Na białostockim stadionie wybuchły zamieszki

Na białostockim stadionie wybuchły zamieszki

W 1957 r. o Białymstoku było szczególnie głośno wśród pasjonatów sportu. Rozgrywki trzeciej ligi piłki nożnej. Wolne tempo, nie najwyższe umiejętności – wydawać by się mogło, że nic spektakularnego stać się nie może. Na boisku może nie, ale poza nim już tak.

 

Mecz Gwardii Białystok z Mazurem Karczew zapisał się niechlubnie w historii. Zawodnicy nie przebierali w środkach. Zawody uznano za wyjątkowe brutalne. Piłkarze co chwilę stawali sobie do gardeł. Krew kibiców burzyła się do granic. Gdy usłyszeli ostatni gwizdek, grupa młodzieńców w wieku 14 – 16 lat wtargnęła na murawę. Część rzuciła się na sędziego, część zablokowała drogę do szatni. W ruch poszły kamienie.

 

Jako, że mecz ochraniało tylko 4 milicjantów, musieli oni wezwać wsparcie. Oddział ZOMO dał kibicom ultimatum. Albo rozejdą się do domów, albo zostaną użyte odpowiednie środki. Tłum wpadł w furię. Koniecznością stało się rozpylenie gazu łzawiącego. Nie zabrakło również świec dymnych.

 

Grupka pseudokibiców ”pod wpływem” udała się potem do wesołego miasteczka na Rynku Siennym. Tam również porządku pilnowała garstka służbistów. ZOMO zostało wezwane po raz kolejny. Jako, że cały gaz zużyli na stadionie, tym razem w ruch poszły pałki.

 

Gwardia swoje mecze rozgrywała na stadionie Jagiellonii w Zwierzyńcu. Zajścia spowodowały, że decyzją Okręgowego Związku Piłki nożnej został on zamknięty. Poza tym klub musiał zapłacić 2000 zł. za brak zabezpieczenia porządku.  Warto dodać, że w tamtym czasie Gwardia Białystok była klubem…milicyjnym.

Ogórki kwaszone – jedyne takie w kraju

Ogórki kwaszone – jedyne takie w kraju

Ogórki kwaszone ”Narwiańskie” to niezwykły produkt, którego wyjątkowość tkwi w połączeniu naturalnych walorów środowiska uprawy i tradycyjnych metod produkcji. Otulina Narwiańskiego Parku Narodowego, gdzie te ogórki są hodowane, oferuje idealne warunki do uprawy, dzięki swojemu czystemu ekologicznie środowisku. Właśnie ten unikalny ekosystem przyczynia się do wyjątkowej jakości i smaku ”Narwiańskich” kwaszonych ogórków.

Ogórki kwaszone i ich produkcja na obszarze Narwiańskiego Parku Narodowego

Uprawa ogórków na obszarze otuliny Narwiańskiego Parku Narodowego obejmuje kilka gmin, w tym Choroszcz, Kobylin Borzymy, Sokoły, Łapy, Suraż, Turośń Kościelna i Tykocin. Oczywiście metoda produkcji opiera się na tradycyjnych praktykach, które promują zrównoważone wykorzystanie zasobów naturalnych. Gospodarstwa stosują głównie nawozy organiczne, minimalizując użycie nawozów sztucznych. Ponadto, wybierane są odmiany ogórków charakteryzujące się wysoką odpornością na choroby, co pozwala ograniczyć stosowanie środków ochrony roślin. Oczywiście cały proces produkcji odbywa się w trosce o zachowanie naturalnej równowagi i czystości ekosystemu.

Tradycja produkcji w dolinie rzeki Narew

Historia produkcji ogórków kwaszonych w dolinie rzeki Narew ma swoje korzenie w latach 60. XX wieku, kiedy to Spółdzielnia Ogrodniczo-Pszczelarska ”Witamina” rozpoczęła skup zielonych ogórków od lokalnych rolników i proces kwaszenia. Pierwotnie, ogórki były kwaszone w drewnianych beczkach zanurzonych w rzece Narew. Dziedzictwo kulinarnych praktyk, opartych na lokalnych surowcach i tradycyjnych metodach, stanowi nieodłączną część historii i kultury regionu.

Promocja zrównoważonego rolnictwa i lokalnej kultury

Kultywowanie tradycji uprawy ogórków kwaszonych w otulinie Narwiańskiego Parku Narodowego przynosi korzyści nie tylko dla lokalnej społeczności, ale również dla środowiska. Oczywiście współczesne gospodarstwa rolnicze, które kontynuują tę praktykę, przyczyniają się do zachowania bioróżnorodności i ochrony ekosystemu. Ponadto, produkcja ”Narwiańskich” kwaszonych ogórków promuje zrównoważone rolnictwo i świadome spożycie, inspirując konsumentów do wyboru lokalnych, ekologicznych produktów.

Ogórki kwaszone i ich dziedzictwo kulinarnych tradycji

Te wyjątkowe ogórki, wraz z ich historią i tradycją, stanowią ważny składnik dziedzictwa kulinarnego Podlasia. Przekazują nie tylko smak, ale również historię i wartości regionu. Poprzez kontynuowanie praktyk uprawy i produkcji ogórków kwaszonych, społeczność lokalna pielęgnuje swoje dziedzictwo kulturowe i ekologiczne, budując jednocześnie więzi społeczne i promując lokalną tożsamość.

W tym lokalu nikt się nie nudził

W tym lokalu nikt się nie nudził

Podlasianka, czyli najstarsza kawiarnia w Białymstoku działa już 60 lat. W latach 60. pod jednym dachem spotykali się na szklaneczkę piwa lekarze, prawnicy, ale i zwykli menele. Nikogo to jednak nie dziwiło. Spokojnie w lokalu było zazwyczaj wieczorem. Za dnia ”normalnych” klientów przepędzała młodzież swym awanturniczym zachowaniem. Nic w tym dziwnego. Raz pewien żartowniś rozpylił gaz łzawiący przez co Podlasiankę trzeba było wietrzyć przez tydzień.

 

W Podlasiance nie sposób było się nudzić. Gdy jednak rozmowa się nie kleiła, ktoś rozpoczynał bijatykę. Tak po prostu, bez żadnego powodu. Liczyła się ”zabawa”. Z tej przyczyny nikt nie wydawał również inicjatora ustawki. Lokal przyciągał również przestępców. Grupa gwałcicieli polowała w nim na swe ofiary. Proceder trwał do 1966 r.

 

Zwykłych oszustów również nie brakowało. Jeden z jegomości udawał przez lata oficera szukając naiwnych kobiet. Polegając na haśle ”za mundurem panny sznurem” uwodził je a następnie sprzedawał różnego rodzaju historyjki. Opowieści o śmierci żony czy chorobie jedynego dziecka miały na celu zdobycie pieniędzy. Oszustwa przyniosły mu 1000 zł grzywny i 1.5 r. więzienia.

Białystok – miasto z drewna

Białystok – miasto z drewna

W okresie przedwojennym handlarze drewnem osiągali ogromne zyski. Niektórzy stawali się wręcz krezusami. W połowie XIX w. jedynie w centrum Białegostoku można było odnaleźć murowane domy. Dane historyczne mówią, że w 1857 roku w Białymstoku stało 174 ceglanych kamienic i aż 606 drewnianych obiektów. Nieraz jednak domki drewniane tynkowano aby stworzyć pozory zamożności. Moda na drewno trwała tak do międzywojnia.

 

Na terenie miasta działało ponad 11 firm z tej branży, co przekładało się na 30 składowisk. Szczególnie ludziom podobały się dykty. Najlepsze z nich ponoć znajdowały się na ul. Złotej.  Dykty pojawiły się nawet w  synagodze Cytronów na obecnej ulicy Waryńskiego. Tamtejsze boazeria i strop były podziwiane były przez lata.

 

O tym jak bardzo dochodowy był drzewny interes świadczy wystawne życie właścicieli przedsiębiorstw. Jeden z białostockich ”baronów” został przyłapany w Warszawie na orgiach w jednym z domów publicznych. Każdy wyjazd do stolicy kosztować go miał o zgrozo ponad 5 tys. zł. Jak na tamte czasy to bajońska suma. 

Kim była białostocka Wydra?

Kim była białostocka Wydra?

W okresie międzywojennym wydrą nazywano głównie pomocnicę sklepowego złodzieja. Miała ona jednak inne określenia. Wydrą ochrzczono chociażby zrzędliwą pannę lekkich obyczajów.

 

W świecie kryminalnym popularne było określenie kradzieży na wydrę, co oznaczało nic innego jak kradzież z rąk torebki czy innego pakunku. Sprytni młodociani przestępcy wywodzili się przede wszystkim z Chanajek, Piasków czyli biednych, dzielnic leżących w samym pobliżu bogatego centrum miasta. Działali oni głównie w centrum miasta, na ul. Lipowej, Rynku Kościuszki, Sienkiewicza czy Warszawskiej, gdzie mogli liczyć na niezłe łupy. Umiejętności mieli niezwykle wysokie. Potrafili bez trudu podmienić sakiewkę nie zwracając na siebie uwagi.

 

Częste kradzieże miały miejsce pod kinem Apollo. Tam złodzieje stosowali inną technikę. Jeden z nich, nieco starszy ubierał się elegancko i zagadywał panie, twierdząc że są dawnymi znajomymi. Jego wspólnik natomiast przypuszczał szturm na torebkę. Elegancik nadal tworząc pozory, ruszał za nim by odbić torebkę dla kobiety. Jak nie trudno się domyśleć, nigdy już nie wracał do swej domniemanej znajomej.

 

Nie raz na tych ulicach dochodziło do pościgów. W ich trakcie złodzieje porzucali torebki, ale ku niezadowoleniu właścicieli, w środku już nic nie było. Złodziej jednego dnia mógł się wzbogacić nawet o milion marek. Rzadko udawało się ich złapać. Ich atutem oprócz szybkości była również znajomość wszelkich zakamarków miasta.

 

Poznaj dzieje pomnika Marszałka

Poznaj dzieje pomnika Marszałka

Lokalizacja pomnika J. Piłsudskiego była przedmiotem długich dyskusji. Proponowano m.in. teren kościoła św. Rocha, czy też park przed Teatrem Dramatycznym A. Węgierki, który powstał jako jako gmach Teatru Ludowego im. Marszałka. Znani Białostoczanie w tym duchowieństwu nie widziało jednak innego rozwiązania niż Rynek Tadeusza Kościuszki. Choć pomysł miał wielu przeciwników, większość postawiła na swoim.

 

6 stycznia 1990 roku powołano został Społeczny Komitet, składający się „z miłośników postaci i czynów Pierwszego Marszałka Polski”. Sprawy przybrały takk szybki obrót, że skoro w 55 rocznicę śmierci J. Piłsudskiego czyli 12 maja, nastąpiło już wmurowanie kamienia węgielnego. Koszt budowy oszacowano na 100 mln ówczesnych złotych. A by zdobyć fundusze organizowano kwesty podczas mszy, odpustów i jarmarków.  Przyjmowano ponadto złom metali kolorowych. Jakiś czas potem okazało się, że potrzeba dwa razy więcej środków. Apele o wsparcie nie pozostały bez odzewu.

 

Teraz pozostało stworzyć godny projekt. Po długich rozmowach wybór padł na sylwetę zamyślonego Marszałka w pozycji stojącej, opartego o szablę. Jego wzrok skierowany został na ukochane Wilno, a w znacznie bliższej odległości na Katedrę pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Montaż pomnika o łącznej wadze 3, 5 tony nastąpił nocą, z 10 na 11 listopada przy nieocenionej pomocy żołnierzy.

 

W 2008 r. w wyniku przebudowy centrum pomnik przeniesiono.  Ostateczną lokalizacją okazało się miejsce gdzie w 1921 Józef Piłsudski odbierał, podczas oficjalnej wizyty w Białymstoku defiladę wojskową. Od 6 sierpnia 2008 pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego stoi przed Archiwum Państwowym.

Pomnik, którego nie znają mieszkańcy

Pomnik, którego nie znają mieszkańcy

Białostocki pomnik Konstytucji 3. Maja powstał w 130. rocznicę jej ogłoszenia. Mieści się on między ZOO a ul. Zwierzyniecką. W 1919 r. wojsko, cywile i dzieci wzięły udział w uroczystym zasadzeniu dęba i dwóch lip, które dały początek pomnikowi wyzwolenia.

 

Rok później owe drzewa zostały zniszczone przez nieznanych sprawców. Potem dla celów bezpieczeństwa rośliny otoczono drewnianym płotkiem. Jednocześnie podkreślało to rangę miejsca. W okresie komunizmu władze starały się robić wszystko by zatrzeć ślady wolności kraju. Alejka wokół pomnika wkrótce zniknęła a lipy uschły.  Dopiero w maju 2009 r., na mocy uchwały Rady Miasta, Parkowi Zwierzynieckiemu nadano ponownie nazwę Park im. Konstytucji 3. Maja.

 

W 2006 r.  rozpoczął istnienie Społeczny Komitet Opieki nad Pomnikiem. Jego celem było  odtworzenie kształtu pomniku nadanego mu w międzywojniu. Honorowy patronat nad akcją objął Ryszard Kaczorowski,  Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie. Rok później pomnik odnowiono. Okolica została uporządkowana, utworzono alejkę otaczającą dęby, a także posadzone trzy lipy. Ustawiono również obelisk o piramidowym kształcie.

Rynek Sienny nie należał do bezpiecznych miejsc

Rynek Sienny nie należał do bezpiecznych miejsc

Rynek Sienny w Białymstoku powstał w latach 30. Znajdował się w granicach żydowskiej ubogiej dzielnicy – Chajnakach. Największy ruch odnotowywano w czwartki kiedy to odbywały się targi. Pierwsi kupcy zjawiali się już o drugiej nad ranem, budząc stukotem furmanek okolicznych mieszkańców.

 

Na Rynku Siennym można było kupić wszystko. Dużym zainteresowaniem cieszyły się sprzęty rolnicze jak grabie, ale też i naczynia czy drewniane łyżki. Cały Rynek przepełniało cenione białostockie płótno. Płachty nie raz raziły przechodniów swoją bielą. Przekroczenie parawanowej granicy oznaczało wkroczenie do innego świata. Podejrzane speluny z typami z pod ciemnej gwiazdy, nie jednego przyprawiały o mocniejsze bicie serca. Na szczycie niebezpiecznych lokali była pijalnia Staromiejska. Nie było wieczoru, aby ktoś tam nie oberwał. Za to piwo z beczki ponoć smakowało wybornie.

 

Rynek działał prężnie do lat 50. Często odwiedzały go studentki poszukujące zachodnich ubrań. Miejsce oferowało wszystko to, czego nie można było zobaczyć na sklepowych półkach. Gdy w latach 70. powstało targowisko na ul. Bema, właśnie tam przeniósł się cały handel.

Kradzieże koni były normą w Białymstoku

Kradzieże koni były normą w Białymstoku

Przedwojenni mieszkańcy podbiałostockich wsi i miasteczek nie mogli spać spokojnie. Zwłaszcza ci, którzy mieli konie. Przed wojną istną plagą byli bowiem tzw. hołociarze. Swoje akcje zaczynali po północy, kiedy to gospodarze zmęczeni codzienną pracą pogrążyli się we śnie. 

 

Najpierw złodzieje koni musieli jakoś udobruchać psa pilnującego posesji. Zwykle jednak kawałek mięsa starczała by ten przestał ujadać. Konia wyprowadzano ze stajni obwiązując mu kopyta grubymi szmatami.  Zwierzę w ten sposób przeprowadzano do innej wsi – stodoły współpracownika. Stamtąd trafiało na targowisko. 

 

Złodzieje wykorzystywali nieraz sąsiedzkie spory. Nastawiali jednego gospodarza przeciw drugiemu do tego stopnia, że ten stawał się wspólnikiem w kradzieży. Białostockie obrzeża również nie były bezpieczne dla właścicieli koni. W dzielnicach takich jak Bażantarnia uważać było trzeba na cyganów. Wystarczyło na chwilę pozostawić wóz bez opieki. Zwierzę w mig odczepiali od furmanki i nikt go już nie widział. 

Poznajcie królów ulicy Młynowej

Poznajcie królów ulicy Młynowej

Chaim Szepes nazywany był królem złodziei ulicy Młynowej w Białymstoku.  Za posiadanym tytułem szło wiele zaszczytów. Każdy nowy złodziejaszek w mieście chciał z nim pracować. Królem jednak cały czas interesowała się policja.

 

Z tego też powodu nie każda akcja Szepesa była dla niego udana. Latem 1922 został złapany przez funkcjonariuszy na ulicy Polnej. W torbie, w której to miał schować przyszłe łupy, odnaleziono wszelkie narzędzia do sforsowania kłódek. Długo jednak w więzieniu nie posiedział. Już rok później wraz z dwoma wspólnikami obrabowali nowy skład manufaktury. Pozbawili tym samym właściciela towaru na 500 mln marek. Teraz ponownie coś poszło nie tak. Przestępcy wpadli z częścią łupu, co oznaczało roczną kolejną roczną odsiadkę. Kilka dni po wyjściu na wolność obrabował lekarza z jego odznaczeń.

 

W latach 30. pojawił się godny następca Chaima Szepesa. Zewel Szuster i jego żona Chana specjalizowali się w kradzieży drewna, węgla i nafty, które w tym okresie stanowiły towar deficytowy. Wpadka przydarzyła mu się na ulicy Angielskiej przy opróżnianiu składu. Gdy mąż trafił do więzienia, Chana nie zaprzestała brudnych interesów.Wraz ze wspólnikiem założyła spółkę, mającą skupywać zużyte ubrania. W celu rzekomego poszukiwania towaru pukali do mieszkań i czujnym okiem złodzieja dokonywali przeglądu wyposażenia domostw. Po kilkunastu kradzieżach proceder został zahamowany.

Weronika została dumną mamą trojaczków

Weronika została dumną mamą trojaczków

Łopuchowo, gmina Tykocin. Jedno z wielu rolnych gospodarstw, tylko że jej mieszkanka jest wyjątkowa. Owca Weronika została mamą trojaczków! Wcześniej już dwa razy wydała na świat bliźniaki. Dodatkowy potomek wywołał szok u jej pana. Do tej pory nie może wyjść on z podziwu.

 

Teraz głowi się nad imionami. Na razie rozważa nad Kasią i Marysią. Pomysłu na imię baranka nadal nie ma. Gospodarz żartuje, że tymczasowo zawiesi na jednej z owieczek ziemniaka, aby nie pomylić zwierząt. Trojaczki wśród owiec to rzadkie zjawisko, szczególnie w tak maleńkich stadach jak w naszym rejonie. To prawie jak „szóstka” w totka. Gospodarz wierzy, że cudowne narodziny i małe jagniątka przyniosą jego rodzinie… potrójne szczęście.

Aby ratować rodzinę poślubiła policjanta

Aby ratować rodzinę poślubiła policjanta

Za Białostoczanką żydowskiego pochodzenia, Alą Zabłudowską oglądali się wszyscy na ulicy. Jej serce zdobył jednak najbrzydszy chłopak w mieście, Leon Rabinowicz. Ponoć przypominał małpę i z łatwością mógł straszyć dzieci. Miłość jednak nie pyta o wygląd. Młodych połączyło gorące uczucia. Ala była zazdrosna tylko o fortepian, który nieraz pochłaniał go godzinami.

 

Ala zawsze słuchała się rodziców. Matka chciała, aby poszła w jej ślady. Dlatego też bez sprzeciwu wyjechała do Nicei na studia stomatologiczne. Leon zdecydował się wyjechać za ukochaną. Gdy wybuchła II Wojna Światowa, Ala powróciła, ku rozpaczy rodziców, do Białegostoku. Leon został we Francji. Wkrótce wszyscy trafili do getta. Ojciec Ali, wcześniej nauczyciel, nie potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Rodzinie doskwierał głód. Ala zdecydowała się na desperacki krok. Postanowiła poślubić żydowskiego policjanta z getta. W ten sposób zapewniła bliskim przetrwanie.

 

Niemcy policjantów żydowskich zatrzymali dłużej w pustym getcie. Następnie Ala znalazła się w obozie w Brzezince. Zdołała tam przetrwać do końca wojny. Na wolności jednak nie potrafiła sobie poradzić bez bliskich, którzy nie nie przeżyli holocaustu.  Załamała się i zmarła z rozpaczy. Leon nigdy nie wybaczał Ali, że związała się z innym mężczyzną.

Ryszard Gołębiewski – Siedmiodniowy prezydent Białegostoku.

Ryszard Gołębiewski – Siedmiodniowy prezydent Białegostoku.

Ryszard Gołębiewski urodził się w 1893 r. w Białymstoku. Po uzyskaniu pełnoletności z całą rodziną udał się do Kijowa gdzie ukończył Instytut Handlowy, odbierając dyplom magistra ekonomii. Do dziecięcych stron powrócił w 1920 r. rozpoczynając pracę w Magistracie jako kierownik działu finansowego. Postanowił wziąć udział w wyborach na prezydenta miasta, ale ostateczne nie doszło to do skutku. 

 

Gdy wybuchła II Wojna Światowa, pochwycił za broń. Szybko jednak trafił do niewoli, z której zdołało mu się uciec po kilku tygodniach. Dołączył do Armii Krajowej uzyskując pseudonim ”Andrzej II”.W lipcu 1944 w Białymstoku istniała dwuwładza. Władzę sprawowała jednocześnie Rada Delegatów Ludu Pracującego i rząd w Londynie. Przedstawicielem rządu na emigracji był w mieście Józef Przybyszewski, który mianował R. Gołębiewskiego prezydentem.

 

W dniu rozpoczęcia pracy w urzędzie zjawili się sowieci, zakazując wykonywania obowiązków. 24 godziny później nowo obrany prezydent został aresztowany przez NKWD. Trafił do Charkowa, a następnie do obozu w Diagilewie.Do Białegostoku powrócił w 1947 r. Nie czuł się jednak bezpiecznie, więc z matką uciekł do Szczecina. Tam też zmarł

Boże Ciało. Podlaskie przesądy na temat chleba

Boże Ciało. Podlaskie przesądy na temat chleba

Boże Ciało jest jednym z najważniejszych świąt w polskiej tradycji katolickiej, obchodzonym z wielką uroczystością na terenie całego kraju. Na Podlasiu, podobnie jak w innych regionach, celebruje się je z godnymi ceremoniami i procesjami, które stanowią integralną część lokalnej kultury i wiary.

Boże Ciało – przesądy i symbolika chleba w kulturze

W naszej kulturze Boże Ciało utożsamiane jest często z symbolem chleba, który odgrywa istotną rolę w licznych przesądach i wierzeniach. Jednym z popularnych przekonań było, że okruchy chleba zbierane przez pająka z pajęczyny, a następnie zanoszone do Boga, mogły wpłynąć na losy plonów. Zaniedbanie tego, jak i innych rytuałów związanych z chlebem, mogło przynieść konsekwencje w postaci nieurodzaju.

Obowiązki i ograniczenia związane z chlebem w okresie Bożego Ciała

W wielu rodzinach istniały określone zasady dotyczące obchodzenia się z chlebem podczas świętowania Bożego Ciała. Nigdy nie wolno było go wyrzucać, a upuszczone na ziemię kawałki traktowano jako świętokradztwo. Ponadto, konsumpcja chleba nieumytymi rękami była uważana za niegodziwość, podobnie jak bawienie się nim czy pozostawianie niezjedzonych części.

Ewolucja wierzeń i tradycji

Choć niektóre z tych przesądów mogą wydawać się dziś archaiczne. Warto zauważyć, że mają one swoje korzenie w głęboko zakorzenionych wierzeniach i tradycjach, które kształtowały się przez wieki. Pomimo postępujących zmian społecznych i kulturowych, wiele rodzin nadal pielęgnuje te zwyczaje.

Kontynuacja dziedzictwa i wiary

Świętowanie Bożego Ciała na Podlasiu jest nie tylko okazją do manifestowania wiary, ale również do pielęgnowania kulturowego dziedzictwa i tradycji. Poprzez uczestnictwo w uroczystościach procesyjnych i przestrzeganie starych zasad obchodzenia się z chlebem, społeczność lokalna wyraża swoje przywiązanie do wartości.

Boże Ciało – święto ruchome

Boże Ciało nie tylko odzwierciedla wiarę i obrzędy kościelne, ale również staje się symbolem trwałości dziedzictwa kulturowego i religijnego. Poprzez zachowanie tradycji związanych z chlebem i przesądami z nim związanymi, społeczność na Podlasiu kontynuuje przekazywanie wartości i symboliki, które mają głęboki wpływ na życie codzienne i sposób myślenia.

Zioła poświęcone w Boże Ciało mają magiczną moc

Zioła poświęcone w Boże Ciało mają magiczną moc

Zioła i inne rośliny są źródłem wielu tradycji i zwyczajów. Na podlaskiej wsi wszystkie święta religijne mają niezwykle barwną i bogatą oprawę. Dzieje się tak, ponieważ obok treści sakralnych ważną rolę odgrywa tam tradycja i ludowa obrzędowość. Nie inaczej jest podczas Święta Bożego Ciała. Święto Bożego Ciała na podlaskiej wsi to nie tylko wyraz głębokiej wiary, ale także okazja do wspólnego świętowania i pielęgnowania tradycji. To czas, kiedy społeczność zjednoczona jest w modlitwie i radości, celebrując swoją wiarę i dziedzictwo kulturowe.

Zioła jako lekarstwo

Zioła, które wykorzystywano do wianków i bukietów stosowano jako lekarstwo przeciwko wszelkim dolegliwościom. Według wierzeń uzdrawiały one ludzi, ale chroniły też bydło od zarazy, a dym ze spalonych wianków odpędzał ponoć chmury gradowe. Poświęconej macierzanki używano do okadzania krów podczas cielenia, lubczyk leczył ból gardła. Dzięki rozchodnikowi natomiast ustępowały wszystkie choroby, a gałązki leszczyny były niezawodnym środkiem od piorunów i grzmotów.

Rośliny i ich właściwości magiczne

W wierzeniach ludowych, kwiaty, wianki i gałązki zbierane z ołtarzy miały szczególne właściwości magiczne. W tych czasach wianki były wite z wielu różnych ziół i traw, co wynikało z głębokiego przekonania, że każde z ziół ma swoją własną moc, a ich połączenie wzmacniało siłę magiczną. Stare przysłowie przypominało o tej idei, mówiąc: „Każde ziele mówi: święć mnie”, co sugerowało, że każde zioło posiadało swoje własne duchowe znaczenie i wartość. W procesie wicia wianków, używano różnych roślin o znaczeniu leczniczym oraz gałązek drzew. Według wierzeń miały chronić przed niebezpieczeństwami, takimi jak pioruny.

Nadnarwiańskie tradycje

Na terenach położonych nad Narwią, starzy ludzie, szanujący dawny zwyczaj, powiadają że w wielu domach wita po dziewięć małych wianków. Każdy z nich był z innego ziela. Wianki takie kładziono pod podwaliny nowo budującego się domu, a także w stodole pod pierwszy przywieziony z pola snopek zboża. Kadzono nimi ponadto naczynia do rozczyniana mąki, tzw. dzieże. okadzano także chorych na gardło. Wierzono np., że rozchodnik i macierzanka rozpędzają chmury gradowe.

Wyciąg nart wodnych powstał w Wasilkowie

Wyciąg nart wodnych powstał w Wasilkowie

Czy dla Augustowa wyrosła konkurencja? To z pewnością pozostaje do zobaczenia. W podbiałostockim Wasilkowie, już 24 czerwca, zostanie uruchomiony wyciąg do nart wodnych. To bez wątpienia istotne wydarzenie, które może wpłynąć na lokalną rywalizację i atrakcyjność turystyczną regionu. Na uroczyste otwarcie zaplanowano także festyn, który obiecuje być niezwykle radosnym i ożywczym dla mieszkańców oraz przyjezdnych. Starsi mieszkańcy miasteczka, pamiętający popularność zalewu, mogą odetchnąć z ulgą. Po latach stagnacji coś tam w końcu zaczyna się dziać. Przez długi czas nikt nawet nie myślał o tym, żeby spędzać czas nad tamtejszym zalewem. Gęsta roślinność sprawiała, że miejsce to było zapomniane. Odmulanie trwało całe dwa lata, ale efekty są już widoczne. Nad zalewem ponownie zapanowała atmosfera radości i chęci spędzania czasu na świeżym powietrzu w letnie dni.

Wyciąg nart wodnych cała przeszłość jego miejsca budowy

Starsi mieszkańcy miasteczka, którzy pamiętają popularność zalewu, mogą odetchnąć z ulgą. Po latach stagnacji, wreszcie coś zaczyna się dziać. Przez długi czas nikt nawet nie przypuszczał, że znowu będzie można tam spędzać czas nad wodą. Gęsta roślinność, która niegdyś utrudniała dostęp do wody, stała się barierą dla rekreacji i wypoczynku. Odmulanie zajęło całe dwa lata, ale w końcu przyniosło oczekiwane rezultaty. Nad zalewem znów zapanowała atmosfera radości, a możliwość ochłody w letnie dni przyciąga ponownie mieszkańców i turystów. To miejsce staje się ponownie ośrodkiem życia społecznego i rekreacji, gdzie ludzie mogą cieszyć się bliskością wody i piękna natury.

Bezpieczne przejazdy z instruktorem na wyciągu

Wyciąg do nart wodnych składa się z dwóch imponujących masztów i solidnego kabla głównego, co sprawia, że przypomina typowy widok z górskiego stoku narciarskiego. Szybkość przejazdu zależeć będzie od umiejętności narciarza, co dodaje elementu wyzwania i ekscytacji dla każdego uczestnika. Dodatkowo, obecność instruktora umożliwi początkującym zdobywanie nowych umiejętności i doskonalenie swojej techniki. W przyszłym roku planujemy także wybudować bulwary oraz rozbudować całą infrastrukturę turystyczną w okolicy zalewu. To zapowiada nowe możliwości rekreacyjne i rozwój dla regionu. Dzięki nowym atrakcjom i udogodnieniom, teren ten stanie się jeszcze bardziej atrakcyjny dla mieszkańców i turystów, przyciągając liczne grupy odwiedzających oraz stymulując lokalną gospodarkę.

Kto zabił dorożkarza w Białymstoku?

Kto zabił dorożkarza w Białymstoku?

Przedwojenni białostoccy dorożkarze nie mieli łatwego życia. Większość z nich żyła na granicy nędzy. Było to widać zwłaszcza po mało reprezentatywnych strojach. W październiku 1923 r. władze miasta wprowadziły nakaz jednolitego ubioru. Każdy dorożkarz musiał nosić m.in. czapkę z ceraty. Jeśli nie zastosowali się do przepisów tracili prawo jazdy. Pojazdy podlegały szczegółowym przeglądom. Jako że były wizytówką miasta musiały dobrze wyglądać. Za małe niedopatrzenie policja karała mandatami.

 

Dorożkarze nie mogli przebierać wśród klienteli. Wozili więc nieraz osoby pod wpływem. W połowie lat 30. wydarzyła się tragedia. Jeden z dorożkarzy został trzykrotnie postrzelony w głowę przez pijanego sierżanta. Jaki był powód? Poszło o niegodziwą zapłatę. Tym razem 30 groszy zadecydowało o życiu człowieka. Dorożkarz domagając się uregulowanie długu dokonał żywota.

 

Nie było to jednak pierwsze zabójstwo dorożkarza w Białymstoku. Przyczyn zamachów jednak nigdy nie udało się ustalić. Wiadomo, że nigdy nie chodziło o rabunek. Przy zwłokach znajdowano bowiem zawsze sakiewkę z pieniędzmi. Nie wszyscy dorożkarze byli mili dla swych klientów. Nie wydawali reszty czy przez domniemaną nieuwagę nie pomagali wyciągnąć walizek. Być może nie jeden z podróżnych stracił na chwilę panowanie i nieszczęście gotowe.

Krwawa Rawa zalazła za skórę

Krwawa Rawa zalazła za skórę

W Pracowni Filmu, Dźwięku i Fotografii w Michałowie odnajdziemy nietypową kolekcję. Jest to zbiór…żyletek, który na potrzeby obiektu przekazał jeden z mieszkańców miasta, który przez lata gromadził ostre cudeńka.

 

Choć dziś żyletki wyszły z obiegu przez lata były niezastąpione. W kolekcji znajdują się okazy z Polski, Litwy, Niemiec czy dawnego ZSRR. Kolekcjoner zbierał żyletki od wczesnych lat młodzieńczych. Każda wizyta w kiosku czy sklepie kończyła się upolowaniem nowej zdobyczy. Większość zamiast do łazienki trafiała do klasera.

 

Pierwszą w zbiorze była ”Rawa Lux” nazywana przez właściciela ”Krwawą Rawą”. Ciężko o niej zapomnieć, gdyż zostawiła ślady na twarzy przez długi czas. Bolesne ścięcie pierwszego zarostu na zawsze utkwi w pamięci.

Czubereki – pierogi w formacie XXL. Tatarzy potrafią!

Czubereki – pierogi w formacie XXL. Tatarzy potrafią!

Czubereki, to tradycyjne danie krymskich Tatarów, które wzbudza zainteresowanie swoją egzotyczną nazwą i charakterystycznym wyglądem. Wprawdzie nie są one powszechnie znane na terenie Podlasia, jednak w krajach byłego Związku Radzieckiego cieszą się nadal sporą popularnością, zwłaszcza na Ukrainie i w Rosji. Zaskakujące jest, że pomimo swojego egzotycznego pochodzenia, czubereki mogą być przygotowywane i spożywane przez mieszkańców różnych kultur i narodowości.

Korzenie i historia

Historia czuberków sięga głęboko tradycji krymskich Tatarów, którzy przez wieki przygotowywali to danie w swoich rodzinnych kuchniach. Przekazane z pokolenia na pokolenie, receptury na czubereki stanowią integralną część kulinarnego dziedzictwa tej społeczności. Pierwotnie spożywane w ramach codziennej diety. Dziś czubereki przetrwały jako symboliczne danie, które nie tylko przypomina o korzeniach, ale również o kulturze i tradycji Tatarów krymskich.

Warianty Nadzienia

Czubereki wyróżniają się różnorodnością wariantów nadzienia, które odzwierciedlają zarówno lokalne upodobania, jak i dostępność składników. Tradycyjnie nadziewane są one mięsem, takim jak baranina, wołowina lub wieprzowina, często w połączeniu z serem lub ziarnistym twarogiem. W niektórych regionach nadają im aromat i smak kolendry. Inne wersje skupiają się głównie na cebuli lub innych ziołach i przyprawach. Ta różnorodność w nadzieniu sprawia, że każde danie jest wyjątkowe i posiada swój unikalny charakter.

Czubereki kontra tradycyjne pierogi

W porównaniu do tradycyjnych polskich pierogów, czubereki wyróżniają się zarówno sposobem przygotowania, jak i smakiem. Podczas gdy pierogi gotuje się w wodzie, czubereki wymagają pieczenia lub smażenia w głębokim oleju. Ponadto, czubereki są znacznie większe od typowych pierogów, co sprawia, że są bardziej obfite i satysfakcjonujące dla podniebienia.

Rodzinna zabawa

Przygotowanie czuberków, chociaż czasochłonne, może być przyjemnym doświadczeniem dla całej rodziny. Proces formowania, nadziewania i pieczenia czuberków może stać się okazją do spędzenia wspólnego czasu i integracji. Jest to również doskonała okazja do przekazywania rodzinnych tradycji kulinarnych z pokolenia na pokolenie.

Czubereki – znaczenie kulturowe

Choć nieznane szerokim masom na terenie Podlasia, stanowią istotny element kulturowego dziedzictwa Tatarów krymskich. Ich przygotowanie i spożywanie nie tylko odzwierciedla tradycje kulinarną i kulturową tej społeczności, ale również stanowi okazję do promowania różnorodności kulinarnych tradycji na skalę międzynarodową. Przez przygotowanie i degustację czuberków można lepiej zrozumieć bogactwo i różnorodność kulinarnego świata oraz cieszyć się niezwykłymi smakami i aromatami, które przenoszą nas w podróż przez historię i tradycję narodów.

 

W Białymstoku chcieli okraść Napoleona

W Białymstoku chcieli okraść Napoleona

Od 1919 r. był jedną z najważniejszych postaci w mieście. Napoleon Cydzik objął wówczas stanowisko komisarza rządowego w Białymstoku. Mimo, że po wyborach jego misja dobiegła końca, działał dalej, stając się niezręcznym partnerem dla lokalnych elit.

 

Doświadczenie Napoleona Cydzika przydało się w kryzysowej sytuacji Białegostoku zimą 1920 r. Narastał bowiem konflikt polsko – żydowski, miasto posiadało też problem z zaopatrzeniem. Jako komisarz codziennie zajmował się też chociażby karaniem właścicieli nieodśnieżonych chodników czy też sprawą rynsztoków. W następnym roku objął urząd radcy wojewody. Mimo niemałej pensji żył bardzo skromnie, wynajmując pokój w jednej z kamienic.

 

W styczniu 1920 w owym mieszkaniu miała miejsce nie typowa sytuacja. Nieznani sprawcy w czasie niedzielnego obiadu zakradli się na strych zabierając… bieliznę. Domownicy o zajściu dowiedzieli się dopiero kilka godzin później. Rabusie wrócili w nocy. Jeden z nich dostrzegł w pokoju Napoleona Cydzika walizkę. Rozciął ją nożem, ale zamiast kosztowności znalazł letnie ubrania. Nie dał jednak za wygraną. Uwagę zwróciła poduszka, na której spał urzędnik. Złodziej tak nieporadnie wsunął dłoń, że obudził Cydzika. Ten chwycił rewolwer i rozpoczął pościg za rzezimieszkami. Po drodze złodziej zdołał zdobyć cenne trofeum jakim było futro urzędnika. Cydzikowi nie udało się złapać złodziei, którzy zniknęli w ciemnych ulicach miasta.

 

W stan spoczynku Napoleon Cydzik przeszedł w 1925 r. Radca został pożegnany huczną imprezą, którą zwieńczyła wspólna fotografia. Niedługo potem przeniósł się do Warszawy gdzie zmarł w 1946 r.

W Białymstoku chcieli wprowadzić podatek od leniwych kotów.

W Białymstoku chcieli wprowadzić podatek od leniwych kotów.

Problem ze szczurami miał w okresie przedwojennym ogólnopolski charakter. Nie ominął więc Białegostoku, w którym to przez osiedla Skorupy czy Piaski płynęły ścieki wabiące gryzonie. Duża ilość niedomkniętych składzików i śmietników nie ułatwiała sprawy.

 

25 października 1936 r. na ulicach miastach pojawiły się tabliczki z informacją o walce z gryzoniami. Mieszkańców wzywano do podjęcia konkretnych działań. Posesje należało dokładnie posprzątać i w strategicznych miejscach umieścić odpowiednią trutkę.

 

Koncesję trutki ”Ratopaxu” otrzymał  Związek Inwalidów Wojennych. Wyznaczono w sumie 5 punktów dystrybucyjnych. Obwieszczenie magistratu mówiło o skordynowanych działaniach. Każdy miał 12 listopada zastosować trutkę i dosypywać ją przez 3 dni. Opornym groziły kary finansowe.

 

Białostoczanie oburzyli się pomysłem ratusza. Mieli bowiem w pamięci poprzednią deratyzację. Wydali bowiem łącznie 17 tys zł. na preparat, który w całym mieście zabił zaledwie 110 szczurów i…9 myszy. Koszty zakupu Ratopaxu ni jak miały się do skuteczności. Wkrótce więc wprowadzono do sprzedaży inne tańsze specyfiki.

 

Rada Miejska prześcigała się w absurdalnych pomysłach na naprawę sytuacji. Padła nawet propozycja podatku dla leniwych kotów, które to nie specjalnie kwapiły się do walki z gryzoniami. To jeszcze jednak nic. Polowanie na szczury zaproponowano bezrobotnym. 20 gr za jednego gryzonia. Tak cenne było trofeum. Ostatecznie deratyzacja z 1936 r. zakończyła się klapą. Co prawda kilka szczurów udało się pozbyć, ale pękły ze śmiechu.

Jak mieszkańcy Białegostoku żegnali H. Sienkiewicza?

Jak mieszkańcy Białegostoku żegnali H. Sienkiewicza?

15 listopada 1916 r. zmarł autor powieści ”ku pokrzepieniu serc” Henryk Sienkiewicz. Minęło 8 lat zanim trumna z prochami znalazła się w Polsce. Umieszczono ją w katedrze wawelskiej. Białystok, jak inne miasta, złożył twórcy hołd na kilka sposób. Tak też było w dwudziestu rocznicę jego śmierci.

 

Jako, że w 1919 r. Białystok stał się niepodległy, na dobry początek zmieniano dotychczasowe rosyjskie nazwy ulic. Część ul. Mikołajewskiej otrzymała właśnie imię Sienkiewicza. 15 lat później został on patronem prywatnego gimnazjum na ulicy Fabrycznej.

 

20. rocznica śmierci była przepełniona uroczystościami. W Kinie Świat zorganizowano specjalną akademię, na której nie zabrakło wykładów, ale też i radosnych śpiewów. Wszystko to przy asyście orkiestry wojskowej. Tego dnia poświęcono również sztandaru gimnazjum a ceremonia odbyła się w kościele farnym.

 

Rok później w kolejną rocznicę młodzież z Białegostoku udała wybrała się do wsi Okrzeja na Podlasiu, rodzinnych stron mistrza. Uroczystość miała ogólnopolski charakter a skończyła się poświęceniem kopca ku czci Henryka Sienkiewicza.

Lekarz jako pierwszy opisał dzieje Białegostoku

Lekarz jako pierwszy opisał dzieje Białegostoku

Julian Albin Moszyński urodził się na początku XIX w. w majątku Cisowo, należącym do hrabiego Karola Brzostowskiego. Jako, że ojciec wcześnie umarł, wychowaniem piątki dzieci zajmowała się matka. Po ukończeniu białostockiego gimnazjum wybrał się do Wilna gdzie uzyskał medyczne wykształcenie.

 

W 1828 r. wyjechał w podróż zagraniczną, aby zdobyć jeszcze większą wiedzę. Przemierzył Prusy, Saksonię i Czechy. Odwiedzał szpitale, zakłady dobroczynne i kliniki. Na uniwersytetach w Berlinie i Pradze uczęszczał na wykłady, interesując się szczególnie akuszerią. Każdą swą podróż dokładnie opisywał. Dzięki temu powstał pierwszy zarys dziejów Białegostoku z jesieni 1838 r.

 

W 1849 roku mianowany został naczelnym lekarzem wileńskiego szpitala świętego Jakuba. Piastował to stanowisko aż do śmierci. Był również autorem pionierskiego podręcznika sztuki akuszerii – książki „Pierwsze zasady sztuki położniczej”. Julian Albin Moszyński przez całe życie pielęgnował swoją pasję historyka. Był członkiem wileńskiego Towarzystwa Archeologicznego i Muzeum Starożytności. Działał też aktywnie w wileńskim Towarzystwie Dobroczynności. Był to – jak napisał jeden ze współczesnych mu historyków – „waleczny do zuchwałości, surowych zasad w życiu, lecz z sercem bijącym gorąco w stalowej piersi”

Zabytki przejadą się po Podlasiu

Zabytki przejadą się po Podlasiu

Tego nie można przegapić. Już po raz 13-sty na ulicach Podlasia pojawią się maszyny z duszą. Niektóre z nich mają nawet 100 lat i napędzane są silnikiem parowym. W sumie w rajdzie będzie uczestniczyć ok. 70 załóg z Polski, Litwy, Białorusi i Rosji. Jeśli mówią Ci takie marki pojazdów jak Rambler czy Metz – lepiej zakasaj rękawy. 

Zabytkowe pojazdy wyruszą 16 czerwca z Augustowa do Sejn, mijając po drodze malownicze miejscowości Augustowszczyzny. Tam też zaprzyjaźnione Gminy Litewskie zaprezentują swoje dziedzictwo kulturowe oraz wyroby kulinarne. W drodze powrotnej przez Wigry kolumna zatrzyma się pod klasztorem kamedułów. W samych Suwałkach na placu miejskim odbędzie się parada, a finałowa część rajdu, a więc pokaz elegancji czeka miłośników motoryzacji z powrotem w Augustowie. Zobaczymy wówczas pojazdy i ich kierowców przebranych zgodnie do danej epoki.

Rajd organizuje tradycyjnie już Białostockie Stowarzyszenie Moto Retro. Jego głównym celem jest turystyczna promocja  północno-wschodniej Polski i popularyzacja wiedzy o motoryzacji.

Białostoczanie tracili całą pensję w kilka sekund

Białostoczanie tracili całą pensję w kilka sekund

Międzywojenny Białystok pełen był ulicznych oszustów. Głównie na rynku siennym i rybnym jak grzyby po deszczu powstawały przenośne stanowiska do gry w trzy karty czy kości. Był to proceder zorganizowany. Zaangażowano naganiaczy, podstawionych wygranych czy osoby ostrzegające przed policją.

 

Gdy nadchodził dzień wypłaty setki Białostoczan szukało swego szczęścia w podejrzanych grach. Wizja pomnożenia pieniędzy zakłócała zdrowy rozsądek. Niestety dla nich większość pensji szła na straty. Pierwsze rzuty zwykle były  z happy endem. Kolejne to już równia pochyła. Nie pomagały żadne krzyki i płacze. Gdy te były zbyt głośne, policja zamykała takich delikwentów za zakłócanie porządku publicznego. Tak też było z nijakim Joselem Zakinem, który stracił niemal roczny utarg ze swej prywatnej fabryki.

 

Szulerom najczęściej udawało się uciec przed przybyciem stróżów prawa. Gdy jednak nie, zawsze przy składaniu wyjaśnień używali tego samego argumentu. Otóż mieli oni ponoć zezwolenie na prowadzenie takich loterii. Nigdy jednak nie udawało się ustalić kto z magistratu owe zezwolenia wydał.

Czym jest białostocka Podróż?

Czym jest białostocka Podróż?

Przyjezdni odwiedzający Białystok często pytają czym właściwie jest rzeźba o kształcie koła stojąca na ulicy Lipowej. Choć robią sobie przy niej zdjęcia, nie mają pojęcia o jej symbolice.

 

Wykonana z brązu rzeźba autorstwa Michała Jackowskiego nosi nazwę Podróż. Oznacza koniec zmian, jakie w ostatnich latach przeszła reprezentatywna ulica stolicy Podlasia. Pomnik nawiązuje do miejsc i wydarzeń związanych z teatrem w Białymstoku. Ustawienie jej pomiędzy ulicami Nowy Świat i Częstochowską symbolicznie wytycza drogę do Białostockiego Teatru Lalek. W tamtą stronę spogląda przez lunetę jedna z postaci na rzeźbie. 

 

Rzeźba zdobyła w 2008 roku drugie miejsce w konkursie na opracowanie projektu obiektu małej architektury. Miała to być teatralna forma przestrzenna, która mogłaby ozdobić wybrane miejsce w Białymstoku. Efektem tego samego konkursu jest teatralna „Maska”, która zamknęła – od strony placu Uniwersyteckiego – ulicę Suraską.

Na cmentarz przychodzili głównie zakochani

Na cmentarz przychodzili głównie zakochani

Wojna polsko-bolszewicka zebrała śmiertelne żniwo. W Białymstoku powstał problem. Bohaterów wojennych trzeba było godnie pochować, ale władze nie mogły wybrać lokalizacji. Powołano więc specjalną komisję. W jej skład wchodzili urzędnicy, na czele z tymczasowym prezydentem Karolem Józefem Puchalskim, wojskowi oraz uznani lekarze.

 

Proponowano aby stworzyć nowy cmentarz w miejscu już istniejącego. Wielu było jednak przeciwnych temu pomysłowi. Jako, że pobliski park odwiedzało wiele osób w poszukiwaniu rozrywki, kolidowałoby to z powagą nekropolii.

 

30 października 1919 r. starosta białostocki dr Cyfrowicz wystąpił z inicjatywą utworzenia komitetu opieki nad żołnierskimi grobami. W następnych dniach zorganizowano kwestę, w której to brały udział piękne żony urzędników i wojskowych. Każdej z nich towarzyszył oficer i szeregowy żołnierz. Uzyskane środki ze sprzedaży żałobnych znaczków miały iść na uporządkowanie cmentarza. Zanim jednak do tego doszło musiały minąć lata. 

 

Na wieść o tym, że cmentarz stał się ulubionym miejscem schadzek zakochanych, wojewoda białostocki powołał następny komitet. Wkrótce powstało Towarzystwo Opieki nad Grobami Bohaterów. Na jego czele stanął ksiądz dziekan Aleksander Chodyko. To dzięki niemu na cmentarzu w Zwierzyńcu wzniesiono w 1932 okazały pomnik.

W Białymstoku rekwirowano sztuczne szczęki

W Białymstoku rekwirowano sztuczne szczęki

Pod koniec 19-go stulecia w Białymstoku swój gabinet prowadziło sześciu dentystów. Trochę mało jak na miasto o 100 tys. mieszkańców. Na jednego lekarza przypadało więc ponad pół miliona zębów.

 

Do 1914 r. liczba praktykujących lawinowo rosła. Najwięcej gabinetów powstało na ulicy Lipowej i Sienkiewicza. W chwili wybuchu wojny, dentyści stali się elementem strategicznym. W styczniu nadburmistrz Białegostoku zarządził nakaz sprzedaży nieużywanych sztucznych zębów.

 

Wszystkie ”egzemplarze” miały trafiać do stacji materiałów surowych służących wojnie. Nie oddane zapasy miały być konfiskowane. Wprowadzono też kary pieniężne i pozbawienia wolności do 6-ciu miesięcy. Na zwykłych ludzi padł blady strach. Czym bowiem przegryzać potrawy, skoro zabiorą szczęki? Na szczęście wojna się skończyła i problem znikł

Czy turyści kiedykolwiek wejdą do tuneli?

Czy turyści kiedykolwiek wejdą do tuneli?

W kwietniu 2011 r. w Białymstoku odkryto nieznane wejście do podziemnego tunelu na przebudowywanej ulicy Kilińskiego. Do tej pory historycy znali tylko wejście do tego kanału zlokalizowane przy Muzeum Wojska. Tak wynikało z opracowań pochodzących z końca XVIII w.

 

Istniały podejrzenia, że był on zbudowany z rozkazu hetmana J. K. Branickiego. Jednak wyniki badań cegieł rozwiały wątpliwości. Najstarsze fragmenty muru wzniesiono z cegły wypalonej około 1815 roku. Tunel wznieśli więc Prusacy. Początkowo tunelem interesował się ratusz. W głowach urzędników znalazła się myśl na udostępnienie go dla mieszkańców i turystów. Wcześniej jednak trzeba było tunel zabezpieczyć i odnowić. Na takie działania zabrakło jednak funduszy. Zagospodarowanie wiązało by się też z wielkimi technicznymi problemami.

 

Z dawnych map wynika, że podziemnych tuneli jest w Białymstoku mnóstwo. Te biegnące pod ul. Lipową są używane do dnia dzisiejszego.

Jeleń widniał na pierwszym herbie Białegostoku

Jeleń widniał na pierwszym herbie Białegostoku

Pieczęć z pierwszym herbem Białegostoku widnieje na akcie notarialnym w 1745 r. Zauważymy na niej fragmenty głowy, grzbiet i dwie tylne nogi jelenia. 4 lata później za sprawą króla August III nadał miastu nowy herb. Był to gryf przypisany do rodu Branickich. Po śmierci hetmana J.K. Branickiego dodano do niego inicjały jego żony, Izabeli.

Orzeł pojawił się na herbie wraz z powstaniem tzw. Obwodu Białostockiego. Kiedy miasto zostało przyłączone do guberni grodzieńskiej do orła dokoptowano…żubra.W 1882 roku  herbie pojawiła się obecna do dziś – Pogoń, czyli charakterystyczna sylwetka rycerza na koniu.  

Istotna modyfikacja herbu nastąpiła dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy to po raz pierwszy widniejący na nim orzeł zyskał koronę. W czasach rządów komunistów używano oznaczeń z okresu zaborów

Teatr oburzył ortodoksyjnych Żydów

Teatr oburzył ortodoksyjnych Żydów

Białostocki Teatr Miniatur ”Gilarino” założyli w 1926 r. młodzi żydowscy artyści, w tym malarze i muzycy. Nazwa została wybrana w drodze konkursowej  i oznacza po hebrajsku „śpiew i śmiech”. Placówką dowodził reżyser Wiktora Bubryk i  Oskar Rozanecki,  znany lokalny malarz i dekorator.

 

Salę, w której się mieścił teatr udostępniło dobroczynne towarzystwo Linas Chacedek. Zespół Gilarino specjalizował się we frywolnych krótkich formach teatralnych. Wielkim powodzeniem cieszyły się satyry na lokalne elity wyśpiewywane przez parę komicznych marionetek.

 

Występy przyciągały również osoby nie znające języka jidysz. Wszystko za sprawą muzyki M. Bermana, kierownika zespołu muzycznego Gilarino. Działalność spotkała się jednak z ostrą krytyką ze strony ortodoksyjnej części społeczności żydowskiej, która wymogła na kierownictwie teatru zakaz grywania w piątkowe wieczory ze względu na rozpoczynający się Szabat. Na skutek tego zaledwie po roku działalności teatr podupadł na wiele lat. Próbę jego reaktywacji podjęto w 1938 roku. Ostateczny kres działalności teatru położyła wojna. O. Rozanecki zginął w białostockim getcie.

Hitler przyłożył rękę do zamknięcia kina

Hitler przyłożył rękę do zamknięcia kina

Przedwojenne białostockie kino Modern mieściło się niemal w tym samym miejscu, co późniejszy ”Pokój”. Jako jedna z najlepszych instytucji kultury wyświetlała filmowe premiery, chociażby z Charlie Chaplinem z roli głównej.

 

Oprócz ciekawego repertuaru, do kina przyciągały występy orkiestry smyczkowej. Kto bowiem nie lubi rozkoszować się w świecie uspokajających nut. Często prezentowano również produkcje o sportowej tematyce. Dobra opinia obiketu została nadszarpnięta w 1936 roku. Wówczas to wyświetlono kronikę „Igrzyska Olimpijskie w Garmish-Partenkirchen”. Jako, że propagowała ona faszystów, pokaz przerwano przed jego końcem.

 

W mieście rosła konkurencja. Modern nie dotrzymał tempa w wyścigu o klienta. Zamknięto go w 1937 roku, a na jego miejscu wyrosło kino Pan. Właścicielami nowego kina byli Wajnsztadt i jego grodzieński partner Fromberg. Budynek, jako jedyny w mieście, wyposażony był w nowoczesny system ogrzewania i wentylacji. Normalnie Europa!

 

Boom na Zenka przerasta ludzkie pojęcie

Boom na Zenka przerasta ludzkie pojęcie

Zenon Martyniuk czyli niekwestionowany król disco polo, zdobywa coraz więcej zwolenników swego panowania. Już wkrótce na jednym z białostockich budynków pojawi się mural z jego podobizną. Ci, którzy nie będą mogli zobaczyć epickiego dzieła szukają innych sposobów na obcowanie z liderem zespołu Akcent.

 

Jeden z łódzkich fanów Zenka postanowił nie rozstawać się ze swym idolem. Dlatego też zrobił sobie tatuaż z zamyśloną postacią muzyka. Na skórze wydziarał również fragment tekstu jednego z hitów – ”Biorę urlop od Ciebie, chcę być jak w niebie”. Czy to będzie nowy trend w salonach tatuażu? Tak czy siak gratulujemy odwagi.

Muzeum Ikon rozszerzy swą kolekcję przez konkurs

Muzeum Ikon rozszerzy swą kolekcję przez konkurs

Muzeum Ikon w Supraślu, funkcjonujące w budynku męskiego klasztoru prawosławnego obchodzi swoje dziesiąte urodziny. W związku z tym ogłosiło konkurs ”Nowe Epitafia Piękna”, którego odbiorcami są twórcy współczesnych ikon. Mogą w nim uczestniczyć artyści zarówno hołdujący tradycji, jak i Ci szukający niestandardowych rozwiązań.

 

Specjalne jury wybierze z nadesłanych prac 30 najciekawszych. Będą one poddawane dalszym ocenom. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone zimą. Nagrodzone i wyróżnione prace zostaną przedstawione na wystawie pokonkursowej w ramach ekspozycji stałej. Będzie je można oglądać od lipca do 10 lutego do 30 września 2018 r. Trzy najlepsze ocenione zakupi supraskie muzeum.

 

Dołączą one do starych kolekcji, a placówka naprawdę ma czymś się pochwalić. W zbiorach posiada jedną z największych w kraju zbiorów  ikon z XVIII, XIX i XX wieku. Ponadto możemy w muzeum podziwiać wyjątkowe XVI-wieczne freski.

Mieszkanka Białegostoku robi cuda z książkami

Mieszkanka Białegostoku robi cuda z książkami

Jedna z pracownic Biblioteki Uniwersyteckiej w Białymstoku daje drugie życie zapomnianym książkom. Jej pasją jest bowiem tzw. folding art czyli książkowe origami. Zajęcie rzecz jasna należy do tych z kategorii pracochłonnych. Tworzenie rzeźb z zaginanych kartek papierów wymaga wielu godzin mozolnych działań.

 

Już same przygotowania pochłonąć mogą cały wieczór. Muszą bowiem powstać szczegółowe instrukcje. Dla laika mogą wydać się niezwykle skomplikowane. Swoje dzieła artystka przekazuje znajomym, którzy mogą pochwalić się nietypową dekoracją. Do tej pory, najtrudniejszym zadaniem było stworzenie popiersia Sherlocka Holmesa, które zajęło ponad 10 godzin. Czapki z głów!

Nie chciały iść do pracy. Zgłosiły się do aresztu.

Nie chciały iść do pracy. Zgłosiły się do aresztu.

W 1889 r. Fajwel Janowski uruchomił w Białymstoku fabrykę tytoniu. Produkowano tam takie znane marki papierosów jak ”Dukat” czy ”Nr.30”. Z maszyn wychodziły również cygara oraz tabaka. Właściciel nie był szczególnie lubiany przez mieszkańców. Wszystko przez złe traktowanie pracowników.

 

W fabryce działały głównie kobiety. Nie dość że ich pensje były bardzo małe to musiały płacić karę za zepsucie jednego papierosa. Ta osiągała monstrualne rozmiary. Za jej równowartość można było wytworzyć ponad tysiąc sztuk towaru.

 

W 1896 roku, protestując przeciw złym warunkom pracy oraz słabym zarobkom, pracownice fabryki zainicjowały nietypową akcję strajkową. Dobrowolnie zgłosiły się do policyjnego aresztu, aby zostać usprawiedliwionymi z niestawienia się do pracy. Janowski nie miał wyboru i musiał pójść na ustępstwa. Pod jego rządami firma prowadziła swą działalność w 1924 roku. Następnie została upaństwowiona.

Ofiary epidemii chowano obok Jaćwingów

Ofiary epidemii chowano obok Jaćwingów

Jatwieź mała to miejscowość oddalona od Białegostoku o około 50 km. Już sama jej nazwa wskazywałyby na to, że posiada związek z plemieniem Jaćwingów. Obszar między północnym skrajem Puszczy Knyszyńskiej a Biebrzą stanowiły swoiste pogranicze kultur i religii. Od wczesnego średniowiecza ścierały się tu wpływy bałtyckie, mazowieckie i ruskie. 

 

Grodzisko na tym terenie zostało założone przez ocalałych z krwawej bitwy pod Wasilkowem. W 1281 roku Leszek Czarny miał w okolicy rozgromić Jaćwingów powracających z wyprawy łupieżczej do Małopolski. Nieopodal wsi z sosnowym zagajniku można odnaleźć ślady dawnego cmentarzyska uchodźców. Nie prowadzą jednak do niego żadne drogowskazy. Trzeba dokładnie znać teren by dotrzeć na miejsce. Licznie głazy narzutowe formują w miarę regularny krąg, oznaczając miejsce pochówku. 

 

Las przez miejscowych nazywany jest Budką. Ma to związek z epidemią dżumy w nieokreślonej przeszłości. Na obrzeżach zagajnika wzniesiono drewnianą chatkę, która to służyła do izolacji śmiertelnie chorych. Ich ciała były grzebane przez kolejnych zarażonych, którzy zajmowali ich miejsce w ”poczekalni śmierci”. Prawdopodobnie pochówki miały miejsce na cmentarzysku Jaćwingów.

Zdemolowali kino i spalili taśmę z filmem

Zdemolowali kino i spalili taśmę z filmem

Białystok. Ulica Sienkiewicza 22. Obecnie mieści się tam m.in. apteka i księgarnia. Przed wybuchem II Wojny Światowej działało tam największe kino w mieście. Apollo – gdyż tak się nazywało – zostało założone przez rodzinę Wajnsztejnów. Mogło pomieścić maksymalnie 800 widzów i przeprowadzało projekcje filmowych nowości. Nie było więc tam odświeżanych kotletów.

 

W 1926 roku wyświetlono filmu Ben Hur. Nie spodobał się on lwowskiemu rabinatowi, uznając dzieło za antysemickie. Również lokalna prasa żydowska skrytykowała właścicieli kina. Informacje rozpowszechnił się na całą Polskę. Temat podchwycił również sam londyński ”Times”.

 

W artykule na ten temat opisano rzekomy protest przeciwko projekcji filmu, który przerodził się w żywiołową demonstrację. Ta miała się skończyć zdemolowaniem kina, pobiciem jego właściciela, a także  spaleniem taśmy z problematycznym filmem na…stosie. Prasa argentyńska z kolei napisała, że z powodu zajść wprowadzono w mieście stan wyjątkowy.

 

Na następny skandal nie trzeba było wcale długo czekać. Miały one związek z nocnymi seansami dla fanów kina erotycznego. Po północy wyświetlono chociażby film ”Jak powstaje człowiek”.  Na reakcję władz miasta nie trzeba było długo czekać i wkrótce wprowadzono bezwzględny zakaz projekcji.

 

 

W teatrze walczyli bokserzy

W teatrze walczyli bokserzy

Białostocki Teatr Palace powstały w 1912 roku, gościł nie tylko aktorów. Plakat reklamowy obiektu mieszczącego się za Pałacykiem Gościnnym, głosił, iż stanowi salę do wynajęcia na 900 osób. Odbywały się w nim więc bale i maskarady. Nie znaczy to jednak, że życie kulturalne z prawdziwego zdarzenie zeszło na dalszy plan. Wręcz przeciwnie. Występowały w niej warszawskie zespoły Operetki Żydowskiej i Teatru Żydowskiego. W 1913 roku odbył się w nim pierwszy w Białymstoku seans filmowy. Wyświetlono włoską ekranizację ”Quo Vadis”.

 

W teatrze grano wiele sztuk w języku jidysz. Nieraz przyjeżdżały tam znane postacie ze świata literatury. jak chociażby Julian Tuwim. Ciekawostką jest to, że na jego wieczorze autorskim pojawiła się garstka 30 osób. Sala więc świeciła pustkami. Nie chodzi tu wcale o brak zainteresowania mistrzem pióra, ale o warunki, jakie panowały w teatrze. Chłód, brak komfortu – to wszystko zniechęcało widzów to odwiedzin.

 

Pod koniec lat 30-tych, w Białymstoku otwarto nowy gmach Teatru Miejskiego, przez co teatr na ulicy Kilińskiego stracił na znaczeniu. Pod koniec istnienia Teatr Palace pełnił  funkcję areny sportowej. Na deskach montowano ring, dzięki czemu można było rozgrywać walki bokserskie. Relację na żywo przeprowadzała lokalna prasa. 

 

5 września 1939 roku otwarto w „Palace” Dom Żołnierza Polskiego, prowadzony przez Polski Biały Krzyż. W 1941 roku Niemcy w opuszczonym budynku zorganizowali magazyn książek. Trafiły do niego księgozbiory Biblioteki Miejskiej, Biblioteki im. Szalem Alejchema i bibliotek szkolnych.

 

Uciekła przez zamążpójściem. Została gwiazdą kina.

Uciekła przez zamążpójściem. Została gwiazdą kina.

Nora Rey a właściwie Sofia Nejman urodziła się we wsi Sielachowskie niedaleko Białegostoku. Już jako dziecka marzyła o wielkiej karierze aktorskiej. Gdy stała się pełnoletnia, rodzice nakazali jej poślubić dużo starszego mężczyznę. Ta jednak nie miała zamiaru wiązać się ze ”starszym panem”. Postanowiła więc opuścić miasto.

 

Wybór Warszawy na miejsce ucieczki okazał się strzałem w dziesiątkę. Trafiła bowiem do znanego Instytutu Filmowego Wiktora Biegańskiego. Był to krok milowy w spełnieniu wizji z dzieciństwa. Popularność przyniosły jej role w filmach „Gorączka złota” i „Czerwony błazen” z 1926 roku. Szybko stała się gwiazdą krajowego kina. Nazywaną ją nieraz  „polską Gretą Garbo”.

 

Nora Rey, wyróżniała się nietypową urodą , której typ określanO mianem”erotyzmu orientalnego”. Aktorka miałA tez niecodzienne podejście do mody. Propagowała chociażby noszenie spodni przez kobiety. W plebiscycie zorganizowanym w 1933 r.  wybrano ją „Królową Polskiegio Ekranu”.

 

Każda jej wizyta z okazji premier filmowych przyciągała rzesze fanów. Nie inaczej było w Białymstoku, kiedy przybyła pokaz produkcji”Serce na ulicy”. Po wybuchu wojny Nora Ney, wraz z córeczką Joanną, uciekła na Wschód. Trafiwszy do ZSRR została zesłana w głąb kraju, co – paradoksalnie – uratowało jej życie. Zaraz po kapitulacji III Rzeszy wróciła do Polski, ale w nowym kinie nie było już dla niej miejsca. Opuściła więc kraj, w którym zdobyła sławę. Za oceanem, w Nowym Jorku, nie udało jej się jednak powtórzyć polskiego sukcesu. Ponieważ nie znała angielskiego, kariera filmowa była dla niej zamknięta. Nora Ney nigdy już nie powróciła na ekrany kin.

Co miał wspólnego Białystok z Manchesterem?

Co miał wspólnego Białystok z Manchesterem?

W latach 30. XVIII w. władze carskie wprowadziły wysokie cło na wszystkie towary sprowadzone z Rosji. Jak nie trudno się domyślić, spowodowało to duże skutki ekonomiczne. Właściciele przedsiębiorstw z Królestwa Polskiego zaczęli przenosić swe fabryki na wschód kraju, w tym do Białegostoku. Na terenach dotychczas pozbawionych przemysłu, zaczęły powstawać mniejsze i większe manufaktury i fabryki, głównie tekstylne.

Jako, że w mieście dominował przemysł tekstylny, zaczęto je określać mianem Manchesteru Północy. Z geograficznego punktu widzenia nie trzyma się to kupy, gdyż Białystok leży bardziej na południe od brytyjskiego miasta. Skąd więc takie nazewnictwo. W tamtych czasach Polskim Manchesterem określano Łódź. Jako, że faktycznie Białystok leży na południu od tego miasta – zagadka rozwiązuje się sama.

Rosjanie wrzucili Świętego do rzeki

Rosjanie wrzucili Świętego do rzeki

Białostocka Kamienna rzeźba św. Jana Nepomucena pojawiła się nad Białką w 1770 roku. Przetrwała ponad 100 lat. Jej koniec przyszedł wraz z Moskalami, którzy rzucili ją wprost do rzeki. Przekazy mówią, że ponad lustrem wody widać było jedynie rękę trzymającą krzyż. Mieszkańcy Białegostoku widzieli w tym cud. Dalsze jej dzieje stanowią zagadkę. 

 

W 2011 r. na moście przy ul. Świętojańskiej zainstalowano nową dwumetrową rzeźbę. Chociaż nie jest ona wykonana z piaskowca, należy ją docenić. Lepszy rydz niż nic. Autorką projektu jest Krakowianka Ewa Gołofit z Krakowa. W swej pracy nawiązała do pomnika zlokalizowanego obecnie w miejscowości Szczyty Dzięciełowo. Stworzył go Jan Chryzostom Redler, który to odpowiedzialny jest również za rzeźby i zdobnictwo w ogrodzie Pałacu Branickich w Białymstoku.

 

Według tradycji ludowej, Jan Nepomucen to patron mostów oraz święty, który chroni pola przed powodzią i suszą. Najbardziej znany postument świętego stoi na moście Karola w Pradze. 

Jak w powojennym Białymstoku walczono z pijaństwem?

Jak w powojennym Białymstoku walczono z pijaństwem?

Socjalizm miał dawać ludziom szczęście i dobrobyt. Zamiast jednak radować się z cudownej sytuacji kraju, szukano pocieszanie w alkoholu. Tak też było w Białymstoku. Pijackie wybryki w latach 50. były tak liczne, że władze postanowiły działać na szeroką skalę.

 

Z nadużywającym procentów walczono na różne sposoby. Przy kinie Pokój na ul. Lipowej powstała specjalna galeria z podobiznami jego mości, którzy zakłócali porządek. Przechodnie traktowali to jednak jako atrakcję. W gazetach podawano z kolei dane osobowe, w tym miejsce zamieszkania miłośników mocniejszych trunków. Informowano również o ich popisach zakłady pracy. 

 

Ciekawą formę ograniczenia spożycia zastosował jeden z białostockich barów, nazywany ”wykańczalnią”. Kupno każdego kieliszka wódki, obligowało do zamówienia dania gorącego. Stali klienci lokalu nie kryli zdziwienia. Aby zaspokoić pragnienie spożywali więc wino w ilościach hurtowych. Tak więc eksperyment zakończył się niepowodzeniem.

 

Nastał rok 1956. W całym kraju uruchomiono izby wytrzeźwień. W Białymstoku powstała ona na ulicy Warszawskiej, a w skład jej personelu wchodził milicjant, sprzątaczka i trzech felczerów. Koszt samemu noclegu wynosił 90 zł. To jednak nie wszystko. Sam dowóz na miejsce wymagał uiszczenia 15 zł. Inne usługi, jak mycie, strzyżenie czy prasowanie ubrań również uszczuplały portfel. Co jednak gdy zataczający się delikwent nie miał gotówki? Dawano mu wówczas 7 dni na uregulowanie długu.

 

Już pierwszego dnia funkcjonowania ”hotel dla pijaków” odwiedziło ponad dwudziestu gości. Duże zainteresowanie ofertą sprawiło, że władze placówki postanowiły zwiększyć ilość łóżek. Niektórzy przychodzili tam dobrowolnie, szukając spokoju od problemów życia codziennego. Jako, że wizyta w izbie trwała 8 h, mieli sporo czasu na przemyślenia.

 

Poznaj tajemnice Kościoła Farnego

Poznaj tajemnice Kościoła Farnego

Czy to najważniejszy historyczny obiekt w Białymstoku? Wiele przemawia na jego korzyść. Kościół Farny to bowiem najstarszy murowany budynek w stolicy Podlasia. Jako jeden z nielicznych zachował oryginalne wyposażenie. Mimo że wygląda na dobudówkę, wcale nią nie jest. Gotowi na poznanie jego historii?

 

Fundatorem kościoła był marszałek Wielkiego Księstwa Litewskiego Piotr Wesołowski. Pracę nad świątynią rozpoczęto w 1612 r. Wyposażenie zostało ufundowane zaś  przez kolejnego właściciela miasta Jana Klemensa Branickiego. To on uczynił z kościoła rodowe mauzoleum. Pochował tam serca swego ojca i babki. A taki sam los zadbała żona, po śmierci hetmana.

 

Pod koniec XIX w. okazało się, że świątynia jest za mała by pomieścić wiernych. Władze carskie jednak zabraniały budowania kościołów. Dziekan parafii Wilhelm Szwarc wykorzystał kruczek i uzyskał zgodę na rozbudową istniejącej świątyni. Zamówiono został więc projekt dobudówki. Ta rozrosła się do wielkich rozmiarów, przewyższając wielokrotnie pierwotną świątynię.

 

Kilkadzieścia lat temu była to prawdziwa sensacja archeologiczna. We wnętrzu kościoła parafialnego Wniebowzięcia Maryi Panny odnaleziono zamurowane wejście. Gdy udało dostać się na drugą stronę, badacze nie mogli uwierzyć własnym oczom. Leżały tam trumny. W sumie było ich ponad 20. Jedna z nich była bogata zdobiona. Na wieku widniał zaś pozłacany herb rodziny Poniatowskich, a także łacińska inskrypcja.

 

Okazało się, że spoczywa tam bratanica ostatniego króla Polski. Zmarła Katarzyna Poniatowska była ubrana w jasną koszulę i białe rękawiczki. Zachował się nawet wianek z uschłych kwiatów. Uwagę przyciągały też tekstylne buty. Krypty szukano przez lata. Mimo licznych zapisków w księgach parafialnych badacze mieli nie mały orzech do zgryzienia.  Do tej pory nie udało się ustalić tożsamości większości osób pochowanych w krypcie. Przypuszcza się, że spoczywa tam choćby ojciec fundatora kościoła.

 

W grobowcach jest m.in. pochowany pierwszy metropolita białostocki abp Edward Kisiel, biskup diecezji mińsko-mohylewskiej Edward Ropp, ale także jest tam trumna żon Izabeli Branickiej. Krypty są niedostępne na co dzień. Bardzo rzadko można je oglądać. Ostatnie takie okazje były w lutym i czerwcu 2010 roku, gdy białostoccy przewodnicy organizowali wejścia do krypt z okazji międzynarodowego dnia przewodnika turystyki oraz w ramach akcji „Lato z zabytkami”

 

W kościele farnym miały miejsce premiery znanych polskich pieśni religijnych – jak ”Bóg się rodzi”. Świątynia zachowuje związki z muzyką do dnia obecnego. Organizowane są bowiem corocznie w czerwcu niedzielne koncerty organowe pod nazwą „Muzyka w Starym Kościele”.

 

 

 

5 faktów o początkach białostockiej biblioteki miejskiej

5 faktów o początkach białostockiej biblioteki miejskiej

Rok 1910. Na ówczesnej ulicy Niemieckiej w Białymstoku swoje drzwi otwiera czytelnia. Rok później wprowadzono opcję wypożyczenia publikacji. Biblioteka publiczna swobodnie funkcjonowała do I Wojny Światowej. Czas poznać jej sekrety.

1.  Personel biblioteki składał się tylko z dwóch osób. W kilka miesięcy obsłużył on ponad 500 tys. czytelników.

2. Na część książek wprowadzono opłaty abonamentowe. Zniżki posiadali żołnierze, bezrobotni i uczniowie.

3. Aby mieć środki na nowe pozycje organizowano bale charytatywne. Dochód szedł na uzupełnienie bibliotecznych półek o polską beletrystykę i prace naukowe. Bibliotekę wspomagała również miasto. Na jej potrzeby przeznaczała 100 rubli rocznie.

4. Połowę książek stanowiły książki w języku polskim. W zbiorach znajdowały się również publikacje pisane po niemiecku, francusku, angielsku, hebrajsku i w jidysz.

5. Biblioteka ściśle współpracowała z pierwszym lokalny czasopismem – Gazetą Białostocką. Na jej łamach często pojawiały się wpisy promujące placówkę.

Mistrz szachów z Podlasia. Poznajcie Akibę Rubinsteina.

Mistrz szachów z Podlasia. Poznajcie Akibę Rubinsteina.

Akiba Rubinstein urodził się w miejscowości Stawiski w powiecie kolneńskim. Po śmierci rodziców trafił pod opiekę dziadków.  Być może to właśnie oni zarazili pasją swego wnuczka. Akiba nauczył się grać w szachy w wieku 14 lat. W opanowaniu gry do perfekcji pomógł mu podręcznik autorstwa Josepha Sossnitza.

 

Szachy tak bardzo pochłonęły życie Akiby, że porzucił on studia talmudyczne, jakie rozpoczął w Białymstoku. Ćwiczenia zajmowały mu nawet 8 godzin dziennie przez 300 dni w roku. Istne szaleństwo. Pierwszy pojedynek stoczył w 1901 r. ze znamy w środowisku szachowym G. Bartoszkiewiczem. Utytułowany gracz musiał uznać wyższość dużo młodszego kolegi.

Wkrótce po pojedynku Ariba udał się do Łodzi, który nazywany był polską stolicą szachów. Tam też rozgrywano mistrzostwa. Pod opiekę wziął go Henryk Selwe – prawdziwa legenda gry. Ariba po trzech latach przerósł mistrza. Zdobycie pierwszego miejsca na Kongresie Niemieckiego Związku Szachowego otworzyły mu drzwi do dalszej kariery. W 1912 wygrał pięć kolejnych turniejów, w których uczestniczyła sama śmietanka gry.

 

Po zakończeniu I Wojny Światowej Ariba osiadł w Niemczech, a następnie udał się do Belgii. Nadal jednak reprezentował Polskę. Tak też było na licznych olimpiadach szachowych, z których wspólnie z kolegami przywoził medale. W czasie II wojny światowej Akiba Rubinstein przebywał w Belgii. Ukrywał się w szpitalu w Brukseli. Zmarł w Antwerpii 14 marca 1961 r. 

Lokal zareklamował się przez uczciwość

Lokal zareklamował się przez uczciwość

Jesienią 1934 r. po wieloletnim remoncie Pałacyku Gościnnego w Białymstoku otwarto Cafe Club, nazywano później przytułkiem rozrywki towarzyskiej. Właścicielem lokalu był Hirsz Wider, który zlecił wykonanie wnętrz znanemu architektowi Szymonowi Pappe. To on był twórcą budynku Wojska Polskiego, nazywanego potocznie ”okrąglakiem”.

Kawiarnię urządzono w nowoczesnym stylu. Bogate dekoracje, setki świateł – to wszystko pierwszym klientom zatykało dech piersiach. Na otwarciu amerykańskie standardy zagrała jazzowa orkiestra. Prawdziwą nowinką w lokalu był stolik prasowy. Nazywano go gniazdem prasożytów. 

W pierwszym tygodniu funkcjonowania kawiarni miało miejsce ciekawe wydarzenie, które przyczyniło się do promocji lokalu. Jeden z klientów znalazł pod stołem pierścionek z brylantem. Znalazca przekazał go żonie właściciela. Wkrótce potem do kawiarni zawitała elegancka dama z zapytaniem o klejnot. Ogromnie się zdziwiła, że tak szybko udało się jej odzyskać zgubę. Uczciwość została nagrodzona. Na wieść o porządności lokalu, tłumnie zaczęła napływać do niego śmietanka towarzyska miasta.

Dziewczynkę z konewką można mieć przy sobie

Dziewczynkę z konewką można mieć przy sobie

Z tej wiadomości ucieszą się panie. Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Białymstoku wprowadził do sprzedaży torebki prezentujące słynną ”Dziewczynkę z Konewką”. Kto nie wie o kogo chodzi – już wyjaśniamy. Otóż jest to postać z muralu zdobiąca Instytut Chemii. Malowidło powstało w ramach akcji „Folk on the street” której założeniem było wprowadzenie motywów kultury ludowej Podlasia do przestrzeni publicznej Białegostoku.

 

Bawełniane torebki nie dość, że ładnie się prezentują, to są bardzo funkcjonalne. Posiadają wytrzymałe rączki i dwie kieszenie dzięki czemu idealnie nadają się na wyjście do miasta. Jak na razie można dostać je jedynie w czarnej wersji, ale w planach jest rozszerzenie oferty kolorystycznej.  Torebki to nie jedyne gadżety związane z muralem jakie można zakupić w siedzibie WOAK. Dziewczynka z konewką widnieje również na zeszytach, kubkach czy workach.

W Białymstoku szykują się do bicia rekordu

W Białymstoku szykują się do bicia rekordu

Już w niedzielę na placu przed Teatrem Dramatycznym w Białymstoku odbędzie się finał kampanii Kilometry Dobra organizowanej przez Caritas. To wyjątkowa akcja charytatywna, w której może wziąć udział każdy. Organizatorem mistrzostw świata w dobroci jest Polski Instytut Filantropii.

Na czym polega rywalizacja na dobroć? Wystarczy przez trzy miesiące zbierać pieniądze. Następnie podczas finału akcji fundacje wymienią je na monety o nominale 1 zł, aby ułożyć z nich nieprzerwany ciąg złotówek i pobić rekord Guinessa. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Potrzeba ponad 75 km. Czy uda się to w Białymstoku? Trzymamy kciuki.

Wszelkie środki zebrane w ciągu trwania akcji Kilometry Dobra będą przeznaczone na remont Katolickiego Ośrodka Wychowania Terapii Uzależnień „Metanoia” w Czarnej Białostockiej.

Chórzyści stworzyli nową wersję hymnu Jagi

Chórzyści stworzyli nową wersję hymnu Jagi

Już w niedzielę o 18. Jagiellonia Białystok rozpocznie ostateczny bój o historyczne mistrzostwo Polski. Na Podlasiu nikt raczej nie wątpi w szczęśliwe zakończenie. W mieście panuje hasło ”wszystkie ręce na podkład”. Kibicie wymyślają więc różne formy wsparcia dla żółto – czerwonych.

 

Jedną z ciekawszych jest nagranie nowej wersji hymnu Jagiellonii. Dwudziestu wykonawców z Chóru Akademickiego stworzyło epicką muzyczną opowieść na cztery głosy. Aranżacją zajął się dyrygent, prof. Edward Kulikowski. Pomysłodawcami są sami członkowie chóru, na co dzień oddani fani klubu. Czy nowa wersja zagrzeje piłkarzy do walki jeszcze bardziej?