Miód pitny wpływa na wszystko

Historia produkcji miodów pitnych na obszarze woj. podlaskiego sięga XIV wieku, kiedy to kronikarz województwa napisał: ”Bielsku karczm miodowych 5, w Narwi karczm miodowych 2, w miasteczku Kleszczele karczm miodowych i piwnych 32”. Miód pitny podlaski wytwarzany jest według tradycyjnych receptur i metod produkcji, co gwarantuje pełną naturalność wyrobu i niezmienny od wieków smak oraz dobroczynne działanie dla ducha i ciała.

 

Podstawowym składnikiem miodu pitnego podlaskiego jest miód pszczeli naturalny oraz soki owocowe, pochodzące z własnej pasieki i certyfikowanych ekologicznych upraw sadowniczych zlokalizowanych w gospodarstwie w miejscu produkcji. To klarowny, słodki napój alkoholowy, wyróżniający się charakterystycznym miodowym aromatem i smakiem, z ewentualnym dodatkiem przypraw ziołowo-korzennych, soków owocowych lub chmielu.

 

Przybiera barwę od złocistej do bursztynowo-rubinowej. Co ważne, zawartość alkoholu waha się od 9% do 18%. Fermentacja trwa ok. czterech tygodni, a leżakowanie od roku do kilku lat. Gdy miód pity stanie się w pełni klarowny i gdy osiągnie wymagane cechy organoleptyczne, jest rozlewany do butelek szklanych lub ceramicznych.

Piernik z żołędzi? Podlasie potrafi!

Piernik to twarde, ciemnobrązowe ciasto, w którego skład wchodzi m.in. mieszanka mąki pszennej i żytniej, jaja, karmelizowany cukier, miód oraz przede wszystkim przyprawy korzenne, jak pieprz. Nazwa wywodzi się wiec od staropolskiego słowa ”pierny”, czyli pieprzny. Zazwyczaj kojarzą się nam z Toruniem, ale Podlasie też może mieć swoje własne i to w stylu eko.

 

Wytwarzane byłyby z popularnej ostatnimi czasy mąki żołędziowej, która już jest produktem regionalnym. Można ją przygotować w domowym zaciszu. Cały proces trwa tylko pół godziny więc raczej nie spędzimy całego wieczoru w kuchni. Najpierw żołędzie należy jednak moczyć kilka godzin w ciepłej wodzie. Potem trzeba pozbyć się garbników. Wówczas żołędzie przestaną być gorzkie. Dopiero wtedy przystępujemy do suszenia. Po nim oddzielamy skorupkę i prażymy wnętrze żołędzi. Gdzie to zrobimy zależy już od nas samych – na patelni lub w piecu . Pozostało tylko wszystko doprawić.

 

Do tej pory pierniczki żołędziowe często gościły na okolicznościowych stołach. Wykorzystywano je również jako ozdobę świątecznych choinek. Czy pierniczki z mąki żołędziowej mają szansę stać się regionalnym przysmakiem?

Napój z podlaskich terenów leczy raka

Oskoła, czyli sok brzozowy ściągana jest z drzew od połowy marca do pojawienia się pierwszych pąków. Swój charakterystyczny słonawy smak zawdzięcza wyjątkowo czystemu środowisku oraz odpowiednim warunkom klimatycznym. Wytwarza się go bowiem głównie na terenie otuliny BPN i obrzeżach Puszczy Augustowskiej. Skrócony okres wegetacji, surowsza niż w innych regionach zima, sprawiają, że oskoła płynie bardzo intensywnie, ale krótko. Napój z brzozy otrzymał w 2013 roku wyróżnienie w konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo”.

 

Napój z brzozy stosuje się w medycynie ludowej jako lek przeciwnowotworowy. Wielu wierzy także, że sok z brzozy łagodzi bóle reumatyczne i objawy choroby wrzodowej. Świeży sok z pnia brzozy, a także z jej młodych liści i pączków jest skarbnicą witamin i minerałów.  

 

Regularnie pity sok z brzozy wzmacnia układ odpornościowy a tym samym zapobiega infekcjom wirusowym, tak częstym wczesną wiosną. Dlatego jest szczególnie polecany osobom, które są bardziej podatne na zakażenia wirusowe, czyli np. małym dzieciom i osobom starszym.

Ryby z Biebrzy smakują wszystkim

Mięso ryb żyjących w Biebrzy, zwanej kiedyś Bobrą, jest jedyne w swym rodzaju. Ryby mają tu obfitość pożywienia, zaś woda w zbiornikach wodnych jest czysta, pozbawiona chemii. Wszystko to przekłada się na wyjątkowy smak i aromat mięsa złowionych okazów. Mięso z leszcza jest bardzo delikatne, białe, nie zawiera dużo tłuszczu, co ucieszy dbających o linię.

 

Wykorzystanie wyjątkowej jakości tych bardzo świeżych ryb dało okazję do stworzenia niepowtarzalnej lokalnej potrawy. Recepturę na biebrzańskiego leszcza w zalewie octowej przekazuje się z pokolenia na pokolenie. W lodówce danie może stać aż do 3 miesięcy. Po kilku dniach od przygotowania produkt zyskuje nieprawdopodobny smak. Niebo w gębie. W 2011 r. potrawa otrzymała I miejsce w konkursie ”Nasze Kulinarne Dziedzictwo”, a rok później przeyznaną jej nagrodę ”Perły” na poznańskich targach.

Jedyne takie ogórki w kraju

Do produkcji Ogórków Kwaszonych ”Narwiańskich” wykorzystuje się ogórki wyprodukowane w otulinie Narwiańskiego Parku Narodowego, na czystych ekologicznie terenach nieskażonych przemysłem i wielkomiejską cywilizacją. Dolina Narwi charakteryzuje się specyficznym mikroklimatem, który wpływa na oryginalne walory smakowe uprawianych ogórków.

 

Uprawa ogórków odbywa się na terenie następujących gmin: Choroszcz, Kobylin Borzymy, Sokoły, Łapy, Suraż, Turośń Kościelna i Tykocin. Produkcja prowadzona jest metodą tradycyjną, to znaczy używa się nawozów organicznych z niewielkim dodatkiem nawozów sztucznych. Do produkcji surowca używa się odmian odpornych lub o dużej tolerancji na choroby po to, aby w jak najmniejszych ilościach stosować środki ochrony roślin. Duża ilość nawozów sztucznych oraz środków ochrony wpływa niekorzystnie na jakość ogórków kwaszonych.

 

Tradycja produkcji ogórków kwaszonych w dolinie rzeki Narew sięga lat 60-tych ubiegłego wieku. Działalność taką zapoczątkowała Spółdzielnia Ogrodniczo – Pszczelarska „Witamina”, która w Śliwnie rozpoczęła skupowanie zielonych ogórków od okolicznych rolników oraz ich kwaszenie. Odbywało się to w drewnianych beczkach, które następnie zatapiano w rzece Narew. Jednak tradycja uprawy oraz kwaszenia ogórków pozostała do dziś, a tajemnice produkcji były przekazywane z pokolenia na pokolenie i są ściśle chronione przez każdego producenta.

Soczewiaki dodadzą Ci energii

Soczewiaki to dość stara potrawa, uważana kiedyś za typową potrawę ludzi ubogich. Jest to rodzaj pierogów, których nadzieniem jest zmielona soczewica, bogato przyprawiona skwarkami.

 

W czasach powojennych jadło się potrawy bardziej tłuste. Soczewiaki polewano skwarkami, wstawiano do piekarnika, by zawsze były ciepłe, a domownicy mogli się nimi posilić o każdej porze dnia. Robiono je więc w dużych ilościach i na cały dzień. Ciasto, w które zawija się soczewicę, należy przyrządzić z ugotowanych i utłuczonych ziemniaków.

 

Potrawa ta była powszechnie znana w okolicach Sejn już przed II wojną światową. Potwierdzają to liczne wypowiedzi osób, które od lat na tym terenie zajmują się wypiekaniem soczewiaków, a sposób na ich przyrządzenie jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Potrawa ta wywodzi się z terenów litewskich. Wiele przepisów na potrawy z tamtych stron przekazywana jest z matki na córkę.  Na terenie Sejneńszczyzny wiele gospodyń domowych, szczególnie starszych, nadal przygotowuje soczewiaki, nazywając je kakorami. 

Podlaskie przesądy na temat chleba

Boże Ciało jest świętem ruchomym. W Polsce obchodzi się je w czwartek po oktawie Zesłania Ducha Świętego i wypada ono zawsze 60 dni po Wielkanocy. Uroczystych procesji nie brakuje oczywiście na Podlasiu.

 

W naszej kulturze Boże Ciało symbolizuje chleb. Powstało wiele przesądów na jego temat, kultywowanych na naszych ziemiach. Pewnie nie raz słyszeliście od dziadków, że nie powinno się nigdy chleba wyrzucać. Według wierzeń okruchy chleba zbierał pająk i po bardzo długiej pajęczynie zanosił je do Pana Boga, by poskarżyć się, że ludzie marnują jego dar. Rozgniewany stwórca zsyłał wtedy na ziemię dar nieurodzaju. Nie powinno się również upuszczać chleba na ziemię.

 

Gdy to się zdarzyło powinno się go podnieść i ucałować go 3 razy na znak przeprosin. Nie można go było też jeść nie umytą ręką. Dawniej obowiązywał również zakaz bawienia się chlebem, bębnienie palcami po bochenku lub stukanie nim nożem. Niedopuszczalne było wyjadanie miąższu ze środka bochenka i pozostawianie skórki.

Pierogi w formacie XXL. Tatarzy potrafią!

Czubereki to tradycyjne danie krymskich Tatarów. Przyciąga nie tylko nazwą i wyglądem. Przypominają wielkiego pieroga z chrupiącą skórką, który swoim zapachem zdradza mięsne wnętrze. Są nadal popularne niemal we wszystkich krajach byłego Związku Radzieckiego, nie tylko na Ukrainie. Na Podlasiu mało kto wie o ich istnieniu, chyba że odwiedzimy mniejszość tatarską w powiecie sokólskim.

 

Różnią się między sobą wariantami nadzienia – z baraniny, wołowiny, albo też wieprzowiny, z serem lub ziarnistym twarogiem. Niektóre mają dużo kolendry, inne są z samą cebulą. Co kraj, to obyczaj. Czym różni się od tradycyjnych pierogów, jakie znamy z polskich stołów? Czubereki trzeba piec lub usmażyć w głębokim oleju, więc radzimy odstawić wrzątek. Zdecydowanie też różnią się gabarytami od ”naszych” wytworów. Przygotowanie Czubereków zajmuje trochę czasu, ale rezultat jest warty zachodu. Choć to zajmujące zajęcie, przy dobrej organizacji może być zabawą dla całej rodziny.

 

Ten napój był niegdyś podlaskim przysmakiem

Sporządzanie kawy z żołędzi to na terenach nadbużańskich długoletnia tradycja. Mieszkańcy do dziś dysponują wiedzą zaczerpniętą od swych przodków. Napój ten był jeszcze popularny tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Ze względu na swe zdrowotne właściwości wzmianki o kawie żołędziowej znajdują się w literaturze wielu polskich pisarzy. Jednym z przykładów jest ” Zielnik Ekonomiczno-Techniczny” z 1845 r. autorstwa Józefa Geralda Wyżyckiego, gdzie można wyczytać, że napój wzmaga układ trawienny i limfatyczny. 

