Nad miastem przeleciał tajemniczy obiekt

Nad miastem przeleciał tajemniczy obiekt

W Sokółce na Podlasiu dochodzi do tajemniczych zjawisk. Chyba nie ma nikogo, kto nie słyszałby o przemienieniu hostii w ludzkie serce. Mało jednak wie o tym, że nad miastem kilkanaście lat temu przeleciał niezidentyfikowany obiekt. Czyżby to sprawka Białorusinów? 

 

Dochodziło do północy. Świadek, leżąc w łóżku, na chwilę doznał paraliżu. Gdy niedowład ustąpił, udał się do okna. Odsłonił zasłony. Ku wielkiemu zdziwieniu zauważył jasne światło przypominające gwiazdę. To nie były złudzenia. Obiekt widzieli również inni domownicy. Ten poruszał się chaotycznie. Przybliżał się i oddalał. Jego zachowanie nie przypominało żadnego samolotu czy innej konstrukcji. Rodzina postanowiła przypatrzeć się zjawisku z bliska. Wyszli na zewnątrz. Jako że obiekt zaczął się oddalać, zaczął się pościg.

 

Jadąc samochodem dostrzegli, że na trasie przelotu tajemniczego pojazdu gasną wszystkie światła. Mimo nocnego chłodu, temperatura otoczenia była zaskakująco wysoka. Obiekt zatrzymał się nad łąką. Zniżył swój lot do kilkunastu metrów. Kształtem przypominał autobus. Miał 10 m. długości i ok. 3 m. wysokości. Wydawał też dźwięk przypominający buczenie. Od spodu wydawał się posiadać konstrukcję przypominającą poduszkowca. Reszta była w metalicznym charakterze.

 

Pojazd wykonał kilka nagłych obrotów po czym odleciał z nietypową trajektorią. Próba uchwycenia go w obiektywie aparatu w komórce skończyła się niepowodzeniem. Obiekt był widziany tej nocy przez wiele osób. Niestety zjawisko ze względu na brak specjalistów w okolicy nie mogło być zbadane. Możemy domniemywać, iż mógł być to tajny wojskowy pojazd.

Partnerzy portalu:

Niemcy zmienili zabytek w bunkier

Niemcy zmienili zabytek w bunkier

Pałacyk zlokalizowany na białostockich Dojlidach, powstał w latach 60-tych XIX w samym środku folwarku. Wybudował go senator Alekander Kruzensztern. Jego okazały taras umożliwiał podziwianie największego z sąsiadujących stawów. Budynek stylizowano na neorenesansową wille włoską, choć posiadał również wstawki klasycystyczne. Największe wrażenie robi skierowana ku północy fasada.

 

Do dziś nie wiadomo nic o wystroju pałacowych komnat. Nie zachowały się żadne fotografie i rysunki. Jako że gościły samego cara Mikołaja II musiały opływać w luksusy. W czasie wizyty właścicielką pałacu była hrabina Zofia Rudigerowa. Największy rozkwit obiektu nastąpił dzięki staraniom Jerzego Lubomirskiego. Rozbudował on okoliczny browar, przez co stał się głównym zakładem w regionie. Lubomirski znacznie rozbudował okalający pałac park, zajął się też stawami, które dawały 50 tys. kilogramów ryb rocznie.

 

Okres prosperity skończyła II Wojna Światowa. Wpierw Rosjanie zniszczyli wnętrza, zaś Niemcy rozebrali wschodnie skrzydło na rzecz budowy bunkra. Szef niemieckiej administracji nie spędził  w nim zbyt wiele czasu. Dowiedziawszy się o planowanym zamachu wytrzymał w pałacu tylko jedną noc. Po zakończeniu wojny pałac został przekazany szkole rolniczej, a następnie prywatnej uczelni, która doprowadziła do remontu generalnego, przywracając obiektowi dawny blask.

 

 

 

 

 

 

Partnerzy portalu:

Nawet dzieci mogą spróbować swych sił

Nawet dzieci mogą spróbować swych sił

Do najczęstszych rozrywek wybieranych przez turystów przebywających w Augustowie i okolicach, należą zdecydowanie spływy kajakowe. Co najważniejsze,  każdy ma wpływ na wybór trasy i jej długość. Dzięki temu w takich wyprawach uczestniczą również dzieci. Spływy mogą być zarówno jednodniowe, jak i trwać przez prawie cały tydzień. Wówczas to po drodze zapewnione są inne atrakcje, uwieńczane nocowaniem nad brzegiem jezior. Trasy wiodą przez malownicze tereny Puszczy Augustowskiej – bagna i łąki.

 

Spotkamy na swej drodze różnego rodzaju ptactwo i rzadkie rośliny. Najczęściej wybiera się spływy po Czarnej Hańczy, jeziorze Sajno, Rospudzie i Netcie. Niezwykle ciekawa jest trasa biegnąca przez Dolinę Rospudy. Miejscami możemy mieć wrażenie, że jest to rzeka górska. Kamieniste dno, szybki nurt i powalone drzewa – to jej cechy charakterystyczne. Cała podróż może trwać nawet do pięciu dni, a jej łączna długość liczy łącznie około 105 km.

Partnerzy portalu:

Turyści nie wejdą do świątyni

Turyści nie wejdą do świątyni

Na terenie Bielska Podlaskiego odnajdziemy liczne budowle sakralne. Jedną z ciekawszych jest bez wątpienia drewniana cerkiew św. Michała Archanioła. Działkę pod jej budowę podarował sam król Zygmunt I Stary, lecz sama cerkiew powstała za pieniądze wiernych. Większa część konstrukcji pochodzi z końca XVIII w. Niektóre fragmenty, w tym też dzwonnicę dobudowano znacznie później.

 

Świątynia posiada oprócz głównej wieży, jeszcze trzy mniejsze. Ciekawostką jest fakt, że ikony zdobią cerkiew zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.Ponad wejściem do świątyni zauważymy ikonę jej patrona – św. Michała Archanioła. Na tyłach cerkwi ulokowano baptysterium, a tuż przy niej dom parafialny.Wnętrze obiektu nie jest dostępne dla turystów.

Partnerzy portalu:

Odstraszały wroga. Nikt nie zdołał ich zdobyć.

Odstraszały wroga. Nikt nie zdołał ich zdobyć.

Dużą atrakcją dla fanów historii i militariów jest Twierdza Osowiec, nazywana również polskim ”Verdun”. Odnajdziemy ją kilkadziesiąt kilometrów na północ od Białegostoku, w powiecie monieckim. W 1988 r. wpisano ją do rejestru zabytków. Niegdyś stanowiła istotny element umocnień imperium rosyjskiego, doskonale wykorzystując walory obronne bagien biebrzańskich. Budowę twierdzy zaczęto w 1882 r. by zakończyć 10 lat później. Towarzyszył jej rozkwit gospodarczy regionu.

 

Wzrósł transport kolejowy i rozwinął się handel. Do wybuchu I wojny światowej prowadzono prace modernizacyjne, które skupiały się na wzmacnianiu ceglanych budowli dolewkami betonu. W sumie stworzono cztery forty – Centralny, Zarzeczny, Szwedzki i Nowy. Umocnienia zdały swój egzamin celująco. Żołnierze opuścili twierdzę dopiero ze względu na niekorzystną sytuację na froncie. W czasie II Wojny Światowej, sam fakt jej istnienia odstraszył wroga, do czego przyczyniły się również zapory przeciwczołgowe.

 

Na terenie tego pierwszego fortu, dzięki Osowieckiemu Towarzystwu Fortyfikacyjnemu, utworzono Muzeum Twierdzy Osowiec. Oddano również do zwiedzania trasę historyczno – przyrodniczą. W podziemiach budowli wojskowych znajduje się jedno z największych zimowych nietoperzy w Polsce. Ze schronami wiążą się liczne legendy. Oprócz czarnej damy mamy tu też tunel śmierci, gdzie pokutuje duch rosyjskiego oficera.

Partnerzy portalu:

Noblistka odpoczywała na Podlasiu

Noblistka odpoczywała na Podlasiu

Giełczyn to niewielka wieś w powiecie łomżyńskim. Jak w większości małych miejscowości na Podlasiu, jej centrum stanowi świątynia. Kościół, choć nieczynny jest perełką architektury sakralnej. Przed laty w kościele widywano młodą Marię Skłodowską, uczęszczającą wówczas jeszcze do gimnazjum.

 

W 1884 r. przebywała razem z siostrą Heleną  w domu zamożnego Francuza Ludwika de Fleury – nauczyciela syna hrabiego Potockiego. Jego żona była zaś dawną uczennicą matki dziewczyn. Stąd też wcześniejsza znajomość.

 

Przyszła noblistka przywożona była powozem na mszę z pobliskiego dworku w Kępie Giełczyńskiej. Z pamiętnika Heleny można dowiedzieć się, że to było wyjątkowo szalone lato. Ponoć robiły to, co nie przystoi córkom tak poważnego ojca. Dziewczyny zachwycone pięknem okolicznej przyrody przez długie lata wspominały wyjazd.

Partnerzy portalu:

Te zwierzęta na Podlasiu zwiastują śmierć

Te zwierzęta na Podlasiu zwiastują śmierć

Wschodnie regiony Polski pełne są mistycyzmu. Liczne przesądy i zabobony niegdyś stanowiły nieodłączny element codzienności. Na Podlasiu wierzy się, że niektóre zwierzęta mogą przewidzieć śmierć. Najczęstszym zwiastunem jest wycie psa. Wydaje się, że to nic szczególnego. Psy bowiem wyją w innych sytuacjach. Gdy jednak ktoś z rodziny przebywa choćby w szpitalu, a pysk wyjącego psa skierowany jest ku ziemi, trzeba być przygotowanym na najgorsze.Rzadziej praktykowana wróżba wiąże się z koniem. Jeśli kopał on pod domem gdzie leżał chory, wkrótce zawita tam śmierć. Dawniej uważano również, iż jeśli konie wiozące księdza, obejrzą się za siebie, lub będą spocone, to kostucha czyha w pobliżu. 

Ciekawym zwiastunem śmierci są krety, a właściwie ich kopce pod domem. Zwierzęta miały w ten sposób wyprowadzać duszę z gospodarstwa. Na wsiach panowało również przekonanie, iż nieszczęście przynosi piejąca kura. Dlatego też praktykowano tzw. przemierzanie. Polegało ona na mierzeniu kurą domostwa. Wygląda to dosyć absurdalnie trzeba przyznać. Gdy na progu wypadła głowa, ptaka należało zabić, jeśli zaś ogon, trzeba było go odciąć. Miało to ochronić domownika od szponów śmierci. Ludzie obawiali się ponadto sowy, a dokładnie jej złowieszczego odgłosu ”pódź, pódź”. Jeśli taki dźwięk unosił się w powietrzu, nie było już ratunku.

Partnerzy portalu:

Król zgubił się w lesie. Pomógł mu pszczelarz.

Król zgubił się w lesie. Pomógł mu pszczelarz.

Królewski fach

W XVI w. granice Rzeczypospolitej sięgały daleko na zachód. Większość obszaru pokrywały gęste lasy z dziką zwierzyną. Możni traktowali polowania  głównie jako rozrywkę. Młodszym pozwalały też udowodnić swoje męstwo. Na jedną z takich wypraw do puszczy wyruszył król Zygmunt August z dynastii Jagiellonów. Towarzyszyła mu świta i lokalna szlachta. Król niejednokrotnie już odwiedzał obfitujące w jelenie tereny łowieckie. W jego pamięci zapadła też dziewczyna o imieniu Netta, która w czasie jednej eskapady uratowała mu życie. Ten jednak nie zraził się i nadal gustował w polowaniach.

Domek w głębi lasu

Nowa przygoda rozpoczęła się od nieudanego strzału. Ostrze nie zatopiło się wystarczająco głęboko w korpus jelenia. Zranione przez króla zwierzę uciekło w popłochu w głąb lasu. Król rozpoczął pogoń. Bicie jego serca było równie szybkie jak galop. Reszta kompanów została zaś daleko z tyłu. Wysiłek i determinacja łowcy został nagrodzony. Zwierzę padło, lecz Zygmunt August nie potrafił odnaleźć drogi powrotnej. Las wydawał się nie mieć końca. Przez wiele godzin włóczył się pośród gęstwin. Jego jedynym towarzyszem była zaś cisza. Gdy już opadał z sił natknął się na drewnianą chatkę.

 

W progu przywitał go młody mężczyzna z żoną i trojgiem dzieci. Ten nie miał pojęcia kim jest jego niespodziewany gość. Król zaproponował wymianę. Jeleń za ciepłe danie.  Między mężczyznami nawiązała się szczera rozmowa. Gospodarz okazał się bartnikiem, który chcąc wyżywić rodzinę, musiał opuszczać dom na wiele tygodni. Zygmunt przejął się opowieścią, nie pozostając obojętnym. Obiecał pomoc. Następnego dnia bartnik wskazał królowi właściwą drogę. Tuż po jego wyjściu pod chatką pojawiła się cała świta. Na twarzy mężczyzny zagościł szok i niedowierzanie.

Obietnica

Minął dłuższy czas od królewskiej wizyty. Bartnik nadal był zmuszony do dalekich wypraw. Obietnica króla odeszła w niepamięć. Jeden z powrotów okazał się być najszczęśliwszym dniem w życiu mężczyzny. Wokół chatki pracowała setka ludzi. Na krześle w środku domu siedział zaś król. Bartnik z łzami w oczach padł na kolana. Władca kazał mu jednak wstać i oznajmił mu, że wybuduje tu miasto, a nazywać się będzie Augustowem. Tym samym bartnik znajdzie kupców pośród nowych mieszkańców.

 

Partnerzy portalu:

Był wizytówką miasta. Legł w gruzach.

Był wizytówką miasta. Legł w gruzach.

Po upadku powstania listopadowego w Białymstoku nastąpił rozwój przemysłu. Między Królestwem Polski a Rosją wprowadzono granicę celną, powstała też kolej na linii Warszawa – Petersburg. Prym wiodło włókiennictwo dzięki czemu miasto określono jako ”Manchester Północy”. Doskonałe warunki handlowe zauważyli biznesmeni rosyjscy i francuscy. Postanowiono wybudować hotel dla kupców. Carl Ritz wyraził zgodę na firmowanie obiektu swoim nazwiskiem. Miał być to jego piąty obiekt w Europie.

Trzypiętrowy budynek powstał tuż przy Pałacu Branickich. Szybko stał się wizytówką miasta zyskując miano najbardziej eleganckiego hotelu. Przejście obrotowych drzwi dawało dostęp do świata luksusu. Jako pierwszy w mieście posiadał windę. Marmurowa podłoga i schody robiły wrażenie na gościach, których większość stanowili oficerowie i właściciele fabryk. Hotel gościł w swych progach liczne sławy i wybitne osobistości, jak choćby Polę Negri czy Hankę Ordonównę. Nie każdego oczywiście było stać na pobyt. Bez  smokingu nikt z panów nie mógł przekroczyć progu.

Na parterze umieszczono bank, zakład fryzjerski i restaurację, która serwowała wykwintne dania. Powstały jednak o niej liczne humorystyczne opowieści. Jeden kotlet, który gość uznał za nieświeży został przewieziony na policję w celu przeprowadzenia badań i analizy. W ofercie hotelu znajdowało się ponad 50 ekskluzywnych pokoi. Co jakiś czas odbywały się w nim pokazy paryskiej mody. Wkrótce zaczęło funkcjonować kino ”Gryf”, którego nazwa nawiązywała do bramy wjazdowej Pałacu Branickich. Hotel zniszczyli w 1944 r. wycofujący się Niemcy. Odbudowa miasta nie uwzględniała hotelu więc postanowiono całkowicie go wyburzyć.

Partnerzy portalu:

Lwy wykopały mu grób. Świętego czczą głównie na Podlasiu.

Lwy wykopały mu grób. Świętego czczą głównie na Podlasiu.

Święty Onufry czczony był głównie w nadbużańskich podlaskich miejscowościach przez wyznawców kościołów wschodnich, prawosławia i grekokatolicyzmu. Tradycja przedstawia go jako starca z długą brodą, która stanowi często jego jedyne odzienie. Jaki syn perskiego króla, wyrzekł się bogactw i został mnichem. Przez ponad 60 lat mieszkał potem samotnie na pustyni. Tam też umarł, a grób wykopały mu dwa lwy.

Kult rozpoczął się za sprawą cudu. Święty ukazał się rybakom w czasie połowu mówiąc: ”W tym miejscu będą sławić moje imię”. Kilka chwil później z nurtem rzeki Bug przypłynęła ikona. Wieść szybko się rozeszła po okolicy. Nad rzekę przybywały liczne procesje. Kilka mężczyzn musiało pełnić straż nad ikoną aby ta w żaden sposób nie uległa uszkodzeniu. Cała postać świętego jest troszkę przyciemniona. Św. Onufry przyjmuje w niej pozycję siedzącą, a jego broda wydaje się być spleciona w warkocz. Cała postać otoczona jest przez poświatę.

W miejscowości Drelowo odnajdziemy świątynię pod jego wezwaniem, gdzie 12 czerwca odbywają się huczne uroczystości. Z kolei obrazy przedstawiające udzielanie komunii przez anioła umieszczono w kościele w Leśnej Podlaskiej. Św. Onufry pomaga szczególnie tym, którzy nie mogą doczekać się potomstwa lub mają trudności z wyborem drugiej połówki.

Partnerzy portalu:

Turcy wywieźli z Bialegostoku złoto i zwierzęta

Turcy wywieźli z Bialegostoku złoto i zwierzęta

W polskiej telewizji ostatnimi czasy modne są tureckie seriale. Jedne z nich rozgrywają się w czasach współczesnych, drugie setki lat wstecz. Te ostatnie całkiem dobrze oddają realia polityki sprzed kilkuset lat. Posłowie tureccy odwiedzili niegdyś Białystok. Istniał wówczas zwyczaj, że przed wizytą u króla, wpierw przyjeżdżali do hetmana wielkiego koronnego.  To on musiał ponieść wszelkie koszty utrzymania delegacji a były one olbrzymie. Nieraz trwały one całe miesiące, lecz hetman Branicki miał na tyle szczęścia, że Turcy przebywali w Białymstoku 17 dni.

Przedłużanie odwiedzin było na rękę Turkom. Kto bowiem nie lubi pławić się w luksusie? Wizyta posłów, którzy przybyli do Białegostoku po blisko 50-cio dniowej podróży, odbiła się szerokim echem. Większość wydatków związana była z drogimi podarunkami. Posłowie otrzymywali złoto, srebro, tkaniny, broń a nawet psy rasy brytan, niezwykle cenione w Turcji. Hetman przygotował ponad 12 zwierząt. Sułtan z pewnością się ucieszył. Wydatki jakie musiał ponieść hetman w części zostały zwrócone przez Skarb Państwa.

Partnerzy portalu:

Ksiądz postawił na swoim

Ksiądz postawił na swoim

Kościół św. Rocha to jedna z wizytówek miasta. Zanim przystąpiono do budowy odbył się nietypowy konkurs architektoniczny. Warunkiem zgłoszenia się było stworzenie projektu świątyni mieszczącej do 3 tys.osób.  Chętni nie mieli zbyt dużo czasu, gdyż tylko pół roku. Nadesłano ponad 75 prac. Wszystkie z nich pokazano na specjalnej wystawie zorganizowanej w Pałacu Branickich. Organizatorzy zapomnieli wcześniej wystawić ogłoszenie o tym wydarzeniu, co odkręcono dopiero po kilku dniach.

 

Choć ogłoszenie zwycięzcy miało być formalnością, tak się nie stało. Organizator akcji, proboszcz Adam Abramowicz już wcześniej dogadał się z autorem i inwestorem. Jury ku jego zdziwieniu wybrało inne prace. Odwiedzającym wystawę z kolei spodobały się bardziej ekstrawaganckie propozycje.

 

Jakież musiało być zdziwienie zwycięskiego zespołu architektów, gdy przyjechawszy na miejsce, dowiedzieli się, że z ich planów nici. Ksiądz postawił na swoim. Dlaczego więc odbył się konkurs? Wszystko jest owiane tajemnicą. Wiadomo jednak, że większość projektów w ogóle nie przypominała budowli sakralnych. Proboszcz A. Abramowicz określił je jako ”dziwolągi w sztuce kościelnej”.

Partnerzy portalu:

Ten las miejscowi omijają szerokim łukiem

Ten las miejscowi omijają szerokim łukiem

Powiat białostocki. Okolice Płonki Kościelnej. Mały las nazywany przez mieszkańców Sękowce od lat skrywa swoje tajemnice. Niedaleko od niego odnajdziemy Sanktuarium Matki Bożej Podlasia. Przepływa tam też rzeka Narew. Spacerowicze bez trudu dotrą też do kładki w Waniewie.

 

Przy lesie przed laty powstał szlachecki zaścianek. Nawiedziła go zaraza, którą przetrwała tylko jedna rodzina. Morowe powietrze miało być bożą karę za zasypanie źródełka. Inne wsie wyszły bowiem bez szwanku. Chorzy, wiedząc jaki los ich czeka, wykopali podłużny rów. Siadali przy nim, a gdy nadszedł ich kres bezwładnie staczali się do środka. Wieś wyludniła się. Po latach rozpoczęły się powroty krewnych, którzy postanowili upamiętnić tamte wydarzenia. Zaplanowano budowę kościoła na skraju lasu. Fundamenty jednak zapadły się pod ziemię a wokół lasu spadł ziemie. Uznano to za znak. Mieszkańcy wspomogli budowę innej świątyni.

 

W lesie dzieją się naprawdę niepokojące rzeczy. Wielu na polnej drodze widziało konia, który znikał niczym mgła. Wieczorami można spotkać złotą karetę z białymi końmi. Woźnicy jednak próżno szukać. Najbardziej znana jest historia o Żydzie, który niegdyś skupywał zwierzęta. Pewnego dnia zauważył on czarnego barana. Zapakował go na wóz, lecz koń nie dał rady odjechać. Zdziwiony mężczyzna udał się do wioski. Gdy wrócił jego pojazd wisiał na drzewie, a po zwierzętach nie było śladu. 

 

 

Partnerzy portalu:

Ludzie z balkonu odbierali nadzieję

Ludzie z balkonu odbierali nadzieję

Balkon Pałacu Branickich w Białymstoku przez niektórych określany jest jako symbol przekazywania niekorzystnych informacji. Wszystko zaczęło się w 1920 r. Tymczasowy Komitet Rewolucyjny ogłosił powstanie Socjalistycznej Republiki Rad. Robotnicy zostali wezwani do ostatecznej rozprawy z kapitalistami. Zgromadzeni na dziedzińcu Białostoczanie byli zszokowani. Wolność znów została odebrana.

Na szczęście rządy bolszewików trwały niecałe trzy tygodnie. Tablica informująca o dawnej siedzibie TKR wylądowała w podziemiach, choć przez długi czas była umieszczona na froncie obiektu. Koszmar powrócił jednak 20 lat później. Dowódca Armii Czerwonej ogłosił włączenie Białegostoku do Zachodniej Białorusi. Po II Wojnie Światowej Pałac stał się siedzibą uczelni medycznej. Tak zostało do dzisiaj.

Partnerzy portalu:

Puszczę przeniesiono pod dach

Puszczę przeniesiono pod dach

Najstarszym muzeum w województwie podlaskim jest Muzeum Przyrodniczo-Leśne w Białowieży. Prezentacja zbiorów opiera się on na nowoczesnych technologiach i w niczym nie przypomina kojarzącego się ze słowem muzeum zwiedzania wystaw w gablotach za szkłem. Na wystawach podziwiać można fragmenty ekosystemu Puszczy Białowieskiej oraz pełne sceny z życia zwierząt, np. żery wilków. W muzeum zobaczymy również fazy rozkładu drewna i inne procesy ekologiczne.

 

Twórcy wystaw zadbali o pełną oprawę dźwiękową i świetlną ekspozycji, dlatego zwiedzając poszczególne wystawy towarzyszą nam odgłosy zwierząt, śpiewy ptaków i inne dźwięki puszczy. Ponadto, przygotowane makiety są otoczone wielkoformatowymi fotografiami. Wszystko to sprawia, że zwiedzający muzeum mogą poczuć się niemal jak w puszczy. Wystawom przyrodniczym towarzyszy również ekspozycja kulturowa ukazująca sposoby użytkowania puszczy na przestrzeni dziejów.

 

Po Muzeum Przyrodniczo-Leśnym w Białowieży oprowadza przewodnik, jednak innowacyjny charakter muzeum pozwala na pozyskiwanie dodatkowych informacji na temat puszczy w zainstalowanych przy wystawach ekranach dotykowych. Istnieje możliwość zwiedzania muzeum samodzielnie (wejście grupy kilkuosobowej). Pomocne wtedy stają się elektroniczne przewodniki po wystawach.

 

W cenie biletu otrzymujemy audio-przewodnik, który opisuje poszczególne ekspozycje. Muzeum Przyrodniczo-Leśne w Białowieży ma jeszcze jedną ważną zaletę. Cały obiekt jest przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych – budynek nie stwarza barier architektonicznych, sprzyja poruszaniu się na wózku, a w przypadku osób niewidomych możliwe jest dotykowe poznawanie niektórych eksponatów.

Partnerzy portalu:

Na Rynku kwitł handel i przestępczość

Na Rynku kwitł handel i przestępczość

Dziś wizytówka Białegostoku. Dawniej daleki był od ideału. Obok renomowanych restauracji, niektóre lokale siały zgorszenie. Uroczystości państwowe i wizyty ważnych osobistości mieszały się ze spotkaniami białostockiego półświatka. Poznajcie dzieje Rynku Kościuszki.

Szczęście w nieszczęściu

XVIII-to wieczny Białystok znajdował się na skrzyżowaniu traktów handlowych prowadzących z Choroszczy, Suraża i Wasilkowa. Dokładną lokalizacją owego skrzyżowania był właśnie Rynek Kościuszki, nazywany wówczas placem bazarnym. Układ miejski był wynikiem…nieszczęścia. Pożar jaki nawiedził miasto w 1753 r. oznaczał konieczność przebudowy centrum.

 

Na wschodniej części placu postawiono figurę św. Floriana, czyli patrona strażaków. Obok niego umiejscowiono dwie pompy z wodą. Na zachodniej stronie można podziwiać było drewnianą rzeźbę bogini sprawiedliwości – Temidy. Na wylocie obecnej ulicy Sienkiewicza zainstalowano zaś w 1892 r. fontannę. Działała jednak tylko przez dwie godziny i to w dni świąteczne. W okresie międzywojennym pełniła rolę urzędu pracy na świeżym powietrzu. Zbierali się przy niej głównie bezrobotni. Na placu rynkowym umieszczono także tzw. pal hańby. Wykonywano tam wyroki, które miały miejsce podczas jarmarków. Najważniejszy z nich odbywał się 24 czerwca na św. Jana.

 

Ciemny zaułek

Jako że przez rynek przechodziło tysiące osób dziennie, stanowił idealne miejsce dla złodziei. Nie było praktycznie dnia bez kradzieży. Oszustów też nie brakowało. Gra w trzy karty nie jednego wpędziła w kłopoty. Mnogość lokali została zauważona przez poważniejszych przestępców. Postrach budziła grupa nazywana Czarną Ręką.  Zanim została rozbita trudniła się haraczami i wymuszeniami. Handlowcy musieli im płacić więc ”za ochronę”.

Ratusz wielofunkcyjny

Żaden mieszkaniec Białegostoku nie wyobraża sobie Rynku bez ratusza. Jego historia zaczęła się w w połowie XVIII-go wieku. Ratusz, mimo że przechodziły obok niego tłumu nigdy nie stanowił siedziby władz miasta. Na początku był zwykłym parterowym obiektem. Mieściły się w nim sklepy, wkrótce też dobudowano narożne pawilony. Wszystko to zasługa żydowskich kupców. Szacuje się że w pewnym momencie znajdowało się w nim ponad sto lokali.

 

Wieża w ratuszu pojawiła się w 1761 r. Warto wiedzieć, że pierwotnie była ona sporo niższa niż obecna. Kolejna kondygnacja powstała dużo później.  Ulokowano w niej areszt i salę sądową, przez co raczej kryminaliści nie mieli o niej dobrych wspomnień. Używali jej też strażacy do obserwacji miasta. Nie tylko ogień jednak był niebezpieczny. Nieuregulowana Białka zmieniała się przed laty nieraz w rwący potok.

 

Dobra passa ratusza trwała do II Wojny Światowej. Rosjanie rozebrali konstrukcję i w jej miejsce planowali postawić pomnik Stalina. Odbudowa nastąpiła dopiero w 1953 r. dzięki konserwatorowi zabytków Władysławowi Paszkowskiemu. Ratusz przestał być jednak swego rodzaju centrum handlowym. Od tej pory służył kulturze, a obecnie mieści się w nim Muzeum Podlaskie.

Bazar wiecznie żywy

Rynek bazarny stał się oficjalnie Rynkiem Kościuszki w 1919 r. Oprócz funkcji handlowej stał się miejscem obchodzenia świąt religijnych i państwowych. Na okazję obchodów powstania styczniowego wzniesiono pomnik z białym orłem. Okazał się jednak mało odporny na zmiany pogody przez co wkrótce został zmieniony na Płytę Nieznanego Żołnierza. Jako że Rynek stanowił równocześnie miejsce różnego rodzaju reklam nieraz doszło do większych lub mniejszych ekscesów. W dniu uchwalenia konstytucji 3 maja pojawił się na rynku wielki plakat zwiastujący film o nimfomance.

Tacy sami

Rynek Kościuszki zarówno dzisiaj, jak i dawniej stanowił ulubione miejsce spotkań Białostoczan. Z pewnością każdy znajdzie tam coś dla siebie. Kawa, ciastko, kwiaty, pamiątki – do wyboru, do koloru. Cukiernie i restauracje istnieją tam od dawna i nic nie zanosi się na to abyśmy przestawali wydawać tam pieniądze. 

 

Partnerzy portalu:

Zawodnicy rywalizują na kosy

Zawodnicy rywalizują na kosy

Co roku we wrześniu nad Biebrzą organizowane są mistrzostwa świata. Panowie walczą na kosy. Na szczęście nie miedzy sobą. Mają tylko jedno zadanie – jak najszybsze skoszenie stu metrowego pasa bagiennej łąki. Sędziowie poza czasem sprawdzali czy zachowali odpowiednią dokładność czy szerokość. Tym samym dobrą zabawę łączy się z ochroną przyrody. Cenne siedliska BPN mogą być utrzymane tylko przy ścinaniu krzewów czy trzcin.

W ostatniej edycji zawodów wzięło udział 23 zawodników. Oprócz Polaków na starcie stanęli Belgowie, Czesi czy Białorusini. Dzięki uczestnictwie debiutantów wiadomo, że tradycja sianokosów na razie nie zaginie. Osoby, które nie koniecznie pewnie czują się z kosą w ręku, mogły z kolei zmierzyć się w konkursie wiedzy na temat ochrony biebrzańskich łąk. Sianokosy zawsze kończą się występami muzycznymi.

Partnerzy portalu:

Osadnicy umierali z głodu. Winowajcę wskazały ptaki.

Osadnicy umierali z głodu. Winowajcę wskazały ptaki.

Setki a nawet tysiące lat temu na pewnym wzgórzu otoczonym z każdej strony lasami żył król Bokobrody wraz ze swoją żoną Klementyną. Czasy szczęśliwego panowania zostały jednak przerwane. W osadzie pojawił się głód. Wielu nie przeżyło. Król nakazał rycerzom udać się na wyprawę po zwierzynę. Tą ciężko było odnaleźć. Tereny wydawały się całkowicie opustoszałe. Nagle na niebie dostrzegli przelatujące sokoły.

 

Rycerze z zaciekawieniem ruszyli za nimi. Po kilku godzinach natknęli się na pieczarę, w której żył dwugłowy smok. To on był przyczyną głodu. Zwierzęta bowiem w strachu uciekały z okolicznych lasów. Do walki z bestią wyznaczono jednego z rycerzy. Ostrza dosięgły winowajcę. Po ciężkiej walce udało się. Skąpany krwią potwora wojownik mógł zatriumfować. Na cześć ptaków, które wskazały jaskinię smoka osadę nazwano Sokoły. Mieszkańcy już nigdy nie zaznali głodu.

Partnerzy portalu:

Maluch z Suwałk poleci do Ameryki

Maluch z Suwałk poleci do Ameryki

Jakiś czas temu media obiegło zdjęcie z Tomem Hanksem pozującego przy bordowym Fiacie 126p. Aktor pochwalił się w mediach społecznościowych, że to jego nowo auto. Choć fotografię zrobił na Węgrzech, to właśnie w Polsce wybuchł prawdziwy szał. Mieszkańcy Bielsko-Białej, gdzie produkowano ten kultowy pojazd, wpadli na pomysł sprezentowania popularnego malucha. Najpierw jednak należało znaleźć odpowiedni egzemplarz. Po ulicach Stanów Zjednoczonych samochody zabytkowe muszą pochodzić co najmniej z rocznika 75. Inaczej nie są dopuszczone do ruchu.

 

Odpowiedniego Malucha znaleziono w Suwałkach.  Stamtąd przewieziono go za darmo do pomysłodawców akcji. W symbolicznym wyjeździe malucha z Suwałk wziął udział Czesław Renkiewicz, prezydent miasta, który na ręce inicjatorki przekazał list skierowany do Toma Hanksa oraz obraz, na którym widnieje suwalski urząd miejski. W Bielsko-Białej przeprowadzono generalny remont, choć pojazd miał tylko nadżarte progi.  Akcją zainteresował się słynny polski rajdowiec Rafał Sonik. To on sfinansował Malucha w całości. Zebrane podczas zbiórki pieniądze przekazano na szpital pediatryczny. Auto wkrótce polecieć ma za ocean. 

Partnerzy portalu:

To najciekawsza atrakcja  Narwiańskiego Parku Narodowego!

To najciekawsza atrakcja Narwiańskiego Parku Narodowego!

W dolinie Narwi można spotkać nietypowe drewniane łodzie, które pozwalają dostać się w mało dostępne miejsca. Mowa tu o tzw. pychówkach. Nazwa powiązana jest ściśle z techniką pływania. Aby odepchnąć się od dna należy używać długiego wiosła bądź tyczki. Przed laty pychówki służyły głównie do połowu czy przewozu siana. Nieraz umieszczano na nich również zwierzęta.

 

Spływy pychówką należą do jednych z ciekawszych atrakcji Narwiańskiego Parku Narodowego. Takie podróże mogą trwać nawet do pięciu godzin. W ich czasie dostrzeżemy, zwłaszcza latem wiele gatunków ptaków i innych zwierząt. Łodzie pomieszczą dwie osoby i przewodnika, a to ze względu na dosyć ograniczone rozmiary – 4 m. Dzięki flisakom wiele turystów nie musiało błądzić po dolinie. Znając teren jak własną kieszeń zawsze sprowadzą przyjezdnych do przystani.

Partnerzy portalu:

Był bardzo ciekawski. Za karę zamienił się w bociana.

Był bardzo ciekawski. Za karę zamienił się w bociana.

Przenieśmy się do czasów Jaćwingów. Na Podlasiu żyło wówczas wielu mężczyzn, których można określić jako nieustraszonych. W końcu lasy były pełne dzikiej groźnej zwierzyny. Jedną z takich osób przywołał Wielki Perun, czyli władca gromów. Dał mu zadanie. Worek, w którym umieścił wszelkie plagi i nieszczęścia miał zanieść nad Bug i rzucić w środek rzeki. Nie mógł jednak zajrzeć do środka. Mężczyzna zgodził się. Zmęczony drogą przysiadł na polanie gdzie spotkał duchy.

 

Jeden z nich przemówił i nakazał mu zaspokoić ciekawość. Tak też zrobił. Ze swego więżenia uciekły plagi. Człowiek czym prędzej powrócił do Peruna. Ten nie miał innego wyjścia jak wymierzyć surową karę. Zapowiedział, że od tej pory nie będzie miał własnego kraju ani domu. Perun rzucił w mężczyznę kawałek węgla. Ten przemienił się w bociana. Od tego czasu żałuje swego gniazda, które zostawił w ciepłych krajach. Gdy zaś we wrześniu udaje się do ciepłych krajów, tęskni za podlaskim gniazdem. Z żalu czerwienieją mu dziób i nogi.

Partnerzy portalu:

Romeo i Julia po podlasku. Myśliwy zastrzelił kochanków w jeziorze.

Romeo i Julia po podlasku. Myśliwy zastrzelił kochanków w jeziorze.

Okolice Tykocina. W czasach potopu szwedzkiego nad brzegiem jeziora Gałduś żyły dwa zwaśnione rody. Wszystko zaczęło się od odmiennych poglądów politycznych. Jedni poparli Janusza Radziwiłła, drudzy Pawła Sapiehę. Po przegnaniu Szwedów konflikt nie ustał. Na przełomie wieków pojawiło się potomstwo. W jednym z rodów na świat przyszła córka, w drugim syn. Mimo sporów rodziców, młodzi dorastali razem.

 

Najpierw połączyła ich przyjaźń potem miłość. Dobrze wiedzieli, że nie mogą żyć szczęśliwie. Pewnej jesieni postanowili spotkać się nad jeziorem i uciec jak najdalej. Kochanków szpiegował jednak już od kilku miesięcy wynajęty myśliwy. Doniósł o romansie rodzicom dziewczyny.

 

Ojciec i bracia młodej niewiasty czekali już nad brzegiem. Para zakochanych nie zdołała nawet osiodłać koni. Dziewczyna podjęła desperacki krok i rzuciła się do jeziora. Za nią podążył ukochany. Padły strzały. Kochankowie już nigdy nie wynurzyli się z głębokiego jeziora. W październikową noc ponoć nadal można ich ujrzeć. Zaznają spokój tylko wtedy, gdy rodziny dojdą do porozumienia.

Partnerzy portalu:

Studenci poczekają na gwiazdy

Studenci poczekają na gwiazdy

Na jego miejscu powstaną nowoczesne apartamenty. Stworzone dzięki niespotykanej pasji przeszło do historii. Obserwatorium astronomiczne Wydziału Fizyki Uniwersytetu w Białymstoku zostało rozebrane w kwietniu zeszelgo roku. Mieściło się na dachu akademików.

 

Budowa obiektu ruszyła jeszcze w okresie PRL – u. Brak odpowiednich technologii sprawiał duże problemy, lecz nie na tyle aby zahamować pomysł. Trzymetrowa kopuła została wykonana po znajomości przez nauczyciela stolarstwa z miejscowej szkoły. Mimo że było to ogromne wyzywanie, a konstrukcja miała służyć przez wiele lat, ten tworzył ją po godzinach. Pierwsze wyposażenie obiektu stanowiły dwie lunety i teleskop. Dzięki hojności darczyńców z zagranicy pracownię zaopatrzono w katalogi i atlasy nieba.

 

W 2000 r. pojawił się teleskop z możliwością kamerowania. Sterowanie kopułą ze środka było możliwe dzięki odpowiedniemu mechanizmowi.  Ten jednak wymagał programu. Od podstaw napisał go pracownik uczelni Andrzej Branicki, choć nie posiadał on informatycznego wykształcenia. Mimo, że na Podlasiu, jak i całej Polsce warunki do obserwacji są niekorzystne, obserwatorium stanowiło powód do dumy. Studenci nie musieli wyruszać za miasto, nie mieli też powodu by wywinąć się z zajęć. Nowe obserwatorium ma powstać w ciągu dwóch lat, więc wszystkim miłośnikom astronomii życzymy cierpliwości.

Partnerzy portalu:

Niemcy szkolili tu niewolników. Teraz to siedziba instytucji

Niemcy szkolili tu niewolników. Teraz to siedziba instytucji

Chyba inaczej nie można go było nazwać. Utrzymane w nieskazitelnej bieli tynkowane ściany wzbudzają podziw zwiedzających. Mowa tu o Białym Dworku w Supraślu pod Białymstokiem.

 

Po traktacie w Tylży Białostocczyzna znalazła się pod rosyjskim zaborem. W 1819 władze carskie ogłosiły przetarg na dzierżawę majątku zakonu bazylianów. Ci nie mogli do niego stanąć, gdyż nie zebrali odpowiedniej sumy. Taką kwotę posiadał jednak biskup Leon Jaworowski. Ten zarządzał majątkiem bardzo efektywnie co zaowocowało zbudowaniem dworku. Stał się on swego rodzaju rezydencją duchownego. Na przestrzeni kolejnych lat wielokrotnie zmieniał swoich właścicieli. Toczono o niego liczne spory i kłótnie.

 

W czasie II Wojny Światowej w budynku mieścił się przymusowy oddział szkoły uczącej obsługi bydła i innych prac wymagających sprawności. Oczywiście zajęcia praktyczne tam się nie odbywały. W Białym Dworku przygotowywano posiłki dla uczniów. Młodych chłopców wywożono później do nazistowskich Niemiec, gdzie ”pracowali” za darmo już jako wykształceni robotnicy. Wojna nie oszczędziła dworku. Został odbudowany w 1955 r. stając się siedzibą Szkoły Mechanizacji Rolnictwa. Służył też jako internat.

 

Budynek powoli niszczał, aż w połowie lat 80-tych zgłoszono go do remontu generalnego. Zanim doszło do rozpoczęcia prac, obiekt nie miał przez pewien czas nawet dachu. Odbudowa pod nadzorem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytku przywróciła dawny blask. Obecnie mieści się w nim siedziba zarządu Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej. 

 

Partnerzy portalu:

Łomża kręci się wokół kapeluszy

Łomża kręci się wokół kapeluszy

W Łomży niemal całe dzieciństwo i młodość spędziła słynna aktorka kabaretowa Hanka Bielicka. Dla jej uczczenia, rok po śmierci artystki, na ulicy Farnej, powstała ławeczka przedstawiająca tą wybitną osobę ze słynnym już kapeluszem. Rzeźba została odlana z brązu, a uroczystemu odsłonięciu patronował sam prezydent miasta Jerzy Brzeziński. Jeszcze dwa lata przed odejściem, Hanka Bielicka otworzyła salonik poświęcony swej osobie. Mieści się on w Centrum Katolickim im. Jana Pawła II, działającym przy nowym kościele św. Krzyża.

 

W jednym pomieszczeniu zgromadzono kostiumy, kapelusze, karykatury, portrety, a także przedmioty osobiste. Obecnie salonik stanowi swoiste miejsce pamięci, a administratorzy Centrum Katolickiego chętnie udostępniają go wszystkim zainteresowanym. Hołd aktorce złożono jeszcze w inny sposób. Dwa skrzyżowania ulic – ronda znajdujące się w pobliżu Teatru Lalki i Aktora nazwano oficjalnie Rondami Hanki Bielickiej.

 

To chyba jedyne w Polsce ronda uliczne będące jednocześnie rondami olbrzymich kapeluszy-kwietników. Place skrzyżowań uformowano na kształt kapeluszy, których kolekcjonowanie i noszenie było życiową pasją pani Hanki Bielickiej.

Partnerzy portalu:

Kciuk decyduje kto rządzi w rodzinie.

Kciuk decyduje kto rządzi w rodzinie.

Kciuk znajduje się w centrum uwagi ciekawego tatarskiego zwyczaju. Tatarzy to grupa ludów tureckich z Europy wschodniej oraz północnej Azji. Po rozpadzie imperium mongolskiego utworzyli szereg państw tj. Chanat Krymski. Wywodzą się z terenów północno-wschodniej Mongolii i rejonu Bajkału, a najwięcej z nich zamieszkuje tereny Rosji, Kazachstanu oraz Ukrainy. W Polsce też mieszkają Tatarzy – narodowość tatarską deklaruje 2 tys. osób. Zdecydowana większość z nich żyje na Podlasiu, głównie w Białymstoku i powiecie sokólskim.

Kciuk i tatarska ceremonia małżeństwa

Szczególnie interesujące wydają się być tatarskie zwyczaje związane z ceremonią zaślubin. Zawarcie małżeństwa określa się u Tatarów jako Nikah. Ceremonię poprzedza tygodniowy post. Tuż przed ślubem narzeczony przyjmuje w mieszkaniu swoich krewnych oraz imama. Ten recytując modlitwę trzykrotnie oprowadza pana młodego po gospodarstwie. Potem wszyscy kierują się do narzeczonej. Na miejscu narzeczona wita ich chlebem i solą. Narzeczonego czekają również wyzwania. Musi bowiem wykupić wybrankę wykonując polecenia znajomych panny młodej. Jeśli uda mu się pokonać straż dziewcząt, ludzie obsypują go zbożem, co ma sprowadzić bogactwo.

Zwyczaje praktykowane przez Tatarów przy zaślubinach

Pomieszczenie, w którym odbywa się ceremonia zaślubin musi być odpowiednio udekorowane. Koniecznością jest pokrycie stołu białym obrusem i gałązkami mirtu. Na nim stoją dwie płonące świece, szklanka z wodą, a także chleb z solą. Uroczystość zaczyna się od udzielenia błogosławieństwa przez zebranych. Gdy młodzi uzyskają aprobatę, stają na baraniej skórze. Kobieta zawierając małżeństwo traci wszystkie rodowe przywileje. Jednak rodzina pana młodego stara się zadośćuczynić za utratę córki.

O głowie rodziny decyduje wysokość kciuka – ceremonia

Głową rodziny zostaje ten, którego kciuk przy podaniu sobie prawej dłoni, okaże się być wyżej. Następnie twarz panny młodej przykrywana jest chustą, co ma symbolizować zmianę statusu społecznego.  Słowa składanej przysięgi małżeńskiej muszą też potwierdzić zebrani. Dziewczyna, która ma w planach zamążpójście wyciąga baranią skórę spod stóp młodego małżeństwa. Współcześnie śluby tatarskie nie odbywają się już w domu panny młodej. Cała ceremonia odbywa się w meczecie.

Partnerzy portalu:

Narew dalej zachwyca. Na Wasze życzenie dłuższa wersja filmu [WIDEO]

Narew dalej zachwyca. Na Wasze życzenie dłuższa wersja filmu [WIDEO]

Po naszej ostatniej publikacji https://podlaskie.tv/rozlewiska-narwi-2017-narew/ odzew z Waszej strony był przeogromny. Dostaliśmy wiele próśb o kolejne filmy. Dlatego tez na Wasze życzenie przedstawiamy dłuższą wersję filmu, na którym możecie podziwiać wspaniałe widoki narwiańskich rozlewisk koło Białegostoku. 

 

 

 

 

Partnerzy portalu:

Zapusty w skansenie. Jak dawniej balowano na Podlasiu?

Zapusty w skansenie. Jak dawniej balowano na Podlasiu?

Zapusty w skansenie to jeden ze znanych i pięknych zwyczajów, z bogatym dziedzictwem kulturowym i historycznym z województwa podlaskiego. Region ten charakteryzuje się nie tylko malowniczymi krajobrazami, ale również różnorodnością tradycji, obrzędów i zwyczajów, które przetrwały przez wieki.

Zapusty w skansenie – piękne tradycje

Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie pod Białymstokiem co roku organizuje imprezę pod hasłem ”Zapusty w Skansenie”. Wasilków to dość małe miasto, ale jest położone na północ od miasta wojewódzkiego, więc impreza ta ma swoją popularność. „Zapusty w Skansenie” mają na celu pokazać, jak dawniej na Podlasiu balowano przed rozpoczęciem postu. Wedle tradycji zapusty oznaczają okres przejściowy między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą. Od tłustego czwartku aż do Środy Popielcowej odbywały się największe zabawy. Zanik zwyczajów datuje się na przełom lat 50 i 60-tych. Muzeum stara się je wiernie odtworzyć.

Jak wyglądały obrzędy?

Impreza jak za dawanych czasów zaczęła się korowodem przebierańców, do którego mógł dołączyć każdy chętny. Na drewnianym dworze skansenu urządzono przeprowadzono również konkurs skoków przez pień. Niegdyś wierzono, że im wyższy skok, tym większe letnie plony. Gdy już wszyscy spełnili swą powinność, pień polewano wodą. Bez niej bowiem nie urośnie żadna roślina. Istotnym symbolem dla mieszkańców podlaskich wsi był też ogień. Dlatego też palono słomianą kukłę. W związku ze zbliżającym się postem w garnkach, od Środy Popielcowej, nie mogło być ani kropli tłuszczu. Dlatego też naczynia czyszczono popiołem. Skansen również przygotował taką konkurencję. Wcześniej jednak każdy mógł pozwolić na obżarstwo. Na podlaskich wsiach popularne były smażone na wieprzowym tłuszczu placki zwany pampuchami. Skłonności do spożywania tłustych potraw to chyba jedyny zwyczaj jaki pozostał z dawnych lat.

Psoty i samotność

W zapusty nie najlepiej miały się osoby samotne. Prześmiewcze wierszyki czy śledzie przyczepiano do ubrań. Stanowiły one tylko ułamek psot. Na Podlasiu obecnie tylko jedna wieś kultywuje zapusty – Radziłów. Ta miejscowość leży w powiecie grajewskim, na północny wschód od Łomży. Jednak i w Radziłowie imprezy różnią się diametralnie od tych organizowanych przez naszych dziadków.

 

Partnerzy portalu:

Miłośnicy koni mogą jeździć po Puszczy

Miłośnicy koni mogą jeździć po Puszczy

Duża ilość połączonych ze sobą jezior sprawia, że Augustów nadaje się do aktywnego wypoczynku na wodzie. Jeśli jednak to za mało, możemy spróbować czegoś zupełnie innego – np. jazdy konnej. Jeździectwo uprawia się w każdych warunków pogodowych, niezależnie od pory roku. Szlak konny Puszczy Augustowskiej i Mazur liczy sobie ponad 400 km.

 

Na określonych terenach dopuszcza się także ruch pojazdów zaprzęgowych. Większość trasy w okolicach Augustowa stanowią trakty leśne, a 400-to metrowa przeprawa wodna nad jeziorem Sajno utkwi nam w pamięci na długo. W Augustowie odbywają się ponadto liczne imprezy związane z jeździectwem. Od lat we wrześniu ma miejsce Augustowski Rajd Konny, który trwa przez kilka dni. Wyścigi wierzchem stanowią również jedną z konkurencji ”Biegu przez Kanał Augustowski”.

Partnerzy portalu:

Zobacz, co niemieccy naziści robili z pacjentami szpitala

Zobacz, co niemieccy naziści robili z pacjentami szpitala

Choroszcz. Początki II Wojny Światowej. Sowieci dostają rozkazy likwidacji szpitala dla umysłowo chorych. Pacjentów wywożono w dalekie strony Związku Radzieckiego, umieszczając ich w placówkach choćby w Kursku czy Dniepropietrowsku. Nie każdy jednak przeżył podróż. Ci nieliczni, którzy dotarli do celu, wkrótce przepadali w niejasnych okolicznościach. Taki nieszczęsny los spotkał ponad 700 osób.

Setka pacjentów znajdowała się w Choroszczy pod opieką pozazakładową, przebywając u okolicznych rodzin. Po wkroczeniu Niemców i oni znaleźli się w niebezpieczeństwie. Niektórych udało się ostrzec, drudzy nie mieli tyle szczęścia. Hitlerowcy działali najpierw po cichu. Dopiero 25 sierpnia 1941 r. do Choroszczy wkroczyły ciężarówki. Niemcy użyli podstępu. Chorych okłamali, że jadą do rodziny. Dlatego też w czasie transportu na ich twarzach gościł uśmiech.Transport nie trwał długo. W niedalekich Nowosiółkach pacjenci zostali rozstrzelani. Życie straciło 464 osoby. W miejscu zbrodni do dziś stoi pomnik poświęcony ofiarom. Co roku odbywają się przy nim podniosłe uroczystości.

Partnerzy portalu:

To podlaskie miasto powstało dopiero w PRL

To podlaskie miasto powstało dopiero w PRL

Mońki to jedno z najmłodszych miast na Podlasiu. Wsią przestały być dopiero w 1965 r. Do dawnej sytuacji Moniek pasują słowa piosenki góralskiego zespołu Golec Orkiestra: ”Tu na razie jest ściernisko, a powstanie San Francisco”. W okresie komunizmu jak grzyby po deszczu wyrastały okazałe domy. Powstawały one dzięki ciężkiej pracy osób, które przesyłali fundusze z zagranicy. Większość mieszkańców Moniek wyemigrowało bowiem do USA. Całe pensje przeznaczano na inwestycje. Ponoć nawet Pewex działał lepiej niż w dużo większym Białymstoku.

 

Tradycja wyjazdów za ocean sięga jeszcze odleglejszych czasów. Pierwsze wyprawy za chlebem miały miejsce już przed wybuchem II Wojny Światowej. Najpierw wyjeżdżali dziadkowie, potem rodzice, a na końcu dzieci gdy już dorosły. Wpływy amerykańskie zauważyć w Mońkach nie trudno. Większość ulic w mieście zbudowano pod kątem prostym, a do ślubu jeździ się białym Lincolnem. Przykłady można mnożyć bez końca.

 

Według szacunków obecnie na emigracji w USA przebywa kilka tysięcy osób z Moniek. Największe skupisko znajduje się w Chicago, a zloty organizowane są już regularnie. Czasy się jednak powoli zmieniają. Nowe pokolenia wybierają inne kierunki. Otwarcie rynków pracy w Unii Europejskiej okazało się wybawieniem. Praca w Skandynawii czy krajach Beneluksu umożliwia częstsze wizyty nie tylko w święta. Kurs dolara również nie jest tak korzystny jak kiedyś. Zmiany zauważyli zwłaszcza właściciele kantorów. Teraz raczej nikt nie odwiedza ich z walizką ”zielonych”.

Partnerzy portalu:

Wielka żaba wyleczyła wędkarza

Wielka żaba wyleczyła wędkarza

Brzostowo. Mała wieś w powiecie łomżyńskim. Jedyną rozrywką w okolicy jest wędkowanie. Jan Mocarski udał się nad rzekę z zamiarem złowienia suma. Zarzucił przynętę i czekał. Dopiero o północy ryba połknęła haczyk. Zaczęła się walka. Lina oplątała się wokół dłoni mężczyzny. Po wielu godzinach jednak dopiął swego. Ryba uległa. Sum był tak wielki, że starczył do jedzenia na kilka tygodni. Pojawił się jednak problem. Zraniona ręka za nic nie chciała się goić.

 

Wszelkie znane sposoby nie działały. W ranę dało się zakażeni, więc poprosił syna aby mu ją uciął. Ten nie posłuchał, udając się do szeptuchy. Ta nakazała mężczyźnie nocą pójść nad Biebrzę i przywołać Bagiennika. Miał go zwabić wędzony węgorz i dym z dębowych liści. Jako że sam wzrok i oddech demona może zabić, Jan Mocarski musiał owinąć też głowę lnianym płótnem.

 

Dopiero trzecia próba przywołania Bagiennika okazała się skuteczna. Z wody wynurzyła się wielka głowa przypominająca żabę. Pochwyciła węgorza, a na rzece w tym momencie pojawiła się maź. Jan Mocarski pełen obaw obsmarował nią rękę. Ta cudownie została wyleczona. Po ranie nie było śladu. Jan Mocarski w wielkim zdrowiu dożył 90-tki. Nikt nie wie czy Bagiennik nadal żyje w Biebrzy. Nawet jeśli, nikt raczej nie przeżyłby spotkania w cztery oczy. 

Partnerzy portalu:

Toksyczna chmura mogła zabić we śnie

Toksyczna chmura mogła zabić we śnie

Pociąg ruszył. 32 wagony i 6 cystern z chlorem zmierzają do NRD. Na zegarze 2:25 nad ranem. Okolicę przeszywa zgrzyt. Niebezpieczny skład wykoleił się w centrum Białegostoku.Tak właśnie było w marcu 1989 r. Cysterny przewróciły się kompletnie niszcząc nasyp kolejowy. Tory i podkłady utworzyły z wagonami plątaninę stali. Nadeszło widmo katastrofy. Wydostanie się chloru stworzyć może trującą chmurę unoszącą się tuż nad ziemią. Byłaby to śmierć w męczarniach. Oparzenia, obrzęk płuc, niewydolność krążenia – czy może być coś straszniejszego?

Rozpoczęła się akcja. Teren odcięto od osób postronnych na 200 m. Zamknięto okoliczne szkoły, sklepy i inne lokale. Mieszkańcy bloków ewakuowani byli z parterów. Pojawiły się zastępy straży i ratownicy z Płocka. Każdy miejski szpital wprowadza ostry dyżur. Dopiero przed południem informacja o katastrofie dostaje się do mediów. Najważniejsza zdawała się naprawa torów. Dźwig musiał w końcu jakoś dojechać. Przy próbie podnoszenia cystern na twarzach ratowników pojawiło się przerażenie. Zgrzyt stali zapowiadał najgorsze. Niektórych elementów nie udało się od razu odłączyć. Koniecznością było użycie palnika acetylowego. Każda iskra mogła spowodować eksplozję więc na cysterny skierowano dwa strumienie wody. Udało się. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. 

50 ton substancji mogło rozprzestrzenić się po całym mieście. Tysiące ludzi straciłoby życie. Władze wyciągnęły konsekwencje. Transporty takiego typu przestały jeździć przez miasto. Część mieszkańców uznało, że cudowne ocalenie to dzieło błogosławionego księdza Michała Sopoćki, którego szczątki rok przed wypadkiem złożono w kościele nieopodal miejsca katastrofy. 

Partnerzy portalu:

Dziwne wydarzenia w Puszczy Białowieskiej. Dużo samobójstw.

Dziwne wydarzenia w Puszczy Białowieskiej. Dużo samobójstw.

Harcerska Górka to uroczysko położone na skraju Puszczy Białowieskiej. Jej nazwa nie jest związane z jakąś cudowną historią. Po prostu na ogniskach spotykali się tam druhowie. O wiele ciekawsze wydają się być krążące wokół miejsca opowieści. Niestety należą do tych tragicznych. Tuż po zakończeniu II Wojny Światowej na brzozie powiesiło się dwóch szewców. Nikt nie znał przyczyny desperackiego kroku.

 

Obecnie po wisielczej brzozie pozostał jedynie pień, lecz nadal w okolicy czuć pewien niepokój. Być może ta sama siła skłoniła młodych zakochanych harcerzy do pójścia w ich ślady. Ponoć nic nie zwiastowało nieszczęścia. Wydawało się, że nic prócz śmierci ich nie rozłączy. Las po raz kolejny upomniał się o ofiary. Harcerze od tej pory unikali tego miejsca na biwak. Na szczęście jeszcze w lesie nie straszy…chyba, że nikt nie chce się przyznać do spotkania z duchami.

 

Harcerska górka rozpoczyna się przy cmentarzu, przechodząc obok stadionu leśnego. Przez jej teren przebiega ścieżka edukacyjna, co wcale nie przeszkadza uczniom chodzić tam na wagary. Niestety pozostawiają tam góry śmieci.

Partnerzy portalu:

Księżniczka nie chciała żadnego rycerza. Opluła nawet matkę.

Księżniczka nie chciała żadnego rycerza. Opluła nawet matkę.

Kilka kilometrów od Zabłudowa, między Narwią a Hajnówką bez trudu zauważymy wzniesienie porośnięte tajemniczym lasem. Przez okolicznych mieszkańców nazywana jest Krasną Górą. Late temu nad terenem górował okazały zamek. Mieszkał w nim książę z piękną żoną i równie urodziwą córką. Uroda nie szła jednak w parze z charakterem.

 

Mimo to pod zamkiem pojawiało się wielu rycerzy chcących poślubić księżniczkę. Te w każdym mężczyźnie widziała wady. Jej serce było twarde niczym głaz. Przyszła tzw. noc ognia. Na dwór przybył kolejny kandydat. Dziewczyna również przywitała go z obojętnością. Tym razem w obronie rycerza stanęła jej matka. Bezczelna księżniczka splunęła jej nie twarz. W tej chwili ziemia zadrżała. Powstała przepaść, która pochłonęła wszystko. Wraz z zamkiem przepadły też ludzkie życia.

 

Starsi mieszkańcy twierdzą, że w rocznicę tych wydarzeń wzgórze o północy otwiera się, a z zamku wyjeżdża powóz z damą. Ubrana w biel księżniczka wyrusza wówczas na poszukiwania miłości. Gdy tylko nastaje ranek wraz z końmi znika w przepaści. Ci odważniejsi mogą przyłożyć ucho do ziemi i usłyszeć płacz młodej księżniczki.

Partnerzy portalu:

Filmowcy w Tykocinie. Grał Paweł Małaszyński.

Filmowcy w Tykocinie. Grał Paweł Małaszyński.

W Tykocinie nieopodal Białegostoku kilkanaście lat temu kręcono kultowy już film z cyklu ”Święta polskie”. Mowa tu o produkcji ”Biała sukienka”, przybliżająca obrzędy Bożego Ciała. W filmie wystąpili wówczas debiutanci, którzy wkrótce stali się gwiazdami, jak choćby Paweł Małaszyński czy Sambor Czarnota. Mimo że produkcja określona jest jako komedia, bez trudu doszukamy się w niej głębszego sensu. Reżyser Michał Kwieciński wybrał Tykocin ze względu na plenery, kościół oraz ”prowincjonalność na właściwym poziomie”. 

 

Na potrzeby filmu zaangażowano wielu statystów, głównie ze względu na scenę procesji. Większość z nich, bo ponad 400-u, to mieszkańcy samego Tykocina. W tej wymagającej scenie wiernych prowadził sam proboszcz parafii Trójcy Przenajświętszej. Wystąpiła również lokalna orkiestra dęta, jaki z zespół folklorystyczny ”Hetmanki”.

 

Jedną z osi fabuły jest podróż samochodem głównych bohaterów, którzy to toczyli dyskusję na temat wiary. Droga, którą  się poruszali znajduje się w okolicy Tykocina. Warto zauważyć, że krajobrazy niekoniecznie oddają rzeczywistość. W filmie zauważymy jedynie łąki i pola. W praktyce owa droga przebiega przez liczne miejscowości z zabudowaniami.

 

Partnerzy portalu:

Pojawiła się pośród drzew. Pomogła kalece.

Pojawiła się pośród drzew. Pomogła kalece.

Puchły to mała wieś niedaleko Hajnówki należąca do tzw. Krainy Otwartych Okiennic. Centrum miejscowości stanowi cerkiew, która przeszła burzliwe koleje losu. Wokół pierwszej świątyni, jaka powstała w 1568 r.  krążą opowieści. Na wzgórzu pod lipą mieszkał starzec cierpiący na obrzęk nóg. Jedyne ukojenie dawała mu modlitwa. Pewnego dnia zobaczył Matkę Boską pośród gałęzi. Ból kończyn cudownie przeminął. Jako że słowo ”opuchli” w gwarze lokalnej oznacza obrzęknięte kończyny, miejsce zyskało obecną nazwę. Na wzgórzu szybko wybudowano cerkiew, a we wnętrzu umieszczono ikonę. Wkrótce rozeszła się wieść o jej uzdrawiającej mocy, co wywołało ruch pielgrzymkowy.

 

Ludzie przypisywali wstawiennictwu Matki Boskiej ominięcie epidemii i innych nieszczęść, jakie nękały okolice. Stała się ona głównie patronka hodowców. W ofierze składano zwierzęta, a także plony. Podobno ukazywała się mieszkańcom, którzy szukali obrony przed przyjęciem unii brzeskiej. W połowie XVIII w. cerkiew przegrała z naturą. Huragan okazał się silniejszy. Właściciel wsi ufundował nową, lecz doszło do tragedii. Tym razem świątynię strawiły płomienie. Cudowna ikona zmieniła się w popiół. W jej miejsce postawiono małą kapliczkę, którą systematycznie rozbudowano. Tak powstała obecna cerkiew, którą otaczają drzewa stanowiące pomnik przyrody.

Partnerzy portalu:

Liczne imprezy w regionie. Okazja będzie wyjątkowa.

Liczne imprezy w regionie. Okazja będzie wyjątkowa.

Magiczna noc

Noc Kupały przypada na najkrótszą noc w roku, czyli przesilenie wiosenne 23-24 czerwca.  Na samym Podlasiu określa się ją również jako Sobótka. Nazwa pochodzi od słowiańskiego boga miłości, Kupały, który według wierzeń był jednym z synów Swaroga. Sobótka z kolei oznacza dosłownie ”mały sabat”. Brzmi złowieszczo, gdyż stanowi skutek zwalczania pogańskich wierzeń w okresie chrystianizacji. Kościół nie zdołał do końca zwalczyć przyzwyczajeń, dlatego dołożył do święta własne elementy. Dlatego też patronem święta stał się św. Jan Chrzciciel. W całym województwie podlaskim w Noc Kupały organizowane są liczne imprezy i festyny.  Muzyka, regionalne dania i przemarsz korowodów na stale wpisały się do planu obchodów. Noc Kupały to noc żywiołów – ognia i wody. Wiąże się z nią wiele zwyczajów.

Siła tradycji

Nad brzegami rzek rozpalano ogniska. Do ognia wrzucano zioła, które miały tej nocy szczególną moc. Czarodziejskie właściwości przypisywano głównie bylicy, piołunowi i dziurawcowi. Dym, który przemieszczał się po polach zapewniać miał ochronę przed klęskami. Między ogniskami przeprowadzano również zwierzęta. Pochodnie tej nocy odwiedzały również domostwa aby przegonić złe duchy. Noc Kupały była szczególna zwłaszcza dla ludzi młodych. Stanowiła doskonałą okazję do poznania swej miłosnej przyszłości. Skoki przez ognisko miały nie tylko na celu oczyszczenie z grzechów i wszelkich chorób. Z wysokości płomieni odczytywano rozmiary pomyślności. 

Wiła wianki i…

Noc Kupały nierozerwalnie wiąże się w wiankami. Nie tylko dziewczyny nosiły je wplecione we włosy. Zakładano je również…bydłu na rogi. Wianki miały służyć nie tylko przyciąganiu męskiego wzroku. Puszczane na wodzie decydowały o przyszłych losach. Gdy były puszczane przez pary zakochanych bacznie obserwowano czy płyną obok siebie czy oddzielnie. Oczywiście przychylność zwiastowała ta pierwsza opcja. Zabawa z wiankami stanowiła jednak domenę samotnych. Im szybciej wianek został wyłowiony przez kawalera tym szybciej miało przyjść małżeństwo. Chłopcy wspomagali się łodziami, aby sprostać zadaniu. Co miały powiedzieć te, których wianek przepadł i oddalił się wolno w ciemności? Przede wszystkim musiały uzbroić się w cierpliwość. Wianek zaplątany w roślinność rzeczną informował o pozostaniu w samotności, bądź nawet o śmierci. Pannom nie było więc do śmiechu.

Co jednak gdy w okolicy nie było rzeki? Dziewczyny stawały tyłem i rzucały wianki na dach zabudowań bądź drzewa. Gdy wianek się nie zsunął oznaczało to korzystne wieści.

Partnerzy portalu:

Trzy miliony złotych pływają po Augustowie

Trzy miliony złotych pływają po Augustowie

Będąc w Augustowie nie sposób nie skorzystać z rejsów po Kanale. Największą jednostką od 2012 r. jest statek ”Swoboda” . Zabiera on na pokład ponad 330-u pasażerów. Imię zostało nadane przez żonę starosty augustowskiego, która rozbiła butelkę szampana o burtę. Nazwa nawiązuje do jednej ze śluz Kanału Augustowskiego, a także do jednego ze stawów nieopodal Augustowa. ”Swoboda” to czwarty statek Żeglugi Augustowskiej. Dołączył do wysłużonego”Perkoza”, ”Serw” i ”Sajna”, które powstały w latach 60-tych.

 

Najnowocześniejsza jednostka śródlądowa w Polsce może pochwalić się restauracją z barem na pokładzie. Na górze odnajdziemy tylko i wyłącznie miejsca siedzące, aby turyści w spokoju podziwiali piękne krajobrazy. Koszt budowy statku wyniósł w sumie 3 mln zł. Wart jest jednak swojej ceny. Długi na 40 i szeroki na 6 m, stanowi dumę Augustowa. Podobnie jak ”Serwy” odbywa kursy do Sanktuarium Maryjnego w Studzienicznej.

Partnerzy portalu:

Chciał zrobić obiad. Wezwał diabła.

Chciał zrobić obiad. Wezwał diabła.

Niepozorne początki

Zakonnicy na ziemie Suwalszczyzny przybyli z Włoch. Jednym z nich był Brat Barnaba, zajmujący się sprawami kuchennymi. Codziennie musiał sporządzać dania, które miały zadowolić gust przeora.  Gdy ten przechodził raz obok kuchni ruszyła lawina niecodziennych wydarzeń.

Nadprzyrodzony pakt

Przeor spytał Barnabę co jutro przygotuje mu na obiad. Ten z racji postu nie miał dużego wyboru. Koniecznością była ryba. Przeor jednak zapragnął siei, której próżno szukać w miejscowym jeziorze. Barnaba potraktował sprawę poważnie. Wieczorem nie mógł spać. Uznał, że chyba tylko diabeł może mu pomóc. Słowa okazały się mieć wielką siłę. Przez okno wskoczył sam lucyfer. Barnaba początkowo przerażony,  podpisał cyrograf. W zamian za duszę diabeł miał mu przynieść świeżą rybę prostą z Włoch. Barnaba dał szatanowi tylko godzinę. W innym razie umowa miała przestać obowiązywać, a dusza zostać przy zakonniku. Diabeł przystał na propozycję. Barnabę ogarnęła niepewność. Płacz zakonnika usłyszał przeor. Zrobiło mu się żal, że za głupią rybę podpisał pakt z diabłem. Pocieszając brata zapewnił go, że Bóg na pewno im pomoże.

Kontratak

Zamyślony przeor zawędrował na wieżę klasztorną. Nie wiedział, że za nim podążał tez anioł stróż Barnaby. Spoglądając na jezioro zauważył unoszącego się nad wodą diabła. W pazurach trzymał obiecaną rybę. Anioł szepnął na ucho przeorowi aby złapał za sznur i zaczął bić w dzwon. Tak też zrobił. Zakonnicy zbiegli się na poranną modlitwę do kaplicy. Odgłos dzwona zdenerwował diabła, który nie mógł już wkroczyć do klasztornych murów. Upuścił rybę do jeziora i od tej pory sieja występuję w Wigrach. Jeśli na wodzie zobaczymy dużą falę, będzie to oznaczać, że to sprawka diabła.

Partnerzy portalu:

Kilka pokoleń mieszkało w jednym pokoju

Kilka pokoleń mieszkało w jednym pokoju

Hajnówka od czasów średniowiecznych była otoczona szczególną opieką przez wielkich książąt litewskich a potem królów polskich. Wokół Puszczy powstały liczne małe osady. Warto przenieść się w czasie i poznać warunki życia prostych ludzi. Dla regionu charakterystyczna była słomiana chata.

 

Strzecha ze słomy która mogła przetrwać nawet 50 lat. Swoją długowieczność zawdzięczała temu, że młócono ją cepem. Wewnątrz mieszkały zazwyczaj trzy, czasem cztery pokolenia. W sumie izby mogły pomieścić nawet 18 osób. Papierowe wycinanki na oknach i własnoręcznie wyszywane ręczniki stanowiły za swego rodzaju ozdoby. Taki zwyczaj przetrwał do XX w.

 

Jako że podatki były proporcjonalne do wielkości okna, raczej oczywiste było, że otwory należały do niewielkich. Aby nie panował półmrok wnętrze oświetlano łuczywem. Chatę ogrzewano glinianym piecem. Jego wykonanie wymagało długiej pracy. Suchą glinę należało tłuc przez miesiąc aby stała się elastyczna niczym kauczuk. Czyniono to przez 12 godzin dziennie. Ze względu na brak czasu posiłki przygotowano raz dziennie. Gotowano jednocześnie domownikom i zwierzętom. Potrawy zachowywały ciepło dzięki umieszczeniu w piecu. Dzięki niemu też mieli również świeży chleb. Wytwarzane z żytniej mąki bochenki układano wysoko na półce i przykrywano je lnianym obrusem. Zapobiegało to wysychaniu i pleśnieniu. Mieszkańcy chałup jedli z glinianych a łyżki wykonane z dobrej jakości drewna służyły przez lata.

 

Partnerzy portalu:

Zniszczyły go bagna. Potem się odrodził.

Zniszczyły go bagna. Potem się odrodził.

Pałacyk w Choroszczy, oddalonej kilka kilometrów od Białegostoku,  stanowił niegdyś letnią rezydencję Jana Klemensa Branickiego. Dziś wstęp ma do niego każdy. W obiekcie mieści się bowiem muzeum posiadające wszelkie eksponaty i dokumenty związane z historią budynku. Gromadzi również meble i wyroby rzemiosła artystycznego. 

 

Wiejski domek odwiedzany był przez samych królów – Augusta III Sasa i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jeden z zagranicznych dyplomatów stwierdził, że poza Francją, nie widział nic piękniejszego. Pałacyk powstał wpierw na sztucznej wyspie. Jako że otoczony był kanałami i położony na bagnie, natura szybko się o niego upomniała. Hetman Branicki w połowie XVIII w. nakazał więc jego rozbiórkę.

 

Początkowo obiekt nie należał do luksusowych. Konsekwentna rozbudowa przyniosła jednak oszałamiające rezultaty. Szczególną chlubę przynosił park typu francuskiego. Otoczony kanałami, z licznymi alejkami i drewnianymi rzeźbami budził podziw wielu możnych. Okres świetności skończył się wraz ze śmiercią hetmana i jego żony. Nikt z rodziny nie przejął rezydencji, a kolejny właściciel przerobił ją pod potrzeby fabryki włókienniczej. Dzieła zniszczenia dopełniła I Wojna Światowa. W połowie lat 50-tych ruiny pałacu z parkiem wpisano do rejestru zabytków. Z oryginalnego wyposażenia pałacu zachowano tylko dwie płyty kominkowe z herbami Branickich i Poniatowskich. Kilka lat temu rozpoczął się remont, który miał na celu przywrócenie elewacji dawnej kolorystyki. Wymieniono również wszystkie okna.

 

Pałacyk o okolice z lotu ptaka mogą Państwo podziwiać w filmie poniżej.

https://www.youtube.com/watch?v=gpLYUyKhLKA

Partnerzy portalu:

Zgubiła go pazerność. Mógł mieć miłość, dostał śmierć.

Zgubiła go pazerność. Mógł mieć miłość, dostał śmierć.

Czarna magia

Nad brzegiem Narwi koło Łomży stał niegdyś zamek. Mieszkał w nim król, który poślubił kobietę z odległych krain. Trudy panowania osładzała mu ukochana córka. Umierając pozostawił poddanych w rozpaczy. Królowa, która przejęła rządy okazała się okrutna. Praktykowała też czarną magię. Swoim pracownicom zakazała oglądać się za siebie gdy wracały z zamku. Te, które posłuchały mogły liczyć na pieniądze. Jeśli nie, zamiast monet dostawały żaby i węże.

Zemsta z zazdrości

Na wzgórzu tymczasem stał zamek jej brata. Był on całkowitym przeciwieństwem kobiety. Zazdrosna o szacunek, jakim go obdarzała miejscowa ludność, postanowiła go zabić. Dziki koń miał go rozszarpać na strzępy. Książę został jednak uratowany przez jednego z wieśniaków. Wyleczył go siemieniem. Mieszkańcy żądali ustąpienia czarownicy z tronu. Ta postanowiła wrócić do rodzinnej krainy. Córka jednak była przywiązana do swych poddanych i nie miała zamiaru jechać z królową. Matka ją przeklęła a zamek zapadł się z dziewczyną pod ziemię. Złe moce powodowały, że nikt nie dał rady odwalić kamienia.

Trudny wybór

Królewnę postanowił uwolnić jeden z rycerzy, który daleki był od zuchwałości. Przynajmniej tak było na początku. Dostawszy się do lochów, odnalazł tam śpiącą królewnę i wyniósł ją na zewnątrz. Młoda królewna otworzyła swoje oczy. Rycerz nie miał jednak chęci na amory. Opanował go zły czar. Opętany bogactwami, jakie pozostały w ruinach wrócił do środka. Zamek zapadł się już do końca. Mężczyzna zginął przygnieciony przez konstrukcję. Królewna pogrążyła się w rozpaczy i rozpłynęła się niczym mgła.Do dziś u podnóża góra płyną ponoć jej zły.

Partnerzy portalu:

Efekt Ojca Mateusza nie u nas. Przez zaniedbanie lokalnych władz

Efekt Ojca Mateusza nie u nas. Przez zaniedbanie lokalnych władz

Mija 7 lat od powstania ostatniej części komediowej trylogii Jacka Bromskiego ” U pana Boga za…” Akcja wszystkich z nich rozgrywa się w Królowym Moście. W rzeczywistości jednak na ową podlaską wieś składa się cerkiew i kilka domostw. Na ekranie wykorzystano bowiem głównie obiekty w Sokółce, Supraślu i Tykocinie. Dwie sceny, jakie faktycznie kręcono w Królowym Moście, to były: akcja z policją przy drodze, kiedy to zobaczymy tabliczkę z nazwą miejscowości, a także, gdy komendant charakterystycznie modli się do kapliczki po wezwaniu z pagera.

 

Główny plan zdjęciowy komedii stanowił Supraśl. Centrum Kultury i Rekreacji zostało przerobione na dom komendanta.  Komin, z którego skoczył ojciec głównego bohatera odnajdziemy zaś przy Centrum Edukacji. Na ekranach jednak najczęściej pojawia się uliczka 3-go Maja. Po niej raz po raz maszerował słynny już komendant.

 

W pierwszej części zobaczymy również kilka kadrów z Białegostoku. Chodzi tu o bazar zlokalizowany przy ulicy Kawaleryjskiej. Co prawda obecnie ilość kupców jest dużo mniejsza, ale nadal można posłuchać tam swojskiej muzyki. Dyskoteka, na którą jeden z bohaterów jeździł po pagery mieściła się z kolei w Janowie. Działała ona do 2016 r. Teraz działa tam fabryka soków. Sokółka stanowiła miejsce dowodzenia niezapomnianego proboszcza. Na potrzeby filmu wykorzystano tamtejszy kościół oraz plebanię.

 

W Tykocinie nakręcono większość ujęć do ostatniej części trylogii. Najwięcej pracy wymagały sceny kaskaderskie, w których to samochód przestępcy miał efektownie dachować. Kręcono je na jednej z głównych ulic przy rynku. Mieszkańcy Tykocina bez trudu rozpoznają również budynek banku czy karczmy. 

 

Sukces filmu nie przełożył się w ogóle na rozwój turystyki. A warto tutaj podać przykład Sandomierza, w którym przyjezdni zaczęli pojawiać się masowo po sukcesie Ojca Mateusza. Przyjezdni  w Tykocinie przechodząc obok filmowych obiektów, nie mają najczęściej o tym pojęcia. Sporo winy tu lokalnych władz, które nie starały się w ten sposób promować miejscowości.

Partnerzy portalu:

Nie dał odpocząć królowi

Nie dał odpocząć królowi

Przeżył ponad 450 lat. Przegrał z wiatrem w połowie lat 70-tych. Tuż przed zwaleniem drzewo dalekie było już od optymalnej kondycji. Do dziury w pniu mogło wejść nawet kilka osób.  Upadek odbił się szerokim echem w mediach. Powstawały reportaże i publikacje. Dąb Jagiełly stanowi nierozerwalny symbol Białowieskiego Parku Narodowego. Turyści dotrą do niego dzięki specjalnie wytyczonej trasie w ścisłym rezerwacie. Jako, że dąb był bardzo wiekowy dosłownie obrósł w legendy.  

 

To przy nim król Władysław Jagiełło rozbił obozowisko na czas przygotowań do bitwy z krzyżakami. Monarcha jednak nie mógł schronić się w cieniu drzewa, gdyż było jeszcze zbyt małe. Okolica doskonale nadawała się do gromadzenia zapasów. Przez okolicę przepływa bowiem rzeka Narewka, którą to transportowano mięso do Płocka. Twórcą legendy jest dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego Jan Jerzy Karpiński. W pierwszy publikacjach  drzewo jednak nie miało imienia.  Z osobą króla zostało powiązane w latach 30-tych.

 

Partnerzy portalu:

Porwania i rozboje. W tle słychać hejnał.

Porwania i rozboje. W tle słychać hejnał.

Kilka kilometrów od przejścia granicznego z Litwą. Dalej na Podlasiu nie można już mieszkać. Z pozoru cicha spokojna wieś Becejły mają jednak swój niepowtarzalny urok. Codzienne o godz. 20:00 z wieży kościelnej odgrywany jest hejnał. Nikt nie wie dlaczego, ale tradycja rzecz święta. Stare zwyczaje należy pielęgnować. Nazwę Becejły odnotowano po raz pierwszy w XV w. Z jej powstaniem wiążą się dwie krótkie, lecz ciekawe opowieści.

 

W zamku w pobliskim Jeleniewie mieszkał książę wraz ze swoją córką. Jadąc do kościoła spotkali na swej drodze syna rybaka. Księżniczka zakochała się od pierwszego wejrzenia. Ojciec jednak nie chciał jednak o tym słyszeć. Syn rybaka zdecydował się na desperacki krok. Postanowił uciec z dziewczyną. Książę widząc, że uczucia córki to nie tylko kaprys w końcu wydal zgodę na ślub. W prezencie otrzymali wieś, którą nazwano na cześć nowego pana – Becejły.

 

Druga wersja pochodzenia nazwy wsi posiada kryminalny wydźwięk. Pewien rozbójnik zarabiał na podróżnych… okradając ich. Nie można było zliczyć osób, na których wymusił okup. Z niemieckiego słowo ”bezahlen” znaczy dosłownie ”płacić”. Stąd też prawdopodobnie nazwa wsi.

Partnerzy portalu:

Zabawa skończyła się tragedią. Znaleziono ciała.

Zabawa skończyła się tragedią. Znaleziono ciała.

Początki wsi Niewodnica Kościelna, leżącej nieopodal Białegostoku, sięgają połowy XVI w. Wówczas to sędzia ziemski, Maciej Lewickim nadał sobie tytuł dziedzica. Wziął on sobie za żonę księżniczkę Annę Porycką ze Zbaraża, przez co szybko wspinał się w hierarchii społecznej. Jego karierę przerwała śmierć, a majątek  przez ponad pół wieku zarządzany był przez zaradną żonę. To jej dworek zawdzięczał swój rozkwit.

 

Ostatnim jego właścicielem była rodzina Nowickich. Miejscowi oskarżali ich o zawarcie paktu z diabłem. Ze względu na praktykowanie czarnej magii, nikt nie zbliżał się do dworku. Strach brał górę. Po wojnie w budynku dawnego dworku odbywały się zabawy. Miały one tragiczny finał. Wiele osób odebrało sobie życie po skończeniu imprezy. Czy coś ich opętało? Młodzi kończyli powieszeni na sznurku.

 

Dworek szlachecki miał być wielokrotnie remontowany, lecz na planach się kończyło. Dziwnym trafem inwestor szybko bankrutował. Magiczna siła opróżniała jego portfele. Niewytłumaczalne historie mogą mieć związek z pewną historią. Otóż jeden z mieszkańców dworku, jeszcze za czasów rodziny Nowickich, został żywcem zamurowany w piwnicy. Ciała jednak nie odnaleziono. Zapisy parafialne jasno mówią, że w czasie pogrzebu ostatniego właściciela, ludzie ustawiali beczki z płonącą smołą. Twierdzili, że powinien być już w piekle.  Dziwne zjawiska występują tam też obecnie. Ludzie skarzą się na zapach siarki, która to wedle przekazów stanowi zapach demonów.

Partnerzy portalu:

Nikt nie mógł zdobyć twierdzy. Przegrała jedynie z płomieniami.

Nikt nie mógł zdobyć twierdzy. Przegrała jedynie z płomieniami.

Kiedyś odzwierciedlał potęgę militarną. Teraz nic po nim nie pozostało. Chodząc po okolicy, ciężko uwierzyć, że mógł stanąć tam zamek. Mowa tu o dawnej twierdzy w Mielniku.

Składała się on z dwóch części – górnej i dolnej. Wyposażona w dwie baszty obronne stanowiła solidną fortyfikację. Najwcześniejsze zapiski o niej pochodzą z końca XIV w. z kronik krzyżaka Wiganda z Marburga. Wówczas to zakon podjął nieudaną próbę oblężenia. Zamek okazał się nie do zdobycia. Czasy świetności przypadają na okres panowania króla Kazimierza IV Jagiellończyka. Na początku XVI w. podpisano w nim Unię Mielnicką. Polska i Litwa miały stać się jednym państwem. Na pismach się jednak skończyło. Traktat nie był przestrzegany, gdyż Aleksander Jagiellończyk obawiał się utraty tronu.

Postrachem dla wrogów stanowiła tzw. ”Izba Czarna”. W tym zamkowym więzieniu wyroki odsiadywali głównie moskiewscy kniaziowie. Z biegiem lat zamek stracił swe znaczenie, głównie ze względu na brak modernizacji. Już samo przekształcenie baszty w mieszkalną kamienicę mówi samo za siebie. Najgorsze jednak przyniósł ogień. Pozostał tylko kościół na zamku dolnym, który też wkrótce zamienił się w popiół. Budowli nigdy nie odbudowano. 

Partnerzy portalu:

Donieśli na kochanków. Miłość przepadła.

Donieśli na kochanków. Miłość przepadła.

Żywioł nadciąga

Niebo w ciągu dnia pociemniało. Zdawało się że zapadła noc. Wraz z chmurami przyszedł wiatr. Fale na jeziorze osiągnęły niebotyczne rozmiary. Wingryna miała zamiar schronić się w domu. Dostrzegła jednak łódź. Mężczyzna walczył z żywiołem. Wingryna przywiązała się liną do drzewa. Na brzegu stała łódź, którą postanowiła wykorzystać do ratunku. Wyruszyła bez chwili zawahania. Rozpoczęła się bitwa z czasem.

Ratunek w ramionach

Mężczyzna wpadł z krzykiem do wody. Lina była na tyle wystarczająca, że pozwoliła na dotarcie do rozbitka. Udało się. Ostatkiem sił dotarli z powrotem na ląd. Mężczyzną okazał się zakonnik z pobliskiego klasztoru. Fabian, gdyż tak było na imię, spojrzał na swoją wybawczynię. Oboje ulegli wzajemnej fascynacji. Musieli jednak wrócić do swych obowiązków. Od tego dnia codziennie pojawiali się nad brzegiem jeziora, lecz los chciał, że ciągle się mijali. Chcieli wyznać w końcu swoje uczucia, aż w końcu nadszedł wielki dzień.

Smutny finał

Ich usta w końcu się spotkały. Namiętne chwile zostały podejrzane przez innych zakonników. Na Fabiana doniesiono do przeora. Mężczyznę zamknięto w wieży. Z tęsknoty za ukochaną nie chciał nic jeść i pić. Wkrótce zmarł. Wingryna  w oddali dostrzegła tylko ducha Fabiana ulatującego do nieba. Dziewczyna nie umiała żyć w samotności. Za jakiś czas i ona odeszła do lepszego świata. Na środku jeziora tuż po jej śmierci wyłoniła się wyspa. Duchy Fabiana i Wingryny nadal próbują się spotkać, lecz zawsze przeszkadza im burza. Klątwa może zostać przerwana wtedy, gdy znajdzie się para bardziej zakochana od nich.

Partnerzy portalu:

Budynek się zatrząsł. Cudowny przedmiot uratował wszystkich.

Budynek się zatrząsł. Cudowny przedmiot uratował wszystkich.

Synagogę w Tykocinie odwiedza rocznie ok. 60 tys. turystów. Połowa z nich pochodzi z zagranicy, głównie Izraela. W zeszłym roku w konkursie organizowanym przez ”National Geographic”  zajął piąte miejsce w kategorii ”7 nowych cudów Polski”.

Początki synagogi w Tykocinie sięgają początków XVI w. Wówczas to wielki kanclerz litewski Olbracht Gasztołd sprowadził Żydów z Grodna. Szybko powstał ośrodek myśli judaistycznej, obejmujący swym zasięgiem Podlasie, Mazowsze i Litwę. Z dawnej murowanej świątyni do dziś przetrwału polichromie z tekstami modlitw, które pełnią rolę ściągi. Ich konserwację przeprowadzono w latach 70-tych. W czasie II Wojny Światowej synagoga została ograbiona. W mieście przeżyło tylko 21 wyznawców judaizmu. Połowa z nich stała się autorami książki o losach tykocińskich Żydów. Jedyny polski egzemplarz odnajdziemy w lokalnym muzeum.

W pamięci ocalałych przetrwały liczne opowieści. W synagodze przed laty wisieć miał cudowny żyrandol, w którym ukryto magiczne amulety z wypisanymi modlitwami. Ich głównym zadaniem miało być ochrona Żydów od wszelkich nieszczęść. Tak też się działo. Żyrandolowi przypisywano brak ofiar przy niemieckim bombardowaniu. Mimo że świątynia cała się zatrzęsła, obyło się bez rannych. W czasie jednego nabożeństwa żyrandol się urwał. Choć synagoga była pełna wiernych, żyrandol w niewytłumaczalny sposób zmienił trajektorię. Nikomu nic się nie stało. Synagoga w Tykocinie pełna była też skarbów. W połowie XIX w.  przy remoncie podłogi odkryto choćby 9 staropolskich łyżek. Na części z nich widniała data – 1647. Inne posiadały wygrawerowane przysłowia.

Partnerzy portalu: