Przypadkowe osoby mają wpływ na wygląd miasta. Czy tak powinno być?

Przypadkowe osoby mają wpływ na wygląd miasta. Czy tak powinno być?

Budżet Obywatelski w Białymstoku cieszy się sporą popularnością. Można powiedzieć, że aż za dużą. Na pewno trzeba powiedzieć, że dzięki niemu powstało wiele dobrego – place zabaw, drogi czy parkingi. Można pojechać na osiedle TBS i zobaczyć na żywo jedną ze zrealizowanych w ten sposób propozycji – bulwary. Niestety budżet obywatelski ma potężną wadę. Mieszkańcy mogą bowiem nie tylko urządzać swoje osiedla i przekonywać sąsiadów, że warto. Mogą też zgłaszać pomysły „ogólnomiejskie” co jest po prostu koszmarem. Przykładem niech będzie realizacja, która wkrótce nastąpi.

 

Otóż w Białymstoku pojawi się 15 figurek niedźwiadków w różnych miejscach. Na wzór krasnali we Wrocławiu czy krasnoludkach w Suwałkach. Zaśmiecanie przestrzeni figurkami to zły pomysł. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na pomnik przy placu NZS, gdzie każdy doczepił do niego co chciał. Jedni napisy Bóg, Honor i Ojczyzna a drudzy „Niepodległość”. O ile idea wydaje się słuszna, to ogólny wygląd pomnika przypomina koszmar. Wyobraźmy sobie, że w ramach projektów ogólnomiejskich co roku ktoś będzie jakieś figurki dostawiać. Sami widzicie jaki byłby bałagan. Sami też widzicie jak słowa strażnika z lotniska w „Misiu” pasują tu idealnie. Warto pochwalić miasto, że chociaż to bzdet, to przynajmniej ktoś profesjonalnie go zaprojektuje. Ogłoszony w tej sprawie został konkurs.

 

Należy sobie zadać pytanie. Czy miasto to choinka, do której każdy może doczepić co mu się żywnie podoba? Czy też jednak to w jakiś sposób zaplanowana przestrzeń? Po wojnie większość budynków w centrum projektował architekt Stanisław Bukowski. Gdy Tadeusz Truskolaski postanowił przebudować miasto – to też sam nie kreślił rysunków tylko zrobili to architekci. Dlatego też nie można oddawać gospodarowania miasta przypadkowym osobom – mimo ich najszczerszym chęciom. Dlatego też Budżet Obywatelski powinien działać tylko na osiedlach. „Zrób coś dla siebie i dla sąsiadów”. Bo teraz to uszczęśliwianie wszystkich na siłę. Projekt „Białystok WidziMisie” został zgłoszony do Budżetu Obywatelskiego 2018, na jego realizację przeznaczono 85 tys. zł.

Śladem podlaskich ruin. Oto 4 miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Śladem podlaskich ruin. Oto 4 miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Wiele jest osób, które podczas podróżowania szuka sobie punktu zaczepienia. Jeżeli byliśmy już na Podlasiu nie raz i chcielibyśmy je odkryć „na nowo”, to wiadomo że nie będziemy chcieli oglądać tego samego co już widzieliśmy. Dlatego też warto organizować sobie wycieczki tematyczne. Jedną z takich wycieczek może być zwiedzanie ruin podlaskich. Oczywiście nie ma żadnego sensu by jechać kilkadziesiąt a nawet kilkaset kilometrów, by zobaczyć parę cegieł, dlatego też wybraliśmy specjalnie dla Was miejsca, w których sporo się jeszcze zachowało.

Kościół w Jałówce

fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Oczywiście numerem jeden są ruiny Kościoła św. Antoniego w Jałówce przy samej granicy z Białorusią. Miejsce to jest bardzo klimatycze i każdy, kto zwiedza podlaskie ruiny koniecznie powinien tam zawitać. Ruiny są na samym końcu wsi – kierując się w stronę granicy.

Przy okazji warto też odwiedzić 2 inne obiekty „obok”. Przy samym rondzie w Krynkach znadjują się ruiny synagogi. Warto tutaj zaznaczyć, że niewiele tego pozostało – dlatego obejrzyjmy je przy okazji zwiedzania całego miasteczka. Można też zajrzeć do Malawicz Górnych gdzie znajdują się resztki bardzo starego młyna. To wszystko jednak tylko gdy planujemy zwiedzać właśnie całą wschodnią granicę. Sama jazda dla ruin w Krynkach czy Malawiczach nie ma sensu. Do Jałówki już tak.

Dworek w Lewickich

fot. Krzysztof Kundzicz / Wikipedia

Te miejsce jest naprawdę ciekawe. W Lewickich znajdują się ruiny dworku. Stoi on niedaleko drogi łączącej Białystok oraz Juchnowiec Kościelny. Wystarczy wjechać w drogę gruntową po lewej stronie, która to znajduje się zaraz za sklepem spożywczym.

Ruiny browaru Glogera

fot. Nexusdx / Wikipedia

W miejscowości Jeżewo znajduje się okazały budynek. To ruiny browaru Glogera. Wystarczy zjechać z drogi ekspresowej właśnie w Jeżewie na Łomżę, Tykocin, Wysokie Mazowieckie. Następnie na rondzie prosto aż do pierwszego skrzyżowania, gdzie skręcamy w lewo i jedziemy prosto do wsi. Gdy miniemy zielony budynek to po drugiej stronie ulicy dojrzymy ruiny. Warto też zobaczyć całą wieś, jest w niej wiele klimatycznych domów.

Ruiny schronu

fot. Fczarnowski / Wikipedia

Niewątpliwie nie można pominąć ruin schronu, w którym dzielnie walczył kpt. Władysław Raginis. Oprócz pozostałości po obiekcie jest tam także tablica pamiątkowa ale też niesamowity widok na rzekę Narew. Bowiem schron znajdował się na wzgórzu. Dlatego też najlepszą porą by tam się wybrać powinny być 2 godziny przed zachodem słońca. Wtedy poczujemy klimat tego miejsca. Gdzie ono się znajduje? Pomiędzy miejscowościami Strękowa Góra a Ruś. Jedziemy drogą krajową nr 64. Gdy dojrzymy znak „Góra Strękowa 0,4” to trzeba skręcać. Znajdziemy się wtedy na miejscu.

fot główne: Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Wielka dewastacja w Białymstoku i okolicach. Może zabraknąć wody.

Wielka dewastacja w Białymstoku i okolicach. Może zabraknąć wody.

29 lipca rozpoczął się nowy etap w roku kalendarzowym. Do tej pory w 2019 roku korzystaliśmy z zasobów naturalnych – między innymi wody bez obaw o naturalne odtworzenie tego co zużyliśmy. Od dziś cały świat zużywa zasoby „na kredyt”. Bardzo niepokojące jest, że tak zwany „Dzień długu ekologicznego” przypadł w tym roku bardzo wcześnie. Co oznacza „na kredyt” w tym przypadku? Gdyby zaspokoić zapotrzebowanie całej populacji na zasoby naturalne to potrzebowalibyśmy całej planety oraz jeszcze drugiej co najmniej w 75 proc. takiej samej. W praktyce coraz więcej obszarów na świecie jest wylesiona, gleba nie nadaje się do użytku z powodu utraty różnorodności biologicznej, a w atmosferze znajduje się coraz więcej dwutlenku węgla. Ludzie konsekwentnie od lat 70-tych ubiegłego wieku nieodwracalnie dewastują Ziemię, zaś zużycie zasobów każdego roku rośnie.

W Polsce jeszcze gorzej

Na co zatem zużywamy te „zasoby”? Wycinamy drzewa do produkcji papieru oraz mebli, betonujemy miasta, które potem chłodzimy wylewając wodę, montując klimatyzację – chłodzimy wnętrza wypuszczając ciepło na zewnątrz; na drogach samochody emitują coraz więcej spalin; marnujemy potężne ilości jedzenia; wyregulowaliśmy też rzeki po to by rolnicy mieli więcej pól a miastowi więcej terenów pod zabudowę. Zużywając wodę, drzewa oraz ogrzewając powietrze – nie dajemy szansy własnej planecie na to, by odnowiła zasoby. Jeżeli nie cofniemy się do lat 70-tych, gdzie zużywaliśmy praktycznie tyle ile planeta „oddaje”, to czeka nas gigantyczna, globalna i przeraźliwa katastrofa. 29 lipca jest datą średnią dla całego świata. Polska wypada jeszcze gorzej bo u nas pierwszy dzień „długu ekologicznego” rozpoczyna się już 15 maja.

Dewastacja w Białymstoku i okolicach

Spójrzmy teraz na Białystok. Wszyscy zachwycają się, że przeżył prawdziwą odmianę. Na początku wszyscy byli nią zachwyceni. Z perspektywy lat widać w jak wielką pułapkę wpadliśmy. Całą zimę w mieście panuje smog, a jakość powietrza jest bardzo zła. Nie spełnia ono norm i lepiej go nie wdychać. Mieszkańcy palą w starych piecach, często byle czym. Ich wtedy nie interesuje ekologia tylko to by było ciepło – co jest zrozumiałe. Palą tym czym mogą niekiedy z biedy. Inni robią to po prostu z głupoty. Na zabetonowanych ulicach natomiast gigantyczna ilość samochodów uwalnia do atmosfery potężne ilości spalin. Kierowcy mogliby jeździć komunikacją miejską. Gdyby ta była tania i sprawnie zorganizowana. W Białymstoku bilety są drogie, a samochodem po prostu opłaca się jeździć. Ponadto nie ma (mimo istnienia prawie całej infrastruktury) miejskiej komunikacji kolejowej. Odległe punkty w mieście można by było przemierzać dużo szybciej niż autobusem. Dziś dojazd z osiedla TBS na Dojlidy to koszmar. Pociągiem byłoby kilka razy szybciej niż dwoma autobusami (bo jednym się nie da).

 

Przejdźmy do wiosny. Śniegu u nas jak na lekarstwo więc nie ma co zbytnio się roztapiać. A jak już jest, to wpływa to do kanalizacji i wyregulowanej rzeki Białej, która działa jak wielka rura. Woda nie pozostaje na naturalnych terenach zalewowych tylko spływa w Dobrzyniewie Fabryczym do Supraśli, dalej do Narwi i tak dalej aż do morza. W efekcie rzeka Biała z roku na rok wysycha. Ale nie tylko ona, bo również w Narwi obecnie jest bardzo mało wody. Mieszkańcy zaopatrywani są wodą z rzeki Supraśl. Niestety tam też „wsadzono łapy”. W 2008 roku między Dobrzyniewem a Wasilkowem pozbawiono roślinności jeden z brzegów rzeki, a głupi urzędnicy dokonali na niej „zbrodni”. Zezwolono na udrożnienie nurtu tym samym przeprowadzano „melioracje”. Od tamtej pory woda spływa szybko jak przez rynnę podobnie jak w Białce. Po co to wszystko? By woda nie zalewała łąk. Tylko o to chodzi, że ta woda musi je zalewać tworząc zapasy na suche dni. Rzeka musi płynąć wolno i rozlewać się na boki. Wtedy jest wraz z roślinnością sama się oczyszcza i tworzy ekosystem dzięki któremu my możemy czerpać wodę. Gdy wody będzie coraz mniej to co zrobimy? Postawimy beczkowozy na środku miasta?

 

Lato w mieście właśnie możemy właśnie obserwować. W upały wylewamy masę wody na zabetonowany i mocno nagrzany, bo bez drzew i zieleni – Rynek Kościuszki. Potężne ulewy zalewają miasto. Woda ucieka rzeką i kanalizacją jak przez rynnę bo przecież nie wsiąka w beton. Pozostała jeszcze jesień, która zaczyna wszystko od nowa sezon grzewczy, czasem pierwszy śnieg, a kiedy indziej upały. Jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem. Jeżeli nie zaczniemy natychmiast cofać wszystkich szkód, których dokonaliśmy, to za 30 lat zacznie się prawdziwy koszmar.

Czeka nas gigantyczna katastrofa

Ludzie zaczną masowo migrować z miejsc, w których nie da się już żyć do miejsc, gdzie jest to jeszcze możliwe. Zaczną się coraz większe konflikty na tle religijnym, kulturowym, a przede wszystkim o zasoby naturalne, które będą coraz droższe. Do tego dodajmy katastrofy naturalne o coraz większych rozmiarach. Ponadto coraz większe upały oraz coraz bardziej silne mrozy powodujące coraz większe zużycie zasobów naturalnych. To wszystko brzmi jak scenariusz filmu a to wszystko osiągnie apogeum już za 30 lat. Największe skutki zachodzących zmian klimatycznych i kurczenia się zasobów naturalnych odczuwa się obecnie w krajach Afryki Subsaharyjskiej czyli Nigeria, Etiopia, Kongo oraz 40 innych krajów (mieszka tam prawie miliard osób) oraz w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. Resztę dopiszcie sobie sami albo przeczytajcie jeszcze raz od końca do początku…

Ten tunel powinien być zabytkiem. Od lat niszczeje chociaż nie musi.

Ten tunel powinien być zabytkiem. Od lat niszczeje chociaż nie musi.

Od lat stoi pusty i jest coraz bardziej zaniedbany. Kiedyś miał być tam pub oraz strzelnica, ale nic z tego nie wyszło. Jeszcze kilka lat temu miała tam powstać dyskoteka czy też lokal gastronomiczny. Później planowano uruchomić strzelnicę. Mimo, że tunel nie jest już używany, to nadal funkcjonuje jako obiekt infrastruktury drogowej. Zatem ktoś, kto chciałby tam coś urządzić musiałby dostać pozwolenie od Urzędu Wojewódzkiego, by zmienić przeznaczenie tunelu. Nie wiadomo jednak czy takie by dostał, bo 12 lat temu ówcześni urzędnicy argumentowali, że tunel służy celom strategicznym, że ktoś mógłby podłożyć w tunelu bombę (tak jakby teraz nie mógł), a po za tym jakby doszło do jakiejś wielkiej awarii w nowym tunelu, to wykorzystałoby się stary. Z perspektywy czasu widać jak na dłoni, że argumenty są mocno nietrafione. Dlatego warto do kwestii pozwolenia wrócić.

 

Aż dziw bierze, że urzędnicy sami z siebie nie chcą tego zrobić. Nawet jeżeli nie działałby tam żaden lokal gastronomiczny, to można by było tam również urządzić ciekawą atrakcję turystyczną. Wystarczyłoby aby miasto „wynajęło” od PKP tunel np. na 100 lat. Problem w tym, że w Białymstoku oraz w Urzędzie Wojewódzkim rządzą różne ekipy polityczne, które nie potrafią się w żadnej sprawie dogadać.

 

W ostatnim czasie sprawdziliśmy „jak się ma” stary tunel. Można go przejechać rowerem bądź przejść pieszo. Sporo w nim jednak śmieci. Jego stan techniczny jest póki co niezły. Wystarczyłoby więc w nim posprzątać, zamontować oświetlenie i połączyć pierwszą część z drugą ścianami. Wtedy byłby tam wielki lokal, w którym mogłoby znajdować się jakieś miejsce użyteczności publicznej. Na przykład kram do organizacji giełdy staroci, restauracja, pub a nawet hotel. Na pewno nikt by nie miał nic przeciwko gdyby obiekt został wynajęty przez Muzeum Historyczne w Białymstoku.

 

Co dalej z tunelem? Powinien zostać wpisany do rejestru zabytków, by była pewność, że nikt nigdy go nie zamuruje albo nie wpadnie na pomysł by przywrócić tam kiedyś ruch samochodowy. Wszak zakręt w prawo jest wiecznie zakorkowany. Obiekt powstał na samym początku XX wieku około 1907 roku. Zbudowali go Rosjanie. Jest to jedyny tego typu obiekt w północno-wschodniej Polsce. Jest to solidny obiekt, który może przetrwać nawet 400 lat.

To mało odkryte miejsca na Podlasiu. Nasze 3 propozycje do zwiedzania samochodem, rowerem i pieszo.

To mało odkryte miejsca na Podlasiu. Nasze 3 propozycje do zwiedzania samochodem, rowerem i pieszo.

Każda okazja jest dobra, by zwiedzać województwo podlaskie. Jedną z nich może być na przykład najbliższy weekend. Dlatego też przygotowaliśmy Wam 3 ciekawe propozycje krótkich wycieczek w miejsca, które nie są aż tak dobrze znane, a które warto odwiedzić. Sposób zwiedzania dowolny – samochodem, rowerem lub pieszo. Punkt startowy to Białystok.

Opowieści z Narwi

Pierwsza wycieczka samochodem – należy ekspresową ósemką ruszyć na Warszawę. Następnie zjechać dopiero w miejscowości Mężenin i podróżować przez Rutki-Kossaki. Następnie kierujmy się na Wiznę mijając malownicze i urokliwe tereny wzdłuż rozlewisk Narwi w Grądach-Woniecko. Następnie odwiedźmy miejscowość Ruś, następnie Wiznę, później Jedwabne i Osowiec-Twierdzę. Później warto przejechać Carską drogą do Strękowej Góry. Powrót wzdłuż Narwi przez Zajki do Tykocina. Na zakończenie warto jeszcze w Złotorii za starą szkołą obejrzeć jak Supraśl wpada do Narwi.

Puszcza Knyszyńska w pełnej krasie

Tym razem naszą wycieczkę możemy rozpocząć od wyjazdu pod Supraśl. Możemy rowerem lub pieszo. Pierwszy przystanek – ukryte w lesie Jezioro Komosa, które na środku ma wyspę, na której według legend spotykali się kochankowie. Niezwykle ciche i przyjazne miejsce. Dalej powinniśmy się wybrać do miejscowości Ciasne, z której to powinniśmy kierować się na Krasną Rzeczkę – również piękne i ciche miejsce ukryte w środku Puszczy. Tam można spotkać jedynie wędkarzy, którzy to hałasu nie lubią, by im rybek nie płoszyć. Ostatni przystanek to już Wasz wybór. Kierujmy się do Krasnego Lasu a dalej albo do Supraśla w lewo albo do Traktu Napoleońskiego i Grabówki w prawo. Przez całą wycieczkę nie wyjdziemy z lasu. To będzie ciekawe doświadczenie.

Odwiedzić Taplary

Taplary to fikcyjna wieś z Konopielki. Tereny jednak jak najbardziej prawdziwe. Edward Redliński – autor kultowej powieści osadził ją w miejscu, z którego pochodzi czyli z małej wsi w okolicy Suraża. Cały ten rejon to jedna wielka przypominająca coś pomiędzy Sawanną a Stepami – w zależności od pogody. Tutaj lepiej wziąć ze sobą GPS, żeby się nie zgubić. Możemy dojechać pociągiem do Strabli, przyjechać rowerem lub samochodem. W pobliskich Doktorach znajduje się park linowy. Warto też obejrzeć Zawyki i kierować się na Suraż. Można z Doktorc przypłynąć do Suraża kajakiem. Wystarczy zgłosić się w Surażu do Centrum Turystyki Aktywnej Bajdarka. To nie koniec wycieczki. Warto przejechać się z Suraża do Pietkowa, a następnie skręcić na Ostrów Tam w pobliżu znajduje się czatownia, wiata biwakowa oraz wieża widokowa. Jeżeli chcemy to możemy tam zostać, jeżeli nie – to warto wracać do domu. To koniec naszej wycieczki!

fot główne: Dariusz Kowalczyk / Wikipedia

Głupie decyzje prezydenta dają o sobie znać po latach…

Głupie decyzje prezydenta dają o sobie znać po latach…

Na osiedlu Bacieczki powstanie 113 mieszkań w dwóch nowych blokach. Jest to jeden z przykładów inwestycji miejskich, które warto kontynuować na coraz większą skalę bowiem o mieszkania, które tam powstają mogą się ubiegać wszyscy mieszkańcy. Oczywiście kolejka jest bardzo długa, ale jest to spora szansa dla wielu osób, by nie brać kredytu hipotecznego na wiele lat. Jednym z istotnych warunków jest dochód. Nie może on być zbyt niski. System działania mieszkań TBS jest taki, że wpłaca się wkład własny, a następnie razem z czynszem wpłaca się „składki”. Właścicielem mieszkania jest spółka komunalna, ale w przyszłości najprawdopodobniej będzie można odkupić mieszkanie od TBS. Trwają prace nad ustawą regulującą tę kwestię. Działać to będzie podobnie jak leasing. Miasto też dysponuje mieszkaniami komunalnymi. Tutaj jednak nie ma co ukrywać. Szanse na otrzymanie kluczy od mieszkania są bardzo nikłe. Preferowane są osoby w trudnej sytuacji.

 

Obecnie w mieście jest 49 budynków, w których jest ponad 2500 mieszkań. Warto podkreślić, że właśnie dzięki tym inwestycjom – developerzy nie mają w mieście pełnego monopolu. Innymi słowy mówiąc – nie wszyscy są skazani na ich ofertę, a to po części wpływa na cenę mieszkań. Warto jednak zapytać co dalej. Jak spojrzymy na mapę, to można zauważyć, że miejsce na TBS powoli się kończy. Teraz jak na dłoni widać jak wielki błąd popełnił 7 lat temu prezydent Truskolaski, który nie wykorzystał szansy jaką dali mu mieszkańcy Porosłów, którzy w pewnym momencie chcieli przyłączyć się do Białegostoku. Dokładnie mowa tu o Kolonii Porosły, Krupnikach, Łyskach i Porosłach leżących w gminie Choroszcz.

 

Tymczasem prezydent Tadeusz Truskolaski był negatywnie nastawiony do takiego przyłączenia. Wszystko dlatego, że obliczył że mu się wtedy nie opłacało (Wpływy z podatków 2,5 mln zł, wydatki 5 mln złotych). No cóż – kretyńskie inwestycje w mieście mu się opłacają. Przyłączanie kolejnych fragmentów do miasta już nie. Rządzący wtedy radni z Platformy i SLD byli jednak za. Podjęto uchwałę rozpoczynającą procedurę związaną z powiększeniem miasta. Jednak wykonawcą uchwał jest prezydent, więc jeżeli ktoś jest przeciw może przeciągać w czasie i robić wszystko by sprawę „spieprzyć”. Przyłączenie nowych terenów do miasta nie jest takie łatwe. To proceduralny koszmar. Jednak przychylny prezydent załatwiłby to tak prędko jak się da. Bowiem skoro mieszkańcy chcą się przyłączyć do miasta nie oznacza że zawsze będą chcieli. Szczególnie, że gmina Choroszcz nie bardzo chciała by od niej mieszkańcy odchodzili.

 

Dlatego bardzo ważnym momentem były konsultacje społeczne. Choroszcz przeprowadziła kampanię zachęcającą mieszkańców do głosowania przeciwko przyłączeniu. Co zrobiło w tym czasie miasto Białystok? Oczywiście że nic. Jeżeli prezydent był przeciwny to się nie starał o korzystny wynik. Jest to oczywiste tak jak wynik konsultacji. Na 730 głosujących mieszkańców – za zmianą było tylko 218 osób. Głupie decyzje prezydenta dają o sobie znać po latach. Na przykład teraz. Miasto jest bardzo gęsto zaludnione. W konsekwencji wiele osób „ucieka” poza granicę miasta do gmin sąsiednich. I tam oczywiście płaci podatki, jednocześnie korzystając z wszelkich dóbr dużego miasta. Ich działanie jest jak najbardziej racjonalne. Prezydenta Truskolaskiego natomiast wręcz odwrotnie.

Featured Video Play Icon

Taki parowóz mógłby być wspaniałą atrakcją turystyczną. Niestety nasze województwo ma problem.

Jedenaście takich maszyn stacjonowało w Białymstoku między 1982 a 1984 rokiem. Mowa tu o niezwykle eleganckich parowozach Pt47-65. Być może to szalony pomysł, ale gdyby POLREGIO Przewozy Regionalne czyli podlaski przewoźnik kolejowy taki parowóz odkupiłby od jakiegoś muzeum, wyposażył w stylowe wagony i wypuścił w trasę, to byłaby to niesamowita atrakcja turystyczna. Podobnie jak – zabytkowy „Ogórek” – autobus komunikacji miejskiej w Białymstoku, który wozi od czasu do czasu turystów. Obecnie podróże zabytkowymi pociągami oferuje firma prywatna, która organizuje raz na jakiś czas wycieczki w różnych zakątkach Polski. Ostatnio taka eskapada odbyła się na Mazurach. Byłoby świetnie gdyby tak można było regularnie pojechać z Białegostoku do Grodna – zupełnie jak w XIX wieku!

 

Niestety organizacja turystyki to pięta Achillesa Województwa Podlaskiego. Prowadzone działania są chaotyczne i mało zachęcające. Sam fakt, że Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego uruchomił weekedowe połączenia kolejowe to już coś. Jednak trzeba odważnie stawiać krok dalej. Turystyka kolejowa ma ogromny potencjał, wielką przyszłość a przede wszystkim mnóstwo fanów na całym świecie. Tymczasem my próbujemy przyciągać turystów stroną internetową. Nowa witryna turystyczna województwa to jednak jakiś żart. Za 25 tysięcy złotych stworzono coś, co jest warte jako produkt 10 razy mniej, a z perspektywy turystyki nic nie jest warte. Wystarczy spojrzeć na stronę turystyczną Białegostoku (odkryj Białystok), by zauważyć gigantyczną różnicę. Tam dominuje wspaniała kreacja, która aż wzywa turystów – przyjeżdżajcie! Natomiast pożal się Boże strona podlaskie.eu powiela wzorce, nie odkrywa nic nowego i nie pokazuje nic atrakcyjnego. Poza tym jakość zdjęć i filmów jest kiepska. Za 25 tysięcy złotych można było oczekiwać zdecydowanie więcej. Szczególnie, że w Podlaskiem dobrych fotografów i filmowców nie brakuje.

 

Wracając do turystyki. Województwo Podlaskie nie potrzebuje stron internetowych tworzonych za wielkie pieniądze przez urzędników. Potrzebne są realne działania. Kreowanie atrakcji oraz przyciąganie turystów na wszelkie możliwe sposoby. Jeżeli ktoś myśli, że urzędowa strona przyciągnie to jest naiwny. Nawet jeżeli jest tak dobra jak Odkryj Białystok, to jest ona zaledwie drogowskazem. Podlaskie potrzebuje realnej promocji, realnych działań i realnych atrakcji. Tymczasem jest u nas wszystko tworzone na własną rękę. Odbiciem jakości turystyki w regionie jest baza hotelowa. W Białymstoku jest kilkanaście hoteli. W Warszawie ponad 100.

 

Dlatego połączenia kolejowe zabytkowym parowozem mogłyby być jedną z wielu atrakcji w regonie. A z tym u nas ubogo. Ostatnio jedna z atrakcji padła przez braki wody w rzece i teraz nie wiadomo gdzie pójść i co zwiedzać. Szczególnie, że pogoda kiepska. A gdyby ktoś z władz Podlaskiego o to zadbał – nawet nie trzeba by było się nad tym zbytnio zastanawiać.

Zanim powstała Aleja Piłsudskiego, to istniała piękna ulica Nadrzeczna

Zanim powstała Aleja Piłsudskiego, to istniała piękna ulica Nadrzeczna

Po wpisaniu w wyszukiwarkę „Nadrzeczna Białystok” – zobaczymy na mapie maleńką ulicę na osiedlu Bacieczki, na obrzeżach miasta. Tymczasem warto wiedzieć, że przed wojną Nadrzeczna znajdowała się w samym centrum miasta. Była to wyjątkowa ulica ze względu na swoją unikalną zabudowę. Otóż nadrzeczna biegła oczywiście przy rzece Białej, która to była zabudowana gustownymi drewnianymi poręczami. Dziś po starej Nadrzecznej nie ma już śladu.

 

Stara Nadrzeczna znajdowała się jeszcze po II Wojnie Światowej. Z dawnych dokumentów wynika, że znajdowało się przy niej co najmniej 16 budynków. Uliczka zniknęła wraz z pojawieniem się dzisiejszej Al. Piłsudskiego. Dawniej prowadziła od ul. Sienkiewicza do ul. Kościelnej. Oczywiście wzdłuż rzeki. Dziś w tym miejscu znajduje się po prostu skwerek. Aleja Piłsudskiego dawniej nazywała się Aleją 1 Maja. Jej budowę rozpoczęto w 1958 roku na gruzach getta. Do dziś przy samej drodze stoją jeszcze budynki ukosem. To dlatego, że powstały właśnie gdy Alei jeszcze nie było. Warto zaznaczyć, że sama droga bardzo mocno zmieniła układ komunikacyjny miasta. Dawniej to ul. Lipowa była główna (która nazywała się ul. Marszałka Piłsudskiego). Nowa droga zaś zlikwidowała właśnie Nadrzeczną, Książęcą, Łódzką i Szlachecką oraz przecięła Częstochowską, Nowy Świat, Zamenhofa i Kościelną. Można powiedzieć, że przeszła przez sam środek osiedla. Białystok po II Wojnie Światowej powstawał od nowa na ruinach.

 

Miasto to dynamiczna tkanka i to normalne, że niektóre ulice znikają a pojawiają się inne. Jednak szkoda starej Nadrzecznej, gdyż była bardzo stylowa. Być może ktoś, kiedyś zechce przywrócić ją nie jako ulicę, ale jako park kulturowy – na pamiątkę dawnego układu dróg w mieście.

 

Nadrzeczna po II Wojnie Światowej
Featured Video Play Icon

Czy samochody powinny być wypchnięte z centrum? Za chwile rusza Trasa Niepodległości

Ścieżka rowerowa dookoła miasta jest prawie gotowa. Ostatni jej kawałek powstaje równolegle do zachodniej obwodnicy miasta. Prace przy inwestycji są praktycznie na ukończeniu. Brakuje tylko fragmentu w okolicach Al. Jana Pawła II. W przyszłym miesiącu będzie można jeździć po krańcach miasta. Jedno kółko to ok. 30 km. Obecnie na zachodniej obwodnicy są jeszcze barierki, a na skrzyżowaniu z Jana Pawła II dalej trwają prace drogowe. Są jednak i tacy, którzy jeżdżą już zachodnią obwodnicą rowerem – korzystając z braku samochodów. Gdy te się pojawią – pozostanie tylko ścieżka.

 

Pewnie może wiele osób dziwić dlaczego obwodnica miasta znajduje się w mieście. Otóż plan budowy tej drogi istniał już w PRL. Jednak sprawa się przeciągnęła, a międzyczasie miasto rozrastało się na zachód zabudowując tereny przy przyszłej drodze. Osoby, które wprowadzały się do bloków przy samej obwodnicy najwyraźniej liczyły, że droga nigdy nie powstanie bądź po prostu nie przeszkadzało im to. Pamiętać należy, że dawniej samochodów było dużo mniej niż teraz, stąd też niektórzy przy zakupie mieszkania mogli uznać, że niewielki ruch nie będzie problemem.

 

Warto sobie zadać pytanie co dalej. Za chwilę będziemy mieli kompletną obwodnicę. Czy kolejnym krokiem powinno być pozbywanie się ruchu z wewnątrz miasta? W zasadzie po to buduje się obwodnice. W Białymstoku póki co wprowadzono zwężenia na kilku ulicach w postaci bus-pasów, które zwyczajnie przez większość dnia stoją puste. Autobusów jest w mieście po prostu za mało. Oczywiście nie chodzi o to by było więcej, które wożą powietrze. Przykładem dobrze zorganizowanej komunikacji miejskiej powinna być Warszawa. Tam po prostu jeżdżenie samochodem na co dzień zwyczajnie się nie opłaca. Trudno tam mówić o czekaniu na autobus, tramwaj czy metro, gdyż te co chwile podjeżdżają.

 

W naszym mieście natomiast oprócz autobusów nie ma innego środka lokomocji. A mogłaby bez większych przeszkód funkcjonować Szybka Kolej Miejska. Połączenie tych dwóch środków komunikacji oraz zwiększenie sieci BiKeR pozwoliłoby na wypychanie samochodów z dzisiejszych głównych ulic miasta. Na pierwszy ogień powinna pójść Lipowa, na której od nadmiaru spalin nie da się oddychać w godzinach szczytu. Wszystko przez szczelne zabetonowanie i pozostawienie tam ruchu samochodowego.

 

Najgorzej, że w Białymstoku nie ma żadnego planu (chyba że tajny) na rozwój transportu. Po prostu bierze się dofinansowanie z Unii na wszystko co się da i na przykład kupuje się autobusy albo robi drogę z bus-pasem. Nie ma jednak jakiejś głębszej logiki w tym działaniu. Tymczasem powinien zostać uchwalony jakiś plan na przykład na najbliższe 10-20 lat. Taki dokument mógłby właśnie zakładać powstanie Szybkiej Kolei Miejskiej, całkowite odejście od autobusów spalinowych na rzecz elektrycznych, rozwój kolejnych „centr przesiadkowych” (te są zaplanowane), a także wypchnięcie jak największej liczby samochodów na obwodnice oraz uchwalenie czym jest faktyczne centrum Białegostoku. Rynek Kościuszki? A może też i Lipowa. A co z Warszawską i Młynową? Jak widać pytań jest sporo. A odpowiedzi brak.

Featured Video Play Icon

Persewal, Astra i Albatros wisiały nad Białymstokiem. Te wielkie maszyny zrzucały bomby.`

Balony napełniane helem czy innym gazem lżejszym od powietrza unoszą się do góry. Wie to chyba każdy rodzic, który kupował taką zabawkę swojemu dziecku. Analogicznie wie to też każde dziecko, które taką zabawkę otrzymało i zapytało rodziców – dlaczego ten balon może latać. Wiedzieli to także ludzie w XIX wieku. Postanowili swoją wiedzę jednak wykorzystać nie do zabawy, ale dla służby ludzkości. Jak to z wynalazkami bywa – również balony napełniane gazem lżejszym od powietrza wykorzystano do celów wojskowych. W tym przypadku pompowano do wielkich balonów wodór.

 

Sterowce potrafiły mierzyć nawet 80 metrów długości i być szerokie na 14 metrów. Te wielkie balony służyły rosyjskiemu carowi do zrzucania bomb podczas I Wojny Światowej. Persewal, Astra i Albatros stacjonowały w lesie Pietrasze w Białymstoku. Dziś teren jest zasłonięty stuletnimi sosnami oraz innymi zaroślami. Dlatego też jedyne pozostałości to betonowe kloce oraz wiele okopów i stanowisk strzeleckich. Być może spacerując po Pietraszach – natraficie na nie przypadkiem. Wtedy już ich obecność nie będzie dla Was zagadką. Betonowe kloce służyły do cumowania statków powietrznych. Oprócz nich w 1914 roku istniały również bazy, hangary, dźwigi czy też zbiorniki na wodór. Same sterowce mogły też transportować osoby. Zabierały 7 osób. Warto zaznaczyć iż statki nie tylko mogły zrzucać bomby, ale też były uzbrojone w karabiny.

 

Jedna z takich maszyn poleciała na teren Prus – bombardując dworzec kolejowy w Ełku. Inny statek powietrzny uległ zniszczeniu podczas katastrofy. Maszyna 16 sierpnia przyleciała do Białegostoku z Petersburga. Następnie carskie wojsko przeprowadziło misję zwiadowczą. Sterowiec miał być wykorzystany do rozpoznania okolic Olsztyna. Statek powietrzny nie doleciał tam jednak, gdyż zerwała się wichura. Ostatecznie zbombardowano drogi prowadzące do Osowca. Silny i porywisty wiatr spowodował, że sterowiec uderzył o ziemię.

 

Nowoczesny jak Białystok, nowoczesny jak Tadeusz Truskolaski

Nowoczesny jak Białystok, nowoczesny jak Tadeusz Truskolaski

To nawet zabawne jak prezydent Tadeusz Truskolaski pojmuje nowoczesność. Z jednej strony działaniem wspiera marsz równości LGBT, z drugiej bardzo długo każe czekać na ułatwienie życia mieszkańcom.

 

Rok 2006 to czas gdy Tadeusz Truskolaski po raz pierwszy wygrywa wybory na prezydenta Białegostoku. Wtedy po fatalnym Ryszardzie Turze jest jak koń na białym rycerzu, który zbawi wreszcie Białystok od mentalnej i faktycznej stagnacji. Pierwszą kadencję rozpoczyna z impetem – całymi garściami bierze unijne środki i betonuje co się da. Dostaje wtedy od opozycji przydomek „betonowy Tadzio”. Oczywiście nie należy pomijać pozytywnego aspektu tej sprawy. Białostoczanie nie jeżdżą po starych wybitych drogach tylko po nowych. Oblicze zmienia również Rynek Kościuszki, co w przyszłości będzie miało bardzo złe konsekwencje – w postaci wylewania hektolitrów wody w upały.

 

Pierwszy poważny problem prezydenta pojawia się w 2008 roku tuż przed Bożym Narodzeniem. Otóż okazuje się, że nowe logo miasta jest bardzo podobne do innego logo – organizacji LGBT z Nowego Jorku. Wszystkie media w Polsce mówią tylko o tym. Białystok ma reklamę jakiej nie potrzebował. Oczywiście według agencji, która przygotowała logo – podobieństwo było przypadkowe, zaś prawnicy stwierdzili że plagiatu nie było. Jednak to było najmniej istotne. Białostoczanie po wybuchu skandalu nie chcieli być absolutnie kojarzeni z LGBT. Wówczas prezydent Truskolaski to zrozumiał, a logo zostało przecięte na pół i wygląda tak jak obecnie.

Prezydent miasta jest także konserwatywny w innych kwestiach. W Białymstoku istnieje strefa płatnego parkowania. Jednak nie można się doprosić o parkomaty. Trzeba szukać kiosku, kupować karty postojowe, wypełniać je i zostawiać za szybą. Podobnie z biletami na komunikacje miejską. Mijają kolejne lata i kadencje prezydenta. W końcu w 2015 roku cud! Pojawiają się parkomaty. Karty postojowe idą w zapomnienie. Następny sygnał to biletomaty. Zostaje wspomniane o nich mimochodem przy okazji zakupu nowych autobusów. Umowa zostaje podpisana w lipcu. W 2020 roku urządzenia mają pojawić się w autobusach (szkoda, że na niektórych przystankach).

 

Nowoczesność przychodzi do Białegostoku z bardzo dużym opóźnieniem. Prezydent przeżył na tyle głęboką odmianę, że od osoby, która wysłuchała głosu mieszkańców – by Białystok nie miał logo kojarzącego się z LGBT (mimo, że logo to przecież nie plagiat) – zamienił się w osobę, która od LGBT już tak się nie odcina, a wręcz jest im nawet przychylny. 20 lipca w Białymstoku przejdzie po raz pierwszy marsz osób LGBT. Jest wiele środowisk, które próbowało zorganizować w tym samym czasie kontrmanifestacje i inne wydarzenia. Tadeusz Truskolaski odmawiał jednak wszystkim po kolei tłumacząc, że marsz LGBT był pierwszy (różnice zgłoszeń wynosiły kilka sekund). Co prawda nie udziela ani patronatu ani nie weźmie udziału, ale też sądząc po działaniu nie zgadza się na to, by cokolwiek innego w tym dniu, zgodnie z prawem mogło się w mieście wydarzyć. Opozycja już złośliwie nazywa prezydenta „Tęczowym Tadziem”.

 

Jedno jest pewne – prezydent to nie jest „Nowoczesny Tadzio”, bo do decyzji o dyskretnym sympatyzowaniu z LGBT dojrzewał 11 lat. Do parkomatów 15 lat, a do biletomatów chyba jeszcze dłużej. Co dalej? Może za 10 lat doczekamy się Szybkiej Kolei Miejskiej oraz elektrycznych autobusów. Chyba, że mieszkańcy na kolejną kadencję Truskolaskiego nie wybiorą.

fot. główne: Platforma Obywatelska RP / Wikipedia

Puszcza Białowieska. Serce się kraje patrząc na marnowany potencjał tego miejsca.

Puszcza Białowieska. Serce się kraje patrząc na marnowany potencjał tego miejsca.

Serce się kraje, gdy patrzy się jak bardzo nie wykorzystany jest potencjał turystyczny Puszczy Białowieskiej. Patrzenie na to wyjątkowe miejsce tylko poprzez pryzmat Białowieskiego Parku Narodowego to duży błąd. Gdyby ludzie potrafili dochodzić do porozumienia, to zyskalibyśmy na tym wszyscy. A tak możemy tylko patrzeć i się dziwić – jak to możliwe.

 

Jak to możliwe, że każdego roku Zakopane przeżywa wielokrotnie w roku ludzkie oblężenie? A Wetlina i Ustrzyki Górne w w Bieszczadach? Czy to wyłącznie magia gór? No cóż – chyba nie – w górach położonych jest bardzo wiele miast, a jednak nie każde jest szturmowane przez turystów. To może morze? Jak to jest, że kochamy Hel, Świnoujście, Łebę, Kołobrzeg a Pobierowo i Mrzeżyno już nie tak bardzo? Na Mazurach zaś są wspaniałe turystyczne miejscowości takie jak Ruciane-Nida, Mrągowo czy Giżycko ale też kompletne odludzia – mimo, że również położone nad jeziorami. Co jest więc nie tak z Puszczą Białowieską, że jest takim turystycznym miejscem nijakim. Wiele osób ją zna, turyści przyjeżdżają, ale nie ma oblężenia, które pozostawia za sobą wielkie pieniądze? Czy zadecydował o tym przypadek?

 

Zadecydowali o tym ludzie. Którzy się skrzyknęli i wykonali pewną pracę na rzecz swoich małych ojczyzn. Potem te trafiły do popkultury i interes się kręci. Miłość w Zakopanem, Bieszczadzkie Anioły, Lato w Kołobrzegu – tu pomogły piosenki. Hel jest znany ze swego unikalnego położenia. Świnoujście jest wyspą, na którą trzeba dotrzeć promem. Mrągowo ma piknik country. A Puszcza? W oczach popkultury to „jakiśtam las, który zły PiS chce wyciąć”. Czy takiej reklamy potrzebuje Puszcza Białowieska?

 

Zacznijmy od tego, że cała Puszcza podzielona jest na wiele obszarów czyli: Białowieski Park Narodowy, nadleśnictwa, gminy Białowieża, Hajnówka, Narew, Narewka, Czeremcha, Czyże, Dubicze Cerkiewne, Narewka, miasto Kleszczele oraz powiat hajnowski, powiat białostocki oraz oczywiście Województwo Podlaskie. Każde z wymienionych ma coś wspólnego z Puszczą Białowieską. Gdyby władze tych wymienionych wspólnie się porozumiały, wypracowały strategię działania i zaczęły tę strategię realizować, to za kilka lat Puszcza Białowieska stałaby się miejscem kultowym. Decyduje o tym popkultura. Zanim ta gdziekolwiek dotrze najpierw jest kultura bez popu.

 

Dlatego też muszą tu dotrzeć znani muzycy. Gdyby tak raz do roku odbywał się jakiś festiwal. Tylko gdzie? Miejscem idealnym wydaje się Zalew Siemianówka. Miejsca nie brakuje a i widoki piękne. Subkultura to także znani aktorzy. Dlaczego więc w Puszczy nie kręci się seriali? Dzisiaj ten gatunek filmowy przeżywa prawdziwy rozkwit. A my stoimy i patrzymy zamiast działać. Jeżeli nie będziemy kreować zdarzeń, to zrobią to inni zabierając nam wszystko.

 

Od lat turystyka to bardzo słaba punkt województwa. Nie ma nikogo, kto byłby na tyle zdeterminowany, by wziąć wszystkich zainteresowanych, stworzyć plan działania i z żelazną konsekwencją realizować go. Niestety zamiast współpracy jest nadmierna rywalizacja. Każdy sobie rzepkę skrobie. Zamiast tego marszałek mógłby zatrudnić specjalistów od rozwoju turystyki i marketingu, a także sypnąć kasą na wykreowanie „pop kultury”. Problem w tym, że w Polsce specjalista w urzędzie to synonim słowa „partyjny fachowiec”, który niczym w Misiu przeprowadza drogie i słomiane inwestycje. Miło by było gdyby obecny marszałek – jeżeli by się zdecydował na zatrudnienie specjalisty – nie szedł tradycyjną drogą. Wtedy skorzystaliby na tym wszyscy mieszkańcy. Bo im więcej turystów – tym więcej pieniędzy w kieszeniach tych pierwszych. 

Pacieliszki, Brazylka, Argentyna i Królikarnia. Oto zapomniane dzielnice Białegostoku.

Pacieliszki, Brazylka, Argentyna i Królikarnia. Oto zapomniane dzielnice Białegostoku.

Białostoczek, Wygoda, Skorupy, Dojlidy, Nowe Miasto, Piaski, Bojary czy Antoniuk to nazwy białostockich osiedli, które funkcjonują do dziś. Dawniej niektóre z nich były po prostu wsiami przyłączonymi do dzisiejszej stolic województwa podlaskiego, inne zaś były od zawsze. Warto wiedzieć, że dzielnice Białegostoku obfitowały także w wiele zapomnianych już nazw, które czasem można jeszcze usłyszeć w opowieściach najstarszych mieszkańców. Warto zaznaczyć, że nie wszystkie wymienione nazwy były oficjalne. Niektóre funkcjonowały tylko podczas rozmów.

 

W połowie XIX wieku, w zasadzie jeszcze pod Białymstokiem lub na jego obrzeżach znajdowały się Pacieliszki. Dziś to ul. Sławińskiego, którą dojedziemy z Nowego Miasta do Kleosina (dawniej Folwark Ignatki). Warto dodać, że te białostockie osiedle przed wojną nazywane było Słobodą. Tuż obok znajdowała się Kolonia Bażanciarnia (dziś to osiedle Ścianka, nazywane też Bażantarnią). Bliżej centrum znajdowała się Kaskada czyli dzisiejsza Prowiantowa.

 

Po wschodniej stronie miasta mieliśmy Ogrodniczki Dojlidzkie, Krożywok (prawdopodobnie okolice Pieczurek), Wysranki (Wygoda) – które wbrew pozorom nie były tak nazywane przez mieszkańców z pogardą. Była to dla nich normalna nazwa. Warto też wspomnieć o Królikarni czyli dzisiejszych ulicach Pułkowej oraz 42 Pułku Piechoty. To jeszcze nie wszystko – okolice dzisiejszej Węglówki to Studzieńczyna. Na zachodzie funkcjonowały Ogrodniczki Wysokostockie (dziś Antoniuk Fabryczny).

 

Dzisiejszy Białostoczek miał bardzo wiele nazw. Na mapie z 1935 roku była Markowa Góra, zaś zamiast terenów elektrociepłowni funkcjonowała Brazylka. Dawniej bardzo biedne osiedle. Dziś to zapomniane miejsce na uboczu między Elektrociepłownią a Białostockimi Zakładami Graficznymi (na zdjęciu głównym). Oprócz tego zwyczajowo Białostoczek nazywano Zagradkiem, Zapaszką, Mostkami, Działami, Zliszkami i Żabkami. Uroczo prawda? Biednych dzielnic nie brakowało w centrum. Oprócz najbardziej znanych Chanajek czyli dzisiejszej Młynowej – funkcjonowała także Argentyna czyli dzisiejsza Kijowska, Cieszyńska i do dziś ukryta bardzo zapomniane ul. Czarna oraz ukryta Żółta. Oprócz nich w centrum znajdowała się także dzielnica Szulchojt, który spłonęła razem z podpaloną przez Niemców z Żydami w środku wielką Synagogą.

 

Dosyć intrygującym miejscem był Ermitraż – czyli osiedle w okolicy dzisiejszej Galerii Białej. Warto jednak dodać, że na XX-wiecznej już mapie z 1935 roku miejsce te funkcjonuje jako osiedle Nowe. Ostatnie miejsce jest dosyć zagadkowe. W zasadzie nikt nie wie gdzie się znajdowało. Rozedranka – bo tak nazywała się białostocka dzielnica. Pierwsze skojarzenie jest ze wsią pod Sokółką, jednak wbrew pozorom chodzi miejsce w Białymstoku. Niestety raczej się nie dowiemy. Pozostanie to już tajemnicą XIX-wiecznego Białegostoku.

Featured Video Play Icon

To tylko 10 km, ale tak naprawdę przepaść. Trudne związki Białegostoku z sąsiadami.

Autobusem nie można, ale wkrótce będzie można dojechać do Supraśla rowerem. Podbiałostockie uzdrowisko ma problem transportowy. Mimo, że to tylko 10 km od Białegostoku to można tam dojść najwyżej na piechotę lub dojechać rowerem i PKS-em. Od dawna nie ma autobusów miejskich (jak do innych miast pod Białymstokiem). Ostatnio też wycofał się popularny w mniejszych miastach Voyager. Jedynie PKS tam dociera. Nawet władze tej spółki zlitowały się nad mieszkańcami i dorzuciły więcej połączeń. Teraz jest ich 11. Pierwsze o 4 rano, ostatnie o godz. 21. Na osłodę będą jeszcze SRU (Supraskie rowery miejskie połączone z BiKeR), którymi będzie można przemieszczać się między miastami. Warto dodać, że system rowerów miejskich działa też w Choroszczy i Juchnowcu Kościelnym. W przyszłości stacja będzie znajdować się również w Grabówce, która leży w gminie Supraśl.

 

Niemniej jednak jest to bardzo dziwna sytuacja, by do miasta oddalonego o 10 km nie dojeżdżał żaden autobus miejski. To nie jest aż tak wielka odległość. Widać tu brak porozumienia, którymi są oczywiście pieniądze. Białystok nie zamierza robić prezentów Supraślowi, a ta gmina zaś nie chce wyłożyć oczekiwanych pieniędzy na obsługę. Oczywiście nie bez wpływu pozostaje tu fakt, że prezydent Truskolaski kojarzony jest z Platformą, zaś Radosław Dobrowolski – burmistrz Supraśla kojarzony jest z PiS. Gdyby obaj reprezentowali podobne poglądy polityczne, na pewno szybciej by się dogadali.

 

Warto zauważyć jeszcze coś innego. Generalnie jeżeli uznalibyśmy, że Białystok można (ale nie można) porównywać do takich miast jak Wrocław, Poznań, Gdańsk, Kraków i tak dalej, to umownie byśmy nazwali gród nad Rzeką Białą – „metropolią”. Wtedy samorządowcy wszystkie gminy wokół takiej metropolii nazywają „obwarzankowymi”. Czyli sąsiadujące z metropolią, które ów chce wchłonąć. Jednym ze sposobów jest właśnie tworzenie „aglomeracji” czyli silnych związków gospodarczych, transportowych i w realizacji innych usług publicznych.

 

W przypadku właśnie transportu można zauważyć, że Białystok ma takie relacje z Choroszczą, Dobrzyniewem, Wasilkowem, Juchnowcem, ale nie ma z Supraślem, Zabłudowem czy Łapami. Warto się zastanowić dlaczego. Szczególnie te ostatnie miasteczko cierpi na wieloletnią zapaść gospodarczą. Oczywiście jak śpiewał Krzysztof Cugowski „do tanga trzeba dwojga”. Czyżby to ze strony małych gmin brakowało woli wspólnego działania? Warto tutaj zauważyć, że transport tylko otwiera możliwości na realizację innych usług publicznych, na które wszystkie gminy tworzące jakiś związek mogą się po prostu zrzucać – dzięki czemu jest taniej. Ale kto w dzisiejszych czasach liczy w ogóle pieniądze? Na pewno nie politycy.

Podlaska magia latem. Te dwa miejsca to dobry pomysł na weekendowe zwiedzanie.

Podlaska magia latem. Te dwa miejsca to dobry pomysł na weekendowe zwiedzanie.

Zalew Siemianówka i Dolina Świsłoczy. Te dwa miejsca położone obok siebie to dobry pomysł na spędzenie jednego dnia na wschodnie Podlasia. Zwiedzając zobaczymy urokliwe cerkwie, kościoły i meczety. Poczujemy też moc przyrody, a jak wybierzemy się dostatecznie wcześnie rano, to może trafimy również na dzikie zwierzęta! Można powiedzieć, że taka wyprawa będzie zwiedzaniem Podlasia w pigułce. Po drodze zobaczymy wszystko to, dzięki czemu nasz region jest taki magiczny i przyciąga do siebie coraz więcej osób z całej Polski. Ten tekst kierujemy do wszystkich, którzy chcieliby poczuć podlaską magię latem.

 

Jeżeli dla kogoś nie jest problemem przejechanie 90 km rowerem, to może naszą trasę właśnie pokonać w ten sposób. Wystarczy pojechać weekendowym pociągiem do Walił, a dalej zrobić wielkie kółko jednośladem. Natomiast wszyscy zmotoryzowani, wybierając się z Białegostoku powinni kierować się na Michałowo. To właśnie tam przy pięknej cerkwi będziemy skręcać w lewo i rozpoczynać wspaniałą przygodę.

 

Stamtąd powinniśmy skoczyć do miejscowości Bondary – gdzie znajduje się wieża widokowa, z której zobaczymy sobie Zalew Siemianówka. Jest też plaża, jednak jakość wody w jest na tyle dyskusyjna, że odradzamy kąpiel. Kolejny przystanek to miejscowość Bachury. Znajduje się tam prawosławna kaplica św. Mikołaja oraz droga na uboczu, którą możemy poruszać się przy samym zbiorniku wodnym. Robiąc łuk wrócimy do drogi wojewódzkiej nr 686, którą pojedziemy dalej do Jałówki. Tam oczywiście numerem jeden do zwiedzania są ruiny kościoła.

 

Kolejny punkt naszego zwiedzania to Dolina Świsłoczy. Jadąc przez Kondratki miniemy 2 duże stawy. Następnie jedźmy przez Dublany do Mostowlan. Tam obejrzymy cerkiew oraz kaplicę prawosławną. Możemy też dojechać pod samą rzekę Świsłocz, która tylko fragmentarycznie przepływa przez Polskę, a w większości jest na Białorusi. Jest to dopływ Niemna. Warto tutaj też zwrócić uwagę na ukształtowanie terenu. Miniemy sporo pagórków czy zakrętów. Łatwo jest się tu zgubić. Szczególnie, że to kompletne odludzie. Dalej jedźmy na Gobiaty. Po drodze miniemy zamknięte przejście graniczne kolejowe. Na wielkiej bramie będzie napisane po rosyjski „MIR” czyli „Pokój”.

 

Kolejny przystanek to przejście graniczne w Bobrownikach. Warto zobaczyć z bliska miejsce, którym można wyjechać nie tylko z Polski, ale także z Unii Europejskiej. Następny przystanek to Chomontowce. Istny raj dla grzybiarzy. Odludny dziki wschód jest pełen leśnych przysmaków. Warto jednak uważać, by przypadkiem nie przekroczyć granicy. Bo mogą nas spotkać naprawdę przykre konsekwencje.

Urokliwa wioseczka oprócz grzybów w lesie ma jednak wiele więcej do zaoferowania. To drewniane domy, które są niemalże żywym skansenem oraz brukowana uliczka powodują, że można odnieść wrażenie jakby czas tam się zatrzymał. Warto zwrócić uwagę na narożniki domów oraz okiennice. Starannie wyrzeźbione i pomalowane wzory wzbudzą zachwyt u wielu osób. Swój urok mają także w niektórych domach ganki, w których na oknach znajdują się wyjątkowe firanki. Wyjeżdżając z tej magicznej wioski dojedziemy do innej urokliwej wioseczki – Rudaki. Tam warto dojechać do końca wsi by spocząć na ławeczce pod drzewem i porozmyślać o życiu. Warto też porozmawiać z miejscowymi ludźmi – jeżeli takich napotkamy. Ich gwara to mieszanka polskiego, rosyjskiego i białoruskiego. Mówią „po swojomu”.

 

Ostatnim przystankiem naszej wycieczki będzie tatarska wioska Kruszyniany. Oczywiście można tam zwiedzić unikalny drewniany meczet oraz cmentarz. Do tego warto na miejscu skosztować tatarskiej kuchni. W weekendy wioska tętni życiem i na pewno nie będziemy jedyni, którzy tu się wybrali. Być może będzie to okazja do poznania nie tylko Tatarów, ale też innych zwiedzających, którzy podzielają nasze zainteresowania?

 

Jeżeli będziemy jechać rowerem to do Walił możemy wrócić przez Sanniki, Szaciły i Piłatowszczyznę. Samochodem będzie wygodniej wrócić do Bobrownik, a następnie drogą krajową prosto do Białegostoku.

Rodzina Bukowskich. Białystok bez nich nie byłby taki sam.

Rodzina Bukowskich. Białystok bez nich nie byłby taki sam.

Stanisław Bukowski, Placyda Siedlecka oraz Andrzej Bukowski – trzy niesamowite postacie, które odcisnęły po sobie w Białymstoku gigantyczny ślad. Architekt, artystka oraz ich syn – wesoły chłopiec spod Opałka. Stanisław Bukowski najbardziej znany jest z realizacji projektu odbudowy pałacu Branickich. Nie było to takie proste, bo kompletnie zniszczony przez Niemców budynek nie tylko został pozbawiony ścian i sufitu, ale wcześniej odarty z polskości przez rosyjskiego zaborcę. Dlatego też zadaniem Stanisława Bukowskiego było przywrócenie świetności Wersalowi Podlaskiemu, który przed zniszczeniem był ponurym Instytutem Panien Szlacheckich. Gdy to zrobił – nagrody i podziękowania otrzymał ktoś inny. Gdy spoglądamy dziś na Pałac – widzimy jak wspaniałe jest to dzieło. Przepełnione wielką ilością architektonicznych detali. Placyda pozostawiła po sobie między innymi ogromny, wspaniały witraż, na który nie można patrzeć obojętnie. Andrzejek został zapamiętany jako zawsze uczynny i uśmiechnięty chłopak.

Wskrzesić Białystok

Bukowski urodził się w Rypinie (na Kujawach) w 1904 roku. Tuż przed II Wojną Światową, jako student architektury w Warszawie w 1933 roku otrzymał jako jeden z pierwszych stypendium Wydziału Architektury na roczną podróż zagraniczną. Gdy wrócił został pracownikiem naukowym na wydziale oraz pracował w biurze prof. Przybylskiego. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo wkrótce przeniósł się do Wilna (będącego w Polsce). Tam przebywał do 1945 roku czyli do zakończenia II Wojny Światowej. W Wilnie poznał także swoją przyszłą żonę Placydę.

 

Po II Wojnie Światowej przyjechał z żoną do Białegostoku. Tutaj został jednym z trzech architektów, któremu zostało wyznaczone zadanie – wskrzesić Białystok – miasto kompletnie zniszczone przez Niemców. Przez kolejne 30 lat Stanisław Bukowski zajmował się odbudową zabytków oraz projektowaniem budynków użyteczności publicznej, kościołów oraz ich wnętrz. Dodatkowo architekt uczył w Liceum (a później Technikum Budowlanym) w Białymstoku.

 

Najważniejszym dziełem Bukowskiego był Pałac Branickich. Architekt w 1947 roku sporządził projekt. Chciał, by odrodzony pałac wyglądał wewnątrz i zewnątrz jak w połowie XVIII wieku oraz pełnił rolę muzeum. W 1949 roku władze zadecydowały, że budynek zostanie przekazany na użytek Akademii Lekarskiej. Bukowski zaprotestował i przez to został odsunięty od kierowania własnym projektem. Nagrody i podziękowania za odbudowę otrzymał ktoś inny.

 

Bukowskiemu zawdzięczamy nie tylko piękny Pałac Branickich, ale też ukończenie kościoła św. Rocha – projektu Oskara Sosnowskiego, oraz przepięknej odbudowie i zdobieniu Domu Koniuszego (Pałacyk Ślubów), klasztoru Sióstr Miłosierdzia (na przeciwko Kina Ton), Domku Napoleona, budynku Loży Masońskiej (przez lata Książnica Podlaska), dawnego Archiwum Państwowego (przy Kinie Ton), a także prawie całej ul. Lipowej oraz wielu kościołów na Białostocczyźnie. Najbardziej charakterystyczny „stempel” architekta to rzeźba wieńcząca dach Pałacu Branickich od strony ogrodu. To nie hetman spogląda z góry tylko Stanisław. Warto nadmienić, że to nie sam architekt sobie pomnik stawiał. Zrobili to w podziękowaniu przyjaciele, którzy dokończyli za Bukowskiego Pałac po tym, gdy architekt podle został odsunięty od kierownictwa własnego dzieła. W tajemnicy przywieziono rzeźbę z Warszawy do Białegostoku i w roku 1957 postanowiono – wbrew decyzjom władz – umieścić ją właśnie na szczycie (fot. główne).

 

Wybitny architekt zmarł 1 marca 1979 roku.

Wołał na nią Peliszka

Placyda była artystką – głównie plastyczką oraz malarką. Urodziła się w 1907 roku w Białymstoku. Była tak samo mądra jak i przepiękna. Ukończyła Gimnazjum Żeńskie im. księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej z bardzo wysokimi ocenami. Szczególnie z plastyki oraz religii. Następnie przeniosła się do Wilna – gdzie ukończyła z wynikiem bardzo dobrym Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytety Stefana Batorego. Placyda po studiach zaangażowała się w życie artystyczne.

 

Gdy przyjechała do Białegostoku już z mężem – Stanisławem – zatrudniła się jako nauczycielka w Średniej Szkole Sztuk Plastycznych i Ognisku Plastycznym. Następnie współzałożyła, a potem przez kolejne 25 lat pozostawała członkinią i prezesem Związku Polskich Artystów Plastyków. Placyda w 1946 roku urodziła syna Grzegorza. Niestety dziecko Bukowskich przeżyło tylko kilka miesięcy. W 1950 roku urodził im się kolejny chłopiec – Andrzej. Dziecko miało zespół Downa.

 

To, co najbardziej charakterystyczne zostało po kobiecie to fantastyczny witraż (rozeta) na suficie kościoła św. Rocha oraz płaskorzeźby w kościele na Dojlidach, a także obraz z wizerunkiem Chrystusa znajdujący się w bocznej kaplicy. Warto dodać, że Placyda była wszechstronnie uzdolniona artystycznie. Projektowała nie tylko w sferze sacrum. Projektowała również scenografie teatralne, publikowała oraz aranżowała wystawy. Warto obejrzeć jej obrazy – są przepełnione baśnią i metaforą.

 

Stanisław wołał na żonę „Peliszku”. To on był dominujący w tym związku. Wielokrotnie krytyczny wobec artystycznych dzieł żony, ale przepełniony miłością. Gdy razem chodzili po Białymstoku to Stanisław szedł pierwszy, zanim szła Pela oglądając się do tyłu za kroczącym na końcu synem Andrzejkiem.

 

Placyda, zmarła nagle na atak serca. 18 grudnia 1974 roku.

Wesoły Andrzejek

Białostoczanie widywali go w autobusie linii nr 5, gdzie umilał podróż pasażerom śpiewając piosenki. Można było go także spotkać pod sklepem Opałek, gdzie pomagał ustawiać sklepowe wózki i pakować zakupy. Chociaż to dorosły i siwy mężczyzna, to chyba każdy mieszkaniec pamiętał go jako wesołego chłopaka właśnie za sprawą uśmiechu. Mama odeszła gdy miał 23, a tata gdy miał 28. Młody mężczyzna z zespołem Downa miał na szczęście opiekunów, którzy byli przy nim do końca. Warto podkreślić, że osoby z jego schorzeniem najczęściej dożywają tylko 40 lat. Nasz białostocki wesołek przeżył aż 53 lata. W połowie 2003 roku jego stan zdrowia zaczął się pogarszać. Wtedy też trafił do szpitala na obserwację. Po wyjściu opiekunowie zostali uprzedzeni, że nadchodzi kres jego życia. Tak też się stało w lutym 2004 roku.

 

Stanisław, Placyda oraz Andrzej Bukowscy pochowani są w rodzinnym grobowcu na cmentarzu Św. Rocha.

fot. główne: Antoni Zdrodowski

 

Dlaczego jest tak mało połączeń kolejowych? Trzeba to koniecznie zmienić!

Dlaczego jest tak mało połączeń kolejowych? Trzeba to koniecznie zmienić!

Koleje regionalne w województwie podlaskim to bardzo ciekawy przypadek. Z jednej strony można nimi w weekendy pojechać do Kowna na Litwie, przez Puszczę Knyszyńską do Walił pod Gródkiem oraz przez Puszczę Białowieską z Czeremchy do Siemianówki. Z drugiej strony codzienne połączenia w zasadzie opierają się tylko o Białystok. Mimo, że województwo Podlaskie to także Suwałki na północy, Łomża na zachodzie i Siemiatycze na południu. Wszystko wskazuje na to, że Łomżę chyba oddamy Mazowszu. Obecnie, od lat nie można tam dojechać pociągiem. Niedługo to się zmieni. Tylko jest jeden szkopuł. Z Białegostoku dalej nie dojedziemy, bo tory poprowadzą z Mazowsza przez Łomżę na Mazury.

 

Gdzie można dojechać regionalną koleją z Suwałk? Do Białegostoku przez Augustów i Sokółkę. Natomiast z Siemiatycz dojedziemy do Siedlec, Czeremchy, Warszawy i Hajnówki. Gołym okiem widać, że czegoś tu brakuje. Z Białegostoku brak planów na bezpośrednie połączenie Białystok – Łomża. Nie wiadomo nawet kiedy zakończy się remont torów między Łapami a Łomżą. Z Suwałk brak połączenia z Siemiatyczami i vice-versa. Po drodze z Hajnówką i Bielskiem Podlaskim.

 

Za wzór należy postawić Koleje Dolnośląskie. Tam nie wszystkie połączenia odbywają się przez Wrocław. Takie miasta jak Jelenia Góra, Wałbrzych, Kłodzko, Głogów są ze sobą skomunikowane. Jelenia Góra, Wałbrzych i Wrocław – między tymi miastami można jeździć przez cały dzień. Jest bardzo dużo połączeń. Jest także połączenie między leżącymi na północy województwa Głogowem oraz Kłodzkiem na południu. Warto też dodać że nawet jeżeli jakieś połączenie zahacza o Wrocław, to nie jest to zawsze miasto końcowe. Ponadto ilość wszystkich połączeń na Dolnym Śląsku jest ogromna!

 

Oczywiście jest tam 3 razy więcej mieszkańców niż w Podlaskiem, ale połączeń kolejowych więcej jak trzy razy. Dlatego mamy od kogo się uczyć. Nie może tak być, że można dojechać tylko do Białegostoku. Powinno być wiele połączeń regionalnych kursujących na co dzień na trasie Suwałki – Augustów – Sokółka – Białystok – Bielsk Podlaski – Czeremcha – Siemiatycze. To bardzo źle, że ludzie w kwestiach transportu muszą liczyć tylko na siebie – co najczęściej kończy się kupowaniem samochodu. Efekt jest taki, że w rodzinie 3-osobowej są 3 samochody.

 

Osobną kwestią są połączenia krajowe. Zupełnie nie jest zrozumiałe dlaczego z Suwałk jest jedno połączenie do Krakowa (które miało być zlikwidowane) i jedno do Warszawy. Od dawna odcinek Sokółka – Suwałki nie jest zelektryfikowany. To główna przeszkoda, ale wszystkie pociągi, które kończą bieg w Białymstoku mogłyby w zasadzie dojeżdżać przynajmniej do Sokółki. Z tego miasta na północ mogłyby jeździć często szynobusy. Brakuje też połączenia Suwałki – Białystok – Siedlce – Lublin – Rzeszów. To kuriozalne, że na południe Polski musimy jeździć przez Warszawę.

 

Najgorsze, że nie ma nawet żadnych planów na zmiany. Nie wiadomo czy kiedykolwiek Białystok będzie połączony kolejowo z Łomża. Linia Suwałki – Sokółka prawdopodobnie może zostać w przyszłości zlikwidowana. Bowiem za kilka lat będzie połączenie Suwałki – Ełk – Białystok. Nie ma też żadnych planów, by jeździły pociągi do Lublina i Rzeszowa. Żal na to patrzeć.

Kładka Śliwno-Waniewo znów całkowicie zamknięta! Nie mamy dobrych wieści.

Kładka Śliwno-Waniewo znów całkowicie zamknięta! Nie mamy dobrych wieści.

Tym razem nie było na szczęście żadnego wypadku, ale susza spowodowała, że wody w Narwi jest na tyle mało, że platformy do przechodzenia między kładkami opadły na dno. Niestety nie wiadomo kiedy sytuacja się zmieni i czy w ogóle się zmieni. Najbliższe dni mają być chłodniejsze. Być może coś popada, ale jak wiadomo – jest to loteria. Dopóki stan rzeki nie polepszy się – z kładki nie będzie można korzystać.

 

Jeżeli już podniesie się poziom Narwi to z kładki będzie można korzystać w całości, a nie jak do tej pory. Wszystkie platformy będą dostępne dla turystów i możliwe będzie przejście ze Śliwna do Waniewa (oraz odwrotnie). Przypomnijmy, że kładka była zamknięta, a później częściowo otwarta po wypadku jaki miał miejsce. Jedna z platform wywróciła się do wody z turystami. Skończyło się na strachu i mokrych ubraniach. Na szczęście ofiar nie było, ale sprawę trzeba było wyjaśnić. Teraz pozostaje tylko czekać na deszcz. Tu jednak może być pewien spory problem.

 

Warto tutaj zaznaczyć, że brak wody na początku lata na rozlewiskach to wina działalności człowieka. Wiele miesięcy temu pisaliśmy, że Polska pustynnieje a Rzeka Biała w Białymstoku może wsiąknąć. Okazuje się, że jest jeszcze gorzej! Istotną rolę w gromadzeniu wody odgrywają rzeki. Im bardziej są one naturalne tym lepiej. Poprzedni mieszkańcy Białegostoku regulując rzekę spowodowali, że nurt jest szybszy, a woda się nie gromadzi na danym obszarze. Nie ma też naturalnych terenów zalewowych. Swoje dołożyli też developerzy zabudowując dolinę Białej. Na rzece tworzą się siedliska zwierząt i roślin. Te drugie są swoistym filtrem. Rośliny absorbują fosfor i azot. Dla człowieka to zanieczyszczenie, zaś dla rośliny to pokarm. Jeżeli chodzi o Narew to tutaj nie było developerów, ale rolnicy. Adaptując kolejne tereny pod uprawy również zdeformowali naturalny bieg rzeki. Ulewne i gwałtowne deszcze powodują, że woda szybko spływa dalej, a upalne dni doprowadzają do suszy. Czy oprócz rzeki Białej wsiąknie też Narew?

Artykuł Czytelnika: Nowy plan zagospodarowania Rynku Siennego: brak drzew!

Artykuł Czytelnika: Nowy plan zagospodarowania Rynku Siennego: brak drzew!

Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na nową koncepcję Rynku Siennego w Białymstoku. Według nowego planu obecny bruk ma być otoczony… betonem. Niedawno mieliśmy idealny przykład pogodowy, który uświadomił tysiącom Polaków, dlaczego „betonowanie” miasta jest złym pomysłem. Drzewa naturalnie chronią nas przed słońcem, a betonowe pustynie potrafią podwyższyć odczuwalną temperaturę do 15-20 stopni Celsjusza.

 

Ponadto warto jest zwrócić uwagę na fakt, że zieleń w miastach jest po prostu estetyczna (nie bez powodu każdy sobie chwali odległość od najbliższego parku przy sprzedaży nieruchomości). Obecny Rynek Sienny krzyczy swoją pustką i jest nieużywany. Nowy plan zamiast zachęcić mieszkańców do korzystania z zieleni, stawia na kolejną betonowo-brukową pustynię. Czyli: jest pusto, zainwestujemy miliony i … będzie nadal pusto.

 

Czy mieszkańcy naprawdę tak bardzo nie lubią zieleni? Czy chodzi o absurdalną oszczędność samorządu, bo po drzewach trzeba raz do roku pozamiatać? Przypominam o drzewach iglastych, które tracą swoje igły raz na kilka lat, więc nawet ten problem ich nie dotyczy.

Autor: P9

Nowy plan i wizualizacja: www.bialystok.pl/pl/wiadomosci/aktualnosci/rynek-sienny-w-nowej-odslonie.html
Jak drzewa naturalnie chłodzą miasta: nauka.rocks/drzewa-w-miescie/

/info-od-czytelnika/

Czy Lotnisko Krywlany wystartuje szybciej? Prezydent ma 3 możliwości.

Czy Lotnisko Krywlany wystartuje szybciej? Prezydent ma 3 możliwości.

Prezydent Tadeusz Truskolaski chciał, by kto inny zadecydował o tym ile drzew wyciąć na potrzeby białostockiego lotniska na Krywlanach. Zwrócił się w tej sprawie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które zadecydowało, że to jednak nie kto inny a Prezydent Truskolaski musi sam zadecydować ile lasu wycinać. O ile nie zabraknie mu odwagi, to Krywlany wystartują szybciej.

 

Zacznijmy od tego, że lotnisko na Krywlanach ma tyle samo przeciwników co zwolenników. Przed wyborami samorządowymi jednak Truskolaski będąc w opozycji do radnych z PiS przycisnął ich. Musieli zadecydować o tym, czy wziąć dotację z od zarządu Województwa Podlaskiego, który był obsadzone przez sprzymierzeńców Truskolaskiego z PO. Doskonale wiedzieli, że zagłosowanie „przeciw” byłoby katastrofą wizerunkową, zaś na żadne inne lotnisko niż na Krywlanach nie ma szans odkąd minister Bieńkowska za czasów Platformy zakręciła kurek z kasą europejską na lotniska regionalne.

 

Po wyborach zmienił się krajobraz. W Białymstoku radni są z Platformy (czy też teraz Koalicji Obywatelskiej), zaś zarząd Województwa Podlaskiego z PiS. Zatem nic nie stoi na przeszkodzie, by budować mityczne lotnisko regionalne, za którym optują gorąco politycy PiS. Wystarczy przegłosować i działać. Problem w tym, że jakoś po wyborach nikt z PiS nie wspomina już o lotnisku regionalnym. Dlatego też po czasie widać, że lotnisko na Krywlanach to dobra inwestycja, bo jedyna możliwa. Jednak żeby ją uruchomić trzeba usunąć „przeszkody lotnicze” – czyli wyciąć duży kawałek lasu. Ktoś musi oszacować ile dokładnie i wydać decyzję o wycince. Zgodnie z przepisami musi to zrobić prezydent Truskolaski. Każdy dobrze wie, że wycinanie lasu nie będzie jednak wizerunkowo korzystne. Już pojawiła się petycja w sieci by nie wycinać. Zaraz zawiąże się jakiś Komitet Obrony Lasu i będzie trzeba się użerać. Dlatego prezydent chciał by to inny organ wydał decyzję, bo on mógłby nie być w tym obiektywny, bezstronny i takie tam. Przede wszystkim jednak by dostał gotową decyzję do realizacji i przeciwnikom by odpowiedział, że taka jest decyzja niezależna i on nic nie może zrobić.

 

Problem w tym, że w matematyce nie ma subiektywnych opinii, są tylko fakty więc trudno o nieobiektywną decyzję w sprawie wycinki lasu. Są parametry techniczne określone liczbami, które to gwarantują, że podczas lądowania samolotu będzie bezpiecznie. Nie ma tu opcji, że prezydent wyjdzie i powie – „no to żeby było miło przeciwnikom wycinki, to wytnę tylko połowę”. Dlatego też jeżeli trzeba wyciąć 80 hektarów lasu (zaznaczony fragment na mapie) to nie będzie tutaj negocjacji. Warto jednak zaznaczyć, że las znajduje się również po drugiej stronie pasa.

Truskolaski ma trzy możliwości. Może wziąć na klatę to co sam forsował przed wyborami samorządowymi i podjąć szybko decyzję o wycince lasu. Przeciwników i tak nie przekona, a zwolennicy wiedzieli przecież o wycince lasu od początku, więc gdyby im to przeszkadzało to by byli przeciwnikami. Jeżeli nie prezydent Truskolaski nie będzie zwlekać, to wtedy lotnisko wystartuje w przyszłym roku i będzie można rozmawiać z przewoźnikami oraz budować halę odpraw i wieżę kontroli lotów.

 

Jest też druga możliwość. Prezydent może zaskarżyć decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i upierać się, by to na przykład prezydent innego miasta decydował o wycince dla jakiejś wymyślonej „bezstronności”. Taki ruch wydłużyłby całe uruchomienie lotniska i skompromitowałby prezydenta Truskolaskiego w oczach swoich zwolenników. Trzecia możliwość to gra na czas. Jeżeli Truskolaski zamierza startować do Parlamentu jesienią, to wtedy kto inny będzie musiał martwić się wycinką. Ponadto gdyby taki scenariusz byłby realizowany, to po ewentualnych wygranych wyborach mógłby podjąć decyzję o wycince na odchodne nie martwiąc się już przeciwnikami.

 

Jeżeli więc Tadeusz Truskolaski nigdzie nie zamierza startować, to szybka decyzja w sprawie Krywlan byłaby wskazana. W polityce różnie bywa. Teraz w radzie prezydent nie ma opozycji, to powinien korzystać. Wycinać las i budować dalszą infrastrukturę lotniska. Nie raz i nie dwa różne koalicje się rozpadały. W Białymstoku też może tak być. Zauważalna jest w ostatnim czasie aktywność wiceprezydenta Adama Musiuka ze swoją ekipą radnych. Zaczęli budować swój wizerunek, z którego przywiązanie do Koalicji Obywatelskiej nie jest już tak oczywiste.

Nowa atrakcja turystyczna w regionie. Pociąg przewiezie na plażę przez Puszczę!

Nowa atrakcja turystyczna w regionie. Pociąg przewiezie na plażę przez Puszczę!

To niezwykła atrakcja turystyczna. Od dziś można jeździć przez całe wakacje pociągiem z Hajnówki nad Zalew Siemianówka. Podobnie jak z Białegostoku do Walił będą jeździć 2 pary pociągów w soboty i niedziele oraz jedna w piątek wieczorem do Siemianówki a z samego rana w sobotę powrót. Pociąg będzie jechać przez Narewkę. Bilet na całej trasie kosztuje 5 zł. Rozkład został ułożony w taki sposób aby można było bez przeszkód do Siemianówki dojechać z Czeremchy i Siedlec. Z Białegostoku nie ma torów prowadzących bezpośrednio do Hajnówki, dlatego też należy wpierw przesiąść się w Czeremsze. Jeżeli linia będzie cieszyć się zainteresowaniem turystów, to być może w przyszłości zostanie wydłużona tak by przejeżdżać torami przez nasyp na środku zbiornika aż do granicy państwa. Trzeba by było jednak wyremontować tory, gdyż za zbiornikiem nie są w najlepszym stanie.

 

Rozkład jazdy (ważny do 31 sierpnia 2019):

 

Piątki: Hajnówka – 20.40 – Narewka – 20.57 – Siemianówka – 21:04
Soboty: Siemianówka – 4:51 – Narewka – 4:58 – Hajnówka – 5:15

 

Soboty i niedziele:
Hajnówka – 10:44 – Narewka – 11:01 – Siemianówka – 11:08
Siemianówka – 12:39 – Narewka – 12:46 – Hajnówka – 13:03

 

Hajnówka – 15:40 – Narewka – 15:57 – Siemianówka – 16:04
Siemianówka – 16:12 – Narewka – 16:19 – Hajnówka – 16:36

fot główne. Phil Richards / flickr.com

„Widziałem jak Niemcy pozamykali wyjścia i kordonem otoczyli budynek i podpalili go”

„Widziałem jak Niemcy pozamykali wyjścia i kordonem otoczyli budynek i podpalili go”

27 czerwca 1941 roku Niemcy spędzili do Wielkiej Synagogi przy ul. Suraskiej (wówczas Bożniczej) białostockich Żydów. Budynek następnie został przez nich szczelnie zamknięty i podpalony. Niemcy dowodzeni przez Gothara Burknera spalili także dzielnicę żydowską. Historycy szacują, że zginęło 2000 -2500 osób. Ponadto w kolejnych latach II Wojny Światowej wielu mieszkańców wywieziono do obozów koncentracyjnych, skąd już białostoczanie nie wrócili.

 

„…gdy weszli Niemcy poszukując mężczyzn – uciekłem do drugiego pokoju, gdy schowałem się, szwagra Arona Zelmanowicza zabrali. Siostra pobiegła za mężem. Wprowadzili ich do Synagogi na rogu ul. Suraskiej – Szkolnej. Widzieliśmy to ze strychu domu, w którym ukrywaliśmy się. Było ze mną dużo osób. (…) Gdy synagogę zapełniono ludźmi – widziałem jak Niemcy pozamykali wyjścia i kordonem otoczyli budynek i podpalili go…” – to fragment wspomnień świadka wydarzeń. Fragment pochodzi z Kuriera Porannego.

 

Po II Wojnie Światowej kompletnie zniszczone i wyludnione miasto zostało odbudowane, zaś dawnych mieszkańców zastąpili nowi. To właśnie ci drudzy mogą dziś obchodzić kolejną rocznicę tragedii, po to by nie zapomnieć kto zamordował białostoczan i zrujnował miasto. O godz. 12 przy pomniku upamiętniającym synagogę odbędą się uroczystości.

 

Wielka Synagoga, która znajdowała się przy ul. Bożniczej (obecnie Suraskiej), została wzniesiona w latach 1909-1913. W okresie międzywojennym była najokazalszą synagogą białostocką i cieszyła się największym prestiżem wśród wszystkich bożnic Białegostoku. Została wybudowana według projektu Samuela J. Rabinowicza. Była świątynią reformowaną, w której kobiety modliły się obok mężczyzn, choć na osobnych galeryjkach. W okresie międzywojennym, podczas świąt i uroczystości państwowych, w synagodze grała orkiestra Gimnazjum Hebrajskiego.

Znany kucharz upodobał sobie Podlaskie

Znany kucharz upodobał sobie Podlaskie

Znany kucharz, Karol Okrasa, nie tylko dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem podczas warsztatów, ale również inspirował uczestników do eksperymentowania z nowymi smakami i technikami kulinarnymi. Jego entuzjazm i pasja do gotowania przekładały się na zaangażowanie uczestników, którzy z radością angażowali się w proces przygotowywania potraw pod okiem mistrza. W trakcie spotkania nie brakowało także rozmów o znaczeniu tradycji kulinarnej i roli, jaką odgrywa w zachowaniu dziedzictwa kulinarnego. Dla wielu uczestników było to nie tylko okazja do nauki. Także do odkrywania pasji i fascynacji kuchnią, które mogą towarzyszyć im przez całe życie.

Znany kucharz wprowadza w świat wędzenia

Ostatnio wydarzyła się sytuacja godna komedii, kiedy pewien uczeń, skuszony radością nadejścia wakacji, postanowił pozbyć się swoich zeszytów szkolnych… poprzez spalenie ich w piekarniku. Nieszczęśliwy wybór miejsca, kuchni w bloku, skutkował natychmiastowym powstaniem gęstego dymu. Skłoniło to do interwencji strażaków, którzy przybyli na ulicę Wyszyńskiego w Białymstoku, aby uporać się z sytuacją. Niemniej, zupełnie inną perspektywę na wykorzystanie dymu przedstawili uczniowie szkół rolniczych z Podlasia. Brali oni udział w warsztatach z Karolem Okrasą w majątku Howieny w Pomigaczach. Mistrz kuchni, Okrasa, przekazał im nieocenione wskazówki dotyczące prawidłowego wykorzystania dymu w procesie wędzenia. Zamiast zatruwać sąsiadów, uczniowie poznawali sztukę wędzenia, co stanowiło nie tylko formę nauki, ale i zabawy z nowymi smakami. „Dym jest przyprawą, którą jesteśmy w stanie sami zrobić”, zapowiedział Okrasa, podkreślając wagę tej umiejętności.

Zastosowanie dymu w kuchni: od wędzenia do nowych smaków

Podczas warsztatów, Okrasa nie tylko instruował, jak prawidłowo używać dymu. Także pokazał, jak przygotować różne potrawy z wołowiny, wykorzystując różne części mięsa. Uczniowie dowiedzieli się m.in., jak przyrządzić wyśmienite policzki wołowe, tatara wołowego, polędwicę marynowaną, górkę cielęcą oraz stek wołowy. Doświadczenie to otworzyło przed nimi nowe możliwości kulinarne i pogłębiło ich wiedzę na temat obróbki mięsa. Uczestnicy obserwowali również, jak Okrasa używał dymu pochodzącego z palonego siana, aby dodać aromatu i smaku potrawom. Wyjaśniał, że siano łąkowe nadaje się doskonale do tego celu, ponieważ daje lekki, aromatyczny dym przy niskiej temperaturze spalania. Ta nietuzinkowa lekcja nie tylko pokazała, jak dym można wykorzystać w kuchni. Także uświadomiła uczniom znaczenie tradycyjnych technik kulinarnych i ich potencjał w tworzeniu wyjątkowych dań.

fot. Wrota Podlasia

Supraśl i jego najpopularniejsza odsłona. Oto 5 miejsc, które trzeba zobaczyć!

Supraśl i jego najpopularniejsza odsłona. Oto 5 miejsc, które trzeba zobaczyć!

Zgodnie z naszymi przewidywaniami – Supraśl to jeden z najpopularniejszych kierunków zwiedzających województwo podlaskie. Na taki stan rzeczy wpływa także fakt, że w miasteczku ostatnio dużo się dzieje. Dlatego też chcielibyśmy przedstawić 5 najważniejszych miejsc Supraśla (wszystkich jest dużo więcej), których pomijać przy zwiedzaniu nie można.

Cmentarz

fot1. Lilly M | fot. 2 Athantor / Wikipedia

Wjeżdżając do Supraśla od strony Białegostoku na początku będziemy mijać cmentarz. To właśnie tam warto zacząć zwiedzanie miasta – od odwiedzenia okazałych kaplic osób, które zmieniły oblicze miasteczka. To właśnie te dwie rodziny wywarły największy wpływ na miasto i tchnęły w niego swoją duszę.

Prawosławny Monaster i Muzeum Ikon

Monaster to miejsce, dzięki któremu Supraśl zawdzięcza swoje istnienie. Bowiem istnieje od czasów, gdy nie było to jeszcze miasto, a maleńka osada. Jedną z najważniejszych wydarzeń, jakie miało miejsce w klasztorze było powstanie drukarni. To właśnie tam wydrukowano przepiękne pieśni Franciszka Karpińskiego – kolęda “Bóg się rodzi”, czy też zaczynająca się od słów “Kiedy ranne wstają zorze” – czyli Pieśń poranna. Na terenie monasteru znajduje się także Muzeum Ikon, gdzie możemy podziwiać przepiękną sztukę, jaką jest pisanie prawosławnych ikon. Od razu zaznaczamy, że to nie jest jakieś starodawne muzeum, gdzie po prostu obejrzymy święte obrazki. Muzeum Ikon jest nowoczesne, gdzie spotkamy się ze sztuką przez duże „S”.

Pałac Bucholtzów

fot. Lilly M / Wikipedia

Przepiękny budynek, w zasadzie najpiękniejszy w całym Supraślu to właśnie Pałac Bucholtzów, a obecnie Liceum Plastyczne. W skład całego kompleksu wchodzi eklektyczny budynek z elementami neorenesansowymi oraz z ornamentyką secesyjną. Do tego dawna stajnia i wozownia. Wszystko robi przeogromne wrażenie.

Bulwary im. Wiktora Wołkowa

To wspaniałe miejsce na spacer tuż przy rzece Supraśl. Można tam wypocząć na ławkach, na trawie, ale też poćwiczyć na siłowni pod chmurką. Można też pograć w siatkówkę plażową oraz wypożyczyć kajaki, by popływać rzeką. Generalnie bulwary są miejscem, tłumnie odwiedzanym latem – gdyż znajduje się tam plaża.

Kuchnia regionalna

Tłumy zajeżdżają do Supraśla także dla walorów smakowych. To właśnie stamtąd do białostockich knajp przywędrowała moda na babkę ziemniaczaną, kartacze i pierogi. W centrum miasta znajduje się kilka miejsc, gdzie możemy posmakować tych wybornych potraw. Najpopularniejszym przez wiele lat była „Jarzębinka”, aczkolwiek już dziś (oczywiście naszym zdaniem) powstało wiele lepszych restauracji.

Atrakcje Białegostoku. Co zwiedzić w kilka godzin? Zobacz zdjęcia i mapę.

Atrakcje Białegostoku. Co zwiedzić w kilka godzin? Zobacz zdjęcia i mapę.

Zwiedzanie Białegostoku i okolic ma różne wymiary. Fanatycy historii szukają czegoś innego, weekendowi przyjezdni jeszcze czegoś innego, mieszkańcy, którzy mają miasto na co dzień także zwiedzają inaczej. Podobnie jak osoby, które mają na to kilka godzin oraz kilka dni. Każdy wolny dzień jest idealny, by poznać miasto. My przygotowaliśmy specjalnie dla Was taki spacer, który zajmie od godziny do trzech (zależy kto jak szybko chodzi i czy będzie wchodzić do budynków. Polecamy zwiedzić miasto w ten sposób zarówno dla osób, które są po raz pierwszy jak i dla tych, które znają je doskonale. Na samym dole mapa. Jeżeli przejdziecie się trasą, to zostawcie w komentarzu jakiś ślad o swoich odczuciach.

Zwiedzanie miasta w kilka godzin

Żeby na szybko obejrzeć Białystok warto przejść konkretną trasę. Załóżmy, że właśnie przyjechaliście do miasta i znajdujecie się na dworcu PKP lub PKS, które stoją obok siebie. Gdzie iść dalej? Najpierw polecamy wycieczkę po centrum. Idziemy do góry w ul. Wyszyńskiego. Mijając osiedle Przydworcowe na początku nie napotkamy nic ciekawego, ale im dalej tym ciekawiej. Pierwsza okazja przy Biedronce. Obok stoi ceglana kamienica o wyjątkowym wyglądzie. Następnie idąc dalej prosto możemy zobaczyć plac, na środku którego znajduje się gwiazda Dawida i miejsca do siedzenia w kształcie… zębów. Właśnie znajdujemy się na dawnym cmentarzu żydowskim, który powstał w tym miejscu, gdy w Białymstoku zapanowała epidemia przez co wielu mieszkańców zmarło. Jak to miejsce wyglądało w przeszłości zobaczymy na tablicy pamiątkowej.

Po odwiedzeniu tego miejsca musimy wyruszyć w lewo ul. Młynową. To dawne żydowskie osiedle Chanajki. Mieszkali tam biedni, przestępcy, biznesmeni i prostytutki. Drewniane chaty i ceglane kamienice wymieszały się ze sobą, a ciasne uliczki przeplatały się. Dziś z Chanajek już prawnie nic nie zostało. Tylko kilka budynków, ale warto je obejrzeć z przodu i z tyłu. Na Młynowej znajduje się obecnie przygotowywany jako miejsce pamięci dawny cmentarz ewangelicki. Póki co nic tam nie zobaczymy, ale gdy prace zostaną ukończone – będzie tam stać pomnik. Może się wydawać, że Białystok to miasto cmentarzy. To mylące, gdyż poruszasz się po miejscach, które znajdowały się dawniej poza miastem. Wejdź w stronę Mariańskiego – tam kiedyś zaczynało się miasto. Przed sobą masz Plac NZS, przy którym stoi pomnik bohaterów Ziemi Białostockiej z napisem „Bóg Honor Ojczyzna”. Napis ten został dostawiony przez antykomunistyczne środowisko już długo po upadku PRL jako „dekomunizację”. Jest także napis „Niepodległość”, który został dostawiony przez inne środowisko z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Warto wspomnieć, że autorzy ani pierwszego ani drugiego napisu nie mieli pozwolenia by je umieścić, ale Polska to wolny kraj i każdy może do pomnika dopisać co chce.

