Krasnoludki spotkasz na Podlasiu

Krasnoludki spotkasz na Podlasiu

Niejednokrotnie z ust turystów wydobywa się stwierdzenie, że Suwalszczyzna posiada bajkowe krajobrazy. Co więcej, w Suwałkach urodziła się autorka wielu książek dla dzieci, Maria Konopnicka.  Było to powodem utworzenia tzw. Baśniowego Szlaku. Oprócz Suwałk, składa się na niego sześć innych okolicznych miejscowości – Nowa Wieś, Kopiec, Puńsk, Bakałarzewo, Rutka Tartak oraz Sejny.

Na szlaku odnajdziemy siedem przystanków nazywanych Wioskami Bajek. Na początek czeka na nas zaułek krasnoludków. Mieści przy Muzeum Marii Konopnickiej, utworzonym w domu gdzie pisarka przyszła na świat. Sympatyczne krasnoludki zabiorą chętnych na poszukiwanie skarbu, a w czasie wędrówki opowiedzą nam wiele barwnych opowieści. Każda wioska to inne atrakcje. Towarzyszyć nam będą postacie z różnych bajek i baśni. Wycieczki umożliwiają poznanie zarówno świata fauny i flory, jak i dawnych zwyczajów. Dzieci nauczą się też niemało o litewskiej kulturze. Przede wszystkim jednak szlak daje dzieciom szansę na aktywny wypoczynek, a to choćby dzięki parkom linowym istniejącym w Wiosce Zapomnianych Wojów.

Partnerzy portalu:

Rywalizowali w blasku księżyca

Rywalizowali w blasku księżyca

Śnieg, noc i pot. W połowie lutego już po raz piąty odbył się w Suwałkach bieg narciarski na orientację. Spragnionych adrenaliny gościła trasa ”papiernia”. Imprezę zorganizował tradycyjnie Klub Rowerowy MTB Suwałki przy wsparciu nadleśnictwa Suwałki. Uczestnicy musieli wykazać się kondycją i umiejętnością szybkiego myślenia przy wzmożonym wysiłku, co wcale nie jest łatwym zadaniem.

 

Śmiałkowie, mając do dyspozycji jedynie czytelną mapę,  musieli odszukać zaznaczone na niej punkty kontrolne. Mapy zawierały wszelkie niezbędne informacje na temat gęstości lasu czy rodzaju podłoża. Większość punktów kontrolnych stanowiły tablice ścieżki edukacyjnej.  Gdy już im się to udało, należało za pomocą odpowiedniego kasownika potwierdzić swoją obecność.

 

Biegi na orientację (już bez nart) odbywają się również w innych porach roku. Aby stanąć na starcie nie trzeba być wcale wyczynowcem. Wystarczy chęć aktywnego spędzenia czasu na łonie natury. Nadleśnictwo Suwałki przygotowało w tym celu trzy stałe trasy. Są to kolejno ”Las Suwalski” , ”Szwajcaria” oraz  ”Rutka”.

 

 

Partnerzy portalu:

Podlaskie opowieści i legendy biją rekordy popularności

Podlaskie opowieści i legendy biją rekordy popularności

Język polski należy do jednych z najtrudniejszych. Najwięcej problemów dla cudzoziemców sprawia przede wszystkim odmiana wyrazów. Na tym też skupili się dr Konrad Szamryk i dr Katarzyna Szostak-Król, pisząc książkę o podlaskich legendach. Znajdziemy w niej opowieści na temat Białegostoku, Augustowa czy Supraśla. Z pewnością rozbudzili wyobraźnie niejednego czytelnika.

 

Autorzy tego nowatorskiego opracowania mieli na celu naukę czytania ze zrozumieniem. Dlatego też pod każdą legendą zamieszczono zestaw ćwiczeń, sprawdzający chociażby gramatykę. Odbiorcy książki to głównie najmłodsi obcokrajowcy zamieszkujący Podlasie, lecz korzystać może z niej każdy chętny. Nie od dziś wiadomo, że nauka języka przyśpiesza integrację z otoczeniem. Pozycja trafiła na półki wszystkich wschodnich placówek, do których uczęszczają dzieci z rodzin cudzoziemskich. Dzięki ciekawej tematyce ”Podlaskie opowieści i legendy dla obcokrajowców” cieszą się niemałą popularnością. Książkę również można bezpłatnie pobrać drogą elektroniczną.

 

Partnerzy portalu:

Chciały się zabawić. Zostały porwane.

Chciały się zabawić. Zostały porwane.

Hipisi po podlasku

Lata sześćdziesiąte. Za oceanem króluje rock & roll i rozwija się ruch hipisowski. W tym czasie kilkadziesiąt kilometrów od Białegostoku, w małej wsi Zawyki,  hasła wolności, otwarcia na świat propagują traktorzyści, a w zasadzie traktorsi – gdyż tak siebie nazywali. Amerykańskie zasady wkrótce zastąpili własną wizją.

Szpan na traktorze

Początkowo była ich zaledwie garstka. Z dnia na dzień grupa zaczęła się rozrastać. Szeregi zasilili znani sportowcy czy artyści. Każdego lata w okolicach wsi organizowano zloty. Na polach organizowali wyścigi niszcząc cudzą ziemię. Wśród młodych wzbudzali podziw, starsi nie mogli na nich patrzeć. Nawet ksiądz z ambony przestrzegał przed grupą.

 

Traktorsem został syn jednego z ważnych działaczy partyjnych. Ze względu na czarny kolor jego pojazdu nazwano go ”Galanto”. Każdego dnia stosował metodę podrywu ”na błotnik”, która okazała się niezwykle skuteczna. Kobieta z miejscowego kółka różańcowego wpadły w furię, biorąc sprawy w swoje ręce. Na wsi jak wiatr rozniosła się informacja, że mężczyzna porywa młode dziewczyny, a następnie spuszcza z nich krew.

 

Wieści dotarły szybko również do Białegostoku. Wkrótce Zawyki odwiedzili panowie w garniturach. Tydzień później traktorsi zniknęli z pola widzenia. Powstało wiele teorii, mniej lub bardziej realnych. Jedni twierdzili, że wygrali na loterii, drudzy zaś, że porwali ich kosmici. W rzeczywistości większość traktorsów wyjechało za granicę. Ci, którzy pozostali zbudowali okazałe fermy. Nikt jednak nie wie, skąd wzięli na to fundusze. Po traktorsach pozostał jedynie manifest spisany na pożółkłej kartce i ślady opon, które pozostawili na odkrywkowych złożach wapna pod Surażem.

Partnerzy portalu:

Cerkiew gwałtownie zapłonęła. Działy się dziwne rzeczy.

Cerkiew gwałtownie zapłonęła. Działy się dziwne rzeczy.

Na skraju Puszczy Białowieskiej leży niewielka wieś Dubicze Cerkiewne. Już sama nazwa wskazuje na związki z obrządkiem prawosławnym. Pierwsza świątynia powstała w połowie XVI, co potwierdza przywilej wydany przez króla Zygmunta III Augusta. W sąsiedztwie przebiegał trakt carski z Bielska Podlaskiego do Kamieńca. Z tego właśnie względu droga aż do dzisiaj nazywana jest gościńcem Kamienickim.

 

Pierwsza świątynia pod wezwaniem Piotra i Pawła zakończyła swe istnienie w gwałtowny sposób. Stanęła bowiem w płomieniach. Ikona niesiona przez silny wiatr zatrzymała się na samym końcu wsi. Mieszkańcy uznali, że właśnie tam powinna powstać nowa cerkiew.

 

Bardziej fantastyczna wersja mówi o zapadnięciu się świątyni przez ziemię. Miała to być kara za grzechy parafian. Ponoć jeśli 12 lipca w południe, gdy przyłożymy ucho do ziemi na wzgórzu, usłyszymy bicie cerkiewnych dzwonów. W miejscu tym stoi do dziś kamienny krzyż. Stanowi pamiątkę po starej cerkwi. Obecna drewniana świątynia w Dubiczach Cerkiewnych powstała tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Jej konsekracja nastąpiła zaś w 1955 r.

Partnerzy portalu:

Kręci niezwykłe filmy o zwykłych ludziach

Kręci niezwykłe filmy o zwykłych ludziach

Studiował geografię. Przez pięć lat był dziennikarzem radiowym. Jednak to film okazał się jego prawdziwą pasją. Mowa to o Ireneuszu Prokopiuku, urodzonym w Bielsku artyście.

 

Filmy tworzone przez Ireneusza Prokopiuka posiadają krótkometrażowy charakter. Trwają do około 10 minut. Z pozoru przypominają produkcje dokumentalne, lecz znajdziemy tam też wątki fabularne. Opowiadają o prostych ludziach i ich codziennych czynnościach. Wiele zwyczajów, które obserwujemy w materiałach, powoli zanika. Dlatego też u niektórych pojawi się nutka nostalgii. Poszczególne mogą przenieść widza do krainy dziecięcych wspomnień. Realizacja filmu wymaga znalezienia odpowiedniego bohatera i przede wszystkim zdobycia jego zaufania. To zaś nie jest łatwym zadaniem. I. Prokopiukowi taka sztuka udaje się jednak doskonale. Dzięki temu możemy przykładowo dokładnie poznać zasady pieczenia wiejskiego chleba czy przygotowania wieprzowiny do wędzenia. Bohaterowie sami przyznają, że boją się zapomnienia. Już wkrótce niegdyś powszechne praktyki przejdą do lamusa. Być może dzięki filmom przetrwają trochę dłużej.

 

Produkcje Ireneusza Prokopiuka powstają dzięki przychylności władz samorządowych. W zamian za hojność tworzy dzieła, które doskonale odzwierciedlają i promują region Podlasia.

Partnerzy portalu:

Zielarka zamieniła mężczyzn w dziki. Jeden żyje do dziś.

Zielarka zamieniła mężczyzn w dziki. Jeden żyje do dziś.

Rzeź w Puszczy

W białowieskim Parku Pałacowym odnajdziemy pomnik upamiętniający jedno z polowań króla Augusta III Sasa. Obława na zwierzęta była jak na tamte czasy przeprowadzona spektakularnie. Ponad pięćset wynajętych osób kilka miesięcy zapędzało żubry, łosie, sarny czy dziki do wielkiej zagrody. Wiele zwierząt padło przed przyjazdem królewskiego orszaku. Król osobiście dokonał egzekucji na połowie zgromadzonych okazów. Jego uwagę przyciągnął dzik z czarnym krzyżem na grzbiecie. Nietypowe umaszczenie miało wiązać się ze sprowadzeniem zakonu krzyżackiego.

Siła zaklęcia

Jak wiadomo, zamiast w pokoju chrystianizować plemiona, krzyżacy wybrali drogi miecza. Pewnego lata czterech zakonników zapuściło się do Puszczy. Po drodze korzystali z życia wykorzystując kobiety i zabijając zwierzynę dla samego sportu. W jednej z karczm dowiedzieli się o kobiecie o imieniu Ksantypa. Wiodła ona życie pustelnika. Znając doskonale specyfikę miejscowych ziół zajmowała się uzdrawianiem. Żądni krwi poganina bracia zakonni wyruszyli nad rzekę Łutownia. Po drodze mijali martwe ptaki i węże. Puszczyki nawoływały niczym nocą. Starali się jednak ignorować wyraźne znaji. Na miejsce dotarli przed nocą Kupały, kiedy to według wierzeń, zaklęcia działają ze szczególną mocą. Ksantypa oszukała śmierć. Nim ostrza przeszyły ją na wylot, zdążyła wypowiedzieć magiczną formułkę. Krzyżacy zostali przemieni w dziki. Podobno jeden z nich z charakterystycznym krzyżem na grzbiecie, kilka lat temu był  widziany w miejscu mocy pod Hajnówką. Legenda głosi, że jeśli ktoś go ubije, pradawni bogowie powrócą na ziemię.

Partnerzy portalu:

Powstanie ulica Simony Kossak

Powstanie ulica Simony Kossak

Powstanie ulica Simony Kossak. W Białowieży, miejscowości z bogatymi korzeniami historycznymi i przyrodniczymi, mieszkańcy postanowili uczcić pamięć wybitnej postaci, Simony Kossak, poprzez zaproponowanie nadania jednej z ulic jej imienia. To inicjatywa, która narodziła się bezpośrednio w sercach społeczności lokalnej, która czuje silną więź z historią i dziedzictwem tego miejsca. To właśnie Towarzystwo Przyjaciół Energii Odnawialnej z Białowieży, reprezentujące głos mieszkańców, złożyło wniosek w imieniu społeczności, aby uhonorować pamięć tej wybitnej badaczki przyrody.

Powstanie ulica Simony Kossak – dla Puszczy Białowieskiej zrobiłaby wszystko

Decyzja o nadaniu ulicy imienia Simony Kossak spotkała się z szerokim poparciem wśród radnych, którzy dostrzegli nie tylko znaczenie symboliczne tej inicjatywy, lecz także potencjał, jaki niesie za sobą dla lokalnej społeczności. Ulica ta będzie prowadzić do miejsca, gdzie kobieta spędziła większość życia, do leśniczówki o nazwie „Dziedzinka”. Leśniczówka „Dziedzinka”, jest świadkiem wielu lat pracy i pasji Simon Kossak, dlatego ma szansę stać się nie tylko miejscem symbolicznym. Zakłada się, że nowa ulica, nosząca imię Simony Kossak, stanie się jednym z ważniejszych punktów na mapie Białowieży. Być może będzie przypominać o jej wkładzie w badania i ochronę przyrody oraz inspirując kolejne pokolenia do kontynuowania jej dzieła.

Nieoceniony wkład w rozwój Białowieży

Data 18 marca, dziesiąta rocznica śmierci Simony Kossak, zostanie uroczyście upamiętniona poprzez odsłonięcie tablic z nowymi oznaczeniami ulicy. Będzie to jednocześnie wyraz szacunku i uznania dla jej dziedzictwa. Tego dnia mieszkańcy Białowieży oraz goście z całej Polski będą mieli okazję podziwiać i celebrować pamięć tej wybitnej postaci. Zapewne dlatego, że wniosła nieoceniony wkład w rozwój nauki, ochronę przyrody i kulturę lokalną. Inicjatywa nadania imienia Simony Kossak ulicy w Białowieży jest niezwykłym wyrazem szacunku dla jej osoby. Jest to także manifestacją związku społeczności z jej dziedzictwem oraz przypomnieniem o wartościach, które ona reprezentowała. To także zachęta do dalszych badań i działań na rzecz ochrony przyrody oraz pielęgnowania kultury lokalnej. Mimo wszystko stanowi ona nieodłączny element tożsamości tego regionu.

Więcej informacji o życiu tej wyjątkowej kobiety znajdziecie państwo pod linkiem:
https://www.youtube.com/watch?v=O4ITurlKBiM

Źródło zdjęcia: https://www.youtube.com/watch?v=y3tle2hwXHM

Partnerzy portalu:

Najbardziej znany komendant obchodzi urodziny

Najbardziej znany komendant obchodzi urodziny

. Najbardziej znany komendant obchodzi urodziny. Dziś, w dniu obchodów sześćdziesiątych szóstych urodzin, warto przyjrzeć się nie tylko współczesnej rocznicy, ale także historii i dorobkowi artystycznemu człowieka, który przekroczył próg sześćdziesiątki. Andrzej Beja-Zaborski, urodzony w malowniczym Wałbrzychu. Jest postacią znaną przede wszystkim z niezwykłego talentu, który przejawia się na deskach teatru oraz na ekranie kinowym. Wielu widzów, zafascynowanych jego talentem, kojarzy go z rolą brawurowego komendanta z filmu „Królowy Most”, który w pełni wyrażał swój aktorski geniusz w trzech odsłonach komediowej trylogii Jacka Bromskiego pt. „U pana Boga za”.

Najbardziej znany komendant obchodzi urodziny – ceniony za poczucie humoru

Za mistrzowskie odtworzenie postaci Beja-Zaborski został uhonorowany w 1988 roku nagrodą za najlepszą rolę drugoplanową na prestiżowym festiwalu w Gdyni. To tylko podkreśla jego niezaprzeczalne umiejętności aktorskie oraz zdolność do wcielenia się w różnorodne role. Jednak rola komendanta to tylko jeden z wielu kamieni milowych w karierze tego wybitnego artysty. Nigdy nie zapomnimy również pozostaje jego wizerunek policjanta w serialu „Pitbull”, gdzie ponownie udowodnił aktorską wszechstronność.

Inne produkcje Bei-Zaborskiego

Nie sposób również nie wspomnieć o jego udziale w innych filmach, takich jak „Kariera Nikosia Dyzmy” czy „Wesele”. Andrzej Beja-Zaborski z pewnością zasługuje na miano aktora, który potrafi skraść każdą scenę, nawet jeśli grają role epizodyczne. Jego obecność na ekranie zawsze przyciąga uwagę i zostaje w pamięci widzów na długo po zakończeniu seansu. Z okazji kolejnego jubileuszu życzymy mu kolejnych udanych kreacji, inspirujących ról i niegasnącego zapału do sztuki. Bo to przecież ona sprawia, że świat staje się bardziej barwny i interesujący dla nas wszystkich. Niech każdy kolejny rok przynosi mu jeszcze większe sukcesy. A przede wszystkim niech jego talent niech będzie źródłem inspiracji dla kolejnych pokoleń artystów. Jego wszechstronność, talent i poświęcenie sztuce są godne podziwu i inspirują nie tylko współpracowników, lecz także wszystkich miłośników sztuki.

Źródło zdjęcia: Trailer filmu ”U pana Boga w ogródku”

Partnerzy portalu:

Mieszkaniec Podlasia odkrył Amerykę przed Kolumbem?

Mieszkaniec Podlasia odkrył Amerykę przed Kolumbem?

Mieszkaniec Podlasia odkrył Amerykę. Istnieją niezaprzeczalne zapiski, aż po brzegi wypełnione tajemnicami, które podważają ustalony przez wieki narrację, jakoby to Krzysztof Kolumb jako pierwszy opatrzył stopę na ziemi amerykańskiej. Otóż, według niektórych zachowanych dokumentów, to nie słynny włoski odkrywca, lecz skromny mieszkaniec Podlasia, imieniem Jan z Kolna, miał wkroczyć na nieznane jeszcze brzegi tego kontynentu, ostatecznie wypierając kolumbijskią legendę z pierwszego planu historii odkryć geograficznych.

Mieszkaniec Podlasia odkrył Amerykę przed Kolumbem? – niepozorny sternik na tropie Ameryki

Historia, splątana nićmi zapomnienia i tajemnic, rzuca nas w wir wydarzeń datowanych 16 lat przed krwistą podróżą Kolumba. Jan z Kolna, wchodzi na scenę historii jako niepozorny sternik, pełniący służbę na pokładzie okrętu duńskiego monarchy, Christiana Oldenburga. To właśnie w roku 1476, podczas wyprawy mającej na celu odnalezienie zaginionych osadników grenlandzkich, statek ten zawinął na wybrzeża Labradoru. Wyznaczył nowy punkt odniesienia dla długiej historii geograficznych dylematów. Wątek tej opowieści, jakby wypisany atramentem z odległych wieków, splata się z innymi nitkami historii, dlatego ta sieć powiązań jest niepowtarzalna. Flota, w skład której wchodziły kilka okrętów, miała pierwotnie podjąć poszukiwania zaginionych osadników grenlandzkich. Jednakże po dotarciu do zachodnich wybrzeży, kontynuowała swą podróż na zachód, kierując się w stronę nieodkrytych lądów. Warto zaznaczyć, że nazwa „Labrador” w XVI wieku odnosiła się zarówno do Grenlandii, jak i właściwego obszaru Labradoru.

Odtwarzanie prawdy

Zamieszanie w nazewnictwie nie jest jedyną trudnością, z jaką muszą się zmierzyć badacze zaginionych kart historii. Informacje o Janie z Kolna zostały spisane dopiero po jego śmierci, a więc powstały dodatkowe trudności w odtworzeniu prawdy. Pierwsze wzmianki o jego polskim pochodzeniu pojawiły się dzięki Franciszkowi de Belloforest. Właśnie on jako pierwszy wskazał na tę tajemniczą postać jako na Polaka. Niektórzy wierzą, że odkrywca może być Norwegiem lub nawet Portugalczykiem, co tylko pogłębia mglistość tych dawnych wydarzeń. Jedna z teorii sugeruje, że Jan z Kolna to w rzeczywistości młody Krzysztof Kolumb skrywający swoją tożsamość. Ostateczne rozwiązanie może być jednym z najbardziej fascynujących odkryć w dziejach ludzkości.

Partnerzy portalu:

Sam zbudował sobie zamek

Sam zbudował sobie zamek. W połowie drogi między Drohiczynem a Mielnikiem ukazuje się coś wyjątkowego, coś, czego nie spotyka się codziennie w podróży przez te ziemie. W świecie, gdzie wiele zabytków chyli się ku upadkowi, jedno miejsce śmiało wyłamuje się z tego trendu – Korona Podlasia, zamek wznoszony od dziesięciu lat z niesłabnącym zapałem przez jednego człowieka. To dzieło pasji, które z dnia na dzień nabiera coraz większego blasku, budząc zachwyt i podziw. Prasa nie omieszkała poruszyć tematu tego niezwykłego zamku, a reportaże o nim krążą w mediach publicznych, zdumiewając widzów swoją historią i rozmachem przedsięwzięcia.

Sam zbudował sobie zamek – ogrodzenie z nietypowego surowca

Historia tego monumentalnego dzieła sięga początku, kiedy to właściciel, Jerzy Korowicki, postanowił zbudować z kamienia solnego ogrodzenie. Dlatego coś co początkowo miało być jedynie płotem, przerodziło się w ambitne przedsięwzięcie – wzniesienie prawdziwej twierdzy. Korowicki, niezłomny we wznoszeniu murów, zajął się każdym szczegółem, każdym kamieniem, by z dnia na dzień spełniać swoje marzenie. Krzemienie i otoczaki, starannie obrabiane własnoręcznie, stanowią główny budulec zamku, nadając mu niepowtarzalny charakter i solidność, która robi wrażenie.

Wyposażenie zamku

Chociaż wnętrza zamku nie są jeszcze w pełni wyposażone, natomiast jego imponująca bryła robi już ogromne wrażenie. Wśród surowych murów odnajdziemy na razie tylko prosty stół rycerski, dlatego w przyszłości zamierza się tu stworzyć salę uroczystości kameralnych. Na szczycie zamku, dumnie wznosi się korona, symbolizująca jego wyjątkową rangę. Dlatego też nawet własny herb nie został zapomniany – lustrzane odbicie herbu Siemiatycz stoi za znakiem tego dzieła.

Wykorzystanie obiektu

To miejsce stało się ulubionym punktem sesji fotograficznych dla nowożeńców. Zapewne dlatego, że przyciąga ich swoim niezwykłym urokiem, jak również romantycznym krajobrazem, rozpościerającym się dookoła, na malowniczych terenach nad Bugiem. Warto również dodać, że pierwotnie na terenie zamku planowano uruchomić zakład przetwórczy. Na szczęście te plany nigdy nie ujrzały światła dziennego. Pozwolono Koronie Podlasia zachować swój dostojeński charakter i historyczną rangę, którą tak dumnie nosi.

Partnerzy portalu:

Domek Napoleona to ruina. Kiedyś miejsce schadzek

Domek Napoleona to ruina. Kiedyś miejsce schadzek

Domek Napoleona to ruina. Przedziwne opowieści, splecione niczym nici w starożytnym gobelinie, owijają teraz swoje mgliste wątki wokół opuszczonego budynku, jakby chciały przypomnieć o jego dawnej chwale. Miejsce to, o którym się mówi, jako o „Białostockim Domku Napoleona”, stanowiło niegdyś świadka tajemnych spotkań wielkiego cesarza z Marią Walewską, tajemniczą i uwodzicielską postacią z historii Polski. Tam, gdzie dziś panuje cisza i pustka, kiedyś pulsowało życie, a dramaty miłosne rozgrywały się pod płaszczem nocy. Jednakże, mimo swego niezwykłego dziedzictwa, budynek pogrąża się coraz głębiej w zapomnienie, jakby mgła czasu zacierała ślady przeszłości, pozostawiając tylko echo dawnych historii.

Domek Napoleona to ruina – legenda Białostockiego Dworku Napoleona

Otóżże, na ziemiach Białegostoku, owianych mgiełką tajemnic, wznosi się teraz, w swym osamotnieniu, budynek o niezwykłej proweniencji. To właśnie tędy, gdzie obecnie władają cichość i zapomnienie, kiedyś pulsuje życie jakby z innego wymiaru. Opowieść ta zaczyna się od słynnego „Białostockiego Domku Napoleona” – miejscówki, gdzie rzekomo spotykał się wielki przywódca z Marią Walewską. Mówi się, że tu, w tym uroczym zakątku, Napoleon przygotowywał się do swych wypraw. Kierował się między innymi w stronę Moskwy. A właśnie tu miały miejsce dramatyczne rozstania, które rozbrzmiewały echem nawet w najodleglejszych zakątkach półświatka. Nim jednak miłosnym namiętnościom nadszedł kres. Niestety, pomimo namiętności, para nigdy nie mogła oficjalnie być razem, gdyż Napoleon poślubił Józefinę, zostawiając Marię w roli kochanki. Jednakże owoc tej miłości pozostał – para doczekała się dziecka.

Opuszczony budynek – ślady pamięci

Jednakże, pomimo rozgłosu, jaki przyniosła historia, rzeczywistość budynek opuścił już po śmierci wielkiego cesarza. Powstał on jako punkt poboru cła dla handlarzy z Królestwa Polskiego, choć funkcja ta trwała tylko przez krótki czas. Przez lata jednakże, Domek Napoleona zmieniał dzierżawców jak rękawiczki, przechodząc przez ręce różnych właścicieli. Kilka dekad temu, kształtem swej rotundy przypominał on niegdyś ekskluzywną restaurację, nocny klub czy nawet agencję towarzyską. Jednakże, wraz z upływem czasu, wilgoć coraz bardziej dawała się we znaki, co skłoniło miasto do wystawienia budynku na sprzedaż. Stawiło to kres kolejnemu rozdziałowi w historii tego tajemniczego miejsca.

Partnerzy portalu:

Cudowny wynalazek przywędrował do nas z Litwy

Cudowny wynalazek przywędrował do nas z Litwy

Cudowny wynalazek przywędrował do nas z Litwy. W osadzie Babiki w malowniczym powiecie hajnowski XVI wieku, choć zaledwie sto osób zamieszkiwało te ziemie, to ich historie splatały się w niesamowity sposób z narracją higieny i postępu. To tutaj, na tych skromnych, ale uroczych terenach, litewski bojar Vladauskas Milenkov zdecydował się założyć swoją osadę, będąc postacią wyjątkową, która nie tylko odważnie polowała, lecz również zarządzała życiem swojej społeczności z niezwykłą mądrością. Jego obecność była jak symbol siły, a niegolona broda stała się odzwierciedleniem jego męskości i determinacji.

Cudowny wynalazek przywędrował do nas z Litwy – losy Babik

Jednak losy Babik miały się odmienić wraz z nadejściem pewnego błękitnookiego chłopaka, który przybył do osady z odległego kraju Celtów. Jego twarz, pozbawiona zarostu, wzbudziła zaciekawienie i nieufność, gdyż w tamtych czasach gładko ogolona skóra była rzadkością, a broda uchodziła za znak męskości. Niemniej jednak, to, co przyniósł ze sobą z północnych krain, miało odmienić losy Babik na zawsze. Było to mydło. Wkrótce osada Babiki stała się swego rodzaju oazą higieny i nowoczesności. Rozpoczęto produkcję mydła, a tajemnicza mieszanka wołowego tłuszczu i spopielonego piołunu dała początek pierwszej fabryce mydła w regionie. Z dnia na dzień, pośród leśnych ostępów, rozbrzmiewały dźwięki produkcji.  Mieszkańcy okolicznych wiosek z zaciekawieniem udawali się do Babik, by nabyć ten nowy cud techniki, który obiecywał nową jakość życia.

Życie sie zmieniło

Od tego czasu nie wyobrażano sobie życia bez nowego wynalazku. Codzienne rytuały higieniczne stawały się nieodłączną częścią życia w Babikach i okolicznych osadach. Zainicjowano zwyczaj regularnego golenia się, a zarost zmiękczano właśnie cudownym wytworem, którym było mydło. Nie tylko ciała, lecz także umysły i społeczność osady uległy metamorfozie, otwierając się na nowe idee, nowoczesność i wygodę. Babiki przestały być jedynie skromną osadą w lesie, stając się ośrodkiem postępu i nowoczesności. Przetrwał wieki, pozostawiając ślad w historii jako miejsce, gdzie narodziła się jedna z podstawowych ludzkich potrzeb – dbałość o higienę osobistą. Było to miejsce narodzin pierwszej fabryki mydła w regionie. Przyniosła ze sobą nie tylko czystość, lecz także nową jakość życia i rozwój technologiczny.

Partnerzy portalu:

Siemiatycze zostały stolicą Polski

Siemiatycze zostały stolicą Polski

Siemiatycze zostały stolicą Polski. Siemiatycze, miasto, które serdecznie przywitało cię w chwilach radości i smutku, jest dzisiaj świadkiem wyjątkowego zjawiska – masowej emigracji. Statystyki nie kłamią: co piąty mieszkaniec opuszcza swe rodzinne strony, w poszukiwaniu lepszego życia poza granicami kraju. To nie tylko chęć zdobycia lepszego bytu, ale również pragnienie rozwijania się, poznawania nowych kultur i doświadczeń. Choć największa fala wyjazdów przypada na lata 90., to obecnie także kolejne pokolenia podejmują tę trudną, lecz często niezbędną decyzję. Zielone horyzonty Brukseli wydają się być magnesem przyciągającym serca i marzenia wielu z nich.

Siemiatycze zostały stolicą Polski – masowi emigranci

Wraz z masowym wyjazdem mieszkańców, ulice Siemiatycz stają się coraz bardziej puste z każdym rokiem, co prowadzi do obaw, że w przyszłości pozostaną tam jedynie osoby starsze. Młodzi ludzie nie chcą zadowolić się minimalną pensją, więc podejmują decyzję o wyjeździe, aby zabezpieczyć swoją przyszłość. W belgijskich firmach w Brukseli, niemal połowa pracowników pochodzi z tego miasteczka lub jego okolic. Dlatego czasem może się wydawać, że Siemiatycze są stolicą Polski, zwłaszcza dla Belgów. W praktyce pieniądze zarabiane przez emigrantów przyczyniają się do rozwoju lokalnej gospodarki, co widać między innymi w nowych budowlach, a także w sklepach, gdzie powracający na święta zostawiają tysiące złotych.

Urzędnik na pomoc

Aby wesprzeć siemiatyczan mieszkających w Belgii, gmina postanowiła zorganizować pomocną dłoń, która sięga dalej niż granice miasta. Raz w miesiącu urzędnik gminy pełni rolę pośrednika w załatwianiu spraw urzędowych w Polsce. Dotyczą one głównie nieruchomości, podatków czy innych kwestii administracyjnych. Dzięki tej inicjatywie emigranci oszczędzają swój cenny urlop na latanie z dokumentami po instytucjach. Mogą również mieć pewność, że ich sprawy załatwia się profesjonalnie i sprawnie. To rozwiązanie zostało zainspirowane przez burmistrza Siemiatycz, który sam kiedyś pracował w Belgii. Dzięki temu doskonale znał trudności związane z załatwianiem spraw urzędowych na odległość. To nie tylko gest dobra, ale także wyraz troski o mieszkańców, którzy pomimo życia za granicą nadal pozostają związani ze swoją ojczyzną.

Partnerzy portalu:

Legendy odchodzą

Legendy odchodzą

Legendy odchodzą. 4 marca w sali kina Forum odbył się wyjątkowy wieczór, który na zawsze pozostanie w pamięci miłośników muzyki bluesowej i fanów białostockiego zespołu Kasa Chorych. To nie tylko był koncert, ale również symboliczne pożegnanie po czterdziestu latach niezwykłej drogi muzycznej. Muzycy postanowili odstawić instrumenty, a na scenie towarzyszyli im wieloletni bluesowi przyjaciele, jak Cynamonowa Kaczka czy Sławek Wierzcholski. Ich obecność podkreśliła siłę więzi, jaką tworzy muzyka bluesowa.

Legendy odchodzą – historia Kasy Chorych

Historia Kasy Chorych sięga 1975 roku, gdy Ryszard „Skiba” Skibiński i Jarosław Tioskow postanowili połączyć swoje pasje i talent muzyczny. Już wtedy zespół zaczął budować swoją legendę, przynosząc rewolucję do świata bluesa. Ich muzyka szybko zyskała uznanie szerokiej publiczności, a liczne festiwale i konkursy muzyczne obrodziły w nagrody i wyróżnienia. Ostatnia płyta, która ukazała się w 2012 roku, stała się swoistym hołdem dla bogatej historii zespołu. Dofinansowanie przez władze miasta ostatniego występu było niezwykłym wyrazem uznania dla osiągnięć artystycznych Kasy Chorych. To także dowód, jak głęboko zespół związany był z lokalną społecznością i jak ważną rolę odegrał w kulturze miasta. Ich muzyka stawała się częścią lokalnego dziedzictwa, inspirując kolejne pokolenia muzyków i fanów.

Koniec pewnej epoki

Pożegnanie Kasy Chorych to nie tylko koniec pewnej epoki, ale również moment refleksji nad bogatym dziedzictwem, jakie zespół pozostawił. Ich muzyka nie tylko bawiła i wzruszała, ale także miała głębszy sens, poruszając tematy uniwersalne i aktualne przez lata. Teraz, gdy kurtyna opada na ich sceniczne występy, pozostaje nam wdzięczność za te niezapomniane chwile i nadzieja, że duch Kasy Chorych będzie nadal inspiracją dla przyszłych pokoleń muzyków. Warto także podkreślić, że ten niezwykły wieczór w sali kina Forum był momentem pełnym emocji i wzruszeń dla wszystkich obecnych. Widzowie nie tylko delektowali się muzyką, ale także przeżywali wraz z zespołem każdy dźwięk, każde słowo, jakby chcieli zatrzymać ten magiczny czas na zawsze. To zdecydowanie był koniec pewnej muzycznej epoki. Ale również ukłon w stronę tych, którzy przez lata wspierali i kochali twórczość Kasy Chorych.

Partnerzy portalu:

Historia klasztoru w Puszczy. Przyrzekali ubóstwo. Zbili majątek.

Historia klasztoru w Puszczy. Przyrzekali ubóstwo. Zbili majątek.

Historia Klasztoru w Puszczy. Klasztor w Puszczy, położony na jednej z wysp jeziora Wigry, jest nie tylko miejscem o bogatej historii, ale również miejscem, które od wieków przyciągało uwagę wielu znakomitych postaci. Jego otoczenie pełne jest magicznych zakątków i tajemniczych legend. Nieopodal klasztoru rozciąga się urokliwa kraina, w której niegdyś królowie Polski urządzali swoje polowania, a teraz jest to miejsce, gdzie czas zatrzymuje się, pozwalając na refleksję i kontemplację.

Historia klasztoru w Puszczy – sprowadzenie kamedułów

Na wyspę, na której znajduje się klasztor, król Jan Kazimierz podarował kamedułom wieczyste użytkowanie, chcąc w ten sposób zapewnić im bezpieczeństwo i odpoczynek od ziemskich zmartwień. Choć upływ lat sprawił, że klasztor nieco niszczeje, wciąż emanuje swoim wyjątkowym urokiem. Figury zakonników, dawne eremy oraz majestatyczna wieża zegarowa stanowią niepowtarzalną atmosferę tego miejsca, przyciągając do siebie wielu pielgrzymów i turystów. Historia sprowadzenia kamedułów na polskie ziemie ma swe korzenie w wydarzeniach początku XVII wieku. Jeden z królewskich marszałków, przechodząc spowiedź przed papieżem, otrzymał zadanie sprowadzenia zakonu do Polski jako akt pokuty za swoje grzechy. Mimo wątpliwości i obaw, przeorowie podjęli się tej misji, rozpoczynając budowę pierwszych eremów w Krakowie i Warszawie. W końcu osiedli na terenach Suwalszczyzny, gdzie na wyspie Wigier założyli swoją siedzibę.

Życie na wyspie

Początkowo życie na wyspie było trudne, jednak dzięki wytrwałości i determinacji zakonników, szybko powstało miasto Suwałki. Zakonnicy, choć przyrzekli życie w ubóstwie, stali się posiadaczami wielkiego majątku. Czerpali z różnorodnych działań gospodarczych, takich jak rybołówstwo, rolnictwo czy przemysł. Pomimo złożenia ślubów milczenia, sprawnie zarządzali swymi dobrami. Sprawiło to, że pustelnia na wyspie stała się jednym z najbogatszych ośrodków w całej Europie, przyciągając uwagę wielu ludzi. Dzisiaj klasztor w Puszczy nadal przyciąga pielgrzymów i turystów, którzy pragną zanurzyć się w atmosferze spokoju i zadumy. Pragną również odkryć tajemnice jego historii oraz doświadczyć bliskości Boga w otoczeniu natury i piękna architektury.

fot. Wikipedia / Krzysztof Mierzejewski

Partnerzy portalu:

Modlitwę łączyli z wysiłkiem

Modlitwę łączyli z wysiłkiem

Modlitwę łączyli z wysiłkiem. W pierwszej pielgrzymce rowerowej z Białegostoku do Jabłecznej uczestniczyli ludzie o różnych przekonaniach i wyznaniach, łącząc się w duchu wspólnego poszukiwania głębszego znaczenia życia. Licząca 255 kilometrów trasa stanowiła nie tylko wyzwanie fizyczne, lecz także okazję do wewnętrznego wzrostu i refleksji. Przejechanie jej w ciągu trzech dni wymagało od uczestników zarówno siły woli, jak i cierpliwości w pokonywaniu trudności. Każdy kilometr przynosił nowe doświadczenia i możliwość zbliżenia się do siebie oraz innych uczestników. Planowana kolejna edycja pielgrzymki już teraz budzi ogromne oczekiwania i entuzjazm. Wzbudziła nadzieję na jeszcze głębsze doświadczenia duchowe i wzmacnianie więzi społecznych.

Modlitwę łączyli z wysiłkiem – wsparcie duchowe

Podczas pielgrzymki dążyliśmy do osiągnięcia naszego docelowego miejsca. Ale oprócz tego doświadczaliśmy wzajemnego wsparcia duchowego i umocnienia poprzez wspólne modlitwy i refleksje. Było to nie tylko podróżowanie fizyczne, ale również duchowa wędrówka, która pozwoliła nam zbliżyć się do siebie i do Boga. Święto św. Onufrego Wielkiego, które uroczyście obchodziliśmy na zakończenie naszej podróży, stanowiło wyjątkową okazję do jeszcze głębszego zanurzenia się w duchowość i tradycje prawosławne. Wspólne uczestnictwo w liturgii, modlitwie i obrzędach religijnych pozwoliło nam zintegrować się jako społeczność pielgrzymów oraz umocnić naszą wiarę i więź z Bogiem. Ta wyjątkowa podróż przyniosła nam niezwykłą radość z osiągnięcia celu. Wzbogaciła również nasze życie duchowe i umocniła naszą więź z naszą wiarą.

Kluczowe elementy organizacyjne

Zapewnienie uczestnikom odpowiednich warunków było kluczowe dla powodzenia pielgrzymki i zapewnienia bezpieczeństwa oraz komfortu podróżującym. Dodatkowo, możliwość pozostawienia bagaży w busie ułatwiała podróż i sprawiało, że uczestnicy mogli skupić się na duchowym wymiarze pielgrzymki. Zainteresowanie wydarzeniem w zeszłym roku było ogromne, co świadczy o potrzebie takich inicjatyw w społeczności. Planowana powtórka w tym roku obiecuje być równie udana. Przyciąga rowerzystów z różnych kręgów i zachęcając ich do połączenia aktywności fizycznej z duchowym odkrywaniem. Rower stał się tutaj nie tylko środkiem transportu, ale także narzędziem do poszukiwania głębszego znaczenia i więzi z innymi ludźmi.

Partnerzy portalu:

Muzeum raz w roku staje się operą

Muzeum raz w roku staje się operą

Wizytówką Drozdowa koło Łomży jest bez wątpienia Muzeum Przyrody. Mieści się ono w Dworku Lutosławskich. Od ponad dwudziestu lat na końcu czerwca w jego murach następuje inauguracja i finał Festiwalu Muzyczne Dni Drozdowa. Jest to jedno w ważniejszych wydarzeń w regionie. Dworek rozbrzmiewa w rytm oper, operetek czy musicali. Impreza trwa kilkanaście dni. Składają się na nią koncerty w okolicznych miejscowościach,  choćby w Jedwabnem czy Kolnie. Muzykę można usłyszeć zarówno w kościele, jak i centrum handlowym.

 

Lutosławscy pojawili się w Drozdowie pod koniec XVIII w. Przez lata mieszkało tam kilka pokoleń rodziny jednego z najlepszych współczesnych kompozytorów – Witolda Lutosławskiego. Sam muzyk spędził w tej miejscowości całe dzieciństwo. W Muzeum możemy dogłębnie zapoznać się z jego losami.

Partnerzy portalu:

Kiszka ziemniaczana. Przepis na królową ziemniaków.

Kiszka ziemniaczana. Przepis na królową ziemniaków.

Kiszka ziemniaczana to potrawa prosta w przygotowaniu, lecz niezwykle smaczna i sycąca. Może być także wzbogacona dodatkowymi składnikami takimi jak kiełbasa, boczek czy warzywa, co nadaje jej jeszcze bardziej zróżnicowany i interesujący smak. Ponadto, tradycyjnie spożywana w towarzystwie kwaśnej śmietany lub chrzanu, stanowi harmonijną kompozycję smaków i tekstur, która zachwyca podniebienia każdego, kto ma okazję ją spróbować.

Królewskie warzywo

Kuchnia podlaska wydaje się z pozoru minimalistyczna. Większość typowych dla regionów dań przygotowuje się z prostych ziemniaków. Oszczędność składników oznacza również więcej pieniędzy w portfelu. Ziemniaki do Polski przywędrowały za sprawą króla Jana III Sobieskiego. Przysyłał je również swojej ukochanej Marysieńce. Swego rodzaju ekspansja zaczęła się jednak za panowania Augusta III Sasa. Popularność ta przetrwała do dziś. Kuchnia Podlaska stanowi swego rodzaju połączenie kuchni ukraińskiej, białoruskiej, tatarskiej, litewskiej i kilku innych. Jej najbardziej rozpoznawalnym daniem jest kiszka ziemniaczana, stanowiąca oficjalne danie regionalne Białegostoku. Przygotowanie nie wydaje się zbyt skomplikowane, lecz wymaga cierpliwości.

Zrób to sam, zrób to dobrze. Kiszka ziemniaczana krok po kroku.

Świeżo umyte ziemniaki należy utrzeć, a następnie lekko odsączyć. Do masy dodaje się też łyżkę mąki. Całość nadziewamy w wieprzowe jelito. Czymś oczywistym wydaje się, że powinno wpierw zostać dokładnie wyczyszczone. Dlatego też osoby o wrażliwym powonieniu mogą mieć pewne problemy. Nie oznacza to, że kiszka jest daniem dla ludzi tylko o mocnych nerwach. Jeśli robimy kiszkę poza naszym gospodarstwem, Bez trudu kupimy już przygotowane jelita w sklepie garmażeryjnym. Po nadzianiu nie zapomnijmy związać nicią oba ich końce. Nie chcemy bowiem aby cały farsz uciekł na podłogę. Koniecznym dodatkiem do kiszki jest też podsmażona wcześniej cebulka i boczek. które nadadzą daniu specyficzny zapach. Podczas pieczenia należy uważać, aby nie popękała skóra. Zaglądanie co minutę do rozgrzanego pieca będzie już lekką przesadą, lecz jak z każdym daniem trzeba uważać. Zaleca się przygotowywanie kiszki w tradycyjnym piecu kaflowym, niestety coraz rzadziej spotykanym w polskich gospodarstwach. Dokładny przepis na kiszkę znajdziecie poniżej. Smacznego!

Kiszka ziemniaczana – składniki:

  • grube jelita jak na kaszankę (ok. 3 kawałki o dł. 40 cm każdy)
  • 2 kg ziemniaków
  • 3  cebule
  • 3 jajka
  • 25 dag  wędzonego boczku
  • kilka ząbków czosnku
  • 3 łyżki oleju
  • sól, pieprz, majeranek

Żródło zdjęcia: Wikipedia

 

Partnerzy portalu:

Zazdrość doprowadziła do zbrodni

Zazdrość doprowadziła do zbrodni

Zapomniane jezioro

W połowie drogi między Białymstokiem a Supraślem znajduje się, wydawać by się mogło, idealne miejsce na wakacyjną randkę. Coś jednak może nam przerwać beztroskie chwile. W letnie sierpniowe noce, przy pełni księżyca, nieraz usłyszymy tam zawodzący płacz i krzyk bezsilności.  Z jeziorem Komosa, bo o nim tu mowa, wiąże się bowiem legenda o tragicznych losach pewnych kochanków.

Miłość – Słodka trucizna

Przed laty na wysepce mieszkał rzemieślnik zwany Rudobrodym. Dzięki swej ciężkiej pracy udało mu się wybudować dom i kupić dużą działkę. Mimo majątku brakowało mu czegoś, czego nie można kupić za żadne pieniądze  – odwzajemnionej miłości. Wszystko to przez swą chorobliwą nieśmiałość. Przeciwieństwem Rudobrodego był jego brat Zbyszko, który to prowadził hulaszczy tryb życia. Wszelkie pieniądze przeznaczał na kobiety, wino i śpiew. Braci połączyło jedno  – uczucie do tej samej kobiety o imieniu Helena.

Tragiczna pomyłka

Rudobrody nie miał wystarczającej odwagi wyznać swej miłości. Opieszałość wykorzystał Zbyszko, co szybko doprowadziło do gorącego romansu. Ten nawet był gotów w końcu się ustatkować, lecz ojciec dziewczyny nie chciał nawet o słyszeć o ślubie. Kochankowie zmuszeni byli do spotkań w tajemnicy. Na miejsce schadzek wybrali porośniętą górkę położoną tuż nad samym jeziorem Komosa. Rudobrody niejednokrotnie śledził kochanków. Z dnia na dzień zbierała w nim coraz większa złość. Wrześniowej nocy uznał, że tylko śmierć ulży jego cierpieniu. Na dokończenie swego żywota wybrał powieszenie. W ostatniej chwili jednak zmienił decyzję. Porzucił kupiony wcześniej konopny sznur i postanowił zabić brata. Tym samym usunąłby konkurenta i od nowa rozpoczął walkę o serce Heleny. Nazajutrz po zmroku zaczaił się na ścieżce, czekając na brata z kamieniem w ręku. Słysząc szelest kroków, wyskoczył na ścieżkę zza krzaków i zadał jeden śmiertelny cios. Bezwładne ciało opadło na ziemię. Nastała głucha cisza. Księżyc, który wyszedł zza chmur, pokazał okrutną prawdę. Ofiarą Rudobrodego padł nie jego brat, lecz Helena. Po tym wydarzeniu słuch po nim zaginął. Nam zaś pozostał tylko płacz białej damy, dobiegający spośród traw porastających jezioro.

Źródło zdjęcia: Wikipedia

Partnerzy portalu:

Tajemnicze nasypy. Ta ziemia ma swój sekret

Tajemnicze nasypy. Ta ziemia ma swój sekret

Tajemnicze nasypy. Zbucz, niewielka miejscowość w powiecie hajnowskim, stanowi nie tylko malowniczy punkt na mapie, ale także enigmatyczne świadectwo przeszłości, które przyciąga uwagę zarówno lokalnych mieszkańców, jak i badaczy historycznych. Tajemnicze nasypy w formie wałów, wznoszące się na tle płaskiego terenu, stanowią punkt centralny tutejszego krajobrazu, budząc spekulacje i domysły co do ich pochodzenia i funkcji. Od pokoleń są one nazywane przez mieszkańców po prostu „okopami”, choć dotychczas nie udało się jednoznacznie ustalić historii ich genezy. Jednakże, w miarę jak czas płynie, istnieje obawa, że tajemnice te mogą zaginąć w zapomnieniu lub zostać zniszczone przez działalność człowieka lub naturalne procesy erozji. Dlatego ważne jest, aby kontynuować starania w celu ochrony tych miejsc, aby mogły służyć jako inspiracja dla przyszłych pokoleń.

W poszukiwaniu prawdy – tajemnicze nasypy

Niektórzy badacze sugerują, że te tajemnicze nasypy mogły powstać w czasach najazdów tatarskich, gdy imperium mongolskie osiągnęło szczyt swojej potęgi. Jednakże, inne teorie wskazują na XVII wiek i czasy potopu szwedzkiego jako bardziej prawdopodobne okresy powstania tych struktur. Opierając się na historycznych dokumentach i analizach archeologicznych, badacze wskazują na istnienie szkieletów datowanych na okres wojen ze Szwedami. Dodaje to wiarygodności hipotezie o ich związku z tamtymi wydarzeniami. Istnieje przypuszczenie, że wzniesienia mogły pełnić funkcję cmentarza, gdzie pochowano osoby związane z okolicznymi wydarzeniami. Być może stanowiły one również punkt obronny lub schronienie przed nieprzyjaciółmi, gdzie przechowywano również cenne przedmioty.

Badania archeologiczne

Dotychczasowe wykopaliska i badania archeologiczne nie zdołały jednoznacznie odpowiedzieć na wiele pytań. Pozostawiły wiele kwestii otwartych i tajemniczych. Nadal niejasne jest, skąd przybyli i gdzie mieszkali ludzie, którzy wykorzystywali ten nietypowy teren. Należy koniecznie  porównać okopy z podobnymi miejscami na Podlasiu, co rzuci nieco więcej światła na historię tego regionu. Ziemia z pewnością kryje nadal wiele tajemnic. Tajemnicze okopy w Zbucz mogą być kluczem do odkrycia kolejnych fragmentów nieznanej historii i zrozumienia przeszłości tego fascynującego miejsca.

Źródło zdjęcia: http://wielkarajza.pl/

Partnerzy portalu:

10 powodów by zamieszkać na Podlasiu

10 powodów by zamieszkać na Podlasiu

Nie ma problemu ze smogiem

W ostatnim czasie smog dał się we znaki mieszkańcom Polski, ale nie tak bardzo mieszkańcom województwa podlaskiego. Miały wpływ na to zapewne trzy czynniki. Niestety ludzie wrzucają do pieca co popadnie, tak samo jak w innych rejonach Polski, ale… województwo nie jest gęsto zaludnione, dzięki czemu dym nie osiada tak samo jak na przykład w Katowicach czy Chorzowie. Drugim czynnikiem jest większa lesistość terenu, przez co drzewa wchłaniają więcej dwutlenku węgla. Ostatnim czynnikiem jest specyficzne położenie geograficzne choćby Krakowa. Miasto znajduje się na wklęsłym terenie.

Czas płynie bardzo wolno

Jeżeli przemierzacie samochodem czy rowerem przez Podlaskie i zjedziecie z głównych dróg, to natychmiastowo poczujecie jak zatrzymuje się czas. Będą Was otaczać stare domy, natura nieskalana obecnością człowieka, a także spokojnie pasące się zwierzęta. Słoneczny, bezwietrzny dzień tylko spotęguje te uczucie.

Uprzejmi ludzie

Nie ma chyba innego takiego województwa w Polsce, w którym obce osoby zaczepiają się w autobusach, na przystankach czy kolejkach, by sobie po prostu porozmawiać. Sympatyczne towarzystwo często też spotkamy w parkach, skwerach i deptakach.

Jeziora, rzeki, dużo lasów

Podlaskie jest fantastycznie położone. Na jego terenie mamy jeziora, rzeki, a także mnóstwo lasów! Można tu organizować niekończące się piesze wycieczki szlakami, a także wyprawy rowerowe.

Blisko na Litwę, Mazury i nad… Bałtyk z dwóch stron!

Samochodem też pojedziemy w ciekawe miejsca. Bardzo szybko się dostaniemy na Litwę, Mazury a także Bałtyk – ze strony polskiej i litewskiej, a gdy postaramy się o wizę, to możemy również szybko dostać się do Królewca i spędzić czas nad tamtejsza częścią Morza Bałtyckiego.

Rzut beretem do Warszawy

Mówi się, że bezpieczna odległość zamieszkania teściowej od małżeństwa to taka, gdy teściowa nie może przyjść do nas w kapciach. Podobnie jest ze stolicą Polski. Nie pójdziemy do niej w kapciach, ale szybko się dostaniemy choćby po to, by dostać się na któreś lotnisko lub zaczerpnąć naprawdę wielkomiejskiego życia.

Kilkadziesiąt ścieżek rowerowych

Jeżeli jednak postanowimy nie ruszać się z Podlaskiego i akurat kochamy rower, to możemy tutaj jeździć bez końca! Podlaskie na swoim terenie ma kilkadziesiąt ścieżek rowerowych, w tym szlak Green Velo. Jeżeli ktoś ma tyle sił, to może przejechać 100 i 200 km bez obaw, że nie będzie miał gdzie się ruszyć.

Tygiel kulturowy

Ostatnio źle się mówi o sytuacji u zachodnich sąsiadów. Nastąpiła tam wielka mieszanka różnych kultur i jak przyznali odpowiedzialni za to politycy – multi-kulti nie powiodło się. Tymczasem Podlaskie to prawdziwy tygiel kulturowy, miejsce, gdzie ludzie żyją ze sobą we wspaniałej symbiozie. Oczywiście, jak to ludzie – nie obywa się bez antagonizmów i złośliwości, ale jest bezpiecznie i spokojnie. Dlatego na jednym terenie mogą mieszkać ze sobą katolicy, prawosławni, Tatarzy (rdzennie polscy Muzułmanie), a kiedyś pośród nich – i to w zdecydowanej większości Żydzi, którzy podczas II Wojny Światowej zostali wymordowani.

Dziesiątki miejsc, by się zaszyć

Mówi się o Bieszczadach – że można rzucić wszystko i tam jechać. Tam mamy jednak tylko góry, a zaszycie się polega na tym, że zapewne zaszyjemy się w takim górskim domku właśnie. Podlaskie jest o tyle atrakcyjniejsze, że tutaj miejsc, w których możemy się zaszyć jest dziesiątki… Jest duża oferta agroturystyczna, z dala od miejskiego zgiełku, a także… tanie siedliska do kupienia w totalnych… dziurach!

Najwięcej pubów na mieszkańca

Jeżeli ktoś kocha nocne życie, to zapraszamy do Białegostoku. Statystycznie na każdego mieszkańca przypada najwięcej pubów. Ostatnio modne stały się lokalne piwa. Tutaj można spróbować naprawdę bardzo wielu interesujących smakowo wyrobów.

Jesteśmy przekonani, że powodów, dla których warto zamieszkać . Znacie jakieś?

Partnerzy portalu:

Żurawie już na Podlasiu. Przyniosły wiosnę.

Żurawie już na Podlasiu. Przyniosły wiosnę.

Jeśli w powietrzu słyszymy charakterystyczny dźwięk, warto spojrzeć w niebo. Zobaczymy tam żurawie, które właśnie powróciły na podlaską ziemię po długiej podróży. Wiele z nich zaobserwujemy w Supraślu pod Białymstokiem. Zostaną z nami do lata.

Ptaki instynktownie wyczuwają cieplejszą pogodę. Dlatego też panuje powszechne przekonanie, że ich przylot zwiastuje wyższe temperatury. Jeden żuraw jednak wiosny nie czyni. Ptaki, zimujące w zachodniej Afryce, Półwyspie Iberyjskim i północno-wschodniej Afryce,  jako jedne z pierwszych wlatują do Polski, by w letnim czasie wychować nowe potomstwo.

W zeszłym roku pojawiły się już dużo wcześniej, mianowicie w połowie stycznia. Niestety później musiały chodzić po śniegu. Żuraw porusza się wolno, uważnie stawiając nogi, dlatego często nazywa się go „dumnym arystokratą”. Jest wszystkożerny, choć preferuje pokarm roślinny. Nie gardzi jednak małymi gryzoniami czy płazami. Na inne gatunki ptaków trochę poczekamy. Za bocianami podążą chociażby bataliony. Wiosenne przyloty potrwają aż do maja.

Partnerzy portalu:

Bezkompromisowa jak Simona Kossak

Bezkompromisowa jak Simona Kossak

Bezkompromisowa jak Simona Kossak. Przy okazji premiery filmu „Pokot” Agnieszki Holland, warto zgłębić postać Simony Kossak. Jej życie i działalność stanowią wyjątkowy przykład oddania dla przyrody i walki o jej ochronę. Choć urodziła się w Krakowie, to zmarła dekadę temu w Białymstoku, pozostawiając trwałe ślady swojego niezwykłego oddania dla środowiska naturalnego, które stało się integralną częścią jej życiowej misji. Podobnie jak bohaterka filmu, Simona Kossak była nieugięta w swoich przekonaniach i konsekwentnie dążyła do realizacji swoich ideałów.

Bezkompromisowa jak Simona Kossak – historia Simony

Jako iż była absolwentką biologii i profesor nauk leśnych, Kossak przekraczała granice konwencjonalnej wiedzy, kierując swoje zainteresowania w stronę zoopsychologii i etologii. Jej fascynacja światem zwierząt nie znała granic, a jej prace naukowe stanowiły niezwykłe źródło inspiracji dla wielu pokoleń miłośników przyrody. Wprowadzając czytelników i słuchaczy w świat zwierząt, Kossak otwierała oczy na niezwykłe zjawiska przyrodnicze, ukazując bogactwo i złożoność natury w sposób, który poruszał i inspirował do działania. Jednak jej wkład w ochronę przyrody wykraczał daleko poza mury uczelni. Kossak była pionierem innowacyjnych rozwiązań mających na celu ochronę zwierząt w lasach. Jej pomysł na odstraszacz, który ostrzegał dzikie zwierzęta przed niebezpieczeństwem związanym z ruchem kolejowym.  Było to przełomowe osiągnięcie, które znalazło zastosowanie na skalę światową, zmniejszając liczbę wypadków i kolizji pomiędzy zwierzętami a pociągami.

Prace badawcze

Codziennie, w Zakładzie Badania Ssaków PAN w Białowieży, pani Kossak poświęcała się badaniom analizując tajemnice lasów, dlatego osiągała swoje cele. Jej leśniczówka stała się centrum jej działań naukowych i miejscem, gdzie przechodziła w życie jej pasja i oddanie dla przyrody. Jej spuścizna naukowa i duchowa nadal inspiruje kolejne pokolenia miłośników przyrody. Stanowi niezatartą pamiątkę o jej wkładzie w niezwykłą troskę o środowisko. Nie możemy również zapomnieć o jej determinacji w walce o zachowanie pięknych lasów czy także dzikiej przyrody dla przyszłych pokoleń.

Wspaniałe gawędy Simony Kossak można posłuchać tutaj:
http://www.radio.bialystok.pl/news/index/k/183/n/58079/f/39622

Partnerzy portalu:

Czy wiesz kim był Wiesław Kazanecki?

Czy wiesz kim był Wiesław Kazanecki?

Wiesław Kazanecki białostocki poeta. Mało kto wie, że Białystok mógł się poszczycić poetą, który dorównywał innym znanym polskim autorom wierszy. Warto sobie przypomnieć o tym, kim był ten Pan. Debiutował już w 1959 roku, jeszcze w Opolu. W Białystoku pojawiły się kolejne tomy jego poezji. Jego wkład w kulturę miasta nie ograniczał się jednak tylko do pisania. Nasz podlaski poeta był także redaktorem naczelnym Białostockiego Informatora Kulturalnego. Pracował również jako kierownik redakcji białostockiego oddziału Krakowskiej Agencji Wydawniczej, czyniąc znaczący wkład w promocję literatury i kultury regionu.

Wiesław Kazanecki białostocki poeta – w jego poezji było bardzo wiele odniesień do Białegostoku

Fotografia – Stary Białystok

Ale nie ma już miasta
z zaułkami wśród drewnianych sztachet,
z dachówkami, które łatał śnieg,

i kocie łby w jarmułkach
kłóciły się
z obręczami wozów w dzień targowy.
I nie ma szpitala,
który słyszał mój pierwszy krzyk,
pępowina odcięta,
gruzami zarósł dach.
Nadwęglone chałaty
zbierają się o zmierzchu,
siedmioramienny świecznik otulają poświatą księżyca,
jak paciorki różańca liczą żebra synagogi spalonej.

marzec 1987

Wiesław Kazanecki „Wiersze”, Wydawnictwo „Łuk”, Białystok, 1994

ULICA BEMA 1987

Stary cmentarz przy Bema
złożył kości na placu targowym.
I dom jak łódź Charona
popłynął na drugi brzeg.

I kocie łby na ulicy
pod asfaltem usnęły.
Biały kogut nie mieszka na drzewie.
Ukradli go,
białe pierze
w cudzej poduszce śpi.

Marzec 1987

Wiesław Kazanecki „Wiersze”, Wydawnictwo „Łuk”, Białystok, 1994

CIENIOM STAREGO DOMU Z ULICY BEMA NA PIASKACH

Bądź pozdrowiony przyjacielu,
ulicznych latarń utrapieńcze.
Z lejcami wiatru w smagłych dłoniach
u moich dróg rozstajnych klęczysz.
Bądź pozdrowiony stary druhu,
zaułków miejskich włóczykiju.
W półmroku twych pożółkłych skroni
jest ślad po domu – sień niczyja.
Nie ma już domu, nie ma ścian,
latawiec – dach się zawieruszył.
W niczyim oknie czyjaś twarz –
prastara urna – śmiechem prószy.

1987, w Białymstoku

Wiesław Kazanecki „Wiersze”, Wydawnictwo „Łuk”, Białystok, 1994


Mało kto wie, że Białystok mógł się poszczycić poetą, który dorównywał innym znanym polskim autorom wierszy.  Urodzony 10 stycznia 1939 roku w Białymstoku, Kazanecki był nie tylko utalentowanym poetą, ale także aktywnym działaczem kulturalnym w swoim rodzinnym mieście. Debiutował już w 1959 roku, jeszcze w Opolu, a później jego twórczość zaczęła się coraz bardziej kojarzyć z Białymstokiem. Wiesław Kazanecki był także redaktorem naczelnym Białostockiego Informatora Kulturalnego, a potem kierował redakcją miesięcznika „Zdarzenia”. Niestety zmarł nagle 1 lutego 1989 roku w Białymstoku, zostawiając bowiem także pamięć o jego zaangażowaniu w rozwój kulturalny miasta. Dziś, na osiedlu Bacieczki w Białymstoku, znajduje się ulica nazwana od imienia tego wybitnego poety, która stanowi trwałą pamiątkę i hołd dla jego twórczości i dziedzictwa.

Więcej twórczości Wiesława Kazaneckiego znajdziecie tutaj:
http://www.wieslaw-kazanecki.pl/s,utwory,5.html

Partnerzy portalu:

”Śpiesz się Michałku”. W ciągu kilku minut ściął kilkanaście głów

”Śpiesz się Michałku”. W ciągu kilku minut ściął kilkanaście głów

Przed wiekami jego widok dla wielu był ostatnim w życiu. Przestępcy tracili przez niego głowę… i to dosłownie. Dziś zostały po nim tylko słowa legendy, które zachowały się na dwóch skromnych kartach.  Mowa tu o kacie zwanym pieszczotliwie Michałko. Na czym polegał jego fenomen?

Średniowieczna gangsterka

Aby zrozumieć wyjątkowość kata, należy przenieść się do XVIII-to wiecznego Brańska, miasteczka leżącego nieopodal kaplicy ze świętym źródełkiem w Hodyszewie. Podobnie jak w innych, mniejszych miejscowościach dokonywano tam licznych rozbojów. Przywódcę jednej z grup złoczyńców stanowił nijaki pan Chełmski, specjalizujący się w porwaniach i delikatnie mówiąc pozbawianiu czci kobiet. Przy jednym z napadów rzezimieszków zgubił alkohol. Pojmani przez sędziego, będącego jednocześnie łowcą bandytów. Związani we śnie, zostali skazani na karę miecza i to mimo posiadania szlacheckiego pochodzenia. Nie pomogły tu więc znajomości. Lokalny sędzia zgodził się tylko na jedno ustępstwo. Egzekucję przesunięto bowiem na czas, jaki był potrzebny na pokonanie przez gońca drogi z Warszawy do Brańska i z powrotem. Ten miał przywieźć decyzję ze stolicy, czy król ułaskawi członków bandy.

Śpiesz się Michałku, śpiesz!

Tego dnia ze świata miało zostać pozbawionych życia 26 schwytanych przestępców. Jako ostatni, na deser kata miał zginąć pan Chełmski. Jednak, gdy pierwsze głowy zaczęły spadać, to na horyzoncie pojawił się królewski wysłannik. W słońcu lśniły czerwone pieczęcie, na miejscu egzekucji zaś krew. Sędzia, mając świadomość, że jeździec niesie dla niego niekorzystne wieści, przybliżył się do kata i szepnął mu do ucha ”Śpiesz się Michałku”. Ten wziął sobie słowa do serca i w ciągu kilku minut ściął kilkanaście bandytów, wraz z panem Chełmskim. Po otwarciu pisma okazało się, że król ułaskawił przywódcę grupy, lecz sprawiedliwość została już wymierzona dłońmi Michałka. Mieszkańcy mogli odetchnąć z ulgą. Wieści o niesłychanej prędkości i skuteczności w działaniu kata rozeszły się po całym kraju. Powstało nawet powiedzenie ”A bodajże kat brański oprawił”. Kat Michałko pobił więc nieoficjalny rekord w ilości ściętych głów, zyskując sławę w całej Rzeczypospolitej. Przed banitami, na samą myśl o Michałku, uginały się nogi. Brańsk od tej pory był bezpieczniejszym zakątkiem.

Blaski i cienie kariery

W praktyce życie codzienne kata nie należało do kolorowych. Stanowisko pracy, co nie da się ukryć, pozbawione było prestiżu. Wpływało to zaś na pozycję społeczną. Poza tym zwyczajowo rolę egzekutora powierzana dawnemu skazańcowi. Mieszkańcy omijali kata szerokim lukiem, a przypadkowy dotyk przynosił hańbę. Towarzyszyła mu samotność i poczucie wyobcowania. Satysfakcji z rekordu jednak nie mógł zabrać mu nikt.

Partnerzy portalu:

Diabeł przeklnął most na zawsze

Diabeł przeklnął most na zawsze

Diabeł przeklnął most na zawsze. Przed I Wojną Światową przez małą wioskę Kruszewo, położoną nieopodal Białegostoku, przebiegała tzw. carska droga, która stanowiła kluczowy szlak komunikacyjny dla Rosji. Jednakże, w obliczu narastającego zagrożenia konfliktem z Niemcami, Rosjanie postanowili stworzyć alternatywną trasę równoległą do istniejącej szosy. Ich celem było ułatwienie transportu wojsk i zaopatrzenia w przypadku wybuchu konfliktu. Największe wyzwania napotkano przy budowie mostu, który miał być kluczowym elementem nowej trasy. Prace nad nim ciągnęły się niemiłosiernie długo, a z każdym dniem wydawało się, że nie widać końca trudów.

Diabeł przeklnął most na zawsze – historia w wiosce Kruszewo

Wkrótce potem, gdy diabeł odkrył podstęp, którym zostali oszukani, jego gniew przekroczył wszelkie granice. Jego oczy błyszczały ogniem, a jego wrzaski rozbrzmiewały po całej wiosce, wstrząsając fundamentami domów. Gromy grzmiały na niebie, a ziemia drżała pod stopami przerażonych mieszkańców. To był moment, kiedy siły nadprzyrodzonej zemsty splatały się z ludzką chciwością i oszustwem, pozostawiając za sobą spustoszenie i przekleństwo, które miało trwać wiele pokoleń. Jednak nawet w obliczu tej klątwy, duma i wytrwałość mieszkańców Kruszewa pozostały niezłamane. Przez lata opowieść o spalonym moście przekazywana była z ust do ust, stając się ostrzeżeniem dla kolejnych pokoleń. Wśród mieszkańców wioski narodziła się nowa siła jedności i determinacji, gdyż mimo klątwy, nadal marzyli o odrodzeniu swojej społeczności i przywróceniu dawnej świetności ich małemu, dotkniętemu przez przeciwności losu, miejscu.

Konsekwencje gniewu diabła

W następnych latach wioskę i okoliczne tereny ogarnęły różne nieszczęścia. Choroby, susze, plagi owadów – wszystko to zdawało się być konsekwencją gniewu diabła. Ludzie żyli w strachu, unikając nawet myśli o odbudowie mostu. Mimo to, w 1903 roku, mimo przeciwności losu, podjęto próbę odbudowy mostu. Jednakże, jak zapowiedział diabeł, i ta próba zakończyła się fiaskiem, gdy wybuchła wojna rosyjsko-japońska. Rok 1928 przyniósł kolejną próbę odbudowy, lecz i ta nie przetrwała długo. Świat znów pogrążył się w konflikcie, tym razem II Wojny Światowej. Historia mostu w Kruszewie stała się symbolem nie tylko trudności budowlanych, ale także ludzkiej chciwości i prób manipulacji siłami nadprzyrodzonymi. Dla mieszkańców wioski pozostaje ona przestrogą o konsekwencjach oszustwa i złamania obietnic.

Partnerzy portalu:

Biegali w błocie i śniegu. Maraton po Puszczy.

Biegali w błocie i śniegu. Maraton po Puszczy.

Ultra Śledź Puszczy Knyszyńskiej przeciera to pierwszy terenowy maraton biegowy na Podlasiu. W tym roku miała miejsce jego druga edycja. Uczestnicy mogli wybrać spośród tras o długości 50 i 80 km. Bieg miał swój początek i koniec w Supraślu, a dokładniej w Domu Ludowym. Tereny są bardzo wymagające – Puszcza Knyszyńska szybko weryfikuje nasze biegowe przygotowanie. Jako, że rywalizacja zaczęła się wczesnym rankiem, głowy biegaczy ozdabiały…latarki. Na trasie pojawiło się ponad 200 – stu śmiałków. Zawodnikom uzyskanie dobrych czasów niewątpliwie uniemożliwiła pogoda – wiatr i silny deszcz. Typowa podlaska pogoda dla tej pory roku. Najszybszy uczestnik pokonał 50 km w ponad 4,5 godziny. Długo więcej musieliśmy czekać na zwycieżcę w kategorii 80 km. Metę przekroczył blisko 3 godziny później.

 

Partnerzy portalu:

Rozgorzała dyskusja wokół dziewczynki z konewką

Rozgorzała dyskusja wokół dziewczynki z konewką

Dziewczynka z Konewką stała się jednym z ważniejszych symboli Białegostoku. Mural na Al. Piłsudskiego jest tak ważny, że budynek, na którym się znajduje nie mógł być sprzedany. Należy on bowiem do Uniwersytetu w Białymstoku, który przenosząc się na kampus wyprzedaje swoje nieruchomości w centrum. Na budynek wydziału chemii, na którym znajduje się Dziewczynka z konewką znalazł się kupiec, jednakże, kiedy okazało się jakie ma plany wobec wielkiego rysunku – błyskawicznie zablokowano możliwość zmiany elewacji. Inwestor się wycofał, Uniwersytet został z kłopotliwym symbolem.

 

W Radiu Białystok można było ostatnio usłyszeć dyskusję na temat: co mogłoby być pamiątką Białegostoku, która w wersji mini mogłaby być kupowana przez turystów. Magnesy z Pałacem Branickich, Śledzie czy własnie Dziewczynka z konewką?

 

Ten ostatni pomysł wydaje się być wręcz rewelacyjny. Pamiętamy zapewne wielką aferę z logo Białegostoku, które było bardzo łudząco podobne do logo nowojorskich środowisk LGBT. Straty wizerunkowe miasta mogły być wtedy tak wielkie, że postanowiono logo zmienić.

 

Dziewczynka z konewką mogłaby być dopełnieniem wizualnym. Miasto powinno masowo wypuścić przeróżne gadżety z muralem. Najpierw jednak powinno dojść do zabezpieczenia praw autorskich, bo wydaje się, że artystka, która stworzyła dzieło ma w ręku skarb. Warto porozumieć się z nią, by w przyszłości z wizerunku dziewczynki można było czerpać pełnymi garściami.

Partnerzy portalu:

Co było zanim powstał Dramatyczny. Niejedna złamała tu serce.

Co było zanim powstał Dramatyczny. Niejedna złamała tu serce.

 Co było zanim powstał Dramatyczny. Każde miasto kryje w sobie historie zapomniane, ukryte pod warstwami czasu, które czasem wychodzą na światło dzienne w formie opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Jedną z takich historii jest opowieść o niegdyś malowniczym parku, który niegdyś tętnił życiem w sercu Białegostoku. Miejsce to, znane jako Argentyna, było nie tylko miejscem spotkań i rozrywki, ale także świadkiem dramatycznych przeżyć mieszkańców. To tutaj, w otoczeniu przyrody i dźwięków akordeonu, rozgrywały się historie miłości, radości i smutku, które pozostawiły ślad w pamięci mieszkańców. Zapraszam więc do podróży w głąb czasu, by odkryć historię Argentyny przed teatrem Dramatycznym.

Co było zanim powstał Dramatyczny – argentyna przed teatrem

W XIX wieku, gdy nie istniał jeszcze Teatr Dramatyczny, park znanym jako Argentyna był miejscem o wyjątkowej historii i atmosferze. Serce tego terenu, staw, przez lata był świadkiem zarówno piękna natury, jak i przemysłowej działalności, której ślady pozostały w intensywnie niebieskim kolorze wody. Decyzja o zasypaniu zbiornika była punktem zwrotnym dla tego miejsca. Jednak mieszkańcy nadal mogli cieszyć się urokami sąsiadującej z parkiem rzeki Białej. Rozkwit parku w okresie międzywojennym dopełnił jego historię, będąc świadkiem zarówno radości miłości, jak i gorzkich rozstań. Staw, choć zanieczyszczony, nadal emanował swoim niebieskim blaskiem, przyciągając mieszkańców i turystów chcących zanurzyć się w tej wyjątkowej atmosferze. Decyzja o jego zasypaniu była jak zamknięcie księgi pełnej opowieści. Po latach ludzie wspominali o nim z nostalgią, jak o miejscu, gdzie życie toczyło się nieco inaczej niż gdzie indziej.

Wszystko zalane

Na terenie parku odbywały się festyny, zabawy czy też zbiórki pieniędzy na białostockie sieroty. W drewnianej restauracji w każdy weekend słychać było dźwięki akordeonu grającego modne wówczas tango. Stąd też nazwa parku – owy gatunek wywodzi się bowiem z Argentyny. W 1923 r. wówczas jeszcze nieuregulowana Biała zmieniła się w rwący potok. Po okolicy poruszano się łódkami, a park został całkowicie zalany. Pod koniec lat dwudziestych postanowiono stworzyć żywy pomnik J. Piłsudskiego. Wybudowano w tym celu budynek Teatru Dramatycznego. Park stopniowo przestawał istnieć, a spacerowicze przenieśli się na planty.

Partnerzy portalu:

Zwiedzamy rowerem Dolinę Rospudy

Zwiedzamy rowerem Dolinę Rospudy

Dar Puszczy

Dolina Rospudy stanowi obszar chroniony, stanowiąc część Puszczy Augustowskiej. Swą nazwę zawdzięcza urokliwej rzece, stanowiącej górny bieg Netty. Piękne krajobrazy, a także interesujące zabytki możemy podziwiać z siodełka roweru. Długość szlaku wynosi blisko 50 km. Oznakowany w terenie kolorem zielonym jest łatwy do przejechania nawet dla mało wprawionych rowerzystów.

Atrakcje po drodze

Wycieczka trwa tylko jeden dzień. Szlak rozpoczyna się w Augustowie, mieście uznanym w 2014 r. za najfajniejsze miasto w Polsce. Mimo, że po drodze odnajdziemy liczne ciekawe miejsca, warto skupić się na tylko kilku z nich. Pierwszym istotnym punktem na szlaku jest Uroczysko – Święte Miejsce, stanowiące pradawne miejsce kultu religijnego. W oczy wrzuca się masywna drewniana rzeźba Świątka. Niegdyś odprawiano tam modły nawiązująca do prawosławnego święta Jordanu. Wierni zjadali rytualny posiłek i obmywali się w pobliskiej rzeczce Jałówce, uważanej za leczniczą. Składali też ofiary z pieniędzy i żywności. Zwyczaj w zmienionej formie przetrwał do dzisiaj i co roku odbywa się tam odpust.

 

Z Uroczyska dojedziemy wprost do Dowspudy. Szczególną uwagę należy zwrócić tam na ruiny neogotyckiego pałacu Paców, który został wybudowany w latach 1820-1827. Charakteryzował go niespotykany przepych i bogate wzornictwo. Znajdowały się w nim, m.in. kaplica, biblioteka czy oranżeria. W związku z nadmiernym eksponowaniem majętności powstało powiedzenie: ”Wart Pac pałaca, a pałac Paca”. Niestety z pałacu pozostało niewiele.

 

Partnerzy portalu:

Tulipan z północy. Uwodził dziewczyny i porzucał.

Tulipan z północy. Uwodził dziewczyny i porzucał.

Tulipan z północy. Na granicy Podlasia i Mazur znajduje się niewielka wieś Bakałarzewo, położona nad malowniczym jeziorem Siekierkowo. Do dziś z ust do ust przekazywana jest autentyczna opowieść o kozaku, który na tych terenach ukrywał się z powodzeniem przed bolszewikami.

Tulipan z północy – sposób na kobiety

Bazylij Bibikow, bo o nim tu mowa, szybko po przyjeździe poślubił córkę dziedzica, dzięki czemu zarządzał całym majątkiem Siekierkowo. Nie była to jednak jedyna kobieta w jego życiu. Mężczyzna znany był ze swojej nieskazitelnej urody, co zawsze starał się wykorzystać. Ponadto posiadał wiele talentów. Recytował romantyczne wiersze, pięknie grał też na bałałajce. W taki sposób uwodził niewiasty. Szybko rozkochiwał a następnie porzucał. Kobiety traktował więc jak trofea. Ile ich zdobył? Niestety ciężko wierzyć przekazom, lecz na pewno była to dwucyfrowa liczba. Utrzymanie romansów w tajemnicy przed żoną było możliwe dzięki poczuciu wstydu dziewczyn. Żadna oficjalnie nie chciała się przyznać do krótkiego związku. Bazylija cenili również mężczyźni. Zawsze wyczekiwali aż tylko zawita do miejscowej karczmy.

Dusza towarzystwa

Tulipan z północy był nie tylko mistrzem uwodzenia kobiet, ale także duszą towarzystwa. Bazylij Bibikow, bo o nim tu mowa, szybko po przyjeździe poślubił córkę dziedzica, dzięki czemu zarządzał całym majątkiem Siekierkowo. Nie był to jednak jedyny powód, dla którego był ceniony wśród miejscowych. Znano go ze swojej nieskazitelnej urody, co zawsze starał się wykorzystać, nie tylko w relacjach z kobietami, ale także w życiu towarzyskim. Posiadał wiele talentów artystycznych – recytował romantyczne wiersze, pięknie grał na bałałajce i zawsze był duszą towarzystwa na każdej imprezie.

Łamacz serc

Jego obecność na jakiejkolwiek uroczystości była gwarancją doskonałej zabawy. Tam również miał zwyczaj przehulać wszelkie pieniądze, jakie zarobił na połowie ryb z jeziora. Drewniany dwór, w którym kiedyś mieszkał Bazylij rozebrano, a na jego miejsce powstała leśniczówka. O kozaku, łamaczu damskich serc, chętniej wypowiadają się mężczyźni, którzy podziwiali jego niezrównaną zdolność do podrywu. Dla kobiet w okolicy nadal jest to jednak temat trudny do poruszenia, gdyż często wzbudza mieszane uczucia.

Partnerzy portalu:

Wilki – sprawdź, ile możesz o nich nie wiedzieć

Wilki – sprawdź, ile możesz o nich nie wiedzieć

Podlaskie lasy są pełne dzikich zwierząt. To znak, że w naszym regionie wyjątkowo dobrze i bezpiecznie się czują. Szczególnie wilki, które jeszcze w czasach PRL były mocno zwalczane. Na szczęście te piękne zwierzęta są pod ochroną, a ich populacja odradza się.

W podlaskich lasach organizacja WWF odnotowała obecność prawie 200 wilków. Doliczono się 28 watah! Jednak spotkać wilka praktycznie się nie da, wbrew pozorom jest to bardzo płochliwe zwierzę, które unika ludzi jak ognia. Być może osobniki przekazują kolejnym pokoleniom do czego zdolny jest człowiek, który prawie doprowadził do wybicia wszystkich wilków w Polsce.

Wilka można ujrzeć czekając na niego bardzo długo w myśliwskiej ambonie, które są zbudowane obok niektórych legowisk wilków. Inny sposób to foto pułapka zamontowana przez nadleśnictwa. Ostatni sposób to… przypadek. Na wilka można natrafić cicho przechodząc w pobliżu miejsc, w których mieszka. Jednakże takie spotkanie może być niebezpieczne, bowiem wystraszony wilk, który napotka nas blisko swego domu może zaatakować… ze strachu.

Warto wiedzieć, że wilki nie jedzą ludzkiego mięsa, gdyż te wydaje się być dla nich zwyczajnie śmierdzące. Najlepszym przysmakiem wilka jest surowa wołowina.

Partnerzy portalu:

Kamera nagrała okazałe żubry

Kamera nagrała okazałe żubry

Wiktor i Feliks to dwa żubry, które od kilku lat mieszkają w Puszczy Augustowskiej. Mimo, że niezbyt często pokazują się osobiście leśnikom, można zobaczyć ich dzięki zainstalowanym kamerom. Czujne oko przyłapało ich na początku marca. Żubry spokojnie zjadły obiad po czym udały się z powrotem w gęstwinę lasu.

Od dwóch lat na terenach okalających Augustów prowadzi się akcję mającą na celu zasiedlenie tych majestatycznych zwierząt. Cały obszar należało wpierw zaadaptować – zasiać koniczynę i wykopać więcej wodopojów. Takie warunki widocznie sprzyjają dla Wiktora i Feliksa, którzy raczej nie planują przenosin. Być może wkrótce będą mieli nowych kolegów i koleżanki. Rusza bowiem program zwiększenia populacji żubrów w Puszczy Augustowskiej. Finansowany jest on z funduszy Lasów Państwowych.

Źródło zdjęcia:  http://augustowskireporter.pl/aktualnosci/5484-zubry-z-puszczy-augustowskiej.html

Partnerzy portalu:

Wampiry na Podlasiu. Podejrzewali nawet dzieci.

Wampiry na Podlasiu. Podejrzewali nawet dzieci.

Wampiry na Podlasiu. Rozkopano grób, a ze szkieletu pozostała tylko czaszka, przyciągając uwagę nietypowym otworem. Pierwsza myśl, która przychodzi do głowy, to ofiara wojny, nieszczęśnik został zastrzelony. Prawda może jednak być bardziej przerażająca. Obok leży gwóźdź, co sugeruje, że ktoś zadał wiele trudu, aby zapobiec temu, by zmarły nie obudził się po śmierci. Takie musiały być przypuszczenia archeologów, którzy badali nietypowe mogiły, starając się rozwikłać tajemnicę tego makabrycznego odkrycia. To odkrycie rzuciło nowe światło na praktyki pogrzebowe minionych epok, stając się tematem wielu dyskusji wśród badaczy historycznych.

Wampiry na Podlasiu – pochówki wampiryczne

Pochówki wampiryczne, znane głównie na Lubelszczyźnie, istniały także na Podlasiu, przetrwały aż do XVIII wieku. Podejrzewanych o żywienie się ludzką krwią chowano na obrzeżach cmentarza, a zwłokom brakowało zazwyczaj kilku części ciała. Wiele osób chowano również twarzą do ziemi, obciążając trumny kamieniami czy dachówkami. Niejednokrotnie odnajdywano kawałki cegieł, które miały zapobiec przyszłemu nawiedzeniu. Jednak najbardziej powszechną praktyką zapobiegawczą było przebicie serca ostrym narzędziem, w tym oczywiście drewnianym kołkiem, co miało uniemożliwić powrót zmarłego do życia jako upiór. Te obrzędy pogrzebowe rzucają światło na wierzenia i obyczaje przodków, które kształtowały kulturę regionu na przestrzeni wieków.

Dawne wierzenia o wampirach

W podlaskich wsiach wierzono, że wampirem mogła być osoba o bardziej różowym odcieniu skóry, zwłaszcza na karku. Upiór za życia posiadał dwa serca, więc gdy jedno przestało bić, drugie często zaczynało pracować. Zdarzały się przypadki, gdy podejrzewano o wampiryzm już dzieci, których zęby były obecne od chwili urodzenia. Potworem mogły stać się też osoby zmarłe w sposób nagły, zwłaszcza samobójcy, co wywoływało podejrzenia ze względu na zrośnięte brwi czy siną twarz. Jednakże historia wampirów na Podlasiu to nie tylko opowieści z przeszłości, lecz także część bogatego dziedzictwa kulturowego. To spojrzenie w głąb historii, które kształtuje nasze zrozumienie tradycji i przekonań przodków oraz pozwala nam docenić różnorodność kulturową naszej krainy. Poprzez badania tych zjawisk możemy lepiej zrozumieć naszą tożsamość i historię, wzbogacając naszą wiedzę o kulturze regionu.

Partnerzy portalu:

Podlasie w miniaturze. Musisz to zobaczyć.

Podlasie w miniaturze. Musisz to zobaczyć.

Jedną z ciekawszych atrakcji Hajnówki jest z pewnością Park Miniatur Zabytków Podlasia. Mieści się on przy drodze wylotowej do Bielska Podlaskiego. Miniatury wykonano w skali 1;25, co jest już standardem w innych europejskich ekspozycjach tego typu. Możemy podziwiać charakterystyczną dla regionu architekturę drewnianą, świątynie, pałace i zrekonstruowane już nieistniejące budowle. Każdą z makiet zaopatrzono w tabliczkę informacyjną, która zawiera krótką historię zabytku, a także mapkę lokalizacyjną oryginalnego obiektu.

 

Odnajdziemy tam takie pozycje, jak ratusz z Bielska Podlaskiego, meczet w Kruszynianach czy młyn wodny w Ciechanowcu. Makiety zajmują łącznie powierzchnię około 0,7 ha. Ekspozycja została ulokowana między alejkami, wśród traw, roślin ozdobnych i oczka wodnego. Teren parku jest wyjątkowo zadbany. Na kierowców czeka parking, zaś turyści odpoczną na wygodnych ławkach. Należy zapamiętać, że na teren parku nie można wprowadzać zwierząt. Obiekt w pełni przystosowano pod przyjmowanie zorganizowanych wycieczek autokarowych, co jest doskonałą informacją dla szkół. Park Miniatur Zabytków Podlasia czynny jest od maja do września.

Partnerzy portalu:

Czarownica w Puszczy Knyszyńskiej. Wygnana zaczęła straszyć.

Czarownica w Puszczy Knyszyńskiej. Wygnana zaczęła straszyć.

Czarownica w Puszczy Knyszyńskiej. Puszcza Knyszyńska, we wczesnym średniowieczu to ona żywiła okoliczne osady. Rolnictwo i hodowla nie była jeszcze na tyle rozwinięta aby zapewnić przetrwanie w czasie zimy. Na skraju lasu mieszkała pewna wdowa, u której pomocy szukali wszyscy chorzy, kobieta doskonale znała się na ziołach posiadających magiczne właściwości. Każdy wiedział, że tylko dzięki odpowiednim czarom.

Czarownica w Puszczy Knyszyńskiej – postrach okolicy

Nad osadę przyszły pierwsze chłodne dni. Ruszyły przygotowania przed prawdziwą zimą. Najsilniejsi mężczyźni wybrali się do lasu by uzupełnić zapasy na opał. Wszystko szło sprawnie, aż do czasu gdy syn starosty wedle zwyczaju miał ściąć najwyższe drzewo. Powietrze przeszył krzyk, nieprzytomnego chłopaka zabrano do zielarki, jednak mimo wysiłków nie zdołano mu pomóc, jej serce przestało bić. Starosta winą obarczył właśnie kobietę, zmuszając ją do opuszczenia osady. Był to dopiero początek złowrogich wydarzeń, wszystkie zapasy jedzenia zaczęły gnić.

Polowania na wiedźmę

Co prawda wyruszano na polowania, lecz zwierzyna jakby przestała istnieć na tych ternach. Każdego dnia w jednym z domostw wybuchał pożar. Mieszkańców dotknęła też tajemnicza choroba. Nieszczęścia mnożyły się, aż w końcu córka starosty zginęła pod ostrzem toporów zamocowanych przy wejściu do schronienia. Obluzowane ostrza spadły, ścinając dziewczynie głowię. Na początku roku w osadzie zaczęto widywać wychudzoną kobietę z okiem na czole, rozpoznano w niej licho – jednego z najgorszych demonów. Ludzie w panice opuścili puszczę, szukając schronienia najdalej jak się dało.

Historia czarownicy

Historia Czarownicy z Puszczy Knyszyńskiej zostaje na zawsze w pamięci tych, którzy słyszeli o jej działaniach. Opowieści o jej tajemniczych czarach i magicznych ziołach krążą wśród potomnych, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Pomimo dramatycznych zdarzeń, które miały miejsce w okolicznej osadzie, niektórzy nadal wspominają jej nazwisko z czcią. Jednakże dla większości pozostaje ona jedynie postacią, która przyniosła nieszczęście i cierpienie, a historia jej życia stanowi ostrzeżenie przed nadmiernym zaufaniem do sił, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć i kontrolować.

Partnerzy portalu:

Nad świątynią wisiało fatum

Nad świątynią wisiało fatum

Pierwszy kościół w Jałówce położonej przy granicy z Białorusią, ufundowała królowa Bona. Wojny, które przechodziły przez kraj nie oszczędziły drewnianej budowli. Została ona odbudowana dopiero w połowie XVIII w. przez Kazimierza Sapiehę. Musiało minąć wiele lat nim na okolicznej ziemi stanął murowany kościół. Niedokończoną budowę przekazano wpierw wyznawcom prawosławia, a następnie na drodze stanęły przeszkody biurokratyczne. Pozwolenie uzyskano dopiero w 1911 r., lecz prace budowlane rozpoczęto już wcześniej. Wcześniejsza data figuruje też na kamieniu węgielnym.

Na okazały kościół zużyto ponoć ponad 100 wagonów cegły. Świątynię w stylu neogotyckim przywrócono w końcu katolikom, a jej oficjalne otwarcie dla wiernych nastąpiło w 1915. Kościół został zniszczony przez wycofujących się Niemców. Dach przestał istnieć, a pozostały wyłącznie ruiny ścian. Co roku odbywa się tam msza dzięki zainstalowaniu ołtarza polowego. Ruiny często odwiedzane są przez pary młode, które wybierają je na scenerię sesji fotograficznych. Oby tylko małżeństwo nie legło w gruzach. Malownicze brzozy i bliskość do granicy z Białorusią stwarza nietypową atmosferę.

Partnerzy portalu:

Polscy muzułmanie na Podlasiu

Polscy muzułmanie na Podlasiu

Polscy muzułmanie na Podlasiu. Polscy muzułmanie żyją na Podlasiu od setek lat, tworząc fascynującą historię mniejszości etnicznej. Mniejszość tatarska, licząca blisko 6 milionów ludności wyznania muzułmańskiego, odgrywa istotną rolę w tej historii. W Polsce narodowość tatarską deklaruje około 2 tysięcy osób, zdecydowana większość z nich osiedla się na Podlasiu, głównie w Białymstoku i powiecie sokólskim. Ale skąd przybyli ich przodkowie?

Polscy muzułmanie żyją na Podlasiu od setek lat – historia mniejszości etnicznej

Historia sięga XIV wieku, gdy Tatarzy zasiedlili tereny Wielkiego Księstwa Litewskiego, zostawiając swój niepowtarzalny ślad w historii regionu. Ich obecność nie tylko miała znaczenie militarnego, wchodząc w skład polskich oddziałów, ale również przyniosła konsekwencje społeczne i kulturowe. W zamian za służbę, Tatarzy otrzymywali ziemie. Umożliwiło powstanie pierwszych tatarskich gospodarstw i folwarków, stanowiących fundament dla dalszego rozwoju społeczności.

Wsparcie materialne dla tatarskich osad

Rozwój społeczności Tatarów otrzymał znaczący impuls dzięki wsparciu materialnemu udzielonemu przez Jana III Sobieskiego. Z upływem lat osady tatarskie rozrastały się, zachowując swoją odrębność religijną, kulturową i językową. Dziś symbolem dziedzictwa tatarskiego są głównie meczety i mizary, stanowiące centra życia religijnego i społecznego dla tej społeczności. Pomimo zmieniających się czasów i wyzwań, tatarska społeczność nadal pielęgnuje swoje tradycje, kultywując swój unikalny dziedzictwo kulturowe i religijne. Zachowanie tych wartości jest nie tylko wyrazem ich tożsamości, lecz także fundamentem silnej więzi społecznej, która przetrwała przez wieki, czerpiąc siłę z tradycji i ducha wspólnoty.

Szlak tatarski

Pozostałości po kulturze grupy etnicznej odnajdziemy na tzw. szlaku tatarskim, łączącym kilkanaście podlaskich wsi i miejscowości. Najważniejsze ośrodki to Białystok, Sokółka, Bohoniki i Kruszyniany. Cały szlak można łatwo pokonać rowerem, dzięki dobrze przygotowanym ścieżkom. Najważniejszym zabytkiem przyciągającym rzeszę turystów jest meczet w Bohonikach, pochodzący z drugiej połowy XIX wieku. Istotne znaczenie posiada też minbar, miejsce do wygłaszania kazań, używane wyłącznie podczas piątkowej popołudniowej modlitwy. Wnętrze meczetu ozdobiono motywami pnącej winorośli, na ścianach powieszono obrazy przedstawiające święte miejsca islamu, co nie tylko co nadaje miejscu niepowtarzalny urok, ale i atmosferę.

Partnerzy portalu:

Skansen odrodził się po wojnie

Skansen odrodził się po wojnie

15 km od Łomży odnajdziemy niewielkie miasteczko –  Nowogród. Ze względu na położenie posiadało niegdyś istotne znaczenie strategiczne. Pierwotny gród obronny, usytuowano w widłach Narwi i Pisy, a pierwsze wzmianki o nim datuje się na XI w. 100 lat później zmieniono jego lokalizację na obecną – naprzeciw ujścia Pisy. Tu na pograniczu Mazowsza i Podlasia powstał jeden z najstarszych murowanych zamków w kraju.

Współczesny Nowogród słynie głównie ze Skansenu Kurpiowskiego. Nosi on imię założyciela, etnografa Adama Chętnika. Pierwszy obiekt na placu zakupionym przez badacza stanął w 1923 r., co czyni go jednym z najstarszych w kraju. W wyniku wojny ucierpiały jednak niemal cały skansen. Ocalała jedynie brama wejściowa od strony rzeki. Po zakończeniu walk obiekt narodził się ponownie. Obecnie stanowi oddział Muzeum Północno – Mazowieckiego, a spośród innych skansenów w kraju, wyróżnia go dział bartniczo-pszczelarski. Badania archeologiczne dowodzą, że stoi on w miejscu dawnego zamku. Spacerując po okolicy można docenić strategiczne położenie już nieistniejących fortyfikacji z czasów Kazimierza Wielkiego. Skansen zgromadził w sumie 21 zabytkowych budynków pochodzących z lesistych terenów umiejscowionych między Narwią a dawniejszymi Prusami. Wejście do skansenu zdobi kurpiowska chata, a jednym z ciekawszych obiektów jest XIX – wieczny młyn wodny.

Partnerzy portalu:

Młynarz negocjuje z duchem syna

Młynarz negocjuje z duchem syna

Tajemnice jeziora

Zapomniane jezioro Komosa odnajdziemy niedaleko Białegostoku na trasie w kierunku Supraśla. Powstało ono w XIX w. w wyniku działań niejakiego Rybowicza, który to na początku swej biznesowej kariery posiadał farbiarnię sukna. Jako prawdziwy człowiek interesu szedł za ciosem, zakładając rybne stawy hodowlane, gdzie odławiano karpie królewskie. Wkrótce powstał także młyn produkujący ponoć ”mąkę białą niczym śnieg”. Rozwój okolicy przyczynił się w znacznym stopniu do powstania osady o nazwie Krasne. Wielu ludzi dzięki Rybowiczowi, znalazło stałe zatrudnienie. Z malowniczym zakątkiem wiąże się historia z elementem nadprzyrodzonym w tle.

Miłe złego początki

Rybowicz po latach ciężkiej pracy powierzył młyn swemu synowi. Ten również posiadał geny przedsiębiorcy. Sprowadził nawet nowoczesne maszyny z zagranicy. To sprawiło, że klientami młyna byli już nie tylko miejscowi, ale także kupcy z Białegostoku, Czarnej Białostockiej czy Zabłudowa. Wszystko szło po myśli starego Rybowicza, lecz plany na życie zweryfikowała…śmierć. Jako, że młyn pracował 24 h na dobę, chłopi zdziwili się, że pewnej nocy nagle zgasło w nim światło. Urządzenia o dziwo nie przestały jednak pracować. Na miejscu pracowników przywitała złowieszcza cisza. Nawoływanie młodego zarządcy też nic nie dało.

 

Odpowiadało tylko echo. Wszyscy udali się pośpiesznie na strych. Z każdym krokiem byli bliżsi poznani przerażającej prawdy. Chłopak powiesił się na sznurku, a jego oczy zdały się wpatrywać w pustą przestrzeń. Nikt nie potrafił sobie wytłumaczyć, co mogło go skłonić do tak desperackiego czynu. Po okresie żałoby wszyscy wrócili do pracy. Pewnego dnia młyn niespodziewanie stanął. Początkowo nikt nie potrafił zdiagnozować problemu. Ojciec doszedł wkrótce jednak do wniosku, iż to dzieło jego zmarłego syna. Naprawę młyna miała przynieść rozmowa z duchem. Paranormalne negocjacje zakończyły się sukcesem. Postoje zdarzały się jeszcze kilkakrotnie. Zdarzenia te miały wpływ na psychikę pracowników, którzy po prostu  bali się przychodzić na nocną zmianę. Nawet najmniejszy hałas budził w nich niepokój, nawet jeśli nie były związane bezpośrednio z nawiedzającym duchem.

 

Partnerzy portalu:

Sekretne spotkania w centrum miasta

Sekretne spotkania w centrum miasta

Sekretne spotkania w centrum miasta. Na stole klepsydra, czaszka, sól i siarka. Nie chodzi tu jednak o czarne msze, ale o spotkania masonów. Tajemnicze praktyki miejsce również w Białymstoku. Wszystko zaczęło się około roku 1770, za sprawą  wojewody mazowieckiego, bliskiego przyjaciela Jana Klemensa Branickiego.

Początki masonerii – sekretne spotkania w centrum miasta

Początki masonerii w Białymstoku nie należały do najłatwiejszych. Pierwsza loża masońska o nazwie ”Przyjaźń” nie przetrwała nawet roku. Zastąpił ją ”Złoty Pierścień”, który zakończył żywot wraz ze śmiercią hetmana Branickiego. Minęło minąć ćwierć wieku nim ruch masoński w stolicy Podlasia mógł rozwinąć skrzydła. Nastąpiło to wraz z nadejściem zaboru pruskiego. Na czele białostockiej masonerii stanął lekarz Izabeli Branickiej – Feliks de Michelis, a w celu organizacji spotkań wzniesiono nowy budynek, który można podziwiać do dziś. Chodzi o niedawno przeniesioną Książnicę Podlaską im. L. Górnickiego, zlokalizowaną pierwotnie na ulicy J. Kilińskiego. Odpowiednie usytuowanie miało na celu odwrócenie uwagi przechodniów. Konspiracja ponad wszystko. Tworzono również legendy odstraszające potencjalnych ciekawskich. Okolice budynku ponoć roiły się od duchów, które ze względu na bandaże przypominały nieco egipskie mumie.

Wojny napoleońskie

Masonów zahamowały wkrótce wojny napoleońskie. Niemcy opuścili Białystok. Dopiero po kongresie wiedeńskim nastąpiła próba reaktywacji ruchu, tym razem już po patronatem Rosjan. Mimo początkowej przychylności cara Aleksandra II, ten obawiając się utraty władzy, zakazał zgromadzeń wolnomularskich. Powstawały bowiem mniejsze loże dążące do odzyskania niepodległości przez Królestwo Polskie. Próby odbudowania ruchu w Białymstoku miały miejsce jeszcze kilka razy, lecz spełzły na niczym, budynek zniszczono w czasie II Wojny Światowej. Odbudowany w 1952 r. pełnił rolę biblioteki. Ślad po dawnym masońskim gmachu to zarys kolumn na ścianie od strony ulicy J. Kilińskiego.

Spiskowa teoria dziejów

Tajność  rytuałów i symboli masonów, zbliżonych charakterem do religijnych, stanowiła zawsze pożywkę dla propagatorów spiskowej teorii dziejów. Już w XVIII wieku zdecydowali wystąpili przeciwko lożom dwaj papieże, Klemens XII i Benedykt XIV, wydając stosowne bulle. Za przynależność do stowarzyszeń grozili katolikom srogimi karami, zobowiązywali także świeckie władze katolickich państw do walki z wolnomularstwem. Nie pomogły inkwizycyjne zakazy i prześladowania. Do braci masonów przystępowali nawet przedstawiciele najwyższej hierarchii kościelnej.

 

Partnerzy portalu:

Egipt w Tykocinie

Egipt w Tykocinie

Plemię Jaćwingów przed laty uznało okolice obecnego Tykocina idealna do założenia osady. Jej serce znajdowało się prawdopodobnie przy ruinach szesnastowiecznego zamku króla Zygmunta Augusta. Władcy od zawsze poszukiwali miejsc emanujących pozytywną energią. Miało im to zapewnić powodzenie na wszystkich frontach.

 

Niegdyś miejsca mocy wyszukiwano intuicyjnie, otaczając je kultem. Dziś mamy cały arsenał urządzeń. Specjalista od radiestezji, Leszek Materla, nieraz odwiedzał Tykocin. Wyniki jego badań są jednoznaczne. Występuje tam niezwykle korzystne dla organizmu promieniowanie. Osoby wrażliwe z pewnością poczują mrowienie. Rzadziej zdarzają się uniesienia religijne czy uzdrowienia. Największą ciekawostką jest jednak bezpośrednie połączenie liniami energetycznymi ze słynnymi piramidami w Gizie. Linia biegnie dokładnie od zamku poprzez zabytkowy kościół Świętej Trójcy. Na miejscu silnego kosmicznego promieniowania powstała również w XVII w. synagoga.

 

Partnerzy portalu:

Matka Boska objawiła się 14-latce

Matka Boska objawiła się 14-latce

Matka Boska objawiła się 14-latce. Rok 1965. Wczesna wiosna. Dzień jak co dzień w gospodarstwie. Zawsze rano należy wyprowadzić zwierzęta na łąkę. Czternastoletnia Jadzia z Zabłudowa koło Białegostoku po raz kolejny wypełniła swój obowiązek, tylko że tym razem pośród traw skroplonych poranną rosą zauważyła postać. Była to…Matka Boska.

Matka Boska objawiła się 14-latce – jak historia wyszła na światło dzienne?

Dziewczyna opowiedziała wszystko swej matce, ta zaś informację przekazała księdzu. Nie minęło dużo czasu, a o cudzie wiedział już każdy w miejscowości, na pobliską łąkę ruszyli niemal wszyscy. Nagle głośne rozmowy zamilkły, huk rozdziera powietrze. Policjant przypadkowo przewrócił się, a jego pistolet wypalił. Kula trafia prosto w szczękę jednego z mieszkańców. Mimo zajścia tłum nadal przebywał na pastwisku. Chcąc mieć pamiątkę, każdy brał sobie garstkę ziemi, po kilku chwilach powstaje rów, który ze względu na bagienny teren szybko zapełnił się wodą. W taki sposób Zabłudów miał swoje cudowne źródełko.

Komunistyczne władze w Zabłudowie

Władze komunistyczne, nieprzychylne kościołowi, starały się zamieść sprawę pod dywan, jednak  na próżno. W pismach wskazywały  na niebezpieczeństwo picia brudnej wody. Pod koniec maja do Zabłudowa przybyły liczne oddziały ZOMO, wówczas to ponoć ponownie miała ukazać się Matka Boska. Służby wprowadziły zakaz wejścia na łąkę. Doszło do starć, na szczęście bez ofiar, a najbardziej wytrwali mieszkańcy Zabłudowa przedzierali się nocą, aby tylko postawić krzyże w miejscu objawienia. Jadwiga, jej rodzina, ale i cale miasto stało się ofiarą medialnej nagonki. Dziewczynę nazwano ”Anią z Zielonego Wzgórza”, sugerując, że cała opowieść wynika z wybujałej wyobraźni, a po roku szum wokół cud ucichnął.

Wiara mieszkańców Zabłudowa

Obecnie na miejscu cudu zobaczyć można kapliczkę i drewniany krzyż, które jednak znikają z oczu pod gęstym runem dzikiej roślinności. Jadwiga, która na krótko udała się do klasztoru po przeżytym cudzie. Po powrocie założyła rodzinę i prowadziła skromne życie, niezwracając zbytniej uwagi na spektakularność wydarzeń sprzed lat. Mimo że cały Zabłudów był przekonany o prawdziwości objawienia Matki Boskiej czternastoletniej dziewczynce, sama kuria nigdy oficjalnie nie uznała cudu. Tajemnicza historia wciąż jednak przyciągała pielgrzymów i ciekawskich, którzy chcieli poznać tę niezwykłą opowieść osobiście i odetchnąć atmosferą duchowego przeżycia.

Partnerzy portalu:

Opętany srebrem czekał na śmierć

Opętany srebrem czekał na śmierć

Opętany srebrem czekał na śmierć. Maciej był zwykłym pszczelarzem. Mozolną pracą zarabiał na utrzymanie, ledwo wiążąc koniec z końcem. Przechodząc przez wzgórze nad rzeką Narew, zauważył konającego rycerza. Po charakterystycznym krzyżu rozpoznał, że to templariusz. Trawę zamiast rosy pokrywała krew. Ranny, zakuty w zbroję zakonnik walczył o każdy oddech. Resztką sił wyciągnął dłoń w stronę mężczyzny. Maciej nie miał jednak zamiaru ulżyć mu w cierpieniu. Owszem chciał pomóc, ale sobie, przywłaszczając lśniącą zbroję. Przysiadł więc przy rycerzu i czekał na jego ostatnie tchnienie. Gdy ten wydawał jęki, głowę Macieja ogarniały myśli o bogactwie. Po kilku godzinach rycerz zmarł. Nim ciało ostygło, mężczyzna założył zbroję templariusza na siebie. Maciej szarpał się, mocował, aż w końcu dopiął swego. W panice próbował ściągnąć skradzioną od nieboszczyka zbroję. Tym razem nie wszystko poszło zgodnie z planem, padł po chwili i od tej pory nocami rozchodzą się krzyki. Duchy walczą bowiem o srebrny ekwipunek.

Opętany srebrem czekał na śmierć – historia skarbu templariuszy z Maciejowej Góry

Badania prowadzone przez francuskich naukowców w Maciejowej Górze wzbudziły ogromne zainteresowanie lokalnej społeczności, która z niecierpliwością oczekiwała na wyniki ich badań. Mimo że wieś była malutka, plotki o potencjalnych skarbach templariuszy rozchodziły się szybko po okolicy. Budziły nadzieję na nagłe zmiany fortuny wśród mieszkańców. Niektórzy nawet zaczęli przypuszczać, że tajemnicze znaleziska mogą mieć związek z legendą opowiadającą o ukrytych skarbach zakonu, co tylko jeszcze bardziej pobudzało wyobraźnię i zaintrygowanie. Pomimo trudności napotykanych przez badaczy, miejscowi nie zrażali się, trwając w przekonaniu, że odpowiedź na tajemnicę Maciejowej Góry jest na wyciągnięcie ręki. Ich determinacja wzmacniała się każdego dnia, gdyż wiara w ukryte bogactwo była silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Jednakże im dłużej trwały poszukiwania, tym bardziej zawiłe stawały się wątki związane z historią miejscowości, a spekulacje na temat templariuszy przybierały coraz bardziej fantastyczne formy. A może domniemane skarby chcieli zachować dla siebie?

Partnerzy portalu:

Drogocenny skarb w dorzeczu Narwii

Drogocenny skarb w dorzeczu Narwii

Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży słynie z kolekcji ”Bursztyn z dorzecza Narwii”. W zbiorach znajdują się okazy żywicznej skamieliny, ludowe narzędzia do obróbki oraz gotowe wyroby nadnarwiańskich bursztyniarzy. Muzeum zawdzięcza swe istnienie Adamowi Chętnikowi, twórcy skansenu w Nowogrodzie. Badacz spisał legendę, według której bursztyn powstał z ludzkich łez. Niegdyś jantar odnajdowano kopiąc studnie i orząc pola. Stopniowo jednak wprowadzono efektywne techniki wydobycia z dna rzek czy stawów. Używano siatek czy szufli. Do obróbki używano zaś tokarek bądź specjalnie skonstruowanych kołowrotków. Nie wiedziano wówczas jeszcze, że bursztyn bałtycki na teren północnego Mazowsza, przeniosły lodowce. Jantar służył jako element garderoby, lecz także jako środek lecznicy i nieoficjalny pieniądz. Prawdziwa kobieta musiała mieć co najmniej trzy sznurki bursztynowych korali. Osoby pobożne nie gardziły wykonanego ze skamieliny różańcem. Jantar na stałe wkradł się do tradycji zdobniczej Kurpiowszczyzny.

Partnerzy portalu:

Nastolatka zawstydziła króla

Nastolatka zawstydziła króla

Dawniej tereny Rzeczypospolitej porastała dzika puszcza pełna ptactwa i zwierzyny. Z czasem na ich terytorium zaczął wkradać się człowiek, co zaburzyło naturalny rytm przyrody. Budowano chaty, a następnie całe osady. Zwierzęta poczuły się zagrożone.

Sama przeciwko światu

W jednej z osad żywot pędził najlepszy łowca w okolicy. Nigdy nie doczekał się syna, lecz los obdarzył go czterema córkami. Najstarsza z nich miała na imię Netta. Od wczesnego dzieciństwa ojciec zabierał ją na polowania, ucząc fachu myśliwego. Do wsi wdarła się epidemia, zabijając większość jej mieszkańców. Szesnastoletnia Netta tracąc wszystkie trzy siostry i ojca, nie załamała się. Została sama z chorą matką, czując się za nią odpowiedzialną. Chociaż doskonale jeździła konno, zawsze wybierała piesze wędrówki. Ze względów bezpieczeństwa unikała jedynie zakątku puszczy, w którym grasowały niedźwiedzie. Były to jednocześnie królewskie tereny łowieckie. Niejednokrotnie używali psów gończych, mając na celu tylko i wyłącznie krwawą rozrywkę.

Starcie z bestią

W czasie polowania na jelenia, Netta usłyszała głośny ryk. Ptaki odlatywały z koron drzew w popłochu.  Z głębi lasu wyskoczył bowiem zraniony niedźwiedź, który wielkością przewyższał konia. Za nim pojawił się król Zygmunt August wraz z swymi towarzyszami. Zwierzę zostało otoczone z każdej strony. Wydawać się mogło, że sytuacja jest całkowicie pod kontrolą. Furia niedźwiedzia wystraszyła jednak rumaka króla. Bezwładne ciało króla upadło z hukiem na ziemię. Czas jakby stanął w miejscu.Wszyscy pogodzili się z nieuniknionym. Masywna bestia była już o krok. Śmiertelnemu ugryzieniu zapobiegła strzała, która przeszyła głowę niedźwiedzia. Grot wystawał z jego gardła. Nikt początkowo nie wiedział kto zapobiegł tragedii. Wówczas wszyscy dostrzegli ukrywającą się za drzewem dziewczynę. Mężczyźni byli pod wrażeniem jest odwagi i urody. W podziękowaniu za uratowanie życia, król Zygmunt August odwiedził osadę, w której mieszkała Netta. Wieś nazwał Zygmuntowem. Do dziś zachował się strumień nazwany Netta, na cześć odważnej dziewczyny.  Zaproponował jej również miejsce na dworze, lecz ta odmówiła ze względu na chorą matkę.

 

Partnerzy portalu:

Z kijkami po puszczy

Z kijkami po puszczy

Moda na bycie fit na dobre zagościła w naszych umysłach. Dbanie o kondycję przekłada się na bardziej atrakcyjny wygląd. Jedną z form aktywności, którą możemy uprawiać przez cały rok jest nordic walking. Tak, chodzi tu o ludzi z kijami i nie są to wcale ninja.

Przetarcie szlaków

Pierwsze oznakowane trasy w województwie podlaskim powstały na terenie Puszczy Białowieskiej. Otrzymały one Certyfikat Polskiej Federacji Nordic Walking. Łącznie to ponad 7 szlaków o różnym poziomie trudności. Wszystkie z nich zapewniają czytelne oznakowanie. Opatrzono je też w odpowiednie mapy. Najkrótszą trasę pokonamy już w pół godziny. Najdłuższa, o długości ponad 20 km, wymaga czterogodzinnego wysiłku. W 2012 r. odbyła się pierwsza edycja Pucharu Polski w Nordic Walking w Krainie Puszczy i Żubra. Impreza zyskała status cyklicznej. Od tej pory zawodnicy rywalizowali na dystansach 5, 10 i 15 km. Organizatorzy zapewniają atrakcyjne nagrody. Regenerację po wysiłku zapewniają potrawy lokalnej kuchni. Zawody wieńczy przejazd kolejką wąskotorową i impreza integracyjna.

Skąd to się wzięło?

Nordic walking w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu nordyckie wędrówki. Dyscyplina narodziła się bowiem w Finlandii. Tam w latach 70 – tych biathloniści opracowali nową formę letniego treningu uzupełniającego.  Nie potrzebowali do tego ciężkiego sprzętu. Bez znaczenia były też warunki pogodowe. Co jednak najważniejsze, aktywizował ponad 90% mięśni. Dopiero kilkanaście lat później zyskał popularność wśród osób, które z wyczynowym sportem nie mieli nic wspólnego. Prawdziwy boom nastąpił jednak pod koniec lat 90-tych, z chwilą rejestracji Międzynarodowego Stowarzyszenia Nordic Walking. Kijki z przytupem  wkroczyły też do Polski.

 

Partnerzy portalu:

Kultowy film doczekał się kontynuacji

Kultowy film doczekał się kontynuacji

Kultowy film doczekał się kontynuacji. Znachor to kultowy polski film będący ekranizacją powieści Tadeusza Dołęgi – Mostowicza. Opowiada o losach chirurga, który po utracie pamięci kradnie tożsamość w celu uniknięcia więzienia. Znajdując schronienie na wsi udanie zooperował kalekiego syna młynarza, przez co zazdrosny miejscowy lekarz wytoczył proces. Po ponad trzydziestu latach historia zatoczyła koło, a ulice Bielska Podlaskiego znów zamieniły się w plan zdjęciowy.

Kultowy film doczekał się kontynuacji – trudne początki

Na pomysł nakręcenia kontynuacji Znachora wpadł filmowiec Marek Włodzimirow, aktor Mateusz Sacharzewski, a także radny i animator kultury Tomasz Sulima.  To właśnie oni zgłosili zamiar produkcji do miejskiego budżetu obywatelskiego, propozycja spotkała się z dużym zainteresowaniem, a władze przeznaczyły na ten cel blisko 30 tys. zł. Aby ruszyć z projektem, wkrótce ogłoszono pierwszy konkurs, do którego jednak nikt nie przystąpił. Wymagano bowiem gotowego scenariusza i przynajmniej podstawowej obsady, na szczęście kolejny konkurs obniżył znacznie kryteria, produkcja miała połączyć obecne i dawne walory miasta na tle jego wielokulturowości.

Kulisy filmu

Kontynuacja Znachora nosi nazwę ”Wnyki”.  Fabuła ogniskuje się na wnukach i prawnukach bohaterów pierwszej części. Za kamerą tym razem stanął młody absolwent filmówki Szymon Nowak, a scenariusz z kolei napisał doktor filozofii Mirosław Miniszecki. Na planie zagościli  aktorzy, którzy przed laty zagrali w dziele J. Hoffmana. Ze starej obsady w filmie ujrzymy choćby Artura Barcisia czy Bożenę Dykiel. Scenariusz nie zadowolił Anny Dymnej, która pierwotnie miała wcielić się we wnuczkę profesora Wilczura, a Tomasz Stockinger natomiast po prostu nie wierzył w powodzenie niskobudżetowego filmu. Główną rolę powierzono dla Stanisławy Celińskiej, która stwierdziła, że ma w sobie wschodnią duszę. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Specjalnie dla mieszkańców Bielska Podlaskiego wymyślono scenę zbiorową, w której wzięło udział ponad 200 osób. Zdjęcia do niej trwały przez cały dzień.

Zmiana planów

Początkowo ”Wnyki” miały być filmem krótkometrażowym, a to ze względu na ograniczenie finansowe. Dzięki osobom prywatnym i funduszom urzędowym udało się zebrać sumę, która wystarczyła na stworzenie pełnej wersji. Uroczysta premiera miała miejsce w grudniu 2016 w Bielskim Domu Kultury, a obraz zebrał całkiem przychylne recenzje.

Partnerzy portalu: