Rynek Kościuszki będzie można oglądać z wysokości 30 metrów. Diabelski młyn przy ratuszu.
fot. Dawid Gromadzki / UM Białystok

Rynek Kościuszki będzie można oglądać z wysokości 30 metrów. Diabelski młyn przy ratuszu.

Co prawda nie jest to drugie „London Eye”, ale „Diabelski młyn”. Taka atrakcja od 8 maja do 13 czerwca będzie stała na Rynku Kościuszki. Różnica jest taka, że ten pierwszy ma 135 metrów wysokości, ten drugi tylko 28. „Nasz” to widok mniej więcej 9 piętra.  Białostoczanie będą mogli popatrzeć na miasto niczym dziennikarze TVN24 z Błękitnego wieżowca przy Legionowej, niczym mieszkańcy wieżowców z pobliskiego osiedla Piaski, niczym mieszkańcy pobliskiego wieżowca z ul. Grochowej. To najbliższe wysokie obiekty w okolicy, nie licząc oczywiście kościołów.

Średnica ustawionego pionowo koła wynosi 28 metrów. Młyn jest wyposażony w 20 sześcioosobowych gondoli. Łącznie pomieści 120 osób. Firma ma też inny sprzęt – 50-metrowe koło widokowe, ale te służy mieszkańcom Krakowa. Podobną atrakcję co w Białymstoku, Krakowie czy Londynie można zobaczyć również w Budapeszcie. Zapewne interesująca jest dla chętnych cena tej przyjemności. Firma na swojej stronie podaje, że atrakcja w dawnej stolicy Polski kosztuje 30 zł (ulgowy 20 zł), a przejażdżka trwa 10 minut. Wszystkie dzieci do lat 2 mogą korzystać za darmo. W Krakowie istnieje też możliwość wykupienia przejażdżki VIP. 60 minut patrzenia z góry na miasto kosztuje 250 zł.

Niewątpliwe białostoczanie najbardziej czekają na powrót ogródków na Rynek Kościuszki. Takie koło widokowe jednak na pewno urozmaici centrum miasta. Przypomnijmy, że jest także dostępna wieża widokowa w kościele św. Rocha – jeżeli ktoś lubi patrzyć na świat z wysoka. Alternatywnie pozostają pobliskie wieżowce.

 

Partnerzy portalu:

Kto jest najbardziej narażony na oparzenia słoneczne?

Kto jest najbardziej narażony na oparzenia słoneczne?

W momencie gdy słońce zaczyna świecić mocniej, a promienie słoneczne stają się intensywniejsze, wiele osób z dużym entuzjazmem postanawia nadać swojej skórze kolorytu poprzez opalanie. Niestety zbyt długie przebywanie na słońcu bez odpowiedniej ochrony przeciwsłonecznej może skutkować bolesnymi oparzeniami słonecznymi, które w niektórych przypadkach mogą doprowadzić nawet do powstania zmian nowotworowych na skórze. Dowiedz się, jak im zapobiegać oraz kto w największym stopniu jest narażony na ich szkodliwe działanie.

Czym są i jak powstają oparzenia słoneczne?

Każdy z nas chociaż raz w swoim życiu doświadczył niekomfortowego, a często także bolesnego uczucia, jakim są oparzenia słoneczne. Są one efektem niekorzystnego wpływu, jaki promienie słoneczne mają na naszą skórę. Warto tutaj zaznaczyć, że słońce i jego działanie mają istotny wpływ na nasze życie i zdrowie (poprawa nastroju, samopoczucia, synteza witaminy D3), dlatego nie należy unikać ich całkowicie. Jednak aby nie dopuścić do nieodwracalnych zmian w naszej skórze, do jakich dochodzi w trakcie oparzenia słonecznego, ważna jest świadomość, w jaki sposób powstają one na naszej skórze.

W naszym organizmie naturalną ochronę przed promieniowaniem ultrafioletowym stanowi barwnik, jakim jest melanina. W momencie gdy dochodzi do zwiększonej ekspozycji na słońce, nasza skóra zaczyna się bronić, produkując zwiększone ilości melaniny, czego efektem jest opalenizna. Jednak zanim ta pojawi się na naszej skórze, u niektórych osób dochodzi do podrażnienia wierzchnich warstw naskórka, co objawia się m.in. zaczerwienieniem. Oparzenia słoneczne to naturalna reakcja naszego organizmu na szkodliwe działanie promieni UVB (to one przede wszystkim odpowiadają za uszkodzenia naskórka).

Kogo najczęściej dotyczą oparzenia słoneczne?

Z pewnością zauważyłeś, że u jednych osób oparzenia słoneczne są bardziej dotkliwe, a u innych znacznie mniej. Wpływ na tę sytuację ma oczywiście ilość czasu spędzonego na słońcu i to, czy został użyty odpowiednio wysoki filtr przeciwsłoneczny. Oprócz tego na oparzenia słoneczne w dużej mierze narażone są dzieci, których skóra jest znacznie cieńsza niż dorosłych i nie posiada odpowiedniej ilości melaniny, przez co jest mniej odporna na podrażnienia. Do osób narażonych na szkodliwe działanie promieni UV należy także zaliczyć osoby o bardzo wrażliwej i delikatnej skórze, a także jasnej karnacji lub osoby zaliczające się do fototypu I i II.

Jak rozpoznać oparzenia słoneczne?

W zależności od fototypu naszej skóry, intensywności promieni słonecznych oraz czasu spędzonego na słońcu, objawy oparzenia słonecznego mogą wystąpić po upływie 2-4 godzin, choć w niektórych przypadkach mogą stać się widoczne nawet po 15 minutach. Z kolei największa intensywność objawów pojawia się po upływie 12-14 godzin.

Do najczęstszych objawów oparzeń słonecznych zalicza się:

  • wyraźne zaczerwienienie skóry;
  • świąd;
  • pieczenie;
  • wrażliwość na dotyk i ból przy kontakcie ze skórą;
  • obrzęk skóry;
  • łuszczenie skóry.

W poważniejszych przypadkach (oparzenie II stopnia) objawy są o wiele bardziej intensywne, na skórze mogą powstawać pęcherze wypełnione płynem surowiczym, a oprócz tego gorączka i ogólne osłabienie.

Czy opalanie usuwa zaskórniki?

Poparzenia słoneczne często pojawiają się u osób, które celowo wystawiają skórę na działanie promieni słonecznych, aby pozbyć się uporczywego problemu, jakim są zmiany trądzikowe i uporczywe zaskórniki. Choć słońce rzeczywiście przyczynia się do wysuszenia niedoskonałości i sprawia, że rozszerzone pory i zaskórniki przestają być problemem, jest to jedynie efekt tymczasowy, a objawy trądziku i przetłuszczająca się skóra po pewnym czasie powracają ze zdwojoną siłą.

Jak chronić skórę przed oparzeniami słonecznymi?

Aby przebywanie na słońcu nie zakończyło się obolałą, czerwoną i piekącą skórą, warto pamiętać o kilku zasadach bezpiecznego opalania:

  • unikaj opalania pomiędzy 11:00 a 15:00 – w tym czasie działanie promieni słonecznych jest najsilniejsze;
  • pamiętaj o aplikacji kremu z odpowiednio wysokim filtrem SPF;
  • jeśli przebywasz na słońcu kilka godzin, nie zapominaj o ponownej aplikacji kremu do opalania (co 2 godziny lub natychmiast po wyjściu z wody);
  • zadbaj o odpowiednie nakrycie głowy;
  • pamiętaj o nawadnianiu swojego organizmu;
  • po opalaniu zaaplikuj na skórę balsam, który złagodzi podrażnienia i zregeneruje skórę.

Materiał partnera

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Rowerem po Podlasiu. Od Knyszyna przez Tykocin do Choroszczy.

Rowerzyści na Podlasiu mają raj. Niezliczona liczba ścieżek, dróżek i dróg, którymi można pojechać zachęca do rekreacyjnej jazdy jednośladami. Tym razem na powyższym filmie możemy zobaczyć trasę z Knyszyna przez Tykocin do Choroszczy. Warto dodać, że do miasta początkowego wyprawy można dojechać pociągiem, co jest dosyć dobrym pomysłem dla tych, co nie chcą robić bardzo dużo kilometrów. Często jest tak, że wielu turystów przyjeżdża do Białegostoku (bo tu najłatwiej dojechać pociągiem z Polski) i dopiero dalej wybiera się w drogę – w głąb Podlasia.

Zarówno Białystok jak i jego okolice oferują wiele ciekawych tras, jednak jeżeli ktoś często jeździ jednośladem, to w końcu może mu się znudzić trasa, w której zawsze trzeba pierwsze kilometry pokonać poprzez przebijanie się przez miasto. Jest to o tyle uciążliwe, że co chwilę trzeba stać na światłach, a ci co bardziej przestrzegają prawa – przez niektóre przejścia muszą rower przeprowadzać. Co innego, gdy startujemy w takim Knyszynie. Wówczas możemy jechać bez zatrzymywania się na przykład do samej Choroszczy.

Chyba, że po drodze zwiedzamy, robimy zdjęcia, jemy obiad. Wtedy przerwy oczywiście są, ale dużo przyjemniejsze niż takie, gdzie patrzymy na sygnalizator czekając na zielone światło. Dlatego też wyprawa pociągiem do Knyszyna i powrót rowerem lub tego typu podobne wyprawy do innych podlaskich miast, to doskonały pomysł na spędzenie aktywnie czasu. Dużo rowerzystów można także spotkać w pociągu do Walił czy Augustowa.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Robert Makłowicz nie skończył z Podlasiem. Stół się uginał od jedzenia!

Robert Makłowicz – na swoim kanale na YouTube opublikował już drugi odcinek poświęcony Podlasiu. Tym razem usmażył placki ziemniaczane (aczkolwiek inaczej niż to zwykle się robi) i podał je z sosem grzybowym. Później wybrał się do Słuczanki, gdzie został przywitany tak, jak chciałby być przywitany każdy, kto na Podlasie dotrze. Lokalne gospodynie ugotowały tyle jedzenia, że stół się uginał!

Warto jednak dodać, że Robert Makłowicz nie tylko rozprawia o gotowaniu, ale także o zwiedzaniu. Pokazał podlaskie bagienka, żubry, a na koniec wspominaną gościnność. Przy okazji sam się czegoś dowiedział – a mianowicie jakie to znane osobistości pochodzą ze Słuczanki. Nie zabrakło też wycieczki do niedoszłej stolicy całego świata w Starej Grzybowszczyźnie oraz posmakowania lokalnego bimberku.

Trzeba przyznać, że film bardzo szybko odbił się echem w Polsce. Nasz region za każdym razem jest odbierany tak samo nostalgicznie. Jako świat, który oparł się wielkiemu rozwojowi cywilizacyjnemu i paradoksalnie zyskał na tym dużo więcej niż te wszystkie wielkie miasta, które mają problemy z powietrzem, korkami i zniszczoną przyrodą. Dlatego też zarówno Robert Makłowicz jak i wszyscy, którzy do nas przybywają przypominają sobie dawno zapomnianą prawdę iż nie wszystko złoto, co się świeci. Ten fałszywy blask wielkich miast widać właśnie z perspektywy Podlasia najlepiej.

Partnerzy portalu:

Katolicy odpoczywają w majówkę, a prawosławni będą świętować Wielkanoc. Poznaj różnice w obrzędach.
Cerkiew św. Alekdandra Newskiego w Sokółce

Katolicy odpoczywają w majówkę, a prawosławni będą świętować Wielkanoc. Poznaj różnice w obrzędach.

Dla katolików majówka, a dla prawosławnych Święta Wielkanocne. Tak będzie w najbliższy weekend na Podlasiu, ale nie tylko. W Polsce znajduje się ponad 300 prawosławnych obiektów sakralnych. Z czego 240 to parafie. Funkcjonuje także 6 klasztorów – w tym w Supraślu, na Świętej Górze Grabarce oraz w Białymstoku. Na Białostocczyźnie znajduje się 40 proc. ze wszystkich polskich parafii prawosławnych. Tutaj też znajduje się prawie połowa wiernych. Dlatego też nigdzie indziej nie jest tak akcentowane jak na Podlasiu podwójne świętowanie. Mało kto wie, że prawosławie na ziemiach Polskich obecne jest od tysiąca lat. A dokładnie od 988 roku, kiedy miała miejsce chrystianizacji Rusi.

Książę Kijowski zdobywał kolejne ziemie i latami były kolonizowane. W 1240 roku powstała cerkiew w Mielniku, a w 1341 kolejną. Wpływ na to, że dzisiaj na Podlasiu mamy tak wielki odsetek wiernych prawosławia wynika z tego o czym pisaliśmy nie dawno. Przez nasz region przebiegała granica Królestwa Polskiego i Rusi. W okolicznych osadach mieszkali obok siebie katolicy, którzy przybywali z Mazowsza i prawosławni przybywali z Grodzieńszczyzny i Wołynia.

Świętowanie w różnych terminach Wielkanocy wynika ze stosowania różnych kalendarzy w obu religiach. Ale czy poza tym Wielkanoc katolicka od prawosławnej czym się różni? Tak jak u katolików, tak też u prawosławnych Wielkanoc jest najważniejszym świętem w kalendarzu liturgicznym. Największa różnica to nazewnictwo. Osoby prawosławne częściej na swoje najważniejsze święto mówią „Pascha”. Jest ona poprzedzona 40-dniowym okresem Wielkiego Postu, który jest bardziej rygorystyczny niż katolicki. Wierni całkowicie powstrzymują się od jedzenia mięsa czy picia alkoholu.

Różnica jest także w obchodach. Katolicy mają triduum paschalne, zaś prawosławni uczestniczą w nabożeństwach cały Wielki Tydzień. A od piątku do paschy obowiązuje bardzo ścisły post. Można jeść tylko chleb i pić wodę. W sobotę natomiast wierni spotykają się w świątyniach przed północą i uczestniczą w nabożeństwach do rana. Inaczej też wygląda koszyczek wielkanocny. Nie ma tam ani zajączków ani baranków. Są za to pisanki czy wielkanocne babki.

Jeszcze 40 dni po świętach, wierni witają się słowami Chrystos Woskres, a odpowiadają na to Woistynno Woskres. Oznacza to „Chrystus Zmartwychwstał” – „Zaiste Zmartwychwstał”.

Partnerzy portalu:

Podlaskie się wyludnia! Nawet Białystok traci mieszkańców. Zobacz najnowsze dane.

Podlaskie się wyludnia! Nawet Białystok traci mieszkańców. Zobacz najnowsze dane.

Jest takie powiedzenie – każdy kij ma dwa końce. Dlatego to co dla jednych może być wadą – dla innych zaletą. W tym przypadku mowa tu o pewnym procesie, który będzie miał miejsce w ciągu najbliżej dekady. Wyludnianie się gmin. Zostało bowiem policzone – gdzie, ile ubędzie ludzi. Jest to dosyć ciekawa informacja dla wszystkich tych, którzy na przykład szukają świętego spokoju. Przykład Sejn i okolic tego miasteczka pokazał, że tam pandemia dotarła bardzo późno. Ogólnie – jeśli wierzyć specjalistom, to z powodu zmian klimatycznych – różnych pandemii będzie coraz więcej. Nawet minister zdrowia pokusił się o stwierdzenie, że „powrót do normalności” nigdy już nie nastąpi – w tym właśnie kontekście. Dlatego też jeżeli nie zamierzacie całe życie spędzić w maseczce, to raczej rozważajcie wyprowadzkę z dużych miast. Tak robi coraz więcej osób. Dane GUS wskazują jasno – wyludnia się Białystok, a zaludniają się wszystkie gminy dookoła (oprócz gminy Zabłudów). W Podlaskiem są też jednak małe gminy, które się mocno wyludniają.

Zgodnie z danymi GUS najbardziej wyludniające się miejsce w Polsce w przeciągu najbliżej dekady to będzie Hel. Dlatego jeżeli marzycie o mieszkaniu nad morzem – to właśnie tam poza sezonem turystycznym będzie spokój największy. Jeżeli jednak nie lubicie turystów albo ogólnie tłumów, to koniecznie wybierzcie Podlaskie. Dubicze Cerkiewne w ciągu dekady stracą 17,1 proc. swoich obecnych mieszkańców, Milejczyce – 16 proc., Orla – 14,6 proc., Czyże – 13,3 proc., Nurzec-Stacja – 12,9 proc., Grodzisk – 12,5 proc., Czeremcha – 12,1 proc., Szudziałowo – 11,3 proc.

