez archeologów, którzy prowadzili tam wykopaliska.

 

Badania prowadzono na przełomie października i listopada w trzech wykopach zlokalizowanych we wschodniej części ogrodów. Podczas prac stwierdzono powojenne zniszczenia poziomu użytkowego XVIII-wiecznego ogrodu. Ponadto wydobyto sześć oryginalnych, zdobionych elementów kamiennych balustrad i zwieńczenia pilastra na fasadzie pałacu z XVIII wieku, wykonanych z piaskowca. W przyszłości będzie je można oglądać w Muzeum Farmacji działającym przy Pałacu Branickich, gdzie obecnie znajduje się Uniwersytet Medyczny.

 

Jako ciekawostkę należy dodać, że odkryto też ślady użytkowania jeszcze sprzed powstania ogrodu, datowane na XVI i XVII wiek. Archeolodzy znaleźli trzy jamy, fragmenty ceramiki oraz ułamek kafla z przełomu XVI i XVII wieku z herbem „Ogończyk”. Należał do pierwszego budowniczego zamku obronnego, który znajdował się w tym samym miejscu przed zbudowaniem Pałacu przez Branickich. Zamek powstał z inicjatywy poprzedniego właściciela Białegostoku – Piotra Wiesiołowskiego.

Ciężki sprzęt w rzecze. Tak urzędnicy niszczą Narew.
fot. Wody Polskie

Ciężki sprzęt w rzecze. Tak urzędnicy niszczą Narew.

Urzędnicy niszczą Narew i jeszcze się tym chwalą nazywając to „usuwaniem miejsc limitujących żeglugę wodną”. Konkretnie chodzi im o przystosowanie rzeki do tego, by mogły po niej pływać na przykład jachty czy kajaki. Na stronie Wód Polskich czytamy, że usuwane są głazy, kamienie, konary drzew oraz szereg niebezpiecznych płycizn i zwężeń, na których może dochodzić do niebezpiecznych zdarzeń z udziałem motorowodniaków. Na szczęście nie robi się tego jak „dawniej” czyli zamieniając rzekę w prostą rynnę, bo kamienie i głazy są usuwane poza szlak żeglugowy, ale pozostają w korycie rzeki. Jednak takie „poprawianie” natury w rzece, w której w ostatnich latach jest coraz mniej wody może być dla niej zabójcze.

 

Zacznijmy od tego, że prace prowadzone są na odcinku Nowogród w Podlaskiem do miejscowości Różan w Mazowieckiem. By zrozumieć problem, musimy jednak przenieść się na mapie na wschód Podlasia. To właśnie tam znajduje się potężny Zalew Siemianówka, którym to w PRL zniszczono pierwotną rzekę Narew. Od tego czasu, z biegiem lat zaczęły się problemy z jej poziomem. Każdego lata zauważyć można coraz mniej wody. Wystarczy pojechać na przykład do Suraża. Po przyrzecznej roślinności zobaczymy gdzie dawniej była woda, a gdzie jest teraz.

 

Nieco dalej mamy kładkę Waniewo-Śliwno w tym roku zamykaną wiele razy z powodu niskiego stanu wody w rzece. Podobnie można wybrać się na zerwany most w Kruszewie, by zobaczyć co się dzieje. Jeżeli komuś mało, to niech wybierze się na most w okolicy Złotorii. Jeżeli w tym roku po raz kolejny nie będzie śniegu, to wiosną nie będzie rozlewisk, a okoliczna przyroda Narwiańskiego Parku Narodowego dalej będzie wymierać.

 

Rzeka za Strękową Górą zasilana jest dodatkowo wodą z Biebrzy, która łączy się tam z Narwią. Prace o których pisaliśmy na początku trwają za Łomżyńskim Parkiem Krajobrazowym Doliny Narwi. Dlaczego niszczą rzekę? To co urzędnicy nazywają „usuwaniem miejsc limitujących” spowoduje, że prąd rzeki znacznie przyśpieszy. To tak jakbyśmy odkręcili kurek z wodą, wypuszczając jej coraz więcej. Problem z tym, że wody w rzece z roku na rok jest coraz mniej, a jej stan nie jest uzupełniany, bo mamy coraz większe susze, coraz mniej deszczów, a więcej ulew, które nie wsiąkają w glebę tylko spływają bardzo szybko zniszczonymi korytami rzek do morza. Teraz urzędnicy chcą, by jeszcze kolejny odcinek powodował, by cenna woda uciekała do morza szybciej. Wszystko po to, by na rzece odbywała się bezużyteczna żegluga. A jest ona taka, bo w dzisiejszym świecie podstawą jakiegokolwiek transportu jest kolej, która nie jest aż tak inwazyjna dla przyrody jak samoloty, samochody czy żegluga.

 

Chociaż wydaje się, że nie brakuje nam wody, bo nasza planeta głównie z niej się składa, to wody pitnej dla całej ludzkości mamy zaledwie 3 procent. Reszta to woda zasolona, która nadaje się do picia wtedy, gdy wyparuje, a potem spadnie jako deszcz w górach. Sól zostanie odfiltrowana, a woda pitna popłynie rzekami. Jeżeli te są zniszczone przez ludzi, to woda zamiast zasilić naturę oraz studnie ucieknie szybko do morza. Dlatego też rzeka musi meandrować, a te wszystkie głazy, kamienie czy konary drzew wodę hamują. Problem w tym, że są właśnie usuwane przez ciężkie maszyny.

Featured Video Play Icon

Znów będzie można spotkać żubry! Zaczęło się zimowe dokarmianie.

Dzięki pracownikom Białowieskiego Parku Narodowego wolno żyjące żubry mają co jeść zimą, rolnicy nie mają szkód, a w dodatku zarabiają dodatkowe pieniądze. Żubry wychodzą na żer zaś fotografowie, a ostatnio wszyscy turyści co mają aparat w komórce mogą obserwować zwierzęta i uwiecznić to na pamiątkę. Ta piękna symbioza w tym roku znów jest możliwa. Rozpoczęło się zimowe dokarmianie króla puszczy.

 

W Puszczy Białowieskiej żyje około 700 osobników. Są one rozproszone w wielu stadach w całym, ogromnym kompleksie leśnym. Co ciekawe ich Strefa Schengen nie obowiązuje, więc niektóre zwierzęta migrują pomiędzy Polską i Białorusią – gdzie znajduje się większa część Puszczy. Zimą, szczególnie gdy sypnie śniegiem (a ten nie znika tak szybko jak w mieście) król puszczy ma kłopot ze znalezieniem pożywienia. Wówczas szuka go wychodząc z lasu. Żeby nie niszczył upraw rolnikom, są przygotowywane specjalne brogopaśniki czyli miejsca dokarmiania. Najpierw czeka tam na żubry siano, a później sianokiszonki i buraki pastewne. Pracownicy Parku Narodowego odkupują je od lokalnych rolników, a następnie przez zimę uzupełniają zapasy.

 

Wszystko ma swoją specyficzną kolejność. Najpierw żubry dostają same siano. Dopiero, gdy zacznie przyciskać mróz, to dostarczana jest reszta pożywienia. Gdy pojawi się śnieg, a temperatura jest ujemna na polach pojawiają się nie tylko zwierzęta. Nie brakuje też fotografów, którzy robią zdjęcia – szczególnie o wschodzie słońca. W ostatnich latach nie brakuje też turystów. Dlatego ważne jest, ażeby przypomnieć wszystkim, że żubr jest zwierzęciem dziko żyjącym i próba zrobienia sobie z nim selfie może skończyć się dla nas bardzo źle. Dlatego, gdy będziemy zwiedzać Puszczę Białowieską i napotkamy stado – powinniśmy je obserwować albo z drogi albo z wieży obserwacyjnej – jeżeli znajduje się w pobliżu. Podchodzenie może spłoszyć zwierzęta. W najlepszym wypadku uciekną, ale może stać się też najgorsze, dlatego uważajmy także tej zimy.

Zalew Czapielówka. Niedoceniane, lecz fantastyczne miejsce do odpoczynku i rekreacji!

Zalew Czapielówka. Niedoceniane, lecz fantastyczne miejsce do odpoczynku i rekreacji!

Czarna Białostocka to miejsce, które niewątpliwie kojarzy się z Zalewem Czapielówka w Puszczy Knyszyńskiej. Jednak niemal zawsze jest ono pomijane przez  turystów. Widać to w zestawieniu z Supraślem. Chociaż zarówno to miasteczko jak i Czarna Białostocka mogłyby przyciągać te same osoby – tłumy z Białegostoku oraz turystów to wygrywa tylko Supraśl. Dlaczego tak się dzieje?

Jakie atuty ma Supraśl?

Niewątpliwie Supraśl jest hitem z powodu regionalnej kuchni i dobrej lokalizacji. Miasteczko leży w Puszczy Knyszyńskiej, zaś w centrum miasteczka jest kilka miejsc, gdzie zjemy takie lokalne przysmaki jak babka ziemniaczana czy pierogi. Niektóre dania to prawdziwy rarytas. Nie można zapominać też o kwasie chlebowym. Sama bliskość lasu powoduje, że jest wiele miejsc, gdzie możemy spacerować zwiedzając okoliczne rezerwaty przyrody. Przez miasto oczywiście też płynie rzeka Supraśl, na której stworzony został zalew z plażą i terenami rekreacyjnymi.

Jakie atuty ma Czarna Białostocka?

W zasadzie, prawie to samo można napisać o Czarnej Białostockiej co u Supraślu. Dobra lokalizacja – w Puszczy Knyszyńskiej. Ba! Nawet jest przyjemna leśna droga prowadząca do Supraśla – fantastyczna dla rowerzystów czy grzybiarzy. W przyszłości oba miasteczka mają być połączone kolejką wąskotorową (o ile nic nie pokrzyżuje tych planów – czyt. nie zabraknie pieniędzy). Miasteczko słynie ze swojego zalewu Czapielówka. Szczególnie przyciągają piękne pomosty (które są odnawiane), a także tereny wokół zbiornika do spacerowania (już niedługo będzie można obejść zbiornik dookoła). Niestety w Czarnej Białostockiej w zasadzie nie istnieje gastronomia. Jest co prawda bar oraz klimatyczny zajazd (gdzie kręcono nawet serial i teledysk) – ale są one przy głównej drodze. W pobliżu zalewu pusto. I to w zasadzie jedyny a zarazem największy minus. Przy zalewie niedługo powstaną też kładki, wieża widokowa i lepszy parking.

Miejmy nadzieję, że jednak to się w przyszłości zmieni. Ludzie są złaknieni nowych miejsc o czym się przekonaliśmy niedawno na Wyżarach. Odludzie w środku Puszczy Knyszyńskiej z trudnym dojazdem w ostatni ciepły weekend października przeżywało oblężenie. Takich tłumów nie widzieliśmy tam jeszcze nigdy, a podejrzewamy że to nie jest ostatnie słowo przyjezdnych. Czy podobnie będzie z Czarną Białostocką? Trzymamy kciuki, bo miejsce ma ogromny potencjał lecz jest niedoceniane.

Featured Video Play Icon

Podlasie z góry wygląda pięknie, ale warto zwrócić uwagę na jeden szczegół.

Supraśl, Tykocin, Wizna i dolina Biebrzy – to miejsca, które na YouTube można oglądać w jednym z najnowszych filmów, zrealizowanych w sierpniu 2020 roku. Krótka produkcja składa się z pięknych obrazów, ale z góry pokazuje nam pewne problemy, które z dołu aż tak dostrzegane nie są lub ludzie nie chcą ich dostrzegać.

 

Warto zwrócić uwagę na to w jakim stanie jest przyroda. Ilość wysuszonych miejsc jest bardzo duża. Zwykle w sierpniu nie powinno to dziwić, ale przypomnijmy, że w 2020 roku nie było śniegu przez co suchy stan ziemi utrzymuje się od poprzedniego roku. W kwietniu mieliśmy do czynienia z wielkim pożarem w Biebrzańskim Parku Narodowym, a cały rok stan wód w naszym regionie był bardzo niski. To wszystko składa się na przyrodniczy obraz nędzy i rozpaczy. Co prawda epidemia wyhamowała nieco produkcję CO2 na świecie, ale taki stan musiałby trwać co najmniej 10 lat, byśmy cofnęli tragiczne skutki zmian klimatycznych, które zauważalne i odczuwalne są również w Podlaskiem.

 

Na szczęście nie wszędzie jest tak źle. Niektóre kadry pokazują wiele zazielenionych terenów. Warto wiedzieć, że przyroda ma się dobrze blisko dużych lasów, gdyż te są naturalnymi zbiornikami na wodę. Często można zauważyć, że nawet przy największej suszy w pobliżu lasu jest zielono. Tak jest i w tym przypadku, co nie zmienia rzeczy że skutki zmian klimatycznych już odczuwamy a będą one doskwierać jeszcze bardziej, bo po zakończeniu epidemii niewątpliwie wszyscy rzucą się, by odrabiać straty.

Featured Video Play Icon

Podlaskie lasy idealne do odpoczynku, medytacji i nabrania sił

Wystarczy obejrzeć powyższy film, by nabrać ochoty na spacery po lesie. Ale nie tylko! Nasze podlaskie knieje idealnie nadają się do odpoczynku, medytacji i nabrania sił na kolejne dni czy tygodnie. Wszystko za sprawą wyjątkowej atmosfery jaka w nich panuje. Czy wpływa na to duch historii? Pozostałości po pogańskiej Litwie? Wystarczy wybrać się do lasu, zamknąć oczy i wsłuchać się w las.

Medytacja

Za tym hasłem kryje się głownie ćwiczenie umysłu. Dlatego odpowiednio wytrenowany ale i wypoczęty mózg da nam dużo siły witalnej oraz inspiracji umysłowej. Dzięki medytacji możemy rozwinąć swoje wnętrze o jeszcze głębsze odczuwanie cierpliwości, przebaczania, wielkoduszności czy współczucia. Dzięki temu na pewno będzie lepiej nam się współpracowało z innymi ludźmi. A nie oszukujmy się, to przecież najczęściej za ich sprawą jesteśmy tak zmęczeni. Medytacja pomaga również zwalczyć nadciśnienie, depresję i stany lękowe. Las natomiast jest potrzebny jako miejsce do przeprowadzania medytacji. W domu komputer, telewizor, dzieci czy druga połówka często utrudniają w znalezieniu chwili dla siebie.

Więcej tutaj:

https://podlaskie.tv/medytacja-zdrowia/

Jaki las wybrać?

Wracając do samych lasów, to w naszym pięknym podlaskim regionie nie brakuje zarówno wielkich kompleksów leśnych jak i małych lasków blisko miasta. My jednak stoimy na stanowisku, że udany odpoczynek w lesie jest wtedy, gdy przebywamy w nim przez cały dzień, a odważni też w nocy. Przebywanie na zewnątrz jest wpisane w naturę człowieka, zaś siedzenie w mieszkaniu jest dla niego nienaturalne, dlatego też im więcej przebywamy poza domem tym lepiej dla nas. Jednak wyjście do miasta, gdzie jest pełno betonu i spalin może nam raczej nie pomóc, potrzebujemy bowiem kontaktu z naturą.

 

Najbliżej Białegostoku jest Puszcza Knyszyńska. W jej otulinie znajduje się choćby bardzo popularny Supraśl. Jeżeli dysponujemy samochodem to możemy też zapuścić się dalej – na popularne ostatnio Wyżary, Waliły, Sokole, Zubki Białostockie, a także Poczopek czy Kołodno. Warto też pamiętać, że Puszcza znajduje się również w Czarnej Białostockiej i jej okolicami jak Czarna Wieś Kościelna czy Ratowiec. Wszystkie te miejsca mają mnóstwo ścieżek do całodziennych spacerów.

 

Jeżeli planujemy spędzić więcej dni w Puszczy to dobrym miejscem będzie Białowieża i Puszcza Białowieska. Tam jest najbardziej rozbudowana baza noclegowa, ale też wiele ciekawych miejsc do zwiedzania czy też atrakcji dla osób, które na co dzień nie interesują się przyrodą. Między innymi zobaczymy różnorodne rezerwaty, przejedziemy się kolejką wąskotorowa czy też zwyczajnie pochodzimy w otoczeniu pięknej nautry. To oczywiście w przerwie od medytacji. Chyba, że chcecie totalnie się wyciszyć, to raczej szukajcie miejsca na północy Puszczy Białowieskiej, bliżej zbiornika Siemianówka, gdzie będziemy mogli na przykład obserwować ptaki czy żubry.

 

Warto też pamiętać o Puszczy Augustowskiej, o której mówi się najmniej. To bardzo dobre miejsce zarówno do medytacji – szczególnie Studzieniczna pod Augustowem, Wigry pod Suwałkami czy Giby pod Sejnami. Każde z tych miejsc jest warte odwiedzenia i każde idealnie nadaje się, by kilka dni lub tyle ile ktoś potrzebuje psychicznie odpocząć od otaczającej nas codzienności. Będziemy tam odpoczywać nie tylko w pięknych lasach, ale także w otoczeniu jezior. Jest wiele miejsc do spacerów, a także możliwość rejsu statkami. Atutem jest także dobrze rozbudowana baza noclegowa.

Featured Video Play Icon

Tu nie tylko zobaczysz jak się żyło dawniej. Tu zobaczysz jak warto żyć ponownie.

Odwiedzając muzeum utarło się, że widzimy na wystawach coś do pokazuje dawne życie. Warto jednak spojrzeć na to z innej strony. Na przykład czy nie patrzeć na eksponaty jak na drogowskazy, które doprowadzą nas do tego jak żyć, ale już teraz. Na przykładzie Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu pokażemy Wam, że warto to rozpatrywać. I wcale nie chodzi o to żeby wyzbywać się mechanizacji czy prądu.

 

Na początku filmu możemy zobaczyć Pałac Starzeńskich. Jeżeli porównamy go z dzisiejszym budownictwem, to zobaczymy że się zminiaturyzowaliśmy. Oczywiście mieszkanie w pałacu powoduje, że trzeba zatrudniać tłum ludzi do jego utrzymania, poza tym warto wiedzieć, że pałace pełniły także rolę hoteli dla licznych gości właścicieli domu. Stąd też było tak dużo pomieszczeń. I jak zobaczycie – wiele hoteli dziś znajduje się w różnych ciekawych zabytkowych pałacach.

 

Za śladem hoteli powinny pójść kościoły, ale też zwykli ludzie. Budowa z czerwonych cegieł czy z drewna jest bardzo droga. Dziś buduje się z pustaków, bo tak jest najtaniej. Patrząc na wiele podlaskich wsi dzisiaj można zauważyć wymieszanie starych drewnianych domów i nowych z jednolitą elewacją. Ale czy o to chodzi? By mieć w życiu jak najtaniej? Warto po sobie zostawić jakiś trwały ślad. Tak jak niektóre dawne dworki pozostały do dziś, tak i nasze dworki by pozostały na pokolenia. A takiego zwykłego domu jaki stawia się dziś – nikt żałować nie będzie.

 

Dzisiejszy świat jest skonstruowany tak, że wiele osób nastawiona jest na nieustanną konsumpcję. Takie życie prowadzi do tego, że się nie ma żadnego celu. Brak celu natomiast prowadzi do poważnych problemów w sferze psychiki. Dlatego też warto zobaczyć jak żyli ludzie dawniej i być może zacząć się na nich wzorować. Już samo przestawienie swego życia na nowe tory będzie sporym wyzwaniem.

Podlaskie cmentarze – niektóre zapomniane, a inne wprawiają w zachwyt

Podlaskie cmentarze – niektóre zapomniane, a inne wprawiają w zachwyt

1 listopada katolicy obchodzą Uroczysty Dzień Wszystkich świętych, powszechnie przyjęty dzień pamięci o zmarłych. Prawosławni mają Sobotę rodzicielską, która jest świętem ruchomym. Jednak na wielokulturowym Podlasiu przyjęło się, że groby bliskich odwiedzane 1 listopada przez wszystkich – katolików, prawosławnych, ewangelików ale też Tatarów.

Nieco inaczej jest u Żydów. Tam pamięć zmarłego jest czczona w dniu rocznicy jego śmierci. Wtedy właśnie odwiedza się grób osoby bliskiej. Modlitwy za zmarłych odprawiane są w synagogach cztery razy do roku. Żydzi nie palą także zniczy i nie zostawiają kwiatów na macewach. Najwyższa forma dobroci, skierowana wobec zmarłych, to oznaczenie miejsca pochówku kamieniem nagrobnym. W związku z tym na wielu nagrobkach można zobaczyć położone kamyki. Warto też wspomnieć o społeczności romskiej. U nich dzień pamięci o zmarłych jest wesoły. Dlatego często na cmentarzach można zauważyć taki oto kontrast: smutni i w zadumie katolicy czy prawosławni, zaś obok wesołe towarzystwo Romów biesiadujące przy nagrobku najbliższego.

Przy okazji listopadowych świąt Wszystkich Świętych przypominamy wszystkie nasze teksty dotyczące cmentarzy. Pisaliśmy bowiem o tych, które już nie istnieją albo istnieją lecz są zasypane ziemią, a także tych które są na powierzchni i można je zwiedzić. Nie zabrakło też wielu fotografii.

Zapomniany i zaniedbany. Ten cmentarz założono w 1662 roku.

Zapomniany i zaniedbany. Ten cmentarz założono w 1662 roku.

Cmentarz żydowski w Krynkach czyli kirkut jest jednym z największych cmentarzy tego typu w północno-wschodniej Polsce. Na ponad 2 hektarach jest „cmentarz stary” założony w 1662 roku oraz powiększona część „nowego cmentarza” z XVIII i XIX wieku. Ta część jest ogrodzona murem. Dawniej znajdowała się jeszcze brama główna.

Żydowskie groby nazywamy macewami. Są one wykonane głównie z betonu, granitu czy piaskowca. Większość jest klasyczna, posiada uproszczoną symbolikę oraz epitafium. Wiele macew na nekropolii charakteryzuje się misternym liternictwem i zróżnicowaną techniką rysunku. Podczas II wojny światowej wiele macew zostało zużytych do budowy mleczarni. Wtedy też Niemcy zniszczyli kaplice cmentarne. Dziś cmentarz w dużej części jest mocno zarośnięty i zaniedbany. To co widzicie na zdjęciach jest częścią odsłoniętą, gdzie dało się fizycznie w ogóle dostać.

Żeby tam dojechać należy na słynnym rondzie w Krynkach kierować się tam gdzie prowadzi znak „Granica Państwa”. Następnie skręcamy w lewo oraz w pierwszą, wąską uliczkę przy domu w prawo. Będzie też prowadził przy niej znak „cmentarz żydowski”. Potem jedziemy prosto aż za gospodarstwa. W pewnym momencie ujrzymy mur i tablicę cmentarza.

Wyjątkowy cmentarz. Tu spoczywają dwa wielkie rody!

Wyjątkowy cmentarz. Tu spoczywają dwa wielkie rody!

Supraśl to jedno z niewielu miejsc w regionie, gdzie znajduje się cmentarz ewangelicki. Stoi na nim bardzo charakterystyczna budowa – grobowiec rodziny Buchholtzów oraz kaplica grobowa rodziny Zachertów. Obie familie odcisnęły swój ślad w rozwoju Supraśla. Dlatego też oba budynki na nekropolii są bardzo okazałe i przyciągają wiele turystów zwiedzających miasteczko. Kaplica grobowa Zachertów jest skromniejsza. Powstała w 1885 roku zaprojektowana przez Henryka Żydoka. Wybudowano ją w stylu neoklasycystycznym, murowana z piaskowca. Nad jej wejściem widnieje herb rodziny.

Kaplica Buchholtzów wybudowana została w 1904 roku, a zaprojektował ją Hugo Kuder w stylu neogotyckim. Uważa się, że jest to jedna z najciekawszych budowli w kraju! Kaplica murowana jest z piaskowca. Warto zwrócić uwagę na mozaikę składająca się na obraz Chrystusa. Oba budynki są przepiękne i przykuwają wiele osób. Choć cmentarz jest bardzo mały, to i tak niewątpliwie jest atrakcją i pamiątką po wielokulturowym Podlasiu.

Po drugiej stronie ulicy, na przeciwko cmentarza ewangelickiego znajduje się natomiast cmentarz katolicki z drewnianą kaplicą. W Supraślu, za mostem znajduje się także cmentarz prawosławny.

Tak wygląda najstarszy grób na Podlasiu
Najstarszy grób na Podlasiu pochodzi z 1699 roku

Tak wygląda najstarszy grób na Podlasiu

Pochodzi z 1699 roku i znajduje się na tatarskim cmentarzu w Kruszynianach. Mowa tu o najstarszym grobie na Podlasiu. Warto dodać, że nie jest on najstarszy w Polsce. Ten bowiem należy do Mojżesza Isserlesa, krakowskiego rabina, który pochowany został w 1572 roku. Kto konkretnie jest pochowany w Kruszynianach – tego nie wiadomo.

Warto dodać, że cmentarz muzułmański na Podlasiu czyli Mizar jest obiektem unikalnym w skali całego kraju. Został on uznany za pomnik historii. A ta była następująca: Mizar w Kruszynianach założony został prawdopodobnie w 2. połowie XVII wieku po osiedleniu się Tatarów w Kruszynianach, a w XVIII wieku został ogrodzony kamiennym murem. W takiej postaci cmentarz przetrwał do 1983 roku, kiedy to teren od południa poszerzono i wybudowano nowe bramy w murze zachodnim. Fragment pierwotnego ogrodzenia od południa zachowano jako świadka dawnego przebiegu granic.

Nekropolia znajduje się w pobliżu meczetu. Prowadzi do niej droga pod górę ze świątyni. Najstarsze nagrobki to nieciosane kamienie bez inskrypcji. Najstarszy to z powyższego zdjęcia. Widnieje na nim data 1699. Najliczniejszą grupę stanowią natomiast nagrobki pochodzące z XIX wieku. Jest ich ponad 300. Możemy znaleźć na nich napisy po arabsku, polsku, a także pisane cyrylicą. Najnowsze nagrobki wzorowane są na pomnikach chrześcijańskich. Trzeba przyznać, że niektóre prezentują się wyjątkowo pięknie.

Wyżary w cudownych jesiennych kolorach. To nowy hit turystyczny.

Wyżary w cudownych jesiennych kolorach. To nowy hit turystyczny.

Kto by się spodziewał, że schowane głęboko w Puszczy Knyszyńskiej staną się takim hitem. W ostatnim czasie przypominaliśmy dlaczego warto tam pojechać i przy okazji sami też pojechaliśmy. Na miejscu zastaliśmy tłumy ludzi! Byliśmy trochę w szoku, bo nigdy wcześniej to miejsce nie było aż tak oblegane. Przypomnijmy miejsce znajduje się niedaleko miejscowości Radunin, po drodze na Gródek.

 

Można było zauważyć i rodziny z dziećmi, młodych ludzi zaciekawionych miejscem, a także kilka par młodych z fotografami urządziło sobie sesję. Tylko wędkarze nie byli zbyt zadowoleni z tego popłochu. Wszak na ryby przyjeżdża się przecież łowić w ciszy i spokoju. Tego na Wyżarach zdecydowanie nie było. Zatem jeżeli tego szukacie, to na Wyżarach już nie znajdziecie. Oczywiście to dobrze, że ludzie obcują z naturą. Miejmy tylko nadzieję, że nie będą śmiecić.

 

Ludzie szczególnie byli zainteresowani dwoma miejscami – Sianożątkami – czyli wielkim bagnem, gdzie znajduje się długa kładka na ich środek. Tam oczywiście pary młode robiły sobie zdjęcia, ale nie tylko one. Co chwilę pojawiało się wiele nowych osób. Druga atrakcja to kolejne dwie kładki przez bagna tuż obok głównego zalewu na Wyżarach prowadzące do galerii rzeźb leśnych. Swoją drogą one też zaciekawiły wiele osób. Nie brakowało także grzybiarzy, bo okazów ostatnio co nie miara.

Więcej o Wyżarach w naszym archiwalnym tekście:

Wiele niesamowitych miejsc obok siebie. Warto tu przyjechać chociaż raz

 

Featured Video Play Icon

Doroteusz Fionik postanowił, że będzie żył jak przodkowie. Stworzył magiczny, ludowy świat.

Doroteusz Fionik to bohater dokumentu w reżyserii wybitnego podlaskiego dokumentalisty Jerzego Kaliny. Choć został zrealizowany w 2014 roku, to nic nie stracił na aktualności. Tyle, że dzieci z filmu są już trochę starsze… no może nie tylko one. Tytułowy „Siewca” mieszka w znajdujących się w pobliżu Bielska Podlaskiego Studziwodach. Jest Białorusinem i obywatelem Polski, absolwentem prawosławnego seminarium duchownego, dyrygentem chóru cerkiewnego i założycielem Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach. Fionik jest również autorem książek o regionie, a także założycielem zespołu Żemerwa wykonującego autentyczny folklor podlaski. Zwiedzając Podlasie, a szczególnie Bielsk Podlaski, to warto odwiedzić również Pana Doroteusza.

 

On przed laty postanowił, że będzie żyć jak jego przodkowie. Uprawia ziemię tradycyjnym sposobem, używając do tego dawnych narzędzi. I jednocześnie niczym biblijny siewca stara się zasiać białoruską kulturę w ludziach tak, by wydała plon. I trzeba przyznać, że wychodzi mu to bardzo dobrze. Białorusini na Podlasiu mają się dobrze. Przy okazji dla Czytelników nie tutejszych musimy podpowiedzieć, że Białorusini to grupa etniczna, która oczywiście posiada obywatelstwo polskie.

 

To, co najpiękniejsze jest w tym magicznym, ludowym świecie to wspólnota ludzka. Wszyscy są razem, śpiewają pieśni. Łączy ich dusza. I to jest piękne. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy o wspólnotę bardzo trudno. Miejmy nadzieję, że inni ludzie zaczną pana Doroteusza Fionika naśladować, zaczną żyć pełnią życia tak jak robili to przodkowie.

Featured Video Play Icon

Białostockie murale. Zobacz jak wyglądają z góry.

Na to pytanie postanowił odpowiedzieć jeden z internautów stworzonym przez siebie filmem, na którym widzimy białostockie murale pokazane z góry. Dzięki temu perspektywa jest zupełnie inna niż, gdy patrzymy na te ogromne malowidła będąc na dole. Oczywiście nie wszystkie obrazy zostały przedstawione. Murali w Białymstoku bowiem jest bardzo dużo, ale nie zabrakło tych najsłynniejszych – Dziewczynki z konewką, chłopca, babci, Zenka i innych.

 

Ostatnio o Dziewczynce w konewką i Białymstoku zrobiło się głośno, gdy David Attenborough – słynny brytyjski biolog, popularyzator wiedzy przyrodniczej na świecie, pisarz, narrator i podróżnik udostępnił na swoim szeroko obserwowanym Facebooku zdjęcie białostockiego muralu. Nie trzeba być zaskoczonym, że mural przed publiczność został odebrany bardzo pozytywnie. Warto dodać, że takie „rekomendacje” często powodują, że turyści później za ich sprawą przyjeżdżają do miejsca rekomendowanego. Brytyjczycy akurat ukochali sobie Kraków, gdzie mogą sobie szybko przylecieć samolotem na weekend. Być może i u nas za sprawą Krywlan kiedyś będzie to możliwe.

 

Póki co trzeba powoli myśleć o tym, by Dziewczynka z konewką przetrwała. Jak widać na powyższym nagraniu stan budynku nie jest najlepszy. Należy on do Uniwersytetu w Białymstoku. Instytucja chce go sprzedać. Nawet był kupiec, ale wycofał się, gdy wyszło na to, że zaczęto mu robić problemu, gdyby chciał wyremontować elewację z muralem. Jest jasne, że mural zostałby zniszczony, a jego ewentualne odmalowanie nie było pewne. I tak opustoszały budynek stoi sobie, a na nim dziewczynka się sypie. Jeszcze trochę i będą odpadać całe płaty farby.

Wyjazd do Augustowa to koszmar drogowy? Można pojechać nową, alternatywną drogą. Przy okazji zwiedzicie wiatrak!
fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Wyjazd do Augustowa to koszmar drogowy? Można pojechać nową, alternatywną drogą. Przy okazji zwiedzicie wiatrak!

Kto nią jechał wie doskonale jaka to była katorga. To na szczęście już przeszłość, bo teraz jest jasna długa prosta, szeroka jak morze… i tak dalej… Mowa oczywiście o drodze prowadzącej z Sokółki do Dąbrowy Białostockiej. To nie tylko prezent dla mieszkańców, ale tez dla turystów i białostoczan.

 

Droga krajowa numer osiem latem jest zapchana. Letnia stolica Polski – Augustów jest szturmowany przez kierowców z całego kraju. Dlatego też alternatywą byłą droga wojewódzka 673, którą to przez Sokółkę, Dąbrowę i Lipsk nieco dłużej, ale szybciej dojechać można do Augustowa. Teraz jeszcze w komfortowych warunkach, bo od lat stan wojewódzkiej był kiepski. Trasa ma długość 31 km. Droga Białystok – Sokółka – Lipsk – Augustów to 120 km, zaś ósemką wynosi 90 km. W teorii jedziemy 20 minut dłużej, a w praktyce latem jest dużo szybciej, szczególnie że korek potrafi sięgać Białobrzegów a podczas powrotów wszystkie główne ulice miasta po prostu stoją zatkane.

 

Dlatego też w najbliższe lato, wybierając się w tamte tereny weźcie pod uwagę alternatywę. Nie tylko zyskacie na czasie, ale też nie będziecie się denerwować siedząc w samochodzie w upale podczas, gdy inni w tym czasie będą zażywać kąpieli w jeziorach. Po drodze, w Dąbrowie Białostockiej możecie napotkać wiatrak z powyższego zdjęcia. Można sobie zrobić przy nim klimatyczne zdjęcie. Zobaczycie go po lewej stronie przed samym miasteczkiem jadąc z Sokółki.

To był zapuszczony i odrapany zabytek. Teraz to prawdziwa perełka!
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

To był zapuszczony i odrapany zabytek. Teraz to prawdziwa perełka!

Mieszkańcy Sokółki oraz wszyscy odwiedzający te miasteczko spacerując po centrum będą mogli podziwiać nowo wyremontowany zabytek z pierwszej połowy XIX wieku. Kamienica właśnie odzyskała swój historyczny wygląd. Dokładna data budowy, a także osoby związane z budową nie są znane. Prof. Małgorzata Dajnowicz, podlaska konserwator zabytków przekazała jednak, że budynek jest jednym z najstarszych w mieście.

 

Nim nastąpił remont przeprowadzono badania konserwatorskie elewacji. Wszystko po to by ustalić jak oryginalnie była pomalowana. Sprawdzono też inne detale architektoniczne wewnątrz kamienicy. Teraz dzięki remontowi zostały podkreślone wszystkie zabytkowe walory budynku. Podczas zwiedzania centrum Sokółki, gdy znajdziemy się przy kamienicy warto zwrócić uwagę na gzyms wieńczący, gzymsy pośrednie, profilowane opaski okienne, fryz ozdobny, ozdobną stolarkę drzwiową i inne detale.

 

Warto też dodać, że kamienica wpisuje się w przestrzeń głównego placu miejskiego w Sokółce, dzięki czemu całe otoczenie również zyskało na estetyce.  Wbrew pozorom, mała Sokółka to bardzo atrakcyjne miasteczko zarówno turystycznie jak i  pod względem życia tam. Obecnie dobrze skomunikowana połączeniem kolejowym. Za kilka lat, gdy będzie jeszcze gotowa droga ekspresowa, to miasteczko zyska dodatkowe walory.

 

Featured Video Play Icon

Kult ikon na Podlasiu. Tu przenikają się dwie kultury: wschodniosłowiańska i łacińska.

Bogurodzica – któż nie zna tej pięknej pieśni, która nie tylko jest religijna, ale przede wszystkim wryła się istotnie w istnienie Polski. Jest jej dziedzictwem. Jako pierwszy tekst została napisana w języku polskim. Była także polskim hymnem przed Mazurkiem Dąbrowskiego. Śpiewali ją rycerze walczący pod Grunwaldem oraz przy innych ważnych, dziejowych bitwach naszego kraju. To właśnie ona wspaniale łączy ze sobą kulturę wschodniosłowiańską oraz łacińską. Polskę oraz Wielkie Księstwo Litewskie. Pieśń powstała na przełomie XIII i XIV wieku. Zaś dziś, w XXI wieku kult Bogurodzicy jest wciąż żywy na Podlasiu. Obecnie w naszym regionie znajduje się 30 ikon uznawanych za cudowne, z czego 20 przedstawia wizerunek Bogurodzicy. To właśnie dzięki temu Podlasie jest wielokulturowe, mentalnie, zwyczajowo i religijne będąc nadal pograniczem Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

 

Warto o tym wszystkim wiedzieć przede wszystkim, gdy wybieramy się na zwiedzanie różnych zakątków naszego regionu. W wielu przewodnikach, blogach turystycznych i innych miejscach skupiana jest bowiem cała uwaga na architekturę. Tak jakby kolorowe cerkwie były po prostu ładnymi, kolorowymi budyneczkami i nic więcej. Próba oderwania ich od znaczenia religijnego to zwyczajne ignoranctwo. Zarówno na podlaskie cerkwie jak i zabytkowe kościoły patrzeć należy przede wszystkim przez pryzmat ich znaczenia dziejowego. Są to nie tylko ładne budyneczki, ale prawdziwe pomniki polskiej historii. Dawnej potęgi naszego kraju.

 

Stąd też kult ikon na Podlasiu ma bardzo wielkie znaczenie i trzeba o tym pamiętać. Bo jeżeli będziecie zwiedzać, sprowadzając to wszystko co widzicie jedynie do przedmiotów, to tak naprawdę pozbawiacie się odczuwania tego. Będziecie konsumentami, a nie antropologami. A tylko postawienie się w tej drugiej roli ma prawdziwy sens w zwiedzaniu naszego regionu.

To nie pustynia tylko podlaskie wydmy! Tutaj jest piękne w każdą porę roku.
fot. Narodowy Instytut Dziedzictwa

To nie pustynia tylko podlaskie wydmy! Tutaj jest piękne w każdą porę roku.

Miejscowość Grądy-Woniecko bardziej mogą kojarzyć się niektórym z tamtejszym zakładem karnym. Jednak cała okolica, to wbrew pozorom wyśmienite miejsce, by spędzić cały dzień podziwiając nietypową przyrodę. Otóż zastaniemy tam wiosną, latem, jesienią i zimą cztery zupełnie różne klimaty. Wszystko dlatego, że tamtejszą przyrodę mają wpływ Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi oraz Biebrzański Park Narodowy.

Wydmy

W czasach starożytnych w tych okolicach ludzie zakładali osady. Dowodów na to dostarczyły prace archeologiczne w tym miejscu. Obszar był zasiedlany przez osadników wielokrotnie, w różnych okresach. Po prostu miejsce to było atrakcyjne do zamieszkania. Z dzisiejszej perspektywy patrzymy na wydmy w Grądach-Woniecku jako o ciekawym, aczkolwiek coraz bardziej zdegradowanym miejscu. Są to bowiem ruchome piaski. Wydmy za sprawą wiatru przesuwają się do 3 kilometrów rocznie, co w zestawieniu z brakiem wegetacji roślin jak i osuszaniem się terenu (przez szkodliwą działalność urzędników, którzy w całym kraju zniszczyli rzeki poprzez budowę systemów melioracji i systemów odwadniających) daje efekt tworzenia się pustyni, co zauważalne jest szczególnie latem.

Wylewy Narwi

To miejsce jest przepiękne wczesną wiosną, aczkolwiek tylko wtedy, gdy są roztopy śniegu po zimie. W ostatnich czasach wszędzie było na tyle sucho, że krajobrazy nie zachwycały. Szczególnie ciekawie jest wtedy, gdy wody jest tak dużo, że występuje ona po obu stronach wąskiej drogi prowadzącej z Grądów-Woniecko do Wizny. Efekt jest naprawdę zdumiewający a i fotografia pamiątkowa może wyjść niczego sobie.

fot. UM Łomża

Jesień i zima

Obie te pory roku w okolicach Grądów-Woniecko to także miejsce szczególne za sprawą pięknych kolorów. Najpierw przekwitające rośliny dają niezwykłe pejzaże, a potem gdy są normalne warunki czyli gdy spadnie śnieg. Wtedy mamy przepiękną, białą scenerię, a cała okolica wygląda jak z bajki. Dlatego też warto tam wybrać się 4 razy do roku, by obserwować zmieniającą się przyrodę. Jest to fascynująca wyprawa, która zachwyci przyrodników, turystów, fotografów oraz tych, co kochają naturę.

Featured Video Play Icon

Czy plaża Dojlidy jest atrakcyjna jesienią? Jeszcze jak!

Jeżeli ktoś myśli, że z nadejściem jesieni plaża w Dojlidach straciła na atrakcyjności, to się myli. Jak widać można pływać, można uprawiać sport, można zwyczajnie spacerować. Szczególnie jest to przyjemne gdy idziemy leśną ścieżką. Wtedy zapach drzew jest oszałamiający! Warto też dodać, że latem za wejście na teren obiektu trzeba płacić. Teraz bramy są otwarte dla wszystkich. Dojlidy składają się z trzech części.

Teren rekreacyjny OSiR

To najważniejsze miejsce. Jest tu parking, jest plac zabaw, są także pomosty oraz dużo miejsca do wszelkiej rekreacji. Naprawdę przyjemnie ćwiczy się i spaceruje wśród drzew lub nad wodą. Co odważniejsi kąpią się i nie przeszkadza im niska temperatura. Mało kto wie, ale Dojlidy to także dobre miejsce podczas pełni księżyca. Bo podczas wschodu ten jest doskonale widoczny właśnie na plaży.

Wyspa

To druga część znajdująca się jeszcze na terenie OSiR. Żeby do niej dojść wystarczy przejść kawałek drogą za wypożyczalnią sprzętu oraz za pomostami z zacumowanymi łodziami. Na wyspie można sobie posiedzieć i odpocząć. Jesienią jest nieco zarośnięta, ale ma swój klimat. Szczególnie upodobali sobie to miejsce wędkarze, jednak spacerowicze także się tam zmieszczą. Widoki są przyjemne szczególnie gdy zachodzi słońce. Można tam zabrać drugą połówkę na romantyczny wieczór.

Dzikie stawy

Ostatnia część leży poza plażą. Dzikie stawy, na których napotkamy wiele gatunków ptaków to wspaniałe miejsce dla tych, co kochają obserwować przyrodę z bliska. Idąc tym cichym i spokojnym miejscem nieraz można zapomnieć, że nadal jest się w Białymstoku! Jeżeli wybierzemy się wcześnie rano to bardzo prawdopodobne będzie, że spotkamy sarny i inne dzikie zwierzęta.

Featured Video Play Icon

Hałoczki z Podlasia. Zobacz jak zrobić ten podlaski przysmak!

Hałoczki to wyjątkowa przysmak z kartofli, który mimo że nieco zapomniany, zasługuje na ponowne odkrycie ze względu na swój niezwykły smak i wszechstronne zastosowanie. Idealne na obiad lub jako dodatek do spotkań z przyjaciółmi, te małe kulki ziemniaczanej przyjemności są prawdziwą gratką dla podniebienia. Aby dokładniej poznać tajniki ich przygotowania, warto zerknąć na powyższy film, gdzie krok po kroku pokazano jak się je robi.

Hałoczki – regionalna uczta dla podniebienia

Jeśli jednak kłopot sprawia zrozumienie gwarowej mowy gospodyni z filmu, nie ma powodu do obaw. Poniżej znajdziesz kompleksowe tłumaczenie, które ułatwi zrozumienie procesu przygotowania tego wyjątkowego dania. Zacznijmy od ugotowania ziemniaków i ich rozdrobnienia – wystarczy użyć łyżki lub widelca. Następnie dodajemy mąkę, starając się zachować równowagę, tak aby ziemniaki były równomiernie pokryte, ale nie całkowicie zasłonięte. Potem formujemy ciasto, wałkujemy je w cienką rurkę, a następnie kroimy na małe kawałki, które przypominają kopytka, czyli właśnie hałoczki. Tak jak powiedziała gospodyni – to cała procedura. Kolejnym krokiem jest smażenie hałoczków na patelni aż do zarumienienia, dodając również pokrojoną w kostkę cebulę, która dodaje im wyjątkowego smaku. Gotowe danie przekładamy do miski, gdzie można jeszcze dokładnie wymieszać, podobnie jak widać to na filmie. Potem wystarczy już tylko podać je z pyszną surówką lub popijać zsiadłym mlekiem, kefirem czy jogurtem naturalnym. Smacznego!

Poznaj tajemnice hałoczków

Hałoczki to prawdziwa uczta dla podniebienia, o której warto pamiętać i cieszyć się nią przy każdej okazji. Ich tradycyjny smak i prostota przygotowania sprawiają, że są one idealnym wyborem na wiele okoliczności. Warto docenić ten przysmak i eksperymentować z jego różnymi wariantami, aby odkryć najlepsze połączenia smakowe. Kluczem do odkrycia prawdziwego smaku hałoczków jest nie tylko ich przygotowanie, lecz także doświadczenie ich spożywania w odpowiedniej atmosferze. To właśnie wspólne posiłki z rodziną i przyjaciółmi, podczas których można delektować się tym prostym, ale wyjątkowym daniem, budują niezapomniane wspomnienia i wzmacniają więzi międzyludzkie. Hałoczki nie tylko karmią ciało, ale również duszę, dodając uroku i autentyczności każdej kulinarnej podróży po Podlasiu.

Featured Video Play Icon

Rzucić wszystko i zamieszkać w Zambrowie. Czy jest sens?

Zambrów to typowe małe miasteczko powiatowe. Czy jest odpowiednim miejscem do życia? Czy warto tam się przeprowadzić? To oczywiście zależy. Od tego jakie mamy plany na przyszłość.

 

Zambrów to miasteczko leżące na granicy województwa Podlaskiego, przez które przebiega ekspresowa droga nr 8. Dzięki temu zmotoryzowani mogą szybko dostać się zarówno do Białegostoku jak i do Warszawy, więc to zdecydowany atut tego miejsca dla kogoś, kto między tymi dwoma miastami dosyć często podróżuje. Możemy na przykład studiować na dwóch kierunkach, albo prowadzić firmę i dojeżdżać do klientów zarówno do stolicy kraju jak i stolicy województwa podlaskiego.

 

Co ciekawe ceny mieszkań są w porównaniu z Białymstokiem oraz z Warszawą bardzo niskie. Z ogłoszeń dostępnych w internecie można napotkać na oferty cenowo przypominające te z Białegostoku 10 lat temu. Gorzej z pracą. Najszybciej znajdziemy pracę fizyczną, pracę kasjerki lub na magazynie. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć własny biznes. W dzisiejszych czasach wiele zawodów przeżywa swój renesans – na przykład stolarz. Wystarczy więc zapełnić niszę na lokalnym rynku i żyć w dostatku.

 

Zambrów to także miejsce, gdzie można ciekawie spędzać czas wolny. Jest park czy plaża oraz wiele terenów do spacerów i jazdy rowerem. Jak już wyżej pisaliśmy – możemy szybko dostać się zarówno do Białegostoku czy do Warszawy. Dzięki temu możemy przebierać w imprezach i wydarzeniach w obu miastach. Szczególnie stolica daje wiele koncertów i wydarzeń kulturalnych. Białystok to dobre miasto na imprezy w pubach czy dyskotekach, bo jest dużo tańsze. Reasumując widać wiele pozytywnych aspektów do przeprowadzki do Zambrowa. Wcześniej tylko trzeba znaleźć sensowne zajęcie, by zarabiać pieniądze potrzebne do utrzymania się.

Dlaczego Pałac Branickich stoi akurat w Białymstoku?
fot. Muzeum Historyczne w Białymstoku

Dlaczego Pałac Branickich stoi akurat w Białymstoku?

Jeżeli mielibyśmy spisać historię Polski przez pryzmat Podlasia, to kontekst wyszedłby zupełnie inny niż obecnie. Dzieje kraju spisane będąc na Wawelu w Krakowie, w Sączu, czy na wschodzie w Lublinie, a nawet na Mazowszu w Płocku czy Wiźnie były widziane zupełnie inaczej niż na Rusi Kijowskiej, gdzie leżało obecne Podlasie. Mimo upływu wielu lat widać to do dzisiaj w architekturze, gdy zwiedzamy region. Jednak dla tych, co zagłębiają się w historii regionu może pojawić się pytanie o Pałac Branickich. Dlaczego stoi on akurat w Białymstoku, skoro okoliczny Tykocin był starszy i ważniejszy?

Spadek po Rzeczypospolitej Szlacheckiej

Zacznijmy od tego, że ponad 1000 lat temu, gdy przyjmowaliśmy Chrzest, architektura była jeszcze drewniana. Jednak z biegiem lat kierunki rozwoju tej architektury zaczęły wyglądać inaczej w różnych miejscach Polski. Podlasie najpierw było częścią Rusi Kijowskiej, następnie leżało na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Potem będąc pod zaborami było w rękach Rosji. Odzyskanie niepodległości sprawiło, że Podlasie było w Polsce. Potem pod okupacją Niemiec i Rosji. Na koniec, gdy trwał komunistyczny PRL – silny i decydujący wpływ miało ZSRR czyli komunistyczna Rosja. Dzisiejsza stolica Podlaskiego swój rozwój zawdzięcza tak naprawdę carowi, który to zdecydował że to przez nasze miasto przebiegnie kolej żelazna z Petersburga do Warszawy (będącej pod panowaniem Imperium Rosji). Wcześniej dużo ważniejszy był Tykocin.

 

Najbardziej rozpoznawalny Pałac Branickich w Białymstoku to spadek po Rzeczypospolitej szlacheckiej. Dlaczego jednak powstał akurat tu, a nie właśnie w Tykocinie? Zawdzięczamy to kilku wydarzeniom. Zacznijmy od tego, że jeszcze w XIV wieku – gdy Kraków rozkwitał na dzisiejszych terenach Podlasia trwały zaciekłe walki pomiędzy Polakami, Rusinami, Litwinami, Jaćwingami i Krzyżakami. Trudno było w takim gorącym miejscu rozwijać miasta. Jednak w kolejnych stuleciach wszystko zmieniało się na korzyść naszego kraju.

Z rąk do rąk

I tak król Polski Kazimierz Jagiellończyk nadał ziemię nad rzeką Białą potomkowi zasłużonego rodu żmudzkiego Raczce Tabutowiczowi. Następnie w spadku ziemie tą otrzymał jego wnuk Mikołaj Tabutowicz, który to postanowił zasiedlić tereny. Postarał się o ugodę z Bazylianami z Supraśla. Sporządzono pierwszy dokument, gdzie padła nazwa Białystok. To był 1514 rok. Po śmierci Mikołaja osada trafiła w ręce jego żony, która to wyszła za mąż za Piotra Wiesiołowskiego. Ten zaczął rozwijać osadę. Do dziś stoi kościół barokowy (obecnie kaplica przy katedrze). Po jego śmierci Białystok trafił w ręce Krzysztofa Wiesiołowskiego, lecz ten zmarł bez potomka w 1645 roku. Wtedy to Białystok został przyłączony do starostwa tykocińskiego, zaś miasto otrzymał Stefan Czarniecki za swoje zasługi w wojnie ze Szwedami. Jak już pisaliśmy w innym tekście, ten jednak nie miał czasu na Podlasie, bo wolał dalej walczyć – tym razem na Rusi.

 

Dlatego całe starostwo tykocińskie wpadło w ręce Aleksandry Katarzyny Czarnieckiej – córki wielkiego hetmana. Ta wzięła ślub z Janem Klemensem Branickim. Razem jednak rezydowali w Tykocinie. Ich syn Stefan Mikołaj Branicki jednak osiadł już w Białymstoku – leżącego w granicach starostwa tykocińskiego. W 1692 roku uzyskał prawa miejskie dla Białegostoku od króla Jana III Sobieskiego. Wówczas mieszkał w zamku obronnym. Zaczął jednak zamek przebudowywać w barokową rezydencję. Za żonę wziął sobie Katarzynę Sapiehę, z którą miał pięcioro dzieci. Jedno z nich nazwane zostało na część dziadka – Jan Klemens. To on, gdy objął władanie Białymstokiem po śmierci ojca w 1709 roku – dokończył z pierwszą żoną Katarzyną Radziwiłłówną dzieło swego protoplasty, a także zaczął rozwijać miasteczko.

 

W 1749 roku Białystok uzyskał kolejne prawa miejski włączając w to dotąd rozbudowaną część, która wcześniej miastem nie była. Wszystko to dzięki decyzji króla Augusta III Sasa. Matka Stefana Mikołaja Branickiego żyła do 1698 roku. Niedługo po jej śmierci wybuchła III wojna północna, której uczestnikiem była Rzeczypospolita Obojga Narodów. W 1703 roku wojska szwedzkie wkroczyły między innymi do Tykocina. W 1734 roku miasteczko zostało poważnie zniszczone podczas wojny domowej. Jak widać decyzja o postawieniu na Białystok była trafna. Gdyby ród Branickich rozwijał Tykocin, to dziś Białystok prawdopodobnie był miasteczkiem wielkości Łap czy Wasilkowa. A tak kolejne wydarzenia historyczne spowodowały, że stolica województwa podlaskiego dalej się rozwijała mimo zaborów i wojen.

Mapa Białegostoku niedługo przed śmiercią Izabeli Branickiej
Pocztówka z Białegostoku. Ta fotografia przypomina mroczne czasy miasta.

Pocztówka z Białegostoku. Ta fotografia przypomina mroczne czasy miasta.

Powyższe zdjęcie jest pocztówką jaką przesyłać mogli żołnierze niemieccy oraz obywatele niemieccy przebywający w Białymstoku podczas okupowania Polski w czasie II wojny światowej. Jedno niepozorne zdjęcie, lecz gdy się skupimy na jego poszczególnych częściach, to znajdziemy na nim wiele interesujących szczegółów, które dla odbiorcy pocztówki były w zasadzie neutralne, a nam po latach przypomnieć mogą o tym jakie piekło zgotowali Niemcy polskim obywatelom oraz o mrocznych czasach Białegostoku podczas okupacji niemieckiej.

Obowiązek noszenia Gwiazdy Dawida

Przyjrzyjmy się z bliska zdjęciu, ale nie z pozycji żołnierza, nie z frontu, tylko z pozycji mieszkańca. Jest słoneczny dzień. Stoimy właśnie na skrzyżowaniu Adolf Hitler Strasse (Lipowa) z Gumienną. Po lewej stronie stoi niemiecki nazista, który pilnuje prowizorycznej bramy do getta, która będzie zamknięta. Kobieta na środku jest Żydówką. Wiemy to, bo ma na plecach Gwiazdę Dawida. Z rozkazu niemieckiego okupanta, Żydzi musieli je nosić od 1 września 1941 roku. „Czarny zarys sześcioramiennej gwiazdy wielkości dłoni na żółtym tle z napisem Jude naszywać w sposób widoczny i nosić na piersi po lewej stronie ubrania”. Zarządzenie to w myśl ustaw norymberskich obowiązywało wszystkich obywateli żydowskich od szóstego roku życia. Żydom nie wolno było pokazywać się publicznie bez gwiazdy. Każdy, kto usiłował schować ją pod szalem lub torbą czy teczką musiał liczyć się z ostrymi karami gestapo, które pilnie nad tym czuwało. Żydzi jeszcze nie wiedzieli, że to wstęp do Holokaustu.

 

Co ciekawe, na fotografii wyraźnie widzimy, że gwiazda jest z tyłu. Nie wiemy co znajduje się z przodu. Jednak bardzo możliwe, że i tam również naszyta jest Gwiazda Dawida z napisem Jude. Po prawej stronie zdjęcia widzimy 3 kobiety. Ta stojąca przodem, w białym płaszczu właśnie wychodzi ze sklepu tekstylnego Willy’ego Bensona. Niezależnie czy zrobiła zakupy czy nie, nie kieruje się do Getta, nie jest oznaczona Gwiazdą Dawida, nie jest Żydówką.

Co można było kupić u Willy’ego?

Warto też zwrócić uwagę na samą nazwę sklepu: Textilhaus Willy Benson. Napis jest w języku niemieckim i oznacza „dom tekstylny. Można było w nim kupić materiały, konfekcję, towary płócienne, wyroby wełniane, pasmanterię, biżuterię, wyroby skórzane, kapelusze, odzież partyjną (cokolwiek to było), rzeczy wojskowe, ordery i odznaczenia. Natomiast Willy jest zdrobnieniem od niemieckiego imienia William. O jegomościu Bensonie w zasadzie nic nie wiadomo. Mało prawdopodobne, by pochodził z Białegostoku. Można uznać, że przyjechał tu wraz z okupantem jak wiele innych Niemców, którzy byli potrzebni do różnych prac od księgowości do prowadzenia sklepów właśnie. Aczkolwiek to tylko przypuszczenia. Warto jednak zwrócić uwagę iż Niemcy mieli zakaz korzystania z targu dla Polaków.

 

Wracając do zdjęcia… Tuż za prowizoryczną bramą widać zupełnie inny świat. Na ulicy tłum. Gdy się przyjrzymy, to stoi tam wóz, na który coś jest ładowane. Do Getta właśnie wchodzi młody chłopak z torbą i pakunkiem pod pachą. Po prawej stronie za bramą stoją starsze kobiety, a na głowie mają chusty. Wszyscy ludzie, którzy stoją za tymi deskami prawdopodobnie niedługo zginą. Później ul. Gumienna zostanie połączona z Kupiecką i zostanie tylko ta druga nazwa. Następnie ulica zmieni nazwę na Icchoka Malmeda – ku pamięci żydowskiego bohatera, który rozpoczął powstanie w Gettcie oblewając kwasem solnym policjanta, który prześladował Żydów.

Czego nie widać?

Warto dopowiedzieć to, czego na zdjęciu nie widać. Jeżeli popatrzymy w lewo, zobaczymy wąską ulicę, wysadzoną lipami. W oddali widzimy niedawno wybudowany kościół Św. Rocha, który góruje nad innymi budynkami. Za plecami mamy natomiast cerkiew św. Mikołaja, która stoi już od XIX wieku. W oddali za plecami mamy ruiny spalonej synagogi, gdzie Niemcy zagonili i uwięzili około 600 Żydów z pobliskich Chanajek oraz Schulhof, a następnie podpalili budynek. Patrząc w prawo widzimy dalszą część Adolf Hitler Strasse, a w oddali budynek ratusza oraz górującej nad innymi budynkami katedry. Przy naprawdę dobrym wzroku dostrzeżemy jeszcze hotel Ritz w oddali.

Spacerując po mieście w tamtą stronę doszlibyśmy wpierw do drogowskazu przy fontannie. Tuż obok wielka tablica z mapą i ze swastyką oraz napis Berlin, Rzym, Tokio – walka o szczęście świata. Na drogowskazie zaś kierunek na Lomscha – 83 km, Warschau – 188 km, Baranowicze – 203 km. Idąc dalej, w pobliżu katedry zauważylibyśmy kawiarnię Antrakt (dawne Archiwum Państwowe), w której czas spędzali wyłącznie Niemcy. Jeżeli znaleźlibyśmy się na placu Pałacu Branickich, to dostrzeglibyśmy nazistowską flagę powiewającą na maszcie umieszczonym przed budynkiem.

 

Wszystko to zamieni się w gruzy, gdy wojska radzieckie zniszczą nalotami część śródmieścia, zaś uciekający Niemcy podpalą za sobą wiele budynków. Następnie zakończy się II Wojna Światowa, zaś Białystok zostanie odbudowany zupełnie od nowa, dla nowych mieszkańców – przyjezdnych do pracy w PRL-owskich fabrykach z okolic miasta.

Żubry będą miały nowe oczka wodne i dostęp do sadów

Żubry będą miały nowe oczka wodne i dostęp do sadów

Żubry z Puszczy Białowieskiej będą miały jeszcze lepsze warunki bytowe. Przypomnijmy, że to duże i piękne zwierze jest pod stałą opieką człowieka, gdyż pozostawione samo sobie mogłoby wyginąć. Wszystko dlatego, że żubrów jest jeszcze zbyt mało. To duży problem podczas rozmnażania, bo jak wiemy bardzo ważna jest różnorodność genetyczna. Drugim problemem są potrzeby obszarowe zwierząt, które bez żadnej kontroli niszczyłyby uprawy rolnikom.

 

Dlatego też leśnicy z Nadleśnictwa Browsk postanowili zadbać o to, by żubrom, które znajdują się w północnej części Puszczy Białowieskiej żyło się jeszcze lepiej. Na obszarze, którym dysponują zostaną wyczyszczone z mułu i lepiej dostępne wodopoje. Dodatkowo na terenie nadleśnictwa znajduje się ogromny sad dzikich jabłoni. Jego część zostanie również przygotowana, tak by żubry mogły zajadać się swoimi przysmakami. Nadleśnictwo planuje także zakup pasz, siana, sianokiszonki czy buraków.

 

Wodopoje dla zwierząt, oprócz życiodajnej funkcji, pełnią na obszarach leśnych także inną rolę: są niezbędne w przeciwpożarowej ochronie lasów oraz stanowią walor krajobrazowy upiększający środowisko. W ramach prac oczyszczających każdy z 18 zbiorników podlegnie odmuleniu, a brzegi ich będą przywrócone do stanu w którym żubry (i inne zwierzęta) będą miały łagodny dostęp do wody. Ograniczy to także dalszy proces zamulania. Konserwacja takich oczek wodnych wpłynie też pozytywnie na ich możliwości retencyjne, co w sytuacji obecnej suszy ma ogromne znaczenie dla ekosystemów.

fot. Lasy Państwowe w Białymstoku
Featured Video Play Icon

Nowa promocja Podlaskiego to… żart? Strona internetowa nie działa, a film to parodia.