Wchodzimy do ścisłego centrum

Wróćmy do zwiedzania. Obok pomnika stoi wielki budynek z ogromnym tarasem. To Uniwersytet w Białymstoku – wydział historyczno-socjologiczny. Dawniej siedziba komitetu PZPR. Idąc prosto w ul. Suraską zobaczymy pomnik z maską, miniemy też budynek z napisem „Solidarność”, w którym dawniej mieściła się Gazeta Współczesna – organ prasowy PZPR, a po transformacji gazeta należąca do „Solidarności”. Gdy nie było jeszcze internetu, to pod budynkiem gromadzili się kibice Jagiellonii, gdy ta grała na wyjeździe. W jednym z okien redaktorzy gazety pokazywali aktualny wynik. Idźmy dalej. Doszliśmy do najściślejszego centrum miasta. To Rynek Kościuszki. Na jego środku stoi ratusz, który nigdy nie pełnił siedziby Urzędu Miejskiego. W dawnych czasach była to wielka „galeria handlowa”. Kupcy na swoich kramach handlowali w budynku oraz wokół budynku.

Idąc prosto miniemy fontannę „wędrowniczkę”. Stoi ona obecnie obok oryginalnego miejsca. Na początku stała przy zbiegu 4 ulic. Teraz pozostała tylko jedna. Pozostałe 3 znikły na rzecz nowoczesnego rynku. „Wędrowniczka” po II Wojnie Światowej, gdy miasto zostało praktycznie całe zniszczone, została odbudowana ale już w innym miejscu – bliżej ratusza. Przy okazji przebudowy Rynku Kościuszki wróciła obok miejsca, gdzie znajdowała się przed II Wojną Światową. Nasza wycieczka dalej trwa. Pójdziemy teraz w prawo od fontanny. Kilka kroków i jesteśmy w przepięknym parku Planty. Można tu się schronić przed upałami. Przechodząc przez przejście dla pieszych warto pójść w prawo. Miniemy wtedy pomnik psa Kawelina. Tak nazywał się carski pułkownik, który przyjechał na Podlasie pod koniec XIX wieku i zrobił dla miasta wiele dobrego. Legenda głosi, że pułkownik był bardzo brzydki stąd też pies został stworzony w 1936 roku na jego podobieństwo. Pomnik został skradziony przez Niemców podczas II Wojny Światowej. W 2005 roku zrekonstruowano go na podstawie odkrytych zdjęć przedwojennego fotografa Bolesława Augustisa. Dziś stoi przy wejściu dla parku Planty. Dawniej stał w miejscu, do którego dojdziemy później.

Przejdźmy się teraz szeroką aleją na Plantach. Po drodze możemy kupić lody. Dojdźmy do końca drogi czyli do schodów. Miniemy po lewej Pałac Branickich, do którego potem wejdziemy. Teraz idźmy prosto na największą perłę Plant czyli fontanny. Są one po lewej stronie za schodami. Przejdźmy przez plac z fontannami, a potem skręćmy w prawo idąc ścieżkami przy stawie „serce”. Dojdziemy do pomnika Praczek przy kolejnym zbiorniku wodnych. Co ciekawe – pomnik ten został kiedyś ukradziony. Teraz stoi drugi.

 

Od Praczek pójdźmy w lewo ul. Mickiewicza w stronę bramy wjazdowej Pałacu Branickich. Jest ona bardzo okazała, a w jej konstrukcję wmontowany jest zegar, który mimo kilkuset lat działa znakomicie. Na szczycie znajduje się gryf. Wchodzimy na dziedziniec Pałacu Branickich. Jego obecny wygląd zawdzięczamy staraniom wielu władz. Gdy miasto zostało przejęte przez zabiorcę rosyjskiego usunął on wszelkie zdobienia ukazujące polską kulturę. Budynek wówczas stanął się Instytutem Panien Szlacheckich, gdzie rosyjskie nastolatki uczyły się obycia na salonach. Podczas II Wojny Światowej dawny pałac był mocno zniszczony. Na szczęście ten budynek oraz wiele innych został odwzorowany i odbudowany dzięki architektowi Stanisławowi Bukowskiemu. Obecnie budynek należy do Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. W prawym skrzydle znajduje się Muzeum Farmacji. Sam budynek główny można zwiedzać bezpłatnie. Można wchodzić śmiało, byleby nie zakłócać pracy ludziom. Warto wejść na piętro i wyjść na balkon, z którego spojrzymy z góry na cały przepiękny ogród. W oryginale był on dwa razy dłuższy i jeszcze bardziej okazały. Warto też następnie zejść na dół i obejrzeć rzeźby, rośliny, fontanny i czarną konstrukcję, gdzie dawniej chodziły piękne ptaki. Zejdźmy z mostu na dół i przejdźmy się obok stawu. Dojdźmy do budynku pałacu i wyjdźmy przez boczną wąską bramkę. Właśnie znajdujemy się przy pomniku ks. Jerzego Popiełuszki, gdzie dawniej stał właśnie pomnik psa Kawelina nim go skradli Niemcy.

Luksusowa dzielnica

Idźmy teraz w prawo do przejścia dla pieszych. Po drugiej stronie ulicy będzie stał dawny Dom Koniuszego, a dziś okazały Pałacyk Ślubów. Dawniej stał tu hotel Ritz. Przejdźmy wąską ul. Kilińskiego, a następnie zatrzymajmy się przy Katedrze. Wejdźmy do środka. Jest on tylko dobudówką do białego kościołka obok, chociaż mogłoby się wydawać że jest odwrotnie. Ten biały kościółek pamięta jeszcze czasy Branickich. W krypcie pochowana jest Izabela Branicka. Tam niestety nie można wejśc. Ale kościół możemy obejrzeć. Następnie przejdźmy w lewo tyłem kościoła do ul. Kościelnej. Idźmy cały czas prosto. Na przejściu dla pieszych dalej prosto. Dojdziemy do rzeki. Przejdźmy przez most idąc cały czas prosto. Miniemy stary, ceglany budynek. Na górze ulicy znajdziemy się na Warszawskiej – historycznym osiedlu bogatych białostoczan. Mieszkały tutaj same znakomite osobistości, które pozostawiły po sobie wiele wspaniałych budynków. Po lewej zobaczymy VI Liceum Ogólnokształcące, a po drugiej stronie Pałac Tryllingów (obecnie w remoncie). Idźmy w prawo. Na horyzoncie zobaczymy wieżę kościoła. To katolicka parafia św. Wojciecha, a dawniej kościół ewangelicki. Idąc w jego stronę miniemy jeszcze Centrum Ludwika Zamenhofa – twórcy międzynarodowego języka Esperanto. Możemy wstąpić do środka.

Za skrzyżowaniem miniemy jeszcze wiele okazałych budynków. Warto wstąpić do Muzeum Historycznego, gdzie znajduje się makieta dawnego Białegostoku. Naprawdę fascynująca ekspozycja! Następnie wejdźmy do kościoła Św. Wojciecha. Obejrzyjmy go w środku i na zewnątrz. Następnie przejdźmy na drugą stronę ulicy cofając się do budynku z numerem 57 obok przystanku. Wejdźmy w bramę, a następnie prosto wchodząc w wąską drogę. Wyjdziemy do ul. Koszykowej, przy której stoi wiele wspaniałych drewnianych domów przypominających dawne osiedle Bojary. Na końcu ulicy idźmy w lewo i wstąpmy jeszcze w ulicę obok o nazwie „Wiktorii”. Wrócimy do ul. Stanisława Staszica. Idźmy tą ulicą w prawo (mając z tyłu ul. Wiktorii). Dojdziemy do ul. Piasta. Dalej idźmy w lewo do ul. Słonimskiej. Tu możemy zakończyć wycieczkę. Do centrum wrócimy autobusem linii – 5. Można wysiąść przy „Lipowej” bądź też przy kościele Św. Rocha z dużą, białą wieżą.

 

Boże Ciało w Białymstoku to piękne wydarzenie. Ludzie ze sztandarami, dzieci sypiące kwiaty oraz orkiestra.

Boże Ciało w Białymstoku to piękne wydarzenie. Ludzie ze sztandarami, dzieci sypiące kwiaty oraz orkiestra.

Gdy było okres między wojenny to w Białymstoku na jednej ulicy przechodziła procesja Bożego Ciała, manifestacja Żydów oraz prawosławny kondukt żałobny. Dziś już tak barwnie nie jest, ale na główną procesję warto przyjść. Tradycyjnie najpierw uroczysta msza w Katedrze, a potem droga wiernych do kościoła Św. Rocha. Odświętnie ubrani ludzie niosący sztandary, dzieci sypiące kwiaty i dzwoniące dzwonkiem oraz orkiestra grająca podniosłe pieśni w tym jedną z najbardziej kojarzących się z Bożym Ciałem czyli „Panie dobry jak chleb”.

 

Boże Ciało przyszło do nas z Niemiec. Świętujemy je od 1246 roku. Wówczas tylko w jednej niemieckiej diecezji. Później rozszerzono obchody na całą Germianię. Papież Urban IV w 1264 roku jako zadośćuczynienie za znieważenie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, błędy heretyków oraz uczczenie pamiątki ustanowienia Najświętszego Sakramentu ustanowił Boże Ciało jako święto całego kościoła. W Polsce dotarło ono w 1320 roku.

 

Mszę w Białymstoku celebrować będzie abp Tadeusz Wojda. Początek o godz. 10. Sama procesja potrwa do godz. 14.

Domki z pszczołami staną w mieście. Pozytywna akcja powinna pokazać, jakie są priorytety.

Domki z pszczołami staną w mieście. Pozytywna akcja powinna pokazać, jakie są priorytety.

Co trzecia łyżka spożywanego pokarmu zawdzięczamy pracy owadów zapylających – między innymi pszczołom, które w ostatnich latach masowo wymierają na świecie. Żeby temu w jakiś sposób przeciwdziałać – w Białymstoku powstaną domki dla owadów, w których będą znajdować się pszczoły, trzmiele oraz inne gatunki zapylające, ale też biedronki, złotooki oraz muchówki. Wszystko w ramach akcji „Miasto przyjazne pszczołom”.

 

Domki z owadami nie będą jednak stały na zabetonowanej części miasta, bo tam nie miałyby co robić. Dlatego ustawione będą w parkach i w pobliżu łąk kwietnych, a także na pasach drogowych, gdzie również zasadzono kwiaty. Owady będą mieszkały w domku z naturalnych materiałów. Wewnątrz będą znajdować się kawałki cegieł, szyszki, słoma. W jednej konstrukcji będzie mieszkać kilka różnych gatunków. Budowle zostały zabezpieczone siatką, by nie mogły się do nich dostać szerszenie. Domki zostały wykonane przez dzieci i młodzież przedszkoli i szkół z Białegostoku, Studzianek i Dobrzyniewa Dużego.

 

Jest to pozytywne działanie na rzecz przyrody. A dbanie o nią w mieście powinno należeć do priorytetów. Globalne ocieplenie, które coraz bardziej odczuwamy i odczuwać będziemy, zabetonowanie rynków w miastach, regulacja rzek i zabudowywanie ich bliskich okolic, smog i spaliny coraz większej ilości samochodów, a do tego wszędobylski plastik, który finalnie spożywamy z jedzeniem i piciem. To wszystko brzmi jak przepis na katastrofę, a jest dzisiejszą naszą rzeczywistością. Dlatego też jak to się mówi jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale od czegoś trzeba zacząć. Łąki kwietne, domki z pszczołami i innymi owadami, a także wkrótce zielone przystanki dzięki którym latem będzie chłodniej to coś dobrego na początek. Działań na rzecz przyrody powinno być zdecydowanie więcej, ale co najważniejsze nie możemy tego wymagać tylko od władz. Sami musimy świecić przykładem i dbać o przyrodę. Inaczej nasze życie za 20 lat stanie się koszmarem. 

Featured Video Play Icon

Bimber Podlaski. Oto najpopularniejsze regionalne trunki.

Bimber Podlaski jest trunkiem specyficznym. Na Podlasiu i być może w całej Polsce najbardziej rozpoznawalny jest „Duch Puszczy”. Warto jednak dodać, że to nie jedyny produkt jaki można skosztować w naszym regionie. Przedstawiamy Wam najpopularniejsze bimbry podlaskie.

Bimber Podlaski – a co to takiego?

Najpierw jednak zacznijmy od podstaw. Co to jest bimber? Jest to inaczej mówiąc wódka, która nie jest wytwarzana przez koncerny spirytusowe tylko przez prywatne osoby przy pomocy specjalnej aparatury. Różnica między wódką a bimbrem jest też taka, że trunek ten jest dużo mocniejszy. Wódka ma 40 proc. alkoholu, natomiast bimber od 50 do nawet 70 proc. W podlaskiej gwarze regionalny trunek nazywamy również „samogonem” od zbitki słów „samo – gonić” czyli samemu pędzić. Bowiem piwo się warzy zaś wódkę pędzi. Dodatkowo bimber jest przyprawiany różnymi ziołami, dzięki czemu można uzyskać fascynujące smaki. To tyle w teorii.

Produkcja bimbru

W praktyce produkcja samogonu jest nielegalna. Trudno powiedzieć właściwie dlaczego. Wyroby koncernowe są dodatkowo opodatkowane akcyzą. To nie oznacza jednak, że bimbrownicy nie chcieliby jej płacić. Po prostu państwo nie pozwala im produkować i już. Nie bo nie. Dlatego też cała produkcja działa w ukryciu. Warto tutaj dodać, że podczas pędzenia wytwarza się para wodna. Dlatego też zauważona może zdradzić miejsce produkcji. Tak się jednak nie dzieje. Bimbrownie są ukryte głęboko w Puszczach – Knyszyńskiej, Białowieskiej oraz w Biebrzańskim Parku Narodowym, który także jest rozległym kompleksem. Warto też dodać, że we wszystkich wspomnianych lasach jest dużo bagien. Dlatego przypadkowo raczej na bimbrownię w lesie nie natrafimy.

Hipokryzja w polskiej polityce i prawie

Jak więc regionalni producenci wpadają? No cóż – od wielu lat największym sprzymierzeńcem wszelkich polskich służb był donos. Do dziś urzędy skarbowe mają pełne teczki donosów. Jest to dla nich cenne źródło informacji. Jeżeli kogoś kłuje w oczy, że sąsiad ma dużo pieniędzy, a w każdej wiosce przecież wszyscy wiedzą kto pędzi bimber, to często Krajowa Administracja Skarbowa, która likwiduje leśne bimbrownie – ma wszystko na tacy. Kwestia jedynie dookreślenia konkretnego miejsca. Warto jednak tutaj dodać, że przed Podlaskie przewinęła się cała masa polityków z całego kraju, którzy chętnie bimber pili. Nawet odwiedzający Białowieżę Książę Karol chciał go skosztować. Nigdy jednak nie udało się doprowadzić do legalizacji. Taka hipokryzja.

Bimber Podlaski – gdzie jest produkowany?

  1. Najbardziej rozpoznawalny produkt na Podlasiu i chyba też w Polsce powstaje na bagnach Puszczy Białowieskiej. Gdzie konkretnie oczywiście nie napiszemy. Nie polecamy też szukać, bo może to się skończyć utonięciem w bagnie. Szczególnie, że ze względu na parę wodną produkcja często odbywa się wtedy, gdy sprzyjają do tego warunki atmosferyczne – mgła, deszcz, noc. Jak dostać produkt? Wystarczy popytać we wsiach okalających Puszczę. Produkt można dostać również w Hajnówce.
  2. Kolejnym popularnym produktem regionalnym jest Kopnięcie Łosia. Oczywiście produkcja ma miejsce w Biebrzańskim Parku Narodowym. Jest to teren mocno bagnisty. Jednak w Goniądzu czy Mońkach produkt powinniśmy dostać bez problemu. Wystarczy popytać.
  3. Czarna Białostocka ma dwa bardzo chwalone produkty – jeden to „Old Bimber”, drugi zaś to „BimBer”. Trunki powstają w Puszczy Knyszyńskiej. Produkt naturalnie dostaniemy w Czarnej Białostockiej, być może również w Supraślu.
  4. Kolejnym produktem regionalnym, który warto spróbować jest Zew Natury produkowany w Dobrzyniewie Dużym. Tutaj jednak żadnych lasów nie ma. Jednak nieopodal jest spory obszar Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie tam mieści się produkcja.
  5. Ostatnim, mniej znanym szeroko produktem jest Szwędaczek. Bimber z papryczką chili. Wbrew pozorom nie kopie mocniej niż pozostałe, ale papryczka dodaje pikanterii smaku. Trunek powstaje w Puszczy Knyszyńskiej w okolicach Gródka.

Odpowiednie proporcje bimbru to klucz

Oczywiście musimy podkreślić, by nie przesadzać z ilością, bo co prawda bimber jest łagodniejszy w skutkach niż wódka, to jednak debiutanci mogą przy zbyt dużej ilości bardzo szybko odpłynąć. Natomiast zaprawionych w boju uczyć nie będziemy.

Chcieli puścić ekspresówkę przez cenne przyrodnicze tereny. Jest dużo lepsze rozwiązanie.

Chcieli puścić ekspresówkę przez cenne przyrodnicze tereny. Jest dużo lepsze rozwiązanie.

Ten plan nie może się udać. Według bardzo wstępnych planów w regionie miałaby powstać nowa droga ekspresowa, która biegłaby przecinając w połowie Biebrzański Park Narodowy. Tylko po to by połączyć nieistniejącą jeszcze ekspresową 19 – Via Carpatia z Drogą Krajową nr 16 (a w przyszłości ekspresową Via Balticą prowadzącą przez Ełk do Olsztyna. Oba punkty oddalone są od siebie o 70 kilometrów. Wiadomo, że jakaś droga musi powstać. Jednak tworzenie wielkich estakad w parku narodowym jest idiotyczne i trzeba to powiedzieć wprost. Wystarczy przejechać się z Białegostoku do Supraśla, by zobaczyć czy na pewno chcemy wielkie betonowe konstrukcje pośród przyrody.

 

Przypomniały się dawne czasy, gdy nie było jeszcze obwodnicy Augustowa. Wówczas rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość (jeszcze gdy premierem był Kazimierz Marcinkiewicz a potem Jarosław Kaczyński) forsowała na siłę przebijanie się przez tereny cenne przyrodniczo. Skończyło się to wydaniem dużych pieniędzy na drogę, którą należało rozebrać. Miliony złotych poszło w błoto. W tym przypadku może być podobnie. Próba przeprowadzania drogi przez park narodowy mogłaby się skończyć tak samo. Jednak mieszkańcy okolic parku są o tyle mądrzy, że bardziej doceniają walory przyrodnicze aniżeli ekspresówkę. Przy budowie obwodnicy Augustowa natomiast emocje były nakręcone do granic możliwości. Ludzie popierali wariant siłowy. Nawet w tej kwestii było (nieważne) referendum.

 

Warto podkreślić, że ekspresowa szesnastka to dopiero szukanie koncepcji. Inwestycja ma być rozpoczęta w 2023 roku, a ukończona w 2027. Na szczęście ludzie już do pierwszego pomysłu złożyli bardzo dużo protestów. Kolejne koncepcje powinny być dzięki temu lepsze. Ekspresowa 19 ma prowadzić od granicy Polski i Białorusi przez okolice Sokółki na zachód. Następnie będzie skręcać na południe w Knyszynie. To właśnie tam ma zaczynać się ekspresowa 16 prowadząca do Ełku. Jak niedawno pisaliśmy – wszystkie wielkie inwestycje omijają Augustów. Być może warto więc zmodernizować odcinek z podbiałostockiej Katrynki do Augustowa przy okazji tworząc obwodnice Korycina i Suchowoli, przez które codziennie przejeżdża setki tirów. To rozwiązanie wydaje się najrozsądniejsze.

Jak musi być fatalnie w innych miastach, skoro Białystok dostaje nagrody.

Jak musi być fatalnie w innych miastach, skoro Białystok dostaje nagrody.

Jak musi być fatalnie w innych miastach skoro Białystok przepełniony pustymi lokalami „do wynajęcia” jest na 3 miejscu w klasyfikacji Forbes w kategorii miast przyjaznych dla biznesu. Być może dlatego, że to w kategorii – miasta do 299 tys. mieszkańców. Całe szczęście, że nie jest nas o tysiąc więcej, bo mogłoby nie być zbyt wesoło Tadeuszowi Truskolaskiemu, który w imieniu miasta odbierał dyplom, ale zupełnie jak Jerzy Brzęczek, który nic konkretnego nie zrobił, by Białystok był dla biznesu rzeczywiście przyjazny. No chyba, że chodzi o developerów. Tutaj bezapelacyjnie pierwsze miejsce!

 

Białystok według Forbesa znajduje się na 10 miejscu wśród najbardziej innowacyjnych miast w Polsce. Ciekawe co u nas jest najbardziej innowacyjne. Być może świadczy o tym całkowicie zabetonowane centrum miasta, które trzeba chłodzić kurtynami wodnymi, a podczas ulew wyciągać łódki. Jak fatalnie musi być w innych miastach, skoro tylko 9 przed nami jest jeszcze bardziej innowacyjne. To całkowite szaleństwo, że jednocześnie segregujemy śmieci, by uprawiać recykling oraz wylewamy potężne ilości wody bo zabetonowaliśmy centrum i podczas upałów wszystko się nagrzewa jak w piekarniku. Może jednak niepotrzebnie zlikwidowano zieleń na Rynku Kościuszki? Jeżeli termometry pokazują 32 stopnie – to jest to temperatura w cieniu. A gdzie on jest? Na pewno nie na deptaku. Warto przypomnieć, że kiedyś był.

Brak wody

Tak to już jest, że gdy narobimy głupot to nie zawsze od razu widać, czasem wychodzi to po jakimś czasie. To tak samo jak z Białymstokiem zrobił Tadeusz Truskolaski. Na Lipowej i Alei Piłsudskiego w godzinach szczytu nie da się oddychać od tych jego innowacji. W upały nie da się chodzić wszędzie tam gdzie wyrzucono zieleń, a zamiast drzew i trawników mamy „innowacyjne” płyty. Nowocześnie też zgodzono się na zabudowanie okolic rzeki Białej, przez co po każdej ulewie wszystko mamy podtopienia!

 

Aż strach pomyśleć co się dzieje w innych miastach, skoro to my dostajemy nagrody. Tam musi być prawdziwe piekło. Klimat się zmienia. Udawanie, że nie ma problemu może skończyć się tak samo jak w Skierniewicach. Brakiem wody. Dalej bezmyślnie wylewajmy ją na beton. Tak w ogóle czy nie jest go za mało w mieście? Przypomnijmy więc o pomysłach, które włodarze chcieli realizować w 2016 roku. Wówczas otrzymali zgodę na wysypanie kruszywa na ścieżki w… rezerwacie jakim jest Las Zwierzyniecki. Miało tam się również pojawić oświetlenie. Te wszystkie głupoty, które Tadeusz Truskolaski zafundował w Białymstoku będą widoczne dopiero po jakimś czasie.

Białystok za 15 lat

Rzeka Biała wtedy może przestać istnieć. Bowiem istotną rolę w gromadzeniu wody odgrywają rzeki. Im bardziej są one naturalne tym lepiej. Poprzedni mieszkańcy Białegostoku regulując rzekę spowodowali, że nurt jest szybszy, a woda się nie gromadzi na danym obszarze. Nie ma też naturalnych terenów zalewowych. Warto też pamiętać, że na rzece tworzą się siedliska zwierząt i roślin. Te drugie są swoistym filtrem. Rośliny absorbują fosfor i azot. Dla człowieka to zanieczyszczenie, zaś dla rośliny to pokarm.

 

Już teraz zmagamy się ze smogiem. Jeżeli będziemy dalej biernie się przyglądać, to za 15 lat bez maski zimą nie będzie można wyjść na ulicę. Latem zaś upały będą jeszcze większe niż obecnie. 40 stopni w cieniu, a dużo więcej na słońcu również spowoduje że nie będzie można wyjść z domu – gdzie obowiązkowo będzie zamontowana klimatyzacja. Za 15 lat dzisiaj nowa kanalizacja deszczowa będzie już stara. Coraz większe ulewy spowodują, że podtopienia będą coraz częstsze oraz coraz bardziej dokuczliwe. Białystok może nie być zdatny do życia. Ciekawe czy te wszystkie „zacofane” miasta też. Być może im gorzej tym lepiej?

 

fot. główne: Wschodzący Białystok. Tadeusz Truskolaski odbiera dyplom.

Jaka przyszłość czeka Pałac Lubomirskich? Komornik zorganizuje licytację.

Jaka przyszłość czeka Pałac Lubomirskich? Komornik zorganizuje licytację.

Niszczejący, piękny Pałac Lubomirskich w końcu wróci do czasów świetności? Już wkrótce jego sprzedażą zajmie się komornik sądowy. Okazały budynek należy do Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Białymstoku, która jest w likwidacji.

 

Zacznijmy od najważniejszego w tej historii. W 1998 roku za tylko 155 tysięcy złotych WSAP odkupiło od miasta pałac. Ówczesne władze uczelni dostały od magistratu aż 80 proc zniżki. Już w 2013 roku uczelnia próbowała sprzedać budynek za ponad 7,3 mln zł. Zabytku sprzedać się nie udało, ale przeprowadzono w nim gruntowny remont. W 2016 roku podjęto kolejną próbę sprzedaży za 6,9 mln zł. Wówczas pałac miał stać się hotelem. Ostatecznie nic z tego nie wyszło.

 

Najważniejsze w tej historii jest pytanie dlaczego ówczesne władze miejskie nie sporządziły bardziej korzystnej umowy dla siebie, skoro była 80 procentowa bonifikata. Skoro miasto oddało pałac za grosze, to powinno mieć możliwość również odkupienia go za grosze. Korzyści jakich zażądały ówczesne władze były wręcz śmieszne:

– Bezpłatne udostępnienie raz w miesiącu pomieszczeń budynku wraz z pokojami gościnnymi

– 50 proc. zniżki przy częstszym udostępnianiu

– W przypadku sprzedaży przed upływem 10 lat utrata zniżki – 620,5 tys. zł

– Prawo pierwokupu

 

Nikt nie wpadł na to, by utworzyć łatwą drogę odzyskania nieruchomości po niskiej cenie? Skoro jest wysoka bonifikata to i powrót również z takową powinien nastąpić. Z perspektywy czasu widać komu transakcja się bardziej opłacała. Po 10 latach okazały zabytek był warty dużo więcej. Szczególnie, że już po 15 latach był na sprzedaż. Należy jednak tutaj zaznaczyć, że WSAP również zainwestował w nieruchomość. Nim nastąpiła pierwsza próba sprzedaży, to wydano 4,6 mln zł. Warto też przypomnieć, że WSAP dysponuje działką (do 2038 roku) wokół Pałacu – 11 tys. m2.

 

Pałac Lubomirskich, a wcześniej Krusensternów i Rüdigerów zbudował Aleksander Krusenstern w połowie XIX wieku. Podczas II wojny światowej była to główna siedziba naczelnika okręgu Prus – Ericha Kocha. W 1944 roku budynek został spalony razem z innymi budynkami w mieście (o czym pisaliśmy wczoraj). Pałacyk został odbudowany w latach – 1956-1957. Wokół budynku roztacza się XIX-wieczny park.

fot główne. XoRiK / Wikipedia

To były czarne dni w dziejach Białegostoku. Kilka tysięcy budynków legło w gruzach.

To były czarne dni w dziejach Białegostoku. Kilka tysięcy budynków legło w gruzach.

1944 rok kojarzy się wszystkim przede wszystkim z Powstaniem Warszawskim, po którym Warszawa została kompletnie zniszczona. Mało kto wie, że nim 1 sierpnia wybiła godzina „W”, to najpierw został kompletnie zniszczony Białystok.

 

Dzisiejsza stolica województwa podlaskiego pierwszy raz ucierpiała już w 1941 roku. Wówczas urządzili oni rzeź na mieszkających tutaj Żydach – paląc ich w synagodze na ul. Suraskiej, mordując na ulicach, drugi raz w 1943 roku, gdy postanowili zlikwidować getto w Białymstoku – wywożąc Żydów do niemieckiego obozu zagłady w Treblince pod Warszawą. Za trzecim razem w 1944 roku miasto zostało dosłownie spalone przez Niemców. Wydawało się, że wówczas III Rzesza jest na krawędzi upadku. Wojska niemieckie ponosiły porażka za porażką na wszystkich frontach. Na domiar „złego” doszło do zamachu na Hitlera w „Wilczym Szańcu”. Niestety przywódca Rzeszy przeżył, a piekło wojny trwało.

 

Dzień później Niemcy wiedząc, że zbliża się Armia Czerwona – zaczęli się wycofywać z Białegostoku w stronę Niemiec. Na „pożegnanie” zaczęli podpalać dosłownie całe miasto. Wysadzony został gmach dworca, most przy ul. Dąbrowskiego, koszary (dziś okolice ul. Skłodowskiej), Pałac Branickich oraz fabryki przy ul. Warszawskiej, fabrykę Beckera przy Świętojańskiej (dziś część Galerii Alfa) oraz fabryki przy Cieszyńskiej i Sosnowej. Ucierpiały też budynki przy ul. Mickiewicza – fabryka włókiennicza Nowika oraz Liceum. Dodatkowo całkowicie Niemcy zniszczyli centrum Białegostoku – ul. Piłsudskiego (dziś Lipowa), Sienkiewicza, Rynek Kościuszki, Kilińskiego i Warszawska. Dwa dziś najbardziej charakterystyczne kościoły ucierpiały najmniej. Kościół św. Rocha ocalał w całości, zaś kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (fara) stracił tylko szyby w oknach. Ogólnie Niemcy zniszczyli 5837 budynków w całym Białymstoku.

Był to najczarniejszy dzień w historii miasta. Na domiar złego tego samego dnia powstał Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który 27 lipca (wiele lat była ulica upamiętniająca to wydarzenie) przejął także panowanie także w kompletnie zniszczonym Białymstoku. Warto tutaj dodać, że ów komitet polski był tylko z nazwy. W praktyce był on całkowicie podporządkowany Stalinowi. Komuniści zainstalowali się w mieście z Armią Czerwoną, NKWD oraz Miejską Radą Delegatów Ludu Pracującego. Żołnierze rosyjscy po wkroczeniu do spalonego miasta rozpoczęli wielki rabunek tego co przetrwało. Rosjanie kradli w szpitalach, fabrykach. Dodatkowo ścinano słupy elektryczne by ściągnąć drut. Wywieziono też tokarnie, maszyny stolarskie, obrabiarki. Mało tego, wycinać zaczęto drzewa w parkach! Przetrzebiono Zwierzyniec. W Teatrze Miejskim (dziś Dramatyczny) wyrwano okna i drzwi oraz podłogę. Nie przepuszczono też mieszkaniom. Rosyjscy żołnierze czuli się bezkarnie.

 

Dla Polski II Wojna Światowa skończyła się w maju, gdy Armia Czerwona wkroczyła do Berlina, a wkrótce po tym żyjący dowódcy III Rzeszy podpisali przed Rosjanami dokument całkowitej, bezwarunkowej kapitulacji. Warto też dodać, że tak jak Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego był polski tylko z nazwy, tak też powstały po wojnie Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej mimo że nie był uznawany przez wiele państw, to z poparciem Rosji, USA i Wielkiej Brytanii oraz Szwecji i Francji przetrwał do 1947 roku. A później władza komunistyczna w Polsce trwała aż do 1989 roku.

Kim jest babcia z muralu? Zobacz film z panią Eugenią.

Kim jest babcia z muralu? Zobacz film z panią Eugenią.

Od kilku dni można zachwycać się nowym, pięknym, wielkim muralem przy ul. Skłodowskiej. Na dawnym budynku „ONZ” czyli rektoratu UwB należącym do Urzędu Marszałkowskiego powstało fantastyczne dzieło z wizerunkiem starszej pani i napisem „Wyślij pocztówkę do babci”. Jest to powiązane z Up To Date Festival organizowanym od wielu lat w Białymstoku. Kim jest babcia z muralu?

 

To Pani Eugenia, która 8 lat temu wystąpiła w filmie żartobliwie zapowiadającym imprezę. Warto zaznaczyć, że wówczas film ten zrobił gigantyczną furorę, a do dziś obejrzało go ponad 800 000 osób. Redaktor Andrzej Bajguz również w nim występujący chodził po mieście i pytał ludzi o Up To Date Festiwal. I to również on został przez Panią Eugenię zaproszony na herbatę i ciasto. Nie przypadkowo – to bowiem jest jego babcia!

 

Pani Eugenia mieszka w Białymstoku i jest prababcią jedenaściorga prawnucząt. Została sfotografowana przez Małgorzatę Żuk, a następnie przeniesiona na mural przez Jakub Żuk Good Looking Studio. Wielkie ścienne malowidło powstało z prostego powodu – Sami przed sobą zgrywamy wiecznie zabieganych i zajętych, przez co zapominamy o tym, co zbyt często uznajemy za niewarte zapomnienia. Czasem dotyczy to naszych najbliższych, czasem po prostu nas samych. Dbaj o bliskich, pamiętaj. To proste – można przeczytać przesłanie organizatorów na ich stronie internetowej.

Słyszeliście o białostockim EGO? To były kiedyś wyludnione tereny…

Słyszeliście o białostockim EGO? To były kiedyś wyludnione tereny…

Zapewne starsi mieszkańcy pamiętają, że nim zaczął obowiązywać obecny podział terytorialny kraju, to przed 1999 rokiem nie było 16 województw tylko 49. Obecne Podlaskie składało się z białostockiego, łomżyńskiego, suwalskiego. Podział ten obowiązywał od 1975 roku. Wcześniej bo od 1945 roku istniało wielkie województwo białostockie. W jego skład wchodziły Białystok, Łomża, Suwałki oraz… EGO.

 

Po II Wojnie Światowej nasz kraj przestał być okupowany przez Niemcy, które przegrały wojnę. Jednak Polacy nie mieli za wiele do powiedzenia w sprawie własnego kraju. W Jałcie spotkali się – przywódca ZSRR – Stalin, premier Wielkiej Brytanii – Churchill, oraz prezydent USA – Roosevelt. To oni zdecydowali między innymi o tym – jakie granice będzie miała powojenna Polska. Stanęło na tym, że na pewno nie takie jak przed wojną. Stalin bowiem bardzo chciał mieć dla siebie kresy wschodnie. Polska na pocieszenie dostała ziemie zachodnie. Przesunięcie granicy na zachód wywołało wiele problemów, również natury społecznej. Wielu Polaków przestało mieszkać w Polsce. Postanowiono, że zostaną oni przesiedleni. Tylko gdzie?

 

7 lipca 1945 roku województwo białostockie zyskało EGO czyli powiaty Ełk, Gołdapski oraz Olecko. Była to forma zadośćuczynienia za utratę powiatów grodzieńskiego, wołkowyskiego oraz białowieskiego. Tereny EGO były praktycznie wyludnione i poniemieckie (więc praktycznie nie zniszczone). Postanowiono, że właśnie tam będą przesiedlać wszystkich Polaków z Wileńszczyzny i Grodzieńsczyzny. Nie było to specjalnie trudne, gdyż EGO ma linię kolejową.

 

fot. Archiwum Państwowe w Białymstoku

 

Przed wojną tereny EGO zamieszkiwało 120 tys. osób. Obecnie to 150 tys. osób. Potęga samego Białegostoku także została zmniejszona. W 1975 roku wielkie województwo zostało podzielone zostało na białostockie, łomżyńskie i suwalskie. A w 1999 roku połączone ale bez EGO w województwo podlaskie.

 

Co ciekawe – z Ełku bliżej jest do Białegostoku o 50 km niż do Olsztyna. Bliżej jest także z Olecka. Jednak z najbardziej wysuniętej na północ Gołdapi jest bliżej o kilka kilometrów do Olsztyna. Ma to znaczenie przede wszystkim dlatego, że mieszkańcy powiatów, gdzie są małe miasteczka – prowadzą swoje życie w oparciu też o duże miasta. Czy mieszkańcy częściej jeżdżą do Białegostoku czy też do Olsztyna?

 

Jeżeli chodzi o studia – to olsztyński Uniwersytet Warmińsko-Mazurski stoi na podobnym poziomie co białostocki Uniwersytet. Jednak to w Olsztynie znajduje się legendarne „Kortowo”. Jeżeli chodzi o zarobki to Olsztyn średnio proponuje odrobinę niższe płace niż Białystoku. Dlatego trudno rozstrzygnąć czy EGO mentalnie jest dalej w województwie białostockim czy już na Warmii i Mazurach.

fot. główne: Ełk / autor: Ath29 – Wikipedia

Miejsce straceń. 3000 białostoczan zostało tutaj rozstrzelanych.

Miejsce straceń. 3000 białostoczan zostało tutaj rozstrzelanych.

eII Wojna Światowa to okrutne czasy także dla Białegostoku. Oprócz spalenia całej synagogi z setkami ludzi w środku, Niemcy mordowali także wielokrotnie w lesie pomiędzy Bacieczkami a Leśną Doliną. Rozstrzelano tam 3000 osób pd 1941 do 1943 roku. Potem żeby zatrzeć ślady swoich zbrodni, wydobyli zwłoki osób i je spalili. Dziś znajduje się w tym miejscu symboliczny cmentarz wraz z pomnikiem upamiętniającym tamte wydarzenie.


Niemcy zabijali tutaj osoby z tak zwanego „podziemia”, ale też prosto z łapanki. Można było zginąć w lesie za to, że po prostu przechodziliśmy chodnikiem. Na potwierdzenie zbrodni niemieckich w Lasku Bacieczki był wyrok z 11 lipca 1943 roku.
Na tablicach ogłoszeń i ścianach domów w Białymstoku ukazały się ogłoszenia następującej treści: ,,W celu zadośćuczynienia rosnących w ostatnim czasie napadów na Niemców i ludność miejscową w Białymstoku, zarządziłem rozstrzelanie w dniu 10 lipca 1943 roku 85 osób z miejscowej ludności przeważnie inteligencji, jako wyrazicieli polskiej niepodległości”. Ogłoszenie zostało podpisane przez szefa bezpieczeństwa na okręg białostocki.

W ostatnim czasie miejsce to zostało odwiedzone przez naszego Czytelnika Adama Nowaczuka – za co bardzo dziękujemy. Przesłał nam fotorelację za co bardzo dziękujemy. Zachęcamy też inne osoby do korzystania z naszego formularza INFORMACJA OD CZYTELNIKA.

Plażowanie w Białymstoku, okolicach i województwie. Zobacz, gdzie warto pojechać nad wodę.

Plażowanie w Białymstoku, okolicach i województwie. Zobacz, gdzie warto pojechać nad wodę.

Dojlidy, Jurowce, Nowodworce, Supraśl, Wasilków a może Czarna Białostocka? W tych miejscach mieszczą się najpopularniejsze plaże w Białymstoku i jego okolicach. W upalne dni warto się ochłodzić w wodzie. Tylko co z jej jakością?

 

Zapewne każdy przed wyborem miejsca, gdzie chciałby odpocząć zastanawia się czy woda jest czysta? Tylko co to właściwie oznacza? Odpowiednie instytucje badają wodę pod kątem bakterii tam występujących oraz wszystkiego tego, co może nam zaszkodzić. Jednak każdy, kto był choć raz na Suwalszczyźnie i kąpał się w tamtejszych jeziorach – zapewne widzi uderzającą różnicę między tamtymi wodami a białostockimi. Polodowcowe jeziora są tak czyste, że przejrzystość wody jest bardzo wysoka.

Trzeba jednak zaznaczyć, że jakość wody na zalewie w Dojlidach polepszyła się. W 2018 roku zbiornik przeszedł rewitalizację. Dzięki czemu możemy kąpać się tam bez żadnych obaw o swoje zdrowie. Nadaje się do kąpieli również rzeka Supraśl czyli możemy plażować zarówno na plaży miejskiej Supraśla, ale też w innych miejscowościach, przez które przepływa rzeka i jest bezpieczne zejście do wody tj w Nowodworcach przy moście, zalew w Wasilkowie oraz plaża w Jurowcach.

 

W ubiegłym roku nie było również zastrzeżeń do zalewów w Zarzeczanach (Gródek), Michałowie, Czarnej Białostockiej, Siemiatyczach oraz na rzece Bug w Drohiczynie oraz na rzece Brok w Czyżewie. Nic nie wskazuje na to, by w tym roku było inaczej. Jak widać, w całym województwie pełno jest zbiorników wodnych – jeziora, rzeki, zalewy. Nic tylko brać urlop i odpoczywać!

Centrum Białegostoku zaczęło się zmieniać. Na lepsze!

Centrum Białegostoku zaczęło się zmieniać. Na lepsze!

Centrum Białegostoku delikatnie zaczęło się zmieniać. Opustoszały plac na Rynku Siennym został ogrodzony, zaś Plac NZS „wyłysiał”. Od kilku tygodni postępuje również modernizacja dawnej kamienicy przy ul. Kijowskiej.

Dawny cmentarz

Na Rynku Siennym w XVIII wieku znajdował się cmentarz ewangelicki. Pochowanych było tam około 2000 osób. Pod koniec XIX wieku postanowiono cmentarz zlikwidować, by przenieść go na obrzeża miasta. Natomiast na nekropolii urządzono targowisko miejskie (które z przerwami przetrwało do lat dziewięćdziesiątych XX wieku!

Więcej tutaj:

/dawne-cmentarze-bialymstoku-zamienione-bazary-parkingi-miejsca-rozrywki/

W 2010 roku przebudowano ul. Młynową, przy której cmentarz się znajduje. Wówczas odkopano również dawne szczątki, które później zostały pochowane ponownie ale już innym cmentarzu ewangelickim przy ul. Produkcyjnej. Przy Młynowej natomiast nadal pod ziemią znajduje się wiele dawnych grobów. W końcu zabrano się za tą sprawę. Teraz teren jest całkowicie odgrodzony, a wkrótce pojawi się tam instalacja artystyczna, która upamiętni te miejsce w sposób bardziej godny niż było to dotychczas. Na miejscu stoi już barak i deski. Zdemontowano również fragment dawnej żółtej barierki.

Plac NZS „wyłysiał”

Bliżej Rynku Kościuszki w ostatnim czasie debatowano nad głębokimi zmianami przy Placu NZS. Była grupa aktywistów, która chciała ograniczyć tam ruch samochodowy oraz jakoś plac na środku skrzyżowania zagospodarować. Nic z tego nie wyszło. Prezydent Truskolaski zorganizował konsultacje społeczne, z których wynikło, że ludzie nie chcą zmian w organizacji ruchu samochodowego w tym miejscu.

Więcej tutaj:

/plac-nzs-ludzie-nie-chca-zmian-i-co-teraz-ktos-tu-nie-moze-sie-pogodzic-ze-to-koniec/

Temat jest zamknięty, ale plac w ostatnim czasie „wyłysiał” (co można zauważyć na głównym foto). Tzn. usunięto z niego trawę. Po co? Coś na Placu NZS jednak się zmieni. Mianowicie powstanie tam łąka kwietna. Co wyrośnie na Placu NZS? Pole słoneczników oraz inne rośliny sezonowe. Dodatkowo oba przystanki autobusowe będą wymienione na takie, które porosną roślinnością. Stanie się to na przełomie czerwca i lipca. Został ogłoszony przetarg w tej sprawie.

 

Jest to część opracowanego w tym roku „Miejskiego Planu Adaptacji do Zmian Klimatu dla Miasta Białegostoku”. Zielony przystanek to dodatkowa zieleń w przestrzeni miejskiej. Roślinny dach obniży temperaturę i uprzyjemni oczekiwanie na autobus w upalny dzień. Zatrzyma także nawet 90% spadającego na niego deszczu w ciągu roku. Woda opadowa gromadzona pod przystankiem będzie wykorzystywana do nawadniania pnączy na ścianie. Rośliny posadzone wokół przystanku produkują w ciągu roku nawet 10 kg tlenu, poprawiają jakość powietrza, zmniejszają ilość pyłów zawieszonych i innych zanieczyszczeń. To oznacza zdrowsze powietrze.

Znikający budynek

Kamienica przy ul. Kijowskiej 2 to dość ciekawy przypadek. Jest zabytkiem, a od pewnego czasu zaczęła „znikać”. W końcu pojawili się na niej robotnicy, którzy zaczęli… jeszcze bardziej rozbierać budynek. Oczywiście po to, by odbudować. Obecnie z budynku pozostały 3 maleńkie ściany. I to w zasadzie tyle, co pozostanie w odbudowanym budynku. Wszystkie stare domy i kamienice przy ul. Młynowej stały na żydowskim osiedlu „Chanajki”.

Więcej tutaj:

/chanajki-bialystok/

Gdyby, ktoś w odpowiednim momencie zadbał o ochronę tego miejsca, to byłoby wspaniale zachowane historyczne miejsce. Niestety – dawne osiedle znajduje się w ścisłym centrum miasta. Jak już wyżej pisaliśmy w 2010 roku wyrzucono dawne „kocie łby” zamieniając ją na brukowaną kostkę. Ulica wypiękniała. Nie oszukujmy się, to co było dawniej – w takim samym kształcie przetrwać nie mogło. Miasto to dynamiczna tkanka, która musi się rozwijać. Nie było zgody na tolerowanie drewnianych ruder. Nie było też nikogo, kto by głośno mówił o wyremontowaniu wszystkich domów i ich zachowania jako elementu historycznego. Dawne Chanajki znikały w oczach przy biernej postawie wszystkich. Dziś pozostało już tylko kilka domów. Warto jednak się zastanowić co dalej. Czy chronić to co pozostało, czy czekać aż wszystko zniknie na rzecz bloków. Bo nie ma co ukrywać, że jak tylko gdzieś znikają drewniane domy, to developerzy już się z tego powodu cieszą. Niedługo później bowiem pojawia się tam nowy blok.

 

Przy ul. Kijowskiej 2 mieszkało przez całe jej istnienie bardzo wiele osób. Historyk Wiesław Wróbel napisał książkę na temat ul. Kijowskiej. To w niej możemy przeczytać, że jeszcze w XIX wieku mieszkał tam Icko Cygiel. W międzywojniu natomiast mieszkały tam takie osoby jak Kalman Rubinsztejn, Mowsza Błoch czt Lejb Nowokolski, Abram Kawa. Po wojnie właścicielem kamienicy był Lejb Okoń, który budynek sprzedał Bronisławowi i Henrykowi Gaweł spod miejscowości Jałówka.

 

Obecny właściciel budynku to prywatny inwestor, który budynku rozebrać nie może, ale może go nadbudować i przebudować. Po remoncie jednak forma, wysokość, detal i układ okien muszą się zgadzać. Miejmy nadzieję, że kamienica zostanie przepięknie odnowiona. Na efekt końcowy jednak trzeba będzie trochę poczekać.

Zapuszczony pawilon w Pałacu zostanie wyremontowany!

Zapuszczony pawilon w Pałacu zostanie wyremontowany!

Zapuszczony pawilon w Pałacu Branickich wreszcie będzie wyremontowany! Obecnie odgrodzony, wyraźnie zniszczony straszy, a niedługo będzie znów częścią najważniejszej wizytówki miasta.

 

Na początku trzeba będzie pawilon w jakiejś części rozebrać, odkopać fundamenty, wykonać nowe mury, całość otynkować, pomalować. Inaczej mówiąc przeprowadzić generalny remont. Oprócz tego odnowione zostanie ogrodzenie w przesmyku między Plantami a ul. Mickiewicza (od strony budynków Uniwersytetu Medycznego). Wykonawca będzie miał 5 miesięcy od podpisania umowy na przeprowadzenie remontu. Miejmy nadzieję, że planowo do końca miesiąca znajdą się firmy, które złożą swoje oferty. Pawilon jest w opłakanym stanie i szpeci.

 

Warto zaznaczyć, że w Pałacu Branickich potrzeba zrobić jeszcze wiele remontów. Niestety są to gigantyczne koszta. Jednak jeżeli popatrzymy na to jak Wersal Podlaski prezentował się kilkanaście lat temu, to można zauważyć, że przeszedł gigantyczną metamorfozę.

Te drewniane cuda stoją w Podlaskiem. Jedna ze świątyń przetrwała od 1610 roku!

Te drewniane cuda stoją w Podlaskiem. Jedna ze świątyń przetrwała od 1610 roku!

W województwie podlaskim mamy 115 kościołów oraz 67 cerkwi. Wiele z tych budynków przyciąga do naszego regionu turystów. Obecnie w wielu filmach i materiałach promocyjnych można znaleźć zachęty, by odwiedzać Podlaskie na przykład po to, by zobaczyć na własne oczy piękne, drewniane kolorowe cerkwie. To fakt – warto je zobaczyć na własne oczy zarówno od zewnątrz jak i w środku. Jednak mimo wszystko nie warto zapominać również o zwiedzaniu kościołów. Tym razem chcemy się skupić na świątyniach zbudowanych z drewna. Mają one swój wyjątkowy urok. Dlatego, jeżeli planujecie wycieczki tematyczne w naszym regionie – to warto uwzględnić również i zwiedzanie pod takim kątem. Żałować nie będziecie, gdyż Podlaskie ma do zaoferowania prawdziwe cuda architektoniczne.

Drewniane kościoły na Suwalszczyźnie

fot. Witia / Wikipedia

Jednym z takich cudów jest kościół Św. Anny w Gibach w powiecie sejneńskim. Pierwotnie była to molenna, przez co stylem przypomina budynek w Wodziłkach czy Gabowych Grądach. Z tym, że te dwa należą do staroobrzędowców. Budynek w Gibach także do nich należał jeszcze przed II Wojną Światową.

fot. E.giedraitis / Wikipedia

Kolejnym, drewnianym cudem jest katolicki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Berżnikach (powiat sejneński). Parafia w tym miejscu powstała już w 1447 roku. Obecny budynek pochodzi natomiast z 1819 roku. Później był jeszcze restaurowany.

fot. Marek i Ewa Wojciechowscy / Wikipedia

Następna świątynia również leży na Suwalszczyźnie a konkretnie w Jeleniewie. Jest to Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa. Świątynia została wzniesiona w 1878 roku, a poświęcona w 1899 roku. Warto tutaj dodać, że ołtarz oraz konfesjonały pochodzą z innego kościoła i są w stylu rokoko. We wnętrzu obejrzymy również XIX wieczne obrazy oraz przepiękne stacje drogi krzyżowej także z tamtego wieku. Jako ciekawostkę można dodać iż na strychu kościoła znajduje się bardzo wiele nietoperzy objętych ścisłą ochroną gatunkową.

fot. Ejkum / Wikipedia

Kolejny drewniany kościół stoi w Mikaszówce. Przypomina wyglądem molennę. Wiadomo o nim tylko tyle, że został wybudowany na początku XX wieku.

fot. Thebleeding / Wikipedia

Drewniane kościoły na Podlasiu

Warto również na własne oczy zobaczyć Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Sokołach (powiat wysokomazowiecki). Świątynia została wzniesiona pierwotnie jako cerkiew unicka w 1758 roku w Tykocinie. Następnie w 1833 roku przeniesiono ją na cmentarz w Sokołach (tak – drewniane budynki można przenosić) i tam została kościołem katolickim. Aż do dzisiaj.

fot. Simpledot / Wikipedia

Grzechem byłoby nie zobaczenie wspaniałego kościoła św. Anny w Kalinówce Kościelnej. Świątynia została wybudowana w 1774 roku na bazie innej, spalonej w 1761 roku. Rzeźby w środku datowane są na XVII wiek. Warto także zobaczyć obraz św. Mikołaja z XIX wieku oraz XVII wieczne renesansowe tabernakulum (czyli szafki na eucharystię). Przy kościele stoi także wspaniała dzwonnica.

fot. Yarl / Wikipedia

Warto także wybrać się do Starej Kamiennej, gdzie znajduje się Kościół Św. Anny – najstarszy drewniany budynek na Podlasiu, zachowany do dnia dzisiejszego. Świątynia została ufundowana przez Piotra Wiesiołowskiego (który w Białymstoku wzniósł zamek, z którego powstał Pałac Branickich). Drewniana świątynia znajduje się w powiecie sokólskim.

Pozostałe kościoły, które warto zobaczyć to XIX wieczny Kościół Matki Bożej Szkaplerznej w Studzienicznej, XVI-wieczne Sanktuarium Matki naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa w Domanowie (rozbudowywane w XIX wieku), XVIII-wieczny Kościół św. Stanisława w Milejczycach, Kościół Matki Bożej Anielskiej w Monkiniach z XX wieku, a także XVI-wieczny Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława w Narwi, XX-wieczny Kościół Trójcy Przenajświętszej w Pawłówce oraz Kościół św. Jana Chrzciciela w Turośli z XIX wieku.

fot. Ludwig Schneider / Wikipedia
Po co testują taki mały autobus? Za dwa lata będzie bardzo potrzebny.

Po co testują taki mały autobus? Za dwa lata będzie bardzo potrzebny.

Po Białymstoku jeździ mały elektryczny busik do testów. Zastanawiające było dlaczego magistrat sprawdza akurat pojazd o tak małych gabarytach. Przecież w mieście autobusy muszą pomieścić dużo więcej osób. Odpowiedzią na tą zagadkę jest zbliżający się 2021 rok i odpowiedzi samych zainteresowanych. Sam prezydent na portalu Urzędu Miejskiego w tej spawie postanowił tylko zamydlić oczy – Jesteśmy otwarci na nowe technologie, inwestujemy w nowoczesne, niskoemisyjne rozwiązania, dlatego uważnie przyglądamy się rozwojowi autobusów elektrycznych. I sprawdzamy, jak takie pojazdy radzą sobie w naszych warunkach – powiedział prezydent Tadeusz Truskolaski.

 

Jak widać to tylko ogólne słowa, z których niewiele wynika. Jednak to czego nie powie nam prezydent, przeczytamy w starym raporcie firmy PwC. Okazuje się, że raport sprzed roku jest nadal aktualny, gdyż nic w tej kwestii magistrat nie zrobił. Raport ten dotyczył komunikacji miejskiej, porównywał naszą do tej funkcjonującej w innych miastach. Ogólnie wnioski są złe – źle zarządzamy flotą autobusów, trasy są o wiele za długie niż dojazd z tego samego punktu A do B samochodem i na końcu elektromobilność – z raportu wynika, że Białystok najwyraźniej nie chce mieć z nią nic wspólnego.

 

Czas jednak działa na niekorzyść Truskolaskiego. W styczniu 2021 roku każde miasto będzie musiało spełniać wymagania ustawy o elektromobilności, która to nakazuje posiadanie we flocie komunikacji miejskiej 5 proc. pojazdów zeroemisyjnych. Już wiecie po co te małe busiki, kompletnie niepraktyczne w Białymstoku? – Mikrobus może być uzupełnieniem transportu zbiorowego zapewniając obsługę na ostatnich odcinkach podróży pasażerów – zapewnia producent. Otóż to. Gdy przyjdzie czas, by spełnić wymogi elektromobilności, zapewne tego typu małe busiki będą obsługiwać jakieś egzotyczne trasy. Na przykład linia 106 dojeżdżająca do Borsukówki i zahaczająca o trzy strefy zamiejskie. W Fastach wystarczy zamontować stację ładowania baterii, marketingowo nazwać to miejsce centrum przesiadkowym i rozbijać podróż mieszkańcom na 2 autobusy.

 

Gdyby Truskolaski myślał na poważnie o elektromobilności w Białymstoku i autobusach zeroemisyjnych, to w pierwszej kolejności zająłby się przygotowywaniem do wprowadzenia takich autobusów na wszystkich liniach jadących przez Aleję Piłsudskiego i Lipową – czyli miejsca, gdzie w godzinach szczytu nie da się oddychać od spalin. Tylko na takie działania potrzebne są pieniądze, które Truskolaski już przepuścił. Teraz każda większa inwestycja w mieście niebezpiecznie zadłużałaby Białystok.

fot. bialystok.pl

Tak komuniści walczyli z „cudem”. Czy Jadwiga ujrzała Matkę Boską?

Tak komuniści walczyli z „cudem”. Czy Jadwiga ujrzała Matkę Boską?

Kilka dni temu doszło w tym miejscu do pożaru. Ogień w rocznicę miał przypomnieć o dawnych wydarzeniach? Ponad pół wieku temu, bo w połowie maja 1956 roku doszło do „Cudu w Zabłudowie”. Czternastoletnia Jadwiga Jakubowska ujrzała na łące pod Zabłudowem Matkę Boską. Do dziś znajduje się tam miejsce upamiętniające tamto wydarzenie, mimo że nigdy oficjalnie nie zostało potwierdzone przez kościół, ale też zaprzeczone – na czym bardzo zależało władzom PRL. Komuniści bardzo szybko zareagowali na wydarzenie szkalując dziewczynkę wraz z jej rodziną przy pomocy swojej gazety. Pisano wówczas iż Jadwiga upodabnia się do „Ani z Zielonego Wzgórza” (bohaterka ma bujną wyobraźnię i jest bardzo gadatliwa).

Ludzie wykopali dziurę

Komuniści nie chcieli przy okazji cudu atakować kościoła, więc przestrzegali ludzi przed „brudną wodą”. Mieszkańcy i wszyscy, którzy o cudzie dowiedzieli się – na miejscu chcieli zabrać coś ze sobą. Najczęściej zabierano garść ziemi. Bardzo szybko wykopano dół, z którego wypłynęła woda bowiem rzecz wydarzyła się na bagiennym terenie. Ludzie jednak uznali iż na pamiątkę cudu na miejscu pojawiło się cudowne źródełko. Do Zabłudowa zaczęło zjeżdżać coraz więcej osób. Tłumy biwakowały na polu w oczekiwaniu na to, że być może wydarzy się coś jeszcze. Komuniści postanowili działać nie tylko przy pomocy prasy. Rozeszła się wieść o kolejnym objawieniu. Coraz więcej ludzi zaczęło zjeżdżać do Zabłudowa. Władze zatrzymywały samochody jadące w tamto miejsce oraz ograniczyły połączenia autobusowe.

Miała zostać cukiernikiem

Doszło do starć z ZOMO. 500 osób zaatakowało formację kamieniami. Milicja pojawiła się gdyż rozważano siłowe rozpędzenie tłumu. Na miejscu pojawiły się krzyże oraz kapliczka. Samo wydarzenie wpłynęło również na Jadwigę Jakubowską. Czternastolatka planowała zostać cukiernikiem, jednak pod presją społeczeństwa, które oczekiwało, że skoro ujrzała Matkę Boską to sama będzie święta, jednak poszła do klasztoru.

 

Cała sprawa odbiła się również na rodzinie. Dziennikarze raz po raz pisali o nich jak o patologii i ciemnocie. Pod domem Jakubowskich ciągle było dużo milicjantów. Zaś młoda dziewczynka była odbierana ze szkoły przez nieumundurowanych funkcjonariuszy. Swoją cegiełkę także dołożyła prokuratura – która planowała wystąpić do sądu o ukaranie matki dziewczynki o celowe wprowadzenie ludzi w błąd. Komuniści za wszelką cenę chcieli doprowadzić, by całe zdarzenie było odbieranie nie jako cud a jako przykład ciemnoty panującej na białostockiej wsi. Cały czas usuwano z tamtego miejsca krzyże, zaś ludzie stawiali kolejne. Kościół nigdy nie potwierdził cudu, ale też nigdy nie zaprzeczył. Do dziś jednak można odwiedzać miejsce po tym zdarzeniu. Jest bardzo charakterystyczne i widoczne z daleka.

 

Kilka dni temu w miejscu, gdzie miało dojść do cudu wybuchł pożar. Nie wiadomo z jakiej przyczyny. Na szczęście został szybko ugaszony. Czy to przypadek, że paliło się akurat w kolejną rocznicę „cudu”? Warto dodać, że wiosną często dochodzi do pożaru na łąkach – szczególnie, że ostatnio były suche dni. Podobnie można tłumaczyć wykopanie na bagiennym terenie „cudownego źródełka” zaś to co ponoć ujrzała 14-latka jako zwykłą fantazję nastolatki. Warto jednak pamiętać iż w religii nie chodzi o udowodnienie lecz o wiarę – także w symbole. Nie należy oczywiście przesadzać, ale jeżeli w tym samym miejscu dochodzi kilka razy do różnych wydarzeń, które można ze sobą powiązać, to warto się zastanowić dlaczego tak się dzieje. Przypadek?

fot. główne: IPN Białystok

źródło: Archiwum Państwowe w Białymstoku

Featured Video Play Icon

Znani blogerzy na Podlasiu. Zachwyceni naszym regionem – „najbardziej niesamowite i egzotyczne”.

Blogerzy „Busem przez świat” postanowili przyjechać na Podlasie i pokazać swoim widzom 10 miejsc, które warto zobaczyć na Podlasiu. Warto obejrzeć film, by zobaczyć jakie podlaskie atrakcje przyciągają. Serce też się raduje, że robi się wreszcie moda na nasz region. Przestajemy być „dziurą”. Teraz jesteśmy „popularną dziurą”. Dalej ludzie stąd uciekają na rzecz bardziej rozwiniętych miejsc i tutaj raczej nic się nie zmieni, ale przynajmniej jesteśmy drugimi Bieszczadami. Rzadko zamieszkanym regionem, w którym jest dziko, niesamowicie i egzotycznie właśnie. A jak widzą nas blogerzy z „Busem przez świat”?

 

Na pierwszym miejscu wymieniają Kruszyniany oraz zamieszkałych tam Tatarów. Na drugim miejscu postanowiono ukazać prywatny zamek „Kasztelnik”. Oczywiście nie mogło zabraknąć podlaskich, kolorowych, drewnianych cerkwi. Kolor – niebieski oznacza powierzenie matce boskiej, zaś zielona świątynia powierzona duchowi świętemu bądź męczennikowi. Kolejna propozycja blogerów to Kraina Otwartych Okiennic. Kolejne miejsce to Święta Góra Grabarka pod Siemiatyczami.

 

Następnie blogerzy polecają wybrać się do Odrynek, gdzie znajduje się skit prawosławny. Tak samo jak podlaskich cerkwi, tak nie mogło zabraknąć w propozycjach Puszczy Białowieskiej. Kolejna wycieczka proponowana przez podróżników to kładka Waniewo i Śliwno. Kolejnym punktem na mapie był Supraśl. Ostatnie miejsce to Europejska Wieś Bociania.

 

Warto dodać, że blogerzy mają na kanale YouTube – 94 tys. subskrypcji. Właśnie tyle osób dzięki nim zobaczy piękno Podlasia i być może zdecyduje się na przyjazd do nas.

Białystok ma jeszcze 6 lat. Potem zaprzepaścimy swoją największą szansę na rozwój gospodarczy.

Białystok ma jeszcze 6 lat. Potem zaprzepaścimy swoją największą szansę na rozwój gospodarczy.

Pojawienie się kolei żelaznych w Białymstoku nie tylko popchnęło miasto w intensywny rozwój gospodarczy, ale też dało możliwości podróżowania. Po ponad 150 latach wraca wielka szansa, by znów miasto rozwinęło się dzięki kolejom. W 2025 roku powstanie Rail Baltica łącząca nasze miasto z Litwą, Łotwą i Estonią. Politycy wszystkich opcji powinni zrobić wszystko, by przekonać rząd aby w stolicy województwa podlaskiego znajdował się międzynarodowy węzeł kolejowy. Szczególnie, że na większe regionalne lotnisko nie mamy co liczyć.

Rozwój kolei żelzanych

W 1862 roku białostoczanie mogli pojechać zarówno do Petersburga jak i do Warszawy. Po drodze do tego pierwszego miasta była stacja w Wilnie, Grodnie. Było można także przesiąść się po drodze i dojechać koleją do Rygi oraz innym połączeniem do Kowna. Oczywiście w tamtych czasach nikt turystycznie raczej nie podróżował, ale był to środek lokomocji dla fabrykantów, urzędników, żołnierzy oraz arystokracji.

 

Rok 1873 przyniósł kolejne połączenia. Z Białegostoku pociąg jechał aż do Królewca (dziś Obwód Kaliningradzki). Cała trasa prowadziła z Odessy, prze Kijów, Brześć, Białystok, a dalej znaną trasą Grajewo, Ełk. Następnie pociąg jechał przez Prusy i dojeżdżał aż do Królewca.

 

W 1886 roku Białystok zyskał połączenie z Moskwą. Dziś by dojechać do rosyjskiej stolicy trzeba najpierw zahaczyć o stolicę Polską. Dawniej zaś linia kolejowa prowadziła z Białegostoku przez Puszczę Knyszyńską do Wołkowyska, Baranowicze, Mińsk i Smoleńsk. Dzięki temu zyskały na tym przede wszystkim Gródek oraz Sokole, do których można dziś dojechać tylko w ramach atrakcji turystycznej.

Brama na wschód

Dziś niestety niewiele zostało z tych połączeń. Z Białegostoku, bezpośrednio przy okazji atrakcji turystycznej w weekend można dostać się tylko do Kowna oraz codziennie do Grodna. Gdyby nasze miasto było dziś bramą na wschód, to zyskalibyśmy na tym gospodarczo. Z Warszawy codziennie można dojechać do Pragi, Berlina, Wiednia, Brześcia, Budapesztu, Mińska, Moskwy, Kijowa, Ostrawy (Czechy), Bohumina (Czechy).

 

Zupełnie nie jest zrozumiałe dlaczego mimo istniejącej infrastruktury nie można by było postarać się o to, by z Białegostoku odjeżdżały wszystkie pociągi na wschód. Do Kijowa, Mińska, Moskwy, Wilna, Rygi oraz Petersburga. Takie połączenia nie tylko rozwinęłyby Białystok mocno turystycznie, ale przede wszystkim gospodarczo. A utworzenie takich połączeń nie jest fantazją. Tory na tych trasach przecież istnieją. Wystarczą wpływowi politycy, którzy potrafią „załatwiać” coś dla swego regionu. Skoro Warmia i Mazury dostały przekop Mierzei Wiślanej, zaś centralna Polska wielki port lotniczy CPK, to dlaczego Białystok nie może być międzynarodową stacją, z której dostaniemy się wszędzie na wschód tak jak 150 lat temu?

 

Utworzenie linii do wschodnich stolic to kwestia porozumień międzynarodowych. Trudno uwierzyć ażeby Litwa czy Łotwa nie chciały bezpośrednich połączeń kolejowych z Polską. Szczególnie, że do 2025 roku powstanie „Rail Baltica”. Nowoczesne tory poprowadzą aż do Tallina. Tak naprawdę to nasza jedyna szansa na to by coś znaczyć. Szansa na to ażeby nie być prowincją udającą metropolię. 6 lat to wystarczająco dużo, by przekonać kogo się da, że to Białystok, a nie Warszawa właśnie powinien być międzynarodową stacją na wschód. Jest to nie tylko logiczne, ale także korzystne. Zaś połączeń między Warszawą a Białymstokiem jest naprawdę dużo. Tak samo nie ma przeciwwskazań ażeby to właśnie nie z Warszawy a ze stolicy województwa podlaskiego odjeżdżały pociągi do Mińska i Moskwy. Wystarczy otworzyć bramę.

 

Oto jak wyglądałyby połączenia (nie trzeba budować torów, bo są):

Białystok – Suwałki – Kowno
Białystok – Suwałki – Wilno – Petersburg
Białystok – Suwałki – Ryga – Tallin
Białystok – Siedlce – Terespol – Brześć – Kijów
Białystok – Grodno
Białystok – Mińsk – Moskwa

Tu znajduje się „Kwartał Kaczorowskiego”. Wszystkie 3 budynki w centrum mają wartość historyczną.

Tu znajduje się „Kwartał Kaczorowskiego”. Wszystkie 3 budynki w centrum mają wartość historyczną.

Obok siebie 3 budynki, wszystkie mają wartość historyczną. Jeden już wyremontowany, drugi właśnie remontowany… a trzeci zapuszczony, bo władza nie ma na niego pomysłu od lat. To wszystko zwane „kwartałem Kaczorowskiego”. Mazowiecka 33, Mazowiecka 35 i Mazowiecka 31/1 to budynki, które dawniej stały przy głównej ulicy, teraz na uboczu. Tym lepiej dla nich.

Mazowiecka 31/1

Ten budynek jest dobrze znany wielu mieszkańcom. Obecnie to zabytek, który czeka na jakiś pomysł. Miasto bezczynnie pozwala na jego degradację. Przez to może będzie za późno, by coś z nim zrobić i wtedy „problem” sam się rozwiąże. Miasto myślało, że komuś wciśnie prawie ruinę próbując ją wydzierżawić. Tak samo jak robi z zapuszczonym Domkiem Napoleona. A trzeba było zrobić odwrotnie – tak jak były piłkarz Tomasz Frankowski. Najpierw jego firma wyremontowała kamienicę przy ul. Sienkiewicza, a dopiero potem wynajęła lokale – a nie odwrotnie.

 

Dom przy ul. Mazowieckiej powstał w 1932 roku. Jego pierwsi właściciele to Freina Wałłach oraz Kiwa Wałłach. Byli też jednymi z wielu właścicieli budynku przy Mazowieckiej 33. Po II Wojnie Światowej jego właściciele to Maria Boruto i Piotr Borysienko.

Mazowiecka 33

Dawniej mieściła się tu szkoła wojskowa. To XIX wieczny, ceglany budynek w którym jeszcze w latach 70-tych XX wieku uczono szkolenia taktycznego, ogniowego oraz politycznego. W czasach współczesnych mieściła się tam „Chata Puchata” czyli jedna z lepszych restauracji w Białymstoku. Budynek powstał w 1890 roku i miał wielu żydowskich właścicieli (oprócz Wałłachów głównie z tej samej rodziny). Mieściła się w nim masarnia i sklep szewski. Po II Wojnie Światowej budynek stał się własnością miasta. Utworzono w nim szkołę podstawową i mieszkania.

 

W latach 80-tych budynek trafił w ręce Uniwersytetu Warszawskiego, a potem Uniwersytetu w Białymstoku. Dziś budynek stoi pusty, ale jest pięknie wyremontowany. Miejmy nadzieję że jeszcze będzie służyć ludziom.

Mazowiecka 35

Ten budynek znany jest przede wszystkim z tego, że dawniej uczył się w nim Ryszard Kaczorowski – ostatni prezydent na uchodźstwie. Ekipy remontowe właśnie zabrały się za jego renowację. Obecnie jest brzydko otynkowany. Po remoncie będzie przypominać swojego sąsiada gdyż będzie widoczna fasada z wyczyszczonych cegieł. O tym, że budynek jest w dobrych rękach świadczy, że to ten sam właściciel co budynku obok. W budynku urzęduje poradnia psychologiczno-pedagogiczna. Dawniej była to Szkoła Podstawowa nr 11.

Tuż przed wojną w Białymstoku było… bardzo podobnie jak jest teraz!

Tuż przed wojną w Białymstoku było… bardzo podobnie jak jest teraz!

Nie chcemy nikogo straszyć ani namawiać do ucieczki, ale 2 lata przed wybuchem II Wojny Światowej było bardzo podobnie jak jest teraz. Wiemy to z wydarzeń, które miały miejsce w 1937 roku w Białymstoku. Przypomina się słynny dialog z filmu „Miś”, w którym jedna pani się cieszy, że „Węgiel jest we wiosce”, a druga zapowiada wojnę, bo przed wojną też był węgiel. Nie można jednak nie zauważyć, że historia zatacza koło.

 

20 maja 1937 roku Białystok i jego odwiedził premier gen. Felicjan Sławoj-Składkowski. Wówczas dużym problemem było bezrobocie po mijającym światowym kryzysie gospodarczym. Teraz na szczęście znalezienie pracy nie jest takie trudne, ale… być może wkrótce nastąpi światowy kryzys gospodarczy. To co się dzieje na innych kontynentach ma także wpływ na Polskę i Białystok. USA nie dawno ogłosiły cła na chińskie produkty. W odwecie Chiny zrobiły to samo na produkty amerykańskie. Mimo, że wojna handlowa rozgrywa się pomiędzy mocarstwami i jest daleko, to uderza gospodarczo także w nas.

 

W 1937 roku premier odwiedził także pracujących. W Czarnej Wsi spotkał się z robotnikami, którzy zamieszkiwali baraki. Sławoj-Składkowski był przejęty, że mieszkali w warunkach urągającymi wszelkim normom sanitarnym. Po jego wizycie prezydenci Białegostoku, Łomży oraz Grodna oraz starostowie augustowski i szczuczyński otrzymali po 200 zł na zapomogi wszystkim potrzebującym. Warto tutaj przypomnieć o słynnym programie „500 plus”, który nie jest tylko dla potrzebujących, ale dla wszystkich, którzy posiadają dzieci. Pewna analogia jest jednak zauważalna.

 

Podczas pobytu premiera w 1937 roku w Białymstoku trwał powszechny strajk włókniarzy. 7 tys. robotników, którzy domagali się podwyżek. W tym samym czasie również strajkowali piekarze domagając się 40 proc. podwyżek. Strajk nauczycieli, a wcześniej lekarzy-rezydentów a obecnie przybierający na sile strajk fizjoterapeutów może utwierdzać niektórych, że rzeczywiście znów historia zatacza koło.

 

Jako ciekawostkę warto dodać, że przez pewien incydent na morzu w okolicach Gibraltaru mogło dojść do wybuchu II Wojny Światowej. Hitler był już u władzy i po incydencie był wściekły na Hiszpanów aż tak bardzo, że gotów był wypowiadać im wojnę. Wtedy być może los Polski nie byłby aż tak okrutny gdyż jak wiemy z historii – pierwszym celem 2 lata później Hitlera był nasz kraj. Czy grozi nam III Wojna Światowa? Być może tak, jednak jest to bardzo wątpliwe by wydarzyła się w Polsce. Hitler wywołał II Wojnę Światową, bo nie zgadzał się z rezultatem I Wojny Światowej (po której Polska odzyskała niepodległość także kosztem Niemiec).

 

Dziś główne rozgrywki mocarstw mają miejsce na Bliskim Wschodzie, w Korei Północne, a także w Ameryce Południowej. W Europie jest względny spokój. Wiele może się zmienić, gdy poznamy następce Władimira Putina. Wybory w Rosji odbędą się w 2024 roku czyli za 5 lat. Wtedy do władzy może dojść radykał, który będzie chciał powrotu do czasów ZSRR. Hitler doprowadził do wojny 6 lat po tym, gdy legalnie uzyskał pełnię władzy. Zatem gdyby przyjąć, że ktoś podobny do niego dojdzie do władzy w Rosji, to III Wojna Światowa wybuchnie w 2030 roku? Po II Wojnie Światowej Białystok był jednym wielkim gruzowiskiem. Jeżeli dojdzie do agresji ze strony wschodniej, to nasze miasto i Podlaskie nie mogą czuć się bezpiecznie. Jesteśmy bardzo blisko granicy, jednak największą rolę będzie pełnić tak zwany „Przesmyk suwalski” czyli granica polsko-litewska i terytorium oddzielające Białoruś od Obwodu Kaliningradzkiego.

Kolorowe fontanny na Plantach zachwycają jak dawniej! Zobacz film i fotki.

Kolorowe fontanny na Plantach zachwycają jak dawniej! Zobacz film i fotki.

Po dłuższej przerwie wróciły kolorowe fontanny na białostockie Planty. Duża awaria, jaka spotkała urządzenia wytryskujące wodę została na szczęście zażegnana. Trochę to niestety trwało, ale na szczęście już po wszystkim. Białostoczanie znów mogą cieszyć się wspaniałym widokiem. Fontanny świecą na kolorowo wieczorami, jednak na wspaniały pokaz wodotrysków można liczyć w weekendy. Start po godz. 20 czyli tuż po zachodzie słońca.

Można tylko żałować, że wokół zbiornika jest tak mało ławek, mimo że jest sporo miejsca by takowe dostawić. Nie trzeba chyba mówić, że gdy zaczyna się pokaz na Plantach można spotkać bardzo dużo ludzi. Niestety nie wszyscy mogą usiąść bo ławek jest za mało, a każdy chce zobaczyć wspaniałe, kolorowe wodotryski w akcji ale też posiedzieć słuchając szumu wody. Kolorowe fontanny można w Białymstoku podziwiać od wielu lat, nie licząc ostatniej przerwy.

Brzydka pogoda? Na Podlasiu można to wykorzystać

Brzydka pogoda? Na Podlasiu można to wykorzystać

Jak to się mówi, nie ma brzydkiej pogody tylko są źle ubrani ludzie. Nie będziemy jednak zachęcać nikogo do chodzenia po deszczu, bo nie każdy lubi. Jednak chcemy namówić Was na przemieszczanie się jakimś środkiem komunikacji. Tak, by na deszczu nie przebywać przez cały czas. Gdzie pojechać i co zobaczyć, gdy za oknem brzydko?

Wypady do Muzeum

Wbrew pozorom w Białymstoku jest kilka naprawdę ciekawych wnętrz do obejrzenia. Znajdzie się coś zarówno dla tych, co szukają nowoczesności jak i tradycyjnych eksponatów. Są takie miejsca jak: Muzeum Rzeźby, Muzeum Wojska, Centrum Ludwika Zamenhofa, ale my najbardziej polecamy dwie placówki: Muzeum Farmacji we wnętrzach Pałacu Branickich, by obejrzeć jak wyglądają naprawdę dawne eksponaty medyczne. Drugim miejscem jest Muzeum Historyczne, gdzie znajduje się makieta dawnego Białegostoku, którą warto obejrzeć z bardzo bliska i nie tylko w dziennym świetle.

fot. Muzeum Historyczne w Białymstoku

Fiku-miku

Jumper Park trampolin i Strefa Wysokich Lotów to dwa miejsca gdzie możemy zaczerpnąć rozrywki ruchowej. Zarówno w pierwszym jak i drugim miejscu jest sporo miejsca na różnego rodzaju zabawy. Skoki na trampolinach, wspinaczka, gry ruchowe i wiele innych możliwości spróbowania akrobatyki.

fot. strefawysokichlotow.pl

Basen

Mimo, że jest tam dużo wody to na głowę nic nie pada. Warto podkreślić, że białostockie baseny mają bardzo wysoki standard nie tylko dla tych co chcą uprawiać sport, ale też dla tych co nie bardzo potrafią pływać. Na Włókienniczej można korzystać z pływalni sportowej, jacuzzi oraz ze strefy relaksu z saunami. Jeżeli ktoś chce więcej to znajdzie w Parku Tropikana w Hotelu Gołębiewskim. Tam oprócz wymienionych jest jeszcze basen z falą i masażami wodnymi.

fot. miejskoaktywni.pl

Nie ma wątpliwości, że najgorzej jest zamknąć się w domu i czekać na dobrą pogodę, bo ta wcale może nie nadejść tak szybko. Dlatego szkoda na to czasu. Lepiej coś zaplanować.

5 ekscytujących miejsc, które w Podlaskiem nie są znane. Warto je odwiedzić.

5 ekscytujących miejsc, które w Podlaskiem nie są znane. Warto je odwiedzić.

Przeglądając różne przewodniki, blogi i inne miejsca gdzie ktoś coś napisał o Podlasiu najczęściej wymieniane były 3 miejsca – Meczet w Kruszynianach, kolorowe cerkwie między Bielskiem a Hajnówką oraz Białowieża. Nie ma wątpliwości, że są to miejsca fascynujące, ale nie oszukujmy się – dla tych co mieszkają na Podlasiu – prawdopodobnie się… przejadły, tak samo jak dla białostoczan – Pałac Branickich. Miło jest tamtędy przechodzić, ale specjalnie raczej nikt nie planuje tam wycieczek. Tak to jest, gdy ma się coś na co dzień.

Dlatego też tym razem postanowiliśmy napomnieć o takich miejscach, które nie są oczywiste, mało znane, ale zdecydowanie warto zobaczyć je na własne oczy. Znaleźliśmy specjalnie dla Was 5 takich miejsc.

Czerwone Bagno w Grzędach

Biebrzański Park Narodowy kryje w sobie wiele wspaniałych atrakcji, miejsc do odkrycia, a także przyrody do podziwiania. Grzędy – miejscowość na północ od Goniądza to zdecydowanie ciekawe, mało znane miejsce, w którym można drewnianą kładką wybrać się na spacer, po to by podziwiać torfowiska, lasy bagienne i ogólnie klimatyczne bagna. Po drodze miniemy też „świętą sosnę” z kapliczką. Można będzie także zobaczyć z bliska łosie, dziki, lisy i inne zwierzęta, które aktualnie przebywają w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt.

Pałac Starzeńskich w Ciechanowcu

fot. Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu

Osoby, które już tam były – polecają pałac. Dlaczego? Jest to budynek z XIX wieku, w którym możemy podejrzeć jak dawniej żyli polscy artystokraci. Obecnie pełni on siedzibę Muzeum Rolnictwa. Zaś wcześniej mieszkała tam Elżbieta Starzeńska, hrabina z Ożarowskich wraz mężem Michałem Konstantym, hrabim Starzeńskim. To własnie oni przeprowadzili przebudowę oraz modernizację całego pałacu będącego obecnie chlubą całego Ciechanowca. Każdy, kto odwiedzi pałac może podziwiać zabytkowe wnętrza oraz salonik. Można też poznać historię Ciechanowca. Naprawdę warto!

Biała Synagoga w Sejnach

fot. Andwieczor / Wikipedia

Bez wątpienia jest to miejsce, które warto zobaczyć w Sejnach. Biała Synagoga powstała w XVIII wieku! Wówczas z drewna. Obecny budynek to budowla z 1885 roku, który powstał za sprawą rabina Mojżesza Becalela Lurii. Podczas II Wojny Światowej żydowska świątynia została zdewastowana przez Niemców. Po wojnie natomiast budynek pełnił rolę remizy strażackiej, magazynu, a nawet zajezdni! Budynek prezentuje się naprawdę ciekawie zarówno na zewnątrz jak i w środku.

Wierszalin

fot. Krzysztof Maria Różański (Upior polnocy) / Wikipedia

Był sobie prorok Eljasz Klimowicz, który założył sektę. Razem ze swoimi wyznawcami mieszkał w drewnianej chacie w Wierszalinie. Tam też znajdują się fragmenty stawianej przez proroka świątyni. Wierszalin miał być nową stolicą świata. Warto tam zajrzeć, by poczuć niezwykły klimat tego miejsca. Może trochę straszny, może intrygujący? Bez wątpienia krąży tam jakaś dziwna moc. Szczególnie, gdy dowiemy się więcej o tym kim był prorok „Ilja”.

Kasztelik w Olendrach

Pod Siemiatyczami możemy napotkać kamienny „Kasztelik” czyli prywatny zamek wybudowany przez Pana Jurka. Jest to osoba otwarta, którą warto poznać i osobiście wysłuchać historii – po co budował ten zamek. Kamienny obiekt znajduje się w miejscowości Olendry. Wstęp jest bezpłatny, jednak warto wrzucić coś do puszki.

Oto cztery sypialnie Białegostoku. Jak się tam mieszka?

Oto cztery sypialnie Białegostoku. Jak się tam mieszka?

Przedmieścia Białegostoku są przepełnione nowymi domami. Mieszkańcy, którzy chcą po południu i wieczorami odpocząć od zgiełku miasta – budują się lub wybudowali się tuż obok stolicy województwa podlaskiego. Jak wiadomo na taką inwestycję potrzeba sporo pieniędzy. Są jednak tacy, którzy przeprowadzają, ale do bloków. Dzięki czemu kupują mieszkania dużo taniej. Pod Białymstokiem są 4 takie miasteczka, które dzięki dobrej komunikacji ze stolicą Podlaskiego są nazywany „sypialniami”. Są w nich także tanie mieszkania. Ludzie pracują w Białymstoku, jednak mieszkają właśnie tam. Oto Choroszcz, Łapy, Wasilków i Czarna Białostocka. Czy warto tam przenieść swoje życie „po pracy”?

Łapy

Z Białegostoku do Łap odjeżdża… 21 pociągów dziennie! Na tej trasie kursują także autobusy. 30 km od centrum miasta to naprawdę niewiele, gdy jest tak dobra komunikacja. Czy można coś w Łapach robić po pracy? Na pewno odpoczywać w swoim tanim mieszkaniu. Nie brakuje tam także dużych sklepów. Nie najgorzej jest również z gastronomią. Warto też wspomnieć o tym, że znajdzie się także coś dla ludzi, którzy nie tylko oddają się konsumpcji, ale też chcą na przykład podziwiać przyrodę. Pod miastem znajduje się bowiem Narwiański Park Narodowy.

Choroszcz

Jest znacznie bliżej Białegostoku, bo tylko 15 km od centrum. Co ma do zaoferowania miasteczko? Po pracy można spędzać czas w parku przy letniej rezydencji Branickich. Cały teren jest przepiękny. W ostatnim czasie zmienił się także główny Rynek w mieście. Wcześniej był typowy park z ławeczkami. Teraz jest to otwarty plac. Wygląda estetyczniej, jednak zmiana zieleni na beton to częsty aczkolwiek niezrozumiały trend w polskich miastach, które postanowiły dokonać „rewitalizacji”. Są także duże sklepy. Gorzej z gastronomią. Nie bardzo jest w czym wybierać. Jednak także i w Choroszczy można kupić mieszkanie dużo taniej niż w stolicy Podlaskiego.

Wasilków

Miasteczko prężnie się rozwijało w XIX wieku aż do wielkiego pożaru. W XX wieku Wasilków bardziej przypominał wieś. Natomiast XXI wiek to okres odrodzenia. Wbrew pozorom gród nad rzeką Supraśl ma bardzo wiele do zaoferowania. Z Białegostoku można do Wasilkowa: dojść piechotą (9 km z centrum), dojechać pociągiem oraz dojechać autobusem. Miasteczko stało się bardzo atrakcyjne, przez co buduje się tam bardzo wiele bloków. Ceny ich niestety nie należą do najniższych, ale jeżeli będziemy szukać czegoś w „starym” budownictwie, to na pewno znajdziemy taniej. Wasilków ma nam do zaoferowania zalew z plażą i wyciągami nart wodnych, zmodernizowany rynek (podobnie jak w Choroszczy) oraz słynny „cypel”, gdzie mieszkańcy lubią spędzać czas nad rzeką. Nie brakuje też większych sklepów. Gorzej niestety z gastronomią – tu też wybór niewielki.

Czarna Białostocka

Z centrum do Czarnej Białostockiej najkrótsza trasa to 22 km. Oprócz tanich mieszkań w blokach miasteczko ma do zaoferowania zalew, bar i jeden duży sklep. Oprócz tego można spacerować po Puszczy Knyszyńskiej. Do miasteczka dojeżdża pociąg. Jest sporo połączeń. Są tu także najtańsze mieszkania ze wszystkich „sypialni”.

 

Warto zaznaczyć, że we wszystkich czterech miasteczkach nie brakuje typowych sklepów i usług, jakie są również w Białymstoku. Nad stolicą Podlaskiego jest jednak przeważająca cecha „sypialni”. Tam tworzą się prawdziwe wspólnoty, zna się sąsiadów. W białostockich blokowiskach jest się anonimowym (co ma także dobre strony). Jednak jeżeli komuś zależy, by po pracy mieć życie towarzyskie, to o takie łatwiej będzie jednak w „sypialniach”. W mieście można wyjść co najwyżej do anonimowego tłumu.

To był pokaz talentów. Drgało w uszach!

To był pokaz talentów. Drgało w uszach!

30 kwietnia o godzinie 18.00 w Operze i Filharmonii Podlaskiej – Europejskim Centrum Sztuki odbyła się Rewia Wokalna podsumowująca recitale słuchaczy trzeciego roku Policealnego Studium Wokalno-Aktorskiego w Białymstoku. Na Scenie Kameralnej zaprezentowało się ośmioro dyplomantów: Anna Baczewska, Oskar Chlabicz, Anna Zawadzka, Katarzyna Racis, Adrianna Jałocha, Zuzanna Chancewicz, Agata Salitra oraz Julia Przybylska.

 

Młodym wykonawcom na scenie towarzyszyły absolwentki Studium, a także zespół muzyczny w składzie: Marcin Nagnajewicz, Krzysztof Kulikowski, Kamil Skorupski, Piotr Skórka oraz Marcin Jadczak. W tym roku warsztaty poprowadzili i wystąpili wraz ze słuchaczami Edyta Krzemień i Marcin Wortmann – aktorzy musicalowi. Rewię poprowadził wykładowca historii teatru w PSWA Konrad Szczebiot wspólnie z Julitą Wawreszuk – byłą słuchaczką. Każdy z występów poprzedzony był humorystycznymi wypowiedziami i błyskotliwymi oraz powiązanymi z występującymi i ich programem żartami, wygłaszanymi przez konferansjera. To była prawdziwa rewia.

 

Tegoroczni dyplomanci zachwycili wysokim poziomem artystycznym oraz profesjonalizmem. Od razu zdobyli przychylność publiczności, która żywiołowo reagowała brawami. Przez całe wydarzeni młodzi artyści prezentowali swoje zadziwiające walory wokalno-interpretacyjne, nie zbaczając z obranego kursu. Uwagę, z pewnością, przyciągała siła ich głosów. Dobrym na to przykładem jest występ Julii Przybylskiej. Zaśpiewała ona po polsku piosenkę When you’re good to Mama z musicalu Chicago. Mocniej śpiewając niektóre fragmenty, wydobywane przez nią dźwięki doprowadzały do intensywnych drgań w uszach. To tylko potwierdza, że głos wokalistki predestynuje ją do wykonywania partii operowych. Natomiast Anna Zawadzka, w towarzystwem chórku, czarowała swoją wrażliwością i dojrzałością sceniczną.

 

Ciekawie zaprezentowała się Anna Baczewska, które mogła uzewnętrznić swój talent wokalno-aktorski i śpiewaniem, i tańcem, przypieczętowując interpretacje plastyczną mimiką oraz gestami. Wypada jeszcze wspomnieć o Zuzannie Chancewicz i Oskarze Chlabiczu. Ci wystąpili również w duecie, dostarczając solidną dawkę emocji w piosence Coś więcej. Zuzanna Chancewicz majestatycznie wykonała Amsterdam J. Brela w tłumaczeniu. Wojciecha Młynarskiego, absorbując oryginalnym i potężnym głosem. Tymczasem Oskar Chlabicz – jedyny mężczyzna wśród dyplomantów – hipnotyzował sprawnością w posługiwaniu się swoją skalą głosową, szczególnie w górnych rejestrach. Ponadto jego interpretacje stawały się bardzo atrakcyjne poprzez umiejętne żonglowanie najróżniejszymi emocjami. Zdumiewającym atutem Oskara Chlabicza jest śpiewanie fortissimo possibile.

 

Kierowana przez Angelikę Arendt-Zadykowicz i Agatę Obuchowicz szkoła kształci swoich uczniów na najwyższym poziomie dzięki kadrze profesjonalistów, mistrzów w swoich dziedzinach. Co roku placówka wypuszcza w świat świetnie przygotowanych aktorów scen muzycznych. Wszystkich, którzy chcą dołączyć do „Szkoły Talentów”, zapraszamy do rekrutacji. Niezbędne informacje można znaleźć na stronie internetowej Policealnego Studium Wokalno-Aktorskiego w Białymstoku.

 

Dyplomantom należą się wielkie gratulacje oraz życzyć im trzeba wytrwałości i powodzenia w niełatwej drodze do upragnionych artystycznych celów. Aby na swoim szlaku spotkali ludzi, którzy będą potrafili docenić ich umiejętności.

Autor: Rafał Górski, fot. archiwum PSWA