Zestawiając to z danymi z reszty Polski – nigdzie nie będzie się tak wyludniać jak w Podlaskiem. Trochę mniej ubędzie ludzi w Lubelskiem oraz na Warmii i Mazurach. Dlatego jeżeli te dane napawają Was optymizmem, a nie pesymizmem, to możecie już planować zamieszkanie właśnie w tych gminach.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Majówka 2021 w Podlaskiem. Gdzie pojechać i co zwiedzić?

Tegoroczna majówka może być zimna, a może być ciepła. Prognozy są takie, że w sumie nie wiadomo. Dlatego też mamy dla Was propozycję, która będzie dobra zarówno na dwa warianty – w przypadku brzydkiej pogody jak i ładnej. Potrzebny będzie samochód, gdyż trasa objazdowa z Białegostoku, przez zaproponowane miejsca do Białegostoku to prawie 300 km. Dlatego wystarczy zatankować, wziąć trochę ciepłych ubrań do bagażnika i w drogę. Na końcu tekstu mapa.

Zalew na start

Startujemy w Białymstoku i od razu ruszamy w na Grabówkę. Pierwszy przystanek to Zalew Siemianówka i tamtejsza wieża widokowa. Warto wziąć ze sobą lornetkę gdyż na ogromnym zbiorniku jest sporo pięknych ptaków. Dodatkowo przyjemnie może być na pomostach – o ile będzie pogoda. Pamiętajcie, by po drodze zrobić sobie pamiątkową fotkę przy znanym z filmie Zenek – Bar Disco Czar w Bondarach.

Siemianowka / fot. Wojsyl / Wikipedia

Kolejny przystanek to ruiny w Jałówce. Dawny kościół zachwyca zawsze, gdy tam pojedziemy. Dlatego zarówno w ładnej i brzydkiej pogodzie będzie na co popatrzeć.

fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Po pierwszej porcji zwiedzania na pewno zgłodniejecie, dlatego możecie następny punkt zrobić w Kruszynianach. Gościł tam nie dawno Robert Makłowicz i pokazał swoim widzom tatarskie specjały. Ślinka poleciała… Nie zapomnijcie z tego wszystkiego zwiedzić meczetu i mizaru (cmentarza). To naprawdę przepiękne miejsca.

Meczet w Kruszynianach

U Pana Boga w Sokółce

Kolejny przystanek to Sokółka, gdzie możecie odwiedzić Kościół Rzymskokatolicki pw. Św. Antoniego Padewskiego oraz jego okolice, by przypomnieć sobie klimaty filmu U Pana Boga za piecem, a także zainteresować się historią cudu. Dodatkowo warto w tym miasteczku odwiedzić miejscowy zalew.

Kolejny przystanek to okolice Dąbrowy Białostockiej. Tam też możecie podziwiać stary wiatrak. Oprócz niego koniecznie zajedźcie na kładkę Jałowo-Nowy Lipsk. Znajduje się na niej nie tylko fantastyczna droga przyrodniczymi terenami wokół Biebrzy, ale też jest platforma do przeprawy rzecznej – taka jak w Śliwnie.

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Kanałem do Augustowa

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Ostatni przystanek naszej wycieczki to Augustów. Tam możecie wybrać się przez Rygol odwiedzając kolejne przystanki Kanału Augustowskiego lub pojechać drogą wojewódzką prosto do miasta, gdzie możecie wybrać się w rejs po Rospudzie czy też wspomnianym kanale. Życzymy wszystkim dobrej pogody i udanej wyprawy!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tylko przepiękne widoki! Tak wygląda Wschodnie Podlasie z góry. Zobacz dokument.

Kanał Planete+ wyemitował na swojej antenie dokument „Polska z góry – Wschodnie Podlasie”. Jak sam tytuł wskazuje – ujęcia są z góry. Zarówno architektura jak i przyroda z tej perspektywy prezentują się wspaniale. Można dowiedzieć się także o historii naszego regionu. Takie coś przyjemnie się ogląda! Możemy zobaczyć między innymi Siemianówkę, Supraśl, Kruszyniany czy Białowieżę. Pokazany jest także Białystok.

Warto też zauważyć, że w ostatnich latach Podlaskie zaczyna być coraz to większe rekordy popularności. Wyszło to przede wszystkim w tamtym roku, gdy wiele osób zrezygnowało z wyjazdu za granicę. W tym roku w nadchodzące wolne dni może być podobnie. Białowieża, Kruszyniany, Siemianówka, a także Supraśl czy kraina otwartych okiennic – Trześcianka, Puchły i Soce to zauważalnie w ostatnim czasie miejsca, gdzie przyjeżdża coraz więcej ludzi.

Bardzo dużo turystów można także spotkać w podlaskich Puszczach – Białowieskiej, Knyszyńskiej i Augustowskiej. Nieustanna atmosfera zamknięcia spowodowała, że ludzie zaczęli szukać aktywności z dala od dużych skupisk ludzi, a blisko natury.

Partnerzy portalu:

Ulica Krzysztofa Krawczyka w Białymstoku coraz bardziej realna!
fot. areekw / Wikipedia

Ulica Krzysztofa Krawczyka w Białymstoku coraz bardziej realna!

Zaczęło się od naszego pomysłu, by wybitnego piosenkarza, kochanego przez miliony Polaków uhonorować w Białymstoku ulicą. Argumentowaliśmy to tym, że nie tylko przemawiają za tym jego talent i moc zjednywania sobie ludzi, ale sam fakt, że jako nieświadomy roczny malec mieszkał w stolicy Podlaskiego. Po publikacji – bardzo mnóstwo osób wyraziło swoją aprobatę na Facebooku. Liczba „lajków” nie przeszła bez echa i w kolejnych dniach – kolejne podlaskie media podawały pomysł z ulicą „Krzysztofa Krawczyka” dalej, przedstawiając to jako pomysł „niesprecyzowanych internautów”. Trochę, to śmieszne z ich strony, ale to już inna historia.

Najważniejsze jest to, że pomysł z ulicą Krawczyka nabrał realnych kształtów. Łukasz Prokorym, Przewodniczący Rady Miasta Białegostoku napisał interpelację do Tadeusza Truskolaskiego, że zwrócili się do niego mieszkańcy z pomysłem uczczenia piosenkarza. W związku z tym Prokorym poprosił o wpisanie artysty na listę proponowanych patronów (czyli takich, których można wykorzystać przy okazji powstawania nowych ulic – red.).

Pomysł ma szansę na realizację, bo Prokorym i Truskolaski są po tej samej stronie politycznej. A jest to ważne, bowiem prezydent Truskolaski ma problemy z uznawaniem pomysłów radnych z opcji mu przeciwnych (nawet gdy są dobre). Tu tylko, w ramach dygresji napiszemy o słynnych stojakach na rowery w ZOO, na które trzeba by było wydać kilkaset złotych. Gdy radny opozycyjny do Truskolaskiego o nie poprosił, to w odpowiedzi przeczytał, że ma wskazać źródło ich finansowania. Stąd też, późniejszy nasz prześmiewczy artykuł o słodyczach za 100 tys. zł, który wywołał lawinę komentarzy i nagłą akcję rozdawania słodyczy (ułamka tego co zamówili).

Koniec końców – inny radny sprzyjający Truskolaskiemu także poprosił o stojaki w ZOO i tym razem odpowiedź była pozytywna. Dlatego też mamy nadzieję, że Truskolaski Prokorymowi także nie odmówi i Krawczyka dopisze do listy.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Robert Makłowicz w Kruszynianach! Zobacz film jak mistrz gotuje na Podlasiu!

Popularny i uwielbiany Robert Makłowicz w ostatnim czasie zwiedza Polskę oraz gotuje tu i ówdzie. W najnowszym odcinku swojego kanału na YouTube odwiedził nasze ukochane Podlasie. Konkretnie to znane wszystkim Kruszyniany. Co ugotował mistrz u Tatarów? Na pewno zobaczycie mnóstwo podlaskiej kuchni (w tatarskim wydaniu). Mało tego, Dżenneta Bogdanowicz zradziła Makłowiczowi swój przepis na mohliki czyli ichniejszą babkę ziemniaczaną. Zatem możecie spróbować także u siebie tego wypieku! Serdecznie zapraszamy do oglądania!

 

 

Partnerzy portalu:

Marszałku! Zostaw babcię w spokoju!

Marszałku! Zostaw babcię w spokoju!

Najpierw ktoś tworzy dzieło sztuki, a potem bez refleksji inni chcą je niszczyć. Mowa tu o muralach, dzięki którym o Białymstoku jest głośno nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Najpierw planowano usunąć Dziewczynkę z konewką, ale ostatecznie udało się ją ochronić. Teraz podobnie rzecz ma się z muralem „Wyślij pocztówkę do babci”. Może niedługo zniknąć. Ale pamiętajcie, że presja ma sens – nie raz to już wspólnie udowodniliśmy – i dopóki prace się nie zaczęły, możemy zrobić wszystko by marszałek zostawił babcię w spokoju.

Przypomnijmy najpierw historię Dziewczynki z konewką. Powstała ona na budynku należącym do Uniwersytetu w Białymstoku. Uczelnia odkąd ma ogromny kampus w Lesie Zwierzynieckim, to regularnie pozbywa się budynków z centrum. Tak też deweloper postawił bloki i hotel w miejscu dawnego wydziału fizyki przy Lipowej. Natomiast przy Al. Piłsudskiego budynek planowała kupić firma, która zamierzała przerobić dawny wydział chemii go na biuro. Kiedy wyszło, że mural Dziewczynka z konewką ma zniknąć przy okazji remontu, to wiele osób wówczas zaprotestowało na tyle skutecznie, że firma budynku niestety nie kupiła, ale też mural Natalii Rak decyzją radnych w 2016 roku został objęty ochroną. Uznano go za dobro kultury współczesnej.

Teraz podobna historia wraca do nas przy okazji sprzedaży innego budynku. Również Uniwersytet w Białymstoku pozbył się swego słynnego biurowca „ONZ” ze Skłodowskiej. Tym razem kupującym był marszałek województwa. Zanim jednak urzędnicy będą mieli tam swoje gabinety, to podobnie jak firma prywatna przy wydziale chemii – jest plan położenia styropianowego docieplenia na ścianie, na której znajduje się wyjątkowy mural – Wyślij pocztówkę do babci. Tym razem jednak nikt nie mówi o ochronie murala. Czy słusznie?

Urzędnicy na łamach prasy zapewniali, że po dociepleniu budynku wróci. Nie jest to jednak aż takie pewne. Przede wszystkim żeby coś wróciło – muszą być do tego warunki. Obecne malowidło powstało w 2019 roku przy okazji festiwalu Up to Date. Jest dziełem artystów z Good Looking Studio na podstawie projektu Jana Estrady-Osmyckiego oraz zespołu kreatywnego FUTD. Czy po przykryciu obecnego muralu da się przekonać cały sztab ludzi, by stworzył replikę swojego unikatowego dzieła?

Dodano później: Jak się okazuje, sprawa ma jeszcze drugie dno. O ile – nawet, jeżeli mural mógłby powrócić na styropianie, to miejscowe przepisy zabraniają tego. Zatem możliwe jest, że muralu długo nie zobaczymy. Zgodę na jego odmalowanie będzie wydawać Tadeusz Truskolaski. Na łamach Gazety Wyborczej – jego zastępca zapowiedział, że plan zagospodarowania przestrzennego nawet nie zezwala na docieplenie ściany. Czy czeka nas sądowa batalia o mural pomiędzy niechętnym sobie Kosickim i Truskolaskim? Jedno jest pewne – gra nie jest warta zachodu.

Dlatego urzędnicy powinni obejść się bez ciepłej ściany. Bez wątpienia mural z ul. Skłodowskiej jest takim samym dobrem kultury współczesnej jak Dziewczynka z Konewką. Dlatego też powinien zostać objęty również ochroną. Machina urzędnicza mieli jednak powoli i nie wiadomo czy byśmy doczekali działania ze strony radnych. Dlatego też możemy jedynie zaapelować do marszałka o dobrą wolę, by zostawił mural w spokoju.

Być może apelu z portalu nie posłucha, ale jeżeli nasi Czytelnicy – jak wiele razy udowodnili – pokażą, że im też zależy, to być może plany nakładania styropianu na mural legną w gruzach. Poniżej lista co możesz zrobić:

  • Udostępnij ten tekst wszystkim znajomym, by wiedzieli o planach urzędników
  • Napisz maila do [email protected] – i wyraź swoje ubolewanie z powodu planów marszałka oraz wyraź swój stanowczy protest przeciwko zakrywaniu ściany i próby „odmalowania” muralu
  • Skorzystaj z https://www.gov.pl/web/gov/wyslij-pismo-ogolne – by wysłać oficjalne pismo do urzędu – nie wychodząc z domu – i wyraź w nim swoje ubolewanie z powodu planów marszałka oraz wyraź swój stanowczy protest przeciwko zakrywaniu ściany i próby „odmalowania” muralu
  • Wyślij list tradycyjny o treści jak powyżej na adres:

Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego
ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego 1
15-888 Białystok

Pamiętajcie – presja ma sens! Dzięki nam możemy uratować piękny mural przed bezsensownym zniszczeniem.

W ostatnich dniach w przestrzeni medialnej rozgorzała dyskusja na temat białostockiego muralu z Babcią Eugenią i jego…

Opublikowany przez Marszałek Artur Kosicki Piątek, 23 kwietnia 2021

Partnerzy portalu:

Wędkarze to śmieciarze? Akcja sprzątania Narwi to pokazała.
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Wędkarze to śmieciarze? Akcja sprzątania Narwi to pokazała.

Ogromne ilości śmieci, których służby nie nadążają wywozić – tak prezentuje się jedna z najważniejszych rzek województwa podlaskiego. Takie coś wystawia nam – mieszkańcom świadectwo. Szczególnie niektórym wędkarzom, bo nagromadzenie śmieci jest największe właśnie tam, gdzie oni łowią. Ale nie tylko oni są winni. Podobnie zachowują się także niektórzy „turyści”, którzy spacerują wzdłuż rzeki.

W ostatniej akcji sprzątania rzeki Narew brały udział Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza Scubmaniak, WOPR oraz łomżyńskie Morsy. – Przecież to nasza rzeka. Chcąc miło i przyjemnie spędzać nad nią czas, trzeba od czasu do czasu posprzątać po innych – odpowiedział na pytanie o motywację inny mors, Wojciech Michalak.- Poświęcamy na to sprzątanie prywatny czas, bo później, też chcemy spędzać miłe chwile na czystych ścieżkach wzdłuż rzeki czy na plaży – powiedział Andrzej Gutowski, prezes Scubamaniaka – jeden z organizatorów akcji.

Żeby ktoś nie myślał, że przesadzamy z takimi dosadnymi określeniami. Tylko przez kilka godzin zebrano… 3 tony śmieci! Papiery, butelki, puszki, opakowania, opony, felgi, sprzęt AGD. Trafiła się także torba zawierająca 30 telefonów komórkowych, mały telewizorek, ubrania, ponton i wiosła, aparat fotograficzny, komplet dokumentów z kartami płatniczymi. Przyznamy szczerze, że nie jest to dla nas zrozumiałe co wyprawiają ludzie. W dobie wszędobylskich reklamówek – wystarczy zabrać jedną ze sobą jako śmietnik, a na koniec wyrzucić w miejscu przeznaczonym. Takie proste, a takie trudne.

Bardzo cieszy nas, że komuś chce się sprzątać po śmieciarzach, ale jeszcze bardziej cieszyłoby nas gdyby w końcu weszły w życie kary zwiększające mandaty z 500 zł do 5000 zł. Może wszystkich idiotów otrzeźwiłoby to, by nie zostawiać śmieci wszędzie tam, gdzie uważają za stosowne.

Partnerzy portalu:

Niesamowite odkrycie. Pod tynkiem znajdował się wizerunek mnicha!
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Niesamowite odkrycie. Pod tynkiem znajdował się wizerunek mnicha!