W ostatnim czasie Urząd Marszałkowski ogłosił nową propozycję w promowaniu województwa Podlaskiego pod kątem inwestycyjnym. Jeżeli przyjrzeć się z bliska, to wygląda to wszystko jak… jeden wielki żart.

 

Zacznijmy od rzeczy najważniejszej. Marszałek pochwalił się stroną internetową, która w połowie nie działa. Przyciski w menu nie prowadzą donikąd, zaś wersja na telefony komórkowe – która w dzisiejszych czasach to absolutna podstawa – również nie prezentuje się najlepiej. Druga kwestia to film promocyjny. Nie dość, że pokazuje potencjalnemu inwestorowi coś czego nie mamy, to nawet jako proponowana „wizja przyszłości” na 2030 rok ukazuje odgrzewane kotlety, które do tej pory nie działały.

 

Zacznijmy od tego co widzimy na filmie. Hasło „nowy węzeł transportowy” można po prostu nazwać wielkim żartem. Bo ani to węzeł ani tym bardziej nowy. Szlaki komunikacyjne są znane od wielu lat, a dla chińskiej firmy, która wysyła towar do Europy nie to żadnego znaczenia. W tej kwestii ma do wyboru port w Gdyni, gdzie towary z Azji przypływają w wielkich kontenerach lub któreś duże lotnisko. Natomiast dla firm tranzytowych również nie ma to żadnego znaczenia, bo układając trasę wybierają najtańszą opcję, a nie żeby jechać przez konkretny region. Jeżeli natomiast ktoś chciałby otwierać firmę transportową z nastawieniem na eksport na wschód to… już dawno to zrobił u nas albo na Lubelszczyźnie.

 

Kolejny slajd prezentujący podstawowe dane naszego regionu ma również hasło – „atrakcyjna oferta terenów inwestycyjnych”. Ktoś, kto to „wymyślił” jest mentalnie w latach 90. Takie hasło nic nie mówi i można je stosować na całym świecie. Nasze tereny inwestycyjne nie różnią się niczym od innych terenów inwestycyjnych – mają podłączone media, prowadzi do nich droga i są gotowe do postawienia budynku lub budynków. Ponadto warto zauważyć, że ogromne zakłady produkcyjne już nie powstają w Europie od dawna, bo nie mamy czym konkurować z Azją czy ostatnio nawet Afryką. A wielki pomysł na uprzywilejowaną podatkowo strefę gospodarczą w Białymstoku pokazał pokazał dobitnie jakie firmy na tym skorzystały i czy popchnęły swoją działalnością nas do przodu. Zakładanie tych samych butów przez Podlaskie da dokładnie ten sam efekt. Kolejny tekst o 20-milionowej populacji w promieniu 300 km od centrum regionu też nie ma żadnego znaczenia, bo uwaga uwaga mamy internet, którym możemy sprzedawać swoje towary i usługi na drugi koniec świata bez przyjeżdżania na Podlasie.

 

Następny slajd to prawdziwy hit. Promujemy się nieistniejącym lotniskiem CPK (film jest wizją 2030 roku). Przypomnijmy tylko, że dyskusje o lotnisku regionalnym w Podlaskiem już się zakończyły i obecna władza milczy przy wznowieniu tematu. Jedynie aktywnie zwalczała pomysł z Krywlanami, który nieudolnie ale jednak cały czas do przodu realizuje Tadeusz Truskolaski. Wyobraźmy sobie, że taki potencjalny inwestor na pewno będzie chętnie chciał skorzystać z naszej oferty mając opcję lądowania w CPK, by potem jeszcze jechać 2 pociągiem z lotniska. Nie oszukujmy się, jeżeli CPK w ogóle powstanie, to będzie ono atrakcyjne dla nas, a nie dla tych, którzy będą chcieli inwestować w Podlaskiem. Władza natomiast powinna całować po rękach Pana Martyniuka (nie piosenkarza, tylko biznesmena), bo w zasadzie jego prywatne lotnisko w Narwi póki co ma największy potencjał gospodarczy. Dzięki czemu realni inwestorzy w pierwszej kolejności chcąc się dostać do nas najłatwiej wylądują u niego.

 

W kolejnej części filmu zauważyć możemy animację – prowadzących nitek szlaków kolejowych z Azji prowadzących do Kuźnicy i Siemianówki. Zacznijmy od tego, że szlak prowadzi naprawdę na Lubelszczyznę, gdzie w Terespolu jest ogromna brama wymiany towarów na wschód i zachód. Natomiast Siemianówka i Kuźnica to miejsca, przez które również przejeżdżają towary w mniejszej skali, ale… jadą dalej, więc z naszego punktu widzenia nie ma to żadnego znaczenia, co z resztą pokazane nawet jest w dalszej części tej samej animacji. W następnej części pokazujemy się jako miejsce niedaleko Warszawy. No super! Tylko że tak pokazujemy się od wielu lat i nic się w tej kwestii nie zmieniło.

 

Podsumowując znów idziemy w te same stare śpiewki o tym że mamy tereny, że jesteśmy niedaleko Warszawy, że do lotniska jest w miarę niedaleko i że jesteśmy regionem transgranicznym. Tylko, że to wszystko inwestorzy wiedzą od lat. Czy u nas inwestują z tego powodu? Najśmieszniejsze, że to koncepcja pokazująca te walory z uwzględnieniem 2030 roku, czyli za 10 lat! Tak, dobrze zrozumieliście – będziemy promować się tymi samymi tekstami co od lat nie działają, że tacy będziemy w ciągu 10 lat. Cała koncepcja powinna trafić do kosza. Po raz kolejny widać, że koncepcji nie wymyślali specjaliści tylko jakiś urzędnik znający realia zza swojego biurka. Kompletny brak wizji, a w szczególności takiej na najbliższe 10 lat boli. Urzędnicy dalej mentalnie są w 1995 roku, gdy biedna Polska zdenominowała walutę i łaknęła każdych pieniędzy szukając inwestorów dokładnie w ten sam sposób co dzisiaj chcą robić to urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego. Bez uwzględniania, że od tego 1995 roku poszliśmy do przodu technologicznie, a w ciągu 10 lat pójdziemy jeszcze bardziej. Ale to już wątek na inny artykuł.

Featured Video Play Icon

Od klasztoru do miasta. Ten film pokazuje historię Supraśla.

Archiwalne zdjęcia, piękne krajobrazy a przede wszystkim bogata historia jednego z najmłodszych uzdrowisk na Podlasiu – Supraśla. Można już oglądać film dokumentalny „Supraśl. Od klasztoru do miasta”. Jest to pierwszy z serii dwóch filmów, który opowiada długą drogę miasteczka do tego co możemy podziwiać dzisiaj.

 

Główną osią filmu jest klasztor i jego historia, ale nie tylko jego. Możemy poznać dzieje całego miasteczka na przestrzeni lat. Przedstawionych w filmie jest także sporo ciekawostek. Ponadto film pokazuje krajobrazy uzdrowiska oraz wszelkie walory, dzięki którym Supraśl jest tak atrakcyjny. A bez wątpienia jest., W rym roku, całe lato trwało oblężenie miasteczka. Przypomnijmy też że regularnie nagrywane są w nim odcinki do serialu Blondynka. Jest to okazja do spotkania wielu znanych aktorów.

 

Nie zapominajmy, że Supraśl to także okalająca go Puszcza Knyszyńska oraz znajdujące się w pobliżu rezerwaty przyrody. Po lasach możemy odbywać długie wycieczki piesze czy rowerowe. Nie brakuje też grzybów, stąd też okolice przyciągają wiele osób z koszami.

Bielsk Podlaski mocno się rozwija. Białystok był wschodzący, teraz trwa szybki zachód.

Bielsk Podlaski mocno się rozwija. Białystok był wschodzący, teraz trwa szybki zachód.

24 kilometrowy odcinek łączący Bielsk Podlaski z Hajnówką zostanie przebudowany. Każdy, kto jechał tą drogą wie że jest ona w nie najlepszym stanie. Teraz szczególnie, gdy dojazd do Białowieży przez Trześciankę i Narew jest mocno utrudniony, przekonało się o tym również wielu turystów. Droga z Bielska do Hajnówki jest więc alternatywnym połączeniem dla wszystkich tych, którzy chcą zwiedzać rezerwat z żubrami i wiele innych atrakcji. Jednak ta droga służy również mieszkańcom.

 

Warto dodać, że obecnie Bielsk Podlaski jest jednym z lepiej rozwijających się miast w naszym regionie. Wiele osób z Białegostoku jeździ do pracy tam, a nie odwrotnie. To też o czymś świadczy. Dobrze o Bielsku, gorzej o Białymstoku. A potwierdzeniem tych słów niech będzie fakt, że umowę na drogę z marszałkiem województwa podpisywał przedstawiciel wykonawcy – czyli firmy Unibep – Adam Poliński. Niektórzy być może pamiętają, że to były wiceprezydent Białegostoku. Trzeba też uczciwie przyznać, że był dobry w tym, czym się zajmował. To Poliński był twarzą rewolucyjnych zmian na Rynku Kościuszki, a także innych inwestycji, które przewróciły „stary ład miasta”. Skoro po zakończeniu kariery w urzędzie wybrał mniejszy Bielsk, a nie Białystok, to trzeba sobie zadać pytanie dlaczego? Nie trzeba być geniuszem, by domyślać się że tam są lepsze pieniądze i ciekawsze stanowiska do objęcia niż w stolicy województwa.

Niestety z Białymstokiem jest coraz gorzej. Prezydent miasta ciągle zajmuje się polityką i lansuje się z innymi prezydentami miast w mediach. Ostatnio – o czym pisaliśmy – zajmowano się zmianą logo miasta. Konkretnie to tylko jednym słowem w tym logo – „wschodzący”. Rządzący radni w koalicji z Truskolaskim uznali, że Białystok już nie jest „wschodzący”, więc napis trzeba zlikwidować. Teraz jest po prostu Białystok. I można powiedzieć, że to symboliczne nawet. Białystok przestał wschodzić, ale niestety nie jest w zenicie, lecz trwa szybki zachód.

 

Przebudowywany odcinek DW 689 znajduje się w gminach Bielsk Podlaski, Orla, Czyże i Hajnówka. W ramach inwestycji ponad 24 kilometrowy odcinek drogi zostanie rozbudowany i poszerzony do 7 m, a także m.in. powstanie obwodnica miejscowości Hołody, przebudowane będą zjazdy, skrzyżowania i most na Orlance. W miejscowościach, przez które droga przebiega powstaną chodniki. Koszt inwestycji to blisko 115 mln zł. Całość zostanie sfinansowana ze środków centralnych – samorząd województwa podlaskiego nie poniesie żadnych kosztów.
Remontowany odcinek ma być gotowy do użytku pod koniec 2023 r.

Featured Video Play Icon

Białystok z lotu ptaka. Z góry nie widać naszych problemów.

Jeżeli chcielibyście komuś rzetelnie pokazać Białystok pod kątem zamieszkania w nim, to ten film wydaje się najodpowiedniejszy. Nie pokazuje miasta tylko pod kątem atrakcji turystycznych, ale dosyć rzetelnie pokazuje całe miasto. Oczywiście nie ma na nim wszystkiego, ale z pewnością można to nazwać szerszym obrazem miasta. Inne pytanie czy warto mieszkać w ogóle w Białymstoku. Od lat coraz mniej osób chce u nas studiować, a jak już studiuje to potem z dyplomem ucieka dalej. Dużych firm, oferujących specjalistyczne miejsca pracy też u nas za wiele nie ma. Idąc przez miasto widać bardzo wiele ogłoszeń wynajmu lokalu. Marna jest też oferta kulturalna. I mówimy tu o ostatnich latach, a nie tylko ostatnim roku żeby zaraz nie znalazł się ktoś, kto powie że to przez COVID.

 

Dodatkowo wydaje się że będzie coraz gorzej. Przede wszystkim dlatego, że miasto ma problemy finansowe i musi dosłownie na wszystkim oszczędzać. Ostatnio nawet doszło do tak kuriozalnej sytuacji, że urząd miasta nie zgodził się na postawienie stojaków rowerowych w ZOO. A ich koszt to niecałe 200 zł. Pisał o tym portal Dzień Dobry Białystok. Także sami widzicie jak źle u nas jest. Trzeba sobie zadać pytanie, czy my białostoczanie musimy się na to wszystko godzić. Bo skoro nawet na takie drobne sprawy nie ma pieniędzy, to czy nasze miasto czeka jakaś przyszłość?

 

I teraz wróćmy do filmu powyżej. Widzimy jak wszystko prezentuje się tu pięknie. Miasto nie przypomina wielu tych z tak zwanej „Polski powiatowej”, zapomnianych po transformacji ustrojowej, gdzie wszystko dalej wygląda jak w PRL. Aczkolwiek objeżdżając regularnie nasz kraj – także małe miasta – zauważyliśmy, że i coraz mniej tych „powiatowych” wygląda źle. Tylko że pod płaszczykiem tych pięknych wyglądów kryją się ogromne problemy finansowe. Warto sobie zadać pytanie. Czy dobry gospodarz powinien pożyczać pieniądze na operacje plastyczne czy też fundować je sobie wtedy, gdy pieniądze zarobi? Zawsze wydawało nam się że inwestycja to coś, co musi się zwrócić. Tymczasem w Białymstoku od czasów transformacji ustrojowej i utworzenia niezależnego samorządu nie zrobiono nic żeby nasz region był funkcjonalny i rozwinięty gospodarczo. Jesteśmy pięknym miastem, ale jakim kosztem? Takim, że po Truskolaskim i jego wersalu choćby potop.

Featured Video Play Icon

Była rozczarowana, że Podlasie jest tak niedocenione turystyczne. Gdy tu dotarła była zaskoczona.

Zawsze wydawało nam się, że więcej jest blogerów czy też blogerek modowych, a tu miłe zaskoczenie – sporo jest też turystycznych. Serwis YouTube pełen jest filmów i filmików z wypadów – także na Podlasie. Tym razem zwróciliśmy uwagę i postanowiliśmy z Wami się podzielić filmem Gosia – girlontrail. Musimy przyznać, że blogerka wybrała całkiem ciekawy zestaw do odwiedzania w naszym regionie.

 

Najpierw widzimy Ziołowy zakątek w Korycinach, następnie Kaszteltik znajdujący się pod Siemiatyczami, następnie Chatkę Baby Jagi w Orzeszkowie pod Hajnówką. Kolejny kadr to Kraina Otwartych Okiennic oraz ruiny kościoła w Jałówce. Następnie Puchły, Grabarka czy Kruszyniany. Blogerka odwiedza też rezerwat żubrów w Białowieży oraz na koniec zajada się podlaskimi przysmakami.

 

Warto też jeszcze przytoczyć komentarz blogerki – jest rozczarowana, że Podlasie jest niedocenionym turystycznie regionem. Wcześniej kojarzyło jej się z szaro-burym i ponurym miejscem pod granicą z Białorusią. Tymczasem na miejscu okazało się zupełnie inaczej. Jest kolorowo, swojsko oraz z bogatą historią, kulturą i wspaniałą kuchnią. Zgadzacie się? Bo my oczywiście jak najbardziej.

 

W tym roku wiele osób postanowiło nie wyjeżdżać za granicę na wakacje, co też było zauważalne również w naszym regionie. Podlasie przezywało dosłownie oblężenie turystyczne. Szczególnie to było widać w najpopularniejszych miejscach jak Białowieża, Augustów czy Kruszyniany. Po pożarze sporo osób odwiedziło także Biebrzański Park Narodowy, a gdy stan w rzece pozwalał to tłumy szturmowały kładkę łączącą Śliwno i Waniewno. Potężny ruch obserwowaliśmy także w Krainie Otwartych Okiennic. Był tam nawet kamper na czeskich rejestracjach! Miejmy nadzieję, że kolejny sezon będzie również udany. Warto podkreślić jednak, że Podlasie atrakcyjne jest także jesienią i zimą (o ile nie zabraknie śniegu).

Dworzec kolejowy w Białymstoku już otwarty! Najpiękniejszy w Polsce?
fot. PKP S.A.

Dworzec kolejowy w Białymstoku już otwarty! Najpiękniejszy w Polsce?

Tak prezentuje się dworzec PKP w Białymstoku. Swoim wyglądem nawiązuje do czasów, gdy został wybudowany pod koniec XIX wieku, gdy nasz region znajdował się pod zaborem rosyjskim, zaś na zlecenie cara realizowano inwestycję łączenia Petersburga z Warszawą poprzez kolej żelazną. Przy budowie pracowało 15 tysięcy osób! Budowa linii kolejowej zakończyła się w 1862 roku. Pierwszy pociąg ze stacji kolejowej na warszawskiej Pradze ruszył na wschód przejeżdżając przez Białystok oraz Wilno. Wówczas podróż zajmowała 38 godzin. Dziś byłoby znacznie krócej. Wszak to “tylko” 1100 km. Z Warszawy do Białegostoku można było się dostać dwa razy w tygodniu.

 

Dopiero pod koniec XIX wieku pojawiła się rozbudowana poczekalnia, gdyż wzrósł wtedy także ruch kolejowy. Dobudowane zostały wtedy dwa kolejne pawilony i podzielono poczekalnię dla klasy I, II i III. W tej pierwszej podróżni mogli odpoczywać na wygodnych kanapach typu szezlong, które były wyścielone aksamitem. W budynku dworca znajdowała się także ekskluzywna restauracja. Wysoka, śmigająca białymi ścianami ku sufitowi, pod którym płoną jaśniejące misy lamp. Na tle olbrzymich okien, szafirowych od zmierzchu, piętrzą się na bufecie stogi ognistych pomarańczy. To opis dworca, który stworzyła znana pisarka Maria Dąbrowska. Mamy nieodparte wrażenie, że jest on bardzo zbieżny z wizualizacją tego dworca, który ma być w 2020 roku. Oznacza to, że przebywając w białostockiej poczekalni poczuć będziemy mogli klimat XIX wieku.

Warto zaznaczyć, że obecny wygląd nie jest rekonstrukcją, ale nawiązaniem do tego jak dworzec wyglądał na początku swego istnienia. Obecnie nie ma już podziału na klasy poczekalni, zaś  kolumny są obecnie aluminiowe, a dawniej były żeliwne. Jednak dworzec prezentuje się naprawdę przepięknie. Podczas I Wojny Światowej wojska rosyjskie wycofywały się, a po drodze spaliły budynek dworca. Po wojnie dworzec odbudowano. Niestety przyszła II Wojna Światowa i tym razem Niemcy budynek zbombardowali i zniszczyli jak 95 proc. miasta. W PRL budynek nie odzyskał już czasów świetności mimo odbudowy i remontów. Jednak po transformacji ustrojowej było jeszcze gorzej. W 1989 roku rozpoczęła się modernizacja dworca, która trwała… 14 lat! Ostatecznie udało się 28 listopada 2003 roku otworzyć nowy dworzec, który wraz ze swoją antresolą też przeszedł już do historii.

 

Czy białostocki dworzec kolejowy jest obecnie najładniejszy w Polsce? To oczywiście subiektywne odczucie. Dotychczas tak mówiono na dworzec kolejowy w Przemyślu. Tamten bije nasz jednak tym czego u nas zabrakło – freskami. Ale sami oceńcie – wybierając się zarówno na białostocki dworzec oraz na ten, który stoi u stóp Bieszczad.

 

Ten obraz pokazuje błogostan Podlasia. To prawdziwe miejsce, do którego warto przyjechać.

Ten obraz pokazuje błogostan Podlasia. To prawdziwe miejsce, do którego warto przyjechać.

Jest takie miejsce na Podlasiu, które przypomina nam, mieszkańcom tego regionu, że to nawet lepiej, gdy jesteśmy o krok za wszystkimi. W pogoni za rozwojem i nowoczesnością wiele osób straciło zdrowie, wiele gatunków zniknęło z naszej planety, a każdy człowiek obecnie – razem z nienaturalnym jedzeniem zjada tygodniowo tyle plastiku ile ma karta do bankomatu. Czy jest od tego wszystkiego odwrót? Oczywiście. Wszyscy musimy zrobić krok do tyłu.

 

To co nas zaczęło po cichu zabijać i całą naszą planetę to masowość. Sprawiła, że wszystkiego jest coraz więcej i więcej. Jedzenia, ubrań, urządzeń, gadżetów, dostępnej rozrywki, samochodów i świata na wyciągnięcie ręki. Zapewne wiele razy przeglądając oferty telewizji kablowej i satelitarnej, banków czy operatorów komórkowych dostawaliście pakiety, w których były usługi, które pożądacie, ale też były tam usługi, których nie chcieliście albo Was wkurzały. Frustrowało, że musicie za to płacić. Dokładnie tak samo jest z tym co mamy w XXI wieku. W pakiecie dostaliśmy gigantyczne tony śmieci, jedzenie którego nie da się jeść, powietrze którym nie da się oddychać.

 

Internet miał być czymś wspaniałym, narzędziem do nauki, miejscem nieprzejednanej wolności słowa, a stał się śmietnikiem. Przewijając zaproszenie do tego tekstu na Facebooku zobaczyliście na tablicy także reklamy zachęcają by wydać jeszcze więcej pieniędzy na nowe buty, torebki i stylowe spodnie, najnowsze modele telefonów, a także nowe profilowe znajomych, relacje z tego co jedli na śniadanie oraz ich opowiadania na wideoblogach o rzekomym życiu w luksusie (bez dopowiedzenia że na kredyt). Nie można zapomnieć o przeczytaniu 10 najnowszych ciekawostek z życia celebrytów. Internet to obecnie także miejsce, gdzie przeniosły się kontakty międzyludzkie, ich relacje i przyjaźnie. Nikt do tego jednak nie zmuszał. Sami to wszystko wybraliśmy na własne życzenie. Teraz, gdy wiemy już że to jednak był zły wybór – musimy zrobić krok do tyłu. Wszyscy.

 

Patrząc na ten powyższy obrazek, rysunkową idyllę myślicie, że ona również nie istnieje, tak jak wiele wiele innych rzeczy oglądanych na Facebooku, YouTubie, Snapchacie, Tik-Toku. Tak jednak nie jest. To prawdziwe miejsce niedaleko Supraśla. Miejscowość Sokołda, a konkretnie wzgórze zaraz za wsią. Warto się tam wybrać, by przemyśleć to – co zmienić w życiu, by zrobić krok do tyłu w swoim indywidualnym wymiarze. Dlaczego tam? Bo to idealne miejsce na spacer. Po drodze jest kilka atrakcji jak Ścieżka Bartnicza, Cerkiew pw. Św. Łukasza Biskupa Krymu czy wspaniały leśny szlak prowadzący do Supraśla. Wystarczy na pół dnia, by bez myślenia o internecie i tego co tam się dzieje, zająć głowę tym co naprawdę ważne. Czyli – jak znów zacząć naprawdę żyć. Dróg jest naprawdę wiele.

Featured Video Play Icon

Nie ma chyba lepszego sposobu na zwiedzanie Podlasia! Ten film to pokazuje.

Można objechać samochodem, można objechać rowerem, ale jak się 5 dni idzie z Ryboł przez Michałowo, Królowy Most, Supraśl do Białegostoku, to można poczuć nasz region pełną piersią! Tego dowiedli harcerze z powyższego filmu. Warto spróbować powtórzyć ich „wyczyn”. To będzie nie tylko wspaniałą przygoda, ale też prawdziwe, życiowe wyzwanie. To oczywiście w indywidualnym odbiorze, warto jednak zauważyć coś jeszcze – takie wspólne, kilkudniowe wyjście to wspaniała integracja.

 

Harcerze najczęściej widziani są podczas wszelkich uroczystości, gdzie niosą pomoc. W czasach, gdy życie społeczno-towarzyskie przeniosło się do internetu oraz na dyskoteki jest to dosyć miła odmiana zobaczyć, że komuś jeszcze się chce pielęgnować prawdziwe relacje międzyludzkie.  Drużyna przyjechała z Radomia i postanowiła przejść kawał podlaskimi drogami piechotą. Nie straszne były im deszcze i spanie w namiocie. Taka wyprawa hartowała ich ducha i na pewno umocniła więzi. To na takich wyprawach właśnie tworzą się największe przyjaźnie.

 

Dlatego jeżeli Wasze dzieci są już na tyle duże, że możecie je puszczać „samopas”, to warto rozważyć zapisanie ich do jednej z podlaskich drużyn harcerskich. Jest to świetna alternatywa dla komputerów, smartfonów i wirtualnych znajomości. Być może słyszeliście o nich, a nawet widzieliście, ale nigdy się nie interesowaliście. Jeżeli tak, to w skrócie opiszemy co to za organizacja. Jest to sformalizowany ruch oparty na służbie, samodoskonaleniu (pracy nad sobą) i braterstwie. Ruch powstał w 1910 roku i przetrwał do dziś. Polscy harcerze czerpią wzorce z amerykańskiego skautingu, jednak u nas ważnym czynnikiem była i jest również Niepodległość. Polski ruch powstawał w czasie zaborów. W zależności od wieku dziecka możecie je zapisać do skrzatów, zuchów, harcerek i harcerzy oraz harcerek i harcerzy starszych. Drużyny często działają przy szkołach. Wystarczy wyszukać lokalny Związek Harcerstwa Polskiego, by wiedzieć, gdzie dziecko zapisać.

Pociąg do Walił znika na zimę, a od maja będzie jeździć codziennie!

Pociąg do Walił znika na zimę, a od maja będzie jeździć codziennie!

Nareszcie jakieś dobre wiadomości płyną z województwa podlaskiego. Kolej przestała się zwijać, a zacznie się rozwijać. Oczywiście to tylko jakiś promyk, ale przynajmniej odwrócenie kursu. Od maja 2021 pociąg z Białegostoku do Walił będzie jeździć codziennie. W nadchodzący weekend ostatnia szansa, by się nim przejechać przed przerwą.

 

Zacznijmy od tego, że pociągi na tej trasie kursowały regularnie przez 114 lat. W 2000 roku linia została zamknięta. Na szczęście, kilka lat temu poprzedni marszałek województwa linie reaktywował na weekendy dla turystów. Propozycja okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż wiele osób chętnie z niej korzystało. Teraz kolejny marszałek stawia krok do przodu i zamierza wprowadzić kursy codziennie. Póki co tylko w sezonie letnim od 3 maja do 26 września. Jeżeli będzie zainteresowanie linią, to nie sądzimy by nie chciano stawiać kolejnego kroku i zostawić kursy również zimą. Oczywiście nie wszystko na raz, megalomania nie jest tu potrzebna, a wożenie powietrza mogłoby znów zawrócić kurs i linie kolejowe na Podlasiu zwijać.

 

A więcej połączeń kolejowych jest nam po prostu potrzebna! Mimo istniejących torów kolejowych nie można obecnie dojechać ani do Białowieży, nie ma też bezpośredniego połączenia między Białymstokiem a Siemiatyczami. Warto też wspomnieć o braku bezpośredniego połączenia do Siedlec i Lublina. W obu tych przypadkach problem jest natury technicznej – brak prądu. Województwo Mazowieckie, przez które przebiega linia ma modernizację linii po prostu gdzieś. Mimo wszystko do 2025 roku ma ruszyć tak zwana Magistrala Wschodnia, która rozwiąże ten problem za rządowe pieniądze. O ile do władzy nie dojdzie jakaś ekipa, która znów, tak jak kiedyś będzie uprawiać politykę pod tytułem „j..ać Polskę wschodnią”.

 

Wracając do Podlaskiego. Wciąż nie wiadomo nic o połączeniu kolejowym Białystok – Łomża. Obecne plany są takie, by z tego drugiego miasta można było dojechać tylko do… Warszawy, co jest kuriozalne. Nie wiadomo też dlaczego nie planuje się elektryfikacji odcinka między Augustowem a Sokółką. Wcześniej liczono, że załatwi ro Rail Baltica, jednak jej przebieg sprawił, że odcinek ten będzie pominięty. Brak prądu jednak pozostał.

Kaukaski dom modlitwy z 1850 roku jak nowy! Piękna bożnica wyremontowana.
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Kaukaski dom modlitwy z 1850 roku jak nowy! Piękna bożnica wyremontowana.

Ostatnio tak się złożyło, że piszemy ciągle o zabytkach. Po prostu tak się złożyło, że w tej tematyce wiele się dzieje. Tym razem koniecznie trzeba powiedzieć o tym co się wydarzyło w Krynkach. A mianowicie – została odremontowana tam dawna synagoga. Prace obejmowały remont dachu, m.in. wykonanie nowej więźby dachowej, a także przywrócenie XIX-wiecznej kolorystyki elewacji, poprzedzone wykonaniem prób kolorystycznych. A wyglądało to tak:

Nie najlepiej prawda? Teraz na szczęście to już przeszłość. Bożnica została wybudowana w 1850 roku, wówczas znana była jako „Kaukaski dom modlitwy”. Nazwa pochodzi od dawnej dzielnicy żydowskiej – Kaukaz, którą zamieszkiwali kupcy sprowadzający z Kaukazu skóry do garbowania. Synagoga spełniała swoją religijną funkcję do 1941 roku. Po zajęciu Krynek przez wojska niemieckie, utworzono w niej getto żydowskie. W czasie II wojny światowej została częściowo spalona. Odbudowano ją w 1955 roku z przeznaczeniem na kino „Malwa”. Wówczas zamurowano niektóre otwory okienne w babińcach i zlikwidowano bimę. Prawdopodobnie w latach 60. XX wieku od strony południowo-zachodniej dobudowano przybudówkę nakrytą płaskim dachem. – czytamy w komunikacje Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Białymstoku.

Być może jeszcze ktoś zrobi porządek na żydowskim cmentarzu. Znajduje się na nim 3000 macew, a całość nie zachęca do odwiedzin i poznawania historii i dziedzictwa Żydów na Podlasiu. A warto wiedzieć, że w Krynkach przed II Wojną Światową mieszkało około 6 tysięcy Żydów. Wyżej wspomniane getto utworzone przez Niemców dla Żydów zajmowało połowę miasteczka. Rok później zlikwidowano je – zaś Żydów wywieziono do obozów zagłady pod Grodnem i do podwarszawskiej Treblinki.

 

W Krynkach – znajdują się także inne zabytki warte odwiedzenia. Dzwonnica czy Kosmata Góra z punktem widokowym. Żeby przyjechać do Krynek i być usatysfakcjonowanym z wycieczki trzeba spełnić jeden warunek. Należy miasteczko zwiedzać wyłącznie piechotą. Wędrować uliczkami, między domami i innymi budynkami. Wtedy dopiero poczujemy klimat tego miejsca.

Czy znajdzie się jakiś biznesmen, co uratuje ten piękny zabytek?
fot. XoRiK / Wikipedia

Czy znajdzie się jakiś biznesmen, co uratuje ten piękny zabytek?

Czy 5 milionów złotych to jest dużo? Zależy dla kogo. Dla przeciętnego obywatela na pewno, ale czy dla białostockich biznesmenów? Co cóż, oczywiście palcem pokazywać nie będziemy, ale każdy dobrze wie, że w mieście jest pewne, wąskie grono ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na wydatek takiej kwoty niezależnie czy im się to zwróci czy nie. Nazywa się to filantropią. Piszemy o tym, bo jest pewien budynek do uratowania. Stoi opustoszały od wielu lat i niszczeje, a to przepiękny zabytek. Mowa o Pałacu Lubomirskich na Dojlidach.

 

Ostatnie czasy są bardzo dziwne – biznesmeni się bogacą, ale wszystkie inwestycje przeprowadzają samorządy, które robią to na kredyt bez kalkulacji czy to się opłaca. Ci którzy po upadku PRL się dorobili na różnych biznesikach dziś mają spore majątki i nie przestali ich pomnażać. Oczywiste jest, że swoje ciężko zarobione pieniądze mogą wydawać na co chcą i nikt im nie będzie kazać, jednak można ubolewać iż mimo istnienia różnych stowarzyszeń biznesmenów w Białymstoku, żadne nie chce ratować białostockich zabytków lub innych miejsc, wartych uratowania.

 

Jednym z takich przykładów jest właśnie wspomniany wyżej Pałąc Lubomirskich. W 1998 roku za tylko 155 tysięcy złotych WSAP odkupiło od miasta pałac. Ówczesne władze uczelni dostały od magistratu aż 80 proc zniżki. Już w 2013 roku uczelnia próbowała sprzedać budynek za ponad 7,3 mln zł. Zabytku sprzedać się nie udało, ale przeprowadzono w nim gruntowny remont. W 2016 roku podjęto kolejną próbę sprzedaży za 6,9 mln zł. Wówczas pałac miał stać się hotelem. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Najważniejsze w tej historii jest pytanie dlaczego ówczesne władze miejskie (Krzysztof Jurgiel) nie sporządziły bardziej korzystnej umowy dla siebie, skoro była 80 procentowa bonifikata. Skoro miasto oddało pałac za grosze, to powinno mieć możliwość również odkupienia go za grosze. Korzyści jakich zażądały ówczesne władze były wręcz śmieszne:

– Bezpłatne udostępnienie raz w miesiącu pomieszczeń budynku wraz z pokojami gościnnymi

– 50 proc. zniżki przy częstszym udostępnianiu

– W przypadku sprzedaży przed upływem 10 lat utrata zniżki – 620,5 tys. zł

– Prawo pierwokupu

Nikt nie wpadł na to, by utworzyć łatwą drogę odzyskania nieruchomości po niskiej cenie? Skoro jest wysoka bonifikata to i powrót również z takową powinien nastąpić. Z perspektywy czasu widać komu transakcja się bardziej opłacała. Po 10 latach okazały zabytek był warty dużo więcej. Szczególnie, że już po 15 latach był na sprzedaż. Należy jednak tutaj zaznaczyć, że WSAP również zainwestował w nieruchomość. Nim nastąpiła pierwsza próba sprzedaży, to wydano 4,6 mln zł. Warto też przypomnieć, że WSAP dysponuje działką (do 2038 roku) wokół Pałacu – 11 tys. m2.

 

Dziś, w 2020 roku majątek WSAP jest we władaniu syndyka, który go zlicytuje już 26 listopada. Pałac Lubomirskich może być sprzedany za około 5 milionów złotych. Naturalne jest, że powinien odkupić to prezydent miasta, by piękny zabytek wrócił do wszystkich mieszkańców. Niestety nie ma co na to liczyć, bo wybitny ekonomista ze Słonimskiej wydawał pieniądze na potęgę, ale potem przyszedł zły rząd, który obniżył podatek co uderzyło finansowo w miasto. Potem przyszedł jeszcze gorszy Covid i w ogóle stało się finansowo nieciekawie. Wybitny ekonomista nie przewidział, że trzeba odkładać trochę pieniędzy na czarną godzinę i mamy to co mamy. Potrzebujemy filantropa.

 

Piękny zabytek na pewno nie zasługuje by po prostu niszczał. Po co ludziom pieniądze, skoro nie używają ich do takich spraw? Oczywiście nie wszyscy. Warto tu podać również i pozytywne przykłady jak przepiękna dawna synagoga przy ul. Pięknej, kamienica na rogu Sienkiewicza i Rynku Kościuszki, Astoria czy wkomponowana w galerię Alfa – dawna fabryka Beckera. Tymczasem w mieście jest pełno zabytków z potencjałem. Dlaczego niszczeją?

 

Odpowiedzi może być wiele. Oczywiście decydują tu pieniądze, bo oprócz odkupienia budynku trzeba zrobić jeszcze remont. I nie można go zrobić tradycyjnie, tylko trzeba zrobić go z zaleceniami konserwatora zabytków. A powiedzmy sobie szczerze wielu chciałoby pójść na łatwiznę. A w ratowaniu zabytków nie o to chodzi, bo działań z dobrego serca nie wolno przeliczać na pieniądze. Zabytek to dziedzictwo naszego miasta. Ktoś kto zarabia wiele milionów, ratując taki budynek, dając mu drugie życie, stawia sobie pomnik.

 

Pałac Lubomirskich, a wcześniej Krusensternów i Rüdigerów zbudował Aleksander Krusenstern w połowie XIX wieku. Podczas II wojny światowej była to główna siedziba naczelnika okręgu Prus – Ericha Kocha. W 1944 roku budynek został spalony razem z innymi budynkami w mieście (o czym pisaliśmy wczoraj). Pałacyk został odbudowany w latach – 1956-1957. Wokół budynku roztacza się XIX-wieczny park.

Zabytkowa rudera z Kijowskiej będzie w końcu wyremontowana?

Zabytkowa rudera z Kijowskiej będzie w końcu wyremontowana?

Ul. Kijowska w Białymstoku zmieniła swoje oblicze. Dawne kocie łby zmieniły się na równą kostkę, zaś błotniste pobocza w elegancki chodnik. Drewniane domy i zarośla nie zostały spalone – jak to w naszym mieście bywa. Powstały piękne apartamentowce, a niedawno też nowy parking do opery. Na rogu z Młynową stoi natomiast wyremontowana kamienica, z której praktycznie niewiele zostało. Do resztek dobudowano ostatnio resztę. I został jeszcze jeden budynek – Kijowska 1. Jest zabytkową ruderą należącą do miasta. Od lat próbowano go jakoś zagospodarować, ostatecznie podjęto decyzję że budynek będzie sprzedany – szczególnie że jest zainteresowanie ze strony potencjalnych kupców.

 

Budynek powstał po 1895 roku. Najpierw mieściła się w nim fabryka włókiennicza należąca do rodziny Leszes. W międzywojniu Leszesowie prowadzili sklep spożywczy, zaś część pomieszczeń fabrycznych podwynajmowali. W 1941 roiku podczas okupacji urzędował w budynku komitet białoruski, który wydawał gazetę „Nowa Droga”. W 1946 roku opuszczona nieruchomość została przekazana Sarze Szweckiej. W 1952 roku natomiast właścicielami budynku zostali już Wacław i Helena Kołakowscy. Prawdopodobnie nie byli jednak właścicielami całego budynku, bo od 1944 do lat sześćdziesiątych w budynku funkcjonowała Szkołą Podstawowa nr 9.

 

W latach współczesnych wiele organizacji ostrzyło sobie pazurki na budynek, by urządzić tam jakieś muzeum, ale oczywiście nie planowali wykładać pieniędzy na remont, liczono że rzucą pomysł, a miasto da kasę na remont. W ten sposób doszliśmy do roku 2020, gdzie miasto budynek planuje sprzedać. Na pewno lepsze to niż utrzymywanie rudery.

Kruk powraca. Nagrywali sceny w centrum Białegostoku.

Kruk powraca. Nagrywali sceny w centrum Białegostoku.

Zwykle dobrze jest, gdy w Białymstoku czy na Podlasiu kręcą jakiś film. Wtedy nasze miasto ma solidną reklamę. Niestety serial „Kruk. Szepty słychać po zmroku” to antyreklama naszego miasta. A powstaje właśnie drugi sezon. Filmowcy realizowali zdjęcia w centrum miasta. Wcześniej w miejscowości Pawły niedaleko Krainy Otwartych Okiennic.

 

Opisując pierwszy odcinek pierwszego sezonu pisaliśmy, że najbardziej rozczarowujący jest fakt, że twórcy serialu postanowili obrazić białostoczan powtarzając idiotyczną propagandę, jakoby nasze wspaniałe miasto było stolicą rasizmu, w którym rządzą skinheadzi. Dlatego na ekranie zobaczymy wątek narodowców z lokalnego gangu, powiązanego z jednym z policjantów, a także, gdy przy ognisku śpiewają “Cała Polska śpiewa z nami – wypier….ć z uchodźcami. Komendanta policji gra nie kto inny, jak Andrzej Zaborski.

 

Czy w drugim sezonie twórcy również zaserwują kolejną antyreklamę? To się okaże, gdy serial będzie już emitowany. Przypomnijmy, że ostatnio Podlasie można było oglądać w serialu Chyłka, który podobnie jak Kruk był słaby. Tam jednak pokazano nasz region neutralnie. Tyle wygrać.

3 miejsca na Podlasiu, gdzie poranne mgły wyglądają cudownie!
A to miejsce znajduje się akurat w Krynkach...

3 miejsca na Podlasiu, gdzie poranne mgły wyglądają cudownie!

Aura ostatnio za oknem taka, że nad ranem dominują mgły. Jest to doskonała okazja, by wstać przed świtem i wybrać się nad jakieś większe wzniesienie, by upajać się widokami. Oczywiście jadąc na miejsce trzeba być bardzo ostrożnym, bo mgła na drodze to nie są żarty. Jednak, gdy już bezpiecznie dojedziemy, to piękne widoki przed nami! Gdzie znaleźć najlepsze wzniesienia?

Wieża widokowa w Kołodnie

Nie dość, że możemy wybrać się tam na grzybki, to jeszcze podziwiać piękną Puszczę Knyszyńską od góry, z której bagien będą unosić się mgły. Wystarczy wybrać się na Wzgórza Świętojańskie i ta tamtejszą wieżę widokową znajdującą się na górze Św. Anny. Wejść na nią jest kilka, jednak najlepiej iść z drogi żwirowej niedaleko cmentarza, prowadzącej do lasu. W pewnym momencie będzie wejście na górę po lewej stronie.

Góra Strękowa

To nie tylko miejsce historyczne związane z dzielnym kpt. Raginisem, który heroicznie bronił Wiznę przez co umożliwił uformowanie się sił obrony Warszawy. To także przepiękne miejsce przyrodnicze, gdzie możemy obserwować Narew płynącą w okolicy Biebrzańskiego Parku Narodowego. A jeżeli dodamy do tego poranne mgły, to będziemy mogli widzieć niesamowite przyrodnicze show.

Góra Zamkowa


Kolejne miejsce znajduje się w Mielniku na tamtejszej Górze Zamkowej, z której doskonale widać rzekę Bug oraz można podziwiać ruiny dawnego kościoła, do których prowadzą charakterystyczne drewniane schody. Wszystko w połączeniu z porannymi mgłami daje niesamowity wygląd. Dodajmy jeszcze, że nad Bugiem jest wiele innych miejsc, gdzie można zrobić wyjątkowe zdjęcia z mgłą. Jest ona wszędzie tam, gdzie jest woda – a więc rzecz jasna i na rzece.

 

Warto pamiętać, by na taką wyprawę ciepło się ubrać, szczególnie dbając o buty, gdyż chodząc przed świtem po lesie czy też po łąkach będziemy mieli je zwyczajnie mokre, a podziwianie widoków z mokrymi stopami nie jest ani przyjemne ani dobre dla naszego zdrowia. Gdy jednak zaopatrzymy się w odpowiednie obuwie, to tylko nastawiać budzik i ruszać!

Będzie bezpośrednie połączenie kolejowe z Białegostoku do Wilna! I to już niedługo!
fot. Ministerstwo Aktywów Państwowych

Będzie bezpośrednie połączenie kolejowe z Białegostoku do Wilna! I to już niedługo!

Ta wiadomość to wspaniała nowina. Będzie kolejowe połączenie Białystok – Wilno i to już w przyszłym roku! Wbrew pozorom, to nie tylko atrakcja turystyczna, ale realna szansa dla naszego miasta, by wyrwać się z zapaści. W maju ubiegłego roku pisaliśmy, że Białystok ma jeszcze 5 lat, a potem zaprzepaści swoją największą szanse na rozwój gospodarczy. Nie wiemy czy ktoś z rządzących to przeczytał czy też doszedł do podobnych wniosków, ale to o czym pisaliśmy zaczyna nabierać realnych kształtów! A pisaliśmy tak:

 

W 2025 roku powstanie Rail Baltica łącząca nasze miasto z Litwą, Łotwą i Estonią. Politycy wszystkich opcji powinni zrobić wszystko, by przekonać rząd aby w stolicy województwa podlaskiego znajdował się międzynarodowy węzeł kolejowy. Szczególnie, że na większe regionalne lotnisko nie mamy co liczyć.

 

Tymczasem wczoraj PKP Intercity ogłosiło, że został podpisany list intencyjny dotyczący planów uruchomienia wspólnego połączenia Wilno – Kowno – Białystok – Warszawa. I to nie takie pitu-pitu. Pociąg na tej trasie ma ruszyć w drugiej połowie 2021 roku!

 

Dla nas to oznacza, że po 150 latach uchylamy bardziej bramę na wschód. Bo obecnie dojechać koleją możemy wyłącznie do Kowna (w weekendy) i Grodna. Brama będzie otwarta na szeroko, gdy dojedziemy też do Petersburga, Tallina, Rygi, Kijowa, Mińska i Moskwy. Te trzy ostatnie połączenia możliwe są wyłącznie z Warszawy. Wiele będzie mogło się zmienić, gdy w końcu doczekamy się bezpośredniego połączenia z Lublinem. Co do stolicy Estonii oraz stolicy Łotwy – być może będzie na to szansa jeżeli w 2027 ukończona będzie cała Rail Baltica. Ważne, że od czegoś zaczynamy. Łatwe podróże między stolicami pobudzają gospodarkę. Białystok będzie miał wiele nowych możliwości rozwoju.

Betonowy Białystok im. Tadeusza Truskolaskiego
fot. bialystok.pl

Betonowy Białystok im. Tadeusza Truskolaskiego

Po gigantycznym, ogólnopolskim skandalu z logo miasta, a następnie po 11 latach używania zmienionego pierwotnie logo – wszystko się zmienia. Białystok ma nie być już „Wschodzący”. Radni będą o tym debatować. Wybiegając w przód proponujemy nazwę adekwatną do obecnej sytuacji – czyli jak w tytule. Przypomnijmy jak z tym Wschodzącym Białymstokiem było.

” 21 listopada 2008
W najbliższy poniedziałek Radni Miejscy po upojnym weekendzie zabiorą się do roboty. Czeka ich ważne zadanie do zrealizowania. Będą musieli zagłosować czy logo miasta, żółto – czerwony placek wymyślony przez Eskadrę, powinien być używany przez prezydenta Tadeusza Truskolaskiego i cały urząd.

Radni byli za żółto-czerwonym „plackiem”. 3 grudnia 2008 roku Grupa Eskadra z Krakowa wygrała przetarg na promocję Białegostoku w Polsce. Białystok ma wydać na to 2,7 miliona złotych. To co stanie się później, przebije chyba kwotę wielokrotnie. Białystok nie będzie schodził z czołówek ogólnopolskich serwisów w telewizji, radiu, prasie i internecie. Wszystko za sprawą nowego wówczas logo. A wyglądało ono tak:

Po prawej stronie obrazka widzimy logo nowojorskiej organizacji LGBT. Sprawa wyszła zupełnie przypadkiem i można to nazwać efektem motyla czyli serią pozornie nieistotnych zdarzeń na inne, o wielokroć większym zasięgu. Zaczęło się w grudniu 2008 roku. Zostałem świeżo wywalony z pracy w prywatnej telewizji. Długo moje bezrobocie nie trwało, bo zaraz zgłosili się do mnie ludzie, którzy razem ze mną chcieli współtworzyć nowy, rozrywkowy portal wBialymstoku.pl (który już nie istnieje, swoją drogą telewizja też nie). Jak to nowa inicjatywa, to każdy aż buchał nowymi pomysłami, ale nie tylko bowiem okazało się, że są osoby „obrażone” na inne redakcje, które to z chęcią podzielą się właśnie z nami różnymi rewelacjami. I tak pokazany został nam link do filmu na YouTube, gdzie jakiś pan coś mówi o LGBT po angielsku. Konkretnie dotyczyło to przemocy seksualnej w amerykańskich więzieniach. Jednak tuż za uchem mówcy w tle, wystawało małe logo, które coś mi przypominało.

 

Zacząłem drążyć Google różnymi kombinacjami. Po wielu godzinach udało się ustalić co to za organizacja i odnaleźć jej logo i dowód w postaci zdjęcia. Następnie była to już formalność. Opisałem wszystko na portalu wBialymstoku.pl, a powyższa grafika zestawiająca oba loga oraz poniższe foto obiegły chyba wszystkie redakcje w kraju. Pech chciał, że publikacja miała miejsce 23 grudnia, wiec skandal wybuchł w święta Bożego Narodzenia. No cóż, przykro mi że popsułem wielu ludziom z białostockiego ratusza święta (gdy rozdzwonili się do nich dziennikarze z całej Polski), ale jakoś tak wyszło, że zawsze bylem w gorącej wodzie kąpany.

Skandal dodatkowo podsycał fakt, że logo było nie tylko podobne do jakiegoś innego, ale że konkretnie do loga organizacji LGBT. Białostoczanie wylali wiadro pomyj na Eskadrę, Truskolaskiego, radnych co głosowali za, co delikatnie opisała Gazeta Współczesna:

” Poza tym sam fakt skojarzenia miasta z taką organizacji nie wzbudza entuzjazmu białostoczan. Nasi Czytelnicy dali już temu wyraz na naszym forum internetowym. Nie było tam żadnej pozytywnej opinii na ten temat.

Komentarz Eskadry? Proszę bardzo:

” Podobieństwo logo Białegostoku ze znakiem graficznym używanym w przeszłości przez jedną z nowojorskich organizacji społecznych jest absolutnie przypadkowe i nie zamierzone

Ostatecznie prawnicy stwierdzili, że plagiatu nie było. Ale Tadeusz Truskolaski i tak umowę na promocję Białegostoku z takim logo rozwiązał „w związku z zaistnieniem okoliczności poddających w wątpliwość dalsze funkcjonowanie logotypu miasta w jego obecnej formie„. Później jednak logo zostało przepołowione i problemu już nie było. Towarzyszyło nam z hasłem „Wschodzący Białystok” przez 11 lat, bo kampania ruszyła już w 2009 roku.

Teraz radni chcą zmian. Trudno powiedzieć czy ma być tylko wyrzucenie słowa „Wschodzący” i zostawienie naszego pół-placka, czy też Białystok pójdzie na całość i będzie chciał mieć też nowy symbol. Bo skoro już nie „wschodzący”, to dlaczego w logo ma być domniemany wschód słońca? Obserwując nasze miasto od dzieciństwa, mieszkając w nim od urodzenia, widząc wszystkie jego pozytywne i negatywne przemiany proponuję nową nazwę:

 

Betonowy Białystok im. Tadeusza Truskolaskiego. A znakiem graficznym niech będzie podobny betonowy klocek co stoi na Rynku Siennym w miejscu dawnego cmentarza ewangelickiego – chyba tak naprawdę nieformalny pomnik prezydenta miasta.

 

Po tylu latach temat LGBT wrócił do Białegostoku. W mieście pojawiły się ostatnio bilbordy „Milczącej większości”, którzy komunikowali mieszkańcom cytaty z Biblii. Wszystko w kontekście krytykującym mniejszości seksualne. Prezydent co kiedyś logo zmieniał z powodu skojarzeń z LGBT teraz zaciekle „walczy po drugiej strony barykady”. Zakomunikował na Twitterze, że złożył zawiadomienie w prokuraturze w sprawie treści na bilbordach. Ostatnio w ogóle Truskolaski najaktywniejszy jest w polityce, zaś w sprawach miasta niewidoczny. Ciekawe czy go Białystok jeszcze obchodzi czy może zbiera już siły, by za 3 lata zawalczyć o coś więcej? Miejmy nadzieję, że tak. Bo Truskolaski jak Łukaszenka „trochę się zasiedział”.

 

Na koniec jeszcze wróćmy do logo. Organizacja LGBT z Nowego Jorku też już zmieniła logo! Oto aktualne oraz nasza propozycja, by podtrzymać tradycję i nawiązać do nowojorskiej organizacji. Oczywiście bez plagiatu!

Featured Video Play Icon

ZOO Akcent w Białymstoku. Całkiem przyjemne miejsce do spacerów z dziećmi.

Dawniej ZOO Akcent w Białymstoku było miejscem dosyć ponurym. Przede wszystkim były tam smutne zwierzęta w ciasnych klatkach. Od wielu lat na szczęście jest już dużo lepiej, bo ZOO przeszło gruntowną przebudowę, a zwierzęta mają dużo lepsze warunki bytowe. Obecnie w ogrodzie zoologicznym są wilki, niedźwiedź (były wcześniej dwa), rysie, świnki wietnamskie, żubry, i inne kopytne, a także wiele ptaków.

 

Dawniej można było tylko wejść przez bramę główną, by zobaczyć kilka klatek oraz obejść ogród dookoła, teraz można nie tylko go obejść, ale za bramą główną przejść ścieżką przez jego środek, postać nad mostkiem oraz przede wszystkim zrobić sobie zdjęcie z misiem, który ma wybieg najlepszy ze wszystkich. Ogród zoologiczny to także miejsce, w którym możemy się dowiedzieć o życiu  różnych gatunków zwierząt. Dlatego warto zabrać tam dzieci na spacer, aczkolwiek osoby dorosłe też nudzić się nie będą.

 

Do ZOO trafiają zwierzęta, które nie potrafiłyby sobie już poradzić na wolności. Na przykład niedźwiedź przeszłość spędził w cyrku. Wypuszczenie go do Puszczy nie tylko by zakłóciło ekosystem, ale też zwierzę nie wiedziałoby raczej jak samodzielnie zdobyć jedzenie. Podobnie z innymi zwierzętami. Życie po za ogrodem zoologicznym oznaczałoby dla nich wyrok śmierci. Dlatego też jest to dla nich pewne „sanatorium” o ile gmina, w której znajduje się takie miejsce odpowiednio o zwierzęta dba. Dawniej w Białymstoku był z tym problem, ale to już historia. Dlatego korzystając z ładnej pogody – zabierzcie dzieci do ZOO, a jak dzieci nie macie to idźcie sami. Naprawdę warto!

Pasażerowie mogą czekać na autobus w komfortowych warunkach. Ruszyło Centrum Przesiadkowe.

Pasażerowie mogą czekać na autobus w komfortowych warunkach. Ruszyło Centrum Przesiadkowe.

Osoby, które jeżdżą po regionie autobusami mogą korzystać już z nowoczesnego obiektu w Łomży. 14 września komunikacja zatrzymuje się już ukończonym Centrum Przesiadkowym, które powstało w miejsce dawnego dworca PKS. Szklany, falisty dach nawiązuje swoim wyglądem do fal Narwi, zaś sam budynek jest wyposażony w zaplecze sanitarno-handlowe. Podróżni mają do dyspozycji też 5 peronów i oczywiście kasy biletowe.

 

Z perspektywy Białegostoku to po prostu ładny obiekt, z perspektywy mieszkańców podłomżyńskich miejscowości oraz samych mieszkańców Łomży to ważna inwestycja. W tamtym rejonie nie ma pociągów. Być może pojawią się za kilka lat, ale póki co nie zapowiada się, by było połączenie Łomża – Białystok. Mieszkańcy tego pierwszego miasteczka dojadą koleją do stolicy. Zatem wszyscy, którzy nie mają samochodów będą oczekiwać na przyjazd autobusu w komfortowych warunkach, co jest bardzo ważne.

 

Wystarczy sobie przypomnieć obskurny dworzec w Białymstoku, który podobnie został zamieniony w nowoczesny obiekt. Teraz podobnie wygodnie mają także i w Łomży. Miejmy nadzieję, że siatka połączeń w tym mieście będzie bardzo rozbudowana a żart, że w Łomży można kupić tylko bilet do Białegostoku przestanie być aktualny.

Dawniej Dom Ludowy, dzisiaj Teatr. Wcześniej staw dzisiaj beton.
Archiwum Teatru Dramatycznego

Dawniej Dom Ludowy, dzisiaj Teatr. Wcześniej staw dzisiaj beton.

Dziś przechadzając się między ul. Mickiewicza, Elektryczną, Branickiego mamy betonowy plac w otulinie parku, którego zwieńczeniem jest budynek Teatru Dramatycznego, do którego prowadzą ogromne schody. W XIX wieku to miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Teatru nie było, park był ogrodzony, a zamiast betonowego placu był staw. Całe miejsce nazywane było Argentyną (bo w weekendy na akordeonie grano tam tango). Do zbiornika wodnego okoliczne fabryki wylewały farby i inne chemikalia. W efekcie woda w zbiorniku była intensywnie niebieska. Mimo wszystko staw zarastał. Podjęto w końcu decyzję, by go zasypać.

 

W dwudziestoleciu międzywojennym uznano, że żyjący jeszcze Józef Piłsudski zasługuje już na upamiętnienie. Zawiązał się komitet składający się między innymi z wicewojewody Stanisława Michałowskiego oraz dr Jana Szymańskiego, lekarza zarządzającego Kasą Chorych. 30 września 1933 roku Zygmunt Gąsiorowski, notariusz – przyjął umowę pomiędzy przedstawicielami ów komitetu z Sewerynem Nowakowskim, komisarzem rządowym, który zarządzał Białymstokiem. Na mocy tej umowy miasto Białystok przekazało komitetowi plac na sześć lat czyli do 31 sierpnia 1939 roku (cóż za wyczucie terminu). W tym czasie miał powstać Dom Ludowy imienia Józefa Piłsudskiego w Białymstoku. Projekt już był, a jego autorem był inżynier Jarosław Giryn. Po wybudowaniu Domu Ludowego – budynek miał zostać przekazany za darmo na własność miasta Białegostoku jako obiekt użyteczności publicznej za darmo. Miały tam odbywać się widowiska, koncerty, zabawy. Warunkiem było przekazanie lokali znajdujących się w gmachu wskazanym przez komitet stowarzyszeniom.

 

W 1937 roku komitet budowy rozwiązał się, a inwestycja została dokończona przez miasto. 27 grudnia 1938 roku odbyło się pierwsze przedstawienie teatralne. Uroczyste otwarcie miało mieć miejsce 11 września 1939 roku. W tym czasie trwała już II wojna światowa. W 1940 roku w Białymstoku pod okupacją sowiecką pojawił się Aleksander Węgierko – aktor i reżyser teatralny, dyrektor artystyczny teatrów w Grodnie, Warszawie i Krakowie. Założył Teatr Dramatyczny w Białymstoku. Dostał od okupacyjnych władz pieniądze na rozbudowę gmachu, przez co nazywany był pupilem bolszewików i oskarżano go o kolaborację. Teatr był jednym z najbardziej dochodowych w kraju. Mało tego, mimo okupacji sztuki były wystawiane w języku polskim – za czym ludzie tęsknili od lat. Węgierko przepadł bez wieści w 1941 roku po wybuchu wojny między dotychczasowymi sojusznikami, którzy napadli na Polskę – Niemcami i Rosją.

 

Po II wojnie światowej Białystok był kompletnie zniszczony. Budynek teatru był częściowo spalony. Na szczęście po wojnie jedną z pierwszych inwestycji była odbudowa spalonego teatru. W 1948 roku na jego deski powróciła sztuka na dobre.

To jest chore! Chcą budować kopalnię. To zrujnuje środowisko, rolnictwo i zabije Narew i żubry!
Kopalnia torfu Karaska, fot. Sylwester Górski / Wikipedia

To jest chore! Chcą budować kopalnię. To zrujnuje środowisko, rolnictwo i zabije Narew i żubry!

Wójt gminy Czyże godzi się na dewastację swojej lokalnej ojczyzny, a w konsekwencji większego obszaru Podlasia! I to wszystko dodatkowo wbrew mieszkańcom gminy, wbrew rolnikom. Nie możemy pozwolić na katastrofę! Ta inwestycja musi zostać zablokowana. Żadnych kopalni na Podlasiu!

 

Gmina Czyże (okolice Narwi i Bielska Podlaskiego) chce sprowadzić na swoich mieszkańców katastrofę oraz zniszczyć przepiękne tereny? Jak podało Radio Białystok na terenach gminy Czyże ma być zorganizowana gigantyczną, 170 hektarową kopalnia torfu! Miejmy nadzieję, że nigdy to się nie stanie. Jakiekolwiek kopalnie na Podlasiu to całkowita pomyłka! Gdy przeczytaliśmy informację o planach kopalni to załamaliśmy ręce. Każdy kto zwiedzał choćby tatarskie Bohoniki pod Sokółką na pewno widział jak zniszczony został krajobraz przez tamtejsze kopalnie żwiru. I chociaż od lat tam się dyskutuje o szkodliwości przedsięwzięcia, to proceder trwa w najlepsze… bo jest legalny. Ponadto wydobywający ponoszą opłaty eksploatacyjne, podatki od wielkich nieruchomości (kopalnia to duży teren) oraz dodatkowo płaci podatek dochodowy – przez co pieniądze trafiają w połowie do gminy, gdy to w niej zarejestrowana jest firma. Czysty biznes, ale jakim kosztem?

 

Teraz gmina Czyże ostrzy sobie apetyt na kopalnie torfu u siebie. Istnienie kopalni oznacza zagładę przepięknych terenów Doliny Górnej Narwi. Ale to nie wszystko każda kopalnia to degradacja środowiska. Spowodować to może wyschnięcie wody w Narwi innych okolicznych wodach i przede wszystkim studniach! A warto dodać, ze obecnie od lat stan wody w rzece Narew jest niski, więc kopalnia ją tylko dobije. Wtedy zlikwidować będzie można także i Narwiańśki Park Narodowy, bo bez wody nie będzie ani kładek ani ptaków, które prowadzą życie na podmokłych terenach. W promieniu kilku kilometrów od kopalni może po prostu być pustynia, co też będzie skutkować zmianami w przyrodzie na kolejnych kilkudziesięciu kilometrach. Doprowadzi to do upadku rolnictwa w tamtych rejonach. Do wypasania bydła potrzeba zarośniętych łąk i wody. Na pustyni to nie będzie możliwe.

 

Mało tego, w okolicy mieszka też wiele żubrów, bocianów i innych dużych ptaków. Istnienie kopalni to skazanie ich na śmierć, bo bez wody nie ma życia. Patrzymy na tą inwestycję z przerażeniem i mamy nadzieję, że poruszymy tysiące ludzi, by słali protesty do gminy Czyże, do ministerstw Środowiska i ministerstwa Klimatu, a także do wszystkich po kolei instytucji i organizacji zajmujących się ochroną środowiska. Jeżeli nic nie zrobimy w tej sprawie, to nasze piękne, malownicze Podlasie będzie niedługo wielką pustynią.