Deweloperzy już zacierają ręce. Miasto sprzedaje działkę na historycznej dzielnicy.

Deweloperzy już zacierają ręce. Miasto sprzedaje działkę na historycznej dzielnicy.

Pokaźny kawałek terenu (obok domu ze zdjęcia powyżej) przy ul. Młynowej będzie można kupić. Miasto ogłosiło już przetarg, więc nie trudno się domyślić, że deweloperzy aż przebierają nogami, by ją odkupić. I nie ma co się im dziwić – „apartamenty” w ścisłym centrum miasta to przecież żyła złota. Nie można też ogólnie mieć pretensji, że w Białymstoku powstają bloki, bo to przecież dynamicznie rozwijające się miasto i normalne, że ludzie chcą gdzieś mieszkać. Jednak trzeba sobie zadać pytanie – czy w ścisłym centrum miasta powinny powstawać bloki? Dlaczego plan zagospodarowania przestrzennego to dopuszcza? Oraz czy unikalny charakter jaki miała kiedyś ul. Młynowa będąc dawną dzielnicą Chanajki nic nie znaczy dla Tadeusza Truskolaskiego i jego świty? Wychodzi na to, że nie. A czy powinno?

Tylko niektóre domy na Młynowej są zabytkowe, inne nie mają aż takiej wartości historycznej. Cały teren jest wpisany do podlaskiego rejestru jako zabytek. Jednak w naszym mieście to nie problem. „Tajemniczo” zabytki płoną, a potem „magicznie” w ich miejscu pojawiają się „apartamenty”. Wszyscy wiedzą, że są to celowe podpalenia, ale nikt z tym nic nie robi. Urzędnicy jak te małpy – oczy, uszy i usta zakryte. I tak to się kręci. Dlatego to, że na Młynowej stoją zabytki nie ma znaczenia. Ma za to znaczenie, że deweloper postawi pierwszy blok przy Młynowej. Bo oznacza to, że przy dalszej bierności małp pozostałe domy czeka powolna zagłada. A wraz z nimi bezpowrotnie znikną całe Chanajki. Przerabialiśmy to na Bojarach, na Przydworcowym, a ostatnio przy ul. Sosnowskiego. Pożary, pożary i jeszcze raz pożary.

Tak jak pisaliśmy, sama Młynowa nie jest zabytkowa, ale z pewnością nie powinno tam być więcej bloków. Jest to ścisłe centrum i jego przeznaczenie powinno być inne niż mieszkaniowe. Zupełnie inna sytuacja panuje na dalszej części Młynowej – od skrzyżowania z ul. Św. Anny, przez skrzyżowanie z Wyszyńskiego po skrzyżowanie z Łomżyńską. Tam dawniej były zarośla i stare garaże. Bloki w tej części nie budzą aż takich kontrowersji.

 

W ostatnich latach Młynowa zyskała bardzo ciekawy charakter. Zaczął funkcjonować tam popularny Street Food, obok jest jeszcze MotoPub, a dalej restauracja Camelot. Gdyby jeszcze – stare domy – pustostany zamienić w lokale usługowe i wynająć pod gastronomię, to mielibyśmy świetną alternatywę dla Rynku Kościuszki, gdzie czasem są takie tłumy, że trudno przejść. Obie miejscówki zresztą łączą się przecież ze sobą Placem NZS. Podobnie jak Rynek Kościuszki z Plantami. To wszystko powoduje, że można spacerować po dawnym Białymstoku. Niestety Białystok przez takie działanie nigdy nie będzie miał własnego charakteru. Będzie po prostu wielką, betonową masą, w której można jedynie obejrzeć Pałac Branickich, bo chociaż tego Truskolaski i jego świta sprzedać nie mogą.

Masowe morderstwo Żydów. Niemcy zabili prawie 2500 osób za ich wiarę.
Masowy grób tykocińskich Żydów, fot. Gripper / Wikipedia

Masowe morderstwo Żydów. Niemcy zabili prawie 2500 osób za ich wiarę.

Niewielki las pomiędzy Tykocinem a Łopuchowem to miejsce, w którym w 1941 roku Niemcy okupujący Polskę zamordowali ok. 2500 Żydów tylko ich wyznanie. Po tej strasznej zbrodni gmina żydowska w Tykocinie przestała istnieć, a istniała od 1522 roku czyli 419 lat!

 

24 sierpnia 1941 roku Niemcy wydali zarządzenie, by wszyscy Żydzi zgromadzili się następnego dnia na rynku. Starszyzna po dyskusjach podjęła decyzję, że mieszkańcy mają poddać się zarządzeniu. Następnego dnia rano ludzie wyszli na rynek zaś do Tykocina przyjechała specjalna niemiecka jednostka wojskowa. Otoczono rynek, a następnie kobiety i dzieci rozdzielono od mężczyzn. Pierwszą grupę wywieziono ciężarówkami w kierunku Łopuchowa, zaś mężczyźni szli w tamtą stronę piechotą w kolumnie. W Zawadach zostali załadowani do ciężarówek i wywieziono do lasu.

 

Masowy mord Żydów trwał dwa dni. Pierwszego zabito serią z karabinu maszynowego 1700 osób zaś drugiego dnia 700 osób. Okoliczną ludność zmuszono do wykopania dołów, a następnie do zasypywania ciał. Z tej brutalnej masakry uratowało się zaledwie 150 osób zaś wojnę przeżyło tylko 21 osób.

Dożynki Centralne w Białymstoku. Doskonały przykład na to, że komunizm nie działa.
fot. skansen.bialystok.pl

Dożynki Centralne w Białymstoku. Doskonały przykład na to, że komunizm nie działa.

2 września 1973 roku w Białymstoku miało miejsce ogromne wydarzenie – Dożynki Centralne. Sama impreza była nie tylko zwieńczeniem żniw, ale też pewnego okresu inwestycyjnego w mieście, po którym niektóre pamiątki zostały do dziś. Białystok w owym czasie przeżył boom inwestycyjny. Upadek Gierka i gigantyczne długi oraz późniejsza zapaść gospodarcza, którą Polsce zafundował towarzysz sekretarz pokazały po raz kolejny, że komunizm nie działa, a inwestycja oznacza – że musi się kiedyś zwrócić, inaczej nie jest to żadna inwestycja.

 

W Białymstoku przed Dożynkami Centralnymi przebudowano Rynek Sienny. Dziś po tej przebudowie nic nie zostało. Do użytku oddano węzeł komunikacyjny u zbiegu ulic Zwycięstwa i Hetmańskiej. Przystanki stoją do dziś, ale trudno nazwać to inwestycją. W ramach przygotowań do Dożynek wybudowano pawilony wystawowe – spodki przy ul. Rocha. Stoją one do dziś i są architektoniczną ciekawostką. Zmodernizowano stadion przy ul. Słonecznej. Dziś stoi tam nowoczesny obiekt, a po starym na szczęście nie ma śladu. Istnieje za to „Central” ze swoim charakterystycznym wyglądem. Choć w środku wiele razy odnowiony, to na zewnątrz jest jak pomnik PRL.

 

Można postawić śmiało hipotezę, że gdyby nie unikalny wygląd to ani Spodków ani Centralu by nie było. W dobie galerii handlowych i zakupów przez internet to cud, że Central jeszcze istnieje. Jeżeli chodzi o Spodki to z ich powodów ostatnio mieliśmy awanturę. Otóż dyrektorka WOAK-u, który swoją siedzibę ma w tych charakterystycznych budynkach chciała prowadzić w nowoczesnym budynku i zmienić nazwę instytucji, której szefuje na Podlaski Instytut Kultury. Z praktycznych względów należy przyznać jej rację, ale sentyment do tych UFO-budynków na to nie pozwala.

 

Najgorsze jest to, że mimo iż komunizm dawno za nami to co raz widać w politykach wszystkich opcji ciągotki do tego, by inwestować kompletnie nie interesując się czy będą z tego zyski. Politycy bowiem traktują te wszystkie inwestycje jako własne pomniki. Może taniej by było gdyby po prostu stawiali sobie takie tradycyjne?

Zbliża się jesień. Co można wtedy robić na Podlasiu? Bardzo wiele!

Zbliża się jesień. Co można wtedy robić na Podlasiu? Bardzo wiele!

Lato umiera jesieni czas – śpiewał kiedyś pewien gwiazdor jednej piosenki. Na wsiach trwają obecnie żniwa, które przyciągają bociany. Stołują się tym co odkryje przed nimi skoszone pole. To też czas organizowania się do odlotu. Zaraz zaczną się wykopki, pojawi się więcej deszczowych dni, a temperatura spadnie. Wtedy na Podlasiu można robić zupełnie inne rzeczy niż latem. Wszystko reguluje natura.

 

Jedne z miejsc, które stanie się bardziej przyjazne człowiekowi to las. Można bowiem wybrać się przede wszystkim na grzyby. Każdego roku daje on obfite zbiory jeżeli tylko solidnie popada. Gdy w lesie jest mokro to także znika zagrożenie pożarowe, więc jest po prostu bezpieczniej. Dodatkowo ścieżki w lesie są bardziej utwardzone, dzięki czemu wygodniej po nich chodzić a także jeździć rowerem. Podlaskie ma to szczęście, że na swoim terenie ma aż 3 Puszcze – Białowieską, Knyszyńską oraz Augustowską. W każdej z nich można także napotkać na dziko żyjące żubry. Do tego też nie brakuje jeleni czy saren. Biebrzański Park Narodowy, który też oprócz rozległych łąk składa się z lasu obfituje w łosie. Wszystkie te miejsca pełne są również kleszczy, więc po powrocie warto obejrzeć się dokładnie.

 

Inną alternatywą związaną z jesienią są piesze wycieczki. Nie jest tak gorąco, dzięki czemu można przemierzać wiele kilometrów. Jest to nie tylko zdrowe, ale też przyjemne. Oczywiście nie mówimy tu o chodzeniu po zabetonowanym Białymstoku i wąchaniu spalin. Warto wybrać się na jakiś szlak. Wystarczy zacząć iść po oznaczonych drzewach, na których namalowane jest które rozwidlenie to szlak oraz gdzie ewentualnie skręcić. Jest to dość dobra zabawa. Możecie wypróbować choćby na wylocie z Białegostoku na Augustów. Tam idąc w stronę Jurowiec z obwodnicy jest zejście w prawo do lasu. Tam zaczyna się pieszy szlak, którym dojdziemy najpierw do Wasilkowa, a następnie Nowodworc, Supraśla i jeszcze dalej. Kolejny taki szlak zaczyna się w Supraślu i prowadzi leśnymi drogami przez przepiękne rezerwaty przyrody ukryte w Puszczy Knyszyńskiej.

 

Jesienią nie warto jeszcze skreślać roweru. Całkiem przyjemnie się nim jeździ póki temperatura nie spadnie poniżej 15 stopni. Można wypróbować nowe ścieżki rowerowe – Zabłudów – Soce, można objechać dookoła Białystok, a można wybrać się Green Velo oraz przy okazji skorzystać z kładki Śliwno – Waniewo. Jesienią, gdy wody będzie więcej w Narwi – przeprawa powinna działać bez problemu.

Brak pieniędzy wyszedł na dobre. Miasto musi budować tak jak na zachodzie.

Brak pieniędzy wyszedł na dobre. Miasto musi budować tak jak na zachodzie.

Ta wiadomość wydaje się zła, ale w gruncie rzeczy jest dobra. Chodzi o budowę tunelu zamiast kładki na dworcu kolejowym. Z powodu oszczędności nie będzie tam drogi dla samochodów, a jedynie dla pieszych i rowerzystów.

 

Samochodów jest bardzo dużo i będzie jeszcze więcej. To trend, który przyszedł do nas z krajów rozwiniętych. Teraz te same kraje rozwinięte z powodu nadmiaru samochodów mocno faworyzują pieszych i rowerzystów, a także transport publiczny. W Białymstoku najpierw za unijne pieniądze budowano drogi. Potem, gdy już UE kasy na nowe drogi dawać nie chciała, to ekipa Tadeusza Truskolaskiego wymyśliła pewien fortel.

 

Otóż budowano za kasę unijną drogi dalej, ale z bus-pasami, które do dziś są nikomu niepotrzebne, ale są. Byłyby potrzebne gdyby komunikacja miejska w Białymstoku funkcjonowała dobrze, a od wielu lat funkcjonuje źle. Truskolaski po objęciu władzy – czyli 14 lat temu – nawet nie zmienił dyrektora, nie dał szansy nowym pomysłom. Wprowadzano tylko głupkowate udogodnienia – na przykład elektroniczny bilet miesięczny, który trzeba było przyłożyć przy każdym wsiadaniu i wysiadaniu z autobusu. Dopiero przed samymi wyborami Truskolaski jako ten łaskawca nagle to zmienił. Oprócz tego wymieniono tabor ze starych jelczów, ikarusów czy lotniskowych mercedesów na nowoczesne. Ale to już było…

 

Teraz nowy tabor jest znów stary, ceny biletów bardzo drogie, a do tego jazda autobusem to zwyczajna strata czasu. Ich trasy od wielu lat nie zmieniły się, dalej objeżdżają wszystkie osiedla po kolei. Nie ma tak jak na przykład w Warszawie linii „ekspresowych”, które mają za zadanie dowieźć pasażerów z dwóch odległych krańców jak najszybciej. Nie ma też wciąż kolei miejskiej, która już dawno mogłaby funkcjonować w ramach Białostockiego Obszaru Funkcjonalnego. A potem pytają się – dlaczego ludzie wolą samochodem jeździć po mieście.

 

Coraz więcej kierowców to duży problem. Przede wszystkim nieustanna wojna o miejsca parkingowe i domaganie się budowy ich coraz więcej. Druga kwestia to zabetonowane centrum z włączonymi silnikami powoduje nagrzewanie się miasta i tworzenie wysp ciepła. Ludzie zamiast świeżego powietrza wdychają spaliny. Przejście ul. Lipową czy Aleją Piłsudskiego w godzinach szczytu to prawdziwy koszmar.

 

Najgorsze jest to, że to są problemy, które trapią Białystok od wielu lat i nikt z urzędu nie kiwnął palcem, bo cokolwiek zmienić. Dlatego ten tunel zamiast kładki bez samochodów to jakiś promyk nadziei wynikający z beznadziei. Kiedyś nazwaliśmy Truskolaskiego Wilkiem ze Słonimskiej na cześć rozrzutnego Wilka z Wallstreet, który rozrzucał gotówkę ze swojego jachtu. Gdy przyszły czasy związane z koronawirusem, to rozrzutność Truskolaskiego została natychmiast ukarana. Okazało się, że zaczyna brakować pieniędzy na wszystko. Jako pierwsze dostały w kość planowane inwestycje. Na razie budowa tunelu zaczyna się od przygotowania dokumentacji technicznej. To jeszcze nie jest aż tak drogie. Budowa zacznie się w połowie 2023 roku. Najważniejsze, że będzie zgodna z tym co odkryli już na zachodzie – by nie pchać wszędzie samochodów. To, że taka decyzja jest zupełnie z innych powodów to już mniej istotne.

Featured Video Play Icon

Białystok – Wigry rowerem. Zobacz, ile atrakcji jest po drodze!

Jeżeli jesteście fanami dwóch kółek, to polecamy obejrzeć ten film. Zobaczycie na nim ile wspaniałych atrakcji jest, gdy przemierzamy Green Velo z Białegostoku do Wigierskiego Parku Narodowego, a także z powrotem przez Lipsk i Sokółkę. Osoby, które podróżują inaczej niż rowerem także powinny obejrzeć, gdyż po drodze jest wiele atrakcji, które mogą Was zainspirować o ciekawego wyjazdu.

 

Rowerzyści jadą między innymi po carskim trakcie, mijają kładki, z których obejrzeć można łosia na mokradłach, jadą malowniczą drogą wzdłuż Biebrzy prowadzącą pod sam Augustów, przemierzają lasy i złote pola, przeprawiają się pływającą platformą na drugi brzeg rzeki. Zwiedzili także Wigierski Park Narodowy wraz z klasztorem. Powrót natomiast odbywał się malowniczą leśną trasą przez Lipsk i Sokółkę.

 

Turystyka rowerowa w Polsce w ostatnim czasie jest w rozkwicie, co widać również na Podlasiu, gdzie mnóstwo turystów szturmuje Green Velo. Mamy nadzieję, że problemy trapiące ten projekt oraz problemy z przewożeniem roweru pociągiem zaczną być rozwiązywane. Musi jednak nastąpić w urzędnikach zmiana mentalna. Turysta rowerowy jest tak samo ważny jak ten, co przyjeżdża samochodem. Wynajmuje noclegi, zostawia pieniądze. Warto o tym pamiętać.

Likwidacja białostockiego getta. Niemcy wywozili Żydów do obozów śmierci.
Wejście do Getta przy ul. Kupieckiej (dziś róg Malmeda i Lipowej)

Likwidacja białostockiego getta. Niemcy wywozili Żydów do obozów śmierci.

Getto obejmowało swym zasięgiem ulice: Białą, Białostoczańską, Chmielną, Ciepłą, Częstochowską, Giełdowską, Górną, Grajewską, Jurowiecką, Kosynierską, Książęcą, Kupiecką, Nowogródzką, Nowy Świat, Piotrkowską Polną, Różaną, Smolną, Szlachecką, Wąską, Żydowską, także części ulic Częstochowskiej, Grajewskiej, Żytniej. Wydzielony teren otoczono wysokim solidnym drewnianym parkanem zabezpieczonym od góry drutem kolczastym. Niemcy spędzili tam Żydów z całego miasta. 16 sierpnia 1943 roku nastąpiła likwidacja getta.

Władzę w getcie sprawowała, powołana przez administrację niemiecką, Rada Żydowska (tzw. Judenrat) oraz powołana spośród Żydów policja. Warunki życia w getcie były bardzo ciężkie. Według różnych danych na wydzielonym obszarze mieszkało 50 tys. – 60 tys. Żydów, co oznacza, że na jedną osobę przypadało ok. 3 metrów kwadratowych powierzchni. Mieszkańcy getta musieli pracować na potrzeby armii niemieckiej. Żydzi nie mogli pod groźbą kary śmierci przebywać poza gettem bez specjalnych przepustek, ani nabywać poza nim żywności. Jedzenie dostawało się za pracę, ale były to maleńkie racje żywnościowe. Warto podkreślić, że Polacy dostarczali do getta jedzenie.

 

Istotną rolę spełnili Bolesław, Henryk i Józef Sokołowscy oraz Witold Maksymowicz. Kupowali oni żywność w okolicznych wsiach i przywozili ją do swoich domów na Białostoczku, a następnie wywożący nieczystości z Getta – Żydzi – przy okazji pakowali przekazaną żywność do ukrytego, podwójnego dna beczkowozu. Polaków dostarczających różnymi sposobami żywność do Getta było dużo więcej. Najczęściej odbywało się to przy pomocy nielegalnego handlu. Warto tutaj wspomnieć, że nawet udało się sprowadzić Żydom do Getta bydło – przekupując niemieckiego żołnierza. Punkt przerzutowy znajdował się przy ul. Smolnej (okolice Jurowieckiej). Warto wspomnieć, że niektórych Polaków spotkała kara śmierci za dostarczanie żywności. Niemcy za to zabili chłopca na terenie parkanu od strony ul. Sienkiewicza. Zginęła też kobieta, która próbowała sforsować ogrodzenie od strony Rynku Kościuszki. Zabity został również mężczyzna, który przedostał się na targowisko gettowe mieszczące się przy ul. Częstochowskiej.

 

W samym getcie podczas likwidacji zginęło 800 osób. Pozostali zostali wywiezieni do podwarszawskiej Treblinki. Tam zginęli w niemieckim obozie śmierci.

Miód będzie promować miasto. Pszczoły w tym roku wytworzą go kilkadziesiąt kilogramów.

Miód będzie promować miasto. Pszczoły w tym roku wytworzą go kilkadziesiąt kilogramów.

Chemicy z Uniwersytetu w Białymstoku zbadali miody z dwóch pasiek – postawionej przez miasto, położonej na skwerze przy ul. Augustowskiej, a także tej usytuowanej na dachu uczelnianego kampusu przy ul. Ciołkowskiego. W obu przypadkach parametry miodu okazały się znakomite – zawartość metali ciężkich jest w nich niemal tysiąc razy mniejsza, niż przewidują normy. Oznacza to, że miód jest pyszny i zdrowy. Wymagania dotyczące jakości handlowej miodu są zdefiniowane zarówno w przepisach europejskich, jak i polskich. Chemicy z Uniwersytetu w Białymstoku badając miody przeanalizowali zawartość kadmu i ołowiu. Okazało się, że kadmu nie było w nich wcale, ołowiu prawie tysiąc razy mniej, niż wynosi dopuszczalna norma.

 

Pierwsze miodobranie w białostockiej pasiece miejskiej miało miejsce pod koniec czerwca. Czternaście kilogramów pozyskanego miodu trafiło do 72 słoiczków, które zostaną wykorzystane do celów promocyjnych miasta. W tym roku z miejskiej pasieki miasto spodziewa się łącznie około 60, a może nawet 70 kilogramów miodu. Pasieką na zlecenie Miasta opiekuje się doświadczony pszczelarz Mikołaj Mak.

Featured Video Play Icon

Plaża w Dojlidach nie tylko do kąpieli. Można pływać na sprzęcie wodnym.

Warto czasem przypomnieć coś co może jest oczywiste, ale nie każdy o tym pamięta. Na białostockich Dojlidach można przyjechać także po to, by popływać sprzętem wodnym. A wspominamy o tym dlatego, że białostocka plaża jest oblegana przez ogromne tłumy – szczególnie w upalne dni. Wtedy wiele osób po prostu się zniechęca i szuka innych miejsc. Zaletą Dojlid jest jednak przede wszystkim bliskość. Nie trzeba daleko jechać, by spędzić czas na plaży. Dlatego, jeżeli nie lubicie tłumów to możecie wybrać się na Dojlidy by w spokoju opalać się na środku zalewu. Tam jest dużo ciszej niż na brzegu.

 

W ostatnim czasie przez nagromadzenie ludzi w wodzie pojawiły się groźne bakterie. To zniechęciło wielu mieszkańców. Jeżeli byliście wśród tych zniechęconych, to zamiast kąpieli możecie wybrać się choćby na rowerek wodny. Zapłacicie 4 zł za wstęp na plażę oraz 12 zł za godzinę pływania po zalewie. Są także możliwości wynajmu innych sprzętów: kajaków, łodzi canoe, łodzi wiosłowych, desek windusrfingowych.

 

Mało kto wie, że na plaży w Dojlidach można pożyczyć też… rowery. A to już daje możliwości wycieczki po okolicy, szczególnie gdy się nie ma własnego roweru albo odwiedza się Białystok bez dwóch kółek.

Perseidy 2020. To będą niezapomniane noce! Zobaczcie, gdzie w regionie można podziwiać spadające gwiazdy.
Zdjęcie wykonane w okolicach Niewodnicy

Perseidy 2020. To będą niezapomniane noce! Zobaczcie, gdzie w regionie można podziwiać spadające gwiazdy.

Najbliższe noce warto spędzić na powietrzu. A konkretnie gdzieś, gdzie jest bardzo ciemno, bo na niebie zapowiada się niesamowity spektakl. Jak co roku Ziemia będzie ułożona w taki sposób, że będzie można oglądać rój meteorów – Perseidy. Gołym okiem będzie widać mnóstwo spadających gwiazd. Ktoś, kto kiedykolwiek widział to na żywo doskonale wie, jak bardzo fascynującee jest oglądanie Perseidów. Ktoś, kto tego nie robił – koniecznie musi spróbować!

 

Perseidy czyli noce spadających gwiazd są każdego roku w połowie lipca i widać je prawie do końca sierpnia. Najwięcej meteorów dostrzeżemy z 12 na 13 i 13 na 14 sierpnia. Trzeba tylko znaleźć jakieś miejsce, gdzie jest bardzo ciemno a światła miasta nie dochodzą. Polecamy Puszczę Białowieską, Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy, Puszczę Knyszyńską albo którąś z górek na Suwalszczyźnie. Kawałek polany, koc, wino na rozgrzanie, druga osoba do towarzystwa. To wszystko zagwarantuje Wam niezapomnianą noc!

 

Wiele osób próbuje sfotografować choć jeden meteoryt. Jest to jak błyśnięcie podczas burzy, więc nie liczcie na refleks. Da się jednak to zrobić ustawiając w aparacie lub komórce fotografowanie interwałem. Wtedy co sekundę aparat wykonuje fotografię, a my liczymy na to, że po kilkuset próbach trafi chociaż raz. Dobrze jest też mieć obiektyw szerokokątny lub taki, który polem widzenia obejmuje 180 stopni. Wtedy da się złapać wszystko, co na niebie się dzieje. Życzymy powodzenia w obserwacjach!

Suwałki otworzyły lotnisko. Białystok czeka na decyzję. Od 2021 roku LOT zabierze pasażerów?

Suwałki otworzyły lotnisko. Białystok czeka na decyzję. Od 2021 roku LOT zabierze pasażerów?

Zaczęli budować je później niż w Białymstoku, skończyli i uruchomili szybciej. Uruchomienie lotniska w Suwałkach to wielki sukces tego miasta oraz ogromna porażka Białegostoku a w szczególności Tadeusza Truskolaskiego, który sprawę Krywlan zawalił na całej linii.

Najpierw Suwałki

Jakie możliwości daje lotnisko w Suwałkach? Ogromne. Przede wszystkim chodzi o to, że można tam wylądować. A dzięki temu na północy naszego województwa mogą zaprosić biznesmenów, którym do Białegostoku tłuc by się nie chciało. Mogą też ściągnąć rożnego rodzaju gwiazdy i zorganizować koncerty, których wcześniej bez lotniska by się nie udało. Z tego samego powodu – nikomu by się tam nie chciało jechać. Co innego, gdy można przylecieć. Gdyby Jagiellonia rozgrywała mecz w Szczecinie lub gdyby grała w Lidze Europy (co już się zdarzało), to wystarczy pojechać 100 km do Suwałk, by odlecieć na mecz wyczarterowanym samolotem. Tyle możliwości. To jeszcze nic – lotnisko w Suwałkach ma również znaczenie militarne, bo znajduje się w pobliżu newralgicznego Przesmyku Suwalskiego – który oddziela Białoruś od Obwodu Kaliningradzkiego należącego do Rosji.

 

Pas startowy w Suwałkach ma 1320 m długości i 30 m szerokości. Będą mogły z niego korzystać samoloty pasażerskie przewożące do 50 osób, w tym śmigłowce, szybowce, motolotnie, awionetki czy małe samoloty o napędzie tłokowym, a lot do Warszawy potrwa 20 minut! W ramach inwestycji, oprócz pasa startowego, powstały także: płyta do zawracania, płyta postojowa, droga kołowania oraz infrastruktura techniczna. Obiekt jest wpisany do rejestru lotnisk Urzędu Lotnictwa Cywilnego, a to oznacza, że można już z niego korzystać. W Suwałkach od kilkunastu dni pojawiają się pierwsze statki powietrzne: prywatne, czarterowe, a nawet samolot Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Tymczasem w Białymstoku

W Białymstoku czekają na decyzję środowiskową. Podobno ma być gotowa w tym miesiącu. Co dalej? Na razie nic. Do 15 października trwa okres lęgowy ptaków. W tym czasie nic ciąć nie można. Później prawdopodobnie, jak Tadeusz Truskolaski sam sobie już utrudniać nie będzie – czeka nas wycinka, dzięki której będzie możliwość korzystania z pasa startowego w pełni.

 

Przypomnijmy, Tadeusz Truskolaski poniósł w kwestii Krywlan porażkę na całej linii. Najpierw parł wbrew lokalnemu PiS, by budować lotnisko aż dopiął swego. Postawił radnych przeciwnych mu w zasadzie pod ścianą. Gdyby nie dali zgody na przyjęcie środków wojewódzkich przez miasto, to by zablokowali inwestycję. Mimo niechęci do Truskolaskiego, zagłosowali za lotniskiem. Tu sukces prezydenta się kończy. Lotnisko zostało wybudowane błyskawicznie, ale co z tego skoro do dziś nie można z niego korzystać? O przepraszamy ciągle zapominamy że można korzystać z części pasa (nie wiadomo jakiej). Drzewa wokół Krywlan, które są przeszkodami lotniczymi jak stały tak stoją, a Truskolaski do tej pory robił wszystko, by ich nie wycinać.

 

W TVP Białystok, Agnieszka Błachowska z Urzędu Miejskiego w Białymstoku zdradziła, że przed pandemią przewoźnik narodowy LOT był zainteresowany uruchomieniem na Krywlanach lotów regularnych. Ponoć do tematu władze miasta z LOT-em mają wrócić. Czy oznacza to, że już w 2021 roku będą odbywać się regularne połączenia z Białegostoku? Niewykluczone. Wszak każdego dnia busy z Podlasia wożą na lotniska wielu pasażerów. Trzymamy kciuki.

Featured Video Play Icon

Piękny wystrój zachwyca! Synagoga, meczet i cerkiew – to wszystko jest na Podlasiu.

No to w Polskę – to seria filmów dotyczących ciekawych miejsc w naszym kraju. Jeden z odcinków dotyczył Podlasia, gdzie Maciek Paszek wybrał się najpierw do Tykocina, gdzie zobaczył wnętrze synagogi i usłyszał, że nie jest to świątynia. Następnie w meczecie dowiedział się jak modlą się Tatarzy oraz, że na pobliskim cmentarzu nie stawia się ognia, bo ten uznawany jest za pogański. Następnie w cerkwi w Puchłach zobaczył przepiękny jej wystrój oraz dowiedział się, że prawosławny ksiądz to nie jest żaden pop, tylko batiuszka.

 

To już kolejny film, który zachęca by przyjechać na Podlasie. Latami było ono pomijane, nieodkryte przez turystów. Teraz powoli to się zmienia i trzeba się cieszyć. Wydaje się, że trzeba też przygotować jeszcze więcej noclegów i lokali gastronomicznych w różnych zakątkach naszego regionu. Teraz wybór jest bardzo mały. Ale oto nie trzeba już się martwić, wolny rynek sam reguluje takie kwestie. W odpowiedzi na popyt tworzy się podaż.

 

Jednego można żałować. Autor filmu pominął zupełnie kościoły, a tych u nas – wartych pokazania jest bardzo dużo. Szczególnie kościół św. Rocha w Białymstoku czy też 281-letni kościół pw. Św. Barbary w Kramarzewie w powiecie grajewskim. Nie zabrakło jednak pokazania regionalnej kuchni w Supraślu, gdzie autor na koniec zajadał się lokalnymi przysmakami. Zobaczcie zresztą sami!

Lepszy mini-park niż beton. Brzydki zakątek zmienił się na lepsze.
fot. Wschodzący Białystok

Lepszy mini-park niż beton. Brzydki zakątek zmienił się na lepsze.

Jak to się mówi lepszy rydz niż nic, a parafrazując na białostockie realia lepszy mini-park niż beton. Od przyszłego miesiąca przy ul. Parkowej będzie funkcjonować tak zwany park kieszonkowy. Czyli mini teren, na którym będzie trochę zieleni. Po ostatnich latach ciągłego betonowania miasta można powiedzieć, że jest to jakiś sukces. Szczególnie, że wcześniej przy Parkowej było mało estetyczne podwórze między blokami. Teraz oprócz zieleni będą i ławki i kosze na śmieci i oświetlenie. Nie zabraknie tez miejsca zabaw dla dzieci.

 

Park jest już gotowy, ale trwają jeszcze odbiory techniczne stąd nie można z niego jeszcze korzystać. We wrześniu jednak będzie można już sobie spędzać w nim czas. Idea tworzenia parków kieszonkowych nie jest jeszcze zbyt rozpowszechniona w Polsce. Jednak te miejsca, charakteryzujące się niewielką powierzchnią, mogą być świetnym rozwiązaniem dla mieszkańców potrzebujących wytchnienia i wypoczynku blisko domu. Pozwalają też wykorzystać tereny często zapomniane, zaniedbane i zamienić je w atrakcyjne, zielone kąciki.

 

Jest to jednak kropla w morzu potrzeb. Białystok dawniej był słynny na całą Polskę z tego, że było w nim pełno zieleni. Teraz centrum upodobnione jest do innych miast i niewiele nas wyróżnia. Jedni powiedzą, że to dobrze bo nowocześnie, jednak prawda jest taka, że wystarczy upał, by nie dało się w tym betonowym centrum przebywać.

Gdy będziesz na spacerze w lesie, zwróć uwagę na ptaki

Gdy będziesz na spacerze w lesie, zwróć uwagę na ptaki

Zwykle słyszymy ich śpiew, widzimy jak siedzą na drzewach lub przelatują w pobliżu. Rzadko kiedy możemy przyjrzeć się im z bliska, stąd warto obejrzeć powyższy film, by zobaczyć jak wygląda życie ptaków. Jest ono fascynujące, a także niezwykle potrzebne naturze. Gdyby nie one, to owady sprawiłyby, że lasy nie byłyby tak piękne. Ponadto także i ludzie by mieli problemy z normalnym funkcjonowaniem.

 

Jednym z bohaterów lasu jest Głuszec, który wydaje bardzo charakterystyczne dźwięki i można je spotkać czasem w lesie. Klapanie, trelowanie, korkowanie i szlifowanie to cała pieśń godowa tego ciekawego ptaka. Ludzie mogą go spotkać bardziej przypadkiem. Już szybciej spotkamy w naszych puszczach i parkach narodowych orły bieliki czy myszołowy. Innym ptakiem, którego spotkać to jak wygrać w totolotka to czarny bocian. Zwykle na wsiach napotykamy te białe. Gdyby tak zapuścić się w Puszczę Białowieską to może i byśmy ujrzeli czarnego.

 

Co ciekawe, ptaki w lasach występują cały rok. Zatem jeżeli na spacer będziemy szli także zimą, to jest opcja że usłyszymy ich śpiew. Jednym ze „śpiewaków” jest kos. Czarny ptak z pomarańczowym dziobem. Ich menu to głównie dżdżownice, pajęczaki i inne bezkręgowce. Na powyższym filmie warto zobaczyć jak radzą sobie inni, latający mieszkańcy lasu. Można też po prostu przejść się do lasu i zacząć obserwować ich życie. Zanurzenie się w śpiewie na pewno nas zrelaksuje.

Czy białostoczanie to śledziki? Kto to wymyślił?

Czy białostoczanie to śledziki? Kto to wymyślił?

Nie ma chyba osoby w Białymstoku, która nie spotkałaby się z określeniem „Śledzik”. Byli nawet tacy, co chcieli je promować w Polsce w reklamie miasta. Jest ono nieco ironiczne, nawiązujące do naszej gwary. Bowiem „śledzikowanie” jest jak „mazurzenie”, które można usłyszeć na terenach dawnego Księstwa Mazowieckiego czy jak mówienie „po swojomu” na wschodzie i południu Podlasia. Skąd jednak śledzie, skoro z Białystok ma do morza jakieś 500 km?

Jak to z tym śledzikowaniem było?

Kto stoi za określeniem białostoczan mianem skądinąd przepysznej ryby? Oficjalnie nie wiadomo, zaś nieoficjalnie to najprawdopodobniej sprawka naszych złośliwych sąsiadów zza Narwi. Czym jest śledzikowanie? Łatwo je pomylić z gwarą podlaską – bułką chleba, chachmęceniem czy banialukami. A to nie o słowa chodzi lecz o to w jaki sposób je się wypowiada. Charakterystyczne jest zaciąganie i wyśpiewywanie wręcz wyrazów. Najbardziej charakterystyczny jest śledź czyli sliedź. I to prawdopodobnie wymówiony przez kogoś w Białymstoku, usłyszany i przekazany innym przez kogoś innego spoza Białegostoku dał początek „śledzikowaniu”. Kto to mógł być? Najpewniej ten co przyjechał pod białostocki ratusz, gdzie był ogromny targ i poprosił o śledzie. Taka prosta historia, a dała początek czemuś pięknemu!

 

Co ciekawe w Podlaskiem, ale w powiecie zambrowskim – czyli już na terenach dawnego Mazowsza istnieje wieś Śledzie. Administracyjnie zmieniała się jej przynależność bardzo wiele razy. Po odzyskaniu niepodległości była w województwie białostockim. W wyniku napaści ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 miejscowość znalazła się pod okupacją sowiecką. Od czerwca 1941 roku pod okupacją niemiecką. Od 22 lipca 1941 r. do wyzwolenia włączona w skład okręgu białostockiego III Rzeszy. Do 1954 roku miejscowość należała do gminy Długobórz. Z dniem 18 sierpnia 1945 roku została wyłączona z woj. warszawskiego i przyłączona z powrotem do woj. białostockiego. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa łomżyńskiego. Obecnie w Podlaskiem.

Na koniec warto sobie odpowiedzieć czy są „Śledzie po podlasku”. Oczywiście!

Najpierw musimy ugotować 2 jajka na twardo. Następnie zabieramy się za filety. Te moczymy od 6 do 12 godzin dwukrotnie zmieniając wodę. Ostatnie 2 godziny moczymy je w mleku. Następnie odsączamy i kroimy w kostkę. Kroimy cebulę, mieszamy ją w koncentracie pomidorowym (2 łyżki jak do zupy), dodajemy trochę (łyżeczkę albo dwie) musztardy oraz przyprawiamy. Wszystko mieszamy ze śledziem. To jeszcze nie wszystko.

 

Do mieszanki dodajemy 50 ml oleju i mieszamy. Na koniec wsypujemy drobno posiekane jajka. Smacznego!

Przyjeżdżają skuszeni, wyjadą rozczarowani? Coś trzeba zrobić z Green Velo!

Przyjeżdżają skuszeni, wyjadą rozczarowani? Coś trzeba zrobić z Green Velo!

W ostatnim czasie w RMF FM i Radiu Zet (a pewnie i innych mediach) promowało się Green Velo. W tym samym czasie odbywaliśmy dyskusję z turystami z innego regionu Polski, którzy zostali zachęceni do rodzinnego wypadu na Podlasie dzięki właśnie reklamom Green Velo. Warto zaznaczyć, że trasa biegnie z Elbląga po Kielce i Przemyśl, ale nas interesuje podlaski odcinek. Już kiedyś pisaliśmy i teraz przypomnimy, że postawienie tabliczek „tu jest Green Velo” to jeszcze żadna inwestycja. Mimo wszystko skuszeni turyści jak widać przyjeżdżają i to do nas na Podlasie. Tylko czy mają wyjeżdżać z Podlasia rozczarowani?

 

Przede wszystkim wiele osób nastawia się, że skoro jest to szlak rowerowy, to oznacza, że całość jest jedną wielką ścieżką rowerową. Niestety także i nam się tak wydawało, gdy Green Velo powstało. Najgorzej, że po kilku latach nic się nie zmieniło. Dodatkowo, gdy już się zdecydują na wycieczkę to po drodze nie zawsze coś ciekawego zobaczą, bowiem szlak omija wiele ciekawych miejsc.

 

Z perspektywy turystów, z którymi rozmawialiśmy rozczarowanie może być jeszcze większe. Bo z Białegostoku do granicy województwa podlaskiego i lubelskiego – czyli po ich trasie – ścieżka rowerowa wystąpi tylko z Białegostoku do Supraśla, kawałek za Michałowem oraz pod Hajnówką. Pozostałe drogi to takie, gdzie trzeba jechać obok samochodów. Komfort wówczas jest zerowy, bo bardzo wielu kierowców do dziś nie potrafi zaakceptować faktu, że drogi są nie tylko dla samochodów. Często spychają rowerzystów swoimi agresywnymi zachowaniami, nie zachowują bezpiecznego odstępu lub przejeżdżają bardzo szybko obok tworząc niebezpieczny podmuch wiatru. Proszę teraz wytłumaczyć rodzinie z dziećmi, że warto jechać Green Velo.

 

Druga kwestia to przebieg szlaku podlaskiego. O ile od Suwałk do Białegostoku nie można mieć żadnego zarzutu (ewentualnie tylko to, że trasa omija Narwiański Park Narodowy, a nie musi), to też przebieg na południe jest po prostu zły. Pomijając już braki dróg rowerowych, to trasa w zasadzie omija wszystkie, największe atrakcje jakie są na południu naszego województwa. I tak zamiast przez Michałowo, Siemianówkę czy Puszczę Białowieską do Hajnówki można by było poprowadzić turystów choćby przez Krainę Otwartych Okiennic oraz trasą malowniczych kolorowych cerkwi. Dodatkowo warto zachęcić, by Puszczę oglądać z perspektywy kolejki wąskotorowej, a nie roweru. Można zobaczyć dzięki temu więcej i oszczędzić siły na dalszą  trasę.

 

Kolejna kwestia to problem z noclegami. Ciężko jechać po kilkadziesiąt kilometrów dziennie trasą Green Velo, by można było zaplanować sensownie nocleg dla grupy osób. Zwykle nie ma z czego wybierać. Czasem w grę wchodzi jedynie namiot. Jednak nie każdy preferuje taki sposób nocowania. Green Velo bez wątpienia trzeba rozwijać jako projekt, ale mamy wrażenie, że będzie tak samo ja z innymi unijnymi projektami. Kasa wzięta, to można zapomnieć… Warto też naciskać na PKP, które w swoich nowoczesnych pociągach pozwala przewieźć zaledwie 6 sztuk rowerów, co jest ilością śmiesznie niską. Jak widać turystycznie jest jeszcze dużo do zrobienia. Tylko czy to nie jest wołanie w Puszczy?

Featured Video Play Icon

Święto ogórków na Podlasiu. Co ciekawego na nim się dzieje?

Święto ogórków to nie tylko okazja do radości i świętowania, ale także czas refleksji nad głęboko zakorzenionymi w kulturze Podlasia tradycjami związanymi z tym warzywem. Co roku, święto ogórków odbywa się w Kruszewie. Kruszewo staje się stolicą ogórkowych festiwali, zgromadzając miłośników tych przysmaków z całego regionu. Jednak w tym roku, mimo różnych okoliczności, ogórki wydały szczególnie obfite plony, co sprawia, że nie ma powodu do obaw, że zabraknie ich w domowych spiżarniach. Ogórki, od lat nieodłączny element podlaskiego stołu, występują tu w różnych postaciach – od surowych, przez małosolne, po kiszone czy korniszony. Przetwory z ogórków, takie jak ogórkowa sałatka czy tradycyjne kiszone ogórki, stanowią nieodłączny element zimowych obiadów.

Święto ogórków na Podlasiu

Przede wszystkim w województwie podlaskim znajduje się wieś… Ogórki. konkretnie w powiecie sejneńskim w gminie Puńsk na pograniczu Polski i Litwy. To jeszcze nie wszystko. Jedyne w kraju są kwaszone ogórki „Narwiańskie”. Do produkcji wykorzystuje się warzywa nieskażone żadnym przemysłem czy wielkimi miastami. Dolina Narwi charakteryzuje się specyficznym mikroklimatem. Uprawa ogórków (masowo) odbywa się w takich gminach jak Choroszcz, Kobylin-Borzymy, Sokoły, Łapy, Suraż, Turośń Kościelna czy Tykocin. Co ważne, produkcja nie oznacza, że są tu jakieś fabryki ogórków. Uprawa jest tradycyjna, nawożona organicznie dzięki czemu warzywa mają niesamowity, unikalny smak.

Tradycja produkcji ogóreczków

Tradycja produkcji ogórków kwaszonych w dolinie rzeki Narew sięga lat 60. ubiegłego wieku, kiedy to Spółdzielnia Ogrodniczo-Pszczelarska „Witamina” z siedzibą w Śliwnie podjęła inicjatywę skupowania zielonych ogórków od okolicznych rolników oraz ich kwaszenia. Początkowo proces kwaszenia odbywał się w drewnianych beczkach. Następnie je zatapiano w rzece Narew, co zapewniało odpowiednią fermentację i wyjątkowy smak ogórków. Choć technologia i metody produkcji mogły się zmieniać, to tradycja uprawy oraz kwaszenia ogórków w Dolinie Narwi przetrwała do dzisiaj. Tajemnice produkcji, od wyboru odpowiednich warzyw po skomplikowane procesy fermentacji, były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu każdy krok wytwarzania kwaszonych ogórków w Dolinie Narwi odzwierciedla bogatą historię i tradycję tego wyjątkowego regionu.

Ten człowiek zatrzymał epidemię. Albert Bruce Sabin był z Białegostoku.
Albert Sabin po prawej

Ten człowiek zatrzymał epidemię. Albert Bruce Sabin był z Białegostoku.

Lekarz, który wynalazł szczepionkę na Polio urodził się 26 sierpnia 1906 roku w Białymstoku. Co ciekawe, nie chciał opatentować swego wynalazku, by dzieci z całego świata mogły być zdrowe. Sabin zrezygnował z pieniędzy dzięki czemu w latach 1959-1961 miliony dzieci z Europy i Azji zostały zaszczepione a epidemia Polio została zahamowana. „Wielu nalegało na opatentowanie szczepionki, ale nie chciałem. Jest to mój dar dla wszystkich dzieci na świecie”.

 

Albert jako 13-latek wyemigrował z tatą Jakubem i matką Tilią Saperstein do USA w 1921 roku. Tam kształcił się w New York University. W 1930 roku przyjął amerykańskie obywatelstwo i wtedy zmienił nazwisko na Sabin. Odkrył, że wirus Polio rozwija się w jelicie, a potem wpływa na układ nerwowy. Jako pracownik naukowy zaczął przeprowadzać eksperymenty naukowe, które skończyły się sukcesem. I tak krok po kroku powstała szczepionka.

 

O życiu Alberta Bruce Sabina w Białymstoku można powiedzieć niewiele. Sapersteinowie prawdopodobnie mieszkali na Chanajkach. Wiadomo jedynie, że była to rodzina niezbyt zamożna, stąd emigracja jeszcze w czasach, gdy Żydzi nie musieli nigdzie uciekać przed niemieckim oprawcą ani z jego rąk ginąć. Niestety nie wiemy czym się zajmowali rodzice Alberta ani tu w Białymstoku ani w USA. Cieszyć się należy, że ich syn osiągnął tak wielki sukces.

Featured Video Play Icon

PandemJa – obejrzyj spektakl młodych, białostockich aktorów

PandemiJa to spektakl dyplomowy studentów IV roku kierunku aktorskiego Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza, Filii w Białymstoku. Warto obejrzeć przedstawienie i zobaczyć jak radzą sobie młodzi aktorzy, którzy lada moment być może zaczną robić wielkie kariery w Polsce i być może za granicą. Warto dodać, że nasza Akademia Teatralna na świat wypuściła mnóstwo zdolnych osób!

 

Spektakl dyplomowy czwartego roku, jak i środki w nim użyte, są głośnym krzykiem młodych ludzi wobec otaczającej ich nowej i sterylnej rzeczywistości. Niemożność wykonywania zawodu, strach, frustracja, absurd dzisiejszych czasów popchnął twórców do stworzenia onirycznego kolażowego spektaklu, w którym partnerem i lalką staje się kamera. Korzystając z technik mieszanych, przenosimy się w świat dotykający pandemii, w krzywym zwierciadle odbijamy prozaiczność życia, ale i mierzymy się z największymi traumami i lękami.

 

Reżyserem spektaklu jest Agata Biziuk. Scenografią, kostiumami zajęła się Marika Wojciechowska. Natomiast muzyka to zasługa znanej już w Białymstoku Nataszy Topor. Choreografią zajęła się natomiast Anna Sawicka-Hodun. Warto też wspomnieć, że istnieje coś takiego jak reżyseria świateł, którą kierował Maciej Iwańczyk. Jako, że spektakl nie odbywał się w sposób klasyczny, to była potrzeba realizacji zdjęć. Za to odpowiadał Tobiasz Czołpiński, a potem zmontował Jonasz Czołpiński. Asystentem reżyserki był Rūdolfs Apse.

 

W spektaklu wystąpili: Małgorzata Apse, Rūdolfs Apse, Magdalena Bednarek, Anna Konieczna, Karolina Mazurek, Anna Nieciąg, Katarzyna Pilewska, Karol Sławek, Agata Słowik oraz gościnnie Zbyszek. Warto dodać, że spektakl zyskał przychylność widzów, co mogą sugerować zarówno oceny w serwisie YouTube jak i komentarze. Serdecznie zapraszamy do oglądania!

Film Zenek bije rekordy popularności!

Film Zenek bije rekordy popularności!

Tyle hejtu się polało na ten film, a okazało się że jest na tyle dobry, że na popularnym serwisie Netflix jest w czołówce oglądanych filmów. Sami go widzieliśmy już w kinie i szczerze zachęcamy do obejrzenia wszystkich tych, którzy jeszcze nie widzieli. Zenek to nie jest film w stu procentach biograficzny o królu disco polo Zenku Martyniuku. To jest film, który jest niejako powrotem do przeszłości, na podlaską wieś i jej okolice. Były to czasy, gdy disco polo jeszcze nie istniało, zatem w filmie też nie usłyszymy takiego gatunku. Jedyny moment z disco polo to napisy końcowe.

 

Zobaczymy za to nasze piękne Podlasie – wspaniałą naturę, drewniane zabytki i inne kultowe miejsca jak Bondary nad zalewem Siemianówka i tamtejszy Bar Disco Czar. Co ciekawe – Jakub Zając – grający młodego Zenka zagrał lepiej niż wydawałoby się doświadczony „stary Zenek” czyli Krzysztof Czeczot. W ogóle było błędem zatrudnianie tego drugiego. Pierwszy powinien zagrać całość! Ale to już na inną opowieść.

 

Przesłanie jest takie, że nie warto hejtować, a szczególnie gdy się nie widziało filmu. A tak właśnie było z Zenkiem. Ludzie zaczęli przed premierą wylewać pomyje na film tylko dlatego, że wyprodukowała go upolityczniona TVP. A gdy się okazało, że to naprawdę dobry film, to wszyscy trochę ucichli. A w każdym dziele jest tak samo – jeżeli to szmira, to nikt tego oglądać nie będzie. A Zenek, który obecnie króluje w serwisach VOD dotrze też na łamy tradycyjnej telewizji. Warto go będzie obejrzeć ponownie i sobie przypomnieć. Czasem oglądanie drugi raz tego samego filmu powoduje, że mamy zupełnie inne spostrzeżenia. Tym razem może być podobnie.

Coś się kończy, coś zaczyna. Centrum Park właśnie znika!

Coś się kończy, coś zaczyna. Centrum Park właśnie znika!

Stare znika, będzie nowe. Mowa tu oczywiście o Centrum Park, które miało być tymczasowe, a sporo lat zleciało. Pierwsze pawilony pojawiły się między dworcami w 1991 roku, gdy w Polsce zaczął raczkować kapitalizm. Pierwotnie w tym miejscu miał znajdować się parking. W imieniu kupców handlujących na białostockich bazarach i targowiskach utworzenie kolejnego miejsca negocjował z miastem Ryszard Mazurek. W efekcie przed świętami Bożego Narodzenia w 1991 roku można było zrobić pierwsze zakupy w Centrum Park zwanym wówczas “Stary Park”. W 1995 roku było już 91 lokali. W 1996 roku powstał pomysł budowy nowego kompleksu handlowego. Budynek pomieścił 57 kolejnych lokali. I tak przy dworcu łącznie funkcjonowało 148 lokali. Dziś to miejsce wieje pustkami. Jego czas dobiega końca i nikt pretensji do prezydenta o inwestycję nie ma. Jednak o styl w jakim ją zaczyna.

 

Teraz wszystko likwidują ciężkie maszyny. Co dalej? Najpierw zniknął stary dworzec PKS i mamy nowoczesny obiekt, teraz wyremontowano dworzec PKP, który przypomina carskie, XIX-wieczne początki. Kolej na teren między dwoma dworcami. Będzie tam znajdować się komunikacyjny węzeł intermodalny, podobny do tego jaki znajduje się na skrzyżowaniu Sienkiewicza i Jurowieckiej. Do tego zlikwidowana będzie kładka, której schodów bały się wszystkie dzieci. Zamiast niej będzie tunel. Jest to duże udogodnienie.

Nie ma co ukrywać, że jest to zmiana na lepsze. Miejmy nadzieję, że gdy będzie już ukończona całość, to władze zaczną się starać, by z Białegostoku odjeżdżało jeszcze więcej pociągów, autobusów a komunikacja miejska w końcu zacznie pracować dużo lepiej niż obecnie. To jest jednak już zupełnie inna historia, którą poruszaliśmy wiele razy na łamach tego portalu.

Bakterie w zalewie w Dojlidach oraz w Supraślu. Nie można się kąpać!

Bakterie w zalewie w Dojlidach oraz w Supraślu. Nie można się kąpać!

BOSiR sprawujący pieczę nad plażą w Dojlidach wprowadził zakaz kąpieli w zalewie. Powodem są wykryte bakterie – enterokoki w wodzie, wiązane z „chorobą brudnych rąk”. Podobna sytuacja ma miejsce w Supraślu, gdzie jest zalew nad rzeką Supraśl. Plaża w Dojlidach obecnie jest za darmo i można korzystać z wypożyczalni sprzętu wodnego oraz z całej infrastruktury. Nie można tylko się kąpać. Sytuacja powinna się zmienić w ciągu kilku dni. W Supraślu wejście było zawsze bezpłatne.

 

Skąd bakterie w zalewie? Nie będziemy wchodzić w naukowe dywagacje, ale generalnie chodzi o brak higieny zbyt wielu osób kąpiących. W największym uproszczeniu – woda w zalewach jest stojąca (w przeciwieństwie do rzeki). Ponadto zbiornik Dojlid jest mały, a supraski mikroskopijny wręcz w porównaniu z tym pierwszym. Gdy bardzo dużo ludzi się w nich kąpie, to w wodzie mogą znajdować  się też ich bakterie. Teoretycznie przed kąpielą w zalewie trzeba wziąć prysznic, ale jak jest wiadomo. Bakterie znajdują się na co dzień w jelitach człowieka, ale gdy namnoży się ich zbyt wiele to gdy znajdą się w jamie ustnej albo cewce moczowej. Wtedy dochodzi do zakażenia i trzeba brać antybiotyk. Na szczęście nie zagraża to zdrowiu czy życiu.

 

Pod Białymstokiem są alternatywne miejsca, gdzie można się kąpać. To między innymi plaże w Michałowie, Korycinie czy Siemiatyczach.

Do Krainy Otwartych Okiennic można bezpiecznie dojechać rowerem!

Do Krainy Otwartych Okiennic można bezpiecznie dojechać rowerem!

Dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy spędzają urlop na Podlasiu z rowerami lub po prostu są aktywnymi rowerzystami. Mimo trwających robót na trasie Zabłudów – Hajnówka jest już możliwy bezpieczny przejazd ścieżką rowerową do miejscowości Soce.

 

Każdy, kto jechał kiedyś drogą wojewódzką wie jak nieprzyjemne to i niebezpieczne jest, gdy co chwilę zza pleców wyjeżdża nam samochód. Kierowcy zazwyczaj nie trzymają dystansu, spychają rowerzystów, a o liczbie śmiertelnych potrąceń już nie będziemy nawet wspominać. Generalnie lepiej nie jechać niż jechać taką trasą. Podobnie było również na trasie z Białegostoku do Puszczy Białowieskiej. Dojechać tam było ciężko. Ale wkrótce to się zmieni, gdy tylko ukończony zostanie remont drogi wojewódzkiej. Razem z nią powstaje ścieżka rowerowa. Jako, że nowa droga jest już gotowa z Zabłudowa do Soc, oznacza to, że można bezpiecznie dojechać do Krainy Otwartych Okiennic nawet z Białegostoku!

 

Wpierw należy wyjechać z Białegostoku. Można wybrać w sumie 2 bezpieczne trasy. Najpierw ścieżką rowerową ul. Mickiewicza, cały czas prosto aż do miejscowości Halickie. Następnie kierujemy się w stronę miejscowości Białostoczek, by wyjechać do krajowej 19. To jedyny minus, bo trzeba będzie przejechać nią 750 metrów, by skręcić w Protasy. Dalej możemy się cieszyć już bezpieczną jazdą do samego Zabłudowa skręcając w Dobrzyniówce.

 

Drugi wariant zakłada, że do krajowej 19 nie będziemy musieli się nawet zbliżać. Wystarczy wyjechać z miasta ul. Filipowicza i tamtejszą ścieżką rowerową dojechać do Juchnowca Kościelnego. Następnie na rondzie kierujemy się na Janowicze, a potem na Janowicze Kolonię. Tu też niestety będzie minus, bo kolejne 9 kilometrów do Zabłudowa przez Nowosady nie będzie miało asfaltu. Alternatywnie możemy podjechać z Janowicz Kolonii w prawo i za 2 kilometry skręcić w Krynickie, a dalej do Zabłudowa.

 

Niezależnie, którą trasę wybierzemy to w Zabłudowie dalej wyboru nie ma. Droga na Hajnówkę jest jedna, wyżej wspominana ze ścieżką rowerową. W miejscowości Soce skończy się droga, a zacznie się remont. Wtedy musimy zjechać na drogę bez nawierzchni, a następnie by skręcić do wsi. Zwiedzając malownicze domy możemy objechać dalej Puchły, Ciełuszki oraz Pawły i Ryboły. Wrócić do Białegostoku najbezpieczniej będzie przez Zabłudów. Z Ryboł prowadzi tam droga krajowa, więc żeby ominąć ją trzeba pojechać na Rzepniki i Krynickie lub po prostu wrócić tą samą trasą co przyjechaliśmy.

O tej podlaskiej trasie mało kto wie. Dawniej to była najważniejsza droga w państwie!

O tej podlaskiej trasie mało kto wie. Dawniej to była najważniejsza droga w państwie!

Władysław Jagiełło (u góry). Ilustracja z książki „Wizerunki książąt i królów polskich“ / Ksawery Pilati (1843-1902) / Wikipedia

Ostatnio obchodziliśmy kolejną rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem, którego konsekwencje doprowadziły do rozpadu państwa Zakonu Krzyżackiego i długoletniej dominacji Królestwa Polskiego. A wspominamy o tym, by skłonić do refleksji – co dziś pozostało nam po tym wielkim zwycięstwie. Złotymi głoskami w historii zapisał się Władysław Jagiełło. Po wielu latach polskiej dominacji przyszły jednak zabory. Gdy odzyskaliśmy niepodległość – trzeba było zszyć kraj. Mało kto wie, ale w 1918 roku obowiązywało na terenach II RP pięć różnych porządków prawnych! Jednak krok po kroku do 1939 roku Polska zaczęła się odradzać. Potem wielkie zniszczenia II wojny światowej obróciły wiele miejsc w gruz i znów trzeba było odbudowywać. W czasach PRL byliśmy niejako znów pod zaborem rosyjskim. Przez to choćby nasz region kulturowo powrócił do tych czasów. Polityka „rusyfikacyjna” prowadzona była jednak bardziej subtelnie. Mamy jednak 2020 rok, jesteśmy bogatszym krajem niż jeszcze 10, 20 czy 30 lat temu. Możemy sobie pozwalać na coraz więcej. Dlatego też przyszedł czas na to, by zrobić pewien bilans, którym odpowiemy sobie czy nadal chcemy kontynuować dzieło zaborcy czy zacząć przywracać pamięć i dziedzictwo o świetnych czasach Królestwa Polskiego oraz odrodzić te elementy kultury polskiej, o których zapomnieliśmy.

Z perspektywy podlaskiej

Król Polski oraz Wielki Książę Litewski Władysław Jagiełło, gdy rządził zarówno Polską jak i Litwą rezydował głównie w ówczesnej polskiej stolicy – Krakowie, ale wielokrotnie podróżował również do Wilna, by doglądać tamtejszych spraw osobiście. Chcąc nie chcąc królewski orszak musiał jakoś się przetransportować. Gdy spojrzymy na mapę, to zastanawiamy się czy król Jagiełło podróżował też przez dzisiejsze Podlasie. Drogi z Krakowa prowadzące do Wilna były dwie, jedna prowadziła przez dzisiejsze Podlasie. Należy jednak zaznaczyć, że wówczas nasz region był „rozdarty” pomiędzy Księstwo Litewskie, a lenno Królestwa Polskiego. Choć granica była umowna, to gdyby jej się trzymać, to można by było powiedzieć że Jagiełło jadąc przez nasz region kilkukrotnie by przekraczał granicę raz w jedną raz w drugą stronę. Jak wyglądała trasa?

 

Pierwszym większym przystankiem podczas wyprawy z Krakowa był zamek w Lublinie. Następnie wybierano wariant kierując się albo na Brześć albo na Mielnik . Gdy padał wybór tej drugiej trasy, to przekraczając rzekę Bug orszak kierował się następnie na Milejczyce. Kolejny przystanek to Bielsk oraz miejscowość Narew. Ostatnim punktem dzisiejszego Podlasia były Krynki. Dodać należy także, że trasą tą nie poruszał się jedynie orszak, ale była ona stale uczęszczana przez kupców, urzędników, dyplomatów, rycerzy, duchownych, uczonych, artystów i innych. A od 1569 roku, gdy utworzona została Rzeczypospolita Obojga Narodów była to najważniejsza droga w państwie!

Szlak Jagielloński

Patrząc z dzisiejszej perspektywy zaborcy rosyjskiemu skutecznie udało się doprowadzić do degradacji kultury polskiej bowiem dziś między Lublinem a Białymstokiem nie ma porządnej drogi (która dopiero powstaje). O dawnej trasie nie ma nawet co wspominać. Na 130 kilometrowym odcinku pomiędzy Mielnikiem a Krynkami mimo, że istnieją drogi to tak naprawdę niewiele pozostało. Warto jednak podkreślić, że 11 lat temu utworzono turystyczny „Szlak Jagielloński”. Niestety nie poszły za tym żadne inwestycje. Upowszechnianie kultury i historii nie powinno mieć miejsca tylko w sposób teoretyczny przy pomocy książek czy mediów. Warto przywracać to, co zaborca doprowadził do upadku. Gdyby tak zrobić „inwentaryzacje”, to wyszłoby, że jest wiele obiektów (choćby ruiny w Mielniku), które można by było przywrócić, spójnie ze sobą połączyć, a także zorganizować wokół nich turystykę. Byłby to niewątpliwie pierwszy krok, by przywrócić pamięć o świetnych polskich czasach, które nasi protoplaści wywalczyli na polach Grunwaldu.

Najpiękniejsze zakątki Puszczy Knyszyńskiej. Wystarczy nam rower.

Najpiękniejsze zakątki Puszczy Knyszyńskiej. Wystarczy nam rower.

Żeby zanurzyć się w Puszczy Knyszyńskiej potrzebować będziemy roweru. To rozległy kompleks leśny i piechotą zwiedzimy go tylko w małej części. Za to rowerem będzie to dużo łatwiejsze. Proponowana trasa ma około 65 km długości.

 

Zaczynamy w Supraślu i kierujemy się następnie na pobliską Cieliczankę, a także Kołodno. Tam jeżeli mamy ochotę możemy zejść z drogi i wybrać się w na Wzgórza Świętojańskie, gdzie czekać będzie wieża widokowa. Później odwiedzimy słynny Królowy Most. Oczywiście to co w filmie widzimy jest zlepkiem Sokółki, Białegostoku, Supraśla czy Tykocina. Natomiast prawdziwy Królowy Most to wieś, w której stoi bardzo piękna i okazała cerkiew. Można też tam pod wiatą grillować. Jest do tego specjalne miejsce.

 

Żeby bezpiecznie ominąć drogę krajową musimy najpierw przejść na drugą stronę, a potem zrobić mały łuk i wrócić z powrotem. Gdy będziemy jechać na północ, to napotkać możemy kapliczki w Nowosiółkach, a jeszcze przed nimi będzie drogą którą przekroczymy most na rzece Supraśl. To ważne, bo będziemy się poruszać w pobliżu tej rzeki i w pewnym momencie zabrakłoby nam drogi.

 

Kolejny etap to długa, piękna leśna droga aż po okolice Starego Trzciana. Tam dojedziemy do drogi wojewódzkiej, z której możemy znów wjechać do lasu i tym razem jechać w pobliżu rzeki Słoja. Tym razem dotrzemy w okolice Lipowego Mostu. Następnie powinniśmy się kierować na Łaźnie, Surażkowo, a potem kolejnym leśnym szlakiem dojedziemy znów do drogi wojewódzkiej pod samym Supraślem, do którego będzie można już szybko wrócić.

 

Taka wyprawa pozwoli nam się całkowicie zanurzyć w Puszczy Knyszyńskiej, gdzie będziemy mogli poczuć jej przyrodę w sposób maksymalny. Świeże powietrze odświeży także nasz umysł. Po drodze możemy napotkać dzikie zwierzęta. Jeżeli tak się stanie, to nie wchodźmy z nimi kontakt. Możemy też zbierać grzyby, bo tych nie zabraknie!

Rowerem przez Podlasie. Mnóstwo pięknych widoków i sama przyjemność!

Rowerem przez Podlasie. Mnóstwo pięknych widoków i sama przyjemność!

W okresie wakacyjnym warto chociaż raz zorganizować sobie wycieczkę rowerową po Podlasiu. Najlepiej tak jak na powyższym filmie z noclegiem – wtedy będziemy mogli zobaczyć świetne widoki, unikalną architekturę oraz całkiem przyjemną przyrodę.  Każde z tych miejsc ma swoje walory. Jeżeli tak jak autor filmu zaczniemy od przejazdu koleją z Białegostoku do Czeremchy, by do tego miasta wrócić to przed nami około 100 km drogi rowerem.

 

Kolejne kadry filmu to także przejażdżka kolejką wąskotorową, która kursuje na trasie Hajnówka – Białowieża – Topiło. Warto się przejechać nią, by podziwiać Puszczę Białowieską od takiej strony, z której piechotą ani rowerem nie dotrzemy. Tory bowiem przebiegają przez dzikie zakątki. Kolejny przystanek to Zalew Siemianówka. Warto nie tylko obejrzeć go z góry, z wieży widokowej – szczególnie jak na filmie – o zachodzie słońca, ale też dobrze jest objechać rowerem zbiornik dookoła, bowiem z każdej jego strony znajdziemy ciekawe zakątki.

 

Ostatni etap – w filmie już w kolejnym dniu – to długa kładka prowadząca do pustelni w Odrynkach, a także Kraina Otwartych Okiennic, do których w ostatnich latach uderzają tłumy turystów. Za sprawą kolorowych domów z pięknymi ornamentami na okiennicach oraz kolorowych cerkwi, które w zależności od barwy powierzają się opiece Matce Boskiej, Duchowi Świętemu lub konkretnemu patronowi świętemu.

 

Warto też pamiętać, że sama jazda rowerem to ogromna przyjemność. Szczególnie w podlaskich warunkach przyrodniczych. Dodać też trzeba, że trasa jest w miarę płaska. Pod górkę robi się dopiero jeżeli zapuścimy się na południe województwa podlaskiego – w okolice Bugu. Wypatrujcie więc ładnej pogody i w drogę!

Nowe miejsce do rekreacji w Białymstoku już gotowe! Można będzie się relaksować.

Nowe miejsce do rekreacji w Białymstoku już gotowe! Można będzie się relaksować.

Takich inwestycji powinno w mieście być jak najwięcej. Z inicjatywą w tym przypadku wyszli mieszkańcy. Mieli oni także głos decydujący. Z budżetu obywatelskiego dokonano rewitalizacji jednego ze stawów przy ul. Mickiewicza. Dawniej był miejscem niezbyt przyjemnym, teraz aż zachęca by go odwiedzać. Białostoczanie wkrótce będą mogli z niego korzystać. Zakończyły się już prace budowlane. Pozostało tylko zarybić staw i posadzić trochę roślin. Do tego czasu teren nie będzie jeszcze udostępniony, ale jak się domyślacie takie czynności nie trwają zbyt długo, więc lada moment miejsce będzie dostępne.

 

Na jednym z brzegów zbiornika zainstalowano pięć pomostów dla wędkarzy. W innej części wybudowano fragment rowu z kamiennym dnem, nad którym pojawiła się stylowa kładka z poręczami. Jeszcze inny brzeg został wzmocniony specjalną palisadą, utworzono też ścieżkę spacerową. Ze względu na przyrodnicze walory tego miejsca, na środku stawu – tuż obok wyspy – pojawiła się wieża dla nietoperzy i jerzyków, a na pobliskich drzewach zainstalowane zostały budki dla ptaków, domki dla wiewiórek, specjalne domki dla jeży, które występują tam dość licznie. Wokół stawu zamontowano ekologiczne lampy fotowoltaiczne, ławki i kosze na śmieci. Aby poprawić jakość wody oczyszczono dno stawu poprzez wywiezienie namułu, pogłębiono zbiornik na całej jego powierzchni, przeprowadzono reprofilację dna zapewniając w ten sposób właściwą cyrkulację wody, przebudowano urządzenia wodne, a także zainstalowano dwie specjalne platformy w postaci wysp pływających z funkcją oczyszczania wody.

 

Rosnące tam drzewa zostały zachowane, a wkrótce będzie ich jeszcze więcej. Na przyległym terenie zostanie posadzonych 7 drzew. Ponadto zasadzonych będzie 158 krzewów, w tym derenie, róże, budleje Dawida (motyli krzew), hortensje bukietowe. Będzie także rabata, na której zostanie posadzonych 160 bylin. Zapowiada się przepiękny ogród w centrum miasta! Chciałoby się, żeby takich miejsc było jak najwięcej!

Wakacje w mieście? Białystok oferuje bardzo dużo!
fot. Dawid Gromadzki / Wschodzący Białystok

Wakacje w mieście? Białystok oferuje bardzo dużo!

W lipcu i sierpniu białostoczanie, a także turyści będą mogli wziąć udział w wielu wydarzeniach zarówno dla najmłodszych jak i dorosłych. Jeżeli nie wiemy od czego zacząć, to trzeba udać się do jednego z najstarszych budynków w mieście – bramy wjazdowej do Pałacu Branickich. Tam mieści się informacja turystyczna, gdzie będzie można usłyszeć wiele pomysłów na inspirujące wyprawy. Dowiemy się między innymi o szlakach turystycznych esperanto, wielu kultur, rodu Branickich, białostockich  fabrykantów, świątyń, architektury drewnianej, osiedla Bojary, nowożytnych cerkwi i białostockich murali. Brama pałacu to też punkt startowy wielu wydarzeń.

 

  • „Pałac w pigułce” – bezpłatne spacery z przewodnikiem PTTK, które odbywają się w soboty i niedziele (do 27 września). Za każdym razem zbiórka odbywa się w Bramie Pałacowej o godz. 12.00 i 14.00.
  • Oglądanie panoramy miasta z punktu widokowego na wieży kościoła św. Rocha przy ul. ks. A. Abramowicza 1. Punkt jest czynny od poniedziałku do soboty w godz. 9.00-16.00, a w niedziele i święta w godz. 14.00-17.00.
  • Przejazd zabytkowym „ogórkiem” – w każdą niedzielę. Przejazdy organizowane są o godz. 11.00, 12.00 i 13.00. Zgodnie z obowiązującym reżimem sanitarnym w autobusie może przybywać nie więcej niż 20 osób. Wyjazdy, jak co roku, odbywają się z przystanku przy Pałacu Branickich (Plac Jana Pawła II). Kursy będą organizowane do 27 września. Obowiązują bezpłatne wejściówki, które można otrzymać w punkcie informacji turystycznej lub poprzez rezerwację e-mailową ([email protected]).
  • Od 11 lipca do końca wakacji, w każdą sobotę będą odbywać się wycieczki zabytkowym Jelczem. Na każdej z trzech tras (godz. 12.00 – „Wielokulturowy Białystok”, godz. 13.00 – „Białystok przemysłowców” i godz. 14.00 – „Śladami białostockich murali”) o mieście będzie opowiadał przewodnik PTTK. Wyjazdy będą odbywać się z przystanku na Placu Jana Pawła II/Pałac Branickich. Ze względu na obowiązujący reżim sanitarny, w Jelczu będzie mogło przebywać nie więcej niż 30 osób, a między kursami autobus będzie dezynfekowany.
  • „10 Twarzy Białegostoku” . Cykl coniedzielnych wycieczek, podczas których białostoczanie będą mogli bliżej poznać historię i kulturę Białegostoku. Najbliższy spacer „Zielone serce Białegostoku” odbędzie się w niedzielę (12 lipca) o godz. 11.00 i 15.00 w dolnej części Ogrodu Branickich, Parku Starym przy Teatrze Dramatycznym i rosarium (przy praczkach). Zbiórka: Pawilon pod Orłem.

Serdecznie zapraszamy!

 

Podlaskie pod namiotem. Gdzie można się wybrać i jak szukać idealnej miejscówki?

Podlaskie pod namiotem. Gdzie można się wybrać i jak szukać idealnej miejscówki?

Jeżeli macie ochotę wybrać się pod namiot, to na Podlasiu jest wiele miejsc, gdzie można urządzić kemping. Nie wszędzie jednak warto, bo o ile miejsce do rozbicia biwaku może być prawie każde, to potrzebujemy też podstawowej infrastruktury – bieżącej wody czy prądu. Dlatego musimy ocenić co będzie nam potrzebne, a wtedy wybrać. Lokalizacja geograficzna też ma znaczenia, bo jeżeli chcemy odpoczywać w lesie albo nad jeziorem lub tu i tu na raz – to wybór też będzie inny. Kolejna sprawa to towarzystwo innych ludzi. Czy wolimy duży kemping czy jednak kameralny? Tu pamiętać należy, że na tym drugim można więcej niż na tym pierwszym, ale na tym pierwszym z pewnością wszystko jest bardziej rozwinięte.

 

Gdzie można pojechać? Mało kto wie, ale namioty można rozbić nawet na plaży w Dojlidach. Jest tam pełna infrastruktura oraz możliwość wynajmowania sprzętu wodnego. Jeżeli zamiast zalewu wolimy jezioro to możemy pojechać za Augustów nad kanał. Tam za Śluzą Paniewo znajduje się pole namiotowe. Minusem tego miejsca jest infrastruktura. Na całym polu stoi jeden domek, gdzie są toalety. Tam też znajduje się dostęp do prądu elektrycznego. Nieopodal mamy jednak karczmę.

 

Jeżeli zależy nam na odpoczynku w lesie, to miejsc kempingowych możemy szukać w Puszczy Knyszyńskiej, Puszczy Białowieskiej, a także przy kwaterach agroturystycznych. Tu warto dodać, że Lasy Państwowe w ostatnim czasie zezwoliły na bushcrafting w wyznaczonych miejscach. Oznacza to, że możemy tam kompletnie na dziko nocować. Pamiętajmy jednak, że w lesie absolutnie nie można palić ognia, bo możemy doprowadzić w moment do tragedii. Dlatego jeżeli zależy nam na ognisku z kiełbaskami, to lepiej wybrać takie miejsce, gdzie jest przygotowane palenisko. Warto też spróbować znaleźć dobre miejsce w Biebrzańskim Parku Narodowym. Tam będzie bardziej dziko, ale pamiętajmy, żeby nie szukać miejsca na bagnach, bo możemy się zgubić!

 

Najważniejsze, by zabrać ze sobą dużo dobrego humoru. Wyjazd pod namioty zawsze wiąże się z utratą wygody. Śpimy w wygodnych łóżkach, w ciepłych i wytłumionych mieszkaniach. Tu nawet na materacu będzie mniej wygodnie, dużo chłodniej (o ile nie mamy grubych śpiworów), a przede wszystkim nasz mózg będzie miał problem, by od razu zasnąć w takich okolicznościach. Od otoczenia będziemy odsłonięci cienkim okryciem. Dlatego wszystkie dźwięki z otoczenia będą nas rozpraszać. Po przełamaniu wrażenia, że „coś lub ktoś chodzi” w pobliżu, powinniśmy w końcu zasnąć.

 

Taka forma aktywności szczególnie polecana jest alergikom. Nie będą oni mieli problemu z przytkanym nosem i innymi dolegliwościami. Świeże leśne lub wiejskie powietrze sprawi, że organizm trochę odpocznie od tego, z czym ma problem w mieście.

Białostockie centrum się gotuje! Musimy zacząć schładzać miasto natychmiast!

Białostockie centrum się gotuje! Musimy zacząć schładzać miasto natychmiast!

Przed nami dwa najgorętsze miesiące w roku. Oznacza to, że prawdopodobnie Białystok będzie się gotować. Z roku na rok jest coraz gorzej, a sytuacja staje się nieznośna. W ostatnich latach na Rynku stawały kurtyny wodne, by cały dzień chłodzić zabetonowaną powierzchnię. Czy w tym roku, gdy wodę trzeba oszczędzać miejscy urzędnicy bezmyślnie będą wylewać wodę? Miejmy nadzieję że nie. Zmodernizowany w 2010 roku Rynek Kościuszki stał się problemem. Kompletnie zabetonowano go, przez co po każdej większej ulewie serce miasta staje pod wodą. Oczywiście przy przebudowach ulic i placów zajmowano się też kanalizacją, więc woda szybko spływa, ale przez zmiany klimatyczne ulewy są coraz większe, więc niedługo woda na Rynku będzie utrzymywać się coraz dłużej przy okazji zalewając okoliczne lokale. Warto też dodać, że po każdej ulewie na ulicach sparaliżowany jest ruch samochodów i komunikacji miejskiej.

 

Latem nad miastem wytwarza się tak zwana „wyspa ciepła”. W praktyce oznacza to, że miasto po prostu się gotuje, a temperatury dla ludzi stają się nieznośne. Każdy, kto chciałby poczuć się jak w Watykanie, na placu w pełnym słońcu, może postać na Rynku Kościuszki latem. Efekt będzie podobny. Mało tego, w 250 miastach w Polsce w ubiegłym roku wprowadzono ograniczenia w użyciu wody. Bardzo prawdopodobne jest to, że prędzej czy później w Białymstoku również będzie trzeba takie ograniczenie wprowadzić. Mało tego, ludzie bezczynnie nie przyglądają się upałom. Zamiast przejść się i się spocić wybierają samochód. Montują też wszędzie klimatyzatory na potęgę – w samochodach, biurach i mieszkaniach. W efekcie ciepło emitowane zarówno z aut jak i urządzeń chłodzących przyjmuje miasto. Efekt gorąca pogłębia się.

 

Ciepłe powietrze unosi się nad miastem. Jeżeli temperatura przewyższa tą, która była w okolicy dochodzi do burz i ulew. I miasto jest zalewane, bo woda spada na beton i nie ma gdzie wsiąkać. Do „pieca” dodają od siebie też galerie handlowe i sklepy wielkopowierzchniowe, które zajmując ogromne tereny i zabetonowują je. W efekcie ulewa przechodząca przez miasto zalewa nie tylko Rynek, ale też okolice galerii handlowych i hipermarketów. Mało tego, developerzy budują w mieście coraz większe apartamentowce, zabudowując każdą możliwą szczelinę w centrum.

 

Warto przypomnieć, że upały są zagrożeniem dla zdrowia i życia ludzi. Miasto, w którym są one potęgowane przez zabetonowanie – narażają każdego, kto w gorące dni wychodzi z domu do centrum. Ostatnie lata chłodzono beton kurtynami wodnymi, jednak w przyszłości czekają nas ograniczenia w stosowaniu wody, więc wylewanie jej na beton nie ma żadnego sensu. Dlatego jak najszybciej powinniśmy zdjąć beton z Rynku Kościuszki, zabronić budowania nowych bloków w centrum. Jeżeli chodzi o galerie handlowe i hipermarkety, to białostocki rynek już się nasycił i w centrum nic nowego nie powstanie.

 

Kolejnym krokiem jest retencja wody. Nie może być tak, że 90 proc. wody opadowej spuszczamy z Białki do Supraśli, potem woda spływa do Narwi i kolejnymi drogami wodnymi trafia do Morza Bałtyckiego. Musimy zacząć schładzać miasto, bo przez zmiany klimatu będzie coraz więcej ciepłych miesięcy, a białostockie centrum będzie dla coraz większej liczy osób nie tylko miejscem uciążliwym, ale też niebezpiecznym!

Featured Video Play Icon

Tak wyglądał Białystok 19 lat temu. Zobacz ile się zmieniło.

Sentymentalny film nagrany kamerą 19 lat temu pokazuje jak wiele zmieniło się w Białymstoku. Stare elewacje, stare chodniki, wypłowiałe kolory. Widać, że miasto zrobiło dużo, by przez ten czas odmienić swój wygląd. Oczywiście to tylko wygląd, bo wewnątrz niewiele się przez ten czas zmieniło, o czym pisaliśmy w ostatnim czasie.

 

Na filmie możemy zobaczyć jeszcze przejezdny Rynek Kościuszki, a także samochody takie jakich dziś ciężko dojrzeć na ulicach. Patrząc na ludzi można zwrócić uwagę jak bardzo zmieniła się moda przez ten czas. Można też zauważyć, że miasto było spokojniejsze. Na ulicach było mniej pojazdów. Dziś, gdy wyjdziemy do Centrum to nawąchamy się spalin. Było jednak jeszcze coś, czego już nie ma od bardzo dawna. Mianowicie handel na Rynku Kościuszki. Obecnie wszystkie sklepy przeniosły się do galerii handlowych albo zamknęły się w ogóle. Dziś serce miasta bije już knajpeczkami, restauracjami i innymi działalnościami gospodarczymi. Ale to akurat chyba zmiana na lepsze.

 

Najbardziej jednak rzucają się w oczy stare chodniki i elewacje. Było szaro, buro i ponuro. Teraz niewątpliwie jest  dużo ładniej. Dobre chociaż i tyle, bo pod względami gospodarczymi niestety bliżej nam do 2001 roku niż 2020.

Featured Video Play Icon

Podlasie na weekend. Co lubią zwiedzać turyści?

Kolejny film nagrany i opublikowany w mediach społecznościowych zdaje się potwierdzać to, co lubią zwiedzać turyści na Podlasiu. Autor powyższego filmu zabrał nas w dobrze znane zakątki – Skit w Odrynkach, Kraina Otwartych Okiennic czy Puszcza Białowieska. Po rejestracji samochodu można zauważyć, że turyści byli z województwa łódzkiego. Jak ich oczami wypadło nasze ukochane Podlasie? Nie zabrakło pięknych widoków, zwierząt i cudownej drewnianej architektury.

 

Warto zauważyć, że to już kolejny film, na którym widać jasno co lubią zwiedzać turyści na Podlasiu. Dawniej latem oblężenie zwiedzających przeżywał jedynie Augustów. Teraz w każdy słoneczny weekend nie brakuje ludzi także w innych zakątkach. Ogromnym zainteresowaniem cieszy się oczywiście Puszcza Białowieska i jej rezerwat. Przyjezdni mogą tam podziwiać żubry, których w takim województwie łódzkim nie ma, ale też ogromne kilkuset letnie dęby. Nie brakuje też fanów drewnianych cerkwi, które można spotkać na Podlasiu czy Podkarpaciu. U nas jednak jest coś jeszcze – drewniany meczet w Kruszynianach, gdzie mieszkają od setek lat polscy Tatarzy.

 

Jednym z ostatnich hitów jest także kładka Śliwno – Waniewo. Niestety, nie zawsze atrakcja jest dostępna. Jeżeli w Narwi jest za mało wody, to platformy, którymi przeprawiamy się na drugi brzeg nie mogą płynąć. Drugie niestety dotyczy władz gminy Sokoły. O ile w Narwiańskim Parku Narodowym postarali się i wyremontowali swoją część kładki biegnącą od Śliwna, tak też władze gminy Sokoły mają turystów gdzieś. Kładka w Waniewie jest zapuszczona i nie nadaje się do korzystania. Mimo wszystko warto wybrać się do Śliwna i skorzystać z tego co jest.

Podlaskie jest zacofane, chociaż nie wygląda

Podlaskie jest zacofane, chociaż nie wygląda

Województwo Podlaskie w obecnym kształcie istnieje od 1999 roku. Zostało połączone z dawnych województw białostockiego, łomżyńskiego i suwalskiego. Mimo, że miało to miejsce 21 lat temu, to można odnieść wrażenie, że była to zmiana wyłącznie na papierze. Po prostu narysowano nowe mapy. Oczywiście pojawiły się nowe stołki – marszałka województwa, jego zarządu, a także radnych wojewódzkich, zaś wiele władzy zabrano wojewodzie – przedstawicielowi premiera na danym terenie. Mimo wszystko do dziś mamy wojewodę, który to głównie nadzoruje. To wszystko jednak jest machiną biurokratyczno-urzędniczą i na co dzień szarego człowieka nie obchodzi. Bynajmniej reformy nie robiono tylko dla utworzenia nowych urzędów (mamy nadzieję), a przyświecała temu jakaś idea.

 

Dziś, po 21 latach trudno jednak bez szukania, sprawdzania zauważyć tą idee naocznie. Jak się spojrzy na mapę, to nie trudno zauważyć, że Białystok, Łomża, Suwałki oraz Siemiatycze zupełnie do siebie nie przystają. Mimo, że Białystok jest stolicą województwa to nie trudno zauważyć, że suwalczanie więcej związków mają z ełczanami, którzy to byli kiedyś w województwie białostockim, a teraz są w warmińsko-mazurskim. Łomża natomiast więcej związków ma z Ostrołęką, zaś do dziś istnieją żarty i antagonizmy między łomżyniakami a białostoczanami. Nie widać też związków między stolicą województwa a Siemiatyczami.

 

To wszystko mogłoby się kiedyś zmienić, gdyby Białystok był silnym ośrodkiem gospodarczym w regionie, z którym byłyby dobre połączenia komunikacyjne. Tymczasem po 21 latach nadal nie ma porządnej drogi do Łomży, Suwałk czy Siemiatycz. Ani samochodowej ani kolejowej. Do tego pierwszego możemy dojechać średniej jakości drogą wojewódzką. O połączeniu kolejowym być może będzie mowa dopiero za jakieś 10 lat. O ile władza zrealizuje wszystkie inwestycje związane z CPK, zaś kolejne władze wojewódzkie doprowadzą do dokończenia remontów i połączenia kolejowego z Łomża przez Łapy i Śniadowo.

 

Droga Krajowa nr 8 na odcinku Białystok – Suwałki to porażka. Mało tego, politycy swoimi wieloletnimi kłótniami doprowadzili do sytuacji, że to się nie zmieni. Via Baltica poprowadzi tak, że z Białegostoku do Augustowa dalej będziemy jechać beznadziejną drogą. Warto też przypomnieć, że z Augustowa do Suwałk prowadzi nowa droga, która to ma po jednym pasie w każdą stronę. Pomysłowe prawda? Wielu kierowców wybiera więc starą drogę, bo niewielka jest różnica, a i kilometrów mniej się robi. Kolejowo natomiast mamy połączenie, które to także nie jest idealne. Linia prowadzi przez Sokółkę. A od tego miasta do Suwałk nie ma elektryfikacji. Do polskiego bieguna zimna dojedziemy tylko 5 razy dziennie, a podróż trwać będzie tyle co do Warszawy.

 

Do Siemiatycz prowadzi beznadziejna droga krajowa nr 19. W tym przypadku też kłótnie polityków doprowadziły, że do dziś nie ma porządnej drogi. Ta dopiero jest w planach. Nawet mamy już ją narysowaną na mapie, więc możliwe że w końcu powstanie, ale nie prędko. Z połączeniem kolejowym jest tak, że trwają remonty torów, więc nie można oczekiwać cudów. Tu problemy są dwa. Jeden – brak bezpośredniego połączenia z Białymstokiem. Drugi problem to odległość stacji kolejowej w Siemiatyczach od miasta.

 

Sam Białystok natomiast nie jest atrakcyjnym miejscem, by mieszkańcy województwa chcieli tu przyjeżdżać. Dla porównania warto spojrzeć na Wrocław. Koleje Dolnośląskie funkcjonują tam bardzo dobrze. Nie brakuje połączeń kolejowych z innymi miastami województwa. Natomiast sam Wrocław jest silnym ośrodkiem gospodarczym, gdzie wiele osób chce mieszkać, pracować czy studiować. W Białymstoku studentów od lat mocno ubywa, a pociągi często kursują tylko do Warszawy. Droga ekspresowa natomiast również prowadzi tylko do Warszawy.

 

Warto spojrzeć jakie duże inwestycje, o znaczeniu ponad lokalnym zostały przeprowadzone w Podlaskiem. Mamy operę, stadion, nowocześnie wyposażone szpitale i psuedolotnisko. Dawniej inwestycja oznaczała, że kiedyś nakłady na nią się zwrócą. Dziś znaczy tyle, by wydoić unijne dotacje bez żadnych konsekwencji. W efekcie po 21 latach istnienia województwa podlaskiego, a także 16 lat od wstąpienia do Unii Europejskiej dalej można powiedzieć, że jesteśmy zacofani. Co ciekawe, z tego „zacofania” moglibyśmy żyć, ale coś takiego jak masowa turystyka u nas też nie istnieje. Ale nie ma co się dziwić, skoro ciężko do nas dojechać.

Featured Video Play Icon

Tak wygląda Podlaskie z góry. Przepiękne widoki na wyjątkową przyrodę.

Województwo Podlaskie jest przepiękne, to wiadomo nie od dziś. Jednak dzięki rozwojowi technologii, każdy kto chce może dziś kupić drona i spojrzeć na swoje otoczenie z góry. Jako, że fascynatów naszego regionu nie brakuje, to i w serwisach społecznościowych nie brak niesamowitych zdjęć i filmów, które dawniej można było wykonać lecąc samolotem, helikopterem czy balonem. Zaletą drona jest jego rozmiar – dzięki czemu urządzenie może nam pokazać wiele miejsc, których nie zobaczylibyśmy z pokładu statku powietrznego.

 

I tak na powyższym filmie możemy zobaczyć na przykład jak wygląda z góry rzeka Supraśl, jak wygląda Pałac Branickich w Choroszczy i jego otoczenie, oraz jak niesamowity efekt dają poranne mgły, zakręcone rzeki i kolorowe pola. To wszystko z ziemi wygląda równie atrakcyjnie, ale z powietrza jest dodatkowo wyjątkowe. Szczególne wrażenie robi ujęcie z ogromną mgłą, która unosi się nad rzeką.

 

Film jest krótki, bo trwa minutę, ale jest w nim bardzo wiele wartościowej treści. Szczególnie pokazuje, że warto zwiedzać nasz region o wschodzie i godzinę przed zachodem słońca. To wtedy niebo staje się wyjątkowo piękne, a słońce sprawia, że wszystko okrywa się złotym blaskiem. Wtedy też mamy okazję dojrzeć mgły w pięknej i ulotnej krasie. Szczególnie latem wyjątkowo przyjemnie obserwować to wszystko, gdy można wybrać się jeszcze nocą, by powitać dzień lub zabrać się po pracy, by go pożegnać. Ten film niech Wam o tym przypomina, iż warto kończyć i zaczynać dni podglądając naturę.

Grzybów u nas najwięcej! Zdradzamy najlepsze miejscówki!

Grzybów u nas najwięcej! Zdradzamy najlepsze miejscówki!

Grzybów na Podlasiu u nas co niemiara. Mało tego po weekendzie grzybów będzie jeszcze więcej. Dlatego, jeżeli jesteście fanami leśnych przysmaków, to warto zaplanować sobie wyjazd. Tylko gdzie? W Puszczy Knyszyńskiej będzie idealnie! Lasów na Podlasiu nie brakuje, ale to nie znaczy, że wszędzie gdzie pójdziemy, to na pewno coś znajdziemy. Po prostu są lepsze i gorsze „miejscówki”. Każdy grzybiarz ma swoją, ale niektórzy dopiero zaczynają przygodę lub nie dawno przeprowadzili się do naszego regionu. Albo z innych powodów nie znają Podlasia na tyle, ale chcieliby coś zebrać. Dla wszystkich tych przedstawiamy najlepsze miejscówki na grzyby w 2020 roku. Wszystkie znajdują się w Puszczy Knyszyńskiej.

Pociąg do grzybów

Nie bez powodu, co roku w Michałowie organizuje się święto grzyba. To właśnie pobliskie lasy są idealne do zbierania leśnych przysmaków. Na grzyby możemy dojechać pociągiem weekendowym kursującym do Walił. Wystarczy wysiąść na stacji Sokole. Jeżeli jesteśmy wprawnymi zbieraczami, to nasze kosze będą pełne. Kolejnym miejscem na tej samej trasie pociągu to właśnie Waliły. Wystarczy kierować się lasem na Piłatowszczyznę. Po drodze zbierzemy bardzo dużo pyszności. Możemy też zapuścić się wzdłuż torów. Pociąg kończy bieg w Waliłach. My jeżeli będziemy szli dalej w kierunku granicy torami, to między Straszewem a Zubkami napotkamy bardzo dużo grzybów.

Miejscówki grzybów

Kolejne miejsce, gdzie możemy zbierać przepyszne leśne przysmaki znajduje się w Supraślu. Wystarczy ruszyć lasem na Krzemienne. Można także kierować się z drogi wojewódzkiej 676 na Krynki w kierunku miejscowości Konne. Ostatnia miejscówka, w której warto szukać grzybów zaczyna się w Czarnej Białostockiej. Kierujemy się leśną drogą na Budzisk, następnie na Zacisze i Jałówkę. Kończymy w Supraślu. Gigantyczne ilości leśnych przysmaków czekają!

Porady i ostrzeżenia

Oczywiście pamiętajmy, że w ostatnim czasie w lasach jest mnóstwo kleszczy. Wchodzenie w krzaki i zarośla po grzyby to prawie pewny kontakt z tymi owadami. Dlatego nie wychodźmy do lasu odsłonięci. Najlepiej zainwestować w solidne buty, długie nogawki i rękawy, a także rękawiczki. Dobrze też mieć kapelusz, by przy okazji nie dostać udaru, jeżeli będziemy przebywać na słońcu przechadzając się leśnymi drogami. Po powrocie domu koniecznie powinien ktoś nas dokładnie obejrzeć. Kleszcze potrafią zniszczyć człowiekowi zdrowie i o tym trzeba pamiętać. Miejmy jednak nadzieję, że wypad na grzybki będzie udany!

Czy w Białymstoku ktoś się przejmuje ulewami i suszą?
fot. Wschodzący Białystok

Czy w Białymstoku ktoś się przejmuje ulewami i suszą?

Wygląda na to, że w Białymstoku nikt nie przejmuje się potężnymi ulewami oraz zapobieganiem suszy. Wiadomo, że nie od razu można wszystko naprawić, co przez wiele lat, od czasów PRL popsuto, ale jest coś co można od ręki zrobić, co bardzo by pomogło. Wystarczy przestać kosić trawę. Tymczasem w stolicy województwa podlaskiego ta czynność trwa w najlepsze. Od razu zaznaczymy, że wiele terenów należy do spółdzielni mieszkaniowych, które w ten sposób „dbają” o mieszkańców. Jednak przykład powinien iść z góry. Miasto ma możliwość i powinno z niej skorzystać ażeby zakazać koszenia trawników od czerwca do września. Oczywiście potrzebna jest tylko wola radnych, by taką uchwałę przyjęli.

 

Co to da? Trawniki są elementami małej retencji. Gdy spadnie ulewa, to bujna roślinność spowolni odpływ wód opadowych. Dzięki czemu kanalizacja będzie odciążona, przez co ulice nie będą podtapiane. Ponadto tam gdzie jest bujna roślinność, to utrzymuje się niższa temperatura po opadach. Ostatnim najważniejszym plusem braku koszenia jest czyste powietrze. Zarośnięte trawy pochłaniają dwutlenek węgla i wydzielają tlen. Gdyby tak nie kosić zieleni przy drogach, to w godzinach szczytu może byśmy się tak nie dusili przechodząc w pobliżu.

 

Po co się kosi trawniki? Tylko i wyłącznie dla walorów estetycznych. Alternatywnym sposobem jest zasadzanie łąk kwietnych. Jak wiemy w mieście poszli tą drogą. Tylko jest jeden minus tego rozwiązania. Gdyby wymienić wszystkie zielone trawniki na łąki kosztowałoby to fortunę. Można to zrobić na raty przez wiele lat. Do tego czasu trawa w najgorętsze miesiące nie powinna być koszona.

Featured Video Play Icon

Niesamowity film o Podlasiu. Każdy, kto go zobaczy natychmiast się spakuje i tu przyjedzie!

W kultowym filmie Stanisława Barei „Miś” mogliśmy usłyszeć takie oto stwierdzenie, że istnieje prawda czasu i prawda ekranu. Te drugie w dzisiejszych czasach „social mediów” bardzo często jest przez wszystkich nadużywane. Piękne ujęcia, wspaniałe kolory i to wszystko dopełnione poruszającą muzyką powoduje, że po obejrzeniu filmu natychmiast odczuwamy jakieś emocje. Tak też jest i w przypadku wszelkich filmów o Podlasiu. Czy są one prawdziwie? Czy to tylko „prawda ekranu”?

 

Na powyższym filmie, autorstwa Marka Bejgiera, widzimy wiele wspaniałych miejsc z przewodników turystycznych. Autor skupił się tu przede wszystkim na barwnej architekturze drewnianej. W zasadzie nie musiał nic robić, bo Podlasie jest naprawdę takie piękne jak na tym filmie. Dlatego można powiedzieć, że film „nagrał mu się sam”. Oczywiście umiejętność doboru muzyki i umiejętność sztuki montażu pomogła, jednak bez dobrych ujęć nic by z tego nie wyszło. Trochę jak z konkursem Miss. Można sprawić, by piękna kobieta stała się jeszcze piękniejsza.

 

Dlatego, jeżeli myślicie o tym, czy przyjechać na Podlasie pod wpływem tego filmu, to podpowiadamy – tak, warto to zrobić! Ten film nie jest umiejętną manipulacją, jaką często, wiele ludzi stosuje na potrzeby „social mediów”. To autentyczny obraz wspaniałego regionu w północno-wschodniej Polsce. Podpowiemy też lokalizacje, bo być może nie wiecie gdzie szukać tych dzieł sztuki z filmu. Na filmie możemy zobaczyć między innymi Krainę Otwartych Okiennic, Tykocin, Kruszyniany, Pentowo, Białowieżę.

Puszcza Białowieska staje się pastwiskiem. Jak nie zaczniemy jej ratować, to będziemy wypasać tam bydło.

Puszcza Białowieska staje się pastwiskiem. Jak nie zaczniemy jej ratować, to będziemy wypasać tam bydło.

To taki temat, który warto powtarzać, bo gołym okiem widać że z roku na rok problem jest coraz większy. Być może niektórzy z Was sobie myślą, że jakiś czas temu straszyliśmy suszą, a w ostatnie dni przyroda dała popalić tak bardzo, że o suszy nie ma mowy. To tylko jednak złudzenie. Wystarczy spojrzeć na twarde dane z czujników pomiarowych, by zobaczyć, że nadal jest źle. Jak to możliwe? Poniżej tłumaczymy.

 

Jest wiele osób, które mimo przedstawiania twardych, naukowych danych negują zmiany klimatyczne. Na niepodlegające dyskusji liczby mają opinie. I teraz jest trochę podobnie. W ostatnim czasie była niemiłosierna susza. Przypomnijmy sobie, jak Biebrzański Park Narodowy zapłonął niczym zapałka, gdy zostały podpalone trawy na czyimś wysuszonym polu. Ostatnie dni natomiast to ogromne ulewy, ściany deszczu, nieustające burze. Tak dużo wody, że ulice i zabetonowane place tradycyjnie zamieniły się w rzeki i jeziora. Podlało przy okazji wszystkie rośliny. Więc o co chodzi? Czy nie ma suszy? Tak może się wydawać, ale to że czegoś nie widzimy to jeszcze nie znaczy, że to nie istnieje. Tak jak boleśnie możemy się przekonać o istnieniu niewidzialnej grawitacji, gdy skoczymy na przykład z wysokości pierwszego piętra.

 

Wystarczy zrobić samodzielnie prosty eksperyment, by naocznie zobaczyć, że jak po suszy spadnie dużo deszczu na raz, to nie zlikwiduje to suszy. Jeżeli macie doniczkę z kwiatami, a następnie przez kilka tygodni nie będziecie podlewać ziemi, to stanie się ona bardzo twarda. Gdy wlejecie do doniczki nagle wiaderko wody, to ciecz zamiast wsiąkać rozleje się na boki. W ogromnej skali działa to dokładnie tak samo. Zabetonowane chodniki i ulice wody nie wchłoną w ogóle, zaś twarda ziemia wchłonie tylko trochę. Reszta rozleje się na boki, aż trafi do rzek. Wtedy woda przez zmiany jakie wywołał człowiek, szybko spłynie do morza i stanie się słona – ani nam ludziom ani roślinom nieprzydatna. Dopiero wyparowanie wody i powrót do chmur spowoduje, że woda zostanie odsolona. Nie ma jednak gwarancji, że to znów u nas spadnie deszcz.

 

Teraz spójrzmy na poniższe mapy, gdzie wszystko potwierdzają twarde dane z czujników. Oto badanie z 21 czerwca 2020. Południe Polski jest kompletnie pod wodą. Pierwsze 7 centymetrów to jedno wielkie błoto. Na Podlasiu natomiast jest grząsko, zaś w okolicach Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej – ilość wody jest w normie.

graf. IMGW

Jednak, gdy zajrzymy głębiej można zauważyć, że ilość wody Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej jest już poniżej normy. To dlatego, że woda z nieba nie wchłonęła się w całości tylko spłynęła dalej.

graf. IMGW

Gdy zajrzymy poniżej 28 centymetrów to zaczyna robić się już dramatycznie. Ziemia jest bardzo sucha. Dopiero poniżej metra sytuacja wraca do normy. Wniosek jest taki, że woda znajduje się tylko powierzchownie.

graf. IMGW

Zapewne zadajecie sobie teraz pytanie. Co mnie obchodzi ziemia poniżej 28 centymetrów. Otóż w uproszczonym skrócie – jeżeli powstają niedobory wody w ziemi jak obecnie, to skład chemiczny gleby ulega zmianie. Oznacza to, że rolnicy muszą nawozić swoje pola, by utrzymać właściwe proporcje pierwiastków i minerałów w glebie. Jednak jak spojrzymy na mapy – to problem suchej gleby na głębokości 28-100 cm dotyczy Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie na takich głębokościach znajdują się korzenie. Wyjałowiona gleba powoduje, że ziemia traci swoje potrzebne właściwości i staje się jałowa. Teren na powierzchni powoli obumiera i staje się pastwiskiem.

 

A pomaga w tym kornik, który pojawia się właśnie gdy panuje susza. Obecnie 25 procent drzew w Puszczy Białowieskiej jest już martwa. Na pewno pamiętacie nie tak odległą awanturę o kornika. Jedni chcieli wycinać martwe drzewa, drudzy na to się nie godzili. Nie będziemy do tego wracać, ale chyba dla każdego jest jasne, że pozbycie się problemów z kornikiem trzeba zacząć z uporaniem się z suszami. Czyli, by woda, która spadnie nie uciekała do morza. Na szczęście w Polsce otworzono oczy na problem, ale jego minimalistyczne rozwiązanie planuje się na 2027 rok. Obecnie 97 procent wody spuszczamy do morza, a za 7 lat ma to być 85 procent. W tym tempie to jeszcze za naszego życia Puszcza Białowieska zacznie stawać się pastwiskiem, zaś Puszcza Knyszyńska zacznie obumierać.

Featured Video Play Icon

Pociąg turystyczny przez Siemianówkę byłby hitem. Czy jest na to szansa? Jest i to spora.

Rok temu reaktywowano po kilkunastu latach przerwy połączenie kolejowe Hajnówka – Siemianówka. W 2019 roku funkcjonowało jako letnia atrakcja turystyczna. W około 25 minut można było przejechać malowniczą trasą. Ostatni pociąg wyjechał 31 sierpnia. Potem mieliśmy zimę, następnie epidemię (która trwa). Teraz wszystko powoli wraca do normy, a wraz z powrotami zasadne jest pytanie czy wróci też połączenie Hajnówka – Siemianówka – Cisówka czyli nie tylko przez malowniczą Puszczę Białowieską, ale też torami przez Zalew Siemianówka, co byłoby turystycznym hitem.

 

W ubiegłym roku portal Rynek Kolejowy przytoczył słowa rzeczniczki Podlaskiego Oddziału Polregio, która to mówiła tak: W przypadku dużej popularności połączeń rozważone zostanie wydłużenie trasy pociągów do Cisówki. Pani rzecznik zastrzegła jednak, że najpierw ocenione będzie zainteresowanie, gdy pierwszy sezon się zakończy. Od tego czasu jednak trochę się namieszało. Na trasie Czeremcha (istotny punkt kolejowy) – Hajnówka funkcjonuje autobusowa komunikacja zastępcza, która miała być tylko do… lutego. Mamy czerwiec, a obecnie datą końcowa komunikacji zastępczej jest 21 lipca.

 

Warto tu dodać, że Hajnówka obecnie nie jest skomunikowana bezpośrednio z Białymstokiem ani kolejowo ani drogowo. Jedno i drugie jest w remoncie. Dlatego też ewentualni turyści z Białegostoku, by skorzystać z atrakcji musieliby jechać od razu samochodem do Siemianówki przez Michałowo, a tam wsiadać do pociągu albo też tradycyjnie dojechać pociągiem do Czeremchy, a potem komunikacją zastępczą do Hajnówki, co nie ma większego sensu. Z Białegostoku regularny pociąg do Hajnówki pojawi się w styczniu 2021 roku. Pisaliśmy już przy tej okazji, że marszałek województwa popełnił fatalny błąd nie przeznaczając pieniędzy na remont odcinka Hajnówka – Białowieża, tak by do serca Puszczy dojechać koleją.

/marszalek-nie-dal-pieniedzy-nie-dojedzie-pociag-do-bialowiezy/

Ubiegłoroczny pociąg jeździł reaktywowaną linią Siedlce – Siemianówka. Zatem oprócz białostoczan, także Podlasianie z południa mogli zwiedzić zalew, bo mieli dogodne połączenie. Generalnie zarówno osoby z Podlaskiego jak i Lubelskiego musiały dojechać najpierw do Czeremchy. Potem czekał na nie pociąg do Hajnówki, a tam do Siemianówki. Dlatego dopóki nie będzie znów połączenia z Czeremchy do Hajnówki (do 21 lipca) to wznowienie linii nie ma większego sensu. Chyba, że wyłącznie dla mieszkańców Hajnówki oraz wszystkich tych, którzy tam dojadą. Miejmy nadzieję, że chociaż w przyszłym roku wróci to połączenie. Szczególnie ważne jest, by pociąg dojechał do Cisówki. Przejazd nasypem kolejowym przez Siemianówkę byłby atrakcją samą w sobie. Przypomnijmy, że na zalewie żyje mnóstwo unikalnych gatunków ptaków. Cisówka to nieco tajemnicze miejsce, na pewno cieszyłoby się ogromnym zainteresowaniem. Wystarczy zobaczyć na powyższym filmie jak wyglądał przejazd pociągiem specjalnym po trasie.

To był kiedyś piękny pałac. Dziś pozostały tylko ruiny.
fot. Narodowy Instytut Dziedzictwa

To był kiedyś piękny pałac. Dziś pozostały tylko ruiny.

Hieronimowo to mała wioska pomiędzy Zabłudowem i Michałowem, na uboczu od Topolan. Jeżeli nie zboczymy z głównej drogi, to tam nie trafimy. Być może dzięki temu do dziś przetrwały w tym miejscu ruiny XIX-wiecznego dworku. Jaka jest jego historia? W oryginale był to klasycystyczny pałac, oficyna i park.

 

Budynek powstał w 1820 roku jednak bardzo szybko został skonfiskowany przez zaborcę czyli władze rosyjskie. Wszystko dlatego, że jego właściciel generał Kazimierz Dziekoński brał udział w powstaniu listopadowym. Władza zesłała go w głąb Rosji, a pałacyk wrócił do rodziny i przeszedł w ręce jego bratanicy Jadwigi Olizarowej oraz jej męża Aleksandra Ramma. Sam Dziekoński po przyrzeczeniu carowi wierności mógł wrócić na tereny Polski pod zaborami.

Po I wojnie światowej pałacyk należał już do Olgi Ramm. Była to spadkobierczyni. Nazwisko silnie sugeruje pokrewieństwo z poprzednikami lecz nie wiemy jakiego stopnia. Być może to córka małżeństwa? W każdym razie, gdy wybuchła II wojna światowa spadkobierczyni wyjechała do Niemiec zaś piękny budynek został skonfiskowany przez władze radzieckie i utworzyły tam państwowe gospodarstwo rolne. Potem majątek przeszedł w ręce niemieckie.

 

W 1944 roku majątek trafił do Eugeniusza Ramma. Niestety otrzymał już pałacyk spalony. W 1945 roku wybuchł jeszcze jeden pożar. Spalił się nie tylko okazały budynek, ale też budynki gospodarcze. W 1956 roku rozpoczęto odbudowę, ale tylko oficyny pałacowej. Sam pałac tylko odgruzowano. Obecnie jest w rękach prywatnych. Miejmy nadzieję, że obecny właściciel kiedyś zdecyduje się na odbudowę.

Czy Nowe Miasto straci swój las? Wszystko w rękach kurii.

Czy Nowe Miasto straci swój las? Wszystko w rękach kurii.

Po weekendzie, 22 czerwca będzie sesja Rady Miejskiej podczas której zapadnie kluczowa decyzja dzięki której czy zamiast dwóch lasów wyciąć tylko jeden. Drzewa z pierwszego należałoby usunąć ze względu na Lotnisko Krywlany, by wreszcie mogło naprawdę funkcjonować, zaś drzewa z drugiego planowano wycinać pod cmentarz. Mowa tu o lasach Solnickim i Turyczyńskim.

 

Na wstępie trzeba zaznaczyć istotną kwestię – jeden las leży w gminie Białystok, drugi zaś w gminie Choroszcz – która obejmuje też właśnie las przy osiedlu Nowe Miasto oraz pobliską miejscowość Turczyn. Dlatego też o losach Solnickiego i Turczyńskiego decydują zupełnie inne osoby.

 

Sprawa lotniska jest dosyć znana. Inwestycje pokracznie, ale zawsze to do przodu prowadzi Tadeusz Truskolaski. Gdyby chciał, to by już dawno zdecydował o wycince lasu, by uruchomić inwestycje. Tymczasem inicjator własnej inwestycji sam sobie zaczął piętrzyć problemy i tak na Lotnisku w Krywlanach od 2 lat stoi pas, który dopiero co uzyskał certyfikację, lecz i tak nie można z jego pełni korzystać. Oznacza to, że te wszystkie samoloty co mogły lądować w Białymstoku na pasie trawiastym mogą teraz na betonowym. Gdy w końcu Truskolaski zdecyduje o wycince, to będzie można korzystać z całej długości betonowego pasa i wtedy zmieszczą się tam maszyny, które do tej pory się nie mieściły czyli samoloty pasażerskie zabierające do 50 osób.

 

Cmentarz w Lesie Turczyńskim to natomiast inwestycja przez Kurię Metropolitalną. Dogadała się w tej sprawie z gminą Choroszcz, lecz przeciwni byli mieszkańcy osiedla Nowe Miasto i okolic. Nie chcieli, by ich ulubiony las zamienił się w cmentarz. Wiele razy protestowano w obronie lasu. I tak, by pogodzić zwaśnione strony padła propozycja. Skoro i tak trzeba wycinać las Solnicki, to czemu nie zrobić lasu tam?

 

Teraz decyzja należy do kurii. Raczej wszyscy się spodziewają decyzji pozytywnej. Jeżeli tak się stanie, to machina urzędnicza będzie musiała zmienić plany także formalnie. Las Turczyński zostanie, zaś Las Solnicki zostanie wycięty, a teren po nim przygotowany pod cmentarz. Natomiast miasto w końcu będzie mogło szukać chętnych przewoźników lotniczych. Podlaskie to wciąż biała plama na mapie jeżeli chodzi o lotnicze przewozy pasażerskie.

Podlaskie na kajaku. Zobacz najlepsze szlaki wodne w regionie.

Podlaskie na kajaku. Zobacz najlepsze szlaki wodne w regionie.

Województwo Podlaskie ma ogromną ilość miejsc, gdzie można popływać kajakiem. Nie będziemy jednak ich wszystkich tu przedstawiać. Wybraliśmy te szlaki wodne, które najbardziej mogą przypaść do gustu także Wam. Teoretycznie woda to woda, więc wybór miejsca może wydawać się drugorzędny. Warto jednak wiedzieć, że jedne trasy będą bardziej wymagające, a inne mniej. Jedne będą prowadziły przez kompletne zarośla, inne będą miały też przepiękne widoki. Co najlepiej wybrać? To zależy ile czasu chcemy przeznaczyć na pływanie. Spływ kajakowy trwa zwykle kilka dni, jednak nie każdy ma ochotę przez tyle czasu siedzieć i wiosłować. Niektórym przecież starczy tylko kilka godzin.

Suwalszczyzna

Na Suwalszczyźnie są 3 miejsca, gdzie warto wypożyczyć sprzęt i zacząć drogę. To okolice Budy Ruskiej, gdzie zaczniemy piękną przeprawę rzeką Czarną Hańczą. Pierwszy odcinek możemy zakończyć w Głębokim Brodzie po kilkunastu kilometrach. Jeżeli to dla nas za mało kolejna okazja na koniec będzie w Rygolu po kolejnych kilkunastu kilometrach. Aczkolwiek na tym drugim odcinku będzie trudniej, więc jeżeli to nasz pierwszy raz to lepiej wybrać coś innego. W Rygolu natomiast możemy dołączyć do Kanału Augustowsiego, którym dopłyniemy do pięknej Przewięzi. Trasa wyniesie około 30 kilometrów. Jej zasadniczym plusem jest to, że bardzo często będzie okazja do zejścia na ląd, czego nie można powiedzieć o Czarnej Hańczy.

 

Teoretycznie możemy płynąć dalej aż do Augustowa, jednak na jeziorze Białym pomiędzy obiema miejscowościami panuje spory ruch. Jeżeli irytują Was fale robione przez inne przepływające jednostki, to lepiej sobie darować. Jeżeli jesteście zdeterminowani, to możecie dopłynąć do Jeziora Rospuda. Jeżeli to nie jest spływ kajakowy, a jednorazowe rekreacyjne pływanie, to polecamy od razu zacząć na tym jeziorze, by popłynąć dziką rzeką i Doliną Rospudy. Przed Wami będzie około 20 kilometrowa piękna trasa, którą zakończycie w Raczkach. Pamiętajmy, że po drodze będzie bardzo mała szansa na to, by zejść na ląd.

Białostocczyzna

Jeżeli chcemy wybrać coś bliżej Białegostoku, to proponujemy dwie miejscówki. Jedna to Supraśl i jego okolice. Zacząć możemy w pobliskim Surażkowie, by przepłynąć piękną i malowniczą trasą do miejscowości Supraśl przez Krzemienne. A możemy od razu w miejscowości Supraśl zacząć płynąć przez Nowodworce do Wasilkowa. Jeżeli chcielibyśmy urządzić jakiś kilkudniowy spływ, to rzeka wpada do Narwi za Fastami, a dalej możemy nawet dotrzeć do Tykocina albo i do Wizny. Po drodze będzie można zejść na ląd w wielu miejscach – Supraślu, Nowodworcach, Wasilkowie, Sielachowskich. W Dobrzyniewie Fabrycznym trzeba będzie przenieść kajak, bo jest śluza. Potem kolejna okazja do zejścia na ląd będzie w Złotorii i Tykocinie.

 

Kolejne miejsce warte odwiedzenia – szczególnie na jednodniową wyprawę to Suraż. Tam możemy wypożyczyć kajaki. Następnie zostaniemy z nimi zawiezieni do Doktorc, po to by wrócić do Suraża. Trasa jest dosyć łatwa i przyjemna. Jej przepłynięcie zajmie nam kilka godzin, bo do przepłynięcia będzie około 15 kilometrów. Nie ma przeciwwskazań, by płynąć dalej przez Narwiański Park Narodowy. To jednak już wyprawa na więcej niż 1 dzień. Warto zaznaczyć, że niezależnie czy będziemy płynąć tylko na trasie Doktorce – Suraż czy dalej, to miejsc, by zejść na ląd będzie bardzo mało, bo to dzikie tereny.

Południowe Podlasie

Rzeka Bug to kolejne miejsce, gdzie warto wypłynąć kajakiem. Konkretnie to warto wypłynąć z Niemirowa. Pierwszy przystanek (lub dzień) zrobimy po 15 km w Mielniku. Jeżeli komuś mało, to kolejny przystanek warto zrobić w Drohiczynie czyli po kolejnych 30 kilometrach. Po kolejnych trzydziestu dopłyniemy do miejscowości Granne. Cała wyprawa przeniesie nas do czasów I Rzeczypospolitej. Po drodze mijać będziemy historyczne miejscowości, na pograniczu Podlasia i Mazowsza.

 

Jeżeli planujemy kilka dni spływu, to na wszystkich trasach bez problemu znajdziecie noclegi. Pod tym kątem nasz region jest bardzo rozwinięty. Warto tylko przed wypłynięciem sprawdzić prognozy pogody, tak by mieć pewność, że nie będzie żadnych burz, bo nie zawsze będzie jak uciec z wody, gdyby nagle na niebie zmieniła się sytuacja. Nie zapominajmy też o kapokach. Nawet, gdy umiemy pływać, to ryzyko utonięcia jest zawsze. Trzymamy jednak kciuki, by wyprawy odbywały się w spokoju.

Długi Weekend 2020 – 5 najlepszych miejscówek, gdzie zapiera dech z wrażenia!
Rajgród

Długi Weekend 2020 – 5 najlepszych miejscówek, gdzie zapiera dech z wrażenia!

Przed nami kolejny długi weekend. Moglibyśmy wymienić to samo co przewodniki turystyczne i strony regionalne, ale nie bylibyśmy sobą. Dlatego zaproponujemy Wam takie miejsca, żeby miło spędzić czas i żeby zaparło dech w piersiach z wrażenia! Wybraliśmy 5 najlepszych.

Nad Kanałem Augustowskim w Puszczy

Zaczniemy od północy województwa. Ostatnio promowaliśmy i Suwałki i Augustów. Tym razem polecamy zaszyć się w Puszczy Augustowskiej. Siedząc na pomoście nad jeziorem w środku lasu? Szczególnie ciepłą nocą, gdy będzie można obserwować gwiazdy oraz zanikający księżyc. Gdzie dokładnie? Tuż za Augustowem – wybierzcie sami Sucha Rzeczka, Serwy, Płaska, Gorczyca, Perkuć, Jazy, Mikaszówka. Nasze ulubione miejsce to Śluza Paniewo. Jest tam taki camping na wzgórzu, z którego można obserwować jezioro i palące się wieczorami nad nim ogniska. Można też wykąpać się w bardzo czystej wodzie. Jak ktoś namiotów nie lubi, to last minute nocleg w okolicy powinien znaleźć. Ludzi może być sporo, ale o tłumach nie ma mowy.

Jak w raju

Kolejną destynacją, jaka może zachwycić to Rajgród. Jak sama nazwa wskazuje będą tam panować rajskie klimaty. Szczególnie wschody słońca są przepiękne. Wokół jezior Stackiego, Rajgrodzkiego i Drenstwa na pewno znajdziemy też coś jeszcze last minute. Jak mieszkamy w Białymstoku, to daleko jechać nie trzeba i można na wieczór wrócić. Możliwości jest wiele. W samym Rajgrodzie koniecznie zajdźcie na Górę Zamkową – widok z niej przedni.

Odpoczynek nad Bugiem

W cieniu Siemiatycz (chociaż niezasłużenie) leży kolejna nasza propozycja – Mielnik. Miasteczko znajduje się nad samym Bugiem. Na miejscu jest Wieża widokowa, Góra Zamkowa, kopalnia kredy, rezerwat przyrody oraz oczywiście tereny rekreacyjne nad rzeką. Można też przepłynąć się promem na drugą stronę rzeki i zobaczyć jak urządzili tam się ludzie. Tam znajduje się już Województwo Mazowieckie. Niby żadna różnica, ale możecie być zaskoczeni. Warto też zobaczyć podlaskie okolice. W pobliżu będzie dużo ciekawych miejsc. Najpopularniejsza jest góra krzyży na świętej górze Grabarce. Miejsce naprawdę ma w sobie moc, która działa niezależnie od naszego wyznania.

Kolejką wąskotorową nad wodę

Skoro mówimy o mocy, to nie można wspomnieć o Białowieskim Parku Narodowym. Nie będziemy jednak rozpisywać się o Białowieży, gdzie pewnie w długi weekend jest szturm, ale o dwóch świetnych atrakcjach. Pierwsza to kolejka wąskotorowa, którą pojedziemy z Hajnówki przez Puszczę Białowieską. Warto wysiąść w miejscowości Topiło. To wyjątkowe miejsce ze zbiornikiem wodnym w środku lasu. Tam odnajdziemy ciszę i spokój i solidnie wypoczniemy. Szczególnie polecamy to miejsce osobom, które chcą zregenerować umysł i ciało. Długie leśne spacery i odpoczynek nad wodą – na pewno w tym pomogą.

Rozlewiska

Ostatnią miejscówką, która jest naszą ulubiona polecamy szczególnie. Nie wiemy co w niej jest, ale ma ogromną moc przyciągania. Dodatkowo znajduje się niedaleko Białegostoku. To zbiornik Wyżary w Puszczy Knyszyńskiej. Na miejscu jest wiata, gdzie można grillować, obok są piękne malownicze rozlewiska, a także kładka, leśna galeria rzeźb, wieża obserwacyjna, z której może uda nam się wypatrzeć dzikie zwierzęta. Generalnie można tam spędzić cały dzień albo i dłużej. Kwestia załatwienia noclegu. Jedno jest pewne – aura tego miejsca naładuje nas energią na kolejne tygodnie.

Przejażdżki ogórkiem, wieża widokowa i zegar od środka. Kiedy można zwiedzać?

Przejażdżki ogórkiem, wieża widokowa i zegar od środka. Kiedy można zwiedzać?

Czerwony ogórek wraca na białostockie ulice! Przejażdżka z Panem Jurkiem będzie możliwa już w niedzielę 7 czerwca. To jednak nie wszystko, atrakcji będzie więcej. Jedną z nich będzie możliwość wejścia na wieżę widokową na kościele św. Rocha. Od razu uprzedzamy, taras znajduje się wysoko, ale nie na samej górze. Warto jednak popatrzeć na Białystok z góry. Białostoczanie i turyści będą mogli także obejrzeć mechanizm zegarowy znajdujący się w bramie wjazdowej do Pałacu Branickich.

 

Przejazdy Ogórkiem będą odbywać się w każdą niedzielę o godz. 11.00, 12.00, 13.00. Odjazd z parkingu przy dawnej ul. Zamkowej na boku Pałacu Branickich (formalnie to ul. Kilińskiego). Kursy będą organizowane aż do 27 września.

Zwiedzanie wieży widokowej na kościele Św. Rocha odbywać się będą od poniedziałku do soboty w godz. 9.00 – 16.00, a w niedzielę 14.00 – 17.00. Warto zabrać ze sobą dobrą kondycję, bo do pokonania będzie bardzo wiele schodów. Ale dla tych pięknych widoków, jakie zastaniemy na miejscu naprawdę warto! Jeżeli chcielibyśmy zobaczyć zegar od środka, to wystarczy odwiedzić bramę pałacową, gdzie jest informacja turystyczna. Jest ona otwarta codziennie w godz. 10.00 – 18.00. Zegar jednak można oglądać w weekendy i święta.

Skandal w Białymstoku! Lokalne prawo zachęca do podpalenia! Spalony zabytek stoi na działce dewelopera.

Skandal w Białymstoku! Lokalne prawo zachęca do podpalenia! Spalony zabytek stoi na działce dewelopera.

Spalony zabytek z 1905 roku przy ul. Sosnowskiego stał na działce dewelopera. Mało tego, urzędnik sprytnie ukrył w miejscowych przepisach sformułowanie, które wręcz zachęcało do podpalenia! A radni to uchwalili. Czy byli świadomi co zrobili? Tą sprawą powinien zająć się prokurator!

 

Jeżeli próbowalibyście przeczytać uchwałę Rady Miasta Białystok nr XXVI/417/16 z 24 października 2016r. to prawdopodobnie niewiele byście zrozumieli. Jest napisana rzecz jasna urzędowym i zawiłym językiem, przerzucając „czytelnika” po gąszczu przepisów. Dzięki takiej konstrukcji bardzo łatwo coś ukryć przed tymi, którzy „nie są w temacie”. Powiedzmy sobie szczerze czy przeciętnego białostoczanina obchodzi plan zagospodarowania przestrzennego? O ile nie chce urządzać przestrzeni w mieście to nie. Plan jest dla tych, którzy budują w mieście budynki – a tak się składa, że w ostatnich latach bardzo aktywnie budują wszelkiej maści deweloperzy. Wpychają swoje „apartamenty” gdzie się da. Generalnie nie ma co im się dziwić, jest to żyła złota, bo w Polsce brakuje 2 milionów mieszkań, a ten deficyt stale rośnie. Zainteresowanie mieszkaniami nie maleje.

Warto wrócić do sformułowania „gdzie się da”. Otóż deweloper może budować na swoich działkach, które aktywnie odkupuje od chętnych. Gdy już ma tyle skrawka ziemi ile potrzebuje, to może zacząć zajmować się formalnościami. Czy deweloperzy kupują wszystkie działki? Ogólnie rzecz biorąc te, na których mogą powstać mieszkania. Co może powstać na konkretnej działce reguluje plan zagospodarowania przestrzennego. I tu przechodzimy do sedna.

Wyżej wymieniana uchwała XXVI/417/16 dotyczy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego części osiedli Centrum i Przydworcowe (rejon ul. Młynowej i Cieszyńskiej). W ten rejon wpisuje się ul. Sosnowskiego, gdzie w ostatnim czasie spalił się piękny drewniany dom wielorodzinny z 1905 roku. Poprzedni właściciel starał się o jego rozbiórkę. Zamiast tego urzędnicy objęli go ochroną. Budynek wpisano do ewidencji zabytków. Mimo to nieruchomość, na której się znajduje została odkupiona przez firmę deweloperską. Należy do niej również działka obok. Razem stanowią wielki obszar. Tylko co z tym zabytkiem?

 

Generalnie, gdyby ten zabytek został w jakiś sposób zniszczony np. podpalony, to powinien zostać odbudowany do tej samej formy. Oczywiście nie można nikogo zmusić do remontu, chodzi o to, że nie można by było zbudować czegoś innego. I tu wracamy do uchwały XXVI/417/16.

Jest w niej napisane „Tereny oznaczone na rysunku planu symbolami 3.1U,MW i 3.2U,MW przeznacza się pod zabudowę usługową i mieszkaniową wielorodzinną”. Działka przy, której stoi spalony zabytek jest oznaczona symbolem 3.1U, MW jak i wiele innych. Później już robi się trochę mniej jasno, bo musimy wrócić 13 stron by odnaleźć rozdział 3 uchwały, który wylicza co można a czego nie można zrobić z zabytkiem. Między innymi jest zakaz docieplania go z zewnątrz i trochę nakazów. Następnie uchwała XXVI/417/16 wymienia w jaki sposób można zabudować działki 3.1U,MW. Jedną z ważniejszych informacji – szczególnie dla dewelopera – jest dopuszczalna wysokość zabudowy. W tym przypadku maksimum wynosi 18 metrów. Zatem jest to około 6-7 pięter. Tyle tylko, że gdyby deweloper chciał budować blok obok drewnianego zabytku, to jego wysokość mogłaby by wynosić maksymalnie 12 metrów czyli ledwo 4 piętra.

 

Uchwała XXVI/417/16 ma jednak przepis, którego istnienie trudno logicznie uzasadnić, a który daje pewną zachętę – nie będzie zabytku to nie będzie problemu. Chodzi o sformułowanie „dopuszcza się (…) w przypadku zdjęcia formy ochrony budynku (…) stosowanie na części terenu (…) maksymalnej zabudowy jak dla pozostałego terenu„. Zacytowanie tego fragmentu w całości sprytnie ukrywa sedno sprawy.

Zatem jesteśmy oto świadkami takiej oto sytuacji. Otóż urzędnik przygotowujący treść uchwały sformułował taki sprytny przepis. Radni przegłosowali plan i tym samym uchwalili sytuację, w której jeżeli dojdzie do przypadku, że zabytek zostanie zniszczony to można budować 6 a nawet 7-piętrowy blok. Okazało się, że przypadek nastąpił 4 lata po uchwaleniu planu zagospodarowania przestrzennego. Na marne pocieszenie dodamy, że Miejski Konserwator Zabytków złożył do prokuratury zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa, polegającego na zniszczeniu w wyniku podpalenia i pożaru zabytku. Prokurator powinien się także zainteresować sformułowaniem „w przypadku zdjęcia formy ochrony budynku” w uchwale. A raczej jak ono tam się znalazło i po co.

 

Plaże i kąpieliska. Gdzie można odpoczywać nad wodą?

Plaże i kąpieliska. Gdzie można odpoczywać nad wodą?

W województwie podlaskim od 1 czerwca do 30 września oficjalnie można plażować. Oczywiście jak ktoś ma ochotę, to może i w grudniu, tyle że w tym okresie oficjalnym woda jest badana. Najważniejsza wiadomość w tym roku jest taka, że podczas kąpieli w wodzie nie można zarazić się koronawirusem, co nie oznacza, że nie można wrócić do domu z wysypką, a tak może być jeżeli będziemy korzystać z miejsc do kąpieli, gdzie nikt nie sprawdza stanu wody. Warto tu zwrócić uwagę szczególnie na 2 miejsca: Siemianówka – zajeżdżając na miejsce – może się wydawać, że to dobre miejsce na plażowanie, bo przecież znajduje się tam nawet sprzęt rekreacyjny czy plac zabaw. Podobnie wiele osób dawniej jeździło do Plosek, a dziś mimo dobrej „miejscówki” woda również nie spełnia wymagań, by bezpiecznie się tam kąpać.

Na powyższej mapie zaznaczyliśmy te kąpieliska, w których woda została już przebadana. Oznacza to, że brakuje tu wielu popularnych plaż, ale nie dlatego że jest tam brudna woda. Po prostu nie doszło tam jeszcze do badania. Dlatego, gdy w końcu przyjdą ciepłe dni to te miejscówki są już pewne. Co z popularnymi, ale nie przebadanymi miejscami? Zmieniły się przepisy prawa dotyczące organizacji kąpielisk. Dlatego w tym roku będzie wiele takich miejsc, które będą otwarte tylko na miesiąc –  najpewniej w lipcu lub sierpniu.

 

Pamiętajmy też, że trwa nadal epidemia zatem trzeba uważać na plażach, by zachować odpowiedni odstęp od innych ludzi. Takie ściski jak w poprzednich latach chyba nie będą możliwe. Oczywiście można przewidzieć, że w tym roku jak nigdy popularne będą wyśmiewane parawany. Te osoby, które nad morzem je rozstawiały chyba coś pod skórą czuły, że lepiej odgradzać się od innych. Zwykle jest tak, że geniusza rozumiemy dopiero po latach. Życzymy udanej pogody i dużo ciepłych i słonecznych dni!

Co zwiedzać, gdy dojedziemy pociągiem do Walił? W pobliżu jest wiele atrakcji!

Co zwiedzać, gdy dojedziemy pociągiem do Walił? W pobliżu jest wiele atrakcji!

W piątki, sobotę i niedzielę. W te dni do końca września będzie kursować specjalny pociąg turystyczny z Białegostoku do Walił. Jest to atrakcja, która cieszy się zainteresowaniem – spacerowiczów i rowerzystów. Pierwszy pociąg rusza już dzisiaj. Pociąg wyjeżdża z Białegostoku, z dworca głównego. Robi jeszcze postój na dworcu Białystok – Fabryczny, a potem jedzie przez Kuriany, Zajezierce, Żednię i Sokole mijając piękne, malownicze tereny Puszczy Knyszyńskiej. Ostatnim przystankiem są Waliły koło Gródka.

 

Warto jednak pamiętać, że wyjazd w piątek raczej łączy się z brakiem możliwości powrotu tego samego dnia. Chyba, że chcecie się tylko przejechać, bo pociąg startuje o 15:50, dojeżdża na miejsce o 16.40, a wraca do Białegostoku o 16:55. Trochę lepiej jest w soboty i niedzielę, bo pociąg przemierza trasę 2 razy – rano o 8:55 oraz o 15:50. Dlatego jeżeli wybierzemy się porannym połączeniem to możemy pozwiedzać okolicę od godz. 9:45 do 16:55.

 

W okolicy możemy zwiedzić przede wszystkim Gródek, gdzie znajduje się zalew oraz przepiękna cerkiew. Jest też obok Michałowo, gdzie również znajduje się zalew i kolejna piękna cerkiew. Można też wybrać się na wycieczkę po Puszczy Knyszyńskiej. Jeżeli weźmiemy ze sobą rowery to można przejechać nią aż do Krynek oddalonych 22 km od Walił. Znacznie bliżej, bo 15 km od stacji znajdują się tatarskie Kruszyniany. Jeżeli planujemy tam nocleg, to możemy w ramach aktywnego odpoczynku przejść się tam piechotą. Wycieczka zajmie nam około 3,5 godziny. 10 km od Wali znajduje się przepiękne miejsce w Puszczy – Wyżary. Tam jest zarówno zbiornik wodny, wiata do grillowania jak też kładka na malowniczym bagnie. Naprawdę warto to zobaczyć.

 

Dawniej trasa kolejowa, którą jeździ pociąg do Walił prowadziła do samej Moskwy. Dziś na granicy z Białorusią w Gobiatach stoi zamknięte, graniczne przejście kolejowe. Miejmy nadzieję, że kiedyś będzie jeszcze otwarte zaś pociągiem będzie można dojechać do pobliskiego Wołkowyska. To jednak póki co sfera fantazji. Białoruskie władze otworzyły się na Polskę – znosząc potrzebę posiadania wizy, by zwiedzać zachodnią część kraju, ale póki co można to w zasadzie robić na własną rękę. Jedynym wyjątkiem jest regularne połączenie kolejowe z Grodnem, do którego można dojechać bez przesiadek nawet z Krakowa.

W Białymstoku istniała fabryka tlenu. Dziś nie ma po niej śladu.
fot. perun.pl

W Białymstoku istniała fabryka tlenu. Dziś nie ma po niej śladu.

Białystok to miasto, które z czasów przedwojennych słynie głównie z manufaktur, włókiennictwa i ogólnie produkcji wszelkiej maści sukien i innych materiałów. Tymczasem mało kto wie, że w 1938 roku otworzono w mieście Wytwórnię Tlenu. Mieściła się tam, gdzie dziś znajduje się „apartamentowiec” przy ul. E. Orzeszkowej 15A.

 

Działalność handlową firma „Perun” w Białymstoku rozpoczęła w 1938 roku, zaś ogólnie na rynku była już w 1910 roku działając w Warszawie. Fabryki „Peruna” produkowały gazy techniczne – tlen, azot, karbid, acetylen. Spółka szkoliła też ludzi, by potrafili spawać. Swoje wyroby sprzedawano poprzez sieć hurtowni. W 1938 roku zapadła jednak decyzja, że w Białymstoku oprócz biura sprzedaży zostanie otwarta również wytwórnia tlenu. W tym celu odkupiono od Mowszy Niewiażskiego budynek po fabryce waty. Zamontowano tam specjalną instalację tlenową. Zorganizowano także magazyn na butle oraz biuro sprzedaży.

 

Zamówienia na tlen spływały z wielu miejsc. Fabryka zatrzymała się podczas II Wojny Światowej… na miesiąc. W październiku 1939 roku przejęły ją władze radzieckie. Jako upaństwowione przedsiębiorstwo ponownie zaczęło produkować tlen oraz karbid. Dodatkowo radziecka „firma” prowadziła usługi spawalnicze. Łącznie pracowało tam 20 osób. Fabryka realizowała zamówienia z Łomży, Grajewa, Mińska, Grodna, Wołkowyska, Kobrynia czy Brześcia. Zamawiały kombinaty budowlane, fabryki, browary, koleje, wojsko i władze.

 

W 1941 roku Białystok został opanowany przez kolejnego okupanta – Niemców. Fabryka nie przestała działać. Produkowała tlen dla białostockiego browaru „Dojlidy”, zakładów naprawy taboru kolejowego w Starosielcach i Łapach, a także dla fabryk włókienniczych. Taki stan rzeczy miał miejsce do 1944 roku. Wówczas po raz kolejny wkroczyli do Białegostoku Rosjanie. Urządzenia z fabryki zdemontowano i wywieziono w głąb ZSRR. Po II Wojnie Światowej z wytwórnią tlenu stało się to samo co z wieloma innymi fabrykami. Czyli najpierw upaństwowienie, a potem „zjednoczenie” z innymi zakładami. W 1993 r. białostocki zakład już jako „Polgaz” został sprywatyzowany. Jako ciekawostkę dodamy, że firma Perun nadal istnieje (w Warszawie) i zajmuje się produkcją urządzeń spawalniczych.

Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków.
Trześcianka

Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków.

Przeglądając różne przewodniki turystyczne, gdzie wspomina się o Podlasiu dla turystów z całego kraju, można natrafić bardzo często na dwa słowa klucze „cerkwie” oraz „drewniane domy”. Oczywiście wskazuje się konkretne lokalizacje i taki turysta najczęściej przyjeżdża właśnie tam – gdzie przyjeżdżają wszyscy. Co z tymi, którzy chcą zobaczyć i poznać więcej? Z pomocą dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć pełen obraz, a nie tylko jego skrawek przychodzimy my. Dlatego tym razem zabierzemy Was za Zabłudów. To tam znajduje się Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków. Jak w bajce.

Ryboły

Jadąc Drogą Krajową nr 19 z Białegostoku do Lublina lub z Lublina do Białegostoku będziemy mijać wieś między Bielskiem Podlaskim i Zabłudowem. Mowa tu o Rybołach. To nasz punkt startowy, gdzie zjedziemy z głównej drogi i zanurzymy się w Podlasiu. O istnieniu Ryboł można było się dowiedzieć już w XV wieku. Wtedy to pojawiły się pierwsze dokumenty dotyczące wsi. Jej nazwa, jak można się domyśleć pochodzi od ryb. Mieszkańcy trudnili się ich połowem z Narwi. Następnie przewożono je do zamku w Bielsku Podlaskim. Wieś w XVI wieku została zniszczona podczas Potopu Szwedzkiego, a potem jeszcze zdziesiątkowana przez epidemię cholery w 1710 roku. W XVIII wieku Ryboły były prężnie działającym folwarkiem. W kolejnym stuleciu zaś utworzono we wsi szkołę oraz gorzelnię.

 

Niestety I wojna światowa dotarła i do Ryboł. Po jej zakończeniu przetrwało tylko 8 domów. Nic więcej. II wojna światowa również nie oszczędziła wioski. Obecnie jest zamieszkiwana przez mniejszość białoruską. Ryboły są jedną z niewielu miejscowości, gdzie można porozmawiać gwarą podlaską. Warto przyjechać tutaj, także by zwiedzić szlak „Drzewo i Sacrum”, na którym to podziwiać będziemy tradycyjne, podlaskie drewniane budownictwo. Zachwycą nas prawosławne świątynie – Cerkiew Świętych Kosmy i Damiana oraz przepiękna cmentarna Cerkiew św. Jerzego. Oczywiście charakterystyczne są również drewniane domy z pięknie wymalowanymi okiennicami.

Pawły

fot. Lotek70 / Wikipedia

Po takim wstępie kolejnym punktem będzie pobliska miejscowość Pawły. Tam będziemy mogli podziwiać kolejne piękne drewniane domy z kolorowymi okiennicami, a także prześliczną Cerkiew cmentarną pod wezwaniem św. Apostoła Jana Teologa. Wioska jeszcze pod nazwą „Pawłowicze” powstałą ok. 1540 roku. Cmentarna cerkiew natomiast pochodzi z 1824 roku. Jako ciekawostkę warto dodać, że Pawły były jedną ze wsi, w której dawniej stał pomnik cara Aleksandra II z podpisem Miłościwy Imperator Samodzierżca Całej Rosji Aleksander-Wyzwoliciel panował od 1855 do 1881 roku. Gdy tylko Polska odzyskała niepodległość, to pomnik został zniszczony. Gdy będziemy tak podróżować przez wioskę być może natrafimy na charakterystycznie przystrojony prawosławny krzyż. Można będzie też napotkać pomnik Polski Walczącej upamiętniający bitwę pomiędzy partyzantami Armii Krajowej a Niemcami.

Ciełuszki

fot. PanBe / Wikipedia

Kolejną miejscowością uwielbianą przez turystów i fotografów są Ciełuszki. Być może taki urok na nich rzuca pogańska nazwa wsi – od czczonego Cielca. Rodzimy kult zaginął ostatecznie pod wpływem religii prawosławnej. Ważnym ośrodkiem, który się do tego przyczynił była kolejna wieś – Puchły. W ogóle Ciełuszki mają w sobie jakąś „moc religijną”. W okresie międzywojennym dotarł tutaj kult proroka Eliasza Klimowicza ze Starej Grzybowszczyzny, który założył w okolicach Krynek sektę w osadzie Wierszalin. W Ciełuszkach natomiast istniała świątynia, która należała do tej samej sekty. O mieszkańcach Ciełuszek mówi się, że są to Podlaszuki albo Tutejsi. Są to prawosławni Białorusini. Z nimi również porozmawiamy regionalną gwarą. Oczywiście wioska to kolejny punkt, gdzie są drewniane domy z kolorową ornamentyką.

Kraina Otwartych Okiennic

Kolejne punkty na mapie są zwane Krainą Otartych Okiennic. To Puchły, Soce i Trześcianka. Bardzo popularne, turystyczne miejsca. Oprócz wspaniale przyozdobionych i pomalowanych drewnianych domów będzie można zobaczyć piękną, zieloną, drewnianą cerkiew. Zieleń ma symbolizować opiekę Ducha Świętego. Do niedawna było można w Socach jeszcze przejść się dawnym typem drogi – kocimi łbami. Niestety nawierzchnia została zmieniona na „nowocześniejszą”.

Ancuty i Narew

W tej pierwszej miejscowości znajduje się kładka, którą możemy powędrować sobie przez rzekę Narew. Co ciekawe, dojdziemy nią do miejscowości Narew. Tam oprócz kolejnej drewnianej, przepięknej cerkwi (w kolorze niebieskim) będziemy mogli również napotkać 270-letni drewniany kościół katolicki. A takich zostało już naprawdę niewiele. Warto zwrócić również uwagę, że na placu stoi dwukondygnacyjna również drewniana dzwonnica. Warto też przejść się po „centrum” miasteczka. Przepiękne drewniane domy na pewno nas urzekną. Podobnie przyjemnie będzie popatrzeć na rzekę z mostu.

Kaczały i Ploski

To ostatnie dwie miejscowości w naszej podróży. Tutaj głównie będą nam towarzyszyć walory przyrodnicze, ale po drodze nie zabraknie kolejnych drewnianych cerkwi. Będzie można też obserwować w nich przepiękne wschody słońca przy rzece Narew, a przy odrobinie szczęścia natrafimy na żubry czy wilki. Pamiętajmy jedno, że na Podlasiu czas płynie wolno. Tutaj nie należy się śpieszyć. Dlatego przy powolnym i spokojnym zwiedzaniu dostrzeżemy znacznie więcej aniżeli, gdy „oblecimy” wszystko samochodem. Zamiast niego lepiej wziąć rower – objechanie wszystkich miejscowości startując z Ryboł to odległość 60 km. W sam raz na całodniową wycieczkę.

Most w Ploskach / fot. Robert Wielogórski / Wikipedia
Warto odwiedzić cerkiew Św. Mikołaja. Dziś Podlasie wspomina tego świętego.

Warto odwiedzić cerkiew Św. Mikołaja. Dziś Podlasie wspomina tego świętego.

Św. Mikołaj ludziom kojarzy się z siwym dziadkiem, który po niebie jeździ na saniach ciągniętych przez renifery. Wiemy też o Laponii – mroźnej krainie, w której mieszka, a na miejscu cały rok elfy produkują mu prezenty, które potem rozda dzieciom. Dlaczego wspominamy o tym w maju? Bo dziś (22 maja) na Podlasiu wspominamy prawdziwego świętego Mikołaja – patrona wielu cerkwi – oczywiście najbardziej znana ta w Białymstoku oraz w Białowieży, Grodzisku, Hajnówce, Kleszczelach, Michałowie, Milejczycach, Topilcu czy Narewce.

 

Kim był prawdziwy Święty Mikołaj? To biskup Miry Licyjskiej, który słynął z dobroci i troski o swoich wiernych. Żył w 270 roku a zmarł w 345 roku. Jego ciało wydzielające leczniczą mirrę pochowano tam gdzie żył czyli w Mirze Licyjskiej. Jednak po kilkuset latach w 1087 roku przeniesiono je do włoskiego miasta Bari. To tam spoczywa do dziś. Dziadek w czerwonym kubraczku jest wytworem amerykańskiej kultury, ale warto przypomnieć, że wbrew pozorom chodzi o tą samą osobę, tylko w inny sposób przedstawianą. Święty Mikołaj – ten prawdziwy – cały majątek rozdał biednym. Skąd pomysł, że wchodził zostawiać prezenty przez komin? Jest pewna legenda, która mówi, że pewien mężczyzna, który popadł w nędzę postanowił sprzedać swoje 3 córki do domu publicznego. Gdy biskup Mikołaj dowiedział się o tym, to nocą wrzucił przez komin 3 sakiewki z pieniędzmi. Wpadły one do pończoch i butów, które suszyły się przy kominku. Stąd też w amerykańskich filmach widzimy powszechnie wieszanie kolorowych skarpetek przy kominkach.

 

W Polsce natomiast mamy choinkę, ale nie będziemy się o tym rozpisywać w maju. Skupimy się na tym, co z Podlasiem się kojarzy. A mowa tu o ikonie św. Mikołaja. Jest on przedstawiany na niej z brodą, w szatach biskupich z mitrą i pastorałem. Przy okazji wspomnienia warto wybrać się do cerkwi św. Mikołaja w Białymstoku. Nawet jeżeli nie jesteśmy prawosławni, to ten cudny wystrój w środku warto obejrzeć. Szczególnie, że freski zostały kilka lat temu odnowione.