Czegoś takiego nikt się nie spodziewał. Podczas prac renowacyjnych w sejneńskim klasztorze odkryto XVII-wieczne polichromie. Po skuciu tynku ujrzano wizerunek mnicha. W podominikańskim klasztorze w Sejnach trwają prace budowlane związane z adaptacją obiektu na cele muzealno-wystawiennicze. Malowidło znajduje się w części zachodniej budynku. Podczas prowadzonych prac został odkryty także otwór okienny wraz z fragmentem stolarki okiennej. Zgodnie z zaleceniami Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oba relikty zostaną zachowane.

Skąd wiadomo, że pochodzi ono z XVII wieku? Jest to najprawdopodobniejsza hipoteza, bo wówczas w Sejnach przebywali Dominikanie, budowę klasztoru ukończyli po 1690 roku. Dlatego też bardzo możliwe, że i polichromia powstała również w tym samym czasie. Dominikanie przybyli do Sejn w 1603 roku. Ich tymczasowa siedziba mieściła się w drewnianych zabudowaniach w pobliżu kościoła. Projekt kompleksu klasztoru z kościołem został wykonany przez nieznanego architekta około 1610 roku. Styl budowli zaplanowano w formach późnorenesansowych, był realizowany etapami, a prace trwały kilkadziesiąt lat.

Podczas zaborów klasztor został zubożony. W pewnym momencie zakonnicy przenieśli się do Różanegostoku. Ostatni dominikanie opuścili sejneński klasztor 1 grudnia 1804 roku, odeszli wydziedziczeni przez najeźdźcę. W okresie Księstwa Warszawskiego, w roku 1807 w zabudowaniach poklasztornych rozpoczęło działalność liceum, którego rektorem został ks. Wojciech Szwejkowski. Liceum funkcjonowało do 1841 roku. W pewnym momencie jednocześnie w budynku funkcjonowało seminarium. Było tam do początku 1915 roku. W lutym 1915 roku w pomieszczeniach poklasztornych, rozlokował się szpital wojenny. Po II wojnie światowej do lat 70-tych w budynku dawnego klasztoru funkcjonowała szkoła zawodowa. Przez te wszystkie lata wizerunek mnicha czekał na „lepsze czasy”. Te właśnie nastają, dzięki czemu polichromia znów będzie cieszyć oko.

Partnerzy portalu:

Majówka 2021. Nasze 5 propozycji na fantastyczny weekend w Podlaskiem!
fot. P. Jakubczyk

Majówka 2021. Nasze 5 propozycji na fantastyczny weekend w Podlaskiem!

Majówka 2021 będzie trwała 3 dni oraz w związku z decyzją rządu – wszystkie hotele i inne miejsca noclegowe pozostaną zamknięte. Oznacza to, że ewentualne planowanie dłuższego wyjazdu jest mocno utrudnione. Co nie oznacza, że nie jest możliwe. Dlatego jeżeli macie możliwość pozostania w regionie na noc lub też mieszkacie na tyle blisko, by codziennie wracać do domu – te propozycje będą dla Was.

Wyżary zawsze w modzie

Ostatni rok to miejsce przeżywa nieustanne oblężenie. Bagna w środku lasu tak zachwycają, że co chwilę ktoś tam podjeżdża samochodem, rowerem czy też spaceruje po okolicy. Wyżary to przede wszystkim 3 miejsca – okazały zbiornik wodny (bez możliwości kąpieli) wraz z wiatą grillową, mini-wieża widokowa na polanę oraz kładka na bagno – Sianożątka.

Można tam dojechać samochodem od miejscowości Radunin, a można też pojechać od maja codziennie pociągiem Białystok – Waliły i dojść piechotą. Sianożątka znajdują się 7 km od stacji. Zbiornik wodny odrobinę dalej. Zaprowadzi nas leśna droga prowadząca Puszczą Knyszyńską.

Jeżeli wybierzemy się rowerem – to także możemy zabrać go do pociągu, a następnie zaliczyć Wyżary – Królowy Most i Kołodno – Supraśl. Jeżeli wyjedziemy z Białegostoku i tam planujemy wracać, to trasa wyniesie 50 km.

Kolejką po Puszczy

Puszcza Białowieska to drugi kierunek, który można obrać na Majówkę 2021. Szczególnym zainteresowaniem powinniśmy w tym roku obdarzyć Hajnówkę. Po pierwsze po latach jest tam nareszcie dobry dojazd koleją z Białegostoku, a po drugie na miejscu funkcjonują fantastyczne kolejki wąskotorowe. Możemy się przejechać do miejscowości Topiło w środku Puszczy Białowieskiej, a tam pójść na długi leśny spacer i wrócić kolejnym połączeniem. Można też pojechać w tą i z powrotem z przerwą na relaks w okolicznym barze na świeżym powietrzu.

Sam przejazd kolejką wąskotorową to także atrakcja sama w sobie. Można przez okna obejrzeć dzikie zakątki Puszczy Białowieskiej, podziwiać przyrodę oraz oddychać świeżym powietrzem.

Kładki na rozlewiskach

Wiosna to idealny czas żeby podziwiać rozlewiska. Dlatego też powinniśmy wybrać się do Śliwna, gdzie czekają na nas piękne – odnowione kładki z różnymi punktami widokowymi oraz platformami do przepływania po rozlewiskach. Niestety w tym roku należy tylko zajrzeć do Śliwna, gdyż wójt Waniewa – znajdującego się po drugiej stronie rozlewisk obiecywał remont swojej części kładek, ale na obietnicach tylko się skończyło. Do Śliwna możemy dotrzeć samochodem albo rowerem (około 25 km). Można też próbować powrotu przez pobliskie Baciuty. Są one odległe o 14 km. Zatem śmiało możecie zaplanować nawet rowerowy wypad rodzinny.

Warto także zajrzeć do Kruszewa, gdzie znajduje się nie tylko zerwany most i piękny widok na rozlewiska, ale także prywatna wieża widokowa, z której oczywiście można korzystać. Warto też zabrać ze sobą lornetki – jeżeli macie. Rozlewiska to miejsce, gdzie dostrzeżemy wiele niezwykłych gatunków ptaków.

Od Podlaskich Wydm po Kanał Augustowski

Jeżeli do tej pory nazwa Grądy-Woniecko nic Wam nie mówiły to powinno w tym roku się to zmienić. Od tej miejscowości warto zrobić sobie dłuższą wycieczkę zachodnimi terenami regionu, by zobaczyć wiele pięknych, dzikich zakątków. Tym razem potrzebny będzie samochód. Cała trasa to 165 km.

Prowadzi ona przez niesamowite tereny. W Grądach-Woniecko znajdują się podlaskie wydmy, następny punkt to Stara Łomża i okoliczny park krajobrazowy. Później Wizna i Góra Strękowa – gdzie przypomnimy sobie trochę historii. Następnie długa podróż przepiękną drogą w Białowieskim Parku Narodowym. Po drodze zatrzymajmy się na kładce do bagien, gdzie można zobaczyć łosie. Następnie na końcu tej drogi będzie Osowiec-Twierdza, gdzie nie tylko możemy zwiedzić fort, ale także spędzić czas na wspaniałych kładkach. Kolejny przystanek to Dolistowo Stare i droga wzdłuż Biebrzy do miejscowości Kopiec. Tam kierujemy się na Kanał Augustowski i Śluzę Sosnowo praz dalej na Rajgród, gdzie skończymy naszą wycieczkę podziwiając górę zamkową oraz przepiękny półwysep. Warto na miejscu wypożyczyć sprzęt pływający, by odpocząć na tafli jeziora.

Majówka na wodzie

Ostatnią propozycją jest Augustów. W ostatnich latach powstało tam wiele interesujących miejsc do spacerów, jednak my oprócz tego chcielibyśmy Wam zaproponować skorzystanie z augustowskiej żeglugi, którą można pływać po jeziorze Necko a także po dzikiej Rospudzie. Alternatywnie można wybrać się w rejs po Kanale Augustowskim. Relaks na wodzie, wpatrywanie się w nią i spędzanie czasu na burcie na pewno spowoduje, że majówka będzie udana.

Przypomnijmy też, że jest nowa droga prowadząca do Augustowa. Została wyremontowana i warto z niej korzystać. Przede wszystkim unikniemy stania w korkach – gdy zatka się wjazd do miasta. Oprócz tego można zrobić trasę Supraśl – Poczopek – Krynki (Kruszyniany), a następnie Sokółka, Dąbrowa Białostocka, Lipsk i Augustów. Będzie dłużej, ale też zobaczymy dużo więcej atrakcji.

Niezależnie który wariant z naszej propozycji przypadnie Wam najbardziej do gustu – życzymy udanego weekendu!

Partnerzy portalu:

Od maja będzie można legalnie spać w lesie. Zobacz, gdzie konkretnie.

Od maja będzie można legalnie spać w lesie. Zobacz, gdzie konkretnie.

Od maja będzie można legalnie nocować w lasach państwowych. Póki co nie wszystkich, a na wyznaczonych obszarach. Wiadomo już – gdzie te obszary będą się znajdować w województwie podlaskim. Oba pod Białymstokiem. Jeden i drugi teren leśny znajduje się na północ od Białegostoku. Jeden graniczy z miejscowością Rybniki oraz z rezerwatem Krzemianka. Drugi zaś pomiędzy Horodnianką a Studziankami. Lasy te będą gotowe, by przyjąć chętnych na bushcrafting. Chociaż taki był plan, to nie będzie obowiązku informowania o swojej wizycie nadleśnictwa. Można jednak to zrobić – dzięki czemu Lasy Państwowe będą miały informację, że ktoś z tego korzysta. Chyba, że planujemy tam większe obozowisko.

Można będzie rozbić namiot, zawiesić hamak czy rozpalić ognisko w miejscu na to wyznaczonym. Jedynie zabronione będzie pozyskiwanie drewna. Dlatego budowa szałasów nie wchodzi w grę. To i tak jednak duży krok naprzód. Póki co mamy do czynienia z pilotażem. Jeżeli się sprawdzi, to udostępnionych będzie dużo więcej obszarów. Generalnie, by pilotaż odniósł sukces ludzie muszą pamiętać, by nie zachowywać się w lesie jak szkodniki. Pozostawianie po sobie śmieci, wywoływanie szkód czy też urządzanie libacji – to powody, z których projekt może upaść. Pilotaż wykaże czy nasze społeczeństwo już dojrzało do tego, by szanować to co wspólne. Wierzymy, że tak.

Tak natomiast wygląda mapa z zaznaczonymi obszarami. Jeden teren leży w Nadleśnictwie Dojlidy, drugi zaś w Nadleśnictwie Czarna Białostocka.  W jednym miejscu może nocować maksymalnie dziewięć osób, przez nie dłużej niż dwie noce z rzędu. Jeżeli planujemy być dłużej i większą grupą, to zgłoszenie jest już konieczne. Otrzymanie zgody nadleśnictwa również. Pamiętajmy też, że w lesie są dzikie zwierzęta. Toteż jeżeli pozostawimy resztki jedzenia – to możemy je niepotrzebnie zwabić i narobić sobie kłopotów. Ponadto zwierzęta te mogą się zwyczajnie zatruć tym co pozostawimy. Nie zapominajmy też, że w lesie czas spędzają grzybiarze, rowerzyści, spacerowicze. Dlatego nie utrudniajmy sobie życia.

Warto zainstalować sobie także aplikację mBDL, gdzie będziemy mieli powyższą mapę w telefonie. Wtedy będziemy mieli pewność, że znajdujemy się na obszarze przeznaczonym do bushcraftingu.

 

Partnerzy portalu:

Podróże 2021. Co będzie popularne w Podlaskiem? Jak zaplanować wyjazd?

Podróże 2021. Co będzie popularne w Podlaskiem? Jak zaplanować wyjazd?

Po upalnych i suchych latach, krótkich zimach bez śniegu, brakach wiosen i jesieni tegoroczna pogoda może zaskakiwać, bo jest dokładnie taka jak w porzekadłach ludowych. Luty – podkuj buty, w marcu jak w garncu, kwiecień plecień bo przeplata – trochę zimy trochę lata. Jak tak dalej pójdzie, to pogoda może być kapryśna przez cały ten rok. A to nakazuje zrewidować dotychczasowe plany turystyczne.

Na początku będzie mniej jeżdżenia nad rzeki i jeziora, a więcej zwiedzania lasów i ciekawych wsi oraz innych miejsc, gdzie wiatr, deszcz czy niska temperatura nie będą dokuczać. Takich miejsc nie brakuje również na Podlasiu. Mamy przecież mnóstwo atrakcji w Białowieży i Puszczy Białowieskiej czy Puszczy Knyszyńskiej. Pomiędzy nimi mamy Krainę Otwartych Okiennic oraz kolorowe cerkwie i meczety. Mniej atrakcyjne za to mogą być miejsca, gdzie przestrzenie są otwarte – czyli Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy czy okolice rzeki Bug. Oczywiście, gdy przyjdzie już pełnia lata – to także i tam pojawią się zwiedzający.

Dlatego też jeżeli planujecie zwiedzać Podlaskie, to zacznijcie właśnie od tych pierwszych miejsc, które wymieniliśmy, a te drugie zostawcie na później. Dzięki temu – niezależnie od kapryśnej pogody – wszystkie wypady powinny być udane. Oczywiście na bieżąco będziemy na naszym portalu podsuwać propozycje, dlatego nie zapomnijcie odwiedzić także i nas.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Udręka mieszkańców się skończy. Suchowola będzie miała obwodnicę.

Suchowola to piękne miasteczko położone pomiędzy Białymstokiem a Augustowem. Nie jest to tylko środek całej Europy, ale też miejsce przez które przebiega droga krajowa nr 8. Dzień i noc przez sam środek miasta przejeżdża mnóstwo tirów. Już nie chodzi o sam hałas, ale też o bezpieczeństwo. Przejście przez ulicę to niekiedy katorga.

Już niedługo to się zmieni. Suchowola bowiem zyska w końcu obwodnicę. Właśnie rozstrzygnięto przetarg w tej sprawie. Warto dodać, że dzięki nowej drodze spokojniej będzie też w okolicznym Skindzierzu, Chodorówce Nowej, Poświętnem, Krzywej, Wysokiem i Zagórzu. W okolicy miejscowości Kumiała powstanie rondo i tam zacznie się obwodnica. Będzie ona prowadzić aż do Głęboczyzny.

W ramach inwestycji powstaną ronda, mosty, estakada, przejścia dla zwierząt i wiele innych. Co najważniejsze – polepszą się warunki jazdy. Ósemka od zawsze była nazywana „drogą śmierci”. Trudno zliczyć ile osób na niej zginęło. W wyniku politycznych perturbacji odcinek drogi pomiędzy Białymstokiem a Augustowem jest „u góry” nieco zapomniany. Białystok dostał ekspresówkę do Warszawy, Łomża dostała Via Balticę, a szlak pomiędzy Białymstokiem a Augustowem interesuje już tylko lokalnych działaczy, którzy jeszcze wierzą w moc petycji.

Dlatego też droga Białystok – Katrynka, obwodnica Augustowa, obwodnica Suwałk, a teraz obwodnica Suchowoli – to naprawdę i tak dużo w porównaniu z tym, co było wcześniej. Już niedługo wszystkie większe ośrodki będą mogły odetchnąć od tranzytu.

Partnerzy portalu:

Zaczęli prace remontowe. Będzie szybsza podróż do Warszawy, zadaszone perony i podziemne tunele!
Uhowo, fot. Tomasz_Nizielski / PKP PLK S.A.

Zaczęli prace remontowe. Będzie szybsza podróż do Warszawy, zadaszone perony i podziemne tunele!

Kiedy tylko się skończy, to pociągi do Warszawy będą zdolne dojechać w 90 minut. Czy tak będzie czas pokaże. Obecnie do Warszawy Wschodniej z Białęgostoku kolej może dojechać w równo 2 godziny. Tymczasem podróż trwa od 2:10 – 2:20. Wszystko dlatego, że wraz z modernizacją pojawiły się nowe przystanki. Wcześniej pociąg jechał z Szepietowa do Łap, teraz po drodze zatrzymuje się w Szymborach, Jabłoni Kościelnej, Raciborach i Zdrodach Nowych. Przez to nie może się rozpędzić. Podczas obecnych prac przybędzie kolejnych przystanków – w Uhowie, Bojarach, Niewodmnicy i Klepaczach. Dodajmy tylko, że cały czas mówimy o trasie pociągu pośpiesznego, a nie osobowego.

Wszystko dlatego, że remonty prowadzone są za unijne pieniądze z projektu Rail Baltica. Skoro remontuje się przystanek, trudno by nic się na nim nie zatrzymywało. W taki sam sposób remontowany drogi – zabierając ich część na bus-pasy. Stąd też te 1,5 godziny do Warszawy może być umowne, a może być prawdziwe. To zależy czy wszystkie pociągi pośpieszne będą się zatrzymywać na stacjach czy tylko niektóre. Ogólnie rzecz biorąc inwestycja i tak się opłaca, bo zwiększa dostępność kolei dla mieszkańców małych miejscowości oraz polepsza infrastrukturę kolejową.

Obecna inwestycja to także zmiany w Białymstoku. Wcześniej wyremontowano dworzec, tak że prezentuje się podobnie jak w czasach carskich i jest jednym z piękniejszych w Polsce. Teraz przyszedł czas na perony. Będą nie tylko przejścia podziemne, ale także w końcu doczekamy się zadaszonych peronów! Jednym z największych wyzwań tej inwestycji będzie budowa nowego, prawie 200-metrowego mostu nad Narwią w Uhowie. Nowa przeprawa na lata zapewni sprawne podróże i przewóz towarów na międzynarodowej linii. Ruch pociągów na linii Białystok-Warszawa będzie utrzymany. Jednak prace na jednym z dwóch torów na odcinku z Łap do Białegostoku wymagają zmiany w rozkładzie jazdy.

Poza stacją Białystok, w Starosielcach przygotowywana jest łącznica kolejowa, która połączy linię z Ełku z linią do Bielska Podlaskiego. Postępują prace od granicy województwa do stacji Racibory. W Czyżewie roboty obejmują perony, teren wiaduktu kolejowego oraz drogi dojazdowe. Obok torów widać konstrukcje sieci trakcyjnej. W Szepietowie wykonawca przygotowuje budowę nowych peronów i przygotowywany jest teren do prac torowych oraz budowy dwóch wiaduktów nad torami.

Na odcinku Białystok-Szepietowo zastępcza komunikacja autobusowa jest przewidziana za większość pociągów regionalnych POLREGIO. Komunikacja zastępcza obejmie też jeden pociąg INTERCITY na odcinku Białystok – Warszawa.

Partnerzy portalu:

Zalew w Czarnej Białostockiej wypiękniał. Teraz to świetne miejsce do rekreacji!

Zalew w Czarnej Białostockiej wypiękniał. Teraz to świetne miejsce do rekreacji!

Dawniej otoczenie zalewu nad Czarną Białostocką wobec sąsiadującego otoczenia zalewu w Supraślu była nieco jak ubogi krewny. To już jednak historia, teraz Czapielówka wypiękniała. Oprócz nowego molo, znajduje się jeszcze długa ścieżka spacerowa wokół zbiornika oraz wieża widokowa. Są także toalety i parking. To wszystko powoduje, że teraz na spacer warto wybrać się właśnie tam. Pozostaje liczyć, że rozwinie się wokół Czapielówki baza gastronomiczna, bo pod tym kątem w porównaniu z Supraślem jest krucho.

Co nie znaczy oczywiście, że jak pojedziemy do Czarnej Białostockiej, to nie będziemy mogli się posilić. Gastronomia funkcjonuje, ale od zalewu trzeba kawałek podejść. Za to pod innym kątem Czarna Białostocka góruje nad Supraślem. To połączenie kolejowe. Do tego pierwszego miasta można dojechać pociągiem z Białegostoku. Natomiast do Supraśla autobusem – 500. Do jednego i drugiego można dojechać też rowerem.

Zalew Czapielówka ma także przy molo amfiteatr, dzięki czemu co raz mogą odbywać się tam jakieś imprezy. Jednak najważniejsze jest otoczenie czyli przyroda. Podczas spacerów ścieżką możemy nie tylko oglądać piękne widoki, ale też wdychać czyste powietrze Puszczy Knyszyńskiej. Jest także miejsce dla wędkarzy oraz tych, którzy chcą piknikować nad brzegiem zalewu. Tak jak wcześniej wszystko było skupione wokół molo, tak teraz miejsc do rekreacji jest tam po prostu mnóstwo!

Partnerzy portalu:

Pociągi do Walił będą jeździć codziennie! Jest już rozkład jazdy.

Pociągi do Walił będą jeździć codziennie! Jest już rozkład jazdy.

Chociaż było to wiadome już we wrześniu ubiegłego roku, to pewności że na pewno ruszy nie było. Dziwna sytuacja z jaką mamy do czynienia od marca ubiegłego roku mogła spowodować, że niektóre plany się nie zrealizują. Na szczęście tak się nie stało i już za 3 tygodnie pojedzie pierwszy pociąg do Walił po zimowej przerwie. Tym razem kursy będą odbywać się nie tylko w weekendy, a codziennie! Dzięki temu mieszkańcy wielu miejscowości po drodze do gminy Gródek będą mogli przyjeżdżać do Białegostoku nie tylko samochodem. Ostatni raz taką możliwość mieli 21 lat temu.

Pociągi na trasie Białystok – Waliły kursowały regularnie przez 114 lat. W 2000 roku linia została zamknięta. Na szczęście, kilka lat temu poprzedni marszałek województwa linie reaktywował na weekendy dla turystów. Propozycja okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż wiele osób chętnie z niej korzysta. Teraz kolejny marszałek postawił krok do przodu i wprowadza kursy codziennie. Póki co tylko w sezonie letnim od 3 maja do 26 września. Jeżeli będzie zainteresowanie linią, to nie sądzimy by nie chciano stawiać kolejnego kroku i zostawić kursy również zimą. Szczególnie, że Puszcza Knyszyńska przykryta śniegiem to przepiękne miejsce, które chętnie odwiedzą turyści. Oczywiście nie wszystko na raz, megalomania nie jest potrzebna, a wożenie powietrza mogłoby znów zawrócić kurs i linie kolejowe na Podlasiu zwijać.

Od 1 maja 2021 roku zaplanowano dwie pary pociągów dziennie.

Odjazdy z Białegostoku:

Poniedziałek – Piątek: 4:50, 15:45

Sobota i niedziela: 8:52, 15:45

Odjazdy z Walił:

Poniedziałek – Piątek: 5:49, 16:51

Sobota i niedziela: 10:27, 16:51

Pociąg wyjeżdża z Białegostoku, z dworca głównego. Robi jeszcze postój na dworcu Białystok – Fabryczny, a potem jedzie przez Kuriany, Zajezierce, Żednię i Sokole mijając piękne, malownicze tereny Puszczy Knyszyńskiej. Ostatnim przystankiem są Waliły koło Gródka.

W okolicy możemy zwiedzić przede wszystkim Gródek, gdzie znajduje się zalew oraz przepiękna cerkiew. Jest też obok Michałowo, gdzie również znajduje się zalew i kolejna piękna cerkiew. Można też wybrać się na wycieczkę po Puszczy Knyszyńskiej. Jeżeli weźmiemy ze sobą rowery to można przejechać nią aż do Krynek oddalonych 22 km od Walił. Znacznie bliżej, bo 15 km od stacji znajdują się tatarskie Kruszyniany. Jeżeli planujemy tam nocleg, to możemy w ramach aktywnego odpoczynku przejść się tam piechotą. Wycieczka zajmie nam około 3,5 godziny. 10 km od Wali znajduje się przepiękne miejsce w Puszczy – Wyżary. Tam jest zarówno zbiornik wodny, wiata do grillowania jak też kładka na malowniczym bagnie. Naprawdę warto to zobaczyć.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Takiego filmu jeszcze nie było! Świetna wycieczka ukazująca Podlasie i Pojezierze Suwalskie!

Jeżeli chcecie ten film obejrzeć, to usiądźcie wygodnie w fotelu. Jacek Salnikow – autor zrobił niemalże pełnometrażowy dokument dotyczący zwiedzania Podlasia i Pojezierza Suwalskiego – znajdujących się w województwie Podlaskim. Można zobaczyć naprawdę mnóstwo atrakcji naszego regionu. Oczywiście nie zabrakło tych najważniejszych, ale  też takich co są mniej znane. Dlatego jeżeli ktoś się wybiera do nas lub mieszka w Podlaskiem i kocha zwiedzanie – to powinien ten film zdecydowanie obejrzeć. Piękne widoki, mnóstwo informacji i historii.

Wycieczka zaczyna się w Mielniku na południu województwa. Następnie możemy zobaczyć między innymi Grabarkę, Odrynki, Jałówkę, Kruszyniany, Supraśl, Kurowo, Waniewo, Śliwno, Trześciankę, Białystok, Choroszcz, Tykocin, ale także Biebrzański Park Narodowy, Kanał Augustowski, Augustów, Suwałki, Wigry, Wodziłki, Stańczyki (Mazury). Autor nie tylko wszędzie dotarł, ciekawie opowiedział, ale także sfilmował z dołu i z góry. Synteza w postaci tego filmu świetnie oddaje jakim świetnym miejscem jest Podlaskie.

Dlatego też, warto korzystać, gdy tylko za oknem pogoda dopisuje. Wtedy trzeba się pakować i przyjeżdżać lub też będąc na miejscu – planować trasę i objeżdżać. Tylko zobaczenie tych wszystkich miejsc na własne oczy, poczucie zapachów, usłyszenie dźwięków, dotknięcie i ogólnie zwiedzanie wszystkimi zmysłami da nam ogromną satysfakcję. Obejrzenie filmu niech będzie tylko namiastką, która zainspiruje do czegoś więcej.

Partnerzy portalu:

Krzysztof Krawczyk mieszkał w Białymstoku jako dziecko. Czy powinien zostać patronem ulicy?
fot. areekw / Wikipedia

Krzysztof Krawczyk mieszkał w Białymstoku jako dziecko. Czy powinien zostać patronem ulicy?

Kochany przez Polaków Krzysztof Krawczyk odszedł w wieku 74 lat. Chociaż pochodził z Katowic, to w 1947 roku – będąc rocznym dzieckiem – mieszkał w Białymstoku, gdzie pracowali jego rodzice. Wybitny wokalista pochodził z rodziny artystów. Jego rodzice byli aktorami oraz śpiewakami operowymi. W dzieciństwie Krawczykowie wielokrotnie się przeprowadzali. Na dzisiejszą stolicę Podlaskiego padło, gdy ojciec muzyka podjął pracę w teatrze. W kolejnych latach przyszły wokalista oraz kompozytor dzieciństwo i młodość spędził w Poznaniu, a następnie w Łodzi, gdzie ukończył Średnią Szkołę Muzyczną, w której nauczył się śpiewu.

Krzysztof Krawczyk nie tylko był wielbiony przez Polaków w czasach PRL, ale także w XXI wieku przez młodzież. Jego koncerty na Juwenaliach – także w Białymstoku gromadziły gigantyczną publiczność. Warto podkreślić, że już wtedy artysta mimo kiepskiej kondycji – zdecydował się wystąpić. Na scenę wchodził z pomocą, zaś piosenki śpiewał siedząc. Mimo to porwał tłumy, bo taki właśnie był.

I chociaż w Białymstoku mieszkał jako roczne dziecko, to warto się zastanowić czy nie powinien zostać patronem jednej z ulic w mieście. Jak wiadomo patronami ulic u nas jest mnóstwo osób, które nic z miastem wspólnego nie miały, więc dla odmiany – można uhonorować kogoś, kto chociaż tu kiedyś mieszkał. Na pewno nie jest to kontrowersyjna postać, która komuś by wadziła. Nie jedna osoba chciałaby mieszkać przy ul. Krzysztofa Krawczyka.

 

Partnerzy portalu:

Tunel na Hetmańskiej zabytkiem. Gdyby nie urzędnicy, można by było tam coś urządzić.
fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Tunel na Hetmańskiej zabytkiem. Gdyby nie urzędnicy, można by było tam coś urządzić.

W lipcu 2019 roku pisaliśmy o tym, że tunel przy ul. Hetmańskiej powinien zostać zabytkiem. Na początku kwietnia tego roku obiekt został wpisany do ewidencji przez Podlaską Wojewódzką Konserwator Zabytków – Małgorzatę Dajnowicz. Trzeba się cieszyć, że walory tego obiektu zostały dostrzeżone. Jego wartości historyczne, związane z rozwojem komunikacyjnym miasta, ukazują pewien etap w rozwoju technik inżynieryjnych i planowania urbanistycznego.” – prof. Małgorzata Dajnowicz podlaska konserwator zabytków. Tunel świadczył o strategicznych walorach komunikacyjnych Białegostoku jako istotnego garnizonu i węzła komunikacyjnego. Zachowana pierwotna forma i oryginalny materiał pozwalają na prowadzenie dalszych badań i analiz dotyczących rozwoju na tym terenie inżynierii komunikacyjnej i wojskowej.

Największym atutem tunelu jest jego solidne wykonanie, które pozwoli mu przetrwać nawet 400 lat. Pytanie tylko czy musi przez ten czas stać nieużywany. Żeby to zmienić, trzeba najpierw rozwiązać sztuczny problem, jaki stworzyli urzędnicy uznając go za obiekt strategiczny. O tym decyduje wojewoda czyli przedstawiciel Premiera RP w terenie. Czy tunel rzeczywiście jest strategiczny? Zdecydowanie nie – szczególnie, że opiera się to na bezsensownych argumentach sprzed 14 lat. Przede wszystkim że ktoś mógłby podłożyć bombę w tunelu (tak jakby teraz nie mógł) albo gdyby doszło do awarii w nowym obiekcie, to ruch zostałby skierowany do starego. Przypomnijmy jednak, że nie ma już połączenia drogowego pomiędzy ul. Kopernika a starym obiektem. Nawet gdyby kiedykolwiek sztab kryzysowy rzeczywiście potrzebowałby tunelu, to można to załatwić prawem służebności. Z jednej strony „kupujący” lub „wynajmujący” dostaje obiekt do własnych potrzeb nawet na zawsze, z drugiej tunel nie jest jego własnością. Jednakże nie można mu tego tunelu tak po prostu odebrać. Sztab kryzysowy jednak może sobie zagwarantować wejście do obiektu bez pozwolenia.

Ruch pojazdów odbywał się tunelem do 2005 roku. Później próbowano stworzyć tam pub, strzelnice czy muzeum. Żadne przedsięwzięcie nie udało się właśnie ze względu na upór urzędników, których nie udało się przekonać, by dać sobie spokój ze strategicznym znaczeniem nieużywanego obiektu.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Wielkanoc na Podlasiu to także czas na Konopielkę. Czym ona jest?

Chociaż Konopielkę wszyscy kojarzą z książką Edwarda Redlińskiego o takim tytule bądź z kultowym filmem na podstawie tej książki (do obejrzenia powyżej), to mało kto wie czym jest ta cała Konopielka i jaki ma związek z Podlasiem. Dlatego też przy okazji Świąt Wielkanocnych postanowiliśmy przybliżyć wszystkim ten ciekawy zwyczaj.

Konopielka to taki gatunek pieśni ludowej, który ma charakter życzeń i zalotów. Śpiewa się ją w trakcie wiosennego obchody po wielkanocnym posiłku. W dawnej tradycji zbierali się mężczyźni, brali harmonijki, skrzypce i inne instrumenty, a następnie chodzili po wsi i śpiewali. Pieśni przypominały ballady, które zaczynały się od słów „Mała, cienka konopielka”. Nie brakowało też okrzyków. C0 ciekawe zwyczaj kolędowania w Wielkanoc był praktykowany nie tylko na Podlasiu, ale też na Suwalszczyźnie. Niezależnie, gdzie je śpiewano – łączyło je jedno – tematyka. Konopielki zawsze opowiadały o miłości, zalotach i ślubie.

Gdy rodziny posiliły się już w Wielkanoc, po południu mężczyźni zaczęli się zbierać we wsi. Następnie wyruszali z instrumentami w drogę i kolędowano przez cały dzień, całą noc aż do Poniedziałku Wielkanocnego. W grupie mężczyzn zawsze był zaśpiewajło – czyli ten, który najlepiej znał teksty wszystkich pieśni oraz mieszkańców wsi. Zachodząc do danego gospodarstwa pytano się najpierw czy można rozweselić dom. Po uzyskaniu akceptacji najpierw śpiewano pieśni religijne. Dopiero następnie zwyczajowe pieśni, które dotyczyły albo gospodarza albo panny na wydaniu, która zamieszkiwała w danym domu.

