Białostoczanin opatentował strażacką sikawkę

Białostoczanin opatentował strażacką sikawkę

Urodzony w Białymstoku Chaim Zelig Słomiński od dziecka interesował się astronomią i matematyką. To w nauce podkładał swoją przyszłość. Gdy skończył 18 lat ożenił się z majętną panną z podbiałostockiego Zabłudowa. Ta jednak nie rozumiała pasji męża. Związek zakończył rychły rozwód.

 

Po powrocie do stolicy Podlasia Chaim rozpoczął pracę nad podręcznikiem od matematyki w języku hebrajskim. Dzięki pomocy wileńskiego sponsora publikacja została wydana. Rok później światło dzienne ujrzało dzieło ”Kometa”. Pracę z astronomii również przyjęto pozytywnie.

 

W 1842 r.  Chaim Słonimski poślubił Sarę, najmłodszą córkę Abrahama Sterna i osiadł w Warszawie na stałe. Zajął się udoskonalaniem maszyny do liczenia wynalezionej przez swojego teścia. Praca ta przyniosła mu nagrodę Cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu. Wynalazek ten prezentował później między innymi w Królewcu i Berlinie, gdzie zaprzyjaźnił się z wybitnym naukowcem niemieckim – Aleksandrem Humboldtem.

W latach 50-tych XIX wieku Słonimski miał już na swoim koncie kilka istotnych wynalazków, jak urządzenie do jednoczesnego przekazywania czterech depesz przez jeden przewód. W roku 1850 otrzymał patent na cynowanie naczyń kuchennych z lanego żelaza, a w 1854 na sikawkę strażacką.

 

Chaim Zelig Słonimski był wielkim entuzjastą języka hebrajskiego, znawcą i popularyzatorem Talmudu. Działał w Warszawskim Towarzystwie Krzewienia Oświaty, opracował podstawy kalendarza żydowskiego, ogłosił w języku hebrajskim wiele prac z dziedziny matematyki i geometrii.

 

Zapomniany cmentarz sąsiaduje z centrum handlowym

Zapomniany cmentarz sąsiaduje z centrum handlowym

Cmentarz ten zajmuje niespełna pół hektara. W jego pobliżu odnajdziemy wielkie centra handlowe. Białostocka nekropolia na ulicy Produkcyjnej należy do zapominanych obiektów w mieście. Powstał on najprawdopodobniej w połowie XIX wieku. Cmentarz założyła grupa niemieckich tkaczy z Saksonii, których sprowadzono do fabryk włókienniczych zlokalizowanych w Choroszczy.  22 rodziny zamieszkały w północnej dzielnicy miasta, na terenie dzisiejszego osiedla Bacieczki. 

 

Na cmentarzu niemieckim w Białymstoku odnajdziemy tylko kilka nagrobków. Na trzech z nich można odczytać nazwiska zmarłych. Największy, z figurą Jezusa, pozbawiony jest głowy. Reszta to betonowe obramowania mogił. Ostatni pochówek na cmentarzu przy ulicy Produkcyjnej odbył się  po II wojnie światowej. W 2009 roku urząd miasta nieco uporządkował nekropolię.

W fundamentach dworca umieszczono kapsułę czasu

W fundamentach dworca umieszczono kapsułę czasu

Prace wre i już na jesień oddanie zostanie oddany do użytku nowy dworzec PKS w Białymstoku. W poniedziałek w fundamentach umieszczono kapsułę czasu. Co znajduje się we wmurowanym akcie erekcyjnym? Tradycyjnie nie mogło zabraknąć dokumentu z nazwiskami pomysłodawców inwestycji. To jednak oczywiście nie wszystko. Szklana kapsuła zawiera również zdjęcia starego dworca, lokalne gazety oraz fotografie osób, które podpisały akt erekcyjny. 

Teraz rodzi się pytanie. Kiedy potomni ujrzą zawartość kapsuły? Musiałoby to się wiązać z gruntowną modernizacja lub rozbiórką. Ile czasu upłynie zanim nowy dworzec zakończy swój żywot? No cóż…na razie niech najpierw powstanie.

Co ukrywał Piłsudski w Białymstoku?

Co ukrywał Piłsudski w Białymstoku?

Józef Piłsudski wielokrotnie odwiedzał Białystok. Jako działacz Polskiej Partii Socjalistycznej czynił to raz na kwartał. Ze względów bezpieczeństwa podróżował samotnie. Tutejsi przyjaciele nazywali go towarzyszem Wiktorem albo Ziukiem. Spotkania odbywały się w jednym z czteropokojowych mieszkań na obecnej ulicy Jana Kilińskiego. Tam wręczał sprzymierzeńcom odezwy i gazetę ”Robotnik”, którą ukrywano w fortepianie jednej z rodzin. Zwykle brało w nich udział maksymalnie 7 osób.

 

Rzadko zdarzało się by nocował w mieście. Jeśli już, schronienie znajdował na ulicy Starobojarskiej. Zwykle opuszczał miasto tego samego dnia. Piłsudski dbał bowiem o innych. Nie chciał doprowadzić do aresztowań współpracowników.

 

Kolejna wizyta miała miejsce już po I Wojnie Światowej. Pod hotelem Ritz, gdzie zjadł obiad, zorganizowano manifestację na jego cześć. 3 lata później władze zadecydowały o nadaniu marszałkowi tytułu honorowego mieszkańca Białegostoku. Na czas przyjazdu powstały bramy triumfalne, a na dworcu witano Piłsudskiego chlebem i solą.

 

Jako, że był to poranek prezydent miasta zaprosił go na śniadanie do swego domu. Była to jedynie część nieoficjalna wydarzenia. Prawidłowe uroczystości z rozmachem odbyły się na Rynku Kościuszki. Nie zabrakło płomiennych przemówień i defilad.  Natomiast uroczysty obiad w ogrodach Pałacu Branickich zgromadził ponad 2 tys. Tak właśnie wyglądały ostatnie odwiedziny marszałka w mieście.

Na muralu w Choroszczy zobaczymy burmistrza

Na muralu w Choroszczy zobaczymy burmistrza

Jedni nazywają to sztuką, drudzy formą reklamy. W Choroszczy pod Białymstokiem jeden mural przyciąga szczególną uwagę. Dostrzec można w nim burmistrza miasta. Jednak malowidło powstało zanim Robert Wardziński objął swój urząd. Czarno-biały streetart stanowi formę promocji czasopisma, które było wydawane przez stowarzyszenie wówczas jeszcze kandydata na burmistrza. O agitacji politycznej nie może być więc mowy.

W Choroszczy powstaje coraz więcej murali. Jeden z nich ozdabia ściany urzędu miejskiego. Jest on swoistą mapą po okolicy. Przedstawia zabytkowe budynki, kapliczki, pomniki, a także miejsca rekreacji. Jego kolorystyka jest stosowana aby jak najlepiej wpasować się w charakter ulicy. 

Stworzył gazetę pod rosyjskim zaborem. Pisał po polsku.

Stworzył gazetę pod rosyjskim zaborem. Pisał po polsku.

Konstanty Kosiński urodził się 23 stycznia 1887 we wsi Bogusze Litewka w obecnym powiecie bielskim. W Białymstoku ukończył szkołę podstawową a na studia udał się do Petersburga. W 1915 roku zaangażował się w działalność społeczno – kulturową. Wraz z kilkunastoosobową grupą zapaleńców stworzył Towarzystwo Dramatyczne Pochodnia. Teatr ten pełnił ważną rolę patriotyczną.

 

Główną pasją Konstantego Kosińskiego było jednak dziennikarstwo. Gdy ukończył 25 lat zwrócił się do gubernatora o koncesję na wydawanie gazety w języku polskim. Warunek był tylko jeden – polityczna bezbarwność. Próba uzyskania zgody władz carskich na wydawanie gazety w języku polskim stanowiła wielki akt odwagi. Ostatecznie się udało.

 

Gazeta Białostocka była to pierwszą i jedynym czasopismem w języku polskim ukazująca się w mieście w czasach zaboru rosyjskiego. Wychodziła jako tygodnik. Wydawano ją z przerwami przez trzy lata. Jej ostatni numer ukazał się 15 sierpnia 1915 roku, tuz po wkroczeniu Niemców do Białegostoku.

 

Po odzyskaniu niepodległości, Konstanty Kosiński aktywnie współtworzył szkolnictwo podstawowe. Wkrótce też wznowił pracę dziennikarską jako współpracownik, a następnie jako redaktor naczelny Dziennika Białostockiego. Za swoje osiągnięcia został wielokrotnie odznaczony. Otrzymał Złoty Krzyż Zasługi oraz Krzyże Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Mecz Legia – Jagiellonia w popularnym filmie animowanym

Mecz Legia – Jagiellonia w popularnym filmie animowanym

Blok Ekipa to popularny serial animowany tworzony przez Bartosza Walaszka, znanego między innymi z zespołu Bracia Figo-Fagot, a także mniej znany szerszej publiczności jako producent, scenarzysta czy reżyser takich klasyków jak Bułgarski Pościkk, Wściekłe pięści węża, Sum tak zwany olimpijczyk, Kapitan Bomba, Koń Rafał, Piesek Leszek i wiele wiele innych. 

 

W najnowszym odcinku serialu animowanego Blok Ekipa Bartosz Walaszek poświęcił uwagę polskiej ekstraklasie. Trzej nierozłączni kumple – Walu, Wojtas i Spejson to wierni kibice Legii Warszawa. Pewnego dnia dochodzą do wniosku, że oglądanie meczów w telewizji mówiąc delikatnie nie jest najlepszym pomysłem. Mimo, że mają zakazy stadionowe, to Walu – czyli mózg całej trójki – wpada na genialny pomysł jak obejść tenże zakaz i znów poczuć moc wrażeń z polskiej ekstraklasy.

 

To jak wyglądał mecz Legia – Jagiellonia, a także jakim wynikiem skończyło się spotkanie zobaczycie w najnowszym odcinku. Miłego oglądania!

Król Afganistanu odwiedził Białystok.

Król Afganistanu odwiedził Białystok.

Spokojnie. Nie chodzi to o zjazd Talibów. Wszystko działo się w 1928 r. Białystok został przystankiem na trasie do Moskwy króla Afganistanu – Ammanulaha. Cała wizyta trwała mniej niż pół godziny. Wieści o przyjeździe gościa wzbudziły ogromne zainteresowanie w mieście. Dworzec zgromadził wielu ciekawskich. Na perony wpuszczano tylko za okazaniem specjalnej przepustki.

Pociąg salonowy pojawił się na dworcu o godz. 12:50. Rozbrzmiał hymn Afganistanu grany przez kompanię honorową, na wietrze trzepotały flagi. Król ubrany był po cywilnemu. Zasalutował w podziękowaniu za godną oprawę. Polscy oficjele – gen. Sosnkowski i płk. Wieniawa Długoszewski przywitali się z królewską strażą. Do wagonu wkroczył wicewojewoda Skrzyński ze swoją świtą. Po francusku życzył królowi przyjemnej podróży. Ten odpowiedział w swoim języku. Wyraził również podziw dla polskiej armii. Nie minęła chwila a skład ruszył dalej.W nadgranicznych Stołpcach król Amanullah przesiadł się do pociągu sowieckiego.

Lekarz, który pomagał ubogim. Poznajcie Józefa Chazanowicza.

Lekarz, który pomagał ubogim. Poznajcie Józefa Chazanowicza.

Dziś pamięć po nim jest, delikatnie mówiąc, znikoma. Przed wybuchem II Wojny Światowej jego imię nosiła jedna z ulic Białegostoku. Józef Chazanowicz niemal całe swoje życie spędził w stolicy Podlasia. Pora przypomnieć jego osiągnięcia.

 

Urodzony w Goniądzu J. Chazanowicz studiował nauki medyczne w Królewcu i Sankt Petersburgu. Do Białegostoku przybył w 1878 r. Jako lekarz okulista cieszył się wielkim uznaniem. Za darmo pomagał ubogim przez co zyskał miano społecznika. Nie mogąc patrzeć, jak traktuje się pacjentów w szpitalu, założył towarzystwo dobroczynne Linas Hacedek, co w tłumaczeniu oznacza dosłownie dyżury przy chorych. Działalność owego towarzystwa szybko się rozrosła. Wpierw powstała jadłodajnia, następnie apteka, a tuż po śmierci Chazanowicza, pogotowie ratunkowe.

 

Pasją lekarza była głównie literatura. Planował utworzenie żydowskiej książnicy narodowej, a część jej zasobów miało pochodzić z jego prywatnej biblioteki. Przyświecało mu ocalenie od zapomnienia hebrajskich pism. Jego marzenie się ziściło. W 1895 przesłał na Bliski Wschód pierwszą partię 8800 książek. Tak powstała Uniwersytecka Biblioteka w Jerozolimie. Chazanowicz opuścił Białystok po wkroczeniu Niemców do miasta, w 1915 roku i udał się w głąb Rosji. Dotarł do Jekaterynosławia, gdzie w domu starców, w nędzy i opuszczeniu zakończył życie 28 listopada 1918 roku”

 

 

Białystok upamiętni muzyka

Białystok upamiętni muzyka

Ryszard Skibiński to legenda polskiej muzyki i założyciel białostockiej grupy Kasa Chorych. W swej barwnej karierze współpracował z samym liderem zespołu Dżem, Ryszardem Riedlem. W latach 70. stworzył od podstaw pierwszy w kraju festiwal bluesowy. Organizowany jest do dziś.  Do tej pory w Białymstoku mogliśmy podziwiać jego gwiazdę w ”Alei Bluesa”. Już wkrótce doczekamy się również tablicy pamiątkowej na bocznej ścianie Białostockiego Ośrodka Kultury.

 

Owa tablica zastąpi płytę upamiętniającą Dawida Abelowicza Kaufmana, znanego pod pseudonimem Dżiga Wiertow. Urodzony w Białymstoku artysta należy do grona najwybitniejszych twórców filmów dokumentalnych. Zasłynął dzięki awangardowej produkcji ”Człowiek z kamerą”, którą przedstawiała jeden dzień z życia mieszkańców Związku Radzieckiego. Powiązania z komunistami nie przeszły bez echa. IPN zdecydował, że upamiętnienie ”współpracownika” sowietów jest nie na miejscu. Dlatego też tablica zostanie usunięta na zawsze.

 

W Zabłudowie powstała pierwsza drukarnia w regionie

W Zabłudowie powstała pierwsza drukarnia w regionie

Początki Zabłudowa jako miasta związane są ściśle z osobą Grzegorza Chodkiewicza, wielkiego hetmana litewskiego. Przywilej lokacyjny uzyskał on od króla Zygmunta Augusta. W 1563 r. Grzegorz Chodkiewicz ufundował kościół parafialny, cerkiew a przy niej szpital. Dla hetmana było to jednak za mało.

 

W pobliżu, w Supraślu, istniał największy na zachodnich rubieżach prawosławia ośrodek intelektualny. Dlatego też postanowił stworzyć pierwszą w regionie drukarnię. Do jej obsługi sprowadził fachowców z Moskwy. Iwan Moskwicin i Piotr  Mścisławiec mieli za sobą wydane takie pozycje jak ”Apostoł” czy ”Czasosława”. 8 lipca 1568 roku w drukarni zabłudowskiej rozpoczęto pracę nad inauguracyjnym dziełem. Ukończono je wiosną następnego roku.

 

Na pierwszej karcie znajdował się tytuł: Księga zwana Ewangelią Pouczającą. Drukarnia  miała więc służyć podniesieniu poziomu intelektualnego i rangi społeczności prawosławnej. Wydana księgą osiągnęła dużą popularność i była przepisywaną ręcznie przez prawosławnych Słowian i Greków. Jej liczne rękopisy krążyły po ziemiach słowiańskich przez wiele lat.

Działalność drukarni nie trwała zbyt długo. Zakończyła swój żywot w marcu 1970 r. Wpływ zdobnictwa graficznego i ornamentacyjnego Fiodorowa i Mścisławca można zauważyć jeszcze w XVIII wieku i to nie tylko w wydaniach cyrylickich, ale również w wielu księgach drukowanych czcionką łacińską. Do dziś na świecie zachowało się około pięćdziesięciu egzemplarzy ewangelii zabłudowskiej. 

 

Jagiellonia świętuje 97. urodziny

Jagiellonia świętuje 97. urodziny

Dziś swoje 97. urodziny obchodzi najbardziej utytułowany klub piłkarski w województwie podlaskim – Jagiellonia Białystok. Czego można życzyć solenizantowi? To chyba oczywiste. Przed żółto – czerwonymi ostateczny bój o mistrzostwo Polski.

 

Początki klubu sięgają lat 20. ubiegłego wieku. Wówczas to żołnierze stacjonującego w Białymstoku Batalionu Zapasowego 42 Pułku Piechoty powołali do życia Koło Sportowe. Na pierwszy sukces trzeba było czekać dekadę. ”Dzieci Białegostoku”  zdobyły mistrzostwo okręgu, dzięki czemu uzyskały prawo walki w barażu o awans do I Ligi. W nim jednak nie sprostała rywalom.

 

W 1932 r. doszło do fuzji sekcji piłkarskiej z lekkoatletyczną, co zaowocowało powstaniem klubu o nazwie BKS Jagiellonia. Jego herb kolorystyką nawiązywał do herbu miasta. Do tej pory jednak nie wiadomo, kto był pomysłodawcą emblematu. W następnych latach problemy finansowe i zawirowania historyczne sprawiły, że klub wielokrotnie zmieniał nazwę. Motor, Wici, Związkowiec Białystok – to tylko kilka z nich. Ostatecznie do starej nazwy powrócono w 1957 r. 

 

W najwyższej klasie rozgrywkowej Jagiellonia pojawiła się w 1987 r. Białostocką drużynę trenował wówczas Janusz Wójcik, późniejszy selekcjoner reprezentacji Polski. Debiut z Widzewem Łódź zakończył się remisem, a na trybunach zasiadło ponad 30 tys. kibiców. Rok później Jaga dotarła sensacyjnie do finału Pucharu Polski, gdzie przegrała z naszpikowaną gwiazdami Legią. Jak się później okazało, były to miłe złego początki. Kilka lat później klub spadł do IV ligi. Na powrót na salony kibice musieli czekać aż do 2007 r. 

 

Wkrótce pracę w klubie rozpoczął Michał Probierz, nazywany polskim Guardiolą. Sukcesy przerosły najśmielsze oczekiwania. Puchar, Superpuchar Polski oraz historyczny awans do europejskich rozgrywek napawały dumą całe Podlasie. Teraz pod wodzą tego samego trenera Jagiellonia ma nadal szansę na zdobycie korony mistrzowskiej. 

 

Zielone Świątki – 3 najciekawsze zwyczaje

Zielone Świątki – 3 najciekawsze zwyczaje

Zielone Świątki wywodzą się z tradycji pogańskiej, kiedy to święto było obchodzone, by powitać wiosnę. Obecnie nazwa ta jest ludowym określeniem Zesłania Ducha Świętego, które obchodzone jest 50 dni po Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Przez lata wykształciły się liczne obrzędy. Niektóre z nich mogą wydawać się nieco dziwaczne, ale tradycja to rzecz święta.

Zielone Świątki przynosiły urodzaj

Zielone Świątki przepełnione były praktykami zaklinania urodzaju i szczęścia dla gospodarstw. Jako, że wierzono w szczególną moc gałązek, okna i obrazy przyozdabiano brzozą i wierzbiną. Podłogę pokrywano zaś liśćmi tataraku. Takie działanie miało odstraszyć robactwo na cały rok. Dekorowanie domów zielenią, czyli majenie, w niektórych regionach Polski utrzymało się do dzisiaj, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie na Zesłanie Ducha Świętego obchodzone są odpust

Królewna i przebieranki

Jednym z powszechniejszych zwyczajów było tzw. chodzenie z królewną. Z całej wsi wybierano kilka dziewczyn i przebierano je w męskie stroje. Tylko jedna z nich nie miała takiego obowiązku. Królewna miała najczęściej ok. 6 lat i odświętnie ubraną noszono na rękach. Orszak przemierzał wieś i otaczające je pola. W związku z tym powstało przysłowie „Gdzie królewna chodzi, tam pszeniczka rodzi, gdzie królewna nie chodzi, tam pszeniczka nie rodzi”. Spacer kończył się zwykle w karczmie. Królewnę w gospodzie sadzano pośrodku stołu na poduszce. Jej matka, zazwyczaj zamożna ze wsi gospodyni, musiała ją wykupić stawiając na stole wódkę, chleb i ser. Wówczas dopiero do karczmy przybywali chłopcy.

Końskie wesele

Na Podlasiu kultywowano również końskie lub wołowe wesele. Kilku chłopców pędziło przez wieś zwierzę, z przywiązana do niego słomianą kukłą. Nie mogło również zabraknąć dla niej szabelki. Owe straszydło miało bowiem przypominać rycerza. Wół czy koń miał zaś za zadanie zrzucić cały ekwipunek. Dopiero wówczas można było udać się do gospody na zabawę. Za wołem wszyscy wołali ”Roduś, Roduś” – lecz do tej pory nie udało się nikomu dowiedzieć, co tak naprawdę znaczą owe słowa.

 

Rosa Raisa. Zapomniana gwiazda z Białegostoku.

Rosa Raisa. Zapomniana gwiazda z Białegostoku.

Białystok może pochwalić się wieloma znanymi osobistościami. Niestety, niekiedy są zapomniane. Jedną z takich wybitnych postaci jest śpiewaczka operowa, która w latach 30. ubiegłego wieku zawładnęła scenami za oceanem.

 

Rosa Raisa a właściwie Róża Bursztyn urodziła się w żydowskiej rodzinie w Białymstoku. Ze względu na prześladowania, już w wieku 14 lat wyemigrowała do Włoch. Tam też podjęła naukę śpiewu, początkowo w Palermo u Ewy Tetrazzini – znakomitej solistki operowej, później w Konserwatorium w Neapolu. 

 

Debiut na deskach opery przyszedł w 1913 r. Wykonała partię Leonory w operze ”Oberto” Giusepe Verdiego z okazji 100-lecia urodzin kompozytora. W tym samym roku rozpoczęła się jej kariera za oceanem. Dzięki występowi ze słynnym wówczas zespołem Chicago Grand Opera Company, nawiązała współpracę na scenach w Filadelfii. 

 

Wkrótce artystka rozpoczęła gościnne występy w mediolańskiej La Scali. Na dziesięciolecie wspólnych działań wykonała tytułową partię opery Turandot Giacomo Pucinniego. Lata trzydzieste wieku to okres sukcesów artystki, które odnosiła na największych festiwalach i scenach operowych Ameryki i Europy.

 

Po zakończeniu kariery scenicznej poświęciła się pracy pedagogicznej prowadząc wraz z mężem – włoskim tenorem Giacomo Riminim studia wokalne w Chicago. Po śmierci męża w 1952 roku zamieszkała w Los Angeles, gdzie zmarła.

Pałac w Supraślu – 5 faktów o Pałacu Buchholtzów

Pałac w Supraślu – 5 faktów o Pałacu Buchholtzów

Pałac Buchholtzów w Supraślu to niezwykła perła architektoniczna z przełomu XIX i XX wieku, majestatycznie górująca nad niewielką miejscowością na wschodzie Polski. Jego imponująca bryła oraz bogate detale architektoniczne stanowią wyraz ekstrawagancji i prestiżu, jakim cechowały się budowle z tego okresu. Założony na przełomie stuleci, pałac reprezentuje charakterystyczne cechy stylu architektonicznego epoki, charakteryzującego się elegancją, finezją oraz dbałością o szczegóły. Jego położenie w malowniczym otoczeniu, otulonym zielenią drzew i rozległymi ogrodami, dodaje mu dodatkowego uroku oraz tworzy niepowtarzalny klimat.

Pałac w Supraślu to jeden z najpiękniejszych pałaców na Podlasiu

Zbudowany przez bogatą rodzinę Buchholtzów i przez lata służył jako ich rezydencja. Obecnie pałac jest udostępniony dla zwiedzających i stanowi również popularny cel turystyczny. 

5 faktów o pałacu w Supraślu: 

1.  Początki obiektu związane są z dwoma żydowskimi włókiennikami, którzy przybyli z Łodzi, uciekając przed wysokim cłem na towary z Królestwa Polskiego. Fabryka sukna Wilhelma Zacherta i Adolfa Buchholtza seniora w krótkim czasie stała się jednym z największych w regionie. W jej pobliżu powstał murowany dom stanowiący podwaliny dla przyszłego pałacu.
2. Pałac powstał dzięki teściom Adolfa Bucholtza. Gdy młody przedsiębiorca chciał żenić się z jedną z najbogatszych panien łódzkich fabrykantów – Adelą Scheibler, rodzice narzeczonej zawitali na Podlasie sprawdzić, gdzie będzie mieszkać ich córeczka. Adolf usłyszał, że jeśli chce mieć za żonę Scheilblerównę, musi bowiem najpierw wybudować dla niej pałac. Wskutek tego budowa trwała ponad 13 lat.
3.  Adolf nie cieszył się długo żoną i pałacem. Pewnego dnia, w końcu 1903 roku  lub na początku 1904 , gdy przejeżdżał koło supraskiego klasztoru, wystraszone czymś konie poniosły i wywróciły powóz. Fabrykant zmarł po kilku dniach. Został pochowany na cmentarzu ewangelickim w Supraślu. Jeszcze w tym samym roku żona wystawiła mu tam okazałe mauzoleum.  Miejscowi mówią, ze wdowa w każdą niedzielę, aż do własnej śmierci (30 lat później), chodziła na cmentarz z kwiatami. Fabrykę męża sprzedała w 1910 roku, ale pozostała w pałacu w  Supraślu,
4. Pałac Buchholtzów słynął w okolicy z nowinek technicznych, ponieważ zainstalowano w nim bowiem windę i system centralnego ogrzewania.
5. Od 1959 r. mieści się w nim Liceum Plastyczne im. Artura Grottgera. Jest to instytucja podległa Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Szkołę kończyli chociażby innymi Leon Tarasewicz i Agnieszka Maciąg.

 

W podziemiach zamku odnaleziono tunele

W podziemiach zamku odnaleziono tunele

Na Podlasiu odnajdziemy co najmniej kilka ruin dawnych zamków. Zwykle wpędzają w nas zadumę. Jednym z takich obiektów są pozostałości fortecy z Sidrze położone nad rzeką o tej samej nazwie.

Zamek na wzgórzu powstał dzięki Eustachemu Wołłowiczowi w połowie XVI w. Pełnił wówczas funkcję Wielkiego Kanclerza Litewskiego. Jako, że prowadził on akcję osadniczą na tych terenach, forteca miała zapewnić bezpieczeństwo wszystkim sprowadzonym ludziom. Wiek później zamek jednak został przekształcony w pałac. Tak zdecydowali nowi właściciele, magnaci Potoccy. Do tej pory nie wiadomo co się stało z budynkiem w czasie potopu szwedzkiego i najazdu Moskali. Jako, że wrogowie mieli w zwyczaju plądrowanie takich obiektów, przypuszcza się, że pałac spotkał podobny los. Istniał on jeszcze do czasów powstania styczniowego. Ostatecznie został zaś rozebrany po roku 1880.

W latach 70. przeprowadzono wykopaliska. Badacze ustalili rozkład murów i pomieszczeń dawnego zamku. Szczególną uwagę wzbudziły piwnice. Odnaleziono tam bowiem tunel, który ponoć miał prowadzić na pobliski cmentarz. Uznaje się, że miało to być wyjście awaryjne na czas niebezpieczeństwa. Piwnice trzeba było jednak zasypać gdyż strop korytarza się zawalił. Tajemnicy więc już nie poznamy. 

Stalin stracił głowę dla Białegostoku

Stalin stracił głowę dla Białegostoku

Mija 10 lat od gruntownej przebudowy Rynku Kościuszki w Białymstoku. Mieszkańcy zdążyli się przyzwyczaić do betonowego krajobrazu. W czasie prac odkopano wiele śladów historii.  Wśród gruzów, przy ratuszu, odnaleziono chociażby pomnik ”pierwszego sowieta” a więc Józefa Stalina. Posąg pozbawiony był głowy. Skąd więc wiadomo, że to generalissimus? Otóż zdradziła go napoleońska postawa i radziecki płaszcz.

 

Komuniści chcieli zburzyć miejski ratusz i w jego miejsce postawić olbrzymi posąg Stalina. Swoich planów na szczęście nie zdążyli zrealizować ze względu na konflikt z Niemcami. Rozmiary pomnika wskazują, iż raczej nie miał szans by stanąć w centrum miasta. Figura ledwie przekracza bowiem metr. Na plener więc nie miała szans. Prawdopodobnie stanowiła ozdobę wnętrz. Jak jednak trafiła pod ziemię? Odpowiedzialni za to są hitlerowcy. Po wkroczeniu do miasta podpalili budynki w centrum. Potem zaczęli odgruzowywać teren, a zbędne materiały posłużyły do budowy placu.

 

Kraina wątku i osnowy. Młodzież nauczy się tkać

Kraina wątku i osnowy. Młodzież nauczy się tkać

Kraina wątku i osnowy – pod taką nazwą kryje się projekt mający na celu promocję tradycyjnego tkactwa. Projekt ten będzie trwał aż do listopada. Daje to wystarczająco dużo czasu na zapoznanie się z tą sztuką i jej praktyką dla wszystkich zainteresowanych. Przez ten okres organizatorzy będą zachęcać młodzież do zajęcia się dawnym rzemiosłem. Ktoś w końcu musi przejąć pałeczkę. Dzięki takim działaniom „Kraina wątku i osnowy” stanie się nie tylko projektem promującym tradycyjne tkactwo, ale także inspirującym wydarzeniem, które może zmienić sposób, w jaki młodzi ludzie postrzegają dziedzictwo kulturowe i rzemiosło.

Kraina wątku i osnowy – szlak turystyczny

Gminy Janów i Korycin, położone w malowniczym województwie podlaskim, stanowią oazę wiejskiego życia w powiecie sokólskim. Właśnie tutaj, w sercu tych urokliwych regionów, planuje się stworzenie specjalnego szlaku turystycznego. Co czyni ten obszar wyjątkowym? To tutaj tkactwo odgrywa niezwykle istotną rolę w tradycji i dziedzictwie lokalnej społeczności. W gminach Janów i Korycin powstanie specjalny szlak turystyczny. W tych regionach bowiem odnaleźć można najwięcej gospodyń trudniących się tkactwem tzw. tkaniny dwusosnowej. Jest to jeden z bardziej znanych wyrobów regionalnych. Szlak będzie odpowiednio oznakowany aby każdy chętny miał szansę zapoznać się z tradycyjnymi technikami rzemiosła.

Warsztaty także w Białymstoku

Warsztaty tkactwa w Białymstoku stanowią fascynującą okazję, by zgłębić sztukę tkactwa, łącząc tradycję z nowoczesnością. W ciągu pięciu dni uczestnicy będą mieli okazję przyswoić sobie nie tylko podstawy tego rzemiosła, ale również odkryć jego przydatność. Twórcy ludowi, jak i osoby zainteresowane rozpoczęciem własnej działalności w tej dziedzinie, znajdą tutaj inspirujące wskazówki i praktyczne umiejętności, które pozwolą im na eksplorację własnych możliwości oraz na rozwinięcie kreatywności. Warto spróbować! Uczestnictwo w warsztatach tkactwa w Białymstoku, ponieważ pozwolą one zgłębić sztukę tkactwa, łącząc tradycję z nowoczesnością, oraz odkryć niezwykły potencjał tego rzemiosła w kontekście współczesnego świata, dając inspirujące wskazówki i praktyczne umiejętności, które pomogą rozwijać kreatywność i eksplorować własne możliwości.

W Białymstoku istniała skocznia narciarska

W Białymstoku istniała skocznia narciarska

Czy Białystok to dobre miejsce na uprawianie sportów zimowych? Choć sama nazwa może sugerować coś innego, obecnie w stolicy Podlasia narciarze nie mają wielkiego pola manewru. W latach 40. było troszkę inaczej. Na ulicy Kawaleryskiej, w miejscu gdzie stoi bazar zbudowano nawet… skocznię.

Choć nie było ona wielkich rozmiarów, umożliwiała rozegranie imprezy o randze mistrzowskiej. Stalową konstrukcję przykryto deskami i gotowe – można było latać w przestworzach. Z tym, że latanie to za dużo powiedziane. Najlepsi Białostoczanie osiągali wyniku kilkunastometrowe. Bez profesjonalnego treningu to i tak niezły rezultat. Nic nie wiadomo o ewentualnych ofiarach skoczni. Należy więc uznać, że każdy śmiałek miał miękkie lądowanie.

Skocznię rozebrano przed dożynkami centralnymi, które odbyły się w mieście w 1973 r. Obok niej powstała wystawa rolnicza. Kto wie, może gdyby nie PRL, doczekalibyśmy się w Białymstoku ”mamuta”. 

5 najciekawszych produkcji promujących Podlasie

5 najciekawszych produkcji promujących Podlasie

1.  W 2010 r. produkcja ta zdobyła nagrodę grand prix podczas II Edycji Festiwalu Filmów Promocyjnych Miast i Regionów organizowanego w Gdyni. Pokonała ponad 40-u konkurentów. Film powstawał przez 4 miesiące, a jego realizacja kosztowała 45 tys. zł. Kadry przyrodnicze przeplatają się akcentami kulturowymi, co przy odpowiedniej oprawie dźwiękowej tworzy całkiem niezły efekt.

 

2. Klip ten wzbudził wiele kontrowersji, gdyż emanuje nagością. Podobnie jak pierwsze propozycja, powstał z inicjatywy Urzędu Marszałkowskiego. Tym razem skupiono się na konkretnym regionie, mianowicie Puszczy Augustowskiej. Postawiono też na twarze znanych sportowców – kajakarza Marka Twardowskiego i kolarza Pawła Skowrońskiego. Panowie ścigają się na jeziorze Krzywym, napotykając na swej drodze urokliwe dziewczyny i bezwstydnych facetów. Kto wyszedł zwycięsko z wyścigu? 

3. Gdy poniższa produkcja trafiła do szerokiej publiczności, ruszyła lawina negatywnych komentarzy. Wiele osób twierdzi do tej pory, że spot bardziej pasuje do reklamy piwa niż do promocji regionu. Ujęcia plenerowe kręcono m.in. na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego, Biebrzańskiego Parku Narodowego i w Puszczy Knyszyńskiej. Akcja rozgrywa się w prawdziwej saunie parowej zlokalizowanej we wsi Waliłki, zamieszkanej przez staroobrzędowców. O co ten hałas? Nagi mężczyzna zostaje nie jako ”opętany Podlasiem”. Zamienia się w pixelowatego konia, żubra i bobra. Stąd też tytuł spotu – Natura przejawia się różnie.

4. Prace nad tym filmem trwały przez 3 lata. Cząstka Podlasia to czterdziestominutowy film dokumentalny, który przerósł wszelkie oczekiwania twórców.  Bilety na pokazy rozchodziły się błyskawicznie. W samym Białymstoku grany był przez 2 miesiące. Film doskonale łączy obraz z muzyką symfoniczną. Mistyka przeplata się zaś z rzeczywistością. Produkcja miała wzbudzać głębsze refleksje i tak też się stało. Po prostu wow! Miejsca, które znamy, od tej pory staną się czymś więcej.

5. Go – Podlasie ukazuje wszelkie możliwe sposoby aktywnego spędzania czasu. Dzięki odpowiedniemu montażowi mamy wiec do czynienia z prawdziwą przejażdżką po wschodnich terenach. W produkcji nie brali udział profesjonalni aktorzy. To sprawiło, że wszystkie sceny są niezwykle autentyczne. Zobaczymy w nich ludzi pełni pasji, którzy przemierzają podlaskie szlaki w poszukiwaniu dużej dawki emocji. Materiał powstał na terenie Puszczy Knyszyńskiej, Suwalszczyzny i Doliny Biebrzy, tylko i wyłącznie ze środków własnych twórców. 

 

Teatr nawiązuje do kultury regionu

Teatr nawiązuje do kultury regionu

Jest to zdecydowanie jeden z ciekawszych teatrów jaki powstał po 1989 r. Działa z niewielkimi przerwami w miejscowości Supraśl pod Białymstokiem. Wierszalin swą nazwą nawiązuje do osady, którą przed laty założył samozwańczy prorok Eliasz Klimowicz. Chciał on stworzyć Nowe Jeruzalem, które według założycieli teatru stanowi również fakt duchowy.

 

Główną inspiracją grupy jest religia i kultura pogranicza polsko-białoruskiego. Taką tematykę miała oczywiście tez pierwsza pozycja w repertuarze pt.” Turlajgroszek”. Nawiązują chętnie do mitów, przetwarzając je pod potrzeby współczesnych odbiorców. Teatr umiejętnie łączy aktorstwo ”żywego planu” z lalkami, figurkami czy maskami.

 

Teatr Wierszalin wiele razy występował poza granicami kraju. Brał udział w festiwalach w Japonii, USA czy Australii. Trzy razy zdobył prestiżową nagrodę Fringe First w Edynburgu. W 1994 r. odebrał dyplom uznania za wybitne zasługi dla polskiej kultury. Przyznany został on Ministra Spraw Zagranicznych RP.

Puszcza Knyszyńska konno – odkryj jej uroki z siodła konnego

Puszcza Knyszyńska konno – odkryj jej uroki z siodła konnego

Puszcza Knyszyńska konno to unikalna okazja do odkrywania piękna przyrody i historii regionu. Jest to rozległy kompleks leśny położony na Wysoczyźnie Białostockiej w województwie podlaskim. Puszcza Knyszyńska jest atrakcyjnym miejscem dla miłośników przyrody i turystów. Znajduje się tam wiele szlaków turystycznych, które umożliwiają zwiedzanie i podziwianie piękna tej okolicy. Można również skorzystać z bogatej oferty rekreacyjnej, takiej jak wędrówki piesze i rowerowe, spływy kajakowe czy przyjemny wypoczynek na łonie natury.

Odkryj uroki Puszczy Knyszyńskiej na koniu

W Polsce istnieje bogactwo miejsc, które kuszą miłośników konnych wycieczek oznakowanymi szlakami. Jednym z nich jest malownicza Puszcza Knyszyńska, która stanowi niezwykłą atrakcję dla entuzjastów jazdy konnej. Podążając wierzchem przez te tereny, mijamy liczne ośrodki jeździeckie, gdzie możemy zaparkować naszego towarzysza i skorzystać z ofert noclegowych. Przemierzając te szlaki, nie tylko odkrywamy piękno przyrody Puszczy, ale również napotykamy na wiele architektonicznych i kulturowych klejnotów. Szlak zaczyna się w kolonii Folwarki Tylwickie, a kończy w urokliwej Krynicy, obejmując w sumie ponad trzynaście miejscowości. Większość z nich to malownicze wioski, jednakże na naszej drodze leży także miasteczko Supraśl. Warto zauważyć, że nasza trasa przecina inne szlaki, zarówno dla pieszych, jak i rowerzystów, co dodatkowo wzbogaca nasze doznania podczas podróży.

Puszcza Knyszyńska konno to…

Puszcza Knyszyńska konno to zapowiedź niezapomnianych wrażeń i atrakcji, które przyciągają nie tylko miłośników jeździectwa, lecz również wszystkich poszukujących niezwykłych doznań. Co więc czeka nas w trakcie naszej podróży? Jest to pełne tajemniczej magii doświadczenie, którego pełna lista atrakcji nie mieści się w jednym opisie. Na naszej trasie oczekują nas warsztaty rękodzieła ludowego, gdzie możemy zagłębić się w tradycyjne rzemiosło regionu. Nie brakuje także pomników przyrody, które przykuwają wzrok i zachęcają do refleksji nad pięknem natury. Dodatkowo, odkryjemy malownicze meandrujące rzeki, które otaczają nas swoim spokojem i harmonią. Są także pola golfowe, oferujące odrobinę luksusu i sportowej rywalizacji. W Puszczy Knyszyńskiej czeka na nas prawdziwa mozaika doznań i możliwości. Każdy podróżnik znajdzie tu coś, co poruszy jego duszę i zaspokoi ciekawość. To zaproszenie do nieustannego odkrywania i delektowania się przygodą, która czeka tuż za kolejnym zakrętem.

Atrakcje w Supraślu – wyjątkowa sosna przyciąga turystów

Atrakcje w Supraślu – wyjątkowa sosna przyciąga turystów

Atrakcje w Supraślu, które musisz zobaczyć. To tutaj, w tej niewielkiej miejscowości odnajdziemy święte drzewo. Supraśl to urokliwe miasto położone w województwie podlaskim, na terenie powiatu białostockiego. Leży nad rzeką Supraślą, a jego otoczenie stanowi malownicza Puszcza Knyszyńska.

Atrakcje w Supraślu – bogactwo przyrody i kultury

Jest to idealne miejsce dla miłośników spacerów i aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu. Puszcza Knyszyńska jest pełna szlaków turystycznych, które pozwalają odkrywać niezwykłe krajobrazy i unikalną florę i faunę tego regionu.

Odkryj magię Supraśla – wyjątkowa sosna

Supraśl to nie tylko zwykłe miasto, również miejsce o bogatej historii i głębokich tradycjach. Jednym z symboli tego miasta jest dwustuletnia sosna, która przez wiele lat nie była jedynie zwyczajnym drzewem. Jedna z mieszkanek miasteczka zawiesiła na niej wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Miała to być pamiątka po długim okresie prześladowań kościoła przez carskiego zaborcę. Ponadto warto dodać, że taki zwyczaj pochodzi jeszcze z czasów pogańskich. Po śmierci bliskich umieszczano na drzewach tzw. tykła, czyli wotywne deski. Ta dwustuletnia sosna staje się więc symbolem nie tylko duchowej głębi i tradycji, ale również pamiątką przeszłości, która kształtuje to piękne miasto. Przez lata, wokół tego drzewa, zbierały się pokolenia, aby modlić się, celebrować wspólne chwile i pielęgnować dziedzictwo przodków.

Święte drzewo w Supraślu

Sosna urosła w Supraślu do rangi symbolu. Nazywano ją świętą. Niegdyś gromadziła wokół siebie liczne grupy modlitewne. Do okresu II Wojny Światowej otaczał ją gęsty las. Chroniona przez mieszkańców jako jedyna ocalała od masowej wycinki, natomiast drzewo runęło na ziemię w 2009 r. Jednakże postanowiono, że pozostanie na swym miejscu. W rezultacie sosnę zadaszono i tym samym stała się kolejną atrakcją miasteczka. Ponoć drzewo pozytywnie wpływa na zakochanych. Oświadczyny przy sośnie gwarantują udane małżeństwo.  Supraśl to miejsce, które doskonale łączy piękno przyrody z bogatą historią i kulturą. Ponadto oferuje szeroki wybór atrakcji dla osób pragnących wypocząć na łonie natury, jak i dla pasjonatów historii i sztuki.

 

5 faktów o ulicy Kilińskiego w Białymstoku

5 faktów o ulicy Kilińskiego w Białymstoku

Ulica Jana Kilińskiego w Białymstoku ta posiada unikalny charakter, gdyż jako jedyna w mieście zapewnia klimat prawdziwej starówki. Warto dowiedzieć się o niej trochę więcej. Do dzieła!

1.  Jako jedyna ulica w Białymstoku obchodzi swoje imieniny. Nic w tym dziwnego. Tylko na niej zachował się klimat prawdziwej starówki. Co roku z tej okazji organizowane są występy muzyków czy pokazy taneczne. Nie brakuje nigdy wystaw malarskich i stoisk z wyrobami rzemieślniczymi. 

2. Początki ulicy sięgają XVIII w. Droga była niegdyś zwykłą polną ścieżką, prowadząc od Rynku do Pałacu i dalej na Bojary. Posiadała więc charakter tranzytowy, łącząc dwie strony Białegostoku. Nazwę otrzymała dopiero na początku XIX wieku, gdy przy niej osiedliła się elita niemieckich bankierów. Stąd też nazwano ją Niemiecką. Po zakończeniu I wojny światowej zmieniono nazwę na Jana Kilińskiego, szewca uczestniczącego w Powstaniu Kościuszkowskim. Kolejna wojna to powrót do dawnej nazwy. Koniec niemieckiej okupacji przyniósł  powrót do nazwy J. Kilińskiego, która funkcjonuje do dziś.

3. Ulica zmieniała coraz swoich właścicieli. Wpierw należała do dworu Branickich, potem do Niemców, lokalnej szlachty i Żydów. Ciekawe lokale, wysoka jakość usług i dostęp do kultury przyciągały nie tylko przemysłowych magnatów. Od lat 60. XIX wartość działek rosła w zastraszającym tempie. W dwie dekady podrożały dziesięciokrotnie. W czasach okupacji ulica została nazwana ”Niemiecką”. 

4. Ze względu na swój prestiżowy charakter, zamieszkiwały przy niej znane postacie. Jedną z nich był Romuald Lenczewski. Ten wybitny architekt pochodzący ze wsi Leńce zaprojektował kościoły w Surażu, Wasilkowie i Dobrzyniewie Kościelnym. Był też członkiem Komitetu Budowy białostockiej ”Fary”.

5. W połowie XVIII w. na ul. Kilińskiego wzniesiono Pałacyk Gościnny, w którym to nocowały wybitne postacie ze świata polityki i kultury. Obecnie mieści się tam urząd stanu cywilnego. Nieopodal kościoła powstała wozownia, która została z czasem przekształcona w kamienicę, gdzie siedzibę miała loża masońska. Gwałtowny rozwój ulicy nastąpił głównie dzięki likwidacji otaczających ją stawów. Powstał chociażby hotel Ritz, który stał się wizytówką miasta. 

To pierwsze takie wykopaliska w Tykocinie

To pierwsze takie wykopaliska w Tykocinie

Synagoga w Tykocinie pełniła swą prawowita rolę przez trzy stulecia. Obecnie mieści się tam jeden z oddziałów Muzeum Białostockiego. To jeden z najstarszych budynków tego typu w kraju. Bożnica powstała w 1642 r. i aż do II Wojny Światowej stanowiła centrum duchowne żydowskiej społeczności miasteczka. Nic więc dziwnego, że tereny z nią sąsiadujące przyciągnęły archeologów.

 

W ciągu kilku dni odnaleziono setki śladów przeszłości. Jest to głównie ceramika naczyniowa związane z codziennym użytkownikiem. Kafle od pieców, garnki, naczynia – to wszystko skrywała ziemia. Największym odkryciem były jednak ceglano – kamiennne fundamenty datowane na XVIII w. Przypuszcza się, że to pozostałość po kramach, jakie nakazał zbudować hetman J. K. Branicki. Prace prowadzone przez Muzeum Podlaskie potrwają do połowy lipca. Badacze chcą zając się jak największym obszarem

W Białymstoku za żywność chcieli płacić wódką

W Białymstoku za żywność chcieli płacić wódką

W połowie XIX w. przeciętny mieszkaniec Królestwa Polskiego wypijał rocznie 10 litrów czystego alkoholu. Białostoczanie wznosili się ponad przeciętność. Władze miasta starały się stwarzać pozory walki z pijaństwem, ale wychodziło im to średnio. W 1897 r. w Białymstoku powstał oddział Imperium Towarzystwa Trzeźwości. Mieścił się on w Domu Szlachty na ulicy Lipowej. Organizacja była niezwykle zbiurokratyzowana gdyż zasiadali w niej głównie lokalni urzędnicy. Podobną rolę miało pełnić towarzystwo powołane do życia przez ewangelików. W jego składzie znajdowały się głównie żony żydowskich magnatów przemysłowych.

 

Wraz z nadejściem wojny zwiększyła się ilość spożywanych procentów. Niemal na każdej ulicy Białegostoku można było znaleźć kogoś, kto zajmował się produkcją trunków. Jako, że był to niezwykle dochodowy interes, nikogo nie odstraszała wizja więzienia. Zarówno wojsko i policja poszukiwała nielegalnych fabryczek. Śledczy często szli za…węchem. Jako, że samogon posiada charakterystyczny zapach, nachylali się nad rynsztokiem i wdychali swojskie aromaty.  Gdy już taką znaleźli, często za ”skromny podarunek” zapominali o sprawie. Łapówki były więc na porządku dziennym. 

 

W Białymstoku podjęto próbę użycia wódki jako oficjalnego środka płatniczego. Do takiego pomysłu skłoniła ludzi bieda. Wprowadzono więc hasło ”wódka za żywność”. Tak właśnie mieli się rozliczać w sklepach.  Niemcy okupujący miasto jednak nie zgodzili się na nietypową formę transakcji. Uznali, to za niezbyt moralne posunięcie. 

 

Po zakończeniu wojny problem alkoholowy nie zniknął. Wręcz przeciwnie. Wszystko przez związek potajemnych gorzelników, nazywany ”Verein”. Transportował on bimber chociażby do Grodna czy Warszawy. Organizacja zrzeszała ponad stu fachowców od samogonu. Posiadała swoje struktury z prezesem na czele. Specjalny dział zajmował się rozdawaniem łapówek dla urzędników czy policjantów.

Miniaturowe pociągi zobaczymy tylko w Łapach

Miniaturowe pociągi zobaczymy tylko w Łapach

Łapy niedaleko Białegostoku były niegdyś kolejarską potęgą. To już przeszłość, choć wspomnienia o wielkości nadal żyją. Po upadku Zakładów Naprawczych tysiące osób zostało bez pracy. Z łezką w oku, co roku, miasto organizuje wystawę makiety kolejowej, która zyskała status imprezy ogólnopolskiej. Kolejna edycja ”Kolei w miniaturze” odbędzie się już w piątek w hali sportowej Zespołu Szkół Mechanicznych.

 

To tutaj będzie można zobaczyć miniaturowe pociągi, które kursują po torach o długości około 5 km. Pociągi te to repliki prawdziwych wagonów i lokomotyw, a ich rozmiar zmniejszono o połowę. Podróż nimi to nie tylko atrakcja dla najmłodszych, ale także dla dorosłych miłośników kolei.

Dodatkowo na wystawie będziemy mieli okazję podziwiać trasę kolejową powstałą z ponad kilkudziesięciu makiet. Zostały one przygotowane przez modelarzy z całego kraju. Trasa prowadzi przez lasy oraz pola i oferuje piękne widoki. Współpraca przyniosła ponad 200 metrów torów kolejowych i kilkanaście stacji. Wszystkie makiety są niezwykle realistyczne. Zadbano o każdy detal. Dotyczy to także całej infrastruktury – mostów i tuneli. Nie zabraknie również odwzorowanych krajobrazów, ale i …śmieci. Takie obrazki bowiem widzimy na co dzień z okien pociągów. Wszystko zostało wykonane w skali 1:120 i 1:87.

W tegorocznym wydarzeniu weźmie udział również Stacja Muzeum z Warszawy. Zaprezentuje ona ”zdobycze” historyczne mające związek z dziejami kolei w naszym regionie. Zaprezentują również starannie wykonane modele wagonów i lokomotyw będące własnością placówki.

Otwarcie wystawy zostało zaplanowane  na sobotę 27 maja, o godz. 10:00. Wydarzeniem inaugurującym będzie inscenizacji zderzenia samochodu z pojazdem kolejowym i pokaz ratownictwa, który rozpocznie się o godz. 11:00 na terenie rampy kolejowej położonej w sąsiedztwie Zespołu Szkół Mechanicznych.

Dla fotografii poświęcił wszystko

Dla fotografii poświęcił wszystko

Antoni Węcławski był jednym z najlepszych polskich fotografów przedwojennych. Dziś zapomniany, przed laty świecił triumfy. Poznajmy bliżej tego urodzonego w Białymstoku artystę.

 

Fotografią zajął się po I Wojnie Światowej. Brak odpowiedniego wykształcenia nadrabiał niesłychanym talentem. Na co dzień zajmował się początkowo udzielaniem pożyczek. Karierę rozpoczął wraz z przyjęciem do Polskiego Towarzystwa Fotograficznego. Jego prace można było podziwiać również za granicą, głównie na wystawach zbiorowych. Sukcesy nie przeszły bez echa. Zaproszono go więc do Fotoklubu Polskiego, który skupiał najważniejszych twórców.

 

Karierę Antoniego Węcławskiego przerwała wojna. Walczył w kampanii wrześniowej, a potem trafił do niemieckiej niewoli. Po zakończeniu działań militarnych wrócił do kraju. Najpierw zajął się pracą biurową w okolicach Poznania, lecz wkrótce postanowił wrócić do swej pasji i miast rodzinnego. W Białymstoku nie wszystko poszło po jego myśli. Otworzony zakład fotograficzny nie cieszył się dużym zainteresowaniem.  Wyprowadził się więc za chlebem do Warszawy, gdzie wykładał w szkołach zajmujących się fotografią. Zmarł w stolicy w wieku 94 lat.

5 faktów o dworku w Hieronimowie

5 faktów o dworku w Hieronimowie

W niewielkiej wsi Hieronimowo w powiecie białostockim odnajdziemy ruiny jednego z najpiękniejszych podlaskich dworków. Powstały w XVIII w. utrzymany w barokowym stylu pałac stanowił  siedzibę kolejnych właścicieli niegdyś wzorcowego i dobrze prosperującego folwarku. 

 

1.  Majątek, na którym powstał dwór, został nazwany na cześć założyciela – Hieronima Radziwiłła. Pełnił on funkcję podkomorzego Wielkiego Księstwa Litewskiego i starosty mińskiego. Wcześniej tereny należały do rodziny Chodkiewiczów. 

 

2. Dwór do świetności doprowadził generał wojsk polskich z czasów Powstania Listopadowego. Powstał ogród z aleją spacerową i stawem. We wnętrzach można było zaś podziwiać dzieła sztuki z całego świata.

 

3. O dawnym blasku rezydencji dowiadujemy się z relacji…Napoleona. Nie chodzi jednak o imperatora. Napoleon orda był znanym pianistą, rysownikiem i malarzem przyjaźniącym się z samym Chopinem. Jako, że często podróżował, opisywał napotkane przez siebie wyjątkowe obiekty. To on jest twórcą ”Albumu Widoków Polskich”, gdzie odnajdziemy 260 rysunków pereł architektonicznych.

 

4. Po II Wojnie Światowej majątek został przejęty przez PGR. Jako, że dworek w wyniku działań został spalony, cegły jakie z niego zostały, posłużyły do budowy nasypu drogi wiodącej przez park.

 

5. Dwór zrekonstruowano w latach 70. Odbudowano oficynę i kilka budynków gospodarskich. Obecnie posiadłość jest w rękach prywatnych. W oficynie znajduje się biuro firmy prowadzącej fermę drobiarską. Wielkość dworku pamiętają tylko stare modrzewie…

Białostoczanin wyreżyseruje Wiedźmina. Premiera na Netflixie.

Białostoczanin wyreżyseruje Wiedźmina. Premiera na Netflixie.

Wszystko wskazuje na to, że doczekamy się godnej ekranizacji kultowych już opowiadań o Wiedźminie. Prozę Andrzeja Sapkowskiego przetłumaczono na 20 języków. Przez długi czas utrzymywała się na listach bestsellerów. Popularność przygód głównego bohatera, Geralta nie przeszła nie zauważono przez twórców gier. Seria Wiedźmin została już sprzedana w wielu milionach egzemplarzy.

 

Jednym z reżyserów Wiedźmina będzie urodzony w Białymstoku Tomasz Bagiński. Możemy więc być spokojni o jakość efektów specjalnych. Już sam fakt nominacji artysty do Oscara za ”Katedrę” mówi sam za siebie. Ostatnio talent Bagińskiego można było dostrzec w produkcjach cyklu ”Legendy Polskie”. Prawdziwy majstersztyk! Poza Bagińskim przy produkcji nie zabraknie innych cenionych postaci ze świata filmu. Jest nim chociażby twórca ostatniej odsłony ”Mumii” Sean Daniel. 

 

Nowa wersja Wiedźmina miała wyjść jako film długometrażowy, lecz koncepcję po kilku latach rozmów zmieniono. Proza A. Sapkowskiego została bowiem uznana za zbyt wartościową by zamknąć ją w dwu godzinnej produkcji. Twórca Wiedźmina, również będzie uczestniczył w projekcie jako konsultant kreatywny. Adaptacja ma być wierna materiałowi źródłowemu, co jeszcze bardziej ucieszy fanów opowiadań. Nad całością przedsięwzięcia czuwa platforma Netflix, będąca obecnie jednym z największych producentów seriali. To jej zawdzięczamy takie hity jak ”House of cards” czy ”Stranger things”. Jednego możemy być pewni. W produkcji zabraknie gumowych smoków, jakie mogliśmy ”podziwiać” w polskiej ekranizacji.

 

Źródło zdjęcia: Wikipedia

 

Kościół w Tykocinie odkrywa sekrety

Kościół w Tykocinie odkrywa sekrety

Do remontowanego kościoła w Tykocinie wprowadzono georadar. O tym, że pod głównym ołtarzem znajduje się grobowiec, wiedziano od dawna, ale badania przyniosły niespodziewane rezultaty. Odkryto bowiem coś zaskakującego.

 

W mauzoleum spoczywają szczątki zarządców miasteczka nad Narwią – Potockich i Roztworowskich. Na czas remontu ich trumny zostały przeniesione. Wkrótce jednak wrócą na swe miejsce. A to dlatego, że grobowiec zostanie otwarty dla zwiedzających. Stanie się tak jeszcze w tym roku.

 

Nawy boczne z założenia powinny posiadać krypty. Ten kościół okazał się jednak wyjątkiem. W ogródku pod świątynią georadar coś jednak wychwycił. Były to mury o szerokości przekraczającej metr. Świadczy to o tym, że J. K. Branicki lokując kościół przesunął ją bliżej rynku.

 

Kościół w Tykocinie to jedna z wizytówek miasta i stały punkt wycieczek. Dzięki gruntownemu remontowi liczba zwiedzających jeszcze się zwiększy. Remont trwający w środku i na zewnątrz potrwa jeszcze przez 3 lata. Cały teren zostanie objęty monitoringiem.

Zbieracze prezentowali owoce swych poszukiwań

Zbieracze prezentowali owoce swych poszukiwań

Impreza ta przyciąga kolekcjonerów z całego kraju. Co roku w Białymstoku odbywają się Targi Minerałów i Biżuterii ”Skarby Ziemi”. W weekend miała miejsce już czternasta edycja wydarzenia. Stoiska wręcz uginały się pod ciężarem oryginalnych kamieni.

 

Wystawcy aby zdobyć cenny kruszec nieraz musieli wybrać się do dalekich zakątków globu. Pochłonięci pasją nie zważają czasem na niebezpieczeństwa. Zdobyte fluoryty, rubiny czy bursztyny wyglądają jak prawdziwe arcydzieła natury. Cieszą jednak nie tylko wzrok. Ich posiadanie to prawdziwa satysfakcja. Właściciele kamieni mogą być więc dumni z owoców swych poszukiwań. Tym bardziej, że każdy odwiedzający stoiska kwituje je wielkim ”wow”. Wielu wystawców przyznaje, że owe ”małe rzeczy” mają czasem większą wartość emocjonalną niż prywatną.

 

Na targach można było kupić minerały nie tknięte ręką człowieka, ale też te obrobione przez fachowców. Kamienie służą im jako budulec chociażby ozdobnych zegarów. Największe zainteresowanie, nie tylko wśród Pań, budziła tradycyjnie biżuteria. Dodatki subtelnie potrafią podkreślić urodę każdej przedstawicielce płci pięknej.

Konkurs przypomina o Podlaskich smakołykach

Konkurs przypomina o Podlaskich smakołykach

Konkurs „Nasze kulinarne dziedzictwo – Smaki Regionów”, odbywający się już po raz siedemnasty w białostockich „spodkach”, przyciągnął uwagę licznych entuzjastów kulinariów. Tegoroczna edycja zgromadziła imponującą liczbę uczestników – 84 producentów, którzy zaprezentowali 129 wyrobów podzielonych na 4 kategorie konkursowe. To wydarzenie cieszyło się ogromną popularnością. Podkreśla ono nie tylko bogactwo kulinarnych tradycji, ale także ich znaczenie dla dziedzictwa regionalnego.

Bogactwo smaków i tradycji: kulinarne święto Podlasia

Podczas konkursu prezentowano szeroki wachlarz produktów. Począwszy od pieczonych mięs, kiełbas, salcesonów. Skończywszy na pasztetach, pierogach, ciastach, dżemach, sokach, winach czy nalewkach. Bogactwo i różnorodność oferowanych smaków miało na celu nie tylko zaspokojenie podniebienia. Przede wszystkim ocalenie od zapomnienia tradycyjnych receptur oraz promowanie lokalnych produktów. Podlaski konkurs stanowi jednocześnie pierwszy etap, z którego wyłaniani zostaną kandydaci do tytułu „Perła 2017”. Finał o ogólnopolskim charakterze odbędzie się we wrześniu w Poznaniu. Produkty reprezentujące Podlasie będą miały szansę zdobyć uznanie na szerszym forum.

Słynne produkty podlaskiej kuchni: ser z Korycina i kindziuk z Puńska

Z Podlasia na przestrzeni lat sławę zyskały takie produkty jak ser z Korycina czy kindziuk z Puńska. Ponad trzydzieści trzykrotnie potrawy i wyroby z tego regionu okazały się najlepsze, co świadczy o wysokiej jakości i wyjątkowym smaku produktów. Kulinarne dziedzictwo Podlasia, reprezentowane przez uczestników tego konkursu, stanowi nie tylko wyraz lokalnej tradycji, ale także bogactwo kulturowe regionu, które przyciąga uwagę zarówno miłośników kulinariów, jak i osób poszukujących autentycznych doznań smakowych. Warto więc doceniać i promować te wyjątkowe produkty.

Konkurs „Nasze kulinarne dziedzictwo – smaki regionów”: promowanie lokalnych delikatesów

Wydarzenia takie jak konkurs „Nasze kulinarne dziedzictwo – Smaki Regionów” stymulują rozwój lokalnej branży spożywczej i promują świadomość kulturową i regionalną tożsamość. Poprzez eksponowanie tradycyjnych potraw i wyrobów, konkurs kultywuje dziedzictwo kulinarne regionu. Przyczynia się to jednocześnie do budowania więzi społecznych i lokalnej dumy. To również okazja dla producentów, aby zaprezentować swoje umiejętności i pasję. Jak i również zdobyć uznanie oraz nowych klientów, zarówno na poziomie lokalnym, jak i krajowym.

W Supraślu mają swoją aleję sław

W Supraślu mają swoją aleję sław

Dwa lata temu w Supraślu pod Białymstokiem odsłonięto tzw. Aleję Ambasadorów. Powstała ona dzięki staraniom Stowarzyszenia Uroczysko i Towarzystwu Przyjaciół Supraśla. Ich celem było stworzenia miejsca upamiętniającego jednostki, które przyczyniły się do rozwoju miejscowości. Pomysł powstał w czasie wizyty Andrzeja Strumiłły, znanego malarza i grafika. To on znalazł się na jednej z siedmiu tabliczek z brązu.

 

Swój wkład w życie kulturalne Supraśla wniosło wiele osób. Wiele z nich poświęciło miastu całe swoje życie. Dlatego też z biegiem czasu tabliczek na pewno będzie przybywać. Odciśnięte dłonie na Alei Ambasadorów odnajdziemy przy Domu Ludowym. Dzięki inicjatywie pamięć po wielkich ludziach nigdy nie zniknie.

W Białymstoku łatają drogi smartfonem

W Białymstoku łatają drogi smartfonem

O Polskich drogach można pisać bez końca, najczęściej niż pozytywnego. Mówi się, że asfalt znika wraz ze śniegiem i najczęściej jest to okrutną prawdą. Będąc obserwatorem robót, nie łatwo zauważyć, że jedna osoba faktycznie pracuje, druga się przygląda, paląc papierosa, trzecia błądzi myślami w świecie Boba budowniczego.  Działania ”Januszów” muszą więc przynosić opłakane skutki. Fuszerka pełną gębą!

 

Na jednej z ulic Białegostoku zastosowano nietypowe wypełnienie. Do załatania dziury użyto jednego z modeli smartfona. Gdyby byłaby to kultowa Nokia 3310, nie miał bym nic naprzeciw. Ba! Można wyłożyć by nią całą ulice, oczywiście w ramach eksperymentu.  Znając jednak żywotność współczesnych telefonów, nie wróżę sukcesu w biciu rekordu wytrzymałości. Miejmy nadzieję, że to tylko jednorazowy wybryk speców od robót drogowych.

W Białymstoku dbają o jeże

W Białymstoku dbają o jeże

To jedyne takie miejsce w Polsce a drugie w Europie. Stowarzyszenie ”Nasze Jeże” od kilku lat prężnie działa w Białymstoku. Choć nie posiada wielu członków, swym entuzjazmem zarazi nie jednego miłośnika przyrody.

 

Jeże w teorii znajdują się pod ścisłą ochroną. No właśnie, w teorii! Praktyka wygląda całkowicie inaczej. Setki zwierząt ginie pod kołami samochodów, gdy chcą przejść przez ulicę. Zagranicą bez trudu odnajdziemy znaki drogowe informujące o przebiegających jeżach. U nas próżno ich szukać.

 

Niebezpieczeństwa czyhają ich również na podwórkach. Kosiarki czy nawet środki chemiczne to dla jeży ogromne zagrożenie. Zranione zwierzę na szczęście może liczyć na pomoc stowarzyszenia. Powołano bowiem do życia Ośrodek Rehabilitacji Jeży gdzie mogą pod opieką fachowców dojść do siebie. Pracownicy przenoszą również zwierzęta to bardziej przyjaznych warunków. Tylko zabezpieczenie naturalnych siedlisk jeży może je ochronić przed działaniami człowieka. Każdy nowo wybudowany odcinek drogi to dla nich kolejny cios w plecy.

Gdzie podziało się serce króla? Trop prowadzi do Knyszyna.

Gdzie podziało się serce króla? Trop prowadzi do Knyszyna.

Lato 1572 r. Nad centrum kraju nadciągnęło morowe powietrze. Na ulicach Mazowsza roi się od ciał. Cały orszak króla Zygmunta Augusta ucieka na wschód. Monarcha jest również ciężko chory. 16 koni ciągnie ile sił łoże królewskie do jego ulubionej rezydencji w Knyszynie. Tumany kurzu unoszą się na drogach. Wszyscy walczą z czasem. Z minuty na minutę głowa państwa słabnie.  Na miejsce docierają 6. lipca. Zaufany lekarz zwany Piotrem Fizykiem namawia króla do ostatniego namaszczenia. Wybija godzina 18. Ostatnia w życiu ostatniego z Jagiellonów.

 

Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki wszyscy zaufani doradcy króla rozpłynęli się w powietrzu. Nikt nawet nie przykrył ciała. Dopiero biskup krakowski zlitował się nad nieboszczykiem. Został zrobiony całun, na palec wsunięto drogi kamień, na szyi zawieszono zaś złoty krzyż. Ciało zostało przetransportowane do Tykocina, gdzie umieszczono je w …lochach. Wszystko przez szalejącą epidemię. Dopiero zimą przeniesiono trumnę do sali zamkowej. Tradycja zakazywała grzebać zmarłego monarchę, póki jego następca nie postawi nogi na polskiej ziemi. Zygmunt August spoczął obok swojego ojca na Wawelu.

Tam jednak nie odnajdziemy serca króla. Złożono je do specjalnej urny, umieszczonej w kamiennym sarkofagu ustawionym w knyszyńskim kościele, który mieścił się na rynku. Drewniana świątynia z czasem zaczęła się rozpadać. Konieczna była rozbiórka. Ze starego kościoła została właśnie urna z sercem monarchy. Sarkofag prawdopodobnie bywał wykorzystywany jako ołtarz. Obok niego pojawiły się drewniane krzyże, a także dzwonnica. Wokół powstało również targowisko, na którym co czwartek handlowali okoliczni mieszkańcy. Władze zaborcze widząc zamieszanie podjęły decyzję o uporządkowaniu rynku. Dzwonnicę zburzono a urna przepadła bez wieści.

 

Cześć historyków twierdzi, że urnę można odnaleźć w podziemiach murowanego kościoła w Knyszynie, który to zlokalizowany jest kilkadziesiąt metrów od starej drewnianej świątyni. Wszelkie tropy prowadzą do podziemi. Ponoć przed laty widniał tam napis: ”Kto mnie tu zamknął, ten mnie otworzy”.  W XIX w. w kościele pod naciskiem tłumu załamała się podłoga. W podziemiach odnaleziono jedynie trumnę zmarłego na początku wieku księdza. Natomiast w latach 80. XX w. w czasie prac remontowych odpadł ze ściany wielki kamień. Tym samym odsłonił wejście do krypty. Znajdowały się w niej resztki trumien szczątki ludzkie. Obecności urny nie odnotowano.

 

Inne ślady prowadzą do kościoła w Krypnie ufundowanego przez Krasińskich. W murze otaczającym świątynie znajdowała się tablica z informacją, że jego granitowe fragmenty pochodzą z sarkofagu Zygmunta…Starego. Do XIX w. krążył bowiem błędny przekaz, że w urnie znajduje się serce ojca ostatniego z dynastii. Ksiądz Walentynowicz, który zajmował się porządkowaniem otoczenia świątyni, mógł znaleźć urnę w pałacu Krasińskich. Uważa się, że to właśnie oni zaopiekowali się sarkofagiem po XIX – to wiecznym remoncie knyszyńskiego rynku. 

 

Czy urnę uda się kiedykolwiek odnaleźć? Tego nie wie nikt. Jeśli została zniszczona i wyrzucona szanse na to są niewielkie. Trzeba jednak mieć nadzieję.

 

Od 17 czerwca ruszają pociągi do Walił

Od 17 czerwca ruszają pociągi do Walił

W lipcu zeszłego roku po 16 – stu latach powrócił pociąg na linii Białystok – Waliły, kursujący przez Puszczę Knyszyńską. O wybuchu euforii nie ma co mówić, ale w ciągu niespełna trzech miesięcy z przejazdów skorzystało ponad 2500 osób. Teraz pociągi, a dokładnie dwie pary pociągów, będą jeździły już od 17 czerwca. Swą pracę zakończą w połowie października. Kursy zostały dofinansowane przez wszystkie gminy leżące na trasie. Liczą one na ożywienie turystyczne.

 

Cieszą się też oczywiście miejscowi. Łatwiej dojadą do weekendowej pracy czy na zakupy do stolicy Podlasia. Mają nadzieje, że już w następnych latach linia przybierze regularny charakter. Trasa liczy 36 km a jej przejechanie zajmuje niespełna 50 min.  Skład będzie zatrzymywał się na stacjach Białystok Fabryczny, Kuriany, Zajezierce, Żednia, Sokole i Waliły. Dodatkowe połączenia będą uruchomione 14 i 29 lipca. Ma to związek z muzycznymi festiwalami.

Przy urzędzie miasta znaleziono średniowieczną czaszkę

Przy urzędzie miasta znaleziono średniowieczną czaszkę

Jak to w życiu bywa, wiele znalezisk jest dziełem przypadku. Tak też było i tym razem. Jeden z mieszkańców Suraża, w czasie spacerów natrafił na niepokojący widok. Czaszka i kości nie jednego wprawiłyby w osłupienie, jednak mężczyzna zachował zimną głowę i wezwał policję. Co ciekawe szkielet znajdował się jedynie 200 m. od urzędu miejskiego.

Na miejscu pojawił się konserwator zabytków. Stwierdził on, że czaszka leżąca w niewielkim zagłębieniu zachowała się w bardzo dobrym stanie. Badania datują ją na XVI w. Znalezisko nie powinno jednak nikogo dziwić. Od wieków bowiem krążą pogłoski o istnieniu na tamtejszym obszarze kurhanów. W dokumentach można odnaleźć wzmianki, że cmentarzysko należało do Mazowszan.

Suraż to jedno z najstarszych miast na Podlasiu o bogatych dziejach. We wczesnym średniowieczu stanowił istotny ośrodek o charakterze administracyjnym. Świadczył o tym chociażby gród wzniesiony przez księcia Rusi Kijowskiej, Jarosława Wielkiego. Wielkość Suraża skończyła się na jakiś czas za sprawą najazdów krzyżackich, którzy to spalili zamek. Forteca została odbudowana dopiero pod koniec XVI w. dzięki staraniom Królowej Bony.

Miasto już w XIX w. zainteresowało archeologów. Wielkie prace miały miejsce w okresie międzywojnia a nadzorował je dyrektor muzeum w Grodnie. Ziemia kryła i nadal kryje wiele pochówków, lecz upłyną lata zanim wiele z nich zostanie odnaleziona. 

Święto grzyba w Michałowie – walczą tam o tytuł władcy grzybów

Święto grzyba w Michałowie – walczą tam o tytuł władcy grzybów

Święto grzyba, coroczna impreza odbywająca się w malowniczej miejscowości Michałowo niedaleko Białegostoku, stanowi niezaprzeczalnie wyjątkową okazję do eksploracji bogactwa przyrodniczego regionu Podlasia. W Polsce wyróżnia się ponad 12 tysięcy gatunków grzybów. To tutaj, na Podlasiu, w atmosferze otaczającej przyrodę, odbywa się to wielkie święto zbieractwa, kulinarnych eksperymentów i miłych spotkań.

Święto grzyba w Michałowie: kulinarna uczta i festiwal lokalnych smaków

Odważni podróżnicy i lokalni mieszkańcy spotykają się na głównym placu, gdzie rozmieszczone są liczne stoiska prezentujące różnorodne przysmaki grzybowe oraz wytwory lokalnych rzemieślników. Świąteczne stoiska, zdobione naturalnymi elementami, kuszą smakoszy coraz bardziej wyszukanymi kulinarnymi kreacjami, takimi jak grzybowy tort czy wyśmienite risotto z borowikami. To prawdziwy festiwal smaków, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Niezwykłym punktem programu jest wybór najsmaczniejszego dania, do którego zaproszone jest specjalne jury, gotowe na kulinarne wyzwania. Od delikatnych zup po wykwintne dania główne, wszystko jest poddane próbie smaku i kunsztu kulinarnego. Uczestnicy festiwalu mają okazję do degustacji różnych potraw i poznania różnorodności przygotowania grzybów.

Smakowite potrawy, konkursy, i promocja zdrowego stylu życia

Oprócz kulinarnych atrakcji, Michałowskie święto grzyba to również doskonała okazja do uczestnictwa w konkursach i zabawach, które wzbogacają atmosferę imprezy. Oczywiście konkurs na władcę grzyba to wydarzenie szczególnie lubiane przez miłośników przyrody. Wszyscy wyruszają na poszukiwania w pobliskich lasach, próbując zgromadzić jak najwięcej okazów. Święto grzyba przyciąga również wielu turystów, którzy chętnie uczestniczą w lokalnych tradycjach i wydarzeniach kulturalnych. Również promocja imprezy poza regionem sprawia, że Michałowo staje się celem podróży dla wielu pasjonatów zbieractwa grzybów i miłośników kuchni. To okazja do poznania lokalnej kultury i tradycji. Także do skosztowania wyjątkowych potraw przygotowanych z naturalnych składników, które od wieków stanowią nieodłączny element kuchni podlaskiej.  Wspólna zabawa, eksploracja lasów i spotkania w przyrodniczej scenerii sprzyjają integracji społecznej i dbaniu o zdrowie. To także okazja do podzielenia się pasją do zbieractwa, wymiany doświadczeń i wspólnego spędzenia czasu w rodzinnej atmosferze.

Matka Boska zostawiła ślad stopy na kamieniu

Matka Boska zostawiła ślad stopy na kamieniu

Zajączki to mała wieś położona w gminie Juchnowiec Kościelny. Co ją wyróżnia? Otóż na jednym z pól sąsiadujących z miejscowością znajduje się kamień, i to nie byle jaki. Podobno ślad na nim pozostawiła Matka Boska. W obwodzie głaz ma kilkanaście metrów. Jeszcze większa jest tajemnica z nim związana.

Według legendy. Maryja, niosąc Jezusa na rękach widziana była również pod dzisiejszym Bielskiem Podlaskim czy we wsi Białki nieopodal Trześcianki. Co robiła na Podlasiu, tego raczej się nie dowiemy. Wracając jednak do samych Zajączek, tamtejsze ziemie są bardzo grząskie. Wędrówka musiała więc być ciężka. W pewnej chwili wspięła się na kamień by rozejrzeć się po okolicy. Na chropowatej powierzchni pozostał ślad jej stopy, który jednak stopniowo zatarł czas. Teraz by go dostrzec należy uruchomić wyobraźnię.

Na głazie dostrzec można za to bez trudu kilkanaście otworów. Właściciel pola chciał go bowiem pozbyć się ze swej ziemi, wysadzając kamień w powietrze. Eksplozja zakończyła się tragicznie. Głaz został nienaruszony, a mężczyzna stracił wzrok. Okoliczni mieszkańcy uznali to jako karę za pozbycie się świętego miejsca.

Od tego czasu głaz nie był przez nikogo niepokojony. Przez lata stanowił przedmiot kultu, stawiano przy nim świece i modlono się. Radiesteci odkryli skupisko olbrzymiej energii wokół głazu. Z kolei poszukiwacze zjawisk paranormalnych uznają go za jeden z diabelskich kamieni, służące do komunikacji z istotami z innego wymiaru.

Kino Pokój stanowiło niegdyś wzór postępu

Kino Pokój stanowiło niegdyś wzór postępu

Kino przy ulicy Lipowej istniało od pokoleń. W 1912 r.  uruchomiono obiekt o nazwie ”Modern”. Wytrzymał on niespełna ćwierć wieku. Na jego miejsce powstał ”Pan” , który na czas okupacji zmienił się na ”Capitol”. Po zakończeniu działań wojennych przy planach budowy ul. Lipowej nie mogło zabraknąć obiektu X Muzy. Jego otwarcie miało nastąpić 22 lipca 1952 r. Nazwa kina miała stanowić wezwanie do walki o…pokój.

Pewnie zastanawiacie się, co było na pierwszym seansie. Otóż zgromadzeni najlepsi miejscy robotnicy mieli przyjemność oglądania mieli przyjemność oglądania radzieckiego ”Wielkiego Koncertu”. Lokalne media zachwycały się nad kinem bez końca.

Oprócz seansów, na odwiedzających czekała bogato wyposażona czytelnia. Jej główną dekorację stanowił otoczony kwiatami portret Stalina. Swój żywot zakończyła wraz ze śmiercią towarzysza. Zresztą uginające się półki z radziecką prasą i literaturą i tak Białostoczanom do gustu nie przypadły. Na miejsce czytelni powstało coś na osłodę. Białostockie Zakłady Cukiernicze utworzyli tam filię Podlasianki. W lokalu pierwsi goście zjawili się 1 maja 1955 r. 

Kino było w stanie pomieścić 800 widzów. Zastosowano w nim wiele nowatorskich rozwiązań technicznych poprawiających akustykę i klimatyzację. Wszystko to było zasługą projektanta inż. architekta Zygmunta Rogulskiego. Ze względu na niezwykłe jak na tamte czasy wnętrza, kino zostało zaliczone do polskiej czołówki.

W połowie lat 50. wprowadzono kolejne wynalazki. Pojawił się panoramiczny ekran i stereofoniczny dźwięk. Normalnie Europa! Nie udał się za to pomysł z tzw. ”przechowalnią dla dzieci”. Uznano, że nie można na czas trwania seansu zgromadzić w jednym pomieszczeniu milusińskich ze względu na ryzyko epidemii. 

Panowie szykujcie się! Już za kilka dni Festiwal Piwa w Białymstoku!

Panowie szykujcie się! Już za kilka dni Festiwal Piwa w Białymstoku!

Już 19 maja 2017 w Białymstoku odbędzie się Festiwal Piwa. Stanowi to doskonałą okazję na zapoznanie się ze smakami trunków z całego kraju, ale także z Litwy. W ramach imprezy zostanie zorganizowany III Podlaski Konkurs Piw domowych.

 

Fachowcy ocenią je w trzech kategoriach – American IP, piwo szampańskie i monachijskie ciemne. Przewodniczącym Jury będzie główny piwowar w Browarze Stary Rynek – Czesław Dziełak. Sam przyznaje, że warzenie piwa w domowym zaciszu to nie lada sztuka. Stanowi też świetne wprowadzenie do zostania zawodowym piwowarem.

 

Jedną z głównych atrakcji festiwalu będzie kasyno piwne. Przy stole jaki znamy z gry w ruletkę trzeba będzie odgadnąć smak, aromat i styl piwa. Jednym słowem – sama przyjemność. Ośmiu graczy w ciągu godzinnych potyczek zawalczy o nagrodę w postaci…piwa rzecz jasna. Zabawa odbędzie się na Rynku Kościuszki.

Pasjonaci szukają śladów po powstańcach

Pasjonaci szukają śladów po powstańcach

154 lata temu w sercu Puszczy Knyszyńskiej, pod Waliłami, rozegrała się jedna z największych bitew powstania styczniowego. Polskie oddziały nie miały szans z trzykrotnie większymi siłami Rosjan. Kilkudziesięciu pasjonatów historii, z inicjatywy nadleśnictwa Supraśl, ruszyło śladami tamtych wydarzeń, chcąc również odkryć nieznane fakty. W ziemi odnaleziono wiele prywatnych rzeczy – podkówkę od buta, obozowy toporek, metalową zapinkę od paska czy mały medalik. Dowody materialne są niezwykle cenne.

 

Przypuszcza się, że leśna mogiła, która utożsamiana jest z powstańcami tak naprawdę jest miejscem pochówku żołnierzy rosyjskich. Mogiła poległych 32 powstańców nadal nie została odnaleziona. Rozwiązać zagadkę ma pomóc georadar. Jako, że okolica pełna jest anomalii nie jest to takie łatwe zadanie. 

 

Pamięć po wydarzeniach z kwietnia 1863 r. przetrwała. Pielęgnują ją mieszkańcy okolicy i leśnicy.  W 150-tą rocznicę wydarzeń utworzono ścieżkę edukacyjną śladem powstańców.

Król chciał mieć największy staw. Dworzanin wezwał nieczyste moce.

Król chciał mieć największy staw. Dworzanin wezwał nieczyste moce.

Knyszyn był ulubionym miejscem wypoczynku Zygmunta Augusta. Okolica przepełniona dziką zwierzyną zachęcała wręcz do organizacji polowań. Król musiał mieć wszystko, co najlepsze. Tuż obok posesji króla istniał staw, który wielkością nie zadowalał monarchy.

Na swym dworze posiadał wyjątkowego maga i astrologa, Jana Twardowskiego. Ten czuł się bardzo pewnie pod opieką króla. Twardowski otrzymał wyraźne polecenie – miał sprawić, że powstanie największy staw Europie. Nad Knyszyn nadciągnęły chmury. Dzień zamieniła się w noc.

Ludzie pochowali się w domach. Rozpętała się największa wichura jaką widzieli. Otóż Twardowski wezwał do pomocy nieczyste moce, którym wcześniej powierzył swą duszę. To dzięki nim staw powiększał się z sekundy na sekundę.  Ziemia z Knyszyna ponoć przez diabły została przeniesiona aż do Krakowa – z niej został usypany kopiec. Woda ze stawu dymiła jeszcze kilka dni. Po śmierci króla, Twardowski zginął z rąk dworzan. Staw pozostał zaś do dziś.

Białystok przez 7 dni był częścią Białorusi

Białystok przez 7 dni był częścią Białorusi

Białoruś odzyskała niepodległość już w marcu 1918 r. Ziemię sokólską, bielską i białostocką traktowali jako swą własność. Większość mieszkańców tych powiatów mówiła w ich języku. W strukturze społecznej przeważali Żydzi i Polacy. Rodowitych Białorusinów było jednak niewielu.

Część z nich uciekła w głąb Rosji w obawie przed represjami. W 1915 r. propaganda rosyjska uruchomiła bowiem swą machinę. Niemcy mieli ponoć mordować, gwałcić wyznawców prawosławia. Dlatego też doszło do tzw. bieżeństwa.

Władze Białorusi postanowiły działać. Był początek 1919 r. Do Białegostoku z Grodna przyjechał Konstanty Jezowitow. Wysłannik rządu białoruskiego stał się samozwańczym naczelnikiem miasta. Jako, że wcześniej pracował jako nauczyciel, jedną z jego głównych misji było wprowadzenie nauczania języka białoruskiego.

Plan zrealizował częściowo. W Białymstoku żadna białoruska szkoła nie powstała, lecz za to w Augustowie czy Krynkach już tak. W styczniu miasto odwiedził komisarz polskiego rządu, Ignacy Mrozowski. To jemu Niemcy powierzyli władzę nad Białymstokiem. Samozwaniec z Białorusi uciekł w popłochu na wschód. Białystok jako część Białorusi istniał tylko tydzień.

W Kiermusach powiększyła się żubrza rodzinka

W Kiermusach powiększyła się żubrza rodzinka

Ta wiadomość pewnie rozbudziła niejednego mieszkańca Kiermus pod Tykocinem. Nocą, z czwartku na piątek, na terenie Dworku Pod Łąkami przyszło na świat żubrzątko. Maluch czuje się ponoć znakomicie. Jedynym problemem, na szczęście, jest tylko wybór imienia.

 

”Ostoya Żubra”  stanowi pierwszą prywatną hodowlę króla Puszczy w Polsce. Stado sprowadzone z Białowieży w 2008 r. posiada komfortowe warunki na kilku hektarach zwierzyńca. Oprócz żubra odnajdziemy tam bowiem również kozy, owce czy osiołki. To nie lada atrakcja nie tylko dla najmłodszych.

 

Pensjonat Kiermusy Dworek nad Łąkami położony jest w okolicach Biebrzańskiego i Narwiańskiego Parku Narodowego. Jedynie 500 metrów dzieli go od brzegu rzeki Narew. Cały wystrój pensjonatu nawiązuje do motywów historycznych. Na terenie obiektu nie zaznamy nudy. Ogromne zainteresowanie wzbudza choćby Muzeum Oręża Polskiego z największą wystawą średniowiecznych narzędzi tortur.

Jedyny łyżkarz na Podlasiu. Wytwarza łyżki blisko 50 lat.

Jedyny łyżkarz na Podlasiu. Wytwarza łyżki blisko 50 lat.

Jedyny łyżkarz w okolicy może zostać odnaleziony w Zamczysku, które jest jednym z sześciu miejsc na Szlaku Rękodzieła Ludowego Podlasia. Ten szlak powstał w połowie lat 90. Działowi Etnografii Muzeum w Białymstoku przyświecała ochrona i promocja tradycyjnej twórczości ludowej. Zamczysk, malownicza wieś usytuowana w sercu Polski, w województwie podlaskim, to prawdziwy klejnot regionu. Położona w powiecie białostockim, w gminie Czarna Białostocka, wieś ta zachwyca swoim urokiem. Otoczona bujną przyrodą i pełnymi zieleni lasami, stwarza idealne warunki do wypoczynku i relaksu wśród natury.

Jedyny łyżkarz ma wielkie doświadczenie

Pan Mieczysław Baranowski łyżkarstwem zajął się na początku lat 70. Niegdyś zajęcie przynosiło niemałe dochody, dlatego też ową profesję wykonywała niemal cała wieś. Wszystkie wyroby odbierane były od twórców na bieżąco, więc w każdym domu pracowano jak najciężej. Łyżkarstwo to wyrób przedmiotów gospodarczych z drewna, głównie łyżek i warząchwi, a także innych przedmiotów kuchennych. W tym celu używa się drewna miękkiego, tzn. lipy, wierzby, topoli i olchy. Rzemiosło to wymagało dużego nakładu pracy i zdolności manualnych. Łyżkarstwem zajmowano się głównie na wsi i zimą kiedy było mniej pracy na polu. Praca łyżkarza była kilkuetapowa: ociosywano drewno według formy, żłobiono środek specjalnie do tego stworzonym dłutem i prawie gotowy przedmiot szlifowano. Zręcznemu łyżkarzowi wyrób jednej łyżki tą metodą zajmował około piętnastu minut.

Znikający zawód

Teraz to zawód praktycznie nieistniejący. W dzisiejszych czasach, kiedy większość produkcji masowej wypiera tradycyjne rzemiosło, rzemieślnicy tacy stają się coraz rzadszym widokiem. Pan Baranowski jest jednym z tych niewielu, którzy trzymają się starej szkoły rzemiosła z pasją i zaangażowaniem. Dlatego też łyżki Pana Baranowskiego to unikat. Jedni kupują je jako dekorację, drudzy do kuchni. Ze swoimi wyrobami jeździ po różnego rodzaju jarmarkach, ale również przyjmuje klientów u siebie w pracowni gdzie zainteresowani mogą podglądać proces powstawania jego produktów. Jego łyżki stają się symbolem nie tylko wyjątkowości i unikalności, ale także oddaniem hołdu dla rzemiosła, które kiedyś było fundamentem społeczeństwa.

Źródło zdjęcia: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3b/Spoon_Carving_-_Shave_horse_-_Feast_of_the_Hunters_Moon_-_2006.jpg

Mnisi skarżyli się na hałas. Nową siedzibę miał wskazać Bóg.

Mnisi skarżyli się na hałas. Nową siedzibę miał wskazać Bóg.

Wieki temu, 30 km od obecnego Supraśla, znajdowała cię cerkiew. Sąsiadowała ona z zamkiem. Mnisi, którzy przybyli ze Świętej Góry Athos,  nie chcieli jednak mieszkać w tamtejszym monasterze, skarżąc się na hałasy z fortecy. Duchowni w końcu potrzebują spokoju aby zagłębić się w modlitwie. 

Po dwóch latach, w związku z uciążliwością przebywania mnichów w ludnym i gwarnym Gródku, zakonnicy poprosili swojego dobroczyńcę, aby ulokował ich w innym miejscu nad tą samą rzeką. Fundator pozwolił przenieść siedzibę klasztoru z Gródka na nowe, spokojne miejsce, a o wyborze nowej siedziby zakonnej miał zdecydować Bóg.

Według legendy w 1498 roku zakonnicy puścili nurtem rzeki drewniany krzyż, a ten zatrzymał się na terenie ówczesnego uroczyska Suchy Hrud. W ten sposób krzyż wskazał miejsce na budowę monasteru. Dziś ten zabytek jest jednym z najchętniej odwiedzanych w Supraślu.

W Białymstoku istniał ośrodek nawracania Żydów.

W Białymstoku istniał ośrodek nawracania Żydów.

Budynek, w którym mieściło się jeszcze 10 lat temu kino ”Syrena” powstał ze środków Towarzystwa Krzewienia Chrześcijaństwa wśród Żydów. Tzw. Misja Barbikańska miała na celu nawracać liczną społeczność żydowską na wyznanie ewangelicko-reformowane. Białystok stać się miał głównym ośrodkiem owej misji. Wyszło jednak trochę inaczej. Zainteresowanie nową wiarą było jednak znikome.

W utworzonej kaplicy organizowano chociażby kursy przygotowawcze do chrztu czy katechetyczne. Z biegiem czasu w budynku uruchomiono drukarnię, która wydawała pisma w dwóch językach – polskim i jidysz. Następnie powstała czytelnia, biblioteka oraz bezpłatne ambulutorium, Misja zakończyła swą działalność wraz z wybuchem II Wojny Światowej.

Po wojnie wyburzono wieżę, która znajdowała się na froncie, a budynek przeznaczono na salę widowiskową. W przebudowanym obiekcie w 1956 r. uruchomiono kino ”Syrena”. Ostatni seans odbył się 2 marca 2008 r. Starano się wielokrotnie ożywić miejsce. Odbywały się tam koncerty, było też siedzibą  teatru dla dzieci.  Przez pewien czas historia zatoczyła koło i budynek pełnił religijną funkcję. Miały w nim miejsce spotkania baptystów. Obecnie mieści się tam kawiarnia ” W Starym Kinie”. Prowadzi ją Stowarzyszenie Ku Dobrej Nadziei.