 

Najistotniejszym potwierdzeniem tradycji produktu oraz jego związku z nadbużańskim Podlasiem można odnaleźć w utworach u ks. Krzysztofa Kluka, który zachwycał się kawą żołędziową w jednym ze swych dzieł. Dzięki możliwościom korzystania z bogatej biblioteki i gabinetu przyrodniczego w Siemiatyczach ks. Kluk dokonał przełomu w polskich naukach przyrodniczych i rolniczych. Nadbużańska kawa to zdrowy, posilny i wzmacniający napój, dający poczucie sytości, wzmacniający żołądek, wątrobę i śledzionę, likwidujący zaburzenia żołądkowe.

Daje siłę i jest afrodyzjakiem. Poznajcie Żubrowkę.

Już w XIV w. polska szlachta doprawiała gorzałkę. Niby tylko do smaku, ale pewien składnik miała zapewniać coś extra. Trawa rosnąca na leśnych białowieskich polanach ponoć zapewniała siłę żubra. Uważano również ją za afrodyzjak. Dlatego też źdźbło zanurzano w wysokoprocentowym trunku. Tzw. żubrówka to ludowe określenie dwóch gatunków traw – turówki wonnej i leśnej, których zapach przypomina świeże siano. Od blisko stu lat staropolską recepturę wykorzystuje białostocki zakład produkujący słynną wódką.

 

Zdobycie składnika wydaje się proste. Tak różowo jednak nie jest. Zbieracze pokonują dziesiątki kilometrów, zapędzając się w niedostępne miejsca puszczy. Tylko doświadczone osoby odróżnią żubrówkę od zwykłej trawy. Potrzeba więc dobrego oka. Zbiory podlegają rygorystycznej selekcji. Każde źdźbło jest odpowiednie przycinane i ręcznie trafia do butelki jeszcze przed napełnieniem wódką. Trawa, która nie będzie pełniła funkcji dekoracyjnej, posłuży jako wyciąg roślinny. To on stanowi podstawę produkcji wódki. Dzięki odpowiednim procesom powstaje zielona ciecz nazywana smakiem puszczy. Miesza się ją z czystym alkoholem w odpowiednich proporcjach, co stanowi już tajemnicę zakładu.

 

Źdźbło trawy w butelce jest chronione jako znak towarowy zarejestrowany w Urzędzie Patentowym RP i w wielu innych krajach. Trawka to nie tylko gadżet. Przez lata tak mocno wpłynęła na konsumentów, że uważana jest za nieodłączny element butelki. Bez niej Żubrówka nie byłaby sobą.

Konkurs przypomina o Podlaskich smakołykach

W białostockich ”spodkach” już po raz siedemnasty rozegrano wojewódzki finał konkursu ”Nasze kulinarne dziedzictwo – Smaki Regionów”. Jak zawsze cieszył się ogromną popularnością. 84 producentów, 129 wyroby i 4 kategorie. Tak w liczbach przedstawia się event. Prezentowano pieczone mięsa, kiełbasy, salcesony, pasztety, pierogi, ale też ciasta, dżemy, soki, wina czy nalewki. Wszystko ma na celu ocalić od zapomnienia tradycyjne receptury.

 

Podlaski konkurs jest pierwszym etapem, z którego wyłonieni zostaną kandydaci do tytuły „Perła 2017″. Finał już o ogólnopolskim charakterze odbędzie się we wrześniu w Poznaniu. Z Podlasia na przestrzeni lat sławę zyskał chociaż ser z Korycina czy kindziuk z Puńska. W sumie ”nasze” potrawy okazywały się najlepsze ponad 33 razy.

Ten przysmak najlepiej smakuje z chlebem razowym

Choć Wielkanoc za nami, warto powspominać świąteczne obżarstwo. Z pewnością u wielu z Was na stole zagościła kumpia wieprzowa. W 2005 r. wpisano ją na listę produktów tradycyjnych. Kumpię wieprzową niezwykle łatwo wykonać w warunkach domowych, dlatego cieszy się duża popularnością wśród wiejskich gospodyń. Co więcej, niegdyś przygotowywano ją nawet w warunkach polowych. Zabrana do koszyka wraz z razowym chlebem mogła stanowić podstawowy posiłek drwala, żniwiarza i oracza.

 

Podstawowymi surowcami do przygotowania kumpii wieprzowej są łopatka wieprzowa, gruba sól kamienna i liść laurowy. Mówi się, że gdyby nie sól, kumpia nie miałaby takiego słonawego i pikantnego (w zależności od ilości dodanych przypraw) smaku. Przed wędzeniem od dwóch do trzech tygodni świńska łopatka musi poleżeć w solance. Po uwędzeniu zimnym dymem wędlinę w lodówce można trzymać nawet miesiąc – bez uszczerbku dla jej zapachu, smaku i koloru.

 

Jej wytwarzanie sięga czasów udomowienia świni. W starożytnym Rzymie i Grecji wieprzowinę podawano jako nieodzowną potrawę na ucztach. W okresie średniowiecza chów trzody był powszechnie znany i miał najczęściej półdziki charakter. Produkty poubojowe ze względu na wysoką wartość odżywczą mają szerokie zastosowanie jako świeże mięso lub służą do wyrobu nietrwałych i trwałych wędlin. Metoda wykorzystywana do solenia mięsa została opisana w wydanej w latach 30. książce pt. ”Kuchnia Polska”.

W Michałowie walczą o tytuł władcy grzybów

W Polsce wyróżnia się ponad 12 tys. gatunków grzybów. Wiele z nich odnajdziemy na Podlasiu. Jedno z miast szczególnie upodobało sobie te dary natury. W Michałowie nieopodal Białegostoku co rok organizuje się święto grzyba. Stoiska prezentują przyjezdnym coraz to bardziej wyszukane wytwory, czasem niezwykle pomysłowe, jak choćby grzybowy tort.

 

Główny punkt imprezy to wybór najsmaczniejszego dania. Jury staje przed nie lada trudnym wyzwaniem. Pizza, gołąbki czy rolady – wszystkiego muszą spróbować.  W sumie grzyba można przyrządzić na tysiące sposobów. Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia.

 

Święto przyciąga wielu turystów. Dzięki odpowiedniej promocji, Michałowo odwiedzają również częściej miłośnicy zbieractwa. Dlatego też organizuje się konkurs na władcę grzyba. Wygrywa ten, kto w michałowskim lesie zbierze więcej. Zasady są więc dziecinnie proste. Oby tylko król grzyba władał dobrze…

Bułeczki z Knyszyna zawędrowały za ocean.

Knysza to swoiste połączenie bułki i pieroga, wywodzące się z kuchni litewskiej lub białoruskiej. Inni jeszcze są przekonani, że danie wymyślono w…Knyszynie niedaleko Białegostoku. Od bułeczek z nadzieniem ma więc również pochodzić nazwa miejscowości.

 

Choć na Podlasiu trudno je dostać, za oceanem cieszą się olbrzymią popularnością. Szczególny szał na knysze panuje w Nowym Jorku, gdzie zawędrowały z żydowskimi emigrantami. W wielkim mieście prężnie działają nawet knyszarnie.

 

Na Podlasiu ciągle walczą aby wrócić do łask smakoszy. Dużą pomoc w tym zakresie dają warsztaty tworzenia przysmaku, które rok rocznie odbywają się w ramach ”Dni Knyszyna”. Knysze mogą mieć różne nadzienie. Najczęściej wybiera się jednak grzyby i kaszę gryczaną.

 

Sok z tego drzewa leczy choroby. Na Podlasiu obchodzą jego święto.

Na Podlasiu obchodzi się wiele imprez. Niekiedy powody do świętowania mogą być zaskakujące. We wsi Poczopek, nadleśnictwo Krynki organizuje ”Dzień Brzozy”.

 

Drzewa te na stałe wpisały się w krajobraz podlaskich ziem. Uważa się, że są magiczne, dlatego zaleca się ich przytulanie. To doskonała recepta na dobry nastrój. Brzoza dawniej uratowała wielu ludzi przed głodem. W czasach biedy jej kora była mielona na mąkę, dzięki czemu można było wypiekać chleb. Dobroczynne właściwości posiada głównie sok brzozowy, którego degustacja to jeden z głównych punktów obchodów. Niektórzy twierdza, że ma właściwości rakobójcze. Sok można zbierać jedynie przez dwa tygodnie, więc należy dosłownie wycisnąć z drzewa ile się da.

 

Przez wieś co roku, zgodnie z tradycją przemierza korowód na czele z grajkiem i brzozową panią. Leśnicy barwnie opowiadają przyjezdnym historie związane z dobroczynnym drzewem. Co roku na święto brzozy przyjeżdża kilkaset osób z okolic.

Do wyrobu tego ciasta potrzeba…poduszki

Te ciasto sprowadził do Polski książę litewski Witold. Przybyło one razem z …Tatarami. Stuliściec, bo o nim tu mowa to bardzo pracochłonne danie. Jeśli brak nam cierpliwości, raczej powinniśmy odpuścić. Wymaga również zegarmistrzowskiej precyzji wykonania. W końcu kulinaria to prawdziwa sztuka. Stuliściec zajął pierwsze miejsce w prestiżowym konkursie ”Nasze kulinarne dziedzictwo”, zdobywając najcenniejszą nagrodę w postaci perły. Było to 7 lat temu.

 

Aby wykonać ciasto potrzeba dwóch osób. Jest to więc praca zespołowa. Do wyrobu potrzebna będzie nam poduszka. Tak, to nie pomyłka! Musi być ona obszyta lnianym płótnem. Nakłada się na nią wyrobione ciasto, a następnie należy ją odpowiednio rozciągnąć. Zastępuje to wałkowanie.

 

Stuliściec najbardziej popularny był w północno-wschodniej Polsce, czyli na granicy z Litwą. Jak nazwa wskazuje ciasto robione jest ze „stu” cienko rozwałkowanych warstw drożdżowego ciasta przekładanego rozsmarowanym masłem. Do tak przygotowanego ciasta zawija się mak oraz rodzynki w kształt podkowy albo ślimaka. Wyglądem przypomina makowiec, ale ze względu na wielość warstw ciasta ma niepowtarzalny smak.

Takie bułki kupisz tylko w Augustowie!

Na ministerialnej liście produktów tradycyjnych znajduje się ponad półtora tysiąca wyrobów. 64 z nich pochodzi z Podlasia. Stanowią one element dziedzictwa kulturowego regionu. Muszą powstawać w niezmienionej recepturze przez co najmniej 25 lat. Dziś weźmiemy na warsztat augustowską jagodziankę.

 

Tradycja wypieku takich bułek w rejonie Puszczy Augustowskiej sięga XVIII w. Mieszkańcy od lat doceniali owoce leśne jako doskonałą metodę wzmocnienia organizmu. Dlatego też czarna jagoda na stałe zagościła w kuilnarnym menu. Każda rodzina posiada własny sprawdzony przepis.

 

Jeden element zawsze będzie jednak wspólny – owoce muszą być świeże. Należy zapomnieć o marmoladach czy konfiturach. Tym co wyróżnia jagodzianki augustowskie od innych jest duża ilość nadzienia. Mówimy więc to o jagodziankach w owocowej wersji XXL. Bułkami zajadają się nie tylko mieszkańcy Augustowa, ale i turyści licznie odwiedzający kurort.

Słodka rywalizacja. Pszczelarze wybierają najlepszy miód.

Narwiański Park Narodowy kultywuje wiele tradycji. Jedną z nich jest biesiada miodowa w Kurowie. Impreza przyciąga zarówno osoby zajmujące się pszczelarstwem, jak i zwykłych smakoszu miodu. Początki biesiady były raczej skromne. Nikt nie spodziewał się, że wydarzenie po szesnastu latach zyska takie rozmiary. Na pierwszej edycji pojawiło się tylko czterech wystawców. Teraz przybywa ich ponad dziesięć razy więcej. Głównym punkt imprezy to wybór najlepszego miodu. Rywalizacja trwa na całego.

 

O pozytywnych właściwościach miodu nie trzeba nikogo przekonywać. Niejednego uratował od objawów jesiennego przeziębienia. Na układ odpornościowy dobrze robią również miodowe nalewki, które oczywiście można skosztować na biesiadzie. Polskie miody cieszą się popularnością na całym globie. Nie, to nie przesada. Co roku eksportuje się 200 tys. litrów. Zajadają się nim zarówno dzieci, jak i dorośli.

W Kruszewie rządzą ogórki

Wieś Kruszewo niedaleko Białegostoku słynie nie tylko z malowniczych kładek. W czasach kryzysu gospodarczego mieszkańcy ustanowili święto ogórka, zakładając Stowarzyszenie Kruszewskie Warzywa Herbowe. Jego celem to promocja warzywa na terenie całej Europy. Zacna inicjatywa, trzeba przyznać. Ogórek jest więc jedynym w swym rodzaju honorowym obywatelem Kruszewa. Może kluczy do bram wsi nie dostanie, ale kto wie…może kiedyś.

 

Tajemnica smaku kruszewskiego ogórka tkwi głównie w braku konserwantów. Wszystko powstaje w naturalnym gospodarstwie. Aby posmakować wyjątkowego warzywa do wsi zjeżdża wielu okolicznych smakoszy. Święto ogórka przyciąga bowiem licznymi atrakcjami. Rozgrywane są zwariowane konkursy, jak np. rzut ogórkiem do celu. Proste i pomysłowe, prawda? Producenci ogórków odwiedzają również inne miejscowości na Podlasiu. Dobry towar nie może się przecież zmarnować. Ogórki sprzedawane są jak świeże…bułeczki. Są jednak znacznie zdrowsze. 

Beczki zostawiano w rzece. Zobacz jak na Podlasiu kiszono kapustę.

Kapusta od wieków była przysmakiem na kresach wschodnich. Zajadała się nią szlachta, ale także chłopi aby mieć siłę na prace polowe. Tradycje kiszenia kapusty na Podlasiu sięgają początków XIX w. Duża wilgotność gleby oraz czyste, nieskażone powietrze sprzyjają uprawie tego smakołyku.

 

Kiszenie odbywało się one zawsze po zakończeniu prac polowych i przed dniem Wszystkich Świętych. Panowało bowiem przekonanie, że po tym dniu kapusta nigdy nie wyjdzie dobra. Najpierw należało przygotować beczki. Aby sprawdzić czy nie ciekną napełniano je wodą. W dniu szatkowania warzywa beczki parzono wrzącą wodą, po czym przykrywano lnianym płótnem w celu dokładnego odkażenia.

 

Główki kapusty starannie oglądano i usuwano chore liście. Nawet jeden uszkodzony mógł doprowadzić do zepsucia całej beczki. Do jej połowy układano całe główki i przykrywano je warstwą poszatkowanej. Jedynym środkiem konserwującym była sól. Ugniatanie miało na celu usunięcie powietrza. Beczki zostawiano w izbie przy nagrzanym piecu na około tydzień. Po tym czasie beczkę  przykrywano drewnianym denkiem, obciążano kamieniem i wstawiano do piwnicy. Niekiedy też przechowywano ją w rzecznych sadzawkach. Tak wyglądał całoroczny rytuał. Oczywiście kiszenie kapusty popularne jest nie tylko na Podlasiu. Zobaczcie jak to robi się na terenach Lubelszczyzny

 

kiszka ziemniaczana

W Supraślu walczą o miano mistrza kiszki ziemniaczanej

Kiszka ziemniaczana to regionalne danie Podlasia. Jednak pozostaje pytanie, kto ją wyrabia najlepiej. Aby rozwiązać spór w ramach imprezy ”Spotkania z Naturą i Sztuką” w Supraślu organizuje się zawody. Event posiada dużą renomę i przyciąga wielu gości.

 

Najlepsi kucharze i miłośnicy gotowania prześcigają się w przepisach na smaczne danie. Każdy ma swój sekretny składnik, choć oczywiście bez pewnych produktów kiszka nie ma racji bytu. Jednym  z nich jest boczek, rzecz jasna z podlaskiej świni. Ziemniaki również powinny pochodzić z lokalnych upraw.

 

Niektórzy twierdzą, że kiszka nie będzie smaczna jeśli przygotujemy ją bez uczucia. Imprezie towarzyszą liczne atrakcje. Nigdy nie brakuje koncertów gwiazd polskiej muzyki. Oprócz kiszki można skosztować podlaskich nalewek i innych ciekawych trunków.

Na Białostockim Rynku powstało rekordowe danie

100 kg wagi i 45 m. długości. Tyle tego włoskiego dania należało przygotować aby pobić rekord Guinessa. W zeszłym roku udało się to pracownikom białostockich restauracji. Dużym wyzwaniem było przede wszystkim krojenie buraków na cienkie plastry. Kucharze nie mogli pozwolić sobie na pobrudzenie płyt chodnikowych na Placu Kościuszki. Tam właśnie bowiem bito rekord.  

 

Do przygotowania dania monstrum zużyto 70 kg czerwonych buraków i 20 kg sera z Korycina. Pozostałe składniki to orzechy włoskie, rukola oraz sos vinegret. Nad całością czuwał oczywiście przedstawiciel Obwodowego Urzędu Miar. Bicie rekordy zaczęto wczesnym rankiem. Stół udało się zapełnić potrawą dopiero wieczorem. Udało się! Rekord został pobity. Carpaccio następnie zostało skonsumowane przez przechodniów.

Bimber uzdrowił wiele osób

W blasku księżyca

Lekcja angielskiego w podstawówce. Poszukujemy słówka na literkę ”m”. Nasz wzrok przykuwa hasło ”moonshine”. Tłumaczy się je jako… bimber. Umysł młodego człowieka nie wie jeszcze skąd związek lśniącego księżyca z trunkiem. Minie trochę czasu zanim pozna prawdę. Być może uświadomi go ktoś z rodziny. I tu może coś mu pomieszać. Zwłaszcza gdy z ust wujka ze wsi usłyszy określenie PKWN. W myślach pojawiają się wojenne dzieje naszego pięknego kraju. Z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego nie ma jednak nic wspólnego. To nic innego jak polski koniak wyrobiony nocą. No właśnie…Wszystko sprowadza się do zmierzchu.

Śladem tradycji

Bimbrownictwo na Podlasiu pojawiło się już w XIX w. Wszystko przez władze, które ograniczały swobodę produkcji własnego alkoholu. Nastąpiła carska prohibicja. Rozwojowi procederu sprzyjały też warunki naturalne. Duża ilość gęstych lasów umożliwiała w miarę swobodną produkcję po zmierzchu. Tak niestety już nie jest.  Na terenie Puszczy Knyszyńskiej czy Augustowskiej służby odnajdują prywatne fabryczki, puszczając je z dymem. Niektórym z pewnością na wieść o takich zdarzeniach popłynęła łza. Nawyk pędzenia bimbru wywodzący się z czasów okupacji niemożliwy był do wykorzenienia. Starych drzew się przecież nie przesadza. Po odzyskaniu wolności kraju, wolność bimbrowników została zachwiana. Polskie władze za wszelką cenę usiłowały przerwać nielegalne produkcje. Budżet kraju musiał się zgadzać.

 

Podlaski samogon powinien mieć ok. 70 proc. Najczęściej jednak wytwórcy zadowalają się już trunkiem 50 proc. Wszystko zależy od wymagań odbiorców. Dobry bimber nie obędzie się bez wody. Ta na Podlasiu jest przejrzysta i świeża, co ma znaczenie przy destylacji. Bimber z Podlasia tradycyjnie wyrabia się z żyta. Na jego bazie powstają też inne trunki, jak. np. miodówka. Z Puszczą Knyszyńską wiąże się nierozerwalnie nazwa ”bukwicówka”. Bukwica to roślina rosnąca w lesie przypominająca szczaw. Użyta przy wyrobie zapewnia niepowtarzalny smak i aromat. Wiele osób twierdzi, że ma też właściwości lecznicze. Oczyszcza nasze ciało z toksyn.

Duch nie taki straszny

W każdym regionie Polski bimber określa się inaczej. Na Podlasiu rządzi nazwa ”Duch Puszczy” oraz ”Czar PGR-u”. Samo słowo bimber wywodzi się z warszawskiego żargonu złodziejskiego. Oznaczał skradziony przedmiot, który to po schwytaniu przestępców stawał się dowodem winy. Autor definicji uważa, że bimber oznaczał początkowo ”zegarek”. Z czasem zaczęto go używać, mając na myśli towar zakazany. W miarę nowe określenie to ”księżycówka”. Odnosi się do zwyczaju wytwarzania samogonu w późnych porach nocnych. Jako że wiele osób zatruwało się w przeszłości źle sporządzonym bimbrem, ochrzczono go również jako ściemniacz. 

 

W 2009 r. na terenie Białostockiego Muzeum Wsi otwarto jedyne w swym rodzaju muzeum bimbrownictwa. Zobaczymy w nich wszelkie przedmioty niezbędne do wytworzenia samogonu. Zauważymy bez trudu, że aparatura z biegiem lat ulegała ewolucji. Nowinki techniczne zawsze były chętnie widziane. Cel się nie zmieniał – jak najlepszy trunek. 

Weekend na Podlasiu. Gdzie pojechać, co zwiedzić?

Dla wszystkich tych, którzy lubią podróżować własnym autem i coś zwiedzić mamy kilka propozycji, jak zwiedzić Podlaskie, by się nie wykosztować. Wystarczy zatankować i przygotować trochę gotówki na dobre jedzenie i wypoczynek.

Piątek wieczór

fot. SilverTree / Wikipedia

Przypuśćmy, że przyjeżdżacie zaraz po pracy i na Podlasiu meldujecie się w piątek wieczorem. Naszą przygodę powinniśmy zacząć w Białymstoku. Wieczorem na Rynku Kościuszki życie tętni na całego. Jest tu bardzo wiele miejsc, gdzie skosztujemy regionalnego jadła czy browarów. 

Sobota przed świtem

fot. K. Gopaniuk

Jeżeli chcemy kierować samochodem, to nie powinniśmy zbyt wiele tych browarów wypić. Przed świtem powinniśmy wybrać się nad zalew Siemianówka. Nieopodoał miejscowości Pasieki znajduje się wieża widokowa, z której przy odrobinie szczęścia o bladym świcie można podziwiać żubry.  

fot. K. Gopaniuk

Kolejny przystanek to śniadanie w Kruszynianach. Zwiedzimy tam tatarski meczet (polscy Muzułmanie). Do wyboru mamy kilka miejsc, w których zjemy tradycyjne tatarskie jedzenie. Najsławniejszy jest Pierekaczerwnik. My możemy polecić baraninę.

 

Następnie warto zwiedzić Krynki, Poczopek i Kopną Górę. W tej pierwszej miejscowości znajdziemy między innymi stary, żydowski cmentarz, w Poczopku zaś wspaniały rezerwat, a w Kopnej Górze kolejny rezerwat. Obiad doskonale będzie smakować. Tam zdecydowanie polecamy babkę ziemniaczaną. Można ją skosztować przy głównej ulicy w Supraślu.

https://www.youtube.com/watch?v=cpEGZG_TwBM

 

Na wieczór wróćmy do Białegostoku, by solidnie odpocząć bo całodniowej wycieczce.

Niedziela

Niedzielę zaś możemy spędzić w Augustowie i Suwalszczyźnie. W centrum tego pierwszego znajduje się port, z którego możemy odpłynąć statkiem, by zwiedzić znaną w całej Polsce Dolinę Rospudy. Po wspaniałej wodnej wycieczce warto zajechać do klasztoru w Wigrach i Szelmentu, by spróbować swoich sił na wyciągu nart wodnych. Tam też znajduje się restauracja, w której możemy się posilić przed dalszą drogą. Kolejny przystanek to Wiżajny, gdzie znajduje się trójstyk granic Polski, Litwy i Rosji.

fot. K. Gopaniuk

Ostatnim przystankiem będą Stańczyki i wielkie akwedukty. Miejsce warte odwiedzenia, gdyż w Polsce niewiele jest tak wielkich budowli.

fot. K. Gopaniuk

Cała wycieczka zajmie nam nie więcej niż 400 km podróżowania. Jeżeli ktoś ma samochód na gaz, to będzie go kosztować ta wycieczka jedną, standardowa butla gazu.

Serdecznie zapraszamy!

kiszka ziemniaczana

Kiszka ziemniaczana. Przepis na królową ziemniaków.

Królewskie warzywo

Kuchnia podlaska wydaje się z pozoru minimalistyczna. Większość typowych dla regionów dań przygotowuje się z prostych ziemniaków. Oszczędność składników oznacza również więcej pieniędzy w portfelu. Ziemniaki do Polski przywędrowały za sprawą króla Jana III Sobieskiego. Przysyłał je również swojej ukochanej Marysieńce. Swego rodzaju ekspansja zaczęła się jednak za panowania Augusta III Sasa. Popularność ta przetrwała do dziś. Kuchnia Podlaska stanowi swego rodzaju połączenie kuchni ukraińskiej, białoruskiej, tatarskiej, litewskiej i kilku innych. Jej najbardziej rozpoznawalnym daniem jest kiszka ziemniaczana, stanowiąca oficjalne danie regionalne Białegostoku. Przygotowanie nie wydaje się zbyt skomplikowane, lecz wymaga cierpliwości.

Zrób to sam, zrób to dobrze. Kiszka ziemniaczana krok po kroku.

Na początkowym etapie nieraz jednak napotkamy opór…psychiczny. Świeżo umyte ziemniaki należy utrzeć, a następnie lekko odsączyć. Taki farsz miesza się z różnym typem kasz, najczęściej gryczanej. Do masy dodaje się też łyżkę mąki. Całość nadziewamy w wieprzowe jelito. Czymś oczywistym wydaje się, że powinno wpierw zostać dokładnie wyczyszczone. Dlatego też osoby o wrażliwym powonieniu mogą mieć pewne problemy. Nie oznacza to, że kiszka jest daniem dla ludzi tylko o mocnych nerwach. Jeśli robimy kiszkę poza naszym gospodarstwem, Bez trudu kupimy już przygotowane jelita w sklepie garmażeryjnym. Po nadzianiu nie zapomnijmy związać nicią oba ich końce. Nie chcemy bowiem aby cały farsz uciekł na podłogę. Koniecznym dodatkiem do kiszki jest też podsmażona wcześniej cebulka i boczek. które nadadzą daniu specyficzny zapach. Podczas pieczenia należy uważać, aby nie popękała skóra. Zaglądanie co minutę do rozgrzanego pieca będzie już lekką przesadą, lecz jak z każdym daniem trzeba uważać. Zaleca się przygotowywanie kiszki w tradycyjnym piecu kaflowym, niestety coraz rzadziej spotykanym w polskich gospodarstwach. Dokładny przepis na kiszkę znajdziecie poniżej. Smacznego!

  • grube jelita jak na kaszankę (ok. 3 kawałki o dł. 40 cm każdy)
  • 2 kg ziemniaków
  • 3  cebule
  • 3 jajka
  • 25 dag  wędzonego boczku
  • kilka ząbków czosnku
  • 3 łyżki oleju
  • sól, pieprz, majeranek

Żródło zdjęcia: Wikipedia

 

mrowisko

Mrowisko. Deser inny niż wszystkie.

Zaskakuje wyglądem i doskonale smakuje. Mimo że nie jest tak popularny jak sękacz, ma swoje stałe miejsce w kulinarnym repertuarze gospodyń domowych. Mowa tu o podlaskim deserze znanym pod nazwą mrowisko. Starsi mieszkańcy określają go też jako kopiec lub choineczka.

Mrowisko – Z czym to się je?

Dla większości z nas mrowisko będzie przypominało bardziej znane faworki czy chruściki. Dodając mak, miód i orzechy, a także układając ciastka w ekstrawagancką piramidę, otrzymamy oryginalne danie. Tradycyjnie mrowisko wyrabia się na koniec karnawału. Zalecamy jednak ostrożność. Kto raz spróbuje, nie będzie mógł się oprzeć. Takie smaki tylko na Podlasiu.

Transfer ze wschodu

Mrowisko dotarło na Podlasie z terenów Litewszczyzny. Tam przepis na ciasto był przekazywany z pokolenia na pokolenie, a dokładniej z matki na córkę. Dawniej przyrządzano je tylko i wyłącznie w domach biskupów na szczególne okazje. Z czasem opuściło kręgi duchownych i podawano mrowisko na wszystkich uroczystościach rodzinnych. Zmienił się też jego smak. Przede wszystkim stało się mniej słodkie. Dzięki temu cukier przeznaczymy na inne okazje.

Mrowisko w praktyce

Wielkość ciasta zależy od talerza, na którym się go układa. Według danych na stronie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, przeciętne Mrowisko ma około 20 cm u podstawy i 30 cm wysokości. Oczywiście zdarzają się znacznie wyższe, bardziej widowiskowe i cieszące oko. Barwa faworków w głównej mierze zależy od jajek. By uzyskać pożądany złoty kolor trzeba dodać do ciasta jaja z żółtkami o intensywnym kolorze. Same, lekko słone faworki powinny być odpowiednio usmażone, by zachować lekkość i chrupkość kontrastującą z gęstym miodem. Na talerz nakładamy faworki, sklejamy syropem, posypujemy makiem, rodzynkami lub orzechami i nakładamy kolejną warstwę. Powtarzając wszystkie czynności otrzymamy pożądaną wysokość. Jeśli mamy we krwi kulinarną rywalizację, zawsze można zorganizować konkurs na największy wyrób.

Składniki

  • Jajko – 5 sztuk
  • Sól
  • Olej – 3 łyżki
  • Spirytus – 2 łyżki
  • Mąka – 0,5 kg
  • Kostka do pieczenia
  • Miód – 3 łyżki
  • Cukier – 1 szklanka
  • Woda – 0,25 szklanki
  • Bakalie, wiórki kokosowe, mak – 10 dag

Źródło zdjęcia: http://www.sowa.suwalszczyzna.com.pl/nasze-wyroby-142.htm

 

palcówka

Palcówka – kresowy przysmak

Często mówiło się, że jest to kiełbasa biednych. Wyrabiano ją bowiem bez wędzenia, a główny składnik stanowiły strzępki wieprzowiny. Mowa to u kresowym przysmaku znanego pod nazwą palcówka.

Tylko ona, jedyna

Gotową kiełbasę według tradycyjnej receptury można kupić jedynie w okolicach Białegostoku i Suwałk. Jeśli jednak mamy trochę czasu i kulinarnych ambicji, nic nie stoi na przeszkodzie aby poczuć się jak prababcia. Przygotowana samodzielnie stanowi gwarancję smaku i aromatu. Palcówka swą nazwę zawdzięcza z powodu ręcznego wypychania mięsa do jelit. Nie oznacza to jednak, że używanie sprzętu jest totalnie zakazane. Zaleca się przygotowanie jej w okresie zimowym. Wówczas to łatwiej odnajdziemy suche i ciepłe miejsce. Może być nim nawet kaloryfer. Kiełbasa przez pewien czas powinna być swoistym wisielcem. Dwa tygodnie to wystarczający okres na jej dojrzewanie, a optymalna temperatura powietrza oscyluje w granicach 15 stopni. Istotną zaletą palcówki jest jej długi czas przydatności do spożycia. Wynosi on nawet 3 miesiące. Jeśli chodzi o smak, przypomina on polędwicę. W sam raz na kanapkę.

Palcówka – Tajniki przygotowania

Mięso z szynki lub łopatki wieprzowej należy pokroić w małe prostokątne lub kwadratowe kawałeczki. Analogicznie robimy to z boczkiem i słoniną. Całość mieszamy z przyprawami – zielem angielskim, majerankiem, kolendrą, pieprzem, solą, a także czosnkiem.  Tak przygotowana masę mięsną wykładamy do pojemnika i dokładnie okrywamy ze względu na intensywny zapach który może dominować w lodówce. Tego samego dnia jeszcze raz dokładnie mieszamy i odstawimy z powrotem. Nazajutrz kiełbaski tniemy w odpowiednie długości  i wiążemy. Powieszone w przewiewnym miejscu co najmniej raz dziennie powinny być przekręcane. W ten sposób równomiernie suche staną się obie strony. Przekręcanie nie będzie konieczne dopiero w momencie nabrania przez kiełbasę odpowiedniej twardości.

Składniki

ok. 1,2 kg chudej szynki wieprzowej
½ kg łopatki wieprzowej
1,2  kg przerośniętego boczku wieprzowego
1 łyżka soli
1,5 łyżki peklosoli ok. 20 g/kg
1 łyżka cukru
1 łyżeczka pieprzu czarnego
1 łyżeczka pieprzu czosnkowego
po 1 łyżeczce ziaren, ziela angielskiego, kolendry,  jałowca
3 łyżki majeranku
4 ząbki czosnku
1 szklanka wody
cienkie jelita wieprzowe