Gospodarzom życzyło się zdrowia, powodzenia w hodowli, zebrania obfitych plonów natomiast pannom szczęścia w miłości i szybkiego zawarcia związku małżeńskiego. Jeśli odmówiono kawalerom poczęstunku, śpiewali złośliwe piosenki. Mało kto jednak tak postępował, bo bano się takich przyśpiewek, gdyż wierzono, że wróżą nieszczęście, a córce gospodarzy – staropanieństwo. Wierzono, że życzenia składane przez kolędników często w formie pieśni mają niezwykłą moc i dzięki nim istotnie w najbliższej przyszłości zostaną zebrane obfite plony, hodowane zwierzęta będą się rozmnażać. Za odśpiewanie pieśni kolędnicy otrzymywali wykup, jajka, wielkanocny pieróg bądź kiełbasę.

Dziś tradycję kolędowania wiosennego, podobnie jak zimowego podtrzymują zespoły ludowe. Ich przebieg odtwarzany jest w czasie spotkań, na przykład podczas „Wiosennych spotkań z Konopielką” w Knyszynie. W ostatnim czasie, o czym już pisaliśmy przy okazji innego tekstu, powstał również klip muzyczny, w którym urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego, pracownicy Muzeum Podlaskiego oraz pracownicy ośrodków kultury w regionie – zaśpiewali Podlaską Konopielkę. Do obejrzenia poniżej:

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Niezwykła historia Białegostoku. Poznajcie dzieje stolicy województwa.

Chociaż o historii Białegostoku napisano i powiedziano już wiele, to bardzo ważne są wszystkie syntetyczne opracowania. Szczególnie, gdy są w formie wideo jak powyżej. Dzięki czemu wiele osób, które ma problemy z czytaniem dłuższych form może sobie posłuchać. A jest o czym, bo historia Białegostoku jest niezwykła. Niegdyś było to miasto wielokulturowe, które pełniło bardzo ważną rolę w gospodarce całego regionu. Białystok, historia, ale też jego współczesność to tematy tego filmu.

Co się wydarzyło w historii miasta? Czasy Branickich, zamachy, pogrom w 1905 roku, Getto Białostockie i powstanie w nim, a także wiele wiele innych. Do tego z filmu poznacie ciekawe miejsca, bo Białystok to nie tylko Pałac Branickich.

Z czasów obecnych warto zwrócić uwagę na ciekawy paradoks. Jesteśmy uznawani za jedno z najlepszych miejsc do życia w Europie, a jednocześnie jest u nas wysokie bezrobocie (8,2 proc.) i bardzo niskie zarobki w porównaniu z zachodem kraju.

Partnerzy portalu:

Dziwny przetarg miasta. Chcą się pozbyć zabytku bez podpalania?

Dziwny przetarg miasta. Chcą się pozbyć zabytku bez podpalania?

Ten tekst z początku miał mieć neutralny wydźwięk. Oto Prezydent Miasta Białegostoku Tadeusz Truskolaski, a konkretnie z jego upoważnienia działający wiceprezydent Zbigniew Nikitorowicz wystawił na sprzedaż piękny drewniany, zabytkowy budynek, który jakimś cudem nie spłonął jak inne w okolicy. Tylko od lat stoi i niszczeje bez pomysłu na zagospodarowanie. W końcu prezydent zdecydował się go sprzedać. Cena wynosi 650 000 zł. I chociaż z pozoru wszystko wydawało się w porządku, a my w dalszej części tekstu pisaliśmy o kosztach ewentualnego remontu i o tym, że firma, która na to się zdecyduje nie powinna nastawiać się na zyski, to pewien szczegół wprawił nas w osłupienie.

Diabeł tkwi w szczegółach. Przeglądając ogłoszenie o sprzedaży stwierdzić trzeba, że wszystko jest w porządku. Ale w załączniku do ogłoszenia już robi się dziwnie. W tabelce „przeznaczenie” możemy się dowiedzieć, że ktoś, kto kupi budynek będzie mógł go przeznaczyć na hotel, handel, gastronomię, administrację, obsługę bankową, kulturę, edukację lub ochronę zdrowia. Wachlarz jest szeroki. Możliwości jest wiele. Dalej jednak jest zdanie, po którym osłupieliśmy.

„W odniesieniu do budynku przy ul. Mazowieckiej 31/1 dopuszcza się a) przebudowę i zmianę sposobu użytkowania oraz remont; b) przeniesienie budynku

Co to oznacza w praktyce? To o czym kiedyś dyskutowano – by budynek przenieść w inne miejsce na przykład do muzeum w Jurowcach. Gdzie budynek może być przeniesiony, jeżeli kupi go na przykład deweloper? W ten sposób można będzie się pozbyć zabytku bez podpalania. Wystarczy przenieść go na inną działkę, by zyskać kawałek terenu w centrum. Po co w ogóle dano możliwość przenoszenia budynków? Dziwne by było nawet gdyby pozwolono przenosić budynek wyłącznie w obrębie działki. Tu ograniczeń jednak wywnioskować nie można. Jest to kuriozalne, dlatego przetarg jest dziwny.

Zakładając brak złej woli można zastanawiać się nad kosztami remontu – z zachowaniem zaleceń konserwatora. Dlatego, ktoś kto go kupi może nadziać się na minę w postaci gigantycznych kosztów. Zabytków nie remontuje się w ten sam sposób, co pozostałe budynki. Trzeba często używać unikatowych materiałów, które nie są powszechnie dostępne w sklepach budowlanych, a to generuje koszty. Dlatego też odkupienie budynku i remont może mieć charakter wyłącznie prestiżowy.

Budynek przy Mazowieckiej 31/1 w Białymstoku położony jest w tak zwanym „kwartale Kaczorowskiego”. Nazwa pochodzi od nazwiska nieżyjącego, byłego Prezydenta RP na uchodźstwie – Ryszarda Kaczorowskiego. Białostoczanin, gdy był młodzieńcem chodził tą okolicą do szkoły. Dom przy ul. Mazowieckiej powstał w 1932 roku. Jego pierwsi właściciele to Freina Wałłach oraz Kiwa Wałłach. Po II Wojnie Światowej jego właściciele to Maria Boruto i Piotr Borysienko.

Do kwartału należą też budynki stojące przy Mazowieckiej 33 i Mazowieckiej 35. Jeden jest już wyremontowany, a drugi właśnie remontowany. Ceglane, piękne kamienice doskonale prezentują się. Tylko ten drewniany domek stoi taki opustoszały, zabity deskami i czekający na drugie życie.

Partnerzy portalu:

Stanisław Derehajło stał się memem. Wicemarszałek w internecie to „Janusz Alfa”.
kadr z filmu Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej i Goście - "Podlaska Konopielka"

Stanisław Derehajło stał się memem. Wicemarszałek w internecie to „Janusz Alfa”.

Wiele osób z Polski w ostatnim czasie za sprawą memów odkryło długoletniego samorządowca z Bociek, obecnego wicemarszałka województwa podlaskiego – Stanisława Derehajłę. Skąd ta popularność? Przyszła razem z awansem. Sam zainteresowany co raz „dokłada do pieca” kolejnym zdjęciami.

W ostatnim czasie także zaśpiewał – wielkanocną „Podlaską Konopielkę”. Talent wokalny to nie przypadek. Stanisław Derehajło wstąpił do zespołu folklorystycznego „Podlaskie Kukułki” w Bielsku Podlaskim oraz przez 20 lat kierował zespołem „Klekociaki” z Bociek. Wicemarszałek w „Podlaskiej Konopielce” zaśpiewał z innymi samorządowcami – dyrektorami ośrodków kultury z Suraża, Moniek, Narewki, Knyszyna, Dąbrowy Białostockiej i Michałowa. Do tego wystąpili też pracownicy Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej oraz Urzędu Marszałkowskiego.

 

Z takiej działalności polityk jest znany jedynie lokalnie i to nie wszystkim. W kraju Derehajło jest znany z memów jako „Janusz Alfa”, aczkolwiek ostatnio postać z memów różni się od tej w rzeczywistości po zmianie image. Wąsik został zastąpiony brodą. Jak to się stało, że wicemarszałek został „Januszem Alfa”? Odpowiedź w iście internetowym stylu.

Po tekstach, jakie internauci umieszczają na zdjęciach – wywnioskować można iż dawny wizerunek Stanisława Derehajły kojarzy się ludziom z prywaciarzem-cwaniakiem, co 20 lat dokłada do interesu, ale też typowym ojcem. Natomiast wskazanie „Alfa” – oczywiście nadaje mu cechy przywódcze. Miejmy nadzieję, że pan Stanisław ma do siebie dystans, co jest wskazane na stanowisku jakie zajmuje. Przypomnijmy tylko jak pewnego dnia, mimowolnie jeden z elbląskich policjantów stał się memem. Z publikacji o nim można było się dowiedzieć, że tego typu popularność zniósł bardzo ciężko. Jako, że w internecie nic nie ginie, to na pewno potrzebne jest poczucie humoru. Poniżej „inwencja twórcza internautów” zaczerpnięta z Wykop.pl.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Zobacz film z 1945 roku. Totalnie zniszczony Białystok po II wojnie światowej.

Białystok, to niegdyś wielki przemysłowy ośrodek włókienniczy, po II wojnie światowej kompletna ruina. Zanim wojna wybuchła – w mieście działało 80 fabryk tekstylnych i 40 innych zakładów. Gdy był jej koniec – z głównych budynków w mieście przetrwały tylko kościoły czy brama wjazdowa do Pałacu Branickich. Skala zniszczeń była tak wielka mimo, że Białystok nie był areną walk. Po prostu Niemcy uciekając przed drugim napadającym na Polskę – Rosjanami – zaczęli podpalać wszystko. Pozostały tylko szkielety konstrukcji.

Powyższy film został nagrany w 1945 roku przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. To wtedy do Białegostoku przyjechała specjalna komisja, a następnie ogłoszono miesiąc odbudowy miasta. To co widzimy na zdjęciach, to jednak tylko fragment rzeczywistości ukazywany w sposób propagandowy. Ważniejsze niż to co widzimy, jest to czego na filmie nie było – a miało miejsce w rzeczywistości.

Dzisiejszy wygląd miasta zawdzięczamy Stanisławowi Bukowskiemu – wybitnemu architektowi z Wilna. To jego spuścizna pozostała w mieście. Odbudowane fabryki i inne zakłady – już dawno nie istnieją – tak samo jak poprzednia epoka. Film jednak bez wątpienia ma wartość historyczną, dzięki czemu udokumentowane jest jak zostaliśmy zniszczeni wojną.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kochasz obserwować niebo? Pod tym względem Podlasie świetnie się nadaje.

Utalentowany twórca Szczepan Skibicki stworzył film, w którym widać jak wiele dzieje się na niebie, gdy je uważnie obserwujemy – szczególnie za pomocą aparatu fotograficznego. Podlasie do obserwacji nadaje się wyjątkowo. Jest bardzo wiele miejsc w Polsce, gdzie jest tak dużo sztucznego światła nocą, że obserwacja nieba nie jest możliwa. A im ciemniej tu na dole, tym więcej na nim widać.

Idealnie do obserwacji nadają się nasze Puszcze – Białowieska, Knyszyńska i Augustowska. Pod warunkiem, że księżyc nie jest w pełni i nie jest blisko ziemi. Gdy jest inaczej – to nawet w środku ciemnego lasu jest bardzo jasno – a nasz satelita jest jak wielka latarnia. Dlatego też, by zacząć przygodę z nocnym niebem należy najpierw nauczyć się pewnych prawidłowości – kiedy są wschody i zachody słońca, kiedy pojawia się na niebie księżyc i w jakim stopniu, a także co przedstawia nocne niebo. Dodamy tylko, że są do tego aplikacje na komórki, które ułatwią zadanie na początek.

Niebo u góry jest także miejscem, gdzie możemy natrafić na coś, co wygląda jak jasna gwiazda a nią nie jest – mowa tu o międzynarodowej stacji kosmicznej. Do tego możemy raz na jakiś czas zaobserwować sznur jasnych punktów – to z kolei satelity Eleona Muska – który w kosmosie zakłada internet pod nazwą „Starlink”. Są także raz na jakiś czas zjawiska wyjątkowe i nieczęste – na przykład zorza polarna, która potrafi dotrzeć także na Podlasie.

Warto zainteresować się nocnymi obserwacjami nieba z aparatem – szczególnie, gdy za oknem jest coraz cieplej. Idealna okazja, by wyskoczyć samotnie lub z kimś na wieczorne oglądanie nieba. Na pewno będzie to niesamowita przygoda oraz świetnie spędzony czas.

Partnerzy portalu:

1 kwietnia wracają rowery miejskie. Nie tylko w Białymstoku!
fot. UM Białystok

1 kwietnia wracają rowery miejskie. Nie tylko w Białymstoku!

Białystok, Juchnowiec i Choroszcz – w tych trzech gminach od 1 kwietnia powraca rower miejski BiKeR. Do dyspozycji mieszkańców będzie 58 stacji. Dwie w Choroszczy, dwie w Kleosinie i pozostałe w Białymstoku. W użyciu będzie 574 rowery – w tym 50 wyposażonych w foteliki dla dzieci. Są też tandemy i rowery dziecięce. Jednoślady do wypożyczenia pojawiły się w 2014 roku i są bardzo popularne. Co prawda są słabe jakościowo i nadają się tylko do przejechania nimi kilku kilometrów, ale to i tak lepsze niż autobus. Przede wszystkim jeżeli zmieścimy się w limicie czasowym, to nic nie płacimy.

Do obsługi rowerów warto zainstalować aplikację na telefon. Panele do wypożyczania przy stacjach są tandetne i ciężko na nich operować. Natomiast w aplikacji wystarczy zeskanować kod QR z roweru i w drogę. Nie trzeba też stać w kolejce do panelu stacji. Po zakończeniu jazdy wystarczy włożyć rower w zamek, a jednoślad automatycznie się zwróci.

Bezpłatny limit to 25 minut. W zupełności wystarczy, by w większości przypadków dojechać do celu. Czasem, jeżeli nie chcemy płacić 1 zł za przekroczenie czasu – możemy zmienić rower po drodze. Niestety ma to swoje minusy – bo jak wspominaliśmy rowery są słabe jakościowo. I takie zmiany ich to loteria – czasem trafimy na dobry egzemplarz, a czasem na złom, w którym siodełko opada, hamulce lub przerzutki nie działają. Rowery są serwisowane, ale i tak bardzo często natrafia się na złomy.

Niezależnie od wszystkich wad, białostocka komunikacja miejska jest tak fatalna, że jazda rowerem jest o niebo lepsza. Dlatego też w sezonie letnim, jeżeli macie okazję – koniecznie przejedźcie się jednośladem. Na pewno będzie to lepsze dla Waszego zdrowia, a także nie wydacie pieniędzy na bilety, które są drogie.

Partnerzy portalu:

Gdzie na sesję zdjęciową z obrączkami ślubnymi w Białymstoku i okolicach? 5 nietypowych lokalizacji

Gdzie na sesję zdjęciową z obrączkami ślubnymi w Białymstoku i okolicach? 5 nietypowych lokalizacji

Ślub to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu. Warto uwiecznić te chwile, zatrzymać w czasie nastrój i atmosferę, uśmiechy i spojrzenia, utrwalić na fotograficznym papierze fałdy w sukni ślubnej i obrączki połyskujące na serdecznych palcach. Jakie są najlepsze miejsce w Białymstoku na sesję zdjęciową dla świeżo upieczonych małżonków? Jaką scenerię w naszym mieście wybrać na spotkanie z fotografem z okazji ślubu? Przedstawiamy 5 oryginalnych lokalizacji, które na pewno was zaskoczą.

Jest kilka topowych miejsc, do których wręcz nie wypada nie wpaść z aparatem i młodą parą. Rynek Kościuszki, Planty i Ogrody Branickich czy też plac przed kościołem farnym to tylko kilka z nich. Taki plener znakomicie nadaje się na sesję, jest charakterystyczny i jednocześnie osadza waszą historię w tkance miasta. To świetna pamiątka! Jednak oprócz nich warto pomyśleć również o kilku nietypowych lokalizacjach – takich, które na pierwszy rzut oka niekoniecznie kojarzą się z tematyką ślubną.

Popkultura, czyli wizyta w galerii

Białostockie galerie to zaskakująco dobre miejsca na sesję ślubną. Stawiamy tutaj na kontrast. Elegancka suknia i klasyczny garnitur na tle napisów, szyldów i świecących neonów, będą wyglądać bardzo nietypowo. Piękne obrączki ślubne ze sklepu internetowego Marko na tle charakterystycznej ceglanej ściany w Galerii Alfa – to jeden z pomysłów na pamiątkowy kadr.

Sobotnie zakupy

Jeśli lubicie zdjęcia reporterskie, w ruchu, a do tego nieszablonowe, zdecydujcie się na spotkanie z fotografem w tak nietypowej lokalizacji, jak… osiedlowy bazarek. Kameralny ryneczek znajdziecie niemal na każdym osiedlu, największy targ zaś na ulicy Andersa. To nieodłączny element krajobrazu naszego miasta. Wyobraźcie to sobie: panna młoda przymierza dżinsową kurtkę, nakładając ją na suknię, pan młody zaś kupuje jabłka i ogórki. Oboje stoicie w kolejce po nabiał, któreś z was wybiera chemię z Niemiec. Proza życia, chciałoby się powiedzieć.

Najbliższa okolica

Skoro o prozie życia mowa! Możecie iść dalej tym tropem, zaprezentować się w swoim naturalnym otoczeniu i wybrać lokalizacje, w których bywacie na co dzień. Zacznijmy od najbliższej okolicy. Schody na klatce schodowej, skwerek pod blokiem, zjeżdżalnia z piaskownicą, trzepak aż proszą się o wykorzystanie. Wasze osiedle też na pewno ma sporo do zaoferowania – uliczki, którymi chodzicie na spacer z psem czy siłownia na świeżym powietrzu, w której zaczynacie dzień.

Nie zapomnijcie również o wnętrzu waszego domu lub mieszkania i dajcie się przyłapać na codziennych czynnościach, jak zmywanie naczyń. Tyle że w nietypowych kreacjach i z obrączkami ślubnymi na palcach.

Zwyczajne popołudnie, nic się nie dzieje

Spędźcie z fotografem dzień, który – nie licząc waszego stroju – nie musi różnić się od innych. Zamiast iść na zakupy, róbcie to, co naprawdę lubicie. Co powiecie na kręgle? Zmierzcie się w rozgrywkach o puchar męża i żony! A może wypad do kina? Kino Forum słynie ze stylowego wnętrza, które warto wykorzystać. Romantyczna kolacja w restauracji, kurs gotowania w okolicznym studiu kulinarnym, trening w ulubionym klubie sportowym albo wyjście na gofry w kultowej budce przy Rynku Kościuszki? Pomysłów jest przynajmniej kilka(naście).

Romantyczny piknik

A może stylizacja piknikowa? Przygotujcie kosz piknikowy, koc i udajcie się nad dojlidzkie stawy. Jeśli jeszcze tu nie byliście, zaskoczy was bogactwo przyrody, dzikie ptactwo i zachwycający krajobraz, wyglądający inaczej wraz z każdą porą roku. Po pikniku możecie wskoczyć na kajak lub rowerek wodny.

Obrączki ślubne, biała suknia, garnitur – to podstawowe atrybuty sesji zdjęciowej młodej pary. Trzeba pomyśleć jeszcze o idealnej scenerii. Warto wybrać taką lokalizację, dzięki której miasto stanie się pełnoprawnym bohaterem fotografii. Białystok ma wiele do zaoferowania w tej kwestii.

Materiał partnera

Partnerzy portalu:

Ktoś chce wytruć żubry? Jeśli go złapią dostanie 500 zł kary.

Ktoś chce wytruć żubry? Jeśli go złapią dostanie 500 zł kary.

Zepsute owoce takie jak banany, pomarańcze czy cytryny zostały nie tylko wysypane, ale też dodatkowo rozrzucone na jednej z polan Puszczy Knyszyńskiej – podało Polskie Radio Białystok. Jeżeli żubry i inne zwierzęta, które tam przebywają posilą się tego typu pożywieniem, to grozi im uszkodzenie mózgu, wątroby czy naczyń krwionośnych. Wyjątkowa bezmyślność czy celowe działanie?

Niezależnie od intencji tego, co to zrobił grozi mu kara… 500 zł. Żubry są pod ochroną. Gatunek może zostać przetrzebiony. Wysypanie tych owoców to ingerencja w środowisko. Dlatego też tak niska grzywna, jaka grozi jest niewspółmierna do czynu. Podejrzewa się, że owoce zostały wysypane przez kogoś, kto nimi handluje. Człowiek ten znalazł sobie miejsce do wyrzucania tego, co nie sprzedał. Jednak owoce nie zostały tam tylko wyrzucone, ale też rozrzucone. Jakie były intencje tej osoby? Nie wiadomo. Miejmy tylko nadzieję, że żadne zwierzę nie ucierpi.

Być może w tej sprawie jest tez drugie dno. W ostatnim czasie pisaliśmy, że rolnikom przeszkadza rozrost stad żubrów, bo te wcale nie zamierzają siedzieć w wyznaczonych przez leśnikach miejscach, gdzie są dokarmiane. Wolą lepsze zdobycze z pól rolników – jednocześnie niszcząc im uprawy. Przypadków tego typu jest coraz więcej, bo stada są coraz liczniejsze. W ostatnim czasie publikowaliśmy film jak nękano żubry dronem. W internecie przy tym filmie jeden z rolników pisał – Zwierzęta uszkadzają zgromadzoną kiszonkę i oprócz wyjadania części pryzm niszczą też folię zabezpieczającą zapasy paszy. Rolnicy, chociaż mogą liczyć na odszkodowania z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska są zrozpaczeni bo niemal codziennie muszą patrzeć na to jak zwierzęta potęgują straty. – Czytamy na agroprofil.pl. Autor filmu, w którym nagrywane były żubry z drona – pisał też – W tym roku o odszkodowaniach można zapomnieć – za rok rolnicy biorą sprawy w swoje ręce gdyż już nie wytrzymują . Mimo, że żubry są piękne – rolnicy będą walczyć by te nie przedostawały się na pola.

Oczywiście nie musi chodzić o tą samą osobę, ale nawoływania rolników do walki z chronionymi żubrami mogą osiągać właśnie tego typu skutek. Ktoś próbuje „dokarmiać” zwierzęta na własną rękę byle czym – szkodząc w ten sposób zwierzętom lub też celowo próbować podawać im popsute egzotyczne owoce i warzywa.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Kiełbasa wędzona i chleb na zakwasie – zróbcie sami pokarm do koszyka!

Wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. Jej nieodłącznym elementem jest święcenie koszyka z pokarmem. Najbardziej tradycyjny zawiera jajka, kiełbasę, pieczywo i sól. Warto rozważyć czy je kupić i poświęcić czy też podjąć staranie, by samodzielnie stworzyć pokarm. Da to naprawdę dużo satysfakcji. O ile jajka i sól powstają w taki sposób, że możemy je tylko kupić to kiełbasa i pieczywo jest produktem wytworzonym. Na Podlasiu bardzo wiele przywiązuje się uwagi do tradycji i zwyczajów. Dlatego też warto włożyć trochę serca od siebie, by jeszcze bardziej poczuć ich moc i samodzielnie wytworzyć takie produkty.

Ostatnie czasy są takie, że ludzie siedzą w domu przed ekranem komputera lub smartfona. To prosta droga do nieszczęścia. Dlatego też spędzenie czasu przy świątecznym stole z rodziną jest przerwaniem tej zmarnowanej drogi, do której sami siebie prowadzimy. Wielkanoc to nie jest zwykłe święto, bo to też czas by zastanowić się nad tym co w życiu robimy. Śmierć na krzyżu to nie tylko koniec, ale też początek czegoś nowego. Dlatego też warto zastanowić się co w życiu skończyć, by coś nowego zacząć.

Wytworzenie własnych produktów do koszyczka można potraktować właśnie w ten sposób – jako stworzenie czegoś nowego w swoim życiu, poświęcenie tego, a następnie spożycie. Może to natchnie Was również, by w ten sam sposób zmienić inne sprawy swego życia – jedne zakończyć, a innym dać nowy początek, poświęcić i skonsumować. To już pozostawiamy Wam do refleksji. My natomiast skupimy się na tym jak stworzyć własne pieczywo i kiełbasę do koszyka.

Zaczniemy od wędliny. Film – jak ją wykonać obejrzycie powyżej. Potrzebować będziecie następujących składników: Mięso mielone: boczek i łopatkę pokrojona w kostkę. Z przypraw mieloną gorczycę oraz pieprz ziołowy. Potrzebnych będzie też kilka ząbków czosnku (wedle uznania). Nie może też zabraknąć soli. Wszystko to znajdować się powinno w jelicie – więc ich też będziemy potrzebować.

Jeżeli chcecie stworzyć chleb na zakwasie, to musicie zacząć już teraz, bo tworzenie własnych produktów wymaga czasu.

Potrzebować będziecie zakwasu, drożdży, mąki żytniej i soli. Informacje o tym jak wszystko wykonać znajdziecie w filmie powyżej. Nam pozostaje życzyć smacznego!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Te piękności trzeba zobaczyć na własne oczy. Koniec remontu w tykocińskim kościele.

Ostatnio zachęcaliśmy do odwiedzenia Tykocina zimą, teraz wiosną znów jest okazja i to podwójna! Zakończył się remont zabytkowego kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej. Warto zobaczyć odświeżone, olśniewające wnętrza oraz obrazy znajdujące się w nim. Wbrew pozorom tematyka nie tylko będzie religijna – możemy bowiem podziwiać czasy, gdy Tykocin był potęgą i ważniejszym miastem Podlasia. Na szczególną uwagę zwrócić trzeba na jedyny w całej Polsce obraz Matki Boskiej Szlacheckiej, portrety Branickich, a także przepiękne malowidła na suficie.

Tykocin to także wiele innych miejsc, które warto zobaczyć – choćby Synagoga, wiatrak, klasztor, zamek czy kultowa „karczma” z U Pana Boga za miedzą i U Pana Boga w ogródku. Drugi powód, by zobaczyć Tykocin właśnie wiosną to rzeka Narew. Możemy ją podziwiać z mostu w Tykocinie lub też podjechać kawałek obok do Strękowej Góry. Możemy też zobaczyć jak rzeka Supraśl wpada do Narwi za starą szkołą w Złotorii.

Tykocin to miasto-skarb. Pamiątka po dawnej świetności Rzeczypospolitej Polskiej. Warto przypomnieć, że prawa miejskie powróciły do tego grodu dopiero w 1993 roku. Po II wojnie światowej z powodu zniszczeń te zostały utracone. Dlatego też – jadąc tam, podziwiając wszystko co ma do zaoferowania – jesteśmy świadkami – jak nasz region – kawałek po kawałku podniósł się po zbrodni Niemiec.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tajemnicza siwa małpa z puszczy? Obejrzyjcie dokument-klasyk „Dziwadło”.

Ireneusz Prokopiuk zasłynął swoimi produkcjami – szczególnie w naszym regionie. Najbardziej znany dokument jaki stworzył to „Rudaki”. To nazwa miejscowości na granicy z Białorusią, niedaleko Kruszynian, daleko na wschodzie. Dojazd tam przypomina dojazd na koniec świata. W 2003 roku autor pojechał tam z kamerą i zapytał starszych mieszkańców o to, co się w ich życiu zmieni, gdy 1 maja 2004 roku Polska będzie w Unii Europejskiej. Cóż… okazało się, że wielkie nadzieje jakie pokładali w członkostwie – Polacy – w Rudakach aż tak mocno nie wybrzmiewały.

Jeszcze innym dokumentem, który powstał w tamtym okresie było „Dziwiadło”. Tym razem Prokopiuk szukał małpy w Puszczy Białowieskiej. Zabawna historyjka po raz kolejny ukazała pewne zjawisko jak w Rudakach. Do tego w filmie można zobaczyć słynną Simonę Kossak. Akcja dokumentu dzieje się podbielskich wsiach: Podbiele oraz Kozły. Mieszkańcy skarżą się, że w lesie nocami wyje jakieś dziwadło. Co to może być? Człowiek? Pies? Małpa?

Simona Kossak wówczas apelowała, by sobie nie robić żartów, bo jeżeli to naprawdę małpa to właśnie marznie i trzeba ją zacząć szukać. Jak ta historia się skończyła? Po małpie słuch zaginął, ale legenda żyje nadal.

Partnerzy portalu:

Powstaną kolejne bloki. Tym razem obok ZUS i dawnego cmentarza.
Dziki parking znajduje się pomiędzy tym skwerkiem a ZUS.

Powstaną kolejne bloki. Tym razem obok ZUS i dawnego cmentarza.

Od lat parkowały tam samochody, teraz to się zmieni. Miasto postanowiło sprzedać działkę przy ZUS czyli prawie w samym centrum miasta. Jak nie trudno się domyślić – powstaną tam kolejne bloki. W tym przypadku to jednak zmiana na lepsze. Niemal każda informacja o budowie nowych bloków wywołuje duże emocje i w tym przypadku może być podobnie. Jednak gdy racjonalnie podejdziemy do tej inwestycji, to zauważymy, że jest słuszna.

Historia powstawania niektórych „apartamentów” to walka z zabytkami, które są palone po to, by nimi być przestały. W ten sposób wypalono osiedle Bojary, a teraz wypalane jest osiedle Przydworcowe. W tym przypadku również będzie powstawać blok na tym osiedlu, ale nie ma nic do wypalenia. Tym razem jest to dziki parking, z którego korzystają wszyscy, którzy pracują w ZUS i jego interesanci. Oczywiście unikając opłat za parkowanie. Tymczasem tendencja w Europie jest taka, by do centrum jeździć komunikacją miejską. W Białymstoku w godzinach szczytu i tak nie ma czym oddychać. Wieczorami w okolicy ZUS także. I chociaż parking czy też garaże zapewne też powstaną, to zdecydowanie zmniejszy się w tym miejscu rotacja aut. A to oznacza też mniej skumulowanych spalin.

Zupełnie obok jest odgrodzony teren dawnego cmentarza, który powstał gdy epidemia cholery masowo zabijała mieszkańców. Chociaż dawne dokumenty i fotografia tego nie wskazuje, to może się okazać, że rozkopując parking – ekipa budowlana natrafi na szczątki. Jeżeli tak się stanie, to deweloper może mieć problem. Na cmentarzu obok działki pochowani są Żydzi, a w ich kulturze nie ma zgody na przenoszenie miejsca pochówku. Dlatego jeżeli ktoś będzie próbował tak zrobić ryzykuje konflikt. Nawet jeżeli skończy się on po myśli dewelopera, to cała inwestycja może potrwać bardzo długo. Współczuć należy tylko przyszłym mieszkańcom „apartamentów”, bo to za ich pieniądze będzie realizowana inwestycja. Może być tak, że poczekają na swoje „M” nawet kilka lat.

Jeżeli jednak żadnych szczątków nie będzie, to likwidacja parkingu jest dobrym krokiem. Całe otoczenie ZUS-u to bloki i pawilony. Po drugiej stronie stoją też domy, ale jesteśmy przekonani, że to kwestia czasu, gdy zamienią się w blokowisko, bowiem wypalanie w tamtym rejonie idzie dosyć sprawnie. Szczególnie, że nikogo z władz to nie interesuje, które gdyby chciały to zatrzymać zmieniłyby lokalne prawo zagospodarowania przestrzennego. Nie interesuje to także organów ścigania, bo nawet jak wszczynają śledztwa, to nie potrafią złapać podpalaczy.

Można się zastanawiać tylko dlaczego miasto sprzedaje działkę zamiast ją zagospodarować. Teoretycznie mogliby stworzyć tam tereny zielone, by skwerek, dawny cmentarz i ten obecny parking tworzyły jedność. Pamiętajmy jednak, że do kasy budżetu miasta pieniądze muszą wpływać jeżeli mają powstawać kolejne inwestycje. Sprzedaż działki za miliony to możliwość pozyskania wkładu własnego na konkretną inwestycję za unijne pieniądze. Dlatego kolejny blok w blokowisku to lepszy pomysł niż dziki parking.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Nowa atrakcja powstanie w Rajgrodzie. Turyści będą zachwyceni!

Nowa atrakcja turystyczna w Podlaskiem powstanie w Rajgrodzie. Zostanie utworzona tam ścieżka edukacyjna, którą umiejscowią przy jeziorze. Do tego będzie wieża widokowa w najlepszym punkcie miasteczka.

Przypomnijmy, że Rajgród to przepiękne miasteczko położone pomiędzy Jeziorem Rajgrodzkim oraz Jeziorem Dręstwo. Płynie tam też rzeka Jegrznia. Kapitalna jest Góra Zamkowa na półwyspie oraz wiele wiele innych miejsc, które warto tam zobaczyć. Teraz do nich dołączy nowa atrakcja. Będzie to dwukilometrowy odcinek trasy, która rozpoczynać się będzie w porcie. Następnie biec będzie brzegiem Jeziora Rajgrodzkiego wokół Góry Zamkowej. Następnie dojdziemy do ujścia rzeki Jegrzni. Po drodze mijać będziemy punkty widokowe. Powstanie też wieża widokowa na Górze Zamkowej.

Zwiedzanie Rajgrodu możemy połączyć też ze zwiedzaniem pobliskiego Augustowa oraz Puszczy i Kanału Augustowskiego. Niedaleko miasteczka znajduje się także Osowiec-Twierdza i Biebrzański Park Narodowy.

Partnerzy portalu:

Szczucie na wilki działa. Postrzeloną i martwą samicę napotkał spacerowicz.

Szczucie na wilki działa. Postrzeloną i martwą samicę napotkał spacerowicz.

W maju 2018 roku przestrzegaliśmy, że od roku trwa kampania nienawiści wobec wilków. Od tamtego czasu sporo jeszcze zwierzętom dołożono. Mamy 2021 rok i ścisła ochrona tych zwierząt staje się fikcją. Stawiamy dolary przeciw orzechom, że tradycyjnie już nikt nie ruszy d… by złapać winnego. Wbrew pozorom nie jest to aż tak trudne, bo wiadomo że zrobił to myśliwy, a nie na przykład wędkarz czy grzybiarz. Trzeba tylko chcieć szukać. Rewir poszukiwań nie jest zbyt wielki, bo zabito wilka na terenie Nadleśnictwa Czarna Białostocka. Mógł to zrobić tylko myśliwy, który znał las. Taki, który by przyjechał na „występy gościnne” straciłby wiele czasu, na odnalezienie miejsca bytowego zwierzęcia. Ponadto nowy zapach – obcego człowieka wzbudziłby w wilku niepokój. Dlatego zabił go ktoś, kogo już „czuł” i się nie obawiał.

I teraz mamy taką oto sytuację, że na obrzeżach Puszczy Knyszyńskiej, po serii ataków na wilka i różnych zmyślonych historii – ściśle chroniony gatunek zwierzęcia jest bezkarnie odstrzeliwany. Konkretnie zginęła wilczyca. W jej ciele były rany postrzałowe – wlotowa i wylotowa w okolicach podbrzusza. Oznacza to, że strzał padł prawdopodobnie z dosyć bliskiej odległości lub pocisk był na tyle spory, że przeszył ciało zwierzęcia na wylot.

Mimo, że za zabicie wilka grozi 3 lata więżenia, to człowiek który się do tego dopuścił zapewne nigdy tam nie trafi. Problem z ochroną wilka nie jest traktowany zbyt poważnie. Zwierzę to wywołuje ogromne emocje i merytoryczne tłumaczenie, że wilk jest potrzebny w każdym większym lesie chociażby po to, by nie było nadmiaru roślinożernych zwierząt, które to swoją aktywnością zaburzą wyrastanie nowych drzew w lasach. W Polsce się tego nie uznaje, bo u nas za nadmiary zwierząt odpowiadają myśliwi.

Tradycje polowań sięgają czasów królewskich. Tak jak wtedy czyniono to dla przyjemności, tak też teraz jest to elitarna rozrywka, do której dopisano ideologiczną potrzebę istnienia. A prawda jest taka, że myśliwych powinno nie być – dlatego właśnie że są wilki. Czasem zdarza się, że są dzikie zwierzęta, które uporczywie nachodzą człowieka czyniąc szkody. Gdy robi to na przykład żubr – wystarczy go schwytać i wywieźć daleko i w głąb lasu, nie mógł wrócić. Ostatnio uczyniono pewien eksperyment. Weterynarz strzelał środkiem usypiającym do wilczycy. Okazało się, że zwierzę nie jest dzikie, tylko półdzikie. Wszystko wskazuje na to, że człowiek wykradł ją, gdy była młoda, a potem wyrzucił do lasu. Jak widać i w takich przykładach myśliwi też nie byli potrzebni. Niestety, jest to bardzo wpływowe towarzystwo, które w Polsce ma się dobrze.

I tak w 2017 roku rozpoczęła się kampania nienawiści skierowana w wilki. Straszono nimi przeróżnymi komunikatami urzędowymi, swoje dołożyli też dziennikarze – pisząc prawdziwe lub zmyślone historie. Faktem jest – że żadnemu człowiekowi z powodu wilka nie spadł włos z głowy. Od czasów wojny wilki zabiły 4 osoby… w Hiszpanii. Od 2017 roku i regularnej nagonki minęły 4 lata i zwierzęta te regularnie są zabijane przez myśliwych. Prawna ochrona wilka to fikcja, bo organ ścigania nie bardzo szuka. Po wpisaniu frazy w Google „myśliwy skazany” oraz po odrzuceniu spraw typu – „myśliwy zabił człowieka, bo pomylił go z dzikiem” odnaleźliśmy tylko jeden wyrok. Za zabicie wilka (i oskórowanie) w Bieszczadach – myśliwy został skazany na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata oraz 2200 zł kary.

W artykule czytamy też – że proces był precedensowy, bo przypadki nielegalnego zabijania wilków kończą się umorzeniem z powodu niewykrycia sprawców. Tym razem tak się nie stało, bo myśliwy został przyłapany na gorącym uczynku – podczas oskórowywania zwierzęcia. Mało tego – świadkiem był inny myśliwy i 5 dni po „donosie” został zawieszony przez Polski Związek Łowiecki w prawach członka.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Podlasie jest piękne! Ten film pokazuje najlepsze zakątki regionu.

Trudno jest wybrać jeden najlepszy, bo tych najlepszych zakątków na w Podlaskiem jest całe mnóstwo. Powyższy film pokazuje Białowieski Park Narodowy, Kruszyniany, Bohoniki, Wasilków i Świętą Wodę, a także klasztor w Wigrach. A to tylko ułamek tego, co Podlaskie oferuje zwiedzającym. Znów nadchodzą ciepłe dni, można więc planować turystyczne wypady po regionie. Żeby na spokojnie wszystko zobaczyć – trzeba co najmniej tygodnia.

Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć wszystko, to musiałby podzielić sobie województwo na mniejsze kawałki. Oddzielnie zwiedzić południe (namiastka w filmie powyżej), osobno wschód (miejsca z głównego filmu) a także jeszcze osobno północ. Warto też zobaczyć zachód, który trzeba by było podzielić na tereny biebrzańskie, łomżyńskie i ciechanowskie. Niekiedy trzeba byłoby zwiedzać powiatami, żeby nie przeoczyć niczego.

Dlatego też dobrym pomysłem jest przyjechanie do Białegostoku i tu pozostanie na cały czas zwiedzania. Dosyć dobrze skomunikowanie pociągami pozwoli zwiedzić część. W bardziej niedostępne miejsca dojedzie też autobus. W ostateczności można skorzystać z wynajmowania samochodu. Oczywiście to wszystko zakładając, że nie macie własnego środka transportu, aczkolwiek w dzisiejszych czasach to rzadkość.

Niech te filmy będą namiastką tego co można na Podlasiu zobaczyć. Właściwą wycieczkę zorganizujcie samodzielnie – da Wam to dużo frajdy. Pomóc może Wam w tym nasz dział „atrakcje” i „turystyka”.

Partnerzy portalu:

Żołnierze robili ćwiczenia. Przy okazji powstały zdjęcia pięknych widoków!

Żołnierze robili ćwiczenia. Przy okazji powstały zdjęcia pięknych widoków!

Żołnierze grupy rozpoznania obrazowego 1 Podlaskiej Brygady Obrony Terytorialnejprowadza obecnie ćwiczenia, a przy okazji monitorują sytuację hydrologiczną w regionie. Stany rzek podniosły się po zimie, co jest naturalne, jednak grozi to lokalnym podtopieniami, zatem lepiej być wcześniej przygotowanym. Żołnierze muszą podtrzymywać uprawnienia robiąc nalot minimum co 120 dni przez 5 godzin. Dla nas nie ma to znaczenia, ale efekty tych ćwiczeń (poniżej) już tak. Loty wykonywane są nad rzeką Narew na styku gmin Bielsk Podlaski i Zabłudów. Konkretnie w okolicach Plosek.

 

 

Partnerzy portalu:

Znacie Kozi Rynek? Wspaniała kładka nad bagnami.
fot. Zala / Wikipedia

Znacie Kozi Rynek? Wspaniała kładka nad bagnami.

Wzgórze otoczone bagnami w okolicach Augustowa znane jest jako Kozi Rynek. W jego pobliżu znajduje się ścieżka edukacyjna. Doskonała na leśny spacer. Trzeba tylko poczekać na lepszą pogodę, aż będzie bardziej sucho. Warto dodać, że nadaje się ona zarówno dla dorosłych jak i dzieci. Atrakcja znajduje się na drodze Augustów – Lipsk. Dlatego, jadąc z Białegostoku możemy wyruszyć na Sokółkę i Dąbrowę Białostocką i uwzględnić także te miejscowości w dziennym planie zwiedzania. Jeżeli wyruszymy odpowiednio wcześnie rano, przed świtem, to jest szansa że napotkamy dziką zwierzynę, której w okolicach jest pełno.

Rezerwat ma parking, gdzie możemy pozostawić samochód. Na miejscu stoi też obelisk pamiątkowy dotyczący powstańców styczniowych. To tam zaczniemy wycieczkę idąc wyznaczoną ścieżką. Po drodze miniemy 22 tematyczne przystanki – w tym miejsce na ognisko, kładkę oraz jeszcze jedno miejsce upamiętniające powstańców. Do tego po drodze napotkamy mnóstwo informacji przyrodniczych.

Jeżeli będziemy tam latem, to jednym z piękniejszych miejsc będzie roślinny „tunel” czyli droga prowadząca przez gęsto zarośnięte miejsce tworzące niesamowite wrażenie. To także doskonałe miejsce na zbieranie grzybów. A jeżeli będziemy mieli ochotę na ognisko, to kijki na kiełbaski już są.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Jak powstaje tradycyjny chleb na zakwasie? Na Podlasiu właśnie tak.

Miejscowość Pawły to jedno z miejsc krainy otwartych okiennic oraz pięknych kolorowych cerkwi. Trześcianka, Puchły i Soce – to najbardziej znane miejsca dla turystów. Jednak w okolicy warto też zobaczyć Ryboły, Ciełuszki i właśnie Pawły. To właśnie w tej ostatniej miejscowości Walentyna Krasnodemska pokazała jak tradycyjnie na Podlasiu powstaje chleb na zakwasie. Podstawowym składnikiem jest zakwas. Do jego sporządzenia potrzebnych będzie kilka kromek suchego chleba oraz ciepła, przegotowana woda (1 litr). Zalewamy połamany chleb wodą i pozostawiamy na 4-5 dni.

Po tym czasie dodajemy do odczynu drożdże (1/3 kostki). To podstawa chleba. Następnie dodajemy 3 kg mąki. Jest to ilość jest orientacyjna, bo należy sprawdzić czy ciasto nie będzie za gęste. Przygotowaną mieszaninę odczynu, drożdży i mąki odstawiamy na 10-12 godzin. Następnie powstały rozczyn trzeba posolić (ok. garść na taką ilość). Mieszamy. Dodajemy mąkę. Jej ilość powinna być podporządkowana gęstości ciasta, ponieważ w takiej formie zostanie upieczona. Ponownie mieszamy.

Nagrzewamy piekarnik na 220 stopni. Następnie nakładamy ciasto na blachy. Pieczemy do momentu zarumienienia się skórki. Upieczony chleb powinien łatwo odchodzić od blachy. Aby chleb był miękki smarujemy go z wierzchu wodą i czekamy aż ostygnie. Wypiek musi znajdować się pod ściereczką lub pod ręcznikiem. Gdy wystygnie – można się zajadać!

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Tych Panów przedstawiać nie trzeba. Zobaczcie jak oni śpiewają!

Może trochę przesadziliśmy ze stwierdzeniem „śpiewają”, ale jakieś dźwięki z siebie wydają. Aktorzy Białostockiego Teatru Lalek – Ryszard Doliński, Andrzej Beya-Zaborski i Krzysztof Dzierma wystąpili w piosence „Naturszczycy”, która pochodzi ze spektaklu „Krótki kurs piosenki aktorskiej” – Wojciecha Szelachowskiego. Samo wystąpienie przed kamerami wyreżyserował natomiast Maciej Szelachowski.

Panowie znani są z niezapomnianej trylogii „U Pana Boga…” Jacka Bromskiego, gdzie wcielili się w rolę zacnych mieszkańców Królowego Mostu – proboszcza (Dzierma), komendanta (Beya-Zaborski) i przedsiębiorcy (Doliński). Warto jednak dodać, że wszyscy trzej mają na koncie bardzo wiele udanych występów teatralnych. Choćby Ryszard Doliński w kultowym Texas Jim, Beya-Zaborski w Szwejku. Krzysztof Dzierma to natomiast kompozytor. Jest twórcą muzyki do ponad spektakli teatralnych w całej Polsce. Dlatego też jego występ w „Krótkim kursie piosenki aktorskiej” to unikat, gdyż wcześniej widzieliśmy go właśnie tylko w filmach Bromskiego.

Spektakl „Krótki kurs piosenki aktorskiej” miał swoją premierę w 2015 roku.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Przepiękna zima, cudowne widoki. W poszukiwaniu żubra na Podlasiu.

Tytuł tego filmu może być mylący. Bowiem autor jest YouTuberem i w ten sposób (chyba?) szukał sposobów na kliknięcia. My natomiast postanowiliśmy wspomnieć o tym filmie, bo ujęcia były tego warte. Przepiękna zimowa aura sprawiła, że nasz region wyglądał magicznie. Zazwyczaj spędzające dnie w lasach żubry natomiast wyszły na polany w poszukiwaniu jedzenia. Wykorzystał to autor filmu i zaprezentował swoim widzom. W efekcie można teraz podziwiać wspaniałe obrazy województwa podlaskiego.

Autor „Kołem się toczy” pisze tak: Żubra chciałem zobaczyć już od baaaardzo dawna. Natomiast blisko 3 lata temu pojawił się w mojej głowie pomysł odwiedzenia Podlasia zimą celem poszukania żubrów i nagrania o żubrach filmu. Jako, że najlepszym okresem do obserwacji dziko żyjących żubrów jest zima, to też ciężko było mi się zebrać w sobie i pojechać na Podlasie w tym okresie. Sami rozumiecie – nie mam sań i reniferów żeby na Podlasie dojechać (eh te podlaskie żarciki :D). No ale przez deficyt podróży ostatnimi czasy w końcu się zmobilizowałem (było łatwiej po zrobieniu prawka 😀 ) no i pojechałem hen na daleką północ celem znalezienia Żubrów. Ale tych dzikich żubrów oczywiście! Żadne tam zagrody mnie nie interesują. No i po 2 tygodniach poszukiwań powstał taki oto właśnie film.

Partnerzy portalu:

Białystok zaprasza do spalenia zabytku? Atrakcyjna lokalizacja pod blok.
Kto by nie chciał mieszkać w takiej okolicy?

Białystok zaprasza do spalenia zabytku? Atrakcyjna lokalizacja pod blok.

Mimo, że prawie 4 lata temu dokładnie opisaliśmy proceder palenia zabytków w Białymstoku, mimo ogromnej liczby czytelników, a także pozostawionych reakcji, udostępnień, komentarzy, nikt z miasta nie kiwnął nawet palcem. Od tamtego czasu spłonęły „tylko” stare domy w okolicach Kopernika czy Sosnowskiego. Tym razem wchodzi w grę spalenie zabytku stojącego w atrakcyjnym miejscu – przy ul. Św. Rocha 11. Idealne miejsce pod blok.

Przypomnijmy na czym polega proceder. Otóż uchwalone w Białymstoku plany zagospodarowania przestrzennego (czyli lokalne prawo) są tak skonstruowane, że nie tylko w żaden sposób nie chronią zabytków, ale wręcz zachęcają do jego spalenia po to, by mógł pojawić się tam blok. Jak to działa? W skrócie tak:

Jeżeli próbowalibyście przeczytać uchwałę Rady Miasta Białystok nr XXVI/417/16 z 24 października 2016r. to prawdopodobnie niewiele byście zrozumieli. Jest napisana rzecz jasna urzędowym i zawiłym językiem, przerzucając “czytelnika” po gąszczu przepisów. Dzięki takiej konstrukcji bardzo łatwo coś ukryć przed tymi, którzy “nie są w temacie”. Powiedzmy sobie szczerze czy przeciętnego białostoczanina obchodzi plan zagospodarowania przestrzennego? O ile nie chce urządzać przestrzeni w mieście to nie. Plan jest dla tych, którzy budują w mieście budynki – a tak się składa, że w ostatnich latach bardzo aktywnie budują wszelkiej maści deweloperzy. Wpychają swoje “apartamenty” gdzie się da.

Zatem jesteśmy oto świadkami takiej oto sytuacji. Otóż urzędnik przygotowujący treść uchwały sformułował taki sprytny przepis. Radni przegłosowali plan i tym samym uchwalili sytuację, w której jeżeli dojdzie do przypadku, że zabytek zostanie zniszczony to można budować 6 a nawet 7-piętrowy blok.

Zabytkowa willa z 1929 roku znajduje się po lewej stronie – przy budynku Białostockiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Więcej o tym procederze:

Skandal w Białymstoku! Lokalne prawo zachęca do podpalenia! Spalony zabytek stoi na działce dewelopera.

Proceder trwa od kilkunastu lat. Poniżej opis jak znikała dzielnica historyczna – Bojary.

Płoną i niszczeją zabytki w Białymstoku. Developer i znana spółka medyczna właścicielami działek

Wracając do ul. Rocha 11. Dokładnie tak samo jest i w przypadku budynku z 1929 roku, który tam stoi. Budynek jest zdewastowany i opuszczony. Po co remontować? Szkoda pieniędzy. Dlatego mimo że zabytkowa, to jednak „rudera” jest na sprzedaż. Za 1,1 mln zł. Cóż z tego, że budynek jest objęty ochroną konserwatorską, skoro w planie zagospodarowania przestrzennego jest zapisane, że można w tym miejscu zbudować 20-metrowy blok. Oczywiście, jeżeli dotychczasowy budynek przestanie istnieć, a zatem zostanie z niego ochrona zdjęta. Czy potrzeba lepszego zaproszenia do spalenia? Oczywiście, że nie, bo od kilkunastu lat taki proceder doskonale się sprawdza, a władze miasta mimo możliwości naprawienia błędu w postaci zmiany prawa – nadal ignorują temat. Przypomnijmy jeszcze na koniec, że jeszcze w 2012 roku budynek władze chciały wyburzyć. Wówczas zainterweniował konserwator, który wpisał go do ewidencji zabytków.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Pielmieni to wyjątkowy przysmak. Można go posmakować na Podlasiu.

Pielmieni to potrawa, która na Podlasie przywędrowała aż z Syberii! U nas upowszechniła się za sprawą bieżeństwa, gdy prześladowani uciekali z Polski na wschód. Osób takich można liczyć w miliony, stąd też wielu mieszkańców ma lub miało w swojej rodzinie dziadków i pradziadków, którzy przeżyli wygnanie. Ci, którzy skazani byli na tułaczkę często nie przeżywali tego. Niektórzy mieli więcej szczęścia i wrócili. Z bagażem doświadczeń, przywozili ze sobą nowe pieśni, wzory tkackie, wiedzę o tradycjach i zwyczajach, ale też przepisy kulinarne. W tym właśnie Pielmieni czyli małe pierożki z nadzieniem mięsnym.

Nazwa pielmieni pochodzi z okolic Uralu i oznacza „chlebowe ucho”. Pierożki od naszych pierogów różnią się nie tylko rozmiarem, ale jeszcze tym, że w środku oprócz mięsnego farszu mają jeszcze przepyszny rosół. Stąd potrzeba, by były małe, bo aby poznać ich smak – trzeba wkładać do buzi w całości. Jak się je robi? Można zobaczyć w filmie powyżej. Oprócz tego można zobaczyć jak plecie się kosze ze słomy, wazony czy pojemniki.

Co do pielmieni – to żeby je stworzyć potrzebujemy mąki, jajka, wody i oliwy. Do farszu potrzebować będziemy surowego mięsa i cebuli. Do tego jeszcze musimy zrobić rosół, by na wszystko ze sobą wszystko połączyć. Warto też mieć kieliszek, dzięki któremu uda nam się stworzyć maleńkie krążki na pierożki. Pielmieni gotujemy krótko. Gdy wypłyną z wody, to ok. 2-3 minuty. Można je podawać z podsmażoną cebulką, masłem i pieprzem, ze śmietaną a nawet z octem. Pielmieni mają niepowtarzalny i wyjątkowy smak.

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Te widoki zapierają dech w piersiach. Tak wygląda Podlaska Noc 2.0.

Film autorstwa Szczepana Skibickiego – Podlaska noc 2.0 to projekt który był realizowany przez ostatnie 5 lat. Żeby nagrać takie wyjątkowe obrazy trzeba poświęcić bardzo dużo czasu. Szczególnie, że nie jesteśmy Kalifornią i pogoda u nas nie zawsze dopisuje. A żeby stworzyć jedno dobre ujęcie w technice poklatkowej – trzeba poświęcić niekiedy wiele godzin. Tutaj mamy takich ujęć sporo – a każde idealne. Do tego występują na nich takie rzadkie zjawiska jak zorze polarne, obłoki srebrzyste czy komety.

Ponadto autor filmu wykorzystał specjalne techniki aparatu fotograficznego – dzięki czemu można było zobaczyć mgławice, których czego gołym okiem nie widać. Muzyka do filmu jest autorstwa Sw@da. Furorę na filmie robi także ogromny dąb ze wsi Przybudki, supraska kładka z zorzą w tle. Jest też stary wiatrak z Maciejkowej Góry oraz znana z wielu zdjęć kapliczka ze wsi Brody.

Wyjątkowe dzieło można podziwiać i za chwilę zapomnieć, ale może być tez inspirujące by podróżować po Podlasiu także nocą. Nie tylko dla robienia zdjęć, ale także dla słuchania dźwięków. Odgłosy zwierząt i całej natury rozpalają wyobraźnię. Jeżeli do tego dodamy trzaski z ogniska, to uda nam się stworzyć wyjątkowy klimat. Oczywiście najlepiej, gdy będzie ciepła, letnia noc.

 

Partnerzy portalu:

Featured Video Play Icon

Nękał stado żubrów dronem. Zapowiada walkę z tymi zwierzętami!

Jest to sprawa dosyć kontrowersyjna, bo zachowanie nagrywającego oburzające. Czy to był właściwy sposób na zwrócenie uwagi na problem z żubrami? Chyba jednak nie. Mimo wszystko sprawę trzeba wyjaśnić uczciwie. Król puszczy sprawa kłopoty rolnikom. W internecie odgrażają się, że będą walczyć z tymi wspaniałymi zwierzętami.

Zacznijmy od omówienia filmu. Nękanie i „ganianie” żubrów przy pomocy drona można uznać nawet za przestępstwo dręczenia zwierząt – szczególnie, że te są pod ochroną. Zatem powyższy film może stanowić dowód przestępstwa. Dlatego też kopię zachowaliśmy na wypadek, gdyby został on usunięty z YouTube z kanału „Rolnik nieprofesjonalny”. Jeżeli tak się stanie – opublikujemy tu jego kopię. Może się wydawać, że to nic takiego, a jednak prawo precyzuje że złośliwe straszenie i umyślne drażnienie zwierząt jest wypełnieniem tego czynu. Dodatkowo przepisy mówią, że płoszenie żubrów bez zgody Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska jest zabronione!

Dlaczego ten film w ogóle powstał? Najprawdopodobniej by nagłośnić problem rolników z żubrami. Co roku, gdy jest zima żubry mają mieć zapewnione siano w wyznaczonych miejscach. Dzięki czemu chronione zwierzęta nie muszą głodować w lesie. Leśnicy podpisują umowę z rolnikami, a następnie formowane są wielkie stogi. Żubry owszem z tego korzystają, ale jest pewien problem. Zamiast siana – wolą rzepak. Ponadto stada się coraz bardziej rozrastają i dzielą na kolejne stada. Jak wskazuje autor filmu – problem dotyczy Hajnówki, Krynek, Orli i Bielska Podlaskiego. Dodaje też, że żubry potrafią rzepak wygrzebać spod śniegu. Gdy stado się naje, to pozostawia po sobie zniszczone uprawy i puste połacie. Ze swojej strony dodamy także, że kłopoty sprawia także niedawno powstałe stado z Puszczy Augustowskiej. Tam problem występuję w okolicach Lipska. Tam żubry wykradają zapasy zmagazynowane przez hodowców bydła.

Zwierzęta uszkadzają zgromadzoną kiszonkę i oprócz wyjadania części pryzm niszczą też folię zabezpieczającą zapasy paszy. Rolnicy, chociaż mogą liczyć na odszkodowania z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska są zrozpaczeni bo niemal codziennie muszą patrzeć na to jak zwierzęta potęgują straty. – Czytamy na agroprofil.pl. Autor powyższego filmu pisze natomiast – W tym roku o odszkodowaniach można zapomnieć – za rok rolnicy biorą sprawy w swoje ręce gdyż już nie wytrzymują . Mimo, że żubry są piękne – rolnicy będą walczyć by te nie przedostawały się na pola – wyjaśnia Hubert Ojdana.

Jak podaje agroprofil.pl – w ubiegłym roku o odszkodowania za straty spowodowane przez żubry, rolnicy z Podlasia wnioskowali aż 193 razy, a łączna wysokość wypłat przekracza milion złotych. Jednak nie o pieniądze chodzi. Rolnicy są zdeterminowani, by problem jakoś rozwiązać. W Lipsku już zaczęto działać z lokalnymi władzami. Czy przepędzanie żubrów ma sens? Nie łudźmy się – gdzieś znikną, to gdzieś się pojawią. Być może leśnicy powinni urozmaicić dietę swoich podopiecznych? Skoro siano już nie wystarcza…

Partnerzy portalu:

Będzie nowa atrakcja na Podlasiu. Nocowanie w lesie pod gołym niebem!

Będzie nowa atrakcja na Podlasiu. Nocowanie w lesie pod gołym niebem!

W tamtym roku był tylko pilotaż, a teraz już będzie można to robić w wielu miejscach. Mowa o nocowaniu w lasach. Do tej pory było to całkowicie nielegalne, zaś ktoś kto podejmował próby rozbijania biwaku narażał się na mandat. Każdy większy kompleks jest bowiem ostoją dla dzikich zwierząt. Stała obecność człowieka zakłóciłaby ich życie. Dlatego teraz, po przeprowadzaniu „testów” wypracowano najlepsze zasady, by nocowanie w lesie zalegalizować.

W każdym nadleśnictwie w Polsce Lasy Państwowe wyznaczą obszar, gdzie będzie można rozbijać biwak. Miejsca będą gotowe od 1 maja 2021 roku. Każdy wyznaczony teren będzie liczyć około 1,5 hektara. Jeżeli ktoś nie zajmuje się rolnictwem i nie umie sobie wyobrazić takiego obszaru, to podpowiadamy. Jest to tyle miejsca, gdzie deweloper jest w stanie wybudować 6 bloków mieszkalnych.

Co ciekawe, na wyznaczonych terenach będzie można używać kuchenek gazowych. Jedno obozowisko będzie mogło liczyć maksymalnie 9 osób. A ich przebywanie będzie mogło potrwać nie dłużej niż 2 noce. Każdorazowo tego typu wypad trzeba będzie zgłosić do nadleśnictwa. Nie będzie to trudne. Wystarczyć ma wysłanie e-maila i czekanie na potwierdzenie. Oczywiste jest, że po zakończeniu biwaku będzie trzeba po sobie posprzątać.

Obecnie szacuje się iż w Polsce grupa osób interesująca się bushcraftem liczy sobie 40 tys. osób i stale rośnie. Warto pamiętać, że utrzymanie programu będzie zależeć w głównej mierze od osób korzystających. Póki co należy poczekać na informacje z nadleśnictw – które konkretnie tereny wyznaczyli.

 

Partnerzy portalu:

Prezydent ma zielone światło. Może wycinać las pod lotnisko. Przeciwnicy już się mobilizują.

Prezydent ma zielone światło. Może wycinać las pod lotnisko. Przeciwnicy już się mobilizują.

Prezydent może już planować dokończenie inwestycji na Krywlanach, ale wycięcie lasu to ogromna operacja. Nie tylko logistyczna. Potrzebna mu będzie równie silna psychika. Naprawdę bardzo wiele osób przeciwnych lotnisku już się organizuje w internecie, by „uratować” las Solnicki. Impulsem do działania było zatrzymanie innej (skądinąd bezsensownej) wycinki – Lasu Turczyńskiego. Ponadto wiele protestujących mieszka blisko Krywlan, zatem trudno by byli zadowoleni, że w końcu po wielu latach może się udać tam utworzenie lotniska. Szczególnie, że daje się we znaki im działalność toru wyścigowego.

Chociaż wielokrotnie pisaliśmy, że utworzenie na Krywlanach lotniska lokalnego jest dobrą decyzją i trzeba ją dokończyć jak najszybciej, to i tak nie mamy zamiaru przekonywać mobilizujących się. Mamy jednak nadzieję, że gdy nastąpi już moment „próby sił”, to jednak zwyciężą Krywlany, a nie ich przeciwnicy. Po prostu musimy spojrzeć prawdzie w oczy – to jedyne lotnisko na Podlasiu jakie ma szanse powstać dla zwykłych mieszkańców.

Nieprawdziwie przytacza się argument o jakiejś grupie biznesmenów, która będzie na wyłączność korzystać z Krywlan. Przede wszystkim u nas praktycznie nie ma wielkich biznesmenów, bo po co mieliby u nas być – skoro zaledwie 200 km obok jest Warszawa i dużo większe możliwości? Póki co wiemy o jednym, który będzie korzystać z Krywlan. Tylko, że on już to robi od dawna i nie potrzebuje nowego pasa. Jest jeszcze inny biznesmen, ale on ma nie tylko swój własny samolot, ale też i własne lotnisko – w Narwi.

Dlatego też jeżeli uda się dokończyć Krywlany, to zaistnieje szansa na regularne loty dla zwykłych mieszkańców. Szczególnie, że zainteresowanie Białymstokiem okazywała firma LOT. Pamiętać należy również, że firmy lotnicze nie zarabiają na pasażerach „kokosów”. Te przynosi transport towarów. Dzięki Krywlanom poprawimy swoje możliwości importu i eksportu. Warto pamiętać też, że bez lotniska nie mamy szans na imprezy o charakterze międzynarodowym. Możecie wierzyć lub nie – gdyby było można wylądować w Białymstoku – to na stadionie można by było organizować więcej imprez sportowych niż Ekstraklasa. Tak samo w mieście mogłyby wystąpić gwiazdy, które teraz co najwyżej pojawiają się w Warszawie, Krakowie, Katowicach czy Łodzi.

Jeżeli chcemy wyjść z gospodarczego, kulturalnego i transportowego „doła”, to Krywlany są dla nas ostatnią deską ratunku. Lasu szkoda, ale utraconej szansy jeszcze bardziej.

Partnerzy portalu: