Featured Video Play Icon

To chyba najpopularniejsza trasa do spacerów po Białymstoku

Gdybyście mieli bardzo mało czasu i chcieli zwiedzić Białystok, co byście wybrali? Zapewne obszar, który mapy Google oznaczają na brązowo, czyli tzw. „ścisłe centrum”. To chyba najpopularniejsza trasa spacerowa po stolicy Podlaskiego. Jeżeli ktoś przyjedzie pociągiem, to chwilę obok dworca znajdzie się już przy kościele św. Rocha, następnie przejdzie ulicą Lipową, Suraską, skręci w Sienkiewicza i Plantami wejdzie do ogrodów Pałacu Branickich. Stamtąd wyjdzie na ul. Kilińskiego, wróci na Rynek Kościuszki i dalej – na dworzec.

Tym sposobem można obejrzeć w zasadzie większość tego, co w Białymstoku warto zobaczyć. Owszem, mamy się czym pochwalić również poza centrum, ale nie oszukujmy się – gdy czasu jest niewiele, zazwyczaj nie zapuszczamy się dalej.

Jeśli jednak uda się wygospodarować więcej czasu, na pewno warto zobaczyć także Wzgórze św. Marii Magdaleny z cerkwią na szczycie oraz Operę i Filharmonię Podlaską. Warto odwiedzić również kampus Uniwersytetu w Białymstoku. Fani ekstraklasy mogliby zajrzeć na Stadion Miejski, a przy okazji przespacerować się ulicą 11 Listopada, która pod koniec lata i jesienią nabiera wyjątkowego klimatu. Tym sposobem dojdziemy do Zwierzyńca, gdzie można podejrzeć zwierzęta w zoo, a następnie przejść na Planty i do nowo otwartego ogrodu różanego.

Jeżeli nadal byłoby nam mało, możemy zahaczyć o ul. Warszawską, gdzie zachowało się sporo zabytków, a potem przejść wąskim przesmykiem na ul. Koszykową, by poczuć klimat dawnych Bojar. Po wszystkim warto zajrzeć jeszcze na stary dworzec Fabryczny – lata świetności ma już za sobą, ale wciąż pozostaje ciekawym punktem na trasie. Na przykład w drodze na cmentarze: ewangelicki, ukryty za ul. Wasilkowską, czy żydowski – przy ul. Wschodniej. Wycieczkę można zakończyć przy wieży ciśnień na ul. Wysockiego.

Partnerzy portalu:

Oto pomysł Koalicji na CPK. Hasło „C*** tam z tą Polską wschodnią” nadal obowiązuje.

Oto pomysł Koalicji na CPK. Hasło „C*** tam z tą Polską wschodnią” nadal obowiązuje.

W czasach dawnej afery podsłuchowej nagrano, jak ówczesny minister skarbu Włodzimierz Karpiński z Platformy Obywatelskiej wypowiedział słynne hasło: „C*** tam z tą Polską wschodnią”. Wracamy do niego tylko dlatego, że zawsze, gdy rząd obecnej koalicji (albo innej związanej z Platformą Obywatelską) proponuje jakieś wielkie inwestycje, w praktyce obowiązuje właśnie to hasło.

Tak było za czasów kompletnie nieskutecznego posła PO Roberta Tyszkiewicza, który szefował podlaskiej Platformie. Niestety, tak samo jest teraz, gdy region w ryzach trzyma poseł Krzysztof Truskolaski. Wydawałoby się, że skoro jest tak aktywny, wszędzie się pokazuje, nie brakuje go na żadnych oficjalnych zdjęciach – nawet tam, gdzie jego obecność nie jest specjalnie uzasadniona – powinno to przynosić jakieś efekty. To nie przytyk. Dobrze, gdy polityk jeździ po kraju i przy okazji, nieoficjalnie, „coś załatwia” dla swojego regionu czy miasta.

Niestety, gdy spojrzymy na inwestycje kolejowe (na które teraz jest najwięcej pieniędzy), okazuje się, że elektryfikacji odcinka Sokółka–Augustów nie będzie (jak wszystko jest tylko w planach). Tym razem możemy zobaczyć grafikę CPK, gdzie Koalicja mówi o rzeczywistych potrzebach Polaków. I znów wraca hasło: „C*** tam z tą Polską wschodnią”. Ktoś nam sugeruje, że pragniemy jeździć do Olsztyna, Trójmiasta i Szczecina. Owszem, tylko że my już mamy połączenia do tych miast i to całkiem niezłe. Natomiast nie mamy bezpośredniego połączenia do Lublina i Rzeszowa. I jak widać na załączonym obrazku – mieć nie będziemy.

Owszem, remonty torów trwają, ale gdyby ktoś chciał tworzyć tak zwaną wschodnią „szprychę” CPK, to na samych remontach by się nie skończyło. Trzeba by budować pewne odcinki zupełnie od zera. Ale załatwianie tego typu spraw przerasta podlaskich posłów (nie tylko Truskolaskiego – wszak wybieramy jeszcze trzynastu innych). Od 2005 roku, czyli od pierwszych wyborów do Sejmu po wejściu do UE, przez polski Parlament przewinęło się mnóstwo osób z Podlasia. I co? Trzeba było katastrofy w Jeżewie i śmierci wielu młodych osób, by ktoś zaczął realnie mówić o ekspresowej ósemce. Ekspresowa dziewiętnastka buduje się dopiero teraz, bo została wpisana do Rządowego Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014–2023. Kto wtedy rządził? A potem cała Polska się dziwi, jak to możliwe, że wschód tak uparcie głosuje na „zły PiS”.

Ale żeby być obiektywnym – ten sam PiS, w osobie ministra Adamczyka, kompletnie zawalił realizację Rail Baltiki. Według planów już w 2025 roku mieliśmy jeździć pociągami do Warszawy z prędkością 200 km/h. Tymczasem stanie się tak dopiero w 2027 roku, a cała inwestycja zostanie zakończona rok później. Dzięki Koalicji dojedziemy do Ełku, a przez to do Olsztyna dużo szybciej. Ale coś za coś. Nikt nie zamierza inwestować w remont trasy Sokółka–Augustów (przynajmniej w jakimś znanym terminie. bo plany są jak zawsze). Szybkie pociągi do Suwałk w przyszłości pojadą przez Ełk.

Augustów został wykluczony także drogowo. Ekspresówkę Via Baltica wywalczyli sobie łomżyńscy parlamentarzyści, przez co Białystok–Augustów nie jest częścią żadnego międzynarodowego szlaku. Efekt? Droga Białystok–Supraśl jest lepsza niż dojazd do popularnej, letniej stolicy Polski. Do 2034 roku krajowa „ósemka” na odcinku Białystok–Augustów ma szansę stać się drogą dwujezdniową. Nie będzie to wprawdzie ekspresówka, ale otrzyma parametry drogi ekspresowej. Tylko że tak odległa data brzmi jak mrzonka. Aby tak się stało, znów musieliby tego pilnować na każdym etapie podlascy parlamentarzyści – ci sami, którzy od lat słyną z tego, że niczego nie potrafią załatwić ani dopilnować.

Partnerzy portalu:

Ostatnie dni wakacji w Podlaskiem – jak je spędzić z dziećmi?
fot. PKS NOVA

Ostatnie dni wakacji w Podlaskiem – jak je spędzić z dziećmi?

Dzieci bez żadnego zajęcia potrafią dać nieźle w kość. A że ani specjalnie nie ma pogody (chociaż ma być), ani raczej nikt nie wymyśli, by wysyłać je na kolonie, to trzeba im czas zorganizować. Do końca wakacji pozostało bowiem kilka dni. Mijają one nieubłaganie, ale nadchodzący ostatni weekend sierpnia to wciąż świetna okazja, by rodzinnie odkrywać Podlasie. Jeśli szukacie pomysłów na aktywne i ciekawe zakończenie lata z dziećmi, mamy dla Was kilka sprawdzonych propozycji.

1. Ostatni kurs Turystycznej Ósemki PKS NOVA

31 sierpnia to już ostatnia szansa, by wsiąść z dziećmi do wakacyjnego autobusu „Turystyczna Ósemka” PKS NOVA. To wyjątkowa trasa, która pozwala w jeden dzień zobaczyć najpiękniejsze zakątki regionu. Przystanki są na dworcu PKS Nova w Białymstoku – stanowisko nr 8, przy Muzeum w Tykocinie, obok Ośrodka Edukacji Przyrodniczej „Młynarzówka” w Kurowie, przy Muzeum Wnętrz Pałacowych w Choroszczy, przy Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie, przy Muzeum Ikon w Supraślu, a także przy Arboretum i Zagrodzie Pokazowej Żubrów w Kopnej Górze.

2. Pociągi do Walił – podróż pełna wrażeń

30 i 31 sierpnia ponownie pojadą wakacyjne pociągi relacji Białystok – Waliły. To prawdziwa atrakcja dla dzieci – przejazd kolejowy przez Puszczę Knyszyńską, a na miejscu możliwość pikniku, spacerów i kontaktu z naturą. Sama podróż pociągiem to frajda, a dodatkowo można połączyć ją z zabraniem rowerów i pojechaniem nad Wyżary, gdzie można podziwiać piękne bagno, zbiornik wodny czy przejść kładką. A wszystko to w otoczeniu głębokiego lasu.

3. Wycieczka rowerowa po Green Velo

Jeśli Wasze dzieci lubią rowery, warto wybrać się na rodzinny wypad po fragmencie trasy Green Velo. Na Podlasiu nie brakuje łatwiejszych odcinków idealnych dla najmłodszych, np. w okolicach Supraśla czy Krupnik. To świetny sposób na aktywne pożegnanie wakacji.

4. Spotkanie z naturą w Silvarium w Poczopku

Silvarium w Poczopku to niezwykłe leśne muzeum, w którym można spędzić kilka godzin, spacerując wśród ścieżek przyrodniczych, oglądając głazy, sowy i inne rośliny. Dzieci pokochają kontakt z naturą, a rodzice znajdą chwilę wytchnienia w pięknym otoczeniu. Szczególnie, że jest tam mnóstwo miejsca do wybiegania się.

5. Rejs statkiem po Augustowie

Na koniec lata warto jeszcze skorzystać z atrakcji nad wodą. W Augustowie statkiem możemy popłynąć do Studzienicznej oraz nad dziką Rospudę. To fantastyczna przygoda i możliwość obcowania z naturą z poziomu tafli wody, a także możliwość przepłynięcia śluzy Kanału Augustowskiego. Kontakt z jeziorami, rzekami, przyrodą w jednym z najpiękniejszych zakątków Podlasia na pewno wyciszy Wasze dzieci.

Ostatnie dni wakacji to idealny czas, aby oderwać dzieci od komputerów i telefonów, a zamiast tego podarować im wspólne chwile pełne przygód. Czy wybierzecie pociąg do Walił, Turystyczną Ósemkę, rowery czy rejs po Augustowie, albo spacery po Poczopku – Podlasie ma jeszcze wiele do zaoferowania przed rozpoczęciem roku szkolnego.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Lato dobiega końca. Te 3 miejsca warto odwiedzić teraz, bo za miesiąc może być zbyt zimno.

Lato powoli żegna się z Podlasiem. Choć ostatnie dni przyniosły chłodniejsze poranki i wieczory, wrócą jeszcze cieplejsze chwile, idealne na krótkie, późnoletnie wyprawy. Warto je wykorzystać, bo prognozy wskazują, że to już ostatni miesiąc, kiedy można naprawdę cieszyć się zwiedzaniem regionu w promieniach słońca, zanim na dobre zapanuje jesienny chłód. Podlasie jest wyjątkowe o każdej porze roku, ale nie da się ukryć, że niektóre miejsca tracą swoją letnią aurę szybciej niż inne. Zwłaszcza tam, gdzie teren jest podmokły, a poranna mgła i wieczorna rosa potrafią sprawić, że zimno przychodzi niespodziewanie wcześnie. Dlatego jeśli szukasz jeszcze okazji, by nacieszyć się ciepłem, te trzy kierunki powinny znaleźć się na Twojej liście.

Drohiczyn i rzeka Bug

Malowniczo położony Drohiczyn, dawna stolica Podlasia, to miejsce, które jesienią zyskuje zupełnie nowy urok. Jednak ciepłe dni to ostatnia szansa, by w pełni poczuć klimat nadrzecznych pejzaży. Spacer bulwarem nad Bugiem, widok z Góry Zamkowej czy rejs kajakiem – to atrakcje, które najlepiej smakują, gdy słońce jeszcze przyjemnie grzeje. Już niedługo poranne mgły nad rzeką staną się chłodne i gęste, a wieczory zdominują pierwsze jesienne przymrozki.

Biebrzański Park Narodowy

Biebrzańskie bagna i rozległe torfowiska są wizytówką Podlasia, ale to także jedno z tych miejsc, gdzie jesień przychodzi wyjątkowo wcześnie. Rozległe doliny potrafią zatrzymać wilgoć i chłód, co sprawia, że ciepłe dni szybko stają się wspomnieniem. Wrzesień to idealny czas, by jeszcze zobaczyć bogactwo ptaków, podziwiać dzikie przestrzenie i poczuć ogrom przyrody. To również moment, gdy wędrówka po kładkach i szlakach pozwala jeszcze cieszyć się komfortem cieplejszej pogody.

Suwalszczyzna

Na północy Podlasia, gdzie jeziora i wzgórza nadają krajobrazowi niepowtarzalny charakter, chłód pojawia się wyjątkowo szybko. Suwalszczyzna, nazywana często „polskim biegunem zimna”, wkrótce znów zacznie udowadniać, skąd wzięła się ta nazwa. Wrzesień to ostatni moment, by wyruszyć na szlak wokół jeziora Hańcza, odwiedzić Wigierski Park Narodowy czy podziwiać widoki z Cisowej Góry bez konieczności ubierania się w kilka warstw ciepłej odzieży.

Podlasie w ostatnich dniach lata ma w sobie coś magicznego – łączy ciepło promieni słonecznych z delikatnym powiewem nadchodzącej jesieni. Jeśli chcesz jeszcze poczuć klimat wakacyjnych podróży, warto zaplanować wyprawę właśnie teraz. Bo już za chwilę mgły, chłód i krótsze dni sprawią, że region odsłoni swoje bardziej surowe, jesienne oblicze.

Partnerzy portalu:

Dyrekcja Narwiańskiego Parku Narodowego powinna zabrać się do roboty! Ich milczenie zabija Narew.
fot. Narwiański Park Narodowy

Dyrekcja Narwiańskiego Parku Narodowego powinna zabrać się do roboty! Ich milczenie zabija Narew.

Rozlewiska Narwi schną w oczach. Mokradła, które jeszcze niedawno pulsowały życiem, zamieniają się powoli w wymarłe tereny. W takich okolicznościach Narwiański Park Narodowy ogranicza się do komunikatów: kładka Waniewo–Śliwno nieczynna z powodu niskiego stanu wody, wypożyczalnia kajaków zamknięta. To są decyzje oczywiste, wręcz elementarne. Ale od dyrekcji Parku Narodowego społeczeństwo oczekuje roli większej niż rola megafonu odczytującego stan wodowskazu.

Susza hydrologiczna nie jest nagłą anomalią – to zjawisko, które się nasila i którego skutki dla bagiennej doliny Narwi są destrukcyjne. Wody Polskie mają kompetencje do zarządzania rzeką, a Zbiornik Siemianówka od lat degraduje Narew. To wiemy wszyscy. Właśnie dlatego Narwiański Park Narodowy powinien dziś być liderem presji publicznej, a nie biernym obserwatorem. Tylko że tej presji nie widać. Widać za to suche koryta i zamknięte atrakcje turystyczne.

Park – informator czy rzecznik rzeki?

Park narodowy nie jest od tego, by „pilnować rzeki”. Jest od tego, by bronić procesów przyrodniczych, które stanowią o sensie jego istnienia. Jeśli rozlewiska znikają, to znika także przedmiot ochrony. W takiej sytuacji dyrekcja parku ma nie tylko prawo, ale i obowiązek wyjść poza codzienną logistykę i sięgnąć po narzędzia wpływu: stanowiska, raporty, konferencje, koalicje, konsekwentny nacisk na decydentów. Ma prawo głośno żądać zmian w zarządzaniu wodą i – co ważniejsze – powinna to robić publicznie, transparentnie i bez owijania w bawełnę. Dla porządku przypomnijmy, że dyrektorów parków narodowych zatrudnia Minister Środowiska.

Nie chodzi o to, by park udawał, że może samodzielnie przestawić przepusty czy zlikwidować zbiornik. Chodzi o to, by był głosem, którego nie da się zignorować. By przedkładał konkretne postulaty nie tylko swojemu szefostwu, ale także Wodom Polskim. By regularnie wzywał parlamentarzystów regionu do interwencji. By zapowiadał i inicjował procesy, a nie wyłącznie na nie reagował. Dzisiaj narracja ogranicza się do tego, że „stan wody jest niski”. To stanowczo za mało.

Czego oczekujemy od dyrekcji NPN – naprawdę

Po pierwsze, odwagi. Odwagi, by wprost postawić na agendzie likwidację Zbiornika Siemianówka jako rozwiązanie systemowe i przedstawić publicznie warianty hydrologiczne dla odtwarzania naturalnej retencji w dolinie Narwi. Społeczeństwo ma prawo usłyszeć, jak według ekspertów Parku wygląda scenariusz „Narew z wodą” za pięć, dziesięć i dwadzieścia lat. Bez tej mapy drogowej każdy kolejny sezon to tylko pasmo doraźnych zamknięć.

Po drugie, konsekwentnego nacisku na instytucje. Park powinien – co miesiąc, nie od święta – publikować raport z działań: jakie pisma wysłano do Wód Polskich, jakie odpowiedzi przyszły, jakich decyzji domagają się ludzie, jakie wnioski trafiły do ministerstw i parlamentarzystów. Bez tego opinia publiczna nie ma punktu odniesienia, a decydenci nie mają dyskomfortu, który popycha do działania.

Po trzecie, pracy w terenie i z samorządami. Odtwarzanie drobnej retencji, zatykanie dawnych rowów melioracyjnych, przywracanie mikroprzepływów, współpraca z rolnikami nad zatrzymywaniem wody w krajobrazie – to wszystko może i powinno być koordynowane przez park, nawet jeśli wymaga partnerstw. W Narwi woda musi nie tylko dopłynąć – ona musi mieć gdzie zostać. I na pewno nie jest to Siemianówka.

Po czwarte, mobilizacji sojuszy. Środowiska naukowe, organizacje przyrodnicze, lokalne wspólnoty – te głosy istnieją, ale potrzebują wspólnego stołu i wspólnego komunikatu. Park ma autorytet, by taki stół nakryć.

Kiedy instytucje mówią głośno

Narwiański Park Narodowy musi wyjść z gabinetów, mówić głośno i konsekwentnie, pokazywać dane, naciskać, organizować, domagać się decyzji. Nie ma bowiem żadnego powodu, by umierać w milczeniu. Skoro kładka Waniewo–Śliwno potrafi stać się symbolem krajobrazu, niech stanie się symbolem zmiany. Niech komunikat o jej zamknięciu będzie ostatnim z serii czysto reaktywnych ogłoszeń, a pierwszym krokiem do otwartej, ambitnej strategii ratowania wody w Narwi.

Narwiański Park Narodowy potrzebuje „białej księgi” Narwi: publicznego dokumentu, który krok po kroku określi cele hydrologiczne, zestawi postulaty wobec Wód Polskich, wskaże plan wygaszania Siemianówki, wskaże harmonogram działań terenowych i oczekiwane decyzje administracyjne. Taki dokument powinien być aktualizowany, tak jak aktualizowane są komunikaty o stanie wody – tylko że z ambicją, by ten stan zmienić.

Narew nie ma czasu na grzeczności. Każdy sezon suszy to kolejne utracone centymetry życia, których nie da się odzyskać jednym opadem. Milczenie jest też decyzją – decyzją o zgodzie na wysychanie. Jeśli dyrekcja parku nie zamierza podejmować roli rzecznika rzeki, powinna powiedzieć to wprost. Jeśli zamierza – to najwyższa pora, byśmy usłyszeli coś więcej niż „zamknięte”.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Dożynki na Podlasiu – tradycja, która łączy ludzi i pokolenia

W ostatnim czasie w wielu gminach z wielką pompą świętowano Dożynki. A to nie byłe co – bo są one zwane świętem plonów i bez wątpienia można zaliczyć je jako jedno z najważniejszych wydarzeń w Podlaskiem. To moment, w którym rolnicy dziękują za zebrane plony, a cała społeczność wiejska gromadzi się, by wspólnie świętować koniec ciężkiej pracy na roli. Choć dziś mają one nieco inną formę niż przed laty, wciąż stanowią niezwykle barwny element podlaskiej kultury i obrzędowości.

Dożynki wywodzą się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich, kiedy to końcowi żniw towarzyszyły rytuały związane z urodzajem i dziękczynieniem siłom natury. Rolnicy wierzyli, że odpowiednie obrzędy zapewnią im dostatek i pomyślność w kolejnym roku. Z czasem święto to zostało włączone w kalendarz kościelny i zaczęto je łączyć z mszą dziękczynną, podczas której poświęcano wieńce i dary z plonów. Najbardziej charakterystycznym elementem dożynek jest wieniec dożynkowy – misternie pleciona kompozycja z kłosów zbóż, ziół, kwiatów, owoców, a czasem także warzyw. Dożynki to także był także czas pełny muzyki, tańców i wspólnego biesiadowania.

Choć współczesne dożynki mają często charakter bardziej festynowy niż obrzędowy, ich istota pozostała ta sama – to czas wspólnego dziękowania za plony i okazja do integracji lokalnej społeczności.

Dożynki w Podlaskiem są czymś więcej niż tylko wydarzeniem kulturalnym – to symbol wspólnoty i ciągłości pokoleń. Dla starszych są przypomnieniem dawnych obrzędów, dla młodszych – okazją, by zobaczyć, jak silne znaczenie ma ziemia i praca rąk ludzkich. A dla turystów – niezwykłą szansą, by zanurzyć się w atmosferze prawdziwego święta, które smakuje świeżym chlebem, pachnie kwiatami i rozbrzmiewa dźwiękami podlaskiej muzyki ludowej.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przelot nad Suwałkami. To piękne i niepozorne miasteczko.

Na północno-wschodnim krańcu Polski, w miejscu gdzie stykają się trzy kultury i trzy granice, leżą Suwałki – miasto, które na pierwszy rzut oka może wydawać się spokojne i niepozorne. Jednak każdy, kto choć raz zatrzymał się tu na dłużej, wie, że to prawdziwa brama do niezwykłej Suwalszczyzny – krainy jezior, wzgórz, lasów i unikalnych tradycji. Suwałki łączą w sobie historię, przyrodę i nowoczesność, tworząc wyjątkowy punkt na mapie turystycznej Polski.

Jednak to nie tylko samo miasto przyciąga turystów, lecz przede wszystkim jego niezwykłe otoczenie. Nieopodal znajduje się Wigierski Park Narodowy. Jego symbolem jest majestatyczny Klasztor Kamedułów w Wigrach, malowniczo położony nad jeziorem. To jedno z tych miejsc, które pozwala poczuć ducha historii i jednocześnie zachwycić się pięknem przyrody.

Suwałki to także doskonała baza dla miłośników aktywnego wypoczynku. W okolicy znajdziemy jeziora, z których wiele zachęca do kąpieli, kajakowania czy żeglowania. Wśród nich szczególną uwagę przyciąga Hańcza – najgłębsze jezioro w Polsce, popularne wśród nurków z całego kraju i zza granicy. Na kajakarzy czeka zaś malownicza rzeka Czarna Hańcza, której szlak uchodzi za jeden z najpiękniejszych w Polsce. Dla rowerzystów wytyczono trasy prowadzące przez malownicze wzgórza i doliny, pozwalające odkryć niezwykły krajobraz polodowcowy.

Choć Suwałki nie są głośnym turystycznym kurortem, to właśnie w tym tkwi ich największa siła. Miasto i jego okolice pozwalają oderwać się od codzienności, zanurzyć w naturze, doświadczyć gościnności mieszkańców i odkryć bogactwo tradycji. To miejsce, które zachwyca subtelnie – nie krzyczy, nie przytłacza, ale zaprasza do tego, by się zatrzymać, rozejrzeć i poczuć wyjątkowy rytm życia.

Partnerzy portalu:

Jak zrujnować PKS Nova? Wystarczy posłuchać związkowców.

Jak zrujnować PKS Nova? Wystarczy posłuchać związkowców.

Znacie tego mema z nosaczem, który z czułością w oczach mówi „Kuuu… kiedyś to było”? Właśnie tak brzmi ostatni komunikat związkowców z suwalskiego PKS. Państwo związkowcy mentalnie wciąż żyją w PRL. Tyle że teraz postanowili pójść krok dalej: napisali pismo, w którym… sami nazywają siebie „wrzodem na dupie”. Nie, to nie jest mem. To jest dokument. Oficjalny. Podpisany.

To, co tam wyprodukowali, to jest literacko-polityczny bigos. Wrzucili wszystko: strach przed „sprzedażą nieruchomości”, brak „wizji rozwoju”, jakieś opowieści o mobbingu, plus wątek rodem z filmu Barei – propozycję, by spółkę przekazać pracownikom za symboliczną złotówkę. Zero faktów, zero danych, zero wyceny – za to pełen kocioł narzekań i personalnych wycieczek. Jeśli ktoś kiedyś zrobi podręcznik „Jak kompromitować się na papierze”, to to pismo będzie miało złotą ramkę.

Oddanie suwalskiego oddziału PKS Nova związkowcom za darmo? To brzmi jak scenariusz komedii, ale takiej, po której widz wychodzi z poczuciem, że ktoś go okradł z czasu i pieniędzy. Nigdy, przenigdy nie pokazali żadnego planu finansowego. Żadnej analizy ryzyka. Żadnego harmonogramu. Po prostu: „Dajcie nam kluczyki, a jakoś to będzie”. Takie „jakoś” to można usłyszeć od pijanego wujka na „weselu”, który gości raczy barwnymi opowieściami jak to kiedyś naprawiał malucha w stodole i „jakoś” było dobrze, a nie od ludzi, którzy chcą przejąć kawałek spółki z milionowymi obrotami i zobowiązaniami.

Kto będzie finansował remonty taboru? Kto będzie spłacał zobowiązania? Kto podpisze umowy z dostawcami paliwa? Kto wyłoży kasę na nowe autobusy? Pracownicy? No jasne. Bo przecież każdy kierowca ma w domu 3 miliony w skarpecie i portfel pełen kontaktów z bankami inwestycyjnymi. W realnym życiu wyglądałoby to tak: bieg pod Urząd Marszałkowski z wyciągniętą ręką i tekstem „Dajcie, bo inaczej nie pojedziemy”. Można mieć „misję”, ale misja nie opłaca faktur za części i opony.

A teraz uwaga, bo będzie wisienka na torcie. Opozycja, czyli PiS, która razem ze związkami rwie szaty nad rzekomym „upadkiem” PKS Nova, jeszcze niedawno pompowała w tę firmę miliony złotych. I co? I nic. Teraz ci sami ludzie, którzy wtedy trzymali ster, stoją z boku, pokazują palcem i krzyczą na ludzi, którzy próbują ogarniać ten bajzel. Zamiast sensownych propozycji – nowych linii, promocji biletowych, przemyślanych zmian w rozkładzie – mamy medialny kabaret.

Wywiady, sesje nadzwyczajne, groźne miny. Zero konkretów. Ani jednego sensownego pomysłu, który można by wprowadzić jutro rano. Bo po co się męczyć z mapą, kalkulatorem i pytaniami do pasażerów o ich preferencje, skoro łatwiej jest odpalić kolejną konferencję prasową i udawać, że się „walczy o dobro ludzi”. Efekt? PKS Nova nadal działa, ale to jest najwyraźniej kompletnie niewygodne dla tych, którzy żyją z marudzenia.

W tej farsie nie chodzi o pasażerów, nie chodzi o rozwój, nie chodzi o sensowne zarządzanie. Chodzi o to, żeby dowalić marszałkowi województwa – tylko dlatego, że stoi na czele koalicji zbudowanej z przeciwników PiS. Tego samego PiS, który zwyciężył w wyborach samorządowych, posiadając najwięcej radnych i nie potrafił zbudować koalicji. Tylko dlaczego za tą nieudolność mają cierpieć pasażerowie i zwykli pracownicy PKS Nova? Dlaczego wszyscy mamy wysiadać na przystanku „Ruina”?

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlaskie kamperem. Co można zwiedzać? Niech te filmy będą podpowiedzią.

Youtubowy kanał NieDoZajechania w ostatnim czasie opublikował dużo filmów związanych z województwem Podlaskiem. To kopalnia wiedzy dla ludzi, którzy chcieliby zwiedzać nasz region samochodem czy kamperem. A takich nie brakuje. Turystyka w województwie kwitnie! A to dlatego, że Podlasie to jeden z tych regionów Polski, w których czas płynie wolniej, a krajobrazy potrafią zahipnotyzować nawet najbardziej zaprawionego w podróżach turystę. Wyruszając w trasę kamperem, zyskujemy pełną wolność – możemy zatrzymać się tam, gdzie akurat nas zauroczy widok, i spędzić noc w miejscach, w których cisza ma swoją własną melodię. Proponowana trasa pozwoli odkryć nie tylko przyrodę i architekturę, ale też klimat pogranicza kultur, w którym miesza się wpływ wschodu i zachodu.

Start od północy – Augustów i Studzieniczna

Podróż warto rozpocząć w Augustowie – miasteczku otoczonym jeziorami, które słynie z Kanału Augustowskiego i rejsów statkami. Tutaj można spędzić dzień na plażowaniu, spróbować lokalnych ryb, a wieczorem zaparkować kampera w pobliżu jeziora Necko czy Białego. Kilka kilometrów dalej, w Studzienicznej, czeka nas sanktuarium Matki Bożej, położone malowniczo na wyspie, do której prowadzi drewniany mostek. To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego – z jednej strony jest spokojne i sprzyja refleksji, z drugiej oferuje piękne panoramy i możliwość krótkiego spaceru nad wodą.

Kraina Biebrzy – dla miłośników natury

Kierując się na zachód, wjedziemy do Biebrzańskiego Parku Narodowego – największego parku narodowego w Polsce, znanego z rozległych bagien i torfowisk. To raj dla ornitologów, ale nawet bez lornetki można zachwycić się tutejszymi krajobrazami. Drewniane kładki, wieże widokowe i możliwość nocowania na dziko w okolicy sprawiają, że kamperzyści czują się tu jak w domu. Poranne mgły nad Biebrzą to widok, który na długo zostaje w pamięci.

Kolejny etap to spotkanie z tatarską historią w Bohonikach i Kruszynianach. Małe, drewniane meczety i cmentarze przypominają o tym, że Podlasie od wieków jest mozaiką kultur. W Kruszynianach obowiązkowo trzeba spróbować tatarskich specjałów. Dalej na południowy wschód, tuż przy granicy, leży maleńka Jałówka z ruinami kościoła. A dalej Koterka, gdzie jest drewniana cerkiew. Tu czas naprawdę się zatrzymał. Nie ma tu tłumów, za to towarzyszy nam poczucie, że jest się na końcu świata.

Z Koterki warto udać się do Mielnika, miasteczka położonego nad Bugiem, gdzie można zwiedzić ruiny kościoła zamkowego, podziwiać krajobrazy doliny rzeki i odwiedzić punkt widokowy na Górze Zamkowej. Kilka kilometrów dalej znajduje się prawosławne sanktuarium na Grabarce – góra porośnięta tysiącami krzyży przyniesionych tu przez pielgrzymów. To miejsce przepełnione jest symboliką i spokojem, a zarazem robi ogromne wrażenie swoją prostotą.

W Drohiczynie, dawnej stolicy Podlasia, czas warto przeznaczyć na spacer po rynku, wizytę w muzeum kajakarstwa i rejs po Bugu. Miasteczko ma swój urok – ciche uliczki, zabytkowe kościoły i panoramę rzeki, którą można podziwiać z Górki Zamkowej. Wieczorem można tu znaleźć przyjemne miejsce postojowe nad samym Bugiem.

Kraina Otwartych Okiennic – wioski jak z pocztówki

Przed powrotem warto przejechać przez Krainę Otwartych Okiennic – region, w którym zachowały się pięknie zdobione drewniane domy, cerkwie i kapliczki. Trzy najbardziej znane wsie to Trześcianka, Soce i Puchły, ale jadąc kamperem można zbaczać z głównych dróg, by odkrywać mniej znane miejscowości. Kolorowe okiennice, rzeźbione ganki i bujne ogrody sprawiają, że każdy kadr nadaje się na pocztówkę.

Białowieża i Hajnówka – serce Puszczy

Podróż warto zakończyć w Białowieży, gdzie można wybrać się na piesze lub rowerowe szlaki po Puszczy Białowieskiej. Spotkanie z żubrem w rezerwacie pokazowym, spacer do dębu Jagiełły czy przejażdżka wąskotorową kolejką w Hajnówce to atrakcje, które docenią zarówno dorośli, jak i dzieci. Białowieża i Hajnówka to miejsca, które wciągają. Te pierwsze swoją ciszą i majestatem natury – idealne, by zakończyć podróż w spokojnym rytmie. To drugie, by skosztować cudownych wypieków.

Podlasie to połączenie swobody podróżowania z możliwością zanurzenia się w unikalnym klimacie regionu. To tu można w jeden dzień przejechać od tatarskiego meczetu przez prawosławną cerkiew, po katolicką katedrę, a po drodze podziwiać dziką przyrodę, która nie ustępuje tej znanej z parków narodowych Europy. Taka trasa nie wymaga pośpiechu – najlepiej dać się ponieść drodze, zatrzymywać tam, gdzie widok zachwyci, i pozwolić, by Podlasie samo opowiedziało swoją historię.

Partnerzy portalu:

Zalew w Wasilkowie to hit tego lata. Trzeba było powiększyć parking.

Zalew w Wasilkowie to hit tego lata. Trzeba było powiększyć parking.

Wystarczyły dwa miesiące od otwarcia zalewu w Wasilkowie po remoncie, by się przekonać jak bardzo takiego miejsca brakowało. W kontrze do bardzo kiepskich (i płatnych) Dojlid, białostoczanie  zaczęli przyjeżdżać masowo na odnowioną infrastrukturę tuż „za miedzę”. Nieoczekiwanie zrobiły się gigantyczne tłumy. A można było je nie tylko zobaczyć jadąc ul. Białostocką, ale też choćby ulicą Jurowiecką w Wasilkowie – gdy samochody były zaparkowane gęsto przy jednej z głównych dróg w miasteczku, utrudniając przy tym przejazd.

Dlatego wychodząc naprzeciw potrzebie osób zmotoryzowanych, które docierają nad zalew samochodami lub motocyklami, zorganizowana została dodatkowa, bezpłatna przestrzeń do pozostawiania pojazdów. Ponadto na wspomnianej ul. Jurowieckiej nie można się już zatrzymywać, dzięki czemu mieszkańcom nie będzie utrudniany ruch.

Warto przy tej okazji zastanowić się jak bardzo źle jest na białostockich Dojlidach, że aż tak wiele osób woli jechać do Wasilkowa nad zalew. Cóż, powiedzieć, że jakość białostockiego zalewu pozostawia wiele do życzenia, to nic nie powiedzieć. Kompletnie zarośnięty i zamulony przypomina ogromną sadzawkę, A wszelkie atrakcje wodne pozostawione na nim komicznie kontrastują. I co najśmieszniejsze – za to wszystko trzeba jeszcze płacić. Nic dziwnego, że mieszkańcy z całej okolicy wolą pluskać się w Supraśli.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Mieszkańcy nie chcą żwirowni w swojej okolicy. Burmistrzu Łuckiewicz – Sąd dał Ci drugą szansę.

Przez takie sprawy, dla ludzi przedsiębiorca to dalej „prywaciarz”. Mimo niekorzystnego wyroku Sądu Administracyjnego, inwestor – wbrew mieszkańcom chce budować żwirownię w Studziankach, w pobliżu ich domów. Burmistrz Wasilkowa – Adrian Łuckiewicz – dostał drugą szansę, by tym razem żadnej zgody na te uciążliwe przedsięwzięcie nie wydawać. Za pierwszym razem dał zielone światło, wbrew mieszkańcom, co Sąd Administracyjny właśnie uchylił i nakazał rozpatrzeć ponownie.

Rozchodzi się o 25-hekatarową żwirownię. To gigantyczny teren, gdzie krajobraz w zasadzie zostanie zniszczony. Możemy zobaczyć co „inwestorzy” zrobili z przepiękną Ziemią Sokólską, która dawniej przypominała czeskie Morawy, a obecnie wygląda jak jedno wielkie wykopalisko przez wszędobylskie żwirownie. Czy tego samego chcemy w Studziankach?

Warto je osadzić geograficznie dla lepszego zrozumienia. Miejscowość z trzech stron otula Puszcza Knyszyńska. To przepiękne górzyste tereny, które są atrakcyjnie nie tylko dla mieszkańców, ale również dla okolicznych turystów, którzy rowerami jeżdżą pomiędzy Supraślem a Wasilkowem przez Studzianki właśnie.

Tymczasem w Polskim Radiu Białystok możemy się dowiedzieć, że mimo protestów mieszkańców, inwestor nie zamierza rezygnować. My, jako społeczność jednak nie możemy zgodzić się, by byle osoba z pieniędzmi mogła wszystkim dookoła zmieniać okolicę i prowadząc tam uciążliwy biznes. Miejmy nadzieję, że burmistrz nie będzie wbrew mieszkańcom wydawał pozwolenia.

Partnerzy portalu:

Nowa droga na Bagnówce już otwarta. Doskonała trasa dla rowerzystów.

Nowa droga na Bagnówce już otwarta. Doskonała trasa dla rowerzystów.

Choć stała przez jakiś czas zamknięta, to można było tam spotkać rowerzystów i pieszych. Teraz dołączą też samochody. Mowa o nowym odcinku od 42. Pułku Piechoty do ul. Wołkowa. Inwestycja to dwa ronda, drogi rowerowe i dla pieszych, przystanki autobusowe, parkingi. Jest także nowe oświetlenie, zieleń. Teren został uzbrojony w pełną infrastrukturę. A wszystko to dla lepszej komunikacji jednego z nowszych osiedli – Bagnówka.

Póki co ulica nazywa się 1KD-L. Będzie teraz jedną z głównych dróg układu podstawowego osiedla. W planie zagospodarowania tworzy ona ciąg komunikacyjny od ul. 42 Pułku Piechoty do ul. Jutrzenki i dalej do granicy z gminą Wasilków. Uzbrojenie w pełną infrastrukturę techniczną tej ulicy pozwoli na udostępnienie terenów zarówno mieszkaniowych, jak i inwestycyjnych. Warto dodać, że to był pierwszy etap większej inwestycji. Na wspomnianych rondach póki co można jechać tylko prosto. Wybudowany odcinek ulicy zapewnia połączenie z ul. Krzysztofa Pendereckiego, ul. Józefa Karola Puchalskiego, a także umożliwi dojazd m. in. z ul. Afrodyty, ul. Ewy oraz ul. Artemidy.

Są też plany na kolejne lata. To oczywiście kontynuacja rozbudowy układu komunikacyjnego na osiedlu. Przed nami została jeszcze sprawa, która zawsze rozgrzewa radnych do czerwoności – czyli nadanie 1KD-L jakiegoś patrona.

Partnerzy portalu:

Białystok ma nową atrakcję. To tężnia w Parku Planty.
fot. Bialystok.pl

Białystok ma nową atrakcję. To tężnia w Parku Planty.

Nowoczesna, sucha tężnia solankowa w białostockim Parku Planty jest już dostępna dla mieszkańców. Równocześnie trwają również prace nad dwoma kolejnymi tężniami w innych częściach miasta. Powstają one w ramach Budżetu Obywatelskiego. Sucha tężnia solankowa to altanka o powierzchni ok. 50 mkw, gdzie rozprzestrzenia się aerozol solny. Powietrze w tężni jest pobierane z zewnątrz za pomocą kanału wentylacyjnego i poddane filtracji, osuszeniu oraz obróbce. Obiekt jest przystosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.

Osoby przebywające w tężni poddadzą się procesowi haloterapii (terapia suchą solą). To naturalny sposób leczenia chorób układu oddechowego i skóry. Podczas wdychania specjalnie przygotowanego solnego powietrza cząsteczki dostają się do dróg oddechowych w płucach, rozkładając i uwalniając jony ujemne. Jony ujemne stymulują wyściółkę dróg oddechowych, oczyszczając je ze śluzu i jednocześnie wzmacniając odpowiedź immunologiczną na patogeny. Słony aerozol reagując ze skórą, rozwiązuje różne schorzenia skóry. Haloterapia pomaga złagodzić objawy m.in. alergii, astmy, zapalenia oskrzeli, mukowiscydozy, zapalenia zatok, zapalenia skóry, trądziku czy egzemy.

Równocześnie trwają również prace nad dwoma kolejnymi tężniami w innych częściach miasta. Powstają one w ramach Budżetu Obywatelskiego. Przy ul. Szkolnej na Starosielcach powstaje obiekt o powierzchni ok. 50 m². Będzie tam nowa nawierzchnia, ławki, oświetlenie, stojak na rowery. Druga tężnia powstaje w Parku im. Jadwigi Dziekońskiej (przy spodkach). Tamtejsza będzie nieco większa, bo jej powierzchnia wyniesie aż 75 m². Oprócz samej tężni zostaną tam również wykonane ścieżki, oświetlenie oraz cała niezbędna infrastruktura.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wszyscy śnimy pod jednym dachem. Dziadkowie, rodzice i dzieci stworzyli wspólne dzieło.

Krasnogrudzki park (pow. sejneński) stał się teatrem, w którym odbył się niezwykły finał programu „Wszyscy śnimy pod jednym dachem”. Mieszkańcy Krasnogrudy, Żegar i Dusznicy – trzech sąsiednich wiosek położonych tuż przy granicy z Litwą stworzyli fantastyczny spektakl. Opowiada on historię nieba inspirowaną dawnymi wierzeniami i mitami o zjawiskach astronomicznych. W przedsięwzięciu wzięły udział trzy pokolenia mieszkańców – dziadkowie, rodzice i dzieci – a przygotowania do spektaklu obejmowały regularne warsztaty prowadzone przez artystów z Polski i Litwy.

Projekt współtworzyli młodzi twórcy związani z kulturą regionu oraz muzyką tradycyjną, m.in. Daniel Namiotko, Eglė Kašėtienė, Rokas Kašėta, Jowita Janczulewicz, Sylwia Piwowarska i Kamila Kolter. Za scenografię odpowiadała Marta Sitarz.

Spektakl stał się podróżą przez dawne mity i opowieści o gwiazdach, w której lokalna społeczność i artyści wspólnie odkrywali tajemnice sejneńskiego nieba. Wspólne śpiewy, opowieści i muzyka tradycyjna pozwoliły połączyć lokalne dziedzictwo z nowoczesną formą artystyczną, ukazując, że dawne historie wciąż mogą inspirować i łączyć ludzi ponad pokoleniami oraz granicami. Wszystko to przy specjalnie stworzonej przez artystów scenografii zbudowanej głównie z materiałów pozyskanych z recyklingu i kolorowej grze świateł. To była prawdziwa podróż po kosmosie.

Partnerzy portalu:

Kładka Waniewo–Śliwno to już historia. Fantastyczna atrakcja dobiegła końca?
Takie zdjęcie to już historia

Kładka Waniewo–Śliwno to już historia. Fantastyczna atrakcja dobiegła końca?

Przez lata była jedną z największych atrakcji Podlasia – drewniana kładka Waniewo–Śliwno wiodąca przez rozlewiska Narwi, gdzie można było poczuć prawdziwy „polski Amazon”. Spacer po drewnianych pomostach i przeprawa ruchomymi platformami stały się symbolem Narwiańskiego Parku Narodowego. Dziś jednak kładka to już przeszłość. Chociaż istnieje, to nie można z niej korzystać, bo poziom wody w rzece spadł tak bardzo, że nie ma już warunków do jej funkcjonowania.

Narwiański Park Narodowy powstał, by chronić unikalną rzekę o anastomozującym charakterze czyli rozlewającą się na wiele koryt, tworzącą wyspy, starorzecza i mokradła. Ten krajobraz od zawsze zależał od wiosennych roztopów i regularnych opadów. Dziś jednak klimat się zmienił. Zimy są coraz łagodniejsze, opady śniegu – symboliczne, a wiosenne wezbrania rzeki praktycznie zanikły. Do tego dochodzą długie okresy suszy, które sprawiają, że wody w Narwi jest dramatycznie mało.

Ponadto melioracje prowadzone w poprzednich dekadach, osuszanie bagien i regulacje rzek w dorzeczu sprawiły, że woda szybciej spływa, zamiast naturalnie rozlewać się i zatrzymywać na mokradłach. Narew stała się rzeką bardziej „techniczną” – węższą, płytszą, coraz mniej przypominającą dawną, dziką rzekę.

Ratunek dla Narwi wymaga działań na ogromną skalę. Żeby cokolwiek się zmieniło potrzebujemy odtwarzania bagien i torfowisk, które zatrzymują wodę jak gąbka. Ważne jest także przywracanie naturalnych rozlewisk, powstrzymywanie melioracji oraz mądre gospodarowanie wodą w rolnictwie. Bez tego każda kolejna sucha wiosna i upalne lato będą tylko pogłębiać kryzys.

Tylko z odbudową retencji jest jak z wycinką drzewa. Można posadzić nowe, ale nim ono porządnie wyrośnie minie kilkadziesiąt lat. Tak samo jest z retencją. Nawet jeśli zaczniemy działać dziś, efekty nie pojawią się od razu. Dlatego kładka Waniewo–Śliwno najprawdopodobniej pozostanie już tylko wspomnieniem – symbolem tego, jak szybko zmienia się nasza przyroda i jak kosztowne są skutki braku troski o zasoby wodne.

Oczywiście prędzej czy później pojawi się pomysł „dobudowania” kładki w miejscach, gdzie wcześniej funkcjonowały platformy do przeprawy. Ale umówmy się, nie będzie to już to samo. Ponadto nikt nie będzie przyjeżdżać na dawne rozlewiska, bo będzie to martwy przyrodniczo teren.

Historia kładki to nie tylko opowieść o jednej atrakcji turystycznej, ale ostrzeżenie dla całego Podlasia, a nawet całej Polski. Jeśli nie zaczniemy odbudowywać naturalnych systemów zatrzymywania wody, podobny los może spotkać inne rzeki i jeziora. Narew można jeszcze ratować, ale wymaga to decyzji politycznych i inwestycji w renaturyzację rzek. Jak wszyscy doskonale wiemy – nie nastąpi to. Wystarczy zobaczyć jakimi tematami politycy zajmują się od 1989 roku. Tak – to ciągle te same tematy.

Teoretycznie możliwe są okresy, gdy wody w Narwi będzie więcej – na przykład w wyniku wyjątkowo śnieżnej zimy lub serii deszczowych wiosen i chłodnych lat. Taki „naturalny powrót” do dawnych warunków wymagałby jednak całkowitej zmiany klimatu na chłodniejszy i bardziej wilgotny. Prognozy niestety są odwrotne – średnia temperatura w Polsce rośnie, a okresy suszy stają się coraz dłuższe. Bez działań człowieka raczej nie ma szans, by poziom wody w Narwi na stałe wrócił do dawnych wartości. Możliwe są krótkie epizody podniesionych stanów wody, ale będą one rzadkie i nietrwałe, niewystarczające, by kładka mogła regularnie działać jak dawniej. Dlatego kładka Waniewo–Śliwno to już historia.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kolej niedługo wróci do Łomży. To szansa na rozwój czy symboliczny gest?

Po 30 latach przerwy, w przyszłym roku do Łomży ponownie zawita kolej pasażerska (remonty potrwają do 2029 roku). Dla wielu mieszkańców to powód do radości i nadzieja na łatwiejsze podróże do większych miast. Pociągi mają ułatwić komunikację z Białymstokiem, Warszawą czy Mazurami, a samo wydarzenie traktowane jest jako symboliczny powrót miasta na kolejową mapę Polski.

Czy jednak uruchomienie połączeń faktycznie odmieni Łomżę? Sama obecność pociągów nie wystarczy, by znacząco wpłynąć na rozwój miasta. Jeśli pociągi będą kursować rzadko lub zbyt wolno, kolej stanie się jedynie dodatkiem, a nie realną alternatywą dla samochodów czy autobusów. Co już wiemy? Że oprócz regionalnych połączeń, będą też pociągi dalekobieżne. To bardzo ważne w tej inwestycji, jak nie najważniejsze. Docelowo pociągi między Łomżą i Łapami pojadą z maksymalną prędkością 80-120 km/h, a średni czas przejazdu z Łomży do Białegostoku, po zakończeniu wszystkich robót i uzyskaniu niezbędnych zezwoleń, planowany jest na ok. 1 h 35 min. Samochodem podróż trwa 30 minut krócej. Podróż autobusem – 1 godzinę i 20 minut.

Z pewnością kolej będzie ukłonem w kierunku ludzi, którzy chcieliby studiować w Białymstoku bez potrzeby przeprowadzania się. Dodajmy jednak, że w Łomży też są uczelnie, więc to nie jest tak, że otwiera się jakieś wielkie okno możliwości. Po prostu, oferta studiowania w regionie będzie atrakcyjniejsza dla kogoś z Łomży i wszystkich stacji po drodze. Takie połączenie jest również ukłonem w stronę osób, które nie mają klasycznego etatu, tylko pracują w kilku miejscach – na przykład nauczyciele czy wykładowcy. Teraz będą mogli świadczyć swoje usługi i w Białymstoku i Łomży.

Nie można pominąć wpływu kolei na lokalną turystykę. Łatwiejszy dojazd do Łomży i okolic może zachęcić turystów do krótkich weekendowych wyjazdów nad Narew czy w inne atrakcyjne miejsca regionu. Z kolei mieszkańcy Łomży zyskają prostszy sposób na odwiedzenie większych miast w celach kulturalnych – na koncert czy wydarzenie sportowe – bez konieczności całodniowej wyprawy samochodem.

Większy ruch podróżnych może sprzyjać rozwojowi gastronomii, noclegów czy drobnych usług skierowanych do osób przyjezdnych. Nawet niewielki wzrost liczby odwiedzających może być zauważalnym impulsem dla lokalnej gospodarki. Lepsza dostępność komunikacyjna jest jednym z ważniejszych czynników przy wyborze lokalizacji dla nowych firm czy magazynów. Chociaż warto pamiętać, że samo uruchomienie połączeń nie spowoduje nagłego napływu inwestycji.

Dlatego, z pewnością nie można mówić że powrót kolei do 60 tysięcznej Łomży będzie symboliczna. To nowa perspektywa, którą warto wykorzystać. A będzie to możliwe tylko wtedy, gdy połączeń będzie dużo i w dogodnych godzinach.

Ważny jest też aspekt bezpieczeństwa. Jak widzicie na powyższym filmie, motocyklista-idiota przejechał przez przejazd, omijając zamknięte szlabany. Liczba wypadków z udziałem pociągów w ostatnim czasie w Podlaskiem była ogromna. Łomżyński kierowcy muszą sobie uświadomić, że kolej wraca do Łomży i bezwzględnie ma pierwszeństwo.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Ujście Gaci to coś, co każdy podlaski turysta powinien latem zobaczyć

Środek lata to najlepszy moment, by odkrywać uroki Podlasia na dwóch kółkach. Dni są długie, słońce rozpieszcza ciepłymi promieniami, a Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi w pełni pokazuje swoje letnie oblicze – pełne bujnej zieleni, polnych kwiatów i rozległych łąk, na których co chwilę można dostrzec bociany, czaple czy żurawie. To właśnie teraz warto wybrać się na rowerową wycieczkę, która pozwoli nie tylko nacieszyć oczy widokami, ale też poczuć wyjątkowy spokój tej niezwykłej krainy nad Narwią.

Proponowana trasa ma około 54 kilometry i prowadzi przez malownicze tereny, w których rzeka Narew wije się leniwie wśród pól i łąk. Wyruszając z Łomży, mijamy kolejno Rybno, Pniewo, Bronowo i Drozdowo. To wycieczka idealna zarówno dla miłośników natury, jak i historii.

Letnia aura sprawia, że cała dolina Narwi tętni życiem – wzdłuż drogi zobaczymy rozległe łąki, pasące się zwierzęta, a nad głowami przelatują stada ptaków, które tutaj znajdują swoje letnie siedliska. To doskonała okazja, by na chwilę się zatrzymać, odpocząć nad rzeką i wsłuchać w dźwięki natury. Trasa nie jest wymagająca, więc poradzą sobie z nią zarówno doświadczeni rowerzyści, jak i rodziny z dziećmi. Warto zabrać ze sobą prowiant i zrobić piknik w jednym z wielu malowniczych zakątków parku.

Na trasie warto zwrócić uwagę na wyjątkowe miejsce, jakim jest ujście rzeki Gaci do Narwi. To malowniczy punkt, w którym spokojny nurt Gaci łączy się z majestatyczną Narwią, tworząc zakola i rozlewiska pełne trzcin oraz wodnych roślin. Latem to doskonałe miejsce do obserwacji ptaków – często można tu spotkać kaczki, perkozy czy czaple brodzące w płytkiej wodzie. Ujście Gaci zachwyca swoją dzikością i spokojem, a krótki postój w tym miejscu pozwala jeszcze lepiej poczuć bliskość natury, z dala od miejskiego zgiełku.

Choć wielu osobom nazwa „Gać” może kojarzyć się żartobliwie z potocznym określeniem bielizny, w rzeczywistości ma zupełnie inne znaczenie. Słowo to pochodzi od staropolskiego „gać”, które oznaczało tamę, groblę lub umocnienie z chrustu i ziemi, budowane w celu zatrzymywania wody lub zabezpieczenia brzegów rzeki. Nazwa rzeki nawiązuje więc do dawnych prac hydrotechnicznych i sposobów gospodarowania wodą na tych terenach, a nie do współczesnego znaczenia słowa „gacie”. Dzięki temu Gać to nie tylko ciekawa nazwa, ale też świadectwo historii i tradycji regionu.

Jeśli szukacie pomysłu na aktywny dzień na łonie przyrody, rowerowa pętla przez Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi to świetny wybór. To wycieczka, która łączy w sobie piękne krajobrazy, możliwość kontaktu z naturą i odrobinę podlaskiej historii – idealny sposób, by w pełni poczuć klimat lata nad Narwią.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Nadciąga era cyfrowej turystyki? Zwykły spacer po Białymstoku dostępny dla całego świata.

Ostatnio na YouTube można zauważyć ciekawy trend, który podbija serca miłośników podróży i miejskiej codzienności. Coraz popularniejsze stają się tzw. „walking tours” – długie nagrania spacerów po miastach, zwykle w wysokiej jakości 4K, bez komentarza i zbędnego montażu. Kamera płynnie podąża ulicami, a widz ma wrażenie, jakby sam przechadzał się wśród przechodniów, słyszał dźwięki rozmów, warkot samochodów czy śpiew ptaków w parkach. To zupełnie inny sposób zwiedzania, który pozwala przenieść się w dowolne miejsce na świecie bez wychodzenia z domu.

Choć najbardziej znane kanały pokazują ulice Nowego Jorku, Tokio czy Paryża, trend ten dotarł również do Polski. Na YouTube pojawił się już godzinny spacer po Białymstoku, który prowadzi widza przez najważniejsze miejsca w centrum miasta od Kościoła św. Rocha, przez Al. Piłsudskiego, Zamenhofa, Rynek Kościuszki czy Suraską. Bez narratora, bez muzyki w tle – jedynie obraz i dźwięki miasta. Dzięki temu można poczuć jego atmosferę w naturalny, niewyreżyserowany sposób.

Takie nagrania pełnią kilka ról jednocześnie. Dla jednych są formą relaksu, czymś w rodzaju wizualnej medytacji – idealnym tłem do pracy, nauki czy odpoczynku. Dla innych to okazja do wirtualnej podróży i poznawania miejsc, do których trudno dotrzeć. Wreszcie, dla samych miast to doskonała wizytówka – pokazują się światu takimi, jakie są na co dzień, a nie tylko podczas festiwali czy w folderach reklamowych. Białystok w takim ujęciu zyskuje – jest ładny, spokojny, z kolorowymi muralami i klimatem do spacerowania.

To dobry moment, by wykorzystać ten trend także lokalnie. Podlaskie ma ogromny potencjał do takich nagrań – nie tylko Białystok, ale i Supraśl, Tykocin czy klimatyczne wsie regionu mogłyby stać się bohaterami wirtualnych spacerów. W erze cyfrowej turystyki takie filmy są znakomitą formą promocji – pokazują autentyczność miejsc, a jednocześnie zachęcają do odwiedzin w prawdziwym świecie. Spacer po Białymstoku trwa godzinę, ale potrafi sprawić, że chce się spakować plecak i przejść tę samą trasę już naprawdę.

Partnerzy portalu:

Tak ma wyglądać nowoczesna baza PKS NOVA. Po co w ogóle była sesja nadzwyczajna?

Tak ma wyglądać nowoczesna baza PKS NOVA. Po co w ogóle była sesja nadzwyczajna?

3,5 godziny debatowali radni wojewódzcy w podlaskim Sejmiku o sytuacji w PKS NOVA. Sesja była „nadzwyczajna”, sugerując jakby coś wielkiego się stało, co pilnie trzeba omówić. Tymczasem całość była „nadzwyczajnie” nudna. Dlatego w obawie o Wasze zdrowie, nie będziemy przytaczać wszystkiego co tam padło, szczególnie że niektóre wypowiedzi przypominały bełkot.

Zacznijmy od kontekstu. PKS NOVA ogłosił przetargi dotyczące sprzedaży swoich trzech baz – w Łomży, Zambrowie i Wysokiem Mazowieckiem. Gdyby transakcja doszła do skutku, firma zbudowałaby jedną, nowoczesną bazę, która zaczęłaby dla PKS zarabiać pieniądze – świadcząc usługi mechaniczne nie tylko samej sobie, ale również podmiotom zewnętrznym. Obecne bazy generują stratę w wysokości 1,1 mln zł rocznie.

Pomysł ten nie spodobał się politykom PiS. Artur Kosicki, były marszałek województwa postanowił zrobić z tej sprawy niezrozumiałe „show” na konferencjach broniąc tego co widzicie poniżej niczym niepodległości.

Przy okazji sugerując, że ogłoszenie przetargu na sprzedaż tych baz to tak wielka rzecz, że na pewno robiono to od dawna i w tajemnicy. Tymczasem wystarczy wejść na stronę internetową PKS NOVA i przeczytać dokumenty przetargowe. Jedno ogłoszenie to dosłownie 6 stron A4. Jeżeli radny Kosicki uważa, że napisanie czegoś takiego wymaga miesięcy to nawet trudno to jakoś skomentować.

Szerzej o tej obronie baz pisaliśmy o tym tutaj:

Kosicki i związkowcy bronią ruder jak świętości. PKS Nova w ogniu absurdu.

Dzisiejsza sesja miała być więc „nadzwyczajna”. W środku wakacji wszyscy liczyli na jakieś wstrząsające informacje, a tymczasem przez 3,5 godziny samorządowcy rozmawiali szerzej o planach PKS Nova na swoją inwestycję. Prezes PKS Nova – Zbigniew Wojno pokazał radnym film, gdzie widać obecny stan rzeczy (rozpadające się budynki), a także wizualizację tego co proponuje w zamian.

Wojno powtórzył również to, że chce sprzedać obecne grunty (bo przecież nie te rozpadające się budynki), by zbudować nowoczesną jedną bazę.

Kosicki w odpowiedzi na to zadał mnóstwo pytań dot. PKS Nova. Szczególnie interesowały go kwestie finansowe. W trakcie dyskusji wyszło, że za czasów, gdy był marszałkiem województwa i nadzorował PKS Nova, w firmę wpompowano 50 mln zł i efektów tego nie widać. Generalnie dyskusja radnych (w tym Kosickiego) kręciła się wokół tego czy sprzedać grunty i zbudować bazę czy zbudować bazę na którymś z gruntów. Prezes PKS Nova nie wykluczył i takiej ewentualności. Sprawa tej inwestycji jest na bardzo wczesnym etapie i w zasadzie trudno powiedzieć po co politycy PiS bili pianę i w ogóle chcieli tej nadzwyczajnej sesji, skoro nawet nie zapadły jeszcze żadne decyzje. Generalnie prezes PKS Nova podkreślał, ze nie zamierza zaciągać żadnych zobowiązań, więc plan jest taki by te stare, zdewastowane tereny zamienić w coś nowego bezkosztowo.

Chyba najbardziej żenujące wystąpienie miała Bernadetta Krynicka. Jeżeli ktoś tej pani nie kojarzy, to przypominamy. To łomżyńska, była posłanka, obecne radna Sejmiku Województwa Podlaskiego. To także dyrektorka łomżyńskiego MOSiR. W swojej karierze najbardziej zasłynęła z uciekania od osób niepełnosprawnych podczas protestów w Sejmie w 2018 roku. Pani radna podczas swojego wystąpienia zachowywała się niczym aparatczyk PZPR, który rzewni łzy za komuną. O przedsiębiorcach mówiła per „prywaciarze”. Zaś prezesowi Wojno radziła, by to pracownicy PKS sami odnowili te bazy-ruiny.

Już to widzimy oczyma wyobraźni jak kierowcy zakasują rękawy i zamalowują kilkudziesięcioletni brud w czynie społecznym. Na koniec przyjeżdża pierwszy sekretarz i proletariatowi ściska prawicę. Wszyscy wzruszeni biją brawo.

Partnerzy portalu:

Weekend w Siemiatyczach. Co tu warto robić?
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Weekend w Siemiatyczach. Co tu warto robić?

Jeżeli szukasz miejsca, w którym da się połączyć leniwe plażowanie z kameralnym klimatem małego miasteczka, Siemiatycze sprawdzą się zaskakująco dobrze. Niecałe dwie godziny jazdy samochodem z Warszawy, około półtorej godziny z Białegostoku wystarczą, by zamienić wielkomiejski szum na szum fal sztucznego zalewu i odetchnąć zapachem lasu opadającego ku dolinie Bugu.

Już pierwszy spacer po rynku pokazuje, że to miasto lubi łączyć stare z nowym. W samym centrum stoi klasycystyczna synagoga – dziś siedziba Siemiatyckiego Ośrodka Kultury. Kilkadziesiąt kroków dalej stoi też dawny Dom Talmudyczny. Jednak kiedy słońce rośnie nad dachami, najłatwiej podążyć za mieszkańcami – prosto nad wodę. A jest w czym wybierać, bo miasteczko ma dwie plaże.

Pierwszy zalew położony jest najbliżej centrum miasta – sąsiaduje z terenem zielonym wykorzystywanym na potrzeby miejskich wydarzeń promocyjnych. Nad drugim zalewem znajduje się strzeżone kąpielisko z plażą, pływającym pomostem, boiskiem do siatkówki plażowej, siłownią zewnętrzną, placem zabaw, wypożyczalnią sprzętu wodnego. Zalewy nr 1 i 2 z plażami łączy ścieżka pieszo-rowerowa oraz rekreacyjna „trasa zdrowia”. W sąsiedztwie zbiorników znajdują się obiekty sportowe: stadion miejski, skatepark oraz zespół boisk m.in. do piłki nożnej, siatkówki, koszykówki i kort tenisowy. Trzeci zalew bez plaży to oaza spokoju uczęszczana głównie przez wędkarzy. W pobliskim lesie znajdują się dwie oznakowane trasy piesze długości 2,3 km i 6 km.

Ci, którzy odwiedzają miasto poza sezonem plażowym, nie muszą rezygnować z Siemiatycz. Miasto może nie epatuje monumentalną historią, choć po drodze trudno nie zauważyć barokowego kościoła Wniebowzięcia NMP czy sfinksów strzegących niegdyś bramy pałacu. Resztę zostaw przestrzeni – miasto pokaże Ci, jak smakuje podlaski slow‑life.

Partnerzy portalu:

Nowa atrakcja w Białymstoku już się szykuje. Rewitalizacja zapuszczonego stawu.
fot, Facebook Rafała Rudnickiego, wiceprezydenta miasta Białegostoku

Nowa atrakcja w Białymstoku już się szykuje. Rewitalizacja zapuszczonego stawu.

Na mapie Białegostoku pojawi się wkrótce nowe, wyjątkowo zielone i przyjazne mieszkańcom miejsce. Dobiega końca rewitalizacja stawu na osiedlu Bema, w rejonie ulic Bema i Absolwentów. Przez ostatnie miesiące prowadzono tu intensywne prace, które obejmowały oczyszczenie i pogłębienie zbiornika wodnego, a także przygotowanie jego otoczenia tak, by stało się ono przestrzenią do odpoczynku i aktywnego spędzania czasu.

W ramach inwestycji powstały drewniane pomosty, które umożliwią bezpośredni kontakt z wodą oraz obserwowanie przyrody z bliska. Dookoła stawu wytyczono nowe ścieżki – zarówno betonowe, jak i piaskowe – które stworzą malownicze trasy spacerowe. Nie zabrakło też elementów małej architektury, takich jak wygodne ławki, na których będzie można przysiąść i podziwiać widoki, oraz urządzenia siłowni plenerowej, zachęcające do ruchu na świeżym powietrzu.

Nowe miejsce ma szansę stać się ulubionym punktem spotkań mieszkańców osiedla Bema i okolic. Dzięki połączeniu zieleni, wody i strefy rekreacyjnej będzie to przestrzeń zarówno do rodzinnych spacerów, jak i aktywnego wypoczynku. Już wkrótce każdy będzie mógł tu odpocząć, poobserwować ptaki czy po prostu cieszyć się urokami przyrody w samym sercu miasta.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To niesamowite miejsce wypoczynku. Dawniej odbywały się tu „Noce weneckie”.

Grobla Jednaczewska to malownicza trasa prowadząca z Łomży do Lasu Jednaczewskiego, a dalej w stronę wsi Jednaczewo i Nowogrodu. Dziś jest częścią szlaku turystycznego biegnącego przez Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi, ale jej historia sięga czasów międzywojennych, gdy na pobliskiej polanie Łomżyniacy urządzali zabawy i spotkania towarzyskie.

W 1925 roku prasa pisała o popularnej imprezie „Noc wenecka”, która zgromadziła około tysiąca osób. Tańczono przy dźwiękach orkiestry 33. pułku piechoty, a część dochodu przeznaczono na budowę utwardzonej drogi z Łomży do lasu. Kilka lat później droga została obsadzona młodymi drzewami, wyposażona w ławki i odwodniona rowami. W samym lesie stanął pomnik Stacha Konwy – bohatera Kurpiów walczącego w XVIII wieku ze Szwedami i wojskami sasko-rosyjskimi. Konwa, wierny Stanisławowi Leszczyńskiemu, zginął w 1733 roku, gdy po klęsce pod Jednaczewem odmówił przejścia na stronę Sasów.

Pierwszy pomnik wystawiono dzięki staraniom etnografa Adama Chętnika w 1922 roku, jednak w czasie II wojny światowej został zniszczony. Dziś jego replikę można zobaczyć w skansenie kurpiowskim w Nowogrodzie.

Przez groblę przepływa Łomżyczka – lewostronny dopływ Narwi o długości ponad 16 km. Obecnie Grobla Jednaczewska jest asfaltowa. W ostatnich latach powstał tu jednak kilometr nowej ścieżki rowerowej, która zaczyna się przy ulicy Łąkowej i prowadzi w stronę Jednaczewa.

Las Jednaczewski to dziś popularne miejsce spacerów i weekendowego odpoczynku mieszkańców Łomży. Mimo to okolica zachwyca spokojem i klimatem dawnych spotkań Łomżyniaków – szczególnie urokliwy jest odcinek drogi od mostku nad Łomżyczką aż do granicy lasu. Dla turystów odwiedzających region to świetna propozycja na spacer lub przejażdżkę rowerową wśród historii, pięknej przyrody i wspomnień dawnych tradycji

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kosicki i związkowcy bronią ruder jak świętości. PKS Nova w ogniu absurdu.

Zamiast malować rdzę, wietrzyć smród i likwidować brud, woli zbudować nowe. Przecież to oczywisty dowód szaleństwa! Mowa tu o prezesie PKS Nova, który rozpętał ostatnio dziką awanturę, bo śmiał swoim pracownikom zbudować nowoczesne i czyste miejsce pracy. Brakuje jeszcze zarzutu, że podmienił kawę w automacie na zbożową. To co zobaczycie na zdjęciach i filmie może być dla Was szokujące. A jeszcze związkowcy, ramie w ramię z politykami PiS walczą, by nie budować nowej bazy. Aż chciałoby się przodującemu w „walce” byłemu marszałkowi Arturowi Kosickiemu powiedzieć – człowieku obejrzyj w jakich warunkach ludzie tu pracują. Zobacz co im swoimi protestami fundujesz.

Co najbardziej żałosne, wygląda na to, że przez Kosickiego przemawia wyłącznie urażona duma. Jego formacja PiS zwyciężyła w wyborach do Sejmiku, ale nikt z nimi nie chciał tworzyć koalicji. Trudno bowiem logicznie argumentować po co były marszałek broni tej ruiny, wmawiając pracownikom PKS Nova i opinii publicznej, że jest to lepsze niż planowana, nowoczesna baza. Nie śmiejcie się – to nie są zwykłe bazy. To pomniki. To sanktuaria autobusowości. Związki zawodowe pod rękę z Kosickim już dawno powinny zgłosić je do rejestru zabytków, a najlepiej – wpisać na listę dziedzictwa UNESCO. Tam, między Wielkim Murem Chińskim, Puszczą Białowieską powinna znaleźć się rozpadające się budynki.

Ale o co cała awantura? Zbigniew Wojno czyli prezes PKS Nova niedawno ogłosił, że zamierza te „skarby” sprzedać (o ile ktoś to w ogóle będzie chciał kupić). Tymczasem zamiast nich planowany jest jeden samowystarczalny energetycznie i funkcjonalny punkt, skupiający w jednym miejscu bazę obsługującą cały teren południowy (czyli Łomżę, Zambrów i Wysokie Mazowieckie). Nowe warsztaty, stacja kontroli pojazdów, myjnia oraz kanały warsztatowo będą w założeniu nie tylko obsługiwać PKS Nova, ale też mają być udostępnione podmiotom zewnętrznym, co przełoży się na dodatkowe źródło dochodów.

Chyba, że pracownicy zostaną z tym co jest teraz, bo wspomniany Kosicki w wywiadzie dla Dzień Dobry Podlaskie przebąkiwał możliwość strajków.  Inaczej mówiąc związkowcy rozważają narażenie swojej firmy na gigantyczne straty tylko po to by zrobić dobrze dla PiS-u. Bo innej korzyści z tego nie będzie. Działacze zażądali głowy prezesa PKS Nova. Oprócz wspomnianej walki o rozpadające się bazy, dołożyli jeszcze kilka innych śmiesznych zarzutów.

Na przykład doprowadzenia do zapaści finansowej spółki. Wystarczy jednak prześledzić ostatnie 10 lat, by zobaczyć że w tym czasie pod rządami różnych prezesów spółka była cały czas na minusie na miliony złotych. A międzyczasie sprzedała swoje tereny przy ul. Fabrycznej, oddała 45 proc. terenów obecnego dworca w Białymstoku w zamian za wybudowanie nowoczesnego budynku i zaplecza. Czy wtedy związkowcy mieli coś przeciwko?

Każdy, kto prowadzi firmę doskonale wie, że sam wynik finansowy nie jest najważniejszy. Można być na minusie do momentu, gdy jest się w stanie pokrywać koszty na działalność bieżącą. Jeżeli nie brakuje na wypłaty, paliwo, części, raty kredytów czy rachunki to znaczy, że nic złego się nie dzieje. Bo firma nie tylko ma wydatki, ale też zarabia! Tymczasem nie tak dawno związkowcy wynegocjowali z obecnym prezesem podwyżki. Więc skoro martwią się o sytuację finansową spółki, może powinni się ich zrzec?

Związkowcy dawniej byli też przeciwko łączeniu PKS-ów Łomży, Zambrowa, Siemiatycz, Suwałk i Białegostoku w jedną spółkę. Dlaczego? Znów wygrała tutaj wiara, że kiedyś to było. A że autobusy się zużywają i trzeba kupować nowe? Gdzie tam lepiej było smrodzić starymi autosanami w nieskończoność i serwisować je w zapuszczonych bazach. I teraz po latach widać jak na dłoni kto ma racje. W Łomży, Wysokiem Mazowieckiem i Zambrowie stoją bazy, które kosztują krocie, ale związkowcy chcą je trzymać jak relikwie. Po co? Bo są. A że generują miesięczne straty rzędu 90 tysięcy złotych? To już ich nie interesuje. Aż łza się w oku kręci. Jakby PKS to nie była firma, ale muzeum PRL-u.

Mamy nadzieję, że nikt na poważnie związkowego betonu z politykami PiS pod rękę słuchać nie będzie. Bo z takimi doradcami, PKS wróciłby do swoich mrocznych czasów, gdy stare, zdezelowane pojazdy woziłyby powietrze, bo nikt nie chciałby tymi trupami jeździć. Najbardziej na robieniu tej polityki cierpią pasażerowie ze zwykłymi pracownikami PKS. Bo to oni zostaną z tą ruiną.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Drohiczyn to południowa perła Podlasia. Co tu warto zobaczyć?

Drohiczyn nie należy do miejsc, które krzyczą swoją obecnością z billboardów czy pierwszych stron przewodników turystycznych. Leży cicho, nad rzeką Bug, na południowych krańcach województwa podlaskiego, trochę jakby poza głównym nurtem podróżniczych szlaków. A jednak ci, którzy choć raz się tu zatrzymali – nawet na krótki dzień – wracają z poczuciem, że odkryli coś bardzo osobistego. Miejsce, gdzie czas płynie nieco inaczej, a historia i natura żyją obok siebie w zadziwiającej harmonii.

Jeśli masz tylko jeden dzień, Drohiczyn nie będzie cię poganiał. Wręcz przeciwnie – zaprosi cię do niespiesznej wędrówki przez swoją historię, przyrodę i duchowe dziedzictwo. Poranek najlepiej zacząć od spaceru po nadrzecznych bulwarach. To tutaj Bug pokazuje swoją najłagodniejszą twarz – szeroki, spokojny nurt odbijający niebo, ciche trzcinowiska, zapach mokrej trawy. To także świetny moment na pierwsze spojrzenie na panoramę miasta z dołu.

Warto od razu skierować się na Górę Zamkową – to tylko kilkuminutowe podejście, a z jej szczytu roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na dolinę Bugu. Tu kiedyś stał zamek, o którym dziś przypomina już tylko nazwa i niewielki obelisk. Ale nawet bez ruin, to miejsce ma w sobie coś z majestatu dawnej siedziby książąt.

Schodząc z góry, niemal automatycznie trafisz do serca Drohiczyna – niewielkiego rynku i jego okolic. To właśnie tu skupia się większość zabytków. Drohiczyn był przez wieki miastem trzech kultur – katolickiej, prawosławnej i unickiej – co dziś można dostrzec w zaskakująco dużej liczbie świątyń jak na tak małe miasteczko.

Zbliżając się do południa, dobrze jest zrobić przerwę na posiłek. Choć Drohiczyn nie oferuje bogatej sceny gastronomicznej, znajdzie się kilka miejsc, które serwują tradycyjne podlaskie dania z prostotą i autentycznością. Kartacze, pierogi, babka czy chłodnik to lokalne rarytasy. Kuchnia, która nie próbuje nikogo zaskakiwać, tylko karmi jak w domu.

Popołudnie warto poświęcić na spotkanie z przyrodą. Można wypożyczyć rower lub po prostu wybrać się na spacer wzdłuż rzeki, kierując się w stronę przystani. Jeśli pogoda sprzyja, możliwe są także krótkie rejsy na drugi brzeg po Bugu.

Na koniec dnia dobrze jest wrócić na Górę Zamkową lub usiąść na jednej z ławek przy rzece. Zachód słońca nad Bugiem ma w sobie coś z kontemplacji. Nie chodzi nawet o spektakularność barw, choć i one bywają zachwycające, ale o spokój, który w tym miejscu wydaje się być czymś naturalnym, nienarzuconym.

Partnerzy portalu:

Taka jest Suwalszczyzna. Malownicze tereny na trzech pojezierzach.
Wigry z widokiem na klasztor, fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Taka jest Suwalszczyzna. Malownicze tereny na trzech pojezierzach.

W samym sercu Suwalszczyzny, krainy ukształtowanej przez lodowiec, rozciąga się malownicza kraina trzech pojezierzy. To miejsce, gdzie przyroda przeplata się z historią, a ludzie z otwartym sercem witają przybyszów opowieściami o dawnych czasach. Nad jednym z najpiękniejszych jezior regionu – Wigry – wznosi się monumentalny pokamedulski klasztor, z którego roztacza się widok niczym z bajki: tafla wody, wysepki i bezkresna przestrzeń.

Tu, tuż obok swojej kwatery, o świcie możesz wejść w mleczne mgły snujące się po łąkach. Światło sączące się przez liście, cienie drzew i cisza tworzą niemal baśniowy klimat. Wystarczy objąć pień drzewa, spojrzeć w górę, by poczuć jego siłę i upływający czas.

Bogactwem tej gminy są jeziora – rynnowe, ciepłe i krystaliczne, a także morenowe, ukryte wśród pagórków. Perłą jest jezioro Wigry z licznymi wyspami, a wśród leśnych ostępów znajdują się mniejsze jeziorka z naturalnie kwaśną wodą, które można podziwiać z drewnianych kładek.

W krajobraz wpisuje się również Czarna Hańcza – rzeka wijąca się przez Suwalski Park Krajobrazowy aż po lasy Wigierskiego Parku Narodowego. To jedna z najpiękniejszych tras kajakowych w Polsce. Spokojna podróż jej nurtem to nie tylko kontakt z naturą, ale też okazja do poznania gościnnych mieszkańców, częstujących jagodziankami i domowymi wypiekami.

Najcenniejszym zabytkiem regionu jest z pewnością klasztor kamedułów w Wigrach – potężna budowla z XVII wieku, wzniesiona na półwyspie w sercu jeziora. Otoczona eremami, z tarasem widokowym i kościołem, była kiedyś jednym z najbogatszych klasztorów tego zakonu w Europie.

Warto też zajrzeć do drewnianego kościoła w Żylinach i odwiedzić Małą Hutę – dawną siedzibę dworską, gdzie niegdyś działała huta szkła prowadzona przez zakonników.

Zapach powietrza, spokój, którego nie znajdziesz w mieście, i niezwykła energia, którą daje ta ziemia – tego nie da się ująć w słowach. Suwalszczyznę trzeba poczuć, zobaczyć i przeżyć. Wtedy zostanie w sercu na długo.

Partnerzy portalu:

Podlaska Toskania – wyjątkowe i egzotyczne miejsce w regionie
fot. Podlaska Toskania

Podlaska Toskania – wyjątkowe i egzotyczne miejsce w regionie

Jeśli marzysz o odrobinie egzotyki bez konieczności wyjeżdżania za granicę, koniecznie odwiedź Podlaską Toskanię – niezwykłe miejsce zlokalizowane w miejscowości Wychodne, zaledwie kilka kilometrów od Suwałk. To nie jest zwykła zagroda – to prawdziwa oaza spokoju, natury i niespodziewanych spotkań ze zwierzętami z całego świata.

Na odwiedzających czekają kapibary, lamy, alpaki, surykatki, małpy, muflony, kozy, owce, a nawet wielbłądy i kangury. Można tu zobaczyć również zebry, ogromne żółwie i bogactwo egzotycznego ptactwa. Wśród stawów pełnych ryb, śpiewu ptaków i kojącej zieleni można się całkowicie oderwać od codzienności i to bez zmiany kontynentu! Ogród z hamakami zaprasza do relaksu, a dla tych, którzy nie chcą wracać zbyt szybko – dostępne są noclegi w klimatycznych pokojach.

Podlaska Toskania to idealne miejsce na rodzinny wypad, romantyczną wycieczkę lub spokojne popołudnie z naturą. Obiekt czynny jest od wtorku do niedzieli w godz. 12:00–17:00. Jeśli jesteś w okolicach Suwałk – nie możesz tego przegapić!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Co robić w Białowieży? Przewodnik dla początkujących.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Białowieża to miejsce, w którym dominuje tylko jedno – las. I trudno się dziwić, bo Puszcza Białowieska przyciąga jak magnes. Ale jeśli pozwolić sobie na chwilę ciszy, wsłuchać się w rytm tego miejsca i zejść z utartych ścieżek, okazuje się, że w Białowieży można robić znacznie więcej niż tylko spacerować między drzewami.

Dla wielu pierwszą myślą są żubry – symbol regionu i całej Puszczy. Rzeczywiście, możliwość zobaczenia ich z bliska to wyjątkowe przeżycie, ale nie trzeba zaczynać od Rezerwatu Pokazowego. Dużo ciekawsze, choć mniej przewidywalne, jest spotkanie z żubrem na jednej z mniej uczęszczanych ścieżek, na przykład o świcie w jakiejś puszczańskiej wiosce.

Jednym z najbardziej niezwykłych doświadczeń jest wyprawa do ścisłego rezerwatu Białowieskiego Parku Narodowego. Wstęp tutaj jest możliwy tylko z licencjonowanym przewodnikiem (czekają w gotowości przy punkcie obsługi turystów nieopodal wejścia do Parku Pałacowego).

To miejsce, w którym przyroda rządzi się własnymi prawami – martwe drzewa nie są usuwane, leżą, rozpadają się, karmią inne organizmy, a człowiek może być tylko cichym obserwatorem. Nie ma tam wytyczonych ścieżek, są tylko ślady. Trzeba patrzeć pod nogi, ale i ponad głową – tam, gdzie wysoko krążą dzięcioły trójpalczaste albo przelatuje samotny orlik krzykliwy. To nie jest zwykły spacer. To zanurzenie się w przestrzeni, która działa na zmysły i wyobraźnię.

Dla tych, którzy wolą bardziej aktywne formy spędzania czasu, Białowieża oferuje rozbudowaną sieć tras pieszych i rowerowych. Najbardziej znana z nich to Szlak Dębów Królewskich, gdzie każde drzewo ma swoje imię – na cześć dawnych władców Polski i Litwy. To miejsce, gdzie natura spotyka się z historią w sposób symboliczny, ale bardzo czytelny. Równie interesujące są dłuższe wyprawy rowerowe do Grudek, Teremisek czy Narewki. Każda z tych tras prowadzi przez inne oblicze puszczy – od gęstych, mrocznych lasów po otwarte polany, gdzie czasem można natknąć się na tropy dzikich zwierząt.

Szczególnym przeżyciem może być też wyprawa o świcie lub o zmierzchu. Wtedy las zaczyna mówić innym językiem – skrzypi, szumi, czasem zawyje. Można poczuć się wtedy trochę jak intruz, a trochę jak uczestnik pradawnego rytuału.

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym – o czasie. W Białowieży płynie on inaczej. Bez neonów, centrów handlowych i miejskiego zgiełku, łatwiej tu oddychać, myśleć i patrzeć szerzej. Dlatego nie trzeba planować każdej godziny. Czasem wystarczy pójść na spacer, usiąść na ławce, posłuchać ptaków albo po prostu nic nie robić. Bo to też jest część podróży – tej wewnętrznej, którą Białowieża oferuje każdemu, kto zdecyduje się na chwilę zatrzymać.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tak się zwiedza Podlasie kamperem. Jest na co popatrzeć!

Urokliwe cerkwie, ukryte w lasach Skity, kładki nad rzekami przez które aż trudno przejść, i potężne dęby, które przetrwały setki lat. Na filmie zobaczycie żubry, zajrzycie na dworzec w Białowieży, a potem zobaczycie co autorzy wyprawy przywieźli z podróży z Miejsca Mocy, które jest ciche, tajemnicze, pełne dobrej energii. Jeśli kochacie przyrodę, historię i miejsca z duszą to odcinek właśnie dla Was. Zaparzcie herbatę , usiądźcie wygodnie i ruszajcie w głąb Podlasia.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Oto dlaczego Siemianówka zabija Narew. Nawet padający deszcz nie pomaga!


Wodowskazy IMGW w miejscowości Narew – pierwszym posterunku poniżej zapory zbiornika Siemianówka – pokazały, że lustro wody opadło do 32 cm, czyli poniżej połowy historycznej średnio-niskiej wody. Tak głębokiej niżówki nie da się już tłumaczyć chwilowym brakiem opadów, bo padało intensywnie cała noc i nic to nie dało. Pokazuje to tylko słabość konstrukcji, która miała Narwę przed suszą zabezpieczać – Zbiornika Siemianówka.

Siemianówka to zbiornik płytki i rozległy. Z powierzchniowej tafli paruje przeciętnie 350–400 mm wody rocznie. Przy trzydziestu kilometrach kwadratowych lustra Siemianówka traci zatem około 12 mln m³ na samym tylko parowaniu – dwadzieścia procent rocznego zapasu użytkowego. Im bardziej zbiornik wysycha, tym mniej ma do oddania w dół rzeki i tym szybciej ucieka pozostała część. Paradoksalnie więc obiekt, który miał „wstrzymywać” powodzie i wyrównywać przepływy w suszy, sam przyspiesza odwodnienie doliny.

Po spiętrzeniu Narwi zanikły długie, łagodne wiosenne wezbrania, a letnie niżówki stały się głębsze i częstsze; osłabły również kulminacje potrzebne do okresowego zalewania łąk Narwiańskiego Parku Narodowego. Obecnie Siemianówka jest jednym z głównych czynników niszczących wielokorytowe odcinki rzeki.

Do problemów hydrologicznych dochodzi jakość wody. Nad Siemianówką, latem regularnie zakwitają w niej sinice, które produkują toksyczne mikrocytyny. Badania wykazały, że te toksyny są wykrywalne nawet 130 km poniżej zapory, pogarszając parametry Narwi.

Współczesny bilans jest więc prosty: rezerwa wody maleje przez parowanie szybciej, niż mogłaby być wykorzystana w okresach suszy. Do tego zakwity sinic pogarszają jakość wody, a co za tym idzie całe środowisko naturalne. Zbiornik nie stanowi kluczowego źródła wody pitnej. Usunięcie zapory ziemnej oznaczałoby raczej koszt rozbiórki niż jakąś wartościową infrastrukturę.

Co w zamian? Powolne spuszczenie wody, odsłonięcie dawnego koryta i pozwolenie Narwi, by odzyskała naturalną dynamikę. W miejsce jednego dużego lustra powstałaby mozaika okresowych rozlewisk, które – tak jak dawniej – gromadziłyby wodę w torfowiskach i łęgach, naturalnie regulując rzekę. W obliczu coraz cieplejszych i suchszych lat Siemianówka działa jak olbrzymie sito, przez które woda ginie zamiast służyć dolinie. Otwarcie rzeki, odbudowa drobnej retencji w dopływach i przywrócenie naturalnych progów w korycie dadzą Narwi o wiele skuteczniejszą tarczę przed suszą niż siedem kilometrów ziemnej grobli. Im szybciej odetkniemy ten korek, tym więcej wody i życia zostawimy „polskiej Amazonce” – i tym pewniej będziemy patrzeć na lato bez strachu, że rzeka znów zniknie z wodowskazów.

Partnerzy portalu:

To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem

To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem

Gdzieś na granicy Podlaskiego – tam, gdzie Bug rysuje krętą linię dzieląc Podlasie na północ i południe, rozciąga się gmina Mielnik. Kamera z lotu ptaka ukazuje falujące wzgórza, przecinane smugami porannej mgły. Tu, na Wysoczyźnie Drohickiej, natura i człowiek od wieków współistnieją w harmonii. To miejsce, które zdaje się mówić ciszej, oddychać spokojniej, żyć swoim rytmem – rytmem Bugu.

Wędrując tutejszymi szlakami, człowiek niepostrzeżenie przenosi się w przeszłość. Wzgórza, jakby wyrwane z innej epoki, skrywają tajemnice geologiczne i historyczne, a śpiew ptaków miesza się z echem dawnych opowieści. Mówi się o nich: Bieszczady Podlasia. I nie bez przyczyny – to właśnie tutaj znajdują się najwyższe wzniesienia na wschód od Warszawy, porośnięte lasami, które zajmują ponad 60 proc. powierzchni gminy. W ich cieniu ukryte są rezerwaty – „Uszeście”, „Grąd Radziwiłłowski”, „Głogi” – chroniące rzadką roślinność i dzikie ostępy Doliny Bugu.

Ale Mielnik to nie tylko raj dla przyrodników. To także teren przesycony historią, która nie zginęła w kronikach, ale wciąż żyje w kamieniach, ruinach i opowieściach. Na wzgórzu – ruiny zamku litewskich książąt, z widokiem, który zapiera dech. W cieniu cerkwi i kościołów XIX i XV wieku – mury, które przetrwały wojny, pożary i zmiany granic. A na skraju miejscowości – unikat: jedyna w Polsce czynna kopalnia kredy, otwarta dla tych, którzy chcą zajrzeć pod powierzchnię ziemi, dosłownie.

Gmina Mielnik to miejsce, które nie krzyczy – ale przyciąga. Nie oferuje hałaśliwych atrakcji, ale pozwala wsłuchać się w siebie. Dla jednych – to weekend z dala od miasta. Dla innych – wędrówka przez czas, naturę i historię. A dla wszystkich – dowód na to, że są jeszcze miejsca, gdzie można po prostu być.

Partnerzy portalu:

Magiczna Noc Kupały – święto ognia, wody i miłości

Magiczna Noc Kupały – święto ognia, wody i miłości

Noc Kupały, znana także jako Kupalnocka, to jedno z najbardziej tajemniczych i radosnych świąt słowiańskich, obchodzone w najkrótszą noc roku – z 21 na 22 czerwca. To czas przesilenia letniego, kiedy ogień, woda, zioła, kwiaty i miłość łączą się w jedną wielką celebrację życia, płodności i natury. Tradycyjnie rozpalano ogniska, wróżono z ziół, poszukiwano legendarnego kwiatu paproci, a dziewczęta puszczały na wodę wianki ze świecami, by przepowiedzieć sobie miłość. Choć współczesne obchody mają często formę festynów, to wciąż można w nich odnaleźć dawny duch wspólnoty i tajemnicy.

Tak właśnie było w Narewce, gdzie tegoroczne obchody Kupały zgromadziły tłumy mieszkańców i gości. Uroczystość rozpoczął barwny przemarsz zespołów ludowych, śpiewających kultową pieśń „Kupalinka”, a dalsza część wieczoru przyniosła mnóstwo atrakcji: koncerty, konkurs na najpiękniejszy wianek, obrzęd puszczania wianków na rzece oraz efektowne fireshow. Na scenie pojawiły się zarówno lokalne zespoły folklorystyczne, jak i gwiazdy muzyki disco polo, a muzyka, taniec i śmiech towarzyszyły uczestnikom do późnej nocy.

Podsumowując – Noc Kupały to nie tylko widowiskowe wydarzenie kulturalne, ale przede wszystkim piękne nawiązanie do naszych słowiańskich korzeni. W Narewce udało się połączyć tradycję z nowoczesną oprawą artystyczną, przyciągając zarówno starszych, jak i młodszych uczestników. Tego typu święta przypominają nam, jak ważne są wspólne przeżycia, radość z natury i siła lokalnej wspólnoty.

Partnerzy portalu:

Kolejny rok ubywa mieszkańców Białegostoku. Musimy dotrwać do końca kadencji Truskolaskiego.

Kolejny rok ubywa mieszkańców Białegostoku. Musimy dotrwać do końca kadencji Truskolaskiego.

Kolejny rok z rzędu ubyło mieszkańców w Białymstoku. Najnowsze dane mówią, że w stolicy Podlaskiego żyje jest już 1300 osób mniej niż wcześniej. Smutne jest, że prezydent miasta Tadeusz Truskolaski zamiast cokolwiek z tym robić, woli wypierać swoją fatalną politykę. Na szczęście niewiele wskazuje, by fatalny włodarz rządził miastem w kolejnej kadencji, bo nadal w mocy jest ustawa o dwóch kadencjach w samorządzie, która w 2028 roku rozgoni na cztery wiary wszystkich tych, którzy niczym Aleksandr Łukaszenka trzymają swój stołek wójta, burmistrza, prezydenta od lat i już dawno bez kontaktu z rzeczywistością zarządzają lokalną ojczyzną.

Można argumentować, że jakby ktoś byłby zły, to ludzie by go nie wybierali. Prawda jest taka, że ludzie już zagłosowali – wyprowadzając się z Białegostoku do innych miast w Polsce lub za granicą. Poza tym ostatnie wybory samorządowe pokazały jak wysoki elektorat negatywny ma obecny prezydent miasta, który zaczynał jako bezpartyjny fachowiec.

Tymczasem jak czytamy w Radiu Białystok, Tadeusz Truskolaski wyjaśnia, że obecna liczba mieszkańców nie jest pełna, bo jest jeszcze kilkanaście tysięcy osób niezameldowanych – jak chociażby studenci. To prawda, tak samo można oszacować kolejne tyle z grupy na Facebooku, która dotyczy osób rosyjskojęzycznych żyjących w Białymstoku. Tylko warto przypomnieć, że te wszystkie osoby nie płacą w Białymstoku podatków.

Nie można powiedzieć, by też wydawały tu jakieś duże pieniądze na konsumpcję. Zarobki w mieście są fatalne, ceny ogromne. Wystarczy pojechać chociażby na Śląsk by zobaczyć jak stolica Podlaskiego skubie ze wszystkich pieniądze w handlu i usługach. Można też porównać zarobki z innymi regionami.

Gdyby Truskolaski to zrobił, to by zszedł na ziemię. Czy by coś się zmieniło? Raczej nie. Ten człowiek miał już swoje szanse, zmarnował je skupiając się wyłącznie na trzech sprawach – remontach dróg, betonowaniu wszystkich przestrzeni jakie tylko się da zabetonować oraz biernemu przyglądaniu się jak deweloperzy zniszczyli całkowicie dawną, piękną przestrzeń miasta.

Partnerzy portalu:

Siemianówka do natychmiastowej likwidacji! Pogrzeb Narwi już się zaczął.

Siemianówka do natychmiastowej likwidacji! Pogrzeb Narwi już się zaczął.

W Nowogrodzie wodowskaz na Narwi wskazuje zaledwie jeden centymetr. To nie błąd pomiarowy, lecz ponury symbol katastrofy hydrologicznej, która rozgrywa się na naszych oczach. Rzeka, która niegdyś płynęła szeroko i głęboko przez północno-wschodnią Polskę, dziś miejscami przypomina błotnistą strugę.

Mimo alarmów, problem nadal jest ignorowany przez decydentów. Siemianówką formalnie zarządzają Wody Polskie. Patoinstytucja, o której w zasadzie nie da się powiedzieć nic dobrego. Odkąd odebrano samorządom zarządzanie rzekami i zbiornikami wodnymi, a następnie przekazano to w ręce instytucji centralnej jest tylko gorzej. Tak jak za komuny – nic co centralne nie działało prawidłowo – tak samo i teraz.

Wody Polskie to instytucja niewydolna, scentralizowana i oderwana od realnych potrzeb lokalnych społeczności. Zamiast szybkich decyzji i reagowania na kryzysy, mamy do czynienia z biurokracją. To pokazuje, jak chybiona była reforma odbierająca samorządom kompetencje związane z wodami. To właśnie gminy i powiaty – znające lokalne uwarunkowania i potrzeby – powinny znów decydować o tym, jak zarządzać rzekami i zbiornikami.

I chociaż gmina Michałowo inwestuje w Siemianówkę i zachęca do plażowania w tej brudnej płytkiej kałuży, to kompetencje do jej likwidacji mają wspomniane Wody Polskie. Dlatego trzeba jak najmocniej naciskać na lokalnych parlamentarzystów, by zatrzymali pogrzeb Narwi, i by w trybie natychmiastowym spuszczono całą wodę z Siemianówki, a następnie rozpoczęto prace nad przywracaniem naturalnego koryta Narwi na całej jej długości.

Zalew Siemianówka powstał w latach 70. i 80. XX wieku. Czyli w PRL. W efekcie zatopiono kilka wsi, przesiedlono setki rodzin, zbudowano zaporę i stworzono orgomny zbiornik. Zalew zatrzymuje ogromne ilości wody, które wcześniej zasilały Narew na całej jej długości. W okresach suszy, gdy każda kropla wody jest na wagę złota, zbiornik pełni rolę hydrologicznego wampira – pobiera, ale nie oddaje.

Dolny bieg rzeki, pozbawiony regularnych zrzutów, wysycha. Giną ryby, zanika bioróżnorodność, ptaki tracą siedliska. Tymczasem Zalew Siemianówka sam staje się problemem: płytki, przegrzany, pełen sinic, coraz mniej przydatny zarówno dla przyrody, jak i dla człowieka. Nie pomogą doraźne działania. Nie wystarczy regulacja zrzutów, bo sam mechanizm zbiornika jest sprzeczny z naturalną dynamiką rzeki.

Próby ratowania Narwi przy jednoczesnym utrzymywaniu Zalewu to leczenie nowotworu plastrem. Jedynym realnym rozwiązaniem jest całkowite opróżnienie zbiornika, rozbiórka zapory i renaturyzacja górnego biegu Narwi. To proces trudny, kosztowny i czasochłonny – ale konieczny. Tylko przywracając rzece jej naturalny bieg i rytm, możemy zatrzymać postępującą degradację.

Współczesna polityka wodna nie może dłużej opierać się na logice lat 70. Czasy się zmieniły, klimat się zmienił, a nasze rzeki – jak Narew – nie są już zasobem do eksploatacji, lecz dobrem do ocalenia. Historia zalewu Siemianówka powinna stać się przestrogą: każde sztuczne spiętrzenie ma swoją cenę. I dziś właśnie tę cenę płacimy – wyschniętą Narwią. Jeśli chcemy znów zobaczyć rzekę, a nie koryto bez życia, czas działać. Innej drogi nie ma.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu trwają srebrzyste noce. To spektakl nieba, który trudno zapomnieć.

Nocne niebo nad Podlasiem przypomina sen na granicy jawy i bajki. Jakby ktoś rozlał srebro po granatowym płótnie nocy, tworząc eteryczne wstęgi, które tańczą cicho nad polami, lasami i jeziorami. To nie zorza, nie chmury burzowe. To coś rzadszego, bardziej ulotnego. Srebrzyste obłoki – zjawisko, które wygląda, jakby światło księżyca malowało mgły na samym progu kosmosu.

W letnie noce, gdy dzień ustępuje powoli chłodniejszemu powiewowi, a zachód nie do końca znika za horyzontem, niebo zaczyna grać swój cichy koncert. To właśnie wtedy, przez kilka tygodni w czerwcu i lipcu, pojawiają się obłoki srebrzyste – najprawdopodobniej najwyższe chmury, jakie można zobaczyć z Ziemi. Unoszą się aż 85 kilometrów nad naszymi głowami – tam, gdzie atmosfera prawie się kończy, a kosmos zaczyna.

Ich powstanie to mała magia fizyki: powstają z drobinek lodu, które osiadają na mikrocząstkach – czasem pochodzących z kosmicznego pyłu. Gdy Słońce chowa się głęboko za horyzontem, jego światło nadal dosięga tych wysokich warstw atmosfery, podświetlając obłoki od spodu. Wtedy zaczynają świecić – nie jasno jak latarnia, ale chłodnym, lśniącym światłem, przypominającym mgłę przemienioną w światło księżyca.

To zjawisko najbardziej widoczne jest właśnie na północy Polski, a Podlasie to jeden z najlepszych punktów obserwacyjnych. Mało sztucznego światła, szerokie niebo, rozległe pola, jeziora i bagna – wszystko to sprawia, że nocą możesz poczuć się jak obserwator z innej planety.

Nie potrzebujesz teleskopu ani specjalistycznej wiedzy. Wystarczy Ci spokojny wieczór. Wybierz się nad jezioro – na przykład do Rajgrodu albo Augustowa. Usiądź na pomoście, weź koc, termos z herbatą i po prostu patrz. Najlepiej między godziną 22 a 1 w nocy – wtedy srebrzyste obłoki są najjaśniejsze i najbardziej widowiskowe.

Możesz też pojechać na polną drogę pod Supraślem albo usiąść na wieży widokowej w Narwiańskim Parku Narodowym – tam, gdzie nic nie zakłóca ciemności i gdzie niebo jest tak czyste, jakby czekało tylko na to, byś spojrzał lub spojrzała w górę. Obłoki srebrzyste widać także z balkonów w centrum Białegostoku, ale im więcej światła tym mniej gwiazd na niebie. A tylko połączenie obłoków z gwiazdami daje pełen, cudowny obraz.

Nie potrzebujesz aparatu – choć zdjęcia wychodzą magiczne – wystarczy chwila zachwytu, odrobina ciszy i gotowość, by znów poczuć się małym wobec wszechświata. Bo właśnie w takich momentach – kiedy srebro płynie po niebie – Podlasie pokazuje swoje najcichsze, a zarazem najbardziej kosmiczne oblicze.

Partnerzy portalu:

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.
Granica Polski i Litwy. fot Darek Sołtysiński / Wikipedia

Kolejny cios w Podlaskie. Kontrole na granicy z Litwą to tragedia dla regionu.

Od 7 lipca 2025 r. Polska czasowo przywraca kontrole graniczne zarówno na granicy z Niemcami, jak i z Litwą. Ten drugi przypadek będzie szczególnie bolesny dla województwa podlaskiego. Decyzję ogłosił premier Donald Tusk podczas posiedzenia Rady Ministrów 1 lipca, podkreślając, że jest ona odpowiedzią na rosnącą presję migracyjną z Białorusi, Litwy i Łotwy. Kontrole mają zostać wprowadzone „z poszanowaniem interesów obywateli” i mają na celu „zminimalizowanie niekontrolowanych przepływów migrantów”. Tyle w teorii.

Służby – w tym Straż Graniczna, Wojska Obrony Terytorialnej i Policja – już prowadzą przygotowania logistyczne do uruchomienia punktów kontrolnych i mobilnych patroli. Kontrole będą wyrywkowe i dotyczyć będą zarówno przejść granicznych, jak i tzw. „zielonej granicy”.

Dla województwa podlaskiego, które latem liczy na gości z Litwy, to tragiczna informacja. Szczególnie, że Podlaskie miejsca turystyczne były zamknięte podczas pandemii, a potem gdy wybuchła wojna na Ukrainie, wielu turystów wystraszyło się odpoczynku w regionie przy granicy z zaangażowaną w konflikt Białorusią. Następny cios w Podlaskie nastąpił, gdy wybuchł kryzys migracyjny i znów ograniczono dostęp do turystyki ze względu na stan wyjątkowy i późniejszą budowę zapory.

Region od lat buduje swoją markę jako miejsce wypoczynku blisko natury, atrakcyjne dla zagranicznych turystów szukających spokoju, autentyczności i unikalnych krajobrazów. Litwini chętnie odwiedzają Augustów, Suwalszczyznę, Biebrzański Park Narodowy czy Puszczę Białowieską. Wprowadzenie kontroli może jednak znacząco ograniczyć ten ruch – już sama zapowiedź możliwych opóźnień czy dodatkowych formalności potrafi skutecznie zniechęcić turystów do podróży.

W sezonie letnim, kiedy każda rezerwacja ma znaczenie, nawet kilkuprocentowy spadek liczby gości może przełożyć się na konkretne straty finansowe. Branża turystyczna, w tym właściciele pensjonatów, restauratorzy czy organizatorzy spływów kajakowych, stoi przed realnym ryzykiem słabszego sezonu. Co więcej, powrót do kontroli może osłabić budowane przez lata poczucie swobody podróżowania, które było jednym z filarów popularności Podlasia wśród sąsiadów z północy.

Choć rząd zapewnia, że działania są tymczasowe i podyktowane bezpieczeństwem, ich konsekwencje mogą sięgnąć znacznie dalej, niż granica, na której staną posterunki. W regionie, który żyje z turystyki i współpracy transgranicznej, nawet chwilowe zamieszanie może mieć długofalowe skutki.

Partnerzy portalu:

Mońki i okolice na lato. Co tam warto zwiedzać?
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Mońki i okolice na lato. Co tam warto zwiedzać?

Mońki to spokojne, położone wśród zielonych pól i lasów miasto w województwie podlaskim, które stanowi idealne miejsce na rodzinny wypoczynek z dala od zgiełku dużych miast. Otoczone piękną przyrodą i bogate w ciekawe miejsca, stanowi znakomitą bazę wypadową do atrakcyjnych miejsc w regionie. Jeśli planujecie wypoczynek z dziećmi na łonie przyrody i nie chcecie całkowicie odcinać się od podstawowych usług typu stacja benzyna czy apteka, znajdziecie tu szereg interesujących aktywności, które sprawią radość zarówno młodszym, jak i starszym członkom rodziny.

Gdy zapragniecie aktywności na świeżym powietrzu, koniecznie odwiedźcie Biebrzański Park Narodowy, oddalony od Moniek zaledwie o kilkanaście kilometrów. To jeden z największych parków narodowych w Polsce, słynący z unikalnych ekosystemów bagiennych i różnorodnych gatunków ptaków. Dla rodzin z dziećmi szczególnie atrakcyjne będą ścieżki edukacyjne, które poprowadzą Was przez tereny mokradeł i lasów, jednocześnie umożliwiając poznanie niezwykłej fauny i flory regionu. Kto wie może napotkacie nawet łosia?

Warto również wyruszyć z Moniek do niedaleko położonej Twierdzy Osowiec, znanej z fascynującej historii wojskowej. Twierdza oferuje zwiedzanie z przewodnikiem, który opowiada historie pełne emocji, a także ciekawostek o życiu codziennym żołnierzy. Dzieci mogą zobaczyć prawdziwe bunkry, działa i fortyfikacje, które rozbudzają ich wyobraźnię i zachęcają do odkrywania historii. To wyjątkowa lekcja historii na świeżym powietrzu, dostosowana do każdego wieku.

Region Moniek i jego okolic to miejsce, w którym rodziny z dziećmi znajdą dla siebie wiele atrakcji o różnorodnym charakterze. Niezależnie od tego, czy planujecie weekendowy wypad, czy dłuższy wakacyjny pobyt – Mońki i ich okolice zdecydowanie mają czym Was pozytywnie zaskoczyć.

Partnerzy portalu:

Letnia oferta PKS Nova – nowości, zniżki i wygodne połączenia na wakacje

Letnia oferta PKS Nova – nowości, zniżki i wygodne połączenia na wakacje

Bilety bez limitu, darmowe przejazdy dla dzieci, wygodne kursy nad morze oraz nowoczesne rozwiązania dla turystów i mieszkańców regionu – tak prezentuje się wakacyjna oferta PKS Nova. Latem podróże mają być łatwiejsze, tańsze i dostępne dla każdego. PKS Nova stawia w tym sezonie na praktyczne promocje. Letnia oferta pozwala mieszkańcom i turystom planować codzienne dojazdy, rodzinne wypady i weekendowe wycieczki w elastyczny, wygodny i przystępny cenowo sposób.

Najciekawszą propozycją jest bilet OPEN. Czyli miesięczny bilet na nieograniczone przejazdy dla uczniów i studentów. Za 197 zł można korzystać ze wszystkich linii PKS Nova – także dalekobieżnych – bez limitu i bez ograniczeń tras. W cenie zawarte są m.in. połączenia do Gdańska z Białegostoku czy Suwałk. Inaczej mówiąc za 197 zł można zjeździć całą Polskę!

PKS Nova wspiera rodzinne podróże, oferując promocję 2+2. Wystarczy, że dwie osoby dorosłe kupią bilety, a jedno lub dwoje dzieci do 16. roku życia pojedzie z nimi bezpłatnie. Promocja obowiązuje na trasach prowadzących do najciekawszych zakątków województwa: Augustowa, Białowieży czy Tykocina. To idealna okazja na wspólną jednodniową wycieczkę – bez nadwyrężania domowego budżetu. Bilety będą dostępne od 1 lipca w kasach na dworcach oraz u kierowców.

Osoby korzystające z biletów miesięcznych nie zostają pominięte. Każdy pasażer, który zakupi bilety miesięczne na lipiec i sierpień, otrzyma wrześniowy bilet z 35 proc. zniżką. To ukłon w stronę pasażerów, którzy również latem pozostają aktywni zawodowo.

Z myślą o urlopowiczach, PKS Nova uruchomiła wygodne połączenia do Gdańska. Autobusy kursują: z Suwałk przez Giżycko, Mrągowo, Olsztyn i Elbląg, a także z Białegostoku przez Łomżę, Ostrołękę, Olsztyn i Elbląg.

Wakacyjną nowością jest również „Turystyczna Ósemka” – specjalna linia autobusowa łącząca Białystok z najciekawszymi atrakcjami regionu. Autobus kursuje codziennie do 31 sierpnia, wykonując trzy kursy (08:30, 11:00, 16:00). Na trasie znalazły się m.in. Tykocin, Kurowo, Choroszcz, Supraśl, Wasilków i Kopna Góra. Bilet dzienny za 8 zł pozwala na nielimitowane przejazdy w ciągu jednego dnia i dowolne wsiadanie/wysiadanie na trasie.

Dodatkowo, w niedziele o 11:00, podczas drugiego kursu, pasażerowie mogą skorzystać z bezpłatnego oprowadzania przez przewodnika PTTK, który opowiada o lokalnych atrakcjach i historii regionu.

Kolejna wakacyjna nowość to trasa Hajnówka – Białowieża, która pozwala na wygodne połączenie z siecią kolejową z miast takich jak Warszawa, Trójmiasto, Białystok, Olsztyn, Ełk czy Siedlce.
Po przyjeździe pociągiem do Hajnówki, bus podjeżdża w pobliże dworca i odwozi pasażera pod wskazany adres w Białowieży lub okolicach. Trasa działa w obie strony – również z Białowieży do Hajnówki, z możliwością dalszej podróży pociągiem.

Aby zamówić przejazd, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki na stronie www.pksnova.pl i podać datę oraz trasę podróży. Po zakupie biletu, dzień przed wyjazdem pasażer otrzyma SMS z potwierdzeniem godziny i szczegółami przejazdu. Bilet kosztuje 20 zł. Usługa jest dostępna do 31 sierpnia 2025 roku. Bilety można kupić online, przez infolinię oraz w stacjonarnych punktach sprzedaży. Zakup u kierowcy nie jest możliwy – rezerwacji należy dokonać najpóźniej dzień przed podróżą.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jeden dzień w Sokółce. Co warto tu zobaczyć?

Sokółka to miejsce, które na mapie Polski mogłoby wydawać się jednym z wielu małych, prowincjonalnych miasteczek. Ale jeśli dać jej jeden dzień i spojrzeć uważnie, okaże się, że ma w sobie coś z duszy pogranicza – trochę wschodu, trochę zachodu, coś głęboko duchowego, a zarazem zaskakująco codziennego. W Sokółce nic nie jest spektakularne na pierwszy rzut oka. Ale może właśnie w tym tkwi jej urok.

Dzień warto zacząć wcześnie, najlepiej o poranku, kiedy powietrze nad pobliskim zalewem Sokólskim jest jeszcze chłodne i pachnie wilgotną trawą. To miejsce, choć technicznie sztuczne, ma swoją dziką poetykę. Często można tu spotkać wędkarzy i biegaczy, a niekiedy nawet miejscowych starszych panów, którzy w ciszy obserwują taflę wody, jakby czekali na coś więcej niż tylko branie ryby. W ciepłe miesiące zalew przyciąga też plażowiczów i rodziny z dziećmi – ale z rana jest spokojnie, niemal intymnie. To dobre miejsce, by na chwilę się zatrzymać i poczuć, że zaczynasz dzień w rytmie zupełnie innym niż ten znany z dużych miast.

Z nad zalewu warto ruszyć pieszo do centrum. Droga nie jest długa, ale pozwala przejść przez Sokółkę tak, jak robią to jej mieszkańcy – bez pośpiechu. Serce miasta to Rynek – nieco klasyczny, nieco z czasów PRL, z fontanną, ławkami i urzędami. Tutaj widać codzienność Sokółki: dzieci idące do szkoły, starsze panie z siatkami na zakupy, kierowców czekających na światłach. Choć może nie wygląda jak miejsce turystyczne, to właśnie tutaj można poczuć prawdziwy puls tego miasteczka.

Jednym z najbardziej symbolicznych punktów na mapie Sokółki jest kościół pw. św. Antoniego Padewskiego. To nie tylko główny kościół w mieście, ale także miejsce, które przyciąga pielgrzymów – zwłaszcza po wydarzeniach z 2008 roku, kiedy doszło tu do zdarzenia uznanego przez wielu za cud eucharystyczny. Niezależnie od osobistych przekonań religijnych, warto wejść do środka choć na chwilę – dla spokoju, dla architektury, dla zrozumienia, jak ważne miejsce w życiu społeczności może odgrywać świątynia.

Jeśli pogoda dopisuje, dobrze jest pojechać w kierunku cmentarza tatarskiego w Bohonikach – jednej z najciekawszych i najbardziej unikatowych atrakcji w okolicach Sokółki. To zaledwie kilka kilometrów od miasta, ale można tam dotrzeć rowerem, a nawet pieszo, jeśli ktoś ma więcej czasu i ochoty na spacer.

Bohoniki są maleńką wsią, ale w ich centrum znajduje się meczet i mizar – świadectwo obecności polskich Tatarów, którzy osiedlili się tu kilka wieków temu. Miejsce to emanuje spokojem i prostotą, która działa bardziej niż niejedna wystawna katedra czy zamkowe muzeum. Podobnie rzecz ma się w Kruszynianach, które są bardziej „sławne”.

Jeśli dzień zbliża się ku końcowi, warto wrócić na chwilę nad zalew albo wejść na niewielkie wzniesienia w okolicach miasta i spojrzeć na Sokółkę z góry. Wieczorne światła, powolny ruch samochodów i spokojny rytm życia tworzą atmosferę zamknięcia klamry dnia. To nie jest miejsce, które konkuruje z Gdańskiem, Zakopanem czy Wrocławiem. Ale to też nie jest miejsce, które udaje coś, czym nie jest.

W Sokółce wszystko ma swój czas, swój rytm i swoje znaczenie. Jeden dzień wystarczy, by zobaczyć jej kontury. Ale to, co najważniejsze, zostaje na dłużej – wrażenie, że gdzieś na wschodzie Polski, tuż przy granicy kultur i religii, toczy się życie, które wciąż potrafi być proste, głębokie i piękne w swojej zwyczajności.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Suwałki na wakacje. Idealny kierunek dla poszukiwaczy ciszy i natury.

Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się spojrzeć na mapę Polski i zastanowić, co kryje się na jej północno-wschodnich krańcach, to odpowiedź często brzmi: spokój, zieleń i przestrzeń. Suwałki, położone z dala od wielkich metropolii, w regionie o nieco surowszym klimacie, skrywają w sobie coś więcej niż tylko cień dawnej historii. To jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie turystyka wciąż może być doświadczeniem osobistym – bez tłumów, kolejek i wszechobecnych reklam. Weekend w Suwałkach to podróż w powolnym rytmie, w którym równie ważne jak zabytki, są zapach łąki o poranku, dźwięk wiatru nad jeziorem i echo kroków na leśnych ścieżkach.

Z pozoru zwyczajne miasto – Suwałki nie krzyczą do turysty. Nie mają monumentalnych zamków, zatłoczonych deptaków ani kolejek linowych. Mają za to coś znacznie bardziej cennego – autentyczność. Centrum Suwałk to przestrzeń, w której życie toczy się powoli. Pięknie odnowiony park Konstytucji 3 Maja, klasycystyczne kamienice przy ulicy Kościuszki i nieliczne, ale klimatyczne kawiarnie tworzą atmosferę miasta, które nie musi niczego udowadniać. To dobre miejsce na rozpoczęcie weekendu z kawą i spacerem.

Kiedy jednak opuści się centrum miasta i wyruszy choćby kilka kilometrów za jego granice, zaczyna się prawdziwa przygoda. Suwalszczyzna, jako jedna z najbardziej malowniczych części Podlasia, to region pełen kontrastów – wzgórza przeplatają się z jeziorami, pola z lasami, a doliny z morenowymi pagórkami, które przypominają o lodowcowej przeszłości tych ziem. Tu właśnie zaczyna się to, co wielu nazywa „ciszą północnego wschodu”. To nie tylko brak hałasu i miejskiego zgiełku, ale coś znacznie głębszego – poczucie przestrzeni, oddalenia od codzienności, jakby czas nieco się tutaj zatrzymał.

Najlepszym miejscem, by to zrozumieć, jest Suwalski Park Krajobrazowy. Położony zaledwie kilkanaście kilometrów na północ od Suwałk, rozciąga się wzdłuż granicy z Litwą i oferuje krajobrazy, które zapadają w pamięć na długo. Jezioro Hańcza, najgłębsze w Polsce, o krystalicznie czystej wodzie, potężne głazy narzutowe porozrzucane po łąkach, strome wzgórza i drewniane wioski, gdzie czas płynie tak, jak kiedyś. To przestrzeń, gdzie najlepiej poruszać się pieszo lub na rowerze, zanurzając się w rytm natury. Szlaki nie są trudne, ale widoki – zwłaszcza przy dobrej pogodzie – potrafią oczarować nawet najbardziej wymagających turystów.

Drugim magicznym miejscem, do którego warto się udać, jest klasztor kamedułów nad jeziorem Wigry. Droga prowadzi przez Wigierski Park Narodowy, równie piękny, choć nieco bardziej dziki niż jego krajobrazowy odpowiednik. Jezioro Wigry to ogromna tafla wody otoczona lasami i trzcinowiskami, na której często można dostrzec żaglówki, kajaki lub zupełną ciszę. Nad jego brzegiem, na niewielkim półwyspie, wznosi się zespół pokamedulski – monumentalny, ale prosty w wyrazie.

Weekend w Suwałkach nie musi być intensywny, by był wartościowy. Wręcz przeciwnie – jego siłą jest spokój. Wizyta tutaj pozwala oderwać się od codzienności, złapać dystans i odetchnąć świeżym powietrzem. To propozycja dla tych, którzy cenią prawdziwy kontakt z naturą, historią i samym sobą. Suwalszczyzna nie narzuca się turystom, ale jeśli ktoś da jej szansę, potrafi nagrodzić go wyjątkowymi przeżyciami.

Dla wielu odwiedzających to właśnie tutaj, w tej nieco zapomnianej części Polski, odnajduje się to, czego tak często brakuje w codziennym życiu – ciszę, przestrzeń i czas. I choć weekend to niewiele, w Suwałkach wystarczy, by poczuć coś więcej niż tylko zmianę miejsca – poczuć prawdziwy wypoczynek.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

To doskonała alternatywa dla Augustowa. Jest tu równie pięknie!

Na północno-wschodnim krańcu Polski, tuż przy granicy z Litwą, znajduje się małe, niepozorne miasteczko, które zaskakuje każdego, kto zdecyduje się tu zajrzeć. Sejny to nie tylko punkt na mapie, ale także brama do jednego z najbardziej dziewiczych regionów naszego kraju. To miejsce, gdzie natura wciąż mówi głośniej niż człowiek, a krajobraz nie został przycięty pod sznurek masowej turystyki.

Sejny to zaledwie kilkutysięczne miasto, ale jego położenie czyni z niego idealną bazę wypadową do eksploracji okolicznej przyrody. Tutejsze tereny są częścią Zielonych Płuc Polski – obszaru o wyjątkowo czystym powietrzu, bogatej faunie i florze oraz stosunkowo niewielkim zaludnieniu. Choć niedaleko stąd do bardziej znanych miejsc, takich jak Wigierski Park Narodowy czy Suwałki, to Sejneńszczyzna wciąż pozostaje nieodkryta i właśnie to nadaje jej szczególnego uroku.

Jednym z najbardziej malowniczych miejsc w okolicy jest jezioro Gaładuś. Rozciąga się leniwie na granicy polsko-litewskiej, a jego wody są tak przejrzyste, że można dostrzec dno nawet kilka metrów w głąb. Brzegi Gaładusi nie są zabudowane, nie ma tu hałaśliwych plaż czy wielkich kurortów. Zamiast tego można usiąść na pomoście starego gospodarstwa agroturystycznego, wsłuchiwać się w odgłosy trzcin i obserwować łabędzie przepływające tuż obok. W okolicznych wsiach – takich jak Berżniki czy Krasnogruda – czas płynie inaczej. Właściwie można odnieść wrażenie, że się zatrzymał.

W Krasnogrudzie znajduje się dworek, który kiedyś należał do rodziny poety Czesława Miłosza. Dziś działa tam Międzynarodowe Centrum Dialogu – miejsce spotkań artystów, myślicieli i ludzi poszukujących głębszego kontaktu z kulturą i naturą. Ale nawet bez uczestnictwa w warsztatach czy wystawach, warto po prostu przejść się tamtejszym parkiem. O każdej porze roku ukazuje inne oblicze – od mglistych, melancholijnych poranków jesienią, po soczystą zieleń lata, przerywaną jedynie dźwiękami świerszczy i cykad.

Kolejnym punktem na mapie natury Sejneńszczyzny jest rzeka Marycha. To nieduży, ale wyjątkowo malowniczy ciek wodny, który świetnie nadaje się na spokojne spływy kajakowe. W przeciwieństwie do bardziej popularnych szlaków kajakowych regionu, Marycha oferuje ciszę i samotność. Płynie przez lasy, pola i niewielkie wioski, gdzie jeszcze można zobaczyć drewniane płoty, przydrożne krzyże i stare, pokryte gontem chaty. To wyprawa, która zbliża do natury, ale i do przeszłości – tej codziennej, nieopisanej w podręcznikach.

Jeśli ktoś ma ochotę na piesze wędrówki, okolice Sejn pełne są leśnych duktów, które nie są oznaczone na turystycznych mapach, ale właśnie dzięki temu kryją w sobie coś z tajemnicy. Wystarczy kilka kroków w głąb lasu, by znaleźć się w świecie porośniętym mchem, pachnącym żywicą i pełnym głosów ptaków. To idealna przestrzeń na długie, niespieszne spacery, które nie wymagają planu – wystarczy iść przed siebie (oczywiście z ostrożnością, by się nie zgubić!)

Nie można nie wspomnieć o jeziorze Płaskim, które widzieliście na filmie na początku. To prawdziwy cud natury. Okrągłe niczym jajo, błękitne niczym niebo. Idealne do spędzenia całego dnia.

Weekend w Sejnach i ich okolicach to nie jest czas na zdobywanie atrakcji, odhaczanie punktów z przewodnika czy pospieszne robienie zdjęć. To raczej zaproszenie do zatrzymania się, do wsłuchania się w siebie i w świat, który tu – w tej spokojnej części Polski – trwa tak, jakby zapomniał o pośpiechu. To miejsce dla tych, którzy szukają autentyczności – nie tej pokazanej na billboardach, ale tej cichej, ukrytej między zbożem a jeziorem, między drzewem a starą drogą.

Sejneńszczyzna nie potrzebuje wielkich kampanii, by zachwycić. Potrzebuje tylko jednej rzeczy – Twojej obecności. Resztę zrobi sama.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kanał Augustowski czeka na zwiedzających. To prawdziwa perełka w regionie!

Zbliżając się do północno-wschodniej części Polski, na malowniczym Pojezierzu Augustowskim, nie sposób przeoczyć jeden z najbardziej niezwykłych obiektów inżynieryjnych w Europie – Kanał Augustowski. Choć na pierwszy rzut oka to jedynie wąska wstęga wody wijąca się wśród lasów i łąk, w rzeczywistości jest ona świadkiem niezwykłej historii, łączącej przeszłość i teraźniejszość regionu.

Kanał Augustowski powstał na początku XIX wieku, jako reakcja na skomplikowaną sytuację polityczną tamtych czasów. Gdy Prusy narzuciły wysokie opłaty celne na transport towarów do Bałtyku przez swoje terytorium, Królestwo Polskie postanowiło stworzyć alternatywną drogę handlową, która omijałaby pruskie obszary. W ten sposób narodził się pomysł budowy kanału wodnego łączącego Wisłę z Niemnem, mającego umożliwić transport towarów do Bałtyku przez Kłajpedę.

Budowa tego imponującego projektu rozpoczęła się w 1824 roku, a głównym inżynierem przedsięwzięcia został Ignacy Prądzyński, oficer wojsk inżynieryjnych i utalentowany konstruktor. Prace trwały ponad piętnaście lat, a kanał oficjalnie oddano do użytku w 1839 roku. Ostatecznie jego długość wyniosła ponad 100 kilometrów, z czego około 80 kilometrów znajduje się na terytorium Polski, a reszta na terenie dzisiejszej Białorusi.

Kanał Augustowski składa się z kilkunastu śluz, które umożliwiają pokonanie różnic poziomów wody. Każda z tych śluz stanowi unikalny zabytek techniki, a ich konstrukcja do dziś robi ogromne wrażenie. Wśród najbardziej znanych są Śluza Przewięź, Śluza Gorczyca czy słynna Śluza Paniewo, która jest dwukomorowa i pozwala na największą różnicę poziomów wody na całym kanale – ponad 6 metrów.

Warto wiedzieć, że kanał nigdy nie spełnił do końca swojej pierwotnej funkcji gospodarczej. Z czasem okazało się, że rozwój kolei żelaznych i zmieniająca się sytuacja polityczna odebrały mu znaczenie handlowe. Jednak to, co nie udało się pod względem gospodarczym, przyniosło ogromne korzyści turystyczne. Współcześnie Kanał Augustowski jest jednym z najważniejszych symboli regionu, miejscem, które odwiedzają tysiące turystów każdego roku. Na całej długości kanału kursują statki wycieczkowe, kajaki i rowery wodne, dzięki czemu każdy może doświadczyć bliskości natury i historii jednocześnie.

Podczas podróży statkiem po kanale, otoczenie zmienia się niemal jak w kalejdoskopie. Przepływając obok gęstych, tajemniczych lasów Puszczy Augustowskiej, poprzez rozległe łąki, aż po malownicze, niewielkie wsie i miejscowości, ma się wrażenie, jakby czas płynął tutaj zupełnie inaczej – spokojniej, bez pośpiechu. Jest to miejsce, które pozwala zwolnić tempo, zatrzymać się i nacieszyć pięknem świata.

Dla tych, którzy cenią aktywny wypoczynek, Kanał Augustowski oferuje liczne szlaki kajakowe. Jeden z najpopularniejszych odcinków prowadzi od Augustowa przez Jezioro Necko i Białe aż do śluzy Gorczyca. Kajaki można wypożyczyć niemal w każdej miejscowości wzdłuż trasy, a niezwykle malownicze odcinki przyciągają zarówno doświadczonych wodniaków, jak i osoby, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z kajakarstwem.

Kanał Augustowski jest również częścią szlaków pieszych i rowerowych. Po jego brzegach biegną liczne trasy, z których korzystają miłośnicy dwóch kółek i pieszych wędrówek. Jednym z ciekawszych pomysłów na weekendową wycieczkę może być przemierzenie szlaku rowerowego, który wiedzie wzdłuż kanału aż do granicy polsko-białoruskiej.

Przez lata Kanał Augustowski przeszedł również liczne prace konserwatorskie, dzięki którym został zachowany w świetnym stanie technicznym. Dziś wpisany jest na listę pomników historii i stanowi nieodłączny element kulturowego dziedzictwa regionu.

Dla wszystkich, którzy odwiedzają Podlasie, Kanał Augustowski to obowiązkowy punkt na mapie turystycznej. To nie tylko niezwykłe dzieło techniki, ale przede wszystkim piękny szlak wodny, który pozwala zanurzyć się w historii i przyrodzie jednego z najbardziej urokliwych regionów Polski. Bez względu na to, czy zwiedzamy go z pokładu statku, z kajaka, roweru czy pieszo, zawsze będzie on niezwykłą podróżą przez czas i przestrzeń, łączącą historię z żywą naturą.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Największa gwiazda Podlasia ma dziś urodziny. 100 lat Panie Zenku!

Gdyby ktoś kiedyś powiedział, że chłopak z małej wsi na Podlasiu stanie się ikoną polskiej muzyki tanecznej, zapewne nie wszyscy by uwierzyli. A jednak – historia Zenka Martyniuka to gotowy scenariusz na film (który zresztą powstał), ale przede wszystkim to prawdziwa opowieść o pasji, determinacji i niezwykłej sile muzyki.

Z Podlasia na sceny całej Polski

Zenek Martyniuk urodził się 23 czerwca 1969 roku w Gredelach, w rodzinie, w której śpiew i muzyka były obecne od zawsze. Babcia Nina i wuj Mikołaj przekazali mu pierwsze muzyczne lekcje. Już jako dziecko występował na szkolnych akademiach, a z czasem – coraz śmielej – na lokalnych imprezach i weselach. Jeszcze przed ukończeniem liceum grał z różnymi zespołami i trenował piłkę nożną, ale to muzyka od początku była jego prawdziwą drogą.

W 1989 roku, wraz z Mariuszem Anikiejem, założył zespół Akcent. Nazwa okazała się prorocza – wkrótce Zenek postawił swój akcent na mapie polskiej sceny muzycznej, którego nikt nie mógł zignorować.

Hity, które nuci cała Polska

Z Akcentem wydał kilkanaście albumów i stworzył hity, które weszły do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej. „Moja gwiazda”, „Królowa nocy”, „Przekorny los”, „Pragnienie miłości” – i oczywiście „Przez twe oczy zielone”. Ten ostatni utwór stał się prawdziwym fenomenem. Ale Zenek to nie tylko muzyka. To także występy w programach telewizyjnych, udział w filmach, benefisy, koncerty na Sylwestra i podczas największych festiwali. W 2020 roku powstał film biograficzny „Zenek”. Jego bohater zagrał również samego siebie w produkcjach takich jak „Miszmasz, czyli Kogel-Mogel 3” czy „Lombard. Życie pod zastaw”.

Zenek prywatnie – skromny i wierny swoim wartościom

Choć występuje na największych scenach, Zenek wciąż pozostaje wierny sobie. Od 1989 roku jest mężem Danuty, z którą ma syna Daniela i dwie wnuczki. Mieszkał w Białymstoku, a dziś – w spokojnej Grabówce tuż za granicami stolicy Podlaskiego. Jest wierzący, rodzinny, ceni sobie tradycję i spokój. To także wierny kibic Jagiellonii Białystok – dla klubu stworzył nawet wersję swojego przeboju „Przez twe bramki strzelone”. W maju 2024 roku wystąpił przed historycznym meczem, po którym Jaga zdobyła mistrzostwo Polski. A to tylko potwierdza, że Zenek to nie tylko muzyk – to marka, emocja i człowiek-instytucja.

Król bez korony? Nie, z koroną – złotą i błyszczącą

Zenek Martyniuk nie potrzebuje skandali, by być na topie. Nie goni za nowinkami, bo sam jest klasyką gatunku. Przez lata odrzucał zaproszenia do „Tańca z gwiazdami” czy „Top Chefa” – zamiast tego skupiał się na tym, co kocha najbardziej: muzyce. Nie bez powodu nazywany jest „królem disco polo”. Bo Zenek nie tylko tworzy hity – on tworzy wspomnienia. Jest częścią naszych wesel, sylwestrów, wakacyjnych imprez i domówek. I wygląda na to, że zostanie z nami na długo. Bo jak śpiewa sam: „Życie to są chwile” – a z Zenkiem tych chwil po prostu chce się więcej.

Partnerzy portalu:

Piękny dworzec będzie remontowany. Znamy przybliżony termin.

Piękny dworzec będzie remontowany. Znamy przybliżony termin.

Dworzec kolejowy w Augustowie doczeka się modernizacji. Po latach oczekiwań i kilkukrotnych zmian właściciela, obiekt wreszcie trafił na ścieżkę inwestycyjną. Ministerstwo Infrastruktury poinformowało niedawno, że rozpoczęły się przygotowania do ogłoszenia przetargu na wykonanie dokumentacji projektowej. To pierwszy konkretny krok w kierunku remontu budynku, który od dawna jest w złym stanie technicznym i estetycznym.

Historia tego dworca jest złożona. W 2017 roku jego właścicielem stało się miasto Augustów, które przejęło nieruchomość od prywatnego właściciela. Ówczesne zapowiedzi były optymistyczne – planowano szybki remont, który miał przywrócić dworcowi funkcjonalność i historyczny wygląd. Jednak realizacja tych planów napotkała na trudności. Miasto przez sześć lat nie podjęło żadnych znaczących działań remontowych, a w 2023 roku bezpłatnie przekazało obiekt spółce Polskie Koleje Państwowe.

Od tamtego czasu temat przebudowy dworca przewijał się w interpelacjach poselskich, a mieszkańcy coraz częściej domagali się konkretnych działań. Zainteresowanie sprawą wyrażali m.in. podlascy parlamentarzyści, którzy pytali o plany modernizacji i termin ich realizacji. W odpowiedzi ministerstwo poinformowało, że jeszcze w 2025 roku ma zostać podpisana umowa z wykonawcą robót budowlanych, a wcześniej wyłoniona zostanie firma odpowiedzialna za przygotowanie dokumentacji projektowej.

Według obecnych założeń, remont dworca PKP w Augustowie ma potrwać do końca 2027 roku. Szczegółowy zakres prac nie został jeszcze ujawniony, ale wiadomo, że celem jest kompleksowa modernizacja, obejmująca zarówno poprawę funkcjonalności obiektu, jak i odnowienie jego zabytkowej architektury. Budynek ma szansę odzyskać dawny blask, szczególnie że jest ważnym punktem komunikacyjnym i reprezentacyjnym miasta.

Obecny stan dworca oceniany jest jako bardzo zły. Nieużytkowany przez wiele lat, niszczeje i odstrasza zarówno mieszkańców, jak i przyjezdnych. Tymczasem dla wielu turystów właśnie ten obiekt jest pierwszym kontaktem z miastem i całym regionem. Augustów, znany z walorów przyrodniczych i turystyki wodnej, potrzebuje nowoczesnej infrastruktury, która będzie współgrała z jego wizerunkiem. Odnowiony dworzec ma szansę stać się nie tylko węzłem transportowym, ale również ważnym elementem miejskiej przestrzeni publicznej.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Parada na 600-lecie Kolna

Na wysokim, piaszczystym wzgórzu otoczonym wodami rzeki Pisy oraz rozległymi mokradłami, narodził się gród Kolno – strażnik północno-wschodnich granic Mazowsza. Był XI wiek, a mazowieckie plemiona dopiero zaczynały budować swoją przyszłość na tych trudnych, ale strategicznie ważnych terenach. Gród szybko stał się punktem na mapie, o który toczyły się walki między ambitnymi sąsiadami – wojowniczymi Jaćwingami i zakonem krzyżackim.

Przełomowy dla Kolna był dzień 28 czerwca 1425 roku, kiedy to książę mazowiecki Janusz nadał mu prawa miejskie. W owym czasie taki przywilej nie był tylko formalnością – oznaczał prawdziwą wolność. Mieszkańcy zostali uwolnieni od ceł i sądownictwa książęcych urzędników, co zaowocowało intensywnym rozwojem handlu i rzemiosła. Symbolicznie potwierdził to wczesny, bo jeszcze XIV-wieczny kościół św. Katarzyny, stanowiący serce duchowe miasta.

Jednak rosnąca popularność Kolna i przybywający wciąż nowi mieszkańcy spowodowali, że stare miejsce stało się zbyt ciasne. Książę mazowiecki Bolesław IV podjął więc decyzję o przeniesieniu miasta na nowe miejsce – nad rzekę Łabnę. W nowej lokalizacji Kolno rozkwitło, przyjmując nowoczesny na owe czasy układ szachownicy. W centrum powstał przestronny rynek, od którego promieniście odchodziło osiem ulic. Przeniesiono tam również kościół św. Katarzyny, który nadal stał się punktem orientacyjnym i duchowym przewodnikiem kolneńskich mieszczan.

Lecz spokój był tylko chwilowy. Wraz ze śmiercią Jana III Sobieskiego w 1696 roku, region pogrążył się w chaosie wojny północnej. Kolno przeżyło najazdy Szwedów oraz przemarsz zdetronizowanego króla Stanisława Leszczyńskiego, a mieszczanie – wraz z odważnymi Kurpiami – dzielnie stawiali opór grabieżom i przemocy. Tragiczny okazał się lipiec 1794 roku, kiedy to Prusacy splądrowali i spalili miasto podczas powstania kościuszkowskiego. Wielu mieszkańców zapłaciło najwyższą cenę za udział w walkach o wolność.

Kolno – dziś spokojne miasteczko na Mazowszu – wciąż pamięta swoją burzliwą przeszłość. Jego historia to nie tylko opowieść o walce o przetrwanie, ale także o niezłomności ducha ludzi, którzy mimo przeciwności losu zawsze odradzali swoje miasto z popiołów. I tak już przez 600 lat.

Partnerzy portalu:

Św. Rocha będzie wkrótce deptakiem? A co z Lipową?

Św. Rocha będzie wkrótce deptakiem? A co z Lipową?

Chociaż władze Białegostoku, polskiego miasta, nie wiadomo dlaczego używają holenderskiego słowa, my napiszemy je po polsku. Nie żaden „woonerf”, a deptak powstanie przy ul. Św. Rocha. Tak czy inaczej po zmianach nadal będą mogły wjechać tam samochody. Trudno bowiem odciąć mnóstwo lokali usługowych od dojazdu. Na czym więc polegać będzie zmiana, skoro będzie i deptak ale i samochody?

W pierwotnych założeniach planowano realizację przestrzeni miejskiej z priorytetem dla pieszych i rowerzystów, gdzie ruch samochodowy jest ograniczony. Wiceprezydent Tomasz Klim spotkał się jednak z przedsiębiorcami i mieszkańcami, a następnie zapadła decyzja, że koncepcja ta zostanie zmodyfikowana, tak aby umożliwić zwiększenie dostępności miejsc parkingowych. Tak czy inaczej wszyscy chcą modernizacji ul. Św. Rocha. Nie ma co się dziwić, jest w fatalnym stanie.

Jako, że  obecnie Miasto Białystok nie posiada docelowej koncepcji rozwiązań układu drogowego, a jedynie wstępne założenia, które projektant powinien uwzględnić przy opracowaniu dokumentacji projektowej, to pozwolimy przypomnieć koncepcję, którą proponujemy od lat.

Zakłada ona utworzenie deptaka od Kilińskiego (połączonego z Plantami i Zwierzyńcem) po dworzec kolejowy. Jeżeli przyjrzymy się obecnemu stanowi to do takiej realizacji brakuje tylko wspomnianej przebudowy św. Rocha i zamknięcia ul. Lipowej dla ruchu kołowego, z możliwością wjazdu dla autobusów. Przypomnijmy, że miasto planowało budować alternatywną trasę od Sienkiewicza przez Częstochowską, Waryńskiego po wyjazd przy Abramowicza. Wiele lat temu utknęli w połowie drogi.

Co do św. Rocha to tu jest wiele problemów do rozwiązania. Przede wszystkim do ul. Sukiennej w zasadzie nie da się zamknąć ulicy, bo odcięłoby to drogę dla tysięcy osób. Natomiast od Krakowskiej do Sukiennej takich przeszkód nie ma. Warto też pamiętać, że zainteresowani chcą pozostawienia parkingów. Obecnie miejsc do pozostawienia samochodu jest tam mnóstwo.

Problem Sukiennej można by było rozwiązać przebijając się przez tereny obecnego Zespołu Szkół Metalowo – Drzewnych. Prawdopodobieństwo tego rozwiązania jest jednak bliskie zera. Tak samo jak budowa tunelu łączącego Bohaterów Monte Cassino z Sukienną (albo ogólnie zmianę św. Rocha w tunel). Ale jest jedno rozwiązanie, które jest realne.

Najlepszym sposobem byłoby utworzenie wielkiego parkingu pomiędzy Bohaterów Monte Cassino a Sukienną i zamknięcie ruchu od Sukiennej do Krakowskiej. Do tego wystarczyłaby wąska, jednokierunkowa droga z Sukiennej do Bohaterów Monte Cassino. Takie rozwiązanie ma same plusy pod warunkiem, że zamkniemy też Lipową. Bo tworzenie deptaka z dziurą po środku trochę mija się z celem.

Partnerzy portalu:

Sensacja! Fotopułapka złapała niedźwiedzia blisko Białegostoku!
fot. Nadleśnictwo Czarna Białostocka

Sensacja! Fotopułapka złapała niedźwiedzia blisko Białegostoku!

To nie żart! Dzisiejszej nocy fotopułapka Nadleśnictwa Czarna Białostocka sfotografowała niedźwiedzia! Lesnicy na miejscu sprawdzili jaka bya długość niedźwiedzia i wyliczyli, że był długi na 2 metry – bez wliczania łap. Jak to możliwe że znalazł się właśnie u nas?

Niedawno widziano tropy w Puszczy Augustowskiej, a tam pojawił się z terenu Litwy lub Białorusi. Co ciekawe, w Czarnej Białostockiej był już kiedyś widziany niedźwiedź, który nocą miał się kąpać w zbiorniku wodnym na terenie jednej z firm. Póki przyjechał patrol policji, zwierzęcia już nie było. Tym razem udało się udokumentować obecność zwierzęcia w Puszczy Knyszyńskiej.

Nasze lasy i prowadzona przez leśników gospodarka leśna sprzyja różnorodności co widać na załączonym zdjęciu. Warto pamiętać, że w Polsce niedźwiedzie są pod ochroną, zaś na Białorusi nie. I może to być jeden z powodów dla których przywędrował do nas od setek lat niespotykany tutaj zwierz.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Spacer wśród ziół — jak wygląda zwiedzanie w Ziołowym Zakątku?

Na południowym skraju Podlasia, w maleńkiej wsi Koryciny, ukrywa się miejsce, które z roku na rok przyciąga coraz więcej miłośników natury, zdrowego stylu życia i spokoju. Ziołowy Zakątek to nie tylko kolejna atrakcja turystyczna na mapie regionu. To przede wszystkim opowieść o miłości do roślin, tradycji zielarskiej i umiejętnym połączeniu przyrody z edukacją oraz wypoczynkiem.

Już sam wjazd na teren Ziołowego Zakątka jest jak przekroczenie niewidzialnej granicy między codziennym pośpiechem a światem, w którym wszystko zwalnia. Drewniane zabudowania, zadbane ścieżki i wszechobecna zieleń wprowadzają odwiedzających w nastrój wyciszenia. Największym skarbem tego miejsca są jednak ogrody — starannie zaplanowane, różnorodne, a przy tym całkowicie podporządkowane rytmowi natury.

Ziołowy Zakątek żyje także w rytmie pór roku. Wiosną zachwyca soczystą zielenią i kwitnącymi pierwszymi ziołami, latem pulsuje pełnią życia i barw, jesienią kusi zapachem suszonych roślin i zbiorami, zimą natomiast oferuje kameralną atmosferę, rozgrzewające napary.

Zwiedzanie ogrodów w Ziołowym Zakątku to nie tylko atrakcja turystyczna, ale również swoista lekcja pokory wobec przyrody. Każdy spacer uświadamia, jak wiele zawdzięczamy roślinom i jak ogromną wiedzę kryją w sobie tradycje zielarskie. To miejsce, które niezmiennie zachwyca zarówno tych, którzy odwiedzają je po raz pierwszy, jak i tych, którzy wracają tu regularnie, by na nowo odkrywać piękno podlaskiej przyrody.

Partnerzy portalu:

W Podlaskiem powstaną nowe rezerwaty przyrody

W Podlaskiem powstaną nowe rezerwaty przyrody

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku przygotowuje się do utworzenia serii nowych rezerwatów przyrody na terenie województwa podlaskiego. Łącznie planowanych jest 14 obszarów o łącznej powierzchni przekraczającej 1500 hektarów. Miejsca te zostały wytypowane już wcześniej przez specjalistów i wpisane listę szczególnie cennych przyrodniczo terenów.

Wśród lokalizacji znajdują się między innymi „Źródliska nad Szeszupą” w gminie Jeleniewo, „Czarna Rzeczka” na terenie Puszczy Knyszyńskiej oraz „Osada wydmowa” w gminie Rutki w powiecie zambrowskim. Największy z planowanych rezerwatów — „Kozi Rynek” w gminie Sztabin — ma objąć powierzchnię ponad 430 hektarów.

Choć docelowo projekt obejmuje około 30 lokalizacji, na obecnym etapie najbardziej zaawansowane działania prowadzone są w odniesieniu do połowy z nich. Część z nowych rezerwatów będzie zlokalizowana na terenach trudno dostępnych, jednak w zamyśle mają one być otwarte zarówno dla mieszkańców regionu, jak i dla odwiedzających turystów.

Dotychczas projekty zostały wstępnie omówione z Lasami Państwowymi. W najbliższym czasie Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zamierza przeprowadzić szerokie konsultacje społeczne, aby umożliwić mieszkańcom i innym zainteresowanym osobom wyrażenie swojego zdania. Szczegółowe informacje na ten temat będą publikowane na stronie internetowej RDOŚ.

Partnerzy portalu: