Zazdrość doprowadziła do zbrodni

Zazdrość doprowadziła do zbrodni

Zapomniane jezioro

W połowie drogi między Białymstokiem a Supraślem znajduje się, wydawać by się mogło, idealne miejsce na wakacyjną randkę. Coś jednak może nam przerwać beztroskie chwile. W letnie sierpniowe noce, przy pełni księżyca, nieraz usłyszymy tam zawodzący płacz i krzyk bezsilności.  Z jeziorem Komosa, bo o nim tu mowa, wiąże się bowiem legenda o tragicznych losach pewnych kochanków.

Miłość – Słodka trucizna

Przed laty na wysepce mieszkał rzemieślnik zwany Rudobrodym. Dzięki swej ciężkiej pracy udało mu się wybudować dom i kupić dużą działkę. Mimo majątku brakowało mu czegoś, czego nie można kupić za żadne pieniądze  – odwzajemnionej miłości. Wszystko to przez swą chorobliwą nieśmiałość. Przeciwieństwem Rudobrodego był jego brat Zbyszko, który to prowadził hulaszczy tryb życia. Wszelkie pieniądze przeznaczał na kobiety, wino i śpiew. Braci połączyło jedno  – uczucie do tej samej kobiety o imieniu Helena.

Tragiczna pomyłka

Rudobrody nie miał wystarczającej odwagi wyznać swej miłości. Opieszałość wykorzystał Zbyszko, co szybko doprowadziło do gorącego romansu. Ten nawet był gotów w końcu się ustatkować, lecz ojciec dziewczyny nie chciał nawet o słyszeć o ślubie. Kochankowie zmuszeni byli do spotkań w tajemnicy. Na miejsce schadzek wybrali porośniętą górkę położoną tuż nad samym jeziorem Komosa. Rudobrody niejednokrotnie śledził kochanków. Z dnia na dzień zbierała w nim coraz większa złość. Wrześniowej nocy uznał, że tylko śmierć ulży jego cierpieniu. Na dokończenie swego żywota wybrał powieszenie. W ostatniej chwili jednak zmienił decyzję. Porzucił kupiony wcześniej konopny sznur i postanowił zabić brata. Tym samym usunąłby konkurenta i od nowa rozpoczął walkę o serce Heleny. Nazajutrz po zmroku zaczaił się na ścieżce, czekając na brata z kamieniem w ręku. Słysząc szelest kroków, wyskoczył na ścieżkę zza krzaków i zadał jeden śmiertelny cios. Bezwładne ciało opadło na ziemię. Nastała głucha cisza. Księżyc, który wyszedł zza chmur, pokazał okrutną prawdę. Ofiarą Rudobrodego padł nie jego brat, lecz Helena. Po tym wydarzeniu słuch po nim zaginął. Nam zaś pozostał tylko płacz białej damy, dobiegający spośród traw porastających jezioro.

Źródło zdjęcia: Wikipedia

Partnerzy portalu:

Tajemnicze nasypy. Ta ziemia ma swój sekret

Tajemnicze nasypy. Ta ziemia ma swój sekret

Tajemnicze nasypy. Zbucz, niewielka miejscowość w powiecie hajnowskim, stanowi nie tylko malowniczy punkt na mapie, ale także enigmatyczne świadectwo przeszłości, które przyciąga uwagę zarówno lokalnych mieszkańców, jak i badaczy historycznych. Tajemnicze nasypy w formie wałów, wznoszące się na tle płaskiego terenu, stanowią punkt centralny tutejszego krajobrazu, budząc spekulacje i domysły co do ich pochodzenia i funkcji. Od pokoleń są one nazywane przez mieszkańców po prostu „okopami”, choć dotychczas nie udało się jednoznacznie ustalić historii ich genezy. Jednakże, w miarę jak czas płynie, istnieje obawa, że tajemnice te mogą zaginąć w zapomnieniu lub zostać zniszczone przez działalność człowieka lub naturalne procesy erozji. Dlatego ważne jest, aby kontynuować starania w celu ochrony tych miejsc, aby mogły służyć jako inspiracja dla przyszłych pokoleń.

W poszukiwaniu prawdy – tajemnicze nasypy

Niektórzy badacze sugerują, że te tajemnicze nasypy mogły powstać w czasach najazdów tatarskich, gdy imperium mongolskie osiągnęło szczyt swojej potęgi. Jednakże, inne teorie wskazują na XVII wiek i czasy potopu szwedzkiego jako bardziej prawdopodobne okresy powstania tych struktur. Opierając się na historycznych dokumentach i analizach archeologicznych, badacze wskazują na istnienie szkieletów datowanych na okres wojen ze Szwedami. Dodaje to wiarygodności hipotezie o ich związku z tamtymi wydarzeniami. Istnieje przypuszczenie, że wzniesienia mogły pełnić funkcję cmentarza, gdzie pochowano osoby związane z okolicznymi wydarzeniami. Być może stanowiły one również punkt obronny lub schronienie przed nieprzyjaciółmi, gdzie przechowywano również cenne przedmioty.

Badania archeologiczne

Dotychczasowe wykopaliska i badania archeologiczne nie zdołały jednoznacznie odpowiedzieć na wiele pytań. Pozostawiły wiele kwestii otwartych i tajemniczych. Nadal niejasne jest, skąd przybyli i gdzie mieszkali ludzie, którzy wykorzystywali ten nietypowy teren. Należy koniecznie  porównać okopy z podobnymi miejscami na Podlasiu, co rzuci nieco więcej światła na historię tego regionu. Ziemia z pewnością kryje nadal wiele tajemnic. Tajemnicze okopy w Zbucz mogą być kluczem do odkrycia kolejnych fragmentów nieznanej historii i zrozumienia przeszłości tego fascynującego miejsca.

Źródło zdjęcia: http://wielkarajza.pl/

Partnerzy portalu:

10 powodów by zamieszkać na Podlasiu

10 powodów by zamieszkać na Podlasiu

Nie ma problemu ze smogiem

W ostatnim czasie smog dał się we znaki mieszkańcom Polski, ale nie tak bardzo mieszkańcom województwa podlaskiego. Miały wpływ na to zapewne trzy czynniki. Niestety ludzie wrzucają do pieca co popadnie, tak samo jak w innych rejonach Polski, ale… województwo nie jest gęsto zaludnione, dzięki czemu dym nie osiada tak samo jak na przykład w Katowicach czy Chorzowie. Drugim czynnikiem jest większa lesistość terenu, przez co drzewa wchłaniają więcej dwutlenku węgla. Ostatnim czynnikiem jest specyficzne położenie geograficzne choćby Krakowa. Miasto znajduje się na wklęsłym terenie.

Czas płynie bardzo wolno

Jeżeli przemierzacie samochodem czy rowerem przez Podlaskie i zjedziecie z głównych dróg, to natychmiastowo poczujecie jak zatrzymuje się czas. Będą Was otaczać stare domy, natura nieskalana obecnością człowieka, a także spokojnie pasące się zwierzęta. Słoneczny, bezwietrzny dzień tylko spotęguje te uczucie.

Uprzejmi ludzie

Nie ma chyba innego takiego województwa w Polsce, w którym obce osoby zaczepiają się w autobusach, na przystankach czy kolejkach, by sobie po prostu porozmawiać. Sympatyczne towarzystwo często też spotkamy w parkach, skwerach i deptakach.

Jeziora, rzeki, dużo lasów

Podlaskie jest fantastycznie położone. Na jego terenie mamy jeziora, rzeki, a także mnóstwo lasów! Można tu organizować niekończące się piesze wycieczki szlakami, a także wyprawy rowerowe.

Blisko na Litwę, Mazury i nad… Bałtyk z dwóch stron!

Samochodem też pojedziemy w ciekawe miejsca. Bardzo szybko się dostaniemy na Litwę, Mazury a także Bałtyk – ze strony polskiej i litewskiej, a gdy postaramy się o wizę, to możemy również szybko dostać się do Królewca i spędzić czas nad tamtejsza częścią Morza Bałtyckiego.

Rzut beretem do Warszawy

Mówi się, że bezpieczna odległość zamieszkania teściowej od małżeństwa to taka, gdy teściowa nie może przyjść do nas w kapciach. Podobnie jest ze stolicą Polski. Nie pójdziemy do niej w kapciach, ale szybko się dostaniemy choćby po to, by dostać się na któreś lotnisko lub zaczerpnąć naprawdę wielkomiejskiego życia.

Kilkadziesiąt ścieżek rowerowych

Jeżeli jednak postanowimy nie ruszać się z Podlaskiego i akurat kochamy rower, to możemy tutaj jeździć bez końca! Podlaskie na swoim terenie ma kilkadziesiąt ścieżek rowerowych, w tym szlak Green Velo. Jeżeli ktoś ma tyle sił, to może przejechać 100 i 200 km bez obaw, że nie będzie miał gdzie się ruszyć.

Tygiel kulturowy

Ostatnio źle się mówi o sytuacji u zachodnich sąsiadów. Nastąpiła tam wielka mieszanka różnych kultur i jak przyznali odpowiedzialni za to politycy – multi-kulti nie powiodło się. Tymczasem Podlaskie to prawdziwy tygiel kulturowy, miejsce, gdzie ludzie żyją ze sobą we wspaniałej symbiozie. Oczywiście, jak to ludzie – nie obywa się bez antagonizmów i złośliwości, ale jest bezpiecznie i spokojnie. Dlatego na jednym terenie mogą mieszkać ze sobą katolicy, prawosławni, Tatarzy (rdzennie polscy Muzułmanie), a kiedyś pośród nich – i to w zdecydowanej większości Żydzi, którzy podczas II Wojny Światowej zostali wymordowani.

Dziesiątki miejsc, by się zaszyć

Mówi się o Bieszczadach – że można rzucić wszystko i tam jechać. Tam mamy jednak tylko góry, a zaszycie się polega na tym, że zapewne zaszyjemy się w takim górskim domku właśnie. Podlaskie jest o tyle atrakcyjniejsze, że tutaj miejsc, w których możemy się zaszyć jest dziesiątki… Jest duża oferta agroturystyczna, z dala od miejskiego zgiełku, a także… tanie siedliska do kupienia w totalnych… dziurach!

Najwięcej pubów na mieszkańca

Jeżeli ktoś kocha nocne życie, to zapraszamy do Białegostoku. Statystycznie na każdego mieszkańca przypada najwięcej pubów. Ostatnio modne stały się lokalne piwa. Tutaj można spróbować naprawdę bardzo wielu interesujących smakowo wyrobów.

Jesteśmy przekonani, że powodów, dla których warto zamieszkać . Znacie jakieś?

Partnerzy portalu:

Żurawie już na Podlasiu. Przyniosły wiosnę.

Żurawie już na Podlasiu. Przyniosły wiosnę.

Jeśli w powietrzu słyszymy charakterystyczny dźwięk, warto spojrzeć w niebo. Zobaczymy tam żurawie, które właśnie powróciły na podlaską ziemię po długiej podróży. Wiele z nich zaobserwujemy w Supraślu pod Białymstokiem. Zostaną z nami do lata.

Ptaki instynktownie wyczuwają cieplejszą pogodę. Dlatego też panuje powszechne przekonanie, że ich przylot zwiastuje wyższe temperatury. Jeden żuraw jednak wiosny nie czyni. Ptaki, zimujące w zachodniej Afryce, Półwyspie Iberyjskim i północno-wschodniej Afryce,  jako jedne z pierwszych wlatują do Polski, by w letnim czasie wychować nowe potomstwo.

W zeszłym roku pojawiły się już dużo wcześniej, mianowicie w połowie stycznia. Niestety później musiały chodzić po śniegu. Żuraw porusza się wolno, uważnie stawiając nogi, dlatego często nazywa się go „dumnym arystokratą”. Jest wszystkożerny, choć preferuje pokarm roślinny. Nie gardzi jednak małymi gryzoniami czy płazami. Na inne gatunki ptaków trochę poczekamy. Za bocianami podążą chociażby bataliony. Wiosenne przyloty potrwają aż do maja.

Partnerzy portalu:

Bezkompromisowa jak Simona Kossak

Bezkompromisowa jak Simona Kossak

Bezkompromisowa jak Simona Kossak. Przy okazji premiery filmu „Pokot” Agnieszki Holland, warto zgłębić postać Simony Kossak. Jej życie i działalność stanowią wyjątkowy przykład oddania dla przyrody i walki o jej ochronę. Choć urodziła się w Krakowie, to zmarła dekadę temu w Białymstoku, pozostawiając trwałe ślady swojego niezwykłego oddania dla środowiska naturalnego, które stało się integralną częścią jej życiowej misji. Podobnie jak bohaterka filmu, Simona Kossak była nieugięta w swoich przekonaniach i konsekwentnie dążyła do realizacji swoich ideałów.

Bezkompromisowa jak Simona Kossak – historia Simony

Jako iż była absolwentką biologii i profesor nauk leśnych, Kossak przekraczała granice konwencjonalnej wiedzy, kierując swoje zainteresowania w stronę zoopsychologii i etologii. Jej fascynacja światem zwierząt nie znała granic, a jej prace naukowe stanowiły niezwykłe źródło inspiracji dla wielu pokoleń miłośników przyrody. Wprowadzając czytelników i słuchaczy w świat zwierząt, Kossak otwierała oczy na niezwykłe zjawiska przyrodnicze, ukazując bogactwo i złożoność natury w sposób, który poruszał i inspirował do działania. Jednak jej wkład w ochronę przyrody wykraczał daleko poza mury uczelni. Kossak była pionierem innowacyjnych rozwiązań mających na celu ochronę zwierząt w lasach. Jej pomysł na odstraszacz, który ostrzegał dzikie zwierzęta przed niebezpieczeństwem związanym z ruchem kolejowym.  Było to przełomowe osiągnięcie, które znalazło zastosowanie na skalę światową, zmniejszając liczbę wypadków i kolizji pomiędzy zwierzętami a pociągami.

Prace badawcze

Codziennie, w Zakładzie Badania Ssaków PAN w Białowieży, pani Kossak poświęcała się badaniom analizując tajemnice lasów, dlatego osiągała swoje cele. Jej leśniczówka stała się centrum jej działań naukowych i miejscem, gdzie przechodziła w życie jej pasja i oddanie dla przyrody. Jej spuścizna naukowa i duchowa nadal inspiruje kolejne pokolenia miłośników przyrody. Stanowi niezatartą pamiątkę o jej wkładzie w niezwykłą troskę o środowisko. Nie możemy również zapomnieć o jej determinacji w walce o zachowanie pięknych lasów czy także dzikiej przyrody dla przyszłych pokoleń.

Wspaniałe gawędy Simony Kossak można posłuchać tutaj:
http://www.radio.bialystok.pl/news/index/k/183/n/58079/f/39622

Partnerzy portalu:

Czy wiesz kim był Wiesław Kazanecki?

Czy wiesz kim był Wiesław Kazanecki?

Wiesław Kazanecki białostocki poeta. Mało kto wie, że Białystok mógł się poszczycić poetą, który dorównywał innym znanym polskim autorom wierszy. Warto sobie przypomnieć o tym, kim był ten Pan. Debiutował już w 1959 roku, jeszcze w Opolu. W Białystoku pojawiły się kolejne tomy jego poezji. Jego wkład w kulturę miasta nie ograniczał się jednak tylko do pisania. Nasz podlaski poeta był także redaktorem naczelnym Białostockiego Informatora Kulturalnego. Pracował również jako kierownik redakcji białostockiego oddziału Krakowskiej Agencji Wydawniczej, czyniąc znaczący wkład w promocję literatury i kultury regionu.

Wiesław Kazanecki białostocki poeta – w jego poezji było bardzo wiele odniesień do Białegostoku

Fotografia – Stary Białystok

Ale nie ma już miasta
z zaułkami wśród drewnianych sztachet,
z dachówkami, które łatał śnieg,

i kocie łby w jarmułkach
kłóciły się
z obręczami wozów w dzień targowy.
I nie ma szpitala,
który słyszał mój pierwszy krzyk,
pępowina odcięta,
gruzami zarósł dach.
Nadwęglone chałaty
zbierają się o zmierzchu,
siedmioramienny świecznik otulają poświatą księżyca,
jak paciorki różańca liczą żebra synagogi spalonej.

marzec 1987

Wiesław Kazanecki „Wiersze”, Wydawnictwo „Łuk”, Białystok, 1994

ULICA BEMA 1987

Stary cmentarz przy Bema
złożył kości na placu targowym.
I dom jak łódź Charona
popłynął na drugi brzeg.

I kocie łby na ulicy
pod asfaltem usnęły.
Biały kogut nie mieszka na drzewie.
Ukradli go,
białe pierze
w cudzej poduszce śpi.

Marzec 1987

Wiesław Kazanecki „Wiersze”, Wydawnictwo „Łuk”, Białystok, 1994

CIENIOM STAREGO DOMU Z ULICY BEMA NA PIASKACH

Bądź pozdrowiony przyjacielu,
ulicznych latarń utrapieńcze.
Z lejcami wiatru w smagłych dłoniach
u moich dróg rozstajnych klęczysz.
Bądź pozdrowiony stary druhu,
zaułków miejskich włóczykiju.
W półmroku twych pożółkłych skroni
jest ślad po domu – sień niczyja.
Nie ma już domu, nie ma ścian,
latawiec – dach się zawieruszył.
W niczyim oknie czyjaś twarz –
prastara urna – śmiechem prószy.

1987, w Białymstoku

Wiesław Kazanecki „Wiersze”, Wydawnictwo „Łuk”, Białystok, 1994


Mało kto wie, że Białystok mógł się poszczycić poetą, który dorównywał innym znanym polskim autorom wierszy.  Urodzony 10 stycznia 1939 roku w Białymstoku, Kazanecki był nie tylko utalentowanym poetą, ale także aktywnym działaczem kulturalnym w swoim rodzinnym mieście. Debiutował już w 1959 roku, jeszcze w Opolu, a później jego twórczość zaczęła się coraz bardziej kojarzyć z Białymstokiem. Wiesław Kazanecki był także redaktorem naczelnym Białostockiego Informatora Kulturalnego, a potem kierował redakcją miesięcznika „Zdarzenia”. Niestety zmarł nagle 1 lutego 1989 roku w Białymstoku, zostawiając bowiem także pamięć o jego zaangażowaniu w rozwój kulturalny miasta. Dziś, na osiedlu Bacieczki w Białymstoku, znajduje się ulica nazwana od imienia tego wybitnego poety, która stanowi trwałą pamiątkę i hołd dla jego twórczości i dziedzictwa.

Więcej twórczości Wiesława Kazaneckiego znajdziecie tutaj:
http://www.wieslaw-kazanecki.pl/s,utwory,5.html

Partnerzy portalu:

”Śpiesz się Michałku”. W ciągu kilku minut ściął kilkanaście głów

”Śpiesz się Michałku”. W ciągu kilku minut ściął kilkanaście głów

Przed wiekami jego widok dla wielu był ostatnim w życiu. Przestępcy tracili przez niego głowę… i to dosłownie. Dziś zostały po nim tylko słowa legendy, które zachowały się na dwóch skromnych kartach.  Mowa tu o kacie zwanym pieszczotliwie Michałko. Na czym polegał jego fenomen?

Średniowieczna gangsterka

Aby zrozumieć wyjątkowość kata, należy przenieść się do XVIII-to wiecznego Brańska, miasteczka leżącego nieopodal kaplicy ze świętym źródełkiem w Hodyszewie. Podobnie jak w innych, mniejszych miejscowościach dokonywano tam licznych rozbojów. Przywódcę jednej z grup złoczyńców stanowił nijaki pan Chełmski, specjalizujący się w porwaniach i delikatnie mówiąc pozbawianiu czci kobiet. Przy jednym z napadów rzezimieszków zgubił alkohol. Pojmani przez sędziego, będącego jednocześnie łowcą bandytów. Związani we śnie, zostali skazani na karę miecza i to mimo posiadania szlacheckiego pochodzenia. Nie pomogły tu więc znajomości. Lokalny sędzia zgodził się tylko na jedno ustępstwo. Egzekucję przesunięto bowiem na czas, jaki był potrzebny na pokonanie przez gońca drogi z Warszawy do Brańska i z powrotem. Ten miał przywieźć decyzję ze stolicy, czy król ułaskawi członków bandy.

Śpiesz się Michałku, śpiesz!

Tego dnia ze świata miało zostać pozbawionych życia 26 schwytanych przestępców. Jako ostatni, na deser kata miał zginąć pan Chełmski. Jednak, gdy pierwsze głowy zaczęły spadać, to na horyzoncie pojawił się królewski wysłannik. W słońcu lśniły czerwone pieczęcie, na miejscu egzekucji zaś krew. Sędzia, mając świadomość, że jeździec niesie dla niego niekorzystne wieści, przybliżył się do kata i szepnął mu do ucha ”Śpiesz się Michałku”. Ten wziął sobie słowa do serca i w ciągu kilku minut ściął kilkanaście bandytów, wraz z panem Chełmskim. Po otwarciu pisma okazało się, że król ułaskawił przywódcę grupy, lecz sprawiedliwość została już wymierzona dłońmi Michałka. Mieszkańcy mogli odetchnąć z ulgą. Wieści o niesłychanej prędkości i skuteczności w działaniu kata rozeszły się po całym kraju. Powstało nawet powiedzenie ”A bodajże kat brański oprawił”. Kat Michałko pobił więc nieoficjalny rekord w ilości ściętych głów, zyskując sławę w całej Rzeczypospolitej. Przed banitami, na samą myśl o Michałku, uginały się nogi. Brańsk od tej pory był bezpieczniejszym zakątkiem.

Blaski i cienie kariery

W praktyce życie codzienne kata nie należało do kolorowych. Stanowisko pracy, co nie da się ukryć, pozbawione było prestiżu. Wpływało to zaś na pozycję społeczną. Poza tym zwyczajowo rolę egzekutora powierzana dawnemu skazańcowi. Mieszkańcy omijali kata szerokim lukiem, a przypadkowy dotyk przynosił hańbę. Towarzyszyła mu samotność i poczucie wyobcowania. Satysfakcji z rekordu jednak nie mógł zabrać mu nikt.

Partnerzy portalu:

Diabeł przeklnął most na zawsze

Diabeł przeklnął most na zawsze

Diabeł przeklnął most na zawsze. Przed I Wojną Światową przez małą wioskę Kruszewo, położoną nieopodal Białegostoku, przebiegała tzw. carska droga, która stanowiła kluczowy szlak komunikacyjny dla Rosji. Jednakże, w obliczu narastającego zagrożenia konfliktem z Niemcami, Rosjanie postanowili stworzyć alternatywną trasę równoległą do istniejącej szosy. Ich celem było ułatwienie transportu wojsk i zaopatrzenia w przypadku wybuchu konfliktu. Największe wyzwania napotkano przy budowie mostu, który miał być kluczowym elementem nowej trasy. Prace nad nim ciągnęły się niemiłosiernie długo, a z każdym dniem wydawało się, że nie widać końca trudów.

Diabeł przeklnął most na zawsze – historia w wiosce Kruszewo

Wkrótce potem, gdy diabeł odkrył podstęp, którym zostali oszukani, jego gniew przekroczył wszelkie granice. Jego oczy błyszczały ogniem, a jego wrzaski rozbrzmiewały po całej wiosce, wstrząsając fundamentami domów. Gromy grzmiały na niebie, a ziemia drżała pod stopami przerażonych mieszkańców. To był moment, kiedy siły nadprzyrodzonej zemsty splatały się z ludzką chciwością i oszustwem, pozostawiając za sobą spustoszenie i przekleństwo, które miało trwać wiele pokoleń. Jednak nawet w obliczu tej klątwy, duma i wytrwałość mieszkańców Kruszewa pozostały niezłamane. Przez lata opowieść o spalonym moście przekazywana była z ust do ust, stając się ostrzeżeniem dla kolejnych pokoleń. Wśród mieszkańców wioski narodziła się nowa siła jedności i determinacji, gdyż mimo klątwy, nadal marzyli o odrodzeniu swojej społeczności i przywróceniu dawnej świetności ich małemu, dotkniętemu przez przeciwności losu, miejscu.

Konsekwencje gniewu diabła

W następnych latach wioskę i okoliczne tereny ogarnęły różne nieszczęścia. Choroby, susze, plagi owadów – wszystko to zdawało się być konsekwencją gniewu diabła. Ludzie żyli w strachu, unikając nawet myśli o odbudowie mostu. Mimo to, w 1903 roku, mimo przeciwności losu, podjęto próbę odbudowy mostu. Jednakże, jak zapowiedział diabeł, i ta próba zakończyła się fiaskiem, gdy wybuchła wojna rosyjsko-japońska. Rok 1928 przyniósł kolejną próbę odbudowy, lecz i ta nie przetrwała długo. Świat znów pogrążył się w konflikcie, tym razem II Wojny Światowej. Historia mostu w Kruszewie stała się symbolem nie tylko trudności budowlanych, ale także ludzkiej chciwości i prób manipulacji siłami nadprzyrodzonymi. Dla mieszkańców wioski pozostaje ona przestrogą o konsekwencjach oszustwa i złamania obietnic.

Partnerzy portalu:

Biegali w błocie i śniegu. Maraton po Puszczy.

Biegali w błocie i śniegu. Maraton po Puszczy.

Ultra Śledź Puszczy Knyszyńskiej przeciera to pierwszy terenowy maraton biegowy na Podlasiu. W tym roku miała miejsce jego druga edycja. Uczestnicy mogli wybrać spośród tras o długości 50 i 80 km. Bieg miał swój początek i koniec w Supraślu, a dokładniej w Domu Ludowym. Tereny są bardzo wymagające – Puszcza Knyszyńska szybko weryfikuje nasze biegowe przygotowanie. Jako, że rywalizacja zaczęła się wczesnym rankiem, głowy biegaczy ozdabiały…latarki. Na trasie pojawiło się ponad 200 – stu śmiałków. Zawodnikom uzyskanie dobrych czasów niewątpliwie uniemożliwiła pogoda – wiatr i silny deszcz. Typowa podlaska pogoda dla tej pory roku. Najszybszy uczestnik pokonał 50 km w ponad 4,5 godziny. Długo więcej musieliśmy czekać na zwycieżcę w kategorii 80 km. Metę przekroczył blisko 3 godziny później.

 

Partnerzy portalu:

Rozgorzała dyskusja wokół dziewczynki z konewką

Rozgorzała dyskusja wokół dziewczynki z konewką

Dziewczynka z Konewką stała się jednym z ważniejszych symboli Białegostoku. Mural na Al. Piłsudskiego jest tak ważny, że budynek, na którym się znajduje nie mógł być sprzedany. Należy on bowiem do Uniwersytetu w Białymstoku, który przenosząc się na kampus wyprzedaje swoje nieruchomości w centrum. Na budynek wydziału chemii, na którym znajduje się Dziewczynka z konewką znalazł się kupiec, jednakże, kiedy okazało się jakie ma plany wobec wielkiego rysunku – błyskawicznie zablokowano możliwość zmiany elewacji. Inwestor się wycofał, Uniwersytet został z kłopotliwym symbolem.

 

W Radiu Białystok można było ostatnio usłyszeć dyskusję na temat: co mogłoby być pamiątką Białegostoku, która w wersji mini mogłaby być kupowana przez turystów. Magnesy z Pałacem Branickich, Śledzie czy własnie Dziewczynka z konewką?

 

Ten ostatni pomysł wydaje się być wręcz rewelacyjny. Pamiętamy zapewne wielką aferę z logo Białegostoku, które było bardzo łudząco podobne do logo nowojorskich środowisk LGBT. Straty wizerunkowe miasta mogły być wtedy tak wielkie, że postanowiono logo zmienić.

 

Dziewczynka z konewką mogłaby być dopełnieniem wizualnym. Miasto powinno masowo wypuścić przeróżne gadżety z muralem. Najpierw jednak powinno dojść do zabezpieczenia praw autorskich, bo wydaje się, że artystka, która stworzyła dzieło ma w ręku skarb. Warto porozumieć się z nią, by w przyszłości z wizerunku dziewczynki można było czerpać pełnymi garściami.

Partnerzy portalu:

Co było zanim powstał Dramatyczny. Niejedna złamała tu serce.

Co było zanim powstał Dramatyczny. Niejedna złamała tu serce.

 Co było zanim powstał Dramatyczny. Każde miasto kryje w sobie historie zapomniane, ukryte pod warstwami czasu, które czasem wychodzą na światło dzienne w formie opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Jedną z takich historii jest opowieść o niegdyś malowniczym parku, który niegdyś tętnił życiem w sercu Białegostoku. Miejsce to, znane jako Argentyna, było nie tylko miejscem spotkań i rozrywki, ale także świadkiem dramatycznych przeżyć mieszkańców. To tutaj, w otoczeniu przyrody i dźwięków akordeonu, rozgrywały się historie miłości, radości i smutku, które pozostawiły ślad w pamięci mieszkańców. Zapraszam więc do podróży w głąb czasu, by odkryć historię Argentyny przed teatrem Dramatycznym.

Co było zanim powstał Dramatyczny – argentyna przed teatrem

W XIX wieku, gdy nie istniał jeszcze Teatr Dramatyczny, park znanym jako Argentyna był miejscem o wyjątkowej historii i atmosferze. Serce tego terenu, staw, przez lata był świadkiem zarówno piękna natury, jak i przemysłowej działalności, której ślady pozostały w intensywnie niebieskim kolorze wody. Decyzja o zasypaniu zbiornika była punktem zwrotnym dla tego miejsca. Jednak mieszkańcy nadal mogli cieszyć się urokami sąsiadującej z parkiem rzeki Białej. Rozkwit parku w okresie międzywojennym dopełnił jego historię, będąc świadkiem zarówno radości miłości, jak i gorzkich rozstań. Staw, choć zanieczyszczony, nadal emanował swoim niebieskim blaskiem, przyciągając mieszkańców i turystów chcących zanurzyć się w tej wyjątkowej atmosferze. Decyzja o jego zasypaniu była jak zamknięcie księgi pełnej opowieści. Po latach ludzie wspominali o nim z nostalgią, jak o miejscu, gdzie życie toczyło się nieco inaczej niż gdzie indziej.

Wszystko zalane

Na terenie parku odbywały się festyny, zabawy czy też zbiórki pieniędzy na białostockie sieroty. W drewnianej restauracji w każdy weekend słychać było dźwięki akordeonu grającego modne wówczas tango. Stąd też nazwa parku – owy gatunek wywodzi się bowiem z Argentyny. W 1923 r. wówczas jeszcze nieuregulowana Biała zmieniła się w rwący potok. Po okolicy poruszano się łódkami, a park został całkowicie zalany. Pod koniec lat dwudziestych postanowiono stworzyć żywy pomnik J. Piłsudskiego. Wybudowano w tym celu budynek Teatru Dramatycznego. Park stopniowo przestawał istnieć, a spacerowicze przenieśli się na planty.

Partnerzy portalu:

Zwiedzamy rowerem Dolinę Rospudy

Zwiedzamy rowerem Dolinę Rospudy

Dar Puszczy

Dolina Rospudy stanowi obszar chroniony, stanowiąc część Puszczy Augustowskiej. Swą nazwę zawdzięcza urokliwej rzece, stanowiącej górny bieg Netty. Piękne krajobrazy, a także interesujące zabytki możemy podziwiać z siodełka roweru. Długość szlaku wynosi blisko 50 km. Oznakowany w terenie kolorem zielonym jest łatwy do przejechania nawet dla mało wprawionych rowerzystów.

Atrakcje po drodze

Wycieczka trwa tylko jeden dzień. Szlak rozpoczyna się w Augustowie, mieście uznanym w 2014 r. za najfajniejsze miasto w Polsce. Mimo, że po drodze odnajdziemy liczne ciekawe miejsca, warto skupić się na tylko kilku z nich. Pierwszym istotnym punktem na szlaku jest Uroczysko – Święte Miejsce, stanowiące pradawne miejsce kultu religijnego. W oczy wrzuca się masywna drewniana rzeźba Świątka. Niegdyś odprawiano tam modły nawiązująca do prawosławnego święta Jordanu. Wierni zjadali rytualny posiłek i obmywali się w pobliskiej rzeczce Jałówce, uważanej za leczniczą. Składali też ofiary z pieniędzy i żywności. Zwyczaj w zmienionej formie przetrwał do dzisiaj i co roku odbywa się tam odpust.

 

Z Uroczyska dojedziemy wprost do Dowspudy. Szczególną uwagę należy zwrócić tam na ruiny neogotyckiego pałacu Paców, który został wybudowany w latach 1820-1827. Charakteryzował go niespotykany przepych i bogate wzornictwo. Znajdowały się w nim, m.in. kaplica, biblioteka czy oranżeria. W związku z nadmiernym eksponowaniem majętności powstało powiedzenie: ”Wart Pac pałaca, a pałac Paca”. Niestety z pałacu pozostało niewiele.

 

Partnerzy portalu:

Tulipan z północy. Uwodził dziewczyny i porzucał.

Tulipan z północy. Uwodził dziewczyny i porzucał.

Tulipan z północy. Na granicy Podlasia i Mazur znajduje się niewielka wieś Bakałarzewo, położona nad malowniczym jeziorem Siekierkowo. Do dziś z ust do ust przekazywana jest autentyczna opowieść o kozaku, który na tych terenach ukrywał się z powodzeniem przed bolszewikami.

Tulipan z północy – sposób na kobiety

Bazylij Bibikow, bo o nim tu mowa, szybko po przyjeździe poślubił córkę dziedzica, dzięki czemu zarządzał całym majątkiem Siekierkowo. Nie była to jednak jedyna kobieta w jego życiu. Mężczyzna znany był ze swojej nieskazitelnej urody, co zawsze starał się wykorzystać. Ponadto posiadał wiele talentów. Recytował romantyczne wiersze, pięknie grał też na bałałajce. W taki sposób uwodził niewiasty. Szybko rozkochiwał a następnie porzucał. Kobiety traktował więc jak trofea. Ile ich zdobył? Niestety ciężko wierzyć przekazom, lecz na pewno była to dwucyfrowa liczba. Utrzymanie romansów w tajemnicy przed żoną było możliwe dzięki poczuciu wstydu dziewczyn. Żadna oficjalnie nie chciała się przyznać do krótkiego związku. Bazylija cenili również mężczyźni. Zawsze wyczekiwali aż tylko zawita do miejscowej karczmy.

Dusza towarzystwa

Tulipan z północy był nie tylko mistrzem uwodzenia kobiet, ale także duszą towarzystwa. Bazylij Bibikow, bo o nim tu mowa, szybko po przyjeździe poślubił córkę dziedzica, dzięki czemu zarządzał całym majątkiem Siekierkowo. Nie był to jednak jedyny powód, dla którego był ceniony wśród miejscowych. Znano go ze swojej nieskazitelnej urody, co zawsze starał się wykorzystać, nie tylko w relacjach z kobietami, ale także w życiu towarzyskim. Posiadał wiele talentów artystycznych – recytował romantyczne wiersze, pięknie grał na bałałajce i zawsze był duszą towarzystwa na każdej imprezie.

Łamacz serc

Jego obecność na jakiejkolwiek uroczystości była gwarancją doskonałej zabawy. Tam również miał zwyczaj przehulać wszelkie pieniądze, jakie zarobił na połowie ryb z jeziora. Drewniany dwór, w którym kiedyś mieszkał Bazylij rozebrano, a na jego miejsce powstała leśniczówka. O kozaku, łamaczu damskich serc, chętniej wypowiadają się mężczyźni, którzy podziwiali jego niezrównaną zdolność do podrywu. Dla kobiet w okolicy nadal jest to jednak temat trudny do poruszenia, gdyż często wzbudza mieszane uczucia.

Partnerzy portalu:

Wilki – sprawdź, ile możesz o nich nie wiedzieć

Wilki – sprawdź, ile możesz o nich nie wiedzieć

Podlaskie lasy są pełne dzikich zwierząt. To znak, że w naszym regionie wyjątkowo dobrze i bezpiecznie się czują. Szczególnie wilki, które jeszcze w czasach PRL były mocno zwalczane. Na szczęście te piękne zwierzęta są pod ochroną, a ich populacja odradza się.

W podlaskich lasach organizacja WWF odnotowała obecność prawie 200 wilków. Doliczono się 28 watah! Jednak spotkać wilka praktycznie się nie da, wbrew pozorom jest to bardzo płochliwe zwierzę, które unika ludzi jak ognia. Być może osobniki przekazują kolejnym pokoleniom do czego zdolny jest człowiek, który prawie doprowadził do wybicia wszystkich wilków w Polsce.

Wilka można ujrzeć czekając na niego bardzo długo w myśliwskiej ambonie, które są zbudowane obok niektórych legowisk wilków. Inny sposób to foto pułapka zamontowana przez nadleśnictwa. Ostatni sposób to… przypadek. Na wilka można natrafić cicho przechodząc w pobliżu miejsc, w których mieszka. Jednakże takie spotkanie może być niebezpieczne, bowiem wystraszony wilk, który napotka nas blisko swego domu może zaatakować… ze strachu.

Warto wiedzieć, że wilki nie jedzą ludzkiego mięsa, gdyż te wydaje się być dla nich zwyczajnie śmierdzące. Najlepszym przysmakiem wilka jest surowa wołowina.

Partnerzy portalu:

Kamera nagrała okazałe żubry

Kamera nagrała okazałe żubry

Wiktor i Feliks to dwa żubry, które od kilku lat mieszkają w Puszczy Augustowskiej. Mimo, że niezbyt często pokazują się osobiście leśnikom, można zobaczyć ich dzięki zainstalowanym kamerom. Czujne oko przyłapało ich na początku marca. Żubry spokojnie zjadły obiad po czym udały się z powrotem w gęstwinę lasu.

Od dwóch lat na terenach okalających Augustów prowadzi się akcję mającą na celu zasiedlenie tych majestatycznych zwierząt. Cały obszar należało wpierw zaadaptować – zasiać koniczynę i wykopać więcej wodopojów. Takie warunki widocznie sprzyjają dla Wiktora i Feliksa, którzy raczej nie planują przenosin. Być może wkrótce będą mieli nowych kolegów i koleżanki. Rusza bowiem program zwiększenia populacji żubrów w Puszczy Augustowskiej. Finansowany jest on z funduszy Lasów Państwowych.

Źródło zdjęcia:  http://augustowskireporter.pl/aktualnosci/5484-zubry-z-puszczy-augustowskiej.html

Partnerzy portalu:

Wampiry na Podlasiu. Podejrzewali nawet dzieci.

Wampiry na Podlasiu. Podejrzewali nawet dzieci.

Wampiry na Podlasiu. Rozkopano grób, a ze szkieletu pozostała tylko czaszka, przyciągając uwagę nietypowym otworem. Pierwsza myśl, która przychodzi do głowy, to ofiara wojny, nieszczęśnik został zastrzelony. Prawda może jednak być bardziej przerażająca. Obok leży gwóźdź, co sugeruje, że ktoś zadał wiele trudu, aby zapobiec temu, by zmarły nie obudził się po śmierci. Takie musiały być przypuszczenia archeologów, którzy badali nietypowe mogiły, starając się rozwikłać tajemnicę tego makabrycznego odkrycia. To odkrycie rzuciło nowe światło na praktyki pogrzebowe minionych epok, stając się tematem wielu dyskusji wśród badaczy historycznych.

Wampiry na Podlasiu – pochówki wampiryczne

Pochówki wampiryczne, znane głównie na Lubelszczyźnie, istniały także na Podlasiu, przetrwały aż do XVIII wieku. Podejrzewanych o żywienie się ludzką krwią chowano na obrzeżach cmentarza, a zwłokom brakowało zazwyczaj kilku części ciała. Wiele osób chowano również twarzą do ziemi, obciążając trumny kamieniami czy dachówkami. Niejednokrotnie odnajdywano kawałki cegieł, które miały zapobiec przyszłemu nawiedzeniu. Jednak najbardziej powszechną praktyką zapobiegawczą było przebicie serca ostrym narzędziem, w tym oczywiście drewnianym kołkiem, co miało uniemożliwić powrót zmarłego do życia jako upiór. Te obrzędy pogrzebowe rzucają światło na wierzenia i obyczaje przodków, które kształtowały kulturę regionu na przestrzeni wieków.

Dawne wierzenia o wampirach

W podlaskich wsiach wierzono, że wampirem mogła być osoba o bardziej różowym odcieniu skóry, zwłaszcza na karku. Upiór za życia posiadał dwa serca, więc gdy jedno przestało bić, drugie często zaczynało pracować. Zdarzały się przypadki, gdy podejrzewano o wampiryzm już dzieci, których zęby były obecne od chwili urodzenia. Potworem mogły stać się też osoby zmarłe w sposób nagły, zwłaszcza samobójcy, co wywoływało podejrzenia ze względu na zrośnięte brwi czy siną twarz. Jednakże historia wampirów na Podlasiu to nie tylko opowieści z przeszłości, lecz także część bogatego dziedzictwa kulturowego. To spojrzenie w głąb historii, które kształtuje nasze zrozumienie tradycji i przekonań przodków oraz pozwala nam docenić różnorodność kulturową naszej krainy. Poprzez badania tych zjawisk możemy lepiej zrozumieć naszą tożsamość i historię, wzbogacając naszą wiedzę o kulturze regionu.

Partnerzy portalu:

Podlasie w miniaturze. Musisz to zobaczyć.

Podlasie w miniaturze. Musisz to zobaczyć.

Jedną z ciekawszych atrakcji Hajnówki jest z pewnością Park Miniatur Zabytków Podlasia. Mieści się on przy drodze wylotowej do Bielska Podlaskiego. Miniatury wykonano w skali 1;25, co jest już standardem w innych europejskich ekspozycjach tego typu. Możemy podziwiać charakterystyczną dla regionu architekturę drewnianą, świątynie, pałace i zrekonstruowane już nieistniejące budowle. Każdą z makiet zaopatrzono w tabliczkę informacyjną, która zawiera krótką historię zabytku, a także mapkę lokalizacyjną oryginalnego obiektu.

 

Odnajdziemy tam takie pozycje, jak ratusz z Bielska Podlaskiego, meczet w Kruszynianach czy młyn wodny w Ciechanowcu. Makiety zajmują łącznie powierzchnię około 0,7 ha. Ekspozycja została ulokowana między alejkami, wśród traw, roślin ozdobnych i oczka wodnego. Teren parku jest wyjątkowo zadbany. Na kierowców czeka parking, zaś turyści odpoczną na wygodnych ławkach. Należy zapamiętać, że na teren parku nie można wprowadzać zwierząt. Obiekt w pełni przystosowano pod przyjmowanie zorganizowanych wycieczek autokarowych, co jest doskonałą informacją dla szkół. Park Miniatur Zabytków Podlasia czynny jest od maja do września.

Partnerzy portalu:

Czarownica w Puszczy Knyszyńskiej. Wygnana zaczęła straszyć.

Czarownica w Puszczy Knyszyńskiej. Wygnana zaczęła straszyć.

Czarownica w Puszczy Knyszyńskiej. Puszcza Knyszyńska, we wczesnym średniowieczu to ona żywiła okoliczne osady. Rolnictwo i hodowla nie była jeszcze na tyle rozwinięta aby zapewnić przetrwanie w czasie zimy. Na skraju lasu mieszkała pewna wdowa, u której pomocy szukali wszyscy chorzy, kobieta doskonale znała się na ziołach posiadających magiczne właściwości. Każdy wiedział, że tylko dzięki odpowiednim czarom.

Czarownica w Puszczy Knyszyńskiej – postrach okolicy

Nad osadę przyszły pierwsze chłodne dni. Ruszyły przygotowania przed prawdziwą zimą. Najsilniejsi mężczyźni wybrali się do lasu by uzupełnić zapasy na opał. Wszystko szło sprawnie, aż do czasu gdy syn starosty wedle zwyczaju miał ściąć najwyższe drzewo. Powietrze przeszył krzyk, nieprzytomnego chłopaka zabrano do zielarki, jednak mimo wysiłków nie zdołano mu pomóc, jej serce przestało bić. Starosta winą obarczył właśnie kobietę, zmuszając ją do opuszczenia osady. Był to dopiero początek złowrogich wydarzeń, wszystkie zapasy jedzenia zaczęły gnić.

Polowania na wiedźmę

Co prawda wyruszano na polowania, lecz zwierzyna jakby przestała istnieć na tych ternach. Każdego dnia w jednym z domostw wybuchał pożar. Mieszkańców dotknęła też tajemnicza choroba. Nieszczęścia mnożyły się, aż w końcu córka starosty zginęła pod ostrzem toporów zamocowanych przy wejściu do schronienia. Obluzowane ostrza spadły, ścinając dziewczynie głowię. Na początku roku w osadzie zaczęto widywać wychudzoną kobietę z okiem na czole, rozpoznano w niej licho – jednego z najgorszych demonów. Ludzie w panice opuścili puszczę, szukając schronienia najdalej jak się dało.

Historia czarownicy

Historia Czarownicy z Puszczy Knyszyńskiej zostaje na zawsze w pamięci tych, którzy słyszeli o jej działaniach. Opowieści o jej tajemniczych czarach i magicznych ziołach krążą wśród potomnych, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Pomimo dramatycznych zdarzeń, które miały miejsce w okolicznej osadzie, niektórzy nadal wspominają jej nazwisko z czcią. Jednakże dla większości pozostaje ona jedynie postacią, która przyniosła nieszczęście i cierpienie, a historia jej życia stanowi ostrzeżenie przed nadmiernym zaufaniem do sił, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć i kontrolować.

Partnerzy portalu:

Nad świątynią wisiało fatum

Nad świątynią wisiało fatum

Pierwszy kościół w Jałówce położonej przy granicy z Białorusią, ufundowała królowa Bona. Wojny, które przechodziły przez kraj nie oszczędziły drewnianej budowli. Została ona odbudowana dopiero w połowie XVIII w. przez Kazimierza Sapiehę. Musiało minąć wiele lat nim na okolicznej ziemi stanął murowany kościół. Niedokończoną budowę przekazano wpierw wyznawcom prawosławia, a następnie na drodze stanęły przeszkody biurokratyczne. Pozwolenie uzyskano dopiero w 1911 r., lecz prace budowlane rozpoczęto już wcześniej. Wcześniejsza data figuruje też na kamieniu węgielnym.

Na okazały kościół zużyto ponoć ponad 100 wagonów cegły. Świątynię w stylu neogotyckim przywrócono w końcu katolikom, a jej oficjalne otwarcie dla wiernych nastąpiło w 1915. Kościół został zniszczony przez wycofujących się Niemców. Dach przestał istnieć, a pozostały wyłącznie ruiny ścian. Co roku odbywa się tam msza dzięki zainstalowaniu ołtarza polowego. Ruiny często odwiedzane są przez pary młode, które wybierają je na scenerię sesji fotograficznych. Oby tylko małżeństwo nie legło w gruzach. Malownicze brzozy i bliskość do granicy z Białorusią stwarza nietypową atmosferę.

Partnerzy portalu:

Polscy muzułmanie na Podlasiu

Polscy muzułmanie na Podlasiu

Polscy muzułmanie na Podlasiu. Polscy muzułmanie żyją na Podlasiu od setek lat, tworząc fascynującą historię mniejszości etnicznej. Mniejszość tatarska, licząca blisko 6 milionów ludności wyznania muzułmańskiego, odgrywa istotną rolę w tej historii. W Polsce narodowość tatarską deklaruje około 2 tysięcy osób, zdecydowana większość z nich osiedla się na Podlasiu, głównie w Białymstoku i powiecie sokólskim. Ale skąd przybyli ich przodkowie?

Polscy muzułmanie żyją na Podlasiu od setek lat – historia mniejszości etnicznej

Historia sięga XIV wieku, gdy Tatarzy zasiedlili tereny Wielkiego Księstwa Litewskiego, zostawiając swój niepowtarzalny ślad w historii regionu. Ich obecność nie tylko miała znaczenie militarnego, wchodząc w skład polskich oddziałów, ale również przyniosła konsekwencje społeczne i kulturowe. W zamian za służbę, Tatarzy otrzymywali ziemie. Umożliwiło powstanie pierwszych tatarskich gospodarstw i folwarków, stanowiących fundament dla dalszego rozwoju społeczności.

Wsparcie materialne dla tatarskich osad

Rozwój społeczności Tatarów otrzymał znaczący impuls dzięki wsparciu materialnemu udzielonemu przez Jana III Sobieskiego. Z upływem lat osady tatarskie rozrastały się, zachowując swoją odrębność religijną, kulturową i językową. Dziś symbolem dziedzictwa tatarskiego są głównie meczety i mizary, stanowiące centra życia religijnego i społecznego dla tej społeczności. Pomimo zmieniających się czasów i wyzwań, tatarska społeczność nadal pielęgnuje swoje tradycje, kultywując swój unikalny dziedzictwo kulturowe i religijne. Zachowanie tych wartości jest nie tylko wyrazem ich tożsamości, lecz także fundamentem silnej więzi społecznej, która przetrwała przez wieki, czerpiąc siłę z tradycji i ducha wspólnoty.

Szlak tatarski

Pozostałości po kulturze grupy etnicznej odnajdziemy na tzw. szlaku tatarskim, łączącym kilkanaście podlaskich wsi i miejscowości. Najważniejsze ośrodki to Białystok, Sokółka, Bohoniki i Kruszyniany. Cały szlak można łatwo pokonać rowerem, dzięki dobrze przygotowanym ścieżkom. Najważniejszym zabytkiem przyciągającym rzeszę turystów jest meczet w Bohonikach, pochodzący z drugiej połowy XIX wieku. Istotne znaczenie posiada też minbar, miejsce do wygłaszania kazań, używane wyłącznie podczas piątkowej popołudniowej modlitwy. Wnętrze meczetu ozdobiono motywami pnącej winorośli, na ścianach powieszono obrazy przedstawiające święte miejsca islamu, co nie tylko co nadaje miejscu niepowtarzalny urok, ale i atmosferę.

Partnerzy portalu:

Skansen odrodził się po wojnie

Skansen odrodził się po wojnie

15 km od Łomży odnajdziemy niewielkie miasteczko –  Nowogród. Ze względu na położenie posiadało niegdyś istotne znaczenie strategiczne. Pierwotny gród obronny, usytuowano w widłach Narwi i Pisy, a pierwsze wzmianki o nim datuje się na XI w. 100 lat później zmieniono jego lokalizację na obecną – naprzeciw ujścia Pisy. Tu na pograniczu Mazowsza i Podlasia powstał jeden z najstarszych murowanych zamków w kraju.

Współczesny Nowogród słynie głównie ze Skansenu Kurpiowskiego. Nosi on imię założyciela, etnografa Adama Chętnika. Pierwszy obiekt na placu zakupionym przez badacza stanął w 1923 r., co czyni go jednym z najstarszych w kraju. W wyniku wojny ucierpiały jednak niemal cały skansen. Ocalała jedynie brama wejściowa od strony rzeki. Po zakończeniu walk obiekt narodził się ponownie. Obecnie stanowi oddział Muzeum Północno – Mazowieckiego, a spośród innych skansenów w kraju, wyróżnia go dział bartniczo-pszczelarski. Badania archeologiczne dowodzą, że stoi on w miejscu dawnego zamku. Spacerując po okolicy można docenić strategiczne położenie już nieistniejących fortyfikacji z czasów Kazimierza Wielkiego. Skansen zgromadził w sumie 21 zabytkowych budynków pochodzących z lesistych terenów umiejscowionych między Narwią a dawniejszymi Prusami. Wejście do skansenu zdobi kurpiowska chata, a jednym z ciekawszych obiektów jest XIX – wieczny młyn wodny.

Partnerzy portalu:

Młynarz negocjuje z duchem syna

Młynarz negocjuje z duchem syna

Tajemnice jeziora

Zapomniane jezioro Komosa odnajdziemy niedaleko Białegostoku na trasie w kierunku Supraśla. Powstało ono w XIX w. w wyniku działań niejakiego Rybowicza, który to na początku swej biznesowej kariery posiadał farbiarnię sukna. Jako prawdziwy człowiek interesu szedł za ciosem, zakładając rybne stawy hodowlane, gdzie odławiano karpie królewskie. Wkrótce powstał także młyn produkujący ponoć ”mąkę białą niczym śnieg”. Rozwój okolicy przyczynił się w znacznym stopniu do powstania osady o nazwie Krasne. Wielu ludzi dzięki Rybowiczowi, znalazło stałe zatrudnienie. Z malowniczym zakątkiem wiąże się historia z elementem nadprzyrodzonym w tle.

Miłe złego początki

Rybowicz po latach ciężkiej pracy powierzył młyn swemu synowi. Ten również posiadał geny przedsiębiorcy. Sprowadził nawet nowoczesne maszyny z zagranicy. To sprawiło, że klientami młyna byli już nie tylko miejscowi, ale także kupcy z Białegostoku, Czarnej Białostockiej czy Zabłudowa. Wszystko szło po myśli starego Rybowicza, lecz plany na życie zweryfikowała…śmierć. Jako, że młyn pracował 24 h na dobę, chłopi zdziwili się, że pewnej nocy nagle zgasło w nim światło. Urządzenia o dziwo nie przestały jednak pracować. Na miejscu pracowników przywitała złowieszcza cisza. Nawoływanie młodego zarządcy też nic nie dało.

 

Odpowiadało tylko echo. Wszyscy udali się pośpiesznie na strych. Z każdym krokiem byli bliżsi poznani przerażającej prawdy. Chłopak powiesił się na sznurku, a jego oczy zdały się wpatrywać w pustą przestrzeń. Nikt nie potrafił sobie wytłumaczyć, co mogło go skłonić do tak desperackiego czynu. Po okresie żałoby wszyscy wrócili do pracy. Pewnego dnia młyn niespodziewanie stanął. Początkowo nikt nie potrafił zdiagnozować problemu. Ojciec doszedł wkrótce jednak do wniosku, iż to dzieło jego zmarłego syna. Naprawę młyna miała przynieść rozmowa z duchem. Paranormalne negocjacje zakończyły się sukcesem. Postoje zdarzały się jeszcze kilkakrotnie. Zdarzenia te miały wpływ na psychikę pracowników, którzy po prostu  bali się przychodzić na nocną zmianę. Nawet najmniejszy hałas budził w nich niepokój, nawet jeśli nie były związane bezpośrednio z nawiedzającym duchem.

 

Partnerzy portalu:

Sekretne spotkania w centrum miasta

Sekretne spotkania w centrum miasta

Sekretne spotkania w centrum miasta. Na stole klepsydra, czaszka, sól i siarka. Nie chodzi tu jednak o czarne msze, ale o spotkania masonów. Tajemnicze praktyki miejsce również w Białymstoku. Wszystko zaczęło się około roku 1770, za sprawą  wojewody mazowieckiego, bliskiego przyjaciela Jana Klemensa Branickiego.

Początki masonerii – sekretne spotkania w centrum miasta

Początki masonerii w Białymstoku nie należały do najłatwiejszych. Pierwsza loża masońska o nazwie ”Przyjaźń” nie przetrwała nawet roku. Zastąpił ją ”Złoty Pierścień”, który zakończył żywot wraz ze śmiercią hetmana Branickiego. Minęło minąć ćwierć wieku nim ruch masoński w stolicy Podlasia mógł rozwinąć skrzydła. Nastąpiło to wraz z nadejściem zaboru pruskiego. Na czele białostockiej masonerii stanął lekarz Izabeli Branickiej – Feliks de Michelis, a w celu organizacji spotkań wzniesiono nowy budynek, który można podziwiać do dziś. Chodzi o niedawno przeniesioną Książnicę Podlaską im. L. Górnickiego, zlokalizowaną pierwotnie na ulicy J. Kilińskiego. Odpowiednie usytuowanie miało na celu odwrócenie uwagi przechodniów. Konspiracja ponad wszystko. Tworzono również legendy odstraszające potencjalnych ciekawskich. Okolice budynku ponoć roiły się od duchów, które ze względu na bandaże przypominały nieco egipskie mumie.

Wojny napoleońskie

Masonów zahamowały wkrótce wojny napoleońskie. Niemcy opuścili Białystok. Dopiero po kongresie wiedeńskim nastąpiła próba reaktywacji ruchu, tym razem już po patronatem Rosjan. Mimo początkowej przychylności cara Aleksandra II, ten obawiając się utraty władzy, zakazał zgromadzeń wolnomularskich. Powstawały bowiem mniejsze loże dążące do odzyskania niepodległości przez Królestwo Polskie. Próby odbudowania ruchu w Białymstoku miały miejsce jeszcze kilka razy, lecz spełzły na niczym, budynek zniszczono w czasie II Wojny Światowej. Odbudowany w 1952 r. pełnił rolę biblioteki. Ślad po dawnym masońskim gmachu to zarys kolumn na ścianie od strony ulicy J. Kilińskiego.

Spiskowa teoria dziejów

Tajność  rytuałów i symboli masonów, zbliżonych charakterem do religijnych, stanowiła zawsze pożywkę dla propagatorów spiskowej teorii dziejów. Już w XVIII wieku zdecydowali wystąpili przeciwko lożom dwaj papieże, Klemens XII i Benedykt XIV, wydając stosowne bulle. Za przynależność do stowarzyszeń grozili katolikom srogimi karami, zobowiązywali także świeckie władze katolickich państw do walki z wolnomularstwem. Nie pomogły inkwizycyjne zakazy i prześladowania. Do braci masonów przystępowali nawet przedstawiciele najwyższej hierarchii kościelnej.

 

Partnerzy portalu:

Egipt w Tykocinie

Egipt w Tykocinie

Plemię Jaćwingów przed laty uznało okolice obecnego Tykocina idealna do założenia osady. Jej serce znajdowało się prawdopodobnie przy ruinach szesnastowiecznego zamku króla Zygmunta Augusta. Władcy od zawsze poszukiwali miejsc emanujących pozytywną energią. Miało im to zapewnić powodzenie na wszystkich frontach.

 

Niegdyś miejsca mocy wyszukiwano intuicyjnie, otaczając je kultem. Dziś mamy cały arsenał urządzeń. Specjalista od radiestezji, Leszek Materla, nieraz odwiedzał Tykocin. Wyniki jego badań są jednoznaczne. Występuje tam niezwykle korzystne dla organizmu promieniowanie. Osoby wrażliwe z pewnością poczują mrowienie. Rzadziej zdarzają się uniesienia religijne czy uzdrowienia. Największą ciekawostką jest jednak bezpośrednie połączenie liniami energetycznymi ze słynnymi piramidami w Gizie. Linia biegnie dokładnie od zamku poprzez zabytkowy kościół Świętej Trójcy. Na miejscu silnego kosmicznego promieniowania powstała również w XVII w. synagoga.

 

Partnerzy portalu:

Matka Boska objawiła się 14-latce

Matka Boska objawiła się 14-latce

Matka Boska objawiła się 14-latce. Rok 1965. Wczesna wiosna. Dzień jak co dzień w gospodarstwie. Zawsze rano należy wyprowadzić zwierzęta na łąkę. Czternastoletnia Jadzia z Zabłudowa koło Białegostoku po raz kolejny wypełniła swój obowiązek, tylko że tym razem pośród traw skroplonych poranną rosą zauważyła postać. Była to…Matka Boska.

Matka Boska objawiła się 14-latce – jak historia wyszła na światło dzienne?

Dziewczyna opowiedziała wszystko swej matce, ta zaś informację przekazała księdzu. Nie minęło dużo czasu, a o cudzie wiedział już każdy w miejscowości, na pobliską łąkę ruszyli niemal wszyscy. Nagle głośne rozmowy zamilkły, huk rozdziera powietrze. Policjant przypadkowo przewrócił się, a jego pistolet wypalił. Kula trafia prosto w szczękę jednego z mieszkańców. Mimo zajścia tłum nadal przebywał na pastwisku. Chcąc mieć pamiątkę, każdy brał sobie garstkę ziemi, po kilku chwilach powstaje rów, który ze względu na bagienny teren szybko zapełnił się wodą. W taki sposób Zabłudów miał swoje cudowne źródełko.

Komunistyczne władze w Zabłudowie

Władze komunistyczne, nieprzychylne kościołowi, starały się zamieść sprawę pod dywan, jednak  na próżno. W pismach wskazywały  na niebezpieczeństwo picia brudnej wody. Pod koniec maja do Zabłudowa przybyły liczne oddziały ZOMO, wówczas to ponoć ponownie miała ukazać się Matka Boska. Służby wprowadziły zakaz wejścia na łąkę. Doszło do starć, na szczęście bez ofiar, a najbardziej wytrwali mieszkańcy Zabłudowa przedzierali się nocą, aby tylko postawić krzyże w miejscu objawienia. Jadwiga, jej rodzina, ale i cale miasto stało się ofiarą medialnej nagonki. Dziewczynę nazwano ”Anią z Zielonego Wzgórza”, sugerując, że cała opowieść wynika z wybujałej wyobraźni, a po roku szum wokół cud ucichnął.

Wiara mieszkańców Zabłudowa

Obecnie na miejscu cudu zobaczyć można kapliczkę i drewniany krzyż, które jednak znikają z oczu pod gęstym runem dzikiej roślinności. Jadwiga, która na krótko udała się do klasztoru po przeżytym cudzie. Po powrocie założyła rodzinę i prowadziła skromne życie, niezwracając zbytniej uwagi na spektakularność wydarzeń sprzed lat. Mimo że cały Zabłudów był przekonany o prawdziwości objawienia Matki Boskiej czternastoletniej dziewczynce, sama kuria nigdy oficjalnie nie uznała cudu. Tajemnicza historia wciąż jednak przyciągała pielgrzymów i ciekawskich, którzy chcieli poznać tę niezwykłą opowieść osobiście i odetchnąć atmosferą duchowego przeżycia.

Partnerzy portalu:

Opętany srebrem czekał na śmierć

Opętany srebrem czekał na śmierć

Opętany srebrem czekał na śmierć. Maciej był zwykłym pszczelarzem. Mozolną pracą zarabiał na utrzymanie, ledwo wiążąc koniec z końcem. Przechodząc przez wzgórze nad rzeką Narew, zauważył konającego rycerza. Po charakterystycznym krzyżu rozpoznał, że to templariusz. Trawę zamiast rosy pokrywała krew. Ranny, zakuty w zbroję zakonnik walczył o każdy oddech. Resztką sił wyciągnął dłoń w stronę mężczyzny. Maciej nie miał jednak zamiaru ulżyć mu w cierpieniu. Owszem chciał pomóc, ale sobie, przywłaszczając lśniącą zbroję. Przysiadł więc przy rycerzu i czekał na jego ostatnie tchnienie. Gdy ten wydawał jęki, głowę Macieja ogarniały myśli o bogactwie. Po kilku godzinach rycerz zmarł. Nim ciało ostygło, mężczyzna założył zbroję templariusza na siebie. Maciej szarpał się, mocował, aż w końcu dopiął swego. W panice próbował ściągnąć skradzioną od nieboszczyka zbroję. Tym razem nie wszystko poszło zgodnie z planem, padł po chwili i od tej pory nocami rozchodzą się krzyki. Duchy walczą bowiem o srebrny ekwipunek.

Opętany srebrem czekał na śmierć – historia skarbu templariuszy z Maciejowej Góry

Badania prowadzone przez francuskich naukowców w Maciejowej Górze wzbudziły ogromne zainteresowanie lokalnej społeczności, która z niecierpliwością oczekiwała na wyniki ich badań. Mimo że wieś była malutka, plotki o potencjalnych skarbach templariuszy rozchodziły się szybko po okolicy. Budziły nadzieję na nagłe zmiany fortuny wśród mieszkańców. Niektórzy nawet zaczęli przypuszczać, że tajemnicze znaleziska mogą mieć związek z legendą opowiadającą o ukrytych skarbach zakonu, co tylko jeszcze bardziej pobudzało wyobraźnię i zaintrygowanie. Pomimo trudności napotykanych przez badaczy, miejscowi nie zrażali się, trwając w przekonaniu, że odpowiedź na tajemnicę Maciejowej Góry jest na wyciągnięcie ręki. Ich determinacja wzmacniała się każdego dnia, gdyż wiara w ukryte bogactwo była silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Jednakże im dłużej trwały poszukiwania, tym bardziej zawiłe stawały się wątki związane z historią miejscowości, a spekulacje na temat templariuszy przybierały coraz bardziej fantastyczne formy. A może domniemane skarby chcieli zachować dla siebie?

Partnerzy portalu:

Drogocenny skarb w dorzeczu Narwii

Drogocenny skarb w dorzeczu Narwii

Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży słynie z kolekcji ”Bursztyn z dorzecza Narwii”. W zbiorach znajdują się okazy żywicznej skamieliny, ludowe narzędzia do obróbki oraz gotowe wyroby nadnarwiańskich bursztyniarzy. Muzeum zawdzięcza swe istnienie Adamowi Chętnikowi, twórcy skansenu w Nowogrodzie. Badacz spisał legendę, według której bursztyn powstał z ludzkich łez. Niegdyś jantar odnajdowano kopiąc studnie i orząc pola. Stopniowo jednak wprowadzono efektywne techniki wydobycia z dna rzek czy stawów. Używano siatek czy szufli. Do obróbki używano zaś tokarek bądź specjalnie skonstruowanych kołowrotków. Nie wiedziano wówczas jeszcze, że bursztyn bałtycki na teren północnego Mazowsza, przeniosły lodowce. Jantar służył jako element garderoby, lecz także jako środek lecznicy i nieoficjalny pieniądz. Prawdziwa kobieta musiała mieć co najmniej trzy sznurki bursztynowych korali. Osoby pobożne nie gardziły wykonanego ze skamieliny różańcem. Jantar na stałe wkradł się do tradycji zdobniczej Kurpiowszczyzny.

Partnerzy portalu:

Nastolatka zawstydziła króla

Nastolatka zawstydziła króla

Dawniej tereny Rzeczypospolitej porastała dzika puszcza pełna ptactwa i zwierzyny. Z czasem na ich terytorium zaczął wkradać się człowiek, co zaburzyło naturalny rytm przyrody. Budowano chaty, a następnie całe osady. Zwierzęta poczuły się zagrożone.

Sama przeciwko światu

W jednej z osad żywot pędził najlepszy łowca w okolicy. Nigdy nie doczekał się syna, lecz los obdarzył go czterema córkami. Najstarsza z nich miała na imię Netta. Od wczesnego dzieciństwa ojciec zabierał ją na polowania, ucząc fachu myśliwego. Do wsi wdarła się epidemia, zabijając większość jej mieszkańców. Szesnastoletnia Netta tracąc wszystkie trzy siostry i ojca, nie załamała się. Została sama z chorą matką, czując się za nią odpowiedzialną. Chociaż doskonale jeździła konno, zawsze wybierała piesze wędrówki. Ze względów bezpieczeństwa unikała jedynie zakątku puszczy, w którym grasowały niedźwiedzie. Były to jednocześnie królewskie tereny łowieckie. Niejednokrotnie używali psów gończych, mając na celu tylko i wyłącznie krwawą rozrywkę.

Starcie z bestią

W czasie polowania na jelenia, Netta usłyszała głośny ryk. Ptaki odlatywały z koron drzew w popłochu.  Z głębi lasu wyskoczył bowiem zraniony niedźwiedź, który wielkością przewyższał konia. Za nim pojawił się król Zygmunt August wraz z swymi towarzyszami. Zwierzę zostało otoczone z każdej strony. Wydawać się mogło, że sytuacja jest całkowicie pod kontrolą. Furia niedźwiedzia wystraszyła jednak rumaka króla. Bezwładne ciało króla upadło z hukiem na ziemię. Czas jakby stanął w miejscu.Wszyscy pogodzili się z nieuniknionym. Masywna bestia była już o krok. Śmiertelnemu ugryzieniu zapobiegła strzała, która przeszyła głowę niedźwiedzia. Grot wystawał z jego gardła. Nikt początkowo nie wiedział kto zapobiegł tragedii. Wówczas wszyscy dostrzegli ukrywającą się za drzewem dziewczynę. Mężczyźni byli pod wrażeniem jest odwagi i urody. W podziękowaniu za uratowanie życia, król Zygmunt August odwiedził osadę, w której mieszkała Netta. Wieś nazwał Zygmuntowem. Do dziś zachował się strumień nazwany Netta, na cześć odważnej dziewczyny.  Zaproponował jej również miejsce na dworze, lecz ta odmówiła ze względu na chorą matkę.

 

Partnerzy portalu:

Z kijkami po puszczy

Z kijkami po puszczy

Moda na bycie fit na dobre zagościła w naszych umysłach. Dbanie o kondycję przekłada się na bardziej atrakcyjny wygląd. Jedną z form aktywności, którą możemy uprawiać przez cały rok jest nordic walking. Tak, chodzi tu o ludzi z kijami i nie są to wcale ninja.

Przetarcie szlaków

Pierwsze oznakowane trasy w województwie podlaskim powstały na terenie Puszczy Białowieskiej. Otrzymały one Certyfikat Polskiej Federacji Nordic Walking. Łącznie to ponad 7 szlaków o różnym poziomie trudności. Wszystkie z nich zapewniają czytelne oznakowanie. Opatrzono je też w odpowiednie mapy. Najkrótszą trasę pokonamy już w pół godziny. Najdłuższa, o długości ponad 20 km, wymaga czterogodzinnego wysiłku. W 2012 r. odbyła się pierwsza edycja Pucharu Polski w Nordic Walking w Krainie Puszczy i Żubra. Impreza zyskała status cyklicznej. Od tej pory zawodnicy rywalizowali na dystansach 5, 10 i 15 km. Organizatorzy zapewniają atrakcyjne nagrody. Regenerację po wysiłku zapewniają potrawy lokalnej kuchni. Zawody wieńczy przejazd kolejką wąskotorową i impreza integracyjna.

Skąd to się wzięło?

Nordic walking w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu nordyckie wędrówki. Dyscyplina narodziła się bowiem w Finlandii. Tam w latach 70 – tych biathloniści opracowali nową formę letniego treningu uzupełniającego.  Nie potrzebowali do tego ciężkiego sprzętu. Bez znaczenia były też warunki pogodowe. Co jednak najważniejsze, aktywizował ponad 90% mięśni. Dopiero kilkanaście lat później zyskał popularność wśród osób, które z wyczynowym sportem nie mieli nic wspólnego. Prawdziwy boom nastąpił jednak pod koniec lat 90-tych, z chwilą rejestracji Międzynarodowego Stowarzyszenia Nordic Walking. Kijki z przytupem  wkroczyły też do Polski.

 

Partnerzy portalu:

Kultowy film doczekał się kontynuacji

Kultowy film doczekał się kontynuacji

Kultowy film doczekał się kontynuacji. Znachor to kultowy polski film będący ekranizacją powieści Tadeusza Dołęgi – Mostowicza. Opowiada o losach chirurga, który po utracie pamięci kradnie tożsamość w celu uniknięcia więzienia. Znajdując schronienie na wsi udanie zooperował kalekiego syna młynarza, przez co zazdrosny miejscowy lekarz wytoczył proces. Po ponad trzydziestu latach historia zatoczyła koło, a ulice Bielska Podlaskiego znów zamieniły się w plan zdjęciowy.

Kultowy film doczekał się kontynuacji – trudne początki

Na pomysł nakręcenia kontynuacji Znachora wpadł filmowiec Marek Włodzimirow, aktor Mateusz Sacharzewski, a także radny i animator kultury Tomasz Sulima.  To właśnie oni zgłosili zamiar produkcji do miejskiego budżetu obywatelskiego, propozycja spotkała się z dużym zainteresowaniem, a władze przeznaczyły na ten cel blisko 30 tys. zł. Aby ruszyć z projektem, wkrótce ogłoszono pierwszy konkurs, do którego jednak nikt nie przystąpił. Wymagano bowiem gotowego scenariusza i przynajmniej podstawowej obsady, na szczęście kolejny konkurs obniżył znacznie kryteria, produkcja miała połączyć obecne i dawne walory miasta na tle jego wielokulturowości.

Kulisy filmu

Kontynuacja Znachora nosi nazwę ”Wnyki”.  Fabuła ogniskuje się na wnukach i prawnukach bohaterów pierwszej części. Za kamerą tym razem stanął młody absolwent filmówki Szymon Nowak, a scenariusz z kolei napisał doktor filozofii Mirosław Miniszecki. Na planie zagościli  aktorzy, którzy przed laty zagrali w dziele J. Hoffmana. Ze starej obsady w filmie ujrzymy choćby Artura Barcisia czy Bożenę Dykiel. Scenariusz nie zadowolił Anny Dymnej, która pierwotnie miała wcielić się we wnuczkę profesora Wilczura, a Tomasz Stockinger natomiast po prostu nie wierzył w powodzenie niskobudżetowego filmu. Główną rolę powierzono dla Stanisławy Celińskiej, która stwierdziła, że ma w sobie wschodnią duszę. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Specjalnie dla mieszkańców Bielska Podlaskiego wymyślono scenę zbiorową, w której wzięło udział ponad 200 osób. Zdjęcia do niej trwały przez cały dzień.

Zmiana planów

Początkowo ”Wnyki” miały być filmem krótkometrażowym, a to ze względu na ograniczenie finansowe. Dzięki osobom prywatnym i funduszom urzędowym udało się zebrać sumę, która wystarczyła na stworzenie pełnej wersji. Uroczysta premiera miała miejsce w grudniu 2016 w Bielskim Domu Kultury, a obraz zebrał całkiem przychylne recenzje.

Partnerzy portalu:

Mrowisko. Deser inny niż wszystkie.

Mrowisko. Deser inny niż wszystkie.

Mrowisko zaskakuje wyglądem i doskonale smakuje. Mimo że nie jest tak popularny jak sękacz, ma swoje stałe miejsce w kulinarnym repertuarze gospodyń domowych. Starsi mieszkańcy określają go też jako kopiec lub choineczka.

Mrowisko – z czym to się je?

Dla większości z nas mrowisko będzie przypominało bardziej znane faworki czy chruściki. Dodając mak, miód i orzechy, a także układając ciastka w ekstrawagancką piramidę, otrzymamy oryginalne danie. Tradycyjnie mrowisko wyrabia się na koniec karnawału. Zalecamy jednak ostrożność. Kto raz spróbuje, nie będzie mógł się oprzeć. Takie smaki tylko na Podlasiu.

Transfer ze wschodu

Mrowisko dotarło na Podlasie z terenów Litewszczyzny. Tam przepis na ciasto był przekazywany z pokolenia na pokolenie, a dokładniej z matki na córkę. Dawniej przyrządzano je tylko i wyłącznie w domach biskupów na szczególne okazje. Z czasem opuściło kręgi duchownych i podawano mrowisko na wszystkich uroczystościach rodzinnych. Zmienił się też jego smak. Przede wszystkim stało się mniej słodkie. Dzięki temu cukier przeznaczymy na inne okazje.

Mrowisko w praktyce

Wielkość ciasta zależy od talerza, na którym się go układa. Według danych na stronie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, przeciętne Mrowisko ma około 20 cm u podstawy i 30 cm wysokości. Oczywiście zdarzają się znacznie wyższe, bardziej widowiskowe i cieszące oko. W konsekwencji barwa faworków w głównej mierze zależy od jajek. By uzyskać pożądany złoty kolor trzeba dodać do ciasta jaja z żółtkami o intensywnym kolorze. Same, lekko słone faworki powinny być odpowiednio usmażone, by zachować lekkość i chrupkość kontrastującą z gęstym miodem. Na talerz nakładamy faworki, sklejamy syropem, posypujemy makiem, rodzynkami lub orzechami i nakładamy kolejną warstwę. Powtarzając wszystkie czynności otrzymamy pożądaną wysokość. Dlatego jeśli mamy we krwi kulinarną rywalizację, zawsze można zorganizować konkurs na największy wyrób.

Składniki

  • Jajko – 5 sztuk
  • Sól
  • Olej – 3 łyżki
  • Spirytus – 2 łyżki
  • Mąka – 0,5 kg
  • Kostka do pieczenia
  • Miód – 3 łyżki
  • Cukier – 1 szklanka
  • Woda – 0,25 szklanki
  • Bakalie, wiórki kokosowe, mak – 10 dag

Źródło zdjęcia: http://www.sowa.suwalszczyzna.com.pl/nasze-wyroby-142.htm

 

Partnerzy portalu:

Palcówka – kresowy przysmak

Palcówka – kresowy przysmak

Palcówka to kresowy przysmak, który wyróżnia się niepowtarzalnym smakiem i tradycyjnym sposobem przygotowania. Z pewnością jest ona ulubioną potrawą wielu mieszkańców wschodnich regionów Polski oraz stałym elementem kulinarnego dziedzictwa kresowego. Często mówiło się, że jest to kiełbasa biednych. Wyrabiano ją bowiem bez wędzenia, a główny składnik stanowiły strzępki wieprzowiny.

Tylko ona, jedyna

Gotową kiełbasę według tradycyjnej receptury można kupić jedynie w okolicach Białegostoku i Suwałk. Jeśli jednak mamy trochę czasu i kulinarnych ambicji, nic nie stoi na przeszkodzie aby poczuć się jak prababcia. Z pewnością przygotowana samodzielnie stanowi gwarancję smaku i aromatu. Palcówka swą nazwę zawdzięcza z powodu ręcznego wypychania mięsa do jelit. Nie oznacza to jednak, że używanie sprzętu jest totalnie zakazane. Zaleca się przygotowanie jej w okresie zimowym. Wówczas to łatwiej odnajdziemy suche i ciepłe miejsce. Może być nim nawet kaloryfer. W ten sposób kiełbasa przez pewien czas powinna być swoistym wisielcem. Dwa tygodnie to wystarczający okres na jej dojrzewanie, a optymalna temperatura powietrza oscyluje w granicach 15 stopni. Istotną zaletą palcówki jest jej długi czas przydatności do spożycia. Wynosi on nawet 3 miesiące. Jeśli chodzi o smak, przypomina on polędwicę. W sam raz na kanapkę.

Palcówka – tajniki przygotowania

Mięso z szynki lub łopatki wieprzowej należy pokroić w małe prostokątne lub kwadratowe kawałeczki. Analogicznie robimy to z boczkiem i słoniną. Całość mieszamy z przyprawami – zielem angielskim, majerankiem, kolendrą, pieprzem, solą, a także czosnkiem.  Później tak przygotowana masę mięsną wykładamy do pojemnika. Dokładnie okrywamy ze względu na intensywny zapach, który może dominować w lodówce. Tego samego dnia jeszcze raz dokładnie mieszamy i odstawimy z powrotem. Nazajutrz kiełbaski tniemy w odpowiednie długości  i wiążemy. Później powieszone w przewiewnym miejscu co najmniej raz dziennie powinny być przekręcane. W ten sposób równomiernie suche staną się obie strony. Przekręcanie nie będzie konieczne dopiero w momencie nabrania przez kiełbasę odpowiedniej twardości.

Palcówka – składniki:

1,2 kg chudej szynki wieprzowej
½ kg łopatki wieprzowej
1 łyżeczka pieprzu czosnkowego
1,2  kg przerośniętego boczku wieprzowego
1 łyżka soli
1,5 łyżki peklosoli ok. 20 g/kg
1 łyżeczka pieprzu czarnego
po 1 łyżeczce ziaren, ziela angielskiego, kolendry,  jałowca
3 łyżki majeranku
1 łyżka cukru
4 ząbki czosnku
1 szklanka wody
cienkie jelita wieprzowe

Partnerzy portalu:

Polska wschodnia konkuruje z górami

Polska wschodnia konkuruje z górami

Zima, ferie, urlop. Na myśl wielu Polaków przychodzi jedno – wyjazd na narty. Większość obiera kierunek na południe. Zanim jednak rzucimy wszystko i ruszymy w góry, warto zapoznać się z ofertą Podlasia. Tak! Na wschodzie również można poszusować.

Sport na biegunie

Prym na nizinnych stokach wiedzie Wojewódzki Ośrodek Sportu i Rekreacji Szelment. Znajdziemy go w oddalonej  o 15 km. od Suwałk miejscowości Leszczewo. Powstał on w 2008 r. i od tego czasu zajmuje on wysokie miejsce w rankingach na najlepszy kompleks narciarski. Wszystkie sześć tras zjazdowych jest w pełni oświetlonych, więc nie straszny nam zachód słońca. Niemałym ułatwieniem dla stawiającym pierwsze kroki na nartach jest bez wątpienia wyciąg taśmowy. W przypadku braku śniegu do akcji wkracza 8 armatek. Jako, że jednak Suwałki to polski biegun zimna, taka sytuacja nie zdarza się zbyt często. Sezon praktycznie trwa od początku grudnia do końca marca. Częstymi gośćmi Szelmentu są także obcokrajowcy. Około 30% przyjezdnych stanowią bowiem Litwini. Na spragnionych wypoczynku czeka restauracja z tarasem widokowym, a także bar szybkiej obsługi.

 

Innym istotny ośrodek narciarski w okolicy mieści się w bezpośrednim sąsiedztwie Wigierskiego Park Narodowego. Mowa tu o wyciągu Dąbrówka usytuowanym  jedynie 3 km od centrum Suwałk. W przeciągu godziny może przewieźć do 900 osób.  Wszystkie trasy są w pełni oświetlone i ratrakowane. Wokół wyciągu powstała bogata infrastruktura. Aby naładować akumulatory możemy udać się choćby do sauny. Nic tylko korzystać.

Małe jest piękne

Przenieśmy się teraz 150 km od Suwałk w dół mapy. Także w okolicach Łomży, mianowicie w oddalonej od niej o 10 km wsi Rybno, można wykorzystać zimową aurę. Nad gośćmi czuwają doświadczeni instruktorzy posiadający uprawnienia trenerów Polskiego Związku Narciarskiego oraz Polskiego Związku Snowboardowego. Tak jak inne ośrodki takiego typu oferuje wypożyczalnię sprzętu wysokiej klasy. Łącznie mamy do dyspozycji 6 wyciągów, a najdłuższy z nich liczy 315 m. długości.

Partnerzy portalu:

Odpoczynek w cieniu króla

Odpoczynek w cieniu króla

Wydawać by się mogło, że drzewa mogą zafascynować tylko miłośników przyrody. Nic bardziej mylnego. Niosą ze sobą również wartości poznawcze. Jedną z głównych atrakcji Białowieży jest Szlak Dębów Królewskich i Książąt Litewskich, który stanowi ścieżkę edukacyjną o długości około 500 m. Powstał on w 1978 r. dla ochrony cennych zbiorowisk. Prowadzi przez majestatyczne wiekowe rośliny, a każdą z nich nazwano imieniem królów polskich i litewskich, co nadaje im indywidualny charakter.

 

Liczą one od 150 do 500 lat. Wędrując po szlaku poznamy historię Puszczy Białowieskiej, Litwy i Polski od XII do końca XVIII w. Szlak przystosowano do potrzeb osób niepełnosprawnych. Stworzono bowiem kładkę dla wózków oraz tabliczki informacyjne opatrzone znakami w alfabecie Braille’a. Modernizacja przyniosła również parking i deszczochron. W Uroczysku Stara Białowieża odnajdziemy też miejsca do relaksu w postaci choćby wiaty i ławek. Znajomym będziemy mogli się pochwalić, że dosłownie odpoczywaliśmy w cieniu króla.

Partnerzy portalu:

Łupieżcy ukryci wśród kamieni

Łupieżcy ukryci wśród kamieni

Jaćwingowie wywodzą się z ludu, który  przybył znad Dniepra na tereny północno-wschodniej Polski. Mowa tu o tak zwanych bałtach zachodnich. Osady tworzyli wzdłuż jezior i rzek, co ułatwiało im komunikację w pierwotnej puszczy. Trudnili się głównie rolnictwem i hodowlą. Grabieże również nie były im obce. Po latach łupieżczych wypraw i konflikcie z zakonem krzyżackim, nastąpił ich kres.

Kultura kurhanów

Cmentarzysko Jaćwingów mieści się niecałe 5 km na północny wschód od Suwałk we wsi Szwajcaria. Niegdyś znajdowało się tam centrum plemienne. Teren został dokładnie przebadany w latach 1955-1966 przez ekspedycję pod przewodnictwem Jerzego Antoniewicza. Rezerwat archeologiczny posiada obecnie powierzchnię ponad 4 ha. Jeśli chodzi o wielkość kurhanów – ich średnica wynosi od 6 do 21 metrów. Każdy kurhan składa się z kilku warstw kamieni. Nagromadzenie małych wzniesień terenu, które porośnięte są roślinnością, sprawia wrażenie jakby niegdyś przejechał tam spychacz. Na cmentarzysku odnajdziemy pochówki całopalne i szkieletowe. W zależności od statusu zmarłego, te drugie zawierają ozdoby, naczynia, broń. W czasie badań odnaleziono pochówki typu książęcego charakteryzujące się okazałością i bogatym wyposażeniem (miecze, pozłacane pasy, srebrne oszczepy i inne atrybuty wojownika). W okolicy znajduje się jeszcze kilka podobnych cmentarzysk jaćwieskich – w Osinkach, Prudziszkach, Żywej Wodzie i wsi Balwinowo.

Śladami historii

Nieopodal cmentarzyska, co roku odbywa się festyn archeologiczny, organizowany przez Muzeum Okręgowe w Suwałkach. Pierwsza edycja miała miejsce w 1999 r. Celem tej cyklicznej imprezy jest zaprezentowanie zagadnień związanych z archeologią doświadczalną. Najlepsi specjaliści w tej dziedzinie z Polski i Litwy demonstrują najróżniejsze techniki i rzemiosła, jakimi posługiwano się w zamierzchłych czasach. Można między innymi obejrzeć, jak w epoce kamienia wykonywano narzędzia i broń z krzemienia, kości i rogu, w jaki sposób wykonywano naczynia gliniane, zarówno poprzez lepienie ręczne, jak i na kole garncarskim. Prezentowane są też sposoby wykonywania odzieży i najprzeróżniejszych ozdób. Odtwarza się także metody sporządzania pożywienia, mikstur leczniczych z ziół czy trucizn.

Partnerzy portalu:

Janusz kontra Krzyżacy. Historia pewnego Jelenia

Janusz kontra Krzyżacy. Historia pewnego Jelenia

Krzyżackie porachunki

Obecny herb Łomży przedstawia jelenia przeskakującego nad czterema kamieniami. Z jego powstaniem się pewna legenda. W pewien upalny dzień książę Janusz zapragnął zapolować na zwierzynę i zaspokoić swój instynkt łowcy. W eskapadzie uczestniczyli też miejscowi młodzi chłopcy, którzy odegrali w sprawie kluczową rolę. Po dłuższym czasie oczekiwania pojawił się cel. Gdy książę napiął łuk i wycelował do jelenia, chłopcy dostrzegli dziwne zachowanie zwierzęcia. Te spłoszyło się obecnością innych ludzi. To byli… Krzyżacy, którzy w krzakach czaili się na Janusza i jego kompanów. Gdy pomocnicy księcia dojrzeli przeciwników, to stwierdzili jedno – to zasadzka.

Janusz podjął natychmiastowe działania. Przypuszczenia młodzieńców bowiem okazały się słuszne. To była zasadzka. Książę przechytrzył jednak złoczyńców, atakując z zaskoczenia. Cisza towarzysząca polowaniu została przerwana krzykiem, stukotem mieczy i zbroi. Wśród konarów nawiązała się krotka potyczka. Zdezorientowani przeciwnicy nie mieli żadnych szans. Napastnikami okazali się… Krzyżacy. Las okazał się dla dziesięciu zakonników miejscem ich śmierci. Suche, martwe liście zostały skąpane ich krwią. Spłoszony jeleń i spostrzegawczość kompanów uratowała księciu życie. Na pamiątkę tych wydarzeń zwierzę umieszczono na herbie ze złotą koroną i ozdobnym wzornictwem.

Z kart historii

Początki Łomży sięgają X w. Gród usytuowany został wówczas na skarpie doliny rzeki Narew. Największy rozkwit miasta przypadł na przełom XV i XVI w. Do dnia dzisiejszego w Łomży krzyżują się  szlaki komunikacyjne północno-wschodniej Polski. Mimo że leży na terenie historycznego Mazowsza, przynależność administracyjna lokują ją w województwie podlaskim.

Co z tym herbem?

Herb Łomży został nadany już w XV w przez książąt mazowieckich. Symbolika dobrze odzwierciedlała sytuację osady, która to była otoczona przez lasy bogate w dziką zwierzynę. Prawdopodobnie herb pojawił się wraz z nadaniem praw miejskich z rąk księcia Janusza I. Najwcześniejsze wersje pochodzą z pieczęci listów wysłanych z Łomży do Gdańska w XV w. Złoty jeleń wieńczył pierwszy miejski ratusz. Widniał również na lokalnych rzemieślniczych wyrobach. Mieszkańcy musieli pożegnać się ze starym herbem w czasach guberni. Jej godłem został statek rzeczny pod żaglami na niebieskim tle. Jeleń symbolicznie wskoczył na stare miejsce  wraz z odzyskaniem niepodległości.

 

 

Partnerzy portalu:

Jak romans zmienił się w tortury?

Jak romans zmienił się w tortury?

Jak romans zmienił się w tortury. Wizna to mała miejscowość położona nieopodal Łomży, datowana już na XI w. Gród posiadał niegdyś znaczenie strategiczne, strzegąc wschodnich granic Mazowsza i szlaków handlowych, biegnących na Litwę, Ruś i do Prus. Lokalizacja stanowiła jednak przekleństwo. Władający Wizną książęta mazowieccy, toczyli o nią boje z zakonem krzyżackim, którzy w XIII w. spalili gród. 4 wieki później ogień dosięgnął tu…czarownicę.

Jak romans zmienił się w tortury? – bo to zła kobieta była…

W 1664 r. poborca podatkowy ziemi wiskiej, Adam Jeziorkowski, zeznał pod przysięgą o niejakiej Barbarze Królce. Twierdził, że zarówno on, jak i jego dobytek padł ofiarą ciemnej magii. Nikt jednak nie znał jego faktycznych pobudek. Czyżby chodziło o nieodwzajemnione uczucie? Oskarżenia te zbiegły się w czasie z zarazą, która w ciągu dwóch miesięcy uśmierciła blisko pięć tysięcy mieszkańców. Kozła ofiarnego nie trzeba było długo szukać. Kobietę obwiniono o wszelkie zło, nawet o śmierć samej Elżbiety i Barbary Radziwiłównej. W czasie tortur, chcąc zakończyć swe cierpienia, przyznała się do wszystkich stawianych zarzutów. Egzekucja odbyła się na lokalnym rynku przy poklasku mieszkańców Wizny. Barbarę Królkę utopiono w lokalnej rzece. Według tradycji, ciało heretyka miało wypłynąć na wierzch w przypadku jego niewinności. Z kolei ciało, które zostało na dnie, oznaczało, iż wyrok był słuszny. Pozostało tylko mieć nadzieję, że nie dosięgnie nas zemsta zza grobu.

Magia pośród nas

Polowania na czarownice zaczęły się w połowie XV wieku i związane były ściśle z rozwojem ruchu reformatorskiego. Wówczas to papież Mikołaj przekazał inkwizycji prawo do badania przypadków praktykowania czarów. Tym samym w praktyce otworzył furtkę do masowych, najczęściej bezzasadnych prześladowań. Wcześniej heretyków spotykało wygnanie. Teraz czekała na nich śmierć w nieludzkich męczarniach. Uznano, że osoby nadnaturalne, które niszczą porządek świata, można było pokonać wyłącznie za pomocą siły. Karano również tych, którzy uważali czarownice za mit. Na kobiety padł blady strach. Dlaczego tylko na nie? Już samo łacińskie słowo określające kobietę – ”femina” oznaczało kogoś posiadającego mniejszą wiarę. Poza tym, jako, że Jezus był mężczyzną, przedstawiciele tej płci mieli być wolni od wszelkich podejrzeń i konszachtów z diabłem. Nic dziwnego, że owy okres nazywano ciemnymi wiekami. Wszystko to dokładnie opisywał swego rodzaju pierwszy elementarz dla łowców wiedźm, znany pod nazwą ”Młota na czarownice”.

Partnerzy portalu:

Piękno widziane spod nieba

Piękno widziane spod nieba

Lecę, bo chcę

Biebrzański Park Narodowy wiedzie w Polsce prym jeśli chodzi o wielkość. Doskonałym sposobem przekonania się o rozległości i wyjątkowości terenu jest lot balonem, organizowany przez władze parku.  Z góry będziemy podziwiać meandrującą rzekę, malownicze rozlewiska, liczną zwierzynę i ptactwo. Zaleca się posiadanie aparatów fotograficznych. Wspomnienia należy bowiem utrwalić. Jeśli mamy problemy ze wzrokiem bezpłatnie zostanie nam wypożyczona lornetka. Mile widziany jest brak lęku wysokości.

Podniebny rejs

O tym czy nasza podróż będzie możliwa decyduje głównie pogoda. Niesprzyjająca aura, a zwłaszcza silne podmuchy wiatru dosłownie uziemiają balon. Ostateczna decyzja zawsze należy do pilota. O bezpieczeństwo śmiałków zadba sam mistrz świata, więc pasażerowie nie muszą się niczego obawiać. Ceny lotu uzależnione są od liczby uczestników, wahając się od od 450 do 800 zł.  Podniebna wyprawa trwać może nawet 4 godziny, lecz wrażenia pozostaną do końca życia.

Przygotowania

Panuje powszechne przekonanie, że lot balonem wymaga ubioru na przysłowiową cebulkę. W okresie letnim zdecydowanie wystarczą długie spodnie, bluza i polarowa kurtka. Warto tez pamiętać, że wyprawy odbywają się głównie wczesnym rankiem i popołudniem, kiedy to temperatura do najwyższych nie należy. Balon startuje z otwartej przestrzeni. Dlatego dobrym pomysłem będą nieprzemakalne buty, a to ze względu na rosę, pokrywającą zielone łąki. Temperatura  ”na górze” niewiele odbiega od poziomu, jaki panuje na ziemi. Chłód zaczyna się powyżej 10000 m, a w przypadku lotów pasażerskich rzadko przekracza się tą granicę.

 

Partnerzy portalu:

Jak uratowano świat czyli Hollywood z wizytą na Podlasiu

Jak uratowano świat czyli Hollywood z wizytą na Podlasiu

 Cudze chwalicie…

Na północ od Puszczy Białowieskiej leży pełny uroku Zalew Siemianówka. Jego początki sięgają lat siedemdziesiątych. Na magii tego miejsca poznali się amerykańscy filmowcy, którzy postanowili nakręcić kluczowe sceny filmu fantasy – ”Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”.

Przypadki rządzą światem

Producenci wykonawczy superprodukcji o budżecie przekraczającym 200 mln dolarów poszukiwali jeziora umożliwiającego kręcenie scen batalistycznych. Warunek był tylko jeden – zbiornik musiał być zamarźnięty. Jako, że pogoda w Polsce należy do nieprzewidywalnych, ekipa posiadała plan awaryjny. Było to Morskie Oko. Tam też pierwotnie miał być zlokalizowany zamek czarownicy. Na przeszkodzie stanęło zagrożenie lawinowe i brak przejrzystości powietrza. Na szczęście dla Podlasia, lód skuł jezioro w samą porę.

 

O wyborze Zalewu Siemianówka zadecydowały wpierw walory przyrodnicze…. Puszczy Białowieskiej. Reżyser widowiska, Grant Major, przeglądając internet przypadkiem natknął się na tamtejsze masywne dęby. Mimo, że nie miał początkowo pojęcia gdzie jest Podlasie, zdecydował się odnaleźć osobiście majestatyczne okazy. Pierwsza wizyta filmowców miała miejsce w 2001 r. W poszukiwaniu plenerów do sceny na polanie, odwiedzili Biebrzański i Narwiański Park Narodowy. Spacerując nad brzegami rzeki stwierdzili jednak, że trawy miały jednak zbyt ciepły odcień, a brzozy nie były wystarczająco białe.  To nie pasowało do koncepcji krainy skutej lodem.  Przede wszystkim produkcji zależało na odnalezieniu jeziora nieskażonego cywilizacją. Mimo że Siemianówka to sztuczny zbiornik z tama, filmowcy nie mogli wyjść z zachwytu.

Wymogi produkcyjne

Ekipa filmowa posiadała początkowo pewne obawy. Jezioro miało być ”nietknięte”. Wcześniej bowiem w czasie przelotu helikopterem zauważyli ślady opon samochodowych na zamarźniętej tafli. Duży problem stanowiły też dziury po wędkowaniu. Na pomoc przyszli jednak leśnicy. W dniu kręcenia leśnicy pilnowali, aby nikt nie zbliżał się na okoliczne tereny. Na korzyść wyszło również utrzymanie lokalizacji produkcji w tajemnicy. Zapobiegło to przybyciu gapiów czy dziennikarzy. Nad jezioro zawitała cała filmowa infrastruktura. Pojawił się też poduszkowiec, który gwarantował aktorom bezpieczeństwo. Mimo kaprysów pogody udało się nakręcić najbardziej dramatyczną scenę filmu – ucieczkę dzieci przed Białą Czarownicą.

 

Partnerzy portalu:

Niewyjaśnione wizje i uzdrowienia w puszczy

Niewyjaśnione wizje i uzdrowienia w puszczy

Wyjeżdżamy z Białowieży. Mając nadal przed oczami stada żubrów i innych dzikich zwierząt kierujemy się w stronę Hajnówki. Nie zdążyliśmy się rozpędzić, a naszą uwagę przykuwa drewniana statua. Miejsce mocy? Wobec tego nie można przejść obojętnie…

W kręgu tajemnic

Napis wzbudza niemałą ciekawość. Aby się tam dostać i naładować baterie, musimy wpierw nieco się zmęczyć. Auto nie da rady. Jesteśmy zdani na własne nogi. Po porzuceniu środków transportu po krótkim spacerze odnajdujemy porozrzucane kamienie. Nie jest to jednak miejsce kręcenia kontynuacji horroru Blair Witch Project, a pradawny ośrodek rytualny Słowian. Przynajmniej tak informuje tablica. Wszędzie wokół nietypowe dla puszczy drzewa – jabłonie i grusze. Ich rozdwojone korzenie przenoszą nas w krainę wyobraźni.  Ponoć nocą kręgi emanują niebieską poświatą. Niewielu jednak ma odwagę spać pod gwiazdami w gęstym lesie i przekonać się o tym osobiście. Kamienie prowadzą również własną audycję radiową. Najgłośniej rozbrzmiewa kamień centralny. Przekonamy się o tym  dzięki zwykłej empetrójce ze wzmacniaczem. Nietypową listę przebojów możemy posłuchać jedynie wewnątrz kręgu. Nie dajmy się zwieść pozorom. Początkowo uznamy ich dźwięki za niedostrojoną falę. Po chwili jednak dostrzeżemy powtarzalność sekwencji.

Prawda leży pośrodku

Niektórzy badacze są przekonani, że kamienie umiejscowione są przy szczelinach skorupy ziemskiej. Domniemuje się,  że w okolicy powinny znajdować się jeszcze dwa inne kręgi.  Czyżby były niewidzialne dla śmiertelników? Wato też spojrzeć w niebo. Mogą one bowiem stanowić odwzorowanie gwiazdozbioru Wielkiego Psa. Jako że jest on widoczny jedynie zimą, lokalizacja ma związek z obserwacją astronomiczną w dniu przesilenia –  21 grudnia. Większość obserwatorów stawia jednak na religijny charakter kręgów. Świadczyć mają o tym porozrzucane po okolicy kurhany.

Działa jak natura chciała

Badania radiestetów potwierdzają wyjątkowość miejsca. Białowieskie kręgu emanują pozytywną energią. Każdy jednaj odbiera ją inaczej. Ci bardziej wrażliwi odczuwają mrowienie, a nawet zmiany skórne. Odnotowano przypadki miewania niewyjaśnionych wizji. Wygląda to na opowieści z pogranicza fikcji naukowej. Dobroczynne działanie kamieni nie zastąpi na pewno wizyty u lekarza i nie powinno się go traktować jako pewnik. Z drugiej strony wiara czyni cuda.

 

Partnerzy portalu:

5 sposobów na podlaską majówkę

5 sposobów na podlaską majówkę

Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Jeśli nie macie jeszcze sprecyzowanych planów na majówkę zapraszamy na Podlasie. Jeśli znudziły Ci się rodzime góry, a parawany nad morzem przyprawiają Cię o ból głowy, nie zwlekaj i obierz kierunek na wschód. Oto tylko kilka miast, oferujących bogaty wachlarz możliwości.

Wodne szaleństwo w Augustowie

Wizytówką północno – wschodniej części Polski jest bez wątpienia Augustów. Kurort zyskał miano ”najfajniejszego miasta w Polsce”. Swoje walory uzdrowiskowe zawdzięcza położeniu wśród nieskażonych lasów. Miasto przyciąga głównie miłośników wodnego szaleństwa. Powstał tam bowiem pierwszy w Polsce wyciąg do nart wodnych. Liczy on 740 m długości, a rozpędzimy się na nim do ponad 80 km/h. Dzięki temu możemy choć przez chwilę poczuć się niczym w filmie ”Szybcy i Wściekli”, z tym wyjątkiem, że auta zmienimy na deski. Nie grożą nam też nagłe zwroty akcji, gdyż czuwają nad nami fachowi instruktorzy i ratownicy. Jeśli zadowala nas umiarkowana prędkość, czekają na nas rejsy wycieczkowe po słynnym Kanale Augustowskim. W sam raz dla rodzin z dziećmi. Zakochani nie oprą się możliwości przejażdżki zabytkowa gondolą. Wystarczy zamknąć oczy i poczujemy się jak w Wenecji. W mieście bez trudu wypożyczymy wysokiej jakości sprzęt do rekreacji, jak kajaki czy rowery wodne. Po dniu pełnym wrażeń posilimy się świeżą rybką. Lokali gastronomicznych w Augustowie nie brakuje.

Suwałki nie takie zimne

Źródło: Wikipedia, autor – Ludwig Schneider

Jeśli Augustów wyda się zbyt tłocznym miastem ( a w majówkę jest to wielce prawdopodobne), radzimy udać się kilkadziesiąt kilometrów dalej do Suwałk. O tej porze roku polski biegun zimna nie wykazuje swojej aktywności. Tam również poczujemy adrenalinę. Miasto pozazdrościło sąsiadowi i również zainwestowało w wyciąg wodny.Narciarze mają do pokonania tor o długości 1000 metrów. Dwie proste po 300 metrów i dwie po 200. Tor jest w kształcie prostokąta, trzeba więc uporać się z czterema zakrętami.

 

Jedną z głównych atrakcji regionu jest bez wątpienia klasztor kamedułów, górujący nad taflą jeziora Wigry. Powstał on na wyspie podarowanej zakonnikom przez króla Jana Kazimierza. Mimo że obiektu nie remontowano od lat, nadal robi ogromne wrażenie. Szczególną uwagę przyciąga wieża zegarowa.

 

Na północny zachód od Suwałk odnajdziemy niewielką miejscowość Stańczyki. Jej wizytówkę stanowią zabytkowe mosty nazywane akweduktami Puszczy Romnickiej. Osiągają one blisko 37 m, przez co należą do najwyższych w Polsce. Z mostami wiążę się legenda o znikającym jeziorze.

Odpoczynek nad Biebrzą

Miłośnicy przyrody odnajdą swój prywatny raj w Biebrzańskim Parku Narodowym. To największy rezerwat w Polsce będący domem dla setek gatunków ptaków i innych zwierząt. Dla przyjezdnych przygotowano szlaki rowerowe, piesze i kajakowe. Jest to więc też doskonała oferta dla aktywnych. Życie toczące się w dolinie można obserwować z wysokich wież  i kładek, które pomagają poruszać się po bagnistym terenie. Wiosną będziemy podziwiać rozlaną po horyzont Biebrzę. Radzimy wziąć ze sobą aparat.

W głębi Puszczy Białowieskiej

Pora przenieść się teraz do południowej części Podlasia. Dużo popularnością w regionie cieszy się Hajnówka i przylegająca do niej Białowieża – siedziba najstarszego Parku Narodowego w Polsce. Historię okolicy poznamy w czasie wycieczki kolejką wąskotorową. Po drodze spotkać można samego króla puszczy – Żubra. Jeśli tym razem myśleliście, że nie będziemy mieli okazji zmoczyć dolnej części garderoby, musimy wyprowadzić Was z błędu. O bogactwie natury przekonamy się jedynie wędrując podmokłą ścieżką o nazwie ”Kładka Żubra”. Trasa, która liczy sobie niecałe 5 km ma swój koniec rezerwacie pokazowym.

 

 

 

Oaza spokoju w Supraślu

Na deser proponujemy zapoznać się z podbiałostockim Supraślem. Te niespełna pięciotysięczne miasto w 2001 r. zyskało status uzdrowiska. Olejki eteryczne z pobliskich lasów wpływają korzystnie na układ oddechowy. Jeśli pozbyć się kaszlu to tylko tam. Niemal na każdym kroku miejscowości natkniemy się na perełki architektury drewnianej. Najbardziej oblegane przez turystów jest bez wątpienia Muzeum Ikon. Uroki miasta docenili producenci filmowi. Stało się bowiem planem zdjęciowym filmu ”U pana Boga za miedzą”,  bądź też popularnego serialu ”Blondynka”. Na amatorów wodnych wędrówek czekają szlaki kajakowe. Prowadzą one z nurtem rzek Supraśl i Sokołda. Najdłuższa trasa to ponad 60-cio kilometrowa przeprawa.

Partnerzy portalu:

Romeo i Julia z Łomży. Miłość z zabójstwem tle.

Romeo i Julia z Łomży. Miłość z zabójstwem tle.

Romeo i Julia z Łomży. Czy łączy coś Łomżę z włoską Weroną? Ulice tych miast były niemymi świadkami wielkiej miłości, która miała swój tragiczny finał. Romeo i Julia z Łomży, właśnie taki tytuł nosi książka Marii Kaczyńskiej wydanej w 2008 r. przez miejscowe wydawnictwo ”Stopka”.

Romeo i Julia z Łomży – miłość z zabójstwem tle

Leon Kaliwoda, czyli tytułowy Romeo, był komendantem Polskiej Organizacji Wojskowej. Dowództwo nad łomżyńskim oddziałem objął, mając zaledwie 20 lat. Przenosiny z Warszawy przyniosły mu wielkie zmiany, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. W mieście poznał młodszą uczennicę szkoły handlowej Halinę Januszkiewiczównę – naszą łomżyńską Julię i dosyć szybko połączyło ich gorące uczucie. Dorastając w ostatnich latach zaboru, obydwoje dosyć wcześnie zaangażowali się w działalność patriotyczną, zdobywając doświadczenie w harcerstwie. W cieniu wielkiej historii rozegrał się dramat jednostek.

Symbolika

11 listopada nie dla wszystkich okazał się szczęśliwy. Parze nie było pisane doczekanie wolnego kraju. Ostatnia kula, jaką wystrzelono w Łomży, zakończyła żywot Leona Kaliwody. Miasto opuścili Niemcy, lecz Halinę opuściła jej miłość. Dziewczyna nie mogła się z tym pogodzić. Kilka dni później  przy grobie ukochanego skróciła swoje cierpienia. Strzał w głowę na nowo połączył parę, tym razem w innym świecie. Tablica upamiętniająca Leona Kaliwodę została wmurowana w miejscu jego śmierci – kamienicy Śledziewskich. Wcześniej bo w 1933 r.  na grobie komendanta postawiono okazały pomnik.Halina Januszkiewiczówna nie mogła liczyć na honory. Wśród mieszkańców, mimo wymiaru tragedii,  nie znalazła współczucia.

Powrót do przeszłości

W 2011 r., książka „Romeo i Julia z Łomży” na tyle weszła w kanony literackie Podlasia, że  postanowiono odtworzyć dramatyczne wydarzenia. Całość postanowiono uwiecznić za pomocą kamer. W przedsięwzięciu wzięła udział Grupa Rekonstrukcji Historycznej ”Narew” z Łomży,  a także Teatr Form Różnych z Zambrowa.  Największą przeszkodą przy kręceniu reportażu były reklamowe banery obecne w całym mieście, problem stanowiły też znaki drogowe. Łomżynianie wykazali duże zainteresowanie wydarzeniem, najzwyczajniej w świecie cieszyli się, że historia dotrze do większej ilości osób. Musieli przy tym też wykazać się cierpliwością, gdyż zdjęcia na cmentarzu kręcono w okresie listopadowego dnia zmarłych. Reportaż swego czasu można było obejrzeć na antenie TVP INFO I TVP Białystok.

Partnerzy portalu:

Piorun uderzył w jezioro. Wielki płomień obok słynnej budowli

Piorun uderzył w jezioro. Wielki płomień obok słynnej budowli

Na północny-zachód od Suwałk odnajdziemy spokojną wieś Stańczyki. Przed laty władze Prus Wschodnich miały wobec okolicy ambitne plany. Oczyma wyobraźni widziano tłumy podróżujące pociągami. W trudzie zbudowano dwa potężne mosty wzorowane na rzymskich akweduktach. Los bywa jednak przewrotny…

Wsi spokojna, wsi wesoła…

fot. Wikipedia

Puszcza Romnicka stanowiła niegdyś najbardziej atrakcyjny kompleks leśny w Prusach. Tam też królowie wybierali się na polowania. Cały teren miał zaś być otoczony liniami kolejowymi. W rzeczywistości budowa mostów w Stańczykach służyła raczej celom propagandowym. Znacznie rozsądniejszym wyjściem było przeniesienie torów kilkaset metrów dalej, na płaski teren, co pozwoliłoby uniknąć ogromnych kosztów. Inżynierowie stwierdzili, że nie istnieją przeszkody nie do pokonania. Zainteresowanie podróżami pociągiem  po dzikiej puszczy było praktycznie zerowe. Pasażerami byli głównie…grzybiarze.

Tajemnica jeziora

W połowie lat 20-tych doszło do niepokojących wydarzeń. Okoliczne jezioro po prostu zniknęło. Zastąpiła je jedna wielka bryła błota. Wszystko rozpoczęło się od gwałtownej burzy. Błyskawice malowały ciemne niebo, a pioruny spotykały się z ziemią jeden po drugim. Jeden z nich uderzył wprost w jezioro.  Woda zamieniła się w płomienie. Świadkowie twierdzili, że zostały otwarte bramy piekła. Chwilę potem nastąpił wybuch. Majestatyczne mosty zadrżały. Konstrukcja jednak była cała. Winowajcą okazała się natura. Błyskawica zapaliła gaz błotny, który to gromadził się od setek lat. Tego dnia wskutek wysokiego ciśnienia atmosferycznego wydobył się na powierzchnię. Piorun spełnił więc rolę zapałki.

Wszystko ma swój czas

W 1933 r. całą Puszczę Romnicką otoczono płotem, ze względu na tajne spotkania. Kres linii kolejowej położyła wycofująca się Armia Czerwona. Tory rozebrano. Obecnie wejście na mosty w Stańczykach jest płatne. Zwiedzający mogą obejrzeć wielkie akwedukty na własne oczy.

Partnerzy portalu:

Ludzie polubili nietoperze

Ludzie polubili nietoperze

Co roku w okresie zimowym na terenie Łomżyńskiego Parku Narodowego Dolina Narwii odbywa się swego rodzaju inwentaryzacja nietoperzy. Początki działań badaczy nie należały do łatwych. Jeszcze kilka lat wstecz, mieszkańcy niechętnie udostępniali gospodarcze zabudowania, gdzie mogły skrywać się ssaki. Obecnie z coraz większą wyrozumiałością podchodzą do działań przyrodników. Co więcej, sami są ciekawi, ile tych tajemniczych stworzeń żyje w sąsiedztwie.  Może wynika to ze strachu przed inwazją? Ludzi też, czy któryś z gatunków zadomowił się u nich na dłużej.

Kryjówki władców ciemności

Stanowiska obserwatorów ulokowane są w wielu podłomżyńskich  miejscowościach, dlatego też dzielą się na grupy po obu stronach rzeki. Nietoperze znajdują schronienie głównie w zewnętrznych prywatnych piwnicach i piątnickich fortach. Największą ilość odnotowuje się jednak w piwnicach dawnego browaru. Liczenie nietoperzy nie jest łatwym zadaniem. Wymaga też niemałej odwagi. Obserwatorzy, uzbrojeni tylko w latarki,  na swej drodze napotykają chłód i wilgoć. Ciemność może skrywać poza tym niemiłe niespodzianki. Zwierzęta często kryją się w szczelinach, co utrudnia liczenie. Postępowanie z nietoperzem powinno trwać jak najkrócej. W przeciwnym razie możemy go obudzić. Obowiązuje więc zasada – patrz, ale nie dotykaj. Nie zazdrościmy nikomu, kto musiał wyplątać zwierzę ze swych włosów.

Nic na ślepo

Aby monitoring był skuteczny należy przestrzegać kilku zasad. Termin spisu powinien pokrywać się z tym sprzed roku. Jeśli to nie możliwe, ustala się dwutygodniowy przedział czasowy. Dzięki temu badacze uzyskają większą przewidywalność wyników. Optymalnym rozwiązaniem jest wysłanie do konkretnego obiektu osoby, która wcześniej już go poznała.  Liczący, w ciągu pierwszych kilku sezonów poznaje obiekt, zna rozmieszczenie np. szczelin, w których mogą zimować nietoperze. Jeśli musi nastąpić zmiana liczącego, dobrze by było, żeby zastąpił go ktoś, kto uprzednio towarzyszył mu w przynajmniej 1-2 liczeniach.

 

Partnerzy portalu:

Zaskakujące fakty o zegarze Branickich

Zaskakujące fakty o zegarze Branickich

Najstarszy wieżowy zegar w Polsce, którego mechanizm nie odmówił posłuszeństwa, znajduje się w białostockim Pałacu Branickich. Konkurencję zostawił daleko w tyle, pracując z małymi przerwami przez setki lat.

Czasu nie oszukasz

Wiek daje się zegarowi we znaki, lecz tylko w kwestii jego dokładności. Zaleca się obdarzenie go ograniczonym zaufaniem. Nadmierna wiara w jego wskazówki oznacza najczęściej spóźnienie na umówione spotkanie. Magnat Jan Klemens Branicki słynął ze swoich nietypowych zachcianek. Imitację prywatnego zoo stanowił sprowadzony z Turcji struś. Na ptaku jednak nie poprzestał.

 

Pewnego dnia zapragnął mieć szwajcarski zegar. Kto bogatemu zabroni? Zegar został wykonany przez mistrza kowalstwa, co może obecnie trochę dziwić. O oryginalności dzieła świadczą nowoczesne jak na tamte czasy mechanizmy, nieznane w wielu zakątkach świata. Mimo technicznej doskonałości, zegar to tylko potężny kawał żelaza. Jego kaprysy są spowodowane głównie przez naturę. Wpływ wywierają takie czynniki jak temperatura, ciśnienie czy wilgotność. Nakręcony siłą ludzkich mięśni pracuje równo przez 48 godzin. W okresie  turystycznym wejście na wieżę jest całkowicie bezpłatne.

Źródło zdjęcia – Wikipedia, autor – Joanna Dyr

Partnerzy portalu:

Grodzisko skrywa sekret

Grodzisko skrywa sekret

Niecałe 5 km od Łomży natkniemy się na ślady dawnego grodziska. Według badań archeologicznych istniało one do XIII w. Z dawną osadą obronną wiąże się legenda o patronce jednego ze wzgórz – Królowej Bonie. Miała ona straszyć mieszkańców, ukazując się po śmierci. Według jednej z wersji zamek zapadł się pod ziemię wraz z ogromnym skarbem. Można jedynie domyśleć, jakie bogactwa zostały pogrzebane.

 

W ten sposób z dóbr nie mógł skorzystać syn królowej, który popełnił mezalians, żeniąc się z biedną sierotą. Kosztowności do dnia dzisiejszego ponoć strzegą duchy. Klątwa mogłaby się skończyć dzięki mszy, na którą przyszłaby procesja z łomżyńskiej fary. Nikt z procesji jednak nie może wrócić do miasta po naczynia do nabożeństwa. Jeden z takich pochodowych skończył się fiaskiem z powodu niespodziewanego pojawienia się świni wystrojonej w ornat. Mszę na wzgórzu św. Wawrzyńca odprawia się również współcześnie, lecz do tej pory nie odnaleziono skarbów.

Partnerzy portalu: